„Świat nie jest piłką futbolową...”?! Antropologia futbolu / olska Sztuka Ludowa-Konteksty 2012, t. 66, z. 3-4

Item

Title
„Świat nie jest piłką futbolową...”?! Antropologia futbolu / olska Sztuka Ludowa-Konteksty 2012, t. 66, z. 3-4
Description
Polska Sztuka Ludowa-Konteksty 2012, t. 66, z. 3-4, Antropologia futbolu, s. 6-17
Creator
Benedyktowicz, Zbigniew
Date
2012
Subject
antropologia futbolu
extracted text
aaa.ps - 11/8/2012 6:54 AM

śmy świadkami i co widać na prezentowanych w numerze zdjęciach.
To, że oddajemy (oddamy) ten numer pełen rozważań, namysłu, refleksji nad zjawiskiem, istotą i kulturą
futbolu, antropologią futbolu do rąk czytelników, już
po..., gdy ucichła (ucichnie) wrzawa stadionów i przetoczy się fala dyżurnych, publicystycznych, doraźnych
analiz i podsumowań – było świadomym wyborem.
W przekonaniu, że tak będzie lepiej i dla myśli, i dla
futbolu, dla ukazania, że – jak piszą koledzy obok i jak
świadczą zebrane tu teksty i ich autorzy – futbol, piłka
nożna, jak i myślenie o niej (jak zresztą samo myślenie
w ogóle), to naprawdę jest poważna sprawa.
Ale i nie ma także co ukrywać, że nie było łatwo,
zwłaszcza na początku. Ilekroć przychodziło odpowiadać
na pytania o czym będzie następny numer, na twarzach
rozmówców – zwłaszcza na twarzach p o w a ż n y c h
u c z o n y c h rozmówców – pojawiał się wyraz zażenowania, niedowierzania, zakłopotania, jakby mieli kłopoty ze słuchem, nie dosłyszeli całkiem: „O czym?...
O CZYM?!,... Ach, no tak!” – pojawiał się ironiczny
uśmiech. Na niewiele zdawała się przygotowana i wytrenowana do perfekcji obrona: że to najwyższy już czas na taki
temat, że to temat na czasie, że oto na Staffordshire
University profesor Ellis Cashmore od dziesięciu już
lat wykłada przedmiot: „David Beckham”1, że w numerze pisać będą w y b i t n i profesorowie, także
z z a g r a n i c y2, jak choćby Horst Bredekamp (Niemcy), Simon Kuper (Holandia, Anglia, Uganda3) historycy, teatrolodzy, filozofowie, literaturoznawcy, filmoi medioznawcy, antropolodzy kultury i kulturoznawcy.
Że na Uniwersytecie Gdańskim przygotowywana jest
konferencja Futbol w świecie sztuki,4 w której wezmą
udział także autorzy z naszego redakcyjnego zespołu, że...
Nie wyglądało na to, żeby mogły to być argumenty
przekonujące; żeby mogły stać się stosowną przeciwwagą
dla uczenie poważnego, chłodnego, czy też pobłażliwie
ironicznego dystansu. Nawet informacja, zostawiana na
koniec, niczym rozpaczliwy wślizg pod nogi przeciwnika,
że „Konteksty” będą partnerem i wezmą udział w organizowanym przez Fundację Animacji Festiwalu ETNO
2012, Festiwalu k u l t u r y piłkarskiej5, przygotowywanym we współpracy z C e n t r u m N A U K I
K o p e r n i k i będą tamże, ibidem, w samym
C e n t r u m N a u k i, nie w formie papierowej, ale w postaci multimedialnej reprezentacji prezentowane – nawet to wydawało się beznadziejnie bezsilne, nieskuteczne, nie było w stanie nie tylko choćby zaradzić, zażegnać,
a co dopiero powiedzieć: uprzedzić, pokonać, oddalić powstałą i w żaden sposób niedającą się ukryć konfuzję.
Być może więc od razu od tego trzeba było zacząć –
jak ten właśnie tekst – i powiedzieć wprost, że z futbolem jest jak z religią, w tym znaczeniu, w jakim używa(ł)
go Bułat Okudżawa, gdy śpiewa(ł) swoją piosenkę
o Arbacie: „Ach, Arbat, moj Arbat, Ty maja religija.... nikagda nie prajti Tiebia do kanca...”. Tak jak religia, futbol

ZBIGNIEW BENEDYKTOWICZ

„Świat nie jest
piłką futbolową...” – ?!
Antropologia futbolu

Świat nie jest piłką footballową,
Świat się podbija głową! głową! głową!
Fakt.
Antoni Słonimski, Kontrmarsz, 1923

iejednokrotnie (także i w zgromadzonych w tym
zbiorze tekstach) autorzy wskazują na religijny
czy niemal religijny – „quasi-religijny” – charakter futbolu. Futbol jako „święto”, „rytuał”, „obrzęd”,
„mit” przenoszony i przenoszący się na trybunach, „sekularna religia”. Swoista gra, dynamika licznych inwersji, którą śledzi w klasycznym już dla antropologii tekście
o futbolu: 1:0 czyli ludzie, jak bogowie Ludwik Stomma. –
Z jednej strony to poważna gra: „W jej wyniku jedni będą zwycięzcami, inni przegranymi; jedni lepszymi inni
gorszymi. Z chaosu wyłoni się hierarchia, z bezładu klasyfikacja”. Gra na miarę aktu stwarzania, ustanawiania
świata. Przekształcająca bezład w porządek, chaos w Kosmos. Z drugiej zaś, to nie mniej poważna gra powagi
i karnawału: „Mit przenosi się na trybuny. Połączeni
k o m u n i ą [podkr. ZB] z tymi samymi, zapominamy
o obowiązujących poza stadionem podziałach klasowych, wiekowych, płciowych, ekonomicznych... Razem
krzyczymy, zrywamy się z miejsca, wpadamy sobie w ramiona po bramce. Jak starzy znajomi dyskutujemy, wymieniamy komentarze, klniemy i trącamy się butelkami
piwa. Nie ma ciasnych gorsetów codziennego savoir vivre.
Znika wstyd. (...) Trwa to jednak tylko do końcowego
gwizdka lub ewentualnie do wygaśnięcia pozwycięskiego
amoku. Żegnamy się obcy sobie, jak przed meczem. (...)
Normalne życie przywraca swoje prawa. Koniec chaosu.
Świat został znów stworzony”.
Nie ma co ukrywać: prezentowany numer powstawał z myślą o zbliżających się mistrzostwach Europy –
EURO 2012, zbiegał się w czasie z tym długo oczekiwanym (cztery lata!) wydarzeniem o takim właśnie
charakterze święta stwarzającego świat (i nie idzie tu
tylko o wybudowane stadiony i drogi, ale o owo powolne, rozłożone w czasie, kulminujące wielkim wybuchem lipcowych finałów – wyłanianie hierarchii, ustalenie klasyfikacji). Z wydarzeniem mającym swoje
wyraźne cechy, aurę i wymiar karnawału – czego byli-

N

6

02_Zbiniew Benedyktowicz.ps - 11/6/2012 6:48 PM

Zbiniew Benedyktowicz • „ŚWIAT NIE JEST PIłKĄ FUTBOLOWĄ...” –?! ANTROPOLOGIA FUTBOLU

wywoływać może skrajne opinie, sądy (przesądy), budzić
przeciwstawne, skrajne emocje: przykładem prosty i często spotykany pogląd, że „futbol to opium dla ludu”. Nie
musi się to wcale wiązać od razu z podziałem na wrogo
nastawione wobec siebie grupy przeciwników i wyznawców futbolu. Bywa i tak, jak przedstawił to Heinrich Böll
w swoich Zwierzeniach klowna,6 że skrajnie sprzeczne
myśli i emocje na temat futbolu budzą się, pojawiają się
jednocześnie i zamieszkują, sąsiadują ze sobą w jednej
głowie, w jednej osobie. Tak jak w przypadku bohatera
tej powieści, ewangelika, wychowanka katolickiej przyklasztornej szkoły z internatem, który zrazu umieszcza
piłkę nożną i granie w nią w porządku zapachu kapusty,
używanej tam i stosowanej w funkcji środka przytępiającego zmysły i pożądanie, „środka odwracającego uwagę
od dziewcząt”, by zaraz, za kilkanaście, kilkadziesiąt
stron dalej, tę samą „znienawidzoną piłkę nożną” umieścić, rozpoznać po latach w najbardziej stricte, strictissime
religijnym wymiarze:
„Zapach kapusty dobrze znałem z internatu. Jeden
z tamtejszych ojców tłumaczył nam kiedyś, że kapusta
uważana jest za środek przytępiający zmysłowość. Wyobrażenie, że moja czy czyjakolwiek zmysłowość miałaby być przytępiana, wydawało mi się obrzydliwe. Widocznie oni tam dzień i noc myślą tylko o «cielesnym
pożądaniu» i gdzieś w kuchni z pewnością siedzi zakonnica, która zestawia jadłospis, potem omawia go
z dyrektorem, siedzą naprzeciw siebie i nie rozmawiają o tym, ale przy każdej potrawie figurującej w jadłospisie myślą: to przytępia, a to wzmaga zmysłowość.
Scena taka wydaje mi się zdecydowanie plugawa, tak
samo jak ta przeklęta wielogodzinna gra w piłkę nożną; wszyscy wiedzieliśmy, że chodzi o to, abyśmy się
nią zmęczyli i nie myśleli o dziewczętach. Obrzydziło
mi to całkowicie piłkę nożną”.7

