Fragmenty not i recenzji o książce Zbigniewa Taranienki "Gardzienice" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4

Dublin Core

Tytuł

Fragmenty not i recenzji o książce Zbigniewa Taranienki "Gardzienice" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4

Opis

Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.435-438

Twórca

Goźliński, Paweł; Ziółkowski, Grzegorz; Kowalczyk, Janusz R; Miklaszewski, Krzysztof; Osiński, Zbigniew

Wydawca

Instytut Sztuki PAN

Data

2001

Relacja

oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3075

Format

application/pdf

Język

pol.

Identyfikator

oai:cyfrowaetnografia.pl:2879

PDF Text

Text

Paweł Goźtiński, Grzegorz Ziółkowski, Janusz R. Kowalczyk, Krzysztof Miklaszewski, Zbigniew Osiński • O „GARDZIENICACH" TARANIENKI

Paweł Goźliński
Pomylone Theatmm Mundi, „Teatr" 1/1999

PAWEŁ GOŹLIŃSKI,
GRZEGORZ
ZIÓŁKOWSKI,
J A N U S Z R. K O W A L C Z Y K ,
KRZYSZTOF
MIKLASZEWSKI,
ZBIGNIEW OSIŃSKI

Zbigniew Taranienko napisał swoją książkę z pozycji
wyznawcy, a nie badacza czy krytyka. T o nie jest za¬
rzut, ale stwierdzenie faktu oczywistego dla każdego
czytelnika tej pracy. Zadanie, jakie sobie postawił autot, to przede wszystkim egzegeza wypowiedzi Włodzi­
mierza Staniewskiego i jego współpracowników, które
są elementem książki obecnym nie zawsze na równych
prawach, jak wypowiedzi innych autorów. Te ostatnie
zwykle mają albo przygotować puentę, która zawsze
należy do Włodzimierza Staniewskiego, albo demon­
strować błędy, jakie w ocenie działalności „Gardzienic"
popełnili kolejni krytycy.

Fragmenty not
i recenzji o książce
Zbigniewa Taranienki
„Gardzienice

Za przykład niech posłuży Zbigniew Osiński, które­
mu Taranienko zarzuca przedwczesne oddzielenie
działalności „Gardzienic" od teatru, od robienia przed­
stawień. (...)

zwyciężaniu wszelkich dualizmów, znoszeniu sprzeczno­
ści, poszukiwaniu harmonii. Wszystko to w jakimś ab­
solutnym wymiarze. T o samo dzieje się w jego interpre­
tacji „gardzienickiego człowieka". Ów człowiek, „po­
czątkowo uwikłany w zbiorowość, później coraz bardziej
zindywidualizowany, stale poszukuje wartości - naj­
pierw w nieskończonym wymiarze, później w drugim
człowieku i w ludzkiej zbiorowości, wreszcie w emocji,
w idei, w sobie samym...". Pisze jeszcze: „Człowiek jest
wiecznie otwartym projektem". Mamy tu charaktery­
styczne u Taranienki mnożenie ujęć, tworzenie pozoru
całości przez dodawanie języków, zamiast poszukiwania
nawet jeśli cząstkowego, to własnego ujęcia.

Gtzech badacza w oczach Zbigniewa Taranienki co można wyczytać z dalszego biegu jego myśli - pole­
ga na tym, że jego ujęcie jest zbyt wąskie, wręcz punk­
towe, że przemawia jednym językiem, dąży do uściśleń
i jest krytyczne.
Albo Leszek Kolankiewicz i ukute przez niego do gardzienickich przedstawień pojęcie „etnooratorium". Tara­
nienko krytykuje je, bo jego zdaniem „Gardzienice" nie
prowadzą działalności etnograficznej, a ich gęste, przy­
prawiające swoją dynamiką o zawrót głowy widowiska
nie mają nic wspólnego z oratoriami, w których „dzianie
się" zredukowane zostało właściwie do minimum. (...)
Jest w Taranience jakaś chęć uwspólnienia języka
pisania o Gardzienicach. Zlepienia z fascynujących,
dwudziestoletnich poszukiwań Włodzimierza Staniew­
skiego, wcale nie konsekwentnych, powikłanych jak
każda poważna artystyczna biografia, pozoru drogi.
Można wręcz powiedzieć, że Taranienko uprawia swo­
iste mitopisanie - zapisuje i tłumaczy opowieści Sta-niewskiego. Taranienko próbuje uściślić to, co w sło­
wach Staniewskiego bliższe jest jakiejś uczonej poezji
niż wykładowi teatralnej doktryny.
Mit „Gardzienic" w wersji Taranienki podporządko­
wany jest wizji theatmm mundi. Z tym że jest to theatmm
mundi pomylone. Nie chodzi bowiem Taranience o świat
jako teatr w pierwotnym, ze starożytnej retoryki zaczerp­
niętym sensie. T o nie jest świat, w którym każdy gra na­
rzuconą mu rolę, a Bóg jest reżyserem. „Gardzienice"
uciekają przed taką wizją. T o gardzienickie theatmm
mundi chce mieć jakieś pitagorejskie zaczepienie w muzy­
ce sfer, kosmicznym porządku natury. Jego odbiciem,
chciałoby się po Artaudowsku powiedzieć, sobowtórem
jest widowiskowy świat rodzący się w podlubelskiej wsi.

