531b31ded9a370ecf8232f043c3fdd75.pdf
Media
Part of Recenzje i sprawozdania, cz. 2 / Lud, 1911, t. 17
- extracted text
-
RECENZYE I SPRAWOZDANIA.
Badania przedhistoryczne w Rosyi.
OnncaHie apxeonorHHecKnxi> paoKonoKi. h coSpama jrpeBHOCTeft
npoAeccopa 7. 3. C a u o k b acosa. (Tpyąu MocKOBCKaro KoMHTeTa no
ycTpoHCTBy ''lepmroBCKaro apx. ctisna). — Moskwa 1908. 4°. str. 271. z 77 ii.
Na zjeździe archeologicznym w Czernihowie w 1908 r. przedłożył
prof. D. Samokwasow wyniki swoich badań przedhistorycznych, dokona
nych w latach 1871—1891, zebrane w powyżej przytoczonej publikacyi.
Wydawnictwo to obejmuje systematyczne opracowanie dzienników badań,
tudzież po części pobieżny opis zbiorów, oddanych na własność przez
prof. Samokwasowa Ces. historycznemu Muzeum w Moskwie. Razem
z wielkim zbiorem, stanowiącym owoce badań prof Samokwasowa, do
stały się do wspomnianego muzeum i wszelkie zapiski, dzienniki, rysunki
i fotografie odnoszące się do tychże, oczekujące gruntownego obrobie
nia i wydania. Pracą tą zajął się też sam ofiarodawca, przeznaczając na
uporządkowanie i skatalogowanie kolekcyi cały rok czasu, po upływie
którego wydał w druku katalog rzeczowy, z wyłączeniem opisu przed
miotów i dzienników wykopalisk. Wyłączoną partyę opracowania badań
i zbiorów, objąć miała publikacya, zaopatrzona w kilkadziesiąt tablic
i rysunków w tekście, której koszta pokryć miał komitet urządzający
Zjazd w Czernihowie. Z powodu jednak licznych, związanych z tern
trudności, zamiar nie przyszedł do skutku, a zrealizowana została tyl o
część jego w postaci niniejszego wydawnictwa, posiadającego me wiele
ilustracyi w tekście. Okoliczność ta zmniejsza niezmiernie wartość pracy,
której tekst nie zupełnie według wymogów ścisłej nauki podany, z ko
nieczności wymaga objaśnień przy pomocy liczniejszych rysunków i fo
tografii, lub przez autopsyę wykopalisk, których liczby porządkowe przy-
167 —
Recenzye i sprawozdania
tacza autor stale w obszernej swej publikacyi. Podobne jednak ko
rzystanie z cennego zresztą dzieła prof. Samokwasowa możliwe jest
jedynie dla ludzi, przebywających na miejscu, będąc natomiast utrud
nione, a częstokroć i wprost niemożliwe dla uczonych, pragnących
oprzeć się na niem samem, jako na materyale porównawczym. Wogóle
zaś pojmowaniu wartości i przeznaczenia pracy prof. Samokwasowa, jako
zestawienia pewnej sumy spostrzeżeń i opracowanego materyału, zdat
nego samego dla siebie do syntezy lub porównania, stoi zbyt wiele na
przeszkodzie.
Za dwadzieścia lat badań archeologicznych, prowadzonych wyłącz
nie prawie na terytoryum dzisiejszej Rosyi południowej (Ukrainy), zebrać
zdołał prof. Samokwasow mnóstwo obserwacyi i materyału, uprawniające
go — w zestawieniu z dostarczonym przez innych badaczy — poniekąd
do pewnego rodzaju konstrukcyjnego zestawienia i oględnej syntezy.
1 nie dziw też, iż prof. D. Samokwasow, twórca chronologii prehistoryi
rosyjskiej i autor wielu prac systematycznych, pokusił się o zaprowadze
nie pewnego ładu i porządku w chaosie prehistoryi rosyjskiej, która
ledwie, iż zaczyna wychodzić z stadyum samego gromadzenia materyałów. Kwestya tylko, czy system jego jest bez zarzutu i czy rzeczywiście
w ramach jego pomieścić się da większość dotychczasowych w tej dzie
dzinie spostrzeżeń. O ile jednak wnosić można, choćby z tej tylko
pracy prof. Samokwasowa, to zbyt wiele faktów z prehistoryi zbadanego
przezeń terytoryum usuwa się z pod jego klasyfikacyi, lub też całkowi
cie nie znajduje w niej pomieszczenia, stanowiąc przecież zjawiska czę
stokroć bardzo doniosłego znaczenia w rozwoju kultury przedhistorycz
nej Rosyi południowej. Jeśli n. p. wszystkie mogiły i cmentarzyska neo
lityczne wydzielić zechcemy w grupę „epoki cy m m e ryj s ki e j“ to na
czem zasadzać się będzie wówczas stosunek między osadami i grobowiskami kultury naczyń malowanych (t. zw. przedmykeńskiej), a odpo
wiednimi zabytkami typu odmiennego, kultury naczyń niemalowanych,
również epoki neolitycznej ?
O ile dzisiejszy stan badań kultury archaiczno-mykeńskiej w do
rzeczu Dniestra i Dniepra wnosić pozwala, to kultura ta naczyń malo
wanych odegrała rolę intruza na tle kultury neolitycznej kraju, nie ma
jąc nic wspólnego z jej przeszłością, ani późniejszym rozwojem; okazała
się nagle u końca neolitu i nie goszcząc zbyt długo nad Dniestrem
i Dnieprem, porzuciła wnet te strony, usuwając się na południe. Gdyby
sprawa ta tak się rzeczywiście miała, to o ile usprawiedliwione byłoby
rozszerzanie pojęcia „cy m m e r yjs ki e“, także i na tego rodzaju za
bytki? W przeciwnym zaś razie, t. zn. kiedy kulturę tę i jej zabytki wy
łączymy z „epoki cymmeryjskiej“, nasuwa się kwestya co do wartości
tego terminu, który nie oznaczając etnicznej odrębności, zastępować ma
tylko, ogólnie i wszędzie przyjęty termin — neolit, neolityczny.
Co się więc tyczy kultury naczyń malowanych, to nie ma dla niej
należnego miejsca w obrębie „epoki cymmeryjskiej“. Nie lepiej jednak
przedstawia się sprawa i z innemi grupami (typami) kultury neolitycznej,
charakterystycznej odmiennymi zwyczajami pogrzebowymi, wciśniętymi
mimoto bezwzględnie w ramy systemu prof. Samokwasowa. Kulturę na— 168
Recenzye i sprawozdania
czyń malowanych wyeliminował on z swojej klasyfikacyi, osłabiając tern
oczywiście trwałość jej i wszechstronność; z drugiej jednak strony włą
czając w nią, najwidoczniej odmienne rozmaite mogiły i grobowiska,
uczynił z niej jedynie schemat pozbawiony wymagań stawianych przez
ścisłą naukę, która przyjmuje fakta takie, jakimi one są, a nie jakimiby
je widzieć chciała. Możliwe, iż mimoto podział prof. Samokwasowa okaże
się później racyonalny, ale jak obecnie, to zbyt wiele nastręcza on wąt
pliwości, ażeby się można było zgodzić nań bez zastrzeżenia. Na razie
jest on przedwczesny i zbyt słabo poparty argumentami, zaczerpniętymi
z badań archeologicznych. Dokładne rozpatrzenie i rozgrupowanie po
szczególnych typów i kategoryi kulturalnych, oświetlonych w wzajemnych
stosunkach do siebie (genetycznych czy chronologicznych), będzie do
piero w stanie wyjaśnić wiele kwestyi niejasnych i spornych obecnie.
W takim stanie nauki, kwestye podobne zostaną same przez się rozwią
zane, nie potrzebując zastosowywania zbyt ograniczonej klasyfikacyi,
opierającej się na wiadomościach zdobytych przez historyę. Zadaniem
prehistoryi nie jest przecież cel, jaki wytknęła sobie historya, ale przedewszystkiem zajmuje się ona badaniem rozwoju kultury przedhistorycznej
bez względu na jej pionierów, jako takich. Prehistorya naginana dla celów
historyi nie może wydać zadawalających wyników, a owszem spaczoną
tylko zostaje przez nią, tracąc z przed oka naistotniejsze swoje zadanie.
Zastosowanie, bądź cobądź historycznego terminu „cymmeryjski“,
rozumiane być może w kilku znaczeniach. Jeżeli termin ten oznaczać
ma wspólność etniczną danej kategoryi objawów kulturalnych, to war
tość jego jest chybiona, chociażby ze względu na wspomnianą (najpra
wdopodobniej) odrębną etnicznie kulturę naczyń malowanych, stano
wiącą osobny typ w całokształcie kultury neolitycznej Rosyi południo
wej. Nie wykluczone jest zaś, że po dokładniejszem rozpatrzeniu i zba
daniu kultury neolitu, wyłączyć będzie należało i więcej podobnych od
rębnych typów kulturalnych, rozwijających się kiedyś mniej lub więcej
samoistnie, na terytoryum Rosyi południowej. Ewentualność zaś taka
równoznaczną byłaby z upadkiem systemu prof. Samokwasowa, który ze
swego stanowiska historyka, narzuca prehistoryi więzy nauk historycz
nych. Gdybyśmy zaś pod mianem Cymmrów rozumieli narody, zamiesz
kujące Rosyę południową 'do zajęcia tejże przez Scytów — Skolotów
i stosownie do tego kulturę przed-scytyjską nazwali cymmeryjską, to
w takim razie miano to przypaśćby powinno w udziale jedynie pewnej
grupie, a nie całości, wykazującej najwyraźniej odrębne właściwości, nie
dające się podciągnąć pod jedną miarę. W takim zaś razie nie należa
łoby miana tego rozszerzać na całość pewnej epoki i właściwej jej kul
tury, a ograniczyć wypadłoby je jedynie na pewną ściśle oznaczoną
grupę, czy kategoryę. 1 takie jedynie stanowisko miałoby pewną racyę
za sobą, nie mówiąc już o tern, iż dla prehistoryi jest wcale obojętnem,
czy pewien typ kultury właściwym był temu lub innemn narodowi; pre
historya bowiem konstatuje jedynie odrębności kulturalne, a nie etniczne,
zostawiając ustalanie tych ostatnich historyi i naukom jej pokrewnym.
O ilebyśmy zatem zostawić chcieli termin „cymmeryjski“, to jedynie sub
conditione, iż nie odnosiłby się on do całokształtu kultury neolitu, lecz
— 169
Recenzye i sprawozdania
w ostatecznym razie oznaczał jedynie pewien, ściśle określony typ,
równoznaczny n. p. z nazwą; kultura archaiczno-mykeńska, kultura gro
bów skrzynkowych lub t. p. Dla całokształtu kultury, mianowanej obec
nie cymmeryjską, najodpowiedniejszy przecież byłby — jak zresztą wszę
dzie indziej — termin; neolit — epoka kamienia gładzonego. Dopiero
dane poddziały tej epoki, nazwaćby można stosownie do pewnych wła
ściwości i cech charakterystycznych. W ten sposób uniknęłoby się nie
uzasadnionego zastępowania jednej niewiadomej inną nie mniej niejasną,
mającą pewne tylko pozory czegoś znajomego, a wprowadzającej w isto
cie zbyteczne nieporozumienia.
Najdawniejszą epokę przedhistoryczną ochrzczono mianem „cymmeryjskiej“, opierając się na wiadomościach starożytnych poetów, histo
ryków i geografów greckich, którzy mieszkańców ziemi, leżącej między
Donem i Dunajcem nad morzem Czarnem, nazywali Cymmeryjczykami.
