Zarysy prawa zwyczajowego ludu litewskiego, (cz.1-4) / Lud t. 4, 1898

Item

Title
Zarysy prawa zwyczajowego ludu litewskiego, (cz.1-4) / Lud t. 4, 1898
Description
Lud t. 4, 1898, cz. 1, s. 1-30, cz. 2, 119-150,cz. 3, s., 239-255, cz. 4, s.359-381
Creator
Witort, Jan
Date
1898
Format
pdf
Language
pol
Rights
Licencja PTL
extracted text
ZARYSY PRAWA ZWYCZAJOWEGO
ludu lite-w-skiego.
(Ciąg dalszy*).

ROZDZIAŁ

II.

Prawo rzeczowe.
:I.
We wstępie omówiłem juź dostatecznie kwestyę przekształ­
cenia się własności feodalnej w Litwie w ściśle prywatną, które
uświęc1ła Unia Lubelska, stanowiąc: ,,że feuda albo lenna wedle
każdego przywileju wiecznymi czasy dziedziczone być mają, nie
przywodząc ich w żadną wątpliwość którymkolwiek obyczajem
i wykładem (Vol. Leg. tom II. str. 775 §. 18.). Pomimo jednak
urzędowego zniesienia feodalizmu, zwyczaj rozdawania ziem prawem feodalnem nie ustał zupełnie. Tak królowie rozdawali dobra
pod nazwą lennych z pewnemi zastrzeżeniami co do spadkobrania
oraz możności infeodacyi (wrazie braku potomstwa płci męzkiej)
aż do r. 177 5. t. j. do uznania dóbr królewskich za własność narodową; czynili to i ludzie prywatni, bo nawet III. Statut uznał
za konieczne opisać stosunki, wynikające z tych nadań (rozdz. III.
art. 30). Nadania te w dobrach duchownych zniosła w r. 1633.
komisya Rewizyjna (archiwum kap. Wileńskiej), świeckie zaś
dobra lenne dotrwały aż do tej pory, chociaż w bardzo małej
liczbie: w dzisiejszej gub. Kowieńskiej cały obszar dóbr lennych
i pojezuickich wynosił razem 5652,25 dzies. gruntów! Dotąd stanowią one zupełnie osobną kategoryę własności ziemskiej i w zasadzie uważają się za dobra skarbowe, znajdujące się w uziedzicznej dzierżawie właścicieli, którzy ją uiszczają w opłatach minimalnych i stałych.
Fakt ten nie ma znaczenia poważniejszego. Nie mają również
znaczenia szczątki własności zbiorowej, szlacheckiej, czyli t. zw.

*) zob. Lud III. str. 293.
I

1
powiatów ki, po litewsku kan.. :;:5iri~. Ie-: J '\, ••
· ' rze książąt
11 vch
żmudzkich niekiedy nada wali całeJ
che~.: rri :...<,
•·VL,
powiatów żmudzkich całe obszary ziemi
~ uz; ,-;._.. w.·,.
z prawem ciąć, kosić i pasać bydło lub komt;, •1e :-1 ...
Z biegiem czasu ziemie te różnemi drogami stały się w1u. • . Jscią
prywatną. Wedle podań z niektórych powiatówek wyrosły fortuny,
niemal magnackie, wszakże dotąd ocalała jedna powiatówka czyli
puszcza po\viatowa, mianowicie Ejragolska. Prawnie ten obszar
ziemi, dziś nieużytki, należy do szlachty dawnego pow. Wieloń~
skiego, w rzeczywistości zaś stanowi własność niczyją, res nullius.
Przed kilku laty rozpoczął się proces o nią, bo ta powiatówka
zawiera przeszło 100 włók ziemi, ale nasze wnuki nie doczekają
się końca tej sprawy t. j. podziału ziemi pomiędzy właścicieli.
Inne formy zbiorowej własności nie istnieją, bo pastwiska
w spólne chyba nie mogą być uważane za nią. Pastwiska wspólne
stanowią własność dworską, której nie mozna prawnie uszczuplić,
ale lasy, rosnące na nich, można sprzedawać na wyrąb, bo one
należą stanowczo do właściela, gromada ma prawo pasanb na
nich swego bydła w ilości nieograniczonej, zarówno jak i dwór.
Jestto niewatpliwie przezytek dawno minionej epoki, który zachował się dzięki poddaństwu. Nie można w nim widzieć prawa
serwitutowego, albowiem jego źródło jest zgoła inne.
Pojedyńcze jednostki z ludu, nawet przed 1861 r., posiadały
niekiedy własność ziemską, bo u nas było sporo t. z. ludzi wolnych, którzy nigdy nie byli poddanymi, nigdy nie byli przypisanymi do ziemi. Oprócz tego po wypadkach 1831 r. rozkazano
szlachcie wylegitymować się ze swego sz1achectwa, ale kilkadziesiąt tysięcy braci niewylegitymowanych, z rozkazu Mikołaja I.· stworzyli osobną komórkę stanową 11 jednodworców", których w 1841 r.
kazano zaliczyć w poczet włościan państwowych, zachowując im
jednak własność prywatną. Roku 1846, 26. (14.) lutego rozcią­
gnięto na nich kompetencyę miejscowych instytucyi ministerstwa
dóbr państwa, ostatecznie urządzono ich w r. 1855., ale prawa
póżniejsze, z dnia 12. stycznia 1866 r., 13. marca 1867 r., zla!y
ich zupełnie z włościanami. wszakże zachowując im własność prywatną,
ziemską.
Byli też - włościanie, uwolnieni z poddaństwa
i obdarowani ziemią, ale było ich bardzo mało.
vVogóle nie ulega zaprzeczeniu, iż przed zniesieniem podda11stwa istniała już drobna własność chłopska, prawnie podlega0

1

.,

*) W 1843 r. ,,jednodworców" narachowano 22704 mężczyzn, ludzi
zaś wolnych w dobrach państwowych -- 8562 m"ż.

-3jące prawom państwowym, faktycznie zaś - zwyczajowym. Prawo
zwyczajowe w tym kierunku nie mogło nigdy rozwinąć się należycie, bo ulegało wpływom najróżnorodniejszym. U przednio poddani w dohrach królewskich i starości11skich władali ziemią na
zasadzie starych zwyczajów i obyczajów, rzec można - na zasadzie
prawa zwyczajowego, które do pewnego stopnia było uznawane
przez sądy patrymonialne, a nawet Asesoryę W. ks. Litewskiego,
albowiem do niej mogli odwoływać sitc w swych sporach włoś­
cianie królewscy i starościńscy. Ogólna patryarchalność stosunków, oraz namiętne przywiązanie do przeszłości swojskiej długo
jeszcze nakazywały dziedzicom uwzglęą.niać w swem postępowaniu
z poddanymi stare zwyczaje i obyczaje ludowe. Wiemy dobrze,
że ks. Ogiński zawsze uwzg]ędniał prawne pojęcia ludu i nigdy
nie wyrokował w żadnej sprawie pomimo rady 12 starych włoś­
cian, wybranych przez gromady. Był to wyjątek, ale w każdym
razie właściciele ziemscy stosowali się zwykle do ludowych pojęć
prawnych, które w znacznej części zgadzały się z ich intt.resami.
.
Mniemam, iż słowa, przytoczone powyżej, tłómaczą poniekąd
wyjaśniają rozwój własnościowego prawa zwyczajowego na nieruchomości, oraz jego niedostatki i braki. Należy tu też uwzglę­
dnić rozwój i przeobrażanie się rodziny, który znajduje się zawsze
w ścisłtj a wzajemnej zależności od rozwoju stosunków własnościo­
wych; nie można też zapominać i' o przeszłości historycznej. Faktycznie lud lit~i nie wyrobił pojęcia osobistej w!asności ziemskiej,
znał on tyilfo własńość rodową. Przecież był on już na drodze
wyrobienia pojęcia własności osobistej, bo prawo rozporządzenia
i alienacyi własności rodowej już skoncentrovvał w ręku głowy
rodu, który mógł nią rozporządzać dowolnie, byle bez widocznej
krzywdy członków. Ale nawet i ta zasada nie cieszyła sie uznaniem ogolnem.
Lud litewski nie stanowi wyjątku: wszędzie własność osobista
powstała z własności rodowej w drodze powolnego a stopniowego
przeobrażania się i przekształcania, Niewątpliwie - spólnoty rod.linne wyprzedzają w czasie nietylko własność osobistą, ale nawet
i spólnoty wiejskie (gmina sąsiedzka), których początek kryje się
we własności rodowej. Wiemy dobrze, że wśród Słowian zachodnich istnienie spólnot rodzinnych, ściśle związanych z rodziną
patryarchaln~i, nie ulega ani najmniejszemu zaprzeczeqiu; znali
je doskonale Polacy, Czesi i inni. Znają je także Białorusini, albowiem dotąd istnieją one śród tego ludu, zwłaszcza. w głuchych
zakątkach Białorusi Cf'ntr.d11ej. Śród Słowian południowych pa-

J

-4nującą dotąd formą pożycia jest pożycie w zadrudze t. j. w spół­
nocie rodzinnej. Trudno też zaprzeczyć, by dzisiejsze rosyjskie
gminne władanie ziemią i współczesna organiz~cya gminy nie
pochodziły od rozrodzonych i pomięszanych spólnot rodzinnych.
Co się zaś tyczy gminy rosyjskiej na północy, to rozwinęła się
ona ze spólnot rodzinnych, dzięki warunkom ekonomicznym, oraz
fiskalnym celom rządu; stało się to w gub. Archangielskiej pomiędzy 1812 - 1820 r. W swej rozgłośnej książce p. t. n Własność
włościańska na północy skrajnej" p Aleksandra J efimienkowa
stanowczo udowodniła, że koloniści nowgorodzcy osiadali spólnotami rodzinnemi czyli "pieczyszczami" l w staro-francuskiem prawie spotykamy termin podobny - le feu), jak wyrażają się akty
urzędowe. Stopniowo pod wpływem czynników, przeważnie ekonomicznych, rozpadały się one, przeobrażając się w gminę są­
siedzką; ostateczną przyczyną, która zakończyła ten proces, były
rewizye t. j. spisy ludności w celach określenia wysokości pogłównego.

Badania p. Jefimienkowej ograniczyły się na gub. Archanale pp. Sokołowskij, M. Kowalewski i inni stanowczo te
wywody rozciągnęli nietylko na północ Rosyi, ale nawet i na
południe.
Dziś już można twierdzić, iż gmina rosyjska jest wytworem rozpadania się spólnot rodzinnych. Wiemy zresztą, iż
one dotąd nawet istnieją, albowiem „rcdzina wielka" (bolszaja
siemja) nie jest niczem innem, jeno tylko spólnotą rodzinną. Nasze
spólnoty rodzinne, o których pisałem w rozdziale uprzednim, są
niewątpliwie nieco zmienionemi spólnotami dawnemi, w których
prawa członków zwiększyły się, władza zaś zwierzchnika zmniejszyła się; prawdopodobny skutek współczesnych prądów indywidualistycznych. Reforma 1861 r. zastała tę formę ~ładania ziemią
i pożycia rodzinnego; §. 81, ustawy miejscowej usankcyonował
ten stan rzeczy, stanowiąc, że grunta nadane są własnością całej
rodziny, nie zaś jej zwierzchnika, na którego imię zostały zapisane.
Artykuł ów nie dopuszcza osobistego władania i użytkowania,
a tern bardziej prawa dowolnego rozporządzania i alienacyi, ale
jednocześnie też uznaje własność rodową i jakby prawa zwierzchnika rodu czy rodziny, albowiem na jego imię grunta nadane
zostały zapisane; na niego też spadły wszelkie opłaty indemnizacyjne, tudzież podatki państwowe, opłaty gminne i powinności
naturalne, ciężące na nich. Sama ustawa nie określiła ściśle
znaczenia wyrazu "rodzina"; ten brak usunęły dopiero wyroki
drugiego Departamentu Senatu Rządzącego, najwyższej instancyi
w spraw ach włościańskich. Okazało się, że członkami rodziny
gielską,

-5są te wszystkie osoby, które zostały za takowych uznane i upisane w aktach nadawczych lub lustracyjnych (dla b. włośdan
państwowych). To określenie ,nie usunęło wszystkich wątpliwosci

i nieporozumień, bo zdarzało się, iż nie wszyscy członkowie rodziny byli zapisani za takowych.
Wedle prawa pisanego zwierzchnik rodziny nie jest ani
właścicielem gruntów nadanych, ani posiada prawo dowolnego rozporządzania niemi, ale prawo zwyczajowe przyznaje mu to zupeł­
nie, a w każdym razie nie zaprzecza dowolnego rozporządzenia
i alienacyi. Że taki jest pogląd prawa zwyczajowego, to nie
ulęga zaprzeczeniu. ,,Gruntem nadanym zawsze rozporządza się
i zarządza patryarchalnie, niepodzielnie i samodzielnie OJcrnc
w charakterze głowy rodziny, a pozostali członkowie podlegają
bezwarunkowo jego rozporządzeniom patryarchalnyrn. W •razie
śmierci ojca prawo rozporządzenia się i gospodarowania na gruntach nadanych wedle wiekowych poglądów prawnych włościan
litewskich winno przejść do syna najstarszego, wrazie jego nie-.
zdolności do następnego i t. d". - mówi p. Friedman. Zawsze
w każdej rodzinie czy to małej, czy licznej, gospodarzem jest jej
zwierzchnik i wedle ludu takowym być powinien najstarszy; do
niego należą wszelkie rozporządzenia gospodarcze; on ma prawo
zawierać wszelkie urnowy, zaciągać pożyczki, sprzedawać, kupować i t. d. Nikt z członków nle może mu dawać żadnych wskazówek lub rozkazów; nikt nie może wtrącać się w jego rozporządzenia gospodarcze: można mu tylko radzić.
Jeżeli na czele
rodziny stoi brat starszy lub nawet matka, to wszystkie te prawa
przysługują im w charakterze zwierzchników.
Takie są poglądy ludu na prawa zwierzchnika rodziny w zakresie gospodarstwa wspólnego; rozumie się - przypuszcza się,
iż zwierzchnik będzie korzystał z nich tylko dla dobra ogólnego.
Jasnem jest, iż pomiędzy niemi a §. 81. ustawy miejscowej istnieje
sprzecznosć zasadnicza, albowiem ów artykuł prawny stanowczo
wzbrania dowolne rozporządzenie i alienacyę, oraz nie dopuszcza
osobistego władania i użytkowania, chce widzieć w członkach
rodziny współwłaścicieli równoprawnych, nie zaś - niemal najmitów, jakimi są u nas członkowie rodziny wobec jej zwierzchnika.
Artykuł ów to zastosowanie pewne rosyjskiego prawa zwyczajowego; praktyka sądowa postarała się stosować je, o ile
można, szeroko, zwłaszcza po wprowadzeniu reformy sądowej
w 1883 roku, pomimo tego, iz lud litewski nigdy nie znał i nie
zna „ wspólnego władania i użytkowania" (sowmiestnaho władienja
i polzowanja). W swej bezwzględności zasadę tę nietylko władze

-

6 -·

sądowe, ale i administracyjne (komisarze dla spraw włościanskich
i ich Zjazdy) stosują zawsze i wszędzie, narzucając ją sądom
gminnym (włościańskim) i ludowi.
Ustawa miejscowa dozwala podziały gruntu nadanego na
części, nie mniejsze od I o dies. ziemi, ale i te prawne podziały
dziś rzadko bywają zatwierdzane formalnie i prawnie. Rozumie
się cała ta działalność jest zupełnie bezowocną, bo lud nie
uznaje „wspólnego władania i uzytkowania«. Na tle tej kolizyi
prawnej rozwinęło się niesłychane pieniactwo, wyrosły piękne
kwiatki )>prawdziwie fałszywych świadków", krzywoprzysięstwa
i t. d. Zawsze wrazie sporów maj.-ltkowych sądy skazują procesujących się włościan na „wspólne władanie i użytkowanie", ale
ich wyroki zawsze pozostają „na papierze". ,, W rzeczywistości mówi p. Friedman - to wspólne władanie i użytkowanie, wywołuje cały szereg nieporozumień, kłótni, sporów i procesów,
wycieńczających, rujnujących i męczących obie strony, doprowadza
je do tego, że dobrowolnie dzielą pomiędzy sobą faktycznie, ale
nie prawnie, mienie sporne. Obawiając się, by zebranie gminne
nie odmówiło zatwierdzenia tych podziałów, unikają one sądów
gminnych i koronnych, a natomiast zawierają urnowy notaryalne
„ wględem porządku wspólnego korzystania z dochodów mienia
spornego", określając, rozumie się, z jakiej części którego każdy
ma korzystać" *).
Dawniej spadki i podziały stosowały się zwykle do norm
prawa zwyczajowego, które wogóle starało się usuwać rozdrabianie gospodarstw włościańskich. Starszy lub młodszy syn osiadali,
lub dzielili ojcowiznę, jeśli można było ze względów gospodarczych, lub zadawalniali się wypłatą, szli na nadomników (uszkurów),
służbę i t. d., nie było takiej chęci posiadania ziemi, zwłaszcza
własnej. Zresztą dziś zaczyna rozwijać się silnie poczucie indywidualne, które dawniej zaledwo tlało. Wszystkie te okoliczności
oraz ciężkie warunki życiowe wywołują i rozbudzają instynkty
ściśle egoistyczne a ich urzeczywistnienie niekiedy lud widzi we
władaniu kawałkiem ziemi. Trzeba tu podkreślić ujemne wpływy
doradców pokątnych, ludzi zwykle bez czci i wiary, ,,z pod ciemnej gwiazdy•, jak mówią u nas. Ci ludzie stanowczo wyzyskują
włościan, nie gardząc źadnymi środkami.
Często zdarza się,
iż procesujący się chłopi wydzierżawiają im swoje grunta, zawierajqc kontrakty notaryalne na imię osób trzecich, na 6- 12 lat.
Sprawy takie nie obchodzą się bez jednania świadków, spajania

*) Prawne poglądy i obyczaje, str. 83-84.

-7ich, podkupywania, składania świadomie fałszywych krzywopuysięstw, a nawet niekiedy zabójstw i kryminałów. W tej też okoliczności wszyscy, mający styczność z ludem, widzą przyczynę
obniżania się uczuć rodzinnych i w ogóle poziomu moralnego, bo
nikt prawie i nic nie przeciwdziała wpływom ujemnym.
Przytaczam tu kilka przykładów, ilustrujących prawne poglądy ludu. Po śmierci ojca grunta nadane (20 dies.) przeszły do
kilku synów; starszy zastąpił miejsce zmarłego w gospodarstwie,
młodsi domagają się podziału. Sąd gminny Erswiłkowski postanowił: ,.procesujący się winni. żyć razem, młodsi słuchać starszego i matki, a starszy ma otrzymywać wszystkie dochody i zaspakajać wydatki". Ten sam sąd dwom procesującym się braciom
nakazał gospodarzyć wspólnie, nadmieniając, że młodszy winien
słuchać starszego jak ojca (wyroki 1874 r. 1. 41, oraz 1874 r. 1. 26).
W ogóle lud mniema, że gospodarstwem może kierować tylko jeden gospodarz, przeto nawet bratu, mieszkającemu oddzielnie a
żonatemu, winna wydawać się za jPgo pracę w gospodarstwie
wspólnem pewna część produktów. Tak sąd gminny Szymkajcki
nakazał bratu starszemu wydawać młodszemu, który miP.szkał
z żoną osobno, tyle to a tyle i takich to a takich produktów
(wyrok 1871 r. 1. 34). Sądy ludowe uznawały zawsze, że prawo
rozporządzenia mieniem wspólnem. należy tylko do gospodarza
głównego, jakby zwierzchnika. Bracia gospodarzą wspólnie i jeden z pośród nich bez zapytania, sprzedał sieczkarnię... Brat
starszy, gospodarz, oskarżył go o kradzież. Napróżno oskarżony
tłómaczył się, że „jest członkiem rodziny i ma prawo wziąć
i sprzedać sieczkarnię", ale sąd nie zgodził się z tym poglądem
i skazał go na areszt (Wilkijski sąd gminny wyrok 1890 r. 1. 17).
W tymże samym też sądzie gminnym toczyła się sprawa następna.
Brat młodszy, współgospodarz, sprzedał za 26 rub. wędlin, nie
pytając nikogo o pozwolenie. Starszy zaskarżył go o kradzież
wyrok - 1896 r. I. 17. - uznał go winnym i skazał na wypłatę
26 rub.
W tych wyrokach wyraża się zupełnie jasno pogląd ludu na
prawo rozporządzenia własnością wspólną, ale dziś coraz to trudniej a trudniej godzić te poglądy z prawem pisanem, oraz rozwijającym się indywidualizmem... A jednak potrafiono znaleść
pewne
środki
zaradcze, które
pozwalają
zadość uczynić
słusznym
wymaganiom
osobistym
oraz obejść
przepisy
prawr.e, wzbraniające podziały. Uprzednio w kilku słowach wspomniałem o tern; tu pomówię o tej kwestyi nieco obszerniej. Przedewszystkiem nasi włościanie usuwają tę sprzeczność w drodze

-8umowy rejentalnej; faktycznie grunta są podzielone, bo za warto
formalną umowę o warunkach wspólnego władania i użytkowania,
w której dokładnie a ściśle określono, z jakiej części gruntów
ma każda strona korzystać. Zwykle też dodaje się, źe łamiący
umowę winien wnieść pewną sumę stronie przeciwnej.
Umowy
podobne kosztują nieco, przeto biedniejsi ograniczają się zwykle
umowami domowemi 1 które niekiedy zaświadczają u władz gminnych. W tych wypadkach praktykują się złożenia kaucyi na ręce
osób trzecich, wiarogodnych, niekiedy weksle, poręki i t. d. Uży­
wają też formy umowy dzierżawnej współwłaściciel wydzierżawia:
część swoją za pewną płatę, pobieraną z góry, wkładając natomiast na dzierża,vcę obowiązek uiszczania podatków i opłat ~minnych oraz powinności naturalnych. Prawnie grunta nie są podzielone, ale faktycznie -- tak. Władze gminne, acz o tem zwykle
wiedz4 dobrze, nigdy nie wtrącają . się w te kwestye. W ten
sposób należy tłómaczyć szereg spraw, toczących się w sądach
gminnych, grunta nadane nie są podzielone, dwaj bracia gospo
darzą na nich wspólnie i... prawują się o przekos łąki. Oczywiście
- faktycznie mamy dwóch samodzielnych gospodarzy, niezależnych
ale prawnie stanowiących jedno gospodarstwo. Ta okoliczność
wywołuje bardzo liczne nieporozumienia, spory, kłótnie, bijatyki
i t. d., niekiedy dochodzi nawet do krwawych zatargów. bo w rubryce „wypadki" gazety urzędowej można często spotykać takie
wiadomości: ,,NN. w sporze o ziemię ze swym bratem MN. pchnął
go nożem".
Przytaczam tu kilka przykładów, wyświetlających moje
słowa. We włości Sołockiej dwaj bracia, podzieleni faktycznie
i żonaci. długie Iata żyli w zgodzie, ale kobiety pokłóciły się z powodu spichlerzyka; w kłótni przyjęli udział mężowie .... Na sądzie
wyjaśniło się wszystko rwyrok 1893 r. I. 81.).
W gminie Rymszańskiej bracia podzieleni pokłócili s-ię z sobą z powodu prawa przepędu bydła; w kłótnię wtrąciły sie.; kobiety. strony porwały koły i widły ... W czasie bijatyki zabito konia i ciężko skaleczono dziecko,
które przypadkowo znalazło się na polu bitwy (wyrok 18q2 r.
1. 23). Vv innej znowu gminie - Tawrogińskiej - sąd musiał
zjechać na miejsce, by pogodzić braci niepodzielonych prawnie
a procesujących się o grunta (wyrok 1896 r. 1. 64. ). W razie sporów
podobnych strony niekiedy uciekają się do sądu polubownego, uznając zań sąd gminny miejscowy, który w takich razach może wyrokować w sprawach cywilnych, których wartość powództwa przenosi
100 rub. Przytaczam bardzo rzadki przykład takiego
rozstrzygni~cia sporu. Mają pomi~dzy sobą proces i nienawiść z powodu

