2fc282a981dca72c7d87cad828bfde20.pdf

Media

Part of Lud, 1923, t. 25

extracted text
LUD
ORGAN POLSKIEGO TOWARZYSTWA ETNO­
LOGICZNEGO, WYDAWANY PRZEZ POLSKIE
TOWARZYSTWO LUDOZNAWCZE WE LWOWIE

OŘEME DE U SOCIÉTÉ POLOMISE D’ETDSOLOGIE
REDAKTORs ADAM FISCHER
SERJA 11—TOM V—ROK ',9 26
OGÓLNEGO ZBIORU — TOM XXV
WyDANy Z ZASIŁKU M. W. R. 1 O. P.
Z 19 ILUSTRACJAMI

LWÓW — WARSZAWA — KRAKÓW — POZNAŃ — WILNO
NAKŁADEM TOWARZVSTWA LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE. — SKŁAD
GŁÓWNy W WyDAWNICTWIE ZAKŁADU NARODOWEGO IMIENIA OSSO­
LIŃSKICH, LWÓW, KALECZA 5, — WARSZAWA, NOWy ŚWIAT 69. —
DRUKIEM S-Nl WyDAWNICZEJ „PLACÓWKA LUBELSKA" W LUBLINIE

/ Í\ ijí I 1*3

KOMITET REDAKCYJNY „LUDU”:
PROF. DR. WILHELM BRUCHNALSKI, PROF. DR. ADOLF
CHYBIŃSKI, PROF. DR. -TAN CZEKANOWSKI, PROF. DR. ADAM
FISCHER, PROF. DR. EUGENJUSZ FRANKOWSKI, f PROF.
DR. ANDRZEJ GAWROŃSKI, PROF. DR. LEON KOZŁOWSKI.
REDAKTOR NACZELNY: PROF. DR, ADAM FISCHER

DRUK S-NE - WVD. .PLACÓWKA LUBELSKA'

SPIS RZECZ y.
I. ROZPRAWY.

Str

Koranyi Karol : Czary w postępowaniu sądowem ....
7
Kuchta Jan : Polskie podania ludowe o człowieku na księżycu
.
38
Poniatowski Stanisław : Chrapki.......................................................................... -j
Sochaniewicz Kazimierz : Miary roli na Podhalu w ubiegłych wiekach
19

II. MATERJAŁY i NOTATKI ETNOLOGICZNE.
Breżgo Bolesław: Zwierzęta w wierzeniach Białorusinów guberni
smoleńskiej................................................................
.
.
52
ischcf Adam: Opowieści o czarownicach z doliny nowotarskiej
.
78
Iwaszków Michał : Ślady pobytu południowych Słowian na północ od
Dniesiru............................................................................................................ 94
Kalinowicz Władysław : Nocna warta w Samborze
....
97
Koranyi Karol: Czy tortury są dalszym ciągiem sądówBożych?
.
96
Udziela Seweryn : Z Przeeławia........................................................................ 60
Zborowski Juljusz: Opowieść o synu Napoleona na Podhalu .
.
98

III. RECENZJE i SPRAWOZDANIA.
Aus dem Beuthener Lande R. 1 (S. Udzielą,);,............................................ jjj
Bastrzykowki Aleksander Ks, Monografja historyczna parałji Jankowice Kościelne Sandomierskie (A. Bechmann)
.
, 435
Bibliograf;t _.udoznawcza za r. 1925 (A, Bachmann) .... 140
Bossert H. Th. Volkskunst in Europa (E Frankowski)
.
. 106
Bystroń Jan St. Nazwiska polskie (A. Fischer) ..... 136
Bystroń Jan St. Wstęp do ludoznawstwa polskiego CE. Frankowski)
99
Dolina Jan. Pieśni ludowe Górnego Śląska z melodjami (S. Udziela)
111
I Inn n 1

Honinan

_
_
_
_
_li



_

.•

1

1

1

—,

w czasie Bożego Narodzenia oraz 32 starych kolęd górnośląskich
z melodjami ztb raných z ust ludu (S. Udziela)
.
.
109
Eisner Paul.
jlkslieder d"r Slawen (A. Fischer) .... '*08
Ethnographia (Népélet) XXXVII. z 2 (K. Koranyi)
...
!
131
Ethnologischer Anzeiger T. I. z. 1—2 (A. Bachmann) .... 126
Gądzikiewicz Witold. Strój górali podhalańskich pod względem higie­
nicznym (Ą. Fischer)
.
.
.............................................. 439
Gatzka Paweł. Zbiór starych górnośląskich pieśni ludowych z nu­
tami według dr. med. Rogera (S. Udziela)
,
.
.
HO
Hessische Blätter für Volkskunde T. XXIII. (J. Falkowski)
.
.’
129
Janów Jan. Gwara małoruska Moszkowiec i Siwki naddniestrzańskiei
fM. Iwaszków)........................................................................................... ........

Sťr.
Keller Albrecht. Der Scharfrichter in der deutschen Kulturgeschichte
(K. Koranyi).................................................................................................115
Kuba Ludwik, Czteni o Lužici >H. Batowski)
.....
105
Künssberg Eberhard von. Rechtsbrauch und Kinderspiel (K. Koranyi)
114
Miczan Vladimir. Obrázky z Horní i Dolní Lužice (H. Batowski) .
108
Mitteilungen zur jüdischen Volkskunde T. 29. (G. Fränklowa) .
.
132
Prohrammy do zbyrannja materjaliw zwyczajewoho prawa (K. Koranyi) 113
Schwerin Claudius Frh. v. Die Formen der Haussuchung in indoger­
manischen Rechten (K. Koranyi)..............................................................116
Slavia. R. I—V z. 1—2. (M.lwaszków) ..............................................................120
Sosenko Ksenofont. Pro mistyku hajiłok (M. lwaszków) .
.
.
116
Stojan owski Karol. Rasowe podstawy eugeniki (A. Bachmann)
. 135
Tilke Max. Osteuropäische Volkstrachten in Schnitt und Farbe (E.
Fre kowski)................................................................................................. 106
Volkskundliche Bibliographie für das Jahr 1920. (ň. Fischer) .
.
140
Vulpesco Michel. Les Coutumes Roumaines Périodiques. (A. Fischer)
138
Wiener Zeitschrift für Volkskunde. T. XXXI (J. Falko--, ski).
.
,
128
Zeitschrift für slavische Philologie T. 1—111 z. 1—2 (M. lwaszków)
123

IV. POLEMIKA.
Kozłowski Leon.

Niektóre zagadnienia polskiego neolitu .

.

I—XVIII

TABLE DES MATIERES
du volume XXV (Année 1926) de la Revue ethnographique
„Lud” („Le Peuple”)1
1. ÉTUDES.
□ „
Pag.
Koranyi Ch. : Les sortilèges dans la procédure judiciaire ...
7
Kuchta J.: Lesiégendes populaires polonaises sur l’homme dans la lune
38
Poniatowski St,: Les crampons à glace........................................................1
Sochaniewicz C. : Les mesures agraires sur les versants des Tairy,
dans les siècles écoulés.........................................................................19
II.

MATÉRIAUX ET NOTICES ETHNOGRAPHIQUES.

Breźgo B. : Les animaux dans les croyances des Blancs-Ruthènes
du gouvernement de Smoleńsk .
.
.
.
.
.'
52
Fischer A. : Les récits sur les sorcières de la vallée de Nowy Targ
78
lwaszków M.: Traces du séjour des Slaves méridionaux au nord du
Dniester............................................................................................................ 94
Kalinowicz W. : La ronde de nuit á Sambor.............................................97
Koranyi Ch.: Les tortures sont-elles la continuation des jugements de
Dieu?.................................................................................... .96
Udziela S.: Matériaux ethnographiques concernant Przecław ,
.60
Zborowski J.: Les récits sur le fils de Napoleon (l’Aiglon) sur les
versants des Tatry..........................................................................................98111.

CRITIQUES ET COMPTES-RENDUS ...
IV. POLÉMIQUE

Kozłowski L.: Quelques réflexions concernant la période néolithique
polonaise................................................................................... I—XVIII

99

STANISŁAW PONIATOWSKI.
CHRAPKI.

W pracy „Collection Tovostine” opisuje i reprodukuje
Tallgren dwa przedmioty o nieznanym dla niego użytku
(Ryc. 1 i 2), dość pospolite wśród bronzów minusińskich, bo
znajdujące się w Muzeum Mlnusińskiem w końcu 1913 r.
w ilości 38 sztuk i w zbiorze Tovostina w ilości 4 sztuk1).
Martin sądził, że są to zgrzebła końskie*2), Tallgren jak­
kolwiek zaznacza, że mogły one służyć raczej do rozczesywa-

Ryc. 1—2. Przedmioty bronzowe z okolic Minusińska
(wdłg. Tallgrena).

nia grzyw i ogonów, dodaje jednak, że przeciw takiemu poj­
mowaniu tych zagadkowych przedmiotów przemawia rozmiesz­
czenie ich zębów. Kształt tych przedmiotów bywa dość roz­
maity, jak świadczą podane przez Tallgren’a rysunki, wy­
obrażające odnośne znaleziska minusińskie, przechowywane
w innych zbiorach (Ryc. 3—7). Przedmioty te pochodzą, zda­
niem Tallgren’a z końca epoki bronzowej. „La forme
1) Tallgren A. M., Collection Tovostine des antiquités préhi­
storiques de Minoussinsk. Helsingfors 1917,51—52, Fig. 52 56 i PI. VI, 2 3.
2) Martin F. R., L'âge du bronze au musée de Minoussinsk.
Stockholm 1893.

1

2

est spéciale à Minoussinsk. Je ne le connais pas dehors de
cette province, et en particulier pas en Scythie ou plus à l’ou­
est” (17, 52).
Porównanie jednego z tych zagadkowych przedmiotów
minusińskich (Ryc. 3) z czukockim „ice-creeper”, podanym
przez Bogoras’a1) (Ryc. 8)
nasuwa mi przypuszczenie, że
opisane przez T a 11 g r e n’a
bronzy używane były do cho­
dzenia po lodzie przez ryba­
ków nadjenisejskich. Przypu­
szczenie to stanie się pewni­
kiem, jeżeli uwzględnimy niżej
zebrane dane, dotyczące t. zw.
Ryc. 3—7. Przedmioty bronzowe z
„chrapek”, którem to mianem
okolic Minusińska (wdlg.Tallgrena).
oznaczają w okolicach Tykoci­
na „żelazka, przywiązywane
pod podeszwą przez chodzących po lodzie, zapobiegające
ślizganiu”, jak podaje Gloger2).
O chrapkach Czukczów
i Koraków pisali B o g o r a s
iJochelson. Pierwszy mówi :
„Chukchee and Koryak, when
walking over smooth ice, use
ivory creepers identical in shape with those of the American
Eskimo. These are fortered to
the sole crosswise to prevent
sliping”(’04,263). Jochelson3)
pisze, że chrapki korackie
były dawniej z twardego drze­
wa lub kości, obecnie zaś Ryc. 8. Chrapki|czukockie. Wdłg.
Bogorasa.[_ (Dlugość 10 cm.).
są już żelazne i mają od-

-\nnrv

Bonoras W., The Chukchee, Material Culture. Mem. of. the
Amer. Mus. of. Nat. Hist., Vol. XI, P. I, 1904, 263, Fig 195.
2) G1 o g e r Z., Słownik gwary ludowej w Tykocińskiem. Prace
Filolog., IV, 1893, 8C6.
3) Jochelson W., Material Culture and Social Organization
of the Koryak. Mem. of the Amer. Mus. of Nat. Hist., Vol. X, P. II, 1908,
605, ł-ig. 130.

B
miernią formę od czukockïch (Ryc. 9). Uwaga Bogoras’a, że
chrapki czukockie identyczne są z chrapkami Eskimów, dotyczy
jednak zapewne tylko Eskimów azjatyckich, bo np. Eskimowie
z Point Barrow robią, jak pisze Murdoch, „a kind of creeper out
of strips of sealskin. These are doubled
lengthwise, and generally bent into a
halfmoon or horseshoe shape, with the
folded edges on the outside of the
curve, sewed on the toe and heel of
the sealskin sole”, jak to pokazuje
Ryc. 101).
Dzisiejsze żelazne chrapki korac- Ryc g chrapki korackie.
kie przypominają bardzo żelazny „bazwdłg. Jochelsona.
łuk“, używany do chodzenia po lo(Długość 11 cm.),
dzie przez rybaków nad dolną Wołgą,
którego rysunek został mi uprzejmie zakomunikowany przez
p. A. Hryniewickiego (Ryc. 11). W Rosji znane są jed­
nak i inne formy chrapek, gdyż Dal podaje: „bazłuk, bazłyk,
buzłuk — rod skoby iii podkowy s szinami“2), gdzieindziej

Ryc. 10. Chrapki Eskimów
z Point Barrow. Wdłg.
Murdocha.

Ryc. 11. Chrapki z delty Wołgi.
Wdłg. A. Hryniewickiego.

zaś czytamy: „bazłuki żelieznyje trjeugolniki s szinami, privjazyvajemyje gorcami k porsznjam (sapogam) dla udobniejszago podnjatija na góry, a rybakami i zvierotovami dla choďpy
po gładkomu l'du“ 3).
D Murdoch J., Ethnological Results of the Point Barrow Expe­
dition. Ninth Ann. Rep. of the Bur. of Ethnol., Washington 1892, 135, Fig. 82.
2) Dal V., Toikovyj słowar živogo velikorusskago jazyka, 1,-1903, 96.
8) Novyj Encyklcpe iiczeskij Słovar, Brokgauz—Efron, SPb., IV, 696.

r

4

Wyrazy „bazłuk, buzłuk“ zapożyczone zostały przez Wiel­
korusów wschodnich z języków tiurskicli, gdyż „buz“ w kilku
z tych języków, a zwłaszcza w różnych dialektach tatarskich,
znaczy lód 1), sam jednak przedmiot występuje lub występował
bodaj i w innych częściach Wielkorusi, posiadając, jak można
wnosić z wyżej podanych opisów, kształty, zbliżające się do
kształtów chrapek na ziemiach polskich2).
Do chrapek w Polsce
znajdujemy w literaturze bar­
dzo skąpe wiadomości. Glo­
ger w kilku wierszach opiRyc. 12. Chrapki z nad Narwi. (Mu- sał chrapki żelazne o trzech
zeum Etnogr. Warsz. Nr. 487). Długość zębach ze WSÍ Złotorja nad
11 cm. wysokość 1.5 cm.
Narwią na Podlasiu tykocińskiem i dał ich fotografje
ale dość niewyraźne3). Dzięki uprzejmości p. E. Frankow­
skiego, Dyrektora Muzeum Etnograficznego w Warszawie, mo­
głem zrobić załączone ry­
sunki powyższych chra­
pek nadnarwiańskich ze
zbiorów G1 og e r a. przyczem Ryc.12 przedstawia
egzemplarz starszy, zaś
Ryc.13 egzemplarz młod­
szy,zrobiony koło r.1870. Ryc. 13. Chrapki z nad Narwi (Muzeum
Nr. 486). Długość 11.5 cm.
Odmiennej formy„chrap- Etnogr. Warsz.wysokość
2,8 cm.
cie” widziałem sam w
r. 1925 we wsi Michałowo Stare nad Narwią (7 kim. na płn.
od stacji Przetycz) (Ryc. 14).
Panu Kazimierzowi Moszyńskiemu zawdzięczam
Ryc. 14. Chrapki z Michałowa Starego.
Długość u góry 10 cm,, u dołu 5 cm.,
szerokość 4 cm., wysok. 5 cm.

!) , R adiov V. V., Opyt slovarja tjurskich narieczij, IV, 1911, 1866.
2) Nie jest wykluczone, że dawna nazwa wielkoruska chrapek zbli­
żała s.ę do polskiej, co możnaby wnosić ze znaczenia wyrazu „chrap”
(Dal IV, 1231).
3)$G 1 o g e r Z., Ości i chrapki rybackie, Wisła XIV, 1900, 179 —180.

5

dane następujące, za udzielenie mi których składam Mu serdeczne
podziękowanie : 1° we wsi Siemień, pow. radzyńskiego przywią­
zywano do obcasów podczas połowu ryb przy ciąganiu sieci po
lodzie t. zw. „lodówki” (Ryc. 15); 2° we wsi Sudybor pow. włodawskiego używane były „podkowy”, sądząc z opisu tejże formy, co
lodówki w Siemieniu; 3° we wsi Sporów,
gm. Piaski, pow. Kosów poleski, umocowy­
wano pod środkiem buta „pud ko wy” w
kształcie czteronożnej ławeczki żelaznej, za­
opatrzonej z obu stron haczykiem; 4° we wsi
Zatom Stary, pow. międzychodzki, używane Ryc. 15- Chrapki z
Siemienia. Wdlg. K.
były do chodzenia po lodzie „raczki” 1).
Moszyńskiego.
Nazwa „raczki” z pow. międzychodzkiego wiąże się z nazwą „raki”, występującą na Huculszczyźnie.
„Ráky — pisze Szuchiewicz — tworzą niejako żelazną po­
deszwę o 4—6 zębach; raki przy­
wiązują za kółira sznurkami do
kierpców, co nie dozwala ześliznąć
się z mokrych belków albo też po
lodzie” (Ryc. 16)2). Raki hucul­
skie wiążą się z rakami pasterzy
rumuńskich w Siedmiogrodzie, poWdlg. Szuchiewicza.
siadającemi jednak odmienną for­
mę (Ryc. 17)3), przyczem sama ich nazwa występuje i w Euro­
pie Wsch. jak np. świadczyJj nazwa „tawelrak” dla drewnia­
nych koturnów („hölzerne
Stelzschuhe”) u Nogajców4).
Pomijając dzisiejsze raki
turystyczne, wnosić można,
że chrapki rybackie ulegają
już od dłui jZegO czasu 3 -ai- RyC. 17. Chrapki Rumunów siedmiokowi. Sądzę, że przyczynił
grodzkich. Wdlg. K. Fuchsa.
1) Od paru osób słyszałem o używaniu chrapek w Wileńszczyźnie,
brak mi jednak stamtąd bliższych danych.
2) Szuchiew'cz W., Huculszczyzna, Lwów. 1, 1902, 208, rys. 122.
3) Fuchs K., Ethnographische Mitteilungen aus den Komitaten
Kronstadt und Fogaras in Siebenbürgen. Mitf d. Anthr. Ges. Wien, Bd
XXXV, 1905, 135, Abb. 3.
4) Illustrierte Völkerkunde hrsg. v. B u s c h a n, Bd. 11, 2, Europa,
Stuttgart 1926, 846 i Fig. 517.

6

się do tego w znacznej mierze rozwój obuwia, a mianowicie
zjawienie się obcasa na pierwotnie gładkiej podeszwie, który
może nawet poprostu jest zmodyfikowanemi chrapkami. Przy­
puszczenie to staje się prawdopodobnem, jeśli wziąć pod uwagę,
że z powiększenia naszytych na podeszwę skórzanych chrapek
eskimoskich (Ryc. Î0) łatwo mógł powstać obcas, a dalej jeśli
wziąć pod uwagę używane i u nas w wielu okolicach grube
żelazne podkówki—prw. nazwę chrapek w Sudyborze i w Sporowie ! — mogące być wprost na stałe przymocowanemi chrap­
kami *).
Zaznaczona wyżej rozległość występowania oraz różnorod­
ność form wystarczająco wykazują, że zagadkowe dla Tallgren’a bronzy minusińskie były chrapkami. Ich obfitość w zbio­
rach bronzów minusińskich jest zrozumiała, jeśli weźmiemy
pod uwagę znaczną gęstość zaludnienia brzegów górnego Jeniseju w epoce bronzowej, a co za tem idzie potrzebę inten­
sywnego uprawiania rybołówstwa w czasie długiej zimy sybe­
ryjskiej %
Z Zakładu Etnologji Inst. Nauk. Antrop. Tow. Nauk. Warsz.* i

*) Prw. również okucia żelazne z wydmy pod wsią Gulin, gm. Za»
krzów, opisane przez M. Wawrzenieckiego w Mat. Antrop. — Arch.
i Etnogr. VII, 1904, 153 i Tabl. XI, 7.
s) Autor bidzie b. obowiązany za łaskawe przesyłanie mu danych,
dotyczących chrapek pod adresem s Warszawa, Śniadeckich 8 II, Zakład
Etnologji.

KAROL KORANyi.

CZARY W POSTĘPOWANIU SĄDOWEM.
(Szkic prawno-etnologiczny).
J. WSTĘP. Powszechna jest po dziś dzień wiara ludu
w istnienie pewnych talizmanów, pewnych środków czarodziej­
skich, które zapewnić mogą pomyślny wynik procesu, unie­
szkodliwić następstwa jakiejś czynności w procesie, np. fałszy­
wej przysięgi. Wiemy, z jak wielką obawą przystępuje lud do
złożenia przysięgi w sądzie, bojąc się, by przez zapomnie­
nie lub choćby pomyłkę nie ściągnąć na siebie kary niebios1).
Jest owa święta groza, jaką zawsze budziła przysięga *2), a stąd
nieraz zdarzało się, że strona wolała przegrać sprawę niż
składać przysięgę.

