Zakres pojęcia sztuki ludowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4

Dublin Core

Tytuł

Zakres pojęcia sztuki ludowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4

Opis

Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4; s.193-194

Twórca

Szyfelbejn-Sokolewicz, Zofia

Wydawca

Instytut Sztuki PAN

Data

1967

Relacja

oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4971

Format

application/pdf

Język

pol.

Typ

czas.

Identyfikator

oai:cyfrowaetnografia.pl:4610

PDF Text

Text

k u l t u r y tegoż ludu. Może by s p r ó b o w a ć o d r z u c i ć w ogóle
pojęcie „ l u d u " ? Co by się wtedy stało? S p o ł e c z e ń s t w a
europejskie o tak bogatej, zmiennej i historycznie „ w y ­
m i e r n e j " przeszłości p o s i a d a j ą obecnie i p o s i a d a ł y daw­
niej k u l t u r ę n i e j e d n o l i t ą , r o z w a r s t w i o n ą . Chodzi t u nie
t y l k o o rozwarstwienie klasowe, m a j ą t k o w e i różnice
p o z i o m ó w k u l t u r a l n y c h (choć te o d g r y w a j ą oczywiście
rolę n a j w a ż n i e j s z ą ) . I s t n i a ł y i i s t n i e j ą w tych s p o ł e c z e ń ­
stwach liczne grupy, k t ó r e z najrozmaitszych p o w o d ó w :
geograficznych, gospodarczych, religijnych, zawodowych,
psychicznych itd., żyły i żyją w swoistej izolacji. K a ż d a
z takich grup jest potencjalnym nosicielem specyficz­
nych dla siebie możliwości tworzenia o d r ę b n e j k u l t u r y
czy przynajmneij n i e k t ó r y c h e l e m e n t ó w takiej k u l t u r y .
M a m t u na m y ś l i nie t y l k o takie znane w y o d r ę b n i o n e
grupy j a k getta Ż y d ó w czy s t a r o w i e r ó w , ale r ó w n i e ż
np. sitarzy b i ł g o r a j s k i c h , o c h w e ś n i k ó w skulskich, m a ­
larzy c z ę s t o c h o w s k i c h (że pozostaniemy w zakresie t w ó r ­
ców sztuki i rzemiosła). J a k a ż to jest kultura? Inna,
odmienna od k u l t u r y otoczenia dla grup mniejszych,
a dla grup s p o ł e c z n y c h w i ę k s z y c h inna od standartu,
p r z y j ę t e g o jako reprezentatywny dla elity społecznej
czy r z ą d z ą c e j .
W y n i k a z tego, że etnografia europejska powinna
z a j m o w a ć się wszystkimi i n n y m i g r u p a m i społecznymi
niż nosiciele k u l t u r oficjalnych w danym czasie i miejscu.
Zdarza się wszak często, że modele k u l t u r y p r z e c h o d z ą
od jednej w a r s t w y społecznej do innej i elementy k u l ­
t u r y oficjalnej danego czasu stają się „ l u d o w e " w innej.
A w i ę c nie lud, jako pojęcie metahistoryczne i t y m sa­
m y m abstrakcyjne, ale grupy społeczne r ó ż n e w r ó ż ­
nych okresach dziejowych i miejscach są nosicielami
innych s t r u k t u r k u l t u r o w y c h i one to m o g ą i p o w i n n y
być przedmiotem b a d a ń , k t ó r e m o ż e m y tradycyjnie nazy­
w a ć etnograficznymi. W y c i ą g a m s t ą d wniosek, że w ł a ś ­
ciwą m e t o d ą tych b a d a ń jest ciągłe p o r ó w n y w a n i e w y ­
t w o r ó w tych wszystkich grup ze w s p ó ł c z e s n y m i m standartem k u l t u r o w y m p a n u j ą c y m „oficjalnie" w danej
epoce i danym k r a j u . Nie w i e c z n o t r w a ł e w i ę c cechy
i w a r t o ś c i ani nie odwieczne r e l i k t y dają w ł a ś c i w y ma­
t e r i a ł dla b a d a ń t a k ż e sztuki ludowej, ale ciągła k o n ­
frontacja z faktami k u l t u r o w y m i i artystycznymi innych
„ p r z o d u j ą c y c h " czy „ p o w s z e c h n i e uznanych" grup spo­
łecznych.
To, o czym t u m ó w i ę , nie jest oczywiście do k o ń c a
p r z e m y ś l a n e . A l e już dzisiaj inaczej niż przed d w u ­
dziestu l a t y o d p o w i e d z i a ł b y m na pytanie: co to jest styl
ludowy? Pytanie to bowiem m o ż e b y ć sensowne t y l k o
dla f a k t ó w czy ich zespołu w o k r e ś l o n y m czasie, miejscu
i dla o k r e ś l o n y c h t w o r ó w .
S u m u j ą c , jestem s k ł o n n y t w i e r d z i ć , że różnice m i e ­
dzy e t n o g r a f i ą e u r o p e j s k ą a „ a n t r o p o l o g i ą " czy etnolo­
gią innych k r ę g ó w cywilizacyjnych polegają nie tyle
na r ó ż n i c a c h morfologicznych czy nawet s t r u k t u r a l n y c h
r ó ż n y c h f a k t ó w k u l t u r o w y c h , ale na s k o m p l i k o w a n y m
u nas u k ł a d z i e p o z i o m ó w k u l t u r a l n y c h . Nasza tzw. k u l ­
t u r a ludowa jest i b y ł a już od dawna poddana zjawisku
bikulturalizmu,
a może multokulturalizmu,
że w i ę c
s t r u k t u r y k u l t u r o w e u nas dalekie są i b y ł y od dawna
od tego zintegrowania, p r z y k ł a d ó w d o s t a r c z a j ą nam ba­
dacze k u l t u r plemiennych. Co w i ę c e j , m y ś l ę , że w b r e w
powszechnym p o g l ą d o m r ó ż n i c e j u ż co prawda nie po­
z i o m ó w k u l t u r y , ale ich jakości nie t y l k o nie b ę d ą się
zmniejszać, ale r o s n ą ć . Wszyscy stajemy bezradni wobec
zasobu w i a d o m o ś c i i d o ś w i a d c z e ń z t y m z w i ą z a n y c h j e d ­
nych ludzi, p r a k t y k i życiowej i zawodowej drugich,
p r o b l e m ó w ż y c i o w y c h t r a p i ą c y c h znów innych. M a l u j ą
nas ś r o d k i tzw, k u l t u r y masowej na jeden kolor, coraz