W VII. w. prz. Chr. przechodzą ziemie te w posiadanie Scytów, od któ
rych też nazwę dostała druga, następna epoka przedhistoryczna Rosyi
południowej. Termin — „epoka scytyjska“, nie o wiele odpowiedniej
określa dany stopień kultury przedhistorycznej, jak i termin „cymmęryjski“, a owszem bardziej może utrudnia odpowiednie sklasyfikowanie
również wielu odrębnych typów i kategoryi, objętych wcale bezpod
stawnie ogólnem mianem „scytyjskich“. Podobnie ma się sprawa i z resztą
nazw klasyfikacyjnych, które przyjęte od historyi i na gwałt imputowane
prehistoryi, nie koniecznie zdają się odpowiadać przywiązanym do nich
nadziejom. Zaprzeczyć się wprawdzie nie da, iż terminy te nie są samemi pustemi nazwami, ale w każdym razie najwidoczniejszem jest, iż
zbyt schematycznie i szablonowo zastosowane są one w terminologii
prehistorycznej Rosyi południowej. Najważniejszym ich defektem jest,
iż mając pretensye do jak najwszechstronniejszego zastosowywania, zbyt
często nie są w stanie odpowiadać treści pod nie włożonej. Czynią one
wrażenie reguły, która więcej posiada wyjątków niż prawidłowości.
Ponieważ jednak tego rodzaju systematyka uzyskała na razie pra
wo obywatelstwa w prehistoryi Rosyi południowej, więc nie od rzeczy bę
dzie zaznajomić się z nią bliżej tern bardziej, iż dla czytelnika polskiego
nie znaną jest ona z żadnej pracy polskiej. Jak już wyżej wspomnie
liśmy, najdawniejszy okres w prehistoryi Ukrainy nosi nazwę cymmeryjskiego, od narodu, zamieszkującego (według autorów greckich) w naj
pierwotniejszych czasach wybrzeże Morza Czarnego. Groby tego okresu
różnią się od grobów następujących epok głównie tern, iż nie mieszczą
w sobie broni i narzędzi z żelaza, a wykazują tylko wyroby z gliny,
kości, kamienia i miedzi: pochodzą one z czasów, kiedy dawnym mie
szkańcom tej ziemi nie znany był jeszcze użytek żelaza. Mogiły takie
(t. zn. neolityczne) trafiają się w licznych miejscowościach Rosyi całemi
cmentarzyskami
Ogólnem prawidłem w tej epoce było grzebanie zmarłych; tra
fiają się jednak i ciałopalenia w dwóch postaciach: przepalonych
drewnianych zrębów i urn ciałopalnych. Groby z resztkami pochowa
nych zmarłych odznaczają się rozmaitością konstrukcyi; mieszczą się
albo wprost pod równą powierzchnią, albo też pod kurhanami i w kur-
— 170 —
Recenzye i sprawozdania
hanach w nasypie. Jamy grobowe wykopane w calcu, są najczęściej
kształtu prostokąta, chociaż trafiają się i okrągłe, trapezowe, a nawet
trójkątne; wyłożone i nakryte są one często drzewem, a w kamienistych
okolicach płytami kamiennemi, chociaż znane są i wykopane w ziemi
i nią wprost przesypane. Szkielety znajdowane w tych grobach zwró
cone są głowami w rozmaite strony nie tylko w cmentarzyskach różnych
miejscowości, ale i w jednej mogile, a nawet w jednym wielogrobowym
kurhanie; ułożone zaś są one w grobach na wznak, na boku, siedząco,
z skurczonemi kończynami, z wyciągniętemi na wprost nogami, a skur
czonemi rękami, lub też i na odwrót. Obok wyrobów z gliny, kości,
kamienia i miedzi, nierzadko znajduje się i ciemno malinowego koloru
farbę, którą pomalowane są też kości szkieletu, zwłaszcza czaszki a nie
raz i całe szkielety. Gdzie na farbę tę natrafia się w większej obfitości
tam zawsze kości lepiej są zakonserwowane, niż w odpowiednich gro
bach z niemalowanemi resztkami zmarłych. W grobach epok następu
jących, właściwości wymienione nie występują całkowicie, a okazują się
jedynie wyjątkowo, jako archaiczny przeżytek dawniejszych wieków
minionych.
Te właściwości charakteryzują groby epoki cymmeryjskiej, pod
którą prof. Samokwasow rozumie czasy do przyjścia z Azyi plemion
Scytów-Skolotów, którzy według relacyi Herodota, wyparli z terytoryum
nadczarnomorskiego plemiona Cymmrów, zakładając między dolnym bie
giem Donu i Dunaju, potężne władztwo scytyjskie, Herodot odnosi
zajście to na czasy króla scytyjskiego Madiasa, lydyjskiego Ardisa i medyjskiego Kiaksaresa. a więc na drugą połowę VII. w. prz. Chr. W chwili
przybycia do Europy, stali Scytowie na jednym stopniu kultury z Massagetami, jednoplemieńcami swoimi i sąsiadami; nie znali użytku żelaza
i srebra, a sporządzali broń i narzędzia z bronzu. Do VII. w. więc przed
Chr. włącznie, znajdowali się Scytowie na stopniu kultury bronzowej,
Cymmerowie zaś tych czasów, według źródeł historycznych, nie utrzymy
wali żadnych stosunków z ludami obcymi, składając w ofierze bogom
swoim wszystkich cudzoziemców, którzy pojawili się w ich stronach, od
czego też Morze Czarne nosiło naówczas nazwę „niegościnnego“. Na
podstawie zaś archeologicznych danych, wiadome jest, iż Cymmrowie
do przybycia Scytów nie znali użytku metali, posługując się jedynie ka
mieniem, kością, gliną i drzewem. Do przybycia więc Scytów do Europy,
stali oni wyłącznie na stopniu kultury neolitycznej. Dopiero z końcem
VIII. w. prz. Chr. pojawiają się na wybrzeżach Morza Czarnego kolonie
greckie i wtedy to przybiera ono nazwę „gościnnego“. Z kolonistami
greckimi dostaje się żelazo na wybrzeża pontyjskie i stąd w rezultacie
zdobywają znajomość jego mieszkańcy starożytnej Scytyi.
Okazanie się mogił scytyjsko-sarmackiej epoki na terytoryum dzi
siejszej Rosyi południowej, przypada na przybycie do Europy plemienia
Scytów-Skolotów i na pozostanie na dawnych ziemiach Cymmeryjczyków
dwóch władztw — scytyjskiego i sarmackiego, rozgraniczonych rzeką
Donem. O zajściu tern zostawił Herodot następujące wiadomości, nad
zwyczaj doniosłej wagi dla rosyjskiej archeologii i historyi. Zestawia
jąc podania o pochodzeniu Scytów (IV. c. 5—10), powiada Herodot;
— 171 —
Recenzye i sprawozdania
„Istnieje jeszcze inne podanie, któremu daję największą wiarę,
a które brzmi następująco: Kiedy Scytowie — koczownicy, mieszkający
w Azyi, wyparci zostali w wojnie z Massagetami, przeszli przez rzekę
Araxes do kraju cymmeryjskiego. Odzie bowiem obecnie przebywają
Scytowie, dawniej był kraj Cymeryjczyków. Kiedy Scytowie na nich napadli, złożyli oni radę, ponieważ ogromne wojsko im zagrażało. Zdania
ich były rozmaite i obie partye silnie się przy nich opierały, a jednak
najlepszy był projekt królów. Lud mianowicie utrzymywał, iż najlepiej
będzie wyemigrować nie narażając się przeważającym siłom ; królowie
zaś sądzili, że walczyć należy na śmierć i życie o kraj rodzinny. Tak
więc ani lud królowi, ani królowie ludowi nie chcieli ustąpić i część pe
wna postanowiła bez dobycia miecza wywędrować i kraj nieprzyjacielowi
zostawić; królowie jednak uznali za stosowne poledz raczej w swej ojczyź
nie i zginąć, niż uciekać z ludem, któremu przedstawiali, jak dobrze mu
było i jakie zła go oczekują, kiedy umknie z kraju swego. Odmienne te
przekonania wywołały spory, a ponieważ dorównywali sobie liczbą, więc
wszczęli walkę między sobą samymi. I naród cymmeryjski pochował
wszystkich, których sam uśmiercił, nad rzeką Tyres, a grób ich i teraz
jeszcze można oglądać; potem opuścili kraj. Wówczas przyszli Scytowie
i zajęli opuszczone ziemie. Do teraz jeszcze istnieje w Scytyi zamek
cymmeryjski, trakt cymmeryjski, a także obszar zw. cymmeryjskim, tu
dzież t. zw. Bosfor cymmeryjski. Pewnem zatem jest, iż Cymmeryjczycy
uciekli przed Scytami do Azyi i usadowili się na półwyspie, gdzie leży
dzisiaj miasto greckie Sinope; także o Scytach wiemy, iż goniąc tychże,
wpadli do Medyi i stracili drogę. Cymmeryjczycy bowiem uciekali ciągle
wzdłuż morza, a Scytowie ścigali ich, mając Kaukaz po prawej ręce,
dopóki nie wpadli do Medyi, kierując się wprost do wnętrza kraju“.
(IV. c. 11.12).
W innem miejscu podaje Herodot dokładnie czas i towarzyszące
temu okoliczności.
Kiedy król medyjski Kiaksares, oblegać miał miasto Ninos „wyru
szyła przeciwko niemu ogromna armia scytyjska. Dowódcą jej był król
Madias, syn Prototiasa. Wpadli oni do Azyi, ponieważ gonili uciekają
cych Cymmeryjczyków, których wypędzili z Europy, dostając się w ten
sposób do Medyi. Od jeziora Meockiego do rzeki Phasis i do Kolchów,
wynosi droga dla dzielnego człowieka trzydzieści dni marszu, z Kolchidy
zaś do Medyi nie jest już wiele, bo jeden tylko jest pomiędzy tern na
ród Saspejrów; mając tych za sobą, dostaje się wnet do Medyi. Nie
z tej jednak strony wypadli Scytowie, lecz wybrali o wiele dłuższą dro
gę z góry, mając góry Kaukazu po ręce prawej. Tam starli się Medowie ze scytami, zostali pokonani i stracili panowanie, a Scytowie zajęli
całąAzyę... Panami w Azyi byli około dwadzieścia ośm lat, a napadami
swymi i grabieżą spustoszyli w 'zystko i zniszczyli; oprócz tego, iż z każ
dego podwładnego kraju wybierali ustanowioną daninę, napadali Scyto
wie na wszystkich dokoła, grabiąc co tylko kto posiadał“. (I. 103 6).
Legendarne podanie o pościgu Cymmeryjczyków przez Scytów,
którzy przy tej sposobności wpadli do Medyi i Assyryi, jest o tyle nie
prawdopodobne, iż powodem tego było całkiem co innego, niż talj drobna
172 —
Recenzye i sprawozdania
przyczyna, za jakąby uważać należało ściganie dobrowolnie usuwającego się
ludu. Ekspansya państwa assyryjskiego naciskającego na t. zw. Kaspiadę i Tanaidę, a więc obszary zajmowane przez Scytów, wywołała tak
energiczne przeciwdziałanie ze strony Scytów, jacy w rezultacie zostali
na czas pewien panami Azyi. Nieprawdopodobną jest również relacya
Herodota, utrzymującego, iż Scytowie wpadli do kraju Cymmeryjczyków
od wschodu, od strony rzeki Araksu (Wołga), a Cymmeryjczycy skiero
wali się na wschód i przeprawili się do Azyi pobrzeżem Morza Czarnego,
mając Kaukaz z lewej strony i będąc ściganymi przez Scytów, którzy
znów zostawili góry kaukaskie z prawej strony. Wszystko to jest nie
prawdopodobne i niemożliwe. Jeżeli bowiem Cymmeryjczycy rzeczywiście
uciekali ku wschodowi, to fizyczną niemożliwością było dla nich urato
wać się ucieczką w dół pobrzeża Morza Czarnego (jak to przypuszczał
Herodot), ponieważ trakt ten jest bardzo uciążliwy aż do samej Kolchidy
i wprost nieprzystępny, nawet dla osób nielicznych.
Już Strabo wyraził się o Cymmeryjczykach, iż podania o nich są
przeważnie nieprawdziwe, a niektóre tylko mają pewną racyę za sobą.
Faktem zaś zdaje się być, iż część Cymmeryjczyków przeniosła się do
Małej Azyi, część zaś do Germanii, skąd po kilku wiekach pod nazwą
Cymbrów napadła na posiadłości rzymskie. Wyniki badań archeologicz
nych wykazują dalej, iż Cymmeryjczycy nie zabrali się wszyscy z swoich
dawnych siedzib, a usunęli się w części pod naporem nowej ludności
więcej na północ, gdzie nadal mieli swoich królów, chowając zmarłych
podobnie jak w pierwotnej swej ojczyźnie. Obok barwionych szkieletów
kładli nie tylko wyroby swoje z gliny, kości, kamienia i miedzi, lecz
niekiedy i bronzowe, przyniesione przez Scytów z dawnej ich ojczyzny
azyatyckiej, a także wyroby z złota, srebra, żelaza, szkła i terrakoty, sta
nowiące wojenną zdobycz Scytów, zabraną w Assyryi.
