'Kultura narzekania","globalny średniak", "narodowa nerwica" i inne elementy wizerunku współczesnych Polaków / ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t. 49

Dublin Core

Tytuł

'Kultura narzekania","globalny średniak", "narodowa nerwica" i inne elementy wizerunku współczesnych Polaków / ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t. 49

Temat

antropologia współczesności

Opis

ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t.49, s.89-123

Twórca

Kabzińska, Iwona

Wydawca

Instytut Archeologii i Etnologii PAN

Data

2005

Prawa

licencja PIA

Relacja

oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5200

Format

application/pdf

Język

pol

Identyfikator

oai:cyfrowaetnografia.pl:4825

PDF Text

Text

„Etnografia Polska", t. XLIX: 2005, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

IWONA KABZIŃSKA
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Warszawa

„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK",
„NARODOWA NERWICA" I INNE ELEMENTY
WIZERUNKU WSPÓŁCZESNYCH POLAKÓW
(NA PODSTAWIE WYBRANYCH ARTYKUŁÓW PRASOWYCH).
ZARYS PROBLEMU

„KULTURA N A R Z E K A N I A "

Pod koniec 2004 roku w „Polityce" ukazał się artykuł Bogdana Wojciszke
(z Instytutu Psychologii PAN) zatytułowany „Kraj pustych szklanek". Tytuł na­
wiązuje do znanego dowcipu o pesymistach i optymistach, którzy - jak pisze
B. Wojciszke - patrząc na szklankę mleka , widzą j ą w połowie pustą lub pełną.
Autor - odwołując się do przeprowadzonych przez siebie badań - twierdzi, że
według 95 procent badanych, mieszkańców Polski cechuje niemal powszechna
skłonność do narzekania. Jesteśmy narodem, „który uporczywie koncentruje się na
pustej części szklanki. O wiele ważniejsze jest dla nas to, co złe, niż to, co dobre"
(Wojciszke 2004, s. 62). Niezadowolenie dotyczy głównie „spraw publicznych,
[...] finansowej sytuacji rodziny, perspektyw na przyszłość i sytuacji w kraju"
(tamże). Jednocześnie - pisze dalej B. Wojciszke - można mówić o „stałym
zadowoleniu z dzieci, współmałżonka i stosunków z najbliższymi" (tamże). Jeżeli
tak jest, to czy uzasadnione jest twierdzenie o „uporczywym koncentrowaniu się
na pustej części szklanki" i powszechnej skłonności do narzekania?
1

Z drugiej strony, mówiąc o „stałym zadowoleniu z dzieci, współmałżonka
i stosunków z najbliższymi" nie powinniśmy zapominać o ludziach, którym
doświadczenie to nie jest dane, jak też o rozmaitych negatywnych zjawiskach, czy
wręcz patologiach, dotykających część polskich rodzin (patrz np.: Pietkiewicz
2003, 2003a; Pietkiewicz, Szostkiewicz 2003). Dostrzeganie tych zjawisk nie
oznacza „uporczywego koncentrowania się na pustej części szklanki", lecz wy¬
daje się koniecznością. Jeśli bowiem próbujemy opisać rzeczywistość, w której
żyjemy, musimy zwracać uwagę na różne jej aspekty, w tym również na zjawi¬
ska, które mogą być uznane za marginalne.
W cytowanym artykule czytamy, że „Polacy lubią narzekać bez powodu"
(Wojciszke 2004, s. 42). Zdaniem autora, w Polsce panuje „kultura narzekania"
1

B. Wojciszke pisze o szklance napełnionej mlekiem. Według innej, znanej mi, wersji
- w szklance znajduje się wódka.

IWONA KABZIŃSKA

90

(tamże). Żyjemy według normy „nakazującej doświadczać świat społeczny jako
zły, a więc spostrzegać ludzi jako obdarzonych licznymi przywarami i ogólnie
niegodnych zaufania, porządek społeczny jako niesprawiedliwy i krzywdzący,
siebie samego zaś jako ofiarę owych złych ludzi i instytucji" (Wojciszke 2004,
s. 42). Jedną z cech „kultury narzekania" jest „norma negatywnego spostrzega­
nia własnych stanów. [...] Normą jest nie tylko mówić źle, ale i źle się czuć"
(tamże). Autor przytacza słowa Janusza Czapińskiego, według którego „Polacy
relacjonują przeciętnie taki poziom depresji, który w wielu krajach kwalifikuje
się do leczenia" (tamże, s. 42-43).
Bogdan Wojciszke przestrzega przed negatywnymi skutkami powszechnego
i uporczywego narzekania, podkreślając, że „wpycha nas [ono] w swoistą pułapkę
negatywizmu. Tracimy zdolność dostrzegania i cieszenia się z pozytywnych
aspektów świata społecznego, gdyż narzekanie inicjuje kilka procesów o charak¬
terze błędnego, samonapędzającego się koła. [...] w istocie pogarsza nastrój, [...]
prowadzi do samopodtrzymywania się negatywnych przekonań o świecie, [ . ]
osłabia [ . ] naszą zdolność do wspólnego budowania mitów uzasadniających
porządek społeczny, [...] może prowadzić do spadku produktywności [ . . . ] " (tam­
że, s. 43). Efektem narzekania jest m.in. pogorszenie nastroju, utrwalenie nega¬
tywnego przekonania o świecie i obniżenie poziomu zaufania do ludzi. „Czarna
wizja świata towarzysząca narzekaniu obniża [przy tym] subiektywne szanse po¬
wodzenia" (tamże). Elementem „kultury narzekania", o której pisze B. Wojciszke,
są „rytuały narzekania", interpretowane jako sposób „nawiązywania głębszych
kontaktów społecznych z innymi towarzyszami niedoli" (tamże, s. 43).
Zjawisko tworzenia wspólnot opartych na dzieleniu się z innymi osobami
własnymi, najczęściej negatywnymi, przeżyciami jest dobrze znane etnologom/
antropologom kultury. Pisze o nim np. Zuzanna Grębecka, powołując się m.in.
na prace Włodzimierza Pawluczuka, Rocha Sulimy, Piotra Kędziorka i Tomasza
Rakowskiego . Grębecka zwraca również uwagę na coraz częstsze wykorzysty¬
wanie możliwości komunikowania się za pośrednictwem internetu i prasy, w tym
także listów do redakcji rozmaitych czasopism, a poprzez nie - np. do osób para¬
jących się magią, ogłaszających się na łamach gazet lub opisywanych przez
dziennikarzy. W taki sposób nadawcy listów, podobnie jak osoby dyskutujące na
forach internetowych, pragną podzielić się swymi problemami z innymi ludźmi.
Nie ma przy tym znaczenia fakt, że odbiorcy listów nie są bezpośrednio znani
nadawcom. „Zwierzenia skierowane są po prostu «do świata»" . Niosą one zara¬
zem informacje o obrazie świata, w którym egzystuje nadawca listu, są opowie¬
ścią o tym świecie i jego kondycji. Wspólne narzekanie służy konstruowaniu
„wizji świata zagrażającego, wobec którego tworzy się wspólnota, choćby to była
2

3

2

Z. Grębecka, Słowo magiczne poddane technologii. Magia ludowa w praktykach współczes­
nej kultury popularnej na pograniczu polsko-białorusko-litewskim,
praca doktorska napisana pod
kierunkiem prof. dr. hab. Rocha Sulimy w Instytucie Kultury Polskiej, Wydział Polonistyki Uniwer­
sytetu Warszawskiego, Warszawa 2005; komputerowy wydruk pracy znajduje się w Archiwum
Instytutu, a także w moim archiwum prywatnym.
Tamże, s. 250.
3

„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

91

4

wspólnota bezradności" . Ważne jest także „poszukiwanie współodczuwającego
drugiego (Innego - Ja)" .
Istnieją wprawdzie specyficzne wspólnoty oparte na podobnych, negatyw¬
nych, doświadczeniach i koncentrujące się na ich wielokrotnym przeżywaniu,
nie każde narzekanie prowadzi jednak do „głębszych kontaktów społecznych".
Ponadto, ludzie zmęczeni własnymi problemami, podobnie jak ci, którzy opty¬
mistycznie patrzą na życie, starają się unikać narzekających. W takich przypad¬
kach nie ma mowy o nawiązywaniu kontaktów, tworzeniu wspólnoty. Nie ma też
mowy o udzielaniu jakiejkolwiek pomocy (jeśli przyjmiemy, a takie jest moje
zdanie, że narzekanie może być nie tylko świadectwem bezradności, lecz także
mniej lub bardziej świadomym wołaniem o pomoc).
O tym, że nie wszyscy uczestniczą w narzekaniu (lamentowaniu) przypomina
Z. Grębecka. Badaczka podkreśla, że takie osoby są postrzegane jako te, które
„wyłamują się ze wspólnoty narzekających, przyjmują postawę antywspólnotową" . Obecność tego typu osób, nawet jeśli stanowią stosunkowo nieliczną
grupę, nakazuje - moim zdaniem - z ostrożnością traktować twierdzenie o po¬
wszechności narzekania. Kolejnym argumentem, który może być wykorzystany
do podważenia tej tezy jest - wspomniany przez autora tekstu o polskiej kulturze
narzekania - fakt istnienia sfer życia (przede wszystkim prywatnego), z których
Polacy „są stale zadowoleni".
Na konieczność weryfikacji wspomnianej tu tezy wskazują ponadto wyniki
różnego typu badań. Podam tylko kilka przykładów. Z sondażu przeprowadzonego
przez CBOS w końcu 2003 roku wynika wprawdzie, że w porównaniu z rokiem
2002 liczba Polaków zadowolonych z życia obniżyła się o 5 procent, była jednak
wyższa niż w latach 2000-2001 (Polacy zadowoleni... 2004). Nie wiemy, jakie
były przyczyny tego wzrostu dobrego samopoczucia, ani też, jakie czynniki miały
wpływ na ocenę własnej sytuacji osób objętych badaniami, bardzo ważne są
natomiast dane liczbowe. Wspomniane badania wykazały bowiem, że za bardzo
zadowolonych uważało się 14% respondentów, 48% stwierdziło, że należą
do osób „raczej zadowolonych", 3 1 % to osoby „średnio zadowolone". Tylko
5% respondentów odpowiedziało, że raczej nie są zadowoleni ze swego życia.
1% to osoby bardzo niezadowolone, 1% zaznaczyło odpowiedź „trudno powie¬
dzieć" (Polacy zadowoleni. 2004). Nasuwa się pytanie, czy ludzie, którzy uwa¬
żają się za bardzo zadowolonych z życia, podobnie jak „raczej zadowoleni"
i „średnio zadowoleni" (grupy te stanowiły łącznie 93% badanych!) mogą uczest­
niczyć w „kulturze narzekania", być jej twórcami lub/i kontynuatorami?
5

6

Twierdzenia o powszechności tego typu kultury w Polsce nie potwierdził
- moim zdaniem - raport „Diagnoza społeczna 2003" , w którym opisano „warun¬
ki i jakość życia naszego społeczeństwa" (Wilk 2003, s. 7). Z raportu tego wynika
7

4

Tamże, s. 252.
Tamże, s. 251.
Tamże, s. 251-252.
Artykuł zaczyna się od słów: „Polskie społeczeństwo ma się lepiej niż państwo" (Wilk 2003,
s. 17).
5

6

7

IWONA KABZIŃSKA

92

m.in., że „w porównaniu z sytuacją sprzed trzech lat «Polacy mniej narzekają
i są coraz bardziej zadowoleni z różnych sfer życia»" (tamże). Dzieje się tak,
chociaż „połowa gospodarstw ocenia swoją sytuację materialną jako gorszą niż
przed 3 laty, a kolejne 40 proc. twierdzi, że się nie zmieniła. 38 proc. wyraża
przekonanie, że z zaspokojeniem ich potrzeb zdrowotnych jest gorzej niż trzy
lata temu. [Jednocześnie] 57 proc. ma poczucie, że stoczyło się poniżej granicy
ubóstwa, choć z obliczeń uczonych wynika, że bieda dotyka co czwarte polskie
gospodarstwo domowe" (tamże).
Badania, określone mianem „Diagnozy społecznej", przeprowadzone pod
kierunkiem J. Czapińskiego, wykazały, że ponad 80 procent objętych nimi osób
zadeklarowało - w różnym stopniu - zadowolenie z miejsca, w którym
żyją (Grzeszak 2004, s. 3) . Mamy więc jeszcze jedną grupę, którą trudno było¬
by zaliczyć do „wspólnoty narzekających" (przynajmniej jeśli chodzi o ocenę
miejsce zamieszkania).
I jeszcze jeden przykład. Badania przeprowadzone przez CBOS, dotyczące
przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, wykazały, że 70% obywateli jest
zadowolonych z integracji, choć jednocześnie połowa badanych stwierdziła, że
„na integracji zyskują raczej inne państwa niż Polska" (Jest nijak. 2004, s. 92).
Nie przeszkodziło to jednak, jak widać, w akceptacji naszego przystąpienia do
UE. Z badań wynika ponadto, że „najmniej pesymistyczni są respondenci z wyż¬
szym wykształceniem, kadra kierownicza, uczniowie i studenci [ . ] . Spektaku¬
larna jest zmiana nastawienia rolników. Dopłaty poprawiły im humory, obok
uczniów i studentów są grupą, która z integracji najbardziej się cieszy" (tamże).
Wydawać by się mogło, że twierdzenie sformułowane przez B. Wojciszke
potwierdzą inne badania CBOS, przeprowadzone jesienią 2004 r. Według 60%
respondentów, „sprawy w Polsce nie idą w dobrym kierunku. [ . ] W porówna¬
niu z sierpniem [tegoż roku] liczba pesymistów wzrosła o 5 procent" (Jest nijak.
2004, s. 92). W cytowanym tu tekście czytamy, że „pozytywne oceny sceny poli¬
tycznej przeważały ostatnio w 1991 r.! Od 13 lat pesymiści biorą górę" (tamże).
W przypadku oceny poziomu własnego życia, 54% respondentów stwierdziło, że
„żyje im się przeciętnie". Połowa nie spodziewała się żadnych zmian, 16% prze¬
jawiało optymizm jeśli chodzi o zmianę obecnej sytuacji, 24% natomiast było
niezadowolonych z poziomu swojego życia (Jest nijak. 2004, s. 92). W notce
podano jednak, że liczba pesymistów „delikatnie spada" (tamże). Badania infor¬
mują również o 16 procentach optymistów. Nie wszyscy więc postrzegają świat
wyłącznie w ciemnych barwach.
8

Bogdan Wojciszke informuje, że „tylko co piąty rodak zgadza się z opinią, że
w Polsce wypada głośno mówić o swoim szczęściu [ . ] ponad połowa [nato¬
miast] zgadza się z innym twierdzeniem, że Polacy lubią narzekać bez powodu"
(Wojciszke 2004, s. 42). Czy taki rozkład wypowiedzi jest wystarczającym argu¬
mentem, by mówić o polskiej kulturze narzekania? Być może, z punktu widzenia
8

Z cytowanego tekstu wynika, że najlepiej żyje się w Sopocie. Na drugim miejscu znalazła
się Warszawa, a następnie Opole, Poznań i Olsztyn. Ogólnie, badaniami objęto 66 miejscowości.

„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

93

statystyki - tak, interesująca humanistę rzeczywistość jest jednak o wiele bo­
gatsza, a zarazem znacznie bardziej skomplikowana, niż sugerowałyby to liczbo­
we wskaźniki. Wystarczyłoby ponadto powiedzieć, że co piąty Polak (albo: aż
co piąty Polak) „zgadza się z opinią, że w Polsce wypada głośno mówić o swoim
szczęściu", by informacja mogła zostać inaczej odebrana. Również tytuł artykułu
nasuwa pesymistyczne skojarzenia. Należy przy tym zauważyć, że w dowcipie,
na który powołuje się B. Wojciszke w ogóle nie ma „opcji pustych szklanek"
- szklanka może być albo w połowie pełna, albo w połowie pusta.
Bardzo ważne jest - moim zdaniem - wyraźne wskazanie, czego dotyczą okreś¬
lone postawy i dla jakiej części społeczeństwa są one charakterystyczne. Należało­
by także spytać, jaka część społeczeństwa (i z jaką częstotliwością) uczestniczy
w „rytuałach narzekania". Czy rzeczywiście narzekamy zawsze i wszędzie, czy
tylko od czasu do czasu, w zależności od sytuacji. Czy występują pewne prawidło¬
wości - np. czy częściej narzekają mężczyźni, czy kobiety, ludzie starsi, młodzi,
czy w średnim wieku? Czy zawsze można mówić o powtarzających się korelacjach
między „przedmiotem narzekania" a wykształceniem i środowiskiem, z którego
pochodzą badane osoby (por. cytowane wcześniej informacje dotyczące przystą¬
pienia Polski do UE). Bardzo ważne jest ponadto sformułowanie pytania i sposób,
w jaki zostanie ono odczytane przez respondentów. Przede wszystkim jednak
trzeba wziąć pod uwagę zmienność społecznych nastrojów i okoliczności, w jakich
prowadzone były badania (świadczą o tym m.in. podane tu przykłady; patrz też:
Skoro... 2005. Artykuł ukazał się po złożeniu tego tekstu do wydawnictwa, nie
będzie więc przedmiotem analizy).
Z pewnością Polacy dość często narzekają, nie wydaje mi się jednak, by czynili
to częściej niż wiele innych społeczeństw, grup etnicznych i narodów. Wystarczy
np. wspomnieć o wynikach badań przeprowadzonych wśród praskich Romów
przez Renatę Weinerovą z zespołem (Weinerovâ 1994), jak też o reakcjach wielu
Rosjan, zarówno mieszkających w Rosji, jak i poza jej granicami, którzy nega¬
tywnie postrzegają obecne zmiany (szerzej na ten temat patrz: Kabzińska 2002;
patrz też Kabzińska 2005; Miluski 2002). Należy ponadto odróżnić narzekanie od
negatywnych, często uzasadnionych, ocen określonych zjawisk.
Z moich obserwacji wynika, że nierzadko narzekają ludzie, którzy - wydawa¬
łoby się - nie mają do tego wyraźnych podstaw. Ci natomiast, którzy - według
mnie - mieliby powody do takich zachowań, potrafią zdobyć się na optymizm
i dostrzec to, co w ich życiu dobre. Nie uczestniczą więc w „rytuałach narzeka¬
nia". Zauważyłam też, że przy spotkaniach - obok zwyczajowego: „Co słychać?"
- niekiedy pojawia się pytanie: „Co słychać dobrego?" Odpowiedzi są wpraw¬
dzie różne, samo pytanie jednak może, jak sądzę, świadczyć o tym, że zadający
je nie jest zainteresowany narzekaniem i pragnie otrzymać pozytywną odpo¬
wiedź. Pytanie: „Co słychać dobrego?" ukierunkowuje też myślenie zapytanego,
odciąga uwagę od spraw, które mogą być powodem do narzekania .
9

9

Nie zawsze ludzie, którzy pytają: „Co słychać?" lub: „Co słychać dobrego?" są rzeczywiś­
cie zainteresowani tym, co dzieje się u osoby, do której skierowane jest pytanie. Zdarza się, że
pytający nawet nie czeka na odpowiedź lub jej w ogóle nie słucha.

