cec20c95006ae8c96a2852f20630126f.pdf

Media

Part of Recenzye i sprawozdania cz.2 / Lud, 1909, t. 15

extracted text
RECENZYE I SPRAWOZDANIA.
Z najnowszej literatury o Aryanach polskich.
Szczęsny Morawski. Aryanie polscy. Lwów 1906. str. XXVII+5 nlb.
+ 564. — Henryk. Biegeleisen. Aryanie polscy. Krytyka 1908. Zeszyty za
marzec, kwiecień, czerwiec, lipiec, grudzień. — Tadeusz Grabowski. Li­
teratura aryańska w Polsce 1560—1660. Kraków 1908. str. VIII -f- 498.
W ciągu lat ostatnich daje się zauważyć w nauce naszej charak­
terystyczny (a oddawna już pożądany) zwrot do badań nad polskiem
różn ow ierstwem i polską literaturą róż n o w i erczą. Znaczy
się on na zewnątrz zastępem prac — wartości bezwątpienia niejednako­
wej - posiadających wagę niemałą dla dokładniejszego poznania Reformacyi polskiej, tej najciekawszej, najbujniejszej epoki w dziejach naszej
kultury i piśmiennictwa. W dziedzinie zaniedbanej przez Polaków od lat
kilkudziesięciu a uprawianej wyłącznie niemal przez cudzoziemców-protestantów (Dalton, Wotschke, Kruske, Liubowicz, Krause, Borgius, Wer­
ner, Luckfiel etc. , pojawiać się zaczynają znowu i zapisywać chlubnie
imiona uczonych polskich, najbardziej chyba do tego powołanych. Po­
czątek i dobry przykład dał i tu także, jak tylekroć, na innych polach,
prof. Briickner, ogłaszając wiatach 1896—98, w „Ateneum“ szereg
szkiców „Z dziejów różnowierców polskich“ (wydanych w r.
1905 w osobnym tomie), w których żywo, barwnie, treściwie, a przystęp­
nie zarazem opowiadał „szerszej publiczności“ o Łaskim, Krowickim,
Aryanach i Czechowicu. W ślady berlińskiego profesora wstępuje szereg
innych badaczy. Zmarły niedawno ks. I. Warmiński w znakomicie na­
pisanej, przez krak. Akademię nagrodzonej pracy o „Andrzeju Sa­
muelu i Janie Seklucyanie“ (Poznań 1906) przedstawia początki

— 249 —

Recenzye i sprawozdania
ruchu nowowierczego, luterskiego w Wielkopolsce i dalsze losy obu
jego apostołów-wygnańców w Prusiech Książęcych; reformacyą wielko­
polską w jej zaczątkach zajmuje się również dr. St. Kossowski
w studyum o „K. Hegendorfinie w Akad. Lubrańskiego w Po­
znaniu“ (Lwów 1905). Tadeusz Grabowski znowu kreśli kwieci­
stym, feljetonowym stylem „ulotne kartki“ (wedle Briicknerowego po
wiedzenia) z „Dziejów literatury kalwińskiej w Polsce 15s0—
1650“. (Kraków 1906), rozprawiając o poetach i tłumaczach, teologach
i mówcach, politykach, historykach i moralistach tego wyznania; prof.
L. Kubala wydaje w zmienionej postaci dawną pracę o „Stan. Orze­
chowskim i jego wpływie na rozwój i upadek reformacyi
w Polsce“ (Lwów 1907). Ks. K. Mi a s k o ws k i, wydawca , Erasmianów“ pisze w „Przeglądzie kościelnym“ 1905) rzecz o „Piotrze Rydzyńskim i jego polemice z Hessem (1524)“, ks. W. Michalski
tamże 1906 i 1907 o „H ozyuszu i reformacyi w Polsce w latach
1551—8“ itd., itd. Wybitnie wyróżnia się bogatym dla dziejów refor­
macyi plonem, jubileusz czterechsetny Rejowy, przynoszący prócz wielu
cennych prac o samym poecie-jubilacie (pomnikowa księga Briicknera,
rozprawy prof. Bruchnalskiego, Chlebowskiego, Kallenbacha, Kniaziołuckiego, Sinki), także znaczny poczet pierwszorzędnej nieraz wagi przy­
czynków do znajomości Epoki reformacyjnej, której najznamienitszym
w piśmiennictwie naszem wyrazicielem jest właśnie autor „Zwierciadła".
Wystarczy wymienić np. prace, pomieszczone w warsz. księdze pamiąt­
kowej „Z wieku Reja“ lub w odświętnym zeszycie lwowskiego „Pa­
miętnika Literackiego“. — Nie wspominam naturalnie o mnóstwie dro­
biazgów, notatek, materyałów, rozrzuconych po pismach naukowych
z paru lat ostatnich.
Na osobliwszą jednakże uwagę wśród literatury, dotyczącej różnowierców, zasługują prace o Aryanach, czyli Braci polskiej
tej „najciekawszej, najwięcej zapomnianej, najniesprawiedliwiej zasądzo­
nej sekcie“, znanej do niedawna jedynie z opracowań obcych. Rehabilitacyę jej w oczach ogółu polskiego rozpoczął już ongiś prof. Brück­
ner w wymienionych szkicach, podnosząc z naciskiem, że „ich to wła­
śnie dzieła najświetniej umiejętność polską owego wieku wśród europej­
skich reprezentują“, że wśród nich „odnajdziemy i najbystrzejsze głowy
i najhartowniejsze charaktery". Pisał jednak prof. Brückner szkice swe
dorywczo, dla szerszych sfer czytelników, ani historyi sekty i jej litera­
tury, ani dogmatyki jej czy etyki kreślić nie zamyślał; interesowali go
Aryanie polscy jedynie „jako niezwykły okaz kultury naszej... ciekawy
i dla nie-teologa w swym zarodzie i w niektórych szczegółach“. To tez
dał tylko szereg niezmiernie ciekawych szcz gółów biograficznych, oby­
czajowych, anegdotycznych, literackich, rozpisał się o początkach sekty;
o wyczerpaniu przedmiotu mowy być nie mogło. Dla dalszych badań
droga stała otworem.
W ostatnich czasach mamy też rzeczywiście do zanotowania aż
trzy prace o Aryanach polskich: Szczęsnego Morawskiego (1906), LI.
Biegeleisena (1908) i Tadeusza Grabowskiego (1908). Omówie­
niem ich zajmę się w niniejszych uwagach. Najwcześniejszą co do czasu
— 250: —