-9kawałka ziemi... i pragnąc te nieporozumienia wzajemne skończyć

raz na zawsze, ale nie maiąc możności osią~nąć dobrowolnie cel
upragniony, na zasadzie 99 i 100 art. ustawy ogólnej o włościanach ... zgadzamy się na wyrok sądu polubownego w składzie takim .... i zobowiązujemy się uledz jego wyrokowi, jaki zapadnie,
zupełnie ściśle, żadnych praw na zaskarżenie wyroku zapadłego
sobie nie zachowujemy, w czem podpisujemy się .... Pomimo tego
podania sprawa ostatecznie nie została załatwioną (Bernatowski
sąd gminny, wyrok 1886 r. 1. 25).
Pomimo wszelkich zakazów i przeszkód prawnych podziały
mnożą się, przybierając najrozmaiti:ize formy, uwarunkowane tysiącem przyczyn drobnych, ściśle miejscowych.
Wogóle jednak
trzeba rozróżniać dwie zasady, kierujące podziałami: starą i nową.
"\Vedle starej nie wszyscy członkowie uczęstniczą w nich ; ich
udział określa się wolą starszeg-o, bądż zwy cza jem starodawnym ;
kobiety usuwały się zawsze od ziemi, ale wypłacano im wynagrodzenie; do nich też należała cała gotówka rodzinna. Nowa
zasada jest zgoła odmienną; wszyscy członkowie rodziny uczę­
stniczą w podziale na jednakowych prawach; niekiedy nawet i
kobiety nie usuwają się od ziemi, lubo częściej wypłacają im
wartość gruntu, przypadającego na ich dolę.
Odbywają się one
zawsze za wspólną zgodą lub wyrokami sądów gminnych, jeśli
strony nie doszły do porozumienia. Wyroki takie dawniej spotykały sie często, dziś tylko wyjątkowo.
Dawniej podział następo­
wał zwykle za życia ojca lub starszego
w rodzinie i stosownie
do jego wskazówek: uwzględniano zwykle zdolności gospodarcze,
zalety moralne i stan familijny oraz wiek, np. starszy otrzymywał
chatę ojcowską i większą część gruntu
(w niektórych okolicach
najmłodszy); inni dostawali części mniejsze, inni znów - wypłaty
w gotówce i ci zwykle szli na nadomników. Córkom dawano posagi ; uczęstniczyły tei one w podziale ruchomości; posag matczyny zawsze należał do nich. Rozumie się - zabezpieczano tei
środki do życia członkom rodziny, niezdolnym do pracy. Niekiedy
spotykamy, nawet dziś, takie formy podziału; następują one zwykle, gdy ojciec z powodu starości lub niedołęstwa zrzeka się
gruntu na rzecz swych dzieci. W takim razie jego wola kieruje
podziałem. Tak we włości Żagorskfoj ojciec swój grunt, 50 dies.,
podzielił pomiędzy 2 synów, ale starszy otrzymał 42 dies, młodszy
zaś tylko 8 dies. (wyrok 1884 r. 1. 143). Niekiedy testamenty
zawierają i ściśle określają sposób podziału gruntów nadanych
i mienia; pisałem o tern w rozdziale uprzednim i przytoczyłem
parę przykładów odpowiednich. Zdarza się :Jeż, iż ojciec, czy

/

-

10 -

starszy wydziela czę1jć gruntów wspólnych oddzielającemu się
Synowi; ma to zawsze miejsce, jeśli syn żeni się za pozwolen~m
rodziców. Muszę nadmienić, że takie rozporządzenia są sprzeczne
z prawem pisanem, lubo zgodne ze zwyczajowem. Sądy gminne
w sprawach podobnych zawsze trzymają się prawa zwyczajowego.
Wogóle jednak z;isada stara traci swą powagę, nowa natomiast - zyskuje coraz więcej zwolenników. Zasada równości bywa
posuwaną aż do granic ostatecznych: ,, w domowych umowach o
podziałach warunkuje się nawet, kto z współuczęstników winien
pogrzebać rodzic.ów i ściśle określa się udział każdego w kosztach
pogrzebowych" - mówi p. Gukowskij '(Pamiętnik gub. Kowień­
skiej na 1895 r. str. 178). We włości Kwiatkowskiej z tego powodu wywiązała się cała sprawa; na sądzie wyjaśniło się, że
starszy syn zrobił trumnę, młodszy wykopał mogiłę, najmłodszy
zaś-- opłacił księdza. Tego ostatniego jednak sąd skazał na wypłacenie starszym braciom 13 rub., ponieważ „on mało uczestniczył w wydatkach pogrzebowych, o czem sąd sam wie doskonale"
(wyrok 1889 r. I. 16) Charakterystyczny to wyrok, ale podobne
spotykają się bardzo rzadko! Tak w gminie Irasskuńskiej bracia
przeprowadzili podział mienia wspólnego z niesłychaną zręcznością i
przezornością: nie zapomniano podzielić szynki, ważącej 20 funt,
a nawej starej skóry końskiej (wyrok 1886 r. I. 4). W innej zno wu gminie bracia dzieląc się, rozpiłowali na dwie równe połówki
bierwionko *). W ogóle zasada równości arytmetycznej bywa dziś
zwykle przestrzeganą najusilniej.
Podziały odbywają się bez wszelkiego udziału władz gminnych; prawo zwyczajowe nie wymaga na nie żadnego pozwolenia. Starają się jednak o ich zatwierdzenie przez Zebranie gromadzkie wówczas tylko, gdy są one prawne, ale i to rzadko. Jeżeli strony nie mogą porozumieć się, to uprzednio zwracały się
do sądów gminnych z prośbą o podział. Przed laty kilkunastu
nie odmawiały one pomocy, dziś nie ważą si~ tego robić z po-wodu nakazów komisarzy do spraw włościańskich lub ich Zjazdów. Przytaczam parę przykładpw z przeszłości niedawnej. ,,Cho
ci..1.ż wedle prawa oraz okólnika Naczelnika kraju z dnia 10. marca
1865 r. I. 559. wypadałoby korzystać z gruntu nadanego całej rodzinie, ale ponieważ Wirwiłło (powód) jest nie najlepszego charakteru i, żeby uniknąć różnych intryg pomiędzy nimi - grunty
i zabudowania podzielić na części równe pomiędzy nim i wdową
*) Są,d gminny Jutyncki r. 1889. 1. 1.

-

11 -

Anielą (matką powoda) z wychowańcem,

synem brata powoda"
- pisał w swym wyroku sąd gminnny Szydłowski z r. 1870 za
1. 3. W tejże gminie dwaj bracia zwrócili się do komisarza do
spraw włościańskich, by ich pogodził; komisarz nakazał sądowi
pogodzić ich oraz określić porządek wspólnego władania i użyt­
kowania gruntem nadanym. Sąd "ze względu na niespokojny
charakter Ż. w żaden sposób nie może zgodzić się, by bracia
mieszkali razem, bo z tego powodu, jak można spodziewać się,
wynikną połajanki i bijatyki, a nawet od ,,czego Boże uchowaj, - zabójstwa"; - nakazał zbudować powodowi osobną chatę,
a grunt podzielił na 2 równe części (wyrok 1871 r. 1. g).
Dziś ta droga podziałów została stanowczo zaniechaną, zastąpiła ją inna, mianowicie wyroków sądów polubownych, z
którymi spotykamy się często, zwłaszcza na Żmudzi głębokiej.
W gminie Kurszanskiej zwołano sąd polubowny, który starszemu
bratu przysądził chatę ojcowską oraz trzecią część gruntów, dwom
2
młodszym zaś razem z matką /3
(wyrok 1891 r., 1. 63). We
włości Poddubiskiej zapadł wyrok następny: najstarszy brat otrzymał cały grunt nadany, 31 dies., wypłaci wszy młodszemu 3 1 7 rub.,
a średni zrzekł się swych praw za umorzenie 3 1 7 rub. długu;
przedstawiono kwit pocztowy w dowód przesłania pieniędzy nąj­
młodszemu, który wyemigrował do Ameryki (księga umów 1895
r. 1. 4). Praktykuje się też sposób podziałów w formiP. dobrowolnego zrzeczenia się praw do gruntów nadanych; niekiedy dzieje
się to na mocy wyroków sądów polubownych, niekiedy zaś umów, wnosz~nych do księgi aktów cywilnych, istniejącej przy
każdym urzędzie gminnym. •Ostatni przykład przytoczony zawierał też coś bardzo podobnego, bo oczywiście dług ów był fikcyjny. Przytaczam jednak jeszcze parę przykładów. Brat młodszy
zrzeka się swoich praw na rzecz starszego za wynagrodzenie,
określone przez sąd polubowny.
Nawiasem doddm, że sędziowie
w umowie postawili warunek, by starszy sprawił młodszemu wesele (księga umów gminy Abelskiej 1892 r. l. u). We włości
Jużynckiej brat ustąpił bratu „po umowie odjemnej" (po otricatielnomu dokumientu) swe prawa na 18,73 dies. gruntu wspólnego
za 300 rub. W tej gminie dużo spotyka się umów podobnych
(księga umów 1889 r. 1. 4, g, 10).
Często też strony po prostu zawierają umowę formalną, nie
uciekając się do sądów polubownych. Zwykle zapisują ją w księ­
gach umów, by uprawnić poniekąd i zabezpieczyć podziały. Oto
szereg przykładów, zaczerpniętych z księgi umów gmin następ­
nych. W Krożańskiej brat ustępuje bratu 5 dies. za 300 rub.

-

12 --

w Kołtyniańskiej - półtora dies. ze 25 rub., w Łabardzewskiej 13 dies. za 500 rub. i t. d. Nadmieni.am, że w tych okolicach spotykamy zrzeczenia się przez kobiety praw do gruntów nadanych.
Tak siostra zrzeka się praw swoich do ziemi na rzecz brata za
2 krowy, macocha ustępuje diesiatynę swoją ziemi za 40 rub. i owcę
(księg-i umów Krożańska 18q2 r. I. 5; Kołtyniańska 1892 r. I. 1;
ł~ahardzewska 1877 r. l. 30; Konstatynowska 1892 r. 1. 114 oraz
Szymkajcka 1871 r. 1. 16). O zasadach mrów podziałowych będzie
mowa w rozdziale o umowach.
Podział ukończono, ale bywa niekiedy dużo biedy z amatorami „wspólnego władania i użytkowania", tern bardziej, że pretensye podobne zwykle znajdują poparcie w zjazdach komisarzy
do spraw włościańskich, niekiedy zaś nawet - w sądach ogólnopaństwowych. Pragnąc zapewnić sobie spokojne władanie gruntem nadanym, należy zabezpieczyć je całym ~zeregiem dokumentów prawnych, bezspornych, by uniemożliwić rozmaite pretensye
amatorów wspólnego władania i użytkowania - mówi p. Gukowskij .. *). Przytaczam tu przykład odpowiedni, niemożliwy w innym zakątku Europy. We włości Żagorskiej brat zrzekł się na
rzecz swego rodzonego prawa na 38 dies. gruntów wspólnych;
umowę zawarto formalną i zaniesiono ją do księgi umów gminy
Żagorskiej. Upłynęło lat kilka. Wtem zjawia się on do sądu
gminnego i na mocy nakazu intromisyjnego, wydanego przez
Izbę Cywilno-kryminalną w Kownie, źąda wwiązania *) (intrornisyi) do trzeciej części gruntów, do których prawa zrz~kł się
dobrowolnie, co dowodziła 'umowa uprzednia. Sąd gminny zjechał
na miejsce i wykonał wwiązanie, przyczem staruszkę_ matkę wyrzucono z chaty, wyznaczaiąc jej na mieszkanie chlew (wyrok
1884 r. I. 118 ). Nawiasem nadmieniam, iż do reformy sądowej podobne wyroki spotykały się, dziś są one niemożliwe. Ale jednak
próby nie ustają: amatorowie „ wspólnego władania i użytkowania"
w takich wypadkach zwracają się dziś już nie do sądów ogólnopaństwowych, lecz włościańskich, gminnyc~, chociaż one powództwa podobne zwykle odrzucają, jeżeli zeznanie świadków wiarogodnych lub dowody piśmienne istnieją a potwierdzją sam fakt
zrzeczenia się. Przedawnienie w tych sprawach prawie nic nie
znaczy. Sądy gminne powołują się na nie nader rzadko, bo zreszta

*) Pamittnik gub. Kowieńskiej na r. 1896. str. 176.
*~) Użyłem tu zamiast ,.intromisyi terminu wwi~zanie", bo spotykam
go w pierwszym przekładzie statutu z r. 1614.

-

13 -

samo prawo zwyczajowe ma o niem bardzo niedokładne i nieścisłe
pojęcie.
Dość powiedzieć, iż dotąd nie określiło
ono nigdy
terminu, który w każdym wypadku poszczególnym
zależy
od okoliczności rozmaitych. Przytaczam przykład odpowiedni.
We włości Kurszańskiej zjawił się amator wspólnego władania
i użytkowania, który zażądał, by sąd nakazał jego bratu, gospodarzowi, dopuścić go doń. N a posiedzeniu sądowem okazało się,
iż pozywający przed 20 laty zrzekł się swych praw na rzecz
obecnego właściciela, co udowodnionem zostało zeznaniami
świadków; dokumentów żadnych nie okazano,
bo umowa była
słowną.
Sąd powództwo odrzucił, przyznając przedawnienie (wyrok 1893 r. 1. 32).
W ogóle lud ściśle odgranicza i wyróżnia grunta nadane od
nabytych, nazywając je własnością wykupową lub niewolną. Nadaje on jej znaczenie własności rodowej, tylko do gruntów nadanych stosuje on nazwy: ojcowizna i rnacierzyzna. Ojcowizna - to
grunta, otrzymane po ojcach, wogóle - w linii męskiej; rnacierzyzna ma znaczenie odwrotne: to g-runta, które dostały się w linii żeńskiej. VvT ogóle jednak lud stosuje do własności ukazowej
swe pojęcia o prawie alieanacyi, które koncentruje się w ręku
głowy rodziny. Pomimo zakazu prawnego sprzedaźy gruntów nadanych, nasi włościanie sprzedają je i kupują, nie zwracając ani
najmniejszej uwagi na prawo pisane. Rozumie się - konieczność
życiowa wytworzyła pewne normy prawne, które zastępują zakazaną umowę sprzedazną.
Praktyka zyciowa wyrobiła dwa sposoby: pierwszy z nich, oparty jest na tym artykule Ustawy o włoś­
cianach, który grunt wykupiony uznaje za właśność prywatną, podlegającą ogólnemu prawu cywilnemu z zastrzeżeniem tylko, że
rnoźe go nabyć wyłącznie osoba stanu włościańskiego.
Robi się
to tak: sprzedający wydaje kupującemu notaryalny kontrakt dzierżawny na lat 12, z obowiązkiem wznowienia go po upływie pierwszego dwunastolecia. Roczna opłata dzierżawna - to suma po•
datków oraz opłat indemnizacyjnych i gminnych; naturalne powinności spełnia sarn dzierżawca, który też opłaca podatki, opłaty
i t. d. Opłata dzierżawna za 24 lata wnosi się po zaś·wiadczeniu
kontraktu, na którym pisze się pokwitowanie z uiszczenia połowy
sumy umówionej, drugą zaś zabezpiecza oblig sprzedającego na
imię kupującego z terminem 12 letnim, w dodatku wydają się obligi, by zabezpieczyć wykonanie urnowy. Po ukończeniu wykupu
łatwo już będzie na mocy istniejącego długu i ogólnych przepisów prawnych uzyskać zatwierdzenie prawa wła:·mości.

-

14 -

Drugi sposób jest nieco inny. Sprzedający wystawia na imię
kupującego weksle, które on natychmiast zaczyna egzekwować,
zwracając egzekucyę na grunt nadany. By umożliwić jego sprzedaż, wnoszą się do Izby skarbowej (Urzędu podatkowego, Gubernialnego) skapitalizowane opłaty indemnizacyjne i nabywa się

grunt z licytacyi publicznej. Konkurencyi zapobiega się przez sporządzenie fikcyjnege 12-letniego kontraktu dzierżawnego, na którym kwituje się z pobrania całej dzierżawy za ten przeciąg czasu
z góry. Rozumie się - ziemie nadane czyli ukazowe mogą nabywać tylko osoby stanu włościańskiego, nie mniej jednak- zgoda
wszystkich współwłaścicieli jest konieczną. Tu należy nadmienić,
że prawo zwyczajowe nie zna ani prawa blizkości, ani prawa wy.
kupu rodowego: ich śladu nawet nikt nie spotykał nigdy, chociaż uprzednio istniały one niewątpliwie. ,,W ten sposób mówi p. Friedman str. 92. - włościanie, acz drogą nielegalną, sprzedają swoje prawa własności do gruntów nadanych ukazem".
Widzimy zatem, że wszelkie usiłowania prawne, wszelkie
zabiegi, których celem było i jest utrzymanie włościan na pewnym
poziomie kulturalnym, nie doprowadziły do rezultatów pożądanych;
prawo starało się zapobiedz koncentracyi własności nadanej w ręku
osób poszczególnych - z jednej strony, z drugiej zaś - usuwać,
o ile się da, przyczyny wytwarzania się proletaryatu wiejskiego.
Życie okazało się silniejszem niż przepisy prawne: własność ukazowa koncentruje się, wytwarza się powoli stan zamożnych gospodarzy, chłopów, oraz wzrasta szybko ilość bezrolnych. Dokła­
dnych a szczegóło\.vych danych statystycznych nie posiadamy, ale
nawet istniejące stwierdzają niewątpliwie koncentracy<, własności
ukazowej - z jednej strony, z drugięj zaś - rozdrobienie, niekiedy niemal nawet t. z. "sproszkowanie''.
I:::C.
Przechodząc do ogólnych pojęć o prawie własności ludu litewskiego, muszę nadmienić, że wogóle nie są one ani zbyt jasne,
ani zbyt określone, ale w każdym razie można je odtworzyć z dostateczną ścisłością, uwzględniając ogólne pojęcia mas ludowych
o własności oraz okoliczności miejscowe, wyjątkowe, do których
niewątpliwie nalezą wpływy klas wyższych, nawet u nas przesiąkłych poglądami kwirytów na tę kwestyę. Prawo zwyczajowe
zua już własność osobistą nawet na ziemię, przeważnie dzięki
wpływom prawodawstwa i kultury, ale dotąd nie zdobyło się
jeszcze na zupełne usunięcie śladów dawniejszego poglądu. Lud

-

15

zna elementy własności ziemskiej, mimo to jednak nie zawsze
i nieściśle rozróżnia prawo własności od prawa posiadania. J estto
moje zdanie, różniące się nieco od zdania p. Friedmana, ale podzielają je wszyscy ludzie, obcujący z ludem. Że tak jest, zdaje
się nie ulegać zaprzeczeniu: wiadomo dobrze, że lud grunta, które
bardzo długo dzierżawił i płacił za nie dzierzawę _stałą, zwykle
uważa za swoją własność osobistą, której nie można go pozbawić.
Istnieje nawet w miejscowym języku polskim wyraz nzasiedzia•
łość", który oznacza pewne prawa długoletniego dzierżawcy do
gruntów dzierżawionych. Pogląd ten niejednokrotnie lud wyrażał
bardzo jasno:
dość tu przypomnieć tłómaczenia się „wolnych
ludzi", gdy ich eksmitowano. Zwykle tak samo tłómaczą się dłu­
goletni dzierżawcy, chociaż nie mogą rościć pretensyi do praw
należnych ludziom wolnym.
Zdaje mi się, iż wedle ludu praca
około
ziemi nadaje pracownikowi pewne prawa na nią,
j~tto, bodaj, pogląd bardzo rozpowszechniony. Praca tworzy
własn ość - mniema lud, dlatego wszystko to, co istnieje pomimo
pracy ludzkiej, jest dostępnem dla wszystkich, jest jakby "włas­
nością Bożą", z której korzystać może każdy. . . Wedle ludu lasy
stare, nie zasadzone ręką ludzką, a istniejące od czasów niepamiętnych, są dotąd jeszcze jakby własnością Bożą, która należy
wprawdzie do pana, ale z której pan nie może zabraniać korzystać wszystkim potrzebującym. Dotąd samowolne poręby w lasach
pańŚkich lub skarbowych lud nie uznaje za kradzież, lubo dziś
nie pochwala ich, ale patrzy na nie bardzo pobłażliwie. Są nawet
lasy, z których wedle ludu - ma prawo każdy korzystać,
bez żadnej ujmy dla siebie; są to przęważnie lasy skarbowe,
z których za dawnych czasów (do 1837 r.) korzystali włościanie
królewscy i starościńscy. Podania o tern zachowały się dotąd.
Jagody, grzyby, orzechy i zioła lekarskie należą do wszystkich,
każdy ma je prawo zbierać, gdzie mu się podoba, nie pytając
niczyjego pozwolenia. Jest to przekonanie, tak głęboko zakorzenione w prawnem poczuciu ludu, że je zwykle tolerują; ze zgrozą
lud wymienia nazwiska tych właścicieli ziemskich, którzy negują
to jego „prawo odwieczne" ... Bywało nawet, że na gwałty odpowiadał gwałtami.
Przed kilku laty odebrario od dziewczyny
koszyk z jagodami, ubranie całe i puszczono ją nagą ... "Vv... kil_ka
dni spłonął piękny borek sosnowy: podpalono go. \Vogóle
z obawy „sprawiedliwości ludowej" dwory tolerują zwykle połowy
ryb i raków w rzekach, stanowiących własność prywatną. Wedle
ludu ryby i raki w jeziorach i rzekach stanowią własność wspólną,
gdy natomiast połowy w stawach i sadzawkach, sztucznie zary•

-

16 -

bionych, uważają się za kradzież bardzo haniebną. Ten sam pogląd, ale z pewnemi zmianami, lud stosuje do lasów, w których
prowadzi się gospodarstwo prawidłowe i nie wolno jest zbierać jagód, grzybów i orzechów w młodych zagajnikach; kradzieżą jest wyrąbanie lub zniszczenie drzewa, zasadzonego ręką
ludzką lub rosnącego na polu samotnie. W pow. Rosieńskim
spalono przez ;wa wolę dziką gruszę; winni zapłacili odszkodowanie i zostali ukarani chłostą. *). Właściciel ziemski zasadził
i troskliwie pielęgnował borek sosnowy; okoliczni włościanie porobili znaczne w nim szkody, wyrąbawszy kilkadziesiąt drzewek.
~oszkodowany zwrócił się do sądu gminnego w Erżwiłkach: sąd
skazał winnych na odszkodowanie materyalne oraz ukarał surowo
,,by- szanowali pracę ludzką" (1874 r. 1. 29).
Do własnosci wspólnej, Bożej, należą też zwierzęta dzikie
i ptactwo. Lud nie zna prawa polowania: włościanie myśliwi, nie
pytając nikogo, polują na cudzych gruntach i w cudzych la~achr..
Włościanie też nigdy nie zabraniają polować na swojej ziemi;
jeżeli zdarzają się niekiedy podobne zakazy, to źródło ich zawsze
tkwi w urazach osobistych, w chęci zapłacenia pięknem za nadobne. Znałem właściciela ziemskiego, który bardzo dokuczał sąsie­
dnim włościanom, a był człowiekiem małej wartości moralnej;
otóż mu chłopi zabronili polować na swoi.eh gruntach. . . Nie zastosowa:ł się on do tego zakazu, polował; złowiono go, odebrano
broń, ubranie zwierzchnie i puszczono... Sprawa. skończyła· się
na niczem. Nadmieniam też, że lud uważa za swój święty obowiązek zawsze i wszędzie tępić drapieżne zwierzęta i ptaki oraz
żmije.