94

IWONA KABZIŃSKA

Być może kiedyś zapanuje w Polsce „wzór amerykański", zgodnie z którym
„należy być zadowolonym i szczęśliwym, a przynajmniej na takiego wyglądać",
albo angielski sposób zachowania, który „wyklucza bycie nieszczęśliwym"
(Wojciszke 2004, s. 42), czy jednak naśladownictwo tego typu wzorów będzie
oznaczało, że staliśmy się społeczeństwem naprawdę zadowolonym, radosnym?
Czy umiejętne „zarządzanie kącikami ust" może zastąpić szczery uśmiech albo
rzeczywiście ukryć smutek i niezadowolenie? Czy jest to wyłącznie jeden z ele¬
mentów autokreacji i strategii polegającej na robieniu dobrego wrażenia (na ten
temat patrz: Podgórska 2004; cyt. s. 9). Autorka zwraca uwagę, że obowiązujący
w krajach anglosaskich styl bycia, polegający na „okazywaniu nieustającego
entuzjazmu, tryskaniu optymizmem, symulowaniu sympatii i zaangażowania",
ma tam zarówno zwolenników (60%) jak i przeciwników (40%). Tego typu
zachowania, często postrzegane jako sztuczne, mają również swoją cenę. Jest nią
„wypalenie, depresja, zaniżona samoocena, mniejsza odporność na stres i zwięk¬
szona podatność na choroby" (Podgórska 2004, s. 7). Trzeba również pamiętać
o tym, że w przypadku wielu Amerykanów zachowanie postawy zgodnej z wzor¬
cem keep smiling nie jest efektem naturalnych mechanizmów, czy pracy nad sobą,
lecz wynikiem stymulowania mózgu przez odpowiednie środki farmakologiczne
o działaniu antydepresyjnym. Tylko dzięki nim są oni w stanie borykać się
z codziennymi stresami (Bendyk 2003, s. 128). Jak twierdzi Walerij Tiszkow,
obraz zawsze zadowolonego Amerykanina jest mitem. Podczas długotrwałych
pobytów badawczych w USA spotkał on bowiem wiele osób, które częściej
narzekały na różnego rodzaju problemy, niż np. chwaliły się życiowymi sukce¬
sami. Podobne zjawisko autor zaobserwował w Kanadzie (Tiśkov 2001, s. 226).
Jak widać, ci, którzy stawiani są nam za godny naśladowania wzór wiecznie
uśmiechniętego człowieka, również potrafią narzekać. Nieobce są im zapewne
także - dalekie od amerykańskiego stereotypu - „rytuały narzekania".
Styl życia, nakazujący człowiekowi „bycie zadowolonym i szczęśliwym"
sprawia, że w wielu krajach zachodnich zaniknął zwyczaj noszenia żałoby,
a nawet składania kondolencji rodzinom zmarłych. Coraz rzadsze są też wizyty
sąsiadów i znajomych przed pogrzebem (Aries 1974; 1989; Bauman 1998). Czy
jednak człowiek, któremu społeczeństwo odmawia prawa do okazywania bólu,
ponieważ nie chce w nim uczestniczyć, może być szczęśliwy?
Cytowany już wielokrotnie B. Wojciszke wskazuje na znaczący udział środ¬
ków masowego przekazu, zwłaszcza telewizji, w kształtowaniu nastrojów sprzyja¬
jących narzekaniu. Twierdzi on również, iż „coś, co znamy z osobistego oglądu
jest całkiem w porządku, coś, co znamy ze słyszenia (a właściwie z telewizji)
jest [natomiast] bardzo złe. Kiedy ludzie opisują konkretnego lekarza czy przed¬
siębiorcę, również oceniają go znacznie wyżej niż abstrakcyjnych, przeciętnych
przedstawicieli tych zawodów" (Wojciszke 2004, s. 42). Trudno mi się zgodzić
z takim twierdzeniem (nie neguję natomiast roli mediów w kształtowaniu spo¬
łecznych nastrojów). Moje doświadczenia, jak również rozmowy z członkami
rodziny, znajomymi, sąsiadami, oraz relacje zasłyszane np. w środkach komuni¬
kacji miejskiej nie potwierdzają występowania tego rodzaju reguły. Wielokrotnie

„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

9

5

zetknęłam się z informacjami o negatywnych, czasem wręcz dramatycznych, bez¬
pośrednich doświadczeniach ze służbą zdrowia. Mówiono o braku kompetencji
lekarzy, grubiaństwie, łapownictwie, ordynowaniu wyłącznie drogich leków pro¬
dukowanych przez firmy, z którymi lekarz współpracuje, zlecaniu nie zawsze
potrzebnych badań, które najlepiej wykonać szybko i prywatnie (ze wskazaniem
konkretnego adresu), a także o obojętności personelu wobec osób, które pilnie
potrzebowały pomocy (np. po wypadku). Jednej z moich koleżanek, która trafiła
do przychodni przyszpitalnej z urazem oka i była bliska omdlenia, pielęgniarka
odmówiła podania wody, tłumacząc opryskliwie, że nie ma szklanki. Kazała jej
też samodzielnie załatwiać wszystkie formalności. Lekarz, przez którego została
przyjęta po długim oczekiwaniu oznajmił radośnie: „Najwyżej straci pani oko!"
Nie będę opisywać innych, znanych mi, przypadków, w tym również
własnych, nie najlepszych doświadczeń. Chcę tylko podkreślić, że nie sądzę, by
- w odniesieniu do służby zdrowia - twierdzenie, iż „coś, co znamy z osobistego
oglądu jest całkiem w porządku" mogło być generalnie uznane za prawdziwe
(może tak być jedynie w odniesieniu do części społeczeństwa - tej, która miała
więcej szczęścia od innych). Twierdzenia sformułowanego przez B. Wojciszke,
dotyczącego postrzegania tego, co znamy z telewizji jako bardzo złe, nie po¬
twierdziły obserwacje dziennikarzy dotyczące odbioru telewizyjnych programów
typu reality show. Z obserwacji tych wynika, że rzeczywistość telewizyjna uwa¬
żana jest często za lepszą od tego, co człowiek widzi wokół siebie na co dzień
(Bartman 2005, s. 2).
Twierdzenie jakoby coś, co znamy z osobistych doświadczeń było „całkiem
w porządku" okazuje się często nieprawdziwe w tak delikatnej kwestii, jaką są
stosunki w pracy. Kilkadziesiąt osób, z którymi rozmawiałam na ten temat nega¬
tywnie oceniło relacje ze swoimi szefami, a często również z innymi pracowni¬
kami. Na szczęście - podobnie jak w przypadku służby zdrowia - zdarzały się
wyjątki. Z przyjemnością słuchałam np. opowiadań mojej młodej sąsiadki, która
jesienią 2004 roku, po ukończeniu studiów, rozpoczęła pracę i była zachwycona
relacjami między szefem i współpracownikami, jak również między kolegami
z zespołu. W większości przypadków zwracano natomiast przede wszystkim
uwagę na rywalizację za wszelką cenę, brak poczucia wspólnoty, niechęć do dzia¬
łań zespołowych, udzielania pomocy i przekazywania doświadczeń zawodowych,
donosicielstwo, „wazeliniarstwo", nieufność w kontaktach międzyludzkich, nie¬
sprawiedliwy podział obowiązków, wykorzystywanie niektórych pracowników
przez tych, którym nie chce się pracować, a którzy - ze względu na „układy" - nie
muszą się obawiać utraty pracy. Krytykowano też ordynarne zachowania oraz pa¬
lenie papierosów w pokojach mimo obowiązujących zakazów, nawet w obecności
kobiet w ciąży i ludzi chorych. Symptomatyczna była wypowiedź starszego pana,
mieszkańca Warszawy, będącego już na emeryturze, który - w rozmowie z moją
córką Olgą - stwierdził, że dawniej nowy pracownik był przedstawiany innym
osobom, traktowany jak członek zespołu, opiekowano się nim, pomagano, dziś
natomiast każdy jest pozostawiony samemu sobie. Ludzie są zazdrośni, w każdym
widzą rywala, boją się o swoje miejsce pracy, są zamknięci i zestresowani.

96

IWONA KABZIŃSKA

Za przykład złych relacji w miejscu pracy, jak również wykorzystywania pra¬
cowników i łamania ich praw, stawiane są często super- i hipermarkety (tę roz¬
powszechnioną opinię potwierdził np. Gilejko 2004, s. 155). „Narodową boha¬
terką" stała się Bożena Łopacka, była pracownica supermarketu „Biedronka",
która „jako pierwsza wystąpiła do sądu przeciwko wyzyskowi pracowników
w tych sklepach" (PAP 2005, s. 2). W maju 2005 r. przywódcy dwóch partii
(o odmiennych poglądach i programach) zaproponowali współpracę pani Łopackiej, dostrzegając w niej polityczny talent. O ile wiem, wybrała ona partię lewi¬
cową. Powstało też Stowarzyszenie Poszkodowanych przez JMD Biedronka
(po zmianie nazwy: Stowarzyszenie Poszkodowanych przez Wielkie Sieci - Bie¬
dronka), które ma nieść pomoc „walczącym ze wszystkimi sieciami handlowymi
wykorzystującymi pracowników" (KOP 2005, s. 5). Jednym z liderów Stowa¬
rzyszenia jest Barbara Karpińska, która od trzech lat walczy z Biedronką, „żądając
pieniędzy za nadgodziny i utracone zdrowie. [Na razie] Sąd [ . ] przyznał jej
odszkodowanie za to pierwsze" (tamże).
Zjawiskiem, o którym mówi się coraz częściej jest tzw. mobbing. W ten sposób
określane są „działania i zachowania dotyczące pracownika lub skierowane prze¬
ciw pracownikowi, polegające w szczególności na systematycznym i długotrwa¬
łym nękaniu i zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przy¬
datności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie
pracownika, izolowanie go od współpracowników lub wyeliminowanie z zespołu"
(Baranowska, Miecik 2004, s. 20). „Metody dręczenia mogą być różne - od subtel¬
nych, polegających np. na odbieraniu kolejnych zadań, aż po bardzo bezpośrednie,
jak na przykład publiczne krytykowanie pracownika, czasem wobec jego podwład¬
nych, a nawet wobec osób spoza firmy" (BAS 2003, s. 07). Mobbing „może być
skutecznym sposobem na pozbycie się nieakceptowanego - z jakiegokolwiek po¬
wodu - pracownika i to przy zachowaniu pozorów respektowania prawa" (tamże).
Znam młodą dziewczynę, która jest ofiarą mobbingu. Po bezskutecznej, ponad
dwuletniej, walce zrezygnowała z dochodzenia swoich praw, utwierdzona w prze¬
konaniu o bezkarności i „mocnych plecach" pracującej w tym samym pokoju
kobiety, która j ą szykanuje na różne sposoby, chcąc doprowadzić do jej odejścia
(chociaż dziewczyna jest świetnym pracownikiem), na jej miejsce ma już
bowiem „upatrzoną" znajomą osobę. Obawa przed utratą pracy i bezrobociem
skazuje wspomnianą dziewczynę - podobnie jak wiele innych osób znajdujących
się w takiej samej sytuacji - na codzienne tortury psychiczne i utratę zdrowia.
Inna znajoma, osoba z dużym doświadczeniem zawodowym, a przy tym nie¬
zwykle dobra, łagodna i niekonfliktowa, która nie wytrzymała długotrwałego
mobbingu i na trzy lata przed emeryturą zdecydowała się odejść z pracy, została
pożegnana przez dyrektora, który przez długi czas z premedytacją zatruwał
jej życie i doprowadził do ciężkiej nerwicy, słowami: „Wiedziałem, że jest pani
głupia, ale nie, że aż t a k . "
W jednym z artykułów prasowych zachęcano ofiary mobbingu do zrezygno¬
wania z biernej postawy i zastąpienia jej postawą asertywną. Wypowiadający się
na łamach prasy psycholog tłumaczył, że „mamy prawo do własnego zdania,
opinii, poglądów i mamy prawo je wyrażać w sposób, który nie czyni szkody

„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

9

7

innym - nawet własnemu szefowi" (Petrycki 2005, s. 4). Nie ukrywał jednak, że
taka postawa „nie daje gwarancji utrzymania miejsca pracy" (tamże). Cóż więc
warte są porady, jeśli z góry wiadomo, że są nieskuteczne?

„GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA" I „POLSKIE LĘKI"

Jak już zaznaczyłam, nie zgadzam się z B. Wojciszke, według którego: „coś, co
znamy z osobistego oglądu jest całkiem w porządku", podzielam natomiast jego
uwagę o roli mediów w kreowaniu społecznych nastrojów. Jak wiadomo, współ¬
czesne media prześcigają się w upowszechnianiu złych wiadomości, przygnębiają¬
cych, pozbawiających nadziei, zarażających pesymizmem. Zmiana oblicza mediów
w związku ze śmiercią i pogrzebem Jana Pawła I I oraz wyborem nowego papieża
(od 2 do 19 kwietnia 2005) była tylko krótkim, aczkolwiek wiele mówiącym, epi¬
zodem. Od tamtej pory jednak, bardzo szybko, wszystko wróciło „do normy".
Zdarzają się informacje o pozytywnym wydźwięku, ich wymowa bywa jed¬
nak osłabiana przez pesymistyczny komentarz. Jeden z dziennikarzy napisał
np., że w Toruniu „skonstruowano unikatowe w skali światowej urządzenie do
badania oczu" (Schulz 2004, s. 94). Zaraz jednak dodał, że „nikt w Polsce nie
kwapi się, by uruchomić jego produkcję" (tamże). W innym miejscu czytamy
o udanej operacji przyszycia ręki przez lekarzy ze szpitala w Krakowie-Prokocimiu. Obok głównego tekstu pojawia się jednak pytanie: „Czy specjalizu¬
jący się w leczeniu dzieci szpital przetrwa?" (Hajnosz 2004, s. 5) - chodzi, oczy¬
wiście, o pieniądze.
W „Polityce" opublikowano wypowiedź prof. Wiesława Jędrzejczaka, dającą
nadzieję chorym na białaczkę (Nie ma anonimowych chorych. 2004). W innej
gazecie jednak, w tym samym czasie, pojawiła się informacja o pijanych leka¬
rzach z pogotowia ratunkowego (Bartman 2004). Ze względu na wysoki nakład
gazety i fakt, że jest ona rozdawana bezpłatnie, można mieć pewność, że właśnie
ta informacja trafiła do szerokiego kręgu czytelników, wpływając na ich opinię
o służbie zdrowia. W tym przypadku rzeczywiście można powiedzieć, że „coś,
co znamy ze słyszenia [ . ] jest bardzo złe".
Wpływ mediów na społeczne nastroje i sposób postrzegania rzeczywistości
zaczyna się już w momencie wyboru wiadomości i podjęcia decyzji o kolejności,
w jakiej zostaną one przedstawione czytelnikom, telewidzom czy radiosłucha¬
czom. Jak pisze Carlo Maria Martini, wybór ten ma ogromne znaczenie, „zakłada
bowiem uprzednie rozstrzygnięcie co jest ważne [ . ] Wyborem tym rządzi prawo
«atrakcyjności» i popytu [ . ] " (Martini 1998, s. 22). Priorytet mają „wiadomości,
które mogą poruszyć odbiorców, zaszokować ich, mają negatywną wymowę.
«Czarne sprzedaje się lepiej niż białe»" (tamże) . „Jeżeli filtr przepuszczający
10

1 0

Powstają wprawdzie pisma, w których dominują optymistyczne informacje, są one jednak
najczęściej skierowane do wąskiego, specjalistycznego kręgu odbiorców. Przykładem mogą być
„Pozytywne wiadomości", wydawane w Dąbrowie i adresowane do środowiska tzw. nowoosadników (informację tę otrzymałam od pani Olgi Kwiatkowskiej z Katedry Etnologii U M K w Toruniu).