bardziej j e d n o l i t y i pospolity, ale pod n i m , pod tą
w a r s t w ą , n a r a s t a j ą różnice coraz w z r a s t a j ą c y c h d o ś w i a d ­
czeń: pilot i buchalter m o g ą s ł u c h a ć jednego p r o g r a m u
telewizyjnego, ale t r e ś ć ich życia w e w n ę t r z n e g o , a w i ę c
i t r e ś ć ich k u l t u r y są z u p e ł n i e czy niemal z u p e ł n i e
r ó ż n e . Pod w a r s t w ą jednolitej farby rodzi się z u p e ł n i e
różny materiał ludzki.
W n o s z ę stąd, że etnografia, jako nauka p o r ó w n u j ą c a
r ó ż n e poziomy i „ s u b s t a n c j e " k u l t u r o w e , b ę d z i e istnieć
nadal. Standart oficjalny ma tendencje u n i f i k u j ą c e , ale
r ó ż n i c e r o s n ą , co na odcinku mnie i n t e r e s u j ą c y m , od­
cinku twórczości plastycznej, uwidacznia się zapewne
m . i n . t a k ż e coraz szerszym rozprzestrzenianiem się sztu­
k i nieoficjalnej, zwanej najczęściej a m a t o r s k ą czy s z t u k ą
w s p ó ł c z e s n y c h p r y m i t y w ó w . Odpowiadam tu g ł ó w n i e
na pytanie d o t y c z ą c e tego, j a k i e są determinanty powsta­
wania zjawiska o k r e ś l a n e g o jako sztuka ludowa.
A . J a c k o w s k i : A j a k Pan Profesor w i d z i problem
sztuki ludowej, ustawia wobec siebie takie zjawiska j a k
malarstwo ludowe i malarstwo cechowe?
Jeśli o d n o ś n i e do X V I w i e k u nie m a m y ż a d n y c h
p r z e k a z ó w , ż a d n y c h z a b y t k ó w „ s z t u k i l u d o w e j " z za­
kresu m a l a r s t w a czy rzeźby, to znaczy prac, k t ó r e t w o ­
rzył „ l u d w i e j s k i " — to wedle mojej o p i n i i nie w y n i k a
z tego wcale, że do zakresu b a d a ń w ł a ś n i e etnograficz­
nych nie p o w i n n y w e j ś ć zainteresowania s z t u k ą i n n ą
niż standartowa owego czasu. M a m na m y ś l i s z t u k ę
c e c h o w ą , a raczej s z t u k ę n i e k t ó r y c h o ś r o d k ó w tej sztuki.
Przy sposobności z w r ó c ę u w a g ę , że nasza sztuka o f i c j a l ­
na np. d w o r u k r ó l e w s k i e g o tego czasu — rozpatrywana
w p o r ó w n a n i u np. ze s z t u k ą d w o r s k ą W ł o c h — robi w r a ­
ż e n i e n i e m a l „ l u d o w e j " . Podobny odskok m o ż n a dostrzec
m i ę d z y p r o d u k c j ą c e c h ó w k r a k o w s k i c h czy l w o w s k i c h
a obrazami z dalekich k o ś c i ó ł k ó w wiejskich. W y d a w a ł o
m i się zawsze i wydaje dotąd, że gdy z a i s t n i a ł y ekono­
miczne i psychiczne w a r u n k i dla odbioru o b r a z ó w w f o r ­
mie masowej przez chłopa w X I X w i e k u — d o ś w i a d ­
czenia tego „ o d s k o k u " p o z i o m ó w — b y ł y g ł ó w n ą k o m ­
p o n e n t ą nie t y l k o p r o c e d e r ó w technicznych, ale i stylu
„ l u d o w y c h o b r a z ó w " . D l a k a ż d e g o w i ę c p r z e k r o j u dzie­
jowego trzeba b u d o w a ć r ó ż n e w a r s t w y p o z i o m ó w sztuki,
co nota bene nie ma nic w s p ó l n e g o z ich w a r t o ś c i ą a r t y ­
s t y c z n ą , j a k to j u ż gdzie indziej wielokrotnie p o d k r e ś l a ­
łem.