Recenzye i sprawozdania
powstania jest praca autora „Sądeczyzny“, ś. p. Szczęsnego Moraw­
skiego (t 1898 w Starym Sączu). Pisana jeszcze w ostatnim dziesiątku
ubiegłego stulecia (1890—98), niewykończona wskutek zgonu autora,
przeznaczona mimo to testamentem do druku, wydaną została dopiero
w 8 lat po śmierci, po uporządkowaniu rękopisu przez spadkobierców.
Anonimowy wydawca zaopatrzył ją w nader szczegółowy życiorys ś. p.
Morawskiego, literata, historyka, etnografa, malarza, zawierający dokład­
ny wykaz prac. Redakcyi pośmiertnego rękopisu mimo przydługiego
porządkowania zarzucićby można, jak już podniósł prof. Bruckner, nie­
jedno; poznać po niej, że „porządkująca“ ręka nie była zbyt wprawną.
Rzecz sama, podzielona całkiem dowolnie na 3 części, jest, ścisłe biorąc,
dopiero zbiorem materyałów: wypisów, notat, ekscerptów do historyi
Aryan w Polsce, ułożonych w porządku chronologicznym. W części I-szej
odnoszą się one do początków ruchu riowochrzczeńskiego w Niemczech,
Morawach, na Spiżu i aryanizmu w Polsce aż do roku mniej więcej
1620-tego, a zawierają szczegóły w przeważnej części dobrze znane, za­
czerpnięte z obcych dzieł o Aryanach i źródeł drukowanych polskich,
z pominięciem wszakże rzeczy tak ważnych jak dzieła Sandiusa lub
Bocka. Ciekawe są tu wiadomości odnoszące się do nowochrzczeńców
spiskich, nowe i interesujące szczegóły o początkach aryanizmu na Pod­
górzu naddunajeckiem, w Sądeczyźnie i Limanowszczyźnie, gdzie propa­
gują go rodziny: Wielogłowskich, Bylinów, Krzeszów, Otwinowskich, Taszyckich i Błońskich na Lucławicach i Melsztynie, żeniąc synów-księży,
wprowadzając zbory i ministrów w swe posiadłości. Część druga, obej
mująca lata do 1656 r. włącznie, zawiera znowu obok rzeczy doskonale
znanych o Rakowie i jego zburzeniu, występach polemicznych ks. Cichowskiego, o stanowisku Aryan wobec Szwedów i t. d. mnóstwo nie­
znanych szczegółów, dotyczących Aryan naddunajeckich. Odnoszą się one
głównie do lat napadów szwedzko-węgierskich 1655—57 a stanowią jedną
krwawą kartę martyrologii jednobożan sądeckich: Wiszowatych, Przyp­
kowskich, Cikowskich, Morsztynów, Sternackich, gromionych, palonych,
mordowanych przez czerń zbójników łabowskich pod wodzą król, ka­
pitana, Krz. Wąsowicza, bądź też przez bandy rozfanatyzowanej szlachty
katolickiej — rzekomo za zdradę wiary i króla na rzecz Szwedów. Sze­
reg grozą przejmujących scen, opisywanych przez świadomego miejsc
i zdarzeń autora na podstawie aktów grodzkich i miejskich z niezwykłą
plastyką i żywością, wystawia nader smutne świadectwo Polsce czasów
Jana Kazimierza, fanatycznej, nietoleranckiej aż do jawnych gwałtów
i mordów nad innowiercami. Lecz czasy Tarnowskich i Zamojskich mi­
nęły już bezpowrotnie. Część trzecia wreszcie pracy (obejmująca lata
1657—1662) stanowi dalszy ciąg opisu prześladowań, dążących drogą roz­
bojów, konfiskat czy egzekucyi mimo woli toleranckiego lecz słabego
majestatu stopniowo do uchwał sejmowych z lat 1658, 59 i 61, nakazu­
jących Aryanom: do trzech a później do dwóch lat wysprzedanie dóbr
i opuszczenie kraju na zawsze pod karą śmierci. Żałosna odezwa wy­
gnańców z Kreuzburgu (17. czerwca 1661) i wiadomości o nawracaniu
niedobitków aryan naddunajeckich zamykają pracę Morawskiego.

