Święte Ikony Stalinowskie/ Polska Sztuka Ludowa-Konteksty 2011, t. 65, nr 1

Item

Title
Święte Ikony Stalinowskie/ Polska Sztuka Ludowa-Konteksty 2011, t. 65, nr 1
Description
Polska Sztuka Ludowa-Konteksty 2011, t. 65, nr 1, s. 93-101
Creator
Milewska, Monika
Format
2011
Subject
stalinizm, antropologia wizualna
extracted text
14_Monika Milewska.ps - 8/1/2011 8:33 AM

ok 1987. Dejmkowska prapremiera Portretu
Sławomira Mrożka. Wyciemniona scena. Na
niej Jan Englert – Bartodziej. W uniesieniu
godnym Wielkiej Improwizacji zwraca się do majaczącego w ciemnościach obrazu: „Uśmiechasz się? Jak dobrze znam twój uśmiech. Zwyczajny niby, a jednak zagadkowy. Uśmiech istoty, która nie patrzy na nikogo,
kiedy wszyscy patrzą na nią, a jednak widzi tylko mnie,
choć wcale nie patrząc”. Jego błagalny szept przechodzi w krzyk: „Ja dłużej już tak nie mogę, słyszysz? Nie
mogę! I skończ już wreszcie z tym twoim uśmiechem,
spójrz na mnie, spójrz na mnie!”.1 W tym momencie
scena rozjaśnia się. Oczom widowni ukazuje się gigantyczny portret uśmiechającego się zagadkowo Stalina.
Stalin uśmiechał się tak do kilku pokoleń ludzi na całym świecie. Do starych, spracowanych kołchoźnic z Uzbekistanu, polskich lewicujących studentów, których
największym marzeniem była fotografia Stalina z fajką,2
i dzieci, na które z ojcowskim uśmiechem spoglądał znad
łóżeczek. Uśmiechał się zagadkowo na milionach portretów. Tych „malowanych, rysowanych, odbitych w porcelanie, odlanych w gipsie i brązie, ułożonych ze słomy, ziaren zbożowych, cukru, kamyków i piasku, haftowanych
na płótnie, rzeźbionych w drzewie, węglu i kamieniu, wyklejonych ze strzępków kolorowego papieru, ułożonych
z liter, odciśniętych w materiałach miękkich i rytych
w granicie”.3 Portretów komponowanych starannie
z kwiatów, znaczków pocztowych, drukarskich czcionek.
Zdobiących wałbrzyską porcelanę, chińskie wazy, czeskie
kryształy, japońskie jedwabie i libańskie wyroby w drewna cedrowego. Portretów „tego, co usta słodsze miał od
malin” rzeźbionych w polskim i radzieckim cukrze.4 Portretów bujających nad Kremlem w grudniowe dni – niczym wielka bożonarodzeniowa dekoracja – na podświetlonym reflektorami sterowcu i szybujących nad Moskwą
dzięki eskadrze najszybszych samolotów bojowych. Portretów umieszczonych na maskach czołgów „oswobadzających” Polskę i na zderzakach pierwszego składu kolejki
elektrycznej na trasie Warszawa – Żyrardów, którą w ten
symboliczny sposób otworzył „wielki motorniczy”. Niepoliczonych portretów w prasie, w książkach, na znaczkach
pocztowych, na murach, ścianach klas i urzędów, w gazetkach ściennych szkół, biur i fabryk, w sklepowych witrynach, na czele wieców i pochodów… Ze wszystkich
tych portretów uśmiechał się zagadkowo Stalin.
Tak jak w orwellowskim świecie, wszechobecne portrety i zastygły na nich uśmiech stały się głównym dowodem na istnienie wielkiego Ojca Narodów. Samego Stalina widziało niewielu. „Przypominał tajemniczego
wschodniego boga, nieoglądanego, z rzadka słyszanego”.5 Stalin publicznie pojawiał się rzadko, zwykle na
podwyższeniu, które dodawało mu wielkości i powagi:
na partyjnej mównicy, w loży w Teatrze Bolszoj, a przede
wszystkim na najświętszym z radzieckich postumentów –
trybunie honorowej nad Mauzoleum Lenina. Z ludem
pracującym miast i wsi Ojciec Narodu spotykał się nie-

MONIKA MILEWSKA

R

Święte ikony
stalinowskie

Stanisław Dawski, Bolesław Bierut, [za]: Za żelazną kurtyną,
Fundacja Polskiej Sztuki Nowoczesnej,
Warszawa 2010, s. 113.

chętnie, ale każde takie spotkanie, z traktorzystką Angeliną albo dziewczynką z Tadżykistanu uwieczniane było na dziesiątkach powielanych w nieskończoność paternalistycznych obrazów. Podobnie było w czasie wojny.
Wódz naczelny, generalissimus Stalin pojawił się na
podmoskiewskim w końcu froncie tylko jeden jedyny
raz, by przez chwilę porozmawiać z oficerami. Radzieccy
malarze musieli ten drobny epizod przekształcić w wojenną epopeję, w której Stalin zagrzewa do walki pro93

14_Monika Milewska.ps - 8/1/2011 8:33 AM

Monika Milewska • ŚWIĘTE IKONY STALINOWSKIE

stych żołnierzy. Naród radziecki nie znał dobrze nawet
głosu swego Wodza, choć na każde jego słowo czekał
w napięciu i uwielbieniu. Zamiast monotonnego, obarczonego gruzińskim akcentem głosu Stalina, słyszał
w radiu przyjemny, głęboki głos aktora, Lewitana, odczytującego Stalinowskie przemówienia i rozkazy.
Dlaczego Stalin tak uparcie chował się za swój portret? Czuł widocznie, że brak mu charyzmy – tego, co
Max Weber określa „niepowszednią cechą jakiejś osoby,
z racji której uważana jest ona za obdarzoną nadprzyrodzonymi, nadludzkimi lub przynajmniej rzeczywiście niezwykłymi, nie każdemu dostępnymi siłami czy właściwościami, albo za osobę posłaną przez Boga, za wzorzec
i dlatego za «przywódcę»”. Niski, nieforemny, lekko
ułomny, niepozorny, pozbawiony zdolności oratorskich,
grubiański i złośliwy – taki był w rzeczywistości Stalin.
I taki Stalin nie pociągnąłby za sobą milionów. Na szczęście dla niego (i na nieszczęście dla owych milionów)
Max Weber rozszerzył swoją definicję charyzmy: „Dla
pojęcia tego całkowicie obojętne jest naturalnie to, jak
wyglądałaby «obiektywnie» trafna ocena tej cechy
z etycznego, estetycznego lub innego punktu widzenia,
chodzi wyłącznie o to, jak jest ona faktycznie oceniana
przez osoby podlegające charyzmatycznemu panowaniu,
przez «zwolenników»”.6 Chytry Gruzin nie poddał się
sam ocenie społeczeństwa – na widok publiczny wystawił
swój portret. Bronisław Baczko tak pisze w eseju Stalin,
czyli jak sfabrykować charyzmę: „inaczej niż było w przypadku «modelu» dochodzenia do władzy innych przywódców totalitarnych, jak Hitler i Mussolini, Stalinowi
nie pomogła w jej zdobyciu charyzma osobista. Sytuacja
była dokładnie odwrotna: to właśnie zdobyta i sprawowana przez Stalina władza powoduje, że sama jego osoba zastąpiona zostaje obrazem charyzmatycznego przywódcy”.7
Żywego Stalina zastąpiono jego ikoną. „Cudowną ikoną,
z którą miliony ruszały do boju i na śmierć”.8 Dzięki niej
nieobecny stał się zarazem wszechobecny.