rich nagle stracił pewność siebie, wypadł z rytmu, więc
podbiegłem, wziąłem księgę, przyklęknąłem na środku
i przeniosłem ją na lewą stronę. Wydawało mi się, że byłoby to nieuprzejmością z mojej strony, gdybym nie pomógł Heinrichowi w tej kłopotliwej sytuacji. Maria zaczerwieniła się po uszy, Heinrich uśmiechał się.
Znaliśmy się od dawna, w internacie pełnił funkcję kapitana drużyny piłki nożnej, był starszy ode mnie”9.
Oto futbol! Oto prawdzie niemiecka, ewangelicko-katolicka, Böllowska – bo nie Proustowska przecież –
magdalenka! Oto na scenę liturgii wkracza, nakłada
się na nią, wpisuje się w nią, niczym tajemny podmuch
wiatru w skrzydła, porywająca, zaskakująca, niespodziewana akcja z boiska. Zawierająca w sobie figurę
i obraz prawdziwej (drużyny) wspólnoty, sedno i kwintesencję tego, czym może być futbol. Oto scena epifanicznej esencji futbolu. Oto dowód, że futbol daje
(może dawać) do myślenia.
Ze wszystkich skrzydlatych scen, sytuacji, skrzydlatych słów o futbolu chodzących po głowie, te z przytoczonego powyżej jako motto wiersza Antoniego Słonimskiego, z jego Kontrmarszu od dawna nie dawały
i nie dają mi spokoju. Najwyższy czas, najwyższa pora się
z nimi rozprawić (także tym numerem). Nie z nami, Panie Antoni, takie numery! Powtarzane bezmyślnie, bez
końca – „Świat nie jest piłką footballową, / Świat się podbija głową! głową! głową! Fakt.” – Ileż niepożytku, ileż
szkody nie do naprawienia mogą ze sobą przynieść.
Przypomnijmy: Kontrmarsz napisany został w 1923 roku
w odpowiedzi na Lewą marsz Włodzimierza Majakowskiego (1919). Słonimski był też autorem przekładu
wiersza Majakowskiego. Biorąc nawet pod uwagę
wszystkie dramatyczne okoliczności, pamiętając że słowa te były pisane przez poetę w szlachetnym porywie rozumu, w obronie cywilizacji europejskiej, w odpowiedzi
na zagrożenia rodzącego się totalitaryzmu, na niebezpieczeństwo płynące ze strony rewolucyjnej, sowieckiej
nawały, w obronie wolności i w odpowiedzi na słowa
Majakowskiego (do bólu przetrawione przez tłumacza):
– „Rozwijajcie się w marszu! / W gadaniach robimy pauzę.
/ Ciszej tam mówcy! / Dzisiaj / Ma głos / Towarzysz Mauzer. / Dosyć już żyliśmy w glorji / Praw, które dał Adam
i Ewa: / Zajeździmy kobyłę historji! / Lewa! / Lewa! / Lewa! [...] Komuny nikt nie zwycięży! Lewa! / Lewa! / Lewa!” – nie da się ich przyjąć. Nie da się utrzymać. Nie
da się przejść obok nich obojętnie. Zdaję sobie sprawę,
że ta niepokojąca fraza – „Świat nie jest piłką futbolową...”
itd. – zasługuje na więcej, bo ona także daje – o jakże
wiele – do myślenia, że można by nią obracać, kręcić
dłużej i subtelniej, do czego trzeba by oczywiście talentu, którego mi brakuje, i finezji, ale nie ma tu na to
wszystko czasu ani miejsca. Trzeba pójść na skróty.
Wiem, że nie zasługuje ona na to, żeby ją od razu sflekować i nie jest wcale to moim zamiarem. Ale co tu
ukrywać, nie można dłużej już tego ukrywać, trzeba powiedzieć wprost: patrzcie, patrzcie, zobaczcie, ależ jak

I po latach, ten sam bohater, narrator, opisujący
wizytę ze swoją narzeczoną (katoliczką) w kościele:
„Czasem chodziliśmy też z Marią do kościoła. Było
tam przyjemnie ciepło, siadałem zawsze nad kratkami,
przez które napływało ogrzane powietrze. Panowała głęboka cisza, wydawało się, ze hałas uliczny dochodzi
z bardzo daleka, a kościół był uspokajająco pusty: zwykle znajdowało się w nim tylko siedem lub osiem osób
[czyli licząc narratora, Marię i odprawiającego mszę
księdza razem daje to 11 (sic!) czy prawie 118– przyp.
ZB]; miałem uczucie, że biorę udział w tym cichym,
smutnym zebraniu ostatnich wyznawców jakiejś sprawy, wielkiej w swojej bezsilności. Spotykaliśmy tam
zwykle tylko stare kobiety. Pozbawiony wszelkiego patosu sposób, w jaki Heinrich Belen odprawiał mszę, doskonale pasował do ciemnego, brzydkiego wnętrza. Raz
nawet zastąpiłem nieobecnego ministranta pod koniec
mszy, kiedy trzeba było przenieść Ewangelię z prawej
strony ołtarza, na lewą. Po prostu zauważyłem, że Hein7

02_Zbiniew Benedyktowicz.ps - 11/6/2012 6:48 PM

Zbiniew Benedyktowicz • „ŚWIAT NIE JEST PIłKĄ FUTBOLOWĄ...” –?! ANTROPOLOGIA FUTBOLU

poeta Słonimski sfałszował, skiksował! – „Świat nie jest
piłką futbolową”?! – rozejrzyjcie się, spójrzcie obok (zajrzyjcie także do zgromadzonych tu tekstów), zobaczcie!
– Nie da się go podbić? – jak futbol już podbił, i dzisiaj
nadal podbija świat! – To, co jednak najbardziej boli
w ujęciu Słonimskiego, w tej jego frazie, w tym jego fałszywym zagraniu, to sam już jego, futbolu obraz, w którym futbol jawi się jako rzeczywistość prymitywna. Futbol Słonimskiego, w jego Kontrmarszu jest synonimem
prymitywu: „Hej ty z wystającemi skuły, / Z ospowatą gębą, / Gdzie idziesz?! / Zagradzam drogę! / Straciłeś tempo,
/ Zmień nogę. / Kto wciąż na lewo skręca, / Kręci się /
W kółko. / Gdzie wiedziesz, rycerzu gorący, / Krasnoarmiejców pułki? / Choćbyś najbardziej miarowo / Nogą wybijał takt, / Świata nie podbijesz, / Świat nie jest piłką footballową, / Świat się podbija głową! głową! głową! / Fakt.”
Niewiarygodne. W jakże niepojęty i sprzeczny ze sobą sposób broni Słonimski Europy i jej największych wartości przed barbarzyństwem. Na Majakowskiego: „Nie
zadusi Sowietów Ententa”, na jego: „Niech się brytyjski lew
pręży, / Niech ostrą koroną olśniewa – / Komuny nikt / nie
zwycięży! Lewa! / Lewa! / Lewa!” – jak nieporadnie odpowiada. Jakże rozpaczliwa jest ta jego obrona. Dlaczego,
mimo że wprost pod angielską flagą („Igra angielska flaga
/ Nie sięgniesz jej, nie chwycisz, / Wysoko nade mną rozwiana”) Słonimski deklarując się Brytyjczykiem: „I am
British”, stawiając na obronie i przywołując na pomoc
Londona, Kiplinga, Goethego: „Przez morze zła / Na ląd,
który widać z daleka / Jack London / Lotne przerzuca pontony” [...] „Nie wytrzymasz spojrzenia, / Gdy Kipling krzyknie:
Stój! / Za mną jest całe plemię. Goethe jest mój!...”, dlaczego, do licha – co on robi?!, dlaczego on to robi?! – oddaje Słonimski to, co jest najcenniejszym, tak bardzo zresztą angielskim, jak i europejskim (i jeszcze w paru innych
miejscach świata) symbolem wolności? Dlaczego, zostawia na jego polu, oddaje przeciwnikowi tę piłkę, wrzuca
mu ją, podkłada, „wykłada mu” wprost pod nogi?! Na litość boską?! Co on wyprawia?! Ale czasu nie da się już
cofnąć!... Dlaczego wiąże już na zawsze w tej nieprzemyślanej frazie futbol i piłkę futbolową z barbarzyństwem,
prymitywem (fałszywie zresztą), poświęcając je dla wątpliwego poetyckiego efektu? Dlaczego Goethe przeciw futbolowi? Dlaczego Goethem w futbol? Dlaczego Goethe,
a nie futbol? A dlaczego nie: Goethe i futbol? Czy gorzej
by brzmiało: „Nie wytrzymasz spojrzenia, / Gdy Kipling
krzyknie: Stój! / Za mną jest całe plemię. Futbol jest mój! versus: Za mną jest całe plemię. Goethe i Futbol jest mój!”
Dlaczego Słonimski tak łatwo oddaje brytyjską „piłkę footballową” pod nogi bolszewikom, jakby w ogóle
nie było tu różnicy? Nie widzi, nie słyszy tej podstawowej, fundamentalnej różnicy?! Zrównuje miarowy, marszowy, jednostajnie wybijany, tępy, wojskowy rytm butów – obojętnie: podkutych, czy nie – czerwonej czy
jakiejś innej armii, ze swobodnym, zmiennym, niepowtarzalnym rytmem „pięknej gry”,10 z grą nóg, finezyjnym
wykorzystaniem nóg, „gry w nogę” w futbolu, w piłce