251

Recenzye i sprawozdania
Tak się przedstawia treść materyałów do dziejów aryaństwa, ze­
branych żmudnie przez autora „Sądeczyzny“. Istotną wartość dia przy­
szłego historyka tej sekty (boć przecie pracy Morawskiego „historyą
Aryan“ nazwać niepodobna), posiadają tu przedewszystkiem przebo­
gate szczegóły z dziejów Aryan sądeckich nad Dunajcem,
wypisywane skrzętnie z źródeł niewątpliwej wagi: z aktów grodzkich,
archiwów miast i miasteczek, ksiąg wójtowskich, radzieckich, kościelnych,
metrykalnych, rękopiśmiennych pamiętników etc., podawane w dosyć
osobliwej przeróbce: w formie barwnych, tętniących życiem opowiadań,
przeplatanych dyalogami. Literat brał zawsze górę w Morawskim nad
ścisłym badaczem. Wystarczy przypomnieć takie ustępy jak: opowiadanie
o niespodzianym ożenku ks. Adama Byliny str. 36—40, pełną humoru
opowieść o porwaniu gospodyni ks. plebanowi z Bobowej str. 40—43 lub
krwią i łzami pisane ustępy części II. o gwałtach na Przypkowskich
i Cikowskich. „Dla nowelisty, a choćby dramaturga“ powtarzam za prof,
Brucknerem „sporo tu pierwszorzędnego (a niewyzyskanego zgoła) materyału“. Historyi polskiego aryaństwa Morawski nie dał, co więcej nie­
liczne stosunkowo ustępy wykraczające poza Sądeczyznę, powtarzają
rzeczy utarte, drugorzędne „niepotrzebnie ramy książki rozszerzające“;
pierwszorzędne znaczenie ma tylko to, co badacz ziemi sądeckiej o jej
mieszkańcach-aryanach i srogich ich przejściach zebrał i ponotował. A to
stanowi główny zrąb materyałów.
Z labiryntu przeróżnych wiadomości i zapisek, często błędnych,
wśród których oryentować się można jedynie dzięki sumiennemu indek­
sowi osób i miejsc, wydobędzie je przyszły historyk sekty jako budulec
trwały i cenny. Dodatkowo zwrócę uwagę na szczegół, interesujący może
dla czytelników „Ludu“. Morawski tłumaczy nam, skąd wzięła się nazwa
„Piekło“ lub „Piekiełko“, przydawana do dzisiaj licznym miejscom po
miastach i miasteczkach nad Dunajcem. Oto ludność katolicka, uwie­
dziona wywodami Jezuity Cichowskiego i innych polemistów katol., że
Aryanie czczą dyabła jako Boga, z;ory ich przezywała „Piekłem“.
Nazwę taką nosi dotąd np. całe przedmieście nowosądeckie, nad
Kamienicą, gdzie niegdyś stał zborek Farnowskiego, część wsi Brzany
dolnej koło Bobowej itp.; w związku z tym przezwiskiem miejsca poblizkie zborom, a pozostające w rękach katolickich, zwano dla kontrastu
„Rajem“ np. karczmę katol. w tejże Brzanie etc. Podobnie ciekawych
szczegółów znaleźćby można w pracy Morawskiego daleko więcej, gdyby
ktoś zechciał zająć się tern szczegółowo.
Uzupełnieniem poniekąd rzeczy dopiero co omówionej jest pięć
rozdziałów o „Aryanach polskich“, ogłoszonych w kilku zeszytach krak.
„Krytyki“ za r. 1908 przez Henryka Biegeleisena. Autor zaznacza
na wstępie, że praca jego napisaną została „na podstawie rękopisu Szcz.
Morawskiego, nieogłoszonego w jego książce“. Określenie nie zbyt do­
kładne! Nie dowiadujemy się bowiem zgoła, co tu jest własnością śp.
autora „Sądeczyzny“, a co dr. Biegeleisena. Czytelnik tylko obeznany
z sposobem pisania Morawskiego w dziele o Aryanach, pozna odrazu,
że rozdziały II, 111 i IV należą całkowicie do tego ostatniego, są poprostu fragmentem trzeciej księgi jego pracy, pominiętym (dlaczego?)
252 —