I ważył.
Źle pracowałeś – między brwiami krecha.
Dobrze – pod wąsem Stalin się uśmiecha”.12
Wiarę w transcendentną obecność bóstwa w portrecie krzewił na gruncie polskim Tadeusz Urgacz:
„Kombajn się zżyma, kombajn stalowy
w tępym uporze zęby zacina –
już żujesz, bracie, ziarnko zwątpienia,
wtem nagle
czujesz uśmiech Stalina.
Tokarka nagle służyć ci nie chce
i stal oporna mrozem się ścina –
już żujesz, bracie, ziarnko zwątpienia,
wtem nagle
czujesz uśmiech Stalina.
Wtedy naprawdę, o gawędzący,
możemy wolą naszą ujarzmiać
bieg syberyjskich, siwych rzek”.13
Wymalowany na płótnie „dobry, serdeczny”
uśmiech Stalina pomagał robotnikom w pracy, dodawał
wiary i sił. Pozwalał też rozwiązywać najtrudniejsze problemy. Pewien pamiętnikarz opowiada, jak to podczas
II wojny światowej obserwowany przezeń komisarz próbował napisać zalecenia dla pilotów wojskowych.
„Trudno mu to przychodziło – aż w końcu spojrzał na
portret wodza i od razu wpadł na genialną myśl: dobry
pilot dalekiego zasięgu miał gorąco kochać Stalina”.14
Portret zmieniał człowieka tak jak najprawdziwsza,
szczerozłota ikona, która „oczyszcza i przemienia tego,
kto ją kontempluje”.15 Aby ułatwić tę przemianę – komunizm woła wszak za Ewangelią o „nowego człowieka” – kontakt z ikoną musiał być permanentny. Dlatego ikony Stalina obecne były wszędzie – wieszano je nie
tylko w urzędach, fabrykach, szkołach, ale nawet w na
wskroś świeckiej przestrzeni sklepów spożywczych. Wisiały w odartych z dawnych, cerkiewnych ikon czerwonych kącikach wiejskich chat i nad łóżeczkami w dziecinnych pokojach wzorcowego zakładu opieki nad
matką i dzieckiem w Moskwie. Musiały być wszędzie,
aby bóg mógł się uobecniać i wchodzić w nieustanny
dialog ze swymi wiernymi. I patrzeć. I ważyć.
Podobieństwo komunistycznych przedstawień do
dawnych ikon nie było li tylko powierzchowne. W rosyjskich ikonach wielkość namalowanych postaci kłóci się
najczęściej z logiką i prawami malarskiej perspektywy.
Matka Boża i Chrystus przerastają zazwyczaj świętych,
gdyż „ich wielkość odpowiada transcendentnej skali Bożej”.16 Taka skala obowiązuje też w komunistycznym malarstwie nabożnym. Bierut jest w nim równy wzrostem
potężnemu marszałkowi Rokossowskiemu, a ich wszystkich przerasta bóg najwyższy – Stalin. Portret Stalina jest
też zazwyczaj większy od innych wizerunków umieszczonych w komunistycznym ikonostasie. Ikona w swobodny
sposób traktuje czas i przestrzeń. „Może zupełnie zigno-

Stalin stał się ikoną. A na Świętej Rusi słowo to jest
szczególnie święte. Jak pisze w Święcie ikony Andrzej
Turczyński: „W ikonie człowiek otrzymuje dar bezpośredniego kontaktu z osobowymi archetypami świętości
już przebóstwionej oraz bezpośredniego uczestnictwa
w świętym wydarzeniu”.9 Powszechnie wierzono, że dzięki ikonom „święci, Maryja i sam Chrystus mogą utrzymywać stały kontakt z tym światem”.10 Podobnie działo
się w rzeczywistości komunistycznego sacrum, gdzie każdy – uduchowiony poeta Majakowski11 i prosty robotnik
fabryczny – mógł nieustannie kontaktować się ze swym
bóstwem za pomocą jego niezliczonych ikon. Bo przecież, jak pisał inny poeta, Lebiediew-Kumach:
„W warsztatach, w kopalniach,
w przedszkolach, w Czerwonej Armii
On patrzy.
Spoglądasz na jego portret
A on – jakby znał twą pracę
94

14_Monika Milewska.ps - 8/1/2011 8:33 AM

Monika Milewska • ŚWIĘTE IKONY STALINOWSKIE

rować perspektywę i jeden punkt potraktować jako
punkt kulminacyjny wszystkich wymiarów czasowych
i wszystkich miejsc. Wszystko rozwija się poza przestrzenią-więzieniem, pozycja podmiotów i ich wielkość zależy
od ich własnej wartości i znaczenia”.17 W punkcie kulminacyjnym każdej ze stalinowskich ikon znajduje się, oczywiście, sam Stalin. „Ze wszystkich tych przedstawień –
pisze Robert Kupiecki – «wódz narodów» przemawia do
patrzących nań niezwykłą emocją, z jaką ukazana została jego postać. Sprzyja temu w przypadku malarstwa
technika uchwycenia bohatera w zniekształconej przestrzeni, wydobywającej go w sposób nienaturalny na
pierwszy plan. Operowanie światłem i kolorem wzmac-

nia te zabiegi, rozjaśniając postać Stalina i wzbogacając
go tym samym o emanującą zeń duchowość – szczególnie
widoczną w kontraście z innymi postaciami. Wrażenie to
ulega spotęgowaniu zwłaszcza tam, gdzie umieszczony
centralnie przywódca występuje w aktywnej roli wobec
postaci drugoplanowych. Raz więc prezentuje Leninowi
plany rewolucji, kiedy indziej przedstawia współpracownikom plany przekształcenia przyrody lub też na mapie
sztabowej wskazuje kierunki nowej ofensywy, rozmawia
z kołchoźnikami, czerwonoarmistami i robotnikami fabrycznymi albo w gronie «obrońców pokoju» snuje wizje
świata, który zaistnieje po pokonaniu imperialistów”.18
Ciekawym przykładem jest tu plakat Przyjaźń polsko-

