Jak cie widzą / ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t. 49

Dublin Core

Tytuł

Jak cie widzą / ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t. 49

Opis

ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t.49, s.17-29

Twórca

Kowalska, Jolanta

Wydawca

Instytut Archeologii i Etnologii PAN

Data

2005

Prawa

PIA
licencja PIA

Relacja

oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5197

Format

application/pdf

Język

pol

Identyfikator

oai:cyfrowaetnografia.pl:4822

PDF Text

Text

A

R

T

Y

K

U

Ł

Y

„Etnografia Polska", t. XLIX: 2005, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

JOLANTA KOWALSKA
Instytut Archeologii i Etnologii PAN
Warszawa

JAK CIĘ WIDZĄ...

1. ALICJA W KRAINIE BANAŁU
1

W pamiętnikach Alicji Iwańskiej , jednej z wielu z grona polskich inteligen­
tów, którzy po I I wojnie światowej, nie widząc dla siebie miejsca w kraju zde­
cydowali się na emigrację, znalazłam opis „zderzenia kulturowego", należącego
do tej kategorii faktów, którym poświęcony będzie niniejszy artykuł, a więc
formom i środkom autoprezentacji.
Początki życia w nowym kraju nie były łatwe i jakkolwiek naszej bohaterce
udało się otworzyć przewód doktorski na Columbia University, to proza życia:
zabiegi o zapewnienie sobie utrzymania, były przedmiotem jej nieustannej troski.
Jesienią 1954 roku, gdy nie udało się jej uzyskać zatrudnienia na Wydziale
Socjologii Wellsley College sprawy przedstawiały się na tyle niedobrze, że gotowa
była przyjąć pracę recepcjonistki w firmie przy Wall Street. A oto jak relacjonuje
przebieg spotkania, które obecnie nazwane zostałoby rozmową kwalifikacyjną:
„W sportowej letniej sukni widzę się na którymś tam piętrze lśniącego wieżowca.
Rozmawia ze mną wysoka, trochę starsza ode mnie, kobieta w czarnej, bardzo
obciśniętej szacie. D o b r z e m i i d z i e ta r o z m o w a . Nie wymagają
pisania na maszynie, «bo od tego są maszynistko). Francuski, niemiecki włoski.
Doskonale. Prócz Zielonej Karty nie mam żadnych papierów. To nie będzie
u nich przeszkodą... Wyższe wykształcenie? Tak, to jest dla nich ważne [...]
Polski akcent? - Każdy akcent to atut, a zresztą pani akcent jest francuski...
1

Niesłychanie ciekawa, barwna i bogata postać, filozof (magisterium w 1941 r. na tajnym
Uniwersytecie Warszawskim), socjolog (doktorat w 1957 na Columbia University w Nowym Jor­
ku), dzięki pomocy UNRR-y, w roku 1946, wyjechała z Polski do Stanów Zjednoczonych i z ośrod­
kami naukowymi tego kraju związała prawie całe swe zawodowe życie. Wykładała socjologię
w kilku uniwersytetach poczynając od nowojorskiego Columbia University, przez przeznaczone
dla młodzieży murzyńskiej - było to jeszcze w okresie obowiązywania segregacji rasowej - Atlanta
University i Talladega College w Albany, po State University of New York. Prowadziła badania
w Meksyku w ramach interdyscyplinarnego Chiapas Project oraz w Chile z ramienia UNESCO.
Współpracowała z najbardziej „gorącymi" nazwiskami z grona amerykańskich socjologów i antro¬
pologów kultury, w pamiętnikach dając ich - niekiedy bardzo niepoprawne politycznie - portrety.
Za zwrócenie uwagi na osobę Alicji Iwańskiej dziękuję doc. dr hab. Ryszardowi Tomickiemu.

18

JOLANTA KOWALSKA

- uśmiechnęła się słodko i już, już się podnosiła na znak chyba, że interview
zakończone. - Od kiedy zaczyna się praca? - zapytałam. - Ależ żadnej pracy
pani nie zaofiarowałam - uśmiechnęła się znowu. - Nie spełnia pani jednej
z wymaganych kwalifikacji [...] - C h o d z i n a m o « d o b r z e p r e z e n ­
t u j ą c ą s i ę r e c e p c j o n i s t k ę ^ , przecież to wyraźnie napisane. - I z tym
samym słodkim, ale niecierpliwiejącym uśmiechem wzięła mnie za rękę i zapro¬
wadziła do długiego lustra przy drzwiach wejściowych. - Niech pani się sobie
dobrze przyjrzy - powiedziała - własne pani odbicie w lustrze da lepszą niż
ja odpowiedź" (Iwańska 1993, s. 423-424, podkr. J.K.).
Co było przyczyną błędu? Odpowiedź wydaje się prosta: n i e d o s t o s o ­
w a n i e f o r m y a u t o p r e z e n t a c j i do o c z e k i w a ń p r z y s z ł e g o
p r a c o d a w c y . Nie spieszmy się jednak z udzielaniem jej, a zwłaszcza pocze­
kajmy z wyrażeniem zdumienia, że przyszła profesor socjologii okazała się rów¬
nie mało przewidująca. Lektura wcześniejszych stron pamiętnika ukazuje nam j ą
jako bystrą, inteligentną obserwatorkę, ciekawą ludzi i świata, otwartą, choć zara­
zem nie stroniącą od ferowania ocen, niekiedy dość bezpardonowych. Czy osoba
o podobnych predyspozycjach nie była zdolna przewidzieć skutków własnej non¬
szalancji? I oto kilkadziesiąt stron dalej Iwańska opowiada historię badań, które
- już po uzyskaniu stopnia doktora - przeprowadziła na zlecenie Kellogg Founda­
tion wśród farmerów stanu Waszyngton. Formy autoprezentacji okazały się tu
istotnym elementem zarówno technik badawczych, jak i przedmiotu badań.
Celem prac było ustalenie powodów niechęci farmerów wobec rad udziela¬
nych im przez agro-ekspertów fundacji. W przeciwieństwie do „niedopracowa¬
nej" rozmowy kwalifikacyjnej, tym razem nasza bohaterka troskliwie zadbała
o właściwy wygląd: „Jechałam na ów podbój «Good Fortune» w szarej spódnicy,
niebieskiej bluzce i z miękką torbą podróżną, w której omnia mea. Gdy autobus
zatrzymał się przy głównej ulicy miasteczka, od razu spostrzegłam, ż e w y ¬
g l ą d a m « t a k j a k w s z y s c y » » . Nikt mi się nie przyglądał ani na ulicy, ani
potem w drugstorze" (Iwańska 1993, s. 455, podkr. J.K.).
Starania te nie wzięły się z nikąd. Roboczą tezę co do przyczyn niepowodzeń
ekspertów Iwańska sformułowała po pierwszym z nimi spotkaniu, stwierdziw¬
szy, że: „eksperci są elegancko, formalnie ubrani. Mężczyźni w trzyczęściowych
garniturach, z krawatami lub muszkami. Kobiety przeondulowane, na obcasach"
(Iwańska 1993, s. 454). Zatem strojem i zachowaniem dowodzili farmerom
swej wyższości, pozycji tych, którzy wiedzą lepiej i - jakkolwiek zapewne nie
zostało to nigdy wyrażone werbalnie - stanowiło treść klarownego, czytelnego
dla farmerów przekazu .
2