Recenzye i sprawozdania
przez wydawcę całości, a tylko ogłoszonym przez prof. Biegeleisena.
Własnością wydawcy jest jedynie rozdział I-szy (pewnego rodzaju wstęp
o początkach aryanizmu), stojący w dosyć luźnym związku z resztą pracy,
a będący streszczeniem pierwszej księgi Morawskiego bez uwzględniena
jakichkolwiek innych źródeł, oraz rozdział końcowy, napisany na pod­
stawie ostatnich kilkunastu kart dzieła o Aryanach. Ten istotny stan
rzeczy należało koniecznie wyjaśnić. Co się tyczy treści ogłoszonych
fragmentów, to odnoszą się one do dziejów znanej rodziny aryańskiej
Schliehtyngów w latach 1652—58. Opowiada w nich autor o twardym
losie Jonasa Schlichtynga, słynnego teologa-polemisty aryańskiego, po­
tępionego jeszcze wyrokiem sejmowym z r. 1647, tułającego się odtąd
bez własnego dachu nad głową, po dworach szlachty podgórskiej:
to u brata Wespazyana w Dąbrowej koło Sącza, to znowu u Taszyckich i Błońskich w Lucławicach, dalej o prześladowaniu, kon­
fiskacie dóbr i straceniu właściciela Dąbrowy, Wespazyana Schlichtynga,
wreszcie o Janie Schlichtyngu, synu tego ostatniego, młodym żołnierzupoecie, który mimo srogiego losu, jaki rodzinie zgotowali katolicy, przez
żywot cały Janowi Kazimierzowi wiernie służył i dobra ojcu zabrane
odzyskał. Rzecz opowiedziana z właściwą Morawskiemu żywością i barw­
nością przynosi wiele szczegółów nowych do historyi walk i prześlado­
wań jednobożan naddunajeckicn (o ks. Bukowskim, prób, w Wielogłowach, rodzinach aryańskich etc.). Wdzięczni też jesteśmy drowi Biegeleisenowi za jej ogłoszenie.
Trzecią i ostatnią zarazem pracą, o której tu wspomnieć należy,
jest „Literatura aryańs kaw Polsce 1550 — 1650“ dr. T adeusza
Grabowskiego. Autor postanowił (jak pisze w przedmowie) opra­
cować w szeregu monografii całość „literatury religijnej“ XVI i XVII w.
według poszczególnych wyznań. Pierwsza z nich, wydana w r. 1906.
poświęcona była literaturze kalwińskiej; rzecz omawiana jest drugą
z rzędu. W przyszłości ma nastąpić opracowanie literatury katolickiej,
luterskiej, unicko-prawosławnej. Praca dr. Grabowskiego zasługuje na
szczególną uwagę, gdyż poświęconą jest zbadaniu literatury najmniej
znanej, bogatej ogromnie, jak świadczy ilość przewertowanych przez
autora tomów, dla historyka dawnego piśmiennictwa niezmiernie doniosłej,
gdyż ona to właśnie, zdaniem prof. Brucknera, w swoim czasie najgo­
dniej nas wobec Europy przedstawia. Rzecz całą podzielił dr. Grabowski
na dwie części: w pierwszej omówił literaturę aryańską XVl-tego, w dru­
giej XVlI-tego wieku. Podawać dokładną treść tego ogromnego rozmia­
rami dzieła — przekraczałoby ramy niniejszych, pobieżnych uwag. Ogra­
niczę się tylko do krótkiego przeglądu rozdziałów, by dać czytelnikowi
pojęcie o ilości i różnorodności poruszonych kwestyi.
Rozpoczyna się praca krótką historyą spekulacyi chrystologicznych
od pierwszych wieków chrześcijaństwa aż do czasów Reformy, kiedy to
pod wpływem krytyki tekstu biblijnego przez humanistów (Erazm Rotterdamski) wytwarza się doktryna aryańska (Valdes, Servet, Ochino). Na­
stępnie omawia autor pierwsze przebłyski aryanizmu w Polsce (Ochino,
Lei. Socyn, Gentile, Lismanin) i stosunek jego opozycyjny do Genewy.
Rozdział II. poświęcony Stan karowi i jego nauce, pierwszym odstępcom

253

Recenzye i sprawozdania___________________
kalwińskim (Statoryusz, Mączyński), wpływom anabaptystów, wreszcie
rozbiorowi pism przewodników zboru, Piotra z Goniędza i Grzegorza
Pawła. R. III zajmuje się odcieniami aryanizmu, sporem o urząd, pierw­
szym katechizmem aryańskim (1574), zwrotem Stankara ku kalwinom,
oceną działalności pisarskiej Krowickiego, Jana Niemojewskiego, Bu­
dnego, Krzyszkowskiego. R. IV. mówi o teologach aryańskicb: Czecho­
wiczu, Wiśniowskim, Farnowskim, Wojciechu z Kalisza, ministrach śmigleckich, oraz o pierwszych poetach wyznania Mik. Kochanowskim
i Erazmie Otwinowskim. W R. V rozprawia autor o „niepewności dok­
tryny“, poglądach religijnych Fryca Modrzewskiego, skonsolidowaniu się
polskiego aryanizmu pod wpływem Fausta Socyna, charakteryzuje dzia­
łalność polemiczno-literacką Piotra Stojeńskiego starszego, Jarosza Moskorzowskiego, Lubienieckich (Andrzeja, autora „Poloneutychii“ i Sta­
nisława, poety), Gittichiusa i Namys'owskiego. W R. następnym przecho­
dzi do walki z aryanami, wystąpień polemicznych teologów luterskich
(Wiganda, Glicznera, Neothebela), kalwińskich (Sarnickiego, Simlera,
Gilowskiego, Wolana, Grzegorza z Żarnowca, Kraińskiego, Clementinusa), wreszcie pisarzy kat ol i ck ich (Ant. z Napachania, Novicampiana,
Orzechowskiego, Hozyusza, Herbesta, Wujka, Sokołowskiego, Powodowskiego, Wargockiego, Ostrowskiego). Dalszym ciągiem tego rozdziału
jest R. VII, poświęcony działalności polemicznej, antyaryańskiej Jezuitów,
głównie odpowiedziom na słynną „Akcyę pierwszą“ (Reszki, Lansa etc.)
oraz występem Piotra Skargi, walce jego z Moskorzowskim. Przecho­
dzimy do części II, obejmującej wiek XVII, a podzielonej na 4 rozdziały.
Z tych: R. VIII zajmuje się „Kulturą Rakowa“, Aten polskich, stosunkiem
jego do prądów umysłowych Zachodu, do uczonych jak Kartezyusz, Grotius i inni, następnie dziełami teologicznemi Smalciusa, Volkeliusa, Stegmana, listami Ruara, utworami poetyckimi Otwinowskich i Domaniew­
skiego. R. IX charakteryzuje ostatnie lata poi. aryanizmu aż do wygna­
nia w r. 1661, omawia „rozkwit“ poezyi aryańskiej: Arciszewskiego, Zb.
Morsztyna, Karmanowskiego i pomniejszych (rzeczy zawarte w rękopiśm.
„Wirydarzu“ Trembeckiego, którego wydanie przygotowuje prof. Brück­
ner), wreszcie największego z poetów wyznania, Wacława Potockiego.
W R. X czytamy o upadku aryanizmu, stosunku jego do Kartezyanizmu,
dalej o pracach teologicznych Schlichtynga, Wollzogena, Jędrz. Wiszowatego, Sam. Przypkowskiego, historycznych Pastoriusa i St Lubienieckiego młodszego. R. XI, końcowy, zajmuje się ostatnim polemistą je­
zuickim, pogromcą Aryan podgórskich, ks. Cichowskim i losami wygnań­
ców polskich w Siedmiogrodzie, skazanych na powolne zmadyaryzowanie..
Oto w zarysach głównych zawartość dzieła dr. Grabowskiego
W szczegółową jego ocenę wdawać się tutaj nie można; pragnę tylko
całkiem ogólnie wytknąć usterki i podnieść zalety tej bądź co bądź
zn amiennej książki. Obszar pracy, jak widoczna już z powyższego prze­
glądu, bardzo rozległy, trudno więc nie zgodzić się z autorem, że „opu­
szczenia i pomyłki“ są nieuniknione, zwłaszcza, że dr. Grabowski „zwal­
cza pierwsze (na tern polu) trudności“. Nie brak atoli i poważniejszych
wad, obniżających znacznie wartość dzieła. Dotkliwie dał się we znaki
pracy omawianej brak w piśmiennictwie naszem historyi aryaństwa pol-