Panhumanizm, panteatralizm, pankulturalizm.
Wszystkoizm, który w pewnym momencie przestaje co­
kolwiek nazywać. Być może przesadził Rafał Węgrzy­
niak zarzucając Taranience w swoim tekście Gardzienich paradygmat prostoty („Dialog" nr 7, 1998) ideologizowanie, podporządkowanie działalności „Gardzie­
nic" jakiejś „głębinowej" ekologii. Taranienko usiłuje
raczej wyprowadzić refleksję o „Gardzienicach" z ob­
szaru, w którym można by je podporządkować jakiemuś
istniejącemu już językowi, nieważne — nauki czy ide­
ologii. Niestety, sprowadza ją do autystycznego kosmo­
su. Tworzy język zamknięty, który się narzuca, bo nie
da się w n i m rozmawiać. T o największy grzech tej
książki, a zarazem wobec działalności Włodzimierza
Staniewskiego, który przecież nie po to wyjechał na
podlubelską wieś, żeby się odcinać od świata. (...)

Taranienko oczywiście bogato motywuje zastosowa­
nie tego wątku, uzasadnia go z wielu stron. Pisze o prze-

435

Grzegorz Ziółkowski
Poza czasem, „Didaskalia" nr 24 I V 1998
Książka jest kompilacją najważniejszych tekstów
o „Gardzienicach" autorstwa głównie polskich kryty­
ków. Winkrustowane zostały w nią też wypowiedzi

Paweł GotUński,

Gregor* Ziółkowski,

Janusz R. Kowalczyk, Krzysztof Miklaszewski, Zbigniew Osiński

gardzieniczan, całość zaś opatrzona skromnym odau­
torskim komentatzem. Zbigniew Taranienko postawił
sobie za zadanie stworzenie pełnego obrazu „Gardzienic", obrazu „dialogowego i polifonicznego, mieszają­
cego wszelkie głosy, odsłaniającego prawdę przez ży­
wą materię cytatu i punktowaną, krótko podaną syn­
tezę" (ze wstępu). Czy jednak do końca, wywiązał się
z narzuconych sobie powinności? Czy stwoizony prze­
zeń obraz jest rzeczywiście pełny? Ośmielam się twier­
dzić, że nie. Uwagi i komentarze artystów - Włodzi­
mierza Staniewskiego oraz Mariusza Gołaja, Tomasza
Rodowicza, Jadwigi Rodowicz - są jedną z podstawo­
wych wartości książki, ale też zaciążyły na jej obiek­
tywności. Tatanienko pattzy na dotychczasową dzia­
łalność teattu przede wszystkim oczami członków
grupy przejmuje terminologię Staniewskiego i jego
perspektywę. Brak natomiast pogłębionej autorskiej
analizy, na przykład muzycznej strony spektakli któ­
ra nigdzie nie została w pełni przedstawiona i zinter¬
pretowana ( )
Taranienko staje się adwokatem „Gatdzienic", przez
co traci obiektywizm. Bardziej ufa temu, co o wcze­
snym okresie działalności teatru (której nie obserwo­
wał bezpośrednio) mówi obecnie Staniewski, niż temu,
co pisali wówczas krytycy. Zatzuca Zbigniewowi Osiń­
skiemu brak przenikliwości („Osiński nie dostrzegł te­
go, co w pracy «Gardzienic» było najbardziej istotne,
być może ze względu na przyjęcie postawy uczestnika,
intensywnie uwikłanego w bieżące czynności wykony¬
wane podczas Wypraw i Zgromadzeń."), sam jednak
nie zdobywa się na krytyczny dystans. (...)
Taranienko zastrzegał, że twotząc obtaz teatru, bę­
dzie mieszał wszelkie głosy. Tymczasem opinii kry­
tycznych wobec ptacy „Gardzienic" jest jak na lekar­
stwo i są to głównie wypowiedzi mało kompetent­
nych recenzentów. A przecież nieprawdą jest, że
„Gardzienicom" oszczędzono słów poważnej krytyki.
A u t o r nie zamieszcza nawet wzmianki o tekście A l l a ina z „The Drama Review", w którym znajduje się
kilka niepochlebnych opinii, na przykład: „Nacisk
[w pracy «Gardzienic» - przyp. aut.] przeniesiony zo­
stał z twotzenia interakcji na prezentowanie, z funk­
cjonowania w otoczeniu wiejskim na istnienie w mie­
ście, Wyprawom zaś brakuje obecnie tzw. «procesu
naturalizowania»". (...)
Podobnie, nie rozumiem dlaczego na niebyt skazał
autot fenomenalny opis Carmina Burana, poczyniony
przez Leszka Kolankiewicza (Ave, mundi rosa, „Dialog"
1992/8). Skoro Taranienko cytuje tak obficie, dlacze­
go pomija teksty najwyższej próby. Wiadomo bowiem,
że większość czytelników zadowoli się książką, nie siląc
się na dodatkowe studia i poszukiwania.
Brak także próby wskazania momentów olśnień czy
źródeł inspiracji, które umożliwiały Staniewskiemu po­
436

