„Dokąd mnie wznosisz, różo złota?” O ks. Sadziku, Miłoszu, Lebensteinie i Biblii – zapis rozmowy /Polska Sztuka Ludowa-Konteksty 2011, t.65, z. 4

Item

Title
„Dokąd mnie wznosisz, różo złota?” O ks. Sadziku, Miłoszu, Lebensteinie i Biblii – zapis rozmowy /Polska Sztuka Ludowa-Konteksty 2011, t.65, z. 4
Description
Polska Sztuka Ludowa-Konteksty 2011, t.65, z. 4, s. 81-89
Creator
Kłoczowski, Piotr;
Benedyktowicz, Zbigniew
Date
2011
Subject
Miłosz, Czesław (1911-2004), poezja
extracted text
12A_rozmowa z Piotrem Kloczowskim.ps - 1/28/2012 7:35 PM

PIOTR KŁOCZOWSKI
ZBIGNIEW BENEDYKTOWICZ

Od redakcji: Poniższe fragmenty rozmowy
z Piotrem Kłoczowskim zostały spisane w sposób
zachowujący tok mówionej wypowiedzi.

Dokąd mnie
wznosisz, różo złota?

Zbigniew Benedyktowicz: Trafiłem wczoraj zupełnie przypadkowo – nie wiem, czy to jest panu znane –
jest takie pismo internetowe „Recogito”, wydawane
przez pallotynów. To prowadzi ks. Marek Wittbrot.
Pallotyni mieli swoje pismo – „Nasza Rodzina”...
Piotr Kłoczowski: Tak, był nawet numer specjalny „Naszej Rodziny” poświęcony Józefowi Sadzikowi po
jego śmierci – tam były różne materiały. W tym tekst
Miłosza, który Miłosz napisał po jego śmierci dla „Kultury’’, wielokrotnie później przedrukowywany. Jeszcze
jedna rzecz, o której pomyślałem w związku z naszą rozmową o cytatach w ramkach [cytaty te zamieszczamy
dalej. Patrz: ks. Józef Sadzik, Fragmenty – przyp. red.] –
a mianowicie dwa wybitne teksty ks. Sadzika, wstęp do
tłumaczenia Psalmów, nazywa się O Psalmach. A drugi
tekst jest jego ostatnim tekstem za życia – on przy korekcie tego tekstu, w drukarni, miał atak serca... Przesłanie Hioba. Ukazało się już w grudniu 1980 roku, już
po jego śmierci. To się tak zbiegło wszystko razem tragicznie: on zmarł 26 sierpnia 1980 roku... miał 47 lat!
W maju 1979 roku ukazało się tłumaczenie Psalmów.
Sadzik zmarł w sierpniu 1980 roku, we Francji – Miłosz

O ks. Sadziku, Miłoszu,
Lebensteinie i Biblii...
– zapis rozmowy
był chyba jeszcze we Francji – nie, już wrócił do Berkeley! – Wszyscy wtedy przeżywali przez telewizję strajk
sierpniowy w Gdańsku. Sadzik zmarł 4 dni przed podpisaniem porozumień – więc to się nałożyło: to, co wszyscy żeśmy wtedy przeżywali, z jego śmiercią, 26 sierpnia
1980 roku. Tak to zapamiętałem. Tego dnia Sadzik był
w drukarni pallotynów w Osny – tekst Przesłanie Hioba
ukazał się w końcu po jego śmierci, w grudniu 1980 roku. W sierpniu 1980 roku byłem (dzięki protekcji Kota
Jeleńskiego) takim asystentem – sekretarzem Charlesa
Sterlinga, wielkiej postaci dwudziestowiecznej historii
sztuki, konserwatora Luwru i nowojorskiej Metropolitan. Rezydowałem w jego posiadłości w Normandii. Byłem więc blisko tych wydarzeń.

Czesław Miłosz i ks. Józef Sadzik w Centre du Dialogue, 1975

81

12A_rozmowa z Piotrem Kloczowskim.ps - 1/28/2012 7:35 PM

Piotr Kłoczowski • DOKĄD MNIE WZNOSISZ, RÓŻO ZŁOTA?

Jerzy Turowicz i ks. Józef Sadzik w Centre du Dialogue, druga połowa lat 70.

Sułkowice w powiecie myślenickim w okolicach Krakowa. Urodził się w 1933 roku. Jest po seminarium, po
studiach teologicznych w Krakowie Wcześnie zostaje
zauważony jako wybitna intelektualnie i duchowo postać. Zostaje wysłany do Fryburga i Monachium na studia filozoficzne. Te studia wieńczy studium, które napisał i wydał po francusku w paryskim wydawnictwie
Éditions Universitaires w 1963 roku. Jego dysertacja
doktorska dotyczy estetyki Heideggera. Ma jeszcze to
szczęście, że ma kontakt bezpośredni z Heideggerem –
przyjeżdża na prywatne, prowadzone przez Heideggera
seminaria. Więc jest jednym z tych ludzi z Polski, którzy – dużo wcześniej, jeszcze przed Tischnerem, przed
Krzysztofem Michalskim, przed Cezarym Wodzińskim
– mają bliski, bezpośredni kontakt z tą ważną postacią
filozofii XX wieku, jeśli nie najważniejszą. A to jest polski ksiądz, który jest w zgromadzeniu pallotynów,
prawda? No i po tych studiach, w 1962 roku, przychodzi nominacja, w której obok prowincjała pallotynow
ks. Eugeniusza Werona ma swój istotny udział Prymas,
Kardynał Wyszyński. I ten młody intelektualista, po
doktoracie z estetyki Heideggera (Wyszyński – jak
zresztą Wojtyla w Krakowie – musiał mieć oko na Sadzika, wiedział, z kim ma do czynienia, mimo że to był
wtedy młody człowiek), zostaje powołany na dyrektora
przyszłego wydawnictwa Éditions du Dialogue. Pamiętajmy, że to jest 1962 rok, początek Soboru Watykańskiego II, który właśnie się zaczyna. To jest moment

Obecność księdza Sadzika w Paryżu... ta sprawa to
jedno ogniwo – to jest wcześniej, i Lebenstein jest
wcześniej, projekt Apokalipsy, witrażu i w ogóle... Potem powstaje ten ośrodek – Centre du Dialogue
w 1973 roku. W grudniu, jest pierwsze spotkanie ze
Stefanem Kisielewskim, i potem to trwa do śmierci
Sadzika, czyli lata 70. przed sierpniem. Mówiąc inaczej, to jest czas opozycji przedsierpniowej, przed „Solidarnością”. To są czasy gierkowskie, więc dużo ludzi
wyjeżdża, i pallotyni stają się ważnym miejscem na
mapie Paryża. Potem, po śmierci Sadzika, jeszcze to
trwa w latach 80. dzięki ks. Zenonowi Modzelewskiemu i Danucie Szumskiej, dzięki obecnemu biskupowi
Hoserowi, ale później coraz słabiej, coraz słabiej, aż do
początku nowego wieku, kiedy to miejsce przestaje istnieć... to znaczy pallotyni są tam stale, ale Centre du
Dialogue właściwie nie ma. Następnie jest drugie
ogniwo – to z kolei druga połowa lat 70. – przyjazdy
Miłosza do Paryża. Zawsze zatrzymuje się u Sadzika,
kiedy jest w Paryżu. I sprawa tłumaczeń Biblii – to jest
trzeci temat.
Z.B.: Wróćmy zatem do samego ks. Sadzika...
P.K.: Jeśli chodzi o księdza Józefa Sadzika i jego
miejsce w Paryżu, w polskim zgromadzeniu pallotynów.
Pallotyni to jest takie późne dziewiętnastowieczne stowarzyszenie misyjne... założone przez Włocha. Więc
jest ten ośrodek polskich pallotynów we Francji. Początek lat 60. Ks. Józef Sadzik pochodził z miasteczka
82

12A_rozmowa z Piotrem Kloczowskim.ps - 1/28/2012 7:35 PM

Piotr Kłoczowski • DOKĄD MNIE WZNOSISZ, RÓŻO ZŁOTA?