3

2

Do badań zostały wyselekcjonowane dwie skontrastowane społeczności, żyjące w odmien­
nych warunkach. Pierwszą, z zachodniego, zalesionego i na pół dzikiego krańca stanu Waszyng­
ton, obsługiwało miasteczko, któremu dla celów badawczych nadano kryptonim „Good Fortune".
Drugą stanowili mieszkańcy jednego ze wschodnich, stepowo-pustynnych powiatów, którego sto¬
licą było miasteczko w materiałach z badań określane jako „Gwenburg".
Ktokolwiek obejrzał film Stevena Soderbergha „Erin Brockovich" z pewnością zapamiętał
scenę, w której prawniczka z firmy adwokackiej, odziana w kostium, pantofle na obcasie, uczesana
3

19

JAK CIĘ WIDZĄ...

Wyniki badań tezę tę potwierdziły, jednak nie zostały dobrze przyjęte przez
najbardziej zainteresowanych, czyli pracowników Kellogg Foundation. „Dobrze
pamiętam oburzone twarze agro-ekspertów, gdy mówiłam o przyczynach ich
niepopularności" - notuje Iwańska. „Nie przerywali mi, nikt z nich nie opuścił
sali, nietrudno jednak było odgadnąć ich myśli. Gdy skończyłam n i e b y ł o
żadnej dyskusji. Długa chwila tylko złowrogiego mil­
c z e n i a " (Iwańska 1993, s. 462).
Gdy porównamy te dwie sytuacje: chybionej autoprezentacji w trakcie starań
0 pracę i poprawnej podczas badań terenowych, zwrócimy uwagę na odmien¬
ność postaw Iwańskiej wobec grup odniesienia. W pierwszym przypadku naszej
bohaterce nawet przez głowę nie przeszło, by zapoznać się z obowiązującymi
konwencjami i zastosować do nich. Lektura pamiętników dowodzi, że lubiła
starcia - tytułowe 'potyczki', a jeśli 'przymierza' to najchętniej na własnych
warunkach. W danej sytuacji jej zachowanie mogło, i zapewne było, odczytane
jako lekceważące, niestosowne, a w konsekwencji uznana została za osobę nie
budzącą zaufania, nie ryzykowano zatem zatrudnienia jej. Na odrzucenie zarea­
gowała irytacją , a więc podobnie jak krytykowani przez nią później eksperci
Kellogga. W drugim przypadku jednak, starała się w miarę możliwości odgad¬
nąć oczekiwania farmerów wobec osoby przybywającej z zewnątrz - naukowca
prowadzącego badania na zlecenie koncernu zbożowego i cudzoziemki - i wyjść
im naprzeciw. Kilkakrotnie wspomina o dostosowaniu do okoliczności ubioru
4

1 zachowań, o wyjaśnieniach dotyczących jej sytuacji życiowej mających na celu
zyskanie akceptacji informatorów, wreszcie o satysfakcji, gdy przyjazd męża
słowa jej potwierdził. Co więcej na obraz wiejskiego życia w stanie Waszyngton
nałożyły się wspomnienia wiejskiego dzieciństwa w Polsce, najwidoczniej stę¬
piając ostrze jej krytycznego oglądu amerykańskiego społeczeństwa. W rezulta¬
cie kontakt jej z farmerami niósł stosunkowo mało nieporozumień , natomiast
relacje z przedstawicielami miejskiej, a szczególnie mieszczańskiej części spo¬
łeczeństwa, w które - nie akceptując go - musiała się wżyć, przebiegały się nie
bez potknięć . W roli „petenta", studentki, pracownika naukowego popełniała
nierzadko gafy i niezręczności, zachowywała się nie tak jak tego oczekiwano od
emigrantki, studentki potrzebującej pomocy finansowej, czy młodego członka
5

6

w gładki koczek stoi przy płocie i usiłuje przywołać do siebie farmera; ten ignoruje j ą i oddala się
miarowym krokiem pozwalając jej podziwiać jedynie swoje plecy. Arogant ów jednak rozmawiał
z Erin noszącą się jak inne ślicznotki ze środkowego zachodu, jeżdżącą rozklekotanym wozem,
często - z konieczności - z trójką dzieci i zawsze grzecznie pytającą o zgodę na rozmowę. Ona,
w przeciwieństwie do wymuskanej prawniczki, była właśnie „jak wszyscy".
„Wściekła byłam na siebie, że się tak pozwoliłam zaprowadzić przed lustro. Jak mogłam
tak stracić głowę i nic jej nie odpowiedzieć? Wpaść aż w takie osłupienie?" (Iwańska 1993, s. 424)
„Co dwa tygodnie przenosiłam się na inną farmę [...] Jeździłam z farmerskimi rodzinami na
zakupy, urodziny i rocznicowe obchody. Zabierali mnie ze sobą na szkolne mecze siatkówki
i koszykówki, do swoich protestanckich kościołów, przykościelnych klubów, na zebrania rol¬
nicze, kombatanckie, masońskie, na jarmarki" (Iwańska 1993, s. 460).
We wspomnieniach po wielokroć powtarza się utyskiwanie na infantylizm życia w Ameryce,
odbarwiającego i tandetyzującego przybyszy z Europy (por. zwłaszcza s. 328).
4