Wielki Stalin. Malarstwo na szkle. Wykonał Józef Hulka (Łękawica, pow. Żywiec). „Polska Sztuka Ludowa”, nr 2/1953

95

14_Monika Milewska.ps - 8/1/2011 8:33 AM

Monika Milewska • ŚWIĘTE IKONY STALINOWSKIE

znaczkach i ilustracjach pojawia się jego pełny profil,
profil niezwyczajny – „na sztandarze rewolucji profil
czwarty”. „Marks, Engels, Lenin, Stalin” – ten poczwórny, spotworniały portret „towarzysza MELS-a” staje się
sam w sobie ikoną komunizmu. Kontynuacja, nierozerwalność, legitymizacja władzy – jej sensy są z pozoru
świeckie. Ale przecież niesie ona ze sobą także ideę reinkarnacji, a nawet wrażenie „boskiej czwórcy” panującej nad komunistycznym światem. Kult, którym jest
otaczana, też ma religijny posmak.
Stalin lubi kulty złożone – jak być bogiem, to tylko
we dwóch. Generał Anders notuje: „Wszędzie były wystawiane olbrzymie portrety przywódców, przede
wszystkim Stalina, «słoneczka» Związku Sowieckiego,
najczęściej obok Lenina. Chodziło o wpajanie w umysły, że Lenin i Stalin to jedno”.23 Dzięki takim zabiegom
czczono i unieszkodliwiano zarazem starego, sowieckiego boga. Z czasem w stalinowskim świecie przedstawień
portrety Lenina pojawiać się będą coraz rzadziej. Jeśli
widzimy Włodzimierza Iljicza, to tylko w towarzystwie
jego „najwierniejszego ucznia”. „Kto ma w domu portret Lenina bez Stalina – pisze o radzieckim Lwowie
Hugo Steinhaus – naraża się na podejrzenie, że jest
trockistą – coś tak, jak chrześcijanin, który by wierzył
w Boga Ojca, a nie wierzył w Syna Bożego. W westybulu uniwersytetu umieszczono ogromną gipsową rzeźbę
siedzącego Lenina, który z uśmiechem wtajemnicza stojącego obok Stalina w arkana mądrości, a naprzeciw
obydwaj znowu rozmawiają stojąc; umieszczenie takiego kadryla z czterech posągów dwóch osób jest bardzo
charakterystyczne dla sowieckiej estetyki”.24
Prawosławne ikony łączą się wszak w rozbudowane
ikonostasy. Ikony Stalina wystawiane były na widok
wiernych w towarzystwie ikon innych świętych marksizmu. Choć nie tylko. W Gruzji jeszcze w latach 90.
mieszkańcy wioski położonej nieopodal Gori zorganizowali zbiórkę na niecodzienny tryptyk. Składał się on
z trzech portretów syna tej ziemi: centralny przedstawiał dojrzałego Wodza, boczne – chmurnego młodzieńca. W tej samej wiosce w jednej z chat cała izba
wypełniona była różnymi podobiznami Stalina. Wedle
Ewy Kuryluk podobnie „wytapetowane” były niektóre
warszawskie mieszkania we wczesnych latach 50.25 Po
śmierci generalissimusa we wszystkich zakątkach imperium wystawiono jego portrety tak, jak wystawia się
ikony w świętej cerkwi – na specjalnych ołtarzykach,
w otoczeniu świec i kwiatów.
Stalinowskie ikony lud czcił w sposób nabożny. Literackim wzorcem był tu lotnik z jednego z radzieckich
opowiadań. „Ranny, wydostawszy się ze swego zestrzelonego samolotu, po morderczej tułaczce dociera do bazy.
Kiedy zemdlony pada w ramiona kolegów, ci wyciągają
z jego kurczowo zaciśniętej dłoni portret Stalina – najcenniejszą rzecz, jaką zabrał z rozbitej maszyny”.26 Od tej
nabożnej czytanki zdecydowanie bardziej przejmująca
jest prawdziwa opowieść z czasów stalinowskich. Oto po

-radziecka rozpowszechniony w wysokim nakładzie tuż
po śmierci „wodza narodów”. Biała, „prześwietlona jasnością” sylwetka generalissimusa kontrastuje z odzianym w ciemny garnitur Bierutem. Stalin jest wyraźnie
wyższy. Wzrok ma natchniony, wzniesiony w niebo. Bierut lekko przygarbiony, z zatroskaną twarzą. Stoją tak
obok siebie – wódz i urzędnik, pan i jego cień. „Symbolika kontrastu: [...] szlachetna, niewinna i sprawiedliwa
biel szat boskiej istoty oraz ciemny garnitur Bieruta podkreślający zwyczajność i przyziemność polskiego przywódcy, który wszak był jedynie nikłym i niedoskonałym
odbiciem sowieckiego pierwowzoru”.19 Ale i na tego wodza o wyglądzie urzędnika bankowego spływa światło
stalinowskiej charyzmy. Spływa jakby z zaświatów, bo
„boska istota” w białym mundurze generalissimusa odeszła już przecież do wieczności.
Świętość postaci jest w ikonie nieomal namacalna,
gdyż „przedstawiony na ikonie wewnętrzny ład człowieka znajduje naturalne odbicie w jego postawie”.20 Taki
wewnętrzny ład bije z portretów wodza. Bije tak mocno,
że uderza nawet małe dzieci. „Na pewno wszyscy znacie
– czytamy w jednej z pogadanek dla przedszkolaków –
mądrą, pogodną twarz i uśmiechnięte oczy Józefa Stalina. [...] Józef Stalin wypełnił ślubowanie złożone przy
trumnie Lenina [...] wykonał pracę olbrzyma, zdobył
miłość wielu, wielu set milionów ludzi. Dlatego Józef
Stalin ma pogodne oczy i jasną, uśmiechniętą twarz”.21
Emanuje z niej jasność – światło, które jest istotą każdej ikony. Jej złote tło zwane jest w języku malarskim
„światłem”, tworzenie zaś na tym tle postaci (za pomocą coraz jaśniejszych farb) – „stopniowym rozjaśnianiem”. W przypadku Stalina efekt jasności potęguje noszony chętnie od końca wojny (a jeszcze chętniej
malowany) śnieżnobiały mundur generalissimusa.
„Słońce narodów” świeci więc blaskiem zaczerpniętym
wprost z prawosławnej teologii, w której Chrystus –
Światłość Świata i Prawdziwe Słońce – objawia się wiernym poprzez złotem pisane misterium światła.
Układ ciała, jaki święci przybierają na prawosławnych ikonach, ma charakter sakramentalny, hieratyczny. Taki układ widzimy choćby na plakacie Kadry decydują o wszystkim, na którym Stalin w nienaturalnej,
hieratycznej pozie niczym Chrystus Pantokrator błogosławi wzniesioną prawicą składającym mu w tle hołd
wyznawcom. Prawosławni święci zwróceni są zwykle do
widza twarzą lub w trzech czwartych twarzy. „Święty
jest obecny tutaj, wobec ludzi, a nie gdzieś w odległej
przestrzeni; kierując doń modlitwę wierni muszą stanąć
z nim twarzą w twarz. Z tego bez wątpienia względu nigdzie nie spotyka się świętego przedstawionego profilem
[...]. Profil jakby przerywa bezpośredni kontakt”.22 Tu
były seminarzysta z Tyflisu nie zawsze potrafi sprostać
ortodoksji. Na milionach portretów rzeczywiście „patrzy i waży”. Na innych jednak wzrok ma odwrócony od
widza. Spogląda ku niebu, w przyszłość – ku pierwszym
zorzom Światowej Rewolucji. Od lat 30. na plakatach,
96