Wogóle śmiało rzec można, iż z pojęciem prawa własności
lud za wsze łączy pojęcie pewnej ilości pracy, zastosowanej do
poszczególnych rzeczy i kawałków gruntu. Ziemia uprawna, wszEJkie wytwory pracy ludzkiej, zwierzęta i ptactwo udomowione,
wzajemne zobowiązania się pieniężne i t. d., są to wogóle objekty
własności. Lud nie rozumie i nie zna prawa własności na wytwory
nie materyalne, co wogóle stosuje się do wszystkich mas ludowych. Subjektem własności może być każda osoba fizyczna, nawet
dzieci, w których imieniu występują wówczas rodzice lub opiekunowie prawni; osób prawnych lud nie zna, zatem nie zna wła­
sności zbiorowej. vVprawdzie w zakresie t. z. własności ukazowej istnieją u byłych włościan państwowych pastwiska wspólne,

*) S\d gminny Szymkajcki 1870 r. l. 52.

-

17 -

które należą do całej wsi, ale tylko niemożliwość fizyczna chroni
je od podziału pomiędzy właścicieli. Jeżeli uda się czc~ść jego zamienić w grunta orne, to zawsze je dzielą posród gospocfarzy.
Jest jeszcze jeden przykład własności zbiorowej : gm madzie
_R umszyskiej nadano prawo połowu ryb na Niemnie na własność
wspólną, albowiem rzeka została uznaną za nieużytki*), których podzielić nie było można. Zdarza się, ii włościanie kupują na spółkę
ziemie i lasy na wyrąb, ale po uko11cteniu kupna natychmiast
dzielą je proporcyonalnie do wysokości sum wniesionych. V,,;T ogóle
lud nie zna ani zrzeszonego gospodarstwa, ani zrzeszonej pracy,
oprócz t. z. tłoki, przeżytku dawno minionej doby; indywidualizm
ekonomiczny panuje niepodzielnie. Prawo zwyczajowe zna już
tylko ogólne formy nabywania własności; jeżeli istniały dawniej
inne formy, obrzędy i symbole, to dziś zachowały się tylko ich
ślady, tak nikłe, że ich odtworzyć nie mozna. Zdarza się dotąd
jeszcze, że sprzadający ziemię daje kupującemu w obecności świad­
ków jej grudkę lub roślinkę wyrwaną z korzeniem; jestto zanikający już przeżytek.

Lud dzieli własność na ukazową, którą nazywa też wykulub niewolną, oraz nabytą czyli wolną; znany też
jest jej podział na ruchomą i nieruchomą. O_ ile prawo zwyczajowe ściśle rozróinia własność ukazową od nabytej, o tyle niemal
plącze pojęcie własności nieruchomej i ruchomej. Tak budowle
gospodarskie raz zaliczają się do nieruchomości, drugi raz do ruchomości; to samo stosujt się do bydła niezbędnego do uprawy.
Rzecz jasna: określenie własnm'.;ci wykupowej zostało zaczerpnię­
tem z prawa pisanego.
Do własności nieruchomej należy przedewszystkiem ziemia ...
Posiadanie ziemi ma w oczach ludu znaczenie ogr~mne; złożyły
się na nie i przeżytki wierzeń dawniejszych, dotąd bardzo żywe,
i wiekowe tradycye ludu rolniczego, jak litewski, i okoliczności
współczesne. Dotąd lud wierzy głęboko, iż ziemia jest jakby
matką wszechrzeczy, istot,\ rozumną i moralną, która karze i nagradza swe dzieci. Ziemia rodzinna gra wielką rolę w życiu ludu:
każdy pragnie być pogrzebionym w swej ,,ziemi rodzinnej"; często
jej szczyptę zabierają z sobą emigranci do Nowego Świata, by
w razie zgonu zasypano nią im oczy ... Zna też lud formę przypową, rodową

*) Z tego powodu wynika tyle spraw i sporów, że s1d gminny Romszyski zrzekł się w tej kwe~tyi swej władzy sądowniczej, przekazuj1c jfł
gromadzie R11msz)sl;iej (\\yrok 1879 r. l. 15).

sięgi

z kawałkiem darniny na głowie, uważanej za bardzo uroW podaniach ludu, np. w znanej legendzie o Sicińskim,
pośle upickim, ziemia połknęła zamek, jego zonę, czeladź i cały
dobytek za karę, wywołaną uciskiem ludu; istnieją też i inne podania podobne ... Ziemia dotąd często nazywa się jeszcze matką ...
Rolnictwo, jedyny dotąd niemal środek do życia ludu litewskiego,
tylko spotęgowało jej cześć i uznanie, które dziś wyraza się zwykle w gorącem pożądaniu kawałka gruntu na własność. W prawie własności do kawałka ziemi zawiera się niemal cała treść
żyda zwykłego włościanina litewskiego; z tern prawem związane
są jego najlepsze uczucia, najwznioślejsze marzenia i naj wytrwalsza praca. We własności nasi chłopi widzc1c jąkiś cel podniosły,
niemal święty, który wypełnia treść ich zycia moralnego i fizycznego ; w niem tkwi - wedle nich największe szczęście
i największa suma radości życiowych. W każdym razie, jak są­
dzą słusznie, dla naszych włościan kawałek gruntu jest tak drogim, jak rodzina własna. W cdle ludu - tylko włościanie rolni
.;ą ludźmi w pełnem znaczeniu tego wyrazu, którym należą się
obowiązki i godności. Nasi włościanie mniemają dotąd, iż jedynym celem, godnym istoty ludzkiej, jest praca własnoręczna na
własnym zagonie. Nie zupełnie~obcymi są te poglądy nawet drobnej i średniej szlachcie: na każdym kroku można przekonać się
o tern ...
Nie dziw więc, że śród ludu poglądy te zachowały się tak
żywo! Nasz włościanin swój kawałek gruntu strzeże jak oka w głowie,
zwłaszcza pilnuje granic. Wedle prawa zwy~zajowego granice, miedze i kopce, są święte i nietykalne. Sypanie kopców granicznych
do niedawna jeszcze było połączone z oryginalnym, szeroko rozpowszechnionym zwyczajem: ćwiczono na nich młodzież i dzieci,
a potem obdarowywano, by na 2awsze pamiętano granicę. llyłem
świadkiem, jak oshyiały chłop zeznał pod przysięgą, iż doskonale
pamięta kopiec graniczny, albowiem ćwiczono go na nim, a potem dano mu czapkę wisien; miał wówczas około 15 lat. Przed
laty dwudziestu kilku, gdy po długim procesie pomiędzy dwiema
gromadami przeprowadzono ostatecznie granicę i usypano kopce,
to na pamiątkę oćwiczono dziatwę obojga wsi, obdarowano ją ła­
kociami, a potem postawiono krzyże. Jest to prastary zabytek, bodaj przeżytek ofiar krwawych, składanych w miejscach granicznych. Granice też określają niekiedy rowy, których psuć nie
wolno. Jeżeli rzeka rozgranicza grunta dwóch właścicieli, to kaida
jej poło wa należy do tego, którngo własnością jest brzeg; zmiana
kierunku nurtu główn-.:-go nie zmienia granicy. Jeżeli rzeka uforczystą.

-

19

muje wysepkę napływową, to ona (wysepka) należy do tego wła­
ściciela, do kt,Srego należy ta połowa rzeki, gdzie się znajduje wysepka. To samo stosuje się do jezior, jeżeli one stanowią granice.
W ogóle prawo zwyczajowe uświęr,a i nakazuje surowo nietykalność granic, ale nakazy te i zwyczaje przekraczają się usta.
wicznie.
Istnieje tu pewna różnica pomiędzy gruntami właścicieli
ziemskich i włościan; ci ostatni o wiele chętniej i częściej naruszają pierwsze, niż drugie, chociaż prawo zwyczajowe nie zna
tej różnicy. Rzecz jasna: dwory nigdy nie są w stanie tak pilnować swych granic, jak drobni właściciele ... poprostu z przyczyn
czysto fizycznych. Zresztą dwór z powodu czy to przeorania m:edzy, czy to przekosu łąki nie rozpocznie sprawy w sądach pokoju,
bo się nie opłaci. Inna rzecz włościanin; swemu sąsiadowi nie
ustąpi on ani piędzi ziemi, ani wiązki siana : zapłaci pięknem za
nadobne, Należy jednak zaznaczyć, że na pograniczu Kurlandzkiem i wogóle w tych miejscowościach, gdzie lud jest bardziej
uspołeczniony, naruszenia granic zdarzają się o wiele rzadziej, niż
gdzieindziej.
Powierzchnia gruntu, stanowiącego własność prywatną, należy wyłącznie do jego właściciela; nikt nie ma do niej praw
żadnych krom tych, których mu udzieli właściciel. Wedle prawa
zwyczajowego może on wzbronić przejazdu, przepędu bydła, przejścia, a nawet pasania na ścierniskach i ugorach. Należy tu jednak zauważyć, że zwykle na ścierniskach pasie się bydło gromadzkie; jest to ustępstwo, wywołane koniecznością. Wszelkie
zabudowania lub posiewy, zrobione na cudzych gruntach, należą
do ich właściciela; w tych wypadkach lud nie rozró.żnia dobrej
i złej wiary. Zdaje się jednak, iż sądy gminne zaczynają już rozróżniać w sprawach podobnych tę okoliczność, tak W<..1..Żną: w wypadku pierwszym przysądzają niekiedy tylko odszkodowanie za
grunta zajęte, a same budowle każą znosić, oddając materyał ich
właścicielowi; zboże zasiane dozwala się sprzątnąć i zabrać sobie.
Takie wyroki spotykają się, ale zapadają one wówczas tylko,
gdy sam sąd jest osobiście przekonany, że zaszła pomyłka, sło_
wem istniała wiara dobra. Częściej atoli ta okoliczność nie
uwzględnia się: sądy wprost nie tyl_ko .zasądzają odszkodowanie
ale nawet budowle i zasiewy. Pogląd prawa zwyczajowego w tej'
kwestyi nie jest zupełnie jasny; trzeba sądzić, iż to wszystko za•
leży od różnych okoliczności miejscowych. Rzeczy znalezione na
gruncie cudzym, należą nie do znalazcy, ale do właściciela gruntu;
wyji.~tek stano\vi;~ tyłku zbłąkane zwierz~ta domowe i ptactwo

-

20 -

które należy zwrócić właścicielowi. Utajenie rzeczy znalezionej na
cudzym gruncie lub przywłaszczenie zwierząt zbłąkanych, prawo
zwyczajowe uznaje za jedną z najbardziej hańbiących form
kradzieży,

Do właściciela ziemi należy też jej wnętrze: należą doń nieskarby zakopane w niej, przeto nie wolno ich szukać
bez jego pozwolenia. Zwykle bywa, że włościanin, podejrzewając istnienie skarbu na swym zagonie, zawiadamia o tern osoby
blizkie; poszukiwania odbywają się razem. Czy istniały dawniej
jakieś pojęcia o podziale skarbów znalezionych, niewiadomo, ale
znaleziona przed kilku laty, przypadkowo, przy kopaniu rowu,
moneta starożytna, złota i srebrna, została sumiennie podzieloną
pomiędzy znalazcami, o ile można było dowiedzieć się.
W drugim przypadku parobek wyorał garnek ze sztabkami srebrnemi,
formy łodziowatej (prawdopodobnie pioruny litewskie), i pokryjomu sprzedał żydom. Jego gospodarz, włościanin, właściciel grun tu, wytoczył mu proces przed sądami pokoju, który skończył się
na niczem. Nie zna prawo z .vyczajowe własności minerałów, znajdujących się w ziemi; o tej formie własności lud nie ma nawet
najmniejszego pojęcia. Nie wolno wprawdzie bez pozwolenia wła­
ściciela kopać torfu, ale to tylko bodaj dlateg-o, że w ten sposób narusza się jego prawo do własności powierzchni torfowiska.
Zwyczaje odnoszące się do prawa używania torfowisk, istnieją
tylko w pr)W. Rosieńs~im, bo tam lud już opala torfem z powodu braku lasów; zdaje się --- streścić je można w tych sło­
wach: ,,do kogo należy grunt, do tego i torf"'.
Łąki zwłaszcza spławne, są nie mniej pilnie strzeżone niż
role, ale z powodu braku miedz rozgraniczających, bywa zwykle
bardw dużo sporów, kłótni, a niekiedy i bijatyk o przekosy. Po
łąkach nie wolno ani chodzić, ani na wet zbierać szczawiu ; po
skoszeniu_ i sprzęcie siana, prawo wypasu n.1leży tylko do właści­
ciela.
Ma też lud niejakie pojęcia o prawie własności wody. Powyżej nadmieniłem już, że rzeka, która rozgranicza właścicieli,
należy do nich do połowy. Właściciel zaś każdej połowy nie ma
jednak prawa ani zbudować grobli, sięgającej brzegu drugiego,
nie swego, ani też postawić młyna lub podnieść czy obniz.yć poziom wody bez zgody wszystkich osób w tern zainteresowanych.
Gdy przed kilku czy kilkunastu laty włościanin zbudował młyn
na dopływię Muszy i przez to podniósł poziom wody, która zalała łąki jego sąsiadów, to wyrok sądowy skazał go na zapłace­
nie ods1.kodowania oraz znie:-;ienie młyna.
wątpliwie

-

21 -

Włościanie

nasi prawie nie posiadają lasów; do posiadanych
'zwyczajowe, które określa wog-óle prawa
przepędu bydła przez cudze grunta, przejazdu i t. d. Muszę nadmienić, iż prawo przejazdu, już istniejące, wedle ludu nie może
być zniesionem.
Zdarza się, że właściciele ziemscy kasują niekiedy drożki polowe, ale to zawsze wywołuje protest ludu, który
niekiedy próbuje dochodzić. swego prawa rzekomego w drodze
stosują zwykle prawo

sądowej.

Wogóle lud pilnie ochrania role i łąki, ale ta ochrona bardzo często jest nader niedołężna. Z tego powodu wynika bardzo
dużo spraw o t. zw. szkody. które są źródłem nieskończonych waśni,
kłótni i bijatyk. Drugiem źrodłem, bodaj ważniP-jszem, są ustawiczne naruszenia granic, przywłaszczania gruntów i t. d. Nasz
włościanin. lubo niesłychanie szanuje własność swoją, nie szanuje
cudzej: chłop nie ustąpi ani piędzi swojej ziemi. owszem - pragnie jej przysporzyć... wszelkimi środkami, nie zważając na nic
więc worze się w gru'nta sąsiada, przekosi mu łączkę i t. p. Ale
i sąsiad pilnuje swego, a żywi takież same chęci i pragnienia;
stąd nieuniknione zajścia i nieporozumienia. ,,Żeby odzyskać swoje
naruszone prawo, częstokroć posiadające małą wartość, włościa­
nie uciekają się do wszelkich środków, nie krępując się niczem
i nie cofając się przed kosztami; pod tym względem nic nie jest
w stanie utrzymać ich na wodzy. nardzo często wartość przedmiotu lub strat, o które spór się toczy, nie przenosi pół rubla,
a na procesa sądowe ... wydają oni dziesiątki i setki rubli, a niekiedy nawet rujnują się zupełnie• - mówi p. Friedman. Niewątpliwie tak jest. jest nawet nieco gorzej, albowiem „wszelkie
środki'• sprowadzają się nader często do środków, które należy
stanowczo potępić ze względów religijnych i etycznych, jeżeli nawet
pominiemy społeczne. Najlepsi śród włościan słusznie tłumaczą to
pieniactwo namiętnem przywiązaniem do ziemi przesiąkniętej potem
i krwią wieśniaczą, moralno społecznymi ideałami ludu oraz braldem śdśle określonego prawa materyalnego i przewodu sądo•
wego, których prawo zwyczajowe zastąpić nie może, zwłaszcza
przy bardzo wadliwej organizacyi sądów gminnych.
Przytaczam tu kilka spraw wynikłych z zatargów o ziemię;
przytaczam je, by oświecić, do jakiej zaciętości dochodzą nawet
litwinki, tak potulne zwykle. W czasie zatargów granicznych fona
właściciela rzuciła się z nożem w ręku na swą przeciwniczkę,
ciężko poraniła ją i jednem uderzeniem wbiła nóż pod serce koniowi, którym orano grunt sporny (sąd gminny Wiewirżański
wyrok 1875 r. 1. 50). W innej znowu gminie kobieta wskoczyła

-

22 ---

na sporny grunt z garnkiem rozstopionej smoły, którą wylała na
głowę swego sąsiada (sąd gminny Skawdwilski wyrok 1872 r.
1. 8). Litania podobna długą jest, ale dość już przykładów przytoczonych.
Jeszcze kilka słów o sprawach, których przyczyną są „szkody":
one nader charakterystyczne, albowiem rzucają jaskrawe świa­
tło na psychikę_ "ludu". We włości Skawdwilskiej wypędzano
krowę ze szkody, ale tak gorliwie, że połamano jej nogi i wybito oko; potem ją dorznięto i zjedzono. Właścicielka wystąpiła
z żądaniem 12 rub. odszkodowania; przysądzono 11 rub., ,,bo bydło teraz bardzo tanie" (wyrok 1874 r. 1. 29). W tejże włości
trójka koni zrobiła szkody tylko na 15 kop. - wedle oceny biegłych; zatrzymano je, okropnie bito i 4 doby nie karmiono. Gdy
właściciel zjawił się po nie, to był obity· aż do krwi; winnych
skazano na 5 rubli odszkodowania i s dni aresztu (wyrok 1874 r)
1. 15). W innej gminie kury i kaczki zrobiły szkody na 15 rubli,
przysądzono 7 rub. (sąd gminny Aleksandrowski wyrok 1891 r:
1. 381). W tych sprawach przedawnienie nie istnieje, sądy skazują
za szkody popełnione przed trzema i czterema laty, znacznie
jednak obniżając; odszkodowanie (sąd gminny Aleksandrowski wyroki 1891 r. 11. 381 i 4).



Niekiedy jednak kwestye podobne załatwiają się w sposób
patryarchalny, ojcowski. Pewien właściciel ziemski pow. Poniewiezkiego mówi zawsze chłopom, których bydło dwór zajął:
"to nie wasza wina, a pastuchów, przyszlijcie ich do mnie, a koni"e
czy hydło bierzcie sobie"!_ Gospodarze posyłają do dworu pastuchów, a we dworze zwykle oćwiczą ich za niedbalstwo. Okoliczni włościanie nie roszczą jednak za to żadnych pretensyi (nie
płacą odszkodowania), a nawet żyją z dworem w dobrej zgodzie,
który co prawda nigdy nie odmawia im swej pomocy.
iście

Na

zakończenie

słów

parę

o tych

przekroczeniach prawa

własności, których ludnie uważa za szkodę, nie uważa za złe. Groch

zasiany przy drodze, wolno szczypać każdemu, ale tylko nie schodząc z drogi albo nie wyłażąc z rowu; nie wolno iść dalej. Owoce
drzew przydrożnych stanowią własność publiczną, z której każdy
może korzystać. Jeżeli gałęzie drzew owocowych, zas~dzonych
nawet za ogrodzeniem, zwieszają się nad drogą lub ścieżką, to
wolno je zrywać, a tembardziej podnosić opadłe. Można też, nie
pytając niczyjego pozwolenia, spasać przejzdnym rowy przydrożne
oraz korzystać ze studzien, leżących tuż obok. Ich właściciel nie

-

23 -

za to pretensyi, ale może odmówić wiadra do
wody, lubo lud na tę odmowę patrzy bardzo krzywo,
uważając ją za dowód braku uczuć ludzkich.

ma prawa

ro:kić

zaczerpnięcia

Prawo 2wyczaiowe, jakem uprzednio nadmienił, nie zna ści­
własności ruchomej, albowiem zalicza niekiedy
do niej budowle gospodarskie. W ogóle jednak takie braki są właści­
we pojęciom prawnym, nieujętym w ścisłe normy prawa pisanego.
Ten brak podzielają wraz z prawem zwyczajowem litewskiem
prawo wielkorosyjskie i ruskie, jak świadczą prof. Pachman
i Kistiakowskij. Mimo to jednak pojęcia ludowe o własności ruchomej są o tyle rozwinięte i określone, że je można odtworzyć•
Przedewszystkiem objektem własności ruchomej są wszystkie przed~
mioty materyalne, do których wytworzenia przyczyniła się tak
lub owak praca ludzka, oraz wzajemne zobowiązania się, posiadające wartość materyalną; nie sądzę. by lud uznawał wartości
nie materyalne.. . Próbowano raz wytłumaczyć nieco otartemu
włościaninowi znaczenie honoraryum literackiego; nie mógł zrozumieć: ,.za co pytał płacą.
jeśli kto pisze prawdę,
boć
obowiązany jest głosić pra.wdę"? ,,A za robotę? - Każdy musi
pracować dla prawdy, bo tak Pan Bóg nakazuje".
W~zakże lud
rozumie wynagrodzenie z.1 usługi osobiste i społeczne; gaże urzę­
dników i sędziów przyrówuywa do zasług. Niewątpliwie wszelkie
cechy najzupełniejszej wbsności osobistej noszą rzeczy użytkowe:
odzież. stroje, ozdoby, narzędzia rzemieślnicze i t. d. v,..r zwykłej
rodzinie włościańskiej sprzęty domowe, lapasy żywności, narzę­
dzia gospodarcze, konie, bydło i wogóle cały „dobytek" stanowią
własność osobistą, ale należącą do obu małżonków. Do obu mał·
żonków też należą wytwory gospodarstwa, produkty hodowli koni,
bydła, ptactwa, ogrodowizny, owoce i t. d.
Prawo rozporządzenia przysług-uje jednak nie w stopniu równym obu małżonkom: mąż niewątpliwie ma pierwszeństwo, może
on dowolnie rozporządzać całem mieniem ruchomem oprócz bardzo nielicznych przedmiotów, które wyłącznie należą do żony,
jako to: dochody z gospodarstwa mlecznego, owoców, ogrodowizn,
ptactwa, wełny, cieląt i t. d., konie i źrebięta - to wyłączna.
jakby własność gospodarza. Warto nadmienić, iż w okolicach
w któryc1' hodowla ptactwa przybiera charakter przemysłowy
żona zaczyna powoli tracić swe prawo wyłączne doń; to samo'
stosuje się do lnu (ściślej włókna), uprawianego na sprzedaż, wo·
słego określenia