5

6

20

JOLANTA KOWALSKA
7

kadry naukowej . Inaczej mówiąc role te grała w sposób niezgodny z konwencją,
w jakiej przyszło jej funkcjonować.
„Błędy" podobne do opisanego nie zdarzają się raczej nikomu spośród kan­
dydatów zabiegających współcześnie o zatrudnienie na stanowiskach, z którymi
związany jest wymóg dobrej prezencji. Świadomość jego istnienia jest normą,
przy czym nie sposób zaprzeczyć, że „właściwe zachowanie i wygląd" nie są
wymysłem jedynie nieznośnych amerykańskich pracodawców. Czymże innym
były i są zasady dobrego wychowania, etykieta w zhierarchizowanych grupach
ludzkich, przepisy co do stroju, zachowania, wzajemnych relacji? Z drugiej strony
rozmowa kwalifikacyjna z rzadka do niedawna łączyła się z ryzykiem zderzenia
wzorów kulturowych, a nie jedynie prywatnych poglądów i zapatrywań.
W ciągu ostatnich dziesięciu-piętnastu lat świat „zmalał" i doświadczenie bez­
pośredniego kontaktu z 'innym', które było udziałem nielicznych staje się coraz
powszechniejsze. Uczymy się zatem języków obcych a także owego wspólnego
nam wszystkim języka ciała, który - wbrew temu co sądzili, a niekiedy nadal
twierdzą, idealiści - nie jest bynajmniej jednoznaczny. Obok gestów, ruchów
i zachowań rzeczywiście wspólnych nam wszystkim, warunkowanych biologią,
budową ciała i wynikającą stąd motoryką ruchu, istnieją nie mniej liczne, walentne
kulturowo . By nie odwoływać się do cytowanych w literaturze przedmiotu
dyżurnych przykładów błędnych zastosowań gestów i zachowań, sięgnę po epi¬
zod z życia naszej dyplomacji. Oto, przed kilku laty podczas jednej z podróży
prezydenta Kwaśniewskiego do południowej Azji, towarzyszący mu filmowiec
uchwycił moment, powitania czy też pożegnania z miejscowymi dygnitarzami,
gdy z charakterystycznym gestem złożonych dłoni dotykających czoła (zacho­
wanie poprawne), pan Prezydent zwrócił się do dziecka pochylając się przy tym
w głębokim ukłonie (błąd, głębiej kłania się osoba stojąca niżej w hierarchii).
Mogę jedynie przypuszczać, że do miejscowego gestu powitania dołączył przy¬
jętą w Europie formę kontaktu dorosły-dziecko, znajdującą wyraz w pochyleniu
się nad dzieckiem (wyraz opieki), pochyleniu w kierunku dziecka (sygnał goto¬
wości wysłuchania i pomocy), a zważywszy okoliczności nie wykluczam, że za¬
chowanie to miało mieć - mając na uwadze wszelkie stosowne formy - charakter
ludyczny, może żartobliwy. Jakkolwiek by nie było, jedno nie podlega dyskusji
- wydział protokołu w biurze prezydenckim nienajlepiej odrobił lekcję.
8

7

„Dobrze pamiętam jeden peszący incydent. Bert Hoselitz o czymś długo peroruje, a potem
nam wszystkim stawia jakieś pytanie i ja natychmiast na nie odpowiadam. - Dlaczego pani odpo­
wiada pierwsza? - on na to. - Chyba dlatego, ze jestem kobietą. Jestem do tego przyzwyczajona.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, po zebraniu jednak Sydney Slotkin, antropolog, podszedł do
mnie [...] jako specjalista od kultur chciałby m i wyjaśnić, że w amerykańskiej kulturze nie płeć
ma pierwszeństwo, lecz akademicki status. A ponieważ mój status jest najniższy, więc „dla włas­
nego dobra" nie powinnam nigdy pierwsza zabierać głosu" (Iwańska 1993, s. 364).
Wśród doświadczeń cytowanej tu Iwańskiej najbardziej dramatyczne wiązało się z egzami¬
nami przed dopuszczeniem do pracy nad tezą doktorską. Po egzaminie przedmiotowym, widząc
profesora Mertona, przewodniczącego Komisji, wznoszącego dłoń o złączonych palcach tworzą¬
cych kółko, była przekonana, że pokazuje w ten sposób 'zero', a więc, że nie zdała, podczas gdy
w USA gest taki znaczy ' O K ' , ' W porządku' (Iwańska 1993, s. 343).
8

JAK CIĘ WIDZĄ...

21

Współcześnie obieg informacji odbywa się w sposób zasadniczo odmienny
od tego, z którym mieliśmy do czynienia przed trzydziestu laty. Internet ułatwił
dostęp do nich w sposób wówczas niewyobrażalny (jakkolwiek jakość informacji
i forma, w jakiej są upowszechniane niejednokrotnie pozostawiają wiele do
życzenia), czy jednak owa łatwość sprzyja zdobywaniu wiedzy? Faktem jest,
że wyniki prac dostępne w pełni fachowcom dysponującym stosownym przygo¬
towaniem docierają praktycznie do wszystkich i stają się elementami zbanalizowanej - jak literatura piękna w brykach dla licealistów niezdolnych przedrzeć się
przez Bułhakowa - wiedzy, a właściwie wiedzy-pop. Proces taki stał się m.in.
udziałem kinezyki (inaczej body language, czyli języka ciała) i komunikowania
niewerbalnego. Obecnie terminy stanowiące nazwy tych dziedzin wiedzy należą
niewątpliwie do modnych i nadużywanych - słyszymy je w telewizyjnych reality¬
-show, czytamy o nich w kolorowej prasie, znajdujemy na stronach interneto¬
wych firm trudniących się poradnictwem zawodowym oraz w rozpowszechnia¬
nych tąże drogą kompilacjach danych, pozbawionych niejednokrotnie wszelkich
odniesień do źródeł, z których prezentowane w nich informacje zostały zaczerp¬
nięte. Pytanie zatem czy mamy tu do czynienia z gadżetem kulturowym, czy też
jednak poszerzyła się nasza wiedza o nas samych.

2. JĘZYK CIAŁA

Kiedy w połowie lat siedemdziesiątych zaczynałam własne prace na temat
symboliki ruchu terminy takie jak 'komunikowanie niewerbalne', 'antropologia
ciała', 'kinezyka', 'proksemika' - na dobrą sprawę dopiero wchodziły do użytku
i dość często byłam proszona o wyjaśnienie jakiego rodzaju fenomenów, bądź
kierunków badawczych dotyczą. W świecie znane były już wówczas prace
Edwarda Halla, Ray'a Birdwhistella, Michaela Argyle, Umberto Eco i licznych
innych badaczy koncentrujących swe zainteresowanie na tej tematyce, w naszym
kraju z przyczyn oczywistych niedostępne. Halla przetłumaczono na język polski
dopiero w roku 1976 (była to praca The Hidden Dimension, nosząca polski tytuł
Ukryty wymiar), pierwsze prace Eco w 1972 (Pejzaż semiotyczny), a Argyle i Birdwhistell do chwili obecnej znani są tylko w oryginale wąskiemu gronu specjalis¬
tów. Przypomnijmy w kilku słowach czym są kinezyka i proksemika, zaintereso¬
wanych szczegółami odsyłając do ujęć oryginalnych oraz opracowań Elżbiety
Goździak (1987a, 1987b) i mego własnego (Kowalska 1995, s. 29-31, 33-34).
Pod pojęciem kinezyki rozumie się „badania nad systemem komunikowania
niewerbalnego (określanego czasem także jako język ciała - body language),
który posługuje się gestykulacją i innymi ruchami ciała" (Goździak 1987, s. 170).
Za twórcę kinezyki uważany jest wspominany tu wcześniej Ray Birdwhistell,
a data wydania jego pierwszej pracy poświęconej tej tematyce - Introduction
to Kinesics, opublikowanej w roku 1952 - wyznacza zarazem narodziny tego
kierunku. Początki zainteresowań Birdwhistella znakowym aspektem ruchu ciała
są sześć lat wcześniejsze. W roku 1946 podczas terenowych badań na temat

