07_Marta Kurkowska-Budzan.pdf

Media

Part of Historia „samorosła”: narracje o powojennym podziemiu zbrojnym w Łomżyńskiem / Polska Sztuka Ludowa-Konteksty 2011, t. 65, nr 1,

extracted text
07_Marta Kurkowska-Budzan.ps - 8/1/2011 8:17 AM

Ta nasza historia, że tak powiem, co jej pani w książkach
nie znajdzie… nie odpicowana… „samorosła”.
(Zenon Z., Łady Borowe)

MARTA
KURKOWSKA-BUDZAN

estem historykiem, który nie zajmuje się dokumentowaniem przeszłości, lecz poszukuje jej w teraźniejszości. Interesuje mnie, co sprawia, że historia
jest żywa i przejmująca dla dzisiejszych ludzi, w jaki sposób staje się motorem ich działań, przyczyną integracji lub dezintegracji, trwania lub zmiany społecznej. Wierzę, że przeszłość już nieistniejąca jest obecna
i istotna dla współczesnych nam ludzi dzięki powszechnej właściwości ludzkiej – myśleniu o rzeczach
nieobecnych, czyli pamięci.

Historia „samorosła”:
narracje o powojennym
podziemiu zbrojnym
w Łomżyńskiem

J

cią, mierzymy się z równoległą bliskością i obcością świata przedstawionego w artefaktach pamięci, ze zróżnicowanymi i różnicującymi się bezustannie, na naszych
oczach, ale też w naszej własnej świadomości, znaczeniami tego świata. Artefaktom pamięci możemy się przyglądać w pomieszczeniach archiwum lub biblioteki, można
także, wzorem etnologów, socjologów, antropologów
społeczno-kulturowych i wzorem „symbolicznych interakcjonistów”, ruszyć w teren, aby z bliska nie tylko
obserwować, ale wejść w świat, w którym powstają interesujące nas „symboliczne obrazy” i posłuchać „symbolicznych dźwięków” (Konecki 2000, s. 35). Jak pisał
Herbert Blumer: „Interakcjonizm jest takim podejściem
do naukowego badania życia grupowego ludzi i zachowań ludzkich, które «trzyma się ziemi» (…) Umieszcza
swoje problemy w świecie naturalnym, w nim prowadzi
badania i z takich naturalistycznych studiów wywodzi
interpretacje” (Blumer 1969/2007, s. 39).
Badania terenowe to przede wszystkim „obserwacja
uczestnicząca”: przebywanie z ludźmi, nawiązywanie
kontaktów, rozmowy, wywiady narracyjne – interesuje
nas wszak ludzkie doświadczenie przeszłości i „perspektywa aktora”. Według Davida Silvermana większość badaczy nie zastanawia się nad tym, czym jest „perspektywa aktora” i jak dochodzi do zdefiniowania
„doświadczenia” przez osoby, które są bohaterami naszych badań (Silverman 2004, s. 343). Posługujemy się
pojęciami: „doświadczenie biograficzne” i „doświadczenie zbiorowe”, pytamy rozmówców o „doświadczenie
wojny” i „doświadczenie obozu koncentracyjnego”, „doświadczenie dzieciństwa” i „doświadczenie cierpienia”
(Kaźmierska 2008; Filipkowski [niepublikowany], Rakuszewska-Pawełek 2002). O „podzielenie się swoim
doświadczeniem” proszą rozmówców historycy uprawiający „historię mówioną” (oral history). Czy chodzi o doświadczenie jako „próbę życiową” – doznanie, odczucie,
przeżycie jakiegoś wydarzenia, sytuacji, ciągu zdarzeń?
Tak ujęte doświadczenie można usytuować przestrzennie i czasowo: wskazać daty, w których lub pomiędzy
którymi ono miało miejsce. Alfred Schütz ostrzegał:
Nasza pamięć nie zatrzymuje doświadczenia, lecz
jego znaczenie (…). Pewien obraz wydaje się ustalony

***
Historyk i historia opowiadana
Jeden z twórców symbolicznego interakcjonizmu,
George H. Mead, twierdził, że przeszłość istnieje w teraźniejszości dlatego, że ją pamiętamy i że „za każdym
razem staje się inną przeszłością w każdej teraźniejszości, w której ją odtwarzamy” (Mead 1932, s. 22-23).
Punktem zero w badaniach, które prowadzę od kilku
lat, jest ogólna definicja pamięci jako aktu „myślenia
o rzeczach nieobecnych teraz” i „dialogu z przeszłością”
(Walter Benjamin, cyt. za Lash 1999). Przyjmuję także,
że pamięć jest zjawiskiem społecznym: istnieje ona zawsze dzięki temu i poprzez to, co podzielamy z innymi –
język, symbole, wydarzenia, społeczne i kulturowe konteksty. Sposób, w jaki zapamiętujemy, pamiętamy
i przypominamy, jest determinowany przez ponadindywidualną konstrukcję języka. Co w szczególności
przejawia się wtedy, kiedy to, co zapamiętane, wprowadzamy w przestrzeń publiczną – wydarzenia, doświadczenia, wrażenia, emocje, odczucia sensoryczne muszą
zostać w tym celu przekształcone w formę opowiadania,
opowieści (Misztal 2003, s. 11-12). Co do społecznego
charakteru pamięci zgadza się większość badaczy, niezależnie od reprezentowanej przez siebie dziedziny nauki.
Konsensusowi na tym polu sprzyjają ustalenia bardziej
wiarygodnych (przynajmniej w pojęciu naszej kultury
i naszej epoki) specjalistów, mianowicie neurologów,
psychiatrów oraz psychologów społecznych (Pennebaker i in. 1997, s. 155).
Podejmując refleksję nad „myślowym dialogiem
z przeszłością” na dowolny tego dialogu temat, mamy
rzecz jasna do czynienia nie z umysłem (mózgiem) ludzkim, lecz z jego artefaktami. Nie badamy nowoczesnymi
urządzeniami skomplikowanych struktur neurologicznych odpowiadających za pamięć jednostek, lecz przyglądamy się kreowanym przez nie „rzeczom” kultury:
działaniom i tekstom. Są to nawarstwienia symboli i ich
znaczeń, wytwarzane w konkretnym społecznym – geograficznym – czasowym kontekście. Mierząc się z pamię45

07_Marta Kurkowska-Budzan.ps - 8/1/2011 8:17 AM

Marta Kurkowska-Budzan • HISTORIA „SAMOROSŁA”

przez przeszłe doświadczenia i obrazy pamięciowe, jednak różni się on za każdym retrospektywnym oglądem,
skoro nowe doświadczenia zostały uczynione w międzyczasie (Schütz 1982, s. 44-45).

ciągłości w sensie addytywnej prezentacji tego, co minione. Jest ono raczej – by posłużyć się obrazem Christiana Meiera – porównywalne ze szklanym okiem
pralki, za którym od czasu do czasu pojawiają się rozmaite kawałki kolorowej bielizny obracane w bębnie
(Koselleck 1975/2001, s. 367).

Według Reinharta Kosellecka doświadczenie ludzkie nie jest chronologicznie mierzalne, choć można
podać daty i jego przyczyny, np. pamiętaną datę egzaminu maturalnego czy śmierci bliskiej osoby. Doświadczenie, jak pisze Koselleck, „w każdym czasie
składa się ze wszystkiego [podkr. M. K.-B.], co można przywołać ze wspomnień własnego i wiedzy na temat obcego życia” (Koselleck 1975/2001, s. 367).

Zadanie historyka rozumiem więc jako badanie
aczasowego doświadczenia ludzkiego w próbie przekazu
poprzez opowieść współtworzoną w dialogu z badaczem.
Zdecydowanie nie wpisuje się w klasyczną wersję historii mówionej, czyli oral history. Jeśli próbować ją bowiem
scharakteryzować na podstawie relacji do kategorii doświadczenia, to zajmuje się ona raczej chronologicznym
zorientowaniem i rzeczową klasyfikacją jego przyczyn.
Do ich poznania, a nie do poznania pozaczasowo umiej-

Pod względem chronologicznym wszelkie doświadczenie porusza się skokowo ponad czasami, nie tworzy

Fot. Jerzy Lewczyński. Z wystawy Szczeliny codzienności. Zwyczajność. Banalność. Krawędzie pamięci. Miejska Galeria Sztuki
w Częstochowie, 2009.