24 góle można powiedzieć, że żona może dowolnie rozpor1.ądzać tą
cu~ścią mienia wspólnego, d0 której wytworzenia najbardziej
przyczyniła się jej praca. Rozumie się kobieta zamężna może
posiadać swoją własność ściśle osobistą, do której należą rzeczy
użytkowe! zarobek, dary i t,. d.; każdy i każda posiada to prawo.
Wogóle prawo zwyczajowe zna ścisłą własność osobistą, której
pojęcie różni się od pojęć klas wyższych; drobne różnice dotyczą .
przeważnie zakresu prawa własnościowego oraz rozporządzenia ....
Lud uznaje prawo użycia, ale zupełnie nie uznaje prawa nadużycia: pot_ępia on je bardzo surowo_.
Wedle jego pojęć nikt
nie ma prawa niszczyć swe mienie. Lud mniema też, że nikt nie
może korzystać z prawa swego na ruchomości, jeżeli jest ono
połączone z krzywdą osób trzecich.
Zdarzało się, że nad marnotrawcami na żądanie ich żon lub krewnych, a nawet domniemanych spadkobierców, uchwały gromadzkie ustanawiały opiekę.
Jest to zasada ogólna, dotąd pilnie przestrzegana; najczęściej
stosują ją gromady w interesach źon i dzieci. Poza temi ograniczeniami ogólnemi niema innych. Rzeczy znalezione w miejscach
publicznych, należą do znalazcy; jeśli znalazły je 2 osoby, to należą one do tej, która spostrzegła pierwsza.
Rzecz znaleziona
winna być zwrócona właścicielowi, który obowiązany jest wypła­
cić wynagrodzenie, t. z. znaleźne. Jego wysokość ściśle nie
określa się, ale w każdym razie musi do pewnego stopnia odpowiadać wartości przedmiotu zwróconego.
W ogóle włościanie
ukrywają zwykle rzeczy znalezione; to przywłaszczenie nie uważa
się za karygodne, lubo jest nagannem. Prawo zwyczajowe wymaga, by o tern ogłaszano publicznie. Dawniej wszystkie rzeczy
znalezione odnoszono zwykle na probostwo, a w niedzielę księża
z ambony ogłaszali o tern; gdy znależli się właściciele, wydawano
je im, zawsze żądając znaleźne!:_'"o. Zwyczaj ten nie zanikł jeszcze
zupełnie; dotąd często proszą księży, by ogłaszali z ambony o
rzeczach straconych lub zwierzętach zbłć\kanych. Ogłoszenia te
zazwyczaj skutkuj~\; znaleźne płaci się zawsze. Wedle prawa należy rzeczy znalezione składać w Urzędzie gminnym, ale ten
przepis nasi włościanie stosują tylko do zwierZL\t zbłąkanych, których przywłaszczenie uważa się za najgorszą formę kradzieży,
zwłaszcza koni.
W pojęciach ludu o prawie własnoś'ci na zwierzęta udomowione zachowało się nieco śladów przeszłości zamierzchłej ; najwyraźniej występują one w prawie bartniczem, które dotąd jeszcze
zachowało się dobrze. I nie dziw! Pszczelnictwo niegdyś posiadało dla ludu litewskiego znaczenie ogromne. Można •o niem są-

25 dzić z tych faktów, które n~m przekazali historycy, oraz d,dsiej-

szych poglądów ludowych na pszczołę. Pszczoła - ,, to pracownica Boża"; g~zechem jest nie tylko zabija<\ ale nawet drażnić
ją; pszczoła nie zdycha, lecz „umiera", a te n sposób wyrażenia je~t
bardzo rozpowszechniony. Ponieważ jest ona pracownici.\ Bożą,
przeto wolno w największe nawet święta pracować w pasiece
około ulów. Pszczoła przynosi szczęście gospodarzowi, a wiodą
się one tylko człowiekowi uczciwemu. Te wierzenia są jeszcze
dziś nader żywe; można więc przypuszczać, czem były one przed
dawnemi laty! "\Vedle Narbutta istniała nawet niegdyś nso bna
bogini: która opiekowała się pszczołar1i; *) nazywano ją jakoby
Austheja. Pisał o niej też Lasicki w swej znanej książce o „Bogach zmudzkich" (,,De diis Samogitarum''); w tej pracy znajd u.
jemy ważny ustęp, poświP;cony ówczesnemu znaczeniu pszczel•
nictwa dla kraju. Mówi też o tern Gwagnin w swej książce
o ,,Sarmacyi Europejskiej" (,,Sarmatia Europea"). Nawet jeszcze
przed laty kilkudziesięciu ta gałąź gospodarstwa posiadała znaczenie niepoślednie: pszczelnictwo bartne upadło zupełnie około
18-lo r. Pozostały tylko pasieki, ale ich liczba do niedawnych
czasów zmniejszała ~ię coraz bardziej, dzięki przeważnie rozwojowi
rolnictwa. Dodam, że Statut Litewski ochraniał je bardzo gorliwie, skaznjąc winnych niszczenia barci na ogromne grzywny
(rozdział X. art. 3 punkty 3, 4 i 5 oraz art. 13 i 14).
Dziś pszczelnictwo ma znaczenie bardzo podrzędne, mimo to
jednak cieszy się wielkiem uznaniem śród ludu; mieć ~ak najwię­
cej ulów, jest dotąd jak najgorętszem pragnieniem włościan miejscowych. Pszczół kupić nie można, wic~c wieśniak stawia ul pusty
na drzewie, rosna.cem na jego gruntach, lub w ogrodzie, a nawet
niekiedy w lesie, ale zawsze „na szczęście'' jakiejś młodej osoby,
która słynie ze swej praw ości. Jeżeli rój osiedli się w ulu, staje
się własnością tego, do kogo należał ul, oraz do tej osoby, na
której szczęście postawiono go, rozumie si{: - stosuje si{~ to tylko
do ulów postawionych na gruncie własnym. Tacy współwłaści­
ciele roju nazywajzi. się bitnikami {po litewsku -- bicziules, od
bittes -- pszczoła), a spółka taka zwie sic, bitnictwem (bicziuliste).
Kto pierwszy rój zobaczył, ten <los taje coś tak smacznego do jedzenia, jak miód, oraz podarek drobny; kto pomógł z<ljąć go,
ten otrzymuje koszul(, i s1iodnie, jeśli jest 1m;żc.zyzną, koszulę zaś
bardzo długą, je:'.;li jest kubietq. Robi sil, to, by pomocnicy nie

*) Dzieje
str. 78.

starożytne

narodu litewskiego.

'Wilno 1835 r.,

tom I•

-

26 -

,.. zuli zazdrości, bo zabija ona pszczoły. Jeśli właściciel widział
rój ulatujący, to śledzi go; gdy osiądzie w lesie, to zabiera do
własnej pasieki; jeżeli zaś osiedli się w ulu, to właściciele roju
i ula stają się bitnikami. Właściciel ula winien pszczoły doglądać
a na rok przyszły oddać połowę miodu temu, z którego pasieki
wyle.ciał rój; tem się bitnictwo to kończy. Jeżeli jeden z współ­
właścicieli roju nie ma szczęścia do pszczół, to ustępuje go za
kieliszek wódki lub szklankę piwa, ale połowę miodu otrzymuje
coro~znie. Rój niepostrzeżony należy do tego, na czyim gruncie
osiadł, ale właściciel (gruntu) winien wyszukać tego, z czyjej pasieki ów rój wyleciał; jeżeli znajdzie, stają się oni bitnikami.
Bitnictwo bywa dwojakiem: jednorocznem pomiędzy właści­
cielem roju i ula oraz stałe, trwające aż do śmierci jednego z bitników lub utraty prze z właściciela roju wiary w uczciwość swego
wspólnika. Oid·rnie połowy miodu zebranego - to dług honorowy, o który bitnik nie ma prawa upominać się, ale nigdy nie
zdarza się, by zapomniano o tern. Niepotrzebna jest zgoda osoby,
na której szczęście osadza się rój; owszem -- ta okoliczność winna
pozostać w tajemnicy, az nie wręczą jej połowy miodu otrzymanego. Dotąd zdarza się, że bitnikami są nawet wielcy właściciele
ziemscy z najzwyklejszymi włościanami, ale tylko bardzo popu•
larni i szanowani przez lud. Zdarza się, że ,,wieśniak lub wieś­
niaczka... w najświąteczniejszem ubraniu zajeżdża przed dwór,
wyjmuje garnki i miodem i udaje się z nimi" do pana lub pani,
bywa przyjmowany jako gość w pokoju i ugoszczony za stołem
paf1stwa; rozmawiają z nim po żmudzku". Ten zwyczaj zachował
się tylko na głębokiej Żmudzi, lubo bitnictwo jest bardzo rozpo •
wszechnione nietylko śród włościan, ale nawet śród szlach ty
zwłaszcza zagonowej. Zdaje się, jak gdyby lud uważał za zaszczyt
pozostawać w stosunkach
bitnictwa z wybitnemi jednostkami,
które otacza czcią i szacunkiem. Tak zmarły ks. Moczulski, proboszcz reform owa ny w Birżach, miał kilkudziesięciu bitników
nawet śród włościan katolików ....
Widzimy więc w tych zwyczajach, ktore objąłem nazwą
prawa bartnego, dużo przeżytków .doby zamierzchłej; nie spoty•
kają się one w takiej ilości w innych dziedzinach ludowego prawa
rzeczowego, lubo i tam ich nie brakuje. Wedle ludu nie wolno korzystać z cudzych rzeczy lub zwierząt; prawo zwyczajowe surowo
potępia i karze takie nadużycia. Przytaczam parę przykładów
rzucająch jaskrawe światło na tę kwestyę. \\T jasną noc księży­
cową kilku wyrostków złowiło na pastwisku cudze konie; hasało
na nich; sąd gminny Erżwiłkowski wyrokiem z r. 1874. za I. 23.

-

27 -

skazał winnych na chłostę. W gminie K wietkowskiej za obcinanie
ogonów końskich, ćwiczono winnego (wyrok 1889 r. 1. 24). W gminie Skopiskiej dano włościaninowi list do przeczytania; przeczytał i podarł na drobne ka wałki, nie pytając pozwolenia właści­
clela; &ąd wyrokiem swym z r. 1879 za 1 1, skazał go na chłostę.
Wogóle zasada, że każdy ma prawo rozporządzać się rzeczą doń
należącą, występuje jak najwyraźniej z zastrzeżeniem, o którem
wspomniałem uprzednio.
Zna. jednak prawo zwyczajowe prastary przeżytek wspólnoki rodowej. W razie konieczności ratowania życia ludzkiego
lub grozy klęski spolecznej, wolno nawet g.vałtem wziąć przedmioty,
niezb~dne do ratunku. Wedle ludu wzbronienie korzystania z nich
w tych wypadkach, jest nie tylko czynem nie ludzkim, grzechem
ciężkim,
ale nawet przestępstwem, karanem bardzo surowo.
„W tych wypadkach nietylko nie pytają zwykle pozwolenia lub
zgody na skorzystanie z przedmiotów, mogących służyć przy ga
szeniu pożaru lub ratowaniu mienia od ognia, ale nawet gwałtem
biorą te rzeczy, do kogoby one nie należały, czy do włościan,
czy też do osób stanów innych 11 - mówi p. Friedman str. 83.
I rzeczywiście tak jest: byłem świadkiem, jak zabrano gwałtem
konie włościańskie, konieczne do wożenia wody w czasie pożaru.
Gdy paliła się pewna wieś, mieszkańcy zabrali gwałtem konie
dworskie, bo właściciel ziemski ich nie dał dobrowolnie; chciał
on potem wytoczyć proces włościanom, ale pod naciskiem oburzonej opinii publicznej cofnął ten zamiar. Vv ogóle ta zasada
uznaje się niemal powslechnie; chyba rzadko kto nie podziela
tego poglądu.
Prawo zwyczajowe, jakem wspomniał powyżej, posuwa się nawet o wiele dalej: karze ono - surowo takiego rodzaju postępki.
Wiem dobrze, iż w r. 1887 w czasie rozlewu Muszy dwaj chłopi,
przeprawiając si~ przez rzekę, zaczęli tonąć, bo czółno przewróciło
się; widzieli to włościanie orzący swe grunta.. Na brzegu znalazła się łódka i wiosła, ale jej właściciel nie dał: ,,ani umiecie
ani co! I sami utoniecie i czółno utopicie"! Włościanie wzięli j ~
gwałtem, właściciel jednak bronił i nawet uderzył jednego z ratujących; poturbowano go. Ludzi ton-1cych wyratowano. W kilka
~ygodni potem sąd gminny Poswolski z własnej inicyatywy pobiągnął go do odpowiedzialn0ści ka1 nej, co zdarza się bardzo
rz~dko. Gdy na posiedzeniu sądowem wyjaśniły się okoliczności
, e1 sprawy, skazał go "za odmowę pomocy ginącym i derpiącym''
ra chłostę i grzywny; nadmieniam sam sąd, wbrew prawu,
:1atychmiast wykonał wyrok. Nasz włościanin prawdopodobnie nie

28 postąµilby

tak, był to Lotysz, kolonish. Wi_adomo też dobrze, że
s,tdy włościański,, odrzucają skargi osób, wnoszących je za samowolne zabranie koni, niezbędnych do sprowadzenia księdza
lub lekarza., ale tu ostatnie tylko w wypadkach wyjątkowych.
Niekiedy nawet skazują one winnych na grzywny, areszt lub
chłostę ... w razie czegoś nadzwyczajnego, oburzającego. Wątpli­
wem jest, czy wolno zabrać cudze konie, by ścigać złodziejów?
\V niektórych okolicach niewątpliwie - tak, w innych - nie,
żadnej zasady stałej dopatrzyć się tu nie można, albowiem wszys-'
tko zależy od okoliczności miejscowych.
Pozostaje mi teraz omówić darowizny wedle prawa zwyczajowego. Przedewszystkiem podkreślam, iż lud nasz nie zna stałego
a jasnego określenia darowizny; zreszt,i to rzecz zwykła w prawie zwyczajowem, nieznającem zadnej kodyfikacyi, Niew,ttpliwie
jt-!dnak istnieją pewne poglądy, w których trzebcL 1.•względnić prastare przężytki oraz brak myśli przewodniej; zwyczaj obdarowywania nie jest rozpowszechniony. Każdy ma prawo darować tę
tylko rzecz, która należy do,i wyłącznie; jeżeli składają sie niekiedy dary od osób zbiorowych, czy też maUonków, to ta okoliczność podkreśla się za\vsze Nie mniej zasadniczymi rysami µojt~ć naszego ludu o darowiznach są ich obrzędowość tudzież moźno~ć odebrania darów w razie zmiany okoliczności.
Do obrzę­
dów weselnych nale},y też wzajemne obdarowywanie się. Matka
chrzestna winna zawsze darować dziecku koszulkę, czepeczek
i krzyżyk; narzeczona obdarza narzeczonego, narzeczony zaś- ją
i t. d. W tych razach zwyczaj mniej więcej określa rodzaj i wartość d;irów. Muszę tu nadmienić, iż obdarowani poczuwają się do
obowiązku wywzajemnienia się darami, których wartość wogóle
winna odpowiadać wartości otrzymanych. Dar nie stanowi bezwarunkowej własności osoby, której go ofiarowano; jeże~i warunki zmienią sie::, to należy go zwrócić.. . J estto zasada ogólna,
którą uświęcają nawet wyroki sądów gminnych. Przytaczam przykład, nader charakterystyczny. Narzeczony darował swej lubej
w zajezdnym domu przy traktamencie „po znajomości w miłości"
zegarek, rękawiczki i rubla, gdy atoli poślubiła ona innego, zażądał w drodze sądowej zwrotu darowanych rzeczy. Luba wy:-;tąpiła z powództwem o zwrot obrączki i chustek darowanych mn
wedle zwyczaju. Sąd gminny Kiejdański, rozważywszy tę spraw~,
uznał, iż podarki narzeczonego kosztowały o 6 rub. więcej niż
dary narzeczonej, przeto skaZJ.ł ją na zapłacenie mu 6 rub.; luba
zapłaciła (wyrok 1883 r. 1. 57). Takie wyroki spotykamy, ale dość

-

29

rzadko, bo sprawy podobne nie dochodzą zwykle do sądów
gminnych.
Objektem darowizny mogą być wszelkie przedmioty krom
metalowych, zwłaszcza ostrych: nie godzi się wedle ludu dawać
podarki podobne, bo mogą wywołać one kłótnie i nieporozumienia wzajemne, a nawet nienawiść. Jest to wierzenie bardzo rozpowszechnione. By uniknąć złych skutków, które wywołuje podarowanie przedmiotu metalowego, należy zapłacić zań, chociażby
najlichszą monetką, ale miedzianą.
Jeżeli ktoś otrzymał w darze
szpilki, igły lub nożyce, wogóle przedmioty bardio ostre, to wi•
nien obdarującego z lekka ukłuć.
Mogą też być przedmiotem
darowizn nieruchomości n. p.
ziemia. W tym wypadku ostatnim lud ściśle odróżnia własność
niewolną, ukazową, rodową ,,od wolnej, nabytej". Parę słów o darowiznach pierwszego rodzaju. Zdarzają się one nader rzadko;
mówiąc ściśle, należy je nazwać zamaskowaną formą dziedziczenia spadkowego. Darowizny podobne nie zdarzają się nigdy, jeżeli gospodarz ma dzieci; niekiedy natomiast praktykują się one,
gdy w ten sposób chcą przekazać grunta dzieciom adoptowanym
czy przy-branym lub wychowańcom. Dawniej taki akt darowizny
był słowny i mimo to stosowarro się doń święcie ; dziś sporządza
się go w drodze rejentalnej, ale najbliżsi krewni zawsze .starają
się go obalić. ,,Sprawy podobne wszczynaj4 się zawsze w sądach
gminnych, które zwykle takie powództwa uznają za słuszne
i prawne" - mówi p. Friedman str. 80. Przytaczam tu przykład
odpowiedni. Pewien wło:kianin swój grunt nadany - 8, 5 dies.
- darowuje swemu pasierbowi „za jego stalą przychylność i po•
słuszeństwo oraz przywiązanie". W akcie darowizny powiedziano,
że kto zechce obalić tę jego wolę, winien będzie zapłacić obdarowanemu 300 rub. _(gmina Dryświacka, księga umów, 1879 r.
1. 3). Jest to zwykły warunek, który choć poniekąd zabezpiecza
obdarowanego. Niekiedy nasi włościanie podarowujć~ grunta wolne,
ale bardzo rzadko, bo w takich razach stosują się zwykle do poglądów swych n·ajbliższych krewnych, stanowiących coś w rodzaju rady rodowej; nie zdana się prawie, by zgodziła się ona
na us:rnięcie krewniaków od spadku. Umowy potlolmP- za,"·~ze
zawierają się w drodze notaryalnej; są one zupełnie prawne, a zatem wykonalne. Innych form darowizny nieruchomości lud
nie zna.
Ruchomości wogóle są najczęściej przedmiotami, które lud
ofiaruje jako dary. Powyżej nadmieniłem, il bardzo cz~sto dary
noszą cechy obrzędowe. Do nich nalezą te, które lud składa nie-

-

30 -

kiedy osobom powaźanym w dowód swego uznania i szacunku:
jeżeli na weselu był ksiądz lub inny gość poważny, to zawsze

gospodarstwo go obdarza. Wedle zwyczaju należy kobietom, zbiew lasach pańskich jagody, grzyby czy orzechy, stawić
się we dworze z da·rami np. koszykiem jagód lub.orzechów, wiankiem grzybów suszonych i t. d. Często zdarza się, iż darami lud
okazuje swoją wdzięczność; w ten sposób niekiedy wyraża on
swe uznanie dla lekarzy lub adwokatów... Jestto naddatek, bo
honoraryum zwykłe płaci się zawsze ...
Na końcu słów parę o podarkach przedślubnych
poślubnych; przedewszystkiem o pierwszych.· Są one konieczne, niezbędne: narzeczony musi obdarzyć swoją narzeczoną, ta zaś narzeczonego. W różnych okolicach kraju
dary owe różnią się, ale bardzo nieznacznie; w każdym razie narzeczona winna złożyć w darze ręczniki lub płótno własnej roboty. Obdarza ona nietylko oblub:eńca, ale i inne osoby, uczestniczące w obrzędach weselnych; sama też otrzymuje dary odpowiednie. Dary poślubne są nader rzadkie; wogóle w okolicach
ściśle litewskich nie istnieje, bodaj, ani najmniejszy ślad „poldarku porannego" (Morgengabe), ale w powiatach nadgranicznych
ub u ludności mieszanej z białoruską niejakie przeżytki tego
zwyczaju można spotykać. Nie umiem wykazać ich pochodzeni ~
chociaż ludy słowiańskie, tak pokrewne litewski.emu, znały go.,
W południowo-wschodniej części pow. Nowo-Aleksandrowskiego
o ludności litewsko-białoruskiej, rytuał weselny zachował ślad podarku porannego: jest to dar, który składa pan młody swej żonie
nazajutrz po nocy ślubnej; otrzymuje też ona dary od rodziców
mężowskich. Inne obrzędy weselne, które następują potem, wskazują, iż owe dary są odszkodowaniem za wianek ... Zresztą zwyczaje owe oraz pokrewny im zwyczaj „pokładzin" należą stanowczo do zamierających* W wyrokach sądów ludowych, których
przejrzałem sporo, znalazłem tylko jeden wyrok, który tu przytoczę zaraz, ale uprzednio nadmienię, że, mojem zdaniem, stanowi
on wyjątek: mniemam - lud litewski nie uznaje prawa odszkodowania za wianek. W pow. Wiłkomierskim robotnica wiejska
wystąpiła z powództwem, żądając odszkodowania za wianek orar.
wypłacenia należnych jej 5 rub.; zapozwanym został pracodawca,
miejscowy zamożny włościanin. Na posiedzeniu sądowem oskarżenie
zostało stwierdzonem ale tylko w części pierwszej; strony pogouziły
się za 7 rub. odszkodowania (sąd gm. Towiański wyrok 1890. l. 33.).
rającym

Jan H:itm·t.
*) Swad'ba u litowskich Biełornsow (Wernlc Białorusinów litewskich)
Pami~tni k gub. Kow. 18~4 r. Nr. 141.


ZARYSY PRAWA ZWYCZAJOWEGO
ludu lite"W"skiego.
(Ciąg dalszy*).

ROZDZIAŁ



III.

m o w y.

Zaczynam rozdział niniejszy stwierdzeniem faktu, że prawo
zwyczajowe ludu litewskiego nie posiada ogólnego pojęcia o umowach, lubo zna dokładnie ich rodzaje poszczególne. Ta okoliczllOŚĆ oraz wyroki sądów w~ościańskich, a niekiedy nawet polubownych i zwyczaje, określające stosunki rzeczowe i osobiste,
dają możność odtworzyć całokształt poglądów ludu na tę dziedzinG
prawa, chociażby w zarysach głównych. Jasnem jest --· prawo
zwyczajowe, nigdy ani kodyfikowane, ani uświęcone wyrokami
sądów najwyższych, nie mogło wyrobić stałych norm prawnych
w tej sferze stosunków społecznych: w miarę rozwoju ludu rozwijały się lub zanikały jego części poszczególne, zwłaszcza pod
wpływem przeobrażeń się układu ekonomicznego.
Poszczególne
gałęzie prawa zwyczajowego z tego zakresu stosunków życiowych
rozwinęły się niejednakowo.
Najbardziej określonymi i jasnymi
są pogh\dy ludu na umowy osobiste, acz w nich zachowały się
jeszcze przeżytki czasów dawnych, O wiele mniej są jasne i określone odpowiednie pojęcia prawne z zakresu umów rzeczowych,
przyczem nadmienić winienem, że wpływ ogromny wywarły na nic
prawodawstwo cywilne oraz klasy wyższe. Z tego względu dziś
juz stare poglqdy prawne w tej dziedzinie stosunków zyciowych
zanikają do tego stopnia, ze niekiedy trudno je odtworzyć, hu
spotykamy się tylko z ich śladami niewyraźnymi. \V każdyn~
razie lud zna poszczególne formy umów rzeczowych, lubo nie-

"') Zob. Lud. l V , str. 1.

