Zakres pojęcia sztuki ludowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4

Dublin Core

Tytuł

Zakres pojęcia sztuki ludowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4

Temat

sztuka ludowa - teoria

Opis

Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4; s.217

Twórca

Piwocki, Ksawery

Wydawca

Instytut Sztuki PAN

Data

1967

Relacja

oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4977

Format

application/pdf

Język

pol.

Typ

czas.

Identyfikator

oai:cyfrowaetnografia.pl:4616

PDF Text

Text

wiekiem X V I k u l t u r a b y ł a bardziej jednolita niż od
tego czasu, gdyż rodziła się silna i o d r ę b n a k u l t u r a
w a r s t w tzw. w y ż s z y c h . Jej n i e w ą t p l i w ą b a z ą b y ł a u m i e ­
j ę t n o ś ć czytania. A l e i podziały klasowe, chociaż istot­
ne, nie b y ł y w p e ł n i miarodajne. K a ż d y szlachcic (poza
n i e k t ó r y m i zagonowymi) czytał, ale czytać u m i e l i i kupcy
m a ł o m i a s t e c z k o w i , i majstrzy bardziej „ u c z o n y c h za­
w o d ó w ' , i ich czeladnicy. Np. przed p i e r w s z ą w o j n ą
ś w i a t o w ą na U k r a i n i e wszyscy cieśle wiejscy i ich cze­
ladnicy, z e w n ę t r z n i e nie r ó ż n i ą c y się od chłopów, umieli
czytać i p i s a ć , choć ogół w i e j s k i był analfabetyczny. Czy
w i ę c sztuka •— t w ó r tych cieśli •— b y ł a s z t u k ą r z e m i e ś l ­
niczą czy „ l u d o w ą " ? B y ł a inna niż cieśli miejskich
i inna w konstrukcjach niż uczono s t u d e n t ó w politech­
nik. W ł a ś n i e inna... Sprawa w i ę c ze s z t u k ą l u d o w ą jest
bardzo skomplikowana, jeśli w e ź m i e m y np. pod u w a g ę ,
że cieśle ci b u d o w a l i nie t y l k o chaty, ale t a k ż e cerkwie,
czy kościoły, nie t y l k o lamusy dworskie, ale i same
dwory. Cóż, trzeba znów p o r ó w n y w a ć konkretne f a k t y
artystyczne p o w s t a ł e w t y m samym czasie. Levy Strauss
twierdzi, że r o z w ó j k u l t u r y powstaje z różnicy pozio­
m ó w s p o ł e c z n y c h i k u l t u r a l n y c h , i energia k u l t u r y
rodzi się z tych p o z i o m ó w j a k w maszynach termody­
namicznych. J e d y n ą w i ę c m e t o d ą b a d a w c z ą wydaje m i
się mierzenie tych poziomów, p o r ó w n y w a n i e ich. Do
tego oczywiście w badaniach sztuki dochodzi jeszcze
konieczność wydawania s ą d ó w w a r t o ś c i u j ą c y c h , k t ó r e
nie są niczym i n n y m j a k p r ó b ą uczciwego dotarcia do
w y m o w y , do ekspresji form, przekazanych nam przez
k a ż d y ze wspomnianych p o z i o m ó w k u l t u r o w y c h .
-

KSAWERY PIWOCKI

„Cywilizacja zachodnia staje się coraz bardziej zło­
żona, o b e j m u j ą c całą z a m i e s z k a ł ą Z i e m i ę , ale zdaje się
u z e w n ę t r z n i a ć co raz też w y r a ź n i e j pewne rysy r ó ż ­
n i c u j ą c e , k t ó r e w i n n e i n t e r e s o w a ć antropologa.
Jak
długo p o s t ę p o w a n i e drugiego człowieka nie jest dla
k a ż d e g o innego z u p e ł n i e "-przeźroczyste-", tak długo b ę d z i e
m o ż n a b a d a ć te różnice. Jak długo sposób zachowania
się, pracy pewnych ludzi b ę d ą problemami dla innych —
pozostaje miejsce dla refleksji nad t y m i r ó ż n i c a m i , k t ó r e
pod f o r m ą co raz to o d m i e n n ą b ę d ą t w o r z y ć r a c j ę b y t u
dziedziny antropologii".*