46

07_Marta Kurkowska-Budzan.ps - 8/1/2011 8:17 AM

Marta Kurkowska-Budzan • HISTORIA „SAMOROSŁA”

Historycy mogą być zainteresowani rekonstrukcją
przeszłości; narratorzy są zainteresowani przedstawieniem jej obrazu. Dlatego historycy często dążą do ustalenia linearnej, chronologicznej sekwencji; rozmówcy zaś
mogą być bardziej zainteresowani prowadzeniem i zbieraniem wiązek znaczeń, odniesień i tematów, w poprzek liniowego przedziału ich życia (Portelli 1991, s. 63).

do „opowieści o doświadczeniu” i do znaczeń, które
ono tworzy. Ułatwić to może zastąpienie inicjującego
wywiad pytania: „Proszę opowiedzieć mi swoje życie”,
pytaniem: „Proszę opowiedzieć mi o sobie”, choć wtedy aspekt chronologiczny zupełnie może zaniknąć.
W tej opowieści, w całości narracji – w jej zawartości
i formie zarazem, ujawniają się znaczenia przeżyć.
Znaczenia zostają im równocześnie nadane w konkretnym czasie, miejscu i okolicznościach wywiadu.
Rozmówcy, dzieląc się swoimi wspomnieniami, a przy
tym opiniami, nie relacjonują bezpośrednio wydarzeń, nie odtwarzają ich, lecz wyrażają przez nie: co
myślą, że wiedzą; co myślą, że widzieli; co myślą, że
przeżyli. W czasie projektu badawczego o narodowym
podziemiu zbrojnym na Białostocczyźnie, którego rezultaty są podstawą niniejszego tekstu, rozmawiałam
z ludźmi najczęściej u schyłku ich życia. Byli – i zarazem nie byli – to ci sami ludzie, którzy około 60 lat temu patrzyli na świat i interpretowali go, a dziś o tym
opowiadają, interpretując przez pryzmat swojego doświadczenia. Byli – i zarazem nie byli – to ci sami ludzie, kiedy rozmawiali ze mną (badaczem) lub kiedy
rozmawiają między sobą w swojej rodzinie, środowisku (Blumer 1984, s. 71-86).
Chcę przez to powiedzieć, że sytuacja wywiadu jest
niepowtarzalnym wydarzeniem, w którym przy współudziale badacza – wobec niego, być może tylko dla niego – powstaje opowieść o życiu, za którą stoi aczasowe
w pewnym sensie doświadczenie narratora, będące immanentną częścią jego jaźni. Alessandro Potelli nazywa
tę sytuację dialogic performance i zwraca uwagę, że „opowiadanie historii to język w procesie stawania się, nie
tekst” (Portelli podczas 42nd Oral History Association
Annual Meeting, Pittsburgh, 2008) Ma on na myśli, że
podczas wywiadu narrator tworzy znaczenia, a więc tworzy język właściwy dla swoich pozawerbalnych przeżyć
i na bazie swojego doświadczenia. Kiedy język staje się
obiektem zainteresowania, mamy do czynienia z literaturą, powiada Portelli. W tej perspektywie badawczej
dla historyka istotna powinna być zarówno treść ustnej
narracji, jak i człowiek szukający dla treści odpowiedniej
formy, przez którą nadaje sens: swojemu życiu, doświadczeniu, wypadkom z przeszłości i teraźniejszej rzeczywistości. Człowiek, który opowiada swoją historię, nie jest
w żadnym razie „informatorem” ani „świadkiem historii”
– jest jej głównym bohaterem i narratorem.

Słowem, rozmówca chce przekazać nam swoje doświadczenie, którego nie sposób zmieścić w tradycyjnym dyskursie historiograficznym. Portelli szuka rozwiązania tej niekomfortowej sytuacji i dochodzi do
wniosku, że należy ten dyskurs rekonstrukcji wydarzeń porzucić na rzecz poszukiwania znaczeń. W przełożeniu na praktykę badawczą: zamiast dręczyć siebie
i rozmówcę pytaniami o chronologię wydarzeń w życiu, lepiej dać szansę interakcji, która doprowadzi nas

Dlatego uważam, że termin „historia opowiadana”
lepiej oddaje sens tej dziedziny badań niż „historia mówiona”. Co prawda ten popularny termin ma jednak
pewną przewagę – wskazuje wyraźnie na fakt, iż mamy
do czynienia z żywym słowem.
Historia opowiadana tak jak biograficzna metoda
w socjologii nie są przedsięwzięciami wyłącznie poznawczymi. „Mieć do czynienia z biografią to w pewnym sensie pozostawać w związku z samym człowie-

scowionego doświadczenia jako całości, dążą wywiady,
w których padają w stronę „świadka historii” pytania:
„W którym roku pan poszedł do szkoły?”, „Na czym polegały pani zadania łączniczki w Powstaniu?”. Historyk
zadający tego rodzaju pytania chce też przede wszystkim
ujawnić w kolejnej odsłonie (relacji, wersji kolejnego
„świadka”) wydarzenia lub fragmenty wydarzeń ze zdefiniowanej wcześniej poprzez profesjonalną historiografię puli faktów historycznych. „Świadek historii”, tak
jak i jego słowa, mają znaczenie, o ile przywołują z pamięci elementy przeszłości uznane w dyskursach publicznych, najczęściej dotyczących historii politycznej.
Dlatego właśnie narrator jest tylko (a może aż) „świadkiem” wydarzeń. Oprócz świadków można też rozmawiać z „bohaterami historii” i z ich relacji, świadectwa,
wnosić o biegu wydarzeń. Wydaje się to wszystko możliwe, jeśli wierzymy w istnienie prostego kanału emisji
informacji z przeszłości do teraźniejszości, z pozajęzykowego doświadczenia/doznania do werbalnego przekazu
w schemacie: „wydarzenie/doświadczenie – rejestracja
w pamięci – odtworzenie – przekaz językowy”.
Dowodem, że tego rodzaju historia nie otwiera się
na doświadczenie, jest również fakt powszechnego
transkrybowania wywiadów ustnych i ich edytowania
pod kątem spójności narracji, czyli konsekwentnego,
najlepiej chronologicznego, opowiadania. Rzecz jasna
zrozumiałe jest tłumaczenie, że powodem są względy
estetyczne, bo żaden czytelnik nie zechce czytać surowej transkrypcji. W edycji jednak to, co nawet wbrew
intencjom historyka miało w ustnej narracji wymiar
doświadczenia opowiadającego człowieka (np. sądy
i opinie na różne tematy), zostaje przystrzyżone w zamkniętej, pisemnej formie „historii”: „przyczyn – przebiegu – skutków”, ewentualnie szczegółowych opisów
stanów rzeczy. Opowieść o życiu, próba przekazania
doświadczenia przez narratora, zostaje zawłaszczona
przez historyka, który ma wobec niej inne niż narrator
zamiary. Jak pisze Alessandro Portelli:

47

07_Marta Kurkowska-Budzan.ps - 8/1/2011 8:17 AM

Marta Kurkowska-Budzan • HISTORIA „SAMOROSŁA”

wśród nich były milicjant, żołnierz Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, funkcjonariusz UB, egzekutor należności podatkowych, nauczycielka, pracownik
banku, księgowy, bibliotekarka, właścicielka sklepu,
właścicielka restauracji oraz rolnicy i ówcześni (tj. z lat
50.) uczniowie szkół średnich i podstawowych.

kiem” (Hałas 1990, s. 206). Dlatego pojawiają się tu na
pierwszym planie takie etyczne aspekty badania, jak: intymność, zaufanie, uczciwość, wyzysk, zdrada (Plummer 1983, s. 142-147, cyt. za Hałas 1990, s. 206).
Historia opowiadana jest to badanie – doświadczenia ludzkiego w próbie przekazu, czyli procesie
nadawania sensów przeżyciom, budowania tożsamości jaźni poprzez opowieść w formie językowej tworzonej w dialogu z historykiem, w interakcji z drugim
człowiekiem.

Podziemie – narodowe
czy antykomunistyczne?
Już z pierwszych spotkań – z kombatantami
i mieszkańcami wsi, świadkami działalności podziemia
– wyłonił się problem, który rozbił prekonceptualizację projektu dotyczącą tematu. Okazało się, że to, co
w archiwalnych materiałach wygląda w miarę jasno,
czyli: podział terytorialny, zakres działania i kompetencji, komend, oddziałów, a przede wszystkim identyfikacja organizacyjna i ideologiczna partyzantki,
w perspektywie doświadczeń poszczególnych osób
okazuje się zupełnie nieprzejrzyste. I nie mam tu na
myśli wcale ludzkich kłopotów z pamięcią, bo, jak pisałam, nie o rekonstrukcję przeszłości mi chodziło.
Z punktu widzenia cywilnej ludności niezaangażowanej linia podziału tych, co „chodzili przy broni”, była
jedna: byli „dzienni” i „nocni”, „ludowa władza” (lub
„władza”) i „bandy”, „ubowcy” i ci, co „chodzili w partyzantach”, „demokraci” i „eneszetowcy”. Pan Stanisław O. na moje naiwne pytanie o życie towarzyskie
na początku 1945 roku w Jedwabnem wzdrygnął się
i powiedział: „Jak noc zapadła, to już nikt do nikogo
nie chodził. Ludzie ginęli po nocy. Strach było wychodzić. W dzień rządzili dzienni, w nocy – nocni”. Linia
podziału nie znaczyła, że łatwo było rozpoznać „swojego” i „obcego”. Wszyscy byli „niepewni”, można było
zaufać tylko rodzinie. „Nie powiadaj nikomu, co się
dzieje w domu” – mawiali rodzice do dzieci i to popularne powiedzenie musiało być często używane, skoro
usłyszałam je we wspomnieniach i rozmowach o tamtych czasach wielokrotnie. Pan Teofil L., który wracał
w 1946 roku z sowieckiego łagru do swojej wsi, wspominał, że kiedy szedł drogą, ludzie dyskretnie spoglądali zza firanek, ale ponieważ był w nieznanym mundurze (prawdopodobnie z dostaw alianckich),
obawiano się otworzyć mu drzwi.
W narracjach o tamtych czasach nie widać rozróżnienia pomiędzy narodową partyzantką a AK-AKO-WiN. Szybko się zorientowałam, że bezsensowne jest
zadawanie pytań o Narodowe Siły Zbrojne i pilnowanie, czy aby rzeczywiście narrator opowiada o narodowcach. Ludzie wydawali się zmieszani, kiedy o to
pytałam. Stąd mój wniosek, że nie było to dla nich ani
wtedy, ani teraz ważne. Szczególnie po ucieczce Mikołajczyka, kiedy wszystko już było przesądzone, dla zwykłego rolnika, gospodyni domowej, sklepikarza, nie
były istotne ideologie z czasów, kiedy szło się do urn
wyborczych. Liczyło się tylko to, że znaleźli się oni pomiędzy ludźmi posiadającymi broń i inne narzędzia re-