nożnej? A teraz: – cóż za poetycki kiks! – czyżby Słonimski nie widział, nie wiedział, przeoczył, zapomniał, że
przecież w „piłkę footballową” gra się również, podbija
ją: głową!, głową!, głową! (fakt.). Że się nią „główkuje”.
Że się nią właśnie – głową – zdobywa, strzela przepięknej urody bramki. I zdarza się, że taka właśnie „główka”
(no tak, tego już Pan Antoni nie widział, a jeszcze wtedy nie mógł zobaczyć), że taka właśnie głowa staje się...
jest... zostaje uznana... Jest „ręką Boga”! (O znaczeniach, inwersji – dlaczego nie ręce a nogi – patrz cytowany już Ludwik Stomma, 1:0 Ludzie jak Bogowie i tegoż, Futbol dla milionów11; o nodze, stopie piłce i głowie
patrz też dalej: Horst Bredekamp, Stopa, Fortuna, piłka.
Platońska zasada handicapu. Kula i deficyt pełni; o „ręce
Boga” vide: Tomasz Szerszeń, Diego Maradona: święta historia, a także u innych autorów, passim).
To, że piłka nożna może dawać i daje do myślenia, że
może być umieszczana w porządku myślenia, intelektu,
rozumu a nie tylko – jak już wiemy – zapachu znienawidzonej, niebezpiecznej, bezsensownej kapusty („kapusta
– głowa pusta”), a więc w porządku rozumnego działania głowy, posługiwania się głową – zaświadcza najlepiej
sam język, tak piłkarski, jak i ten spoza boiska, gdzie
„główkować” znaczy: myśleć, czasem: intensywnie, gdy
trzeba „nad czymś pogłówkować”, zastanowić się, robić
coś „z głową”, rozumnie. Tak samo na boisku „czyta się
grę”, o zawodnikach mówi się, że dobrze „przeczytali
grę”, „przeczytał podanie” (zrozumiał zamiar przeciwnika, zinterpretował, przewidział, uchwycił intencję i zapobiegł realizacji takiego zamiaru – wyprzedził myślą
myśl, pomysł przeciwnika, w rezultacie czego „przechwycił podanie”, dobrze się ustawił, znalazł w odpowiednim
miejscu, wyszedł na pozycję, żeby pospieszyć z pomocą,
żeby pomóc w osiągnięciu wspólnego celu, zatrzymać –
podać, odegrać, oddać, przerzucić na drugie skrzydło,
przenieść na drugą stronę, asystować). Futbol to dynamiczna wspólnota myśli i rozumienia. Działanie, akcja
z wyczuciem wykonywana tu i teraz, ze znawstwem,
„tak, jak trzeba” a czasem i z maestrią zaskakującą inwencją, nowatorstwem. Istnieje rozumna, przemyślana
gra i gra bez polotu, bez pomysłu, „bez głowy”, a każde
inne jej użycie poza odbiorem, podaniem, strzeleniem
bramki, każde inne fizyczne uderzenie głową, „strzelenie
z głowy”, „z byka”, jak w przypadku Zidane’a, jak każdy
inny brutalny, bezmyślny faul na przeciwniku jest skandalem, karany jest żółtą ostrzegawczą czy natychmiastową czerwoną kartką wykluczającą z gry. I tak jak
b e z m y ś l n o ś ć wywołuje dramatyczne protesty i jest
od razu surowo karana, tak myśl i talent, perfekcja, doskonałość natychmiast rozpoznawana, nagradzana owacją i adoracją publiczności. Istnieją i piłkarze szczególnie
cenieni, określani, jako „profesorowie futbolu” (jak np.
legendarni już Boby Charlton, Franz Beckenbauer, Johan Cruyff, u nas Kazimierz Deyna).
Są mecze nazywane prawdziwymi „piłkarskimi szachami”. Istnieje myśl taktyczna, taktyka, założenia, ana8

02_Zbiniew Benedyktowicz.ps - 11/6/2012 6:48 PM

Zbiniew Benedyktowicz • „ŚWIAT NIE JEST PIłKĄ FUTBOLOWĄ...” –?! ANTROPOLOGIA FUTBOLU

przeciwnej partii zarzucają oni, że „daliśmy (daliście) się
okiwać”, „wykiwać”, „ograć” (ośmieszyć) – wstyd jeszcze większy – bo „na a r e n i e międzynarodowej!”.
„Strzeliliśmy (strzeliliście) sobie samobójczą bramkę”,
„samobója”, gdy wzajemnie udzielają i pokazują sobie
„żółte” i „czerwone kartki”. I że nie jest ta obecność futbolu i „myślenia futbolem” w polityce specyfiką lokalną,
najlepszym przykładem siły i mocy piłki nożnej, jej nośności, rosnącego znaczenia dzisiaj, może być niedawna
wizyta graczy zespołu Los Angeles Galaxy u prezydenta
światowego mocarstwa w Białym Domu (tym bardziej
znacząca, że w ojczyźnie zupełnie innego – „amerykańskiego futbolu”, narodowego sportu numer jeden, gdzie
piłka nożna, zwana tam soccerem, nie cieszy się tak wielką popularnością jak w innych miejscach świata, jest
zaledwie, dopiero co produktem wschodzącym na tamtejszym rynku), wizyta podczas której prezydent Barack
Obama zwracając się do Davida Beckhama trochę szydząc a trochę z niekłamanym podziwem i żartem, który
natychmiast, podany w newsach wszystkich agencji prasowych i przez stacje telewizyjne obiegł cały świat i zawisł, na stałe, dostępny na You Tubie12, komplementował go: „Wiem, że jest Pan tym niezwykłym,
człowiekiem, znanym z tego, że potrafi być prawdziwym
twardzielem na boisku z własną linią bielizny (majtek)”,
czyniąc aluzję do reklamowanej w światowej sieci domów towarowych H&M przez Beckhma jego nowej,
kolejnej serii bielizny, a także licznych aktywności gracza w świecie kultury celebryckiej, mody i show-biznesu. (Przenosząc się z Manchesteru United do Realu
Madryt – jak pisze znawca przedmiotu – „piłkarz był już
celebrytą pełną gębą. Z lotniska eskortowały go cztery
wozy policyjne i sześć samochodów wypchanych paparazzi. [...] Tłumy kibiców usłyszały, że kocha rodzinę
i futbol, a gra w najsłynniejszym klubie świata była jego
marzeniem.[...] Widownia szalała, jego słowa spisywało
500 dziennikarzy – tylu akredytacji Real nie wydał nawet na rozgrywany rok wcześniej półfinał pucharu Europy. Na żywo przyjazd Beckhama transmitowano do
35 krajów, specjalnie dla widzów z Dalekiego Wschodu
zorganizowano ją [transmisję] w azjatyckim prime time.
Zanim Beckham i jego żona dotarli do Madrytu, polecieli tam na tournée, a agencje relacjonowały, że Chińczycy i Japończycy przebierali się z czerwonych koszulek
Manchesteru w białe stroje Realu. W białe stroje uszyte przez Addidasa, który w dożywotnim kontrakcie zagwarantował Anglikowi ok. 4 mln. dolarów rocznie. Za
pięć lat gry w amerykańskim Los Angeles Galaxy superagent Fuller wynegocjował dla piłkarza 250 mln. dolarów.[...] Gdy na pół roku przed końcem umowy z Realem, Beckham ogłosił, że przeniesie się do Los
Angeles, zszokował ekspertów i wywołał furię w Madrycie. Pierwsi nie mogli uwierzyć, że ledwie 32 letni piłkarz zrezygnował z wielkiego sportu dla prowincjonalnej ligi amerykańskiej, którą uznawano za świetne
miejsce dla futbolowych emerytów. – Odchodzę, by

liza własnej gry i przeciwnika, istnieją banki i bazy informacji na ten temat (jak u nas słynny bank informacji
trenera Jacka Gmocha, założony i prowadzony przed mistrzostwami świata 1974 roku). O futbolu, o piłce nożnej piszą i rozmyślają intelektualiści, pisarze, artyści, vide
np. jak choćby tutaj przywołany trójgłos sprzed niemal
czterdziestu lat: Dygat – Konwicki – Holoubek, których
myśl wcale się nie starzeje, refleksja nad kulturowym zjawiskiem futbolu jest żywa, ba, jakże dzisiaj niezwykle aktualna (także i wtedy, gdy czytana jest przez kontrast do
„osiągnięć” i stanu naszej drużyny, i rozczarowań z tym
związanych po EURO 2012). To właśnie Gustaw Holoubek podkreśla ten myślowy, rozumny wymiar piłki nożnej, jaki objawił się w ówczesnej grze polskiej reprezentacji, zdobywającej srebrny medal mistrzostw, akcentuje
ów intelektualny przełom, jaki się wówczas dokonał:
„Wstrząśnięty byłem całkowicie odmienną od dotychczasowej atmosferą panującą w drużynie, jej taktyką
i opanowaniem psychicznym. Wszystkie nasze, to znaczy
moje oczekiwania, co do korzystnego wyniku tego meczu opierałem na mniemaniu, że Polacy po prostu bohatersko rzucając się pod nogi przeciwników, zamurują
bramkę, licząc na szczęście, na cud, z ambicją straszną,
z maksymalnym wysiłkiem fizycznym, no i przypadkowo
wygrają. Tymczasem spotkałem się z drużyną niezwykle
rozumną, realizującą precyzyjnie, spokojnie wszystkie założenia taktyczne, grająca bardzo inteligentnie i po prostu wzorowo pod każdym względem”.
Dlaczego o tych wszystkich oczywistych oczywistościach myślowego, rozumowego intelektualnego wymiaru piłki nożnej i jej reguł tu piszę? Dlaczego wspominam o tej prawdziwej jej naturze i charakterze „lotnej
myśli”? Oczywiście dla przekonania, przyciągnięcia, zachęcenia wszystkich poważnych uczonych kolegów humanistów, których niedowierzanie i ironiczny uśmiech
na ich twarzach wciąż jeszcze widzę, a także dla wszystkich uprzedzonych i zdystansowanych do futbolu czytelników, którzy zatrzymali się na poziomie niepełnej
o nim wiedzy i mają o nim takie pojęcie, jak bohater
Kontrmarszu. Do wszystkich wątpiących: przyjdźcie, zobaczcie, przeczytajcie jak myślenie o futbolu i piłce nożnej – która sama jest myślą i zmysłem, umiejętnością,
swoistego rodzaju somatyczną myślą – odkrywać może
dla Was i otwierać przed Wami nieznany świat. Zechciejcie podjąć to wyzwanie. Wyruszcie z nami w podróż do tej prawdziwie dla Was i w wielu jeszcze miejscach dla nas terra incognita. Zechciejcie podjąć z nami
ten antropologiczny eksperyment i potraktujcie to tak
właśnie – jak antropologiczny eksperyment. Jako przenikanie do świata Innego. Spróbujcie. Zobaczcie, jak futbol staje się światem. Jak jest światem. Jak myślenie futbolem przenika do naszego współczesnego świata, co
widać gołym okiem w wielu jego dziedzinach, jak go
podbija. Jak wszystko krzyczy dokoła – tak, właśnie: jest!
Weźmy, choćby politykę dla przykładu, zwłaszcza
język polityków, gdy złośliwie komentując poczynania
9