22

JOLANTA KOWALSKA

pokrewieństwa, prowadzonych wśród Indian Kutenai w zachodniej Kanadzie
(Kolumbia Brytyjska), dokonał on ważnego spostrzeżenia. Oto jak do niego
doszło: „...intrygowały mnie wzajemne relacje pomiędzy słowem i mową, oraz
słowem i zachowaniami społecznymi [...] uświadomiłem sobie, że m o i r o z ­
m ó w c y z p l e m i e n i a K u t e n a i p o r u s z a l i się inaczej, gdy
m ó w i l i w s w o i m r o d z i m y m j ę z y k u , inaczej zaś gdy posłu¬
g i w a l i s i ę a n g i e l s k i m [... ] Moje wstępne przypuszczenie, że Indianie
ci -zachowywali się jak» biali ludzie umożliwiło mi dokonanie odkrycia, że
występuje tu trwały związek pomiędzy komunikatem słyszanym i widzianym,
oraz że funkcjonują one jako współzależne systemy językowe" (Birdwhistell
1973, s. 31, 34-35; podkr. J.K.). Prowadzący badania wysnuł stąd wniosek, że
zaobserwowana przezeń „dwujęzyczność" odnosi się w równej mierze do języka
mówionego, jak i języka ciała.
Problem ten zainteresował go na tyle, że z końcem lat 40-ych X X wieku po¬
djął systematyczne badania nad komunikacyjnym aspektem ruchu ciała. Wycho¬
dząc od konstatacji faktu, że podstawowe uczucia jak strach, radość, pożądanie
seksualne są wspólne wszystkim ludziom wysunął hipotezę, zgodnie z którą
posiadają one swój - równie uniwersalny - ekwiwalent ruchowy. W rezultacie
badań Birdwhistell doszedł do ustaleń, które w jego przekonaniu hipotezę tę
obaliły, jakkolwiek ma ona nadal swoich zwolenników. Skonstatował natomiast,
że podobnie jak użytkownicy języka naturalnego, tak i posługujący się mową
ciała dysponują wiedzą, która umożliwia im interpretację „komunikatów" prze¬
kazywanych za pośrednictwem tego szczególnego języka, zarówno wówczas,
gdy występuje on jako autonomiczny środek porozumiewania się, jak i wów¬
czas, gdy stanowi element zachowań towarzyszących mowie.
Birdwhistell z grupą badaczy reprezentujących trzy dyscypliny (antropologię,
językoznawstwo i psychologię) podjął w 1956 roku próbę stworzenia modelu
opisu zachowań kinezycznych. W dalszej perspektywie zmierzał do opracowania
systemu zapisu ruchów ciała człowieka wykonywanych w czasie interakcji spo¬
łecznych. U podstaw tego zamierzenia leżała hipoteza, że „zachowania kinezyczne
konstruują system komunikacyjny analogiczny do języka naturalnego, a metody
lingwistyczne są stosowalne do badań nad językiem ciała ponieważ system kinezyczny strukturyzuje zachowania cielesne człowieka w sposób zbliżony do tego,
jak system językowy strukturyzuje strumień mowy w dźwięki, słowa, frazy i zda­
nia" (Goździak 1987, s. 171). Wyniki pierwszego etapu prac zdawały się potwier¬
dzać tę hipotezę. Jednakże, w późniejszej ich fazie Birdwhistell doszedł do przeko¬
nania, że o ile potrafi wyodrębnić „słowa" języka ciała, o tyle nie jest w stanie
określić jego gramatyki, jakkolwiek nie wycofał się całkowicie z prób jej ustalenia.
9

Ponad dekadę później niż kinezyka wyodrębniony został drugi ważny nurt
badań w łonie refleksji poświęconej komunikowaniu niewerbalnemu - proksemika
9

Byli wśród nich: antropolog George Bateson, językoznawcy - Charles Hockett, Norman
McQuown, George L. Trager i Henry L. Smith, oraz psycholodzy - Henry Brosin, Frieda Fromm-Reichmann i William Austin. Za: Birdwhistell 1973, s. 111).

23

JAK CIĘ WIDZĄ...

określana, jako studia nad postrzeganiem przez człowieka przestrzeni i posługi¬
waniem się nią, jako szczególnym wytworem kultury. Prekursorem owego nurtu
i twórcą jego nazwy był Edward T. Hall, który wprowadził go do literatury an­
tropologicznej w roku 1963. Początkowo przedmiotem jego zainteresowania była
kultura w całym swym bogactwie, definiowana przezeń jako „język bez słów".
W swych dociekaniach proksemicznych Hall szukał odpowiedzi na dwa podsta¬
wowe pytania: Czy użytkowanie przez ludzi przestrzeni w trakcie interakcji spo¬
łecznych jest różne w różnych kulturach. W jakim zakresie?; W jakim stopniu
czynniki społeczne i indywidualne mają wpływ na zmiany form i sposobów jej
użytkowania, w obrębie jednej kultury? Podczas gdy Hall skoncentrował się
przede wszystkim na typologii (wyróżnił rodzaje przestrzeni i kategorie dystansu),
na sformułowane przez niego pytania odpowiedzieli dwaj inni badacze ludzkiej
przestrzeni Robert Sommer (1969) i Michael Watson (1970, 1972). Wykazali
oni, że sposoby posługiwania się nią, jako szczególną formą komunikowania
niewerbalnego różnią się znacznie w zależności od kultury. Stwierdzili ponadto,
że w obrębie jednej kultury użytkowanie przestrzeni odznacza się wariantywnością uzależnioną od czynników społecznych i osobistych. Sam Hall natomiast
skonstatował istnienie zasadniczych różnic w zachowaniach proksemicznych
stanowiących element interakcji pomiędzy przedstawicielami odmiennych płci.
Obecnie termin 'proksemika' stosowany jest w pracach przedstawicieli wielu
dyscyplin, zwłaszcza w dokonaniach semiotyków i teoretyków komunikowania
się, językoznawców i psychologów. Zarówno kinezyka, jak i proksemika bliskie
są pewnym tendencjom badawczym w antropologii kulturowej. Wiążą się one
z zagadnieniem pojmowania przez człowieka otaczającej go rzeczywistości.
Stosunek człowieka do otaczającego go świata, sposoby konstruowania przezeń
swoistej „niszy kulturowej", jej typy i szczególne kwalifikacje stanowią domenę
refleksji filozoficznej.
Szkic powyższy, jakkolwiek zarysowany w największym skrócie, pozwala
zorientować się, z jak skomplikowaną materią mamy do czynienia wkraczając
w obszar niewerbalnych form porozumiewania się. Przedstawione tu kierunki
badawcze zarazem, nie są bynajmniej narzędziem w pełni wycyzelowanym,
raczej propozycją, pewną opcją interpretacyjną, siecią, do której Nowalis po¬
równywał hipotezy.