Ja się z Sadzikiem wielokrotnie widywałem, miałem
z nim kontakt – i od razu miałem wrażenie, że to jest
ktoś wybitny, nie tylko intelektualnie, ale też duchowo. Od razu czuło się, że jego udziałem jest szczególna
dystynkcja, wysoka bardzo. Wydaje mi się, że to mogło
tak przebiegać: otóż asystentką Sadzika i jego prawą ręką w wydawnictwie – i to jest też osoba ściągnięta
z Polski, z filologii klasycznej na KUL-u – jest Danuta
Szumska (też w ramach tych działań Prymasa). Szumska jest uczennicą prof. Leokadii Małunowiczówny –
to jest uczennica Stefana Srebrnego z Wilna jeszcze; to
jest pokolenie Miłosza i Miłosz ją dobrze pamięta, obok
Ireny Sławińskiej... I mnie się wydaje, że to idzie tą drogą – znowu Wilno się odzywa i przez te wileńskie historie, nawiązuje się kontakt między Miłoszem a Sadzikiem. Z tym, że mówimy tu o prehistorii tej sytuacji –
to są lata 60. i Miłosz mieszka w Ameryce, w Kalifornii, a Europa to są tylko przyjazdy (np. w czasie przyjazdu do Francji w 1967 jedzie do Vence, do Gombrowicza). Być może on już ma wtedy jakieś spotkanie
z Sadzikiem, ale to są zupełnie prywatne spotkania, nic
z tego dalej nie wynika. Wydaje mi się, że jest też druga osoba, która mogła być tu pośrednikiem – to jest
właśnie Lebenstein. A może przez Zygmunta Hertza?
Więc ta mediacja mogła przechodzić z jednej strony
przez Leokadię Małunowicz, przez Zygmunta Hertza,
który był takim administratorem, takim maître d'hôtel
w Maisons-Laffitte i wiedział wszystko... Więc prof. Leokadia Małunowiczowa mogła powiedzieć Danucie
Szumskiej tak: „Słuchaj, powiedz Sadzikowi, bo Miłosz
przyjeżdża prawie co roku do Europy do Paryża, a jak
ma ten wolny rok profesorski, to nawet na dłużej... Byłoby dobrze, żeby się spotkali” – to tak mogło przebiegać. A z kolei Zygmunt Hertz mógł wiedzieć, że taki
ciekawy ośrodek powstał.
Centre du Dialogue jest jak najdalej od bieżącej polityki, ale też nie jest reżimowy, to nie jest PRL-owski
twór, tylko niezależny – przez Kościół, przez Wyszyńskiego zbudowany. Zwracam tu uwagę na Prymasa Wyszyńskiego, bo według popularnej wykładni jest tak, że
z dużą rezerwą podchodził do intelektualistów, „Tygodnika Powszechnego”... czasami to jest prawda, ale czasami nie – to jest dowód na to, że on myślał wielotorowo... Bo to przecież nie były książki masowe, tylko dla
pewnej elity intelektualnej, dla księży w seminariach
również – w każdym razie to był pomysł bardzo wysokiej
próby. I w końcu lat 60. Lebenstein też mógł mieć
udział w tym spotkaniu Miłosza z Sadzikiem. Lebenstein mógł poznać Sadzika już wcześniej, a ponieważ miał
bardzo bliskie, przyjacielskie kontakty z Miłoszem, które trwały od zimy 1959 roku, od pierwszej wystawy paryskiej Lebensteina w Galerie Lambert Kazimierza Romanowicza na Wyspie św. Ludwika, na którą Miłosz
przyszedł – to było jeszcze przed jego wyjazdem do Ameryki w 1960 roku... To była wystawa figur osiowych –
zachowała się nawet fotografia Miłosza z wernisażu tej

największej intelektualnej pracy w związku z Soborem,
to jest wszystko na tej fali. I wtedy powstaje idea, żeby
stworzyć wydawnictwo w języku polskim, które by prowadziło prace nad tłumaczeniami i wydaniem ważnych
pozycji dla tej nowej teologii soborowej. Przyznam, że
to świadczy o złożoności Prymasa – tu niby ludowy katolicyzm, a tu proszę bardzo: elitarne wydawnictwo,
które ma być na bieżąco z pracami teologów, dominikanów, jezuitów np. Karla Rahnera (też uczeń Heideggera!), Congara, Chenu, czy młodego – obecnego papieża – Josefa Ratzingera! To pozostaje w jakiejś relacji
do wydawnictwa Znak prowadzonego przez Jacka Woźniakowskiego, ale przecież Znak nie może wszystkiego
– bo jest cenzura, przydziały papieru itd... Pozornie to
dotyczy kwestii teologicznych i Kościoła, ale jednak
traktowanych w wolny, poszukujący sposób. Jacek
Woźniakowski, który prowadził wtedy Znak, ma przecież potworne trudności – każda książka to jest pół
roku bojów z cenzurą itd. Więc Prymas wymyślił coś
takiego, że zorganizuje w Paryżu małe wydawnictwo –
Sadzik będzie dyrektorem tego wydawnictwa, i to będzie przerzucane do Polski. W 1962 Sadzik zaczyna tę
pracę i już w połowie lat 60. bardzo ważne książki wychodzą, dotyczące spraw soborowych, studiów biblijnych i teologicznych, miejsca Kościoła w społeczeństwie, w Europie i na świecie. Oni mają świetne
kontakty w wydawnictwach francuskich, które są na
bardzo dobrym poziomie, jeśli chodzi o sprawy teologii
– np. z wybitnym na tym polu wydawnictwem Éditions
du Cerf. Są prace biblistów francuskich, cała szkoła
lektury filologiczno-hermeneutycznej Biblii, z którymi
oni mają bardzo bliski kontakt. Więc można powiedzieć, że Sadzik tworzy takie małe intelektualne
środowisko wokół swego wydawnictwa, związane z poważnie traktowanymi sprawami teologii i filozofii. Bardzo ważne książki tam wychodzą, wszystkich największych umysłów związanych z Soborem – tak ogólnie
można powiedzieć. Wymieniłem Rahnera, de Lubaca,
jezuitów, dominikanów Congara, Chenu, Danieleu...
ale też Hans Urs von Balthazar, Joseph Pieper, André
Frossard... W momencie, kiedy Sadzik to buduje, to
tych relacji z Miłoszem jeszcze nie ma; ale on wie o Miłoszu.
Poeta w latach 60. przyjeżdża chyba pierwszy raz
z Ameryki do Paryża – w 1963 albo 1964, napisał
wtedy pierwsze wiersze paryskie – ale oni jeszcze się
wtedy nie znają. W każdym razie to miejsce jest jakoś tam zauważone – to jest taka bardzo poważna
praca; może nie jest spektakularna, ale czuje się, że
za tym jest duży wysiłek intelektualny i pierwszorzędne rozeznanie. Miłosz musiał tam dotrzeć – wydaje mi się dzisiaj – jakimiś drogami bardzo własnymi, których też nie znam – ale myślę, że miało w tym
też udział jakoś promieniowanie osobowości Sadzika... Miłosz miał w sobie wspaniałą busolę dla takich
spotkań...
83