Straszne bowiem kary czekają tego, który przysięgą po­
piera nieprawdę. Już Grzegorz z Tours (f 595) opowiada nam
w swej „Historia Francorum” 3) o tem jak złodziej, który przy
grobie św. Marcina przysięgą wykazać chciał swą niewinność,
pada jakby gromem rażony, zanim zdołał podnieść rękę do
przysięgi. Podpalacz, który przy grobie tegoż świętego fał­
szywie przysiągł, umiera, zanim zdołał przejść przez próg
kaplicy. Kapłan, który w toku procesu złożył fałszy­
wą przysięgę przy grobie św. Maksyminusa, upada na miejscu
martwy4). I dziś jeszcze wierzy lud, że krzywoprzysięzcę
1) Wisła VII. str. 158.
2) Dąbkowski : Litkup; w dodatku ! O przysiędze i klątwie Lwów 1906
str. 58.
3) Lib. VIII. c. 16. (Mon. Germ. Scriptores rerum Merov. I. 1 p. 336).
4) Liber in gloria Confessorum c. 91. (Mon Germ. Scriptores rerum
Merov. I. 2. p. 806).

8

rychła, czasem i doraźna czeka kara, że zasypanym zostanie
ziemią1); że po złożeniu fałszywej przysięgi zacznie chudnąć
i umrze2) najdalej do roku3), niekiedy do roku i sześciu nie­
dziel4),5 6żc wreszcie, jeśli w pobliżu znajduje się broń na­
bita, wówczas broń sama wypali, a kula trafi krzywoprzysięzcę B).
Istnieją jednakowoż sposoby, przy pomocy których mo­
żna unieszkodliwić owe ciężkie następstwa. Gdy podczas
przysięgi trzyma się w ustach kamyczek, który się następnie
wypluwa, to razem z nim wypluwa się i fałszywą przysięgęe).
Do monety trzymanej pod językiem w czasie przysięgi przy­
lgnie krzywoprzysięstwo7), a krzywoprzysięzcy nic się nie
stanie. Bezwartościową będzie wreszc.e przysięga, jeśli pod­
czas jej wykonywania trzyma się drugą ręką za guzik 8).
2. CZARy W SĄDACH BOŻYCH NA ZACHODZIE EUROPY. Ta za­
chowana u ludu wiara w istnienie środków unicestwiają­
cych ujemne następstwa jakiejś czynności procesowej wy­
wodzi. się z dawnych bardzo wierzeń. Już we wczesnem
średniowieczu spotykamy się z rozpowszechnionem przekona­
niem, że przy pomocy pewnych tajemnycń środków można
sobie zapewnić powodzenie w różnych czynnościach proceso­
wych, jak w pojedynku sądowym, w ordaljach i t. d., szczegól­
nie więc w takich, które decydowały o wyniku sporu. Że
usiłowania w tym kierunku podejmowane nie były spora­
dyczne, dowodzi fakt, iż sprawą tą zajmuje się bardzo często
ustawodawstwo, starające się przeciwdziałać wpływaniu środ­
kami niedozwolonemi na tok postępowania sądowego.
Najwcześniejsze, choć dość ogólnikowe, postanowienie
w tym kierunku znachodzimy w dekrecie króla frankońskie­
*) Wisla IV. str. 93.
2) Wisla VIII. str. 359.
3) Wisla III. str. 505; Wisla VI. str. 158.
4) Świętek J. Zwyczaje i pojęcia prawne ludu nadrabskiego, Kra­
ków 1897 str. 319.
5) Wisla VII. str. 158.
6) Wisla VI. str. 159.
7) ibidem.
s) Wisła VIII. str. 502 uwaga 1.

9

go Childebería II z roku B96*
1) w artykule 6. zatytułowanym
„De farfaliis”. Szczegółowy natomiast przepis zawiera po­
mnik prawa łangobardzkiego, edykt króla Rotara z 643 roku
w artykule 368. „De camfionibus2) odnośnie do używania
środków czarodziejskich w pojedynku sądowym. Zakazuje
mianowicie występującym do walki sądowej szermierzom po­
siadać zioła czarodziejskie (herbas quod ad maleficias pertenit super se habere), względnie inne tym podobne środki.
Gdyby zaszło jakieś podejrzenie, że któryś z walczących ma
przy sobie przedmioty mogące, jak przypuszczać należy, chro­
nić go w walce, a tern samem przyczynić się do niesprawie­
dliwego jej wyniku, wówczas winien sędzia zarządzić prze­
szukanie podejrzanego, a znalezione u niego czary usunąć
(et si inventa super eum fuerit evellantur et iactentur). Na­
stępnie ma szermierz złożyć przed sędzią oświadczenie, że
nie posiada żadnych innych przedmiotów czarodziejskich
przy sobie.
Kwestja używania środków mogących wpłynąć na
wynik postępowania, czyto przez biorącego udział w po­
jedynku sądowym, czyto przez poddającego się próbie sądu
bożego nie przestaje być, jak tego dowodzą pomniki prawne,
aktualna dla ustawodawcy i w następnych stuleciach. Czę­
stość tego rodzaju przepisów prawnych dowodzi, że zwyczaj
używania środków czarodziejskich był bardzo rozpowszech­
niony, że wiara w ich skuteczność głęboko była zakorzenio­
na. I tak dekret księcia bawarskiego Tassila z 772 roku
wspomina w ustępie odnoszącym się do walki sądowej o ja­
kichś „machinae diabolicae” i „magicae artes”3). W kapituMon. Germ. Sectio II. Capitularia regum Francorum ed Boretius T. I. p. 16. Znaczenie słowa „farfalius” było najrozmaiciej tłumaczo­
ne cf. Grimm. Deutsche Rechtsaltertümer 4 wyd. Leipzig 1922 T. U
str. 480; S o h m R. Der Process der Lex Salica Weimar 1867 str 149 i nast.;
Brunner H. Deutsche Rechtsgeschichte T. II Leipzig 1892 str. 330; wreszcie
ostatnio Goldmann E. Beiträge zur Geschichte des fränkischen Rechts
I Teil Wien 1924 str. 1 i nast., który wykazuje, że przez farfalius rozu­
mieć należy użycie środka czarodziejskiego w procesie.
2) Mon. Germ. Leges. IV. ed. Pertz str. 85.
3) M o n. G e r m. Leges 111 ed. Pertz str. 465.

10

larjach Karola Wielki igo z roku 809. (do których niżej wró­
cimy) spotykamy się z faktem, że „ad judicium subvertendum” posługiwano się nawet rzeczami świętemi1)- Sprawą
tą zajmuje się nietylko ustawodawstwo świeckie ale i ko­
ścielne. W zbiorze Burcharda biskupa wormackiego (t 1C26)
cytowane jest postanowienie synodalne odnośnie do tych, co
przez spożycie, wypicie, czy wreszcie noszenie przy sobie ja­
kichś środków czarodziejskich starają się unicestwić wynik
sądu bożego (qui manducant aut bibunt aut portant super se
aliquod ad dei judicium subvertendum). Osoby, któreby się
tego czynu dopuszczały, winny być karane w ten sam spo­
sób co czarnoksiężnicy, wróżbiarze i zaklinacze (eadem sententia feriantur qua magi et harioli et incantatores) 2). Współ­
działając w ten sposób z władzą świecką, stara się kościół
z drugiej strony karać wszelkie czyny zmierzające dc unice­
stwienia postępowania sądowego także pro foto interno jako
grzech, nakładając na winnego ciężką pokutę 3).
By uniemożliwić posługiwanie się tajemnemi środkami
przy ordaljach, zarządzano często rewizję u tego, kto próbie
miał być poddany, i szukano ukrytych ewentualnie u niego
czarów (exquiratur ne aliquod maleficium super se habeat)4).5
Ponadto jeśli się miała odbyć próba gorącej wody czy gorą­
cego żelaza zmywano odnośnej osobie rękę mydłem (levatur
manus immitenda cum sappone)B). Nie było bowiem wyklu­
czone, że ręka ta została przy pomocy jakiejś maści czaro­
1)

Mon. Germ. Legum sectio II T. I ed Boretius str. 149.

2) Burchardi Wormacensis Ep:scopi Decretorum libri XX; Liber
Decimus c. 25. Patrologiae cursus completus T. 140 str. 836, Reginonis
Libri duo de synodalibus causis Lib. II c. 386 ed. Wasserschieben. Lipsk
1840 str. 361.
Corrector Burchardi c. 105 w. Wasserschieben
F. Bussordnungen der abendländischen Kirche Halle 1851 str. 660; Poenitentiale Arundel, w Schmitz: Die Bussbücher und Bussdisziplin der
Kirche Freiburg 1883 T. I str. 457.
4) Mon. Germ. Legum Sectio V: Formulae ed. Zeumer str. 717:
Liebermann Die Gesetze der Angelsachsen Halle 1903 T. I str. 420.
5) Zeumer I. c. 609. 651.

li

dziej skiej obwarowana przed oparzeniem. A że wypadki takie
się zdarzały, tego dowody przytacza Grzegorz z Tours1).
Przedsięwzięcie powyższych środków ostrożności, nie
dawało jeszcze pewnej całkiem rękojmi, że przystępujący do
próby nie ma przy sobie przecież ukrytych jakichś przed­
miotów czarodziejskich. Domagano się przeto odeń przysię­
gi2), że żadnych takich przedmiotów przy sobie nie posiada.
„Non habeo herbas, nec brèves conjuratoris vel alia quae
maJeficia vel fascinationes” brzmiała zazwyczaj rota przysięgi
w takim wypadku3). Przysięgę taką składano zazwyczaj
w sposób bardzo uroczysty, przed ołtarzem, na krzyż czy
ewangelję, przyczem w przysiędze zaznaczano niekiedy, że
ufa się jedynie Bogu, który pozwoli zwyciężyć sprawiedli­
wości i prawdzie, a nie djabłu i jego czarodziejskim sztukom
(magis credo in deum... quam in diabolum et eius magicas
artes4). Zwyczaj składania przysięgi przed sądem bożym,
w szczególności zaś przed pojedynkiem sądowym zachował
się až po XIII wiek we Francji. Przysięga tego rodzaju po­
siadała tam osobną nazwę; zwano ją „sorcerie, sorcherie,
sorceria”. Sama nazwa wskazuje na treść przysięgi. I tak
w prawie normandzkiem mają obie strony, najpierw zaś po­
zwany przysiąc (jurabunt sorceria), że żadna z nich nie bę­
dzie używała środków, któreby jej mogły pomóc, a stronie
przeciwnej zaszkodzić (quae ei possint juvare et parti adversae nocere). W innych stronach Francji wyraźnie zastrzegano
w przysiędze, jakiemi środkami skronie posługiwać się nie
wolno, mianowicie „herbe, injure, briés, carandes, sort, art,
engiens, pierres, paroles”B). Jeśli pojedynek odbywał się
*) Liber in gloria Martyrům c. 80 Mon. Germ Script, rerum Merov.
I. 2. str. 542,
2) Motyw ten porusza Wagner w „Lohengrinie” Akt I scena 3.
Przed pojedynkiem Lohengrina z Telramandem mówi herold: Durch bösen
Zaubers List und Trug-Stört nicht des Urteils Eigenschaft.
8) Majer: Geschichte der Ordalien; insbesondere der gerichtlichen
Zweikämpfe in Deutschland str. 232.
4) Z e u m e r I. c. 662 Franz A. Die kirchlichen Benediktionen
im Mittelalter Freiburg 1909 T. II str. 352 uwaga 2.
C o u 1 i n Aleksander : Der gerichtliche Zweikampf im altfranzösischen Prozess und sein Übergang zum modernen Zweikampf. Berlin
1906 str. 117. i nast.

Í2

konno, musiały strony ponadto przysiąc, że nie ukryły żad­
nych czarów na koniu1). Jedną z głównych przyczyn, dla któ­
rej żądano od strony złożenia tego rodzaju przysięgi, była dąż­
ność do bezwzględnego unieszkodliwienia czarów posiadanych
przez walczącego. Wierzono bowiem, że jeśli walczący pomi­
mo swej przysięgi ukrywa przy sobie jakieś przedmioty czaro­
dziejskie mające mu zapewnić zwycięstwo, to na nic mu się
one nie przydadzą, Bóg bowiem zeszłe nań klęskę w walce
jako karę za krzywoprzysięstwo2).
Powszechnym wreszcie było zwyczajem, że w modlitwie,
która poprzedzała próbę, błagano Boga, by zniszczył siłę środ­
ków czarodziejskich (dextra tua hoc evacuare dignetur)3) przy
pomocy których obwiniony usiłowałby ukryć grzech swój (peccatum tegere, peccati sui culpam occultare i t. p )4);5 odwrócić
wynik próby (ad subvertendum judicium, examinationem impedire) działać tak, by prawda na jaw nie wyszła (quod illud
non possit manifestari)B).
3. ŚRODKI CZARODZIEJSKIE. Jakie były owe środki czaro­
dziejskie, któremi się przy crdaljach posługiwano? Na podstawie
pomników prawnych wyczerpującej odpowiedzi w tym kierunku
dać nie umiemy, źródła te bowiem wyrażają się bardzo ogólniko­
wo co do używanych środków czarodziejskich. Najczęściej mówią
one o jakichś czarach (aliqua maleficia)6) bez bliższego ich
określenia, dalej o jakichś próbach czarodziejskich (temptamina

а)

Coulin j. w.

2) Coulin Alexander : Verfall des ofiziellen und Entstehung des
privaten Zweikampfes in Frankreich w Gierke Untersuchungen zur Deut,
Staats-und Rechtsgeschichte T. ÖS. Breslau 1909 str. 46.
3). Zeumer op. cif. 60C, 614 et permultis locis.
4) Zeumer op. cit. 608, 609, 617 et permultis locis, Lieber­
mann op. cit. 407, 410, 416.
5) Zeumer op. cit. 614, Liefccrmann op. cit. 408, 415, 421,
423, Franz op. cit. 367, 371, 375, 383.
б) Z e u m e r op. cit. 609, 614, 619. 625, 654, 684, 688, 714, 718,
Liebermann 407, 410, 415, 421, Franz 367, 371, 375.

13

sivé moiimina maleficiosa) x); sprawkach *2) czy sztuczkach djabelskich3) (causae diabolicae, praestigia diabolica). Niekiedy
tylko wspominają źródła o ziołach (herbae)4),5 ale bez podania
ich rodzaju, określają je czasem jako zioła czarodziejskie (her­
bae maleficae)B) lub w djabelski sposób przyrządzone (herbae
diabolica arte confectae)6). Sporadycznie zaś wzmiankują
o kamieniach7), o jakichś zaklęciach czarodziejskich (incantationes maleficorum)8), wreszcie o używaniu do wspomniane­
go celu świętości mianowicie krzyżma. Krzyżmo, jak dowo­
dzą źródła, pito (per crisma bibitum) 9) namaszczano niem ciało
(per unctionem)10),* aluo też noszono je przy sobie (in aliqua
parte vestimentorum appositum) u). Przeciw świętokradzkiemu
używaniu krzyżma występuje ustawodawstwo bardzo ostro.
Karol Wielki nakazuje w kapitularjum z roku 809 degradację
księdza i odcięcie mu ręki, gdyby wydał komu krzyżmo, ce­
lem unicestwienia sądu bożego12), a współczesne synody pole­
cają duchownym starannie przechowywać krzyżmo i nie wy­
dawać pod żadnym pozorem 13).
Obszerne recepty środków magicznych, pomocnych w ordaljach spotykamy w średniowiecznej literaturze. Obok amu­
*) Zeumer 617, 715, 718, Liebermann 407, 416.
2) Zeumer 715, 718, Franz 367, Liebermann 407.
3) Zeumer 625, 659, 715, Franz 385, Liebermann 403,
408, 423.
4) Zeumer 608, 609, 614, 617, 626, 642, 651, 658, 659, 665, 688,
715, 718, Liebermann 407, 410, 416, 421, Franz 367, 371.
5) Liebermann 410.
6) Zeumer 609, 651.
7) Wasserschieben 1. Coulin I.
8) Zeumer 6Í4, 626, 659, 665.
9) Zeumer 658, 659, Wasserschieben op. cit. 660.
10) Zeumer 658.
al) Zeumer 659.
12) Mon Germ. Leg. 11. T. 1. ed Boretius str. 149, Regino Libri duo
de synodalibus causis L. II, c. 74 ed Wasserschieben str. 57.
13) Mon. Germ. Leges III. T. II. Concilia. Pars I. str. 268. Concilium
Moguntinum 813 c. 27. Regino ! Libri duo de synodalibus causis L. I. c. 73.
ed. Wasserschieben str. 57. Powyższe fakty dowodzą, że rozpowszechniona
po dziś dzień u ludu wiara w magiczną siłę przedmiotów kultu, bardzo
odległych sięga czasów, cf. Meissner R: Zur Geschichte der Degrada­
tion, Zeitschrift der Sa vigny-Stiftung kanonist. Abteilung XIII str. 495 i nast.

14

letów z ziół i kamieni, używano głównie maści, które sporzą­
dzano z rozmaitych ziół, wapna, białka z jaja i t. p. Oto
dwie recepty, o których wspomina Albertus MagnusJ)1) Si vis in manu tua portare ignem, ut non offendat, accipe calcem dissolutam cum aqua fabarum calida, et aliquantu •
lum magranculis, et aliquantulum malvavisci, et permisce illud
cum eo bene, et deinde line cum eo palmam tuam, et fac
siccari et pone in ea ignem et non nocebit.
2) Recipe succum bismalvae, et albumen ovi, et semen
psilii, et calcem, et pulveriza, et confiée, cum illo albumine
ovi succum raphani commisce, et ex hac confectione illinas cor­
pus tuum, vel manum, et dimitte siccari : et postea iterum illi­
nas, et post hoc poteris audacter sustinere ignem sine nocumento.
4. CZARY PRZy TORTURACH. Z wyjściem z użycia ordaljów
z posiępowania sądowego nie znikło stosowanie owych przed­
miotów magicznych w procesie. Posługiwano się niemi obec­
nie dla uniknięcia cierpień w czasie tortur. Jak dalece wie­
rzono w ich skuteczność świadczy fakt, że we wszystkich wy­
padkach, w których torturowany wytrzymywał męki, przypi­
sywano to działaniu czarów, które męczony gdzieś przy so­
bie musiał ukryć. Wiara ta panuje w całej Europie. Nie
będziemy tu szczegółowo omawiać wszystkich odnośnych
źródeł, zwrócimy jedynie uwagę na dwa dzieła, które znane
były i w Polsce, a z których jedno znaczny nawet wpływ wy­
warło na prawo miejskie.
Pierwsze z nich to „Malleus Maleficarum” (z 1487 roku).
W trzeciej części tego dzieła traktującej o postępowaniu sądowem przytoczone są przykłady działania środków czarodziej­
skich przy torturach uniemożliwiających wydobycie z obwinio­
nego prawdy. Z tej też przyczyny zalecają autorowie „Młotu”
golenie włosów na całem ciele delinkwenta, tam bowiem naj­
częściej schowane są czary*2).
1) Du Cange : Glossarium, s. v. Ferrum.
2) Malleus Maleficarum. Pars 111 Quaestio XV. O włosach jako sie
dlisku demonów zob. Franz op. cit. H str. 551.

15

Drugie ze wspomnianych dzieł jesi Jodoca Damhoudera:
Praxis rerum criminalium (Venetiis 1555) *). Wybitny prawnik
wspomina o współczesnym sobie procesie w Bruges, w którym
kobieta torturowana wytrzymywała najcięższe męki. Dopiero
kiedy jej zgolono na ciele wszystkie włosy, w których znale­
ziono ukrytą kartkę z jakiemiś magicznemi wyrazami (perga­
men cui inscripta fuerunt aliquot peregrina vocabula démonům12)
zeznała całą prawdę. Że wypadek taki nie był odosobniony,
dowodzi na podstawie dzieła prawnika włoskiego Parisa
de Puteo (f 1493), za którym też podaje wiadomość o istnie­
niu kamienia, pochodzącego ze wschodu, a posiadającego cu­
downe właściwości. Otóż kamień ten roztarty i rozpuszczony
w winie lub wodzie, czyni każdego, ktoby się napoju tego
napił, nieczułym na wszelkie cierpienia podczas tortur (daiusque ad potandum illi qui torquendus est inducit insensibilitatem)3).
5. CZAW W POSTĘPOWANIU SĄDOWEM W POLSCE I NA LITWIE.

W Polsce za wyjątkiem jednego pomnika prawnego, w źró­
dłach prawniczych niema mowy o używaniu jakichś środ­
ków czarodziejskich w procesie. Jedyną wzmiankę spoty­
kamy w t. zw. Księdze elbląskiej w XIII wieku, która traktując
o ordaljach (mających zresztą w procesie małe znaczenie) za­
znacza konieczność pokropienia gorącego żelaza święconą
wodą „dla odpędzenia podstępów czartowskich” (zu vertrei­
ben dy troknisse de tuvile) 4). Jakich tu używano środków,
zwłaszcza zaś czy używano tu, podobnie jak na zachodzie,
krzyżma dla uzyskania pomyślnego wyniku w sądzie bożym,
trudno stanowczo odpowiedzieć. W każdym bądź razie fakt,
że w postanowieniach synodów prowincjonalnych i to najdaw­
niejszych, jak synodu wrocławskiego z 1248, nakłada się na
księży obowiązek pilnego strzeżenia świętości, a między niemi
krzyżma, a jak wyraźnie i niektóre późniejsze synody zazna­
czają „propter sortilegia”, czyni takie przypuszczenie prawdopodobnem.
1) Cytuję wedle wydania Antverpiae 1616.
2) Damhouder: Praxis. Cap. XXXV11 § 22 str. 57.
8) ibidem str. 58.
Starodawne prawa polskiego pomniki II. str. 28.