- 254

Recenzye i sprawozdania
skiego, któraby przedstawiała wyczerpująco początki, rozrost i upadek
sekty, zestawiała wypadki zewnętrzne z jej dziejów: synody, walki, prze­
śladowania, pouczała wreszcie o istocie doktryny aryańskiej i różnicach
dogmatycznych poszczególnych jej odcieni. Na takiem dopiero podłożu
uwydatniałaby się należycie i byłaby wszechstronnie zrozumiałą litera­
tura sekty, tak ściśle z wypadkami zewnętrznymi związana, niekiedy
wprost z nich wyrastająca. Skoro nie posiadamy dotąd takiej pracy, do­
stępnej dla ogółu, należało, kreśląc dzieje literatury aryafiskiej, traktować
je na pewnem tle faktów, dać czytelnikowi choćby pobieżne wyobrażenie
o najważniejszych w łonie sekty zajściach. W pracy dr. G, w której
daty są rzadkością, prócz nawiasowej czasem wzmianki o jakimś syno­
dzie, napróżno szukalibyśmy czegoś podobnego; wskutek tego wiele
rzeczy bywa w przedstawieniu autora niejasnych, nienależycie uzasadnionvch na pozór. Nie inaczej ma się rzecz z dogmatyczną stroną wyzna­
nia. Nie znajdziemy w omawianem dziele dokładnych wiadomości
ani o doktrynie ogólnej aryańskiej, ani o poszczególnych jej na gruncie
polskim odłamach (Piotr z Goniędza, Grzegorz Paweł, Farnowski, Bu­
dny, Stankar). Dr. G. rozprawia wprawdzie o tych rzeczach wiele, nie
zdobywa się jednak na to, by raz jasno i wyraźnie sprawę całą wyłożyć
i w ten sposób umożliwić czytelnikowi należyte zrozumienie całego sze­
regu specyalnych, teologicznych dzieł aryańskich, którymi w trakcie
pracy się zajmuje. Trzeba dopiero wyławiać rozrzucone po całem dziele
uwagi autora o dogmatyce aryańskiej i tworzyć sobie z nich pewną ca­
łość. Mimo to o doktrynie Stankara n. p. nie nabędzie czytelnik wcale
jasnego wyobrażenia.
Co się tyczy samego przedstawienia rzeczy,, to jest ono, jak zwykle
u prof. Grab., przedewszystkiem nadzwyczaj zajmujące i wykwintne,
rzadko szczegółowe i wyczerpujące, bardzo często wprost pobieżne;
niemniej jednak pełno w tej książce trafnych sądó •/ i bardzo cennych
uwag, choć zwykle nienależycie uzasadnionych, niepopartych wyczerpu­
jąco. W porównaniu z „Literaturą kalwińską“, daje się zauważyć
znacznie gruntowniejsze wykorzystanie źródeł i sumienniejsze opraco­
wanie materyałów. Razi nas tylko niekiedy pewna chaotyczność w sa­
mym rozkładzie przedmiotu, jakieś nieliczenie się z chronologią i logi­
cznym związkiem faktów, którego następstwem częste a niepotrzebne
nawroty do tych samych osób lub spraw, odrębne omawianie rzeczy, łą­
czących się ze sobą jak najściślej. Wystarczy przytoczyć jeden, znamienny
przykład. Do rozdziału V-tego włącznie zajmuje się autor tylko lite­
raturą polemiczną aryańską. Literaturę natomiast polemiczną, katolicką
i lutersko-kalwińską, skierowaną przeciw Aryanom, od czasów najwcze­
śniejszych (bo od r. 1555, 62, 3, 7), omawia dopiero w rozdziałach na­
stępnych tj. VI i VII. Wynika z tego, że np. o Stankarze i jego pismach
czytamy w R. II str. 22—27,0 „Chimerze“ Orzechowskiego przeciw Stankarowi dopiero w R. VI str. 215—17; o „Akcyi szlachcica polskiego prze­
ciw Jezuitom“ i o „Speculum Jesuitarum“ w R. IV str. 181—84,, o całym
szeregu odpowiedzi na nie (Lansa, Reszki, Łaszcza etc.), łączących się
z niemi najściślej dopiero w R. VII str. 253—57; polemikę Skargi z Moskorzowskim omawia autor dwukrotnie: raz przy Moskorzowskim (R. V
— 255 —