12A_rozmowa z Piotrem Kloczowskim.ps - 1/28/2012 7:35 PM

Piotr Kłoczowski • DOKĄD MNIE WZNOSISZ, RÓŻO ZŁOTA?

nego, a także Bultmann, u którego swoją pracę o Augustynie pisała Hannah Arendt. Więc Sadzik miał ten
wielki słuch – na nową lekturę Biblii, na myślenie biblijne jako klucz doświadczenia religijnego w XX wieku.
To jest u Sadzika bardzo mocno obecne. Myślę, że u Lebensteina było coś podobnego... to był malarz, artysta
o szczególnym wymiarze duchowym – takich potrzeb,
poszukiwań... Wat to wspaniale odnotował w swoim
paryskim dzienniku z lat 1963-64... Lebenstein miał jakiś fantastyczny słuch na to, to znaczy umiał to złapać,
umiał tego słuchać, umiał to czytać ... I to jest ten węzeł relacji Lebensteina z Sadzikiem. To jest w bezpośrednim związku z Apokalipsą .... Sadzik zrobił dla Lebensteina takie komentowane wypisy z Apokalipsy
św. Jana podyktowanej mu na wyspie Patmos. Apokalipsa Lebensteina to są witraże ułożone w takie prostokąty – ich jest 12 czy 15 – to są sceny ułożone w pewną
teologiczną narrację. I Sadzik dyskutował z nim te sceny i ich znaczenia... To było jakby odtworzenie takiej
sytuacji mecenasa i zamówienia ze strony Kościoła
z niepokornym, dziwnym, bardzo subwersyjnym artystą,
jakim był Lebenstein. Dochodzi więc do tego spotkania, i Sadzik robi takie wypisy cytatów, motywów
z Apokalipsy św. Jana, i rozmawiają o egzegezie tego –
jak to rozumieć, te Bestie wychodzące z morza i wychodzące z ziemi, jak rozumieć całe to bestiarium św. Jana.
Jaki to jest kod, jaki to jest język, co znaczy ta Wielka
Nierządnica, co to jest Babilon... Oczywiście Lebenstein łapie w lot, że to są znaki pewnej zasadniczej relacji –
relacji z Bogiem, z egzystencją, z całym tym zasadniczym
wymiarem. Zdaje się, że zachowały się te wypisy w papierach, które zostały po Sadziku. Pamiętam, że kiedy
z nim rozmawiałem, to nawet zrobiłem sobie taki odpis
tych cytatów i tego, jak oni to układali, kolejność narracyjną. Sadzik oczywiście się tutaj zatrzymywał, dalej
Lebensteinowi nie mówił, jak ma to zrobić, ale wiem, że
Lebenstein bardzo był w to wciągnięty i pracował nad
tym niemal bez przerwy, i tylko winem się żywił, jak mówił – bo nawet nie miał czasu, i szkoda mu było czasu,
żeby pójść do bistra i zjeść... Butelka wina go ratowała...
Natomiast osobą, która go uczyła techniki polistyrenu,
była Alina Szapocznikow – on ją o to poprosił. Oni byli wtedy bardzo blisko, współpracowali; on do niej jeździł do Malakoff, bo już była osłabiona, i ona mu nawet
fizycznie pokazywała, jak i z czym ma on mieszać zieleń,
żeby uzyskać pod temperaturą taki a taki kolor. Tak że
tu była bardzo bliska współpraca. Oni wtedy byli bardzo
zaprzyjaźnieni; Lebenstein dawniej przyjaźnił się z Cieślewiczem, ale zawsze się różnili, bo Cieślewicz miał te
swoje lewicowe mitologie, a Lebenstein z kolei zawsze
był strasznie najeżony... Natomiast z Aliną Szapocznikow w lot się jakoś porozumieli, ta przyjaźń była o wiele bliższa. Ci, którzy potem badali życie i twórczość Aliny Szapocznikow, wiedzą, że dla niej było znakiem
bliskości, kiedy ofiarowywała bliskim osobom te swoje
odlewy ust – i u Lebensteina w pracowni, nad stołem,

wystawy. Więc oni już od tamtego czasu mają taką relację – już wtedy zwrócili na siebie uwagę. Miłosz zwrócił uwagę na Lebensteina, a Lebenstein był oczywiście
w innej relacji, ale i dla niego to była bardzo ważna przyjaźń, ten przyjazny związek z Miłoszem. Więc te ogniwa
zaczynają się w tle pojawiać. Z końcem lat 60. i początkiem 70. – czyli już w nowej epoce, w kraju, który już
jest po Grudniu 70 roku, to jest początek Gierka – Sadzik buduje coś więcej niż tylko wydawnictwo; buduje
Centre du Dialogue – Centrum Dialogu, oni są zarejestrowani we Francji. Centrum mieści się w domu pallotynów przy rue Surcouf w Paryżu. To jest oczywiście
oparte na wydawnictwie, ale musi mieć jakąś salę spotkań, więc Sadzik zaczyna to projektować – wykrawają
z tego domu na parterze taką salę i wtedy polski, paryski architekt, nazywał się Chudzik, o ile pamiętam, robi projekt, jak ta sala spotkań i kaplica mają wyglądać.
To jest w 1972 roku, zachowały się nawet rachunki –
na początku roku, więc już wcześniej musiały być rozmowy, w 1971. Sadzik proponuje Lebensteinowi, żeby
zrobił witraż, który byłby ścianą tej sali spotkań – żeby
zamiast ściany zrobił witraż. Dochodzą do porozumienia. Wtedy jeszcze jedna osoba wchodzi w ten projekt,
to jest Alina Szapocznikow, z którą Sadzik ma bardzo
bliskie kontakty. To jest mniej może wiadome, ale Sadzik był bardzo zaprzyjaźniony z Romanem Cieślewiczem, a zwłaszcza z Aliną Szapocznikow. Myślę, że –
choć trudno mi to określić – to była relacja o takim duchowo-religijnym charakterze; bardzo prywatna, nieujawniana może na zewnątrz, ale wiem z relacji Lebensteina – on był wtedy bardzo blisko z Szapocznikow,
w czasie jej choroby i w trakcie tych ostatnich miesięcy,
do śmierci... Trudno powiedzieć, jak to było od strony
religijnej i konfesyjnej, ale dla Aliny Szapocznikow to
była bardzo istotna relacja od strony duchowej... To też
wiele mówi o wyjątkowości Sadzika – to świadczyło
o jego klasie, że nawet ludzie, którzy nie byli blisko Kościoła, widzieli w nim taką prawdę, autentyczność duchową. Wiadomo – to zawsze robi wrażenie na ludziach
wrażliwych, niezależnie od strony religijnej. Dla Lebensteina to jest bardzo podobnie: on jest na obrzeżu, ale
ma wielki słuch na wymiar religijny; Sadzik miał jedną
zasadniczą dla tych relacji ideę, która była też obecna
w jego projektach wydawniczych i była fundamentalna
dla jego myślenia – to znaczy przeświadczenie, że Biblia
jest kluczowa, że trzeba nauczyć się na nowo lektury Biblii. Myślenie biblijne. To, co tak wspaniałe rozwinie
Paul Ricoeur. Sadzik wyszedł z jednej strony od Heideggera, a z drugiej, z wielkiej francuskiej szkoły biblistycznej, która polegała na bliskiej obecności Biblii, z całą
złożonością tekstów w hebrajskim, aramejskim, greckim... Sadzik od początku był bardzo blisko tych wielkich problemów hermeneutyki biblijnej. Pamiętajmy
zresztą, że Heidegger zaczyna od teologii, cała szkoła
niemiecka, np. Karl Barth i jego komentarze do Listów
św. Pawła – wszyscy wychodzili z doświadczenia biblij84