IWONA KABZIŃSKA

98

wszelkie wiadomości jest negatywny - czy to, gdy się mówi o polityce, o ekono¬
mii czy o niepewności socjalnej itp. - to nie powinien nas dziwić wzrost ogólnej
nieufności obywateli względem społeczeństwa i jego instytucji. Nie jest bezza¬
sadne twierdzenie, iż istnieje związek między postępującym spadkiem zaufania
do wszystkich instytucji publicznych i prywatnych, jaki obserwuje się w wielu
krajach od lat sześćdziesiątych [...] a [...] stylem komunikacji medialnej. Poza
tym dziennikarze coraz częściej korzystają z materiałów już uprzednio opraco¬
wanych przez agencje i dostarczanych przez wielkie sieci banków danych [ . ]
Agencje te narzucają w rzeczy samej, przynajmniej implicite, swoje wartościo¬
wanie i swój model kulturowy. Niebezpieczeństwo jest bardzo konkretne. Odda¬
lenie od źródeł i w konsekwencji od zadania właściwego dziennikarstwu - zwięk¬
szenie dystansu między piszącym a rzeczywistością" (tamże) .
11

Pod wpływem artykułów prasowych, jak też programów radiowych i telewizyj¬
nych, w których nagłaśniane są przede wszystkim negatywne zjawiska, afery, skan­
dale, zagrożenia itp., rodzi się jednostronny obraz Polski. Jest ona np. przedstawia¬
na jako „kraj bardzo niesympatyczny i nieprzyjazny, w którym nie chce się żyć"
(Pietrasik 2003, s. 26). Zdaniem Andrzeja Wielowieyskiego, I I I Rzeczpospolita
jest krajem chorym; „większość chciałaby [ją] leczyć, choć niektóre lekarstwa
mogą być groźniejsze od choroby. Są też tacy, którzy wybierają wariant radykalny:
dobić" (Wielowieyski 2004, s. 106; por. wypowiedź J. Czapińskiego o relacjono¬
wanym przez Polaków poziomie depresji; cyt. za: Wojciszke 2004, s. 43). Nega¬
tywnie przedstawiany jest też zazwyczaj wizerunek Polaka. Zbigniew Pietrasik
ukazuje go np. jako „osobnika marudzącego, nieufnego, niezadowolonego ze swe¬
go życia, z całego świata i z Polski. Z Polski najbardziej" (Pietrasik 2003, s. 24).
„Czy [jednak] - pyta cytowany autor - można mieć pretensję do lustra, w którym
odbija się rzeczywisty obraz kraju?" (tamże). W ten sposób sam dziennikarz przy¬
czynia się do utrwalania negatywnych postaw i wrażeń. Zda się przy tym zapomi¬
nać, że w przypadku mediów elementy tego „lustrzanego obrazu" są niezwykle
starannie wybrane, zgodnie z zasadą: „Czarne sprzedaje się lepiej, niż białe".
Tekst Pietrasika wywołał polemikę. Jeden z czytelników - w liście do Redak¬
cji „Polityki" - zauważył, że sami dziennikarze powinni sobie odpowiedzieć na
pytanie, jakie uczucia do Polski są przez nich animowane. Odpowiedź jest jed¬
noznaczna: są to przede wszystkim uczucia negatywne, ośmieszające Polskę
i Polaków. Często też ranione jest istniejące jeszcze poczucie dumy z własnego
kraju (Kowalski 2003, s. 103). Autor cytowanego tu listu dodał, że „kochaliśmy
bardziej Polskę w czasach PRL". Stwierdził ponadto, że „można podać przy¬
kłady krajów biedniejszych i gorzej rządzonych, których obywatele mimo to się
z nimi utożsamiają" (tamże).
Co ciekawe, zmienia się nieco wizerunek Polski w części mediów zachod¬
nich. Wskazuje na to Aleksander Kaczorowski (2005), pisząc o „zmianie klimatu
11

Innym, bardzo ważnym, jak sądzę, problemem jest wpływ mediów na kształtowanie obra¬
zu relacji międzyludzkich i rzeczywistych zachowań w sferze tych relacji (szerzej na ten temat
patrz: Kabzińska 2004).

„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

99

wokół Polski", dostrzeganiu naszych osiągnięć gospodarczych, mobilności dużej
części polskiego społeczeństwa, o wysokich ocenach polskich pracowników za
granicą, jak również o zainteresowaniu polską historią, stanowiącą część euro¬
pejskiego dziedzictwa. Widać również, że Polska staje się liderem w Europie
Środkowo-Wschodniej (zbyt mało znane są natomiast jej osiągnięcia kultural¬
ne). Nawet jeśli wspomniana tu „zmiana klimatu wokół Polski" nie jest po¬
wszechna, nawet jeśli dziennikarze dostrzegają również wiele ułomności, do czego
zresztą mają pełne prawo, należy odnotować pojawienie się tego nowego zjawi¬
ska. Sądzę, że może ono wpłynąć na postawę przynajmniej niektórych spośród
rodzimych dziennikarzy, tak by zaczęli dostrzegać więcej pozytywnych faktów
w naszym życiu społecznym - nie w pogoni za sensacją, ale w imię rzetelnego
(wielowymiarowego i bardziej pogłębionego) przedstawiania rzeczywistości.
Rodzime media nie tylko kreują negatywny na ogół wizerunek kraju, w którym
żyjemy, ale również wpływają np. na pogłębianie postaw nieufności - wobec
„obcych", „wobec władz, wobec polityki, wobec własnego państwa i wobec
innych obywateli" (Bachmann 2004, s. 36), nagłaśniając i często wyolbrzymiając
negatywne zjawiska, takie jak np. przestępczość, korupcja, terroryzm, różnego
rodzaju patologie, przy jednoczesnym pomijaniu optymistycznych wydarzeń
i jaśniejszych stron życia. Klaus Bachmann przestrzega przed poważnymi następ¬
stwami funkcjonowania „spirali wzajemnej nieufności": erozją fundamentów
państwa, wzrostem braku zaufania do organów władzy, wymiaru sprawiedliwości
i innych instytucji państwowych, osłabieniem więzi międzyludzkich i marno¬
waniem, opartego na tych więziach kapitału społecznego. „Spirala nieufności"
zagraża również - jego zdaniem - demokracji, wynosząc do władzy ugrupowa¬
nia populistyczne (tamże, s. 36-37).
Media przyczyniają się również do kształtowania i powielania różnego rodza¬
j u stereotypów. Przykładem takiego działania jest - moim zdaniem - wspomnia¬
ny tekst B. Wojciszke oraz artykuł Z. Pietrasika. Do tej grupy można też zaliczyć
artykuł Jacka Żakowskiego, zatytułowany „Polak, czyli kto?" (Żakowski 2004).
Przytoczone w nim zostały (i opatrzone komentarzem) wyniki badań, przepro¬
wadzonych w 1990 i 2000 roku przez zespół pod kierunkiem Ronalda Ingleharta,
dotyczących wartości i przekonań mieszkańców ponad osiemdziesięciu krajów .
Jak twierdzi J. Żakowski, z badań tych wynika, że Polak jest „globalnym średniakiem" (tamże, s. 4). Szczegółowa analiza wyników badań nie pozwala jednak
- moim zdaniem - na przyjęcie tego twierdzenia za w pełni uzasadnione. Badania
te pokazują bowiem np., że Polacy przodują wśród narodów, dla których bardzo
ważna jest praca. Ideałem jest przy tym praca „dobrze płatna, spokojna, pewna,
szanowana, pozwalająca wykazać się inicjatywą, odpowiedzialna, interesująca,
wykonywana w miłym towarzystwie, dająca szanse rozwoju i promowania sie¬
bie" (tamże, s. 4). Okazuje się też, że Polacy (przynajmniej w deklaracjach)
12

1 2

Obszerny, pięciusetstronicowy, raport - zatytułowany Human Belifs and Values. A crosscultural sourcebook based on the 1999-2002 values survey - ukazał się wiosną 2004 r., pod
redakcją R. Ingleharta i in., w Meksyku (wyd. Siglo X X I Editores) (inf. za: Żakowski 2004, s. 3).

100

IWONA KABZIŃSKA

- rzadziej niż „porządni Niemcy" - „nie akceptują oszustw podatkowych, brania
łapówek, kłamstw, a nawet jazdy po alkoholu, śmiecenia i przekraczania pręd¬
kości" (tamże, s. 4-5; por. PAP 2005e). O „globalnym średniaku" nie świadczy
również brak zaufania do innych ludzi, zwłaszcza „obcych", jak również do
przedsiębiorców (por. Wilk 2003, s. 17), w tym przypadku bowiem - jak twierdzi
Żakowski - Polacy należą do najbardziej nieufnych narodów na świecie. „Pod
względem zaufania do ludzi idziemy łeb w łeb z mieszkańcami Azerbejdżanu
i Serbii, którzy nie cieszą się najlepszą opinią. W całej powiększonej Unii tylko
Łotysze, Słowacy i Portugalczycy są bardziej nieufni niż my. To częściowo
tłumaczy siłę aferalnych wybuchów targających Polską - czasem z błahych
powodów. Bo ludzie nieufni chętnie wierzą w najgorsze wiadomości o innych"
(Żakowski 2004, s. 5).
Jesteśmy ponadto „skrajnymi samotnikami i indywidualistami. Tylko w 8 kra¬
jach świata ludzie rzadziej utrzymują kontakty towarzyskie niż w Polsce. I to nie
dlatego, że nas na życie towarzyskie nie stać, albo że nie mamy na nie czasu. Po
prostu przyjaciele nie są dla nas ważni [ciekawe, na jakich podstawach oparte
jest to twierdzenie - I.K.]. Należymy do dziesiątki najmniej towarzyskich współ¬
czesnych społeczeństw (tak się składa, że większość z nich mieszka w Europie
Wschodniej)" (tamże, s. 6). Jeżeli już mamy przyjaciół, to „są to głównie przy¬
jaciele z pracy" (tamże). Tezy tej nie potwierdziła Ewa Wilk (2003, s. 7), przeczą
jej również moje doświadczenia i obserwacje.
W wyróżnionym wielkimi literami wstępie do artykułu J. Żakowskiego czy¬
tamy: „Polak wszedł do Europy. Z polskim lękami, kompleksami i pychą. Pycha
mu mówi, że on tę Europę nauczy prawdziwych Wartości. Kompleksy przestrze¬
gają, że w konkurencji z Zachodem nie da sobie rady. Lęk podsuwa wizje wyna¬
rodowienia i skolonizowania Polski przez Zachód. Lęki, kompleksy i pycha to
oczywiste źródła narodowej nerwicy. Ale ta nerwica rośnie przede wszystkim
dlatego, że coraz bardziej fałszywa jest samoświadomość Polaka" (Żakowski
2004, s. 3). Oprócz „kultury narzekania" mamy więc w Polsce „narodową ner¬
wicę", jak również lęki, z którymi „wchodzimy do Europy".
O lękach doświadczanych na co dzień przez Polaków piszą Mariusz Janicki
i Wiesław Władyka. Wzrost poziomu strachu jest - ich zdaniem - wprost pro¬
porcjonalny do ilości wybuchających co chwila afer. Ujawniają one bezlitośnie,
że „Rzeczpospolita wcale nie jest dobrem wspólnym, a dobrem tylko dla nie¬
których", że „Polską rządzą pieniądze niektórych, a nie demokracja wszystkich"
(Janicki, Władyka 2003, s. 13).
Autorzy dowodzą, że lęk towarzyszy wszystkim okresom przełomów, różne
mogą być tylko wywołujące go zjawiska. Przed przyjęciem Polski do Unii Euro¬
pejskiej nasiliły się np. lęki przed wykupieniem polskiej ziemi przez „obcych".
Silny był też (i pozostaje) lęk przed „obcym" kapitałem, nieuczciwie przepro¬
wadzoną reprywatyzacją, jak również przed płynącym z Zachodu zepsuciem
obyczajowym (tamże, s. 10-11). Jednocześnie, jak wynika z badań CBOS,
przeprowadzonych przed akcesją do Unii, a dotyczących bezpieczeństwa kraju,
60% respondentów stwierdziło, że Polska jest zupełnie bezpieczna; jedna trzecia

„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

101

badanych obawiała się utraty niepodległości (Unia. 2004). Badania świadczą
0 dominacji postaw pozytywnych, nie można więc mówić generalnie o polskich
lękach. Tymczasem autorzy badań pomijają różnice postaw, pisząc ogólnie o „za¬
chwianiu wiary w Polskę trwale niepodległą", wiążąc to zjawisko z „agresywną
kampanią przeciwko integracji europejskiej" (Unia. 2004; szerzej na ten temat
patrz: Ostrowski, Świątkowska 2003). W ten sposób kreowany jest kolejny
- obok „kultury narzekania" i „narodowej nerwicy" - element stereotypowego
obrazu polskiej rzeczywistości.
O polskich lękach informują dziennikarze „Faktu", wymieniając wśród
„największych bolączek Polaków" obawę przed utratą zdrowia, bezrobociem,
biedą, bankructwem zakładu pracy, utratą domu, wypadkiem. Wiele osób lęka
się o przyszłość swoich dzieci, jak również Polski (KOL i in. 2005, s. 5). Na
pierwszej stronie gazety artykuł został zaanonsowany słowami: „Na co narze¬
kają Polacy". Lęki i obawy utożsamione więc zostały z narzekaniem. Obok
tekstu o polskich lękach/narzekaniach umieszczony został artykuł pt. „Grozi nam
atomowy koszmar", w którym - żeby postraszyć i jeszcze bardziej zasmucić
czytelników - przedstawiono uznany za prawdopodobny scenariusz zamachu,
przy użyciu broni atomowej, jaki mógłby mieć miejsce w centrum Warszawy
(ME, TP 2005, s. 4).
Należałoby wspomnieć, że lęk nie jest zjawiskiem charakterystycznym jedynie
dla społeczeństwa polskiego, jak sugerowałby np. tekst J. Żakowskiego. Do¬
świadczają go także mieszkańcy innych krajów, żyjący w „zimniejącym świecie
konkurencji i pieniądza" (Pietkiewicz 2002, s. 4). W Niemczech np., jeszcze
przed poszerzeniem Unii w 2004 roku, nie ukrywano obaw przed napływem kon­
kurencyjnych pracowników, m.in. rzemieślników, z Polski (Niemiecka droga...
2002, s. 42; PAP 2005, s. 5). Polskich pracowników boją się też np. Austria
1 Dania (Stasiak 2004), a także Francja - na ten temat wiele mówiono m.in. przy
okazji francuskiego referendum dotyczącego akceptacji lub odrzucenia Traktatu
Konstytucyjnego Unii Europejskiej, które odbyło się 29 maja 2005 r. (Bielecki
2005; Vermelin 2005). Według M . Janickiego i W. Władyki, można wręcz mó¬
wić o wspólnocie lęków łączących mieszkańców Europy. Z pewnością jednak
wiele osób nie ma poczucia przynależności do takiej wspólnoty, nie wie też o jej
istnieniu, zwłaszcza jeśli są przekonywane o wyjątkowości polskich lęków.
Autorzy podkreślają, że mimo różnicy skali występowania lęków, ich źródła są
takie same lub podobne (Janicki, Władyka 2003, s. 14). W cytowanym artykule
czytamy również, że jesteśmy ciągle straszeni różnego rodzaju chorobami,
takimi jak SARS czy choroba wściekłych krów (tamże). W prasie znajdujemy
też alarmujące ostrzeżenia przed ptasią grypą, ukąszeniami kleszczy, ukłuciami
komarów, wieloma chorobami zakaźnymi, epidemiami grypy, zapaleniem opon
mózgowych i in. Być może alarmujące informacje na ich temat mają służyć nie
tylko profilaktyce, ale też stworzeniu wspólnot ludzi połączonych lękiem przed
różnymi chorobami. O fenomenie „wspólnoty strachu" mówił amerykański
reżyser Michael Moore. Według niego, istnienie tego zjawiska sprawia, że „cała
populacja zapomina o swoich prawdziwych problemach" (Dedourge 2004, s. 07).

102

IWONA KABZIŃSKA

Przykładem tworzenia wspólnoty lęków, a zarazem kreowania negatywnego
obrazu świata, może być wystawa World Press Photo, na której od lat prezento¬
wane są (i nagradzane) fotografie ukazujące ludzkie cierpienia, dramaty, negatyw¬
ne zjawiska, takie jak wojny, klęski żywiołowe, skrajne ubóstwo itp. W 2004 r.
jury nagrodziło fotografie ukazujące ludzkie tragedie w Iraku, Biesłanie, a także
- po ataku fali tsunami, 26 grudnia 2004 roku, na wybrzeża południowo-wschod¬
niej Azji. Główną nagrodę zdobył Arko Datta za zdjęcie hinduskiej kobiety,
która rozpacza po śmierci bliskich w wyniku uderzenia śmiercionośnej fali.
W notatce o wystawie i nagrodzonych fotografiach, zamieszczonej w „Fakcie",
słusznie zauważono, że ukazują one wyłącznie przemoc i nieszczęście. „Czyżby
nigdzie nikomu nie przydarzyło się nic radosnego?" - pytają anonimowi autorzy
tekstu (Nieme świadectwa. 2005, s. 14).
O wspólnocie lęków przekonująco pisze Zygmunt Bauman, łącząc to zjawi¬
sko m.in. z procesem odchodzenia od państwa opiekuńczego we współczesnym
świecie, rządzonym przez globalny rynek. W tym „nowym świecie" nie chodzi
- zdaniem Baumana - o „nasze miejsce w społeczeństwie, godność osobistą, sza¬
cunek dla pracy, poczucie własnej wartości, ludzkie zrozumienie i ludzkie trakto¬
wanie", liczy się przede wszystkim nietykalność osób i ich mienia (Bauman 2005,
s. 126). Autor zauważył, że obietnica uwolnienia od różnego rodzaju lęków stała
się dziś niezwykle atrakcyjną ofertą. Lęk został skomercjalizowany; jest wyko¬
rzystywany w reklamach (np. magicznych spray'ów usuwających groźne drobno¬
ustroje z dywanów, albo wybielaczy likwidujących niewidzialny brud), sprzyja też
produkcji urządzeń, które mają zapewnić człowiekowi bezpieczeństwo (kamery
odstraszające obcych, zabezpieczenia samochodów) (Bauman 2005, s. 173-174).
Przykładem komercjalizacji lęków, a zarazem traktowania jak towar ludzkie¬
go nieszczęścia i cierpienia, jest - według mnie - oferta jednego z tajlandzkich
biur podróży, które organizuje wycieczki „śladami tsunami", jakie spustoszyło
wybrzeże Tajlandii w końcu grudnia 2004 roku. W programie jest m.in. złożenie
hołdu ofiarom tragedii i oglądanie świątyni zamienionej na prowizoryczną kost¬
nicę (Metropol 2005, s. 01). Według J. Czapińskiego, oglądanie ludzkich tragedii
jest „naturalnym odruchem każdego człowieka" [!!!] (tamże). Czy właśnie dla¬
tego niemal nazajutrz po kataklizmie spowodowanym tsunami do miejsc, które
zostały nim dotknięte zaczęli napływać turyści, którzy wcześniej zaplanowali
wypoczynkowy wyjazd? Jeśli jest tak, jak twierdzi Czapiński, wspomniane biuro
podróży wyszło po prostu naprzeciw ludzkim potrzebom. Cytowany badacz
podkreślił, że organizacja podróży „śladami tsunami" „nie ma nic wspólnego
z moralnością" (tamże). W ten sposób usprawiedliwione (i zaaprobowane) zostały
działania, które - jak sądzę - nie przez wszystkich mogą być w ten sam sposób
oceniane. Sami pracownicy biura organizującego wspomniane wycieczki podkreś¬
lali, że chodzi im przede wszystkim o zdobycie pieniędzy, które mogłyby pomóc
w szybkim ożywieniu gospodarczym terenów dotkniętych katastrofą (tamże).
Umiejętnie podsycane przez media lęki wydają się być jednym z najbardziej
dotkliwych społecznych kosztów transformacji. Towarzyszy im wzrost zachoro¬
wań na różnego rodzaju choroby, w tym m.in. depresje. Od zakończenia I I wojny