Recenzye i sprawozdania
str. 175—77), drugi raz przy Skardze (R. VII str. 283—5); o odpowie­
dziach Czechowica na „Wędzidło“ Powodowskiego i rzecz Wujka „O bó­
stwie“ rozprawia w R. IV str. 108-113, o samem „Wędzidle“ i dziełku
„O bóstwie“ aż w R. VI str. 226—7 i 233—36 etc., etc. Nie koniec jednak
na tern! W wymienionych rozdziałach, VI i VII przynależnych do wieku
XVI-tego, zajmuje się dr. Grabowski również dziełkami pisarzy kato­
lickich i różnowierczych z XVII w. (Kraiński, Clementinus, Wargoc i,
Śmiglecki), będącymi niekiedy odpowiedzią na pisma aryańskie, oma­
wiane dopiero w Rozdz. VIII, X i XI np. o „Antapologil“ Clementlnusa
na „Odpowiedź“ Schlichtynga czytamy w R. VI str. 209, o samej schlichtyngowej „Odpowiedzi“ aż w Ił. X str. 442; o Śmigleckiego „Refutatio
dissolutionis Nodii Gordii... a Jo Volkelio tentatae“ w R. VII str.
290, o „Dissolutlo“ Volkeliusa w R. VIII str. 317 i t. d. Wynika z tego
pewne łatwo zrozumiałe zamięszanie, powtarzanie szczegółów, dezoryentujące czytelnika mniej rzeczy świadomego. Byłby tego autor uniknął,
gdyby był traktował całość polemicznego dorobku w kwestyi aryańskiej
w ścisłym związku ze sobą, nie rozbijając przedmiotu na dwa osobne
działy: aryafiski i katolicko-różnowierczy. Przecież między temi przeciwnemi dziełkami istnieje łączność najściślejsza, czasowa I treściowa
jedne są odpowiedzią na drugie.
Dodam jeszcze, że rezultatem zaznaczonego wyżej odrębnego oma­
wiania rzeczy ściśle się ze sobą łączących, a łączenia natomiast rzeczy
dosyć rozbieżnych, jest częsty w książce omawianej brak związku isto­
tnego między poszczególnymi ustępami jednego rozdziału, uwydatniający
się na zewnątrz w czysto mechanicznych połączeniach i nawiązaniach.
Należy dalej zwrócić uwagę na pewną ogólnikowość i pobieżność w cha­
rakteryzowaniu niektórych omaw anych postaci, płynącą może z doryw­
czej i pośpiesznej lektury (a o pośpiechu w pracach dr. Grabowskiego
stanowczo mówić można), którą wytknął niegdyś autorowi prof. Bruckner.
Wystarczy powołać się np. na charakterystyki Czechowicza, Niemojewskiego i innych, ileż w nich cech i określeń całkiem nie istotnych! Z in­
nych usterek wyliczyłbym takie, jak np. pomijanie dat nawet przy naj­
ważniejszych faktach (początki aryanizmu, pobyt Włochów-antytrynitaryuszy w Polsce, ostatnie lata , zbyt obszerne traktowanie niektórych kwestyi
(por. ustęp o Statoryuszu, aryanach siedmiogrodzkich, o „Rozmowie“
Wiśniowskiego, Fauście Socynie, dyspucie lewartowskiej i t. p.) przy równoczesnem zbywaniu pobieżnem spraw niekiedy bardzo ważnych (np.
stosunku do anabaptystów niem. Braci Czeskich i Morawskich), dalej
skąpość bibliograficznych wiadomości np. o owych dziełkach licznych
„przeciw urzędowi, własności, nierówności stanów“ (str. 57), które nale­
żało w pracy przedewszystkiem omówić, nie ustalanie lat wyj­
ścia bardzo ważnych nieraz dzieł, brak tytułów utworów (np. przy Po­
tockim) itd., itd. Co się tyczy błędów rzeczowych, nie miejsce tu do po­
lemiki z autorem, do wchodzenia w szczegóły. Uczynią to powołańsi
odemnie. Zaznaczę tylko przykładowo, że nie godzę się np. na cały wy­
wód autora o „Akcyi szlachcica polskiego“, przypisywanej mylnie Cze­
chowiczowi i Niemojewskiemu, gdy tymczasem ten typowo szkolny, pe­
łen klasycznych reminiscencyi elaborat stanowczo należy do Wojciecha