14_Monika Milewska.ps - 8/1/2011 8:33 AM

Monika Milewska • ŚWIĘTE IKONY STALINOWSKIE

latach z sowieckiego łagru wraca do wioski ojciec.
W odmrożonych rękach trzyma cenne zawiniątko – prezent dla niewidzianych przez lata dzieci. Tym prezentem
jest portret Stalina. Portret, za który wielu gotowych było oddać życie. Uczyniła tak na przykład córka pewnego
gdańskiego przodownika pracy, która „tak się przejęła
śmiercią Stalina, że przy dekorowaniu jego portretu dostała ataku serca i zmarła w szpitalu”.27
Ikony wykonywane są w prawosławiu wedle „maksymalnie surowych” kanonów. Portrety Stalina także zostały „skanonizowane”. W Polsce specjalne instrukcje
Wydziału Propagandy KC precyzowały szczegółowo
miejsca ekspozycji oraz sposoby oświetlenia i oprawy stalinowskich ikon. Ustalono też dwa obowiązujące wymiary portretów – 34 na 50 cm oraz 70 na 100. Jak powiadają prawosławni teologowie, zła ikona jest „zniewagą
Boga”. Odrzucane są więc wszelkie malowidła „niezręczne”, nieudane. Podobnie było w stalinizmie. Tu o jakości wizerunku decydował sam bóg. Stalin na przykład
bardzo nie lubił swego podwójnego podbródka. Kiedy
robiono mu zdjęcia, podnosił więc głowę i wyciągał szyję. Gdy się zapomniał – zdjęcia i filmy wędrowały do kosza. Do kategorii „nieudanych ikon” Stalin zaliczał również wszelkie swe karykatury. Czerwony bóg nigdy nie
umiał śmiać się z samego siebie. I innym też nie pozwalał. Już w 1921 roku, gdy „Prawda” postanowiła opublikować zbiór całkiem niewinnych karykatur najbardziej
znanych bolszewików, redakcja zawahała się nad drukiem jednej z nich. Na wszelki wypadek wysłano ją do
samego zainteresowanego. Po dwóch dniach nadeszła
kategoryczna odpowiedź: NIE PUBLIKOWAĆ. Chodziło, oczywiście, o portret wąsatego Gruzina o wydatnym, wschodnim nosie.28 Nerwowo też reagował Kreml
na rysunki tak przecież hołubionego przez komunizm Picassa. Jego pospieszna, kubistyczna kreska podkreślała
chłopskie, z gruba ciosane rysy generalissimusa. Czy nie
jest to aby karykatura? – niepokojono się w Moskwie.
Karykatury Stalina mogły ujrzeć światło dzienne jedynie za żelazną kurtyną. Celowała w nich zwłaszcza
polska prasa emigracyjna.29 Niczym nieskrępowana wyobraźnia rysowników przedstawiała wodza proletariatu
jako „skromnego batiuszkę”, któremu do szczęścia wystarczą trzy drobiazgi: parlament westminsterski, wieża
Eiffla i Statua Wolności, albo żołdaka, który z mozołem
wciąga na nogę „włoski but”. Stalin jawi się tu jako
unoszący się wśród obłoków car albo nadzorca więzienny, za pomocą pęku żelaznych kluczy „jednoczący” podbitą Europę. Jako groźny pająk albo ćma lecąca do amerykańskiej pochodni Wolności. Gdy przegląda się
w lustrze, odbicie jego fajki wieńczy dym atomowego
grzyba. W piekle jest potężnym diabłem, na przyjęciu
u żony ambasadora Bieruta w Londynie mnoży się
w nieskończoność – nie tylko posągi i portrety, ale
i wszyscy goście mają jego rysy. To nie jedyny jego zwielokrotniony obraz. Na jednej z karykatur powstałych po
uwięzieniu lekarzy spiskowców, Stalin-dyktator mówi