„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

1

0

3

światowej liczba chorych na tę chorobę wzrosła dziesięciokrotnie (Szymborski
2003, s. 112). W Polsce, w ciągu ostatnich czterech lat, o 30% wzrosła liczba
pacjentów szpitali psychiatrycznych, a liczba osób cierpiących na choroby obja¬
wiające się obniżeniem nastroju wzrosła o 40% (Kołodziejczyk 2004, s. 3). Naj¬
większy wzrost zachorowań - o 235 procent! - odnotowano jednak w przypadku
nerwic i depresji (tamże). Autor wyjaśnia, że choć w wielu środowiskach wizyta
u psychiatry czy psychologa pozostaje wstydliwym problemem , coraz więcej
osób szuka fachowej pomocy - stąd m.in. wyraźny wzrost wspomnianych tu
danych. Jednocześnie prawdą jest, że „coraz więcej ludzi nie daje sobie rady
z psychicznymi obciążeniami" (Kołodziejczyk 2004, s. 3). „Psychiatrzy potwier¬
dzają potoczne doświadczenie: żyjemy w bardzo nerwowych czasach" (tamże).
Zdaniem Urszuli Gil, z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Nowym
Mieście nad Pilicą, „pełno teraz depresji rujnujących zdrowie, schizofrenii,
apatii i bezradności życiowej tak porażającej, że w zdrowych przedziałach zu¬
pełnie się ona nie mieści. Kiedyś tego aż w takich rozmiarach nie było" (cyt. za:
Pietkiewicz 2002, s. 36).
Wysoką cenę płacą ludzie młodzi, od dziecka wychowywani w warunkach
bezwzględnej konkurencji. Jak twierdzi psycholog Magdalena Wójcik, „dzieciń¬
stwo bywa szkółką późniejszych depresji" (Kołodziejczyk 2004, s. 4). „Współ¬
czesne wzorce społeczne - pisze M . Kołodziejczyk - nakazują młodym wejść
w dorosłość śmiało i pewnie. Od tego momentu życie powinno być nieustającym
sukcesem zawodowym, najlepiej okraszonym dużymi pieniędzmi, szczęśliwą
rodziną i domem w dobrej dzielnicy. Cel jest więc jasno wytyczony, brak tylko
instrukcji jego osiągnięcia" (tamże).
Zdaniem Bogusława Harata z warszawskiego Instytutu Psychiatrii i Neurologii,
obecnie można mówić o dominacji „uzależnieniowej wizji świata" (wcześniej
mówiono m. in. o relacjach społecznych w kategoriach neurotyzacji, potem
- o schizofrenizacji i o „depresjogennych stosunkach społecznych"). Uzależnieniowa wizja świata łączy się z odchodzeniem od „postaw ascetyczno-wyrzeczeniowych" i wybieraniem postaw hedonistyczno-konsumpcyjnych, dających - lub ma¬
jących zapewnić - poczucie szczęścia i wolności (cyt. za: Niezgoda 2004, s. 87).
Coraz więcej osób poszukuje pomocy u wróżek i tzw. jasnowidzów. Ich proble¬
my bardzo często mają związek z obecnymi przemianami. Wśród poszukujących
pomocy są przy tym zarówno osoby, które znalazły się w trudnej sytuacji, jak
i ci, którym dobrze się powodzi, chcieliby jednak poprawić swój stan posiada¬
nia lub przynajmniej zachować to, co mają. Jak powiedziała jedna z wróżek:
„Biznesmeni proszą o typy na giełdę i informacje o księgowym, czy nie kręci na
lewo. Ostatnio jednak klienci dopytują się o grupowe zwolnienia, a bezrobotni
proszą o informacje o ewentualnej posadzie" (Winnicka 2002, s. 77). Zdaniem
innej kobiety zajmującej się wróżeniem, można mówić o „eskalacji strachu wśród
13

1 3

Najwięcej (77%) osób „stroni od wizyt u psychiatry, bo wstydzą się opinii otoczenia («co
inni ludzie o nas pomyślą*)". Jednocześnie taki sam procent deklaruje pozytywny stosunek do
chorych psychicznie sąsiadów (Kołodziejczyk 2004, s. 4).

IWONA KABZIŃSKA

104

klientów", jak również o „eskalacji biedy i bezradności" (tamże, s. 78). Jeszcze
inna wróżka stwierdziła, że „przełomem był 1994 r. Od tego czasu ludność
zaczęła bać się przyszłości. Wcześniej wykazywała niezwykłą, ponadnaturalną
wiarę w rzeczywistość. - «A teraz zgubiła się w realu»" (tamże). Nie wiadomo
dlaczego akurat rok 1994 został uznany za przełomowy w sposobie widzenia
rzeczywistości. Trudno też zgodzić się z twierdzeniem o „niezwykłej wierze
w rzeczywistość", jaka miała cechować ludzkość zanim nastąpił ów przełomowy
moment dziejów. Prawdziwa jest natomiast z pewnością informacja o wzroście
poziomu strachu.
O rosnącej popularności różnego typu działań magicznych w dzisiejszych
czasach pisze Z. Grębecka. Jest to związane z „biedą, poczuciem bezradności
i zagubieniem w problemach codziennej egzystencji" (patrz też cytowany przez
nią Bystroń 1980, s. 78-80). Zainteresowaniu magią sprzyja również zmiana
modelu życia, a zwłaszcza oczekiwanie, że będzie ono przede wszystkim łatwe
i przyjemne . Można dodać, że na kształtowanie konsumpcyjno-hedonistycznego
stylu życia bardzo silnie wpływają sugestywne reklamy, jak też np. opisywane
w prasie przykłady z życia gwiazd i innych sławnych osób.
Grębecka zauważa, że coraz więcej ludzi jest przekonanych, iż należą im się
różnego rodzaju dobra, zarówno materialne, jak i np. „powodzenie, sukces, do¬
statek, tak czy inaczej rozumiana samorealizacja. [ . ] pozbawienie ich kogoś
jest nieomal naruszeniem praw człowieka. Dostępność i łatwość w zdobywa¬
niu dóbr sprawia, że brak owych dóbr powoduje sprzeciw i jest traktowane jako
niezasłużona krzywda. [ . ] " .
Zapytałam pewnego specjalistę od reklamy, jaki jest sens reklamowania to¬
warów niedostępnych, z uwagi na cenę, dla znacznej większości społeczeństwa
(chodziło mi nie tylko o towary zaliczane do luksusowych, ale też np. o różne
rodzaje kosmetyków lub artykułów spożywczych, których kupno przekracza
możliwości wielu osób). W odpowiedzi usłyszałam, że ważna jest nie tylko sprze¬
daż reklamowanych towarów, ale też wywoływanie frustracji u tych, którzy
nie mogą sobie na nie pozwolić. Stąd - jak sądzę - widoczna w niektórych rekla¬
mach determinacja osób, które rozbijają szybę wystawową w zamkniętym skle¬
pie, by natychmiast napić się ulubionego napoju, zdobyć gumę do żucia, loda
lub smakowity wafelek. Stąd - przypadki zabójstw spowodowane zazdrością
o to, że komuś się lepiej powodzi. Frustracja rodzi się bowiem nie tylko z po¬
wodu braku dostępu do określonych towarów. Pojawia się też, gdy marzenia
zderzają się z rzeczywistością, gdy nie można osiągnąć poziomu życia i modelu
lansowanego przez media i reklamy, kreujące postawy współzawodnictwa pole¬
gającego na nabywaniu określonych dóbr, tak by wzbudzić zazdrość innych osób,
wyróżnić się, zająć wysokie miejsce w różnego typu rankingach, budować swój
prestiż mając jak najwięcej i móc sobie pozwolić na częste zmiany. Nieważne, że
udział w tych „zawodach" powoduje wzrost stresów, nerwic, lęków, depresji
14

1 5

1 4

1 5

Z. Grębecka, op. cit., s. 246.
Z. Grębecka, op. cit., s. 246.

„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

1

0

5

i rozmaitych chorób psychicznych. Można temu zaradzić! Istnieje mnóstwo leków,
produkowanych zarówno przez przemysł farmaceutyczny, jak i oferowanych
przez tzw. medycynę naturalną.
Jesienią 2004 r., w jednym z warszawskich sklepów znalazłam ulotkę zachę¬
cającą do zakupu olejków eterycznych używanych w aromaterapii. Oferta obej¬
mowała czterdzieści olejków mających wspomagać leczenie w różnego rodzaju
schorzeniach. Nie jest - jak sądzę - przypadkiem, że przy dwudziestu spośród
nich widniała informacja o korzystnym działaniu terapeutycznym w tak częstych
w naszych czasach stanach lękowych i depresji. Lęki i depresje były przy tym
wymienione na pierwszym miejscu wśród chorób, do których zwalczania ma
się przyczynić aromaterapia i odpowiednio dobrany olejek. Sądzę, że mamy
tu kolejny przykład komercjalizacji społecznych bolączek. Któż bowiem nie
chciałby uwolnić się od trapiących go dolegliwości za pomocą kilku kropli pach¬
nącego olejku?
Niedawno w Warszawie, na słupach elektrycznych i przystankach autobuso¬
wych, zauważyłam reklamy szczepionki, która ma zlikwidować stres. Jest to ko¬
lejny przykład „handlu marzeniami" i „komercjalizacji lęków".
Różnego typu lęki nie są tylko problemem pojedynczych osób i ich rodzin.
Mają one także istotny wymiar społeczny. Niepewność jutra i negatywna wizja
przyszłości są często jednym z podstawowych czynników wpływających na de¬
cyzję o rezygnacji z posiadania potomstwa. Zdaniem J. Żakowskiego, „zerwa­
nie naturalnego następstwa pokoleń jest może najwyższą ceną, jaką płacimy
za transformację i model cywilizacyjny Zachodu" (Żakowski 2004, s. 3; podkr.
I.K.). Przyczyną, dla której wiele kobiet świadomie rezygnuje z urodzenia dziec¬
ka jest bardzo trudna sytuacja na rynku pracy, ubożenie społeczeństwa, wzrost
kosztów utrzymania i wykształcenia dzieci, brak osłony socjalnej i ochrony osób
wychowujących dzieci (tamże). Z badań przeprowadzonych przez SMG/KRC na
zlecenie Fundacji Rodzić po Ludzku wynika, że „co trzecia (33 proc.) Polka
obawia się wydatków związanych z ciążą, porodem i utrzymaniem dziecka"
(PAP 2005, s. 2). Kobiety nie decydują się na dziecko z lęku przed utratą pracy,
albo też dlatego, że tej pracy nie mają. Ważnym czynnikiem jest również trudna
sytuacja mieszkaniowa (PAP 2005b, s. 2). Jednocześnie upowszechnia się nowy
model zachowań, w którym „posiadanie i wychowywanie dzieci przestało być
oczywistym celem dobrego ludzkiego życia, bo żadne oczywiste cele - poza
własnym spełnieniem - na ogół już nie istnieją" (Żakowski 2004, s. 4).
Obniżający się z roku na rok przyrost naturalny uznany został za „bezdzietną
katastrofę" (PAP/MS 2004, s. 1). Grozi ona brakiem rodzimych rąk do pracy
i powoduje konieczność uzupełnienia ich przez imigrantów (Żakowski 2004, s. 3) .
Autor twierdzi, że „w potocznej opinii Polaków głównym źródłem problemu
16

1 6

Według danych ONZ, „dla zatrzymania procesu starzenia się populacji do Europy musia¬
łoby napłynąć średnio 27 milionów imigrantów rocznie. Populacja Europy w 2050 r. wynosiłaby
wówczas 2,3 mld, z czego 1,7 mld stanowiliby imigranci, którzy przybyli po 1995 r., i ich potom­
kowie" (Żakowski 2004, s. 3).

106

IWONA KABZIŃSKA

[malejącej dzietności] jest szok transformacji. Bo dzieci zaczęło brakować, gdy
skończył się socjalizm. Pojawiło się bezrobocie [...] dzień pracy zaczął się wy­
dłużać, spora część społeczeństwa biedniała, zabezpieczenia społeczne znikały,
koszty edukacji rosły, słabła ochrona pracowników, także wychowujących dzieci.
Krótko mówiąc, zapanowała niepewność, którą większość z nas kojarzy z trans­
formacją" (tamże). Żakowski podkreśla, że wspomniany tu problem ma inne, nie
mniej ważne, przyczyny. Powołuje się on na teorię „drugiego przejścia demogra­
ficznego", stworzoną przez Dirka van der Kaa, zgodnie z którą, „ludzie są coraz
bardziej skoncentrowani na sobie, na samorealizacji, samoafirmacji - na swojej
karierze, rozwoju, konsumpcji, przyjemnościach - a coraz mniej na obowiązkach
dawniej uważanych za oczywistą powinność. [ . ] żadne oczywiste cele - poza
własnym spełnieniem - na ogół już nie istnieją. [...] Człowiek nowoczesny speł­
niał się przede wszystkim w dzieciach. Człowiek ponowoczesny sprawdza się
i realizuje sam" (Żakowski 2004, s. 4).
Żakowski zwraca uwagę, że „teoria «drugiego przejścia demograficznego^
kładzie nacisk na głębokie procesy kulturowe" (tamże). Można jednak zapytać,
czy nie jest przypadkiem tak, że owa samorealizacja, koncentracja na sobie
i samoafirmacja są często wymuszone przez warunki ekonomiczne, szok trans¬
formacji i brak nadziei na poprawę? Nie jest przecież prawdą, że młodzi ludzie
generalnie nie chcą mieć dzieci. Z tego, co wiem, rodzina ciągle stanowi dla nich
jedną z największych wartości. Być może wiele osób rezygnuje z posiadania
dzieci nie dlatego, że ich marzeniem jest samorealizacja zawodowa, swoboda,
brak obowiązków, lecz bolesna konieczność „utrzymywania się na powierzchni",
niepewność jutra, lęk przed przyszłością, brak polityki prorodzinnej i życie
w warunkach, które nie zachęcają do założenia rodziny.
Pomysł, by płacić matkom tzw. becikowe za każde urodzone dziecko - zgło¬
szony na początku 2005 roku przez Ligę Polskich Rodzin - na pewno nie roz¬
wiązałby problemu, konieczne są bowiem głębokie zmiany systemowe, np. takie,
jakie przeprowadzone zostały w Finlandii i innych państwach skandynawskich,
a także w krajach Beneluksu (szerzej patrz: Saxonberg 2004; Szelewa 2004; por.
Żakowski 2004, s. 5-6;).
Sprawa „becikowego" wywołała burzliwą dyskusję. Cezary Miżejewski, wice¬
minister polityki społecznej, stwierdził np., że „nie zwiększy [ono] liczby uro¬
dzeń, a może doprowadzić do patologii: rodzenia dzieci dla pieniędzy" (PAP
2005, s. 2). Jeden z czytelników „Metropolu" napisał: „Zamiast dawać nam tzw.
becikowe za urodzenie dziecka, niech lepiej nam ta banda darmozjadów poprawi
sytuację socjalną. Co mi z tych 5 tys. zł? Nawet jak kupiłbym za nie wyprawkę
dla dziecka, to i tak nie będzie mnie stać na jego utrzymanie" (Strona czytelni¬
ków... 31.01.2005, s. 08). Do wypłat za urodzenie dziecka negatywnie odniósł
się też inny czytelnik, który przewidywał „powołanie resortu «becikowego»,
lokalnych struktur i urzędów «becikowych», na których utrzymanie zostaną
17

1 7

Początkowo każda matka miała otrzymać 5000 zł., kolejne propozycje mówiły o 2500,
a potem o 1500 zł.

„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

1

0

7

ściągnięte kolejne pieniądze w postaci podatków od osób prywatnych i przedsię¬
biorstw" (Strona czytelników... 24.01.2005, s. 08). Inna czytelniczka skrytyko¬
wała wypowiedź kobiety, która postulowała, by zamiast wypłacania „becikowego" przedłużyć urlop macierzyński, i spytała: „A co z kobietami, które nie pracują
na etacie, ale np. na umowę zlecenie, prowadzą dom albo własną działalność
gospodarczą? One nie mają urlopu macierzyńskiego: czy zatem nie należy im
się żadne wsparcie?" (Strona czytelników. 31. 01. 2005, s. 08). Pozytywnie
o „becikowym" wypowiadały się również osoby, z którymi rozmawiała dzienni¬
karka „Faktu" (Bartosek-Środa 2005).
Moim zdaniem, dyskusja na temat wypłacania „becikowego", z którego
w końcu nic nie wyszło, była typowym „tematem zastępczym", jak też chwytem
przedwyborczym. Ujawniła jednak część społecznych nastrojów, lęków i frustra¬
cji, jak też różnic postaw - od koncentracji na własnych interesach i przedsta¬
wianiu zjawisk patologicznych w taki sposób, jakby były one normą po potrzeby
głębokich reform społecznych.
Jedną z istotnych przyczyn, dla których wiele kobiet nie decyduje się na
urodzenie dziecka jest - tak charakterystyczny dla obecnych czasów - brak
poczucia bezpieczeństwa, niepewność jutra. Wielu polityków dostrzega nega¬
tywne skutki takich odczuć i przekonań, podkreślając jak ważne jest „bezpie¬
czeństwo w transformacji". Mówił o tym np. premier Dolnej Saksonii, Sigmar
Gabriel, nie wskazując jednak sposobów, które umożliwiłyby osiągnięcie tego
stanu. Podkreślił on też, że trzeba odróżnić „bezpieczeństwo w transformacji" od
„bezpieczeństwa przed transformacją" i dodał, że mówienie o „bezpieczeństwie
przed transformacją" byłoby kłamstwem (Niemiecka droga. 2002, s. 42).
A „bezpieczeństwo w transformacji"? Czy istotnie można je zapewnić?
Doświadczany przez wiele osób brak bezpieczeństwa w transformacji jest,
niestety, faktem, podobnie jak rosnące bezrobocie, nasilona migracja o charakterze
zarobkowym, ubożenie dużej części społeczeństwa, spadek zaufania do wielu
instytucji, wzrost przestępczości, pogłębiające się frustracje i lęki (nie można
jednak mówić wyłącznie o polskich lękach).