3. KLUCZ CZY WYTRYCH?
10

Mistrz japońskiego tańca butoh Min Tanaka rozpoczął swe wystąpienie
na barcelońskim kongresie poświęconym teatrowi stwierdzeniem: „ We live with
our bodies and we percieve the world by keeping the eyes of our bodies open"
1 0

Uczeń Tatsumi Hijikaty, twórcy tego kierunki. Butoh powstał w krótki czas po I I wojnie
światowej, jako wyraz buntu zarówno wobec sztuki Zachodu, jak i rodzimych tradycji. Jest to
taniec improwizowany, wykonywany na pustej scenie, w którym najistotniejsze są maksymalna
ekspresja tancerza i nieomal intymny jego kontakt z widzem.

24

JOLANTA KOWALSKA

[Istniejemy poprzez ciało i przez nie postrzegamy świat] (1986, s. 97), należą¬
cym do gatunku prowokacyjnie oczywistych. Rzeczywiście - ruchowy aspekt
wszelkich form ludzkiej aktywności jest faktem niezaprzeczalnym, ale też zarazem
niezauważanym. Posługujemy się ruchem, emitujemy go, za jego pośrednictwem
przekazujemy szereg sygnałów i znaków, które stanowią ważny element spo¬
sobów porozumiewania się - jako tzw. p o m o c n i c z e ś r o d k i
mowy
wspomagające zasadniczy przekaz językowy (Guiraud 1974, s. 103; Birdwhistell
1952), bądź też jako „komunikacyjne aspekty wyuczonego i ustrukturyzowanego
zachowania się poruszającego się ciała" (Birdwhistell 1952). Jednakże, kto z nas,
użytkowników tego najpowszechniejszego medium zastanawia się nad logiką
jego funkcjonowania i znaczeniem artykułowanych za jego pośrednictwem
informacji w sposób głębszy niż incydentalne rozważanie przyczyn, dla których
np. pani X odwróciła się demonstracyjnie plecami do pani Y, a pan Z wstał
z krzesła, gdy weszliśmy do pokoju okazując nam tym samym szacunek? Myślę,
że bez wielkiego ryzyka popełnienia błędu można przyjąć, że nie czyni tego
nikt, bądź czyni niewielu, jakkolwiek nawet tak konwencjonalne konstatacje
jak przytoczone wyżej wskazują, że określone zachowania łączone są z funkcją
wyrażania pewnych treści. Niemniej, nie sposób kwestionować niepisane prawo
codzienności by ruch, równie naturalny jak oddech, traktować także jako fakt
naturalny, wiążąc go przede wszystkim z biologią - nie z kulturą, z mechaniką
ciała - nie ze strukturami myślenia.
Trafne uwagi na temat skutków niedoceniania komunikacyjnej funkcji ruchu,
zachowań, sposobów bycia, jak również ich aspektu aksjologicznego, zawarł
Edward Hall we wstępie do The Silent Language. Posłużył się on tam przykła¬
dem swoistego fiaska Amerykanów w kontaktach z innym narodami, którzy
- jego zdaniem - jakkolwiek pełni najlepszych chęci, biorący udział w licznych
programach pomocy dla zagranicy, nie zyskali bynajmniej tą drogą sympatii
w oczach reszty świata. „W wielu krajach Amerykanie są serdecznie nie lubiani,
w innych zaledwie tolerowani" konstatuje Hall (1987, s. 21). Szukając przyczyn
takiego stanu rzeczy wskazuje na przekaz emitowany drogą komunikatu niewer¬
balnego. Stwierdza: „wrogość cudzoziemców wywoływana jest w znacznej mie¬
rze przez zachowanie się Amerykanów. Nie bez kozery można nas winić za
skłonność do etnocentryzmu. W wielu naszych programach pomocy dla zagrani¬
cy, w stosunkach z tamecznymi narodami, mamy ciężką rękę. Upieramy się by
postępowali na naszą modłę [...] Nie tylko pogrążeni jesteśmy w totalnej niewie¬
dzy na temat tego, czego sobie życzą inne kraje, lecz jesteśmy równie nieświa¬
domi tego, co m ó w i i n n y m n a s z e w ł a s n e z a c h o w a n i e s i ę "
(Hall 1987, s. 21, podkr. J.K.) . Stwierdzenia Halla odnoszą się do sytuacji
11

1 1

E. Hall niezależnie od dociekań stricte naukowych i obowiązków nauczyciela akademic¬
kiego, część swego czasu poświęcił także swoistej edukacji kulturowej. W latach pięćdziesiątych
X X w. kierował rządowym programem kształcenia inżynierów i pracowników administracji,
a także biznesmenów i tych wszystkich, których praca wymagała bezkolizyjnych kontaktów z przed¬
stawicielami innych kultur. Przygotowywał ich do pracy poza granicami Stanów Zjednoczonych
ucząc właściwej interpretacji cech obcych kultur i umiejętności poruszania się w ich ramach.

JAK CIĘ WIDZĄ...