Obszar zajęty przez Scytów rozpościerał się, według Herodota,
od rzeki Istru (Dunaj) do Borystenu (Dniepr), wynosząc w tym kierunku
10 dni drogi i tyleż od Borystenu do Meotydy. Terytoryum Królestwa
ich dzieliło się na dzielnice, a ludność na poszczególne plemiona. Z za
chodniej strony Dniepru u dolnego biegu rzeki Hypanisa (Boh) pierwszy
kraj od morza zajmowali Kallipidzi, powyżej nich Alazanowie, nad tymi
Scytowie-rolnicy, a wreszcie nad nimi Neurowie, nad którymi od północy
była pustynia. Ze wschodniej strony Dniepra, pierwszy od morza kraj
zajmowali Scytowie-oracze, przezwani przez Greków Borystenitami, a sa
mi zwący się Olbiopolitami. Zaludniali oni obszar, rozpościerający się
ku wschodowi do rz. Pantykapei, na trzy dni, do północy zaś wzdłuż
biegu Dniepra, na jedenaście dni drogi; nad nimi rozciągała się pusty
nia, za którą mieszkali Androfagowie (ludożercy) „naród osobny, nie
Scytyjski“. Na wschód od Borystenitów, za rz. Pantikapeją, przebywali
Scytowie-nomadzi, dzielnica których ciągła się na 14 dni drogi, do rzeki
Gerra, za jaką znów rozlegał się kraj Scytów królewskich, sięgający od
południa Taurydy, osad handlowych nad Meotydą i w części rz. Tanais
(Don); na północ od nich mieszkali Malanchlenowie „naród osobny, nie
scytyjski“.
— 173
Recenzye i sprawozdania
Z wyjątkiem Greków, żyjących na północnem wybrzeżu Morza
Czarnego, uznawały wszystkie ludy władztwa scytyjskiego, jednego na
czelnego króla, oddawały cześć tym samym bogom, mówiły tym samym
językiem i tworzyły państwo, którem rządzili Scytowie królewscy, uwa
żający wszystkich innych współplemieńców za swoich poddanych Każdy
szczep scytyjski miał swego miejscowego króla, podległego królowi Scy
tów królewskich, którzy dzierżyli prym w całem państwie.
Istnienie opisanego przez Herodota państwa scytyjskiego wynosiło
około 250 lat, od drugiej połowy VII. w. do początku IV. w. prz Chr(399 r.) kiedy to — według Troga Pompejusa — Filip Macedoński zdo
był je, wykorzystując waśnie królów miejscowych. Pobił on wojska scy
tyjskie i przesiedlił do Macedonii 20 tysięcy, wziętych do niewoli w Scytyi królewskiej, niewiast i dzieci. W ten sposób kończy się scytyjska,
a zaczyna się sarmacka epoka w dziejach Rosyi południowej.
Zwyczajną formę mogił scytyjskich przedstawia kurhan, pokrywa
jący wykopaną w ziemi, jamę grobową, rozmaitej wielkości, z jednym
dwoma i więcej szkieletami. W wielukurhanowych cmentarzyskach tra
fiają się najczęściej wertykalne prostokątne jamy grobowe, obwiedzione
z boków drewnianym zrębem i nakryte z wierzchu takimże pomostem,
zasypanym nasypem kurhanowym. W miejscowościach, obfitujących
w kamień i na stepach, zastąpiona jest drewniana konstrukcya kamiennemi płytami, a nasyp kurhanu wzmocniony częstokroć warstwami brył
kamiennych. W tychże cmantarzyskach trafiają się i większych rozmia
rów kurhany z drewnianymi, a niekiedy i kamiennymi grobowcami,
kształtu komnat. W stepowych okolicach natrafiono u podnóża kurha
nów jamy wertykalne, prowadzące niekiedy do katakumbowych pomie
szczeń rozmaitego kształtu, wykonanych w pokładach gliny, na rozmai
tych głębokościach od powierzchni, oddzielone od wejść drewnianemi
albo kamiennemi zastawkami. Pod większemi kurhanami zdarzają się
i liczniejsze grobowce, z których jeden główny, centralny, zawiera resztki
zmarłego, nad któremi usypano kurhan, a w innych złożone są zwłoki
jego otoczenia, sług, koni i zwierząt domowych. Niekiedy w kurhanach,
usypanych nad grobami wykopanymi na powierzchni ziemi, trafiają się
ziemne, drewniane i kamienne groby, pomieszczone w samym nasypie.
Przy porównaniu budowy grobów cymmeryjskich z budową scy
tyjskich, występują następujące różnice. W wielugrobowych kurhanach
epoki cymmeryjskiej, trafia się często na złożenie zwłok w nasypie kur
hanów, na powierzchni gruntu i w wykopanych w ziemi jamach grobo
wych, bez odznak izolacyi zwłok od czarnoziemu, w którym mieści się
grobowiec. W kurhanach zaś epoki scytyjskiej, przychodzi tego rodzaju
budowa grobów, w której jasno uwidocznia się chęć izolowania ciała
zmarłego od otaczającej ziemi i wody, mogącej przez nią przedostać się
do grobu. Nawet w najmniejszych kurhanach tej epoki, jama grobowa
przykryta jest dokładnie drewnianym pomostem, opierającym się końca
mi na utworzonym dokoła grobu występie otaczającej ziemi
Na zawartość mogił królestwa Scytów, w wyżej wymienionych gra
nicach geograficznych, składają się — według prof. Samokwasowa —
rozmaite wyroby trzech typów: scytyjskiego, greckiego i assyryjskiego.
174 —
Recenzye i sprawozdania
Wyroby typu scytyjskiego stanowią nietrafiane w mogiłach epoki cymmeryjskiej i w mogiłach greckich i assyryjskich VI. w. prz. Chr., a często
natomiast w kurhanach Rosyi południowej znajdowane wyroby z prostej
gliny, kości, bronzu, srebra i złota, w postaci glinianych naczyń, pance
rzy z kościanych łusek, kościanych i bronzowych grotów, branżowych
noży, mieczy, wędzideł, srebrnych i złotych ozdób, obrączek i sygnetów,
oraz naczyń bronzowych. Przedmioty tego rodzaju przynieśli Scytowie
po części z Azyi, po części zaś wyrabiali je już w królestwie scytyjskiem,
częstokroć według wzorów greckich i assyryjskich.
Wyroby typu greckiego stanowią po części importowane z Grecyi,
a w części wykonywane w czarnomorskich koloniach przez mistrzów
greckich różnorodne przedmioty, łatwe do odróżnienia przez porówna
nie ich z wyrobami grobów greckich, datowanych najczęściej monetami,
które mieli zwyczaj wkładać Grecy zmarłym do ust dla zapłace
nia przewoźnego do Hadesu. Mnóstwo wyrobów mistrzów greckich było
również specyaluie wytwarzanych do potrzeb i upodobań Scytów, jak
np. naczynia i blachy z wyobrażeniem Scytów z wszelkimi przynależnościami uzbrojenia, strojów i różnych scen z domowego i wojennego
ich życia.
Różnorodne i liczne wyroby typu assyryjskiego. łącznie z wytwo
rami wszystkich narodów, wchodzących w skład ludności państwa Assy
ryjskiego w VII. w. prz. Chr., trafiają się bardzo często w mogiłach scy
tyjskich VI. — V. w. prz. Chr., stanowiąc główne ich bogactwo, przynie
sione z Assyryi a złożone w grobach, które właśnie dla tego prawie
zawsze odkrywa się już rozgrabione i splądrowane w czasach nawet bar
dzo odległych
Dowodu na twierdzenie prof. Samokwasowa co do udziału kultury
assyryiskiej w rozwoju kultury Scytyi, dostarczyć będą mogły badania,
przedsięwzięte na starożytnem cmentarzysku kurhanowem królów scy
tyjskich, których chowano na osobnem terytoryum cmentarnem, w krai
nie Gerrhos t. j. nad dzisiejszą rzeką Sułą. Na razie zbadać zdołano
z powodu kosztów olbrzymich ledwie dwie mogiły, a reszty nawet nie
tykano, odkładając dokładniejsze badania na później.
O grobach tych królewskich, wspomina obszerniej Herodot, któ
remu też archeologia zawdzięcza dokładny ceremoniał pogrzebowy, od
prawiany po śmierci każdorazowego króla scytyjskiego. „Groby kró
lewskie — powiada Herodot — znajdują się w krainie Gerrhos. W oko
licy, gdzie najdalej dotrzeć można Dnieprem, kopią, kiedy umrze im
król, wielką czworoboczną jamę w ziemi. Po ukończeniu jej biorą zwłoki
(powlekając uprzednio ciało woskiem i wypełniając safranen, wonnoś
ciami i ziarnkami opichu i anyżu rozcięty i wyczyszczony brzuch, ze
szyty potem z powrotem), i wiozą je do innego plemienia. Ci, do których
przywieziono tak zwłoki, czynią to samo co i Scytowie królewscy; od
cinają sobie mianowicie kawałek ucha, strzygą zupełnie włosy, nadcinają
ramię dookoła, ranią czoło i nos i przebijają lewą rękę strzałą. Stąd
przewożą wozem zwłoki króla do innego ludu swego pańswa, a ci, do
których naprzód przybyli idą za nimi. Kiedy już ze zwłokami byli u wszy
stkich ludów, stają w końcu u Gerrów, najodleglejszego plemienia
175 —
Recenzye i sprawozdcnia
kraju, u którego są też groby królewskie. Tu składają zmarłego do gro
bu na podściółkę z liści, wtykają po obu bokach zwłok lance do ziemi,
kładą na to belki a wszystko to pokrywają rogożą z gałązek wierzbo
wych. W pozostałej wielkiej, pustej reszcie grobu, duszą i zakopują jedną
z nałożnic królewskich, a także podczaszego, kucharza, stajennego, słu
żącego przybocznego, herolda i konie, a przedewszystkiem pierworodne
z innego gatunku zwierząt, tudzież złote puchary; srebra i bronzu nieużywają królowie scytyjscy. Po tern usypują wszyscy na wyścigi wielki
kurhan, starając się uczynić go możliwie najwyższym... W ten sposób
chowają Scytowie swoich królów. W razie śmierci zwyczajnego Scyty,
jadą najbliżsi krewni na wozie do przyjaciół, którzy przyjmują ich i go
szczą, zastawiając zmarłemu wszystko to co i żywym. Zwykłych ludzi
obwożą w ten sposób dni 40, a potem dopiero chowają. Po pogrzebie
oczyszczają się...“ (IV. c. 71—73).
Upadek państwa scytyjskiego datuje się od chwili pogromu wojsk
tegoż przez Filipa Macedońskiego, który w 399 r. prz. Chr. pobił króla
Scytów Ateja. Osłabienie potęgi Scytów królewskich wykorzystali Sar
maci, zajmujący obszar między Donem, Wołgą i północnym Kaukazem:
„Plemię Sarmatów... spustoszyło znaczną część Scytyi, i mordując wszy
stkich, zamieniło większą część ich kraju w pustynię“ powiada Diodor
sycylijski (II. 43). Rezultatem zajęcia kraju Scytów królewskich było po
wstanie nowego władztwa Sarmackiego, między Dnieprem i Donem.
Równocześnie w kraju byłego króla istryjskiego, sprzymierzeńca Filipa
Macedońskiego w wojnie z królem Atejem, powstało nowe królestwo
pod władzą plemienia Gotów. Aleksander Macedoński wyprawił się na
kraj ten i granicę państwa swego rozciągnął aż po Dunaj. Po śmierci
jego król Lyzymach usiłował przejść za Dunaj, ale pobity został przez
króla Dromicheta, za którego następcy Burwistwa, potęga Gotów zagra
żać poczęła nawet Rzymianom. Od tego czasu bierze początek stulet
nia walka królestwa Getów z Rzymianami, którzy w rezultacie zamienili
je za panowania Trajana w prowincyę Dacyę; tym historycznym momen
tem kończy się sarmacki, a zaczyna się nowy okres słowiańsko-rosski
w dziejach starożytnych ludów Rosyi.
