645f0fcc618c7cf84816e174de20e259.pdf

Media

Part of Recenzje i sprawozdania, cz. 3 / Lud, 1911, t. 17

extracted text
RECENZYE I SPRAWOZDANIA.
------EIE-----Wiktor Czarnecki: Gogolewo. „Wieś ilustrowana“ 1911, miesiąc
czerwiec, str. 24—28.
Czytelnikom „Ludu“ znane jest zapewne wychodzące w Warszawie
od r. 1910., w zesz. mieś., pismo p. t. „Wieś ilustrowana“, redag. przez
Kazimierza Laskowskiego. Cel pisma bardzo szlachetny:
„Znajdziecie w niej Czytelnicy i szczegółowe monografie majątków,
stad, obór i wyczerpujące artykuły społecznej wagi, i echa życia towa­
rzyskiego i prac rolnika oddźwięki, będzie i pług i kosa, i koń i strzelba
i piosenka rzewna i rym krotochwilny i to „nasze“ w słowie i obrazku!“ *)
Czy się jednak nadzieje, pokładane przez p. L, spełniły, trudno orzec;
zdaje się, że nie, Po sumiennem przeglądnięciu pomieszczonych artyku­
łów, doznaje się jużto pewnego niesmaku, jużto pewnego rozcza­
rowania i zwątpienia, czy wiara w mierzenie „siły na zamiary“*2) jest wy­
starczająca, czy nie zawiedzie. Musimy z przykrością oświadczyć, że panu
Laskowskiemu zupełny brak pomocniczych sił fachowych, że artykuły
pojawiające się tu, jako pisane przez dyletantów, grzeszą częstokroć bra­
kiem znajomości już nie tylko samego przedmiotu, o którym autor roz­
prawia, lecz nawet ogólnych wyników i badań naukowych, stanowiących
elementarne podstawy danej rzeczy. Do takich zaliczam zatytułowaną
‘) Zob. zesz. I. „Wsi ilustrowanej“, styczeń 1910. Warszawa.
2) Słowa użyte przez Redaktora.
— 271 —

Recenzye i sprawozdamy
w nagłówku pracę p. W. Czarneckiego, który w swych wywodach posu­
nął się wprost do śmieszności, pracę, która nieobeznanych z przedmio­
tem może sprowadzić na bezdroża.
Artykuł p. W. Cz. możnaby równie dobrze zatytułować „Raj na Pińszczyźnie“, lub,, Troja w Polsce“, obydwa bowiem przedmioty więcej zajmują
miejsca, niż sam opis Gogolewa. Ale zacznijmy od początku. Rozmiłowany
w Gogolewie przedstawia nam autor najpierw jego historyę, jak w ciągu
wieków przechodząc z rąk do rąk, dostało się „na początku XIX. w. w po­
siadanie Antoniego Czarneckiego, krajczego koronnego, syna Jana Anto­
niego Czarneckiego, kasztelana bracławskiego, hrabiego na Lubieszowie
i Pilawie, który swego czasu z Humieckim korzystny dla Rzeczypospo­
litej traktat z Tatarami nad Paliowem Jeziorem zawarł“, podkreśla świetną
gospodarkę pierwszych dziedziców, którzy tak dobrze rządzili, że nawet
zwrócili na siebie uwagę władz pruskich, ciesząc się ich uznaniem,
a w końcu unosi się nad obecnym stanem Gogolewa, (którego sam jest
właścicielem), stojącym dzisiaj „na wysokim stopniu kultury rolne) .
Wiadomości o G. kończy autor wyliczeniem 6 alei zdobiących park,
z których każda wysadzona jest innego rodzaju drzewami. Po tych krót­
kich uwagach przechodzi p. Cz. do właściwego, powiedzmy, tematu, do
prehistoryi Polski i tu już popuszcza wodze swej fantazyi, ile tylko
można. Najpierw pessymistyczne uwagi na temat krótkości pamięci ludz­
kiej, która nam nawet nie raczyła przechować imion tych ludzi, któ­
rzy „sypali grody i stawiali kamienie“. „Wspomnienia, jakie się dotych­
czas” w dalszych krajach zachowały“, zawdzięczamy jedynie „drużynom
szlacheckiej, dynastycznego pochodzenia młodzieży, która wychodząc
z kraju roznosiła po całym świecie pamięć o tern, co się w kraju
ojczystym działo“. (Zapewne i autor w przyszłości powiększy ich grono!)
Wielką wdzięczność winniśmy Szanownemu Autorowi za uznanie
naszego kraju „matecznikiem cywilizacyi i kultury, jako wypływów ide
monarchicznej i państwowej, które w nim wynalezione i przeprowadzone
zostały, a wszystkie bajeczne, mityczne i mitologiczne pojęcia ludów
do niego się zciągają (sic!) i są dziejami jego w pra-czasach .
Jakże wielkie dla nas szczęście być takimi wybrańcami losu. Lecz
nieporównanie większym zaszczytem obdarza nas pan Czarnecki przeno­
sząc kołyskę rodzaju ludzkiego do nas. Pozwólmy mu mówić za siebie
„Pra-Polska - słowa p. Cz. - kraj leżący między Czarnem morzem
a Bałtykiem, nosi na sobie prastare i praświęte znamię typograficzne Raju,
dokładnie opisanego w Piśmie Świętem. Rzeka Prypeć płynie do jeziora
zalewającego błota Pińskie, a z nich wypływają figuratywme cztery rzeki
rajskie, tworząc na obliczu ziemi znamię czwororamiennego krzyża, Wisła
przez Narew i Bug, Niemen, Dniestr i Boh. Obietnica Odkupienia daną
została obok tego znamienia, dlatego znak ten jest od samego początku
znamieniem tej obietnicy i tu mamy wytłómaczenie zagadnienia, ktorem
hrabia de Mortillet kończy swą rozprawę o znaku krzyża w praczasach .
Wyraźnie boi się autor wypowiedzieć swe twierdzenie, lecz kilka
wierszy niżej zwierza się z tern, co myśli. „U źródeł Pissy pod Rajgro­
dem znajdował się gród pogański jeszcze, zwany Raj. Z tego, ze do tych
miejsc przywiązywano takie znaczenie (kiedy?!), wnioskować można, że
— 272 —