12A_rozmowa z Piotrem Kloczowskim.ps - 1/28/2012 7:35 PM

Piotr Kłoczowski • DOKĄD MNIE WZNOSISZ, RÓŻO ZŁOTA?

Alina Szapocznikow, Głowa Chrystusa w kaplicy-sali spotkań Centre du Dialogue.

usta Szapocznikow były zawsze... Więc oni mieli bardzo
bliską relację i ona bardzo mu pomogła w technicznych
sprawach. Ona z kolei zrobiła na prośbę Sadzika głowę
Chrystusa – taki odlew, on jest nad ołtarzem w tej kaplicy. To był jej wkład, to był jej dar (Lebenstein miał
honorarium). Ona to ofiarowała, i ofiarowała jeszcze
Sadzikowi prywatnie taką rzeźbę Madonna z Krużlowej
– to jest fotografia twarzy Madonny z Krużlowej z dołączonymi odlewami jej piersi – to było jeszcze przed tymi
operacjami, ona robiła odlewy piersi, takie piękne, zmysłowe łzy – piersi. Połączenie twarzy gotyckiej Madonny z Krużlowej z wymiarem macierzyńskim, ale zarazem
erotycznym piersi. Ta rzeźba była u Sadzika. Opowiedziałem o tym Andzie Rottenberg i Joli Goli, kiedy robiły wystawę Szapocznikow w Zachęcie – to zostało

wtedy pierwszy raz wyciągnięte od pallotynów, bo oni
nawet nie wiedzieli, że to tam jest; teraz to wszystko jest
w dużym katalogu z wystawy Szapocznikow, można
sprawdzić. To świadczy też o bliskości między nimi.
Więc Lebenstein w 1972 roku kończy witraż, jakoś
wczesną jesienią – a Alina Szapocznikow na początku
1972 roku ofiarowała pallotynom do kaplicy rzeźbę głowy Chrystusa, jedną ze swoich ostatnich prac.
W grudniu 1973 roku, rok później – bo to przecież
trwa, zrobienie tej ściany, tego witrażu – jest inauguracja tego miejsca, Centre du Dialogue. Spotkania inauguruje Stefan Kisielewski; to jest 1973 rok, czyli
przed KOR-em, przed Radomiem, przed Konstytucją,
Listem 59... Czas, kiedy już opozycja istnieje, ale jeszcze przedkorowska... To wszystko jest blisko Kisiela
85

12A_rozmowa z Piotrem Kloczowskim.ps - 1/28/2012 7:35 PM

Piotr Kłoczowski • DOKĄD MNIE WZNOSISZ, RÓŻO ZŁOTA?

goś takiego, że jest miejsce, sala... Pierwszy robi to
właśnie Sadzik. Giedroyć też nie mógł – Laffitte było
jednak pod ostrzałem, wszyscy się bali tam jechać w latach 60. Tylko nieliczne osoby tam jeździły. Nawet do
lat 70. to było przeżyciem, wszyscy jadąc tam, byli przeświadczeni, że tak czy inaczej to jest śledzone przez
służby.
Wtedy powstaje zwyczaj, że jak Miłosz przyjeżdża
na lato, to zawsze ma spotkanie i czytanie wierszy
u pallotynów. Wtedy się zaczynają te rzeczywiście dosyć niezwykłe spotkania – to jest już 1975, 76, 77 na
pewno, w drugiej połowie lat 70. to już jest w pełni
obecne w Paryżu. Dużo jest tam osób z kraju (bo spotkania są w maju, w czerwcu, latem), które przychodzą
na te spotkania. I potem tak jest aż do śmierci Sadzika, do lata 1980 roku. Ostatnie spotkanie za życia Sadzika jest w czerwcu 1980 roku, przed Noblem. Przyjeżdża Miłosz – ja byłem na tym spotkaniu – i czyta
Osobny zeszyt, a z niego „kartki dotyczące lat niepodległości”, potem wmontowany w tom pt. Hymn o perle. I wtedy ma miejsce zdarzenie, o którym często opowiadam – scena, kiedy Milosz czyta te kartki
o Piłsudskim, i tam jest cytat z Króla–Ducha: „Dokąd
mnie wznosisz, różo złota?” – i jemu wypadła ta kartka
i załkał... Pamiętam, to było niesamowite wrażenie.
Nie umiał nawet tego powstrzymać – a on świetny, dorosły mężczyzna, silny, prawda? I nagle załamuje mu
się głos przy Słowackim – nie wiadomo, o co chodzi,
bo to jest o Piłsudskim, o tragedii Piłsudskiego. I potem jedynie Czapski to jakoś rozładowuje – on się jakoś pozbierał i czytał dalej; nie wracał do tego nigdy,
to zostało jak taki tajemniczy znak dziwnego wzruszenia. Do dzisiaj mam to w oczach – to na wszystkich
zrobiło niezwykłe wrażenie, takie trudne nawet do
werbalizacji. Jakaś struna musiała być poruszona wtedy, bardzo ważna dla niego – a medium był ten cytat
ze Słowackiego, który on wmontował w swój wiersz,
można go odnaleźć dokładnie. To, pamiętam, było takie ostatnie spotkanie za życia Józefa Sadzika. W latach 80. Miłosz jeszcze na rue Surcouff miał spotkania
prowadzone przez ks. Zenona Modzelewskiego, w latach 80. to było jeszcze nadal żywe miejsce.
W tym czasie – a mówię o drugiej połowie lat 70. –
pojawia się sprawa, która zawiązała się rzeczywiście między Sadzikiem a Miłoszem. Może się z czasem dowiemy,
kiedy zostanie zdjęta wola Miłosza – 20 czy 30 lat po jego śmierci – gdy będzie dostępny ten zespół listów do
księdza Sadzika i listów Sadzika do Miłosza. Na razie
znamy te listy tylko poprzez biografię Franaszka, który
odnosi się do tego, ale też nie cytuje – bo jednak przestrzega woli Miłosza. To jest z tego, co wiem, szalenie
osobista korespondencja, związana z tragicznym okresem w życiu Miłosza, ze śmiertelną chorobą jego żony,
z chorobą jego syna – z całą tą trudną i bolesną dla niego sytuacją w jego życiu. Sadzik jest tutaj dla Miłosza
ważnym punktem odniesienia. To była taka relacja