-- 120
które określa niemal wedle obowiązującego prawa cywilnego, natomiast do innych stosuje w pewnym zakresie swe pojęcia prawne,
niezbyt jasne i wyrobione. ,,Stałego i określonego pojęcia o pożyczce, jako formie osobnej umów prawnych, w ścisłem, prawnem
i praktycznem znaczeniu tego wyrazu lud jeszcze nie wytworzył
a praktyka sądów włościańskich nie wyrobiła; nie wyróżniają sif,
one z pośród ogólnej masy umów gospodarskich" - mówi p.
Friedman str. 95. Zdanie to podzielam w zupełności, nawet ·rozciągam je na inne dziedziny stosunków rzeczowych, ale o tem
bP.dzie mowa poniżej, gdy będę mówił o umowach rzeczowych.
Teraz słów kilka o ogólnych podstawowych pojęciach umowy
wedle ludu. Mog,\ ją zawrzeć dwie strony, prawosposobne do jej
zawarcia. Warunkiem nieodzownym, koniecznym jest ich dobra
wola i zgoda wzajemna, albowiem wszelki przymus, w jakiejby to
nic był formie, unieważnh ją w zasadzie. Nadmieniłem o prawosposobności stron, warunku nieodzownym.
Prawosposobność tę lud
określa dość wyrażnie: zależy ona od stanu umysło\vego i rodzinnego, położenia ekonomicznego, płci, wieku i zalet czy wad osobistych. Prawosposobność zawsze łączy się z poczytalno 1;cią
umysłową, przeto chorzy umysłowo, idyoci i t. d. nie są prawo:-;posobnymi. Ale prawo zwyczajowe zna tylko to założenie ogólne,
nie dając żadnych ,vskazówek w wypadkach poszczególnych; stan
świadomości ocenia się na mocy pojęć ludowych o cierpieniach
umysłowych, pojęciach bardzo nieokreślonych.
Rozumie się -objektami umów rzeczowych mogą być tylko przedmioty, stanowiące własność prywatną, albo _bezsporne prawa władania i użyt­
kowania nieruchomości lub ruchomości. Jestto warunek nieodzowny, albowiem każdy może dowolnie rozporządzać się tylko
własnością swoją lub należącem doń prawem bezspornem, rzeczowem. Mężczyzna posiada większy zakres praw i obo\yiązków
niż kobieta, przeto jego prawosposobność jest większą.
Kobieta
zamężna nie może zawrzeć umowy, dotyczącej pewnych części
mienia małźeńskiego np. umowa, zawarta przez nią a dotycząca
sprzedaży zboża, koni, bydła i niektórych innych przedmiotów,
jest Lezprawną i nieważną. Nie może też m~żatka bez pozwolenia m~ża zawrzeć żadnej umowy osobistej np. wydalić się na
służbę, jeżeli żyje razem z mężem. Kobieta samodzielna ma pod tym
względem takie same prawa co i mężczyzna.
Dzieci wogóle nie
mogą zawierać żadnych umów rzeczowych bel pozwolenia rodziców, dle ta zasada dopuszcza pewne wyjątki dla synów pełno­
letnich. Pełnoletność lud określa dojściem do zupełnej dojrzałości
fizyczrn~j i umysłowo- moralnej; stałego wieku dla jej uznania nie

-

121 -

ma, wszystko zależy od okoliczności w każdym wypadku poszczególnym. W ogóle lud uznaje 2 2 - 23 lata za przeciętny wiek, określający pełnoletność mężczyzny, 18-20 lat dziewczyny. Niepełnoletni nie mogą zawierać umów rzeczowych, 1.le zawarte przez
nich w dobrej wierze, bez żadnej straty osobistej i ze zrozumieniem rzeczy, sądy włościańskie uznają zwykle za ważne, niekiedy
nawet odrzucając zasadę, która wzbrania dzieciom wszelkich zobowiązań się materyalnych wbrew woli rodziców. Muszę tu nadmienić, iż umowa najmu stanowi wyjątek i mogą ją zawrzeć nietylko niepełnoletni, ale nawet i małoletni, byle nie dzieci,:,).
Treść umów może być bardzo różna; ich objektami bywaj,\
zwykle nieruchomości, wszelkie przedmioty wartościowe, prawa
władania i użytkowania, wzajemne zobowiązania się, usługi osobiste, praca własna i t. d. Nieodzownymi warunkami prawności
i ważności umowy są: zgodność jęj treści z prawem zwyczajowem,
religią, moralnością ludową i wierzeniami, wogóle - z całokształ­
tem życia ludu litewskiego. Muszę tu zrobić jedno zastrzeżenie:
oto umowy osobiste nie zawsze ściśle zgadzają się z wymaganiami religii i moralnemi pojęciami ludu, mimo to jednak sądy wło­
ściańskie nie odmawiają niekiedy w takich wypadkach swej pomocy. Zdarza się to wprawdzie rzadko, ale zdarza się; być może
powodują się one w wypadkach podobnych czysto ludzkiem uczuciem . . . . Wedle ludu wszelka umowa, której treść jest sprzeczna
z jego pojęciami życiowemi, nie posiada ani najmniejszego znaczenia; jej złamanie nie prowadzi do odszkodowania ....
Dziś już lud nie zna żadnych symbolów i obrzędów przy zawieraniu umów, ale dotąd zachowały się ich przeżytki niektóre>.
Do nich należą uściśnienie wzajemne rąk, podanie „n;ki kosmatej" (t. j. owiniętej w połę ubrania lub róg chusty), ,,mohorycz"
(litkup) i t. d.; są to juz szczątki nikłe, nieposiadające znaczenia
prawnego. Wyjątek chyba stanowi „mohorycz", który niekiedy
służy dowodem, że ugoda została zawartą lub rzecz sprzedane:\
rzeczywiście.

Umowy· bywają słowne i pisemne; pierwsze zawsze dotyczą
najmu, bo lud w tym zakresie stosunków życiowych nie zna innych. Istnieje śród ludu przekonanie, że nie godzi się je zawierać
na piśmie, albowiem ustanowitoby to - wedle niego - coś w rodzaju niewoli lub pańszczyzny. J estto wierzenie tak gł,)boko zakorzenione, że wszelkie przepisy prawne o t. z. ksi,\ŻP.czkach dla

*) Lud nie odróżnia ściślJ małoletności od niepełnoletności.

-

122 --

robotników wiejskich pozostały literą martwą; w ksi~gach umów,
znajdujących się przy U rzędach gminnych, niema bodaj zapisanej ani jednej umowy najmu. Być może - wierzenie to jest
przeżytkiem dawnego ukupnictwa, którego pamięć zanikła, albowiem zniósł je ~ już Zygmunt August. Umowy słowne dawniej
ogarniały całą niemal sferę wzajemnych stosunków włościan, ale
z biegiem czasu zwęża się ona coraz bardziej, lubo nawet dziś
jest jeszcze bardzo szeroką. Dawniej umowy na piśmie, znane
oddawna, zaświadczano zwykle w urzędach gminnych, wnosZc\C je
<lo ksiąg odpowiednich, które istnieją przy nich ; dziś wszystkie
ważniejsze, których wartość przenosi 100 rub., za wie rają się przed
regentem. Rozumie się - do ostatnich stosują się ogólne normy
prawne, do innych zaś - prawo zwyczajowe.
Jednym z koniecznych warunków prawności umowy jest
obecność świadków wiarogodnych ; nigdy nic nie słyszałem o umowie zawartej bez nich; to samo potwierdzają wszyscy znawcy
życia ludu. Świadkami stanowczo być nie mogą ludzie nawet
o podejrzanej wartości moralnej, a tembardziej karani złodzieje,
pijacy, rozpustnicy i t. d.; nie mogą też być nimi ludzie obcy,
nieobeznani z warunkami m1eJscowyini. Wyrażenie „człowiek
obcy" posiada znaczenia różne i niekiedy oznacza ono pojęcie
narodowościowe,
najczęściej zaś religijne; tak w okolicach
fiirż włościanin, kalwinista z wyznania jest „swoim", gdzie indziej
znowu obcym ; ,:ydzi miejscowi zawsze i wsz~dzie uważają się za
obcych.
Wiarogodność świadków zale~y od wielu okoliczności; przedewszystkiem zwraca się tu uwagę na ich wartość moralną, zamożność, niekiedy stanowisko urzędowe i t. d. Świadectwo włoś­
cianina rolnego więcej znaczy, niż bezrolnego, urzędnika gminnego z wyborów - ni.z zwykłego członka gminy; zresztą ocena
wiarogodności świadków zależy wyłącznie od sądów _gminnych,
które kierują się w tych razach podstawami róznemi, przeważnie
jednak wymienionemi powyżej. Zawierając umowę, zawsze starają zię uprosić na świadków ni\jbliższych i najpoważniejszych
krewnych stron obu; ich udział jest jakby przyzwoleniem i zatwierdzeniem umowy przez cały ród, zwłaszcza wymaga ~ię tego,
gdy w drodze polubownej strony załatwiają jakiś spór zaciąty.
Rozumie się - świadkowie winni być pełnoletni i prawosposobni. Kobiety stanowczo nie mogą być; świadkami przy zawieraniu
umów rzeczowych, dotycz.\cych nieruchomości; mogą jednak
świadczyć i świadczą ,ve wszelkich umowach innego rodzaju,
lubo zawsze starają się je usuwać od za:;wiadczeń ważniejszych.

-

123 -

Swiadkowie WP-dle zwyczaju nie pobieraj,t wynagrodzenia .źadne.::ro,
ale strony winne uraczyć ich należycie; jezeli umowa jest waż­
niejsią, to dla nich warzy się pi wo, które dotąd niezupełnie straciło !;Woje uprzednie znaczenie obrzędowe.
W zakończenie nadmieniam, ze kobiety wogóle usuwają sie od zaświadczania umów
na piśmie, lubo mogą to robić z zastrze.zeniem uprzedniem i same
one uważają to za niewłaściwe, a lud przypisuje mniej wagi
i znaczenia świadectwu kobiety niż mężczyzny. Ważnem jest i po•
żądanem, by świadkowie zaopatrzyli umow~ w pieczęcie, bo ta
okoliczność wedle ludu - wzmacnia jej prawność i wykonał- .
ność'; w tem, bodaj, tkwi główna przyczyna, dla której podpisy
urzędników gminnych wraz z ich pieczęcią są tak cenione.
Wykonanie umowy zabezpiecza się w sposób bardzo różny ;
prawo zwyczajowe wa dobrze instytucyę poręki. Porqc.znikam i
zwykle bywają najbliżsi, najpoważniejsi krewni i powinowaci stron
obu. Ich udział jeRt równoznaczny z zapewnieniem, że cały ród
.zobowh\zuje się wykonać umowę zawartą ; jestto przeżytek dawnej
solidarności rodowej, dotąd jeszcze istniejący,
lubo zanikający
i w praktyce posiadający małe znaczenie. Wogóle -- porc:cznikami mogą być ci tylko ludzie, którzy dają gwarancyę możnrnki
wyegzekwowania od nich odszkodowania, jeżeli umowa zostanie
złamaną. Kobiety mogą być poręcznikami o tyle, o ile posiadają
mienie osobiste; zresztą od nich wymagają się takie same warunki, co i od mężczyzn. Bardzo rzadko jednak można spotkać poręcznictwo kobiet, wyjątek chyba stanowi~ umowy pożyczkowe,
zwłaszcza weksle, których lud zaczął używać od lat kilkunastu.
Poręcznicy nie otrzymuią wynagrodzenia żadnego, należy się im
tylko ugoszczenie sowite, a niekiedy - dary drobne; jestto stary
pogląd prawny, który dziś idzie w zapomnienie, bo coraz częściej
a części~j słyszeć o „wyrazach wdzięczności" t. j. gotówce, darach i t. d.
Zna też prawo zwycząjowe i inne formy zabezpieczenia
umowy zawartej. Do najbardziej znanych i najstarożytniejszych
nale.zy niewątpliwie zastaw, do najnowszych - weksle obu stron,
które składają się na ręce osoby trzeciej, wiarogodnej. Do starożytnych tez form należy niewątpliwie zadatek; jestto pewna suma,
wniesiona przez jedną stronę drugiej, by zabezpieczyć wykonanie
umowy. Wedle prawa zwyczajowego cały zadatek ginie, jeżeli
strona przeciwna odrzuci się od umowy, chociażby nawet z tego
powodu nie wynikło ani str~t, ani kosztów żadnych. \V' ogóle złamanie uwowy czy jej c,drzucenie, za wsze prowadzi do przejścia
za<latku na zupełną własność tej strony, która go otrzymała. Jest

-

124 -

to ogólny pogfo,d prawny, podzielany nietylko pr,rnz lud, ale nie„
mal przez wszystkich. Nie można nawet wytłómaczyć, że w takich wypadkach tylko taka część zadatku r.ale~y do strony, posiadającej go, jaka odpowiada rzeczywistej wartości poniesionych
strat i kosztów. Ten pogląd ogromna większo~ć mieszkańców naszej ziemi tłómaczy koniecznością ukarania strony, winnej złama­
nia czy odrzucenia umowy. Lud to zapatrywanie podziela w zupełności, posuwając je nawet .o wiele dalej. Niewątpliwie, że źró ·
dłem tego poglądu jest epoka prastarych stosunków ekonomicznych, wśród których zabezpieczenie mienia czy też praw na pracę
ludzką było niemal wszystkiem, człowiek zaś niczem ; niewąt•
pliwie -- jego źródło tkwi też w przeżytkach poglądów niewolniczych na stosunki ludzkie. Zasada: ., wszelkie zobowiązanie się
czynić co lub nie czynić w razie niedotrzymania, prowadzi do_
wynagrodzenia strat i kosztów poniesionych", nie prędko jeszcze
uzyska uznanie ogólne.
Prawo zwyczajowe wyróżnia złamanie umowy, wywołane
okolicznościami niezależnemi od dobrej woli stron obu; wogóle
niemożliwość wykonania znosi samą umowę. W takich razach odszkodowania poszukiwać nie można; zadatek, czy też inne zabezpieczenie winne być zwrócone. Inna natomiast rzecz, zerwanie
czy złamanie umowy, zależne od woli jednej strony; w tym wypadku druga ma zawsze prawo do odszkodowania strat i kosztów
bezpośrednich, nie zaś -- pośrednich.
Niekiedy nawet złamanie
umowy osobistej sprowadza na winnych kary surowe. Zasada odszkodowania jest tak ogólnie uznaną przez lud, ze niekiedy sądy
włościańskie skazują „cudzołożc hv" na wynagrodzenie strat, wynikłych z ich postqpku, albowiem dotąd lud w małzeństwie widzi
coś bardzo pokrewnego z umową.
Najwięcej starych poglądów
ludowych na karalność złamania umowy przechowało się w zwyczajach, dotyczących najmu; samowolne opuszc~enie służby lub
zrzeczenie się obowiązków przyjętych jest występnem, karygodnem. W tych wypadkach żadne okoliczności nie usprawiedliwiajćl i nie tłómaczą winnych ; rodzice też są odpowiedzialni za
swoje dzi~d; to samo sto1:,uje się do opiekunów. Być może ten pogląd tłómaczy się zwyczaje rn, który zezwala rodzicom wynaj m ywać swe dzieci niepełnoletnie na służbę.. . . W sprawach
podobnych sądy włościańskie nie uwzględniają zwykle żadnych
pobudek, nawet moralnych i sam fakt porzucenia służby już wystarcza. Przytaczam parę przykładów bardzo jaskrawych. Robotnica porzuciła służbę, bo gospodyni biła ją, podejrzewając o sto-

sunki miłosne ze swym mężem.

Sprawa wytoczyła si~ przed są-

-

125

dein gminnym Tryskim; wyrok - 1880 r. 1. 16. - skazał oskarżoną na zapłacenie ·18 rub. odszkodowania, a jej ojca - na 2 dni
aresztu „za odmawianie córki od służby". W tej samej gminie sąd
skazał ojca na chłostę za to, że odebrał córk{~ od gospodarza,
który zagrażał jej czci niewieściej. (Wyrok 1880 r. 1. 41).
Mówiąc szczegółowo o umowach najmu, przytoczę nieco wi<-,cęj przykładów, rzucających nader jaskrawe światło na poj(,cia
prawne. Tu nadmienię tylko, iż są właściciele ziemscy, którzy
me wahają się udawać do sądów włościańskich, by w drodze
grozby karnej utrzymać u siebie służbę wyzyskiwaną. Co gorwj
- opinia publiczna nie dość potępia tych panów, nawet znaczna
część szlachty gotowa przyklasnąć temu zwyczajowi, którego znaczenia wprost nie rozumie.... Zjazdy komisarzy do spraw włoś­
ciańskich, w charakterze instancyi kasacyjnej dla S,\dów gminnych
walczą z tern uporczywie, kasując, o ile można, wyroki S,\dowe,
ale dotąd ta walka jest nie mal bezowocną.
Rozumie się - w razie złamania umowy wszelkie zabezpieczenia materyalne przechodzą na zupełną własność strony poszkodowanej. Prawo zwyczajowe nie zna w wypadkach podobnych
żadnych ustępstw, żadnych okoliczności łagodzących. Jeżeli strona
poszkodowana nie mogła wyegzekwować odszkodowania od strony
przeciwnej, to jej poręcznicy odpowiadają swem mieniem calem
i wyjątków niema. W takich wypadkach sądy włościańskie Si.\
zwykle bardzo surowe; nawet egzekucya ich wyroków zwykle
następuje rychło, acz w wypadkach innych każe na siebie ciekać
bardzo długo.
W zakończenie tego ustępu nadmienię, i:: prawo zwyczajowe
nie rozróżnia ~ciśle umów rzeczowych a osobistych, zwłaszcza
w kwestyi pożyczek. Tu też trzeba zanotować, że nie zna ono
pojęcia urnowy zamiany, oraz kupna sprzedaży, jako osobnych
form prawnych, lubo zwyczaje odpowiednie zachowały się jeszcze
dotąd. Przytaczam ich wiązankę małą, bo zanikają one....
Zamiana praktykuje się dziś już bardzo rzadko, najczęściej w formie
wypłaty w naturze za robotę wykonaną. Miarą wartości rzeczy
zamienianych jest już dziś pieniądz, nasi włościanie dotąd jeszcze
posługują się dawnemi miarami i wagami, nawet niekiedy rachują na złote i grosze; miary urzędowe nie zyskały uznania,
tylko zboże zaczynają już sprzedawać na wagi.
Jednostką miary dla ciał płynnych i sypkich jest kwarta;
4 kwarty stanowią garniec, 24 garncy - pur (miara ciał sypkich,
ziemniaków, owoców i t. d.). Niekiedy pur dziel.i na 4 sieki, po
6 garncy w każdym; pur żmudzki, czylj "akteju" ma 28 garncy.

126 -Płyny mierzą

kwartami, garncami i beczkami, których objętość
jest różna. Dotąd lud posługuje się przeważnie łokciem, dzieląc
go na 1 2 cali; płótno ma osobną miarę, zwaną „stanem" ; nieokreślona to wielkość .... W różnych okolicach bywa różną. Wagi
używają się dawne, zanikły tylko nazwy cetnara i kamienia, natomiast zyskał prawo obywatelstwa pud, znany zresztą oddawna.
Ziemię niekiedy mierzą jeszcze włokami, które zawierają po 30
morgów ( 20 dies.), ale lud posługuje się przeważnie diesiatyną,
miarą urzędową.

Dokonywając .zamiany, każdą rzecz ocenia się zwykle w monecie; wymaga się równej wartości, by ten akt został dokonany.
Dziś zamiana praktykuje się wogóle bardzo rzadko; niekiedy zamieniajq zwierzęta udomowione, najczęściej konie. Taka .zamiana.
odbywa si<; w obecności świadków; obie strony obowiązane są
sumiennie określić wartość zamienianych przedmiotów, bynajmniej
nie ukryw..ijąc stron ujemnych. "\\;" razie wykrycia złej woli zamiana unieważnia się; w takim razie przedmioty zamienione,
winne być zwrócone właścicielom uprzednim. Jeżeli podstępnie '
zamieni.:t konia dychawicznego, wydając go za zdrowego, to w tej
okoliczności lud widzi podstęp, który nawet może być karany
kryminalnie. Vil ogóle zła wiara jednej strony zwalnia drugą od
obowiązku dotrzymania umowy zamiany. Wszelkie straty i szkody,
wynikłe z tego powodu, winna zapłacić strona przeciwna; jestto
zasada .ogólna, którą przestrzegają sądy gminne.
Żadnych szczególnych obrzędów i symbolów przy akcie zamiany lud już nie zna, powstałe szczątki stosują się też do urno~
wy kupna - sprzedaży, przeto kilka słów o nich skreślę poniżej
nieco. Nadmienię tu, iż nie wolno sprzedawać rzeczy ostrych,
ale należy zamieniać je na przedmioty metalowe. Tern wierzeniem tłómaczy się ta okoliczność, że za rzecz metalową lud najcząściej płaci miedziakami lub srebrem.
Nie wolno też sprzedawać pszczół, jak.em mówił uprzednio, można je tylko zamieniać.
Inne natomiast przedmioty można kupować i sprzedawać, byle
tylko osoba sprzedająca miała na to prawo; o ograniczeniach pod
tym względem kobiet zamężnych wspominałem już.
Prawo zwyczajowe zna sprzedaż z prawem odkupu na warunkach, umówionych z góry; niedotrzymanie ich pozbawia prawa
wykupu. W tych wypadkach zwykle oznacza się termin przedawnienia. Warunki te mogą być bardzo różne. Jestto coś w rodzaju pożyczki pod zastaw; urnowa mało znana a rzadka. Kupujący ma prawo targować się do upadłE.go; nikt mu tego za złe

nie bierze, ale lud patrzy krzywem okiem na "podbijanie ceny"