Antykomunistyczne podziemie zbrojne
– narracje
W latach 2003-08 prowadziłam w województwie
podlaskim, a w szczególności na ziemiach dawnego
województwa łomżyńskiego (1973-98) badania terenowe w ramach projektu badawczego na temat społecznej symbolizacji antykomunistycznego podziemia
zbrojnego z lat 1944-56. Dużą część zebranego materiału stanowią wywiady – opowieści ustne, które chcę
tutaj przedstawić jako przykład tytułowej „samorosłej”, czyli oddolnej – „ludowej” historii. Działalność
powojennego podziemia zbrojnego w Łomżyńskiem
i innych rejonach ówczesnego województwa białostockiego jest szeroko dyskutowana publicznie, ale lokalnie, we wsiach, w których do dziś mieszkają świadkowie i uczestnicy wydarzeń, publicznie niechętnie się
o tym mówi. „Ludzie mieszkają tyle lat. Lepiej być cicho, nie jątrzyć” – jak mi powiedziano w jednej z miejscowości.
Rozmówcami były osoby z Łomży oraz z miasteczek
i wsi obecnych powiatów: łomżyńskiego, zambrowskiego, kolneńskiego, wysokomazowieckiego i monieckiego. Ich opowieści dotyczyły wydarzeń rozgrywających się na tych samych terenach, choć nie
dokładnie tych miejscowości, w których przeprowadzane były wywiady. Do rozmówców docierałam różnymi drogami, stosując przeważnie metodę „kuli
śnieżnej”, która miała początek w siedzibie łomżyńskiego oddziału Związku Żołnierzy Narodowych Sił
Zbrojnych. Spotkałam się z pięcioma kombatantami,
którzy działali w narodowym podziemiu jako żołnierze
bądź członkowie „siatki konspiracyjnej”. Rozmawiałam także z emerytowanym kapitanem Wojska Polskiego i z byłymi żołnierzami Armii Krajowej. Moi studenci przeprowadzili wywiady z trzema aktywnymi
działaczami Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych: byłymi członkami AK i żołnierzem
I Dywizji Kościuszkowskiej Wojska Polskiego. Pozostali narratorzy to uczestnicy i świadkowie wydarzeń
z lat 40. i 50., którzy nie są obecnie zaangażowani
w działania publiczne. Rozmówcy to osoby w przedziale wiekowym od 73 do 94 lat (w okresie między 2003
a 2008 r.). W latach 1944-57 pełniły one różne funkcje i zajmowały się różnymi zajęciami, reprezentują
wiele perspektyw społecznych i politycznych. Jest
48

07_Marta Kurkowska-Budzan.ps - 8/1/2011 8:17 AM

Marta Kurkowska-Budzan • HISTORIA „SAMOROSŁA”

presji, a każda ich decyzja o przyłączeniu się do którejś
ze stron miała poważne konsekwencje. Dziś nakłada
się na to czas i doświadczenie narratorów. W tym doświadczeniu kluczową rolę, według mnie, odgrywa
fakt, że konflikt rozstrzygnął się na korzyść „władzy ludowej” i to ona dostała przywilej zamknięcia tamtego
okresu – tak w sensie politycznym, jak i poprzez czasową i symboliczną dominację systemu na przestrzeni
kilkudziesięciu lat biografii narratorów. I oczywiście to
„władza ludowa” tworzyła przez te lata publiczny dyskurs o tużpowojennym okresie i walkach z podziemiem. Zarazem nie jest to zdecydowanie czas przeszły
dokonany, bo zarówno w dyskursie prywatnym, jak
i lokalnym publicznym, o czym mowa w następnych
rozdziałach, o sprawie podziemia się dyskuje i nie jest
ona jednoznaczna.
Kombatanci mają rzecz jasna świadomość ideologiczną swoich wyborów, choć, chcę podkreślić, jest to
świadomość dzisiejsza. Pani Halina S. wskazuje na rodzinne tradycje – ojciec był hallerczykiem, rodzina miała szlacheckie pochodzenie. Pan Henryk K. mówi o głębokiej religijności rodziny, w której się wychowywał.
Pan Henryk S. mówi, że „jest prawicowcem od urodzenia”, do tego uczył się przed wojną w niższym seminarium duchownym. Ich losy są jednak bardziej skomplikowane: Henryk K. zaczynał w AK, jego brat do końca,
czyli do ujawnienia, walczył w podziemiu poakowskim.
Oni także nie są jednak w stanie przypomnieć sobie,
a być może właśnie po prostu określić przynależności
oddziałów, które działały w regionie. Szczególnie dotyczy to okresu po 1947, kiedy wielu partyzantów „chodziło” na własną rękę. Ważne, żeby walczyli przeciwko
komunistom, jak mówią kombatanci.
Zatem skoro dla moich rozmówców ważne było, że
walkę toczyły dwie strony – komuniści i ich przeciwnicy – postanowiłam przyjąć ich perspektywę i poruszać
się w kręgu ich pojęć, bez przywiązywania szczególnej
wagi do dokładnego rozróżnienia ideologicznej proweniencji działającego na tych terenach podziemia, choć,
kiedy to było możliwe, dokonywałam identyfikacji.

W wywiadach z terenu obecnego powiatu łomżyńskiego przewijają się następujące nazwiska i pseudonimy partyzantów: Henryk Jastrzębski „Zbych”,
Stanisław Marchewka „Ryba”, Stanisław Grabowski
„Wiarus” albo „Szalony” (mówi się o nim także „Szalony Stasiek”), Henryk Gawkowski „Rola”(sąsiedzi
mówią „Gawkowiak”), Kazimierz Żebrowski „Bąk”,
Czesław Czyż „Dzik”, Michał Bierzyński „Sęp”, Jan
Tabortowski „Bruzda” (nie spotkałam się z tym, żeby
ktokolwiek wymienił jego prawdziwe nazwisko, czyli
Tabortowski). Ludzie pamiętają i opowiadają o tych
partyzantach, którzy działali najdłużej lub mieli jakieś spektakularne akcje. Rzecz jasna, nie można tu
mówić o jakiejś chronologii wydarzeń. Narratorzy
mówią o wydarzeniach traumatycznych lub ważnych
dla nich z innego powodu, ale zazwyczaj nie podają
dat, kiedy to się działo. Poprzez opowiadanie konkretnych zdarzeń, mocą przykładu, charakteryzują
cały okres.
Z postacią „Dzika” spotkałam się wcześniej, bo to
właśnie od opowieści o nim zaczęłam się interesować
narracjami na temat antykomunistycznego podziemia.
Urodzony w 1926 roku, okupację hitlerowską spędził
na przymusowych robotach w Niemczech. Po zakończeniu wojny wrócił do Polski i, mając wtedy lat dziewiętnaście, został żołnierzem oddziału Pogotowia Akcji Specjalnej NZW dowodzonego przez Michała
Bierzyńskiego „Sępa”. Potem dowodził patrolem, dosłużywszy się stopnia plutonowego. Ujawnił się
w kwietniu 1947 roku. W 1948 roku został powołany
do wojska, skąd we wrześniu 1949 roku zdezerterował
i w listopadzie zorganizował liczący kilka osób oddział
zbrojny. W połowie sierpnia 1950 roku oddział został
rozbity, a Czesław Czyż skazany przez Wojskowy Sąd
Rejonowy w Białymstoku na karę śmierci, która została zamieniona na 15 lat więzienia (zob. biogram w Poleszak 2004, s. 411-412).
Przytoczę tu obszerny fragment spisanych wspomnień
Stanisława N. urodzonego w 1940 roku. Ten kawałek
narracji spisanej ad hoc, bez zamiaru jej publikacji, przystaje do modelu narracyjności, jaki zaproponowali w późnych latach 60. amerykańscy socjolingwiści William Labov i Joshua Waletzky. Pełny model konstrukcji
narracyjnej składa się z sześciu elementów, które można
wyłonić z tekstu: abstrakt (streszczenie przedmiotu opowieści), orientacja (czasu, przestrzeni, sytuacji, uczestników), zawiązanie akcji (co się właściwie stało), ewaluacja
(znaczenie i waga akcji), rozwiązanie (jak się zakończyła)
i na końcu „rozszyfrowanie” opowieści poprzez przyjęcie
perspektywy współczesnej – ocenę zdarzeń, puentę (Labov, Waletzky 1967/1997, s. 13).
Poniższy fragment jest na pierwszy rzut oka opowieścią o „Dziku”, ale z kontekstu pamiętnika, którego nie
sposób tu przytoczyć w całości, wynika, że postać „Dzika” i związane z nim wydarzenia obrazują charakter
i działalność podziemia antykomunistycznego:

Bohaterowie lokalnych opowieści
W prywatnym dyskursie na temat antykomunistycznego podziemia główną rolę grają postacie dowódców oddziałów, którzy zyskali lokalny rozgłos, lub
ci, których rozmówca spotkał osobiście, widział ich
działania, oraz partyzanci, którzy są dobrze znani rozmówcy – byli lub nadal są jego sąsiadami, znajomymi,
kolegami itp. Podstawowym pytaniem badawczym
jest: jak narrator opowiada o nich i o sobie w tamtym
czasie i przestrzeni w dzisiejszej sytuacji, z perspektywy
swojego doświadczenia, także społecznego. Czy jesteśmy w stanie uchwycić proces społecznej symbolizacji
podziemia zbrojnego w dyskursie prywatnym i jakie są
to symbole? Co charakteryzuje język dyskursu prywatnego?
49