„ŻYCIE OBOK PAŃSTWA, A NAWET WBREW N I E M U "

Bardzo mocno rysują się dziś w naszym społeczeństwie podziały na sferę
publiczną i prywatną. Wskazują na to m.in. autorzy raportu „Diagnoza społeczna
2003". Ich zdaniem, „Polacy żyją obok swojego państwa, a nawet wbrew niemu.
Postawili na siebie: «na edukację, nowoczesne technologie komunikacyjne i zdro¬
wie, coraz więcej inwestują w te dziedziny. Gonią cywilizacyjnie na własną rękę
zamożne społeczeństwa zachodnie». To, co im się naprawdę coraz mniej po¬
doba, to sytuacja kraju oraz jego perspektywy. Ciągle rośnie odsetek osób prze¬
świadczonych, że zmiany po 1989 r. negatywnie wpłynęły na ich życie (68 proc.),
tylko 6 proc. Polaków ocenia reformy jako udane" (Wilk 2003, s. 7). „Jesteśmy
przekonani, że pomyślny bieg spraw zawdzięczamy głównie sobie (76,5 proc.),

108

IWONA KABZIŃSKA

a jeśli coś idzie kiepsko, to jest to wina losu (50 proc.) i władz (39 proc.)" (tamże).
Moim zdaniem, twierdzenie, iż „Polacy żyją obok swego państwa, a nawet
wbrew niemu" jest próbą kreowania kolejnego elementu stereotypowego wize¬
runku społeczeństwa. Czy można bowiem mówić - generalnie - o życiu obok
państwa, jeśli część obywateli (i to, jak sądzę, niemała) śledzi uważnie i ocenia
występujące tu zjawiska, a także zadaje sobie pytania o przyszłość kraju, w którym
mieszka? To, że wiele osób „bierze sprawy w swoje ręce" niekoniecznie musi
świadczyć o „życiu obok państwa", czy „wbrew niemu". Może to być po prostu
efekt zmian, umożliwiających dokonywanie różnych wyborów, a zarazem skutek
coraz słabiej działającego państwa opiekuńczego i jego instytucji.
„Obok państwa" z pewnością nie żyje ta część społeczeństwa, która oczekuje
od niego opieki socjalnej (i z tej opieki korzysta). Liczy też na pomocy w roz¬
wiązaniu problemów, zwłaszcza takich jak bezrobocie, ubóstwo, brak mieszkań,
opieka zdrowotna, rosnące koszty edukacji i in. Można też spotkać się z przeko¬
naniem, że państwo jest winne różnego typu bolączkom, z którymi boryka się
polskie społeczeństwo (patrz np. Bendyk 2005, s. 42; Podgórska i in. 2002, s. 30).
Taką opinię usłyszałam również jesienią 2004 na bazarku, na którym robiłam
zakupy. Pani sprzedająca owoce - w rozmowie z inną kobietą - stwierdziła
z przekonaniem, że gdyby polskie władze chciały zlikwidować bezrobocie, zro¬
biłyby to bez trudu. Skrytykowała jednocześnie zatrudnianie cudzoziemców, jak
również przymusową migrację tysięcy Polaków „za chlebem".
W Polsce, podobnie jak w wielu innych krajach, rośnie przepaść między spo¬
łecznymi oczekiwaniami i naciskami na państwo, a jego możliwościami, a może
też chęciami (por. uwagi Z. Baumana o odchodzeniu od państwa opiekuńczego;
Bauman 2005). Coraz bardziej ograniczane są też możliwości działania „państw
narodowych w warunkach ostrej konkurencji globalizacyjnej i gospodarki ryn¬
kowej. [...] Nie oznacza to, że rosnące potrzeby nie mogą być zaspokajane [ . . . ] .
Może to [jednak] osiągnąć państwo dostatecznie uczciwe i współdziałające
z silnym społeczeństwem obywatelskim przez samorządy, różne korporacje,
związki i stowarzyszenia. Do takiego państwa droga Polski jeszcze daleka [ . . . ] "
(Wielowieyski 2004, s. 107).
Opinię o odpowiedzialności państwa za tak poważny problem, jakim jest bez¬
robocie podzielają też niektórzy dziennikarze (Bolibrzuch 2002) i eksperci.
Zdaniem Krzysztofa Dzierżawskiego, z Centrum im. Adama Smitha, „nie ma
żadnego logicznego uzasadnienia dla istnienia bezrobocia. Mówienie o czynni¬
kach obiektywnych, np. takich jak wyż demograficzny, jest najzwyczajniejszą
w świecie bzdurą. [ . ] Ludzie nie mają pracy, bo skrępowana głupimi przepisami
gospodarka nie może normalnie funkcjonować, a nie dlatego, że w ich roczniku
18

1 8

Autorka zwraca uwagę na brak koncepcji w zwalczaniu bezrobocia i nieskuteczne przej¬
mowanie zachodnich wzorów bez uwzględniania różnic w charakterze gospodarki lub np. stop¬
nia zaawansowania restrukturyzacji (patrz też: Polski bezrobotny... 2002). Antoni Rajkiewicz
pisze natomiast o braku zainteresowania rodzimymi propozycjami (np. programem opracowa¬
nym przez prof. Mieczysława Kabaja), które mogłyby zahamować „marnotrawstwo pracy i dezaktywizację w Polsce" (Rajkiewicz 2004, s. 189; por. Reanimacja tygrysa 2005).

„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

109

urodziło się więcej osób niż w poprzednich" (Państwo tworzy... 2002, s. 19; por.
Reanimacja tygrysa 2005). Autor twierdzi, że w „gospodarce typu zachodniego,
rynkowego, wystarczającym warunkiem do powstania miejsc pracy jest istnienie
rąk do pracy. Jeśli ten warunek jest spełniony, a mimo to trzy miliony osób nie
mogą znaleźć zatrudnienia, to oznaka patologii, a nie normalności" (tamże).
Moim zdaniem, K. Dzierżawski idealizuje „gospodarkę typu zachodniego".
Wiadomo bowiem, że także w wielu krajach zachodnich wzrasta bezrobocie, stąd
m.in. wspomniane obawy przed napływem konkurencyjnej siły roboczej z państw
„nowej Unii" i spoza niej. Jak podaje Leszek Gilejko, „pod koniec ubiegłej de¬
kady bezrobocie w krajach zaliczanych do grupy o niskiej i najniższej stopie
zatrudnienia wynosiło: w Hiszpanii 15,9%, we Włoszech i we Francji po 11,8%,
w Finlandii 10,3% (Gilejko 2004, s. 162). W krajach Europy Zachodniej bezro­
bocie należy do najważniejszych problemów. Jego efektem jest m.in. powstanie
„nowej podklasy społecznej" i związane z tym zjawisko wykluczenia oraz izolacji
osób nie mających pracy. Podobny procesy występuje w Polsce, gdzie „pojawia
się szeroka rzesza ludzi trwale marginalizowanych i zdeprywowanych, znajdują¬
cych się coraz bardziej poza głównym nurtem życia społecznego. [...] Mamy
[przy tym] do czynienia ze zjawiskiem marginalizacji całych rejonów kraju"
(Błaszczyk 2004, s. 181). Innego zdania na temat bezrobocia w krajach unijnych
jest Antoni Rajkiewicz. Twierdzi on, że można mówić o wzroście liczby pracują¬
cych w tych krajach osób. Według niego, „od 1995 r. do 2002 przyrost zatrudnie¬
nia wyniósł 13,6 mln osób, [...] zaś stopa bezrobocia spadła z 10,7% do 7,6%.
[ . ] wszystkie kraje UE korzystały [przy tym] z imigracji zarobkowej (w tym
również i z Polski)" (Rajkiewicz 2004, s. 187). Trudno powiedzieć, co jest przy¬
czyną rozbieżności stanowisk. Być może cytowani tu autorzy korzystali z róż¬
nych źródeł, zawierających tak odmienne informacje.
Prasa donosi o pogarszającej się sytuacji na rynku pracy w USA. Wprawdzie
oficjalnie nie występuje tam bezrobocie, pogłębia się jednak zjawisko polegające
na likwidacji wielu sektorów gospodarki, którego następstwem jest przymus
podejmowania jakiejkolwiek pracy przez osoby zatrudnione dotychczas w tych
sektorach (najczęściej znacznie gorzej płatnej) i „degradacja społeczna całych
grup, które jeszcze do niedawna z dumą mieniły się klasą średnią" (Bendyk 2005,
s. 41; autor powołuje się m.in. na prace Barbary Ehrenreich, Nickel and Dimed
oraz Dale'a Maharidge'a, Homeland. Wspomina też, że podobne zjawisko ma
miejsce we Francji; Piszą o tym Luc Boltanski i Eve Chiapello w pracy Le nouvel
esprit du capitalisme).
Wróćmy jednak na rodzimy grunt. Do głosów obarczających rządzących winą
za polskie bezrobocie przyłączył się biskup tarnowski Wiktor Skworc. Jego zda¬
niem, „po 1989 r. żaden gabinet nie zajął się tym problemem" (Drwal 2003, s. 5).
Biskup Skworc - podobnie jak K. Dzierżawski - zauważył również, że „mimo
wielu lat, jakie minęły od czasu zmiany systemu politycznego w Polsce, nie roz¬
winęła się klasa ludzi średnio zarabiających. [ . ] sytuacja ekonomiczna nie
sprzyja działalności gospodarczej. Zbyt wysokie podatki zniechęcają pracodaw¬
ców do tworzenia nowych miejsc pracy" (tamże). Zdaniem bp. Skworca, „trzeba

110

IWONA KABZIŃSKA

apelować do rządu i parlamentu, by podjęli gruntowną reformę państwa, gdyż
dryfuje ono ku katastrofie" (tamże).
Dane GUS nie pozostawiają wątpliwości. Bezrobocie systematycznie rośnie.
W końcu 1990 r. wynosiło ono 6,5%, w 1993 - 16,4%, w 2000 - 15,1%, w 2001
- 17,4% (Bezrobocie 2002, s. 8). Według Narodowego Spisu Powszechnego, bez
pracy oficjalnie pozostawało 3,5-3,6 miliona Polaków (Gilejko 2004, s. 152;
Janicki, Wilk 2003, s. 20). Jak podaje PAP, w grudniu 2004 r. stopa bezrobocia
wzrosła do 19,0% z 18,7% w listopadzie tegoż roku. Liczba bezrobotnych wy¬
niosła 2990 tys. i w stosunku do listopada 2004 wzrosła o 57,1 tys. osób (PAP
2005d, s. 06). Według Edwina Bendyka, bez pracy pozostaje [...] 19,4% zawo¬
dowo czynnych Polaków; „ponad milion z nich nie pracuje już ponad 24 miesią¬
ce" (Bendyk 2005, s. 40). Należy zwrócić uwagę na wzrost bezrobocia w dużych
miastach, również w stolicy, która jeszcze do niedawna wydawała się być miejs¬
cem, gdzie stosunkowo łatwo znaleźć pracę. W 2002 r. na jedną ofertę pracy
chętnych było tu 250 osób. W skali kraju wskaźnik ten wynosił 357 bezrobot¬
nych. Najgorzej było w woj. świętokrzyskim, gdzie o jedno miejsce pracy ubie¬
gało się 1400 osób (Metropol 2002, s. 8). Rośnie też zjawisko bezrobocia wśród
osób z wyższym wykształceniem i osób młodych, do 24 roku życia. E. Bendyk
podkreśla, że „choć bezrobotnych jest ok. 20 proc. Polaków w wieku produkcyj¬
nym, to pracuje tylko 52 proc. (najniższy wskaźnik w UE). Brakujące 28 proc. to
w dużej mierze pracownicy «dezaktywowani» m.in. za pomocą wcześniejszych
emerytur i rent. Na dodatek liczba bezrobotnych może się znacznie zwiększyć
wskutek spadku zatrudnienia w rolnictwie. Rolnicy są najmniej produktywną
grupą w Polsce. Stanowią oni 19 proc. zawodowo czynnych, ale wytwarzają
tylko 3 proc. PKB" (Bendyk 2005, s. 40).
Bezrobocie nie może być postrzegane jedynie jako ujęte w liczby zjawisko
społeczne, będące wynikiem określonych procesów rynkowych i jedną z cech
gospodarki kapitalistycznej oraz obecnej transformacji. Za wskaźnikami, cyframi,
wykresami itp. kryją się bowiem ludzie, ich dramaty, lęki, rodzinne i osobiste
tragedie, a wreszcie - patologie. Na konieczność dostrzegania tragedii ludzi
dotkniętych bezrobociem i ich najbliższych zwracają m.in. uwagę autorzy tek¬
stów opublikowanych w 11 numerze czasopisma pt. „Znaki nowych czasów"
(z 2004 roku). Dramaty niewielkiej części bezrobotnych ukazują także pamięt¬
niki, jakie napłynęły na konkurs ogłoszony przez Szkołę Główną Handlową
w 2000 roku. Pomysłodawcą był dr Andrzej Budzyński. Postanowił on powtórzyć
konkurs na pamiętniki bezrobotnych, przeprowadzony w 1933 roku przez Insty¬
tut Gospodarstwa Społecznego AGH. Na zorganizowany przez niego konkurs
wpłynęło 1700 wypowiedzi. Najwięcej (174) z woj. dolnośląskiego, nieco mniej
z woj. wielkopolskiego i mazowieckiego. Wśród uczestników zdecydowanie
przeważały kobiety (1192). Większość osób pochodziła z miast, ze wsi nadesłano
377 prac (Dominik 2003, s. 88).
Pamiętniki bezrobotnych są analizowane przez naukowców (psychologów,
socjologów, historyków i ekonomistów). Interesuje ich m.in. wpływ bezrobocia
na życie rodzin i poszczególnych osób. Jak stwierdził A. Budzyński, „Już przy

„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

111

pierwszej lekturze rzuca się w oczy fakt, że system pomocy dla osób bezrobotnych
funkcjonuje w Polsce niedostatecznie. [ . ] Widać też wyraźnie, że tam, gdzie jest
bezrobocie pojawiają się firmy żerujące na ludzkiej bezradności i naiwności" (cyt.
za: Dominik 2003, s. 88). A. Budzyński stwierdził, że „pisanie pamiętnika pomo¬
gło niektórym ludziom ogarnąć ich rozklekotane życie i przyniosło ulgę" (tamże).
Opublikowane przed wojną pamiętniki bezrobotnych „stały się wstrząsem dla
opinii publicznej" (Dominik 2003, s. 88). Czy podobna byłaby reakcja polskiego
społeczeństwa na publikację tekstów, jakie napłynęły na konkurs przeprowadzo¬
ny w I I I Rzeczypospolitej? Jeśli wierzyć sondażom, z których wynika, że młode
pokolenie Polaków znacznie rzadziej współczuje innym ludziom, niż pokolenie
średnie i starsze; jest zdecydowanie mniej altruistyczne i empatyczne (Wnuczka
Polka. 2003, s. 68) nie należy oczekiwać wstrząsu, ani też nadmiernego współ¬
czucia, czy zainteresowania sytuacją osób pozostających bez pracy, bardzo
często nie z własnej winy. Sondaże mówią jednak tylko o pewnych tendencjach,
nie oddając złożonej materii rzeczywistości, pozostawiając zarazem miejsce na
inne wybory, zaskoczenie i „przypadek".
Uczestnicy konkursu stanowią niewielki odsetek bezrobotnych. Na podstawie
ich wypowiedzi nie można więc wnioskować o całości zjawiska, które dotyka
ponad 3 miliony osób. Życie większości z nich od dawna pozostaje „rozklekota¬
ne". Tak naprawdę tylko bezrobotni i ich najbliżsi wiedzą, jaką cenę płacą ci,
którzy chcą pracować, a nie mogą znaleźć pracy, kiedy poszukiwania się prze¬
dłużają, gdy opadają ręce i gaśnie nadzieja, pojawia się obezwładniający lęk,
utrata sensu życia, świadomość przegranej.
Jeden z uczestników konkursu na pamiętniki bezrobotnych, Stefan Litwinowicz z Gdańska, napisał: „Psychicznie człowiek czuje się źle. Zewsząd wieje
pustką, nudą i beznadzieją. Przychodzą różne złe myśli do głowy - nieraz szalone
i niebezpieczne. Człowiek stara się je w sobie stłumić i na siłę odbudować wiarę
w jakąkolwiek przyszłość" (Dominik 2003, s. 89). Inna uczestniczka, Elżbieta
Tomala z Częstochowy, stwierdziła: „Czuję się nikim. Sponiewieraną, niepotrzeb¬
ną nikomu osobą, która nie wie, po co żyje, bo nie ma żadnego celu w życiu.
Dzień mija za dniem i nic się nie dzieje" (tamże). I jeszcze kilka wypowiedzi
ukazujących cenę, jaką płacą bezrobotni: „Zauważyłem u siebie oznaki zobojęt¬
nienia. Obojętne jest mi, czy jestem ogolony, czy nie. Czy mam czystą koszulę,
spodnie. Nie wychodzę z domu. Leżę całymi godzinami i myślę o tym, co było
i będzie, Nie zależy mi nawet na życiu"; „Jestem bezrobotnym magistrem
administracji i nie potrafię wytłumaczyć dzieciom, dlaczego warto się uczyć";
„Jak jesteś bez pracy, to śni ci się czerń. Nie kawa, ciastko, kobieta, tylko czerń.
Budzisz się o 5 nad ranem na czarno. Teraz mam pracę i dalej budzę się na
czarno, bo już znam ten pierdolony stan. Wiem, jak to boli" (tamże, s. 90).
Ludzie, którzy nie mają pracy i którzy muszą korzystać z pomocy innych
często czują się zbędni, bezwartościowi, bezużyteczni, odrzuceni przez społe¬
czeństwo. Wstydzą się konieczności wyciągania ręki po pomoc (por. Bauman
2005, s. 153; Pietkiewicz 2002, s. 36; Weinerova 1994). Cytowane tu wypowiedzi
dają jedynie ogólne pojęcie o gorzkim smaku bezrobocia, sytuacji ludzi, którzy