• O „GARDZIENICACH" TARANIENKI

pchnięcie pracy na nowe tory. Po lekturze pozostaje
wrażenie, że Staniewski, zakładając teatr dwadzieścia
lat temu, przewidział każde kolejne swoje posunięcie.
N a przykład mowa jest o jego podróżach badawczych
do meksykańskich Tarahumarów czy do Korei w celu
przyjrzenia się szamańskiemu obrzędowi K u t . Nie znaj­
dziemy jednak odpowiedzi na pytanie, jaki bezpośredni
wpływ miało to na poetykę gardzienickich spektakli
czy metody pracy z aktorem. Wymowny jest brak
uwzględnienia prehistorii „Gardzienic", to znaczy war­
tości współpracy Staniewskiego z Grotowskim oraz
znaczenia, jakie dla osób tworzących pierwszy skład ze-1
społu miał udział w parateattalnych stażach Grotow­
skiego. (...)

Janusz R. Kowalczyk
Autentyzm i spontaniczność, \\
„Rzeczpospolita i książki", 21: 1998
(...) Dzieje jednej z najważniejszych grup teatru |
poszukującego powojennej Polski autor zawarł na
ponad 400 stronach. Stworzył prawdziwie imponują-1
ce dzieło, co stwierdzam z pełną odpowiedzialnością
za słowa. (...)
Książka ma niecodzienny układ. Są to bowiem cyta­
ty wybrane z kilkuset artykułów, studiów i recenzji, po­
przedzielane „słowem wiążącym" autora oraz bardzo I
cennymi dopowiedziami Włodzimierza Staniewskiego
i jego aktorów: Mariusza Gołaja, Tomasza Rodowicza,
Jadwigi Rodowicz. Zwłaszcza w przytaczanych frag-i
mentach rozmowy-rzeki Taranienki ze Staniewskim i
0 rozmaitych aspektach pracy „Gardzienic" widać nie­
zwykłą dociekliwość autora i jego rzadką umiejętność
otwierania rozmówcy do zwierzeń.

!

Celnie dobrane teksty i wypowiedzi ułożyły się i
w rozdziały poświęcone Gardzienicom jako miejscu
(podlubelskiej wsi, gdzie teatr i jego artyści znaleźli i
swój dom), wyprawom, zgromadzeniom, treningom
1 warsztatom zespołu. W końcu, oczywiście, spekta­
klom i usytuowaniu Ośrodka Praktyk Teatralnych
„Gardzienice" w theatrum mundi. (...)
Autentyczność jest cechą konstytutywną grupy sku­
pionej u boku Staniewskiego, co praca Zbigniewa Taranienki należycie eksponuje.

1

„Gardzienice", pozostając wciąż odosobnionym i nie
do końca zbadanym zjawiskiem artystycznym, docze¬
kały się albumu, w którym próżno szukać choćby cie­
nia polemicznej wątpliwości, co do słuszności obranej I
przez zespół drogi. Może to wynikać z autorskiego zało­
żenia pracy sumującej dwudziestolecie teatru, lub też
z braku dostępu do tych materiałów, które zachowują
dystans do poczynań grupy Staniewskiego. T o zresztą
jedyny punkt tej interesującej, żywo zredagowanej
i niewątpliwie bardzo porzebnej książki.