Dzieje wschodniego państwa sarmackiego, leżącego między Dnie
prem, Wołgą, Morzem Kaspijskiem i północnym Kaukazem ściśle zwią
zane z Bosforem cymmeryjskim i jego politycznem centrem
Pantykapeją, założoną w 511 r. a od 480 r. stanowiącą rezydencyę królów Bosforskich, w przymierzu z którymi stali Scyto-Śarmaci. Między tymi, naj
liczniejszym i najpotężniejszym był lud Roksolan albo Rossolan. Po po
konaniu Scytów przez Filipa, ziemię tych zajęli ich jednoplemieńcy, mó
wiący tym samym językiem, a zwani przez Greków Sauromatami, przez
Rzymian zaś Sarmatami. Na terytoryum scytyjskiem powstają zatem dwa
nowe władztwa; jedno, zajęte przez koczownicze ludy sarmackie, stojące
pod panowaniem Rossolan — Aorsów — Rossów na wschód od Dniepra
i drugie, na zachód od Dniepra, z osiadłemi plemionami scyto-sarmackiemi pod władzą ludu, zwanego u Greków Getami, a u Rzymian
Dakami,
- 176 —
Recenzye i sprawozdania
Według relacyi historycznych, zjawiły się liczne drużyny Rossolan,
w 1. w. prz. Chr. na zachodzie, idąc z pomocą jednoplemieńcom swym
w walce z Rzymianami, którzy koniecznie ujarzmić chcieli bitny lud Daków. W tym czasie pojawia się też poraź pierwszy zamiana nazwy Rosjolan na Aorsów
Rossów, dla oznaczenia drużyn sarmackich, wcho
dzących w skład wojsk królestwa bosforskiego. Celem zwiększenia sił
swoich przeciwko Rzymianom, królowie Getów (Daków), osadzali na
ziemiach swych plemiona sarmackie, żyjące do tego czasu na terytoryum
królestwa Bosforu. Nowi ci osiedleńcy przyjmowali nazwiska według
nowych miejsc osiedlenia, — nazywając się Bastarnami, Jazygami, Bujami, Metenaspami i t. p.
Juliusz Cezar zgromadził ogromną armię przeciwko Dakom, ale
śmierć przeszkodziła mu w wyprawie, którą podjął też August, pobijając dw: krotnie bitnych mieszkańców naddunajskich. Za Domicyana
szczęście zaczęło sprzyjać królowi Daków Decebalowi, zwyciężonemu
ednak ostatecznie przez armię Trajana, który ze zdobytych krajów utwo
rzył nową prowincyę, Dacyę. Ludność jej wyemigrowała w wielkiej czę-,
ści za północne granice kraju, o czem wspominają starożytni autorowie
a także — według prof. Samokwasowa — najdawniejsza kronika ruska
Nestora, według której podbicie dawnej praojczyzny Słowian przez
Wołochów, było przyczyną przesiedlania się przodków Polaków i Rusi
nów w okolice Wisły i Dniepru z jego dopływami. Pod Wołochami ro
zumie Nestor bez wątpienia Rzymian, jak pod ziemią wołoską rozumie
Italię. Emigranci z królestwa dako-getyjskiego osiedlili się na obszarach
średniego Dniepra nad porohami, w dorzeczu rzek Rosi, Suły, Psła i
Worskli, gdzie połączyli się z pokrewnymi ludami Rossolan i utworzyli
państwo Scytów Sarmatów — Rossów, praojczyznę narodów języka
ruskiego.
Za czasów panowania Scytów, zwyczajem praktykowanym było
chowanie zmarłych nie palonych na stosie, później zaś za królestwa
dackiego przyjął się obrzęd ciałopalenia, podobnie jak u Greków, Rzy
mian i Traków. Religia i obrzędy pogrzebowe Scytów, opisane przez
Herodota, istniały i nadal całkiem lub nie wiele tylko zmienione, a ró
wnolegle z tern przyjmowały się zwyczaje przyniesione przez Daków —
Getów z ich ojczyzny naddunajskiej, gdzie wpływy rzymskie i greckie
zostawić musiały ślady działania. Z tych też powodów znajdujemy obec
nie na ziemiach dawniej przez Getów zamieszkałych, tyle monet rzym
skich i innych zabytków, wskazujących na wpływy Romy.
W VIII. w. po Chr. nacisk wywierany przez plemiona scytyjskosarmackie, zwane w źródłach historycznych Kozarami, wywołał przesie
dlenie się ludności z praojczyzny ruskiej na lesiste pobrzeża rzek, gdzie
w IX. i X. w. wymienia kronikarz ruski siedziby plemion ruskich scytyjsko-sarmackiego pochodzenia, rozdzielonych terytoryalnie i politycz
nie, ale mówiących jednym językiem, wyznających jedną religię i posia
dających jedno wspólne prawo, przyniesione z wspólnej prasiedziby.
Za zabytki wieków istnienia oddzielnych księstw ruskich uważać
należy mogiły, datowane monetami i innymi wyrobami sztuki arabskiej,
bizantyńskiej i germańskiej. Pod panowaniem pierwszych książąt kijow177 —
Recenzye i sprawozdania
skich z rodu Ruryka, plemiona ruskie łączą się razem, w X. w. przyj
mują religię chrześcijańską i zamieniają dawny pogański obrzęd chowa
nia na chrześcijański zwyczaj grzebania zmarłych.
Umyślnie obszerniej nieco rozpisaliśmy się o systematyce prehistoryi, która oparta na relacyach pisarzy starożytnych, a więc na wiado
mościach historycznych, wyjaśnić się stara przebieg rozwoju kultury
przedhistorycznej Rosyi południowej. Na wstępie zaznaczyliśmy jak nie
odpowiednią jest metoda, przyjęta w dzisiejszej prehistoryi rosyjskiej,
naginającej wszelkie przez archeologię zdobyte wiadomości, do tych relacyi historycznych zbyt często zupełnie nie jasnych i mało prawdopo
dobnych, ale niemniej uważaliśmy za wskazane zaznajomić czytelni
ków polskich z obecnym stanem wyników prehistoryi rosyjskiej, której
jednym z najpoważniejszych przedstawicieli jest właśnie prof. D. Samokwasow. Przez zestawienie rezultatów badań prehistorycznych i wiado
mości zaczerpniętych z historyi, usiłuje prof. Samokwasow razem z wie
lu innymi archeologami - historykami, rozwiązać zagadkę pochodze
nia i przekształcenia się starożytnej ludności Rosyi, której łączność
z dzisiejszą ludnością przedstawia sobie w wyżej podany sposób. Nie
można całkowicie sprzeciwiać się podobnym poglądom, ale w każdym
razie zauważyć należy, iż wyniki badań archeologicznych tak ujęte, jak
to widzimy u prof. Samokwasowa, bynajmniej nie uprawniają jeszcze do
tak daleko idących wniosków, bezsprzecznie przedwczesnych jeszcze
i zbyt słabo argumentowanych. Widać to najlepiej na „epoce cymme,
ryjskiej“ i na próbie wyjaśnienia genezy słowiańskiego społeczeństwa
rosyjskiego z elementów scytyjsko-sarmacko-getyjskich.
B. Janusz.
Karl Rhamm. Ethnographische Beiträge zur germanisch-slawischen
Altertumskunde. — Zweite Abteilung, zweiter Teil. Germanische Alter
tümer aus der slawisch-finnischen Urheimat. Erstes Buch. Die altsla
wische Wohnung. Braunschweig 1910. X i 431 str.
Autor przedstawia typ uczonego, w Niemczech rzadki. Człowiek
prywatny, nie dbający o żadne tytuły czy posady, poświęcił życie i środki
badaniu realiów germańskich i słowiańskich, szczególnie budynków
i sprzętów wiejskich i całej uprawy rolnej. Obchodzi całemi latami pie
szo Niemcy i części Słowiańszczyzny zachodniej, Czechy, Styryę, Karyntyę,
docierając do Węgier i Chorwacyi. Pisywał dawniej luźne artykuły po
czasopismach jak Globus i i.; wkońcu przystąpił do ogłaszania wielkich
dzieł, nakładem własnym. Pod ogólnym tytułem „Etnographische Beitraege itd.“, wydał w r. 1905 „Die Grosshufen der Nordgermanen“ a w r.
1908 „Urzeitliche Bauernhöfe im germanisch-slawischen Waldgebiet“, tom
olbrzymi o niemal 1200 stronicach, gdzie wprawdzie głównie rozprawia
o germańskich sadybach i ich rozwoju, ale i stosunki słowiańskie, szcze
gólniej słowieńskie, szeroko uwzględnia. Świeżo wydał nowy tom, po
święcony wyłącznie chacie słowiańskiej i o nim tu pomówimy.
Literaturę ruską, polską itd., zna autor wybornie; Kolberg, Wisła,
Moraczewski, Czartoryski, Karłowicz i. i., ich wszystkich cytuje ciągle;
— 178 -
Recenzye i sprawozdania
nie znał tylko Glogera, Budownictwo drzewne w dawnej Polsce, i Mokłowskiego, Sztukę Ludową. Niestety jednak, kraje wschodnie zna już
tylko z książek; wieki chor..ba nie dozwoliły mu naocznego poznania
stosunków, co się nieraz na pracy jego odbiło. Praca to bardzo ciekawa,
bardzo pouczająca, szczególnie wobec ubóstwa dotychczasowej literatury
etnograficznej; na całej wielkiej Rusi przedmiotu tego umiejętnie nikt do
tychczas nie tknął, są chyba luźne opisy i szczegóły, bardzo niedostate
czne; dla wielkich objawów brak nieraz wiadomości zupełnie. Poleca
my więc książkę Rhamma, pierwszą tego rodzaju, bo łączącą wszystkie
typy chaty słowiańskiej, sprowadzającą je do pierwowzoru i wykrywającą
tegoż pochodzenie, gorąco uwadze naszych etnografów.
Inne pytanie, czy wywody Rhamma są zawsze trafne i słuszne ?
Zdaje mi się, że z góry wpadł na manowce, wychodząc z zapatrywania,
jakoby chata wielkoruska typ pierwotny słowiański najwierniej zachowała,
i to chata północna, nowogrodzka. Jabym szukał go raczej w zapadłych
kątach Białorusi, na Polesiu wołyńskiem, na Podlasiu i Mazowszu; prze
cież Ruś północna, nowogrodzka, w kraju zasobnym w drzewo, w kli
macie bardzo surowym, może nawet za przykładem obcym (szwedzkim,
w najszerszem słowa tego znaczeniu), oddaliła się znacznie od typu
pierwotnego, wytworzyła osobną, bogatą niemal architekturę, co się od
naszych chat kurnych całkiem odstrzeliła. To, mojem zdaniem, jeden błąd
zasadniczy dzieła ; drugi to zanadto wielka waga, jaką autor sfowom,
nazwom, szczególnie pożyczonym, nadaje, i mniej szczęśliwe pomysły
etymologiczne, na których wywody swe opiera. Wedle niego całe odnośne
słownictwo, ruskie i nasze, to pożyczki z germańskiego, nordyjskiego
a temu stanowczo przeczymy. Żeby nasza łaźnia i brog, ruska
bania (łaźnia), czułan (komora), poł (w izbie), były pożyczkami
z nordyjskich nazw dla łaźni, badstofa langarhus, z nordyj
skiego kylna, kolną, pal lr, z niemieckiego pa rc (berg) uważam wręcz
za niemożliwe; bania, łaźnia, brog, poł, są wyrazy prasłowiańskie
(żeby bania z bain, balneum, poszła, co wszyscy lingwiści twierdzą,
jest wierutną bajką, jak to na innem miejscu wywiodłem, gdzie i o ła
źni rozprawiałem); nieobjaśniony dotąd czułan mógłbym zestawić
z naszem czułać (ciułać), coby dla schowku znakomicie się godziło
(ale może to jakaś pożyczka wschodnia, tylko skąd?). Natomiast dwie inne
pożyczki autor trafnie odgadł, ruskie gołbiec dla przegródki w izbie
i sołnysz (na północy; tyle co czułan na południu), poszły istotnie
z nordyjskiego golfr i svefnhus lecz oba wyrazy należą wyłącznie
do północy słowiańskiej. Czy ruski owiń suszarnia, z O f e n poszedł,
o tern wolno bardzo wątpić; nasze ślemię nic z szełomem (heł
mem) niema wspólnego.