Recenzye i sprawozdania
ludzie, którzy tam osiadali, byli pierwotnie w posiadaniu obietnicy Od­
kupienia i tradycyi biblijnej“. (!!) „Te wielkie wypadki, które nam podaje
Pismo Święte, mające tak olbrzymie znaczenie dla całej ludzkości, musiały przecie koniecznie pozostawić po sobie jakieś ślady, i to nie małe.
W jakiem poszanowaniu było znamię czteroramiennego krzyża, dowodzi
to, że wszystkie przedmioty, które to znamię okazują, noszą nazwy do
tego znamienia się ściągające“. (Jaki związek z poprzedniem zdaniem,
trudno orzec!). Dalej, opiewa twierdzenie autora, jak następuje: „Jak
orzech, sieć pajęcza, kończyny drzew, jak w świerku i dębu, zrosłe ga­
łęzie buku, jak o każdem Romowe, piast koła u woza (!) bogów, który
ma tylko 4 sprychy i t. d. Wzmianka o wozie przypomina mi, że za da­
leko zajeżdżam, by być zrozumianym, więc wracam do grodzisk i kamieni“.
(,zy się dużo dowiedziałeś cierpliwy czytelniku?!).
Dziwne zaiste wyobrażenia ma autor o wznoszeniu grodzisk i ich
pochodzeniu. Tu już łączy z sobą rzeczy bez żadnego, można powie­
dzieć, związku, ot poprostu chce koniecznie wypowiedzieć to, co czytał,
lub o czem kiedyś słyszał, nie pytając, czy to, o czem mówi, da się
z sobą pogodzić, czy nie. Mniejsza o to, papier cierpliwy.
Przechodzimy teraz do drug ej części, nie mniej ciekawej od po­
przedniej, do Troi w Polsce. „W wczesnych wiekach średnich — słowa
autora — związek pomiędzy naszym krajem, a podaniami mitycznemi
starożytnych był bardzo dobrze znanym. Zwano Polskę prawdziwą Troją.
Jeżeli tu była prawdziwa Troja, a Schliemanowski zawiązek wód w ma­
łej Azyi był tylko wtórorzędnem zjawiskiem, toć tu powinni się dać od­
naleźć bohaterowie Trojańscy, których nazwy do dziś dnia nie są wytłu­
maczone, i których znaczenie już starożytnym było niezrozumiałe.
Weźmy n. p. Achillesa. Pięta (!) jego strzeże dotychczas naszego
Dniepru. Że tam za czasów Herodota mówiono po polsku, tego dowo­
dzi forma antakes, czyli sandaczy. Forma ruska byłaby: udakes. Również
homonimia zachodząca pomiędzy nazwą śniegu i pierza u Scytów, od­
najduje się w naszem pZrzć i fińskiej nazwie śniegu, pz'r<?, nie zaś w sło­
wiańskiej formie“.
„Herodot wspomina, że przylądek po lewej stronie ujścia dnieprowego, mający kształt nogi ludzkiej, nazywa się piętą Achillesa, i że ztamtąd (!) można widzieć jego bieg. Jeżeli ta pięta sławna do dziś dnia wystaje z kąpieli, to może matka Tet-yda, czyli dziewica wężowa, inaczej
Echidną zwana, o synu zapomniała, i on dotąd w Dnieprze leży, który
przez to samo staje się Styksem, rzeką umarłych. Już kilkanaście lat
temu twierdziłem, że grecka nazwa Borysthenesu jest zgreczeniem, aowolnem przekręceniem nazwy Beres-sinni, pamięci i drogi pogrzebów,
ponieważ po tej rzece spławiano ciała zmarłych dynastów do wspólnego
cmentarza pod Mohilowem. Otóż Achilles jest zsreczeniem innej formy
tego samego pojęcia. Ach! Achi! jest wykrzyknikiem żalu, który później
przeszedł z rzeki na węża, a lew jest homonimem pomiędzy zwierzem,
a wy-lewem, ujściem rzeki.(Risum teneatis, amici!). la homonimia wspom­
niana zachodzi także i w semickich językach i w Egipcie, ale jej miejsce
rodowe znajduje się na przeciwległem wybrzeżu bałtyckiem. lam zatoka
kurońska wyobraża paszczę lwa, recte wilka boć obie bestye noszą
— 273 —