1

Paweł Goźliński, Grzegorz Ziółkowski, Janusz R. Kowakzyk,

Krzysztof Miklaszewski, Zbigniew Osiński * O „GARDZIENICACH"

bo każda relacja jest w końcu jakąś kreacją, choćby
przez wybór i układ (montaż) zdarzeń, a także z uwagi
na indywidualne zdolności percepcji w danym okresie
życia i - zwłaszcza - w danym momencie oraz z uwagi
na punkt czy też punkty obserwacji. Wreszcie, nie bez
znaczenia jest talent pisarski i inne uwarunkowania;
wszystko to są zresztą rzeczy dobrze znane i wielokrot­
nie opisywane. Przy t y m każdy autor może napisać tyl­
ko swoją własną wersję „Gardzienic", przez siebie prze­
żytych i doświadczonych. Zakładając nawet najlepszą
wolę w dążeniu do „obiektywnej prawdy" oraz umiejęt­
ność wycofania osobistych ambicji i interesów, nie da
się przecież całkowicie uniezależnić od własnej biogra­
fii, w tym również od osobistej relacji z przywódcą ze­
społu i pozostałymi jego członkami. Tak dzieje się też,
rzecz jasna, w przypadku książki Zbigniewa Taranien­
k i : są to przede wszystkimi jego „Gardzienice".

Krzysztof Miklaszewski
Cztery i pól, „Dziennik Polski" 21 listopada 1997
| To wspomnienie pierwszego zetknięcia się StaniewI skiego z „Gardzienicami", to fragment zapisu jednej
! z wielu rozmów, jakie prowadził z n i m Zbigniew Tara¬
i nienko - filozof i estetyk, krytyk sztuki i entuzjasta te­
atru alternatywnego, wieloletni szef Galerii przy war­
szawskim „Teatrze Studio". Taranienko - Mistrz Kon­
wersacji (autor kilku książek, których podstawą stały
się rozmowy z artystami) - właśnie na inkrustacji taki­
mi „kawałkami" narastającej chronologicznie opowie­
ści o Grupie „Gardzienice" oparł konstrukcję swej nie­
codziennej książki. Ona też, zatytułowana po prostu...
„Gardzienice", stanowi najbardziej wiarygodny zapis
drogi, jaka przebył Staniewski ze swoimi ludźmi.
Taranienko używa bowiem nie tylko wyznań Staniewskiego. One zdają się tylko porządkować materiał,
przywołany przez autora książki, który udaje, że auto­
rem wcale nie jest. Chowa się za opisy krytyków, ana­
lizy naukowców, wyznania członków zespołu, wspo­
mnienia ludzi wiejskich, na oczach których ten Teatr-Nie-Teatr wyrastał, czy też pamięć uważnych obser­
watorów zarówno z kraju, jak i z zagranicy. T y m sposo­
bem Taranienko próbuje nas przekonać, że jest po na­
szej stronie, po stronie czytelnika, by powolutku, n i ­
czym wytrawny dokumentalista, smakujący w zebra¬
nym przez siebie materiale, prezentować nam fakt po
fakcie, zdarzenie po zdarzeniu. Więcej: każda opowieść
dopuszczająca kilka punktów widzenia musi być
fikowana przez nas samych. (...)

TARANIENKI

W takiej sytuacji spróbuję również napisać kilka
uwag o moich „Gardzienicach". Napiszę zwłaszcza
o tym, czego m i zupełnie zabrakło w książce Taranien­
k i , a co było niezwykle ważne w okresie formowania się
zespołu i zostawiło wyraźny ślad do dzisiaj. Brakuje m i
ukazania źródeł i kontekstów działalności zespołu,
a przede wszystkim związanej z tym dramaturgii.