Największy nacisk kładzie autor na izbę, iz d b ę, i wywodzi z istby
Istba z niem. stu ba, nordyjskiego stufa, stofa, oznaczała niegdyś
łaźnię (étuve), później izbę na Rusi i całą chatę); to przejście znaczenia
powtarza się odwiecznie w nordyjskiem, więc twierdzi Rhamm, że z nordyj
skiego do słowiańskiego cała stufa się dostała, gdyż przeczy, jakoby i z ba
pierwotnie łaźnię oznaczała, chociaż t. zw. Nestor wyraźnie o isttbku
— łazienka (w opowiadaniu o zemście Olgi nad Drzewiananii) wspomina
179 —
Recenzye i sprawozdania
Abraham Jakubowicz za Otoña Wielkiego o itba jako łaźni słowiań
skiej mówi. Wywód Rhamma niczego nie dowodzi: nazwy mieszkalne
zmieniają w ciągu wieków znaczenie stale; czego wszystkiego nie ozna
czają np. trzem lub chyża, od piwnicy do alkierza na piątrze albo
kleci. Ciągłe przesuwanie się znaczeń tych nazw mieszkalnych jest ich
cechą charakterystyczną i nic na tern opierać nie można. Oto np. palat i u m, nam dziś pałacem się zdaje, lecz weźmy opis domku szlacheckiego
z r. 1419 (Teki Pawińskiego VII. Warszawa 1905, t. j. księgi sądowe brzeskokujawskie wydanie J. Kochanowskiego, nr. 840, str. 90) a znajdziemy
tam: „item Mikel debet recipere de edificacione stubam novam, pallacium, (chyba salka?) kaminatam et stabularium (stajnię), excepta stuba
parva“; w opisie Wawelu Długoszowym czytatamy wyraźnie: „arx saxo
imposita et in coronae modum mûris, p a 1 a t i i s, turribus caeterisque
propuqnaculis emunita“, ale tutaj pala ti u m, właściwie p alit i urn, tylko
palisadę, palowanie oznacza. Stąd się tłumaczy i czeska nazwa (całkiem
wyjątkowa zresztą), pałać dla podniesienia w izbie do spania (niby rodzaj
wyrka, co Rhamm mylnie z Werck, str. 177, nota, tłumaczy), t. j. ruskie
polati (co taksamo do pataty się stosuje, jak pałac do pałacu),
opisane na str. 179 i najmylniej, dla zgody z ruskim połati, z prarodziny słowiańskiej wywodzony. Słowianie nie spali na połach, połatach,
jak Rhamm przypuszcza, lecz na ziemi (na słomie) pokotem leżeli; wy
raźnie zaświadczył to o starych Polakach Długosz.
Jak nazwę izby (izdbica oznacza poprostu pale w XV. wieku),
tak samo pożyczyli Słowianie od Germanów nazwę chyżu czy chyży
albo chyszy (z hus, haus), ale z tej pożyczki (nierównie pewniejszej,
niż poprzednia), autor niczego wywieść nie potrafił: taksamo więc i na
pożyczce izby niczego opierać nie moż a. Pożyczyli je Słowianie, kiedy
u nich pożyczki germańskie w prawieku popłacały, kiedy np. nawet na
zwę mleka (wszelkie próby najnowsze Dr. Tenko, odratować mleko
dla słowiańszczyzny, uważam za całkiem nieudałe), przyjęli — bez naj
mniejszej potrzeby. Owszem, bogata terminologia słowiańska rodzima:
dom, dwór, trzem fco bynajmniej nie jest pożyczką z greek. Feremnon, jak Rhamm i. i. przypuszczają — przecież to termin prasłowiań
ski, polski itd.); chrom, (chram); kleć; piec (co nie naśladuje
niemieckiego Backofen) ; drzwi i ich części; wrota; sień a przedewszystkiem i k ą szt a (serbska k u ć a, ruska k u c z a), zgodna z pomorską
kąciną (nasi „moderniści“ zrobili z tego nigdy nie istniejącą gon
ty nę, czy niby pobitą gontami?), dowodzą wymownie, że się Sło
wianin bez izdby i chyżu śmiałoby obejść potrafił; pożyczki te były
zbędne i niczego nie dowodzą, jak tyle innych germańskich pożyczek,
u nas szczególniej (szukać, musieć, dyszel zamiast rodzimego o ja
itd.), co tylko poufałość, zbliżenie z Germanami, ale nie brak samych
pojęć stwierdzają; jak w XV wieku dyszel, taksamo w prawieku izbę
przejęto, t. j. nazwę tylko, nie rzecz samą znaną od dawna.
Mimo zasadniczej różnicy między naszymi poglądami uznaję w ca
łej pełni wysoką wartość rzeczowych wywodów autorskich ; co on
o konstrukcyi np. dachu albo o przemianach, jakie typ chaty słowiańskiej
na południu wobec zmienionych nieco warunków klimatycznych i wzo-
— 180 —
Recenzye i sprawozdania
rów rzymskich doświadczył, i o tylu innych szczegółach po raz pierw
szy gruntownie i umiejętnie rozprawia — któż się kiedy o to troszczył?
Więc całkiem odłogiem leżąca dziedzina etnograficzna doczeka się nakoniec uprawy systematycznej; zebranie i usystematyzowanie surowego
materyału, to najważniejsza zasługa autorska. Jak trafnie ujął np. zasad
niczą różnicę domu słowiańskiego a germańskiego: w germańskim pło
nęło otwarte ognisko, niezbędne dla celów obrzędowych (podawaniem
przez ogień płonący święcono przecież napoje). Dla Słowian równie chara
kterystyczny był piec natomiast. Druga cecha chaty słowiańskiej, od
różniająca ją zawsze i wszędzie od każdej innej: nigdy nie wchodzi się
do izby wprost z dworu; wchodzi się zawsze do sieni a z sieni dopiero
do izby, sień jest prasłowiańską, integralną częścią chaty (używam
umyślnie tego obcego terminu, co u nas przynajmniej w języku książ
kowym, inne wyrugował a co znowu niczego nie dowodzi).
O bogactwie materyałów i uwag najrozmaitszych autorskich trudno
tu dać wyczerpujące przedstawienie ; wobec tego podwójnie żałować należf, że nie dodał autor do tego tomu, co przy drugim uczynił, regestruNajobszerniej i najobficiej uwzględnił stosunki ruskie (znajdziemy nawet
ciekawe uwagi o kolbiagach, ogniszczaninie, gridzi itp.); króciej zbywał
stosunki czeskie, polskie i i., gdzie nieraz walczył i z brakiem mate
ryału: liczne ilustracye i plany ułatwiają niefachowemu czytelnikowi zro
zumienie. Więc jeżeli etymologiczne wnioski autorskie bywają nieraz
wcale kruche, to wywody jego o rzeczach samych, filologom a nawet
słownikarzom zupełnie obcych, na tym pilniejszą zasłużyły uwagę, np.
co on przeciw lingwistom (Mehringerowi, Sztrekelowi), o pierwotnem
znaczeniu sochy prawi i i. Życzyłbym książce sprawozdawcy facho
wego, coby jej stronę rzeczową trafnie ocenił; sam odniosłem się do
niej tylko ze stanowiska filologicznego, więc jednostronnego. Dodatkowo
nadmieniam, że w drugim tomie z r. 1908 jest również wiele materyału
słowiańskiego, mniej jednak z naszych rzeczy (por. dokładne wzmianki
o naszych lamusach, str. 40 i 258, 259: stodole, 312,328 i częściej,
stół ma być również pożyczką niemiecką i dowodzić, że Stuhl pier
wotnie żadnych poręczy itd. nie miał i służył tylko stawianiu mis, i i.)Myśli przewodnie tomu z r. 1910 mieści już tom z r. 1908; już tu „za
chował dom rosyjski ze wszystkich budowli słowiańskich prarodziny naj
więcej śladów starożytności (str. 216), bo „u Rosyan zachowały się najznaczniej wzory germańskie w budowlach“ (str. 409). Liczne stronice
(856—871) poświęcono chacie słowieńskiej.
Aleksander Briickner.
Witold Klinger. Żiwotnoje wanticznom isowremien n o m s u j e w i e r i i. (Zwierzę w przesądach starożytnych i społczesnych). Kijów 1911 (z Izwiestii uniwersyteckich), str. 352.
Czytelnikom „Ludu“ imię i prace autora dobrze są znane. Wybitną
jego specyalnością jest łączenie systematyczne folkloru czy mitu staro
żytnego i nowoczesnego. Każdy folklorysta wprawdzie uwzględnia mity,
podania, przesądy klasyczne, ale przygodnie, raczej i przypadkowo,
— 181 —
Recenzye i sprawozdania
z grubsza i powierzchownie, dopełniając tylko tu i ówdzie materyał
główny, współczesny, wzmiankami i paralelami starożytnemi; Klinger na
tomiast wychodzi stale od starożytności samej, zbiera i bada najniklejsze
ślady jej tradycyi (jak Mannhardt niegdyś), i dopiero potem zestawia
i oświetla fakty nowoczesne. Metodę tę zaleca już to, że przynajmniej
w wierzeniach i przesądach ludów europejskich wkład świata staroży
tnego, pożyczki od niego, przeżytki starożytnego poglądu, są o wiele
liczniejsze i głębsze, niż się zazwyczaj przypuszcza.
Nowa praca najobszerniejsza, na jaką się autor dotąd zdobył,
kroczy tymi samymi, wypróbowanymi torami. Główne jej zadanie, nie
całość przesądów o zwierzętach, lecz ta ich strona, która się odnosi do roli
zwierzęcia w animizmie pierwotnym, do zwierzęcia — duszy; dusza czło
wiecza, wychodząc z ciała, we śnie, przy śmierci przybiera widzialną
postać zwierzęcą, owadu, ptaka, jaszczurki czy węża, wilka nawet i in
nych czworonogich i cechy, jakie to zwierzę odznaczają, stosunek jego
do człowieka wrogi albo dodatni, siły jego wieszcze i lecznicze, strzeżenie
skarbów i t. d., to są cechy wspólne zwierzęciu i duszy — upiorowi. Jest
to szerokie i gruntowne przystosowanie teoryi Wundta (Seelenthier) do
nieskończonej niemal ilości podań i przesądów starożytnych i nowocze
snych, a nieraz bardzo szczęśliwe, bardzo trafne ich tłumaczenie.