do Stalina-lekarza: „Od dzisiaj wy będziecie moim doktorem. Ale uprzedzam: ja umrę, was powieszą! Zrozumiał?”. Poczucie wszechobecności Stalina zakaża więc
nawet wolną myśl satyry. Karykatury pokazują też dosłownie, jak Stalin mebluje polską rzeczywistość, wynosząc z gabinetu Bieruta fotel prezydenta i pozostawiając
mu w zamian stołek premiera. Na innych widzimy klęczącego przed najjaśniejszym obliczem Bieruta i Rokossowskiego, namaszczanego na marszałka Polski. Ten
ostatni akt dokonuje się w sposób niezwykły: buławę
Rokossowskiemu wręcza nie sam Stalin, ale jego portret, portret, który ożywa i wyciąga ze swych ram ramię.
Portret potrafił więc żyć własnym, jakże bogatym,
życiem. Zarazem jednak był formą mocno skanonizowaną – zarówno jako ikona, jak i karykatura, która
również rządzi się własnymi prawami przy deformowaniu realnej postaci. Z niezliczonych portretów Stalina
nie dowiemy się zatem, jak wyglądał najbardziej znany
przywódca świata.
Jak wyglądał Stalin? – A cóż to za pytanie?! Znamy
przecież jego twarz z niezliczonych zdjęć publikowanych
przez dziesięciolecia w prasie całego socjalistycznego
obozu. Tak, materiału ikonograficznego z pewnością
nam nie zabraknie: album fotografii Stalina wydany
z okazji jego siedemdziesiątych urodzin był – przynajmniej na owe czasy – największym i najcięższym wydawnictwem albumowym świata. Zdjęcia te nie powiedzą
nam jednak o Stalinie więcej prawdy niż pochlebione
portrety nadwornych malarzy Kremla. Ich kolekcja mogłaby za to posłużyć do nauczania dawnych technik retuszu i fotomontażu. Na publikowanych zdjęciach Stalina nie ma śladu po ospie, wódz zdaje się wyższy od swego
otoczenia, a bezwładna ręka odzyskuje sprawność. Próżno by było szukać oznak starości lub zmęczenia. „Dla milionów czytelników gazet i widzów kin spoglądający z fotografii, ekranów i stworzony ze słów Stalin pozostać
miał na zawsze człowiekiem o wzroku jasnym, cerze
gładkiej i wzroście godnym męża stanu”.30 Stalin na fotografiach mimo upływu lat pozostawał niezmiennie
Stalinem – człowiekiem ze stali. A inni? Ci zmieniali się
z czasem. Kamieniew na przykład zamienił się w drzewko. Istnieje przedrewolucyjna fotografia Stalina w otoczeniu innych bolszewików. W drugiej połowie lat 30.
fotografia ta była nadal publikowana, ale w miejscu,
w którym stał – rozstrzelany w 1936 roku – Lew Kamieniew, pojawiło się małe drzewko. Inni mieli więcej szczęścia – zamieniali się w samego Stalina. Słynna jest fotografia przedstawiająca powitanie powracającego
z emigracji Lenina. Na Dworcu Fińskim w Piotrogrodzie
dłoń przyszłego Wodza Rewolucji ściska po gospodarsku
Stalin. W rzeczywistości Stalin wcale nie wyszedł na
dworzec, wolał bezpiecznie przeczekać pierwszy atak złości Lenina na niesubordynowanych redaktorów „Prawdy”. Na oryginalnym zdjęciu znajdował się Trocki i to jego twarz Stalin zastąpił swoją. Fotomontażem jest też nie
97

14_Monika Milewska.ps - 8/1/2011 8:33 AM

Monika Milewska • ŚWIĘTE IKONY STALINOWSKIE

stał poprzednio na fotografii, widać tylko mętne wody
kanału. Kanał pochłonął go podobnie jak wielu swoich budowniczych – więźniów zsyłanych do łagrów
przez tegoż samego Jeżowa.
Cenzurze podlegały nie tylko zdjęcia publikowane
w prasie, ale i te przechowywane w prywatnych albumach. O swoich nerwowych zmaganiach z nożyczkami
i historią opowiada felietonista „Prawdy”, G. Ryklin:
„Na początku lat 30. odbyło się spotkanie radzieckich
dziennikarzy ze Stalinem oraz kierownictwem partii
i rządu. Byłem tam również, i ja. Pod koniec spotkania
zrobiono wszystkim wspólne zdjęcie, na którym znalazłem się obok wodza. Mijały lata. Przeprowadzano coraz
to nowe aresztowania. Przechowywanie fotografii
z wrogami ludu stało się zajęciem niebezpiecznym. Wobec czego zacząłem to zdjęcie obcinać. Z początku na
jednego członka KC przypadało dwóch, trzech dziennikarzy. Później represje stały się bardziej powszechne
i obcinałem coraz więcej i więcej. W końcu zostaliśmy
na tym zdjęciu tylko ja i Stalin. Po XX Zjeździe obciąłem Stalina i zostałem sam”.31
Po XX Zjeździe nie tylko Ryklin wycinał zdjęcia wodza. Symptomatyczne są pod tym względem dzieje podobizn ilustrujących jego biogramy w kolejnych edycjach
Wielkiej Radzieckiej Encyklopedii. W pierwszym wydaniu zamieszczono czternaście pełnostronicowych fotografii, w drugim – już po zjeździe – jedną, w trzecim zaś
z 1976 – jedno małe zdjęcie.32 Podobnie było w Polsce.
W dniach śmierci Nieśmiertelnego Wodza cały kraj zapewniał o wiecznej pamięci. „Kochany wodzu Józefie
Wissarionowiczu Stalinie! Chociaż ty odszedłeś, ale ja
będę miał zawsze przy sobie Twoją fotografię” – pisał
dziewięcioletni Staś z Milanówka.33 Fotografii w tych
dniach nie mogło zabraknąć – dosłownie każde pismo,
bez względu na swój profil, zamieszczało na pierwszej
stronie wielkie zdjęcie Stalina w czarnych, żałobnych
ramkach. Gorzej było w następnych latach. Drugą rocznicę śmierci „Trybuna” „odmierzyła na przykład jedynie
niewielkim zdjęciem «wodza narodów» i pięcioma zaledwie linijkami podpisu. Trzecia rocznica przypadająca
po XX zjeździe KPZR nie była już czczona. Miejsce Stalina zajmą wówczas w gazetach fotografie zrehabilitowanych przywódców KPP”.34

mniej słynna fotografia w Gorkim z 1922, na której
w przyjacielskiej pozie siedzą obok siebie skłóceni w istocie Lenin i Stalin. W oryginale, który miał możliwość
obejrzeć Jurij Boriew, na ławeczce w Gorkim zasiada
Stalin oraz Wiaczesław Mołotow, zwany Kamienną Dupą. Na rozkaz Józefa Wissarionowicza Mołotow zamienia się w Lenina, a burzliwe stosunki zmieniają się w dozgonną przyjaźń obu wodzów. To zresztą niejedyne
zdjęcie, na którym po latach u boku Wodza Października pojawia się nagle jego „najwierniejszy uczeń”, kradnąc przy tym twarze i zasługi innych. Fotomontaż to
wszak najprostszy sposób legitymizacji władzy. W przyszłości skorzystają z tej lekcji przywódcy demoludów,
którzy nagminnie fałszować będą fotografie, by dowieść
swej bliskości wobec Ojca Narodów.
W Związku Radzieckim nie wszyscy jednak dostępowali zaszczytu metamorfozy w Lenina lub Stalina.
Większość niewygodnych osób znikała ze zdjęć i negatywów podobnie jak z życia społecznego – bez śladu.
Taki był choćby los szefa NKWD Jeżowa, sfotografowanego w 1937 roku u boku Stalina nad brzegiem nowo otwartego kanału Moskwa – Wołga. Po aresztowaniu Jeżowa, w miejscu, w którym ten groźny karzełek