w Warszawie – w tym czasie Kisiel pod pseudonimem
Staliński publikuje u Giedroycia swoje książki o rzeczywistości gomułkowskiej i gierkowskiej, te wszystkie
Akwaria, Widziane z góry itd. Kisiel jest znaczącą, ważną postacią – ma wtedy czytane przez wszystkich felietony w „Tygodniku Powszechnym” i wiadomo, że jest
on obok Kuronia czy Michnika jednym z miejsc krystalizacji opozycyjnej inteligencji w kraju. Zna też Giedroycia sprzed wojny, więc jest kimś, kto jest takim
łącznikiem. Od niego, od publicznego spotkania z Kisielem, symbolicznie zaczyna działalność Centre du
Dialogue. Kisiel ma tam swój odczyt. Wydaje mi się,
że chyba Giedroyć czy Czapski nie przyjeżdżają tak od
razu, ale chwilę potem już tak – Sadzik uzyskuje takie
eksterytorialne miejsce, bo to nie jest żadna Polonia,
żadne stowarzyszenie dziennikarzy emigracyjnych, tylko takie eksterytorialne miejsce związane jakby nie
było z Kościołem polskim. To powoduje, że – tak jak
ambasada jest eksterytorialna – może przyjechać Giedroyc i mogą przyjechać ludzie z kraju, studenci się
o tym dowiadują (ja też tam jestem wtedy pierwszy
raz... w 1975 roku). Można powiedzieć, że przez całe
lata 70. to jest takie miejsce debat i spotkań pod różnymi pretekstami, miejsce budowania jakiejś samoświadomości w kulturze, w myśli politycznej, opozycji
wprost; to znaczy to nie jest miejsce polityczne, ale raczej miejsce spotkań. I tu jest moment – początek
lat 70. – że wtedy zaczynają się już przyjazdy Miłosza
z Kalifornii, najczęściej raz do roku. Miłosz zaczyna
przyjeżdżać wtedy już bardzo świadomie na rue Surcouf... Bo na przykład kiedy do Paryża przyjeżdża prof.
Irena Sławińska, ważna postać teatrologii polskiej,
tlumaczka Claudela, Oskara Miłosza – to zatrzymuje
się u Sadzika i u Szumskiej, i prof. Leokadia Małunowiczówna też tam przyjeżdża. I kiedy Miłosz się tam
zjawia, to widzi się ze swoimi koleżankami z Uniwersytetu Stefana Batorego po latach, i jakby nigdy nic,
przy śniadaniu, rozmawiają. Więc to się robi nagle takie miejsce, gdzie łączy się Wilno z lat 30. z tym nowym Paryżem. Adam Michnik w czasie swojego niesamowitego europejskiego tournée w 1976 roku ma
u Sadzika spotkanie prowadzone przez Józefa Czapskiego! Adam, autor ważnej wtedy książki Kościół, lewica,
dialog, która też przekraczała kredowe koła... i jest też
spotkanie z Wojciechem Karpińskim, który z Marcinem Królem odbudowywał w Warszawie konserwatywną i liberalną myśl polityczną. Można powiedzieć,
że Sadzik trzymał rękę na pulsie.
Centre du Dialogue to jest jedyne takie miejsce...
Bo proszę sobie wyobrazić, że przedtem Miłosz nie miał
miejsca, w którym by się mógł spotkać z polską publicznością i przeczytać swoje wiersze! Bo we Francji w latach 50. przez całą dekadę nie było ani jednego takiego spotkania. Bo to, że Herbert jedzie do niego pod
Paryż, do Montgeron, czy Różewicz czy Białoszewski,
czy Błoński – to są pojedyńcze osoby, ale nie było cze86

12A_rozmowa z Piotrem Kloczowskim.ps - 1/28/2012 7:35 PM

Piotr Kłoczowski • DOKĄD MNIE WZNOSISZ, RÓŻO ZŁOTA?

i chyba częściowo z greki. W każdym razie oni byli bardzo filologicznie przygotowani. To było wszystko według najnowszych ustaleń egzegezy – mieli dostęp do
tych wszystkich źródeł z pierwszej ręki. To jest bardzo
głęboka praca, potrafili godzinami nad tymi wersami
siedzieć i szukać rozwiązań zarówno pojęciowych, jak
i terminologicznych czy językowych. Tam są dwa teksty
Sadzika – O Psalmach i drugi Przesłanie Hioba, który jest
jego ostatnim tekstem, najbardziej przejmującym, bo
szalenie osobistym. To jest o tym, czym jest figura Hioba i czym jest – to go zajmowało bardzo – kwestia tego,
że wiara jest, jak to Sadzik nazywa: „Nie wierzymy
w Boga, tylko wierzymy Bogu”, czyli że Bóg jest osobą,
i wierzymy tak, jak zawierzamy osobie. A drugie, to dobicie się do tej rzeczywistości biblijnej wiary, Przymierza
z Bogiem. To jest taka powtórka z wysiłku Kierkegaarda, który usiłuje dobić się do tego, co to znaczy przymierze Abrahama z Bogiem, pisząc Bojaźń i drżenie. Więc to
jest taka źródłowa praca – co to znaczy to przymierze
Boga z człowiekiem, o co tu chodzi. I widzimy, że w Biblii to są wszystko relacje osobowe – to nie jest wyabstrahowane, jak to mialo często miejsce w spekulatywnej tradycji teologii. A w Biblii to jest wszystko blisko
ciała, blisko tej relacji – na tym Sadzik był zawsze skupiony, to jest taka bardzo mocna jego strona. I tu się
spotykają z Miłoszem gdzieś w połowie drogi. Powstało.