We wstępie daje autor pogląd na stanowisko ludu wobec zwie
rzęcia, bardzo odmienne od naszego; dalej na zasady naukowe, dawne
i nowe, co niesłusznie w roli zwierząt w przesądach upatrywały jakieś
symbole czy alegorye, i przyjmuje teoryę Wundta, wykazując jakiemi wspólnemi cechami obdarzał strach zabobonny świat upiorów, duchów i dusz
a świat zwierzęcy, które ze zwierząt i dlaczego, jako główne wcielenia
dusz upatrywano, W czteru następnych częściach przechodzi po kolei
wszystkich głównych przedstawicieli zwierzęcia —duszy. Najpierw szuka
ich w państwie nadpowietrznem (wiatr, żywiołem duszy) między ptactwem,
jako to orły, wrony, sowy, bocian, gołąb, dzięcioł; już tu, dla szybkości
ruchów, wciąga mojem zdaniem, nie bardzo fortunnie i 'jelenia
i konia, dalej nietoperza, motyla, pszczołę. Następnie szuka ich między ziemiopłazami ziemia, mieszkanie dusz), jak jaszczurki i węże, łasica, mysz,
szczur i kret, żaba i mrówka; zwracam uwagę na wytłumaczenie podania
Popielowego czyli różnych „wieży mysich“ (str. 197 i n.); autor odrzuca
całkiem niezdarne tłumaczenie mityczne (słońce wyrusza i tępi ludzi),
i mądiźejsze nieco alegoryczne (za głód, spowodowany przez myszy, od
powiada śmiercią własną panujący), a widzi w myszach z ciał stryjów
Popielowych wychodzących, poprostu ich dusze, mszczące się krzywdy
doznanej. W części trzeciej wylicza autor zwierzęta nocne, (noc, czas po
jawiania się dusz), wychodzące nocą na żer, wilka, niedźwiedzia i lwa, dalej
psa i kota, na str. 221 i n rozprawia o likantropii (wilkołakach) i odrzuca
dawniejsze próby objaśnienia tego przesądu. Pierwotne wybrażenie o du
szy, wcielającej się czasowo i w wilka, spowodowało dalsze nowotwory
mityczne, podania o zupełnych przemianach w wilka i opowiadania o cza
rownikach — wilkołkach albo nawet i o całych ludach, Neurach i Arka
dach, i znanej ich likantropii. Godzimy się zupełnie na taki podkład myśli
czy twórczości mitycznej, lecz on sam bynajmniej nie wystarcza; musiała
— 182 —
Recenzye i sprawozdania
przystąpić i jakaś inna, bezpośrednia przyczyna, bo dlaczegóż tylko
o Neurach właśnie, nie o Melanchlenach np., opowiada Herodot tę
bajkę? U psa kładzie autor słusznie, za Roscherem, główny nacisk na
pożeranie trupów, chciwość krwi, wycie nocne, jako na cechy, łączące go
ze światem zagrobowym i z upiorami. W części ostatniej wyjaśnia się
związek dusz z ogniem i potworami (smokami i t. p.), ziejącymi °£lieim’
związek na jaki dotychczas nie zwracano uwagi; jak w krwi i w oddechu
odgadywano siedzibę czy funkcyę duszy, tak i w cieple, związanem z ogniem
¡światłem, stąd pojęcie np. duszy-gwiazdy, duszy-ogniabłędnego; rometeusz wykrada ogień u niebian, aby ożywić mm ciało glinę (czy ka
mień) ; stąd też wyjaśnia się rola ognia w państwie zagrobowem (me dla
kary i męki, ani dla oczyszczenia); z duszą-ogmem staje się i mie
szkanie dusz miejscem ognistem. Z tern łączy autor, mojem zdaniem nie
trafnie rolę koguta (ptaka i światła) i kury jako zwierząt — dusz; nale
żało je uwzględnić raczej w pierwszej. Uwagi ogólne i liczne dodatki kończą
ciekawą książkę.
...
Nieraz chciałoby się ją uzupełnić; np. przy omawianiu wieszczego
znaczenia konia brak najciekawszych wiadomości słowiańskich (zacho
dnich) o wieszczych koniach Swiętowita i i.; przy duszy-wężu przy
pomniałbym ustęp z Mahabharaty, jak dusza umierającego Baladewy
w postaci węża wychodzi i t. p. Szczególnie ze średniowiecznych źródeł
możnaby ciekawe fakty przytaczać, np. o „formae aprorum1 jako phylakteria (amulety) u Aestiow Tacytowych, o wieprzu wieszczym u 1 hietmara i t. d. Pożyczki ze świata klasycznego odgrywają jeszcze większą
rolę, niż to z uwag autorskich wypływa; przekonaliśmy się z prac prof.
Rostafińskiego, jak dalece przesądy ludowe © roślinach zawisły od prze
sądów starożytnych. 1 w innych razach (np. w podaniu o Popielu), mamy
raczej motyw wędrowny niż oryginalny. Różnić się można i w szczegó
łach wykładu ; nie należy zapominać, że rola zwierząt w przesądach , po
daniach nie polega tylko na ich substytucyi niby duszy człowieczej, ze
zwierzęta występują i zupełnie od niej niezależnie, czego np. kult nie
dźwiedzia u najrozmaitszych narodów dowodzi, co nic a nic z duszą czy
upiorami niema wspólnego ; zwierzęta, toć to pierwotni władcy leśni i cześc
zabobonna, jaką się im oddaje, nie zawsze z ammizmem czy totemizmem
się łączy U Greków przemiany w zwierzęta nie dowodzą bynajmniej
wiary w zwierzę-duszę, lecz wynikały ze ściśle antropomorficznego
poglądu greckiego, co i w pająku czy słowiku i t. d., człowieka się do
szukiwał, co bogów i całą przyrodę systematycznie uczłowieczał. Mimo
takich zastrzeżeń witamy książkę p. Klingera jako cenny nabytek nauki,
bogaty nietylko w materyał, lecz wnoszący jasność i jednolitość w pog ą
na zjawiska, opierające się dotąd wszelkim uogólnieniom i rozumowaniom;
należy porównać wywody dawniejsze, Gruppego, Roschera, Hertza, Liebrechta i i aby ich dowolność i brak uzasadnienia wobec tłumaczeń
p Klingera rozpoznać: a i z Wundtem polemizuje nieraz trafnie nasz
autor, chociaż myśl przewodnią od niego zaczerpnął; uzupełnia nieraz
go i poprawia jego wywody, np. pojęcie duszy-gadu me rozwinęło
się bynajmniej z duszy-robaka, jak Wundt twierdził, lecz powstało sa
morzutnie; o duszy-ogniu Wundt ani wspomniał i t. d. Tu znajdzie
— 183 —
Recenzye i sprawozdania
czytelnik objaśnienie owych na pierwszy rzut oka tak dziwacznych prze
sądów o bocianach, co dzieci z zamorza przynoszą, o trawie rozrywawającej kamienie i zamki, znanej tylko ptakom (krukowi, dzięciołowi i i.)
i t. d. Autor rozporządza bardzo obfitym i starannym doborem źródeł, ale
wykluczyłbym z niego Veckenstedta podania łużyckie, jako niemal podo
bnej wartości co i jego żmudzkie, t. j. z fantazyi i nieporozumienia po
wstałe; przecież Czerny a choćby Schulenberg lepiej go zastąpią.
Ustęp o Baladewie z szesnastej księgi Mahabharaty, jako jeden
z najciekawszych i najważniejszych przykładów duszy-węża, przytaczam
dodatkowo obszerniej, ponieważ streszczenie jego w książce p. Langego
(str. 341) mylne; Krszna szuka na pobojowisku brata Baladewy „ten siedział
wpozycyi jogi (pustelniczej), i oto godzina jego śmierci nadeszła a w tej
godzinie z jego ust wysunął się biały wąż [jak z ust śpiącego króla
Guntrama, Klinger str. 167], spiesząc ku oceanowi [mylnie u p. Langego
ciągnąc go ku oceanowi], gdzie inne najsłynniejsze węże — demony
uroczyście go powitały“. Jest to powtarzam, najcenniejszy i (najdawniej
szy) dokument wiary w węża-duszę, bo najwymowniejszy.
A. Bruckner.
Ernst Seefried-Gulgowski. Von einem, unbekannten Volke in
Deutschland. Mit einem Geleitwort von Prof. H. Sohnrey. Berlin 1911,
str. 228.
Po pracach (nieco powierzchownych) Tetznera zbogaciła się lite
ratura niemiecka nowem, całkiem popularnem, bogato ilustrowanem
dziełkiem o Kaszubach, ich życiu i trybie, napisanem przez nauczyciela
ludowego, p. Gulgowskiego, rozwijającego wraz z żoną wcale doniosłą
czynność w „Sanddorf“ nad jeziorem wdzydzkiem. Stronice, na których
p. Gulgowska opowiada, jak się jej udało wskrzesić zupełnie już za
marły przemysł domowy, jak urządziła szkółkę wyszywali, tkactwa i koszykarstwa wedle dawnych wzorów kaszubskich, co wszystko osiągnęła
w krótkim czasie, są dla nas przynajmniej najciekawsze z całej książki;
z nich można się nauczyć wielu rzeczy i polecilibyśmy je gorąco uwa
dze tych wszystkich, co u nas czegoś podobnego się jęli; stosowała się
zresztą pani G. do wzorów szwedzkich („przyjaciół robót ręcznych“).
Również uwagi godne są nawoływania i wskazówki (za wzorami szwedz
kimi znowu) co do urządzania muzeów wiejskich i prowincyonalnych,
jak można małymi środkami zachować od zagłady dawne sprzęty i t. d.
zaciekawić i budzić do współdziałania nawet najobojętniejszych albo
wręcz niechętnych.
Po kilku ogólnikowych uwagach o ludzie i kraju, opisuje autor
domowstwa kaszubskie (z licznemi zdjęciami) i sprzęty, uprawę roli (ob
szernie o dożynkach) i rybołostwo. Wesele, chrzciny, zabawy dziecinne,
zajęcia domowe (tu wtrącono sprawozdanie o przemyśle domowym) do
mowy ubiór ludowy (dziś zupełnie nowym, fabrycznym zastąpiony),
krótko, ale wystarczająco omawia. Następne rozdziały poświęcił poję
ciom kaszubskim o przyrodzie otaczającej, o świecie roślinnym i zwie184 —
Recenzye i sprawozdania
rzęcym, o duchach i upiorach. Wypełnione dalsze rozdziały kwestyami, jak medycyna ludowa, życie w gminie, rzecz o kościół
kach i krzyżach przydrożnych, o pogrzebie i stypie, o życiu zagrobowem; ciekawą książkę popularną, z zajęciem się czyta,
dla
widocznej sympatyi, jaką p.
nauczyciel
ku ludowi żywi (mimo
gorliwie zaznaczanych antypolskich tendencyi), dla widocznej zażyłości,
spoufalenia się, z ludem i krajem. Silny, uświadomiony zupełnie patryotyzm lokalny przebija z każdej stronicy. Nie gardzi autor próbkami ka
szubskich śpiewek ludowych, przysłów, zagadek i t. d., przytaczanych
i w oryginale; daje liczne melodye, opisuje obszernie zabawy i t. d. —
czytelnika polskiego uderza tyle rysów, znanych ze wsi polskiej, że
czuje, iż stąpa po ziemi polskiej.
Znaliśmy autora z kilku przyczynków, ogłoszonych w czasopiśmie
wydawanem przez niemieckie towarzystwo dla folkloru kaszubskiego.
Bardzo ciekawe są wstępne uwagi prof. Sohnreya, broniącego towarzy
stwa, Dr. Lorentza (redaktora owego czasopisma), p. Gulgowskiego
i jego muzeum wiejskie, przeciw posądzaniom i jeżeli nie jawnym na
paściom, to widocznej niechęci, jaką Ostmarkenverein ku tym przebły
skom autonomicznym żywi, uznając w nich jeżeli nie niebezpieczeństwo
dla dzieła germanizacyjnego, to przynajmniej tegoż opóźnienie. Dostaje
się przytem r Gryfowi dr. Majkowskiego.
Hefftner P., Ursprung und Bedeutung der Ortsnamen im Stadtund Landkreise Breslau. Mit einem Stadtplan und einer Kreiskarte.
Breslau, F. Hirt. 1910.
Z żywem zadowoleniem stwierdzić można w ostatnich latach wzma
gające się w coraz szerszych kołach zajęcie i rozumienie wielkiego zna
czenia etymologii nazw miejscowości w dzielnicy śląskiej. W pismach
codziennych i peryodycznych pojawiają się od czasu do czasu krótsze
lub obszerniejsze przyczynki, próbujące rozwiązać trudne często zadanie
wytłumaczenia treści i znaczenia słowiańskich i niemieckich nazw miej
scowości Śląska, a chociaż pomiędzy niemi nie zbywa też, co prawda,
na takich objaśnieniach, którym, jako dyletanckim próbom parafialnych
patryotów mimo gorącego zapału, wartości naukowej odmówić należy,
albo też które rzekomo samodzielne wyniki, w rzeczy samej zaś przez
dawniejszych zasłużonych badaczy już rozwiązane zagadki, powszechnie
uznane prawdy, tylko w zmienionej nieco szacie podają, jest wszakże
w tej językowej dziedzinie wogóle znaczny postęp widoczny.
Postęp taki z wszelką pewnością oznacza powyżej wymieniona
rozprawa Hefftnera, która, wyłoniwszy się z pracy szczupłych rozmia
rów, w programie szkolnym umieszczonej, rozwinęła się obecnie w spore
dziełko o 190 stronicach; wytłumaczono obszernie i szczegółowo tak p ochodzenie, jako i znaczenie nazw miejscowości w miej
skim i wiejskim powiecie Wrocławskim.