112

IWONA KABZIŃSKA

chcą pracować, mają kwalifikacje, a z różnych powodów nie mogą znaleźć pracy,
nie tylko takiej, która pozwoliłaby im na zaspokojenie podstawowych potrzeb,
utrzymanie rodziny, ale - jakiejkolwiek. Prawdziwy dramat bezrobotnych jest
jednak trudny do opisania. Tak naprawdę znają go tylko oni.
Zygmunt Bauman pisze o gwałtownie rosnącej grupie „ludzi-odpadów", „ludzi
wykluczonych", o zbędnych nadwyżkach, z którymi nie wiadomo, co zrobić
(Bauman 2005, s. 154-155, 167). Można się tylko domyślać, jak się czują i co
przeżywają ludzie traktowani na równi z odpadami przemysłowymi, śmieciami.
Miałam okazję poznać kilkanaście osób, które długo szukały pracy lub ciągle
jej szukają. Nie potrafię opisać ich przeżyć, doświadczeń, lęków o przyszłość.
Młoda dziewczyna, która po ukończeniu wyższych studiów w Warszawie przez
rok szukała w miarę stałego zajęcia, powiedziała mi: „Nie wiem, jak przeżyję to
ż y c i e . " W końcu znalazła „stałą", choć niskopłatną, pracę. Już kilka razy prze¬
dłużono jej umowę, wciąż jednak żyje w niepewności, co będzie dalej, tym bar¬
dziej, że „firma", w której pracuje ma poważne kłopoty finansowe. Podobnie
jak tysiące innych młodych ludzi nie zakłada rodziny, nie chce bowiem znaleźć
się w sytuacji, w której nie będzie miała środków do życia i jej najbliżsi odczują
to boleśnie. Nie liczy na dobrze sytuowanego męża, który zapewniłby rodzinie
stabilizację finansową.
Brak pracy rodzi uczucie zazdrości wobec tych, którzy pracę mają, dostają za
nią wynagrodzenie, nawet jeśli nie wystarcza ono na pokrycie podstawowych
potrzeb i trzeba pożyczać pieniądze. Ważne jest jednak posiadanie w miarę stałego
źródła dochodu, także wówczas, gdy jest on minimalny.
Z cytowanych wypowiedzi bezrobotnych, nadesłanych na konkurs ogłoszony
przez AGH, wynika, że praca nadaje sens życiu, pozwala lepiej myśleć o sobie,
dowartościowuje człowieka. Praca staje się wartością samą w sobie, szczególnie
pożądanym i poszukiwanym dobrem, nawet jeśli jest słabo płatna, dorywcza,
nawet jeśli panujące w niej stosunki są źródłem nerwic, lęków i powodów do
niezadowolenia. W najwyższej cenie jest praca stała, dziś jednak jest to coraz
rzadziej spotykana forma zatrudnienia (patrz: Gilejko 2004, s. 154-155) i tak
naprawdę nie daje żadnej pewności.
Zmiany na rynku pracy, a także zmiany stosunku do samej pracy, zwracają
uwagę badaczy (szerzej patrz: Morawski 2003). L. Gilejko pisze, że praca stała
się dziś „dobrem poszukiwanym i trudno dostępnym" (Gilejko 2004, s. 152).
Zwraca on również uwagę na „dylemat narodowy", jakim jest „konkurowanie ze
sobą dwóch celów i wartości zarazem, a mianowicie rodziny, szczęścia rodzin¬
nego, i pracy [ . ] kariery zawodowej" (tamże, s. 159).
Izabela Książkiewicz twierdzi, że przez długi czas pracę uważano za „hań¬
biącą", człowiek był na nią skazany „z racji swojego niskiego stanu urodzenia
i wynikającego z tego poddaństwa" (Książkiewicz 2004, s. 183). Obecnie nato¬
miast praca „stała się wartością - a społeczne doświadczenie bezrobocia wpłynęło
na postrzeganie pracy jako czegoś, o co warto «zabiegać»" (tamże, s. 185). Nie
oznacza to jednak, zdaniem autorki, że dla wielu osób praca przestała być „prze¬
kleństwem". Postrzegają j ą bowiem jako przymus ekonomiczny, konieczny trud,

„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

113

nie dający najczęściej finansowej satysfakcji (tamże). Są, oczywiście, osoby, dla
których praca jest przyjemnością (Rajkiewicz 2004, s. 188-189) należą one jed­
nak do stosunkowo wąskiej, uprzywilejowanej grupy.
Zdaniem księdza Marka Stępniaka, niezbędna jest „refleksja nad pracą we
współczesnej polskiej rzeczywistości. Nie ma chyba dziś dziedziny bardziej po¬
trzebującej odnowy i tak błędnie postrzeganej jak praca ludzka. [ . ] praca stała
się sferą życia, w której nie obowiązują sprawiedliwość, ład, normy moralne"
(Stępniak 2004, s. 15). Autor - powołując się na encyklikę Jana Pawła I I Laborem
exercens z 1981 roku - przypomina, że „chociaż praca jest tak wielkim dobrem,
to jednak najważniejszy jest człowiek. Ma on swoje prawa: prawo do szacunku dla
swojej pracy, do sprawiedliwej zapłaty, do odpoczynku" (tamże). Tymczasem „pra¬
wa pracowników są [często] lekceważone i przemilczane. Wolność gospodarcza
i chęć zysku zaczynają się przemieniać w «dziki kapitalizm», gdzie pracownik jest
traktowany na równi z maszyną, zmuszany do pracy ponad siły, kosztem odpo¬
czynku, czasu dla rodziny, także kosztem wypełniania w niedziele swoich powin¬
ności religijnych. Sytuacja jest tym bardziej trudna, że wysoki poziom bezrobocia
sprawia, iż na jedno miejsce pracy czeka wielu chętnych" (tamże).
Bezrobotni mogą przede wszystkim liczyć na pomoc najbliższych, przy czym
bardzo często jedynym źródłem utrzymania dla osób nie mających dochodów
staje się emerytura lub renta któregoś z członków rodziny. Stosunkowo niewielki
procent korzysta z pomocy społecznej, instytucji charytatywnych, część stara się
0 prace dorywcze. Według CBOS, 81% bezrobotnych pozostaje na utrzymaniu
członków rodziny, 44% utrzymuje się z prac dorywczych, 20% - z oszczędności,
15% - z zasiłku dla bezrobotnych, 12% - z pomocy opieki społecznej, instytucji
charytatywnych, Kościoła, 8% - z drobnego handlu, 6% - z wyprzedaży po¬
siadanych przedmiotów, 3% - z pieniędzy zdobytych niezupełnie uczciwie, 1%
- z prac stałych (Grzeszak, Dziadul 2002, s. 59).
Zdaniem Katarzyny Korzeniewskiej, często dziś spotykana „sytuacja, w której
dorosłe dzieci oczekują pomocy od rodziców, a ci ostatni pomagają, może być
[ . ] interpretowana jako pochodna transformacji" (Korzeniewska 2002, s. 151).
Autorka podaje przykłady pomocy rodzinnej udzielanej bezrobotnym i ubogim
(tamże, s. 146-147). Zwraca również uwagę na zmianę roli starszego pokolenia
1 jego miejsca w wielu rodzinach „w stosunku do tradycyjnych funkcji [ . ] .
Zmiana widoczna jest przede wszystkim w odniesieniu do relacji dorosłe dzieci
- starzy rodzice (czyli dziadkowie), jak je pamiętają respondenci z własnego
dzieciństwa. Dziadkowie respondentów zależni byli w starości od pomocy i opieki
swoich dorosłych dzieci, którym czasem nie mogli nawet zapewnić tradycyjnego
«posagu»" [ . ] (tamże, s. 147). Autorka powołuje się na badania Zdzisława
Wierzbickiego i Justyny Laskowskiej-Otwinowskiej, które potwierdziły, że „w tra¬
dycyjnej społeczności wiejskiej rodzice albo prawnie zapewniali sobie na starość
pewien zasób środków materialnych i usług ze strony młodych, przekazując im
19

1 9

Czy osoby, które czerpią dochody ze stałych prac mogą być zaliczone do grupy bez¬
robotnych?

IWONA KABZIŃSKA

114

gospodarstwo, albo mieszkając wspólnie z młodymi gospodarzami, polegali na
opiece i zabezpieczeniu podstawowych potrzeb z ich strony. [ . ] to raczej starsi
oczekiwali pomocy od przedstawicieli średniego pokolenia (jeżeli nawet nie od
swoich potomków, to od innych aktywnych ekonomicznie członków wspólnoty
wiejskiej) niż odwrotnie.[.] Zmiana w stosunku do modelu tradycyjnej współza¬
leżności pokoleniowej jest więc diametralna" (tamże, s. 148).
Część osób szuka zatrudnienia na rynku krajowym, część jednak wyjeżdża
„za chlebem". Dziennikarze „Faktu" ogłosili alarm twierdząc, że „za chlebem
wyjechało [już] 1 000 000 Polaków" (Klinger i in. 2005, s. 1). W wielu krajach
unijnych pracę mogą znaleźć polscy lekarze i pielęgniarki oraz osoby sprawują¬
ce opiekę nad niepełnosprawnymi. Na długo przed przystąpieniem Polski do UE
w Niemczech rozważano projekty rozporządzeń, które miały umożliwić Polkom
i kobietom z innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej podejmowanie legal¬
nej pracy w charakterze opiekunek dla osób niepełnosprawnych. W 2001 roku
„w Niemczech ponad 2 mln osób wymagało stałej opieki, z czego 1,4 mln prze¬
bywało w swych domach, a prawie 600 tys. w placówkach opieki. [ . ] W pla¬
cówkach opieki społecznej nad osobami niedołężnymi pracowało ok. 180 tys.
osób" (PAP 2001, s. 04). Niemieckie Ministerstwo Pracy szacuje, że do 2020 r.
liczba wymagających opieki Niemców ma wzrosnąć do 2,8 mln, a do 2050 - do
4,7 mln (tamże). Będzie więc wzrastać zapotrzebowanie na opiekunki. Już dziś
w Niemczech pracuje 30 tys. polskich pielęgniarek, które nie tylko opiekują się
osobami starszymi, lecz również gotują i sprzątają mieszkania. Większość z nich
pracuje nielegalnie (Wrabec 2004, s. 38).
Liczba osób szukających pracy za granicą znacznie wzrosła po przystąpieniu
Polski do Unii Europejskiej. Jak pisze Paweł Wrabec, „według szacunków bry¬
tyjskich gazet, w ciągu pierwszych 72 godzin po rozszerzeniu UE do Londynu
przyjechało ok. 5 tys. naszych rodaków". Szturm na Wyspy Brytyjskie zaczął się
jednak dużo wcześniej (Wrabec 2004, s. 36). W Wielkiej Brytanii pojawia się
coraz więcej ofert pracy dla osób mających średnie i wyższe wykształcenie. Na
pracę mogą liczyć lekarze, pielęgniarki, inżynierowie, ale też np. mechanicy
samochodowi, „którzy pracowali w autoryzowanym serwisie zachodniej marki"
i „szkutnicy jachtowi" (Wrabec 2004, s. 38). Autor podkreśla, że w Wielkiej
Brytanii są przede wszystkim miejsca pracy dla ludzi wykwalifikowanych i zna¬
komicie znających angielski. Wiele osób, które wyjechały w poszukiwaniu
pracy, ale nie spełniają tych warunków, musi więc wrócić do domu lub szukać
pracy „na czarno" (tamże). W 2004 roku Polacy stanowili „najliczniejszą grupę
spośród 133 tys. zarejestrowanych [ . ] na Wyspach pracowników najemnych
z Europy Wschodniej" (Kaczorowski 2005, s. 8).
20

W prasie można znaleźć artykuły zachęcające do wyjazdów, do zaintere¬
sowania się warunkami legalnego zatrudnienia za granicą. Anonimowy autor
tekstu zamieszczonego w Życiu na gorąco informuje, że u naszego zachodniego
2 0

Autor cytuje wypowiedź Pawła Komorowskiego z londyńskiego biura agencji Grafion
Recruitment, rekrutującej pracowników z Europy Wschodniej.

„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

1

1

5

sąsiada otworzyły się m.in. możliwości zatrudnienia dla pomocy domowych
i opiekunek do dzieci. Wskazuje też na korzystne zmiany w przepisach, np.
w przypadku osób, które otrzymały zgodę na zatrudnienie jako pomoc domowa
przez co najmniej 12 miesięcy - prawo do legalnego zatrudnienia mają także
najbliżsi członkowie ich rodzin (Łatwiej o pracę... 2005, s. 27). Inny tekst za¬
czyna się od słów: „Warto wysłać męża na saksy. Do domowego budżetu wpły¬
nie wtedy dwa tysiące euro rocznie na jedno dziecko. Polacy zyskali prawo do
zasiłków wypłacanych przez państwa Unii Europejskiej" (Przewoźniak 2005).
Dalej czytamy, że „osoba wyjeżdżająca powinna przebywać i pracować za grani¬
cą absolutnie legalnie, a pracodawca musi odprowadzać od jej pensji podatki
i opłaty ubezpieczeniowe. [...] Zasiłek obejmuje każde dziecko pracownika, bez
względu na to, czy przebywa wraz z rodzicami, czy zostało w Polsce. Prawo do
zasiłku mają dzieci, które nie ukończyły 27. roku życia i uczą się [ . ] " (tamże).
Oferty te są z pewnością kuszące dla osób pozostających bez pracy w Polsce,
eksperci przestrzegają jednak przed skutkami procesów migracyjnych, m.in.
starzeniem się polskiego społeczeństwa i spadkiem jego liczebności. Już dziś
Polska dołączyła do starzejących się państw Unii. Jak pisze Marek Henzler, „wy¬
jątkowo szybko znaleźliśmy się w Europie, której zachodnia część na podobne
procesy demograficzne (spadek dzietności i starzenie się społeczeństwa) potrze¬
bowała dwa razy więcej czasu niż my" (Henzler 2002, s. 21). Autor podaje, że
„w Polsce w 1950 r. na jedna osobę w wieku powyżej 65 lat przypadało 12 doro¬
słych dzieci i wnuków (powyżej 15 lat). W 2050 będzie ich już jedynie dwoje"
(tamże, s. 22). Pojawia się więc problem opieki nad ludźmi starszymi, jak
również konieczność tworzenia instytucji, które będą musiały zastąpić rodzinę
(tamże). Podobne tendencje i problemy występują w wielu krajach Zachodu.
Prof. Janina Jóźwiak z SGH informuje, że obecnie w Europie „co piąta osoba ma
więcej niż 60 lat, a w 2050 r. granicę tego wieku będą już za sobą miały 4 osoby
na 10. W Polsce będzie podobnie i liczba seniorów wzrośnie nam z 6 do 12 mln"
(tamże, s. 22). Jesteśmy też ostrzegani, że za 20-30 lat, a może nawet znacznie
wcześniej, mogą wystąpić problemy z wypłatą emerytur (PAP/MS 2004, s. 1).
Pojawiają się pytania: „Kto będzie w Polsce pracował, kto będzie rodził dzieci,
kto utrzyma coraz większą część społeczeństwa w wieku poprodukcyjnym i czy
chcemy, poprzez migrację z zewnątrz, nieco zasypać ludnościową dziurę?"
(Henzler 2004, s. 22). Rosną też obawy, że nasilające się procesy migracyjne
pozbawią Polskę fachowców w rozmaitych dziedzinach. „W wielu rejonach Pol¬
ski już zaczyna brakować dobrych rzeźników i kucharzy. [ . ] Zdesperowani
lekarze uczą się języków i zaczynają emigrować do Niemiec, Anglii, Skandyna¬
wii. W polskich szpitalach [ . ] pojawiają się na ich miejsce pracowici, ale chyba
gorzej wykształceni medycy z Ukrainy i Kazachstanu" (Wrabec 2004, s. 39).
Pracujący na Zachodzie Polacy są jednak coraz częściej wypierani z rynku pra¬
cy przez przybyszów z Ukrainy, Bułgarii, Rumunii i tzw. Trzeciego Świata, którzy
godzą się na o wiele niższe wynagrodzenia. Zdaniem Anny Dal, mieszkającej
w Paryżu od 25 lat i zajmującej się doradztwem personalnym, wspomniane zjawi¬
sko jest skutkiem „globalizacji i rozwarstwienia społeczeństw" (cyt. za: Wrabec

116

IWONA KABZIŃSKA

2004, s. 38). A. Dal przypomniała, że „w X I X wieku paryskie domy sprzątały
dziewczyny z Bretanii, a potem zastąpiły je Portugalki i Hiszpanki, na których
miejsce weszły z kolei Polki. Na podobnej zasadzie polskie gosposie zastąpiły
w Grecji droższe od nich Filipinki, a teraz same tracą miejsce na rzecz Ukrainek.
[Jednocześnie] [...] Nasi rodacy zaczynają się chwytać bardziej ambitnych zajęć.
Te same osoby, które parę lat temu męczyły się przy zmywaniu, teraz pracują
jako kelnerzy czy ekspedientki w eleganckich paryskich sklepach" (tamże).
Dużym zainteresowaniem cieszą się różnego typu „studia europeistyczne".
Agnieszka Niezgoda podaje, że „europeistyka wykładana jest pod rozmaitymi
nazwami na ponad 100 uczelniach państwowych i prywatnych w całym kraju.
Najczęściej występuje jako specjalizacja na zarządzaniu i marketingu, polito¬
logii, stosunkach międzynarodowych, prawie. Obok powszechnych na tych
wydziałach ścieżek europejskich, gdzie porusza się podstawowe zagadnienia,
jak np. administracja europejska, instytucje Unii Europejskiej, prawo unijne,
w szkołach wyższych nie brak też bloków europejskich bardzo mocno wyprofi¬
lowanych". Młodzi ludzie, którzy podejmują tego rodzaju studia mają nadzieję,
że po ich ukończeniu znajdą ciekawą, dobrze płatną pracę na Zachodzie albo
może w Polsce (Niezgoda 2003, s. 80).
Polska nie jest jednak wyłącznie krajem o dużej liczbie emigrantów. Okazuje
się bowiem, że stanowi ona atrakcyjny rynek pracy dla obcokrajowców, zarówno
z Zachodu, jak i ze Wschodu. Kupnem ziemi w Polsce są np. szczególnie zainte¬
resowani holenderscy rolnicy (Bachmann 2002, s. 42). Wielu mieszkańców za¬
chodniej Europy znajduje w Polsce satysfakcjonujące zajęcie (Niezgoda 2003a).
Wśród szukających pracy „osób z zewnątrz" najwięcej jest jednak przybyszy zza
wschodniej granicy. O zalegalizowanie pobytu w Polsce i możliwość pozostania
tu na stałe stara się np. 1,5 tys. Ormian (Miecik 2004). Nie wiadomo dokładnie
ilu jest w Polsce Chińczyków, Wietnamczyków, jak też np. osób, które przybyły
z Kaukazu. W chwili wprowadzenia wiz dla obywateli Rosji, Białorusi i Ukrai¬
ny, w związku z przystąpieniem Polski do UE, szacowano, że polskie konsulaty
na Wschodzie będą wystawiały od 1 do 1,2 miliona tego typu dokumentów
rocznie; w tym dla mieszkańców Białorusi ok. 280 tys., dla mieszkańców Rosji
- ok. 320 tys. i dla mieszkańców Ukrainy - ok. 550 tys. (Jarociński 2003, s. 34).
Powszechnie wiadomo, że pobyt w Polsce łączy się przede wszystkim z poszuki¬
waniem pracy i wykonywaniem różnych zajęć, najczęściej „na czarno".
Z przytoczonych tu danych wynika, że najliczniejszą grupę przyjezdnych sta¬
nowią przybysze z Ukrainy (szerzej na ten temat patrz: Nechamkis 2004). Autor
pisze, że „Ukraina wyludnia się w zastraszającym tempie" (Nechamkis 2004,
s. 72). Podaje też, że według raportu rzeczniczki praw człowieka, Niny Karpaczowej, za granicą pracuje obecnie 7 mln. Ukraińców (mówi się nawet o 18 mln).
„Ukraińcy jeżdżą na Węgry całymi wioskami, zdominowali rynek pracy na
Słowacji i w Czechach, wypierają marokańskich gastarbeiterów w Portugalii"
(Nechamkis 2004, s. 72).
Nie wszyscy chcą lub mogą emigrować. Szukają więc możliwości zarobkowa¬
nia w kraju. Wiele osób pracuje np. jako akwizytorzy albo uliczni sprzedawcy,