02_Zbiniew Benedyktowicz.ps - 11/6/2012 6:48 PM

Zbiniew Benedyktowicz • „ŚWIAT NIE JEST PIłKĄ FUTBOLOWĄ...” –?! ANTROPOLOGIA FUTBOLU

przyprawiające o zawrót głowy dzięki nowym, nowoczesnym technologiom przekazywane na odległość obrazy –
jak bardzo jest naszym Nowym Światem, Nową Galaktyką i Panoptikonem (swoistym Panoptikonem, z którego warto spojrzeć na „nasz Świat”) i do którego warto
podjąć tę badawczą podróż. Jak bardzo jest piłka architekturą współczesnej wyobraźni, jak jej oszałamiające
wrzawą – ze swoją muzyką, tańcem, zamierającym krzykiem, przechodzącym w najgłębsze milczenie, i znów
podnoszonym i chwytającym za gardło śpiewem – stadiony i teatry marzeń są, obok współczesnych Świątyń
i Galerii Handlu, znakiem naszych czasów, będąc jednak
światem znacznie od nich bogatszym, daleko głębszym
i głębiej sięgającym.
Świadom tego, że w tym krótkim wstępie, w którym
i tak korzystam tutaj z przyznanego mi dodatkowego
czasu, trzeba będzie pójść dalej już tylko na skróty, przebiec dalej już tylko „po łebkach” i na skróty skrótów.
A więc: piłka nożna, jak każdy dzisiaj profesjonalny
sport, to wiedza i nauka. Wystarczyłoby przebiec ewolucję samej tej piłki od pierwotnego „świńskiego pęcherza”22, którym grano, do dzisiejszego jej kształtu i postaci – (1862 wynalezienie gumowego pęcherza pokrytego
skórą, 1872 ustalenie przez angielski Football Association – pierwszy związek futbolowy jej rozmiarów do dziś
używanych: – (68, 5 cm do 71,1 cm, waga 396 g do
453 g według zapisu z 1937, który różni się od pierwszych widełek o 28 gramów na plus) – poprzez rozwiązywanie problemów z jej sznurowaniem, jakością, gładkością skóry, odpornością na nasiąkanie wodą,
zwiększającą jej ciężar, wilgoć – w końcu w piłkę gra się
nie tylko pod słońcem, ale i na bardziej deszczowych terenach, jak w jej ojczyźnie, Anglii, a ciężka, mokra piłka to wiadomo: zagrożenie dla zdrowia, zwłaszcza dla
podbijającej ją głowy) – wspomnieć o stale i nieustannie doskonalonych jej właściwościach i parametrach
przygotowywanych na każde kolejne mistrzostwa w laboratoriach naukowych, wreszcie o doskonaleniu materiałów, z których jest wykonywana, (użycie materiałów
syntetycznych w latach 60., ale dopuszczenie pierwszej
piłki wykonanej z poliuretanu do mistrzostw świata dopiero 20 lat później, w 1986). „Wcześniej konstruktorzy
piłki odnieśli wielkie korzyści z pracy słynnego architekta Richarda Buckminstera Fullera, który wsławił się
skonstruowaniem tzw. kopuły geodezyjnej – formy złożonej z wielościanów, która odwzorowywała powierzchnię kuli. Sklepienia budowane tą metodą miały bardzo
wysoką stabilność, wytrzymałość i charakteryzowały się
niskimi kosztami wykonania.”23
Trzeba by jeszcze przebiec przez ewolucję samej
piłki, wykorzystującej tę architektoniczną pracę i pomysł, poczynając od pierwszej popularnie nazywanej
u nas „biedronki”, złożonej z 20. białych sześciokątów
i 12. czarnych pięciokątów, aż po odejście po 32. latach (w 2006 – na Mundialu w Niemczech) od koncepcji 32. łatek na rzecz nowej piłki złożonej z 14. ter-

rozkochać w futbolu Amerykę, odchodzę, bo mnie tam
jeszcze nie znają – tłumaczył piłkarz. Nie znali go tak
bardzo, że film Band it like Beckham (Podkręć jak Beckham) w USA zrobił klapę, bo ludzie nie zrozumieli tytułu.”13).
Przykładów podobnych (no, może Beckham jest tu
szczególny14), jak futbol podbija świat, jak staje się
światem – jest światem, Kosmosem, można by tu przytaczać nieskończenie wiele. Piłka nożna to Wielki
Świat. Już w powstałym, w cztery lata po Kontrmarszu,
wierszu Kazimierza Wierzyńskiego, zwieńczona zostaje olimpijskim laurem (wpisana w cykl Lauru Olimpijskiego, 1927). W uchwyconym przez poetę piłkarskim
meczu zachowującym jeszcze w tytule archaiczny język
oryginału („Match Footballowy”) stadion jest już „największym Colosseum świata” a legendarny hiszpański
bramkarz Ricardo Zamora zwany „El Divino” (Boski)
„wsparty w bramce o szczyt Pirenejów” [...], „za Atlantyk wybija piłkę jednym ciosem!”. 15
Dzisiejszy futbol jest nie tylko Wielkim Światem. Jest
Galaktyczny. Globalny, jest wspólnotą między i ponad –
narodową, uniwersalną, ekumeniczną, światem z własnym językiem. Współcześni gracze Realu Madryt są
„galaktyczni” (Galacticos), jak ich bracia z Los Angeles
Galaxy. Notabene jakże ciekawym byłoby studium
o tym globalnym języku zrozumiałym w najodleglejszych
zakątkach i na krańcach świata, zbierające nazwy drużyn, nazwiska, przydomki – tych wszystkich, jak Zamora
„El Divino” – Boskich graczy, barwy i herby, toponimy
zespołów zarówno tych Wielkich, jak i małych, nazwy
stadionów rozpoznawalne natychmiast, tak dobrze
w tym jednym wspólnym świecie piłki nożnej, nazwy wyrastające z lokalnych historii, lokalnych języków i dialektów, przenikających, przenoszonych i przyjmowanych z Wielkiego świata do innych na powrót odległych
mikroskali, lokalnych miejsc i kontekstów – tych wszystkich mieniących się barwami: „Realów”, „Interów”, „Juventusów” i „Cosmosów” (ale i miejscowych„Victorii”,
„Zniczów”, „Sokołów”, czy leżących gdzieś dalej, gdzie
indziej „Lecce”16), Barcelon, Turynów, Milanów, Madrytów, „Santosów”, „blaugran”17, „rossonerich”, „blancos”, „canarinhos”, „błękitnych”, „zielonych”, „niebieskich”, „czarnych”, „biało-czerwonych”, „żółtych”,
„pomarańczowych”, „królewskich”, „czerwonych diabłów”, „świętych”, i „kłusaków”, i „orłów” grających na
swoich stadionach: „Kotłach czarownic”18 i „Teatrach
marzeń”19. Być może dopiero takie analityczno-syntetyczne studium języka nazw tych wszystkich „złotych butów”, „złotych piłek”, „Złotych Pucharów”, „Pucharów
Króla” i „złotych stóp” związanych z futbolem zdołałoby
oddać prawdziwy blask i moc, potęgę („La Furia Roja”)
dzisiejszej piłki nożnej i jej kolejnych wcieleń: „Telstar”,
„Nike Total 90”, „Teamgeist”, „Jabulani”20, „Tango12”21. Bardziej odsłonić, pokazać, jak jest ona Światem,
Kosmosem i mikrokosmosem, przestrzenią pamięci, architekturą pamięci i wyobraźni. A gdy dodamy do tego
10