07_Marta Kurkowska-Budzan.ps - 8/1/2011 8:17 AM

Marta Kurkowska-Budzan • HISTORIA „SAMOROSŁA”

Cytowany fragment jest przykładem spisanego, aczasowego doświadczenia: przebijają w nim emocje
dziecka, pamięć atmosfery zagrożenia i niepewności
lat powojennych, nakłada się na to dyskurs epoki,
w którym autor był wykształcony i funkcjonował zawodowo. Mamy tu także ocenę tej epoki, która w skali biografii autora była okresem najlepszym i najbardziej owocnym i która stanowi teraz perspektywę,
z jakiej przygląda się on przeszłości.
Nie wiadomo, którego okresu w partyzanckiej
działalności „Dzika” historia ta dotyczy, ale nietrudno
na podstawie tych samych wspomnień ustalić, że autor zapamiętał wydarzenia i przekazy z czasu, kiedy
„Dzik” dowodził samodzielnym oddziałem, a więc
z okresu po amnestii 1947 roku.
Wokół postaci „Ryby”, który za sprawą działań publicznych białostockiego Instytutu Pamięci Narodowej stał się w najbliższej okolicy Łomży symbolem antykomunistycznego podziemia, nie ma w warstwie
dyskursu prywatnego jednoznacznego stanowiska.
Marchewka charakteryzowany jest przez najbliższą rodzinę jako idealista z powołaniem. Jednocześnie jednak jest to powiedziane z dobrotliwą ironią i chyba nawet pewnego rodzaju wstydem za ów idealizm, tak
niepasujący do środowiska: „Opiekun Polski – Marchewka!… Rzucić żonkę, rzucić dzieci… powołanie”
(reportaż Adama Dąbrowskiego „Ryba”, Polskie Radio Białystok).

Po wojnie partyzantka ta jeszcze przez pewien czas
działała, a potem wszyscy złożyli broń z wyjątkiem jednego – Czesława Czyża, który dołączył do podziemnego oddziału AK (lub do Narodowych Sił Zbrojnych).
Zadaniem ich była walka przeciwko tworzącemu się
socjalizmowi. Walka ta polegała głównie na obrabowywaniu sklepów państwowych, napadach na posterunki policji i rozstrzeliwaniu ludzi, którzy byli zwolennikami nowej rzeczywistości, [streszczenie] jak np.:
Lipiński z Kubry Przybudówki został przez nich rozstrzelany za to, że został przewodniczącym Rady Gminy czy tylko radnym w Przytułach. A co był winien
dwunastoletni chłopak, który siedział na schodach
przed swoim domem (chyba w Siestrzankach), [orientacja] kiedy podszedł do niego „Dzik” i zapytał gdzie
ojciec. Chłopak pokazał głową, że w domu. Wówczas
„Dzik” zakomenderował „wstań, jak do ciebie mówię”,
chłopiec zapytał: „A po co?” [zawiązanie akcji].
Nagle „Dzik” zdjął pepeszę i oddał w jego kierunku całą serię, pozostawiając go martwym na schodach
ku rozpaczy jego matki, która patrzyła na to przez
okno z mieszkania [rozwiązanie].
(…) „Dzik” dostał 25 lat więzienia, z czego odsiedział 12 lat, a po wyjściu z więzienia zamieszkał z rodziną w Rumii koło Gdyni. Już na drugi dzień po wyjściu z więzienia, siedząc w knajpie, wywołał awanturę
i zbił młodego chłopaka i ponownie trafił za kratki,
a po krótkim czasie wrócił do domu [ewaluacja].
Po przewrocie władz w Polsce zaczął usilne starania, aby uzyskać miano bohatera narodowego, korzystając z okazji, że przy władzy jest „Solidarność” sprzyjająca honorowaniu takich „bohaterów” też. Kiedyś
powiedziałem do jego ciotki „Cześka wypuścili już
z więzienia, to mógłby odwiedzić swoją miejscowość”.
Na to ona odpowiedziała „On tu nie przyjedzie nigdy,
bo on tu na wsiach ma tylu wrogów, że by go zaraz zabili” [rozszyfrowanie] (wspomnienia Stanisława N.,
manuskrypt, pisownia oryginalna).

Jakie motywacje przystąpienia do oddziałów zbrojnych w czasie powojennym przypisuje się w narracjach
prywatnych partyzantom? O pobudkach ideowych mówią rozmówcy, którzy bądź rodzinnie, bądź towarzysko
związani byli z podziemiem, oraz kombatanci. Są to: antykomunizm, prawicowe poglądy, głęboka religijność.
Rozmówcy wyrażają to tymi słowami: „Niechęć do nowej władzy ludowej” (Tadeusz S., spisana relacja,
8.05.2007); „Jestem prawicowcem od urodzenia”
(Henryk S); „«Bąk»” to był honorowy chłop. On miał
ładną gospodarkę i rzucił… komuny nie chciał wcale”.
(Teofil L.); „Ja do mszy służyłem. (…) Matula była
chrześcijanką gorliwą (…) i działaczką [katolicką]”
(Henryk K.); „Mój ojciec był całe życie narodowcem (…)” (Halina S.). Inny motyw to prześladowania
ze strony UB: „Ubowcy stale go brali: I gdzie ojciec,
i gdzie ojciec? I ten stary go wziął do siebie [do oddziału] (Teofil L.); „«Rola» był kapralem i wojsko opuścił
i bandę zorganizował. Jego rodzinę [UB] zabili. Jego rodzice byli dobrzy gospodarze, a syn poszedł w bandę”
(Łukasz W.).
Wśród wywiadów, które przeprowadziłam z mieszkańcami wsi regionu łomżyńskiego, szczególną wagę
przywiązuję do dwóch narracji: pana Stanisława K.
i pana Zenona Z. Są to ludzie prości, niewykształceni, zbliżeni wiekiem naoczni świadkowie wydarzeń –
w roku 1944 mieli po 14-16 lat. Ich opowieści cechu-

Historia zabitego chłopca, relacjonowana w stylu
naocznego świadka, jest krążącym w okolicy przekazem, który autor zapamiętał z dzieciństwa. Atrybut
„realności” opowieści, o którym stanowi cytowana wymiana zdań między „Dzikiem” a chłopcem, został
przydany w pierwotnej wersji tej historii, nie pochodzi
od autora wspomnień. Spotkałam się z taką samą wersją w innej wsi tej samej okolicy. W części ewaluacyjnej autor wzmiankuje o karze więzienia oraz o „awanturze w knajpie”, która ma podkreślić, że wcześniejsze
zabójstwo i zaangażowanie „Dzika” w określone działania wynikały z cech jego osobowości. Puenta historii
to dwie frazy porównujące: o współczesnych czasach
gloryfikujących bohaterów podziemia i wypowiedź
krewnej, która w skróconym sylogizmie (dlaczego ludzie „na wsiach” stali się wrogami?) deprecjonuje postać „Dzika”.
50

07_Marta Kurkowska-Budzan.ps - 8/1/2011 8:17 AM

Marta Kurkowska-Budzan • HISTORIA „SAMOROSŁA”

Także teraz, po latach, mało który rozmówca, który nie był zaangażowany w działalność podziemia, jest
w stanie wskazać, jakie były jego cele polityczne. Dla
przykładu, na moje pytanie, o co walczył „Zbych”, pan
Stanisław K. wzruszył ramionami i odpowiedział anegdotą:

je drobiazgowość oglądu wydarzeń, a przy tym są osadzone głęboko w lokalnej kulturze i środowisku.
Obydwaj rozmówcy nie boją się mówić. Każdy, wydaje się, z innych powodów. Jeden wie, że wypowiada
się na tematy kontrowersyjne, i robi to świadomie,
w imię prawdy i sprawiedliwości. Drugi natomiast
traktuje opowiadanie jako zadanie, które należy wypełnić rzetelnie i sumiennie, i tak stara się to czynić.
Skupieni przez całe swoje życie na problemach egzystencjalnych, rysują obraz powojennej rzeczywistości
w jej przyziemnych, codziennych szczegółach. Pan
Stanisław tak tłumaczy, dlaczego wstępowano do
partyzantki: „Zapisał się, bo «na kawalerkę» [czyli
w młodości] tego się boi, i tego się boi, ten ma broń.
To się zapisał, dla towarzystwa”. Pan Zenon również
ma na myśli ów specyficzny klimat młodzieżowej,
męskiej rywalizacji, mówiąc: „Zostaw [nazwisko,
pseudonim lub przezwisko] Piotruś, zwiesieniec taki
chodził… Ja nie straszny chłop, ale tamten jeszcze
gorszy, chudy, cholera, to mnie w kieszeń by wlazł…
Ale co? Karabin miał i strzelał w ludzi”. O tym, że
według rozmówców „chodzenie” (w partyzantce) było sposobem kawalerskiego życia, świadczą wspomnienia o partyzanckiej modzie: „grzebionki [grzebienie] za włosami pozasadzane, na grzebionku farbą
olejną kropki, do tego buty z cholewami, taka była
moda (…)” (Zenon Z.); „Spodnie kangurowe. A potem moda nastała na buty wysokie, u cholewy obwódka u góry biała obszywana albo malowana” (Łukasz W.). Tak wspominali rozmówcy z najstarszego
pokolenia, chociaż i młodsze – dzisiejsi sześćdziesięciolatkowie – mówią: „Chodził [w partyzantce], to
był lepszy kawaler” (Edward K.). Nie ma w tych wypowiedziach ironii, raczej stwierdzenie naturalnego
dla rozmówcy stanu rzeczy.