16

Inaczej niż w prawie polskiem ma się rzecz w prawie
litewskiem. Ustawodawca kilkakrotnie porusza sprawę uży­
wania środków czarodziejskich, a mianowicie przy torturach.
Najwcześniejszą wzmiankę zawiera ustawa Kazimierza Jagielloń­
czyka t. zw. „sudiebnik” z 1468 roku. Postanawia ona, że
gdyby podejrzany o kradzież poddany torturom niczego nie wy­
znał, ponieważ „ziele zna” a więc ;est obwarowany czarami
to ma być skazany na śmierć jako „zeljenin” (czarownik l).
Przepis ten w zmodyfikowanej formie przeszedł do
statutu I z r. 1529 (Roz. XIII. art. 14). Wedle niego, gdyby
ktoś posądzony o kradzież był męczony, a mając przy sobie
czary, mąk nie czuł i na mękach „jakoby spał”, tedy ma po­
wodowi wynagrodzić wszelką szkodę, na którą tenże przysię­
gnie, jakkolwiek do niczego się nie przyznał. Postanowienie
to z pewnemi uzupełnieniami powtarzają oba następne statuty,
mianowicie statut II z 1566 r.‘(Rozdz. XIV. art. 15) i statut IR
z r. 1588 (Rozdz. XIV. art. 18), które uzasadniają obowiązek
wynagrodzenia szkody powodowi przez podejrzanego o kradzież
tem, że „dla czarów” przez niego podczas tortur posiadanych
nie można było dojść prawdy, a ponadto wyjaśniają, gdzie
u torturowanego czarów najczęściej szukać należy, a więc
„w uściech, albo na głowie we włosiech, albo pod pachami .
Na okoliczność, czy poddany torturom nie ma przy sobie
ukrytych jakichś przedmiotów czarodziejskich zwracano uwagę
i w sądach miejskich. Grcicki w swym , Porządku sądów
i spraw miejskich” (1559), które to dzieło cieszyło się w mia­
stach powagą oficjalnego kodeksu, wspomina, że „tym, którzy
na męki mają być dani pierwej wszystkie włosy brzytwą ogolą,
dla opatrzenia, aby jakich kunsztownych pomocy we włosach
nie miał, według czarnoksięstwa albo czarów innych, za któremi żadnej męki nie czują” 2).
Jaki był rodzaj tych czarów, to oprócz- sudiebnika, który
mówi o ziołach, w żad nem z powyższych źródeł niema wzmianki.
Wspominają o tem natomiast niekiedy pomniki praktyki sądo­
1)
2)

Działyński: Zbiór praw litewskich. Poznań 1841 str. 49.
Według wydania Przemyśl 1760 str. 138.

17

wej. I tak w sądzie grodzkim upickim torturowano w roku
1595 dwóch posądzonych o kradzież, którzy się na mękach do
niczego przyznać nie chcieli. Kiedy kat z jednego z nich zdjął
koszulę, wypadła z pod pachy okrągła sucha skórka chleba.
Skórkę tę określono jako przedmiot czarodziejski. Nie przy­
znanie się do winy przypisywano posiadaniu jej przez torturo­
wanego, przyczem, rzecz charakterystyczna, ona to spowodo­
wać miała, że i drugi ze współoówinionych do niczego się nie
przyznał1). Przeważnie jednak i w aktach sądowych nie spo­
tyka się wyraźnego określenia rodzaju owych czarodziejskich
środków. Na ogół mówią one tylko o „jakichś czarach”, które
uniemożliwiają wydobycie z obwinionego prawdy. Oto kilka
przykładów. W roku 1597 oddano w Sanoku na męki Andrzeja
Michnicza, oskarżonego o morderstwo, który jednak „do tego
zamordowania się nie przyznał, będąc czarami zepsowany,
które około niego naleziono”2).3 W roku 1598 nie przyznają
się do winy przed sądem lubelskim torturowani „bo byli do­
brze czarami obwarowani”, a działanie czarów ustało dopiero,
„gdy im głowy i brody ogolili” 8).
W roku 1636 wzięto na tortury z polecenia Trybunału
Koronnego Żydów oskarżonych o mord rytualny. Gdy pomoc­
nik kata zapalił świece, aby jednego z oskarżonych przypie­
kać, wszystkie pogasły zdmuchnięte wiatrem. Przypisano to
jakimś sztukom magicznym4).*
Przekonanie, że przy pomocy środków czarodziejskich
można się obwarować przeciw cierpieniom na torturach, prze­
trwało dc końca XVIII wieku, a więc aż do czasu znies’enia
tortur. Jeszcze w XVIII wieku szukano przed rozpoczęciem
toriur czarów6)*ukrytych u obwinionego.
') Opis dokumentów Wileńskago Centralnago Archiwa drewnich
aktowych knig, Wypusk VIII, Wilno 1912 str. 245/6.
2) Balzer O.: Regestr złoczyńców grodu Sanockiego 1554—1638.
3) Miczyński Sebastjan :
Zwierciadło Korony Polskiej, Kraków
1618, str. 16.
4) Słupecki w liście do Hugona Grotiusa. cf. Kot Stanisław : Hugo
Grotius a Polska, Kraków 1926 str. 11.
B) Kitowicz : Opis zwyczajów i obyczajów za panowania Augusta 111.
wyd. Zawadzki, Lwów 18?3. I. I, str. 136 i 137.
Lud T. XXV.

18

Nie kusząc się bynajmniej o wyczerpujące przedstawienie
dziejów posługiwania się czarodziejskiemi przedmiotami w pro­
cesie, staraliśmy się w niniejszym szkicu zwrócić uwagę na
dawność tego przesądu, a zarazem wykazać jak wiele materjału do poznania wierzeń ludowych znaleźć można w źródłach
prawniczych.
Z Zakładu Etnologicznego Uniw. Jana Kazimierza we Lwowie.

KAZIMIERZ

SOCHANIEWICZ.

MIARY ROLI NA PODHALU
W UBIEGŁYCH WIEKACH.
1.

NOWY MATERJAŁ DO HISTORJI OSADNICTWA NA PODHALU.

Opublikowany przez Dr. E. Długopolskiego materjał do historji osadnictwa na Podhalu p. t. „Przywileje sołtysów pod­
halańskich” *) oraz cenne uzupełnienia Dr. K. Dobrowolskiego
zawarte w recenzji tejże pracy*2), dostarczają substrátu do naj­
rozmaitszych zagadnień pośrednio lub bezpośrednio łączących
się z historją tego obszaru, przedewszystkiem ze stanowiska
gospodarczego.
Nie jest to, co prawda materjał kompletny, ani co do
dawnego starostwa nowotarskiego, ani co do całego Podhala,
niemniej w stosunku do tego co było znaném ś. p.
K. Potkańskiemu, kiedy pisał studjum o osadnictwie na Pod­
halu, jest znacznem rozszerzeniem materjału, który pewne po­
glądy wymienionego uczonego pozwoli pogłębić i oświetlić,
a także i nieco zmodyfikować.
2. RAMY CHRONOLOGICZNE ZAGADNIENIA.
Dla zagadnie­
nia wymienionego w tytule wspomniany maierjał przynosi
wiele nowych danych źródłowych, choć wszystkich wątpliwo­
ści nie rozwiązuje. Ramy chronologiczne naszych rozwa­
żań obejmują okres od XIII — XVIII wieku, t. j. od mo­
mentu, kiedy ukończył się okres plemiennej doby osadnictwa
1) Wydawnictwo Muzeum Tatrzańskiego im. Dr. T. Chałubińskiego
w Zakopanem nr. 1. Rocznik Podhalański. Zakopane—Kraków 1914—1921.
str. 1—48 [oznaczać będę w skróceniu : Długopolski. Przywileje].
2) Kwartalnik historyczny XXXV111 ('1924) str. 118 — 131. [oznaczać
będę w skróceniu: Dobrowolski. Kw. hist. XXXV111].

2*

1
20

Wiślan, a wystąpiły nowe czynniki w historji osadnictwa,
t. j. w XIII w. Niemcy, a w XV w. Wołosi, kiedy zmieniły się
formy osadnicze, zginęły stare, a pojawiły się nowe 1). ' Czyn­
niki te, t. j. napływ kolonizacyjny Niemców i Wołochów wnio­
sły do życia gospodarczego nowe pierwiastki, które jednak
z natury rzeczy musiały się liczyć przedewszystkiem z warun­
kami przyrodzonemi osadnictwa, a także z rodzimemi pier­
wiastkami u ludności tubylczej, która tu niewątpliwie istniała,
choć nie była ujęta w formy organizacyjno-społeczne, jakie są
wynikiem pracy i polityki gospodarczej, rozwijanej na tym
obszarze, począwszy od XIII w.
3.

PUNKT WYJŚCIA DLA ZAGADNIEŃ MIAR ROLI : RZECZOWY

Dla zagadnienia miar roli rezultaty prac
nad osadnictwem Podhala stanowią punkt wyjścia. Są to
tezy następujące : Beskid i Podhale nie przedstawiają korzyst­
nych warunków dla rozwoju rolnictwa, Podhale jest wprost
nieurodzajne; pierwotnie zaś nietylko północne stoki Tatr, ale
cały Beskid i Podhale zalegała jedna wielka puszcza przeważ­
nie świerkowa 2).3 Najstarsze świadectwo historyczne na Podhalu
przedstawia przywilej Henryka Brodatego z r. 1234, pozwala­
jący Teodorykowi, wojewodzie krakowskiemu osadzać koloni­
stów niemieckich w lasach nad rzekami Dunajec Biały i Du­
najec Czarny, Rogoźnik, Ostrowsko, Lepietnica na Podhalu,
a także nad rzekami Słona, Ratajnica, Niedzielsko i Stradomka
w Beskidzie8).

I CHRONOLOGICZNY.

4. POCZĄTKI OSADNICTWA NA PRAWIE N1EM1ECK1EM. ŁAN
ŚREDNIOWIECZNY. Rok 1234 stanowić musi chronologiczny punkt

wyjścia dla badań osadniczych wogóle, jak i mierniczych:
osadnictwo na prawie niemieckiem, rozwijające się od owej
daty, przyniosło ze sobą gotowe pojęcia z zakresu miar roli,
które usiłowało przeszczepić na obszarze Podhala. Że były
usiłowania przeszczepienia obcych pojęć z tego zakresu na
Podhalu, dowodzą średniowieczne przywileje lokacyjne najstar­
1)

Pisma pośmiertne Karola Potkańskiego I. str. 297 i 8.

2)

Pisma pośmiertne K. Potkańskiego I. str. 291 i 2.

3)

Pisma pośmiertne K. Potkańskiego I. str. 320.

21

szych osad na Podhalu. Przywilej lokacyjny Ludzi mierzą1)
(1333) przewiduje wykarczowanie 17 łanów frankońskich (sedec;m mansos franconicos), za co sołtys otrzymać ma we wsi mię­
dzy iunemi jeden łan wolny (unum mansum liberum). Przywilej
lokacyjny Długopola2) (1327) przewiduje wykarczowanie
lasu po obu brzegach Czarnego Dunajca do wysokości 54 ła­
nów miary frankońskiej (quinquaginta quatuor mansos mensure
franconiensis) oraz wolne łany (mansos bberos) dla sołtysa i ko­
ścioła. Przywilej lokacyjny Krauszowa3)(l 382) mówi o 50 ła­
nach frankońskich (quinquaginta mansos continentes franconiccs).
Tenże przywilej obok terminu na oznaczenie łanu (mansus)
posługuje się określeniem „laneus” mówiąc o daninie zbożo­
wej z łanu na rzecz proboszcza. Przywilej lokacyjny S z a f 1 arów4)* (1338) mówi o dwu łanach (duobus laneis) sołtysich.
Sfałszowany przywilej dla Waksmundu6) (1434) wymienia łany
wolne dwa (duos mansos liberos) i łan kościelny (mansus)
oraz wymienia daniny opłacane z łanu (a quolibet laneó).
Przywilej lokacyjny dla Klikuszowej6) (z r. 1389) mówi
0 czterech łanach sołtysich (quatuor laneos) oraz o pozwoleniu
na założenie i odmierzenie 60 łanów (sexaginta laneos seu man­
sos collocandi mer.surandique facultatem...). Ten zasób wzmia­
nek o łanach ze średniowiecza, a dotyczący najstarszych osad
na prawie niemiecidem na terenie Podhala pozwala nam
stwierdzić, że posługiwano się tu terminologią łacińską : „La­
neus” „mansus”, przyczem określa się te pojęcia bliżej dodat­
kowo przymiotnikami jak: „liber” „franconicus” „mensure
franconiensis”, lub używa się bez określeń. Osnowa aktów
wskazuje na identyfikowanie ze sobą określeń „laneus“
1 „mansus“. Pozatem materjał średniowieczny zaczerpnięty
nie daje żadnych wskazówek, mogących posłużyć do określe­
nia wielkości owych jednostek rolnych. Że je odmierzano,
wskazuje wyraźnie wzmianka przywileju lokacyjnego Klikuszo­
*) K. Młp. I. nr. 194. str. 229.
2) K. Młp. I. nr. 175. str. 207 i 208.
3) K. Młp. I. nr. 366. str. 433.
4) K. Młp. III. nr. 655. str. 28.
6) Długopolski, Przywileje str. 9. nr. 2.
6) K. Młp. IV. nr. 999. str. 25.

22

wej. Czy tego pomiaru dokonywali miernicy (mensuratores),
którzy istnieli w XVI w. na Mazowszu, (a o których czyni
wzmiankę w swej Geometrji Grzębski) zwani też geometrami,
pomiernikami, mierniczymi, żerdnikami (perticarius), o których
istnieniu mamy dane źródłowe już z połowy w. XIII1), czy
dokonywali tegoż sołtysi, ze źródeł średniowiecznych nie jest
nam wiadomem. Wnioskując na zasadzie faktów dokumen­
talnych późniejszych (z początku XVII w.) możnaby mniemać,
że pomiar gruntu (cerklowanie) należał do sołtysa2). Sama
nazwa „mansus“ nie daje również nam pewnych wskazówek
co do wielkości. W źródłach praw frankońskich i innych praw
germańskich wyrazy „mansus“ „hoba“ „curtile“ „sors“ „bra­
trům“ mają jednakową mniej więcej wartość i znaczenie. We­
dle badań A. Meitzena 3) „mansus“ waha się od 1572—60 mor­
gów; wielkość morga również była rozmaita, a zależała od
wielkości pręta kwadratowego. Wytworzony u schyłku rządów
Karola W. łan królewski (mansus regalis) wynosił w okolicach
niemieckich na wschód od Łaby 47 — 48 hektarów. Również
i określenie łanu „laneus“ niewiele mówi, tembardziej, że na­
sza terminologja łacińska średniowieczna rozróżniała „laneus
regius antiquus“, „laneus regius advocatialis seu putativus‘
„laneus regius verificatus” „laneus scultetialis”. Charakte­
ryzuje najlepiej zamięszanie na owem polu Grzębski w swej
Geometrji, piszący w XVI w. : „Łany w Polsce są rozmaite,
jedny zowią francuskie, a drugie polskie. Zasię łany jedny
są wielkie, drugie mniejsze. Łan wielki zowią królewskim
łanem, który połowicą jest więtszy a niż inszy łan. Na Pod­
górzu chłopi dzierżą łany (jeśli że wszędzie tego niewiem)
niemasz jedno ćwierć łanu królewskiego, a przedsię je łanami
zowią”. Ostatni ustęp Grzębskiego wskazuje wyraźnie, że
1) F Bujak. Studja nad osadnictwem Małopol. Cz. I. str. 179 180.
2) W r. 1619. St. Witowski, starosta nowotarski, daje „moc zupełną
przerzeczonemu Walentemu Pietrzykowskiemu puste lasy, bory w miej­
scach wyżej naznaczonych cerklowac i wieś osadzie, która od Potoka ma
być nazwana Dzianysz...” Długopolski. Przywileje str. 31. Por. też ibidem
str 42.
3) A. Meitzen. Volkshufe und Koenigshufe. Tübingen 1899. (Od­
bitka z Festgabe für Georg Heussen). Por. F. B'<jak. Studja nad osad­
nictwem Małopolski. Cz. I. str. 214 i 215.

ï
23

okolice podgórskie posługiwały się określeniem „łan” na ozna­
czenie jednostek stosunkowo małych. Niewątpliwie za twier­
dzeniem Grzębskiego przemawiałaby ta okoliczność, że teren
górski względnie podgórski, nie daje możności wytworzenia
się jednostek większych, ale sprzeciwia się temu inna oko­
liczność, a mianowicie słaba wydajność roli, która wymaga
znowu czegoś wręcz przeciwnego t. zn. posługiwania się ra­
czej większemi jednosti; ami miar gruntowych.
5. ŁAN FRANKOŃSKI. Biorąc pod uwagę wiadomości źró­
dłowe, zawarte w przywilejach lokacyjnych, które przeważnie
wyraźnie mówią o łanach względnie włókach (laneus, mansus) frankońskich, wypadałoby oświadczyć się za jednostką
mniejszą i pójść za badaniami F. Piekosióskiego Di że może
tu wchodzić w grę albo łan frankoński zwykły czyli nie­
miecki, dzielący się na 18 stajań (morgów) frankońskich
albo 72 wierteli albo 12,960 prętów kopanych (kwadrato­
wych) albo 729.000 łokci kwadratowych. Przyjmując zaś
okrągło jako podstawę zamiany stosunek łokcia krakow­
skiego*2) do metra 55 cm. (właściwie 5^.94 cm.) otrzy­
mamy w przybliżeniu jako wielkość łanu frankońskiego
obszar równy 22 ha. 5 a. 22i/2 m2 czyli przeszło 22 hektarów.
W świetle tych cyfr wypadałoby, że karczunek przy lokacji
Ludzimirza przewidywał wycięcie 374 hektarów, Dłu­
gopola 1188 ha, Krauszowa 1110 ha, Klikuszo­
wej 1320 ha. Chodziłoby tu zatem o obszary obejmujące
33A km2, ll9/io km2, ll1/io km2, 137b km2. Na wartość tych
cyfr mogłaby rzucić pewne światło dzisiejsza rozległość wy­
mienionych wsi, a przedewszystkiem wielkość obecna obszaru
zajętego pod uprawę roli względnie niepokrytego lasem, coby
można uskutecznić na podstawie map katastralnych, ale nie
sądzę, by istotnie dało się to rozstrzygnąć definitywnie. .Historja bowiem owych wsi, o ile się da śledzić z ułamkowych
wiadomości, wykazuje, że owe licencje na wykarczowanie
pewnych obszarów mają znaczenie raczej potencjalne (teore­
tyczne) niż kinetyczne (praktyczne).
*) Piekosiński F. O łanach w Polsce wieków średnich. Kraków 1887.
2) K. Sochaniewicz. „Tablice metrologiczne - numizmatyczne",
w T. Wierzbowskiego Vademecum- Wyd. II-gie (1926) str. 216—217.

24
6.

WOLNE

TEMPO

W

ROZBUDOWIE

WSI

PODHALAŃSKIEJ.

Rozbudowa wsi podhalańskiej szła stosunkowo wolnem tem­
pem. I tak: Ludzimirz mający wykarczować 17 łanów
czyli 374 hektarów, w r. 1581 wykazuje*) zaledwo 4 łany
kmiece i 1 łan sołtysi, a więc zaledwo 1/3 wymienionego
obszaru ; Długopole, mające wykarczować 54 łanów czyli
1188 ha., liczy w r. 1584 zaledwo „kmieci osiadłych 6, którzy
mają role małe, niepomierne, bo im je Dunajec kazi”, a więc
stosunek jeszcze gorszy, przyczem tylko wiadomo pozytywnie
o łanie sołtysim2), w r. 1581 rejestr poborowy3) wymienia
tylko łanów kmiecych 3, a sołtysi 1. Lustracja zaś z r. 1711
wogóle 4) łanów kmiecych nie wymienia, a lustratorzy mówią :
„O łan inkwirowaliśmy, jeżeli zupełny ma, przyznał, że nie
ma, tylko jeden zarąbek, t. j. jedną rolą, przez co ukrzyw­
dzony jest, kędy według przywileju naznaczony jest Potok
czerwony, ten mu gromada odebrała”. Krauszów, mający
wykarczować 50 łanów czyli 1100 ha, liczy5) w r. 1581 łanów
kmiecych 3, sołtysi 1, a więc wykazuje stosunek podobny do
Długopola. Szaflary6), jeden z ośrodków gospodarczych sta­
rostwa nowotarskiego, liczą w r. 1564, kmieci osiadłych 18,
„którzy mają role małe, niepomierne, bo im je Dunajec kazi,
przeto też czynsz różno płacą”. Obok tych są „zarąbkowie
albo wolnicy", o których lustracja mówi: „wolników, co na
surowem korzeniu zasiedli i teraz zasiadają 21, którzy wolej
używają wedle zwyczaju”. W r. 1581, mamy w Szaflarach7)
łanów kmiecych 3 i łan sołtysi, choć przywilej mówił aż
o dwu łanach sołtysich. Waksmund8) liczy w r. 1564
11 kmieci, „a pod niemi—jak mówi lustracja—łanów naliczo­
nych 5, prętów 9”, choć przywilej przewidywał 6 łanów fran­
końskich, mających być lokowanych i 2 łany wójtowskie.
D
2)
8)
á)
5)
6)
7)
8)

Źr. dz. XIV. str. 146
Rocznik Podhalański, str. 68.
Źr. dziej. XIV. str. 146.
Długopolski. Przywileje, str. 31.
Źr. dz. XIV. str. 146.
Rocznik Podhalański, str. 68--70.
Źr. dziej. XIV. str. 146.
Rocznik podhalański, ctr. 67.