02_Zbiniew Benedyktowicz.ps - 11/6/2012 6:48 PM

Zbiniew Benedyktowicz • „ŚWIAT NIE JEST PIłKĄ FUTBOLOWĄ...” –?! ANTROPOLOGIA FUTBOLU

nowymi technologiami, z nimi spleciona, i ze środkami masowego przekazu. Jej „drugie” życie rozwija się
na ekranach telewizorów, komputerów, tabletów,
smartfonów, play station, obecna jest w grach komputerowych, używających i „odtwarzających” rzeczywiste
postacie i warunki meczu (gra w tę grę, jak dla innych
gra w elektroniczne szachy należy także do ulubionych
zajęć piłkarzy grających w realu), co prowadzi czasem
do zabawnych sytuacji, gdy sprawozdawcy sportowi
podczas transmisji telewizyjnych z rzeczywistych meczów nieraz dla określenia niedającej się opisać i wysłowić doskonałości, precyzji czyjegoś zgrania, niezwykłej płynności akcji, komentują i mówią, że to była
akcja (ktoś zgrał) „jak na play station”.
To wszystko każe wreszcie postawić i to pytanie:
Dlaczego piłka nożna a nie żadna inna gra tak podbija świat? Dlaczego nie siatkówka, nie koszykówka, nie
hokej? Dlaczego piłka nożna jest zjawiskiem tak Kosmicznym, tak Uniwersalnym?
Mam na to swoją prywatną teorię (potwierdzoną
zresztą solidnie w filmach prezentowanych na festiwalu w Centrum Nauki Kopernik, o których jeszcze za
chwilę). „Krótka piłka”: – Krótka odpowiedź: – Do
futbolu nie potrzeba niczego (oprócz piłki). Piłka nożna to przede wszystkim przestrzeń (pole) wyobraźni.
Chcesz grać w siatkówkę? I jeśli nie ma to być puste
odbijanie, a gra drużyn, potrzebne są dwa słupy i siatka, no, może zamiast niej jakaś linka, sznurek, ale to
już nie będzie to. Do kosza potrzebny „kosz”, przynajmniej obręcz i tablica, jakie się widzi w przydomowych
ogródkach. Choćby sama obręcz przyczepiona do drzewa czy jakiejś ściany. A więc ściana lub drzewo. Z hokejem jeszcze gorzej i trudniej, potrzebny lód, łyżwy,
kijki, przydałyby się jeszcze ochraniacze i kask przynajmniej dla bramkarza. Do piłki nożnej (oprócz piłki) nie
potrzeba niczego więcej, wystarczy byle kawałek, spłachetek ziemi, wolnej przestrzeni, polana w lesie, łąka,
nie musi być to nawet trawa, ani od razu królewskie,
wypasione krakowskie błonia, wystarczy kawałek podwórka, może być część miejskiej przestrzeni, kamiennego, miejskiego pola: beton, asfalt. Oto na „boisko”
wkraczają „zawodnicy”, zrzucają z siebie ubrania („wyjściowe” albo i nie, jeśli mają jedno i to samo). Ubraniami można zaznaczyć bramki (odmierzając równo „stopkami”, albo i nie – „na oko”), można je zaznaczyć
jakkolwiek, znalezionymi kamieniami, patykami, wystarczy „narysować” linie na ziemi, jeśli miękka, zaznaczyć nogą, na jej gruncie, wbić „kołki” albo zaznaczyć
je, rysując cierpliwie cegłą lub kamieniem, jeśli grasz na
betonie czy asfalcie, najwyżej będzie trochę sporów
i kłótni, czy był „słupek”, czy „bramka”. Piłka nożna to
najbardziej demokratyczny świat, w którym rządzą
i rozstrzygają, liczą się tylko prawdziwe umiejętności
i talent. To także „biedny” – (dostępny dla biednych,
i wszystkich) – „świat”, w którym się liczy tylko sama
gra, czysta radość i czysta rozkosz „czystej gry”.

mo-zgrzewanych paneli, „dzięki czemu miała być bardziej okrągła i gładka”, przez trwające nieustannie studia trajektorii jej lotu, prędkości, rotacji, obrotów, nie
wspominając już o butach („korkach”), strojach, laboratoriach medycyny sportowej, gabinetach odnowy
i fizjoterapii, sposobach odżywiania, dietach, wykorzystaniu nowych technologii w treningach... („Do piłkarskich strojów wkroczyła elektronika. Amerykanie
z Under Armour produkują inteligentne koszulki
z mikroprocesorem, który w czasie meczu może przekazywać na tablet lub smartfona informacje o kondycji zawodnika, tzn. podać jego tętno, temperaturę ciała, częstotliwość oddechów itp.”24). A trzeba by jeszcze
wspomnieć o nowych technologiach w przygotowaniu
płyty, nawierzchni, pielęgnacji trawy boiska, nowej zapierającej dech w piersiach architekturze stadionów,
żeby zaznaczyć raz jeszcze tę myśl w niej stale obecną,
jej poświęconą, o niej myślącą, nad nią pochyloną,
nieustannie nad nią i dla niej pracującą, żeby zaświadczyć o potędze i sile dzisiejszej piłki nożnej, i choćby
w taki sposób na tej drodze jedynie zasygnalizować tu
tylko, jak fascynujący jest to Nowy świat. Zasługuje on
na pełniejszy (wobec dotychczasowych, cząstkowych)
antropologiczny i etnograficzny opis. Marzeniem pozostaje dzisiaj dzieło z zakresu antropologii futbolu,
które powstałoby na podstawie solidnego klasycznego
etnograficznego kwestionariusza zbierającego opisy:
począwszy od sposobów pożywienia, budownictwa, architektury, kultury materialnej, narzędzi, przedmiotów, strojów, sposobów posługiwania się ciałem, gestów, przez opisy języka („kiwka”, „klepka”, „uliczka”,
„przewrotka”, „nożyce”, „wapno”, „gra bez piłki”,
„karny à la Panenka”, „rogal”, „drybling”, „dryblować”, „wkręcić w ziemię” etc., etc.), wierzeń, przesądów, inicjacyjnych rytuałów, obyczajów, folkloru
(okrzyki, pieśni, żarty, przysłowia, muzyka, tańce, instrumenty), mitu (bohaterowie, herosi) i struktury
społecznej, opisy znaków prestiżu, mody, znaków tożsamości, sztuki obecnej w futbolu (proporczyki, flagi,
breloczki, zdobienie ciała, „oprawy” meczów – plastyka, graffiti, pamiątki), a kończąc na opisie sposobów
przekazywania tradycji (muzea piłkarskie, film, literatura, teatr), wiedzy o egzotycznym świecie futbolu,
a także społecznej wspólnocie, jaką wokół siebie zbudował.
W tak pomyślanej antropologii futbolu z pewnością
byłoby miejsce dla wszystkich kierunków, szkół, tradycji, temperamentów, wszelakich ujęć badawczych i interpretacyjnych: począwszy od ewolucjonistyczno-historycznych, przez szkołę „kręgów kulturowych”
(migracje, transfery) po ujęcia semiotyczno-strukturalne, fenomenologię i hermeneutykę futbolu (nie
wiem tylko, czy sprawdziliby się tu Lacan i Derrida
oraz wszyscy inni mistrzowie dekonstrukcji i podejrzeń). Dzisiejsza potęga i moc piłki nożnej, która podbija świat i jest światem samym w sobie, wsparta jest
11

02_Zbiniew Benedyktowicz.ps - 11/6/2012 6:48 PM

Zbiniew Benedyktowicz • „ŚWIAT NIE JEST PIłKĄ FUTBOLOWĄ...” –?! ANTROPOLOGIA FUTBOLU

i nie dość jeszcze opisany – niezwykły świat piłki nożnej, w którym nie jest pustym tylko sloganem to, że
może w nią grać każdy niezależnie od statusu społecznego, płci, czy koloru skóry. Że piłka nożna, tak jak
ona sama mobilna i wolna, to przede wszystkim niekłamana Przestrzeń Wyobraźni, Wolności, Dialogu
i Spotkania. Że w tej podjętej przez młodych amerykańskich badaczy antropologicznej podróży do świata
piłki nożnej nie grozi nam, nie narażeni jesteśmy na tę
słynną już, przywoływaną w wielu miejscach, dającą
tak wiele do myślenia antropologom, doświadczoną
i zapisaną przez Michela Leirisa w jego Fantomatycznej
Afryce (L’ Afrique fantôme) sytuację, nie jesteśmy narażeni na podobne pytanie, jakie zdała mu Etiopka
Emawayish. – Kiedy, na prośbę badacza, „że byłoby
wspaniale, gdyby zanotowała kilka pieśni miłosnych,
takich jak te, które śpiewała poprzedniego wieczora,
Emawayish zapytała: Czy we Francji istnieje poezja?
A za chwilę: Czy we Francji istnieje miłość?”26 – Bez wątpienia, trudno byłoby spodziewać się takiego pytania
o futbol.
Zapisana w obrazach Pelady, w twarzach spotykanych ludzi, rozmowach i we wspólnej grze w piłkę,
„antropologia futbolu”, „antropologia piłki nożnej”
odkrywa i otwiera przed nami dobitnie jej jeszcze jedną przestrzeń, jej jeszcze jeden niekłamany wymiar,
który sprawia, że spokojnie moglibyśmy ją nazwać
i objąć jeszcze jednym mianem, i powiedzieć, że gruncie rzeczy jest – i co najmniej zasługuje na to miano –
„antropologią radości”. Dobitnym dowodem również
na to, potwierdzeniem tezy, że futbol jest przestrzenią
wyobraźni może być inny film pokazywany podczas
wspomnianego przeglądu w Centrum Nauki Kopernik, brytyjski dokument Blind Ambition27 (Ślepa ambicja) ukazujący grę w piłkę nożną uprawianą przez niewidomych, gdzie gra się „na słuch” i ze słuchu (w piłce
umieszczone są sensory wydające dźwięk, pozwalający
orientować się graczom przy jej prowadzeniu nogą,
kopnięciu, uderzeniu o grunt boiska, jej położeniu,
„ruchu”, zmianie kierunku. My widzowie, możemy być
świadkami przygotowań, treningu prowadzonego przez
towarzyszących graczom i szkolących ich widzących
trenerów, możemy być świadkami ich rozmów, ich
spotkań i potem rozgrywek samych drużyn w regularnych meczach, zmaganiach pucharowych, prowadzonych przez widzących sędziów).
I jeszcze jeden film na koniec. Bo jeśli wspominam
o tych filmowych dokumentach, to przecież nie tylko
z powodu ich piłkarskich walorów, czy dlatego, że
ukazują nam prawdziwy świat i życie samej „piłki nożnej”, ale właśnie po to, by pokazać jak „piłka nożna”
może być narzędziem, wehikułem (tak, jak w przypadku młodych amerykańskich badaczy pelady – Gwendolyn i Luke’a), furtką, bramą, która otwierać może
nam drogę prowadzącą nas do poznawania świata
w ogóle i światów dotąd dla nas i przez nas nie pozna-