o podłożu duchowym i religijnym. Ksiądz Sadzik, który
zresztą jest młodszy – 1933 rok, to jest w ogóle inne pokolenie. Wydaje mi się, że tu w tle jest ta dramatyczna
dla Miłosza sytuacja – i to, że on znajduje wsparcie
u Sadzika w tej swojej tragicznej sytuacji egzystencjalnej
(którą znamy teraz dzięki wspaniałej biografii Franaszka). I tu się pojawia ks. Sadzik blisko... Wydaje mi się,
że oni się w pół drogi spotkali, tu trudno powiedzieć,
kto kogo zainspirował – ale jest kwestia Biblii tak
ważnej dla nich obu. Biblia w tradycji europejskiej jest
księgą, która przynosi prawdziwą, niesentymentalną
konsolację, pocieszenie, jest wsparciem duchowym
w obliczu klęski, każdej klęski, każdej porażki: osobistej,
politycznej, historycznej. Zawsze była takim wsparciem
dla Żydów, i zawsze Biblia była Arką Przymierza, tym,
co ocala. Więc coś takiego się pojawia w tej relacji z Miłoszem. Sadzik być może jest tym pierwszym, który może mówił to, co samemu Miłoszowi było trudno powiedzieć: że mamy takiego poetę, o takiej władzy nad
słowem – polszczyzna w jego ręku... on może z nią zrobić
wszystko. I mamy Biblię, Sadzik siedzi od lat w Biblii –
wie, że ten trud benedyktynów tynieckich, którzy zrobili tłumaczenie po Soborze, to jest ważne, ale to wszystko nie dosięga problemu języka, wysokiej, nowoczesnej
polszczyzny. To jest wielka sprawa, Biblia. No i czy nie
spróbować tak, że on – Miłosz – podjąłby się tłumaczenia nie całej Biblii, ale jakichś fragmentów. To jest połączenie tego tragicznego momentu w biografii Miłosza,
dotkniętego rzeczywiście jak Hiob różnymi nieszczęściami, z którymi nie bardzo też wiedział, jak sobie poradzić – a w Sadziku miał prawdziwe duchowe wsparcie. I pojawia się ta Biblia. Zaczyna od Ewangelii św.
Marka, jest tłumaczona z greki – czyli Miłosz musi wrócić do greki. Wraca do tej greki bardzo intensywnie; potem Renacie Gorczyńskiej powie: „Jakbym dzisiaj wybierał, tobym zdawał w Wilnie nie na prawo, tylko do
Stefana Srebrnego, na grekę – jakbym studiował jeszcze
raz, to z dzisiejszej perspektywy wiedziałbym już, że podstawą jest greka i hebrajski, i nie studiowałbym żadnego prawa. Ale nie studiował – więc mając 70 lat, zaczął
uczyć się intensywnie greki. Drugi język Biblii, który
poznaje i studiuje, to hebrajski. Miłosz w to bardzo
mocno wchodzi – oczywiście to jest filologiczne wejście
w język, w znaczenia, w naturę języka. Bliskim towarzyszem tej podróży jest ks. Sadzik – dla Miłosza jest istotne, że dla Sadzika i hebrajski, i grecki jest dostępny. I tu
się zaczyna sprawa tłumaczeń Biblii przez Miłosza. Można by powiedzieć, że w osobie Sadzika jest to w pewnym
sensie inspiracja – mecenat Kościoła. To bardzo rzadkie
w końcu XX wieku. Ale oczywiście to powstaje w indywidualnej relacji. I tu się zaczyna sprawa na początku
Ewangelii św. Marka – to z greki, potem Psalmy – to już
hebrajski; zresztą Psalmy są pierwsze. I wtedy Sadzik pisze tekst O Psalmach, taki wstęp – krótki, ale zasadniczy, głęboki. Potem jest tekst Miłosza o tym tłumaczeniu. Jako druga – jest Księga Hioba, też z hebrajskiego

Jan Lebenstein, ilustracja do Księgi Apokalipsy:
Syn Człowieczy, Ap. 1, 12-16

87

12A_rozmowa z Piotrem Kloczowskim.ps - 1/28/2012 7:35 PM

Piotr Kłoczowski • DOKĄD MNIE WZNOSISZ, RÓŻO ZŁOTA?

jest z 1920, a ten jest z 1933, więc to było inne pokolenie. Ale można powiedzieć, że intelektualnie – i jeśli
chodzi o miejsce na mapie takich wybitnych postaci
Kościoła w Polsce – to oni są blisko, po tej samej stronie: Wojtyła i Sadzik. Sadzik jest młodszy, ale to jest ten
sam wymiar, te same możliwości, ta sama nadzieja w takich ludziach – to pokazuje, jak to jest ważne dla Kościoła, tego typu ludzie. Miłosz pokładał bardzo dużo
nadziei w Sadziku, w tej jego wyjątkowej formacji i osobowości. W pośmiertnym tekście Miłosza da się to
uchwycić, jak Miłosz myśli o Kościele w Polsce, to myśli o Sadziku – że jego śmierć zamykała pewne możliwości. To są takie tragiczne sytuacje, odejście Wojtyły na
uniwersalną służbę papiestwa (ale jednak odejście
z kraju! Pamiętam, że wielu mądrych ludzi w Polsce już
wtedy miało złe przeczucia w sensie dalszych losów Kościoła w Polsce...) i śmierć Sadzika – bo właśnie zawsze
pojedyńcze osoby są ważne, ich strata zmienia rachunek
sił po prostu. Miłosz miał tego ostrą świadomość, miejsca takich ludzi w większym procesie, sytuacji religii,
Kościoła, w Polsce, w Europie, w Secular Age – jak to
ujmuje dzisiaj Charles Taylor.
Ale wracając do tłumaczeń Biblii. Co charakterystyczne – jak już mówiłem – że to się już kończy powoli z biegiem lat 80. Ale zarazem Ziemia Ulro wychodzi
w 1977 roku, trzy lata po poemacie Gdzie wschodzi
słońce i kędy zapada, z którym jest ściśle związana (Ziemię Ulro można czytać również jako taki eliotowski komentarz do Gdzie wschodzi słońce...) – Sadzik i Miłosz
są już w pełni w tej robocie biblijnej. I wtedy Miłosz
prosi Sadzika, żeby napisał wstęp do tej trudnej, hermetycznej książki. I Sadzik po miesiącach wahań pisze
wstęp do Ziemi Ulro, którą wydaje Giedroyc. To jest
trzeci tekst Sadzika wart naszej szczególnej uwagi –
bardzo po linii heideggerowskiej. Bardzo ceniony jest
ten wstęp przez Jeleńskiego – on uważał, że to jest bardzo wybitny i odkrywczy tekst; Miłosz zresztą też go
bardzo cenił. To oczywiście nie definiowało ostatecznie
sprawy Ziemi Ulro, ale było ważnym, znaczącym głosem. Miłoszowi zależało na tym, żeby właśnie Sadzik
napisał ten wstęp. Czyli mamy trzy teksty Sadzika:
Przesłanie Hioba, O Psalmach i Inne niebo, inna ziemia.
Przedmowa Sadzika Inne niebo, inna ziemia zaczyna
się cytatem z Hölderlina: „Was bleibt aber, stiften die
Dichter” [Lecz to, co zostaje, ustanawiają poeci, Johann
Christian Friedrich Hölderlin, Wspomnienie, tłumaczył Mieczysław Jastrun – przyp. red.].
Można zatem powiedzieć, że pierwszy jest Lebenstein z witrażem, z Apokalipsą, potem jest Miłosz,
a potem jeszcze współpraca Sadzika, Miłosza i Lebensteina, to znaczy pomysł, żeby wydać to tłumaczenie Apokalipsy Miłosza z ilustracjami Lebensteina,
a potem Księgę Hioba, to jest wszystko – w sensie projektow – jeszcze za życia księdza Sadzika. Te wspaniałe bibliofilskie tomy były drukowane w drukarni
pallotynów w Osny niedaleko Paryża. Hiob chyba

Jan Lebenstein, ilustracja do Księgi Apokalipsy: I znak
wielki pojawił się na niebie, Ap. 12, 1.