Ciupa, kowal, który należał [do partyzantki], jeździł gdzieś [do innej wsi], gdzieś go obrazili [inni partyzanci]. Oni tej nocy do niego przyjechali i się bili –
jednego on zabił, jednego ranił i jego zabili. I taka
[partyzantka].
Z kolei pan Teofil L. wspominał, że kiedy wrócił
z Syberii, „Zbych” zapytał go, jak tam było. Kiedy mu
opowiedział, że było tak strasznie, że gdyby nie widoki
na uwolnienie i powrót, popełniłby samobójstwo,
„Zbych” kazał mu to powiedzieć wobec całego oddziału, „żeby wiedzieli, o co walczą”. Pytałam o działalność
propagandową – ulotki, zebrania i publikacje, które
pomogłyby rozmówcom zidentyfikować, o co właściwie chodziło podziemiu – nikt nie był w stanie sobie
przypomnieć niczego takiego lub stanowczo twierdził,
że takiej działalności nie prowadzono: „Pani, oni ledwo pisać i czytać umieli… Chłopy po czterech klasach
byli!” (Bolesława W.).
Ale z drugiej strony, ci sami zwykli, prości i niewykształceni ludzie wygłaszają twierdzenia i przywołują
fakty właśnie w politycznym kontekście, np. poprzez
porównanie postaci, oddziałów partyzanckich i całych
formacji. Narodowe Siły Zbrojne nazywane są „partią
księżowską”: „ tutaj proboszcze to wszystko były Narodowe Siły Zbrojne” (Jan K.). Ci, którzy opowiadają
o kontrowersyjnych akcjach partyzanckich, przypisują
je zawsze „eneszetowcom” lub na odwrót, np. postać
Kazmierza Żebrowskiego „Bąka” z NZW, który cieszył
się dobrą opinią wśród ludności, wiąże się z AK. Narodowcy, według rozmówców, „nie przeciw rządu [walczyli], tylko zemstę z ludziami robili” (Zenon Z.) [„zemsta” w znaczeniu walka, przemoc]. Stanisław
Marchewka „Ryba” był akowcem i ostatni jego okres,
to, jak pisałam, głównie akcje o charakterze rabunkowym, a mimo to nawet napady na sklepy nie są tak surowo osądzane jak działania partyzantki narodowej,
bo „On nie żył z gospodarza, tylko z państwa – to bank
opierdzielili, to sklep okradli i żyli” (reportaż Adama
Dąbrowskiego „Ryba”, Polskie Radio Białystok).
Dla ludzi na wsi pamiętających powojenny okres
bardzo ważne jest, czy partyzant okradał bezpośrednio
chłopów. Ten fakt przewija się w wielu prywatnych narracjach i jest największym zarzutem wobec partyzantki,
jak też powodem deprecjacji całej jej działalności. „Ryba” okradł nawet sklep w rodzinnej wsi, Jeziorku, ale naoczny świadek kontrastuje to z faktem, że „Bereciarze to
świniaka wzięli, to jałowiaka wzięli” (reportaż Adama
Dąbrowskiego „Ryba”, Polskie Radio Białystok) [„Bere-

Wydaje się, że perspektywa zwykłego człowieka
siłą rzeczy upraszcza przeszłość, rozkłada ją na czynniki pierwsze – gesty, postacie i pojedyncze wydarzenia, których kontekstu politycznego nie widać. Dzielą więc rozmówcy podziemie na „prawdziwe”
i „zbójeckie” i niekoniecznie pokrywa się to z podziałem historyków. Jak pisałam wcześniej, ludność wiejska nie orientowała się dobrze w przynależności partyzantów, których sama ukrywała lub zmuszona była
ukrywać:
Po froncie, to się liczy, za tych czasów naszych –
tych partyzantów to było i takich, i takich (…). Była
[partyzantka prawdziwa] i była (…) chuliganów (Stanisław O.).
Po wojnie było tu niespokojnie – byli tu partyzanci, zaś niektórzy udawali partyzantów, lecz często były
to po prostu bandy rabunkowe. Nawet milicja goniądzka tuż po wojnie w dzień była milicją, a w nocy –
bandą (Jerzy R.).
51

07_Marta Kurkowska-Budzan.ps - 8/1/2011 8:17 AM

Marta Kurkowska-Budzan • HISTORIA „SAMOROSŁA”

ria represji wobec mieszkańców wsi dotyczy konkretnych ludzi z krwi i kości. Rzadko rozmówcy rysują ich
w jakimś politycznym czy społecznym kontekście. Mówią co najwyżej, że ktoś „był za Ruska predatielem” albo „z UNRR-y przynosił rzeczy” – ma to świadczyć
o domniemanej przyczynie narażenia się partyzantom.
Zdecydowana większość świadków nie podaje jednak
tego typu przesłanek, a wręcz podkreśla, że nie wiedzą,
dlaczego ludzi spotykały represje ze strony podziemia:

ciarze” to narodowcy. Przed wojną młodzież narodowa
nosiła berety jako element stroju organizacyjnego
OWP. Oddziały Pogotowia Akcji Specjalnej NZW również nosiły berety – w kolorze czarnym]. Uderzenie
w podstawy egzystencji chłopów, poprzez zabieranie
zwierząt, zmuszanie do utrzymywania, przyrządzania posiłków, nie powodowało fizycznego oporu na wsi, bo zbyt
wielki był strach przed uzbrojonymi oddziałami z obu
stron – partyzantów i „rządowców”. Ale pozostawiło
trwały ślad w prywatnym dyskursie o tamtych czasach
i postaciach podziemia. Prości ludzie wyrażają po latach
swoje opinie na temat partyzantów często poprzez pojedyncze historie, o czymś, co im lub ich sąsiadom się przydarzyło i co zapamiętali w szczegółach. Nie wykluczam,
że owe szczegóły, swego rodzaju rekonstrukcje wydarzeń, to reakcja na spotkanie ze mną, czyli z historykiem,
i wyraz ich wyobrażenia na temat moich wobec nich
oczekiwań. Niemniej, te z detalami opowiedziane historie koncentrują się wokół tematów takich jak: kradzież
inwentarza, rozkaz zabicia jedynej świni na ucztę dla oddziału, zmuszenie do zabicia kury nioski na rosół itd.
a zapamiętane zdarzenia, które „stają przed oczami”,
ożywiają emocje, jakie towarzyszyły im przed laty. Kiedy
Stanisław K. opowiada, jak „Zbych” kazał chłopom dać
podwody i wieźć oddział od wsi do wsi, zaczynając ten
rajd od Konopek Starych, przeżywa swój strach na nowo. Jest to jedyne takie wydarzenie, w którym brał udział
osobiście i które zapadło mu w pamięć, zostawiając w jego umyśle pojęcie o partyzantce. Ta całonocna wyprawa
polegała na odwiedzinach członków oddziału u rodzin
w kolejnych wsiach na trasie od Konopek do Podosia
i zbieraniu prowiantu. W przerwie, w Śniadowie, odbyła
się mała uczta w miejscowym wyszynku. Po dotarciu na
miejsce furmanom kazano zabić zabraną z Konopek świnię i ją „rozebrać”. Kim byli partyzanci? – „bliskie chłopy: z Czaplic, Boguszyc, Zagrobów” – powiada z przekąsem narrator. W czasach odbudowywania zniszczonych
do fundamentów przez przechodzący wcześniej front domów i gospodarstw, kiedy chłopi nie mieli zboża na zasiew ani zwierząt, kolejne ciężary ekonomiczne spadające na nich ze strony państwa i ze strony podziemia
przyczyniały się do pogłębiania dezorientacji i nieufności
wobec obu walczących obozów:

I w nocy dużo niszczyli tych ludzi… Ile nie wróciło
tych takich ludzi (…) (Mirosława Z.).
Ludzie w nocy ginęli. Strach było wychodzić. Wyszedł z domu, dajmy na to do ubikacji, i nie ma człowieka. Szukaj wiatru w polu (Lucjan Z.).
Z mojej obserwacji w terenie układa się taki zestaw
pojęć, jakimi w dyskursie prywatnym osób niezaangażowanych w walkę między komunistami a podziemiem
konstruowana jest postać partyzanta: agresja, buta,
mściwość, chuligaństwo, fałszywa pobożność, niewdzięczność, nielojalność, okrucieństwo, tchórzostwo
(strzelanie do bezbronnych), zastraszanie ludzi, wymuszanie świadczeń, kradzieże. Mściwość partyzantów
i historie kradzieży i mordów na ludności wiejskiej są
głównymi wątkami dyskursu. „Sałaninowcy” (od słoniny), „AK – a kury, a kaczki”, „Oddaj kożuch, oddaj
świnię”, „Z biednego zdarł ostatni grosz” – takie do
dziś krążą w tym regionie określenia.
Partyzant „chodził” (tak też wyrażają się sami kombatanci) lub „grasował” w „szajce”, „bandzie”. „Szalony Stasiek” [„Wiarus”] na białym koniu z pejczem
w dłoni najeżdżający wsie – taki mityczny obraz wytworzył się w okolicach Jedwabnego. Z drugiej strony
pojawiają się cechy takie jak: honor, gospodarność,
uczciwość, ideowość, religijność, spryt i pomysłowość
(w ukrywaniu się). Odnoszą się one do Kazimierza Żebrowskiego „Bąka” oraz Stanisława Marchewki „Ryby”. Według mieszkańców Jeziorka, wsi, z której pochodził „Ryba”, „Bruzda” i on przysięgli sobie
nawzajem, że się nie oddadzą żywcem milicji, tylko jeden drugiego dobije (reportaż Adama Dąbrowskiego
„Ryba”, Polskie Radio Białystok).