25

Natomiast rejestr poborowy1) z r. L58) mówi tylko o 3 ła­
nach kmiecych, o 1 łanie sołtysim ale o 4 zarąbnikach. Kli­
kuszowa, mająca wykarczować 60 łanów czyli 1320 ha i po­
siadać 4 łany sołtysie, w r. 1564 liczy „kmieci osiadłych 33,
między któremi 21, którzy czynsz płacą wedle przekopania,
jako który v/íele wykopał”, „kmieci nowych”, którzy na surowem korzeniu osiadają, 12, na które czynsza żadnego jesz­
cze nie włożono...”.
Rozpatrzenie wzmianek źródłowych z XVI w., tyczących
wsi podhalańskich powstałych w średniowieczu, doprowadza
nas do następujących wniosków : 1) rozwój terytorjalny wsi
podhalańskiej posuwa się bardzo wolno, wskutek czego jest
wielka rozbieżność między postulatem przywileju lokacyjnego
a jego wykonaniem: karczunek nie zdołał osiągnąć tej liczby
łanów, które przywileje przewidywały. 2) Łan frankoński,
normalnie liczący przeszło 22 hektarów roli, stał się jednostką,
nie mającą praktycznego znaczenia, albowiem osadnicy mieli
role małe i niepomierne. 3) W praktyce każdy posiadał tyle
roli, ile zdołał wykopać, względnie wykarczować. 4) Na ła­
nach w teorji siedzieli sołtysi i kmiecie, choć i ci ostatni
nie posiadali pełnych łanów lecz ułamki, czego dowodzi
Waksmund, gdzie na 5 łanach i 9 prętach siedzi 13 kmieci.
5) Obok kmieci osiadłych na łanach i cząstkach łanów, albo
na „niepomiernych rolach”, których stanowisko prawne było
stosunkiem czynszowo-danniczym, istnieje klasa ludności wiej­
skiej zwana w XVI w. „zarębkami”, „zarębnikami”, „wolnikami”, przez których rozumie się włościan osiadłych na suro­
wym korzeniu, wolnych od czynszu. 6) Zarębnicy (zarębkowie, wolnicy) gospodarują na „zarąbkach“, t. j. na jednej
roli”; zarąbek (także i zarąbka) stanowi zatem jednostkę go­
spodarczą, jak świadczy lustracja z r. 1741 tycząca Długopola,
mniejszą od łanu. Okoliczności naprowadzone w naszych
wnioskach dowodzą wyraźnie, że system gospodarczy oparty
o łan, jako miarę roli, niejako narzucony przez system prawa
niemieckiego, stanowił właściwie dopiero końcowy etap roz­
woju poszczególnych wsi, a był uwarunkowany właściwo­
!) Źr. dz. XIV. str 145.

26

ściami (morfologią i glebą) terenu. Zanim wytworzył się łan
frankoński kmiecy czy sołtysi wskutek wykarczowania lasu,
rozwijał się „zarąbek”, a stadjum to trwało tak długo, jak
długo trwały lata wolności, czego dowodzi synonim „wolnik”
jako określenie „zarębnika”.
Wobec tego należy
odpowiednio zmodyfikować pogląd K. Potkańskiego 0, który
uważa zarębników za osobny rodzaj ludności zagrodniczej, po­
wstałej w górskich i lesistych stronach. Czy trudnili się pa­
sterstwem, jak przypuszcza Potkański, nie jest wiadomem, ale
to pewne, że są kolonistami, choć niekoniecznie „na stokach
gór, na płonej glebie”. Zgodzić się jednak należy z Potkańskim, że etymologicznie da się ich nazwę wyprowadzić od
tego, „że zarębywali czyli wyrębywali puszcze, więc sami
nazywali się zarębnikami, a role ich zarąbkami”. Bardzo
ważnem i ciekawem jest spostrzeżenie K. Potkańskiego12),3 że
i dziś są role zwane zarąbkami. To ciekawe spostrzeżenie
da się uzupełnić faktem ciągłości tradycji dokumentalnej :
nazwę zarąbek, występującą w XVI wieku, spotykamy w do­
kumentach podhalańskich na przestrzeni od XVI—XVITT wieku
Lustracja8) z r. 1767 wymienia w Białym Dunajcu obok 24
ról kmiecych także: „Polany : Zarąbek jeden, półzarębki Sto­
łowskie, 1/i zarębki Furłukowka, 1/i zarębki Gilowka, 1/i zarębki Palenica, Va zarębki Kulbasówka, 1/i część Payszczykówka...”. Lustracja4) z r. 1711 wsi Morawczyny mówi rów­
nież o zarąbku: „Komisarze o łan inkwirowali, jeżeli mają
cały pod sobą,-nie przyznali tylko półtora zarębkaW r. 1635
w przywileju lokacyjnym dla Bukowicy5) spotykamy wyra­
żenie: „wszerz od miedzy zarębka Stachnik nazwanego...". Ta
ciągłość nomenklatury na przestrzeni paru wieków, dowodzi
niewątpliwie konserwatyzmu w zakresie samej nazwy, a co
zatem prawdopodobne, także i samego pojęcia z jego faktycz­
nym korelatem w otaczającej przyrodzie; to znowu pozwala
7.

ZARĘBKOWIE, ZARĘBN1CY, ZARĄBEK.

1) Pośmiertne pisma I. str. 339.
2) 1. c. str. 340
3) Długopolski. Przywileje str. 14.
4) j. w. str. 37.
E) j. w. str. 40.

21
wysuwać pewne wnioski retrospektywne w odniesieniu do
przeszłości ze stanu obecnego. A więc nasuwa się tu bliż­
sze określenie zarąbka już nie tylko jako jednostki gospodar­
czej, ale jednostki w jednym kawałku. Potkański wyraził przy­
puszczenie *), że „pierwotnie każdy gospodarz miał zarąbek
w jednym kawale, nazywają się one bowiem i dziś od wła­
ścicieli, a więc jest zarąbek Klimka, Kudłatego, Waligóry i t. d.
Teraz doszło do bardzo wielkiego rozdrobnienia i po 20 go­
spodarzy siedzi na jednym takim kawałku roli”.
I w tym kierunku mamy stwierdzoną ciągłość tradycji
w wyżej zacytowanych wyimkach źródłowych: a więc nazywa­
nie zarąbków od właściciela praktykuje się na Podhalu na po­
czątku XVn w. (wieś Bukowina), dalej na pierwotną jedność
i istnienie zarąbka w jednym kawałku wskazuje fajd takich
określeń jak „półtora zarębka” (Morawczyna) oraz rozwałko­
wanie na ćwierci i połówki zarąbków (Biały Dunajec). Co wię­
cej ów proces rozpadania się zarąbków na części na wspo­
mnianym przykładzie Białego Dunajca, da się stwierdzić na
Podhalu już od połowy XVIII w. Dowodziłoby to, że w pew­
nych częściach Podhala już w połowie XVIII w. nastąpiło prze­
ludnienie, czego następstwem było owo dzielenie pierwotnie
jednolitych, niepodzielnych i tylko jednego właściciela mających
zarąbków. Potkański wiąże system zarąbkowy z systemem jednodworczego gospodarstwa, jako typowego dla gór:
każdy buduje się, gdzie znajdzie sposobne ku temu miejsce,
więc łagodniejszy stok wzgórza, bliskość wody, stanowi o wy­
borze przyszłej siedziby”. W tej mierze lustracja Białego Du­
najca przynosi nowe określenie, bo nazywa wymienione zarąbki i ich ułamki wręcz polanami, a zatem są to „wy­
robione” polany w lesie. System jednodworczego gospodarstwa
na sztucznych polanach czyli zarąbkach, jest nietylko syste­
mem gospodarczym, ale także systemem osadniczym równo­
cześnie. Jan Czubek w swem studjum „Początki i nazwa Zako­
panego” *2) badając osadnictwo wzdłuż Potoku Cichego, stwier­
Pisma pośmiertne I. str. 340, z powołaniem się na Encyklopedię
rolnictwa t. II. str. 825 i K. D. Górale Beskidowi, str. 88.
2) Rocznik Podhalański (op. cit.) str. 57.

dza idąc od Poronina do dzisiejszego Zakopanego istnienie
szeregu pierwotnie samotnych osad wśród lasu na lewym
brzegu Potoku : Wyćwiczę, Gutowie, Bachledzi, Sperkówka,
Olesiaki, Kurusi, Szymaki, Chramcówki; na prawym brze­
gu: Janosówki, Królówki, Zwijacze, Jadzarze, Tatany. To cie­
kawe spostrzeżenie ma o tyle ważne znaczenie, że pozwala
nam w określeniach topograficznych n. p. w Bachledówce,
Pardołówce, Antołówce, Krupówkach, Kasprusiu, Starej Pola­
nie, Rafaczówce, Furmanówce, Płazówce i t. d. doszukiwać się
drogą retrospektywną dawnych osad jednodworczych, a co za
tem idzie sztucznych polan czyli zarąbków. Jako rys, charak­
terystyczny gospodarstwa zarąbkowego, poza faktem nazywa­
nia zarębników wolnikami, stwierdzonym źródłowo, da się wy­
kryć ścisłe związanie pojęcia zarąbka z pojęciem wolności
i niezależności gospodarczej — o ile chodzi o Podhale — w sto­
sunku do starosty nowotarskiego. Ten fakt ma potwierdzenie
i w świeżej tradycji, albowiem na zachodnim Beskidzie grunty,
nie należące do dawnych gruntów t. z w. rustykalnych czyli
pańszczyźnianych, nazywają się zarąbkami. Jest to niewąt­
pliwie odblask owej „woli”, która na zarąbkach niegdyś
istniała...
8. ROZMIAR ZARĄBKA.
Pozostaje kwestja rozmiaru zarąaka. Potkański wypowiada pogląd, że liczą one po 24 mor­
gów1), a więc licząc 1 morgę jako równą 0.560 hektara,
otrzymamy w przybliżeniu 13 i pół hektara. Wynik ten
nie jest zatem sprzeczny ze skonstatowanym przez nas
faktem2), że zarąbek jest mniejszy od łanu, który według
naszych przypuszczeń3) wynosił przeszło 22 hektarów.
Z faktu zaś, że we wsi Morawczynie nawet półtora zarąb­
ka 4) nie jest równoznacznem z pojęciem łanu, możemy
mniemać słusznie, że przez zarąbek rozumiano obszary
mniejsze od 2/a łanu frankońskiego, czyli mniejsze, niż 142/3
hektara, co jest mniej więcej zgodne z wynikiem Potkańskiego.
*)
2)
8)
4)

Pisma pośmiertne str. 340.
Zob. wyżej str. 15.
Zob. wyżej str. 23.
Zob. wyżej str. 26.

20
9. OKREŚLENIE ZARĄBKA JAKO OBSZARU I JEDNOSTKI GOSPO­

Sumując zatem wyniki nasze w odniesieniu do zarąbka możemy powiedzieć: zarąbek jest to obszar wykarczowany
w lesie (sztuczna polana) mniej niż 142/3 hektara, mniej wię­
cej jak w Beskidzie Zachodnim, gdzie wynosi przeciętnie 1372
hektara (=24 morgów) stanowiący jednostkę gospodarczą
(osiedle), gospodarstwo jednodworcze w jednym kawałku,
z punktu widzenia chronologji osadnictwa wyprzedzający po­
wstanie wsi, jako jednostki administracyjnej, albo stanowiący
etap w dalszym jej rozwoju; równocześnie stanowi on stadjum chronologicznie wyprzedzające pomiar łanowy, a z punktu
organizacji prawnej, otadjum wolności od czynszów i danin
na rzecz pana (właściciela ziemi) (czyli okres woli), wskutek
czego zarębników nazywa się wolnikami. Jako nazwa i po­
jęcie prawne, a zarazem wyrażenie i pojęcie miernicze zjawia
się dokumentalnie zarąbek na Podhalu w XVI w. i trwa ró­
wnolegle obok pojęcia łanu (laneus, mansus) nieprzerwanie
aż do XIX wieku. Jest tedy zarąbek prymitywniejszą formą
jednostki gospodarczej zarówno co do wielkości, systemu
i organizacji osadniczej, aniżeli gospodarstwo o łan oparte.
Nazwa sama etymologicznie wskazuje na rodzimość pojęcia;
czy ono jest pojęciem, chronologicznie wyprzedzającem samo
dokumentalne pojawienie się jego w postaci nazwy (wiek XVI),
pozytywnie można o tyle stwierdzić, że powolny rozwój wsi
lokowanych na Podhalu w średniowieczu wskazuje na możli­
wość istnienia systemu zarąbkowego i w średniowieczu od
chwili pojawienia się tu osadnictwa typu rolniczego. Ta hi­
poteza ma pośrednie poparcie źródłowe, o ile chodzi o czasy
po r. 1234, t. j. od momentu pierwszych dokumentalnych
wzmianek o osadnikach wogóle, a niemieckich w szczególno­
ści. Wszystko- cobyśmy powiedzieli o formach osadnictwa
i rolnictwa w czasach przed r. 1234, ma już charakter swo­
bodnej hipotezy.
DARCZEJ.

Obok zarąbka wymienia K. Potkański1) jako jednostkę
gospodarczą na Podhalu także i rolę, podkreślając, że dawniej
(przynajmniej na Podhalu) była ona czemś konkrétném i ozna' 7

Potkański, Pisma str. 341.

30

czonem. Określa też Potkański w przybliżeniu jej wielkość:
„Na samem Podhalu zestawiając różne wiadomości doszedłem
do tego, że miała ona 112 do 136 morgów. Konopka w arty­
kule „Gospodarstwo górskie” w Encyklopedji rolnictwa po­
daje 96 do 120 morgów jako jej rozmiar (S. 815); zgadzają
się mniej więcej obie dwie te cyfry”. Zauważa przytem, że
wiadomość o tem dochowała się do dziś dnia.
10. ROLA. Dla oceny tych spostrzeżeń K. Potkańskiegc roz­
patrzmy wzmianki o roli w materjale dokumentalnym Podhala.
Mamy właściwie tylko jedyną wzmiankę, w cytowanej już lu­
stracji wsi Długopola1) z r. 1711 jest wiadomość, która stwierdza,
że sołtys nie ma łanu zupełnego „tylko jeden zarąbek, to
jest jedną rolę” — a zatem wyrażenie o roli nie pokrywa się
z tem pojęciem, jakie wprowadza Potkański. O roli wzmian­
kuje rejestr poborowy2) z r. 1581 w Szaflarach (U4 roli)
i wymienia to określenie mówiąc o zagrodnikach z rolą
w Dunajcu i Klikuszowej. Te wzmianki małomówne wska­
zywałyby raczej, że chodzi tu o jednostki rolne mniejsze
bezwzględnie od łanu, a więc nie odpowiadające pojęciu, o ja­
kiem mówi K. Potkański. Natomiast mamy inną ciekawą
bardzo nazwę cząstkową, również nie związaną z tem poję­
ciem roli (mimo określenia łacińskiego „ager”), o jakiem
mówi K. Potkański, a to w przywileju lokacyjnym dla wsi
Białki3) z r. 1637 oraz w drugim dokumencie tejże wsi do­
tyczącym z r. 1669.
11. ODUMIAREK. W uposażeniu wójta wśród innych nadań
jest także wymieniony odumiarek. (...tum et additamento agri
vulgo odumiarek, quod remansit ex fundis eiusdem villae dimensis penes rivulum Komarnkowy dictum ..). Użycie wyrazu
łacińskiego „additamentum” wskazuje, że odumiarek jest sy­
nonimem wyrażeń takich jak „przymiarek” „naddawka” a pokrew­
nych „klinom” zwanym po łacinie „additiones”, przez które

1)

Długopolski. Przywileje, str. 31. zob. wyżej str. 6.

2)

Źr. dz. XIV. str. 146.

81

Długopolski. Przywileje, str. 42.

31

rozumiano kawałki łanów” 1). Pojęcie odumiarka, przydzielo­
nego w tym wypadku wójtowi, związane z czynnościami
mierniczemi wójta względnie sołtysa2),3 wprowadza ułamki
roli nieokreślone^ bliżej wielkości, które istniały we wsiach,
gdzie dokonano pomiaru łanowego. Pozatem ta odosobnio­
na wzmianka o odumiarku'% który pojęciowo odpowiada
przymiarkowi (naddawce), ma pewne znaczenie dla charaktery­
styki struktury wsi podhalańskiej, względnie ewolucji, jakie
przechodziła. Przymiarki4)* bowiem zwane też po łacinie
„superfluitates” „excrescentiae” były to t. zw. po niemiecku
„Überscharen”, z których powstał nasz „obszar”. W nich
zatem najprawdopodobniej należy doszukiwać się genezy
obszaru dworskiego, który i obecnie istnieje tylko we wsiach
dawnego starostwa nowotarskiego6), ale nie we wszystkich.
Nie ma bowiem poza Białką obszaru dworskiego : Długopole,
Gliczarów, Groń, Leśnica, Maruszyna, Morawczyna, Pieniążkowice, Podczerwone, Pyzówka, Ratułów, Stare Bystre, Wróblówka, a więc liczba dość znaczna. Czy i w tych wypad­
kach postąpiono, jak z Białką, t. j. przekazano „odumiarek”
wójtowi, względnie sołtysowi, nie potrafię odpowiedzieć, bo
to zagadnienie wymagające odrębnego zbadania, na które
dostępny mi materjał nie daje wyczerpującej odpowiedzi.
12. SIEDLISKO. Obok wspomnianych nazw rodzimych na
określenie miar roli względnie jednostek gospodarczych, spoty­
kamy w lustracji6) wsi Długopola z r. 1564 określenie „siedlisko”
[„Poczesnego każdy (z) siedliska g. 4 facit m. O || 24”]. Bliższe
D Por. T. Wierzbowski. Vademecum. Warszawa 1908. str. 113.
(Słowniczek łacińsko-polski). O przymiarkach zob. K. Potkański. Pisma I.
str. 195 (Puszcza radomska), II str. 363 — 372 (O pochodzeniu wsi pol­
skiej).
2) Zob. wyżej. str. 22.
3)

Termin nieznany K. Potkańskiemu.

4) K. Potkański. Pisma II. str. 363. (O pochodź, wsi poi.).
®) Por. Allgemeines Verzeichnis der Ortsgemeinden und Ortschaften
Österreiches. Wien 1915.
6) Rocznik l. c. str. 68. (Podkreślić należy, że Długopole liczy
6 kmieci osiadłych).

32

wyjaśnienie daje dok. z r. 1749 tyczący Czarnego Dunajca1),
gdzie powiedziano, że sołtysowi ma być, w razie gdyby łan
(sołtysi) był za mały, mu wymierzony „łan zupełny albo sie
dlisko”. Jest zatem siedlisko synonimem łanu zupełnego.
O łanie zupełnym mówią (ale bez wskazanej identyfikacji)
przywileje lokacyjne2) Białego Dunajca z r. 1579 i Pieniążkowic3) z r. 1593 („łan zupełny roli frankońskiej”). To pojęcie
siedliska jako roli kmiecej, obejmującej co do obszaru łan
zupełny, jest czemś nowem w stosunku do tego, co nam
0 siedlisku wiadomo. W XV w. w okolicach Krakowa po­
dział na siedliska (łaciński synonim: „habitaculum”) nie był
identyczny z podziałem na łany. We wsi Świątnikach4)5 pod
Krakowem nie było podziału na łany, lecz role były „in pecies distincti et possesiones in 14. habitacula alias siedliska
divisae“ (Lib. ben. I str. 89). Wspomina też Długosz, że
wskutek ciągłych działów liczba owych siedlisk prawie co
rek się zmienia i że płacą czynsz nierówny „iuxta quantitatem et qualificationem agrorum”, a więc stosownie do ilości
1 jakości uprawianej roli. Podobne stosunki miały miejsce
w Szczytnikach, graniczących ze Świątnikami, oraz Trąbkach
i Górce. Jeśli teraz z tym faktem zestawimy wspomi­
naną już poprzednio wiadomość o Długopolu, zawartą w lu­
stracji z r. 1564B), z której wynika, że owe siedliska, z któ­
rych 6 kmieci opłaca poczesne, są to „role małe i niepomier­
ne” oraz fakt, że wzmianka o łanie zupełnym z XVI w. nie
identyfikuje go z siedliskiem, okazuje się jasno, że w XV
i XVI w. siedlisko stanowiło rolę kmiecą, ale niekoniecz­
nie łan cały obejmującą, dopiero w XVIII w. oznacza na
Podhalu łan zupełny. Za rolę typowo kmiecą uważa
siedlisko również i F. Bujak6), który stwierdza: 1) że wyraz
siedlisko, zbliżający się do pierwotnego zachodnio europejskiego
mansus, mansio, tłumaczony jest najczęściej przez łacińskie
area, czasem habitaculum. 2) W XIV w. było siedlisko drob­
*) Dobrowolski. Kw. hist. XXXVIII str. 127.
2) Długopolski. Przywileje str. 12.
3) 1. c. str. 20.
4) Potkański. Pisma I str. 212.
5) Zob. wyżej str. 24.
6) Studja nad osadnictwem Małopolski, str. 188.