ZOFIA SZYFELBE.IN-SOKOLEWICZ
Zespół p y t a ń przedstawionych przez R e d a k c j ę został
w r ę c z prowokacyjnie w y b r a n y i nie c h c i a ł a m dać się
s p r o w o k o w a ć aż do momentu wypowiedzi prof. Piwockiego. Pan profesor d o t k n ą ł sprawy, k t ó r a w etnografii
jest n i e s ł y c h a n i e w a ż n a , i to z a r ó w n o od strony teore­
tycznej, jak i od strony b a d a ń k o n k r e t n i e historycznych,
b a d a ń empirycznych; chodzi tu o m o ż l i w o ś ć cbjęcia
j e d n ą a p a r a t u r ą p o j ę c i o w ą i w y c i ą g a n i e w n i o s k ó w z ba­
d a ń nad tzw. s p o ł e c z e ń s t w a m i p i e r w o t n y m i i k u l t u r a m i
europejskimi łącznie. To, co nazywamy s p o ł e c z e ń s t w a m i
p i e r w o t n y m i , stanowi całość bardzo r ó ż n o r o d n ą , w ob­
r ę b i e k t ó r e j m o ż e m y o d n a l e ź ć tzw. k u l t u r y c h ł o p s k i e .
Na p r z y k ł a d prace d o t y c z ą c e części A m e r y k i P o ł u d n i o w e j
to w ł a ś n i e prace d o t y c z ą c e s t r u k t u r agrarnych. H i s t o ­
rycy i e k o n o m i ś c i toczą d ł u g i e dyskusje, czy te s p o ł e ­
c z e ń s t w a kopieniacze m o ż n a n a z w a ć c h ł o p s k i m i . W tej
c h w i l i przewaga jest po stronie tych, k t ó r z y sądzą, że
są to k u l t u i y t y p u chłopskiego. W z w i ą z k u z t y m w y ­
daje m i się, że podobnie j a k w badaniach nad podsta-