-

127 -

t· j. jej podnoszenie; sprzedający nie ma prawa ukrywać złych
stron sprzedawanej rzeczy. Jeżeli ta okoliczność wykryje si<~, to
umowa sprzedażna unieważnia się ; winny musi zapłacić odszkodowanie, a nawet można go zaskarżyć do sądu. Niekiedy daje
się zada.tek; jeżeli umowa sprzedażna zostanie zerwaną z winy
osoby, która go wzięła, to musi on być zwróconym. Wrazie prze•
ci wn ym - nie. Jeżeli sprzedaje się konia, to razem z uzdą, która
stanowi rzecz dodatkową. Wogóle rzecz sprzedaną należy oddawać po otrzymaniu pieniędzy, albowiem ta okoliczność stanowi
chwilę przejścia prawa własności, nie zaś -- umowa zawarta.
Zdarzają się wypłaty pieniężne rozłożone na raty ściśle określone ;
w tych wypadkach nabywca po spłaceniu pierwszej otrzymuje
przedmiot kupiony, ale właściciel uprzedni zachowuje prawo odebrania go aż do wypłacenia ostatniej, rozumie się tylko - wrazie niezachowania warunków umówionych. Wogóle sprzedaj,\cy
winien postępować sumiennie, bez krzywdy kupującego; post<wowanie inne lud uznaje za karygodne; sądy gminne podzielają ten
pogląd. ,Zgodnie z nim sprzedaż rzeczy kradzionej uniewazma
się; rzecz zwraca się właścicielowi, a poszkodowany ma prawo
poszukiwać zwrotu wartości wydanej na złodzieju, jestto okolicz •
ność zwiększająca winę. Nie godzi się nic kupować od pijanego
lub nieprzytomnego ; jeżeli jednak coś rzeczywiście kupiono, to
wrazie skargi akt kupna sprzedaży uznaje się za ważny, gdy nie
jest połączony z krzywdą. Wedle ludu korzystać ze stanu nieświadomości sprzedającego lub kupującego jest czynem nagannym
nawet karygodnym; prawo zwyczajowe uznaje to za oszustwo.
Niekiedy, lubo już rzadko, płata pobiera się bądź w naturze
np. w pewnej ilości zboża, wełny, lnu i t. d., bądż w robociżnie.
Zdarza się, że włościanin kupuje jakiś przedmiot (zwykle we dworze lub u swych sąsiadów), a wartość jego wypłaca pracą osobistą; na przednowku w sposób podobny sprzedają zboże np. za
pur żyta liczą tyle to a tyle letnich dni roboczych, męskich zwykle 6- 10 dni. Lud patrzy bardzo krzywem okiem na to, bo taka
sprzedaż na kredyt zazwyczaj łączy się z wyzyskiem, któr.v on
odczuwa.
W zakończenie kilka słów o przeżytkach, dotąd jeszcze istniejących w tej dziedzinie zycia ludu. Wedle wierze11 ludowych
S,\ osoby, które posiadają „dobrą lub złą rękę" i czyli ,,lekką",
lub „ciężką" i wszystko co się nabędzie od pierwszej, wiedzie się
n. p. krowy są zdrowe, a mleczne i t. d., natomiast osoba o nrP.ce
złej" lub "ciężkiej" wywiera wpływ zgubny na to wszystko, co
kiedyś należało

do niej i kupione konie czy krowy zdychają, kury

-

128 '-

nie niosą się i t. d. Wierzenie w „lekką rękę" sięga bardzo głę­
boko. Jeśli chcą, by włosy dziewczęciu rosły <lobrze, należy je
ostrzyclz lekką n:ką. W tej sferze życia ludu spotykamy coś w ro
dzaju spółki z kupcami, rodzaj kundmaństwa, zwłaszcza na Żmu­
dzi głębokiej. Włościanie, nabywający stale towary u pewnego
kupca, prowadzącęgo handel uczciwie, nazywają go „biczulis6ó
(bitnik!) t. j. tą samą nazwą, jak członków spółki pszczelarskiej.
Tego wyrazu lilewskiego nie umiem oddać po polsku, bo w polszczyźnie miejscowej wyraz „bitnik" używa się w znaczeniu okreś­
lonem w rozdziale uprzednim. Pewien stosunek zobowiązuje obie
strony: ,,biczules" -- zwykle Żyd starej daty - poczuwa się do
obowiązku sumiennego postępowania i częstowania kiedy niekiedy
włościan, ci zaś ostatni - do składania podarków: kura, gęś, wózek drew i t. d. Na Paschę Żydzi obsyłają ich miodem i macami:
zwykle też mają w zapasie tanie papierosy, cygara i t. d., kobietom dają często kawałki cukru, zalane kilku kroplami anodyny,
której użycie zaczyna rozpowszechniać się.
Ustęp poprzedni poświęciłem tej gałęzi prawa zwyczajowego,
które traktuje o kupnie - sprzedaży lub zamianie ruchomości,
teraz zaś skreślę słów kilka o umowach jawnych, piśmiennych,
dotyczących nieruchomości. Włościanie, jakem rr..ówił uprzednio,
nie krępują się żadnemi ograniczeniami, które prawo stosuje do
własności ukazowej; • w rozdziale uprzednim omówiłem
dokładnie tę kwestyę, przeto nie wracam do niej. ,~Własność wolna", włościańska podlega ogólnemu prawu cywilnemu, zatem
przejście jej z rąk do rąk odbywa się wedle przepisów prawnych; nie spotykamy w tych umowach ani śladów poglądów
prawnych ludu. W rozdziale też poprzednim przytoczyłem cały
szereg faktów i przykładów, dotyczących umów podziałowych,
gruntami nadanymi (str. 275-290). Tu zaś, jakem pisał w tern
miejscu, skreślę ogólne podstawy tych umów wedle prawnych
pojęć ludu. U mowy podobne zawsze zawierają się w obecności
świadków, a za zgodą wszystkich współwłaścicieli; żadnego pozwolenia władz gminnych nie wymaga się Wedle starych zwyczajów najstarszy czy najmłodszy winien posiadać pewne przywileje; zwykle otrzymywał on chatę ojcowską i większy kawałek
gruntu; pozostali bracia dzielili się porówno, siostry usuwano od
ziemi, ale wypłacano im posagi; do nich też należała cała gotówka
pozostała oraz pos~g i osobiste mienie matczyne.
Ruchomości dzielono na części równe; niekiedy w ich podziale uczestniczyły dzieci adoptowane lub przybrane. Krewni
odgrywali rolę bardzo poważną, wyrażając swym udziałem jakby

-

129 -

zatwierdzenie umowy podziałowej przez cai:y ród. Takie są pod stawy główne, ale w czasach ostatnich zachodzą w nich zmiany nader
poważne: zasada równości arytmetycznej pomiędzy braćmi zyskuje
coraz więcej uznania. Siostry zaczynają w niektórych okolicach zy •
skiwać prawo do gruntu, które znajduje uznanie nawet w sądach
gminnych. Przeważnie na pograniczu pruskiem coraz częściej rozpowszechniają się rozmaite formy zrzeczenia się swych praw do udziału
w podziale mienia wspólnego. W ogóle konieczność życiowa zmienia
i modyfikuje stare podstawy umów podziałowych, których przykłady przytoczyłem w rozdziale uprzednim. Umowy te najcu,ściej
są słówne; jeżeli kreślą je na pa pierze i uprawniają, to one są
zwykle zamaskowane, by uniknąć przepisów prawnych o niepodzielności gruntów nadanych.
Umowy dzierżawne są nader rozpowszechnicme; zawierają je zwykle na piśmie tylko wówczas,
gdy wartość przenosi 100 rub., acz spotykają s~ę wyiątki liczne.
Dawniej nie znano umów piśmiennych. Dawniejsze urr.owy dzierżawne wyróżniają się stanowczo od dzisiejszych; tu trzeba nadmienić, że nawet właściciele ziemscy, zwykle stosowali prawo
zwyczajowe do dzierżawców drobnych, nietylko włościan, ale
nawet i szlachciców zagonowych. Dawniejsza umowa dzierżawna
wyróżniała się stałością opłaty, ulegającej zmianom nader rzadko
oraz daninami i robocizną, w których uiszczano część tenuty dzierżawnej. Było to bardzo naturalnem i zrozumiałem w epoce. gospodarstwa niemal naturalnego. Zdarzało się często, że właściciel
ziemski wydzierżawiał drobne kawałki swych gruntów za stałą
opłatę, zazwyczaj nizką, niejakie daniny i robocizny. Dzierżawa
była bezterminowa,~ a właściciel miał zawsze prawo usuni\Ć dzierżawcę, wrazie przekroczenic1. umowy zwyczp.jowej, zwykle domniemanej. Dziś ze zmianą warunków stara forma dzierżawy drobnej
prawie zanikła; spuścizną po niej pozostały tylko robocizny,
w których uiszcza się część opłaty. Słówność umów, ich bezterminowość i daniny znikły doszczętnie.
Nawiasem nadmieniam,
iż tacy drobni dzierżawcy zwykle mniemali, że mają prawo wła­
dania wieczystego gruntem za opłatą stałej dzierżawy czyli czynszu.
W tym poglądzie ludowym tkwi, bodaj, głównc1. przyczyna zatargów pomiędzy właścicielami ziemskimi a drobnymi dzierzawcami,
popieranymi przez sądy niższe (sądy pokoju) i administracyę. By
uniknąć pretensyi do „zasiedziałości gruntu", ziemia wydzierżawia
się nie inaczej, jak tylko za kontraktem prawnym i to najdłużej
na 12 lat; dziś w umowie dzierżawnej ściśle określają się wzajemne prawa i obowiązki, oraz warunki, których przekroczenie
unieważnia ją. Rozmaite robocizny utrzymały się jednak dotąd;

-

130 -

zwykle kontrakty omawiają szczegółowo ile, kiedy i jakich dni
roboczych ma odrobić dzierżawca. Niekiedy włościanie małorolni
lub bezrolni, czasami kobiety-komornice, wydzierżawiają od właś­
cicieli ziemskich kawałki gruntu pod ziemniaki, uiszczając płatę
robocizną, miarą zwykłą jest przestrzeń ziemi, niezbędna do posadzen-ia pura kartofli. Zdarza się też, ze za wydzierżawienie
-łączki lub rowów czyli ściślej wykoszenie ich i spasienie włoś­
cianie zobowiązują się „odrabiać dni" ; jestto forma dzierżawy.
1,ud ogromnie niechętnie ucieka się do niej, bo widzi w niej i zupełnie słusznie - wyzysk okropny: za prawo posadzenia pura
ziemniaków trzeba odrobić 3 -6 dni letnich, roboczych, których
wartość wynosi przeciętnie od 76 kop. do 1 rub. 50 kop.! Korzystają z tego chętnie nietylko dwory, ale i chłopi zamozniejsi, by
zapewnić taniego robotnika na czas żniw.
Spotyka się też u nas forma dzierżawy, nieznana w innych
okolicach Europy, oprócz cesarstwa Rosyjskiego. Zdarza się; że
urzędy gminne wydzierżawiają grunta, nadane włościanom, samowolnie, bez zgody ich właścicieli, wrazie nieakuratności w wypła­
caniu podatków lub wykonaniu powinności naturalnych. Dzierżawcami takimi są zwykle chłopi lichwiarze; mając stosunki
z urzędem gminnym, wydzierżawiają oni za bezcen grunta \Vła­
ścicieli nieopłacających akuratnie podatków. "Często zdarza się
- mówi p. Friedman str. 95. - że grunta, za które moznaby
zapłacić 100-150 rub. dzierżawy, wydzierżawiane są za 30- 40
rub. Takimi dzierżawcami bywaią zwykle włościanie lichwiarze".
Istnieje u nas nietylko wśród ludu, ale nawet wśród drobnych
rolników stanów innych szczególna forma dzierżawy, zwana póło­
wnictwem; opłata dzierżawna -- to zwykle połowa całego urodzaju. Połownik sam obrabia ziemię, zasiewa, zbiera plony, korzysta z lokalu, opału i t. d., ale musi oddać połowę zbiorów rolnych
w stanie Rprzedażnym n. p. zboze w ziarnie, len we włóknach
wyczesanych i wyczochranych i t. d. Jest to forma dzierżawy
bard-żo rozpowszechniona, a ciesząca się uznaniem wśród ludu ;
zwyczaje odpowiednie, dotąd przestrzegane pilnie, ściśle określają
wzajemne stosunki i prawa właściciela i połownika. Dostawa ich
główna to sumienność, której przekroczenie, nawet sąd_y wło­
ścia11skie, karza,, surowo.
Spotykają się też, lubo rzadko, formy
pólownictwa zbiorowego, kilku rolników, posiadających inwentarz
żywy i pewne kapitały, łączą się razem, by na połowę wydziP-rżawić większy folwark. Przytaczam przykład, znany mi dobrze.
Przed kilkunastu laty cała wieś 1 złożona z 11 chat byłych poddanych, wydzierżawiła. za połowę zbiorów folwark, do którego

-

131

uprzednio należała; nadmieniam ·_ stosunki pomiędzy dworem
a wioską zawsze były dobre, nawet za czasów poddaństwa. Wieś
wywiązała się bardzo sumiennie ze swych obowiązków, ale po
upływie paru lat włościanie pokłócili się z sobą i spółka rozchwiała się.

Spotykamy też, lubo bardzo rzadko, wydzierżawianie domów;
„bardzo rzadko", bo niewielu znajdzie się, którzyby tego
potrzebowali. W naszych wsiach, zwykle bardzo małych, rzemieśl­
ników niema; mieszkają oni w miasteczkach, tak licznych,
a w każdym niemal dworze jest kowal dworski, który zaspakaja
wszystkie potrzeby włościan pcbliźszych. Zna też lud wydzierża­
wianie bydła; zwykły termin tej dzierżawy od św. Jerzego do św.
Michała; płaci się od krowy. Przychowek należy do właściciela.
Czasami dzierzawią włościanie ogrody owocowe, przewozy i t. d.
ale szczególnych zwyczajów prawnych, określających stosunki
wzajemne, już niema. Czy były dawniej? Nie wiem, śladów nie
mówię

spotykałem.

Dużo natomiast zabytków przeszłości, pochodzących z czasów gospodarstwa naturalnego, spotykamy w umowach pożycz­
kowych. Uprzednio wspomniałem już był, że prawo zwyczajowe
nie wyr6żnia ich ściśle z pośród ogółu rzeczowych umów gospo
darczych; sądy włościańskie tei nie wyrobiły ścisłego określenia
pojęcia pożyczki z jednej strony, lichwy z drugiej. Sądzę, iż
nie m";.ją oni pojęcia o nadużyciach kredytu rujnującego dłużnika.,
bo nawet procenta lichwiarskie -qznają za prawne i słuszne.
Przykłady przytoczę nieco potem, teraz zaś b~dę mówił o pojf;ciu
umowy pożyczkowej.
Przedewszystkiem prawo zwyczajowe zna pożyczki w naturze; rzeczywiście - przed kilkudziesif;ciu laty nit było słychać
. -- jak mówią - o pożyczkach w gotówce wśród włościan. Były
one bezprocentowe, ale pożyczający, zwracając przedmiot poży­
czony, winien był złożyć pewien naddatek, pewien dar, wyrażąjąc
tern swą wdzięczność. Jeżeli pożyczka była udzieloną z powodu
kl~ski pożaru, to nie składano daru owego; ten Z\vyczaj zachował
się dotąd. W ogóle wśród ludu pożyczka w naturze z terminem
nieokreślonym, a bez naddatku, jest środkiem niesienia pomocy
pogorzelcom i t. d.; niesie on niekiedy takiego rodzaju pomoc
nawet popularnym osobom stanów innych. Z biegiem czasu
naddatek ów, pierwotnie dar dobrowolny, stał siG obowiązkowym;
powoli określono jego wysokość w zależności od ukoliczności rozmaitych. Dziś nawet śród włościan, zamozniejszych a przestrzegających pilnie .-,tare zwyczaje, wzajemne pożyczki w naturze są

-

132 -

zwykle bezprocentowe, ale dary dobrowolne składają się. Można
w zamian przedmiotu pożyczonego zwrócić inny, równej wartości,
ale wówczas dar dodatkowy jest obowiązkowy. Pożyczają też nasi
włościanie zwierzęta udomowione; przychówek ich zawsze· należy
do właściciela. W ogóle przedmiotami pożyczek mogą być wszelkie
ruchomości; udzielać je może ten, do kogo one należą rzeczywiście.
Jeżeli stanowią one własność wspólną n. p. małżeńską, to zwyczaj nakazuje, by udzi~lano je za zgodą obu małżonków.
Ta.kie były zwyczaje, stosowane przez lud do umów pożycz­
kowych, które zawsze zawierano słównie, ale w obecności świadków;
niekiedy rachunki wzajemne prowadzono pismem obrazowem,
które dotąd jeszcze nie zanikło doszczętnie. W miarę przeobrażania się gospodarstwa naturalnego w towarowe umowy pożycz­
kowe zaczęły przybierać formę odmienną: zjawiły się pożyczki
w gotówce, powstało i rozwinęło się pojęcie procentu, w który
pn.ekształcił się ów dar dodatkowy. Jednocześnie zaczęto zawierać
umowy pożyczkowe na piśmie, uprawniać je i t. d.; świadkowie,
znani oddawna, stali się koniecznymi; zjawili się poręcznicy.
Wystąpiły też na jaw rozmaite formy zabezpieczenia umów pozyczkowych t. j. zwrotu długu: zastaw gruntów i ruchomości,
poręcznictwo i t. d. Nareszcie, ale bardzo niedawno, lud obeznał
się z obligami i wekslami; dziś już są okolice, w których wło­
ścianie znają się dobrze na prawie wekslowem, jak świadczy p.
Gukowskij o włościanach z nad pogranicza pruskiego *). Dziś
umowy pożyczkowe zawsze zawierają się w obecności świadków,
którymi mogą być wogóle ludzie prawosposobni. Procenta już
sa. konieczne, lubo dot~\d niekiedy pobierają się w naturze; zdarza.
si(, to nawet wrazie udzielenia pożyczki w gotówce. Przytaczam
tu kilka przykładów, A. pożycza sasiadowi dwa pury żyta na
przednówku z obowiązkiem zwrócenia w jesieni 3 purów; za pur
grochu należało oddać w jesieni 2 pury i gęś na św. Marcina.
Przed sądem gminnym w Ejragole wytoczono proces o zwrot 56
rubli, pożyczonych przPd 15 laty, z dodatkiem 5 rub. kosztów
:-:;.:\dowych. Okazało się, ze dłużnik dawał corocznie w zamian
procentów 4 pury żyta, pur grochu, gęś na św. Marcin, oraz odrabiał 10 dni roboczych; powództwo uznano za słuszne (wyrok
I 890 r. l, 45) **).

:t.) Pamiętnik gub. Kowieńskiej na r. 1893. sl.r. 157.
**) Fakty te cytuję z prary ,,kilka słów o lichwie gub. Kowieńskiej".
Ateneum 18UG r. IX. sfr. 476 1 478.

-

133 -

Przytoczone przykłady są jednak niedostateczne, albowiem
tylko wypadki poszczególne, przeto przytaczam nieco
faktów ogólniejszych. ,, W gminie Wiekszańskiej" - mówi p.
Gukowskij - sąd rozstrzygał sprawę, w której powodem był żyd,
karczmarz, pożyczający pieniądze po 30%; sąd uznał powództwo
słusznem, a procent- zwykłym". Tenże badacz życia ludu w pow.
Szawelskim dodaje, że śród włościan wysokie procenty SL\ rzeczą
bardzo zwykłą; wedle praktyki sądowej 30¾ nie stanowi jeszcze
zbyt wysokich!*). To samo spotykamy też w powiatach innych.
Dawniej prawie nie znano zabezpieczenia pożyczki: wystarczało słowo dłużnika i zeznar.ia świadków. Dziś natomiast wymaga
się jej zabezpieczenie: kredyt osobisty przeobraża się w rzeczowy.
Najbardziej rozpowszechnioną formą zabezpieczenia jest zastaw;
nim mogą być wszystkie przedmioty, posiadające jakąbądż wartosć, nie wyłączając naturalnie gruntów lub bezspornych praw na
nie. Przedewszystkiem s~ reślę słów kilka o ruchomościach, o<ldawanych w zastaw. Oceniają się one zwykle nizko, ale w każdym
razie pożyczka jest niższą od oceny. Za całość zastawu oupowiada
osoba, która go wzięła; w razie uszkodzenia winna zap!acić odszkodowanie odpowiednie. Jeżeli pożyczkę zabezpieczono bydłem,
to przypłodek należy do właściciela; za sztuki zdechłe nikt nie
odpowiada; inwentarz rzadko daje się w zastaw. Je.zeli pożyczka
jest większą, to zabezpieczają ją zwykle ziemią wydzierżawiaj;:\c
grunt wierzycielowi na ściśle określony termin. Niekiedy dają
w zastaw zasiewy, które wierzyciel - w razie niewypłacalności
dłużnika - ma prawo zebrać i sprzedać; wedle ludu ta sprzedaż
kwituje ctług. Nie stosuje się to jednak do łąk; siano skoszone
uważa się zwykle tylko za procent.
Dziś lud zna już rozmaite formy wzajemnych zobowiązań
się kredytowych; jestto nabytek czasów ostatnich.
Często mozna
spotykać w praktyce sądów gminnych dokumenty podubne, pi•
sane niemożliwym językiem rosyjskim, niekiedy nawet na papierze
stemplowym, a zaopatrzone pieczęcią urzędnika gminnego, który
występował w charakterze świadka. Prawnego znaczenia wi~kszość
ich nie posiada, służą one tylko faktycznymi dowodami pożyczki;
to samo stosuje się zwykle do wekslów włościańskich ... z powodu niezachowania form przepisanych. Sądy gminne jednak
uznają ich ważność i prawno~ć. Nadmieniam, iź pożyczki większe
zawierają sią dziś przed regentem, który nadaje im formę prawm\;
omawiają

*) Pamiętnik gub. Kowieńskiej 1896 r. str. 164·.

-- 134 -·
rozumie się

nie będę o nich mówił; przytoczę tu tylko kilka
o które sprawy toczyły się w sądach wło­
:;;ciai1skich. Nadmieniam - wszelkie naruszenie umowy pożycz­
kowej wywołuje sprawę cywilną o zwrot; poręcznicy odpowiadają
zwykle na równi z dłużnikiem. Trzeba tu tei dodać, że niekiedy
w powództwach o zwrot długu kryje si~ zamaskowana sprzedaz
. gruntów. Wierzyciel, wrazie niewypłacalności dłużnika, nie ma
prawa zająć jego mienie; jez.eli zajmie, to p~awo zwyczajowe
uznaje to za samowolę, którą karze surowo. Włościanin pożyczył
od swego sąsiada 4 ft. wełny; po kilku latach sąsiad, nie doczeka wszy się zwrotu pożyczki, zabrał 3 owce dłużnikowi i zarznął;
skórami pokwitował dług a mięso zjadł za procent; sąd gminny
J eleonorowski - wyrok 1889 r. 1. 11. - skazał go na zapłacenie
12 rub. odszkodowania i 3 dni aresztu, a 4 ft. wełny pożyczonej
darował dłużnikowi. Jestto zasada ogólna, uznawana powszechnie:
nikt sam swego długu egzekwować nie moze, robi to sąd.
Należy podkreślić, iż wogóle sądy włościańskie, niekiedy
wyróżniające się swą pobłażliwością, nie znają miłosierdzia dla
dłużników niewypłacalnych. Ta surowość tłórnaczy się pojęciami
o prawie własności - z jednej strony, z drugiej zaś - składem
sądu ( chłopi zamożni) i jego zależnością od najbogatszych, najwpływowszych gospodarzy. W ogóle sądy gminne, jak· lud mówi
z goryczą, są poblażli we dla bogatych, surowe - dla biednych.
Powstało nawet przysłowie: "czyja butelka większa, ten ma
słuszność", powtarzane w okolicach Rogowa (pogranicze pow.
Wiłkomierskiego i Poniewieskiego). Sądy niekiedy nawet wierzq
niemal n:i. słowo wierzycielowi; tak sąd gminny Bernatowski powództwo o 100 rub., stwierdzone przez jednego świadka, uznał
za wazne, nawet w nieobecności poZ\~anego; sumę tę wyegzekwowano (wyrok 1885 r. 1. 25). Ni~kiedy w sprawach podobnych
wydają one wyroki ·niezmiernie oryginalne a cnarakterystyczno :
przed sądem gminnym w Płungianach toczy się sprawa o Żwrot
13 rub., które przysądzono powodowi, ale za jego zgocl.\ dłużnik
musiał je oddać na mszę ( wyrok 1886 r. 1. 25).
Trzeba tei. zanotować, że w tych sprawach przedawnienie
niemal nie istnieje, o którem zresztą prawo zwyczajowe ma poj<~cic bardzo nieokreślone. Ktoś żąda zwrotu 2 bierwion, poi.yczonych przed 7 laty; sąd gminny Aleksandrowski wyrokiem z 188 1
r. 1. 13. zasąllza to powc><lztwo. Pożyczyno 8 łokci samodziału;
po upływie 10 lat zai,ldano zwrotu; s.:t<l gminny w Ta wrogach
zasądził zwrot (wyrok 1891 r. 1. 325). Przykłady te rzucajq nader
jaskra we światło na pojP.cic ludu o przedawnieniu. :Należy też podprzykładów pożyczek,

-

135 -

kreslić, że egzekucya sądowa w tych sprawach następuje zwykle rychło, gdy w innych natomiast każe czekać długo. Do sądu gminnego
w Łuk~ikach zapozwano włośclanina, żądając odeń, na mocy dwóch
dokumentów, wypłaty 21 rub. Na sądzie okazało się, iż pozwany
uważał dług pierwszy (10 rub.) za umorzony, albowiem w ciągu
10 lat sadził dla wierzyciela po 2 pury ziemniaków, za drugi zaś
dał 20 wozów siana. Wierzyciel zeznał, że to były tylko pro~
centy; sąd ten pogląd podzielił (wyrok 1877 r. 1. 17). Teraz jeden
przykład sprawy pożyczkowej, w której należy, bodaj, widzieć
zamaskowany akt kupna-sprzedaży. Włościanka M. zgodziła sią
za 400 rub. długu ustąpić na zawsze 5.5 dies. gruntów, które· naleźały do niej. Sąd zgodził się z tern i wydał wyrok odpowiedni,
którego mąż nie mógł obalić (sąd gminny Sołocki wyrok 1893 r.
1. 1). W tejże samej gminie włościanin za 800 rub. długu zrzP-kł
się 9.5 dies. gruntów nadanych wraz z zabudowaniami. Motywy
wyroku są nader troskliwie wyłuszczon·e; nie zapomniano nawet
dodać, że „w rodzinie Z. (nazwisko dłużnika) nigdy nie było
umysłowo-chorych" (wyrok 1893 r. 1. 5). Wogóle kredyt ludowy,
rzeczowy udziela się na warunkach nader ciężkich, niekiedy graniczących wprost z lichwą.
Prawo zwyczajowe nie zna pojęcia lichwy: lud wprawdzie
potępia zbyt wysokie procenty i zbyt ciężkie warunki kredytu,
ale to potępienie nie jest ściśle określonem i jasnem; uznaje on
to wszystko za czyny niemoralne, ,,bezbożne" nawet, ale nie karalne w drodze sądowej. Słowem - nikt nie może być karany
za warunki, chociażby najcięższe, na których udziela się kredyt,
albowiem każdemu wolno z niego korzystać lub nie; jestto umowa
dobrowolna, jak lud mniema. Rzeczywiście z powodu warunków
gospodarstwa naturalnego, lichwa w swej formie towarowej rzec można - nie istniała po wsiach; dopiero stopniowe przeobrażenie się stosunków ekonomicznych wytworzyło grunt przyjazny dla jej rozwoju. Muszę tu zanotować, że pewne rozporzą­
dzenie rządu utrudniło włościanom kredyt rzeczowy. W myśl tego
rozporządzenia nie wolno ani zająć, ani sprzedać z licytacyi tych
ruchomości, które są konieczne do prowadz.enia gospodarstwa.
N a pozór rozporządzenie to, zaczerpnięte, bodaj, z pra woda ws twa
Stanów Zjednoczonych Ameryki północnej, jest ludzkiem i rozumnem, ale jego wykonanie oddziałało ujemnie. Rzecz w tern, iz
kwestyę, co jest koniecznie potrzebnem do prowadzenia gospodarstwa, rozstrzyga dowolnie Urząd gminny t. j. wójt prawnie,
faktycznie - pisarz gminny. O tej stronie działalności urzędów
gminnych oficyalny Parnit;tnik gub. Kowieńskiej na r. 1896. str.