33

niejszych rozmiarów (co skonstatował dla XV w. Potkański
dla okolic Krakowa, a niniejsze studjum dla XVI w. dla okolic
Podhala). 3) w XV w. odróżniano *) w okolicach Krakowa
siedlisko (area) i zagrodę (hortus), bo na pierwszych sie­
dzieli kmiecie, na drugich zagrodnicy (ortulani). Zestawienie
tych faktów ma o tyle znaczenie dla określenia jednostek
gospodarczych względnie miar roli na Podhalu, że możemy
nazywać wręcz role kmiece i sołtysie na Podhalu siedli­
skami, rozumiejąc w XVIII w. przez nie łany zupełne, na­
tomiast również drogą analogji odróżniać od siedlisk, zagrody
i zagrodników.
13. ZAGRODA. ZAGRODNlcy. Z pojęciem zagrody spoty­
kamy się również na Podhalu, a mianowicie w lustracji Pod­
czerwonego *2) z r. 1711, gdzie jest ustęp : „o łan inkwirowaliśmy,
jeżeli zupełny mają, który przyznał, że niema zupełnie łanu,
tylko nad dwie zagrodzie'5. Poza tem mamy wzmianki
o zagrodnikach bez roli w rejestrze poborowym3)* z r.
1581 we wsiach Ludzimirzu, Krauszowie, Szaflarach, a o za­
grodnikach z rolą w Dunajcu i Klikuszowej. Materjał ten
szczupły pozwala jednakowoż stwierdzić, że we wsiach istnie­
jących na prawie niemieckiem na Podhalu przed końcem XVI w.
a więc tworzących niejako starsze pokłady osadnicze, obok
kmieci spotykamy zagrodników i zagrody, które mają rolę i tejże
nie posiadają. Wynikałoby z tego, że pojęcie zagrody nie da
się ściślej wogóle—o ile chodzi o obszar—określić. Dalej po­
jęcie zagrody i zagrodników odnosi się do tej fazy rozwojo­
wej wsi, kiedy minęło stadjum wstępne, okres wolności, który
reprezentuje na Podhalu zarąbek (zarąbka) i zarębnik (wolnik),
a zatem identyfikacja zarąbka z zagrodą, tudzież zarębnika
z zagrodnikiem jest niemożliwa. O ile zarąbek i zarębnfk są
instytucjami właściwemi Podhalu i Beskidowi Zachodniemu,
o tyle zagrody, zwane po łacinie „hortulaniae” i zagrodnicy
(po łać. „hortulani”) stanowią instytucję bardzo szeroko roz­
powszechnioną w Polsce. Zagrody były to kawałki pola w roz­
b Bujak j. w. W przypisku z powołaniem się na St. P. P. P. 11.
nr. 3222 (dział wsi Chełm z r. 1445).
2) Długopolski. Przywileje str. 26.
B) Źr. dziej. XIV. str. 145/146.
Lud. T. XXV.

3

34

maitych wioskach rozmaitej wielkości—jak przypuszcza K. Potkąński1)—wydzielane razem z domostwem zagrodnikom.
Każdy kmieć miał na swoim łanie obok swego domu taki
skrawek roli z chatą przeznaczoną dla zagrodnika, lub też za­
grodnicy razem t. j. w jednem jakiemś miejscu na wsi zwykle
na t. zw. „nawsiu” mieli swe zagrody. Zagrody zatem z rolą
stanowiły obok zarąbka najmniejszy ułamek jednostki gospo­
darczej samoistnie zagospodarowanej, którą był łan.
14. MIARA PRĘTOWA. RODZAJE PRĘTÓW. Potkański wypowia­
dając swe uwagi na temat zagrody2) twierdzi, że mierzono
je na pręty, nie na morgi. Wprawdzie materjał doku­
mentalny, tyczący Podhala, nie daje bezpośrednich wzmianek
w tym kierunku, niemniej jednak są dowody źródłowe, że
miara prętowa była zaaną na Podhalu. Oto poczet wzmia­
nek o prętach. Lustracja wsi Gronia3) z r. 1711 powiada o soł- ,
tysach: z łanu mieli tylko po 4 pręty (a więc razem 8), „na
których zobopólnie siedzą”. Taż sama lustracja z r. 1711
w ustępie tyczącym się wsi Cichego4)5 mówi „z łanów mają
pod sobą tylko 8 prętów, a drugie gromada trzyma pole ich”.
Nasuwa się pytanie, o jakich prętach tu mowa. Słowo bowiem
pręt ma różnorakie znaczenie. Oznacza bowiem miarę długości
a właściwie tyczkę mierniczą długą 15 stóp albo 74/2 łokcia
(w XVIII w.). Jest to t. zw. pręt miernicki. Oznacza też
miarę powierzchni, zwaną prętem kwadratowym albo ko­
panym albo pólkiem. Cytowany już wyżejB) Grzębski z XVI w.
w swej Geometrji powiada : „Kwadratowy pręt jest sztuka placu
półosma łokcia mając na dłużą i szerzą. Tę sztukę miernicy
na Mazowszu zowią pręt kopany: a to stąd, iż ludzie pospoli­
cie na takowe pręty zwykli najmować, kiedy co kopać dawają”.
[Str. J—III verso]. Tenże w innem miejscu powiada : „W Polsce
zowią pólko a w Mazowszu pręt kopany: aczci pręt kopany
toż jest co i pólko”. (Str. K. IV). Pręt kwadratowy, o którym
tu mowa, wynosił w XVIII w. na podstawie obliczenia, doko­
D
2)
3)
4)
5)

O pochodzeniu wsi polskiej Pisma pośmiertne. II. str. 364.
1. c. II. str. 363,
Długopolski. Przywileje str. 39.
1. c. str. 24.
Zob. wyżej str. 22. Grzębskiego cytuję według druku współczesnego.

35

nanego według łokcia koronnego czyli warszawskiego, w przy­
bliżeniu wynoszącego 59 cm. 6 mm. niespełna 20 m*2 powierzchni ’)
a według relacji łokcia krakowskiego w XVI w.2), wynoszącego
niespełna 55 cm., oczywiście mniej niż 20 m2. Ten szczupły
rozmiar powierzchni wskazuje wyraźnie, że nie taki pręt mieli
lustratorowie na myśli.
Drugi rodzaj prętów, to „pręty więtsze”, co do któ­
rych wiadomo, że w XVI w. równały się 10 prętom kwa­
dratowym kopanym3), według relacji łokcia warszawskiego,
równały się 400 m2, a więc niespełna cztery ary. Ten rozmiar
wydaje się na owe określenie pręta za mały, bo w zasadzie
jest to pole szerokie na 5^/2 łokcia, a długie na 75 łokci. Trudno
zaś przypuścić, żeby dwaj sołtysi Gronia siedzieli każdy na 4
prętach czyli na 16 arach t. j. obszarze mniej więcej 30 łokci
szerokości a 75 łokci długim, bo to obszar pola nawet dla za­
grodnika z rolą za skąpy, a cóż dopiero na sołtysa, a zatem
prawdopodobnie i nie taki pręt mieli lustratorowie na myśli.
Pozostaje zatem pojęcie pręta w trzeciem i czwartem
znaczeniu. Źródłem informacji będzie tu znów Grzębski, który
powiada: „W Polsce pręt, a w Mazowszu mcrg” (K. IV), a za­
tem pręt polski oznacza także obszar równoznaczny z mor­
giem mazowieckim. Mórg zaś chełmińsko-polski4) w XVIÍÍ w.
wynosił 300 prętów kwadratowych albo 16,875 łokci kwadrato­
wych warszawskich czyli 59 arów 85 m2, a zatem była to już
pokaźniejsza cokolwiek jednostka obszaru. W związku ze zna­
czeniem pręta jako większej miary roli tenże Grzębski podaje
charakterystyczny cytat z ordynacji Zygmunta I z ksiąg kra­
kowskich: „In quolibet manso debent esse decem octo stadia
et quodlibet stadium quindecem mensuras5) supradictas continere debet” (Str. L. — II. verso). Zaraz na tej samej stronie
!) K. Sochaniewicz. Tablice metrologiczne - numizmatyczne, pomie­
szczone u Wierzbowskiego. Vademecum wyd. 11 (i 926) str. 218/219.
2) 1. c. str. 216.
3) 1. c. str. 216. Podstawę źródłową stanowi tu cytowany Grzębski.
[str. I IV.—I IV verso].
4) K. Sochaniewicz. Tablice 1. c. str. 219.
5) Grzębski tu przez słowo „mensurą” rozumie laskę mierniczą,
która była równa dwom prętom, czyli wynosiła 15 łokci.

36

daje przekład względnie parafrazę odnośnego ustępu ordynacji:
„W każdym łanie ma być ośmnaście prętów albo ośmioranaście stajania, a każde stajanie ma mieć piętnaście miar przerzeczonych”. A dalej powiada: „Pręt albo stajanie masz mieć
na pięcinaście miar albo łask, a prętów w łan ośmnaście liczyć”
(Str. L.—IV. verso). Stajanie zaś (mórg frankoński) wynosiło
40.500 łokci*2, albo 720 prętów kopanych1), czyli według relacji
łokcia warszawskiego wynosiłoby to 1 ha 43 arów 57 m2,
a według relacji łokcia krakowskiego 1 ha 22 arów 51 m2.
Te wymiary zatem pręta dowodzą nawet jednostki większej
niż mórg chełmińsko-polski i to jest czwarty rodzaj pręta.
Biorąc zaś na wzgląd, że Grzębski, który jest wyrazem poglą­
dów mierniczych dla XVI wieku, przy omawianiu powyższego
znaczenia pręta, oparł się na ordynacji państwowej Zygmunta I
(a więc na akcie prawnej natury), nie można wątpić, że i ko­
misarze króle v/scy lustrujący dobra nowotarskie przed r. 1764
t. j. przed wydaniem konstytucji reformującej metrologję i mier­
nictwo musieli się na tejże ordynacji opierać. A zatem w na­
stępstwie tego faktu musimy przyjąć, że pręt, o którym mowa
w lustracji z r. 1711, oznacza mórg miary krakowskiej2); a więc
większy od morga chełmińsko-polskiego. Dalej, że jako „łan
zupełny” komisarze królewscy uważali, prawdopodobnie zgod­
nie z ordynacją łan równy 18 morgom (stajaniom czyli prętom),
co do wielkości i podziału odpowiadający łanowi frankoń­
skiemu zwykłemu, który przyjmujemy także dla stosunków od
XIII do początków XVI w. jako jednostkę teoretyczną w ko­
lonizacji na prawie niemieckiem na Podhalu3).
15. ŁAN ZUPEŁNY 1 JEGO RODZAJE. Obraz miar roli (jednostek
gospodarczych) używanych w przeszłości byłby niezupełny, gdy­
byśmy nie omówili kwestyj związanych, z wyrażeniami na
oznaczenie łanu, używanemi od XVI — XVIII w. Z tego co
dotychczas powiedzieliśmy wynika, że łan (mansus, laneus) w wiekach średnich nazywany fran­
*) K. Sochaniewicz. Tablice 1. c. str. 217.
2) Zob. wyżej str. 23.
8) K. Potkański. (Pisma pośmiertne II. str. 363, 370) w ustępach,
w których mówi o prętach, tego znaczenia słowa „pręt" nie zna, albowiem
mówi o pręcie jako mniejszym od morga.

Bl
końskim, wynoszący przeszło 22 hektarów1),
a prawdopodobnie dzielący się na Í8 prętów
(terminu mórg na Podhalu w świadectwach dokumentalnych
nie spotkaliśmy), który w XVI wieku nazywano łanem
zupełnym2), (łanem zupełnym roli frankońskiej),
w XVIII wieku siedliskiem3).
Poza tem spotykamy się z pojęciem łanu wolnego
(mansus liber), który jest wyznaczony dla sołtysa4),* łanu
czynszowego (laneus censualis), który jest przeciwstawie­
niem łanu wolnegoB), łanu wybranieckiego, zwanego
tak dlatego, że z tego łanu wyprawiano „na każdą Rzeczypos­
politej usługę ze wszystkiem moderunkiem i porządkiem pa­
chołka dobrze odzianego” czyli wybrańca6). Z pojęciem łanu
wybranieckiego łączy się sołtysostwo łanowe „alias wybraniectwo”, o którem to pojęciu raczej prawnem niż mierniczem informuje nas dokument tyczący Chochołowa7) z r. 1772.
Opublikowany i zbadany materjał nie daje wskazówek, jakoby
wymienione rodzaje łanów różniły się od łanu zwykle używa­
nego co do wielkości. Dodatkowe bowiem określenia jak,
wolny, czynszowy, wybraniecki są wyrazem pewnych obowiąz­
ków, jakiemi jest opłacanie czynszów, wolność od nich lub
obowiązek wybraniecki.—Nie mogą być zatem omawiane jako
miary roli względnie jednostki gospodarcze.

*) Zob. str. 22.
2) Zob. str. 32 (Siedlisko).
3) Zob. wyż. str. 32.
4) K. Młp. I. nr. 194. Dok. z r. 1333 (Ludzimirz) i tamże nr. 175
Dok. z r. 1327. (Długopole).
6) K. Młp. 1. nr. 366. Dok. z r. 1382 (Krauszów).
6) Dobrowolski, Kw. hist. XXXV1I1. str. 125 (D. z r. 1722—B, Dunajec).
7) Dobrowolski. Kw. hist. XXXV111 str. 126. -

JAN KUCHTA,

POLSKIE PODANIA LUDOWE
O CZŁOWIEKU NA KSIĘŻYCU.
1. GENEZA PODAŃ.
Wierzenia ludowe związane z księ­
życem są przeważnie szczątkami dawnego kultu tego ciała nie­
bieskiego, bardzo rozpowszechnionego wśród ludów koczowni­
czych *).
Na księżyc zwracali uwagę szczególnie pasterze stref go­
rących, wędrujący nocą i stąd oddający wielką cześć, temu
drogowskazowi na niebie, który rozjaśniając im mroki nocy,
wyzwalał ich zarazem z dręczącego żaru słońca12). Dowodem
na to są wierzenia lunarne przeważnej części pierwotnych
mieszkańców Afryki, wielka cześć dla księżyca wśród mieszkań­
ców pustyni Beduinów, jego ubóstwian e przez niektóre ple­
miona Ameryki południowej. Za istotę boską uchodził zresztą
księżyc u starożytnych Egipcjan, Rzymian i Persów a w Babilo­
nie był „summus deus”.
Księżyc odwieczny towarzysz ziemi, który w różnych po­
staciach przechadza się po sklepieniu niebie skiem i sprowadza
zadziwiające zmiany atmosferyczne, mógł łatwo zaciekawić różne
ludy i wzbudzić w nich wiarę, że w czasie swej wędrówki
po niebie bada dokładnie życie człowieka, zna jego cierpienia
i przejmuje się niemi, czego dowodzi melancho-ijny wyraz księ1) Reville A. Les religions des peuples non civilisés. Paris 1883
Tom I. str. 58.
2) Lilienthalowa Regina. Kult ciał niebieskich u starożytnych He­
brajczyków i szczątki tego kultu u współczesnego ludu żydowskiego.
Warszawa 1921.

âô
źycowego oblicza i stąd teź powstaje wiara w wpływ tego
ciała niebieskiego na ziemię i życie ludzkie.
Na tem tle kształtują się podania, przyczem wybitną rolę
odgrywa czynnik, który Dähnhardt charakteryzuje jako 1) : „Das
Bedürfniss der menschlichen Einbildungskraft, sich das Wirken
mythischer oder biblischer Gestalten durch Naturmerkmale an­
schaulich zu machen, die als sichtbare, alle Zeiten überdauernde
Zeugnisse ihres Wirkens gelten sollen”. W tych też psychicz­
nych skłonnościach należy szukać źródeł podań o księżycu,
jako siedlisku zmarłych dusz2), a także i opowieści o plamach
na księżycu.
2.

Typy OBCYCH PODAŃ LUDOWyCH O PLAMACH 1 CZŁO­

Podania o plamach względnie o człowie­
ku na księżycu znane są oddawna na całej kuli ziemsk'ejDzielą się na kilka grup zasadniczych. Do pierwszej zaliczyćby można podania o księżycu jako miejscu nagrody.
Należą tu przedewszystkiem podania o zającu przeniesio­
nym na księżyc. Mongolska wiara uczy, że rządca nieba,
chcąc nakarmić biednego, zgłodniałego wędrowca i sam służyć
mu za pokarm, przemienił się w zająca, co stało się powodem
wyniesienia przez Mongołów postaci zająca na księżyc3). Indyj­
skie wierzenia dopatrują się również w plamach na księżycu
zająca4)* Mieszkańcy CejlonuB) opowiadają, że Buddha umieścił
zająca na księżycu w nagrodę za dobrowolne oddanie się na
pokarm dla zgłodniałego pustelnika.
Wiele jest tegj rodzaju podań, w których osoba lub jakieś
stworzenie za dobry czyn zostaje przeniesiona na księżyc, jako
miejsce nagrody. Taki apokryficzny charakter6) ma piękne
rosyjskie podanie o Paparymie, osnute na motywie Heroda
prześladującego Matkę Boską i małego Jezusa. Matka Boska
ścigana kryje się do chaty pewnej niewiasty, mającej również
WIEKU NA KSlĘŻycu.

h Dähnhardt Oskar. „Natursagen”. Tom 11. str. XIV.
2) Roscher W. Über Selene und Verwandtes. Leipzig 1890 str. 179—',83.
8) Kolberg: Lud, S. VII, 195.
4) Ibidem.
6) Kolberg: Lud, S. VII, 195.
6) „Charkowski] Sborník” pod red. Kasperowa. Literaturno-naucznoje prylożenje k’Chark. Kalendarju na 1888 r. wyd. II. Charków 1888
str. 84—85.

40

małego synka. Ma rozkaz Matki Boskiej rzuca niewiasta swego
synka do gorejącego pieca, a do kołyski na jego miejsce kła­
dzie Chrystusa i wprowadza w błąd Heroda i jego siepaczy.
Dziecko niewiasty nie zginęło. Żyje wiecznie. Nazywa się
Paparym. Jak księżyc „młody”, to i on młody, a jak księżyc
„stary” tc i on stary i biały jak mleko.
Słoweńcy opowiadają o pewnym zarobniku, który otrzy­
mawszy w nagrodę za pracę ubranie i trzy krajcary dał je
z litości czteru po drodze spotkanym żebrakom. W rzeczy­
wistości jednak nie byli to żebracy, lecz Bóg i aniołowie.
Chcąc nagrodzić zarobnika, zapytał Bóg, czego pragnie; gdy
zaś zarobnik zapragnął wiecznej młodości, przeniósł go w na­
grodę na księżyc ').
Częściej jednak jest księżyc miejscem kary i potę­
pienia wiecznego. Podania węgierskie np. o upadku zbun­
towanych aniołów strąconych z nieba przez Boga, opowiadają
0 Lucyferze, Który lecąc w dół zatrzymał się na księżycu i od
tego czasu można go tam widzieć*2), a podania bułgarskie pra­
wią o aniele zbuntowanym, przemienionym w pająka i zawie­
szonym w powietrzu3). Szwedzi w swych podaniach ludowych
umieszczają na księżycu Adama i Ewę, obok drzewa dobrego
1 złego4).5
Bardzo częste spotyka się u wielu ludów podania o dwu
braciach Kainie i Ablu (nieraz i bez nazwisk), z których starszy
z zazdrości lub w kłótni zabija młodszego i za tę okropną
zbrodnię umieszczony zostaje na księżycu. Podania z Liworno“)
opowiadają o Kainie, który w gniewie z zazdrości zabił brata
Abla, a za to Bóg umieścił Abla w raju, Kaina zaś, z wiązką
cierni na plecach, silny wiatr „z ciałem i duszą” zaniósł na
księżyc. Wedle podań bułgarskich za karę Bóg Kaina umieścił
na księżycu, gdzie czuwa i widzi wszystkie zbrodnie i drży
*) Pajek Jos. Czrtice iz duszewnega żitka sztajerskich Slovencev. Lu­
biana 1844 str. 99.
2) Dahnhardt O. Natursagen Tom. I.
' 3) Ibidem 135.
4) Ibidem s. 248.
5) DHhnhardt o. c. tom. 1, 255.

41
|ak liść na drzewie. W czasie pełni może go każdy ujrzeć.
Wedle podań z Pitynji Kain i Abel kłócą się na księżycu ;
w podaniach sycylijskich Kain i Abel to synowie króla, z któ­
rych jeden zabił drugiego. Na Węgrzech opowiadają, że Kain
klęczy na księżycu i trzyma brata na widłach, któremi go
przebił; trwać to zaś będzie do sądu ostatecznego. Lud ro­
syjski 1) wyrazi de zaznacza, że Bóg umieścił tam Kaina, by
napiętnować straszny grzech bratobójstwa. W Atenach wierzą,
że Kain za karę umieszczać musi zwłoki Abla w koszu bez dna;
gdy trup wypada, Kain zapala się Pali go także i zaczernia żar
księżyca. Ciekawe jest podanie2) o Kainie, który po zabiciu
brata zbiera krzak cierni i odpowiada na pytanie Pana Boga,
że robi to dlatego, ponieważ cierni boją się dzikie zwierzęta.
Bóg wyrzekł na to przypadkowo te słowa : „Więc dobrze po­
stępujesz”. Gdy jednak po śmierci djabli porwali Kaina i nieśli
jego duszę do piekła, on robi wyrzuty Bogu, że nie dotrzymał
słowa, przyczem powołuje się na zdanie niegdyś przez P. Boga
wypowiedziane, iż dobrze postępował. Bóg tedy uwzględniwszy
jego prośbę wydał wyrok, iż djabli tylko 12 godzin na dobę
męczyć go mają, drugich 12 natomiast ma on przepędzać na
księżycu, z trzema wiązkami cierni na plecach. Te zaś wiązki
każdy ujrzeć może, podobne są bowiem do trzech małych plam.
Znane są takie podania i na terytorjach słowiańskich. Podania
ruskie3) wspominają o ślepym ojcu, który miał dwu synów
Kaina i Abla, Pewnego razu polecił im pozwozić siano.
Starszy po pewnym czasie twierdził, że jest ono już zwiezione.
Młodszy Abel powiedział jednak prawdę, że nie, za co przebity
został przez brata widłami. Za karę Bóg polecił Aniołowi
umieścić Kaina na księżycu, by ludzie widzieli jego karę i po­
kutę tudzież, by wystrzegali się takich strasznych zbrodni.
Huculi4) opowiadają również o dwu braciach, z których jeden
przebił drugiego widłami, nie podają atoli nazwisk.
1) „Charkowską Sborník” pod redakcją W. J. Kasperowa. Literaturno-naucznoje pryłożenje k’ Chark. Kalendarju na 1888 r. wyd. 11. Char­
ków 1888 str. 85.
2) Dähnhardt o. c. Vom. 1. str. 253.
3) Pähnhardt o. c. Tom 1 str. 254 i in.
4) Ibidem.