Żyło się pomiędzy młotem i kowadłem. Tu młot
uderzył, a tu kowadło znów przycisnęło („Ryba”, reportaż Radia Białystok).
To było tak: – Pasłeś kozy za uszy? – Nie. – To było paść! I tak było źle, i tak było źle. (Zenon Z.).
Nie chcesz przystąpić, to źle. Nie chcesz iść z nimi
kraść razem... (Mirosława Z.).
Każdy się bojał partyzantów (Władysława K.).

Wywiady z byłymi milicjantami i kombatantami
podziemia mają swoisty rys: rozmówcy posługują się
często językiem swoich instytucji, choć nie w pełni
przez nich zinternalizowanym albo po prostu zapomnianym. W narracji byłego milicjanta czy „kabewudzisty” od czasu do czasu pojawiają się oficjalne sformułowania rodem z protokołu, np. „wstąpić w związek
małżeński”, „oddelegowany do służby” itp., które zupełnie nie pasują do rejestru języka, którym jest najczęściej lokalny dialekt. Obaj rozmówcy zaskoczyli mnie
jednak tym, że właściwie poza tymi językowymi nale-

Oczywiście w tych opowiadaniach nie pojawiają się
pojęcia z repertuaru politycznego czy historycznego,
jak „konfident”, „zdrajca narodu”, „komunista”. Histo52

07_Marta Kurkowska-Budzan.ps - 8/1/2011 8:17 AM

Marta Kurkowska-Budzan • HISTORIA „SAMOROSŁA”

badań naprowadziła mnie na nowy trop w dyskursie –
wpływu, jaki tak zwana literatura faktu mogła mieć na
kształtowanie obrazu powojennego podziemia na Białostocczyźnie. Autor cytowanego już wcześniej pamiętnika napisał:

ciałościami nie reprezentowali postawy, którą można
byłoby im przypisać z racji ich zawodowej przeszłości.
To znaczy, że ich narracje o partyzantce w treści nie
cechowało nic, co mogłoby je wyróżniać jako narracje
byłego milicjanta czy byłego żołnierza KBW. Nawet
więcej – ich perspektywa postrzegania antykomunistycznego podziemia była nadzwyczaj umiarkowana.
Wyrażali się oni o partyzantach bez szczególnych emocji, nie używali epitetów, nie demonizowali podziemia,
nie poruszali spraw politycznych z przeszłości i teraźniejszości. Dla nich, w przeciwieństwie do ludności cywilnej i kombatantów, był to ewidentnie czas przeszły
dokonany, do którego podchodzą z rezerwą i którego
wartościowania się (już?) nie podejmują.
Kombatanci, którzy pełnią lub pełnili funkcje
w zarządach swoich związków, uczestniczą w życiu
publicznym przez chociażby udział w obchodach
obecnych świąt państwowych, posługują się językiem
historiograficznym lub językiem tych uroczystości.
Ma to jednak miejsce tylko wtedy, kiedy rozpoczyna
się wywiad i kiedy jeszcze czują się skrępowani sytuacją, więc przyjmują funkcję reprezentanta środowiska. Innym przypadkiem jest chęć przekazania jakiegoś dziejowego przesłania domniemanym słuchaczom
czy czytelnikom lub szeroko pojętej potomności.
Z chwilą przejścia do relacjonowania osobistych przeżyć czy przemyśleń wracają do języka „prywatnego”,
który jest w tym przypadku językiem lokalnej kultury
i własnego doświadczenia życiowego. Wybór rejestru
językowego jest także wynikiem konkretnej sytuacji
wywiadu, który najczęściej przeprowadzany jest w domu rozmówcy, w znajomym otoczeniu, niejednokrotnie z biernym lub aktywnym udziałem rodziny i towarzyszą mu atrybuty towarzyskiego spotkania – kawa,
poczęstunek. Nieraz zdarzyło mi się być podejmowaną domowym obiadem, byłam przedstawiana członkom rodziny, oprowadzana po mieszkaniu i gospodarstwie. Fakt, iż pochodzę z terenów, na których
prowadziłam badania – urodziłam się w Jedwabnem –
stanowił ważki albo nawet kluczowy element zaufania
i sprzyjał atmosferze „swojskości” rozmowy. Dlatego
język, w którym toczą się rozmowy i opowieści, jest językiem „domowym”, naturalnym.
Narracja kombatancka na temat osobistych przeżyć w większości zbliżona jest formą do każdej innej
narracji biograficznej: językiem oddającym bliskie
sprawy, pragmatyczną oceną zdarzeń i zachowań. Tylko w momencie przejścia na poziom opowiadania czy
wyrażania sądów na temat organizacji lub całego podziemia kombatanci często sięgają po argumentację historiograficzną lub ideologiczną.

Po przewrocie w ustroju wyszły książki opiewające
działalność „Ryby”, „Bruzdy” i innych. Jednakże, aby
mieć dokładniejszy obraz ich działalności powojennej,
należałoby zapoznać się też z książką pisaną na żywo,
w czasie ich działalności, tj. Biała plama Janiny Broniewskiej [skreślone, na górze: „Aleksandra Omiljanowicza”], którą kiedyś czytałem, a teraz chciałem sobie ją
przypomnieć i nic z tego. Po przewrocie została uznana
za dzieło zakazane i wszystkie biblioteki wydały na nią
wyrok, oddając na makulaturę (Stanisław N.)
Biała plama autorstwa Janiny Broniewskiej została
opublikowana przez Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej. Jej II wydanie z 1956 roku miało nakład
66 500 egzemplarzy. Dziś jednak istotnie trudno tę
książkę znaleźć. Oficjalne biogramy Janiny Broniewskiej nie uwzględniają jej w spisach dzieł autorki. Broniewska była działaczką Związku Patriotów Polskich,
oficerem I Dywizji Kościuszkowskiej, gdzie pełniła
funkcję korespondenta wojennego. W 1944 roku została członkiem Krajowej Rady Narodowej. W latach 50.
była sekretarzem POP przy Związku Literatów Polskich.
To jej autorstwa jest powieść o Świerczewskim o tytule,
który symbolizuje socrealizm w polskiej literaturze:
O człowieku, który się kulom nie kłaniał (1948).
Biała plama nosi podtytuł: „Opowieść dokumentarna”. W słowie wstępnym pisze autorka:
Wszystkie zawarte wydarzenia nie są fikcją literacką, lecz oparte zostały na autentycznej dokumentacji.
Dotyczy ona działalności bandy Stanisława Grabowskiego vel „Wiarusa” w powiecie kolneńskim na Białostocczyźnie w latach 1951-1952.
Materiały te udostępnili mi towarzysze z UB
i KBW. Złożyły się na nie akta śledcze, rozmowy bezpośrednie z bandytami osadzonymi w więzieniu białostockim i „wizje lokalne” w terenie. Epizody bojowe
zawdzięczam opowieściom uczestników likwidacji
bandy „Wiarusa”. Nazwiska i nazwy niektórych tylko
wsi zostały zmienione ze zrozumiałych względów (Broniewska 1956, s. 5).
Opowiadania białostockiego literata Aleksandra
Omiljanowicza wydane w tomach Kryptonim „Tajne”
(Wydawnictwo Lubelskie 1966) i Tropiąc cienie
(Wydawnictwo MON 1975, nakład 30000) także
dają czytelnikowi do zrozumienia, że ma do czynienia ze świadectwem wydarzeń. Raz są to cytaty z rzekomych meldunków, w innym miejscu autor dodaje
wstęp:

Kultura masowa a dyskurs prywatny
Grupa moich rozmówców była zróżnicowana, także pod względem wykształcenia. Kilka osób posiadało
wyższe wykształcenie i jedna spośród nich na wstępie
53

07_Marta Kurkowska-Budzan.ps - 8/1/2011 8:17 AM

Marta Kurkowska-Budzan • HISTORIA „SAMOROSŁA”

ności, która się stała orężem politycznym bandytów,
zasłoną dymną dla celów wręcz ohydnych (Broniewska 1956, s. 299).

Opowieść poniższa jest prawdziwa. Dotrzymując jednak słowa danego mojemu rozmówcy, zmieniłem nazwiska i pseudonimy, co jak sądzę, ze zrozumiałych względów będzie mi wybaczone (Omiljanowicz 1975, s. 301).