„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

1

1

7

niektórzy zarabiają muzykowaniem na ulicach, w przejściach podziemnych, środ¬
kach komunikacji miejskiej (szerzej patrz: Pawlak 2002). Artur Pawlak pod¬
kreśla, że osoby zajmujące się „ulicznym biznesem" są często profesjonalistami.
„Wiedzą, co, jak, komu i gdzie. W małym palcu mają chodnikowy know-how,
marketing, psychologię zachowań konsumenckich, strategię, logistykę i co tam
jeszcze wymyślili specjaliści od skutecznego handlu" (Pawlak 2002, s. 108).
Coraz więcej osób zarabia, lub próbuje zarabiać, sprzedając na poboczach
szos „artykuły sezonowe" (owoce, grzyby, jagody), świeże lub suszone ryby albo
różnego rodzaju wyroby przemysłowe i rękodzieło. Niezależnie od pogody,
wzdłuż szos ustawiają się ze swoim towarem ludzie starsi i dzieci, „bezrobotni
z miast i rolnicy z pobliskich wsi" (Podgórska i inni 2002, s. 30). W ten sposób
powstaje „najdłuższy supermarket nowożytnej Europy" (tamże). Z podobnym
zjawiskiem spotkałam się latem 2004 roku na zachodniej Ukrainie. Na poboczach
głównych dróg, co krok, można było spotkać dzieci i starsze kobiety, oferujące
wyjątkowo piękne grzyby i jagody.
W Polsce przydrożny handel postrzegany jest często jako konieczność. Wiele
osób ma też pretensję do państwa, które pozostawiło rolników bez pomocy i nie
troszczy się o to, by mogli sprzedawać plony swojej pracy (Podgórska i inni
2002, s. 30).
Stosunkowo nowym źródłem dochodów jest pisanie - na zamówienie - prac
magisterskich, a nawet doktoratatów, nie mówiąc już o wypracowaniach szkol¬
nych, pracach zaliczeniowych dla studentów, jak też rozmaitych pracach dyplo¬
mowych „Najbujniejszy rynek rozwinął się na polu języka polskiego" (Szostak
2003). Usługodawcy ogłaszają się w internecie i choć „już samo ogłoszenie jest
namawianiem do oszustwa, a więc podżeganiem do popełnienia przestępstwa"
(Szostak 2003, s. 41) proceder kwitnie bezkarnie. Błyskawicznie powstał „rynek
wtórny maturalnych prezentacji z języka polskiego - uczniowie, którzy już zdali
ten egzamin [wiosną 2005 roku - I.K.] proponują za pieniądze swoją pracę tym,
którzy maturę będą mieli za rok" (Markowski 2005, s. 7).
Na rynku pracy, przeżywającym proces deregulacji i zmian strukturalnych,
pojawiają się nowe zawody. Wymagają one jednak określonych kwalifikacji
i wysokiego profesjonalizmu, w związku z czym dla wielu osób są niedostępne.
Profesjonaliści poszukiwani są przede wszystkim w sektorze bankowym i ubez¬
pieczeniowym, w spółkach, zwłaszcza z udziałem kapitału zagranicznego,
firmach doradczych i marketingowych, w agencjach reklamowych i in. (Gilejko
2004, s. 152). Duże szanse na znalezienie pracy mają również operatorzy
komórkowi i „nowi operatorzy sieci stacjonarnej", jak też informatycy, a więc
osoby wykonujące rozwijające się obecnie najszybciej zawody związane z wy¬
soką techniką (Jacukowicz 2004, s. 168). Zdaniem autorki, perspektywy rozwoju
ma również sektor naukowo-techniczny (tamże, s. 169-170). E. Bendyk, powo¬
łując się m.in. na prace amerykańskiego socjologa Richarda Florydy, twierdzi,
że obecnie, w epoce postprzemysłowej, liczy się przede wszystkim „praca nie¬
materialna". „Największa akumulacja kapitału następuje w tzw. twórczym sekto¬
rze gospodarki [ . ] odpowiedzialnym za wytwarzanie i przetwarzanie symboli.

118

IWONA KABZIŃSKA

Będzie to więc Hollywood ze swoimi filmowymi studiami - fabrykami marzeń,
agencje reklamowe, laboratoria badawcze, firmy produkujące oprogramowania,
wydawnictwa, studia muzyczne, wytwórnie gier komputerowych. Sektor twór¬
czy jest obecnie największym segmentem amerykańskiej gospodarki, przyno¬
szącym ponad bilion dolarów przychodu i zatrudniającym ponad 38 mln osób.
To też największy amerykański eksporter, jedyny dający Stanom Zjednoczonym
dodatnie saldo w handlu zagranicznym" (Bendyk 2005, s. 41).
Wysokie wskaźniki bezrobocia świadczą wyraźnie o tym, że nie wszyscy mogą
znaleźć pracę (nie liczę tych, którzy jej nie szukają). Nie jest jednak prawdą, jak
napisano w jednym z artykułów, że „polscy bezrobotni są pozostawieni samym
sobie, gdyż działania państwa nie wystarczają, a i n n e i n s t y t u c j e nie
doceniają wagi problemu" (Polski bezrobotny... 2002, s. 22; podkr. I.K.). Z pomo­
cą bezrobotnym, w miarę swoich możliwości, spieszą np. parafie. Część bezrobot¬
nych znajduje tam zatrudnienie, powstają parafialne kluby i banki ofert, kształci
się młodzież w Katolickich Centrach Edukacji KANA, prowadzonych przez
Kościół w Polsce. Organizowane są również kursy komputerowe i językowe dla
młodzieży do 25 roku życia, nie mającej pracy oraz korepetycje dla uczniów
(Drwal 2003, s. 5). W niektórych parafiach wierni składają datki na fundusz prze¬
znaczony dla bezrobotnych. Prowadzona jest też działalność charytatywna, którą
świadczą lekarze, prawnicy, psychologowie, pedagodzy (Chmieliński 2003, s. IV).
Obecność innych osób, świadomość, że kogoś interesuje ich los, że nie są
sami, że ktoś okazuje im serce, jest ogromnie ważna dla tych, którzy nie radzą
sobie w obecnej rzeczywistości (Świątkiewicz 2003, s. IV).
Organizacje parafialne i - szerzej - kościelne (najczęściej cicho i bez medial¬
nego rozgłosu) pomagają także osobom bezdomnym. „Obecnie w skali kraju 80%
usług socjalnych w ramach pomocy bezdomnym świadczą [ . ] organizacje nie¬
państwowe [ . ] w około 50% finansowane ze środków publicznych. Nie istnieją
natomiast dla państwa obligatoryjne standardy pomocy bezdomnym" (Biniek
2004, s. VIII). Anna Biniek podaje przykłady działalności legionowskiego od¬
działu Caritas Diecezji Warszawsko-Praskiej. Pod jego patronatem w Legiono¬
wie działa m.in. schronisko dla bezdomnych mężczyzn, a także ognisko wycho¬
wawcze dla dzieci, którym rodzice nie mogą zapewnić opieki w ciągu dnia.
Organizatorzy tych placówek starają się kształtować u swych podopiecznych
postawy życzliwości wobec innych, rezygnację z zachowań roszczeniowych:
„zamiast «do mnie» - «ode mnie», uczą bezdomnych aktywności tak, by mogli
się usamodzielnić, ale też, by byli zdolni do pomagania innym" (Biniek 2004,
s. VIII). Tego typu zachowania i postawy z pewnością nie mają nic wspólnego
z „kulturą narzekania" i wspólnotami opartymi na „rytuałach narzekania".
Z działalności na rzecz bezdomnych znana jest s. Małgorzata Chmielewska,
przełożona Wspólnoty Chleb Życia. Wspólnota pomaga kilku tysiącom osób.
Zorganizowała też m. in. pierwszą placówkę dla bezdomnych i głodujących
mieszkańców Brześcia na Białorusi (Kindziuk 1998, s. 19).
Coraz częściej do ośrodków pomocy społecznej zgłaszają się osoby zubo¬
żałe - ludzie, którzy stracili pracę i nie mogą znaleźć nowej, chorzy, niepełno-

„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

1

1

9

sprawni, osoby z rodzin wielodzietnych. Według Urszuli Gil, „nigdy dotychczas
na wsi nie było tyle biedy. Tyle nowej, nie tej reprodukowanej, nabytej dzie¬
dzicznie - od rodziców" (cyt. za: Pietkiewicz 2002, s. 36). Zdaniem Katarzyny
Korzeniewskiej i Elżbiety Tarkowskiej, można mówić o „kwestii wiejskiej",
w tym np. o znacznych dysproporcjach między miastem i wsią, która szcze¬
gólnie dotkliwie odczuwa ubożenie i marginalizację jej mieszkańców w wyniku
procesów globalizacji (Korzeniewska, Tarkowska 2002, s. 13). E. Tarkowska
twierdzi, że „bieda w znikomym stopniu dotyczy ludzi z wyższym wykształ¬
ceniem [ . ] jest ona natomiast silnie skorelowana z niskim poziomem eduka¬
cji. [ . ] Niski [ . ] poziom wykształcenia ludności wiejskiej jest jednym ze
źródeł obecnego społecznego i kulturowego upośledzenia wsi [ . ] " (Tarkowska
2002, s. 163-164). W ciągu kilku lat, jakie minęły od ukazania się cytowanej
tu publikacji, sytuacja zmieniła się znacząco. Z jednej strony, jak już wspom¬
niałam, rosną wskaźniki bezrobocia wśród osób z wyższym wykształceniem
(co powoduje spadek poziomu ich życia, nierzadko ubóstwo). Na lepsze zmie¬
niła się natomiast sytuacja części rolników, przede wszystkim tych, którzy sko¬
rzystali z unijnych dopłat.
Według Stanisławy Golinowskiej z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych, naj¬
gorzej wiedzie się obecnie ludziom w średnim wieku, nie mającym kwalifikacji
do wykonywania nowych zawodów, mieszkającym w rejonach o szczególnie
wysokim stopniu bezrobocia (ZM 2005). Czy rzeczywiście łatwiej żyje się np.
ludziom młodym, nawet wykształconym, którzy stanowią znaczny procent bez¬
robotnych? Wymownie brzmią słowa Roberta Krasowskiego, który stwierdził,
że „40 procent biednych to jest największe oskarżenie, jakie można postawić
dzisiejszej rzeczywistości i nie ma co do tego dwóch zdań" (Krasowski 2002,
s. 22; podkr. I.K.). Szkoda tylko, że owa „dzisiejsza rzeczywistość" ma anoni¬
mową twarz i pozostaje obojętna wobec stawianych jej zarzutów.
*

*

*

Dla osób, które śledzą i analizują dokonujące się na naszych oczach procesy
transformacji media są cennym źródłem wiedzy. Podawane przez nie informacje
mogą być też z powodzeniem wykorzystywane w badaniach etnologicznych
(patrz np. Drozd-Piasecka 1998; 2002). Trzeba jednak pamiętać o „spłaszczeniu"
ukazywanego w mediach obrazu rzeczywistości, selektywności, powierzchow¬
ności, jak również jednostronności podawanych przez nie informacji. Inną kwe¬
stią jest wpływ mediów na sposób postrzegania rzeczywistości przez odbiorców,
zwłaszcza tych, którzy podchodzą bezkrytycznie do dostarczanych im informa¬
cji. Wiele zależy od tego, jakie artykuły są dostępne czytelnikom, czy ich lektura
jest efektem świadomego wyboru, czy też decydują o tym inne czynniki (np.
bezpłatny dostęp do określonego tytułu). Tak zwanemu „przeciętnemu czytelni¬
kowi", widzowi czy radiosłuchaczowi trudno też z reguły dyskutować z nauko¬
wymi autorytetami, na których powołują się dziennikarze lub którzy wypowia¬
dają się np. na łamach prasy.

120

IWONA KABZIŃSKA

W prezentowanym tu tekście jedynie zasygnalizowałam zjawisko, jakim jest
udział mediów w kształtowaniu wizerunku Polaków i obrazu polskiej rzeczy¬
wistości, ilustrując problem wybranymi doniesieniami prasowymi i podejmując
próbę polemiki z autorami niektórych publikacji. Starałam się pokazać, że pew¬
ne twierdzenia można poddać w wątpliwość, odwołując się do innych źródeł, jak
też do własnych doświadczeń, rozmów i obserwacji. Przedstawiony tu obraz jest
- z konieczności - dalece niepełny, fragmentaryczny. Uległby on z pewnością
zmianie, gdyby przedmiotem mojej uwagi stały się np. pisma adresowane do
określonych grup (tzw. prasa kobieca, młodzieżowa, specjalistyczna). Najbar¬
dziej miarodajna byłaby pełna analiza informacji prasowych ukazujących się
w Polsce (uzupełniona przez analizę treści audycji radiowych i telewizyjnych)
przedstawiających obraz rzeczywistości, w której żyjemy i polskiego społeczeń¬
stwa. Nie jest to jednak celem moich badań. Ograniczyłam się tu jedynie do
zarysu interesującej mnie problematyki.

LITERATURA
Ariés

P h i l i p p e 1974, Western attitudes towarddeath:from theMiddleAges to theprésent,
tłum. Patricia M . Ranum, John's Hopkins University Press, Baltimore.
- 1989, Człowiek i śmierć, tłum. Eligia Bąkowska, PIW, Warszawa.
B a c h m a n n K l a u s 2002, Ziemia wasza i nasza, Polityka, nr 3, 19.01., s. 42.
- 2004 Fatalna spirala nieufności, Polityka, nr 17, 24.04., s. 36-37.
B a r a n o w s k a A g n i e s z k a , M i e c i k I g o r T. 2004, Uwaga mobbing!, Polityka, nr 3,
17. 01, s. 20-22.
B a r t m a n K a t a r z y n a 2004, Pogotowie na gazie, Dzień dobry, 17.02., s. 8.
- 2005 Reality szok, Dzień dobry 18.02., s. 4-5.
B A S 2003, Mobbing wieloznaczny, Metropol, 24.07., s. 07.
B a u m a n Z y g m u n t 1998, Śmierć i nieśmiertelność. O wielości strategii życia, tłum. N . Leś­
niewski, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa.
- 2005, Europa, niedokończona przygoda, tłum. T. Kunz, Kraków, Wydawnictwo Literackie.
B e c i k o w e . . . 2005, Becikowe nie zwiększy liczby urodzeń..., Metropol, 11-13.02., s. 2.
B e n d y k E d w i n 2005, Dlaczego nie ma pracy? Polityka, nr 17, s. 40-42.
B i e l e c k i J ę d r z e j 2005, Polski hydraulik a sprawa francuska, Rzeczpospolita, 28-29.05.,
s. 1-3.
B i n i e k A n n a 2004, Szukam swojego miejsca, Niedziela, nr 36, 5.09., s. V I I I .
B ł a s z c z y k B e a t a 2004, Bezrobocie - nowy czynnik strukturotwórczy, [w:] Problemy poli­
tyki społecznej. Studia i dyskusje, t. 7, Komitet Nauk o Pracy i Polityce Społecznej PAN,
Warszawa, s. 180-182.
B o l i b r z u c h P a u l i n a 2002, Lekarza od polskiego bezrobocia poszukuję. Pilnie, Życie,
6-7.07., s. 16-17.
B y s t r o ń J a n S. 1980, Łańcuch szczęścia, [w:] tegoż, Tematy, które mi odradzano. Pisma
etnograficzne rozproszone, wyb. i oprac. L . Stomma, PIW, Warszawa.
C h m i e l i ń s k i P i o t r 2003, Parafia bankiem pomocy, Niedziela, nr 5, 2.02., s. IV.
D e d o u r g e R a p h a e l l e 2004, Sceny mówią same za siebie, Metropol, 19.05., s. 07.
D o m i n i k I w o n a 2003, Z gniewu, z nudów, z bezsenności, Polityka, nr 11, 15.03., s. 88-90.
D r o z d - P i a s e c k a M i r o s ł a w a 1998, Społeczność wiejska w okresie przełomu systemo¬
wego, Etnografia Polska, t. 42, z. 1-2, s. 5-40.
- 2002 Postkomunizm. Ideowe i społeczne płaszczyzny dialogu, Etnografia Polska, t. 46,
z. 1-2, s. 5-28.