Z podań utworzonych już na tle chrześcijańskiem wymienić
jeszcze należy podania o Judaszu, umieszczonym na księżycu,
oraz podania x) o Marji Magdalenie, zamienionej w księżyc i łzach
jej zamienionych w plamy księżycowe. W podaniach niemiec­
kich spotykamy też opowiadanie o Żydzie, który nie chciał ma­
łemu Jezusowi pomóc przy niesieniu koszyka jabłek, ani przy­
pilnować go chwilę, by dziecko mogło przywołać matkę. „Wo­
lałbym czekać na księżycu” — mówi Żyd do proszącego go
Jezusa i za karę na nim pozostał.
Podania o księżycu—jako miejscu kary są bardzo dawne.
W Chinach znane były już w II w. przed Chrystusem. Opo­
wiadano tu, jak królowa duchów pewnego razu przyniosła
z góry Kwenlin „trawę nieśmiertelności” w podarku Hen’owi.
Żona jego jednak Czang-Nho chwyciła ją i uciekła na księżyc,
gdzie została przemieniona w żabę*2).
W podaniach ludowych o plamach na księżycu częsty
jest także motyw „kary za pracę w dnie świąteczne”.
Motyw ten znany jest u bardzo wielu ludów i powstał zdaje
się pod wpływem podań o Kainie i jego umieszczeniu na
księżycu.
Przejście od podań o zbrodni Kaina do podań
o karze za pracę w święto ilustruje dość dobrze następujące
podanie ruskie 3) : „Było to na Wielkanoc Jeden z chłopów,
chociaż jeszcze na mszę do Kościoła nie dzwoniono, postano­
wił dać bydłu jeść. Czynić tego stanowczo nie powinien był,
dokąd bowiem nie wyjdzie się z kościoła, nie wolno niczego robić,
ani jeść, ani nawet bydła karmić. Został jednak ukarany. Chcąc
nabrać słomy widłami przebił brata, który nakryty nią spał
w stodole. Pan Bóg osadził grzesznika za karę na księżycu.
Nieraz więc widzi się tam człowieka trzymającego na widłach bra­
ta i mówi się : Jest to Kain i Abel”. Znana jest powszechnie opo­
wieść o umieszczeniu człowieka na księżycu za pracę w święto 4)
Kolberg O. Lud. S. VII. str. 195.
2) Sumcow N. O.! Kulturnija pereżywanja. Kijów 1890 str. 398.
Podaje on bardzo bogatą literaturę w ustępie „Łunnyj czeławjek” ; Revue
des traditions populaires 1888 str. 129—136; Baring - Gould : Curious
myths of the middle âges str. 190—208 podaje podania niemieckie, an­
gielskie i skandynawskie.
3) Dähnhardt o. c. tom. 1. 254.
4) Revue des traditions populaires. 1892. Listopad.

Brandenburskie podania opowiadają1) jak raz miotlarz w nie­
dzielę miał wiązać wici i chrust, to znów dziewka przędła,
chłop gnój rozpościerał po pclu2), lub chłop kradł główki
kapusty. Na księżycu widoczne są ich postaci z wiązką chrustu,
kądziel, widły do gnoju i krzak kapusty. W Niemczech opo­
wiadają także o złodzieju, który w świętą niedzielę, w bli­
skości kościoła, rąbał ukradkiem drzewo w lesie, czy w gájú
i za karę przeniesiony został na księżyc, gdzie widać go z sie­
kierą na ramieniu i wiązką cierni czy chrustu w ręku. W po­
daniu westfalskiem 3) pewien człowiek cierniem otoczył naokoło
kościół w niedzielę i za to dostał się na księżyc. Tu należą
podania rosyjskie o braciach, którzy pracowali na Wielkanoc,
pokłócili się i jeden z nich zabił drugiego4),* opowiadania Ser­
bów łużyckich o małżeństwie ukaranem za pracę w świętr^ ,
Również w podaniach Słoweńców księżyc jest miejscem
kary. Leniwy zarobnik, który w dzień nie chciał pracować
a w nocy pracująć klął a przytem odgrażał się księżycowi,
został przezeń za karę przyciągnięty 6), wraz z dziewczyną, która
z nim pracowała na polu. Analogiczne podania znane są
i w Slawonji7). Bułgarzy często widzą na księżycu starca nie­
dawno we wsi zmarłego8).
Specjalną grupę podań o człowieku na księżycu stanowią
podania żydowskie, powstałe pod wpływem zbyt dosłownego
pojmowania niektórych miejsc Biblijnych, względme formułek
błogosławieństw i t. p. Np. zachodnio-węgierscy Żydzi tłuma­
!) Kolberg, Lud t. VII. str. 195.
2) Revue des traditions populaires. 1892. Listopad.
3) Siecke Ęrnst. Götterattribute und sogenannte Symbole. Jene 1909.
str. 174.
4) Afanasjew A. Poeticzeskija wozzrenija Sławjan na pri odu. Mo­
skwa 1886-9 T. 111, s. 251—2; Czubińskij P. P. Trudy. Petersburg 1872.
T. 1. s. 9.
E) Machał H. Nákres slovanského bajes'ovi. Praha 1891. str. 51
Schulenburg W. v. Wendische Volkssagen und Gebräuche aus dem Spree­
wald. Leipzig 1880 str. 50.
6) Pajek Joz. Czrtice iz duszevnega żitka sztajerskich Slovencev.
V Ljubljani 1884, str. 98—99.
7) Rad jugoslavenske akademije znanosti i umjetnosti frazredi fil.
hist). U Zagrebu 60. 173.
8) Miladinovic, Boigarski nar. pjesni. Zagreb 1861. str. 525.

44

cząc sens formułki błogosławieństwa, wypowiadanej w pierw­
szej połowie miesiąca, zwykle z twarzą zwróconą ku księżyco­
wi, a pełną nadziei i wiary w królestwo Mesjasza „Dawid,
król Izraela żyje i jest” upatrują na księżycu króla Dawida. ')
Fantazja ludu żydowskiego pod wpływem wyrażenia z talmu­
du, znów dosłownie rozumianego, iż „oblicze Mojżesza podo­
bne do słońca a Jozuego do księżyca”, umieściła na księżycu
Jozuego*2). Podania te nadają się do wyjaśnienia genezy ana­
logicznych podań polskich, o czem będzie mowa przy ich analizie.
Pozostają do omówienia podania, które są kompilacją
o charakterze lokalnym.
Do tego typu należą niektóre opowieści skandynawskie3)
o dzieciach Bil i Hiuki umieszczonych na księżycu. Na Su­
matrze4)* widzą w plamach na księżycu gałęzie drzewa, pod
któremi siedzi ptasznik, sporządzający sidła. W Bengálu widzi
lud w sierpie przybierającego księżyca kołyskę z uśpianem
dzieckiem B).
Z innych podań o plamach na księżycu zasługuje na
wzmiankę podanie alpejskie6) (Połn. zach. Włochy) o świętym
Piotrze, któremu w czasie snu przy bramie raju wypadł
klucz i zatrzymał się aż na księżycu. Przyniósł go stamtąd
wprawdzie Św. Motr, ale znak po kluczu pozostał na księży­
cu do dziś.
3.

POLSKIE PODANIA LUDOWE O CZŁOWIEKU NA KSIĘŻYCU.

Z podań ludowych o „człowieku na księżycu” znane są na
terytorjum polskiem prawie wszystkie typy wyżej omó­
wionych podań obcych. Księżyc w wierzeniach ludu pol­
skiego jest również miejscem kary lub nagrody, na księ­
życu umieszcza się postaci historyczne i postaci świętych.
Znajdują się jednak tutaj i podania zupełnie oryginalne: po­
D Dähnhardt. oc. Tom. I. st. 320,
2) Ibidem T. I. 319.
B) Kolberg. Lad. S. VII. s. 195.
4) Kolberg- Lud. S. XV. s. 179; Bastian. Reisen im indischen Archi­
pel. Jena 1869 str. 166.
ß) Rabindranaih Tagore. Księżyc przybierający. Warszawa 1923. Od
tłumacza, str. 5.
c) Dähnhardt. Tom. II. str. 78.

45

danie o św. Jerzym i podanie o Twardowskim, bezwarunkowo
na polskim gruncie wyrosłe i zabarwione kolorytem lokalnym.
Z polskich podań ludowych „o człowieku na księżycu”
znaném jest na terytorjum polskiem ogólnie podanie o bra­
tobójcy i obrazie jego zbrodni na księżycu. Brzmi ono :
„Pewien chłop miał dwóch synów. Im ze śmiercią swą
zostawił niewielkie gospodarstwo, które niedzielone mogło się
jakkolwiek utrzynać, lecz po rozdzieleniu znikłoby w małości;
bracia postanowili razem gospodarzyć i szło im dobrze; lecz
młodszy zawsze myślał w duchu, że gdyby starszego brata nie
było, onby sam mógł posiadać cały majątek, przytem się oże­
nić i być zamożnym; myśl ta w nim się wzmogła i nakoniec
postanowił zabić swego brata. Zamiar ten wykonał w polu.
Gdy obaj przyjechali po snopy, uderzył widłami starszego bra­
ta i zabił go. Bóg wnet zniweczył całe zbrodniarza gospo­
darstwo, a samego wtrącił żywcem do piekła. Aby zaś lu­
dziom w:dok tej wielkiej zbrodni ciągle się przypominał i od­
wodził ich od podobnej, sam swoją ręką na kSężycu obraz pomieniony nakreślił” 1). Motyw „zbrodni. Kainowej” — wywarł
więc swój wpływ także na bajania ludu polskiego. Księżyc
stał się i tu miejscem kary i pokuty.
Plamy na księżycu tłumaczy sobie lud polski także w ten
sposób, że „to jest chłop, który za to, że w święto nawóz wi­
dłami narzucał, skazany jest rozrzucać go całemi dniami na
księżycu aż do sądnego dnia” 2). Lud nasz zna liczne posta­
cie „pokutujące na księżycu” bądźto za zbrodnie znane ogól­
nie, bądźto za pracę w święto. Analogiczną postacią „pokut­
nika” na ziemi jest postać pokutującego rozbójnika Madeja.
Z tego rodzaju podań zasługują jeszcze na wzmiankę wierzenia
ludowe sieradzkie, według których tęcza może uchwycić i unieść
do jasnego księżyca dziewczynę, co swawolnie i bezmyślnie
przeigrała kilkanaście wiosen3).
*) Siemieński L: Podania i legendy polskie, ruskie, litewskie. Po­
znaň 1845 str. 73.
2) O. Kolberg. Lud, S. XV. str. 5; Lud, S. XIV str. 142; Archiv für
slavische Philologie V. 655.
3) Astrea. Czasopismo miesięczne. Warszawa 1924 Rok I Nr. 2
str. 123.

46

Wreszcie są u Słowian a także i w Polsce wierzenia, że
na księżycu siedzi prządka albo szwaczka,1) która tka śnież­
nobiałe cienkie nici, spadające przy końcu lata na ziemię2).
W Polsce i na Morawach mniemają, iż na księżycu siedzi (Sybilla) Sibelija, szyjąc koszule. Każdego dnia zrobi jeden ścieg;
gdy ukończy szycie, nastanie sądny dzień 3).4
Do innego rodzaju podań należy podanie oryginalne o Wła­
dysławie Warneńczyku. Jest podanie w Wielkopolsce „że gdy
w sławnej klęsce pod Warną r. 1444 Antychryst ciała poległych
Turków wskrzeszał, obracając ich twarze ku światłu księżyca,
wróżbici polscy ujrzeć mieli oblicze poległego króla Władysława,
którego ciało zniknęło w czasie rzezi, na tarczy księżyca,
a rycerze polscy wiedząc, źe król z góry na nich patrzy, odemścić go chcieli i cudów waleczności dokonywali” *). Podanie
to powstałe analogicznie do podań żydowskich np. o wodzu
Jozuem, posiada pewną cechę charakterystyczną dla polskich
podań ludowych a mianowicie pozostaje już pod wpły­
wem apokryfów. Motyw bowiem Antychrysta wskrzesza­
jącego wrogów Chrystusa celem zgubienia rycerzy Chrystusa
występuje często w literaturze apokryficznej.
Prócz apokryfów na kształtowanie się polskich podań
ludowych o plamach na księżycu wpłynęło Pismo Święte, a zwła­
szcza Apokalipsis, w której Św. Jan w Rozdz. 12 daje taki
wizerunek Najśw. Panny: „1 ukazał się znak wielki na niebie.
Niewiasta obleczona w słońce, a księżyc pod Jej nogami, a na
głowie Jej korona z gwiazd dwunastu”. Zbyt dosłowna inter­
pretacja tego miejsca, analogicznie zresztą do wyżej wspomnia­
nych wierzeń ludu żydowskiego, doprowadziła do tego połącze­
nia podań o plamach na księżycu z postacią Matki Boskiej.
Przyczynił się zaś do tego w wysokim stopniu kult dla Królo­
wej Korony Polskiej głęboko w sercu ludu polskiego zakorze­
niony a w w. XV i XVI tak świetnie się rozwijający i wiara,
że ona tak jednostki jak i całe państwo ustawicznie od wrogów
4) Máchal H. Nákres slovanského bajeslovi. Praha 1891 str. 50;
Sborník prací filologických. V Praze 1884 str. 41—4b.
2) Czasopis czeskeho Musea. V Praze 1857 str. 172—184.
3) Archiv für slavische Philologie XI str. 160; Machał o. c, str. 50.
4) Kolberg, Lud. S. XV, str. 4—5.

«

47

ratuje (starcie rogów Turczynowi przez Matkę Boską, Jasna
Góra, którą Matka Boska płaszczem okrywała i t. d.).
Już pierwsza znana pieśń polska Jej czci poświęcona.
Mam na myśli „Bogarodzicę”. W czasie walk i tarć na tle
ogłoszonej przez Sobór Bazylejski nauki o Niepokalanem Po­
częciu Bogarodzicy znajduje Ona w Polsce bardzo wielu gorli­
wych sług i obrońców. Wspomnę chociażby Pawła z Pyszkowic,
dziekana na Wydziale artystów w Akademji Krakowskiej, Sę­
dziwoja Czechela, Bernardynów, Łaskiego. Kult Jej rozszerza
się z niebywałą siłą. Poezja polska, która rzadko w XV w.
wychodzi poza obręb pieśni religijnej, przedewszystkiem zwraca
się do Najśw. Panny, czego dowodem, że na pięćdziesiąt pieśni
religijnych tego wieku aż 19 ma motyw czci dla Niej.
Życie Marji poznają Polacy z Baltazara Opecia „Żywotu
Pana Jezu Krysta” (Kraków 1522), pełnych żywiołu apokryficz­
nego Ł) i Kazań Maryjnych Magistra Jana z Szamotuł, Paterkiem
zwanego*2). Na Jej cześć ułożono modlitewnik : „Różany wianek
Panny Maryey” wydany przez Hieronima Wietora w Krakowie
1531 r. Je' kult szerzy się także i wśród ludu, który Marję
ukochał sercem całem i widzi w Niej jedyną swą orędowniczkę,
co odzwierciedla się w podaniach ludowych.
Pod wpływem czci dla Najświętszej Panny Marji budzi się
wśród ludzi wiara, że Ona broni człowieka od mocy szatana
i ciągłe stacza z nim walki o dusze ludzkie, w pierwszej zaś
mierze o dusze tych, którzy kiedyś w życiu byli Jej czcicielami.
Motyw walki N. P. Marji z synami ciemności jest bezwątpienia
najpiękniejszym motywem w polskich podaniach ludowych —
wyrazem hołdu ludu polskiego dla Królowej Polskiej Korony.
Pojawia się ter. motyw w podaniu o Św. Jerzym, ale najwybitniej występuje w podaniu o „Czarnoksiężniku Twardowskim”.
„Święty Jerzy, za żywota swego na ziemi był husarem
i wojował przy wojsku z łaski Boskiej. W jednem mieście,
kajtota było we świecie—pojawił się smok wielgośny, co cedźkaj
V Brückner Al., Literatura religijna w Polsce średniowiecznej. Tom
III, 1904 str. 17 i 18.
2) Magistra Jana z Szamotuł, Paterkiem zwanego „Kazania o Marji
Pannie Czystej" z kodeksu toruńskiego wydał Lucjan Malinowski. Spra­
wozdania Komisji językowej Akad. Um. Tom. I.

48

, wszyćko zjadał. Cy bydle, cy prosie, kaj ino co było, żarła
besiyja, i nikt ma nic nie mógł (poradzić) : az ci juz brakło
bydląt, i do ludzi się chycił. Juz niejednego cłeka chycił
w gardziel, harknąl, — chrupie mu w zębach i po wszyćkim.
Ludzie tez z miasta uciekali, i tylko pustki stały po świecie.
Był carnoksiężnik bardzo wierze katolickiej przeciwny i miał
córkę podlotkę (młodziutka), którą dla jej pobożności nie lubił.
Panienka ta modliła się do Matki Boskiej skrycie przed ojcem—
ale on to pomiarkował i własne dziecko chciał zgubić—i smo­
kowi dać na pożarcie. Wtem z rozkazu Boskiego, jedzie
konno husar Jerzy. Jak konia rozpędził, gdy smok już blisko
panny, on hyc ! bez niego (przezeń przeskoczył) okraczył go
koniem i dzidę mu do gardzielą wepchnął, a smok wypuczył
się i upadł. Na ten widok Najświętsza Panienka rzekła Jerzemu
Św.: „Kiejeśmi pięknie, ładnie obronił niewinne stworzenie,
dziewicę tę czystą, to za to mój rycerzu, po niebie na gwieździ­
stym wozie jeździć będziesz — i mój miesiączek ci odstępuje
na mieszkanie”. Odtąd Święty Jerzy mieszka na księżycu,
i ku czci Boskiej gra na lutni. Można go widzieć osobliwie
na widku (na pełni) jak gra, przy stoliczku siedzący, tylko nie­
dobrze jest w to patrzyć; bo jakby Św. Jerzemu nagle pękła
struna w lutni, toby narazie (wówczas) patrząc do miesiączka
mógł oślepnąć; lepiej unikać tego i przestrzegać dzieci małe,
żeby tego nie robiły” J).
„Ponieważ na nowiu Św. Jerzy odpoczywa i wtedy nie
gra na cześć Boską, a furta do nieba przymknięta bywa, cza­
rownice w tej porze dowolnie czarować mogą. Wszystkie czary,
uwziątki złych dzieją się na nowiu, co się u nich zowie : w nowy
czwartek, lubo trwa dni kilka, a nigdy o innej kwadrze*2).
Podanie to porównać się da z przytoczonemi wyżej obecnie
podaniami ludowemi o postaciach, umieszczonych na księżycu,
w nagrodę za ich dobre uczynki i zasługi. W nich należy
szukać źródeł tego polskiego podania; lecz genezy innych wąt­
ków, w skład jego wchodzących—należy szukać w wierzeniach
Kolberg, Lud. S. VII, sir. 29—30.
2) Ibidem s. 30. O świętym Jerzym obacz również: Stanisław Pola­
czek, Wieś Rudawa. Warszawa 1892, str. 98; Zbiór w'adomości do antropologji krajowej XI str. 3. i X. str. 108. Kraków 1886; Kolberg, Lud XV. str. 5,

49

ludu polskiego (Kult Matki Boskiej). One bowiem przedewszystkiem doprowadziły do utworzenia tego, tak typowo polskiego
podania.
0 Św. Jerzym krąży i wiele innych podań na terytorjum
polskiem. W Ropczyckiem opowiadają o dostaniu się Św. Jerzego
na księżyc następująco: „Raz jechał konno św. Jerzy. Wtem
nagle zagrzmiało i trzasnął piorun. Święty tak się przestraszył,
że skoczył do miesiączka i tak już pozostał”*1). W innej zaś
opowieści Św. Jerzy był ciekaw zobaczyć, jak to piorun wy­
gląda. Pan Jezus dał mu oglądnąć ucho piorunowe, które jednak.
było tak jasne, że ze strachu Św. Jerzy wysoko skoczył, aż
wpadł na księżyc, gdzie pozostał2).
Motyw ten zawiera również zakończenie podania o „Czarno­
księżniku Twardowskim”. Warjantów jego znanych jest kilka
na terytorjum polskiem; najszerzej prawi tekst podany przez
K. Wł. Wójcickiego3). Według niego krakowski czarnoksięż­
nik, który zapisał djabłu duszę, zostaje podstępnie porwany
przez czartów z karczmy „Rzym”. W locie nad Krakowem
gdy Twardowski spojrzał na dół i ujrzał ziemię ojczystą
i miasto rodzinne, ogarnął go żal za utraconą niewinnością
i latami młodocianemu W młodości był on bowiem chłopa­
kiem pobożnym, ułożył nawet kantyczki na cześć Marji i Jezusa.
Wspomniał więc i teraz o Matce Boskiej i zanucił w locie go­
dzinki. To go uratowało od piekielnej mocy; albowiem gdy
skończył oną pieśń, poznał zdziwiony, że już więcej w górę
nie leci i że zawisł w powietrzu. Oglądnie się koło siebie,
już nie widzi towarzysza swej podróży, tylko głos mocny słyszy
nad sobą: Zostaniesz do dnia sądnego zawieszony, jak teraz'
Dziś, gdy miesiąc zejdzie w pełni, pokazują na księżycu czarną
plamkę, która jest ciałem Twardowskiego, zawieszonem do
dnia sądu.
!) S. Udziela. Materjały etnograficzne zebrane z miasta Ropczyc
i okolicy, sfr. 75 i n. Zbiór wiadomości do Antropol. Kraj. Tom X. Kra­
ków Ï886.
2) Pisma pośmiertne Karola Potkańskiego. Tom. 11. Kraków 1924.
str. 38 i K. Matyjas. Świat i przyroda w wyobraźni chłopa. 1888. str. 8.
3) Lucjan Siemieński. Podania i legendy polskie, ruskie, litew­
skie. Poznań 1845. str. 150 nn.
4
Lud T. XXV.