Podobnie jak w tekstach otwarcie propagandowych,
tak i powieściach pojawia się wątek współpracy antykomunistycznego podziemia z hitlerowcami. W opowiadaniu Omiljanowicza Wyznanie narrator w pierwszej
osobie liczby pojedynczej spowiada się ze swoich „bandyckich wyczynów” pod komendą „Toka” – „wyrafinowanego, zimnego mordercy” o „trochę dziwnym akcencie”, który „czasem po pijanemu zaczynał przeklinać
nas po niemiecku lub śpiewać hitlerowskie piosenki”
(Omiljanowicz 1975, s. 307). Broniewska w Białej plamie rysuje genezę antykomunistycznego podziemia na
Białostocczyźnie, sięgając do ZWZ, które „w pierwszej
części działalności londyńskiej placówki” strzelało do
„radzieckiego pogranicznika, do miejscowego chłopa
biorącego ziemię i tworzącego komitety biedoty wiejskiej, czyli ówczesne sielsowiety”, a potem, w drugiej części, która miała się zacząć z chwilą wejścia hitlerowców,
chroniło bogaczy wiejskich wspólnie z „esesowcami”:

O powieści Biała plama, której autorką jest Janina
Broniewska, słyszałam z ust jeszcze trojga rozmówców.
Jeden z nich opowiedział mi jej fabułę w detalach,
przedstawiając to jako własne świadectwo. Dopiero po
jakimś czasie okazało się, że opowiada treść książki.
Uważam to za dobitny przykład wpływu masowej kultury na szeroko rozumiane doświadczenie narratorów.
Dość często w rozmowach pojawiało się nazwisko
Omiljanowicza, choć bez wskazania konkretnych opowiadań tego autora. Z artefaktów kultury popularnej
na pewno filmy miały duży wpływ na wyobraźnię widzów i odegrały znaczną rolę w kreowaniu „czarnej legendy” powojennego podziemia, w szczególności narodowego. Jeden z rozmówców z Łomżyńskiego
zapamiętał dobrze film Jerzego Kawalerowicza
z 1956 r. pt. Cień.
Na temat „czarnej legendy” podziemia kreowanej
w PRL-u pisali już między innymi Jerzy Kułak (2007)
i Dariusz Małyszek (2006), więc zainteresowanych
szczegółami i interesującymi przykładami odsyłam do
lektury tych artykułów. Tutaj chcę w największym
skrócie przedstawić elementy tej legendy reprezentowane w wymienionych wyżej książkach i filmie – elementy, których szukałam w narracjach oddolnych na
terenie Łomżyńskiego. Ich obecność widoczna jest
również w dzisiejszym dyskursie publicznym, gdzie są
na nowo definiowane i opisywane. Są to, poza cechami uogólnionej postaci partyzanta i „ubowca”, zarówno rzeczy materialne, np. ryngraf, jak i definicja sytuacji: walki (czy jest to „wojna domowa”, „walka
bratobójcza” czy „walka z nowym okupantem”?).
Mimo że rozmówcy wymieniali książki i film opowiadające o działalności podziemia antykomunistycznego, nie znalazłam w ich narracjach przeniesionych
wprost z owych produktów kultury masowej konstrukcji, konceptualizacji czy obrazów. Nikt nie wspominał
o ryngrafach, nawet na moje otwarte pytania o nie.
W Białej plamie ryngraf pojawia się kilka razy, między
innymi po to, by nakreślić „klasowy” charakter podziemia narodowego, w którym po jednej stronie stoją
wiejscy bogacze z księdzem na czele, po drugiej – biedny acz prawy lud, którzy za obrońców ma władzę ludową reprezentowaną przez UB i milicję:

W mundurze polskim, dla przyzwoitości z wierzchu
zarzuconym kożuchem, by w kłopot nie wprawiać hitlerowskiego okupanta przy spotkaniu przy wiejskich
opłotkach czy wprost na drodze. Solidni to przecie byli gospodarze, robiący nieliche interesy z esesowską załogą w gminie.
Odkuwali się na biedocie wiejskiej. Święci pańscy
nie schodzili im z ust. „Honor i ojczyzna” wiodła ich
niekiedy w las, na walkę z chłopską partyzantką, na
walkę z tymi, którzy w lesie szukali schronienia przed
Egonem Schulzem i esesowcami. Szli zetwuzetowi „rycerze” na ekspedycje leśne nie tylko z cichym błogosławieństwem hitlerowskiego okupanta. Gdy wystrzałami, gdy wybuchami granatów huczały leśne ostępy –
otaczały miejsce potyczki gęstym pierścieniem esesowskie pułki. Synkowie bogaczy, liznąwszy nieco wiedzy
wojskowej w przedwojennej podchorążówce, zrzuciwszy kożuchy w chałupie, błyskali najprawdziwszym polskim mundurem zdobnym w tajemnicze tarcze. Zmieniały się napisy na tarczach częściej niż miesiące
w kalendarzu. Czasem był to Polski Związek Powstańczy, czasem Związek Jaszczurczy, czasem NSZ, czyli
Narodowe Siły Zbrojne (Broniewska 1956, s. 31-32).
Obywatelu poruczniku, a te naramienniki pamiętacie? Czarne naramienniki, trupia główka i piszczele.
Czysty eses! I ryngraf do kompletu, co? (Broniewska
1956, s. 19).

A ryngrafy kto nosi? Poświęcane, ponoć bez tego
kule bandziochów chybiają – zakpił młody chłopak,
barczysty i piegowaty, o wystających kościach policzkowych. – Strzelałby taki w milicjanta, a trafił w cielę
własnego teścia. Łoi go teściowa meliniara warząchwią, kochanica spod pierzyny wygania…(…) Wyraźnie chłopi kpią sami z księdza-obłudnika, z naboż-

W filmie Cień dowódca „bandy” NSZ o pseudonimie „Malutki” to pedantycznie ubrany w świeży mundur, białą koszulę i krawat despota o okrutnym spojrzeniu. Scenografia, w której pojawia się ów
komendant, kontrastuje z wcześniejszymi obrazami
54

07_Marta Kurkowska-Budzan.ps - 8/1/2011 8:17 AM

Marta Kurkowska-Budzan • HISTORIA „SAMOROSŁA”

ny, człowiek prawy, świadomy celu, do którego szedł
śmiało przez życie. Drugi, zbłąkany w zawierusze historii chłop, bandyta z lasu, który jeszcze wczoraj zwalczał
to wszystko, nienawidził tego wszystkiego, co reprezentował ten pierwszy (Omiljanowicz 1975, s. 318).

ubogich chat okolicznych mieszkańców – pokój wypełniony (w domyśle zrabowanymi) meblami i bibelotami, wśród których uwagę przykuwają masywne
świeczniki przypominające kościelne oraz ośmioramienna chanukija – świecznik żydowski.
I w książkach, i w filmie mamy przedstawioną postać partyzanta – syna bogacza, ale zarazem złodzieja,
co w świecie ujmowanym kategoriami walki klasowej
miało być równoznaczne. Po przeciwnej stronie staje
do walki o pokój i dobro najuboższych szlachetny
i ideowy, przyzwyczajony do ciężkiego znoju „robotnik
sprawy”: agitator lub funkcjonariusz UB, „kabewiak”
lub milicjant wywodzący się z chłopstwa lub z klasy robotniczej. Partyzant natomiast jest przebiegły, chytry,
okrutny i nieliczący się z nikim – morduje kobiety,
dzieci, bestialsko torturuje sprzyjających komunistom.
Ale jest tchórzliwy i nie waha się uciec do najpodlejszych podstępów, żeby ocalić w rezultacie tylko własną
skórę. Kierują nim takie emocje jak: pycha, zawiść,
pogarda dla ludzi słabszych, osobista ambicja, ale na
pewno nie idee, które oficjalnie głosi.
Bohaterem literatury i filmu są zarówno komuniści, jak i ludzie, w imię których walczą oni z partyzantką. W powieści Broniewskiej i w niemalże każdym
opowiadaniu Omiljanowicza jest zawarta scena,
w której do chłopów przemawia działacz partyjny. Jest
to zawsze postać idealisty, którego oddanie sprawie
i argumenty trafiają do słuchaczy:

Nie ma śladu tego szlachetnego komunisty w dzisiejszych wspomnieniach świadków tamtych czasów.
Ani też śladu demonicznego, współpracującego z hitlerowcami partyzanta. Są partyzanci z krwi i kości –
sąsiedzi, o czym już pisałam. Wydaje się zatem, że literatura i film tamtego okresu miały znikomy wpływ na
doświadczenie i narracje osób, które były naocznymi
świadkami wydarzeń. Można przypuszczać, że dużo
większy był ten wpływ na kolejne pokolenia, na ludzi,
którzy chodzili szkoły w PRL-u, w latach 60. i 70., ale
akurat w moich badaniach taka tendencja się nie
ujawniła. Drugie pokolenie skłonne było cytować
swoich rodziców, przyjmować ich punkt widzenia
i opinie, a także język wypowiedzi na temat antykomunistycznego podziemia.
W dyskurs prywatny wdrukowane jest za to może
mało znaczące pojęcie „okupanta”, które jest stale
obecne w literaturze. Moją uwagę zwróciło już na początku badań, że w języku narratorów cywilów, „okupantem” w czasie II wojny światowej określa się tylko
hitlerowców. Na przykład Stanisław K. opowiada o życiu „pod okupantem” i nie dodaje nawet do tego „hitlerowskim” czy „niemieckim”. Podobnie czynią to pozostali rozmówcy. Natomiast okupacja sowiecka to
okres „za Ruska”, „jak przyszli Ruskie”, „jak tu Ruskie
byli”. W mojej opinii mamy tu do czynienia z odbiciem
języka historiografii i propagandy PRL-owskiej, w którym ciągle była mowa o „walce z okupantem”. Okupant mógł być tylko jeden, więc niekonieczne było nawet dodawanie „hitlerowski”. Ludzie doświadczeni
okupacją sowiecką musieli poradzić sobie z opisem
przeżyć, dla których nie było narzędzi w oficjalnym języku, więc zachował się on przez lata, tak jak go zwerbalizowano in promptu, na poziomie indywidualnego
postrzegania i emocji – stąd wyrażenie „za Ruska” i temu podobne. Nieco inaczej wygląda sprawa z pojęciem
„banda” – nagminnie używanym i w wymienionych artefaktach kultury masowej i w całym dyskursie reżimu
komunistycznego. Z mojej obserwacji wynika, że rozmówcy świadomi są co do politycznego w istocie kontekstu tego słowa. Niektórzy, wypowiadając je, dawali
znak – intonacją lub nawet mimiką – że wiedzą, że może to nie najwłaściwsze pojęcie, ale nie potrafią znaleźć
innego. Inni używali go z całym przekonaniem, opisując kryminalne, według nich, czyny partyzantów. Nie
spotkałam się natomiast ani razu z epitetem „reakcyjna banda” lub „reakcyjna bojówka”. Myślę, że jest to
właśnie wynikiem owego apolitycznego lub politycznego, ale bardzo uproszczonego postrzegania rzeczywistości przez mieszkańców wsi, z którymi miałam kontakt.