Będzie to też czas obalania pomników. Ale na razie
pomniki trzymają się mocno. Rzeźbi się je we wszelkich
dostępnych materiałach. Xawery Dunikowski po zwiedzeniu jednej z wystaw ku czci radzieckiego przywódcy
kręcić miał ze zdumienia głową: „Widziałem rzeźby
w glinie, w marmurze, w brązie. Pierwszy raz widzę w wazelinie. W wazelinie pierwszy raz”.35 W wazelinie rzeźbiono we wszystkich demoludach. Z okazji siedemdziesiątych urodzin Stalina jego portret pojawił się na
srebrnych czechosłowackich koronach. W Pradze na
wzgórzu Letna przy Hradczanach postanowiono wznieść
30-metrowej wysokości pomnik, który widoczny miał

Stanisław Dawski, Feliks Dzierżyński, [za]: Za żelazną
kurtyną, Fundacja Polskiej Sztuki Nowoczesnej,
Warszawa 2010, s. 114

98

14_Monika Milewska.ps - 8/1/2011 8:33 AM

Monika Milewska • ŚWIĘTE IKONY STALINOWSKIE

być z każdego punktu miasta.36 W Budapeszcie masowo
sprzedawano jego gipsowe biusty. W Bułgarii alpiniści
wspięli się na szczyty górskie, by umieścić tam jego rzeźby w brązie. Inni dotarli jeszcze wyżej. „Na najwyższym
szczycie Europy wznieśliśmy popiersie największego człowieka wszech czasów” – głosił napis pod olbrzymią statuą Stalina postawioną na wierzchołku mierzącego 5642
metry Elbrusu. 2 lipca 1951 Stalin osobiście podpisał
rozporządzenie Rady Ministrów ZSRR o zbudowaniu siłami więźniów monumentalnej rzeźby swej postaci na
kanale Wołga – Don. Na ten cel kazał przeznaczyć 33
tony miedzi. Stalin chciał być wszędzie, by gospodarskim
okiem nadzorować budowę komunizmu w całym radzieckim imperium. Jego pomników zabrakło tylko
w jednym jedynym miejscu: w stalinowskiej Polsce.
Po jego śmierci pomnik powstać miał w Stalinogrodzie, czyli dawnych Katowicach. „Dla tego celu chciano
przebudować nawet rynek, wyburzyć stare gmachy i postawić nowe, które stanowiłyby godne tło dla monumentu. Nic jednak z planów tych nie wyszło – przeszkodził
Październik”.37 W Warszawie miejsce było już gotowe –
na kilkunastometrową statuę Stalina oczekiwało główne
wejście do Pałacu Kultury. W 1954 roku ogłoszono konkurs, do udziału w którym zgłosili się: Xawery Dunikowski, Franciszek Strynkiewicz, Marian Wnuk, Alfred Jesion i Alfons Karny. Ten ostatni nie dostarczył wcale
projektu, a na czas pokazu przepadł. Alfred Jesion wykonał za to 200 proc. normy: przygotował dwóch Stalinów,
jednego patrzącego w dal, drugiego pozdrawiającego tłumy. Głównym faworytem pozostawał jednak cieszący się
sławą największego polskiego rzeźbiarza Xawery Dunikowski. Za wykonanie projektu pobrał ponoć bajońską
zaliczkę. Pokaz dla członków Biura Politycznego odbył się
w Muzeum Narodowym. Ich oczom ukazało się kubistyczne dzieło Dunikowskiego: potężny, z gruba ciosany
satrapa o impertynenckim wejrzeniu – „głowa zwyrodniałego kretyna konkurowała z twarzą obleśnego pijaka”.38 Wielkie, zbudowane z granitowych bloków nogi,
wielkie buciory depczące ziemię. „Postać z pełną piersią
powietrza wydęła lekko policzki, obojętna i groźna –
i pluła, pluła na cały świat”.39 Cyrankiewicz zachichotał,
inni udawali, że nie zauważyli dzieła. Jednym słowem –
skandal. Minister kultury, Włodzimierz Sokorski kazał
zniszczyć obrazoburczy projekt. Uratował go zaprawiony
w ratowaniu dzieł sztuki dyrektor Muzeum Narodowego
Stanisław Lorentz. „Po październiku 1956 r. Dunikowski
mógł już spokojnie opowiadać, jak to umiejętnie wydobył
akurat te cechy Stalina, o których Nikita Chruszczow
wspominał w słynnym referacie o błędach kultu jednostki”.40 Jakub Berman zaś równie spokojnie mógł chwalić
się po latach, że to jego zasługą było „uśpienie” idei wystawienia pomnika.41 Pałac imienia Stalina musiał więc
obyć się bez posągu swego fundatora. Ale czyż sam
w końcu nie był największym z jego pomników?
Mniejsze formy zdecydowanie nie miały w Polsce
szczęścia. Alina Szapocznikow, tworząc swego Stalina, li-

Wycinanka kurpiowska. Wycinał Piotr Puławski (Kadzidło,
pow. Ostrołęka). „Polska Sztuka Ludowa”, nr 2/1953

czyła na pierwszą nagrodę na IV Ogólnopolskiej Wystawie Plastyki w Zachęcie w 1954 roku. Przeliczyła się jednak. Dlaczego? „Generalissimus przedstawiony jest w pozycji siedzącej na podobieństwo Myśliciela. Jego postać
jest klasycznie męska: zwalista, monumentalna, niewzruszona w swej sile. Zamyślenie Stalina, choć rozumne, robiło na ówczesnych krytykach wrażenie niebezpiecznego
wahania, stąd rzeźba odstawiona została do lamusa”.42
Dziś, jako „Stalin frasobliwy” stanowi perłę socrealistycznej kolekcji w Kozłówce. Szczęścia nie mieliśmy nawet
do porcelanowych biustów generalissimusa. W ramach
RWPG istniały wąskie specjalizacje: Stalina i Lenina
produkowały wytwórnie porcelany w NRD, polska fabryka w Wałbrzychu wypuszczała na rynek mniej chodliwe
popiersia Marksa i Engelsa. Czyżby nie miano do nas pełnego zaufania? A porcelana przecież taka krucha...
99