Z mrówczą iście skrzętnością zebrał w niem autor z wszystkich
dostępnych źródeł obfity materyał, porównał go, umiejętnie zestawił i,
postępując zresztą wypróbowanymi torami, pod względem etymologi-
— 185 —
Recenzye i sprawozdania
cznym wytłumaczył. A jako szczególną zaletę dzieła owego uznać wy
pada, że objaśnienia te obejmują wszystkie, tak słowiańskie jak nie
mieckie , nazwy miejscowości wymienionego obwodu geograficznego
i w licznych razach są trafne i przekonywujące.
Jeżeli mimo to w przeróżnych szczegółach znaczniejsze pomyłki
i błędy oczywiste pozwolimy sobie tutaj wytknąć, to nie mają one by
najmniej na celu ujęcia wartości pracy, cennej w swej całości, lecz wy
nikają jedynie ze względu na ety mon, t j. na prawdę, dokładność
i słuszność.
Głównie zapewne cudzoziemskiem pochodzeniem autora tłuma
czyć należy, jeżeli on nieraz przy braku stanowczości sądu t. zw h omonimii, t. j. równemu albo tylko podobnemu brzmieniu pierwiast
ków językowych, znaczeniem zupełnie pomiędzy sobą się różnią
cych, zbyt obszerną rolą w swych objaśnieniach od
grywać pozwala. Posługąjąc się tąką metodą badania, utrudnił tylko
istotne zrozumienie rzeczy, a siebie samego nieraz na kręte i błędne
wywiódł manowce.
W następnych uwagach ograniczymy się z umysłu tylko wykaza
niem ważniejszych szczegółów.
Zweihof, zwane w dokumentach z r. 1295 kelzovo, 1300
kelchovo, nic nie ma wspólnego ani z rzeczownikiem kielich,
Trinkgefäss, kelch, ani też z starosłowiańskim rzeczownikiem słownym
kluczanye, Trauer; nazwę tę wywodzić należy od słowiańskiego
pierwiastku k u 1, polsk. kieł, dopełń, kła, Spitzzahn, Pferdezahn,
Hauer, ki el ec, w liczbie mnogiej kie lee, Hakenzahn.
Sarafke, 1204 Siravina, H. odnosi do polskiego rzeczownika
żóraw, Kranich, albo do Żórawina, Moosbeere, i objaśnia ową na
zwę jako „Kranichbach“ albo „Moosbeerbach“. Tłumaczenie takie, już
o ile starodawnej nazwy Siravina dotyczy, bardzo wątpliwe, odrzucić
trzeba względem nowszej formy stanowczo jako błędne w zestawieniu
z wyrazem żóraw. Sarofke jest oczywiście nazwą złożoną z przyimkaza, post, t ra n s, hinter, jenseits, i zdrobniałego rzeczownika
rowek, dopełń, rowka, kleinen Graben, Bächlein, i oznaczała pier
wotnie tylko „grunta, łąki, za rowkiem położone“. Dzisiejsza forma
jest skoszlawieniem prawdziwej w ustach niemieckich.
Żadną miarą zgodzić się także nie można na wywód słowiańskiego
rzeczownika ch ram, świątynia, Kirche, od pierwiastku tego samego co
słowo c h r a n i t i, po polsku chronić, uchronić, ani też na zesta
wienie jego z nazwą miejscowości Claven cranst, w dokumentach
z r. 1327 Ch r a n sto w, Cransto de sancta Clara, 1630 G ros sKranst, 1651 Clarenkranss, 1736 Cranst, lub z nazwą Marieneranst, w dokumentach z r. 1250 C ra n s t a v a, 1259, 1291
Cranstawa, 1293 C r a n s t o v a , 13 53,1360 Cran stów, Cransto
debeatavirgine, Kranstow dominorum sánete Marie,
1630 Klein-Kranst, 1651 Margen kra ns, 1667 Margenkran t,
ani też wreszcie z nazwą wsi Chronstan, w powiecie Opolskim.
Również i Damroth (Die älteren Ortsnamen Schlesiens, Bytom 1896,
str. 165) objaśnia ostatnią nazwę Chronstan w formie „Chroń st y,
186 —
Recenzye i sprawozdania
właściwie C h r o s t y, 1295 Chranstowi cz“, całkiem dowolnie, jakoby
powstała z rzeczownika polskiego chróst, w liczbie mnogiej chrósty, Gestrüpp, dürres Reisig. Wszystkim bowiem tym tłumaczeniom
stoi jako nieprzeparta przeszkoda w drodze przy każdej przytoczonej
nazwie stale pojawiające się brzmienie nosowe an albo on (=- ą). Mil
czeniem zbywać tej nosówki przenigdy nie można, ponieważ ona wła
śnie wskazuje nieodzowną drogę do wyśledzenia istotnego pochodzenia
owej nazwy. Bez najmniejszej wątpliwości bowiem tłumaczyć ją należy
właściwie jako przymiotnik dzierżawczy, utworzony od imienia osobo
wego chrząszcz, które na Śląsku polskim do dzisiaj bardzo często
się spotyka. Odpowiednie imię pospolite brzmi po starosłowiańsku
chrąsztb, po połabsku chranst, po polsku chrząszcz, chra
bąszcz, scarabaens, Käfer, Maikäfer, c h r ą s t, rodzaj bezskrzydlnej szarańczy.
Zresztą dla uspokojenia sumienia etymologicznego nie zawadzi
łoby może przy tej sposobności potrącić jeszcze o inny, podobnie
brzmiący wyraz słowiański c h r e n s t, po polsku chrzęść, w formie
zdrobniałej chrzęstka, chrząstka, cartilago, knorpel.
Przy objaśnieniu nazwy miejscowości Zweibrodt, brzmiącej
w r 1352 Czeseraw, 1360 Czeserow, 1409 Zeserau, H. odnosi
ją zrazu z wielką stanowczością do starosłowiańskięgo imienia pospoli
tego o s i ż i k z polsk. czyżyk, acanthis, fringillaspinus,
Zeisig, to znowu łączy ją „dla błędnej pisowni imion własnych“ z niemniejszą pewnością z polskiem imieniem pospolitem cis, taxus, Ei
benbaum. Jednakże w obydwu razach zbył milczeniem charakterystyczną
spółgłoskę r; por. Z i e s e r w i t z , w powiecie Średzkim, 1217 Sc i z eronici, 1348 Cezarovicz. Słusznie domyślać się można, że wszyst
kie te nazwy powstały z rzeczownika czeskiego tesarz, za tym wzo
rem i w polskim języku dawniej używanego w znaczeniu cieśla, przy
należnego do pierwiastku słowiańskiego tes, polsk. ciosać, ciesać>
cieśla.
Także wywód etymologiczny nazwy miejscowości Tschanchelw i t z, w dokumentach z r. 1252 Ćz uc h a 1 i t z, 1326 Z u c h a 1 i z , 1329
Schukalycz, 1352 Schukelicz, 1735 T s ch a n ke 1 w i t z, 1750
Tschenchelwitz, która, powstawszy .prawdopodobnie“ z formy
patronomicznej imienia osobowego, utworzonej od polskiego „szukał“
(= er suchte) w znaczeniu „Sucher“, w formie „Szuka licz“ ozna
czać ma „potomków „Szukała“ (Sucher) i ich siedzibę“, a tern mniej'
jeszcze znowu „z większem uprawnieniem“ podany drugi rodowód owej
nazwy miejscowości od polskiego przymiotnika zuchwały, audax, ver
wegen, kühn zdołają w jakikolwiek sposób sumiennego etymologa zadowo
lić. Nazwa rzeczona wywodzi się z pewnością od imienia pospolitego so
kół falc o, accipiter, falco palum barius, Falke, które we wszyst
kich językach słowiańskich brzmi nieodmiennie Por. nazwy miejscowo
ści na Śląsku: Zuckelnick w powiecie Strzygowskim, Sue klan
w powiecie Niemodlińskim, po polsku Sokolniki. Zucklauw po
wiecie Oleśnickim, po polsku Sokołowice, i tak się też niezawodnie
187 —
Recenzye i sprawozdania
Tschauchelwitz ongi zwało; Z ö c k 1 a u w powiecie Kożuchowskim,
po polsku Sokołowo.
Zupełnie chybione i całkiem dowolne jest objaśnienie nazwy
miejscowości Zimpel, zwanej w r. 1288 Zemplin, 1351 Czympelin,
skoro H. kusi się o nie aż w czworaki sposób, niezdecydowany, czy
wywodzić ją: 1. od polskiego rzeczownika cymbał(l), Tonwerkzeug,
Schallbecken; einfältiger Mensch; 2. od starogórnoniemieckiego z i mp a r, budulec, dom, Bauholz, Haus; 3. od średniogórnoniemieckiego
z i mp fern, płakać, wyć, ryczeć, weinen, heulen, i na dobitek, w mylnem przypuszczeniu, że spółgłoska p nie jest organiczną i dopiero pó
źniej swawolnie wsuniętą; 4. od rzeczownika starosłowiańskiego ze mi
lja, (w tejże formie istniejącego w jęz. słowieńskim, serbskim i ro
syjskim) po polsku ziemia, terra, Erde, Land. Rzeczona nazwa
miejscowości jest w istocie prawdziwie słowiańską, tylko tłumaczyć ją
należy w następujący sposób :
Dzisiejsza nazwa miejscowości „Zimpel“ w postaci bnrdzo ska
żonej, jest formą złożoną, z starodawnego przyimka są, z którego
z biegiem wieków powstały se, ze, oraz s, z, w znaczeniu cum, mit,
i z rzeczownika ogólnie słowiańskiego poi je, po polsku pole, ag er
Feld, Acker, w postaci zaś pierwotnej, nienaruszonej brzmi: Są pole»
Sąpolno, Sępolno, w znaczeniu: rola mieszana, grunta mieszane,
połączone, pole obszerne, z kilku mni jszych złożone. Por nazwy miej
scowości: Zimpel w powiecie Rotenburskim, po wendyjsku Zimplow; Zempelkoww powiecie Złotowskim, po polsku S em pol
no; Zempin w powiecie Szczecińskim; Zemplin, miasto stołeczne
i nazwa komitatu węgierskiego.
Analogiczne twory w polskim języku są: Sątok, Santok,
w Galicyi; imię pospolite sątok, santok, złożone z sąised,
sied, w znaczeniu: razem z kim, obok kogoś siedzący; s ą s i e k , rze
czownik złożony z są i siek, pochodzącego od pierwiastku sek (por.
słowo siec), po niemiecku Banze; sąrżyca, dzisiaj zwyczajnie sążyca, wyraz złożony z są i reż, mieszanka, żyto z pszenicą pomie
szane; su krwi ca, w dyalektach sukrowica, wyraz złożony z są
i k re w, w znaczeniu krew z ropą pomieszana, otok; s u s p ic a , rzeczownik
złożony z są i pierwiastku su p, w znaczeniu żyta z plewami pomieszanego.
Nieszczególnie powiodło się także amorowi z objaśnieniem imie
nia osobowego rieciech, podanem pod nazwą miejscowości Seschwitz, która z owego imienia istotnie powstała. Imię owo utwo
rzyło się wprawdzie z pierwiastka słowiańskiego sjeti (seti, z którego
powstało słowo sjetiti (setiti) w znaczeniu pamiętać,- memin i s s e , gedenken, jednakże druga część imienia owego nie pochodzi,
jak autor twierdzi, od osnowy tjezzi, skąd polskie cieszyć, po
cieszać, gaudere, consolari, erfreuen, trösten, lecz jest czy
stym przyrostkiem słowiańskim j e h u. Imię Sieciech zatem nie zna
czy. „pocieszające, miłe wspomnienie“, lecz „pamiętający, pomny“, lub
„w pamięci pozostający, tkwiący“. Dzisiejsza więc nazwa miejscowości
Seschwitz, w dokumentach z r. 1338 Z e s c h i c z, 1360 Zessichicz, 1480, 1530 Seschitz, Sesschitz, Ze chicz, 1610,
— 188
Recenzye i sprawozdania
Säschwitz, 1795 Se chsw itz. brzmieć musiała pierwotnie po polsku
Siecieszyce. Por. polskie nazwy miejscowości: Sieciechów o,
Sieciechowice; czesk. Setje h ovice.