256 --

Recenzye i sprawozdania
z Kalisza. Bardzo niedokładnie i w wielu szczegółach fałszywie omó­
wioną została także druga rzecz Kaliszczyka, o szkole lewartowskiej;
można tu było dojść do wyników daleko ciekawszych i pozytywniejszych.
Pewne zastrzeżenia porobić trzeba również co do sądów autora o „Proteuszu“ lub twórczości Wacława Potockiego, z której stanowczo zbyt
wiele anektuje autor na rzecz aryanizmu.
Wyliczaliśmy dotychczas tylko usterki i braki. A zaznaczyć należy,
że pracy dr. Grabowskiego nie brak równocześnie zalet, które wyzna­
czają jej mimo wszystko poważniejsze miejsce w literaturze dotyczącej
różnowierców naszych. Pominąwszy bowiem fakt, że praca omawiana jest
pierwszą u nas a odrazu na niepospolitą skalę zamierzoną i dokonaną
próbą syntetycznego ujęcia i krytycznego omówienia spuścizny literackiej
aryańskiej, że autor miał rzeczywiście do przezwyciężenia szereg tru­
dności, piętrzących się zawsze przed pierwszym badaczem, nie mó­
wiąc już o ogromnym nakładzie czasu i pracy, włożonym
w zgromadzenie i przestudyowanie nadzwyczaj obfitego materyału, pod­
nieść należy, że dr. Grabowski rzucił pracę swą bądź co bądź bardzo
wiele światła w nieznaną zupełnie dziedzinę, zdjął pieczęć zapom­
nienia z całego zastępu ludzi niepospolitych i dzieł niepospolitych, przy­
niósł dużo rzeczy nowych np. o poetach „Wirydarza“, teologach aryańskich, wygnańcach siedmiogrodzkich etc., dał wiele, jak już wyżej zazna­
czyłem, sądów i uwag najtrafniejszych. A chociaż, nie dał i tu
również „rzeczy akademickiej, szczegółowej, wyczerpującej“, lecz
raczej znowu „świetnie pisane feljetony“, wdzięczniśmy mu za trud
włożony w dzieło, za gorące umiłowanie przedmiotu, wreszcie
za gładki, piękny, czysty język, dzięki któremu czyta się rzecz
jego jednym tchem, bez znużenia. Jeżeli dalsze monografie dr. Grabow­
skiego pozbędą się jeszcze wymienionych usterek, to całością pracy
swojej przyczyni się autor znamienicie do zbadania i wyświetlenia naj­
ciekawszej i najświetniejszej w dziejach umysłowości polskiej epoki
i utoruje drogę badaniom szczegółowym, które w tej dziedzinie są
konieczne.
Stanislaw Łempicki.
Karl Wehrhan. Die Sage. (Handbücher zur Volkskunde, Bd. I.
Leipzig, Wilhelm Heims, 1908. VIII, 162 Str. 8.
W przedmowie określa autor zadanie swej książki następująco:
„Als Handbuch der deutschen Volkssage soll die vorliegende Zusammen­
stellung in kurzen übersichtlicher Form das fürs weitere Kreise Wissens­
werteste aus dem reichen Schatze der deutschen Volkssage noch ihrem
tieferen Inhalt und ihrer inneren Bedeutung bringen“. Niestety dzieło to
urzeczywistnia swoje zamiary w małej tylko części, a na to składają
się liczne przyczyny. Przedewszystkiem autor wydaje się nam tylko
przygodnym folklorystą, stąd daje się odczuwać u niego brak fachowego
wykształcenia; jak ujemny wpływ wywiera to na dzieło, nie trzeba chyba
dodawać. Przytacza dzieła mniejszej wagi, a nie wyzyskuje należycie za­
sadniczych. Następnie brak jego pracy układu; a jest to rzecz ważna:
wszak dziś żąda się tego od najdrobniejszej rozprawki, a cóż dopiero

— 257 —

Recenzye i sprawozdania
od podręcznika, który powinien jasnego i przejrzystego układu uczyć,
a więc i sam doskonałą konstrukcję posiadać; a szkoda, że ten wcale
bogaty materjał nie jest należycie przetrawiony; autor przytacza cały
szereg przykładów, ale brak zawsze jakichkolwiek wniosków stąd wy­
prowadzonych. Książka robi wrażenie kompilacji nie zawsze dość zrę­
cznej. Większą jej część wypełniają cytaty, odnośniki, odsyłacze,
a wszystko to naturalnie nie przyczynia się wcale do jasności układu
i wykładu ; jest to nieraz raczej balast, choć autor tern zebraniem litera­
tury szczególnie się chlubi i w przedmowie z zadowoleniem podkreśla.
A jednak dziełko zupełnie nie zyskuje przez to na wartości i jest chy­
bione zarówno, czy będziemy uważać je za podręcznik do badań nad
niemieckiein podaniem, lub też za przewodnik bibliograficzny, bo żeby
być tern pierwszem, jest nie dość przejrzysty, ażeby być tern drugiem
jest za mało dokładny.
Te wstępne, a ujemne dla dzieła uwagi były konieczne, gdy idzie
o określenie wartości tej książki ze względu na jej cele pedagogiczne;
ale z drugiej strony trzeba przyznać, że badacz folkloru, obdarzony już
pewnym krytycyzmem znajdzie w tern studjum niejeden ciekawy szcze­
gół; a przeto należy składający się na nie materyał choć ogólnikowo
rozpatrzeć.
Na wstępie kreśli autor rozwój badań nad podaniami ludowemi,
poczem przechodzi do rozstrząsań nad pojęciem i istotą podania, a więc
nad rozwojem tego pojęcia, nad różnymi rodzajami podania, nad pier­
wiastkiem komicznym w podaniu, nad stosunkiem podania do bajki
i anekdoty, a wreszcie nad bohaterami podania. W III. rozdziale zajmuje
się etyką podania niemieckiego i znajduje w niem niezwykłą delikatność
i wysokie poczucie etyczne; nawet bogowie niemieccy odznaczają się
dostojnością i czystością charakteru w przeciwieństwie do greckich.
Przy omawianiu powstawania podań nie rozróżnia Werhan pojęć mitu
i podania, a nawet utożsamia mit z pojęciem podania o bogach (Götter­
sage) i podporządkowuje go podaniu w ogóle; a trzeba dodać, że poda­
nie określa również w sposób nie dość zręczny, bo powiada, że jest to
„wiadomość o wypadkach z przeszłości, której brak historycznej wiary­
godności'. Określenie błędne, choćby ze względu na swe wystylizowanie,
boć przecie „wiadomość“ istnieje, więc nie można o niej powątpiewać;
ale nawet w tern nie jest konsekwentny, bo parę stron dalej dzieli po­
dania na mityczne, o ile dotyczą przeżyć całych ludów. A tutaj zbliża się
on trochę do prawdy, szczególnie do poglądu Ribota, Essai sur l’imagi­
nation créatrice), który, mojem zdaniem, jeszcze najjaśniej zagadnienie to
rozwiązuje; mówi następująco : „Podanie ma się do mitu, jak iluzja do ha­
lucynacji. Mechanizm psychologiczny jest jednakowy w obu wypadkach.
Iluzja i podanie są częściowo dziełem wyobraźni, halucynacja i mit są
jej dziełem całkowicie. Iluzya może przejść wszystkie stopnie między
spostrzeżeniem ścisłem a halucynacją; podanie — wszystkie stopnie
między historją ścisłą, a ścisłym mitem. Różnica między iluzją a halu­
cynacją jest niekiedy nieuchwytną; tak samo między podaniem a mitem.
Iluzja zmysłowa tworzy się przez dodanie wyobrażeń, zmieniających
osobę lub wypadek dziejowy. Jedyną różnicę stanowi więc materjał,
258 —