25

zderzenia kulturowego. Wówczas to - z natury rzeczy - na plan pierwszy wpły­
wają różnice we wszystkich dziedzinach, nie tylko w zakresie sposobów po­
sługiwania się ciałem. Skutkiem różnic są błędy we wzajemnej ocenie, niekiedy
tak poważne, że decydujące o odrzuceniu.
Jak przenikliwe były to uwagi dowodzi najnowsza historia. Żołnierze ame­
rykańscy kierowani do Iraku, jechali tam wyposażeni w bardzo szczegółowe
instrukcje dotyczące sposobów kontaktowania się i porozumiewania z miejscową
ludnością. I oto po raz kolejny trafiali na mur niechęci i wrogości. Sytuacja jest
tu nieporównanie bardziej skomplikowana niż w przypadku wizyt ekspertów,
czy wszelkiego rodzaju misji, bowiem jakkolwiek poprawnie by się nie zacho¬
wywali, żołnierze pozostają ludźmi z karabinem, a obie strony są uczestnikami
zderzenia kulturowego w jego ekstremalnej formie - wojny.
Zastanówmy się zatem czy zdobywszy pewną wiedzę na temat kodów nie¬
werbalnych, a przede wszystkim świadomość ich istnienia, potrafimy się nią
posługiwać. W jakich dziedzinach i w jaki sposób jest ona wykorzystywana? Moje
rozeznanie w tej materii rysuje obraz niezbyt zachwycający. Jego bodaj najtraf¬
niejszą metaforą jest papierowa podkładka zabezpieczająca tacę przez zabru¬
dzeniem, którą otrzymałam w madryckim barze sieci Pans&Company. Na ogół
na takich podkładkach drukowana jest oferta dostępnych dań, bądź informacje
o atrakcjach dla najmłodszych. Ku mojemu zaskoczeniu tym razem zobaczyłam
24-punktowy, nieco żartobliwy wokabularzyk języka gestów ilustrowany zdję¬
ciami. Jest to oferta bardzo zbliżona do poradników licznie publikowanych
w ilustrowanych magazynach, informujących np. co myśleć o człowieku, w trak¬
cie rozmowy z nami składającym dłonie w rodzaj daszku, którego kalenicę sta¬
nowią stykające się czubki palców, a co o kobiecie zakładającej nogę na nogę
w taki sposób, że górna oplata dolną jak liana. Sytuują się one gdzieś pomiędzy
cotygodniowym horoskopem a plotką z życia nowych elit. Czytelnicy podob¬
nych publikacji mogą z niedowierzaniem przyjąć wiadomość, że to co traktują
jako rodzaj poradnika towarzyskiego niezupełnie serio, stanowi wyabstrahowa¬
ny element dociekań z zakresu psychologii, socjologii czy antropologii kultury,
których wyniki znajdują zastosowanie m.in. w psychiatrii, terapeutyce, socjotechnice. Na ogół jednak większość z nich słyszała o Piotrze Tymochowiczu,
któremu przypisuje się wykreowanie „cywilizowanego" wizerunku przywódcy
Samoobrony, Andrzeja Leppera, a termin 'body language' nieustannie trafia do
ich uszu jeśli śledzą etapy Idola, audycje autorskie koryfeuszy telewizji, bądź
są widzami muzycznych stacji w rodzaju M T V czy Viva.
Kolejnymi dziedzinami życia, w których wiedza na temat języka ciała i ko¬
munikowania niewerbalnego znajduje współcześnie zastosowanie są biznes i po¬
lityka (zob. Wołowik 1998). Wspomniany tu przed chwilą Piotr Tymochowicz
prowadzi firmę specjalizującą się w edukacji menadżerskiej, doradztwie organi¬
zacyjnym i personalnym. „Firma ICCE Greenpol Piotr Tymochowicz - czytamy
na stronie www - [...] jest prekursorem na rynku polskim w dziedzinie Body
Language. Zajęcia szkoleniowe realizowane są w oparciu o autorską Teorię
Wywierania Wpływu [... ] Co nas wyróżnia? Siła kreacji, udowodnione sukcesy

26

JOLANTA KOWALSKA

medialne, w y k o r z y s t y w a n i e p o z y t y w n e j s t r o n y m a n i p u l a ¬
c j i , niekonwencjonalność [...]" (podkr. J.K.) . Oferta tego rodzaju szkoleń jest
obszerna ale i zainteresowanie nimi duże.
Odkąd na polski rynek weszły zachodnie firmy, przynosząc własne zasady
funkcjonowania, w tym rekrutacji pracowników, kodeksy tyczące wyglądu (nie¬
kiedy bardzo wyśrubowane) chcemy wiedzieć i chętnie uczymy się jak należy
przygotować się do rozmowy kwalifikacyjnej, jak j ą prowadzić, jak wreszcie
odczytywać pewne sygnały zawarte w języku ciała rozmówcy i jak panować nad
emisją własnych.
Tym co zwraca uwagę, zarówno w przypadku, gdy wiedzą z dziedziny body
language posługują się firmy, biznesmeni czy politycy, jak i wówczas, gdy
sięgają po nią dla swych celów Kowalscy i Nowakowie, jest faktyczny zakres
jej zastosowań, wąski i mieszczący się pomiędzy manipulacją, jak chce pan
Tymochowicz p o z y t y w n ą , a śledzeniem reakcji i zachowań naszych partne¬
rów w intencji odsłonięcia ich skrytych motywów. Potraktowana w ten sposób
wiedza o „ruchu, innym nurcie mowy" zamiast kluczem umożliwiającym posze¬
rzenie wiedzy o nas samych, staje się zaledwie wytrychem.
12

4. WYGLĄD I RUCH JAKO AUTODEFINICJA I ETYKIETA

Rolę porównywalną do tej, jaką w badaniach Birdwhistella odegrała obser¬
wacja zachowań Indian Kutenai, w moich własnych pracach spełniła konstata¬
cja, iż na podstawie zachowania potrafię za granicą wyłowić z tłumu rodaków.
Było to dla mnie niemałym zaskoczeniem. Podczas pobytu w Budapeszcie
w 1983 roku zanotowałam: „Na placyku koło Baszty Rybackiej doznałam [... ]
iluminacji poznawczej. W moim kierunku, ale znacznie jeszcze ode mnie oddalo¬
na, szła grupka składająca się z czterech osób, dwóch kobiet i dwóch mężczyzn.
Nie wydawali się zainteresowani urodą miejsca ani dnia, nie oglądali niczego,
nie cieszyli się tym, że tu są, ani nie byli po prostu. Oni grali światowców, którzy
bawią się w zwiedzanie. Kiedy zrównaliśmy się usłyszałam, że mówią po polsku" . W późniejszych mych doświadczeniach elementami zachowań stanowią¬
cymi sygnał, że oto być może ponownie mam do czynienia z przedstawicielami
własnej nacji był pewien nadmiar w gestach, przesada w celebrowaniu własnej
osoby, swojego rodzaju permanentna gra z otoczeniem mająca wiele ze złego
aktorstwa. Był to jednak test sprawdzający się do przełomu w roku 1989, do
kiedy to wyjazdy za granicę nie były sprawą łatwą ani prostą. Z czasem oswoiliś¬
my się ze światem i gra w światowca przestała być potrzebna. Pojawiły się nato¬
miast nowe formy ruchu i sposoby posługiwania się ciałem demonstrujące nowe
cechy - nabywane, wypożyczane od innych, wyuczane, bądź „z nas".
13

1 2

Za stroną internetową: www.kadry.info.pl/firmy
Notatki z dziennika obserwacji uczestniczącej Budapeszt 1983, w posiadaniu autorki
artykułu.
1 3

JAK CIĘ WIDZĄ...