„Didaskalia" nr 24/1998

Niedawno oglądałem w telewizji film dokumentalny
0 polskim teatrze alternatywnym lat sześćdziesiątych
1 siedemdziesiątych. Film pod tytułem Teatr alternatyw­
ny został zrealizowany dla Telewizji Edukacyjnej w ro­
k u 1996, scenariusz i realizacja - Mirosława Sikorska.
Zarejestrowano w n i m ówczesne wypowiedzi, a niekie­
dy również kilkanaście lat późniejsze komentarze tych
samych osób. Przytoczę tutaj jedną z wypowiedzi A l d o ­
ny Jawłowskiej z 1996 roku, w której nawiązuje ona
wyraźnie do poglądów wyrażonych w swojej książce
Więcej niż teatr, opublikowanej w roku 1988 przez Pań­
stwowy Instytut Wydawniczy: „Pewne nurty, pewne
teatry, nazywające siebie «alternatywnymi», w tamtym
okresie uciekały w owe problemy uniwersalne tak da­
lece, że w ogóle zapomniały, gdzie żyją po prostu. T o
była ta wyimaginowana rzeczywistość z Kosmosu, to
były te ogólne rzeczy: t u -«jesteśmy dziećmi Ziemi»,
a tu - bito i pałowano ludzi, i to zupełnie ich nie ob­
chodziło bo o n i byli akurat w gwiazdach."

Na początku muszę więc wyznać, że z wielu powo­
dów o zupełnie podstawowym znaczeniu, po prostu,
nie wierzę w jakieś jedno jedyne, tak zwane obiektyw­
ne świadectwo na temat „Gardzienic" i to niezależnie
od tego, czy będzie ono miało „imprimatur" zespołu,
czy też nie. Świadectw tych będzie po prostu tyle, i l u
znajdzie się ludzi, którzy zechcą i potrafią świadczyć
(bo wcale nie każdy, kto coś przeżył i doświadczył, jest
zdolny stworzyć takie świadectwo), i każde z nich bę­
dzie na swój sposób prawdziwe. Napisałem „stworzyć",

Nie należy udawać, że się nie wie, iż właśnie tego ro­
dzaju zarzuty były w Polsce adresowane w końcu lat
siedemdziesiątych i w latach osiemdziesiątych przede
wszystkim do doświadczeń parateatralnych we wro­
cławskim Laboratorium, lecz również i do „Gardzie­
nic". Tymczasem Zbigniew Taranienko przywołuje
wprawdzie książkę Jawłowskiej, ale jedynie w Kalenda­
rium i bez jakiegokolwiek komentarza, nie mówiąc już
o polemice. W tym kontekście muszę przypomnieć
fakt, że w tamtych latach zespół Staniewskiego był
mocno atakowany, zwłaszcza przez część środowiska

Jest jeszcze fakt bardziej oczywisty i decydujący, że
książka Taranienki, nosząca podtytuł całość tłumaczą­
cy: „Praktyki teatralne Włodzimierza Staniewskiego", nie
powinna przejść bez echa. T o zakodowany w światowej
recepcji fakt, iż w ciągu ostatnich dwudziestu lat wła­
śnie Staniewski wyrósł na trzeciego po Grotowskim
i Kantorze - Wieszcza Polskiej Teatralnej Awangardy,
która zrewolucjonizowała teatr w ogóle.

-

Zbigniew Osiński
Omoich„Gardzienicach",

437

Paweł Goźliński, Grzegorz Ziółkowski, Janusz R. Kowalczyk, Krzysztof Miklaszewski,

Teatru Ósmego Dnia, a orientacja światopoglądowa
Aldony Jawłowskiej sytuowała ją w tym sporze postaw
i idei najwyraźniej po stronie zespołu z Poznania, nie
zaś „Gardzienic". Piszę o t y m dlatego, ponieważ z tele­
wizyjnej wypowiedzi Aldony Jawłowskiej można do­
wiedzieć się, że w zupełnie innej tzeczywistości poli­
tycznej dawne spory bynajmniej nie wygasły, wprost
przeciwnie - nadal dzielą ludzi, nawet jeśli z takich czy
innych powodów są one obecnie utajone lub wydają się
już przebrzmiałe.
Kilkanaście lat temu właśnie Teatr Ósmego Dnia
i „Gardzienice" prowadziły ze sobą podstawowy spór
ideowy w polskim teatrze, reprezentując zupełnie inne
postawy względem życia i sztuki, inne wartości, inny
obraz człowieka. Myślę zresztą, że są to również dwie
postawy komplementarne, wzajemnie się uzupełniają­
ce, zwłaszcza jeśli spogląda się na to po latach. Bardzo
ważne jest zrozumienie, jak twórczo inspirujący był ten
spór, nie tylko zresztą dla tych dwóch zespołów, z któ­
rych każdy „robił swoje", ale może przede wszystkim
dla innych grup, jak i dla ówczesnych widzów. W książ­
ce Zbigniewa Taranienki nie ma jednak na ten temat
ani słowa.
Przyjmując jako pewien fakt społeczny przywołaną
interpretację Aldony Jawłowskiej, w moim przekonaniu
zbyt jednostronną i tendencyjną, pozwolę sobie sformu­
łować pytanie, nad którym - jak sądzę - warto się zasta­
nowić, a które zapewne nie doczeka się żadnej publicz­
nie dostępnej odpowiedzi, ponieważ w Polsce ciągle
jeszcze obowiązują poglądy stadne, zwłaszcza wśród tak
zwanych elit. (Przypomina o sobie Stanisław Btzozowski). Pytanie zaś jest następujące: dlaczego dzisiaj, po la­
tach, właśnie ci oskatżani wówczas o „zapatizenie
w gwiazdy i księżyce" mają m i znacznie więcej, prawdziwiej i głębiej do powiedzenia o swoich czasach niż ci,
któtzy zdolni byli dosttzec przede wszystkim kolejki po
mięso, ubecję i pałowanie niewinnych ludzi? (...)
Powiedzieć, że „Gatdzienice" powołane zostały tyl­
ko po to, by zaspokoić w ludziach dojmujący głód
przeżyć i doświadczeń „ekstatycznych" czy „szczyto­
wych", byłoby z pewnością uproszczeniem, z drugiej