14_Monika Milewska.ps - 8/1/2011 8:33 AM

Monika Milewska • ŚWIĘTE IKONY STALINOWSKIE

Z ikonami Stalina trzeba się było obchodzić niezwykle
ostrożnie. W stalinowskim prawodawstwie funkcjonowało bowiem żywcem wyjęte z teologii pojęcie profanacji,
dotyczące każdego, kto podniósłby rękę na święte oblicze
Wodza. Za „zbrodniczą profanację” w oficjalnym meldunku oficera śledczego uznany został czyn niejakiego Leszka
Kammera, internowanego w Legionowie folksdojcza, któremu dowiedziono urwanie głowy Stalina. Sam oskarżony
zeznawał: „Zerwałem głowę z portretu Stalina, przedstawiającego ww. w mundurze Armii Czerwonej, schowałem
ją do kieszeni, a następnie spuściłem do klozetu”.43 Za ten
„haniebny czyn” Kammer został wykluczony ze społeczności jeńców, a następnie, wyrokiem Wojskowego Sądu
Rejonowego w Warszawie z dnia 14 lipca 1949 roku skazany na dziesięć lat więzienia. Podobne wyroki nie powstrzymały jednak w Polsce fali podziemnego (lub raczej
wychodkowego) ikonoklazmu.
„Jak komunizm upodabniał się do religii – zauważa
Marcin Kula – tak niektóre działania przeciw niemu nie
tylko inspirowały się religią i znajdowały w niej oparcie,
ale nieraz przybierały klasyczne formy obrazoburcze.
Oczka wydłubywano w portretach Stalina lub Bieruta,
jak czasami wydłubywano je w dziejach postaciom przedstawionym na obrazach religijnych. (...) Bezczeszczono
portrety przez pocięcie nożem, dorysowywanie sznurków
na szyjach Lenina i Stalina, dorysowywanie brody. (...)
Masówki, które po takich wydarzeniach organizowano
w zakładach pracy, miały cechy zgromadzeń zwołanych
w celu rytualnego potępienia profanacji”.44 Profanacje te
czasem były nieumyślne, jak błąd rodem z koszmarnych
snów zecera: zastąpienie literki „T” literką „R” w wyrazie
„STALIN”. Albo niezręczność (a może wroga dywersja?)
z sopockiego kina Bałtyk: na kurtynie umieszczono sylwetkę wodza; gdy ta rozsunęła się, głowa rozdzieliła się na
dwie części, wywołując śmiech na sali. Przypomina się tu
los granego przez Kobielę bohatera filmu Jerzego Skolimowskiego Ręce do góry, którego karierę przekreślił bezmyślnie wykonany monstrualny portret Stalina z podwójną parą oczu. Od dwóch par oczu bardziej
niebezpieczny był jednak ich brak. Jeden z więźniów Archipelagu Gułag znalazł się nań, ponieważ jako krawiec
niebacznie wbił szpilkę w oko na gazetowej fotografii Stalina.45 Do innej mimowolnej zbrodni przyznał się Zygmunt Lebiedziński, pracownik umysłowy Stoczni im. Lenina: „Nieopatrznie powiesiłem na kołku w toalecie
dyrekcji, na drugim piętrze, nieposortowane gazety. Ktoś
użył strony z wizerunkiem Stalina. Cóż się wówczas działo! Przez trzy dni trwało śledztwo...”.46 Podobne dochodzenie dotyczyło innej popełnionej w Gdańsku zbrodni –
oto w dniu obchodów 22 lipca został skradziony, „a później zanieczyszczony kałem i porzucony na ulicy odlew
popiersia tow. Stalina”.47 Śledztwa w sprawie celowej
bądź niezamierzonej obrazy generalissimusa w toaletach
i wychodkach prowadzone były z niezwykłym taktem –
w sprawozdaniach jak ognia unikano wulgaryzmów. „Zapewne funkcjonariuszom UB zestawienie imienia Stalina

Naklejanka łowicka. Wyk. J. Wawrykowicz-Strycharska.
Fot. St. Deptuszewski. „Polska Sztuka Ludowa”, nr 2/1953

z nieprzyzwoitymi określeniami wydawało się swoistą
profanacją i gotowi byli raczej przesłać niedokładny meldunek, niż do niej dopuścić”.48 Nawet samo miejsce,
w którym dokonała się profanacja, autorzy meldunków
taktownie nazywali „miejscem zamkniętym”.
W marcu 1953 roku profanacje stały się w Polsce
zjawiskiem masowym. Sprzyjała temu nieznośnie religijna aura, jaką otoczono po śmierci Nieśmiertelnego Wodza. Franciszek Pieczka wspomina, jak w szkole aktorskiej w Warszawie na korytarzu pojawił się „boży grób”.
„Tak nazwali go studenci, bo przypominał groby dekorowane w kościołach na Wielkanoc. Przy popiersiu wodza ustawiono warty. On dyżurował wspólnie z Czechowiczem. A Leśniak z Gołasem, kiedy tylko nikogo nie
było w pobliżu, rozśmieszali ich. Klękali przy popiersiu
i bijąc się w piersi, powtarzali półgłosem: «Boh, pomyłuj»”.49 Zniknął tyran, zniknął i strach. A tego najbardziej bali się funkcjonariusze. Nastrój tych dni dobrze
oddaje prywatny list wysłany wówczas z Poznania:
„W naszym mieście wszystkie fotografie z jego podobizną
są obramowane czarną krepą. Po mieście chodzą specjalne patrole uzbrojone”.50 „Wiosna 1953 stała w życiu
publicznym pod znakiem rzeczywistej, urzędowej ochrony jego imienia – pisze Robert Kupiecki. – To wówczas
odbywały się przecież liczne postępowania dyscyplinarne
i karne przeciwko tym, którzy mu uchybili”.51 Na straży
portretu Stalina stanęły w Polsce uzbrojone patrole

100

14_Monika Milewska.ps - 8/1/2011 8:33 AM

Monika Milewska • ŚWIĘTE IKONY STALINOWSKIE

i drakońskie prawo. Nie uchroniły go jednak zbyt długo.
XX Zjazd raz na zawsze zachwiał jego wizerunkiem i zapoczątkował czas obalania pomników.
Nie wszystkie jednak ikony zniknęły. Zbyt głęboko
wsiąknęły w rosyjską duszę. A nawet w ciało. Amerykański dziennikarz David Remnick pod koniec pierestrojki
pojechał zwiedzić stalinowskie sanktuarium w Gori. Napotkani tam ludzie bezkrytycznie wychwalali wielkiego
Gruzina, twierdząc, że w obecnym bałaganie państwo
znów potrzebuje kogoś takiego jak on. Pewien robotnik
odchylił koszulę i pokazał dziennikarzowi zdobiący jego
pierś tatuaż. Na swoim ciele nosił on symboliczne, nieusuwalne piętno – uśmiechnięty portret Stalina.