193

warni gospodarczymi tych społeczności m o ż e m y w y k o ­
r z y s t a ć całą a p a r a t u r ę p o j ę c i o w ą ekonomii i przepro­
w a d z i ć analogie w stosunku do p r o c e s ó w europejskich;
jeżeli m o ż e m y p r z e p r o w a d z a ć p o r ó w n a n i a
czynników
kulturotwórczych i mechanizmów procesów
kulturo­
w y c h itd., to samo m o ż n a zrobić w zakresie sztuki.
W k a ż d y m razie będzie u s i ł o w a ł to n i e w ą t p l i w i e robić
etnograf, oczywiście nie ten z czasów Tylora, o k t ó r y m
w s p o m i n a ł profesor P i w o c k i , a k t ó r y chyba nie istnieje
już dzisiaj, ale ten, k t ó r y p o s ł u g u j e się p o j ę c i e m k u l ­
tury w ujęciu s t r u k t u r a l n y m czy f u n k c j o n a l n o - s t r u k t u r a l n y m . Wydaje się, że jest to jedno z założeń, k t ó r e
m o ż e m i e ć konsekwencje przynajmniej dla mojego i n ­
dywidualnego stosunku do n i e k t ó r y c h k w e s t i i tutaj po­
ruszonych.
Gdyby p o d j ą ć temat, k t ó r y p o r u s z y ł profesor Piwocki,
m ó w i ą c o determinantach powstawania zjawiska zwa­
nego k l u t u r ą l u d o w ą , m o ż n a by założyć, że u podstaw
tego zjawiska leży z r ó ż n i c o w a n i e społeczne, k t ó r e g o d a l ­
szym n a s t ę p s t w e m b y w a polaryzacja k u l t u r y . P o l a r y ­
zację k u l t u r y obserwujemy przede w s z y s t k i m w s p o ł e ­
c z e ń s t w a c h agrarnych, pasterskich, nie
obserwujemy
jej w s p o ł e c z e ń s t w a c h zbierackich, w y s t ę p u j e natomiast
w typach mieszanych: pastersko-agrarnych, a zwłaszcza
wtedy, gdy pasterze z a w o j u j ą j a k ą ś g r u p ę rolniczą. Są
na to liczne dowody w materiale a m e r y k a ń s k i m i afry­
k a ń s k i m . Wydaje m i się, że sprawa z r ó ż n i c o w a n i a spo­
łecznego p r o w a d z ą c e g o do polaryzacji k u l t u r y , p r o c e s ó w
dzielących się, a w k a ż d y m razie nie z a c z y n a j ą c y c h się
j e d n o c z e ś n i e , to sprawa ustalenia zespołu c z y n n i k ó w ,
o d g r y w a j ą c y c h p i e r w s z o r z ę d n ą rolę przy powstawaniu
k u l t u r y ludowej. Co sprzyja jego zachowaniu się i czy
jest to zjawisko, k t ó r e w p e w n y m momencie zanika?
W moim dość g ł ę b o k i m przekonaniu zachowaniu się tego
zjawiska sprzyja izolacja k u l t u r o w a danej grupy, przy
czym izolacja ta nie m u s i być izolacją p r z e s t r z e n n ą ;
m o ż e to b y ć izolacja prawna, duchowa czy o ś w i a t o w a .
I s t n i e j ą w k u l t u r z e c h ł o p s k i e j k a n a ł y informacji, k t ó r e
o b e j m u j ą g r u p ę chłopską, notujemy też k o n t a k t y m i ę d z y c h ł o p s k i e p o m i ę d z y r ó ż n y m i k r a j a m i Europy, nato­
miast sieć k a n a ł ó w informacji p o m i ę d z y w a r s t w a m i e l i ­
t a r n y m i a w a r s t w a m i nieelitarnymi, nawet jeżeli za­
m i e s z k u j ą to samo t e r y t o r i u m , jest n i e w ą t p l i w i e s k ą p a
i nie odgrywa b o d ź c o w e j k u l t u r o t w ó r c z e j r o l i poza t y m ,
że w j a k i m ś m i n i m a l n y m zakresie istnieje i objawia
się nawet w postaci przejmowania przez k l a s ę n i e e l i t a r n ą takich czy innych treści. Niemniej jednak nie m a m y
do czynienia ze s p o ł e c z e ń s t w e m , gdzie sieć k a n a ł ó w
informacji jest tak r ó w n o m i e r n i e rozprowadzona, że
prowadzi do integracji tego s p o ł e c z e ń s t w a na bazie r ó w ­
nouprawnienia, a w r ę c z odwrotnie — jest to taka sieć
kanałów, która mimo istniejącej wymiany
kulturowej
prowadzi do izolacji pewnej grupy społecznej. Jak długo
t r w a taka izolacja, tak d ł u g o m o ż e t r w a ć j e d n o c z e ś n i e
zjawisko, nazywane przez nas zjawiskiem k u l t u r y l u ­
dowej. Wraz z przerwaniem tej izolacji nie zanika
natychmiast k u l t u r a ludowa; procesy przemian t r w a j ą
chyba przez dość długi okres czasu. Wydaje m i się j e d ­
nak, że w Polsce już od dawna zjawisko izolacji w a r s t w
c h ł o p s k i c h zostało p r z e ł a m a n e , a odnawianie się k u l t u r y
ludowej nabiera charakteru epigonalnego.
G r u p y c h ł o p s k i e w Polsce w y r ó ż n i a j ą się od innych
na innej już zasadzie niż 150 lat temu, ale na wsiach
obserwujemy nadal jeszcze zjawiska, k t ó r e n a z w a l i b y ś ­
my k u l t u r ą l u d o w ą . Jednak ten w ł a ś c i w y zespół w a r u n ­
k ó w , k t ó r y j ą p o w o ł a ł do życia i r o z w i j a ł , zanika i ja
osobiście, nie m a r t w i ą c się o to zresztą specjalnie, bo
Wydaje m i się, że etnografowie w c i ą ż m a j ą i b ę d ą m i e l i
wiele do roboty, u w a ż a m , że obserwujemy koniec k u l -