To właśnie taką prawdziwą, nagą prawdę tej prostej, „pięknej gry” odkrywa przed nami Pelada25 –
amerykański dokumentalny film, dzieło dwojga amerykańskich studentów, piłkarzy amatorów (tak, tak,
tych od soccera), dziewczyny (Gwendolyn) i chłopaka
(Luke’a), którzy nie zrobiwszy piłkarsko-akademickiej
kariery postanowili wyruszyć (zabierając nas widzów,
i oczywiście piłkę, ze sobą) w podróż do tego prawdziwego „Świata-Piłki Nożnej” w różnych miejscach
globu. „Pelada” – to brazylijska nazwa, określenie piłki nożnej, w którą może grać ktokolwiek i gdziekolwiek. Samo słowo pelada znaczy: „naga” (poboczne
znaczenie: „łysa”, służy także do określenia przestrzeni, miejsc, terenów niezagospodarowanych w znaczeniu „nieużytków”, występuje i pojawia się w nazwach
geograficznych, dla oznaczenia takich tworów, jak
u nas Łysa Góra, czy jak ta w Brazylii słynąca z kopalni złota uwiecznionych na biało-czarnych fotografiach
Sebastiăo Selgado – Serra Pelada.). W tej prawdziwie
antropologicznej podróży przemierzając kontynenty
(Amerykę Południową, Afrykę, Azję, Europę) możemy zobaczyć piłkę graną na ulicach, w zaułkach, na
podwórkach i boiskach osiedlowych, (czasem płatnych, wypożyczanych na godziny „boxach”) i na wolnych skrawkach ziemi, w fawelach, i w slumsach, i na
plażach Brazylii i Argentyny, na wzgórzach (jak w Peru, gdzie dołączą do gry do nas, napotkane przypadkowo w tej drodze Indianki w charakterystycznych miejscowych strojach) i na dolinach, na polach, przy
drodze (przy winnicach, jak na Węgrzech), gdzie
udział w grze wezmą napotkani robotnicy drogowi,
i jak gdzie indziej pracujący, napotkani ludzie zrobią
sobie dla niej – żeby zagrać z nami – przerwę od pracy.
Piłkę graną na błotnistych, i na wysuszonych słońcem
„boiskach” Afryki (jak w Kenii), czy jak w Chinach
(podbijaną, żonglowaną na miejskich placach z niezwykłą sprawnością, łączoną z miejscową kulturą i tradycyjnymi technikami poruszania ciałem), piłkę graną
w więzieniu w Boliwii (strzeżonym przez strażników
tylko z zewnątrz, w którym więźniowie wewnątrz rządzą się sami, prowadzą stałe rozgrywki i ligę, i pozwolą naszym przewodnikom wziąć udział w meczu). Piłkę
graną przez ludzi w każdym wieku, dzieci, podrostków,
ludzi młodych i w dojrzałym wieku, i „starców” (starszych Panów emerytów w Brazylii regularnie spotykających się na sobotnich meczach i po meczowych dyskusjach w knajpie), przez kobiety i mężczyzn,
dziewczyny (jak w Teheranie, ubrane w tradycyjne
chusty na głowach), chłopców ze społeczności podzielonych, na co dzień wrogością i wojną (Arabowie i Żydzi w Jerozolimie). Ludzi prostych i wykształconych
(jak pisarz z Italii, wykładający w rozmowie, jak różnią
się, jak mają się do siebie, jego gra w piłkę i jego pisanie, wyłuszczający swoją filozofię futbolu).
Pelada odkrywa przed nami i pokazuje ten – niewidoczny, peryferyjny, ukryty, zakryty, nie dostrzegany
12

02_Zbiniew Benedyktowicz.ps - 11/6/2012 6:48 PM

Zbiniew Benedyktowicz • „ŚWIAT NIE JEST PIłKĄ FUTBOLOWĄ...” –?! ANTROPOLOGIA FUTBOLU

i pochodzeniu tureckim, wspominając czasy komuny,
przy dobrej herbacie, wprost, śmiejąc się do kamery,
mówi: „Ach, ci moi koledzy, oni wszyscy są, jak ze Steinbecka”. W tym filmie możemy zobaczyć i poczuć kawał subtelnego, delikatnego życia, toczącego się na terenach przeoranych przez komunizm, z jego
krajobrazami zniszczonych industrialów, teraz już
w nowych szatach z nowymi oznakami, liftingami europejskich, cywilizacyjnych przemian, nie wiele różniących się od innych, podobnych miejsc i prowincji
tej nowej Europy. Można poczuć się w nim – i takie
miałem wrażenie, oglądając ten film – jak w jednej
z kolejnych książek-podróży z serii „Sulina”29, jak
w książkach Andrzeja Stasiuka i jego podróżach po
Albanii, Rumunii i tamtejszych pobliskich regionach,
który na innym miejscu wyznawał i deklarował, że piłka nożna kompletnie go nie interesuje, nic go nie obchodzi, jest mu zupełnie obojętna. Może, gdyby zobaczył ten film – (pomyślałem: powinien zobaczyć ten
film) – to zmieniłby zdanie.
O piłce, można by w kółko, na okrągło, i bez końca. Bo z piłką nożną, futbolem jest jak z Arbatem, nie
sposób, nie da się przejść go do końca...
Jakże wiele od futbolu i świata futbolu mogłaby się
nauczyć współczesna nauka, czy mówiąc ściślej i precyzyjniej: urzędnicy współczesnej nauki, to też jeszcze jeden, dobry (zły?) przykład zarażenia się od niej, jakże
powierzchownego: „myślenia futbolem”. Oto w czasie
transmisji telewizyjnej możemy widzieć na ekranie pojawiające się w przerwie, po pierwszej połowie, albo po
zakończeniu meczu, natychmiast podawane statystyki:
wyliczenia, jaki zawodnik, kto ile przebiegł kilometrów,
ile wykonał podań, celnych i niecelnych, ile oddał takichże strzałów, ile miał przechwytów i odbiorów. Ale
nikomu ze znawców, wyznawców szlachetnych idei
futbolu, którzy od lat w nim siedzą ani przez moment
nie przyszłoby do głowy mierzyć go i opisywać, ba, dokonywać ocen i rankingów zawodników i drużyn, przy
pomocy tych „cyfr” i „wyliczeń”, jak starają się usilnie
czynić i czynią to ostatnio urzędnicy od nauki z nauką.
Bo wiedzą doskonale, że przy pomocy takiego ilościowego opisu i języka, takich „statystyk”, nie da się nic
powiedzieć o jego jakości, wartości, nie da się oddać
prawdy o futbolu, ukazać jego najgłębszego sensu i jego osiągnięć. Najwyżej wzruszą ramionami. Wiedzą, że
nie tak ustalają się jego prawdziwe hierarchie. Że nie
jest to jego celem, tak jak i nauki, o czym zdają sobie
sprawę doskonale także uczeni, gdy zabierają głos upominając się o rozsądek, gdy przypominają i piszą, że:
„Nie jest celem [...] nauki publikowanie artykułów, licytowanie się na punkty impaktowe, wskaźniki Hirscha, Eghego czy jeszcze inne, nie jest też celem zdobywanie grantów. O odchodzącym z tego świata uczonym
piszemy, wspominając jego osiągnięcia, czyli odkrycia
i propozycje zastosowań, podajemy, co konkretnego
zrobił, w jakim stopniu jego badania posunęły naprzód

nych, dawać obraz tworzący zapis ich „kultury” i „życia” – żeby pozostać tylko przy tych dwu fundamentalnych kategoriach, którymi bez reszty zajmuje się antropologia.
Takim filmem jest, bez wątpienia, bułgarsko-angielski dokument Mój kumpel Manchester United (My
Mate Manchester United)28 – historia bułgarskiego
„starego kawalera” (48 lat) mieszkającego z matką
i kotem Davidem („Beckhamem”) w małym bułgarskim miasteczku, człowiek ten postanowił zmienić nazwisko, by dochować złożonej przysięgi – (nie pora tu
i nie ma miejsca by szczegółowo streszczać film i opowiadaną przezeń historię) – ze Zdravkov Levidzhov na
Manchester United (pełne nowe brzmienie: Zdravkov
Manchester United Levidzhhov). Film, w którym możemy być świadkami jego prawnych i administracyjnych zmagań z urzędnikami i sądami, aż po spełnienie
marzeń. Możemy być świadkami i widzieć zaangażowanych w te starania prawników, doradców, samego
zainteresowanego, opowiadającego historię tej walki
o swoje prawa i wolności, świadomego tych praw, obywatela Unii Europejskiej, aż po ów szczęśliwy dzień
otrzymania nowego dowodu tożsamości, zamawiania
wizytówki: – „Zawód?” – „Proszę napisać «fan», może
jeszcze dopisać «pracownik budowlany, budowlaniec»”. Możemy przejść się ze Zdravko Manchesterem
po miejscowym targu, zajrzeć do banku i na pocztę.
Ale i także być świadkami dalszych jego starań o pogłębienie tej przemiany (bohater zabiega o odnowienie
chrztu, najpierw w cerkwi a potem kościele katolickim, film zawiera wypowiedzi miejscowych duchownych podających przyczyny odmowy, uda mu się to
w końcu zrobić przy pomocy przyjaciół pracujących
w Londynie, chrztu Manchesterowi United udzieli
pop, duchowny tamtejszego ortdoksyjnego kościoła).
Możemy być świadkami przygotowywania i redagowania listu wysłanego mailową pocztą do Berbatova
(bułgarskiego gracza w drużynie Manchesteru), zawiadamiającego o dokonanej zmianie nazwiska i żywionym oddaniu dla niego i dla całej drużyny, a potem
nieoczekiwanego telefonu od Berbatova zapraszającego Zdravko na mecz do Manchesteru. I tak, trafić ze
Zdravko Manchesterem United, znaleźć się razem
z nim na słynnym stadionie, „Teatrze Marzeń”. I wrócić...
Możemy zobaczyć, poznać towarzyszących mu podczas pracy i odpoczynku nad rzeką, spożywających
z nim wino na prywatnym osobliwym statku, płynących z nim razem, miejscowych, bułgarskich Odysów,
Sokratesów i Diogenesów, jego Zdravkova Manchestera United wyrazistych kumpli, wcześniej z lekkim
podziwem i dyskrecją, żeby nie powiedzieć dystansem,
sekundujących mu w jego walce, i znających dobrze
jego przypadek, o których, jeden z najbliższych jego
przyjaciół, Bułgar o nazwisku (niezbyt mile widzianym
w poprzedniej Bułgarii), najwyraźniej o korzeniach
13