To znaczy, że Sadzik był tak blisko tej pracy Miłosza. Po
Hiobie były te małe księgi – Księgi pięciu megilot: z Rut,
Pieśnią nad Pieśniami i Koheletem... i Apokalipsa św.
Jana! Ale to jest charakterystyczne, że Milosz skończył
to, co było zaczęte jeszcze za życia Sadzika, i po śmierci
Sadzika już nie kontynuował – to jest uderzające. Oczywiście to jeszcze potem wychodziło, to było rozgrzebane, ten cały warsztat – ale można powiedzieć, że śmierć
Sadzika kończy – oczywiście później także wiek samego
Miłosza wchodzi w rachubę. Praca nad Biblią zaczęła
się przed Noblem, jeszcze przed tym wszystkim! Potem
dopiero pojawia się Nobel i Miłosz wskakuje w inną orbitę. Zaczyna się odkrycie przez Amerykę poezji Miłosza
i wszystko wkracza w inny wymiar.
Z.B.: To jest taka zmyłka historyczna – bo bardzo
często można było mieć wrażenie i wygląda to tak, jakby te wydania Miłosza tłumaczeń biblijnych już po
sierpniu i po Nagrodzie Nobla powstawały, a one po
prostu zaczęły wtedy docierać szerzej – tak zresztą jak
cała jego twórczość – do polskiego czytelnika...
P. K.: Tak, w Polsce tłumaczenia Biblii Miłosza były drukowane później, mamy tu przesunięcie w czasie.
Ale ta praca nad Biblią to tak naprawdę druga połowa
lat 70. W 1978 jest wybór Wojtyły. Oni się znali blisko,
Sadzik z Wojtyłą. Wojtyła jest też starszy – bo Wojtyła
88

12A_rozmowa z Piotrem Kloczowskim.ps - 1/28/2012 7:35 PM

Piotr Kłoczowski • DOKĄD MNIE WZNOSISZ, RÓŻO ZŁOTA?

Boga w nieodwracalne nieszczęście Hioba. Lebenstein tak brutalnie to określał. On szukał, szukał, na
różne sposoby szukał – miał duży problem z Hiobem,
jak to w ogóle złapać, jak to uchwycić. Bo o ile z Apokalipsą było łatwiej, bo miał to bestiarium – jemu się
to prywatne nakładało na to biblijne, apokaliptyczne... A z Hiobem była zupełnie inna sytuacja. Na
moje wyczucie, gdybym tu hierarchizował, to najwybitniej to wyszło, najmocniej – to jest w tym witrażu
numer jeden. I jest bardzo dobrze, w niektórych
świetnie uchwycone – przez inwencję znaku – w tych
rysunkach, gwaszach do Apokalipsy. Jak znamy skalę
trudności – to mamy też inną miarę. Ale w jakimś
związku z Kanionem (on w paru miejscach się pojawia). Drugi pomysł był taki: Lebenstein często był
w szpitalach różnych, bo w kółko miał te odwyki, zapaści, on to znał na pamięć, całą tę sytuację szpitala,
zamknięcia, rozpadu, rozpaczy. I wprowadził ten
zapis, elektrokardiogram, w rysunki – znaczy, że cierpienie można przetransponować na kreskę. Elektrokardiogram cierpienia. On wprowadził to w rysunkach – rysował jedną gęstą kreseczkę obok
drugiej, każdą ręcznie, nie mechanicznie duplikował.
Więc jeden znak ze szpitala wzięty, a drugi z Wielkiego Kanionu. Ale sam mi mówił, że to jest za duży temat, i że on wysiadł trochę; jak przy Apokalipsie udało mu się, trafił, tak tutaj przy Hiobie miał poczucie,
że to może nie do końca mu wyszło. Ale to trzeba
mierzyć taką miarą, jak słyszymy Bacona, że seria
z Innocentym X z lat 50. mu się nie udała – ale to tylko Bacon może powiedzieć, prawda? Nikt z nas... Ale
była taka perspektywa, że Lebenstein miał poczucie, że
o coś tu chodzi większego niż tylko dzieło sztuki czy obraz – że to jest znalezienie jakiegoś znaku; i raz nam to
wychodzi, a raz nam nie wychodzi. Z tym Hiobem miał
właśnie uczucie, że to jest nie do końca trafione.

później wyszedł, już po śmierci Sadzika. Apokalipsa to
jest już drugie spotkanie Lebensteina z tą wizjonerską księgą. Wpływ Sadzika był tu nadal zasadniczy.
Pamiętam, jak Lebenstein mówił, że Apokalipsa to
jest „wielka księga nadziei”, że Apokalipsa jest „wielką nadzieją” zapisaną na wygnaniu na wyspie Patmos
w tym tajemniczym kodzie przez św. Jana. Jeszcze raz
wraca to całe bestiarium Apokalipsy, dla którego Lebenstein jest rzeczywiście idealnym medium – on to
łapie, łapie język tego bestiarium, intuicyjnie, nieomylnie, wie, o co tu chodzi. Z Hiobem natomiast
miał duży kłopot. Bardzo długo nie miał pomysłu,
idei czy inwencji, jak to uchwycić. I dopiero rewelacją dla niego był jeden z jego pobytów w Ameryce
i Wielki Kanion. Wielki Kanion stał się dla Lebensteina takim skrótem wymiaru pustyni – czegoś, co
jest bez dna, znakiem nicości, geologicznej otchłani.
On głęboko przeżył Wielki Kanion, wręcz jako znak
biblijny. To mu pozwoliło uchwycić coś z Hioba.
Scenerią Hioba w rysunkach Lebensteina jest Wielki Kanion (oczywiście przetworzony), to dla niego
było znakiem pustyni, czyli takiego zupełnego ogołocenia. To jest jedno z doświadczeń Hioba – kiedy
człowiek jest postawiony wobec zupełnego ogołocenia, i tu się pojawia to, co było zawsze u Sadzika, że
nie „wierzę w Boga”, tylko „wierzę Bogu”. To jest
księga dlatego tak ważna dla Żydów, dla wszystkich
dotkniętych przez nieodwołalne nieszczęście – że
zawierzamy Bogu nawet wtedy, gdy w tajemniczy
sposób jesteśmy ogołoceni ze wszystkiego. Na zdrowy
ludzki rozum mogłoby się wydawać, że to jakaś
okrutna samowola Boga, że przecież zdroworozsądkowo jest nam dostępny związek ładu czy nieładu naszego życia wobec przymierza z Bogiem – a Hiob doświadcza, że nie znamy i nie jest nam dostępny ten
ostateczny rachunek. I Hiob jest znakiem tej sytuacji. Przyznam, że Lebenstein był tu wyjątkowy, miał
ten biblijny słuch – nie wszyscy ludzie to mają. Można być bardzo dobrym rzymskim katolikiem, a nie
mieć słuchu na ten wymiar biblijny; a on miał, to
znaczy rozumiał to wszystko bardzo biblijnie. Wielki
Kanion – pamiętam, że to go olśniło, że to jest to: jeśli ma znaleźć jakiś znak dla takiego ogołocenia, to
jest to Wielki Kanion. I Wielki Kanion uratował go
w pewnym sensie... Według mnie to jest też tak, że to
było bardzo trudne, wręcz dzisiaj niemożliwe. Lebenstein fantastycznie widział pewne obrazy; jest taki obraz Georges’a de la Toura, obraz Hioba z elegancką
żoną, bardzo piękną, z kolczykiem. I pamiętam, jak
Lebenstein mówi: „Ale kurwa...” – on tak brutalnie
to widział. Tu Hiob dotknięty rozpadem wszystkiego,
a żona mu wypomina, mówi, że to na pewno jego wina, w ogóle nie rozumie, o co tu chodzi, jest nadal
elegancka, światowa, dobija Hioba, ze swojej wygodnej, światowej strony, dobija – jak to często w małżeństwie w momentach próby – pchniętego przez