194

tury ludowej. M i m o że w formach r e l i k t o w y c h będzie
ona m o g ł a i s t n i e ć jeszcze bardzo długo, na jej miejsce
w e j d ą inne s t r u k t u r y k u l t u r o w e , t y m bardziej nas m y ­
lące, że w c h ł a n i a j ą c e wiele f o r m z przeszłości. P o s ł u ż ę
się tutaj m a ł y m p r z y k ł a d e m empirycznym. R o b i ł a m
k i e d y ś d o k u m e n t a c j ę do malowanek z a l i p i a ń s k i c h i roz­
m a w i a ł a m z m a l a r k a m i . P y t a ł a m , dlaczego tak w ł a ś n i e
m a l u j ą , j a k i e sposoby malowania najbardziej się i m po­
dobają, j a k oceniają siebie wzajemnie, czy u w a ż a j ą , że
k w i a t y p o w i n n y b y ć podobne do p r a w d z i w y c h k w i a t ó w
i t d . W ó w c z a s jedna z nich p o w o ł a ł a się na autorytety
d w ó c h p r o f e s o r ó w e t n o g r a f ó w . W e d ł u g opinii jednego
s t y l ludowy w ł a ś n i e polega na t y m , że powinno się m a ­
l o w a ć k w i a t y j a k najbardziej podobne do tych, k t ó r e
istnieją, a więc n a l e ż y o p r a c o w y w a ć k a ż d ą żyłkę na l i ś ­
ciu, c i e n i o w a ć kolor liścia. D r u g i natomiast z t y c h p r o ­
f e s o r ó w był odmiennego zdania, ale r ó w n i e ż „nie poz­
walał w y m y ś l a ć tych k w i a t ó w z głowy".
Przyznam się, że nigdy tego m a t e r i a ł u nie opubliko­
w a ł a m , m o ż e ze w z g l ę d u na wspomniane autorytety, ale
w p ł y n ą ł on w zasadniczy sposób na moje późniejsze
p o g l ą d y . Nie ulega bowiem w ą t p l i w o ś c i , że mamy w
Z a l i p i u do czynienia ze s c h y ł k o w y m i f o r m a m i sztuki
ludowej, k t ó r e nie z n a j d u j ą już oparcia we w ł a s n e j
społeczności.
W dyskusjach na temat sztuki ludowej z a u w a ż y ł a m
zbyt w y r a ź n e d ą ż e n i e do pewnych w y c z e r p u j ą c y c h po­
d z i a ł ó w : np. k u l t u r a w a r s t w e l i t a r n y c h i k u l t u r a w a r s t w
nieelitarnych. Chcemy, żeby nam się to j a k o ś wszystko
dzieliło, żeby to był podział logicznie w y c z e r p u j ą c y ; nie
domagamy się, aby był j e d n o c z e ś n i e podział wyczer­
p u j ą c y rzeczywistość, o d p o w i a d a j ą c y ściśle tej
rze­
czywistości. I wobec tego p o d z i a ł o m , k t ó r e m o g ą m i e ć
charakter roboczy, u ł a t w i a j ą c y nam d o s t r z e ż e n i e pew­
nych zjawisk, k t ó r e m o g ą w i ę c m i e ć charakter w y ł ą c z ­
nie instrumentalny — przydajemy j a k i e ś znaczenie
rzeczywiste, znaczenie przedmiotu, tak jak istnieje stół
czy tablica na tej sali. Jest to chyba bardzo niebezpiecz­
na postawa, p o n i e w a ż nie ulega w ą t p l i w o ś c i , iż zja­
wiska, k t ó r e badamy, nigdy nie b ę d ą o b j ę t e przez nas
w całości, c a ł k o w i c i e ; zawsze b ę d z i e m y badali j a k i ś
aspekt tego procesu, a przeprowadzane p o d z i a ł y służą
nam t y l k o do u z m y s ł o w i e n i a sobie pewnej strony prze­
b i e g a j ą c e g o procesu historycznego.
P o z w o l ę sobie d a ć p r z y k ł a d już nie z zakresu p o l ­
skiej sztuki ludowej, ale z terenu Chin. Etnografowie,
p r z y j e ż d ż a j ą c na j a k i ś teren, zwykle u s t a l a j ą , że ludzie
tam b u d u j ą takie i takie domy, chodzą w takich czy
innych ubraniach, m a j ą takie czy inne zwyczaje. Znam
znakomity m a t e r i a ł c h i ń s k i , w k t ó r y m opisywano w ł a ś ­
ciwości pewnej grupy koło Hongkongu i m.in. k t ó r y ś
z i n f o r m a t o r ó w ha pytanie, czy wdowa m o ż e w y j ś ć
po raz drugi za mąż', o d p o w i e d z i a ł , że nie, w d o w a nie
m o ż e w y j ś ć po raz drugi ża m ą ż , bo „ m y , Chińczycy,
nigdy nie pozwalamy w d o w o m po raz d r u g i w y c h o d z i ć
za m ą ż " . K i e d y rozpoczęto badania konkretne, e m p i ­
ryczne, okazało się, że wiele w d ó w wychodzi ponownie
za m ą ż , ale stereotyp jest t a k i , że „ m y , Chińczycy, nie
pozwalamy wdowom w y c h o d z i ć po raz drugi za m ą ż " .
K a ż d a z grup, c h a r a k t e r y z u j ą c a się o k r e ś l o n ą k u l ­
t u r ą , posiada j a k i ś stereotyp w y o b r a ż e n i o w y siebie sa­
m y c h i j a k i ś stereotyp w y o b r a ż e n i o w y swoich s ą s i a d ó w
i k a ż d a z tych grup dla tego stereotypu w y b i e r a j a k i e ś
symbole. Powstaje problem, co m o ż e stać się t a k i m s y m ­
bolem. Symbolem naszej k u l t u r y narodowej jest s t r ó j
ł o w i c k i czy k r a k o w s k i . Te symbole k u l t u r y narodowej
zostały wybrane nie na tej zasadzie, że wszycy ludzie
czy ich większość w strojach łowickich chodzi. Istnieje
cały mechanizm, k t ó r y d o p r o w a d z i ł do tego, że ten s t r ó j