Z powyższych wywodów wynika też, że Damroth (w przytoczonem
dziele str. 88) nazwę Sechswitz jeszcze daleko błędniej tłumaczy; wywo
dzi ją bowiem od polskiego imienia osobowego Zdzisław, zmyśla
jąc takim sposobem jak najdowolniej nazwę miejscowości Z dz i esice,
zupełnie nieznaną i nieprawdopodobną.
O słowiańskiem pochodzeniu nazwy miejscowości W an gern,
w dokumentach z r. 1305 W a n g e r, 1309 Wangir, Wangyr, Wan
ge rn, ani chwili powątpiewać nie można. Jak zaś tłumaczyć ją jako
„powstałą według dochowanych starodawnych waryantów z równą słu
sznością z starogórnoniemieckiego pierwiastku wang“
ani sposób zro
zumieć, tern mniej jeszcze z tak osobiiwem dowodzeniem, że „imię oso
bowe Wysa deWangotho zachodzi jeden raz tylko w Regestach ślą
skich z r. 1259“.
Zupełnie niefortunne są także objaśnienia, podane nietylko do
nazwy miejscowości 1 r r s c h n o c k e, która, skoszlawiona z urojonego
w rzeczy samej rzeczownika polskiego rznak (= żniwak?!) w zna
czeniu „Schnitter", żeniec, żniwiarz, ma w związku ścisłym po
zostawać z polskim rzeczownikiem r znąć, albo z rzeczownikami reż,
ziarno, i pierwotnie rzekomo brzmieć mogła Rznakow w znaczeniu
„Ort der Schnitter“, lecz i do miana miejscowości, które, przytoczone
pod r. 1254 w dokumencie jako Pretiwonono Preciwonono, później
wszakże razem z samą miejscowością w mroku wieków długich przepadło; utworzyć się zaś podobno miało z złożenia z polskiego przyimka przed, ante, vor, i z imienia osobowego Iwan (1!) z zakoń
czeniem przymiotnikowem owo. Czemu nie sięgnął autor przy obja
śnieniu tej nazwy właśnie do tuż na samym torze leżącej odnośnej
osnowy proti, po polsku przeciw, przeciwko, contra, gegen,
po czesku proti, protivo, protivu, protiv? Klucz do tej ję
zykowej zagadki kryje się istotnie w tej, a nie w innej osnowie.
W zagadnieniach etymologicznych często bardzo zawiłych woli przyznać
się do przykrego wprawdzie nieraz, lecz w szczerości swej nieupokarzającego non liquet.
S. Drzażdżyński.
J. Talko-Hryncewicz. Materyały do etnologii i antropologii lu
dów Azyi Środkowej. Mongołowie, Buriaci i Tungusi. Kraków. Nakła
dem Akademii Umiejętności. 1910. 96 str.
Prof. J. Talko-Hryncewicz, wykładający obecnie antropologię na
Uniwersytecie Jagiellońskim, bawił przez 16 lat w krainie zabajkalskiej
i zebrał tam przy swej nadzwyczajnej pracowitości ogromny materyał,
dotyczący dwóch ludów, stanowiących podstawowy typ rasy mongol
skiej: Mongoło-Chałehasów, zamieszkujących Środkową Azyę i Buriatów, zamieszkujących Dauryę (obwód zabajkalski). Wpływ tych szcze
pów kulturalny i rasowy silnie oddziaływa zarówno na najbardziej po-
— 189 —
Recenzye i sprawozdania
suniętych na północ Jakutów, tak też i na Tungusów. Tym ostatnim
autor poświęcił też swą uwagę, badając kilka oaz, gdzie się zacho
wali Tungusi wyparci ze swej pierwotnej siedziby (od Jenisieja aż do
Amuru), porozrzucani po całej wschodniej Syberyi i stopniowo wymie
rający. Jest to dla antropologa szczep bardzo ciekawy nietylko w obec
jego zanikania, ale i z powodu specyalnych cech, pozostałych od czasów
ubiegłych, które spowodowały nawet nazwę u otoczenia: „Szlachta Sy
beryjska“, „Francuzi Północy". Tungusi prawie wyłącznie zajmują się
myśliwstwem, mają charakter rycerski i odróżniają się tern bardzo od
ospałych Mongołów i Buriatów.
Nie duża książeczka prof. T. K. jest streszczeniem jego olbrzymiej
monografii, posłanej jeszcze w 1901 r. do Moskwy do Twa Miłośników
Przyrody, które za nią dało mu premium i złoty medal imienia Razewietowa. a Two Geograficzne w Petersburgu za dzieło to w połączeniu
z innemi pracami odznaczyło naszego znanego rodaka największą na
grodą — wielkim złotym medalem. Druk całej pracy podjęty będzie przez
Petersburską Akademię Nauk.
Ile czasu i sił ta monumentalna praca potrzebowała, wskazuje ta
okoliczność, że na wyliczanie dat pomiarów i przepisywanie poświęciła
zacna i niestrudzona towarzyszka życia i podróży prof. T. H., jego mał
żonka pani Krystyna Talko - Hryncewiczowa wraz z jedną swą przyja
ciółką 3 i pół lata.
Ponieważ prof. T. FI. pracował uprzednio i nad antropologią bli
skich nam terytoryów — Litwy i Rusi, mógł więc zebrany w Azyi materyał porównać z danemi dotyczącemi tego, co nas najwięcej obchodzi.
Autorowi wydaje się mianowicie, że Litwini, Łotysze i Białorusini ze
swym bardziej jasnym typem i krótkogłowością przechodzącą w średniogłowość, o bardziej wydłużonych wąskich twarzach, wąskich czołach
i potylicach, zbliżają się do typu Finnów Zachodnich Natomiast połu
dniowi Ukraińcy a może w części i Polacy o typie nieco ciemniejszym,
znaczniejszą krótkogłowością, o twarzach i potylicach bardziej szerokich
zdają się mieć pewne cechy mongolskie. Objaśnienia trzebaby szukać
w wędrówkach Mongołów, które szły południem współczesnej Rosyi aż
pod Kraków. Fiordy tatarskie niejednokrotnie przechodziły przez Ukrainę,
wdzierając się do Polski. Litwini i Białorusini od tych inwazyi byli wię
cej swobodni i zachowali czyściej swe cechy. Czaszki odnajdywane
w starych mogiłach Krywiczan, którzy są protoplastami współczesnych
Białorusinów, niczem się nie różnią od dzisiejszych białorusińskich.
Pierwiastek fiński można zauważyć w tej samej proporcyi.
Zajmująca książeczka prof. T. H. jest cennym nabytkiem dla na
szej literatury antropologicznej i etnologicznej, w której dział prac ory
ginalnych jest niezmiernie biedny.
Zakopane.
Bron. Piłsudski.
Ignacy Radliński. Apokryfy judaistyczno-chrześciańskie w pol
skich przeróbkach. Warszawa. Skład gł. w księg. E. Wende i Ska. (T. Hiż
i Turkułł.J 1911.8° str. 107 + 3 nlb. Cena 1 Rb. (Słowo wstępne. I. Krzy-
— 190 —
Recenzye i sprawozdania
sztofa Pussmana: Historyja bardzo cudna o stworzeniu nieba i ziemi.
II. Postępek prawa czartowskiego przeciw narodowi ludzkiemu III. Historya o chwalebuem Zmartwychwstaniu Pańskiem. IV. Apokryfy judaistyczno-chrześciańskie. Postscriptum. Uzupełnienia).
Zjawienia się książki niniejszej nie można uważać jako jakieś
plus w nowej literaturze, choćby dlatego, że nie przynosi nic nowego,
bo jest formalnym przedrukiem rozprawki tegoż autora p. t. „Trzy ksią
żeczki polskie z XVI. stulecia“ ') choćby z tego powodu, że wyniki, do
jakich autor dochodzi dla naukowego badacza są prawie bezwartościowe,
mimo pretensyi autora w tym kierunku. Ma bowiem charakter dorywczy i pseu
donaukowy a dla badacza apokryfów stanie się bezpotrzebnym balastem
przy obowiązkowem badaniu odpowiedniej literatury. Przez swój chao
tyczny sposób pisania nie przyczyni się nawet do ogólnego dobrego
poinformowania w tym przedmiocie. Przedewszystkiem razi już wodnisty
wstęp*2), zajmujący */5 całej książki. Na scharakteryzowanie apokryfu
i jego trojakiego charakteru (proroczego, biograficzno-historycznego,
polemiczno apologetyczno-dogmatycznego), na skreślenie ważności ich
dla historyka i etnologa starczyłoby zupełnie z 5 stron. Autor jednak
zupełnie mechanicznie wtrąca tu pochwały
dla Łopacińskiego,
i innych, utyskiwania nad losem swoich apokryfów3). Rozwodnienie
i operowanie frazesami powoduje często błędne twierdzenia wypowie
dziane w formie kategorycznej, jak np: „Apokryfy stały się źró
dłem podań ludów europejskich" (str. 9) lub zdanie o powstawaniu lite
ratur apokryficznych narodowych „Powstawały zaś jedna od drugiej n i eza leżnie, gdyż wszystkie czerpały z jednego źródła treść swą samo
dzielnie“ (str. 11), przyczem sam autor pozostaje z sobą w sprzeczno
ści, gdyż w r. IV. nie jest pewnym, czy Pussman wprost tłumaczył „Dzieje
Adama i Ewy“. Nie trzeba zresztą udowadniać, że Zachodnia i Wscho
dnia Słowiańszczyzna z odmiennych rąk, więc niesamodzielnie
wierzenia swe czerpały. Właściwa i lwia część pracy (R. I.—III,) polega
na tern, że autor streszcza dziełka, wydane w bibliotece pisarzów poi.
A. U. tomiki X., XXII. i XXV. przytaczając obficie wyjątki bez paginacyi
i numeracyi wierszy. Rozdział IV. pracy obraca się w ogólnikach, po
wtarza miejscami myśli ze Wstępu. Autor wymieniwszy apokryfy do Moj
żesza Genezis (R. I.—V.) t. zw. Małą Genezis czyli Księgę Jubileuszów
i „Dzieje Adama i Ewy“ (Apokalipsa Mojżesza) twierdzi kategorycznie
(str. 81), że książeczka Pussmana „jest tylko tłumaczeniem“ tej książki,
nie poparłszy tego nawet przykładami. Podobnie się rzecz ma z drugą
tudzież trzecią książeczką, bo mimo przytoczenia przekładu apokryficznej
Ewangelii św. Nikodema, dobrego jako illustracya, nie mamy żadnych
’) Biblioteka naukowa IV. 1905 II. półrocze str. 18—41, 49—72,
94—116.
2) Porównaj n. p. powtarzanie się na str. 3—4 i 12 — 15.
3) Str. 16-23.
— 191
Recenzye i sprawozdania
odpowiednich tez co do stosunku pokrewieństwa. Szkoda też, że autor
nie uwzględnia w tym kierunku najnowszej literatury, choćby pracy O.
Dahnhardfa „Natursagen“ zawierającej w I. i II tomie podania odno
śnie starego i nowego testamentu z uzupełnieniami A. Fischera. („Lud“
1909. IV.). O myślach w postscriptum zawartych, że lit. apokr. polska
w. XVI. ma swobodniejszy charakter, niż arjańska w. XVII., jako zbyt
ogólnych nie mam co mówić. Całość pracy nasuwa myśl, że praca nau
kowa obliczona na łatwe rozejście się między publicznością, często
chybia celu.
Lwów.
K- Sochaniewicz.
Omyłki druku.
str. 101 w. 14 z góry zamiast O. Zielińskiego czytaj
„
„
Crustusa
„
„ 101 „ 15
„
„
autentyczną
„
» 101 „ 16
„ rudis indigestaąue. m. „
„ 101 „ 7 z dołu
T. Zielińskiego
Crusiusa
antyczną
indigestaeęue. m.
DRUK UKOŃCZONO 10. STYCZNIA 1912 R.
ODPOWIEDZIALNY ZA REDAKCYĘ: ADAM FISCHER.
192 —