50

To zakończenie podania o Twardowskim, który zawisł na
księżycu z Maćkiem, w pająKa przemienionym, gdyż z mocy
djabelskiej wyratowała go Matka Boska, można uważać za
typowe podanie powstałe pod wpływem wierzeń i podań o pla­
mach na księżycu.
Ject ono jednak oryginalne i powstało bezwątpiei i:a na
gruncie krakowskim pcd wpływem rozkwitu nauk tajemnych
w Akademji Krakowskiej w XV i XVI w. W Krakowie żyje bowiem
podówczas cały szereg wybitnych astrologów, alchemików, chiromantów, nekromantów, a lud niejednokrotnie udaje się do
nich z prośbą o radę i pomoc. Z rozkwitu nauk tajemnych
znana jest Akademja Krakowska daleko poza granicami pań­
stwa. Faust nawet przecież studjował w tej Akademji.
Ten rozkwit nauk tajemnych oddziałał na lud krakowski, któ­
ry tem więcej bajał o czarnoksiężnikach i ich cudach, zapisy­
waniu duszy djabłu, wywoływaniu duchów, eliksirze wiecznej
młodości i t. d. Wyrazem tych bajan jest podanie o Twar­
dowskim, słynnym krakowskim czarnoksiężniku XVI w.
Tego to czarnoksiężnika, tak przez się ukochanego, nie
chciał i nie mógł lud oddać na pastwę djabłu. Znalazł więc
dlań wybawicielkę N P. Maiję, której kult również w Krakowie
najbardziej się rozwinął. Ta wyzwoliła go z szponów szatań­
skich a lud, któremu tak dobrze były znane podania o grzesz­
nikach pokutujących na księżycu, tam umieszcza uratowanego.
Podanie to można więc uważać za rodzimy wytwór krakowski.
Pomysł sam wprawdzie jest zapożyczony i pozostaje pod
wpływem ogólnie znanych podań o księżycu — miejscu na­
grody lub kary, inne wątki jednak są typowo polskie. Takiemi są zwłaszcza : wprowadzenie czarnoksiężnika do podań
„o człowieku na księżycu” pod wpływem rozkwitu nauk tajem­
nych w Polsce — oraz Matki Boskiej, zwalczającej szatana pod
wpływem rozwiniętego wówczas w Krakowskiem kultu Marji.
Podania ludcwe o plamach na księżycu stają się na terytorjum krakowskiem wyrazem kultu dla Bogarodzicy.
Pozostaje do omówienia jeszcze jeden szczegół z tego
zakończenia a mianowicie postać Maćka przemienionego
w pająka. Pająk ten, snując nić, spuszcza się po niej od
czasu do czasu na ziemię, by po powrocie szeptać Twar-

SI
dowskiemu do ucha o tem, co widział na ojczystej ziemi. Po­
stać pająka (tegenaria domestica lub opeira diadema) występuje
w podaniach ludowych niejednokrotnie1). Powodem tego była
dziwna dla ludu budowa pająka i jego do czarów podobna
czynność snucia przędzy.
Podania o pająkach zresztą były już nieraz opracowywa­
ne2). Występuje w nich pająk, raz w roli stworzenia dobro­
czynnego, raz złośliwego.
Do podań o Twardowskim zbliżają się najbardziej wierze­
nia indyjskie, wedle których przędza pajęcza jest niejako po­
mostem między niebem a ziemią3), podania z Jamajki o czar­
nym pająku bohaterze Nancy, — następnie już za czasów
chrześcijańskich powstałe podania o przędzy pajęczej, ratują­
cej z piekła4),—wreszcie
5
podania bułgarskie o aniele zbunto­
wanym, przemienionym w pająka i zawieszonym w powietrzuB).
W polskie podania, o plamach na księżycu, wszedł więc wędro­
wny wątek podania o pająku; wyróżnia go zaś jedyrie od in­
nych swojska nuta i gorąca tęsknota do ojczystej ziemi. Tak
przedstawiają się wątki składowe zakończenia podania o Twar­
dowskim, tego najciekawszego z polskich podań o plamach na
księżycu.
Z Zakładu Etnologicznego Uniw. Jana Kazimierza we Lwowie.

J) Richard Riegler, Spinnenmythus und Spinnenaberglaube in der
neueren Erzähl., ngsliteratur. Archives suisses des Traditios populaires.
Bâle 1925. Tome XXVI str. 55 in.
2) A. de Gubernatis „Die jTiere in der indogermanischen Mytho­
logie. (Übersetzt von M. Hartmann), Leipzig 1874. — Bastian „Zeitschrift
für Ethnologie Tom I str. 45—66; 158—177;--K. Knortz „die Insekten in
Sage, Sitte und Literatur” Annaberg 1910.—Wuttke. Deutscher Volksaber­
glaube der Gegenwart” (3 Aufl. Berlin1900). O. Dähnhardt „Natursagen
Tom 1-4. Lipsk 1907—1912.
s) Richard Riegler o. c. str. 56—57.
4) O. Dähnhardt. o. c. Tom II str. 252.
5) j. w. Tom I. str. 135.

1*

MATERJAŁY I NOTATKI ETNOGRAFICZNE.
BOLESŁAW BREŻGO.
ZWIERZĘTA W WIERZENIACH BIAŁORUSINÓW GUB. SMOLEŃSKIEJ1).

(Referat wygłoszony na posiedzeniu Instytutu Nauk Antropologicznych
Towarzystwa Naukowego Warszawskiego w dniu 13 stycznia 1926 roku).

W wierzeniach i obrzędach Białorusinów gub. smoleń­
skiej zachowały się dotychczas starożytne poglądy na przyrodę.
Zapatrywania te przechowują się wśród ludu szczególnie wówczas,
gdy łączą się one ściśle z obrzędami i wierzeniami mającemi
zastosowanie w życiu codziennem. Dlatego dokładniej prze­
chowały się podania o tych zwierzętach, które towarzyszą
człowiekowi we wszystkicn fazach jego życia, dostarczają mu
pożywienia i odzieży, albo też cą jego pomocnikami w walce
z nieprzyjaciółmi i przyrodą w zaraniu kultury. Zwierzętami
temi są : wół, krowa, owca, koza, koń i pies. Prócz wymie­
nionych zwierząt domowych uwagę człowieka zwracają również
i zwierzęta dzikie. Zabobony ludowe ujawniają pierwsze naiwne
Kroki człowieka w walce z wrogiemi dlań zwierzętami. Z tych
najbliższym jest dla Białorusina wilk.
Wśród ludu przechowuje się mnóstwo zabobonów, doty­
czących święta zwierzęcego. Przesądy te, dziś często dla nas
niezwykłe, niezrozumiałe i dziwaczne, mają charakter mityczny.
Np. w zabawach i szopkach, urządzanych w okresie świąt
Bożego Narodzenia, występuje byk. „Annuszka, Praczja—Sa-*)
*) Z materjaiów, użyczonych mi przez poległego W. Dobrowolskiego,
członka Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego.

58

motoka, pasiet byczka na rairskora łużku; u nieja w rukách
ogromnoje koleso” 1).
W jednej z kolęd dziewczęta zbierają się na wieczornicę
i urządzają składkę 2).3 Za uzbierane pieniądze kupują czarnego
byka, którego następnie dzielą. Na każde gospodarstwo przy­
pada jakaś część.
„Zbiralisia dieuki, da usi u pysiadiełki,
Dunaj moj, Dunaj tichij razliunoj,
Składalisia dieuki, da usi pa kapiejki,
A kupili dieuki da czornago byka.
Kamu że byka weśti, kamu paganiati ?
Anareju byka wésti, Jachimu paganiati.
Kamu ż byka biti, kamu ż isti iupiti ?
A lwanu biti, Siargieju Iupiti;
Iwánywym rożki— ziwuť pri ú darożki,
Krauczonkowym riebry—ich dietuszki drobny,
Andrejewym woka- gładit' u czarku głuboka.
Nowiku sieliazień— jago żonka kawierzień,
Jagorowym triabuch—jon u rieczki pro.uch,
Anionowym kiszki — ich dwór bez nakryszki,
A Markinym poczki — u jago gładki doczki,
A gałouniu Kłanofy, — u jago usi kłapaty,
Mirionowym sukalena — u icb drou ni pařena;
Iraszowym s...... — u ich każin dień draka,
Ustinu szkura, — jago Wasia dura“.

Byk lub wół zjawia się, jakby symboliczne wyobrażenie
piorunu.
Powiada zagadka ludowa8). „Riawnuu woł na sto riek,
na tysiaczu jezieriej”. Wielkorusini mówią o deszczu, podobnie
jak Białorusini niby o żywej istocie. U Niekrasowa spotykamy :
„Chodjať po niebu byczki”. Kiedy słońce świeci, a deszcz pada.
smoleńscy Białorusini4) powiadają : „Sołnce wyskaliło !”. Chłopi
polscy w ziemi radomskiej powiadają wówczas:
„Słońce zbija masło”.
1) Obrzędy w okresie świąt Bożego Narodzenia we wsi Swały, pow.
smoleńskiego i we wsi Litwinowo, pow. krasneńskiego.
2) Sioło Dańhowo, powiat smoleński.
3) Sioło Dańkowo, pow. smoleński.
4) Sioło Ińkowo, pow. poreczskiego.

54

Zaś włościanie ruscy w ziemi chełmskiej mówią l):
„Deżdyk ide,
Sonce je,
Czarawnyca masło bje.”
Zjawienie się cielęcia jest doniosłym wypadkiem w gos­
podarstwie włościańskiem.
„Karówka tieliłaś, małóziuca swariłoś raëk wysziu!” tak
mówiły gospodynie w dawnych czasach2).
Zależnie od tego, w którym dniu przychodzi na świat
ciele, gospodynie3) dają różne nazwy : piątkówka, środówka,
sobótka.
Gdy się ocieli „pierwostinka” 4),5 wprowadzają ją do chaty,
wkładają na rogi „worek”, zapaskę, przypominającą ubiór
młodej mężatki. Krowa nosi swą zapaskę, dopóki takowej
nie zgubi, Najbardziej jednak pieczołowite zabiegi koło krowy,
która się po raz pierwszy ocieliła, odbywają się w izbie. Tu
gospodynie gotują, kaszę oraz „mołoziwo” B), kładą je na sianku.
Gospodyni wydobywa „wieczko”6), na owem „wieczku”, na
sianie, przynosi „mołoziwo”, które uroczyście stawia na stole.
Następnie cała rodzina modli się i spożywa „mołoziwo” z ka­
szą. Garnek po kaszy, podobnie jak podczas chrzcin, uro­
czyście się tłucze. „Przepijanie jałówki” 7) towarzyszy ostatecz­
nemu oddaniu narzeczonej na wieczornicy. „Oddaliście krówkę,
oddajcież i postronek“, powiadają swaty ze strony narzeczonego,
którzy, po zabraniu narzeczonej, dopominają się o bułkę, zwaną
„jałówką”, „krówką”. Bułka ta odgrywa wielką rolę w obrzę­
dach weselnych. 4
!)

Powiat hrubieszowski.

2) Powiat smoleński.
, 3) We wszystkich powiatach gub. smoleńskiej, zwłaszcza w pow.
bielskim,
4) Krowa, która się ocieliła po raz pierwszy.
5) Siarę, gęste mleko, które zgęstniało całkowicie i ma wygląd jajecznicy,
6)
7)

Kadka od kadzi.
Krajanie i rzucanie bułki weselnej

55

Niewielki zaś pierożek, upieczony z tego samego, co
i „jałówka” ciasta, zowie się „pastuszkiem”. Podczas sprawo­
wania obrzędów, mężczyźni starają się wykraść kobietom nie­
postrzeżenie ów pierażek.
Wśród włościan gub. smoleńskiej, pomiędzy krówką
a gospodynią zawiązuje się pewna łączncść duchowa. Gospo­
dyni przemawia do krowy, krowa zna swą gospodynię, tęskni
do nieobecnej swej pani i nie pozwala się komu innemu doić.
Obcej kobiecie krowa nie daje mleka, stara się nawet ją kopnąć,
rozbić skopek. Na uprzejme powitanie, wypowiedziane przez
gospodynię, krowa odpowiada dobrotliwem porykiwaniem.
Szczegó.nie uroczyście odbywa się wypędzanie bydła na
paszę w dzień św. Jerzego (23 kwietnia st. st.). Wówczas
w każdym domu, przed wypędzeniem bydła, gospodarz i gos­
podyni zapalają przed obrazami świecę, poświęcaną w Wielkim
Tygodniu.
Nakrywają potem stół czystym obrusem, kładą nań biały,
okrągły bochenek chleba, stawiają pełną sólniczkę soli i od­
mawiają modlitwy. Następnie gospodarz bierze obraz św. Je­
rzego i świecę, gospodyni zaś chleb i sól, poszem oboje ob­
chodzą dokoła swoje bydło, mówiąc : „Swiatoj Jegorij, batiuszka,
zdajom na ruki tabie swaju skatinku i prosim tiabe, sochrani
jajo od zwieria lutyga, od czyłowieka lichowa”.
Potem kładą we wrotach na ziemi kłódkę i klucz, „cztob
past’ wauczynaja tak kriepko zapirałaś, jak zamek na klucz
zapiraitca”. Nad wrotami stawiają obraz i wypędzają bydło
na ulicę. Pastuch znowu obchodzi całe stado z obrazem św.
Mikołaja - Cudotwórcy, mówiąc: „Swiatoj Nikoła, batiuszka,
zdaju tabie na paruki usio stado i praszu tiabie, sochrani jago
od zwieria lutyga”. Po tej modlitwie wszyscy wypędzają bydło
na pole, trzymając w rękach gałązki wierzbiny. Gospodynie dają
pastuchowi i pastuszkom słoninę oraz jaja, z których mają w polu
przyrządzić jajecznicę. Gdy jajecznica jest już gotowa, pastuch
wyznacza, który z pastuszków ma być zającem, który—ś lepcem,
który—kulawym, który—kłódką i który — korytem. Rozstawia
ich następnie wokół stada, bierze przygotowaną jajecznicę
i idzie z nią zapytując najpierw zająca :

„Zajac, zajac, gor’ka li osina?”.
Zając odpowiada: „gor’ka”.
Daj Boch, sztób i nasza skatinka dla zwieria była gor’ka.
Potem pastuch zapytuje ślepca •
„Šlapej, šlapej, ci widisz ty?”.
Ślepiec odpowiada :
„Nia wiżu“.
„Daj Boch, sztob i naszu skatinku ni widała zwiarinka!”.
W dalszym ciągu pastuch pyta kulawego:
„Chramej, chramej, ci dajdiosz ty?“.
Kulawy odpowiada :
„Ni dajdu! ” —
— „Daj Boch, sztob i zwiarinka nie dajszła da naszij
skatinki”
Następnie pastuch zapytuje kłóditę :
— „Zamok, a, zamok, ci razamknioszsia ty ? ”.
Kłódka odpowiada :
„Nie, ni razamknuś”.
— „Daj Boch, sztob u zwieria ni razamknuliś zuby la
naszij skatinki”. —
Wreszcie pastuch zapytuje koryto:
„Rałoda, a, kałoda, ci puwiamiossia ty?”
Koryto odpowiada :
„Ni puwiarnuś ! ”
— „Daj Boch, sztob i zwier k’naszij skatinki ne puwiarnuusia ! ”
W ten sposób pastuch obchodzi stado po trzykroć. Potem
wszyscy, biorący udział w ceremonji, siadają i spożywają ja­
jecznicę. Wkrótce zaś potem, przed samym wieczorem, przy­
pędzają bydło z powrotem do wsi, gdzie już na ulicy rozpo­
czynają się tańce, jak na „radonicę” *).
W każdym prawie powiecie gub. smoleńskiej obrządek
ten ma swoiste cechy charakterystyczne. W powiecie poreczskim, przy wypędzaniu bydła w pole po raz pierwszy, w dzień
D Powiat krasnański. fRadonica—wtorek w pierwszym tygodniu po
Wielkiej Nocy, kiedy wyznawcy kościoła prawosławnego przychodzą na
cmentarz i nad mogiłami krewnych śpiewają pieśni wielkanocne).

57

św. Jerzego, gospodarz i gospodyni obchodzą z obrazem bydło
w oborze, we wrotach obory kładą pas, brytwannę, siekierę,
kłódkę i kosę — poezem obowiązkowo sami wypędzają bydło
w pole. Pas oznacza, że bydlę nie oddali się od ciała gospo­
darza, przedmioty żelazne oznaczają, iż jak żelazo nie nadaje
się do spożycia, tak też i bydła nie będzie mogło pożreć
żadne zwierzę.
Wypędziwszy bydło w pole, każda kobieta rzuca w tem
miejscu, skąd wypędziła bydło, witki, któremi je poganiała
i zaczyna przez nie skakać (nie mniej, niż 3 do 5 razy), stara
się przy tem skakać jak można najwyżej.
Zwyczaj skakania przez witki objaśniają włościanie w dwo­
jaki sposób. Jedni powiadają, że robią to, ażeby bydło zawsze
skakało, t. j. zawsze było zdrowe i wesołe. Inni mówią, że
skakanie odbywa się w celu wywołania lepszego urodzaju na len.
\V innych miejscowościach w dzień św. Jerzego kobiety
piją w polu wódkę, jedna drugiej zrywa z głowy chustkę,
ciągną się wzajemnie za włosy, powtarzając, „żeby gospodarz
miał żyto bujne i gęste, jak włosy”.
Bydło wypędzają na pole o świcie witkami bezwarunkowo
wierzbowemi, z któremi wieśniaczki były w cerkwi na jutrzni
w Palmową Niedzielę. Bydła jednak nie pozostawiają w polu,
tylko przez nie przepędzają i zawracają je z powrotem do
domu. Przez wczesne wypędzanie bydła, oddaje się je pod
opiekę św. Jerzego, który, podług wierzeń ludowych, w tym
właśnie dniu zrana objeżdża pola, a które bydlęta tam zobaczy,
te chroni w ciągu całego lata od chorób i dzikich zwierząt.
Po sum5e odprawia się nabożeństwa na polu, obsianem żytem.
Przy wypędzaniu bydła po raz pierwszy, pastuchów ob­
darza się przyniesionemi dla nich plackami, jajami, słoniną.
Pastuch wypędza bydło za obręb wsi, modli się na cztery
strony świata, kładzie na miedzy kromkę chleba, a sam wstrzy­
muje się od jedzenia przez cały dzień.
W pow. krasneńskim, o północy przed dniem św. Jerzego,
23 kwietnia, każdy pastuch, udający się z końmi ra noc, za­
biera z sobą kawałek chleba i jaja. Tam kładzie to wszystko
na miedzy, ażeby konie były syte, tłuste, o gładkiej szerści,
a nietknięte przez złodziei.
I

58
1
Wśród włościan pow. jelnińskiego O, pizy wypędzaniu
stada po raz pierwszy, daje się zauważyć następujący zwyczaj:
Każdy gospodarz uprzednio wypędza na podwórze wszystko
swoje bydło, potem idzie do chaty, zapala przed ikoną świecę,
poświęcaną w Wielkim Tygodniu i odmawia modlitwy wraz
z rodziną. Następnie zdejmuje ikonę, obchodzi z nią bydło
trzy razy, odnosi ikonę do chaty i stawia ją na dawnem miejscu,
potem zaś już gospodarz z gospodynią wypędzają bydło w pole.
W niektórych miejscowościach powiatu jelnińskiego gos­
podynie wypędzają bydło w dzień św. Jerzego; jedna z nich
niesie chleb, sól i obraz św. Jerzego. Bydło ustawiają kołem
i nie pozwalają mu rozpraszać się. Każda baba trzyma w ręku
witkę wierzbową, poświęcaną w Palmową Niedzielę, tudzież
kropidło, którem kapłan kropił ich izbę przy odprawianiu na­
bożeństwa w Wielkim Tygodniu.
Gdy się bydło zbierze, wszyscy zaczynają się modlić,
prosząc św. Jerzego o wzięcie zwierząt pod swoją opiekę.
Następnie pastuch, w towarzystwie chłopców, obchodzi bydło
trzy razy z obrazem i solą. Pomodliwszy się raz jeszcze,
pastuch wypędza swoje stado, każda zaś z bab idzie na swoje
pole, gdzie wtyka w ziemię wierzbinę i kropidło, aby żyto
było gęste i wysokie. W powiecie wiaziemskim, podczas wy­
pędzania bydła na paszę po raz pierwszy, w dzień św. Je­
rzego, gospodarz obchodzi swoje bydło trzy razy. Wszyscy
obecni odmawiają modlitwy i, zwracając twarze ku wschodowi,
proszą św. Jerzego - Zwycięzcę, by ochraniał ich bydło przed
wszelkiemi napaśc:amu
Wszyscy gospodarze, gospodynie i pastuchy zbierają się
i modlą przed obrazem, wziętym przez któregokolwiek z gos­
podarzy. Następnie pastuchy stają wkoło stada, a wszyscy
pozostali, t. j. gospodarze i gospodynie, obchodzą z obrazem
całe stado. Podczas tego ceremonjału zatrzymują się oni
cztery razy, a przy każdem zatrzymaniu się strzelec, stojący
opod!al, strzela z fuzji.
Ostatni ten zwyczaj przypomina podobne poniekąd uro­
czystości skandynawskie. W Szwecji dzień, kiedy wiosną wy-*)
*)

Wieś Liniewka, gmina liczewska.