02_Zbiniew Benedyktowicz.ps - 11/6/2012 6:48 PM

Zbiniew Benedyktowicz • „ŚWIAT NIE JEST PIłKĄ FUTBOLOWĄ...” –?! ANTROPOLOGIA FUTBOLU

lonej, ponawianej próbie jej wcielenia, pogoni za nią,
dościgania jej w trwającym zaledwie 90. minut meczu.
A może jeszcze i to: jak jej wartości, idee i marzenia
bliskie są tym, które zapisane zostały w Ewangelii, podnoszonej wysoko podczas liturgii: że wszystko jest przed
nami, że wszystko jest możliwe, że ostatni mogą jeszcze
być – będą! – pierwszymi, że jak w peladzie, błogosławieni i szczęśliwi są ubodzy i czystego serca. Że: pozwólcie dzieciom przyjść do mnie (nie wiem, kto to wymyślił, jaki Duch Święty, czy diabeł jaki podszepnął
i to, czego nie ma w żadnym innym sporcie, że podczas
rytuału wchodzenia na boisko, ci gracze, ci starzy wyjadacze wchodzą, mocno trzymając się za ręce z dziećmi,
wprowadzają je w samo centrum), że nie masz Żyda ni
Greczyna, że liczy się tylko to, jak kto gra, że nic nie
jest jeszcze stracone, że jak mówią w Szwajcarii, nie tylko kibice (i gdzie jest to powszechnie znanym i używanym przysłowiem): „Noch ist Polen nicht verloren”, że
„dopóki piłka w grze” (gra się), gramy do końca...

naukę. Nikogo nie interesuje, jaki miał wskaźnik cytowań”.30 I że nauka „nie polega na umiejętności pisania
podań o granty, że nauka, zwłaszcza, nauka humanistyczna nie jest biznesem”.31
Może ktoś zarzuci mi, że zbytnio idealizuję tu futbol,
że pisząc, iż jest to przede wszystkim niekłamana Przestrzeń Wyobraźni, Wolności, Dialogu i Spotkania,
ukrywam jego brudną, nieciekawą twarz, jego ciemną
stronę. Tak, doskonale wiem, równie dobrze jak wszyscy kibice i wyznawcy futbolu, że „rodzina FIFA jest jak
mafia”, że korupcja zżera go nieustannie; tak, słyszałem
nieraz i te złośliwe uwagi o ostatnich osiągnięciach polskiej trenerskiej myśli taktycznej i jej wynalazkach:
gry„na aferę” i „na szarańczę”32, które odnieść by można do całego współczesnego futbolu... I co z tego! Jak
wszyscy kibice i wyznawcy futbolu, jak zarabiający
astronomiczne sumy jego gwiazdorscy gracze, wiem
przecież równie dobrze, podobnie, jak i oni doskonale
wiedzą, że ostatecznie wszystko rozstrzyga (rozstrzygnie)
się, sprawdza (sprawdzi) i objawia (objawi) na boisku,
gdzie – jak wszyscy świetnie wiemy – „pieniądze nie grają”. I, że na tym polega prawda i moc futbolu.
Wiem, że futbol jest jak pożywienie...
Cóż więcej można jeszcze powiedzieć? Świadomi
i tego, że z futbolem jest jak z Arbatem, że nie da się
przejść go do końca, nie da się go wyczerpać, oddając
czytelnikom ten numer, który jest zaledwie pierwszym
przybliżeniem, początkiem na tej drodze, ośmielamy
się mówić: przyjdźcie, sprawdźcie, bierzcie, czytajcie,
jedzcie z tego wszyscy.
Może odkryjecie jego prawdziwy smak. Zobaczycie,
że jest zadziwiającą strukturą długiego trwania i że ma
swoje koniunktury, zobaczycie jak odradzają się one
we współczesnym świecie, jak wchodzą – na setkach
stadionów – w jego historię pisaną i żywą. Jak choćby
na stadionie FC Barcelony, gdzie kibice w 17. minucie
14. sekundzie meczu powstają i podnoszą okrzyk wolności: „Inde!, Inde!, Independencia!” (Nie...! Nie...!
Niepodległość!”). Może Was zainteresuje, dlaczego to
robią? Albo, dlaczego kibiców F. C. Barcelony przeciwnicy z Realu nazywają „Los Polacos”? Tyle pytań,
w stu miejscach jeszcze początek...
Może czytając ten numer zobaczycie, jak futbol,
ciągle jeszcze, na przekór wszystkiemu, jest we współczesnym cynicznym świecie obszarem romantycznych
szlachetnych porywów i uniesień, jak głęboko odnosić
można i odnoszą się do niego słowa wieszcza: „Kto nie
dotknął ziemi ni razu, ten nigdy nie może być w niebie”. A i czasem, jak może być lekcją sprawdzającego
się doraźnego romantycznego uniesienia i wieszczenia
(Konwicki).
Może zobaczycie, jak bliskie są idee Futbolu, tej
„pięknej gry”, względem odwiecznej platońskiej myśli
i idei „powrotu do harmonii”, jedności piękna, dobra,
prawdy (Bredekamp) i jak piłka nożna jest obszarem
niemożliwości, już choćby w tej samej nieustannie sza-

Och, Futbolu, mój Futbolu, Ty moja...

Przypisy
1

2

3

4

5

6

7
8

9
10

14

Michał Szadkowski, Małżeństwo z rozsądku. Biznesowe,
26-27 listopada, 2011, patrz więcej na ten temat: profil
i bibliografia badacza http://www.staffs.ac.uk/staff/profiles/ec2.jsp (dostęp 10. 09.2012).
Podkreślenia moje, choć prawdę powiedziawszy,
w s z y s t k o tu powinno być podkreślone!
Urodzony w Ugandzie syn Południowo Afrykańskich rodziców, studiował w Oxfordzie, mieszkał w Holandii,
Stanfordzie, Londynie, autor Football Against the Enemy,
patrz więcej w notach o autorach.
Patrz Futbol w świecie sztuki pod red. Jana Ciechowicza
Waldemara Moski, Gdańsk 2012 [Interdyscyplinarna
konferencja naukowa 6-8 października 2011, Nadbałtyckie Centrum Kultury w Gdańsku, Uniwersytet Gdański]
Patrz dalej w tym numerze Przemysław Olszewski, ETNO
2012. Relacja z Festiwalu Kultury Piłkarskiej.
Heinrich Böll, Zwierzenia klowna, przeł. T. Jętkiewicz,
Warszawa, 1974.
Heinrich Böll, dz. cyt., s. 103.
11 – tyle osób liczy drużyna piłkarska. Rzecz dzieje się
w kościele, podczas „podniesienia” i przenoszenia Ewangelii, powstrzymam się zatem przed interpretacyjną pokusą dalszego rozwijania kwestii bliskości, asymptotyczności, symbolicznej aluzyjności 11 (jedenastki) względem
ewangelicznej 12 (dwunastki), chociaż zarysowana tu linia takiej interpretacji byłaby całkiem uzasadniona i ciekawa. Nie mówiąc już o 10 (dziesiątce, jeśli liczyć
trzy wspomniane osoby + 7 z „siedmiu lub ośmiu znajdujących się w kościele” i mając w pamięci słynną już wypowiedź współczesnego wybitnego „wyjątkowego” trenera
Mourinho (obecnie w Realu Madryt), zwanego the special
one, dla którego ideą jego treningu jest „nauczyć piłkarzy
jak atakować w dziesiątkę, grając przeciwko jedenastu.”
Heinrich Böll, dz. cyt., s., 237.
Na ten temat patrz niezwykle ciekawy artykuł Anny
Reglińskiej-Jemioł, Piłka nożna w baletowych realiza-

02_Zbiniew Benedyktowicz.ps - 11/6/2012 6:48 PM

Zbiniew Benedyktowicz • „ŚWIAT NIE JEST PIłKĄ FUTBOLOWĄ...” –?! ANTROPOLOGIA FUTBOLU