Recenzye i sprawozdania
w językach tę samą nazwę. Welfowie noszą nazwę wilka, ale godłem ich
jest lew. Do zatoki kurońskiej wpada rzeka żalu, Eri-dan starożytnych,
do którego wpadła i w nim utonęła koza Erech-teusza, dzieją, władcy,
boga Erech, Arach, czyli Wołgi. Wąż w połączeniu z lwem znajduje się
w mitycznej figurze lwa z ogonem węża. Już dawniej stwierdziłem, że
bogaci i wytworni Feakowie mieszkali nad wybrzeżem bursztynowem,
trudniąc się handlem bursztynu, który był pierwotną przyczyną bogactwa
i kultury. Tu działał Prometeusz, którego zrozumieć tylko można, porów­
nując jego imię z naszą formą Przemysł. (Cierpliwości!). Jeżeli więc tu
mieszkali Feakowie, to i tu przechadzała się piękna Nausikaa. Imię jej
jest wyrazem orficznej figury iwa, węża i kozy. Bo naw oznacza ciało
zmarłego; A jest onomatopeą picia i oznacza wodę, rzekę, w wielu miej­
scowościach. Sika, cyka, cyga oznacza kozę, której morda jest podobna
do głowy cykady, owadu cykającego, który kozie swego onomatopoetycznego imienia ustąpił“.
„W rytualnym pępie, w pra-szłomie, gogolewskiej przodownicy
kryje się także znamię czwororamiennego krzyża w kole, zawiązku wód
rajskich (11). Złączyć z tern naszego Piasta i Rzepichę, za daleko by nas
zaprowadziło“.
Wszystko ma swój koniec, więc i rozprawa pana Wiktora Czarne­
ckiego skończyć się musiała: „Koniec zawołajmy“. Zdaje mi się, że do­
dawać jeszcze do tego jakieś komentarze, byłoby rzeczą zbyteczną. Ję­
zyk i styl rażą swą niepoprawnością. — Tak się przedstawia,, Gogolewo“.
Kraków.

Fr. Gawełek.

T. Held. Bajki murzynów afrykańskich. Zebrała T. Held,
przełożyła Jadwiga Bornsteinowa. Warszawa, 1911. Skład główny w księ­
garni G. Centnerschwera i Ski, 1911. 8. str. 39 + 1 nlb.
Jest to bardzo skąpy, ale dający dobre pojęcie zbiorek, a raczej
wybór bajek, mający znaczenie bardziej poglądowe dla poznania umysłowości ludów Afryki, niźli ściśle naukowe. Ciekawy o tyle, że nastrę­
cza mimo to kilka ciekawszych analogii*1)- Nie usiłując przedmiotu
w zupełności wyczerpać, zaznaczę tylko to, co mi się bezpośre­
dnio przy lekturze wymienionej książeczki nasunęło. Przedtem kilka
uwag ogólnych: brak tu naogół zaznaczenia miejscowości, z których
okolic bajki pochodzą; więc trudno określić ich pochodzenie, zwłaszcza
w początkowych, które są może z całego zbioru najciekawsze2). Reszta
') Podaję tytuły oznaczając je liczbami początkowemi dla łatwiej­
szego powoływania się: 1. Koza, lew i wąż. 2. Zając i żółw. 3. Dlaczego
lew i lampart uciekają przed hyeną? 4. Trzy słowa. 5. Dumny motyl.
6. Jak ty mnie, tak ja tobie. 7. Zając i małpa. 8. Dlaczego zając nie ma
ogona? 9. Niewdzięczność ukarana. 10. Bajka Zulusów o hyenie. 11. Bo­
cian i ropuchy. 12. Kto wiele szuka, ten wszczyna wiele hałasu. 13. Wódz
i ptak. 13. Opowiadanie z wybrzeża Sierra Leone.
2) 1-9, 11.