l u d o w y w ł a ś n i e o s i ą g n ą ł r a n g ę symbolu narodowego.
M a m y cały zespół symboli, k t ó r e u z y s k u j ą j a k ą ś o p r a w ę
ideologiczną, k t ó r e m a j ą coś oznaczać i w rezultacie
dochodzimy do czegoś, co m o ż n a by n a z w a ć mitologią
n a r o d o w ą . Dochodzimy do takiego zespołu symboli, k t ó r y
w zasadzie, g d y b y ś m y całą ideologię za t y m k r y j ą c ą się
p r ó b o w a l i r o z s z y f r o w a ć — ma nam o d p o w i e d z i e ć na p y ­
tanie, k i m s ą w ł a ś c i w i e ludzie t y m symbolem się p o s ł u ­
gujący, czy jest to j a k a ś jedna grupa, s k ą d się oni w y ­
w o d z ą i t d . G d y b y ś m y p o r ó w n a l i zespół tych symboli
i wszystkie opowieści, k t ó r e z t y m i symbolami się
w i ą ż ą •— w Polsce np. z m i t a m i a u s t r a l i j s k i m i — m o g l i ­
b y ś m y sobie u z m y s ł o w i ć , że jest to ten sam t y p mecha­
nizmu i że w rezultacie m a m y do czynienia z j a k i e g o ś
r z ę d u mitologią. W gruncie rzeczy mitologia grecka od­
p o w i a d a ł a na r ó ż n e pytania d o t y c z ą c e pochodzenia da­
nego ludu, pochodzenia Boga czy ś w i a t a , a w t y m w y ­
padku m i t y narodowe o d p o w i a d a j ą na pytania doty­
czące pochodzenia danego narodu i jego stosunku do
swoich s ą s i a d ó w .
W zespole symboli narodowych znajduje się bardzo
istotne miejsce dla k u l t u r y ludowej dlatego, że cały
szereg f a k t ó w z k u l t u r y ludowej został podniesiony do
rangi t a k i c h narodowych symboli. N i e w ą t p l i w i e w E u r o ­
pie s t a ł o się to wszystko w y r a ź n i e j niż na p o z o s t a ł y c h
kontynentach, p o n i e w a ż ruchy narodowe w i e k u X I X ,
ruchy regionalistyczno-separatystyczne w i e k u X X sprzy­
j a ł y temu zjawisku. Co w i ę c e j , sytuacja stanu c h ł o p ­
skiego w X I X i X X w . d o p r o w a d z i ł a do utworzenia
p a r t i i c h ł o p s k i c h , k t ó r e p o s i a d a ł y o k r e ś l o n e programy
polityczne. S z u k a ł y
one
jakiegoś
uzasadnienia
tej
p o l i t y k i nie t y l k o w sprawach ekonomicznych, ale r ó w ­
nież d ą ż y ł y do nobilitacji swojej ideologii i w z w i ą z k u
z t y m z a i s t n i a ł o zagadnienie f o l k l o r u w programach
politycznych p a r t i i c h ł o p s k i c h w Europie. G d y b y ś m y
zanalizowali d o ż y n k i u r z ą d z a n e przez wiciarzy z Rzeszo­
wa, z n a l e ź l i b y ś m y w tych d o ż y n k a c h elementy wesela
i w i e l u innych o b r z ę d ó w . Na pytanie etnografa, dlaczego
to czy tamto jest w z i ę t e z wesela, bo dawniej tego nie
było, pada o d p o w i e d ź : tak, to nie z dożynek, ale to jest
przecież nasze, z tej w s i .
Sens o b r z ę d u d o ż y n e k zaginął zupełnie, została t y l k o
jego strona widowiskowa, i wobec tego ludzie w n a j ­
lepszym przekonaniu k o r z y s t a j ą z zespołu kulturalnego,
k t ó r y m d y s p o n u j ą , i do posiadanych form d o d a j ą dziś
zupełnie inne treści. Wydaje m i się m i m o wszystko,
że w ł a ś n i e dlatego, iż to się dzieje w z u p e ł n i e i n n y m
czasie i ma z u p e ł n i e inne cele — dlatego w ł a ś n i e to
już nie jest k u l t u r a ludowa, aczkolwiek — nie ulega
to dla mnie ż a d n e j w ą t p l i w o ś c i •— musi być przedmio­
tem zainteresowania etnografa. Jest to zespół f a k t ó w ,
k t ó r e m a j ą już i n n y splot u w a r u n k o w a ń . Ł a t w i e j jest
p o r ó w n y w a ć społeczności agrarne A m e r y k i P o ł u d n i o w e j
ze s p o ł e c z e ń s t w a m i c h ł o p s k i m i Europy w i e k u X I X niż
zjawiska k u l t u r y ludowej X V I I I w i e k u w Polsce z t ą
k o n t y n u a c j ą , k t ó r ą znajdziemy w w i e k u X X , jeżeli pod
u w a g ę tutaj bierzemy nie s a m ą f o r m ę przedmiotu, lecz
cały zespół u w a r u n k o w a ń .
Na t y m c h c i a ł a b y m zakończyć, t y l k o nie nasuwa m i
się nic takiego, czym m o ż n a by m o j ą w y p o w i e d ź p o d ­
s u m o w a ć . Chodzi m i po prostu w tej c h w i l i o to, że
m a m y z jednej strony r z e c z y w i s t o ś ć h i s t o r y c z n ą i t ą
r z e c z y w i s t o ś c i ą jest s t a ł e w y s t ę p o w a n i e takich czy i n ­
nych f o r m a r c h i t e k t u r y l u b stroju, z czym w i ą ż e się
cały zespół u w a r u n k o w a ń . D r u g ą s p r a w ą jest nasza
aparatura pojęć ogólnych, przy pomocy k t ó r y c h badamy
tę rzeczywistość, i wydaje m i się, że tych p o j ę ć ogólnych
nie m o ż e m y b r a ć za r z e c z y w i s t o ś ć . Pojęcia ogólne ni'ę