Tłumaczenia biblijne Czesława Miłosza;
Pierwodruki wydane przez Éditions
du Dialogue w Paryżu
1. Psalmy, przedmowa Miłosza datowana:
Berkeley, sierpień 1978, wyd. maj 1979
2. Księga Hioba, słowo wstępne tlumacza:
Berkeley we wrześniu1980, wyd. grudzień
1980
3. Księgi pięciu megilot, przedmowa Miłosza:
Berkeley, maj 1982, wyd. czerwiec 1982
4. Ewangelia według Marka. Apokalipsa. przedmowa Miłosza, New Hampshire, w kwietniu 1984, wyd. czerwiec 1984
5. Księga Mądrości, przedmowa Miłosza:
Berkeley w listopadzie 1986, wyd. czerwiec
1989

89

12A_rozmowa z Piotrem Kloczowskim.ps - 1/28/2012 7:35 PM

KS. JÓZEF SADZIK

Najdotkliwiej upokorzy ludzi,
Pozwoliwszy im działać jak tylko zapragną,
Im zostawiając wnioski i nie mówiąc nic”.

Fragmenty

Wszelako nie chciałbym zostać zaliczony do tych,
którzy – jak mówił Paweł – nie mają nadziei: „ziemia
Ulro”, pustynia, jest częstym tematem Pisma.
Inne niebo, inna ziemia, przedmowa do Ziemi
Ulro Czesława Miłosza, Instytut Literacki, Paryż
1977

III
„A czytaliście Księgę Hioba? Przeczytajcie ją uważnie. Powracajcie do niej stale”.
Kierkegaard

I
Na zawsze zostanie mi w pamięci lipcowa noc 1974
roku, kiedy na Górze Athos, dopuszczony do liturgii
w katolikonie Wielkiej Ławry, o brzasku dnia słuchałem mniszego śpiewu psalmów w języku greckim. Katolikon był jeszcze spowity w mroku, wybiła godzina 3
nad ranem, przez okna zaczynał przebijać świt daleki.
Chłonąłem zapach kadzidła i ten niezrównany śpiew
mnichów, którzy w innym języku, w tysiąclecia po królu-poecie, wołali jak Dawid o ukojenie ludzkiego serca. Zaiste, niepojęty fenomen aktualności!

Z Księgą Hioba nie rozstaję się od wielu lat [...]
Dramat Hioba polega na napięciu, którego – jak
się wydaje – nie można pokonać: z jednej strony przekonanie o własnej prawości, z drugiej pewność, że
tym, który go doświadcza, jest Bóg Sprawiedliwy. Hiob
nie znajduje wytłumaczenia dla tej sytuacji – zgoła
niewytłumaczalnej – stwierdza tylko z niesłychaną siłą
jej istnienie. Ów nurt napięcia stanowi o nieprzemijalności Księgi. Hiob należy do dziedzictwa ludzkości,
podobnie jak Gilgamesz, jak nieznany autor egipskiego poematu „Rozmowa strapionego ze swoją duszą”
(około 2000 lat przed Chrystusem), jak babiloński
twórca „Dialogu człowieka strapionego z przyjacielem
o ludzkiej nędzy” (również około 2000 lat przed Chr.),
jak prawdopodobnie współcześni Hiobowi tragicy
greccy: Ajschylos, Sofokles, Eurypides.

O Psalmach, grudzień 1978, [w:] Księga Psalmów,
tłumaczył z hebrajskiego Czesław Miłosz, Éditions du
Dialogue, Paryż 1979

II
Kołakowski ostrzega: „Chimera Nietzscheańska czy
Sartrowska, tak wśród nas rozpowszechniona, według
której człowiek może się tak całkowicie i ze wszystkiego
wyzwolić – z wszelkiej tradycji i uprzednio istniejącego
sensu – i która głosi, że każdy sens można zadekretować
wedle własnej woli czy kaprysu, chimera ta nie tylko nie
otwiera przed człowiekiem żadnej perspektywy boskiego
samostwarzania, ale zawiesza go w ciemności. [...] Być
absolutnie wolnym od wszelkiego sensu... znaczy zawisnąć w próżni czyli zwyczajnie pęknąć. A sens pochodzi
jedynie od sacrum, ponieważ nie mogą go wyprodukować
żadne empiryczne poszukiwania”. W wywiadzie do „Spiegla” udzielonym przez Heideggera pod warunkiem, że zostanie ogłoszony dopiero po jego śmierci, otrzymaliśmy
jakby testament: „Pozostała nam tylko jedna możliwość:
przygotowanie się w myśleniu i poezji na pojawienie się
Boga lub na Jego brak, na to, że zginiemy w obliczu nieobecnego Boga”. Śmierć w obliczu nieobecnego Boga...
Nie ma w tym żadnej sprzeczności i Heidegger wiedział,
o czym mówi. Nie jest bowiem pewne, czy „nieobecność
Boga” jest wynikiem suwerennego postanowienia człowieka. A jak rozumieć rozterkę Czesława Miłosza?
„Nie myślałem, że żyć będę w tak osobliwej chwili,
Kiedy Bóg skalnych wyżyn i gromów,
Pan Zastepów, Kyrios Sabaoth,

[...]
Tak oto stoi przed nami Hiob – owoc geniuszu.
Tekst nieznanego autora lub autorów.
Tekst, który dotarł do nas częściowo skażony i niezrozumiały. Paradoksalnie, owe niejasności czynią go
tym wznioślejszym. Jak Nike z Samotraki, jak Chrystus
Sędzia z tympanonu w Autun. Szczerby dodają im majestatu. Stoi Hiob z wiecznym przesłaniem o godności
ludzkiego losu.
Przesłanie Hioba, wstęp do tłumaczenia z hebrajskiego przez Czesława Miłosza Księgi Hioba,
Éditions du Dialogue, Paryż, grudzień 1980
Paryż, w czerwcu 1980

90

Item sets
Konteksty 2

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.