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23
24
25

26

cjach. O związkach futbolu ze sztuką tańca [w:] Futbol
w świecie sztuki pod red. Jana Ciechowicza Waldemara
Moski, Gdańsk 2012 s. 121-131., w którym autorka pisze: „«Piękna gra» – to niezwykłe określenie piłki nożnej wprowadzone na trwałe do naszej kultury poprzez
słynną autobiografię Pelégo (My Life and the Beautiful
Game) stało się inspiracją musicalu Andrew Lloyda
Webbera pod tym właśnie tytułem [...]. Szczególnie wymownie ze sceny brzmią słowa tytułowego utworu Beautiful Game, wykonywanego przez wszystkich bohaterów
na początku pierwszego aktu (tu nawołują do «odliczania swego życia sezonami piłkarskimi, bo przecież piłka
nożna jest jedynym powodem, dla którego Bóg Wszechmogący dał nam nogi. Ta magiczna gra jest obsesją lepszą niż seks i lepszą od piwa»”, tamże, s. 124, patrz dalej
cały tekst pieśni.
Ludwik Stomma, Futbol dla milionów [w:] Futbol w świecie sztuki pod red. Jana Ciechowicza Waldemara Moski,
Gdańsk 2012 s. 313-319.
Patrz: President Obama teases David Beckham over his underwear line after LA Galaxy win, www.youtube.com/watch?v=mSPP_qxyAZA (dostęp 10.09. 2012),
Michał Szadkowski, Małżeństwo z rozsądku. Biznesowe...
dz. cyt., passim.
patrz tamże, oraz Ellis Cashmore, Celebrity/Culture, Routledge, 2006; tegoż: Beckham, Polity, 2nd edition,
2004; 1st edition, 2002; Japanese edition, NHK, 2003;
Chinese edition, Central Compilation & Translation
Press, 2003; Sports Culture: An A – Z guide (Routledge,
2000).
Patrz obok cały tekst wiersza, cyt. [za:] Kazimierz Wierzyński, Poezja i proza, wybór i posłowie Michał Sprusiński, Wdawnictwo Literackie Kraków, 1981 t. 1 (Poezja),
s. 117.
Patrz: Dariusz Czaja, Gdzieś dalej, gdzie indziej, Czarne,
Wołowiec 2010 (m. in. s. 227-228).
Barwy FC Barcelona. W języku katalońskim granatowo-bordowi (blau=granatowy, grana=bordo).
Tak Angielska prasa i kibice nazwali stadion Śląski
w Chorzowie, na którym 95 tys. widzów w niesamowity
sposób dopingowało swoja drużynę podczas meczu Polska – Anglia 6 czerwca 1973 roku, zakończonego zwycięstwem Polski 2:1.
Nazwa stadionu drużyny Manchester United w dzielnicy
Old Trafford w Manchesterze: „Theatre of Dreams”
Nazwa piłki używanej na ostatnich mistrzostwach świata w Republice Południowej Afryki – jabulani – oznacza
w języku zulu: „świętować”.
Nazwa piłki używanej na mistrzostwach EURO2012
w Polsce i na Ukrainie.
Wszystkie informacje podaję [za:] Michał Kiedrowski,
Najpierw grali świńskim żołądkiem, [w:] „«Ale Historia».
Tygodnik historyczny”, Nr 20, 4 czerwca 2012, s. 8-9,
(magazyn-dodatek „Gazety Wyborczej”), 04.06.2012,
tamże patrz więcej.
Tamże.
Tamże.
„Pelada”, film dokumentalny, USA, 2011, reż. Luke Boughen, Rebekah Fergusson, Gwedolyn Oxenham, 91
min.
Patrz m. in. Clifford Geertz, Być tu [w:] tegoż, Dzieło i życie. Antropolog jako autor. Przeł. Ewa Dżurak i Sławomir
Sikora, Warszawa 2000 s. 174, por. M. Leiris, Phantom
Africa, przeł. J. Clifford, “Sulfur” 15 (1986), s. 34; oraz
tegoż, L’ Afrique fantôme, Paris, 1934.

27

28

29

30

31

32

15

Blind Ambition, film dokumentalny, Wielka Brytania,
2010 reż. Christopher James Bridger, obsada: Simon
Hill, 14 min.
My Mate Manchester United, film dokumentalny, Bułgaria, 2011 reż. Sefan Valdobrev,
W synopsis zamieszczonym na okładce jednej z licznych
książek wydanych w tej serii przez wydawnictwo Czarne
czytamy: „W serii Sulina ukazuje się najszerzej pojęta literatura faktu – książki historyczne i antropologiczne,
proza podróżna, reportaże i eseje. Ich wspólnym mianownikiem jest to, że na rozmaite literackie sposoby odkrywają przed czytelnikiem nieznane strony i przejawy
fenomenu zwanego Europą, zdradzają jego, często wstydliwe, sekrety i głęboko ukryte tajemnice. Autorzy książek z serii Sulina przekraczają granice: geograficzne, kulturowe, mentalne, z antropologiczną dociekliwością
badają pozornie znane lądy, prowadzą literackie śledztwa, zmierzające częstokroć do odsłaniania bolesnych
prawd. Sulina – miasteczko w delcie Dunaju, miejsce,
gdzie «kończy się kontynent i dobiegają kresu zdarzenia»
(Andrzej Stasiuk), ostatnie miasto Europy. Niegdyś
kwitnący port, jest dziś Sulina nostalgicznym symbolem
upadku, rozpadu, przemijającego czasu. O jej bogatej
przeszłości przypominają zrujnowane budynki kapitanatu, dwustuletnia latarnia morska i cmentarz.”
Andrzej Kajetan Wróblewski, Czas wrócić do rozsądku!
„Gazeta Wyborcza”, 14 września 2012
Nauka to nie biznes – Rozmowa z prof. Karolem Modzelewskim, historykiem, „Gazeta Wyborcza”, 02 października 2012
„Gra na aferę” to określenie gry wywołującej i wykorzystującej zamęt, zamieszanie i nie ma określonego autora,
„gra na szarańczę” jest autorskim pomysłem, informacje
o niej dalej podaję za: http://www.mowimyjak.pl/fakty/sport/na-czym-polega-w-pice-noznej-taktyka-na-szarancze,29_37116.html: (dostęp 15.10.2012): „Marek
Motyka, który był kiedyś znakomitym obrońcą Wisły
Kraków, szarańczę wprowadził pracując w Polonii Bytom. Trener nie miał do dyspozycji szczególnie utalentowanych zawodników, dlatego też owo zagranie, wprowadzające nie lada zamęt w szeregach rywali, idealnie
sprawdzało się w walczącym o utrzymanie w Ekstraklasie
zespole. Szarańczę stosuje się głównie podczas rzutów
rożnych, choć można również pokusić się o jej wykonanie podczas rzutów wolnych, ale tylko wtedy, gdy piłka
będzie zagrywana bezpośrednio w pole karne. Szarańcza
znacznie lepiej sprawdza się jednak w pierwszym przypadku. Na czym polega taktyka „na szarańczę”? Piłkarze
podczas rzutu rożnego nie rozstawiali się w polu karnym,
a zbijali w grupę i ustawiali przed nim. W momencie, gdy
zawodnik dośrodkowujący kopnął piłkę, grupka wbiegała w różnych kierunkach w pole karne, co przypominało
atak szarańczy. Co daje taktyka „na szrańczę”? Przede
wszystkim wprowadza zamęt. Obrońcom w polu karnym
ciężko upilnować nagle wbiegającą grupę zawodników,
ponieważ krycie indywidualne nie zdaje tu egzaminu.
Ponadto obrońcy nie mogę też zbliżyć się do zbierających
się przed polem karnym rywali, gdyż wtedy zostawiliby
bramkę bez opieki. Szarańcza jest zatem nieprzewidywalna i często zespół Marka Motyki zdobywał dzięki niej
bramki. W sezonie 2008/2009 prowadzona przez tego
trenera Polonia Bytom utrzymała się w Ekstraklasie.”

02_Zbiniew Benedyktowicz.ps - 11/6/2012 6:48 PM

David Beckham, Los Angeles Galaxy.

02_Zbiniew Benedyktowicz.ps - 11/6/2012 6:48 PM

David Beckham, Kaka, Zinedine Zidane. Reklama firmy Adidas.

Ricardo Zamora, „El Divino”.

02_Zbiniew Benedyktowicz.ps - 11/6/2012 6:48 PM

KAZIMIERZ WIERZYŃSKI

Match Footballowy
Oto tu jest największe Colosseum świata,
Tu serce żądz i życia bije najwymowniej,
Tu tajemny sens wiąże i entuzjazm brata
Milion ludzi na wielkiej rozsiadłych widowni.
Zamora wsparty w bramce o szczyt Pirenejów,
Piękniejszy niż Don Juan, obciśnięty w swetrze,
Jak dumny król, w chaosie center i wolejów,
Śledzi kulę świetlistą, prującą powietrze.
Z Uralu w bój posłaną, jak z lufy moździeża,
Trzyma w oczach i więzi, a gdy kula spada,
Jak pająk się nad dziuplą bramki rozczapierza,
Jak krzak wystrzela w niebo, człowiek-barykada.
Pocisk skacze kozłami od miasta do miasta,
Z jednej strony jest Moskwa, z drugiej Barcelona,
Już steruje ku siatce, już spod stóp wyrasta,
Trybuny tracą oddech, cały stadion kona.
I pokażcie mi teraz – gdzie, w jakich teatrach
Milion widzów wystrzeli takim wielkim głosem:
Zamora, lecąc w górę, jak żagiel na wiatrach,
Za Atlantyk wybija piłkę jednym ciosem!
Widownia oszalała, krzyczy, bije brawo,
Półkole trybun płonie niczym aureola,
I jak wielka tęsknota za zwycięską sławą
Tętni okrzyk stadionu: gola, gola, gola!
[Laur Olimpijski, 1927]
18

Item sets
Konteksty 2

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.