W wypowiedziach na temat k u l t u r y Mongolii zain­
t e r e s o w a ł o mnie bardzo stwierdzenie, że m i ę d z y pasterza­
m i i szlachtą tamtejszą istniała jedność kultury. Utwier­
dza m n i e to w przekonaniu, k t ó r e w y r a z i ł e m w polemice
z drem Abramowiczem, że w p o c z ą t k a c h p a ń s t w a p o l ­
skiego nie i s t n i a ł a k u l t u r a ludowa, p o n i e w a ż w p r a k ­
tyce niemal nie i s t n i a ł a r ó ż n i c a p o z i o m ó w . Nie wszelkie
z r ó ż n i c o w a n i a społeczne p o w o d u j ą z r ó ż n i c o w a n i a k u l ­
t u r y albo też p o w o d u j ą je nie we wszystkich jej ele­
mentach. M a t k a moja b y ł a z i e m i a n k ą z Podola i jako
dziecku ś p i e w a ł a m i nie t y l k o ruskie k o ł y s a n k i i opo­
w i a d a ł a ruskie b a j k i (po prostu dlatego, że n a u c z y ł a
się ich od swoich ruskich nianiek), ale p r z e k a z a ł a m i
też wiele „ p r z e s t r ó g " t y p u magicznego, w k t ó r e na poły
w i e r z y ł a . Taka mieszanka t r e ś c i k u l t u r o w y c h (nie i n t e ­
gracja, b y ł o b y to za d u ż e słowo) m i ę d z y w a r s t w ą zie­
m i a ń s k ą , c h ł o p s k ą i r ó ż n y m i w a r s t w a m i p o ś r e d n i m i od­
d z i a ł y w a ł a w i ę c na obie strony. P o j ę c i e „ G e s u n k e n e s
Gut" nie ma dla m n i e w a l o r u jednokierunkowego: b a l ­
lady Mickiewicza to też swoisty „ G e s u n k e n e s Gut". Spra­
w ę k o m p l i k u j e tu oczywiście styl, forma tych p r z e n i k a j ą ­
cych i m i e s z a j ą c y c h się t r e ś c i . Pan p o w i e d z i a ł , że styl
jest ideologią. Tak, bo forma stylowa niesie ze sobą
t r e ś c i n i e z a l e ż n e od tematu m o t y w u p r z e j ę t e g o z. innej
w a r s t w y k u l t u r o w e j . Są jednak przedmioty k u l t u r y ,
k t ó r y c h styl nie zmienia się m i m o f l u k t u a c j i m i ę d z y
poszczególnych w a r s t w a m i . Np. medalik na szyję. Przed­
mioty tego t y p u gromadzimy w muzeach etnograficz­
nych, ale takie same m o ż e k u p i ć p o b o ż n a żona k a ż d e g o
z nas i powiesić na szyi dziecka. Tutaj forma i t r e ś ć
są tak ze sobą splecione, że nie odczuwa się już — poza
bardzo reprezentacyjnymi okazjami —
konieczności
zmiany stylu, Tak samo ma się sprawa z nożem czy
widelcem. Są to formy gotowe, k t ó r e b ę d ą p r a w d o p o ­
dobnie t r w a ł y w i e k i , bo kto i po co ma w y m y ś l a ć no­
w y nóż?

W trakcie prac nad muzycznym r ę k o p i s e m znajdu­
j ą c y m się w Bibliotece J a g i e l l o ń s k i e j , sygnatura akce­
syjna 127/56, k t ó r y został o d k r y t y przed p a r u laty w
o k ł a d c e unickiego m s z a ł u z 2.połowy X V I I w. noszącego

I s t n i e j ą w i ę c formy c a ł k o w i c i e zintegrowane, ale ist­
nieją t a k ż e mocno i coraz mocniej r ó ż n i c u j ą c e się. Przed

* Claude Marcheix et Edmond Marc, Vers une
sation planetaire. Paris 1962, s. 119.

JAN STĘSZEWSKI
Po ekskursji do dalekiej M o n g o l i i p r o p o n u j ę p o w r ó t
do Polski, ale ze z m i a n ą dziedziny sztuki z plastycznej
na m u z y c z n ą . To, o czym zamierzam m ó w i ć , będzie o p i ­
saniem z u p e ł n i e niespodziewanej przygody naukowej,
k t ó r a w y d a r z y ł a m i się pod koniec ubiegłego roku.
Sądzę, że moje refleksje b ę d ą w o d ą na m ł y n k o l . Jac­
kowskiego, k t ó r e g o podejrzewam o b r z y d k i zamiar spro­
wokowania nas do otwartego przyznania się, że na te­
mat definicji sztuki ludowej niewiele, a w ł a ś c i w i e nic
pewnego p o w i e d z i e ć nie potrafimy, i że pojęcie sztuki
ludowej jest m o ż l i w e do zdefiniowania t y l k o d r o g ą
arbitralnego wyznaczenia pola obserwacji. Co gorzej,
wydaje się, że praktyczne stosowanie p i ę k n y c h teore­
tycznie definicji sztuki ludowej i k r y t e r i ó w w y r ó ż n i a ­
nia w y t w o r ó w , k t ó r e z a s ł u g u j ą na miano ludowej sztu­
k i , napotyka jeszcze w i ę k s z e t r u d n o ś c i . Przy okazji na­
w i ą ż ę do tej części wypowiedzi pani dr Sokclewicz,
w k t ó r e j m ó w i ł a o zagadnieniu a u t o r y t e t ó w w nauce.

civili­

217

Cytat

Piwocki, Ksawery, “Zakres pojęcia sztuki ludowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4,” Cyfrowa Etnografia, Dostęp 1 lipca 2022, https://cyfrowaetnografia.pl/items/show/5890.

Formaty wyjściowe