p r e t e n d u j ą do p e ł n e j „ o s t a t e c z n e j " a d e k w a t n o ś c i wobec
rzeczywistości k u l t u r o w e j , są one natomiast nieodzow­
nym narzędziem w rozwiązywaniu określonych zadań
poznawczych. M u s i m y p r z y d a w a ć pojęciu k u l t u r y l u ­
dowej historyczne treści, ale nie m o ż e m y samego tego
pojęcia t r a k t o w a ć za rzeczywistość h i s t o r y c z n ą . Są to
chyba dwie r ó ż n e kwestie i p r z y k ł a d e m , j a k bardzo są
różne, m o ż e być to, że inaczej przedstawia się zróż­
nicowanie etnograficzne, z r ó ż n i c o w a n i e k u l t u r o w e danej
społeczności, a z u p e ł n i e inne mechanizmy z a d e c y d u j ą
o t y m , j a k i e fakty k u l t u r o w e z o s t a n ą w y b r a n e za symbol
tej w s p ó l n o t y . W dodatku m o ż e się o k a z a ć , że stereoty­
p ó w k u l t u r y narodowej m o ż e być wiele w danym zespole
ludzi; że nie b ę d z i e jednego stereotypu k u l t u r y narodo­
wej, lecz b ę d z i e wiele s t e r e o t y p ó w . Tak samo nie b ę d z i e
jednego a wiele s t e r e o t y p ó w k u l t u r y ludowej.
A p e l o w a ł a b y m jeszcze, by p o r ó w n y w a ć s p o ł e c z e ń s t w a
agrarne bez w z g l ę d u na to, czy z n a j d u j ą się one w E u r o ­
pie, czy poza nią, ze s p o ł e c z e ń s t w a m i europejskimi, bo
wydaje się, że u podstaw k u l t u r y ludowej leży w ł a ś n i e
polaryzacja k u l t u r y , k t ó r a n a j w y r a ź n i e j w y s t ę p u j e w
k u l t u r a c h agrarnych. Wydaje się t a k ż e , że w tej c h w i l i
w Polsce m a m y nie t y l k o (jeszcze?) s z t u k ę l u d o w ą czy
k u l t u r ę l u d o w ą w ich s c h y ł k o w y c h formach, ale r ó w ­
nież k u l t u r ę m a s o w ą i s z t u k ę a m a t o r s k ą .