27

Za najsilniej zaznaczającą się tendencję uważam zwiększającą się swobodę
autoprezentacji i autoekspresji, realizowanych w pełni świadomie. Przed wspom¬
nianą tu cezurą czasową, zwłaszcza w latach osiemdziesiątych, cudzoziemcy
przyjeżdżający do Polski nieodmiennie wyrażali swoje zdumienie dlaczego ludzie
spotykani na ulicach i w środkach komunikacji nie uśmiechają się, robią wraże¬
nie wyizolowanych, zamkniętych w sobie, podczas gdy w warunkach domowych
pokazywali inną twarz. Rzeczywiście tak to wyglądało, przyczyny tego stanu
rzeczy były aż nadto oczywiste - po traumie stanu wojennego, pozadomowa
zewnętrzność z pewnością nie była właściwą sceną dla swobodnej ekspresji. Były
to raczej warunki sprzyjające tworzeniu środowisk niszowych ewoluujących
w dwóch kierunkach. W pokoleniu uczestników Sierpnia - emigracji wewnętrznej
realizowanej na bardzo zróżnicowanych poziomach, od apatii, przez wycofanie
się w małą stabilizację, po „samotność intelektualisty". W pokoleniu młodych
- buntu znajdującego wyraz w muzyce (był to okres bezprecedensowego boomu
w polskim rocku, festiwalu w Jarocinie) i działań - takich jak akcje Pomarań¬
czowej Alternatywy - umożliwiających wyrażenie ironicznego dystansu wobec
rzeczywistości, na którą „skazywało" miejsce urodzenia. Byliśmy społeczeń¬
stwem nie tyle zamkniętym (w znaczeniu braku otwartości na odmienność) co
zatrzaśniętym w pułapce historii.
Przełom roku 1989 i 1990 obchodziłam dzięki wyjazdowi stypendialnemu
w Hiszpanii, w Walencji. Pamiętam, z jaką zazdrością obserwowałam tłumy
bawiące się na ulicach: małżeństwa z maleńkimi dziećmi, osoby starsze, nasto¬
latków - tańczących, odpalających fajerwerki, odliczających jednym głosem
uderzenia zegara o północy, a potem bawiących się do bladego rana. Brakowało
mi ich swobody, entuzjazmu, chęci zabawy. Myślałam: „Ach, gdyby tak u nas!",
pesymistycznie nie wierząc by było to możliwe. Tymczasem, w sylwestra
następnego roku, stojąc w rozbawionym tłumie, liczyłam uderzenia zegara na
Zamku Królewskim.
Obecnie swoboda autoekspresji i autoprezentacji przybiera niekiedy formy
ekstremalne. Kwestii tej zamierzam poświęcić więcej uwagi w dalszych bada¬
niach. W Polsce powojennej bardzo dużo „nie wypadało", „nie było wolno",
a przede wszystkim człowiek rozsądny starał się nie wyróżniać. Oczywiście,
w każdych warunkach trafią się postaci barwne i szalone, tym barwniejsze
i bardziej dziwaczne, im sztywniejsze są obowiązujące reguły, ciaśniej zasznu¬
rowany gorset powinności. W tym przypadku obserwowane współcześnie zmia¬
ny niekoniecznie oznaczać muszą różnicę w proporcji pomiędzy 'barwnym',
'szalonym, 'normalnym', raczej zwiększenie liczby ról do wyboru i swobodę
tworzenia własnych form wyrażania siebie, definiowania własnej roli w życiu.
Ważnym elementem współczesnej obyczajowości jest tendencja do tworzenia
nowych wzorów zachowań środowiskowych, zwłaszcza wynikających z roz¬
warstwiania się społeczeństwa (na temat rozwarstwienia po roku 1989 por.
Wnuk-Lipiński 1995). Z jednej strony mamy, więc do czynienia z kodami zacho­
wań naszych własnych celebrities, sezonowych idoli, przedstawicieli grup tzw.
„nowych" i „starych" pieniędzy, dawnych i nowych elit, układu władzy, byłej

28

JOLANTA KOWALSKA

Solidarności, ubożejącej inteligencji, obrastających w dobrayuppies i coraz licz¬
niejszych w młodym pokoleniu zwolenników dobrego, wyważonego życia, nie
zamierzających realizować się jedynie w pracy. Z drugiej strony środowiska tzw.
blokersów, bezrobotnych (najsłabiej chyba zintegrowane) i bezdomnych.
Prezentowane tu rozważania zamknijmy przykładem obecności w naszym
współczesnym życiu ekskluzywnych środowisk, w których zachowanie i wygląd
należą do najważniejszych kryteriów wyróżniających ich członków. W roku
2002, w jednym z sierpniowych numerów Wysokich Obcasów, sobotnio-niedziel­
nego dodatku do Gazety Wyborczej ukazał się reportaż Wojciecha Orlińskiego
Plastików nie wpuszczam w żadnych okolicznościach, poświęcony modnej for¬
mie spędzania czasu, zjawisku tzw. clubbingu. W zależności od fantazji i upo¬
dobań bawiących się osób, wieczór spędza się w jednym miejscu, bądź wędruje
od lokalu do lokalu. Istnieje tylko drobny problem: selekcja. Nie każdy wszędzie
zostanie wpuszczony. Clubbing, w Polsce stosunkowo nowy, na Zachodzie
dobrze już wrósł w obyczajowość. Dobór gości ma gwarantować bywalcom, iż
nie będą narażeni na towarzystwo osób nie pasujących do pozostałych, w myśl
deklaracji selekcjonerów - niekulturalnych, bo w rzeczywistości kryteria są
już mniej jasne. Jak wyjaśniła reporterowi jedna z osób parających się selek¬
cją, obok tytułowych „plastików" czyli dziewczyn wystrojonych przesadnie, na
prowincjonalną manierę, nie są wpuszczani dresiarze (agresywna, prymitywna
subkultura młodzieżowa), „krawaciarze" (samotni, konwencjonalnie ubrani m꿬
czyźni) i „studenci" (ci z ich grona, którzy nie są odpowiednio tj. modnie ubrani,
bądź wykazują braki obycia, naturalnie z punktu widzenia klubowej society).
Z rozmów przeprowadzonych przez Orlińskiego wynikło jednak, że nie wpusz¬
cza się także osób niepełnosprawnych, brzydkich, zakompleksionych a nawet
nieśmiałych, ponieważ w klubie wszyscy mają być młodzi, zdrowi, modni,
uśmiechnięci i odprężeni.
Po opublikowaniu tego artykułu przez łamy czasopisma i jego internetowe
forum przetoczyła się potężna dyskusja (zob. Plastików nie wpuszczam...), której
zasadniczym motywem była selekcja i jej kryteria. Zwolennicy niepełnego dla
wszystkich dostępu do klubów dowodzili prawa do bawienia się bezpiecznie,
w gronie osób sobie znanych i podobnych. Przeciw wytaczano argumenty od
Deklaracji Praw Człowieka, po ironię i kpinę. Rzeczą cenną wydaje mi się,
iż wielu korespondentów analizowało sprawę z dużą bezstronnością, powiedzia¬
łabym nawet dystansem, traktując j ą jako rodzaj sezonowej mody. Czy będzie
nią rzeczywiście, podobnie jak szereg innych zjawisk obserwowanych pilnie
przez piszącą te słowa - czas pokaże.

LITERATURA
Argyle Michael
1972, Non-verbal Communication in Human Social Interaction, [w:]
R.A. Hinde (ed.) Non-verbal Communication, s. 243-267, Cambridge (Cambridge Univer­
sity Press).
- 1975, Bodilly Communication, London (Methuen and Co. Ltd.).

JAK CIĘ WIDZĄ...