Recenzye i sprawozdania
którym w jednym wypadku są dane zmysłów, jakieś zjawisko przyrody,
a w drugim dane dziejów, jakieś zdarzenie z ludzkiego życia“. I zgodził­
bym się na określenie takie o wiele chętniej, aniżeli na zdanie E. K Öniga. (Ahasver „der ewige Jude“ Str.5), który pojęcia te rozróżnia w ten
sposób, że podanie nazywa opowiadaniem, przywiązanem do jakiegoś
rzeczywistego zdarzenia, miejsca lub bohatera, a mit opowiada­
niem, w którem z góry uosabia się jakąś ideę. Określenie to atoli jest
dość niedogodne, bo przeważnie trudno jest stwierdzić, czy podanie ja­
kieś odnosi się do zdarzenia czy osoby rzeczywistej. 1 o tern sam autor
doskonale się przekonuje, jak trudno mu przyjąć ostateczny pewnik;
zapatrywanie zaś jego jest chyba tylko wynikiem tego znamiennego dla
wszystkich Niemców pociągu do dopatrywania się w każdem podaniu
pewnego podkładu historycznego; błąd ten dosadnie zbija krytyka fran­
cuska, szczególnie Joseph Bedier.
Autor wspomina też dalej o wędrówce podań, wskazuje różne
analogie, ale szkoda, że nie przedstawia różnych poglądów na te zaga­
dnienia. Mówi również o ponownem, a perjodycznem wracaniu pewnego
podania, nadto o stosunku dziejów do podania, które dotyczy pewnych
osób lub miejsc, zwie się zaś legendą, jeśli ma zabarwienie chrześciańskie, a więc odnosi się do kościołów, klasztorów, dzwonów, wież,
chrzcielnic. Zaznaczywszy zaś, że dziedzina mitologji i podania jest bar­
dzo zbliżona i ma wiele punktów stycznych, omawia różne istoty mi­
tyczne, które dzieli na trzy grupy; istoty te są wyrazem mocy, działają­
cych na człowieka najsilniej t. j. śmierci, zmory i przyrody w ogóle,
a więc deszczu, mgły, wiatru, burzy, chmur, słońca księżyca, gwiazd itd.;
zjawiska przyrody uosabia zaś lud w postaciach elfów, niksów, wodni­
ków, koboldów, karzełków, leśnych dziadków, dzikich myśliwych, świte­
zianek i t. d. A jak te istoty mityczne są symbolami sił przyrody, tak
występująca w tych mitach sama przyroda ma też znaczenie symboliczne;
a więc najpierw rośliny, których przeważna część weszła do podania lu­
dowego są jużto symbolami (np. róża symbolem życia, lilja śmierci),
jużto jedynie zewnętrzną osłoną duchów roślinnych, a to dotyczy szcze­
gólnie drzew. — W przypowieści zwierzęcej człowiek pierwotny, nie ro­
zumiejąc życia i sił zwierząt, uważa je za istoty do siebie podobne, stąd
obdarza je w bajkach swych ludzkiem myśleniem, czuciem i mową.
Najpierwotniejszy kształt podań jest mowa niewiązana. W układzie
materjału przyjmuje Werhan zasadę A. Meichego (Sagenbuch des Köni­
greichs Sachsen. Leipzig 1903), to znaczy, że dzieli podania na 1) mityczne
2) historyczne, 3) romantyczne (literackie); — Książkę kończy obfita biblio­
grafia ; autor twierdzi wprawdzie, że podaje dzieła, odnoszące się do
niemieckiego podania, a tymczasem w rzeczywistości ma się rzecz ina­
czej, bo podaje też dzieła, odnoszące się do podań obcych, (Str. 144 do
159); a wołałby był tego zaniechać, bo wybór jest niezupełny i źle ob­
myślany; podanie hiszpańskie, portugalskie, prowanckie, bretońskie zu­
pełnie pominięte, a słowiańskie lekko zaznaczone; o podaniu polskiem
wspomina tylko o tyle, o ile zostało w Poznańskiem zbadane przez
niemieckich uczonych, a zresztą wymienia tylko polskie czasopisma lu­
doznawcze, „Lud“ i „Wisłę“, którą uważa za wychodzącą jeszcze (oby

— 259 -

Recenzye i sprawozdania
się był choć tym razem nie pomylił!); przy wskazywaniu zaś na ana­
logie do niemieckich podań o zmorze (Alpsagen) powiada: „Im Polni­
schen heisst heute noch ein die Haare verwickelndes Ungetüm Skzot“.
Tutaj niestety nie mogę zrozumieć autora.
Zapowiedziano też dalszy ciąg tego wydawnictwa; w następnych
tomikach mają być opracowane inne rodzaje twórczości ludowej, a więc
zagadki, pieśni, przysłowia i t. d. Niemieckie pisma folklorystyczne
podają już nawet recenzje z nich, wcale pochlebne. W każdym razie,
wydawnictwo dla badaczy folkloru pożądane i życzyć mu należy powo­
dzenia w dalszej pracy.
Adam Fischer.

ZESZYT NINIEJSZY WYSZEDŁ POD REDAKCYĄ ST. WASYLEWSKIEGO.
Druk ukończono 22. września 1909.

— 260 —

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.