ANNA KOWALSKA-LEWICKA
Wydaje m i się, że h i s t o r i ę sztuki ludowej, a zarazem
k u l t u r y ludowej m o ż n a podzielić na pewne fazy rozwo­
jowe. W n a j w c z e ś n i e j s z e j fazie m i e l i b y ś m y do czynie­
nia z k u l t u r ą j e d n o l i t ą , k t ó r ą m o ż n a by n a z w a ć , zgodnie
z t y m , co t u powiedziano, k u l t u r ą p l e m i e n n ą , kiedy to
nie istnieje jeszcze z r ó ż n i c o w a n i e sztuki, a siła t r a d y c j i
kontrolowana przede wszystkim autorytetem r e l i g i j n y m
obejmuje wszystkie w a r s t w y s p o ł e c z e ń s t w a ; kiedy t w ó r ­
cami sztuki są p r z e w a ż n i e m o ż e nie t y l e przedstawiciele
w a r s t w y n a j w y ż s z e j , co w k a ż d y m razie grupa, k t ó r a
tworzy na z a m ó w i e n i e tych w a r s t w n a j w y ż s z y c h . Nie
istnieje wtedy różnica m i ę d z y k u l t u r ą dołów s p o ł e c z ­
nych i w a r s t w n a j w y ż s z y c h . Tutaj ż a d n e j r o l i nie od­
g r y w a jeszcze kwestia z r ó ż n i c o w a n i a społecznego.
Na terenie A m e r y k i Ł a c i ń s k i e j do c h w i l i przybycia
tam H i s z p a n ó w i s t n i a ł y doskonale zorganizowane p a ń ­
stwa, k t ó r e m i a ł y w ł a s n e pismo, l i t e r a t u r ę p i ę k n ą i roz­
w i n i ę t e inne działy s z t u k i ; z r ó ż n i c o w a n i e s p o ł e c z n e
było tam tak silne, że m o ż n a je p o r ó w n a ć z kastowością — ale nie było ż a d n e g o z r ó ż n i c o w a n i a w zakresie
sztuki. W y s t ę p o w a ł y t y l k o r ó ż n i c e ilościowe, a nie j a ­
kościowe.
W tej fazie rozwój sztuki jest silnie ograniczony nor­
m a m i t r a d y c y j n y m i . Nie ma wtedy z r ó ż n i c o w a n i a sztuki
na e l i t a r n ą i l u d o w ą choćby dlatego, że wszyscy w r ó w ­
n y m stopniu są w swej twórczości i s w y m sposobie
m y ś l e n i a k o n t r o l o w a n i z góry.
Druga faza to faza rozbicia się s p o ł e c z e ń s t w a na
grupy elitarne. W Europie za p u n k t z w r o t n y m o ż e b y ć
u w a ż a n e oparcie się na k u l t u r z e ł a c i ń s k i e j . Polska w
X w i e k u wdFlódzi w o r b i t ę w p ł y w ó w p o ł u d n i o w o z a c h o d niej Europy i w ó w c z a s w a r s t w a r z ą d z ą c a odbiega od
swej dawnej narodowej k u l t u r y , w z o r u j ą c się na p r z y ­
k ł a d a c h obcych. P r z e ł o m o w y m , w dziejach naszej k u l ­
t u r y , s t a ł się zapewne moment, kiedy to n a s t ą p i ł o roz­
dzielenie s p o ł e c z e ń s t w a na dwie grupy, z k t ó r y c h k a ż d a
s t w o r z y ł a s w o j ą k u l t u r ę . K u l t u r a elitarna, oparta o obce
c b r z e ś c i j a ń s k o - ł a c i ń s k i e wzory, b y ł a kontrolowana pew-

195

Cytat

Szyfelbejn-Sokolewicz, Zofia, “Zakres pojęcia sztuki ludowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4,” Cyfrowa Etnografia, Dostęp 1 lipca 2022, https://cyfrowaetnografia.pl/items/show/5889.

Formaty wyjściowe