438

Zbigniew Osiński * O „ G A R D Z I E N I C A C H " T A R A N I E N K I

jednak strony - niewątpliwie było to zawsze batdzo
ważne, znakomitymi zaś „instmmentami" do zaspoka­
jania tej pottzeby okazały się Wyprawy i cały ptoces
ich przygotowania, praca nad spektaklem, poranny
rozruch i „bieg wieczorny", codzienny rytm życia ze­
społu. Przy t y m każdy spośród członków zespołu i za­
proszonych gości realizuje tę potrzebę w zgodzie ze
swoimi możliwościami i na swój własny sposób, będąc
jednak stymulowany przez prowadzącego czy prowa¬
dzących. Dla mnie osobiście najważniejsze były zawsze
Wyprawy,
spektakle natomiast przeżywałem jako
widz-obserwator-świadek. W żywym kontekście Wy­
prawy spektakl był pełniejszy i bogatszy niż oglądany
tylko jako teatt, poza t y m kontekstem. Jednak ostat­
nio zauważyłem, że dwa spektakle widziane tego sarnę'
dnia mogą kompensować w pewien sposób btak
Wyprawy, tylko że jest to prawdopodobnie możliwe je­
dynie w Gardzienicach
Nie przeczę, że „Gardzienice" są przede wszystkim
teatrem i pokazywane przez nie spektakle są niezwykle
ważne tak dla samego zespołu, jak i widzów. W moim
doświadczeniu „Gardzienic" nie był to jednak nigdy
tylko i wyłącznie teatr. Dlatego właśnie już pierwszy
mój artykuł zatytułowałem: „Gardzienice"więcej m
teatr („Radar", grudzień 1979), co miało dla mnie swój
głęboki sens. Odnoszę wrażenie, że Zbigniew Taranienko usiłując dowieść, że chodzi tam mimo wszystko
o spektakle oraz że „nie dostrzegłem tego, co w ptacy
«Gatdzienic» - było najbardziej istotne, być może tak­
że ze względu na przyjęcie postawy uczestnika, inten­
sywnie uwikłanego w bieżące czynności wykonywane
podczas Wypraw i Zgromadzeń" (strona 296), po prostu
nie tozumie tego wszystkiego. Nie dostrzega on bo­
wiem tego, co stanowiło jeden z najważniejszych czyn­
ników sptawczych powołania zespołu a także całej je­
go późniejszej działalności Bynajmniej nie tylko o te¬
a tr t am chodziło ten był tylko natzędziem insttumentem choć niezbędnym i niezwykle ważnym Gra toczy­
ła się o wyższą stawkę niż teatr" i przedstawienie te­
atralne" a stawka ta bvła walka o sens i iakość ludzkie
go życia.'

Cytat

Goźliński, Paweł; Ziółkowski, Grzegorz; Kowalczyk, Janusz R; Miklaszewski, Krzysztof; Osiński, Zbigniew, “Fragmenty not i recenzji o książce Zbigniewa Taranienki "Gardzienice" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4,” Cyfrowa Etnografia, Dostęp 1 lipca 2022, https://cyfrowaetnografia.pl/items/show/5915.

Formaty wyjściowe