29

B i r d w h i s t e l l R a y 1952, Introduction to Kinesics, Louisville (offset, Univ. of Louisville
Press).
- 1973, Kinesics and Context. Essays on Body Motion Communication, New York
(Ballantine Books).
- 1975, Background Considerations to the Study of the Body as a „Expression", [w:]
J. Benthall, T. Polhemus (eds) The Body as a Medium of Expression. Essays Based on
a Course of Lectures Given at the Institute of Contemporary Arts in London, London
(Allen Lane, Penguin Books Ltd.).
C i o ł e k T a d e u s z M . 1975, Human communicational behaviour, „Sign Language Studies",
t. 4: 6, s. 1-64.
C o l l i n s A n d y 1997, Język ciała, gestów i zachowań: psyche i soma, Warszawa.
E c o U m b e r t o 1999, Semiologia życia codziennego, Warszawa (Czytelnik).
E i b l - E i b s e s f e l d t I r e n a u s , Similarities and Differences between Cultures in Expressive
Movements, [w:] R.A. Hinde (ed.) Non-verbal Communication, s. 297-311, Cambridge
(Cambridge University Press).
F a r n e l l B r e n d a (ed.) 1995, Human Action Signs in Cultural Context. The Visible and the
Invisible in Movement and Dance, New York & London (The Scarecrow Press Inc.)
G o ź d z i a k E l ż b i e t a 1987a, Kinezyka [w:] Z. Staszczak (ed.), Słownik etnologiczny. Ter­
miny ogólne, s. 170-172, Warszawa-Poznań (PWN).
- 1987b, Proksemika, [w:] Z. Staszczak (ed.), Słownik etnologiczny. Terminy ogólne, s. 296,
Warszawa-Poznań (PWN).
H a l l E d w a r d T. 1959, The Silent Language, New York.
- 1963, Proxemics: A Study of Man's Spatial Relationship, [w:] I . Galdstone (ed.) Man's
Image in Medicine and Anthropology, New York.
- 1966, The Hidden Dimension, New York. Cytaty pochodzą z polskiego wydania tej
pracy, Warszawa 1987.
I w a ń s k a A l i c j a 1993, Potyczki i przymierza. Pamiętnik 1918-1985, Warszawa (Geberthner i Ska).
K o w a l s k a J o l a n t a 1995, Koło bogów. Ruch i taniec w mitach i obrzędach, Biblioteka
Etnografii Polskiej t. 50, Warszawa (Instytut Archeologii i Etnologii PAN).
L a m b W a r r e n , W a t s o n E l i z a b e t h 1979, Body Code, the Meaning in Movement, Lon¬
don (Routledge and Kegan Paul).
M i n T a n a k a 1986, Tradiction of the Body and Avant-Garcle Dance, [w:] Jordi Coca (ed.)
Congres Internacional de Teatre a Catalunya, Actes vol. II, s. 97-103, Barcelona.
M o r r i s D e s m o n d 1977, Manwatching: A Field Guide to Human Behaviour, London (Jona¬
than Cape),
- 1994, Bodytalk, London (Jonathan Cape).
O r l i ń s k i W o j c i e c h 2002, Plastików nie wpuszczam w żadnych okolicznościach, Wysokie
obcasy, nr 179, (także: www.2.gazeta.pl).
Plastików nie wpuszczam w żadnych okolicznościach. Dyskusja nt. artykułu Wojciecha Orliń¬
skiego, Wysokie Obcasy, R. 2002, nr 182, s. 46-48 (także: www.2.gazeta.pl).
S o m m e r R o b e r t 1969, Personal Space, Englewood Cliffs.
W a t s o n M i c h a e l O. 1970, Proxemic Behavior: A Cross-cultural Study, [w:] T.A. Sebeok
(ed.) Approaches to Semiotics, The Hague.
- 1972, Symbolic and Expressive Uses of Space. A n Introduction to Proxemic Behavior,
Current Topics in Anthropology, t. 4.
W o ł o w i k W a d i m 1998, Język ciała w biznesie, polityce i życiu publicznym, Kraków.
W n u k - L i p i ń s k i E d w a r d 1995, After Communismus: A multidisciplinary approach to
radical Social Change, Warszawa.

30

JOLANTA KOWALSKA

JOLANTA KOWALSKA
TO BE SEEN...
Summary
M i n Tanaka, the master of the Japanese dance butoh began his address at the Barcelona con­
gress dedicated to dance with the following words: We live with our bodies and we perceive the
world by keeping the eyes of our bodies open (1986, s. 97). The statement is provocative in it
obviousness. The "movement" aspect of all forms of human activity is undeniable, yet it is rarely
noticed. We move, i.e. use movement, we emit movement, movement is a means of transmission
of many signals and signs, significant as elements of human communication. They are the
a u x i l i a r y m e a n s of speech, supportive to the basic language transmission (Guiraud 1974,
s. 103; Birdwhistell 1952) or the "communicative aspects o f the learnt and structurized behaviour
of a moving body" (Birdwhistell 1952).
When, in the mid 1970s, the Author started hers studies on movement symbolism, terms such
as "non-verbal communication", "anthropology of the body" "kinesics", or "proxemics" were, as
a matter of fact, only coming into use. She was often asked to explain the phenomena or study
orientations they referred to. Works by Edward Hall, Ray Birdwhistell, Michael Argyle, Umberto
Eco and other scholars dealing with the subject had been already known in the world, in our
country they were not available for obvious reasons. The Hidden Dimension by Edward Hall was
translated into Polish in 1976, the first works of Umberto Eco in 1972. Books by Argyle and
Birdwhistell are known only in original versions and to narrow circles of specialists t i l l now. Both
kinesics and proxemics are close to particular approaches in cultural anthropology. They all concern
the problems of human understanding of the surrounding world and human self-reflection.
Within the recent 10-15 years the world has "shrunken". Coming into touch with "the others"
which earlier was experienced only by the minority, now is more and more common. We learn
foreign languages, we also learn the "body language" which,being the common feature of all
human beings, is by no means unequivocal, contrary to what was believed and is sometimes still
believed. Besides the gestures and movements which are really universal being determined by the
body build, there are also some, as numerous as the former ones, which are culture-related.
The article deals with the role o f forms and means of self-presentation in contemporary
culture. Most interesting is the problem if, having gained particular knowledge on non-verbal
codes as well as the awareness o f their existence, we know how to use them. A t this stage
of studies the Author concentrated on the scope of the usage of body language. Quite narrow as
a matter of fact, focused on manipulating people and watching their reactions and movements in
order to reveal their hidden motives. Knowledge o f "movement, another area of speech" treated
in this way, instead of being the key to the cognition of man becomes no more than a picklock.
Translated by Anna

Kuczyńska

Cytat

Kowalska, Jolanta, “Jak cie widzą / ETNOGRAFIA POLSKA 2005 t. 49,” Cyfrowa Etnografia, Dostęp 1 lipca 2022, https://cyfrowaetnografia.pl/items/show/5905.

Formaty wyjściowe