— 274 —

Recenzye i sprawozdania
pochodzi z kraju Zulusów1), Beczuanów2) i Sierra Leone3). Bajki zwie­
rzęce są tu najliczniej reprezentowane4). Reszta to są opowiadania, które
ściśle pod nazwę bajki nie podpadają, choć się organicznie z niemi łą­
czą5). Opowiadanie beczuańskie (12) i z wybrzeża Sierra Leone (14)
przedstawia nam typ stosunkowo mało zbadany opowiadań rosnących
(rozmnożnyeh, kumulacyjnych6). Opowiadanie p. t. Trzy słowa7) jest
anegdotą na temat ukarania skąpca.
Zakres świata zwierząt, objęty bajkami, nie dość wielki i nie od­
biega bardzo od ogólnie znanych, ma jednak pewne zabarwienie lokalne.
Są to: Lew (1, 3), lampart (3), hyena (3, 9, 10), słoń (9), małpa (6, 7,
14), wół (9), koza (1), zając (2, 7, 8), żółw (2), wąż (1), kameleon (6),
ptak tajemniczy (13), bocian (11), ropuchy (11), jastrząb (14), motyl (5),
białe mrówki (14). Najciekawszą w tym względzie jest tu hyena: spełnia
rolę psa i lisa w analogicznych bajkach znanych ze świata klasycznego8).
Bajka Zulusów o hyenie (10) jest analogiczną do bajki ezopowej o psie
niosącym mięso przez rzekę9). Rolę lisa spełnia hyena w bajce p. t. Nie­
wdzięczność ukarana (9). Część pierwsza opowiadania jest analogiczna
do bajki „Lis i kozieł“, znanej również w bajkach Ezopowych10) z tą ró­
żnicą, że zamiast kozła i lisa, występuje wól i hyena : część druga obejmuje
karę za niewdzięczność a sędzią jest słoń. Nienawiść, jaką otaczają hyenę
inne zwierzęta, jakto widać z bajki „Dlaczego lew i lampart uciekają przed
hyeną?“ (3) przypomina lisa ze średniowiecznej fabulistyki (lis i wilk,
hyena i lampart), która otrzymała charakter alegoryczny11). Niestety materyał tych trzech bajek jest skąpy, aby postawić jakieś konkretniejsze
wnioski. Wolno jednakże żywić przypuszczenie, że około hyeny krąży
wielka ilość bajek, ze względu na jej złośliwe instynkta: złe bowiem jest
‘) 13—14, 3) 10, 3) 12, 4) 14, 1-3, 5-11, 5) 13, 4,12, 6) 14. Zob. G. L.
Gomme, Folklor, (wyd. poi. w tłum. W. Szukiewicza) str. 121/2 ’) 4.
8) Idę tu za przykładem Witolda Klingera. (Witold Klinger. Żiwotnoje w anticznom i sowrerniennom sujewierii. Kijów 1911. R. A. Bruck­
ner, Lud. T. XVII. z II. i III.).
9) Phaedri Augusti Liberti Fabulae Aesopicae. ed. Luc. Mueller.
Lipsiae (Teubner) 1890 p. 3. Lib. I. Fab. IV. Canis per fluvium carnem
ferens. Bajka ta znana bardzo dobrze była i w średniowieczu. Zob. Ge­
org Thiele. Der Lateinische Äsop des Romulus und die Prosafassun­
gen des Phädrus. Heidelberg 1910 VI. (Der habgierige Hund) str. 22—23.
Przekład wierszem tej bajki u Minasowicza. (Bajki i przypowieści, tudzież
Bajki nowe Ignacego Krasickiego z przydaniem bajek z różnych autorów.
Warszawa 1815 str. 129).
10) Phaedri etc. op. cit. p. 36 Lib. IV. fab. 9. Vulpes et caper.
“) Zob. G. Gröber. Grundriss der Romanischen Philologie. Strass­
burg 1902. II. Band 1 Abteilung str. 899—903. (Allegorische Fuchsdichtung).
Nawiasowo dodaję, że poglądy co do genezy poematu Göthego „Reineke
Fuchs“ (Erläuterungen zu Meisterwerken der deutschen Literatur von
Dr. Alb. Zipper. Reclams Universal-Bibliothek Nr. 4199) wobec wzmian­
kowanej pracy Thiele’go „Der lateinische Äsop.“ muszą uledz rewizyi.