10

-

136

163. tak się wyraża: ,, nie można zauważyć z tego powodu, że
przy egzekucyach z włościan na rzecz właścicieli ziemskich i wogóle osób prywatnych ci przedstawiciele władzy (urzędnicy gminni)
szeroko korzystają z prawa vet o, gdy komornik sądowy z na•
kazem egzekucyjnym zajmuje mienie włościan. W niektórych
razach cierpią na tern bardzo interesy rolnictwa, oraz towarzystw
wkładowo-zaliczkowych, albowiem uiszczenie się wło:kian ze swych
długów zależy niemal od ich dobrej woli".
Tu należy dodać słów parę: za dług nieprzenoszący I oo rub.
można zapozwać włościanina do sądów gminnych, które wyroki
swoje w sprawach podobnych egzekwują surowo, ale osoby
wszystkich innych stanów troskliwie unikają sądów włościa11skich,
woląc mieć do czynienia z sądami koronnymi. Dajmy na to A.
wygrał sprawę, uzyskał nakaz egzekucyjny i posłał komornika
sądowego, uprzednio zapłaciwszy mu strawne i milowe, by wykonał wyrok, ale pan wójt nie pozwolił zająć ruchomości, bo niezbędne są do prowadzenia gospodarstwa . . . .
I wyrok sądowy
pozostanie „na papierze"! Dziś już nikt nie udziela włościanom,
nieposiadającym gruntów na prawie własności osobistej, ani najmniejszego kredytu. ,,Nikt" ów należy - rozumie się - nie do
włości:tn, bo sami oni pośród siebie umieją doskonale egzekwować wszelkie należności. Dziś już doszło do tego, źe towarzystwa
wkładowo-zaliczkowe, których celem jest ułatwienie kredytu drobnego, odmawiają poi.yczek włościanom, jeżeli pożyczający
i dwaj jego poręczyciele nie złożą zaświadczenia urzędu gminnego, ze posiadają ruchomości, które mofoa zająć i sprzedać.
I :aktyka rozszerzyła to rozporządzenie niezmiernie szeroko:
władze gminne nie pozwalają zajmować ruchomości b. wolnych
ludzi, którzy zalegają dworom w opłatach za ziemię; by tego
uniknąć, dwory opłacają wójta, a głównie pisarza.
Przytoczone fakty rzucają niejakie światło na kwestyę rozpowszechniania się lichwy, która już ogarnęła wsie, nie spotykając
żadnego przeciwdziałania.
Przytaczam tu kilka przykładów, rzucających jaskrawe światło na pogh\dy sądów gminnych na lichwę.
Sąd gminny Erzwiłkowski wydał wyrok następny: ,,chłop poży­
czył 800 rub., a za procenty oddał ~woją chałupę wraz z gruntem,
potem zaskarżył wierzyciela. Obie strony zgodziły się, by sąd
gminny rozstrzygał tę sprawę w charakterze sądu polubownego.
Sąd gminny orzekł, że pozwany zobowiązuje się powodowi dawać
aż do śmierci corocznie po 4 pury żyta i owsa, 3 pury jęczmienia,
ka wałek ogrodu na zasadzenie 3 purów ziemniaków, 20 ft. lnu,

-

137 -

oraz karmić krowę i owcę, a na pogrzeb dać 20 rub.; grunt zaś
- przeszło 30 dies. ziemi --- wraz z zabudowaniami przysądził
pozwanemu (wyrok 1884 r. 1. 51). W tej gminie - mówi p. Gukowskij 24°/1 -36¾ nie są uważane za ciężkie. ,,Wogóle sądy
ludowe nie uznają karalności lichwy; spraw o to nie spotyka sią
w cale, natomiast egzekwują one długi lichwiarskie z całą surowością i energią, na którą zdobyć się mogą.
Powiem więcej :
uświęcają one nawet umowy, które p. Gubernator nazywa wprost
nlichwiarskiemi". W memoryale, zawierającym rezultaty rewizyi
instytucyi rządowych i włościańskich (wydrukowanym w dodatku
do Nr. 80. Kowieńskich Wiadomości Gubernialnych z r. 1893)
p. Klingenberg przytacza kilka przykładów, które jego słowami
powtórzę: ,,Do księgi umów zapisują się kontrakty na dzierżaw0
gruntów aż do zwrotu pożyczonych na ich zastaw pieniP;dzy,
(umowy 2, 4, 5). nawet z obowiązkiem przedłużenia kontraktu.
Z tekstu umowy pierwszej widać, że dzierżawca zapłacił arendą
za lat 4 z góry; umowy podobne noszą jawnie lichwiarskie cechy
(Sąd Skawdwilski 1892 r.).
W gminie Krożańskiej „Umowy zawierają się jawna-bezprawne i lichwiarskie, zwłaszcza dużo ich zawarto w r. 1892;
w gminie Pojurskiej „umowy noszą cechy jawnego bezprawia
i oszustwa (1892 r.) i t. d . .,Kilka słów o lichwie w gub. Kowieńskiej". *).

W ostatnich też czasach wytworzył się typ chłopa lichwiarza, nieznany przedtem. P. Friedman tak określa lichwiarza wiejskiego: ,, wysokość pobieranych procentów, terminy, spłaty i fe my zabezpieczenia długu niczem nie różnią się od warunków
praktykowanych przez lichwiarzy nie włościan. Różnica polega
tylko na tern, że działalność chłopa lichwiarza jest znacznie szkodliwsza, niż działalność lichwiarza, nie mieszkającego na wsi.
Chłop lichwiarz, zamieszkały na miejscu, pobiera procent zbożem
i robocizną, których dłużnik prawie nie może obrachować" str. 9.
Do tych słów niewiele co można dodać; nadmienię tylko, iż sądy
i urzędy gminne często są zależne od lichwiarzy, rozumie się pośrednio. Nowo wydana ustawa przeciwko lichwie pozostała literą martwą, bądź z powodu trudności dochodzenia sądowego
w takich sprawach, bądź z niechęci wszczynania procesów podobnych, bądź tt:Ż z niskiego poziomu etyki publicznej.

*) Ateneum 1895 r zesz. IX. str. 4 79 i 480.

*

-

138 -

:c:c.
Teraz skreślę odpowiednie pojęcia i poglądy prawa zwyczajowego, które dotyczą umów osobistych. Przedewszystkiem będę
mówił o umowie najmu, w której ocalało tyle prastarych prawnych pojęć ludowych tak charakterystycznych. U prze1nio nadmieniłem, iż umowy najmu zawsze zawierają się słownie; piśmien­
nych lud ohawia się jak cyrografów dyabelskich, bynajmniej nie
przesadzając. Przytoczyłem też prawdopodobne źródło tego przezytku. Nadmienię tu, że prawo zwyczajowe wogóle reguluje stosunki wynikające z umowy najmu; stosują je dwory do służby
folwarcznej narówni z wł0ścianami. Nawet w miastach wzajemne
stosunki panów, a służących określają się niem, lubo z pewnymi
wyjątkami. Wedle zwycz~ju umowy najmu zawierają się pod
koniec roku: w jednych okolicach na św. Mikołaja, w innych zaś
- na Boże Narodzenie. Zwyczaj też każe dawać robotnikowi
wiejskiemu kilka dni wypoczynku, zwykle tydzień. Żadnych legitymacyi lub paszportów nie wymaga się, bo wogóle wynajmują
tylko robotników znanych, pośrednio lub bezpośrednio; zresztą
wszyscy najmici są włościanami miejscowymi, obcych nie spotykamy. Przy zawarciu umowy daje się zwykle zadatek odpowiedni
<lo zasług; włościanie zawierają umowy podobne zawsze przy
świadkach, inni obchodzą się bez nich.
Za małoletnich umowy zawierają rodzice lub opiekunowie,
pobierają też za nich nietylko zadatek, ale nawet zasługi. Prawo
zwyczajowe dozwala małoletnim zawierać umowy najmu, bynajmniej nie zwracają uwagi na zgodę starszych, chociaż zasada
ogólna wymaga bezwarunkowo ich zgody.
Wzajemne stosunki najmitów do pracodawców dotąd określają się jeszcze niemal wyłącznie dawnymi zwyczajami i poglą­
dami, w których zachowało się tyle przezytków epoki pa:tryarchalnej. Nietylko włościanie, ale nawet i dwory w swych stosunkach z najmitami kieruja się podstawami prawa zwyczajowego,
lubo ostatnie coraz częściej zaczynają uwzględniać wymagania
współczesne, oraz względy etyczno-humanitarne. Z tego powodu,
omawiaj<1cc tę stronę kwestyi umowy najmu, określę naprzód wzajemne stosunki najmitów do włościan pracodawców, potem zaś <lo dworu.
Przedewszystkiem robotnik w rodzinie włościańskiej jest jej
członkiem; jego położenie niczem zasadniczem nie wyróżnia się od
położenia synów gospodarskich : razem pracuje, je i spi, obcuje

-

139 -

jak równy z równymi; jednakowo podlega patryarchalnej władzy
gospodarza, pracodawcy. Wrazie lenistwa czy niedbalstwa lub
nieposłuszeństwa nie ominie go połajanka, a nawet „pyskowanie".
Jeżeli uznaje siebie winnym, to nie poczuwa się obrażonym,
zwłaszcza gdy gospodarz jest człowiekiem leciwym. Wie dobrze,
że w razie choroby otoczą go opieką, zrobią wszystko, co w danych okolicznościach będzie można; za straty i szkody przypadkowe zasług nie wytrącą .... prędzej obiją, gdy szkoda będzie
większą. Pracuje jak każdy członek rodziny włościańskiej, ani
mniej, ani więcej. Jeżeli latem czasem dzień roboczy przeciL1cga
się aż do późna, to obok siebie widzi na zagonie synów i córki
gospodarskie.
Zasługi określają się zwyczajowo, zależnie od przymiotów
osobistych, płci i wieku. Najmici dzielą się na parobków i pół­
parobków. Pierwsi otrzymują płacę niemal w dwa razy większą
niż drudzy; dziewczęta służbowe stanowią jedną kategoryę. Zasługi zależą od przymiotów osobistych i wydajności pracy. Wogóle władza pracodawcy n·ad najmitami i robotnicami może być
śmiało przyrównaną do władzy rodziców nad dziećmi, ale nie
utożsamianą, bo zakres jej jest szczuplejszy. Analogia ta dość
ściśle oddaje zasadnicze rysy tych stosunków : jak w rodzinie
córki zależą przeważnie od matki, tak robotnice -- od gospodyni.
Obowiązki rodziców względem dzieci lud stosuje dotąd, acz z pewnemi zastrzeżeniami, do obowiązków pracodawców względem
najmitów; za ich postępowanie moralnie odpowiedzialnym jest
gospodarz.... Uprzednio nawet zdarzało się niekiedy, że sądy
gminne karały pracodawców za wykroczenia ich najmitów, jak
dotąd karzą rodziców za „niepowstrzymanie" dzieci od występków.
Pisząc o pozostałościach karnego prawa zwyczajowego, przytoczę
przykłady odpowiednie. Pogląd ten podzielają też sądy włościań­
skie, stając zwykle po stronie pracodawców, których poczytują
jakby za drugich rodziców. Sar.1i najmici podzielają też opinie
podobne: dotąd nie uważa się za niesprawiedliwość ze strony
pracodawcy, jeśli obatoży swego robotnika za jakiebądź wykroczenie: ,,pan sprawiedliwy, ale zły (piktas) -- mówią włościanie
o pewnym właścicielu ziemskim - jeżeli z fajką zobaczy przy
budowlach, to da w pysk, ale słusznie".
Wszakże przekroczenia normy zwyczajowej przez pracodawce
wywołuje bardzo ostry protest, który znajduje czasami uwzglę~
dnienie nawet w sądach gminnych. W tych wypadkach nietylko
zwalniają one najmitów od odpowiedzialności karnej, ale nawet
przysądzaj,l, im odszkodowanie.

Trudno określić, co należy rozu-

mieć

przez te naruszenia norm zwyczajowych? Zdaje się, iż
wszystko zaleźy w wypadkach poszczególnych od okoliczności
miejscowych. W wypadku, przytoczonym poniżej, było odmówienie strawy mięsnej w czasie zapust, zatem przekroczenie zwyczajowe. W gminie Żagorskiej gospodarz wytoczył proces trzem
robotnikom, oskarźając ich o porzucenie służby i żądając 90 rub.
odszkodowania. Na posiedzeniu sądowem okazało się, iż robotnicy
sa.: katolikami, powód zaś - protestantem; we wtorek zapustny
dano im na obiad śledzie, nie zaś kiełbasy i mięso, "jak tego
dnia zwykle robią katolicy". Nie dość tego: najmici zażądali
jeszcze g rub. odszkodowania od pracodawcy. Sąd powództwo
pracodawcy odrzucił, a najmitom przysądził 9 rub. odszkodowania
"za zawód" (wyrok 1884 r. 1. 43). Najczęściej zdarza się, iż sc1,dy
gminne uznają złą strawę t. j. nieodpowiadającą przeciętnym wymaganiom ludowym za powód dostateczny do porzucenia służby
i zwalniają robotników od wszelkiej odpowiedzialności. To pojęcie
jest bardzo względnem: na pograniczu kurlandzkiem czeladź
dworska otrzymuje 3- 4 razy tygodniowo mięso (zwykle pośle­
dniejsze gatunki wędlin lub słoniny), w innych zaś miejscach tylko dwa razy: w niedzielę i w czwartek; w każdym razie 3
razy dziennie strawa winna być gorąca. Te wymagania obniżają
się stopniowo, ale jeszcze utrzymują się tu i ówdzie.
Płaca robocza określa się śród włościan niemal jeszcze zwyczajowo, ale coraz bardziej a bardziej zaczynają na nią oddziały­
wać czynniki ekonomiczne. Mogę twierdzić stanowczo, iż wyższą
ona jest w okolicach, posiadających więcej bezrolnych, niż w tych,
w których znajdujemy bardzo dużo włościan małorolnych n. p. na
pograniczu kurland:t:kiem, w północnych częściach powiatów Szawelskiego i Poniewieskiego, o gruntach urodzajnych, wysokiej
względnie kulturze rolnej i wielkiej ilości bezrolnych ( około 50¾)
jest ona o wiele wyższa, niż w okolicach innych, nieposiadających
warunków wspomnianych. Rzecz jasna: włościanin małorolny
trzyma ~ię oburącz swego gruntu i sprzedaje swą pracę za bezcen,
byle tylko wyżyć i nie opuścić go!
W zwyczajach ludu, dotyczących płacy roboczej, zachowało
się jeszcze sporo zabytków czasów dawnych: dotąd bardzo często
uiszczają ją w naturze. Nawet robotnicy stali, wynajęci rocznie
czyli t. z. czeladź, dotąd jeszcze otrzymuje część zasług w naturze: wedle powszechnego zwyczaju każdy pracodawca musi zaopatrzyć swych najmitów w kożuchy. Jestto warunek ściśle przestrzegany ; w niektórych okolicach wynajmują robotników
z obowiązkiem dostarczania im odzieży zwykłej, przeciętnej, ale

zwyczaj ten zanika już, lubo jego pozostałości przechowują się
dotąd: w jednych okolicach gospodarz winien dać służbie obuwie,
w innych odzież zimową i t. d. Robotnicy „na odzieży gospodarskiej" pobierają zasługi niższe ... Dotąd jeszcze zdarza się, zwła­
szcza na pograniczu Kurlandzkiem wśród tamecznych włościan
zamożnych, że robotnik, oprócz zasług, otrzymuje t. z. hondę;
jestto kawałek gruntu, który gospodarz zasiewa określoną ilością
ziarna i siemienia; zbiory należą wyłącznie do robotnika. We
włości Podbirżańskiej parobek pobiera 5-1 o rub. płacy rocznej
i hondę następną: 14 garncy lub 16-jęczmienia, 24- owsa i 24ziemniaków; to znaczy, iż do niego należy cały urodzaj z tego
posiewu W gminie Czypiańskiej „bonda" wynosi: pur żyta i po
pół pura jęczmienia i owsa. Trzeba dodać, że parobek-bondnik
ma gotowe utrzymanie i przyodziewek od gospodarza. Niekiedy
część wynagrodzenia stanowi przysiewek t. j. prawo robotnik
zasiać na gruncie gospodarskim pewną ilość garncy
zboża
lub lnu.
Ilość dni roboczych wynosi około 300, bo wszelkie święta
katolickie ściśle bywają obchodzone; obchodu dni galowych lud
nie zna. Długość dnia roboczego określa zwyczaj starodawny:
dzień roboczy trwa latem od wschodu do zachodu słoftca z godzinnemi przerwami na odpoczynek pośniadaniowy i poobiedni.
Zdaje się - położenie robotnika wiejskiego u włościan jest lepszem, niż we dworze, lubo praca w chacie jest cięższą i intensywniejszą, ale wynagradza to stanowisko równości moralnej; wogóle chętniej najmują się do włościan niż do dworów. Robotnik
nasz jest bardzo dalekim od ideału robotnika okresu kapitafo;tycznego; jestto, bodaj, robotnik z okresu gospodarstwa naturalnego,
szybko przeobrażający się na modłę współczesną.
W zakończenie jeszcze słów parę: stosunki wzajemne gmatwają się coraz bardziej; coraz częściej, nawet u nas, zaczyna występować i przybierać formy odpowiednie zasadnicza sprzeczność
pomiędzy interesami pracodawcy a najmitów. Mamy już małe
zmowy robotników wiejskich! ...
Osobną grupę śród najmitów stanowią pastusi.
Każda gromada ma swego pastucha głównego, którngo w miejscowym ję­
zyku polskim nazywają „skierdziem". Skierdź winien być człow;e­
kiem statecznym i niezbyt młodym; winien on znać się na chorobach bydła i wierzeniach ludowych, dotyczących zwierząt udomowionych. Każda gospodyni wypędza bydło po raz pierwszy
rózgą, poświęconą w niedzielę kwietną. Wypędzajr1cc, należy je
pokropić wodą święconą i obkurzyć ziółkami, poświęconemi na

-

142 lloże Ciało,

co chroni bydlęta od szkody, chorób, uroku niekiedy
lub też czarownicy, która w niektórych okolicach istnieje i odbiera mleko krowom*). Pastuch główny odpowiada za całość
stada gromadzkieg-o; on też odpowiada za szkody, które bydłO'
moźe wyrządzić. Prawdopodobnie z tego powodu posiada on zwfczajowo niemal ojcowską władzę nad pastuszkami, których kiiku
ma zawsze do pomocy. Wynajmuje go gromada od wiosny a~ do
późnej jesieni. Zwyczajowo karmi go każda chata po kolei; odzież
musi mieć własną. Oprócz płacy, z góry umówionej, zawsze otrzymuje on od każdej sztuki bydła rogatego po 2-3 garnce zboża,
po garncu zaś od owcy. W jesieni składają mu dary, jeśli ani
jedna sztuka nie zginęła, ani zdechła z jego winy. W niektórych
okolicach pastuch obowiązany jest zaopatrzyć wieś całą w miotły. W czasie pasania bydła pastusi zwykle trudnią się wyplataniem łapci, które dotąd są jeszcze w użyciu.
Zwyczajowo obchodzą oni na drugi dzień Zielonych Świątek
swoje własne święto. '\\,.,. edle zwyczaju w przeddzień obdarzają ich
słoniną i jajami, z których sporządzają jajecznicę.
Przy rozpalonym ogniu, do którego nawet dziś rzuca się
jeszcze trochę strawy, śpiewano dawniej pieśni obrzędowe, wysławiające, ,,boginię o włosach złotych;" dziś zamilkły one na
zawsze.
W zakończenie nadmienię, iż przebaczenie pastuchowi straty,
poniesionej z jego winy, lud uważa za czyn bardzo pochwalny,
który gładzi dużo grzechów. Nawiasem nadmieniam, że wspólność
pastwiska, oraz konieczność wspólnego korzystania zeń stwarza
jakby coś w rodzaju solidarności gromadzkiej, tak rzadkiej u nas
wobec hasła: ,,każdy za siebie". Przytaczam jedyny, znany mi
przykład solidarnego wystąpienia gromady. We włości Surwiliskiej gromada wspólnie wynajęła na lato byka reproduktora,
ale właściciel po paru tygodniach odebrał go. Wytoczono mu
proces o 40 rub. odszkodowania, które przysądzono (wyrok 1872
r. 1. 40). Dziś chyba już nic podobnego spotkać nie można, jeżeli
spór nie toczy się o pastwiska wspólne ....
W ustępie powyższym skreśliłem zasady główne, któremi
kierowano się w sprawach najmu; dziś ulegają one przeobraże-

*) We wsi Pojodzie, leżącej 0 kilkanaście kilometrów od Poniewieża,
opinia wioskowa wskazuje palcami kobietę, wdowę, chałupnicę, która
słynie za czarownicę, odbierającą mleko krowom (mielżynie); widziano j~,
jakoby bosą w koszuli, zbierającą rosę święto-ja:ńską.