19

20

21
22
23

24
25

26
27
28

Przypisy
29
1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16
17
18

Sławomir Mrożek, Portret, [w:] „Dialog”, nr 9, 1987,
s. 6-7
„Na początku lat pięćdziesiątych – wspomina w Hańbie
domowej Jacek Trznadel – istniał wśród moich znajomych
pewien snobizm. Mieć zwykły portret Stalina to banalne,
należało mieć stylizowaną jego fotografię z fajką”.
Robert Kupiecki, „Natchnienie milionów”. Kult Józefa Stalina w Polsce 1944-1956, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1993, s. 91
Taką wykonaną w cukrze płaskorzeźbę podarowała Stalinowi na jego siedemdziesiąte urodziny polska cukrownia Przeworsk. Pomysł, choć słodki, nie był oryginalny.
Robert Kupiecki jako jeden z pierwszych symptomów
kiełkującego kultu jednostki w ZSRR wskazuje wykonanie w 1926 r. portretu Stalina w utwardzonym cukrze.
David Remnick, Grobowiec Lenina. Ostatnie dni radzieckiego imperium, przeł. Krzysztof Obłucki, Magnum, Warszawa 1997, s. 170
Max Weber, Gospodarka i społeczeństwo. Zarys socjologii
rozumiejącej, przeł. Dorota Lachowska, PWN, Warszawa
2002, s. 181
Bronisław Baczko, Wyobrażenia zbiorowe. Szkice o nadziei
i pamięci zbiorowej, przeł. Małgorzata Kowalska, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1994, ss. 179-180.
Alan Bullock, Hitler i Stalin. Żywoty równoległe, przeł. Jan
Mianowski i Feliks Pastusiak, PIW i Bellona, Warszawa
1994, t. I, s. 376
Andrzej Turczyński, Święto ikony, W drodze, Poznań
2002, s. 66
Nina Tumarkin, Lenin Lives! The Lenin Cult in the Soviet
Russia, Cambridge 1983, s. 5
„Dwóch nas w pokoju: ja i Lenin – na fotografii na białej ścianie” – pisał Majakowski.
Sarah Davies, Popular Opinion in Stalin’s Russia. Terror, Propaganda and Dissent, 1934-1941, Cambridge 1997, s. 152
Bohdan Urbankowski, Czerwona msza, czyli uśmiech Stalina, Alfa, Warszawa 1998, t. II, s. 402
Marcin Kula, Religiopodobny komunizm, „Nomos”, Kraków 2003, s. 67
Paul Evdokimov, Sztuka ikony. Teologia piękna, przeł.
Maria Żurowska, Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 1999, s. 163
Ibidem, s. 187
Ibidem.
R. Kupiecki, op.cit., s. 134

30
31
32
33
34
35
36

37
38

39
40

41

42
43

44
45

46

47

48

49

50

51

101

Dorota Tubielewicz Mattsson, Mężczyzna w nieludzkim
świecie, Blok, nr 2, 2003, s. 95
Leonid Uspienski, Teologia ikony, przeł. Maria Żurowska,
„W drodze”, Poznań 1993, s. 150
R. Kupiecki, op.cit., s. 96
L. Uspienski, op.cit., ss. 150-151
Tadeusz Wolsza, Za żelazną kurtyną. Europa Środkowo-Wschodnia, Związek Sowiecki i Józef Stalin w opiniach polskiej emigracji politycznej w Wielkiej Brytanii 1944/1945-1953, Instytut Historii PAN, Warszawa 2005, s. 112
M. Kula, op.cit., s. 61
Ewa Kuryluk, Magia prawdziwej twarzy, [w:] Twarz, red.
Andrzej Chojecki, Stanisław Rosiek, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2000, s. 58
R. Kupiecki, op.cit., s. 145
50 lat po Stalinie, „Polityka”, nr 10, 8 marca 2003, s. 74
Ben Lewis, Śmiech i młot. Historia komunizmu w dowcipach, przeł. Jarosław Rybski, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2009
Patrz: T. Wolsza, op.cit.
R. Kupiecki, op.cit., s. 64
J. Boriew, op.cit, s. 22
R. Kupiecki, op.cit., s. 231
Ibidem, s. 168
Ibidem, s. 214
Ibidem, s. 134
Ciekawy esej dziejom tego pomnika poświęcił Mariusz
Szczygieł w książce Gottland (wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2006).
R. Kupiecki, op.cit., s. 170
Sokorski dixit, cyt. za: Eugeniusz Cezary Król, Bohaterowie z urzędu. Portret przywódcy w stalinowskiej Polsce. Stalin – Bierut – Rokossowski, [w:] „Blok. Międzynarodowe
pismo poświęcone kulturze stalinowskiej i poststalinowskiej”, nr 2, 2003, s. 31
R. Kupiecki, op.cit., s. 217
Słowo o Stalinie, dodatek do „Rzeczpospolitej”, 1 marca
2003, s. 18
Teresa Torańska, Oni, agencja Omnipress, Warszawa
1989, s. 160
D. Tubielewicz Mattsson, op.cit., s. 95
Lech Majewski, Michał Ogórek, Iza Wojciechowska,
Nasz Stalin, BOSZ, Lesko [b.d.w.], s. 25
M. Kula, op.cit., s. 139-141
Krzysztof Obremski, Księgi kanoniczne i apokryf, [w:] Presja i ekspresja. Zjazd szczeciński i socrealizm, red. Danuta
Dąbrowska i Piotr Michałowski, Uniwersytet Szczeciński, Szczecin 2002, s. 65
Irena Łaszyn, Inżynier marzeń, „Dziennik Bałtycki”,
28 lutego 2003, s. 17
Piotr Osęka, Rytuały stalinizmu. Oficjalne święta i uroczystości rocznicowe w Polsce 1944-1956, wydawnictwo
TRIO, Warszawa 2007, s. 193
Łukasz Kamiński, Zgroza tajnych raportów, [w:] Słowo
o Stalinie, dodatek do „Rzeczpospolitej”, 1 marca 2003,
s. 5
Ryszarda Wojciechowska, Bóg, tata, Franek, „Dziennik
Bałtycki”, Rejsy, 18 stycznia 2008, s. 10
Marcin Zaremba, Łzy prawdziwe i na pokaz, [w:] 50 lat po
Stalinie, „Polityka”, nr 10, 8 marca 2003, s. 72
R. Kupiecki, op.cit., s. 203

Item sets
Konteksty 2

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.