„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

121

D r w a l K r z y s z t o f 2003, Bezrobotni w parafii - parafia wobec bezrobotnych, Niedziela, nr 6,
9.02., s. 6.
„ D z i e c i n i e c h c i a n e " 2002, „Dzieci niechciane", Niedziela, 10.11., s. 15.
G i l e j k o L e s z e k 2004, Praca - między przymusem a szansami awansu, [w:] Problemy poli­
tyki społecznej. Studia i dyskusje, t. 7, Komitet Nauk o Pracy i Polityce Społecznej PAN,
Warszawa, s. 151-166.
G r z e s z a k A d a m 2004, Gdzie się żyje najlepiej?, Polityka, nr 26, 26.06., s. 3-10.
H a j n o s z I w o n a 2004, Ola będzie miała rączkę, Metro, 13.12., s. 5.
H e n z l e r M a r e k 2002, Więcej dziadków niż wnuków, Polityka, nr 49, 7. 12., s. 20-22.
J a c u k o w i c z Z o f i a 2004, Praca - poszukiwanie nowych form zatrudnienia, [w:] Problemy
polityki społecznej. Studia i dyskusje, t. 7, Komitet Nauk o Pracy i Polityce Społecznej
PAN, Warszawa, s. 167-172.
J A G 2002, Recesja nie ominęła stolicy, Metropol, 28.02., s. 2.
- 2002a, Rekordowe bezrobocie I I I RP, Metropol, 28.02., s. 8.
J a n i c k i M a r i u s z , W i l k E w a 2003, Wdowy, starzy kawalerowie, kaleki, Polityka, nr 26,
28. 06., s. 20-22.
J a n i c k i M a r i u s z , W ł a d y k a W i e s ł a w 2003, Strachy na Lachy, Polityka, nr 23, 7.06.,
s. 3-14.
J a r o c i ń s k i M a r e k 2003, Kolejka do Polski, Polityka, nr 21, 24.05., s. 34-36.
J e s t n i j a k o . . . 2004, Jest nijako, będzie średnio, Polityka, nr 44, 30.10., s. 92.
K a b z i ń s k a I w o n a 2002, Rosjanie na terenach byłych republik radzieckich (poza Rosją)
po rozpadzie Związku Radzieckiego, [w:] Cywilizacja Rosji imperialnej, P. Kraszewski
(red.), Wydawnictwo Poznańskie, Poznań, s. 333-360.
- 2004, Czy telewizja kłamie? Relacje i więzi międzyludzkie w filmach emitowanych
w polskiej telewizji, [w:] Antropologia wobec fotografii i filmu, G. Pełczyński, R. Vor­
brich (red.), Biblioteka Telgte, Poznań, s. 135-152.
- 2005 Doświadczanie transformacji, [w:] Regiony, granice, rubieże, L . Mróz, M . Zowczak
(red.), Wydawnictwo DiG, Warszawa, s. 139-166.
K a c z o r o w s k i A l e k s a n d e r 2005, Ach, ci Polacy!, Polityka, nr 17, s. 4.
K i n d z i u k M i l e n a 1998, W służbie człowiekowi, Gość niedzielny, 17. 05., s. 19.
K O L , M B , M M , A W, G K , A O 2005, Na co narzekają Polacy? 7 największych bolączek
Polaków, Fakt, 12-13.02, s. 1, 5.
K o ł o d z i e j c z y k M a r c i n 2002, Gorąca zupa, Polityka, nr 3, 19.01., s. 19-20.
- 2004a Piętno świra, Polityka, nr 13, 27.03., s. 3-10.
K O P 2005, Nie dajcie się wyzyskiwać, Metro, 25-27.02., s. 5.
K o r z e n i e w s k a K a t a r z y n a 2002, Biedni (i) emeryci: o ekonomicznej zależności bied­
nych rodzin od pomocy z zewnątrz i o „underclass po polsku", [w:] Lata tłuste, lata chude.
Spojrzenie na biedę w społecznościach lokalnych, K. Korzeniewska, E. Tarkowska (red.),
Wydawnictwo IFiS PAN, Warszawa, s. 141-160.
K o r z e n i e w s k a K a t a r z y n a , T a r k o w s k a E l ż b i e t a 2002, Spojrzenie na biedę:
wprowadzenie, [w:] Lata tłuste, lata chude. Spojrzenie na biedę w społecznościach lokal¬
nych, K. Korzeniewska, E. Tarkowska (red.), Wydawnictwo IFiS PAN, Warszawa, s. 7-21.
K o w a l s k i M a r e k L . 2003, Urażona duma, Polityka, nr 43, 25. 10., s. 103.
K r a s o w s k i R y s z a r d 2002, Czego nie lubią elity? Samego rynku czy jego obrońców?,
Życie, 23-24.02.
K r y ń s k a E l ż b i e t a 2004, Zapotrzebowanie na pracę w warunkach globalizacji, [w:] Pro¬
blemy polityki społecznej. Studia i dyskusje, t. 7, Komitet Nauk o Pracy i Polityce Społecz¬
nej, Warszawa, s. 173-179.
K s i ą ż k i e w i c z I z a b e l a 2004, Praca - słodko-kwaśny owoc przymusu, [w:] Problemy
polityki społecznej. Studia i dyskusje, t. 7, Komitet Nauk o Pracy i Polityce Społecznej,
Warszawa, s. 183-186.
Ł a t w i e j o p r a c ę . . . 2005, Łatwiej o pracę w Niemczech, Życie na gorąco, nr 9, s. 27.
M a r k o w s k i M a r c i n 2005, Prezentacja reaktywacja, Metro, 26.04, s. 7.

122

IWONA KABZIŃSKA

M a r t i n i C a r l o M . 1998, Rozmowy z moim telewizorem, tlum. W. Pawłowski, Wydawnic¬
two W A M , Kraków.
M e t r o p o l 2005, Podróż śladem wielkiej fali, Metropol, 18.01., s. 01.
M i e c i k I g o r 2004, Wszyscy nasi Ormianie, Polityka, nr 6, s. 84-87.
M i l i o n y n a p o m o c . . . 2004, Miliony na pomoc, Metropol, 6.01.
M i l u s k i T a d e u s z 2002, Warunki życia mieszkańców Rosji w okresie transformacji spo­
łeczno-gospodarczej w latach 1991-2000, [w:] Cywilizacja Rosji imperialnej, P. Kraszewski
(red.), Wydawnictwo Poznańskie, Poznań, s. 361-380.
m k i n / K A I 2003, Kromka chleba od Caritas, Niedziela, nr 5, 2.02.
M o r a w s k i W i t o l d 2003, Niepewność w świecie pracy. Sondażowe badania konsekwencji
globalizacji, [w:] Praca - gospodarka, społeczeństwo, K. Doktór i in. (red.), Uniwersytet
Łódzki, Łódź.
N e c h a m k i s W ł o d z i m i e r z 2004, Iwan za Jana, Jan za Hansa, Polityka, nr 3, 17.01., s. 72-75.
N i e ma... 2004, Nie ma anonimowych chorych. Rozmowa z prof. Wiesławem W. Jędrzejcza­
kiem, hematologiem, o nowych nadziejach w walce z białaczką [rozm. P. Walewski], Poli­
tyka, nr 51, 18. 12., s. 78-79.
N i e m e ś w i a d e c t w a . . . 2005, Nieme świadectwa tragedii, Fakt, 12-13.02, s. 14-15.
N i e m i e c k a d r o g a . . . 2002, Niemiecka droga. Rozmowa z Sigmarem Gabrielem, premierem
Dolnej Saksonii, o tym, jak rządzić własnym kawałkiem kraju [rozm. A . Krzemiński], Poli¬
tyka, nr 24, 15.06., s. 40-42.
N i e z g o d a A g n i e s z k a 2003, Magister obsługi Europy, Polityka, nr 5, 1.02., s. 80-81.
- 2003a Przeszczepieńcy, Polityka, nr 39, 27.09., s. 82-85.
O s t r o w s k i M a r e k , Ś w i ą t k o w s k a E w a 2003, Nas do Unii nie zagonią! Polityka,
n r 1 1 , 15.03., s. 24-26.
P a ń s t w o t w o r z y . . . 2002, Państwo tworzy bezrobocie. O przyczynach występowania bez¬
robocia i sposobach walki z nim z Krzysztofem Dzierżawskim rozmawia Paulina Bolibrzuch, Życie, 20-21.04., s. 19-20.
P A P 2001, Legalna praca dla Polek w Niemczech już w styczniu, Metropol, 23-25.11., s. 04.
- 2002 Miliard złotych w walce z bezrobociem, Metropol, 28.02., s. 2.
- 2005 Pogłębia się bieda, Metropol, 1.02., s. 2.
- 2005a Niemcy boją się konkurencji, Metropol, 22.02., s. 5.
- 2005b Dlaczego nie chcemy mieć dzieci, Metropol, 27.01., s. 2.
- 2005c Okulary równości, Metropol, 27.01., s. 2.
- 2005d Więcej bezrobotnych, Metropol, 7-9.01., s. 06.
- 2005e, W Niemczech kwitnie korupcja, Metropol, 20.07., s. 04.
P A P / M S 2 004, Polska bez obrączek i bez dzieci, Metropol, 9.11., s. 1.
P a w l a k A r t u r 2002, Chodzony, Polityka, nr 8, 23.02., s. 108-113.
P e t r y c k i M a c i e j 2005, Władca much, Dzień dobry, 4.02., s. 1, 4-5.
P i e t k i e w i c z B a r b a r a 2002, Panie pomocne, Polityka, nr 45, 9.11., s. 36-38.
- 2003 Bicie po biciu, Polityka, nr 11, 15.03., s. 34-36.
- 2003a, Córki zza firanki, Polityka, nr 41, 11. 10., s. 90-92.
P i e t k i e w i c z B a r b a r a , S z o s t k i e w i c z A d a m 2003, Przebacz, Polityka, nr 51/52,
20-27.12., s. 130-135.
P i e t r a s i k Z d z i s ł a w 2003, Niekochana Rzeczpospolita, Polityka, nr 35, 30.08., s. 24-26.
P o d g ó r s k a J o a n n a 2004, Jak nie być sobą, Polityka, nr 5, 31.01., s. 3-9.
P o d g ó r s k a J o a n n a i in. 2002, Najdłuższy supermarket, Polityka, nr 27, 6.07., s. 30-33.
P o l a c y z a d o w o l e n i . . . 2004, Polacy zadowoleni z życia, Metropol, 3.02., s. 2.
P o l s k i b e z r o b o t n y . . . 2002, Polski bezrobotny może liczyć tylko na siebie. O specyfice
polskiego bezrobocia i o tym, czym ono się różni od bezrobocia na Zachodzie z dr Ewą Leś
rozmawia Paulina Bolibrzuch, Życie, 27-28.04., s. 22-23.
P r z e w o ź n i a k M a r c i n 2005, Unia Europejska płaci na polskie dzieci, Życie Warszawy,
14.06., s. 4.

„KULTURA NARZEKANIA", „GLOBALNY ŚREDNIAK", „NARODOWA NERWICA"

123

R a j k i e w i c z A n t o n i 2004, Liczy się nie tylko praca opłacana, [w:] Problemy polityki spo­
łecznej. Studia i dyskusje, t. 7, Komitet Nauk o Pracy i Polityce Społecznej PAN, Warsza­
wa, s. 187-189.
R e a n i m a c j a t y g r y s a 2005 [wywiad z Leszkiem Balcerowiczem, przeprowadzony przez
Tomasza Wróblewskiego, Annę Mackiewicz i Dariusza Stasika], Newsweek Polska, nr 28,
17.07., s. 46-47.
S a x o n b e r g S v e n 2004, Model szwedzki ma się dobrze, [w:] Problemy polityki społecznej.
Studia i dyskusje, nr 7, Komitet Nauk o Pracy i Polityce Społecznej PAN, Warszawa, s. 13-31.
S c h u l z W i e s ł a w 2004, Co widać w oku?, Polityka, nr 50, 11.12., s. 94-95.
S i o s t r y S ł u ż e b n i c z k i N a j ś w i ę t s z e j M a r y i P a n n y 2002, „Dzieci niechciane",
Niedziela, nr 45, s. 15.
S k o r o . . . 2005, Skroro jest tak źle, dlaczego jest tak dobrze? Rozmowa z prof. Januszem Czapiń­
skim [rozm. J. Żakowski] Polityka, nr 40, 8.10., s. 26-30.
S t a s i a k P i o t r 2004, Zarabiać w niebieskich, Polityka, nr 7, 14.02., s. 36-39.
S t ę p n i a k M a r e k 2004, Przed „świątynią konsumpcji", Niedziela, 1.02., s. 15.
S t r o n a c z y t e l n i k ó w . . . 2005, Strona czytelników, Metropol, 24.01., s. 08.
- 2005a Strona czytelników, Metropol, 31.01., s. 08.
S z e l e w a D a g m a r a 2004, Szwedzka polityka rodzinna, [w:] Problemy polityki społecznej.
Studia i dyskusje, nr 7, Komitet Nauk o Pracy i Polityce Społecznej, Warszawa, s. 53-74.
S z o s t a k A d a m 2003, Myśl rozwinę niedrogo, Polityka, nr 41, 11.10., s. 40.
S z y m b o r s k i Krzysztof 2003, Płomień szczęścia, tlen sukcesu, Polityka, nr 51/52, 20-27.12.,
s. 112-114.
Ś w i ą t k i e w i c z W o j c i e c h 2003, Pod opieką Pani z Lourdes, Niedziela, nr 6, 9.02., s. IV.
- 2004 Przy wspólnym stole, Niedziela, nr 2, 11.01.
Ś w i e r d z e w s k a I r e n a 2003, Chleb, którym Bóg dzieli się z człowiekiem, Niedziela, nr 5,
2.02., s. V I I I .
T a r k o w s k a E l ż b i e t a 2002, Czy dziedziczenie biedy? Bariery i szanse edukacyjne mło­
dzieży wiejskiej z gminy Kościelec, [w:] Lata tłuste, lata chude. Spojrzenie na biedę
w społecznościach lokalnych, K. Korzeniewska, E. Tarkowska (red.), Warszawa, Wydaw­
nictwo IFiS PAN, s. 161-189.
T i s k o v V a l e r i j A . 2001, Krizisnaja paradigma v Rossii, [w:] tegoż, Etnologia i polityka,
„Nauka", Moskva, s. 223-228.
T u b e z r o b o t n i . . . 2003, Tu bezrobotni znajdą pomoc. Rozmowa z o. Kazimierzem M . Lorkiem, założycielem Fundacji „Nadzieja" [rozm. M . Kindziuk], Niedziela, nr 33, 17.08., s. V I .
U n i a b u d z i l ę k . . . 2004, Unia budzi lęk, Polityka [rubryka: Pod lupą], nr 3, 17.01., s. 72.
V e r m e l i n J e r o m e 2005, Francja się boi, Metropol, 31.05., s. 06.
W e i n e r o v á R e n a t a 1994, Romanies - In Search of Lost Security? (An Ethnological Probe
in Prague 5), Prague Occasional Papers in Ethnology, Nr 3, Praga.
W i e l o w i e y s k i A n d r z e j 2004, Pięść do oka, Polityka, nr 48, 27.11., s. 106-107.
W i l k E w a 2003, Polska obok Polaków, Polityka, nr 42, 18.10., s. 17.
W i n n i c k a E w a 2002, Zagubieni w realu, Polityka, nr 29, 20.07., s. 77-79.
W n u c z k a P o l k a . . . 2003, Wnuczka Polka [rubryka: Pod lupą], Polityka, nr 34, 23.08., s. 68.
W o j c i s z k e B o g d a n 2004, Kraj pustych szklanek, Polityka, nr 50, 11.12., s. 42-43.
W o y n a r o w s k a K a t a r z y n a 2005, Zapomniani przez ludzi, znalezieni przez miłość. Wiej¬
ski dom seniora, Niedziela, 9.01., s. 15.
W r a b e c P a w e ł 2003, Biała emigracja, Polityka, nr 3, 18.01., s. 45-47.
- 2004 Życie na wahadle, Polityka, nr 24, 12.06., s. 36-39.
W r ó b l e w s k i M a r e k 2004, Przemiany gospodarcze, [w:] Białoruś, B.J. Albin, W. Baluk
(red.), Wrocław, s. 129-150.
Z M 2005, 60 sekund. Prof. Stanisława Golinowska, Instytut Pracy i Spraw Socjalnych, Metro¬
pol, 1. 02.
Ż a k o w s k i J a c e k 2004, Jak zrobić dzieci? Polityka, nr 33, 14.08., s. 3-10.
- 2004a, Polak, czyli kto?, Polityka, nr 25, 19.06, s. 3-10.

IWONA KABZIŃSKA

124
IWONA KABZIÑSKA

"THE CULTURE OF GRUMBLING", "GLOBAL MEDIOCRITY",
"NATIONAL NEUROSIS" A N D OTHER ELEMENTS OF THE I M A G E
OF CONTEMPORARY POLES.
(IN PRESS ARTICLES). A N OUTLINE OF THE PROBLEM
Summary
Media arouse more and more interest of the ethnologists/cultural anthropologists. They make
a good source for the study of contemporary social and political transformation. However, texts
of this kind deserve thorough critical analysis.It seems necessary to consider them in broad sociocultural context. What they show is usually a one-dimensional reality, the image they create is
superficial, flat and more often than not-stereotypical.
The texts presented and analysed in this article are good examples of such line of portraying
social reality, together with creating and maintaining sterotypes. They have been published in
several high-circulation Polish daily papers and weekly magazines ("Polityka", "Gazeta Wyborcza",
"Zycie", "Niedziela" "Metropol", "Fakt" and some other). The articles have been written both by
journalists and social and political scientists. They mention Polish fears, complexes and faults
and often use terms like: "national neurosis", "culture of grumbling". They tell about people
whom they refer to as: "living beyond, or even against the national life". The Poles are referred to
as "global mediocrity".
The article is the author's polemics with such views. Basing on both press publications and
her own observation and research she calls some of those opinions into question suggesting at the
same time different interpretation of the same data.
One o f the problems of her dissertation is how public feelings and public opinion are influ¬
enced by the media. The same influence concerns the fall of the society's confidence in public
institutions and persons. Media contribute to the growth of frustration and fears in the society and
that brings about particular consequences for the social and cultural life.The author emphasizes
that social fears aren't entirely Polish speciality.The concept of "global community of fears" seems
most appropriate her. According to Zygmunt Bauman the ubiquoitous fear is related to decline of
welfare states, and the prevalence of the global free market economy. The sociologist adds that
nowadays the fears are commercialized, for example due to advertising industry. The author of
the article gives examples how fears become commercialized by pharmaceutical industry as well
as by journalists, press photographers and even by some travel agencies.
One of the essential principles of the media is: "black sells better than white". News with
negative overtones have become the most desired commodity. I f the world is presented by the
media in negative aspects only, the audience is not able to notice the brighter side of life or at
least it is difficult to them, as their attention is directed mainly towards the dark side. The author
of the article wants to prove that even views of difficult social problems like unemployement,
homelessness, impoverishment of great part of the society and forced emigration don't have to be
one-sided. There are people who try to counteract, to limit the effects of such phenomena, to help,
even i f on individual scale. There are projects aimed at improvement of the situation, prepared by
experts familiar with Polish realities. The interest in them ( not only in the media) is next to none.
Translated by Anna

Kuczyńska

Cytat

Kabzińska, Iwona, “'Kultura narzekania","globalny średniak", "narodowa nerwica" i inne elementy wizerunku współczesnych Polaków / ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t. 49,” Cyfrowa Etnografia, Dostęp 1 lipca 2022, https://cyfrowaetnografia.pl/items/show/5906.

Formaty wyjściowe