-

143 -

niom się stopniowym, na które przeważny wpływ wywierają nowe
warunki ekonomiczne. Dawna „czeladź gospodarska" zanikła lub
zanika stanowczo: w zamian dawnego robotnika nieżonatego, mieszkająceg-o we dworze i pobierającego opłatę przeważnie w gotówce i t. d., zjawił się najmita żonaty, mieszkający osobno, pobierający znaczną część zasług w naturze i t. d. słowem tak
zwany ordynarczyk, a na Żmudzi głębokiej --- kumieć. Dziś,
coraz częściej, nawet włościanie zamożniejsi usuwają czeladź, zastępując ją ordynarczykami. Ordynarczyk -- to robotnik żo­
naty, który za swą pracę otrzymuje osobne mieszkanie, kawałek ogrodu, opał, pewną ilość produktów w naturze, oraz kilkanaście czy kilkadziesiąt rubli w gotówce; za to niekiedy nawet
jego żona lub dzieci winne „odrabiać dni". Termin najmu - rok,
który zaczyna się od św. Jerzego; urnowa zawiera się zwykle na
piśmie z zastrzeżeniem prawa właściciela zerwać ją w każdej
chwili bez podania przyczyn. W ogóle zależność tego nowego
typu najmitów od pracodawców jest o wiele większa, niż dawnej
czeladzi gospodarskiej. Jej zakres i formy bywają bardzo różne,
ale zwykle nie przekraczają granicy stosunków ekonomicznych.
Twierdzą, iż ordynarczyk o wiele więcej zbliza się do ideału robotnika współczesnego niźli parobek dawniejszy. Trzeba tu podkreślić, że patryarchalność w stosunkach wzajemnych zaczyna
zanikać szybko, ale smutno wyznać, że w zamian jej tylko wyjątkowo ustanawia~ą się stosunki lepsze oparte na uznaniu godności ludzkiej w ordynarczyku.
Warunki najmu są nader różne; można tylko śród tego
chaosu podkreślić kilka zwyczajów, uznawanych ogólnie. Oto
każdy ordynarczyk zawsze i wszędzie winien posiadać własne,
osobne mieszkanie i składy, opał i kawał ogrodu warzywnego. W wielu bardzo okolicach zyskali oni już prawo na bezpłatną pomoc lekarską w razie choroby lub nieszczęśliwego wypadku, ale zasadę tę uznają tylko dwory; włościanin nie wyrzuci z chaty chorego, owszem - zwykle otoczy go opieką, ale
na tern kończy się wszystko. Co do wynagrodzenia ordynarczyków przytaczam kilka przykładów, zaczerpniętych ze źródeł
urzędowych. W majętności Grasunach ordynarczyk pobiera 23 rub.
oraz po 12 purów żyta i jęczmienia, 4 pury owsa, pur grochu,
2 pury soli, wóz siana, kawałek ogrodu i prawo utrzymania jednej krowy na karmie dworskim. W Anksztelkach: 20 rub., 12
pur6w żyta, 10 purów jęczmienia, po 2 pury owsa i grochu, 25
ft. lnu czesanego, oraz sadzi dla siebie 4 pury ziemniaków. Dodam, że żony ordynarczyków obowiązane są odrobić po 30 dni

-

144 -

letnich (pow. Szawelski). Pokroje: 50 rub. po 2 pury żyta i jęcz­
mienia, pur grochu i wóz siana; oprócz tego dwór daje mu ogród
warzywny, kawałek pola na 2 pury ziemniaków i na każde 2 roclziny dojną krowę, a wieprzka na Iloie Narodzenie. Brunowiszki:
30 rub., 18 purów żyta 113 purów jęczmienia, 5 purów owsa, po
2 wozy siana i słomy jarej, 400 sążni kw. ogrodu i kawałek ziemi na 2 pury ziemniaków. Wolno też paść na dworskiem pastwisku 3 krowy i 3 owce; dwór daje podściółkę, ale zabiera nawóz. Dwa ostatnie przykłady pochodzą z pod Kurlandyi (powiat
Poniewieski); jest to, bodaj, maksimum wynagrodzenia, ale w tych
okolicach żony ordynarczyków winne odrabiać 30-50 • dni roboczych. Najgorszem bodaj jest położenie ordynarczyków w pow.
Rosieńskim. Tam nietylko sam kumieć obowiązany jest pracować
codziennie, ale nawet jego żona i dzieci muszą stawić się na robotę
na pierwsze żądanie właściciela za płacę, określoną z góry. Sprawozdanie urzędowe wyraża się o tern krótko a węzłowato: ,,odbywają pańszczyznę". Stosunki podobne istnieją też w pow. Felszewskim, w innych dzieje się nieco lepiej, ale nie o wiele. Bardzo trudno powiedzieć coś stanowczego o sumiennem wykonywaniu umów zawartych: ordynarczycy niemal powszechnie skarżą
się na pracodawców; ci zaś ostatni - na nich. Właściciele ziemscy tylko w bardzo rzadkich wypadkach uciekają się do ochrony
sądów gminnych: albowiem odpowiednie zwyczaje prawne ludu
stoją w rażąCf~j sprzeczności z współczesnemi pojęciami etycznemi
o umowie najmu, które większość podziela. Jeżeli zaś nawet i nie
podziela, to chęć uniknięcia przykrych stcsunków z pisarzem
włościańskim i sędziami wstrzymuje od tego kroku ... słowem tylko ludzie bardzo niewybredni etycznie niekiedy zanoszą skargi
do sądów gminnych na swych najmitów wrazie zerwania umowy.
Inaczej postępują włościanie: sprzeczności wskazanej powyżej oni
ani rozumieją, ani odczuwają i dlatego nie krępują się bynajmmeJ. Wedle ich zdania niema w tern nic oburzającego, że za
porzucenie służby sąd gminny każe ochłostać robotnika! To też
sądy gminne są zawalone sprawami podobnemi, zwłaszcza na
głębokiej Żmudzi.

Uprzednio nadmieniłem i udowodniłem, że w tych wypadkach żadne okoliczności nie uwzględniają się: sam fakt wystarcza.
Tu przytoczę kilka przykładów, by jaskrawiej oświetlić tę stronę
umowy najmu, która jest niewątpliwie przeżytkiem dawno minionej epoki. ,,Za zawód gospodarzowi i porzucenie służby" sąd
gminny Janowski skazał robotnika na chłostę (wyrok 1885 r., 1.
47). Gospodarz bardzo źle obchodził się z pastuszkiem wyrostkiem;

-

145 -

matka dowiedziawszy się o tern, odebrała chłopca; oskarżono kokietę. Sąd gminny w Worniach skazał ją na zapłacenie 10 rub.
odszkodowania, oraz 3 dni aresztu (wyrok , 886 r. 1. 5 1). Ojciec
wynajął syna na lato, za past.uszka; otrzymał za to zgóry 8 rub.,
pur jęczmienia i 2,5 pud. siana; w 5 tygodni potem odebrał
chłopca; albowiem obchodzono się z nim bardzo źle .... Na mocy
wyroku sądowego musiał zapłacić 3 rub. odszkodowania, oraz
zwrócić pobrane pieniądze, zbole i siano (Sad gminny Skiemski
wyrok 1889 r. 1. 16). ,,z pośród spraw cywilnych, rozstrzyganych
przez sądy gminn~, należy wyróżnić w osobną grupę i wyodrę­
bnić te, których źródłem jest umowa najmu; zwykle skarżą się
pracodawcy. \\r szędzie gospodarze skarżą się na robotników za
samowolne porzucenie służby lub niezjawienie się na nią po
otrzymaniu zadatku; skarżą się nareszcie na rodziców, którzy
niekiedy umieją wynająć swe dzieci na służbę dwom, trzem osobom i pobrać od nich zadatki. Taksamo postępują robotnicy
dorośli, samowolnie porzucając jedrn~go gospodarza, a przystając
na służbę do drugiego; swoje postępowanie tłómaczą oni zwykle
na posiedzeniu sądowem złem obejściem sią lub strawą niemożliwą" mówi p. Gukowskij *).
Jestto strona odwrotna, którą przytoczyłem, by oświetlić
jaskrawiej tę sferę życia ludu. Przytaczam tu też jeszcze parę
przykładów, wyróżniających się niezmiernie oryginalnymi warunkami najmu. W gminie Okmiańskiej matka oddała swą córkę na
słuźbę z warunkiem, by ją w ciągu 2 lat nauczono czytać i obeznano „z prawidłami wiary protestanckiej". U płynął termin: okazało się, że dziewczyna nie umie ani czytać, ani katechizmu;
matka zażądała 24 rub. odszkodowania, które przysądzono, albowiem ,,dziewczyny nie nauczono czytać" (wyrok 1882 r. 1. 33).
W innej znowu gminie matka oddała swą córkę nieletnią na służbę,
a pracodawca zobowiązał się poślubić ją po dojściu do pełnole­
tności, oraz przekazać jej swój grunt; po 4 latach porzuciła ona
służbę i wystąpiła z powództwem, żądając odszkodowania. Na posiedzeniu sądowem, gospodarz twierdził, iż chce spełnić zobowią­
zania się przyjęte, ale powódka o jego poślubieniu nie chce ani
słyszeć, chociaż domaga się gruntu; przysądzono jej 16 rub. 50
kop. odszkodowania (sąd gminny Krukowski Wyroki 1883 r. 11.
5 i 6).
Pozostaje m1 Jeszcze omówić umowy inne, które zna prawo
zwyczajowe. Do ich rzędu należy przedewszystkiem zaliczyć

*) Pami~tnik gub. Kowieńskiej na r. 1886. str. 160.

umowy nadomnicze, w których osoba wysuwa się na plan pierwszy,
czynniki zaś materyalne - na dalszy; z tego powodu zaliczyłem
je do umów osobistych. Często zdarza się, iż wdowa dzietna, posiadająca gospodarstwo, a nie mająca możności sama załatwić się
z uiem, bierze "narlomnika" (uszkurisa) do pomocy, zawierając
z nim osobną umowę, bądż słowną, bądź na piśmie; niekiedy poś!ubia go nawet, ale nie zawsze. W obu wypadkach jednak
umowa gra rolę przeważną; warunki jej są nader różne. Zwracam
uwagę na terminowość: zawiera się ona albo do dojścia do peł­
noletności synów, albo na ~ci'śle określoną ilość lat. Należy ro•
zumieć to w tern znaczeniu, że po upływie terminu nadomnik
traci swe prawa gospodarcze, traci prawo rozporządzania się.
K westya pożycia n:iałżeńskiego, jeżeli ślub został za warty, pozostawia się zwykle otwartą, chociaż prawo zwyczajowe daje możność żonie w tych wypadkach usunąć męża z chaty, z czego
kobiety niekiedy korzystają. Uprzednio omówiłem podstawy i
stosunki majątkowe, wynikające z nadomnictwa, jeśli kobieta poślubi nadomnika. Zwyczaje podobne stosują się też do tych wypadków, gdy ona bierze go w charakterze pomocnika czy też
rządcy. I w takich razach nadomnik winien wnieść „posag", który
zwraca się mu w raiie złamania umowy lub upłynięcia jej terminu; ma on też zawsze prawo do wynagrodzenia za prowadzenie
gospodarstwa.
Jego stanowisko często jest nie do pozazdroszczenia: jeśli
nawet kobieta go poślubiła, to w każdym razie krewni żony lekceważą i poniewierają nim, sama żona ma nad mężem stanowczą
przewagę w życiu rodzinnem, która wzrasta coraz bardziej. Jeżeli
nie jest on mężem, to odgrywa rolę pośrednią pomiędzy gospo•
darzem a najmitą. Nieco inne jest stanowisko nadomnika, gdy
poślubia on jedynaczkę gospodarską; w tych wypadkach, zwłaszcza
po śmierci rodziców, staje się on rzeczywistym gospodarzem
i głową rodziny.
Dawniej dość chętnie szli "na dom" zwykle młodsi synowie
gospodarscy, którym wypłacono gotówką lub produktami należną
im część mienia wspólnego; dziś praktykuje się to coraz rzadziej,
albowiem czynniki ekonomiczne zaczynają odgrywać rolę coraz
poważniejszą a związki rodzinne i ich powaga słabną, co stawia
w przykrą zależność nadomnika. Zależność tę odczuwają dziś
silniej, niż uprzednio, bo niewątpliwie rozwój indywidualizmu
zrobił znaczne postępy. By zilustrować słowa, powyżej skreślone,
przytaczam parę przykładów, wyświetlających poglądy ludowe.
We włości Sigumskiej kobieta wzięła nadomnika na 20 lat,

-

147 -

wkrótce potem poślubiła go, ale po 14 latach odumarła. Do
terminu pozostawało lat 6, mimo to pasierb wyrzucił
jczyma z chaty. Wywiązała się sprawa: na posiedzeniu sądowe m
okazało się, iż "posag" nadomnika był następny: 34 pury żyta,
oo purów jęczmienia, 4 wozy i sanie, parę wołów, owca, 3 gęsi,
koń, 2 kozuchy, 2 siermięgi, spodnie samodziałowe i 30 rub. pieniędzmi; powód żądał po 50 rub. wynagrodzenia za każdy rok,
,,służby". Sąd uznał słuszność jego powództwa, co zapisanem zostało w protokole i orzeczeniu sądowem, ale odmówił wydania
wyroku, bo wysokość powództwa przenosiła jego kompetencyę
(wyrok 1878 r. I. 37). Sprawę przekazano sądom pokoju. W gminie Rymszańskiej krewni wdowy gospodarskiej wyszukali dla
niej nadomnika, zobowiązując go wnieść w gospodarstwo 185 rub.
z zastrzeżeniem, że osoba, która zechce go do ukończenia terminu (pełnoletność syna kobiety) usunąć, winna mu zwrócić pieniądze pobrane oraz wypłacić po 10 rub. wynagrodzenia za każdy
rok służby; jeżeli on sam zechce porzucić chatę, to winien pozostawić gospodarstwo w takim stanie, w jakim je objął. Sporzą­
dzono opis szczegółowy, wedle którego wartość jego wynosiła
130 rub. (księga umów 1893 r. I. 3). v;; umowie tej nie powiedziano ani słówka o wzajemnych stosunkach gospodyni i nadomnika. Zwykle takie blizkie a długoletnie stosunki prowadzą
bądź do małżeństwa, bądź do pożycia na wiarę, które w takich
razach toleruje się otwarcie; nadmieniam; iż takim nadomnikiem
może być tylko kawaler.
W zakończenie zanotuję, że wedle poglądu ludu wdowy
dzietne a posiadające gospodarstwo samodzielne, winne za wsze
wziąć nadomników; w tych razach krewni najbliżsi zwykle zmuszają je do tego.
To samo stosuje się do kobiet, na których
ręku pozostało gospodarstwo własne z powodu nieobecności mę­
żów. Tak krewni zmusili kobietę wziąć nadomnika, albowiem jej
mąż został skazany na Sybir. Podobne wypadki powtarzają się
niekiedy ...
Teraz skreślę słów kilka o umowach ściśle osobistych, których treść nie licuje z poglądami prawa zwyczajowego. Są to
przeważnie umowy,
niekiedy zawarte na piśmie, a dotyczące
wzajemnych stosunków pomiędzy mężczyzną a kobietą. Z powodu
swej treści, zwykle sprzecznej z zasadniczymi poglądami moralnymi lurlu, są one bezprawne i nieważne, lubo niekiedy urzędnicy
gminni (wójci i sołtysi) zaświadczają je wyc1snięciP-m pieczęci urzędowej; niekiedy też stwierdzają je swymi podpisami
świadkowie. Sądy gminne nigdy nie uznawały i nic uznają ich

ukończenia

-

148 -

ważności i prawności, ale uwzględniają niekiedy w sprawach
o pożycie nieślubne. Wiemy, że prawa dochodzenia ojcostwa lud
nie uznaje, ale prawo zwyczajowe zna odszkodowanie za straty
i koszty, wynikłe z powodu ciąży i połogu. Otóż w sprawach
podobnych niekiedy uwzględniają się podobne umowy lub ndokumenty 11 jak się wyraż ają sądy. W gminie Wiekszniańskiej była
sprawa następna: kobieta zapozwała swego kochanka, żądając od
niego środków na utrzymanie dziecka. Na posiedzeniu sądowem
przedstawiono umowę, w której dokładnie były opisane jej obowiązki jako gospodyni i "żony czasowej" z zastrzeżeniem, że w razie urodzenia się dziecka otrzyma ona 10 rub. oraz po 3 pury
żyta i jęczmienia i 5 arszynów płótna. Zboże ona otrzymała, ale
płótna i pieniędzy nie.
Umowa, nazwana ,,dokumentem polubownym" (mirolubiwyj dokument), była podpisaną przez świadków
i wójta. Sąd ją uwzględnił: powódce przysądzono 11 rub. 25 kop.
a świadkom „za czetyrochkratnuju wołokitu" - 4 rub. 50 kop.
(wyrok 1879 r. 1. 3). Widziałem kilka takich umów, pochodzących
z nad granicza północnego pow. Szawelskiego i Rosieńskiego;
sporządzone były w okropnym języku rosyjskim, a omawiały
warunki pożycia nieślubnego. Forma była w ogóle taka: N. N.
zgadza się przyjąć służbę u gospodarza M. M. i zastąpić mu gospodynię i żonę, a w razie urodzenia dziecka M. M. winien wypłacić takie to a takie odszkodowanie.
Kilka z nich były zaświadczone przez świadków (nawet kobiety) i zaopatrzone w pieczęcie urzędników gminnych. Mniemam - można je wytłómaczyć
chyba przypuszczeniem, że w ten sposób kobiety pragną zabezpieczyć si~ t. j. zapewnić sobie należne wedle prawa zwyczajowego odszkodowanie za połóg. Tak na tę kwestyę zapatruje się
też p. Gukowskij. *).
Przytaczam tu kilka umów, zaczerpniętych z praktyki sądów
gminnych, a rzucających jaskrawe światło na życie ludu i stosunki obecne. Wiemy dobrze, czem jest u nas pieniactwo; wierny,
że sam lud nawet uznaje je za prawdziwą klęskę, to też spotykamy niekiedy umowy, bardzo oryginalne a przenoszące nas
w dobę zamierzchłą. Przed sądem gminnym w Wiekszniach stan ..\wszy osobiście włościanie Wajkus i Lenkus, zeznali dobrowolnie, że wielokrotnie bili się pomiędzy sobą (nieskolkokratno
mieżdu soboju dowierszali draku) i na przyszłość, ,,by uniemożli­
wić wzajemne kłótnie, waśnie, bijatyki, procesy, obrazę Boską
0

*) Pami~tnik gub. kowie11skiej na J 896 r. str. 163.

-

149 -

i ludzką" proszą zapisać i wnieść do ksiąg sądowych, co niżej
następuje: jeżeli sami oni albo ich żony, albo dzieci pobija się,
to „oba podlegamy bez wszelkiego sądu chłoście i każdy ma
otrzymać po 20 rózg''; złożyli też oni na żądanie sądu zobowią­
zanie się podobne na piśmie. Zjazd komisarzy do spraw włościań­
skich uznał to orzeczenie za słuszne i nieulegające odmianie
( wyroki 1876 r. 11. 8 i 9). W gminie Popielańskiej wniesiono do
ksiąg sądowych umowę następną: 2 kobiety po długich bardzo
waśniach i kłótniach, oraz bijatykach licznych prosiły, by sąd
kazał zapisać ich zobowiązanie się wzajemne i winna rozpoczęcia
kłótni lub waśni musi zapłacić 5 rub. kary. Sąd zgodził się na
to.... Pok('j jednak trwał bardzo krótko, bo w kilka tygodni
potem kobiety wczepiły się sobie we włosy. Na posiedzeniu są­
dowem powstała kwestya, która z nich wywołała kłótnię? Obie
przeciwniczki uznają siebie za niewinne. Sqd zawezwał biegłych,
a w ich liczbie felczera, który zeznał, że obie kobiety mają charaktery bardzo gniewliwe i obie są pokryte siniakami. Na mocy
tego orzeczenia skazano obie na 5 rub. grzywny, którą miały zapłacić po połowie (wyrok 1886 r. 1. 147.).
U mowy podobne przenoszą nas o kilka wieków wstecz ....
Spotykamy też jeszcze jeden przeżytek okresu solidarnej pracy
rodowej, mianowicie t. z. tłok~. Tłoka - to umowa domniemana,
której celem jest niesienie pomocy praca wspólną; znaji\ ją dobrze ludy słowiańskie: śród Rosyan zwie się ona „pomocz".
Tłoka -- to zrzeszona praca kilku gromad w celach wspólnych;
bardzo często w tej formie lud niesie pomoc pogorzelcom lub
ofiarom jakiejbądź innej klęski elementarnej. W tych razach
z inicyatywy kilku włościan leciwych a szanowanych powszechnie
zjawia się ludność z własnerni narzędziami pracy i własnem pozywieniem. Jeżeli zaś zapraszają na tłokę, to wszystkich pracują­
cych należy nakarmić dobrze i uraczyć; za robotę nie płaci się.
Tłoki istnieją zwykle w formie pierwszej t. j. niesienia pomocy
ofiarom wypadków nieszczęśliwych. Spotykamy je niekiedy i rodzaju innego n. p. wrazie konieczności gwałtownej sprzętu zboża
lub siana, naprawy grobli po wylewach i t. d. Lud tu nie zna
żadnych wyjątków, ale osoba zapraszająca na nią, winna cieszyć
się jego uznaniem i opinią człowieka uczciwego. Niektórzy wła­
ściciele ziemscy, popularni ~ród lud, korzystają z tego zwyczaju :
by sprzątnąć zboże, zwołują na dzień oznaczony tłokę, warzą piwo,
suto raczą robotników, a nawet obdarzają ich niekiedy. Lud pracuje chętnie i ochoczo. Nitkiedy w ten sposób on urównoważa
ciężary publicznie uznawane przezet'1 za zbyt uciażliwe dla osób

-

160 -

poszczególnych. Tak w pow. Poniewieskim był folwark, do którego należało utrzymanie w dobrym stanie grobli, prowadqcej
przez błoto, co pociągało koszta znaczne; korzystali z niej wło­
ścianie 3 wsi pobliskich .... Otóż kilka razy do roku wraz z dworem poprawiali tę groblę; dwór nigdy nie płacił, ale zawsze
suto raczył robotników. Gdy roboty większe, wówczas dla pracowników warzą piwo.
Oczywi~cie - jestto już przeżytek dawno minionej epoki,
nowych form zrzeszenia pracy lud nie zna.
Jan Witort.

PierwiasM ludow~ w poez1i A. Mic~iewicza.
(Ciąg

dalszy"').

3.

Mickiewicz przekonawszy się na Liliach, jak takie motywy dadoskonale do artystycznej zastosować poezyi, kształcił nieu-

dzą się

stannie swoj~

wyobraźnię

i udoskonalał pióro.

O tem możemy się

przekonać choćby z samej tylko Świtezi, w której postęp poety jest

odrazu widoczny, postęp mianowicie w tym kierunku, że poeta umie
już zgromadzić większą liczb~ luźnych elementów nawet bardzo od
siebie dalekich i tak je z sob~ połączyć, jak gdyby były z jednego
wykute kamienia. tastanówmy się więc chwilę nad genezą samego
pomysłu ballady.
Sam pomysł utworu wziął, podobnie jak większa część ballad,
swój początek z gminnych podań i pieśni. A że takie podan:a o jeziorze
~witezi krązyły w ustach okolicznego ludu, na to wskazują wymownie
własne słowa Mickiewicza, wypowiedziane w późniejszych latach do
Aleksandra Chodźki, e chwilach najszczęśliwszych w zyciu poety podczas pobytu w 'ruhanowiczach: ,, Wystucltawszy raz bardzo zajmu,jgccj bajki, opowiadanej przez rybaka, Marya (Wereszczakówna) obmcajfJC s1·ę do mnie, zawołała: ,, Oto poezya, napisz coś takiego. 'Pe wyrazy
głęboko wpoiły się w duszę mojq i'. odt(Jd wzi<Jlem mój kiet·imek poety-

*J Zob. Lud IV. st.r. 31.



Item sets
Lud 2

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.