Pierwszy raz w życiu słyszał, że ktoś tak mówił o jego losie – o tych najgorszych nędzarzach na wsi przymierających głodem, pozbawionych ziemi (Omiljanowicz 1975, s. 271); (…) zobaczyłem człowieka, który
o rzeczach wielkich, skomplikowanych mówił tak prosto, przekonywująco, z wiarą. On wierzył w to, co mówił, bo takich rzeczy nie mówi się bez wiary (Omiljanowicz 1975, s. 311).
Walka, która toczy się przeciwko takim jak opisany przez Omiljanowicza działacz partyjny, to walka
przeciwko biedocie wiejskiej, robotnikom. Jest to walka bratobójcza, o czym Broniewska pisze w toku całej
swojej książki, o czym także myśli bohater noweli z filmu Cień, kiedy z obrzydzeniem przygląda się, jak podkomendni „Malutkiego” przynoszą mu trofea – zdobyte PPR-owskie legitymacje i opowiadają, jak ukarali
ich właścicieli. Pozornie wyklucza się to pojęcie
z przedstawionymi wcześniej profilami „bandytów”,
szczególnie z wątkiem kolaboracji z hitlerowcami. Autorzy znaleźli drogę wyjścia, przedstawiając część partyzantów jako zbłąkane owieczki lub uwiedzioną przez
cyniczne dowództwo młodzież, która jeszcze ma szansę na „twórczą pracę dla ojczyzny”:
Za stołem siedziało dwóch ludzi pijących herbatę
i zda się gawędzących beztrosko. Jeden, działacz partyj55

07_Marta Kurkowska-Budzan.ps - 8/1/2011 8:17 AM

Marta Kurkowska-Budzan • HISTORIA „SAMOROSŁA”

Blumer H. (1984). Społeczeństwo jako symbolicza interakcja,
w: E. Mokrzycki (red). Kryzys i schizma. Antyscjentystyczne tendencje w socjologii współczesnej. Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy.
Broniewska J. (1956). Biała plama. Warszawa: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej.
Filipkowski P., Doświadczenie obozu koncentracyjnego w perspektywie historii życia. Analiza narracji biograficznych,
manuskrypt pracy doktorskiej.
Hałas E. (1990). Biografia a orientacja symbolicznego interakcjonizmu, w: J. Włodarek, M. Ziółkowski (ed). Metoda
biograficzna w socjologii. Warszawa – Poznań: PWN.
Kaźmierska K. (2008). Biografia i pamięć. Na przykładzie pokoleniowego doświadczenia ocalonych z Zagłady. Kraków:
Zakład Wydawniczy „Nomos”.
Konecki K.T. (2000). Studia z metodologii badań jakościowych.
Teoria ugruntowana. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe
PWN.
Koselleck R. (1975/2001). „Przestrzeń doświadczenia” i „horyzont oczekiwań” – dwie kategorie historyczne, w: Koselleck R. Semantyka Historyczna. Wybór i oprac. H. Orłowski. Poznań: Wydawnictwo Poznańskie.
Kułak J. (2007). Rozstrzelany oddział. Monografia 3. Wileńskiej
Brygady NZW – Białostocczyzna 1945 – 1946. Białystok.
Kurkowska-Budzan M. (2003). Historia zwykłych ludzi.
Współczesna angielska historiografia dziejów społecznych.
Kraków: Historia Iagiellonica.
Labov W., Waletzky J. (1967/1997). Narrative Analysis:
Oral Versions of Personal Experience. Przedruk w: The Journal of Narrative and Life History 7.
Lash S. (1999). Another Modernity. A Different Rationality.
Oxford: Blackwell.
Małyszek D. (2006). Narodowe Siły Zbrojne w PRL i na emigracji w latach 1945-1989 w świetle historiografii, publicystyki, literatury oraz filmu. Pamięć i Sprawiedliwość 2.
Misztal B. (2003). Theories of Social Remembering, Maidenhead: Open University Press.
Omiljanowicz A. (1975). Tropiąc cienie. Warszawa: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej.
Pennebaker J.W., Mayne T., Francis M.E. (1997). Linguistic
Predictors of Adaptive Bereavement. „Journal of Personality and Social Psychology” 72.
Plummer K. (1983). Documents of Life: An Introduction to the
Problems and Literature of a Humanistic Method. London:
George Allen & Unwin (zob. Plummer K. (2001). Documents of Life 2: An Invitation to a Critical Humanism.
London: Sage Publications).
Poleszak S. (2004). Podziemie antykomunistyczne w Łomżyńskiem i Grajewskiem (1944-1957). Warszawa: Oficyna
Wydawnicza „Volumen”.
Portelli A. (1991). The Death of Luigi Trastuli and Other Stories. Form and Meaning in Oral History. Albany: State
University of New York Press.
Rakuszewska-Pawełek A. (2002). Chaos i przymus. Trajektorie wojenne Polaków – analiza biograficzna. Łódź: Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego.
Schütz A. (1982). Life Forms and Meaning Structure. London
– Boston: Routledge – Kegan Paul.
Silverman D. (2004). Who Cares about ‘Experience’? Missing
Issues in Qualitative Research, w: D. Silverman (red). Qualitative Research. Theory, Method and Practice. London –
Thousand Oaks – New Delhi: Sage Publications.

Narracje dyskursu prywatnego osób cywilnych
krążą wokół postaci najbardziej kontrowersyjnych,
i to one stanowią fundament konstrukcji postaci partyzanta antykomunistycznego podziemia. Ludzie posługują się pojęciami bliskimi, zrozumiałymi, opisują
codzienność i niecodzienność tamtej rzeczywistości,
przywołując we wspomnieniach szczegóły, przedmioty materialne, relacje rodzinne. Można powiedzieć,
że sprowadzają ruch partyzancki do spraw egzystencjalnych i przyziemnych, nie dostrzegają ideologii ani
sensu walki. Takie były ich obserwacje, bo takimi kategoriami postrzegali i postrzegają świat. Widzieli
w podziemiu „Józka Kuternogę”, „Szalonego Staśka”,
„swoich chłopów”, którzy występowali wobec nich
z pozycji władzy. Tak samo według nich uzurpowanej, jak władza komunistyczna. I tak samo w deprecjonowanej w dzisiejszych narracjach. Skoro sąsiad
z karabinem nie jest już tylko sąsiadem, lecz „wojskiem polskim” i żąda mojego konia, bo potrzebny do
walki z komunistami, dlaczego ja tego nie mogę robić?! Kto dał jemu to prawo i w czym jest ode mnie
lepszy? Z jednej strony znajomy „kawaler, co chce
być lepszy” i „zapisał się do partyzantów”, z drugiej
– znajomy, co „zapisał się do milicjantów”. A potem
„poszedł do lasu”. Wszystko możliwe, więc wszystko
mało warte. W dyskursie ludności wiejskiej została
pamięć krzywd fizycznych i moralnych wyrządzonych
przez obie walczące strony. Zapamiętane zostały
i osądzone w równym stopniu czyny partyzantów
i czyny „ubowców”: „Oni wszystkie siebie warte byli!” (Mirosława Z.).

***
Pod koniec lat 60. ubiegłego wieku wielką popularność zyskał postulat pisania historii z perspektywy
„oddolnej”, z punktu widzenia „zwykłych ludzi”. Przy
całym zaangażowaniu w sprawę i przy dobrych intencjach, historiografia tej tradycji pozostała jednak przy
utrwalonych, akademickich metaforach historycznych (Kurkowska-Budzan 2003). Historycy opisują
życie i świat „zwykłego człowieka” kategoriami, które
owemu „zwykłemu człowiekowi” mogą być znane (np.
ze szkoły, z lekcji historii), lecz często są ontologicznie
obce. Jak widzą przeszłą rzeczywistość „zwykli ludzie”,
możemy się przekonać, wyruszając w teren na spotkanie historii „samorosłej”. Wymaga to jednak akceptacji założenia, że historia jest osadzona w doświadczeniu składającym się „ze wszystkiego”, a przede
wszystkim osadzona w teraźniejszości.

Bibligrafia
Blumer H. (1969/2007). Interakcjonizm symboliczny. Perspektywa i metoda. Kraków: Zakład Wydawniczy „Nomos”.

56

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.