275 —

Recenzye i sprawozdania
zwykłą osią bajek, zwłaszcza u ludów pierwotnych. Bajka „Dlaczego zając
nie ma ogona (8) należy swym charakterem wybitnie do bajek, których
badaniem specyalnie zajmuje się Dahnhardt. Francuskie podanie łączy
brak względnie utratę ogona z historyą o potopie i arką Noego1).
Tutaj: w dniu stworzenia deszcz miał padać; zając z obawy przed
deszczem nie mógł pójść na rozdział ogonów. Inne zwierzęta mimo
prośby zająca podczas rozdawania ogonów o nim zapomniały2). Bajka
o dumnym motylu i gąsienicy (5) jest dosyć rozpowszechnioną3)’ Znana
powolność żółwia, każąca mu dla kontrastu odbywać wyścigi bądź mię­
dzy sobą bądź z innemi zwierzętami4). Bajka murzyńska (2) o wyścigu za­
jąca i żółwia5), przedstawia odmianę znanego motywu: żółw ustawia na
mecie swoje dzieci i tym podstępem zwycięża. Bajka pt. koza, lew i wąż(l)
tłumaczy w jaki sposób przyszła koza na usługi człowieka0) — o tyle
ciekawa, że są tu usunięte motywy nadprzyrodzone (wpływ bóstwa).
Wskazań byłoby więcej n. p. złośliwość małpy, lecz te sytuacye są zu­
pełnie zlokalizowane, a z drugiej strony ramy recenzyi nie pozwalają na
szersze traktowanie przedmiotu. Chodzi tu bowiem o wskazanie analogii,
jedynie dla charakterystyki, gdyż materyał jest za szczupły dla tego ro­
dzaju studyów.
Nakoniec jedna ogólna uwaga co do przekładu. Za wielki
błąd musi się tłumaczce poczytać to, iż nie podała z jakiego
języka tłumaczyła bajki, a następnie, że nie podała tytułu ory­
ginalnego zbioru, co musi się spotkać z bezwarunkowem potępieniem.
Podpisanemu trudno wobec tego wypowiedzieć jakikolwiek sąd o wartości
tłumaczenia i materyału, tak dalece, iż cokolwiek powiedział w swych
uwagach, jest tylko oparte na wierze w wierność tekstów. Zbiory tego
rodzaju, jeśli mają być przeznaczone dla lektury (belles-Iettres), a mają
rzetelny punkt oparcia, czyli dają teksty autentyczne, mogą być spożytko­
wane dla celów naukowych, jeśli są artystycznemi przeróbkami mogą
służyć przy ścisłej kontroli do tych celów z zachowaniem należytych
środków ostrożności. Dlatego ścisłość bibliograficzna zwłaszcza u nas
wobec opłakanych stosunków wydawniczych (nie możemy jednej i tej
samej rzeczy kilkakrotnie wydawać) jest koniecznie pożądana, a autora
nic nie kosztuje, bo wystarczy tu napisanie 10 wierszy.
Lwów.
K Sochaniewicz.
') Oskar Dahnhardt „Natursagen“ B. 1. „Sagen zum alten Testa­
ment“, Leipzig und Berlin 1907 str 278.
3) Z podań o stworzeniu zwierząt brak ogona wytłumaczony jest
u kozy. Dahnhardt 1. c. 153.
3) Odmianą jej jest „Motyl i ślimak“ (Zob. Bajki i przypowieści
op. cit. str. 128) autorstwa (przekładu?) J U. Niemcewicza.
ł) Zob. Bajki i przypowieści op. cit. str. 13. XI. Dwa żółwie.
5) Znana w literaturze małoruskiej (drukowana w czytance na
111. klasę szkół galicyjskich. Zajać i czerepaha).
«) Koza i lew — bardzo często się z sobą spotykają w bajkach. Mo­
menty: Duma lwa i chytrość kozy.

276 —

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.