59

pędzają po raz pierwszy bydło na paszę, od niepamiętnych
czasów uważany jest za wielkie święto.
Dzień ten przypada co roku na inną datę, zależnie od
pogody, najczęściej jednak koło połowy maja. Święto zaczyna
się w przeddzień od zapalania wszędzie ognisk, celem ustrze­
żenia bydła od dzikich zwierząt. W tym samym czasie pa­
robcy wiejscy całą noc jeżdżą po lesie, strzelają z fuzji, trąbią
z rogu, wyprawiają niemożliwe hałasy.
U starożytnych Litwinów również obchodzono święto
pastusze pod nazwą „Sekmine“, które wypadało w połowie
maja. Uroczystościom towarzyszyła gra na trąbce.
W pow. dorohobujasskiml) przy wypędzaniu bydła po
raz pierwszy na paszę, śpiewa się pieśń na smutną melodję :
„Nia rodnyj u minie był batiuszka,
Nia rodnaja była matuszka,
Posyłała mianie, mołydu,
Ni u wiasiołuju diareuniuszku,
Ni u sagłasnuju siamiejuszku, —
Tolka swiekyr da swiakrowuszka,
Da czatyri załowuszki
Sami siadut, powiaczerijut’,
Minie mładu za wodoj paszluť
I razutuju i razdietuju.
Łyczkom podpajasannuju.
Prichażu k Dunaj — riakie,
Nalaticli gusi — lebiedi,
Uzmutili wodu swietluju,
A ja, młada, dożidałasia,
Taka wada sostajałasia“.

W pow. smoleńskim w dźwiękach fujarki pastucha, wy­
pędzającego po raz pierwszy bydło na paszę, słychać jakiś
smętek, jakąś melancholję, jakby żal, iż praca pastusza, tak
doniosła w życiu wieśniaczem, jest niedoceniana.
Prawdopodobnie tak się to wydaje i samemu pastuchowi.
Ze smutną ironją tłumaczy on dźwięki ukochanego swego
instrumentu, z którym się nigdy nie rozstaje. Nie matką
a macochą los mu się wydaje
„Sumka wialika,
Łusta mała,
Nia rodnaja mať wydawała...”
!)

Sioło Jegory.

SEWERYN UDZIELA.

Z

PRZECŁAW 1A

[Zapiski z 1 899-g o roku].

Na święta Bożego Narodzenia w r. 1899 wyjechałem w sam
dzień wigilijny do Przecławia. Pociąg przychodził około 5-tej
godziny po południu do stacji Dąbie, a stąd trzeba było ; ochoć
końmi, bo nie istniał jeszcze w tym czasie dzisiejszy przysta­
nek pod miasteczkiem. Na stacji wysiadłem sam jeden, a że
nie było jeszcze koni, które miały mię zawieźć do miasteczka,
musiałem się zatrzymać i czekać na wózek.
Przyjechałem ostatnim pociągiem, jakie wówczas codzien­
nie przejeżdżały linją Dębica- Rozwadów, więc po odejściu po­
ciągu pogaszono światła na dworcu a służba rozeszła się do domów.
Wieczór był cichy i spokojny, mrozik niewielki, gwiazdy
liczne mrugały przyjaźnie na niebie, a księżyc bladem światłem
oświecał pola i chaty. Wyszedłem na drogę przed dworzec ko­
lejowy. nadsłuchując, czy wózek zamówiony nie nadjeżdża.
Ale słychać było tylko pociąg odchodzący w stronę Mielca,
coraz ciszej, coraz dalej, aż gdzieś tam za lasami i ten turkot
zamilkł. Wieś ciągnąca się sznurkiem, chata obok chaty, wzdłuż
gościńca nie dawałs także znaku życia, bo właśnie wtedy wszyscy
siedzieli przy wieczerzy wigilijnej, przy paśniku. Zdawało mi
się, że tylko ja jeden czuwam tutaj, wśród ogólnej martwoty.
Nagle doleciały mnie z końca wsi słowa rozmowy :
— Zetnę ! — mówi głos poważniejszy.
— Nie ścinaj — prosi głos niewieści, czy chłopięcy
— Będziesz rodziło ? — pyta głos pierwszy.
— Będę — odpowiada drugi.

61
Nastąpiła przerwa, aby znowu za chwilę, w sadzie obok
drugiej chaty odezwały się głosy:
— Zetnę!
— Nie ścinaj.
— Będziesz rodziło?
— Będę.
Rozmowy te przebiegły wioskę całą od chaty do chaty,
a właściwie od sádu do sadu, aż przy ostatnim zamilkły i cisza
zaległa znowu okolicę całą.
Obrządek praktykowany i w innych stronach Polski, utrzy­
mywany wiarą, że drzewo owocowe, zagrożone ścięciem, po­
pi awi się w
' roku następ­
nym i obda­
rzy właścicie­
la obfitym urodzajem. Go­
spodarz, wie­
rząc przyrze­
czeniom drze­
wa, które w
jego imieniu
wypowiada
żona, córka
lub chłopak
wieśniaka, opuszcza sie­
kierę, a druga
osoba opasuje
pień drzewa
powrósłem ze
słomy, ukręconem ze sno­
pa, jaki stał
Ryc. 18. Chłopcy z gwiazaą w Przecław" u
w kącie izby
w czasie wilji. Ten znak umowy, za wartej z drzewem, pozo­
staje na pniu rok cały, aż sam zleci, albo zostanie zastąpiony
nowym na rok drugi.

62

Nie zapomnę nigdy silnego wrażenia, jakie wywarła na
mnie ta ceremonja w ciszy zimowego wieczoru, w czasie prze­
silenia dnia z nocą, — ceremor.ja przenosząca myśl w odległe
wieki przedchrześcijańskiego życia naszych praojców, — ceremonjs, która tak nieskazitelnie, bez zmiany dotrwała do dnia
dzisiejszego...
Nadjechał wózek oczekiwany i zawiózł mię do miasteczka
Przecław, w powiecie mieleckim, w krakowskiem woje­
wództwie, położony na lewym brzegu Wisłoki jest osadą starą.
Miał ją podobno założyć Prze­
cław Ligiąza w XIII w. i osa­
dzić kolonistami niemieckimi.
Kościół parafjalny, niewiadomej
erekcji, dawniej drewniany, dziś
jest murowany. Na małem wzgó­
rzu stoi dwór przerobiony ze
starego zameczku obronnego,
niegdyś oblanego wodą dookoła.
Miasteczko samo niewiehde, ubo­
gie, przeważnie drewnianemi do­
mami zabudowane, a mieszkańcy
rolnicy. W czasie, kiedy tam
przybyłem, zamieszkiwało je wie­
lu murarzy, którzy na lato roz­
chodzili się w różne strony za
zarobkiem, a • na zimę wracali
do pozostawionych rodzin.
W okresie świąt Bożego
Narodzenia młodzież chodziła
ze szopką i urządzała po domach
przedstawienia jasełkowe, które
tem się odznaczały, że widocznie
Ryc 19j Turoń w Pr2ecławiu.
składały się z trzech części, które
niegdyś musiały być przedstawiane oddzielnie. Wskutek ta­
kiego rozszerzenia sztuki liczba osób, biorących udział w wido­
wisku, którego byłem świadkiem, wynosiła dwadzieścia.

63
JASEŁKA.

Osoby:
Żyd

Najświętsza Panna Marja
święty Józef
Król Herod
Szambelan (fzabelant) pierwszy
drugi
Żołnierz starszy

młodszy
Gospodarz
Michał
Kuba
pasterze
Zgryziser
Skwarzypeć

A k t

Drab
Szlachcic
Chłopiec
Doktór
Anioł
Śmierć
Djabeł

I.

(Wchodzi szabelant i mówi) :
Z kolędą do państwa dzisiaj przychodzimy
I o tęskliwe słuchanie prosimy,
Raczcie państwo posłuchać stanu ubogiego,
Witających pastuszków Jezusa małego.
(Wnoszą szopkę i stawiają ją w głębi izby na stole, wcho­
dzi też : gospodarz, Józef, Marja i Anioł. Gospodarz siada na
ławie, przy nim staje anioł, a Marja zwraca się do Józefa i mówi) :
Józefie, już tak dawno czas mija, my nie korzystamy,
By spocząć i wydać ludziom ten skarb nieoszacowany.
Józef :
Pójdę ja szukać miejsca bezpiecznego
I będę prosił pana łaskawego (zwracając się do gospodarza),
Niechże ci będzie dobry wieczór, miłościwy panie,
Prosiłbym cię z tą panną o przenocowanie.
Gospodarz :
Patrzajcie, mili państwo, co za dziad pannę z sobą wodzi,
A sam od starości ledwie, że na nogach chodzi.

Józef:
Mylisz się, gospodarzu, a te słowa twoje
Niecnotliwymi nas czynią, a my cnotliwi oboje.
Gospodarz :
I śmież-że, ty niecnoto, z tąże panną chodzić,
Jeszcze w moim domu dylekcyje stroić!
Widać ta panna z królewskiego rodu jest zrodzona,
A od ciebie, ODleśnieńcze, tak jest uwiedziona!
Idź precz z moich ócz! Wnet trafisz do sieni;
Bodajcie z moich oczów źli duchowie wzieni!
Idź precz za miasto, masz tam cztery drogi,
Idź, którą chcesz, aż połamiesz nogi!
A jeśli nie wiesz, to ci drogę wskażę.
Ale cię pierwej palicą po boku obdarzę! (Wychodzi).
Józef :
A ja cię też panno odstąpić też muszę,
Bo sam od starości że na nogach chodzę.
Anioł:
Dokąd idziesz, Józefie? Czego się frasujesz?
I czego tę pannę tak prędko odstępujesz?
Nie zamyślaj, Józefie, odstępować tej panny,
Boś ty oblubieniec od Boga nadany.
Józef :
Ja cię też, panno, nie odstępuję,
Ale ci do tej szopy drogę pokazuję.
(Marja staje przed szopką, a wchodzi pasterz
Michał i śpiewa) :
Zaświeciły się nam słoneczne promidła,
Aże było słychać, widać u naszego bydła.
Oj, dolo moja, dolo, opłakany czasie,
A moje oczy zawsze, jak buraki w kwasie.
Wczoraj mi wilk porwał owcę, a dzisiaj barana,
Bodejże się udławił, albo zjadł szatana.

Ö5
f

(Przy tych słowach c jabeł w sieni odzywa się i bi|e we
drzwi, a Michał mówi) :
I do tego, moi bracia, gdzieście się podzieli?
Czy w góry, czy w lasy, kędy pobieżeli? (woła) Kuba!
Kuf>a (odzywa się w sieni) :
A cóż?
Michał (woła) :
Zgryzisèr !
Zgryziser (odzywa się w sieni) .
A czegóż ?
Michał (woła) :
Skwarzypeć !
Skwarzypeć (odzywa się w sieni) :
A cóż?
Michał (woła) :
Oj, przybądźcie, przybądźcie do mnie strapionego,
A pomóżcie odegnać wilka zbezecriego !
Kuba (wchodzi) :
Banagubić (?) mój Michasiu, cóż ci się to stało,
Co tak srodze poszczekujesz bez godzin niemało?
Skwarzypeć (wchodzi)
A cóż, wy, tu między sobą zwlotki zaczynacie?
Ej, počkej ty Kubosie, dostaniesz po kabacie!
Zgryziser (wchodzi) :
I ja was tu pogodzę, ino sobie siędę,
Ino sobie z kobieli trunecku dobędę.
Michał:
Oj, dobądź-no, dobądź, to się napijewa
A przytem i Skwarzypecia poczęstujewa.
Kuba :
Miły Michał, jakeś brat, nie żałuj - no tego,
A idź do karczmiska i przynieś piwiska dobrego,
Lud. T. XXV.

5

66

Ale patrz, jak ci karczmareczka będzie piwisko mierzyła,
Żeby ci do niego drożdży nie wczyniła.
Michał:
Dobrze (wychodzi za drzwi, a za chwilę wraca niosąc dzba­
nek i pakunek i mówi) : Bracia !
Wszyscy :
A cóż, moja?
Michał :
Karczmareczka dobrze piwiska namierzyła
I do niego nic mi nie wczyniła,
Alem jej to wypłatał figla takowego,
Żem jej porwał kawał mięsa wieprzowego!
Kuba :
Oj, cnotliwieś to uczynił, miły towarzyszu,
Będziemy go spożywali, oddaj się na biesów.
Zgryzisèr :
Oddaj się na szubienicę!
Skwarzypeć :
A teraz się pokładziewa, bośmy snem zmożeni,
A przespawszy się pójdziem do Kubowej budy (?)
* Wszyscy:
A to się i pokładźwa (układają się do sieni i śpią).
Anioł (staje nad niemi i śpiewa):
Gloria in excelsis Deo!
Michał (wstaje i mówi):
A wstawajcież mili bracia, bo owieczki w oborze
Ryczą, kwiczą, pewnie ich wilcy zajmują, o Boże!,
Kuba (budzi się) :
A mnie się też to marzy, marzy,
Że mi gospodeńka tłustą szperkę skwarzy.
1
Zgryziser (rozespany) :
Ej, leż złodzieju, bo jak cię siepnę, to poczujesz ruski
miesiąc.

67

Skwarzypeć :
Ej, leż złodzieju, bo jak cię uwalę,
To cię równo z ławicą na ziemię powalę.
Anioł (znowu śpiewa) :
Gloria in excelsis Deo!
Michał :
A mnie się to przywidziało,
Że kupa aniołów nad nami śpiewało
Kuba:
A mnie miłosna szperka zapachnęła.
Zgryziser :
A mnie się na poprzek w brzuchu przewróciło,
To pewnie dlatego, żem gorzałczyska pił siła.
Skwarzypeć :
A mnie się coś przewidziało,
Że mi coś z kobieli z czosnykiem kiełbaską porwało.
Michał :
Ej, leż złodzieju, bo masz całą (i bije go pałą po plecach).
Anioł (śpiewa po raz trzeci) :
Gloria in excelsis Deo ! (i wychodzi).
Djabeł (wbiega i bije pastuchów, którzy się zrywają
i wstają).
Michał :
O, Jezu ! O, Jezu ! Zgryzisèr, tyś najmłodszy, idź, a opatrz
kej (gdzie) Betlejem leży.
Zgryzisèr (wpatrując się w szopkę, mówi) :
Bracia !
Wszyscy :
A cóż?
Zgryzisèr (pokazując na szopkę) :
W onem to Betlejem, w onem to miasteczku,
Pójdźmy się pokłonić temu dzieciąteczku.
s*

68

A jak tam zajdziewa, co mu ta ochfiarujewa ?
Co mu ty, Michał, ochfiarujesz?
Michał :
A ja mu ochfiaruję peyżoku ( próżak, próżanka) kwaśnego,
I mleka garnuszek, żeby bronił mych owieczek od wilka
znezecnego. — A co mu ty ochfiarujesz, Kuba ?
Kuba :
A ja mu ochfiaruję sporą gumukcę
Od tych owieczek, co chodziły całe lato na pańską pszenicę.
SkwarzypeŁ :
A ja ci też, mój Jezusieńku, ochfiaruję parę jabłuszek,
Bo też teraz ciężki czas, nie było też gruszek.
Zgryzisèr :
A ja ci też, mój Jezuniu, ochfiaruję z czosneczkiem kiełbaskę
I mleka garnuszek, będziesz miał na kaszkę.
..

Wszyscy :

Przyjm - że to, przyjm, czego se też życzę.
Pastuszki (chodzą koło szopki i śpiewają) :
Te Dcum laudamus (?) na świat się zrodziło,
Po świecie chodziło,
(Następnie klękają przed szopką i składają dary).
Michał (wstaje) :
Dalej bracia do muzyki, wszak mamy gotową,
Zaśpiewajmy temu Panu jaką piosnkę nową.
Zagrzmiała, runęła Betlejem ziemia
Nie było, nie było Józefa doma.
Kędyżci, kędyżci Józefie bywał?
W Betlejem, w Betlejem dzieciątku śpiewał.
Ryczący, buczący (?) nasz wieczny Panie,
Bez Ciebie, bez Ciebie nic się nie stanie,
(W czasie, gdy pasterze śpiewają ostatnie dwa wiersze, wbie­
ga djabeł, bije pastuszków, którzy uciekają, a djabeł za niemi).



Akt

IL

(Wchodzi szabelant i mówi) :
Wielemożne państwo, czy mi oędzie wolno wziąć to krzesło,
na którem sam król usiądzie.
(Potem bierze krzesło i stawia na środku, a wiem wchodzi
król Herod i siada, a dwaj szambelani stają obok niego).
Herod :
Komuż kiedy fortuna łaskawie sprzyjała,
I kogo na swem łonie czule piastowała,
I któż w życiu weselszym, nademnie, Heroda?
U mnie w głowie Minerwa, na twarzy uroda,
U mnie gunger saperty (?) nurtem wypływają
I fektalowe (?) potoki do mnie się staczają.
U mnie uczty solenne i codzienne gody.
U mnie rajskie uciechy i wszelkie wygody,
Kraje innego rządcy nademnie nie mają,
Niech wszyscy potentaci mnie jednemu,jak Bogu,się kłaniają.
Szambelan młodszy (staje przed królem i mówi) :
Najjaśniejszy królu, słyszałem o takiej nowinie,
Że się Eóg narodził w maleńkiej dziecinie.
Herod :
Jeszcze się to nieszczęście na świat narodziło,
Żeby mój umysł tak wesoły wkrótce zasmuciło.
Wołać mi tu żyda czarnoksiężnika,
A on mi wszystko ze swej biblji wyda
Szambelan młodszy (wychodzi, a za drzwiami słychać
głos żyda)
Żyd (za drzwiami) :
Zaraz, jasno, krasno królu, zaraz, zaraz !
Tylko sobie icki, wąsy nasmaruję,
Żupan przenicuję, zaraz, zaraz, zaraz !
Żyd (wchodzi, kłania się królów: i widzom i mówi):
Najjaśniejszy królu, kazałeś mię wołać,
Pewnie mi każesz o Panu Bogu prorokować.

70

Heród :
Znagła mnie na mym tronie zasmuciły myśli,
Oj, gdybyś ty wiedział, która poczta kreśli.
Żyd :
Zaraz, najjaśniejszy królu, będziemy wiedzieć,
Tylko trza jeden i półtorej godziny w pana Mojżesza bubliji
[posiedzieć.
(rozkłada książkę i udaje, że czyta) :
Z Rozwadowa do Rozwadowa, do Bublina,
Czasem ze mnie taki szacher, jak i z mego tatę
Dobrze pany bogowie zrobili,że mię nie stworzyli koń,ani wół,
Bo jakby chłop do pługa zaprzągł, toby mię kołem biuł.
Hetta, wiśta, wio! (śpiewa):
Wyłazem na gruske,
Zerwałem pietruske,
Ludzie się dziwują, co to za cebula !
(tańczy i śpiewa) :
Za las słońce, za las, już się siabes kończy,
Która ma pieniądze, to będę z nią tańczyć.
(wreszcie staje przed królem i mówi) :
Prawda, najjaśniejszy królu, że się Bóg narodził w maleń­
kiej dziecinie,
Słyszałem o takiej nowinie,
A ten Bóg, ta mała dziecina tak o tobie radzi,
Że cię na tysiąc djabłów z tego tronu sprowadzi
Tfy, ty świńskie ucho, pantofel! (ucieka).
Herod :
Ufam potędze, rycerskiej odwadze,
Żeby był pod ziemią i tak ja go zgładzę.
Wołać mi zaraz sługi najstarszego,
A on mi pomoże wyjść z kłopotu mojego.
Żołnierz starszy (staje przed królem i mówi):
Stanąłem na rozkaz, wielewładny panie,
Co tylko rozkażesz, w momencie się stanie.

71

Herod :
Tobie miasto Betlejem, starszemu wodzowi,
W życiu nie przepuszczając i memu synowi;
W życiu nie przepuszczając, wyciąć do jednego.
Oj, żebyście mogli dostać despetnika mego! (wchodzi
drugi żołnierz)
Dalej słudzy do broni wskok się wybierajcie,
Na wycięcie w pień dzieci prędko się ładujcie,
W betlejemsldem mieście dziatki wycinajcie
I memu synowi też nie przepuszczajcie.
Żołnierze (wychodzą i śpiewają) :
O, Herodzie okrutniku, co ze przyczyna, że swego syna
Między dziatkami zabiłeś, co za nowina?
Chciałeś trafić na Chrystusa, Syna Bożego,
Ale nic z tego nie wykonasz, bo niebo lego—(wracają i stają).
Żołnierz starszy (mówi) :
Wycięliśmy w pień dzieci w Betlejem mieście,
Jednak ci, królu, niosę niedobre wieście,
Uszedł nam z rąk naszych, który ci dał zdrowie,
Jednak głowa twego syna wszystko ci opowie... (rzuca
głowę—dynię—pod nogi).
Herod :
Głowa - ż to mego syna ?
Żołnierz starszy :
Tak, panie!
Herod :
O, kłopoty głowy mojej ! Przybądź Hyzopie z zamaszy­
stym młotem,
Uderz we mnie grotem,
Abym żył bez zdrady !
A ty, czarcie przeklęty, dodaj mi rady,
Abym żył bez zdrady !
(Żołnierze wyciągają szable na krzyż nad głową króla)
Ja teraz zasypiam, wy przy mym boku zostajcie,
A co złego będzie, na mnie zawołajcie.

Djaheł (wchodzi z nożem)
Królu, Herodzie, ocknij się,
Weźm noża, przebij się.
Królu, Herodzie, weźm noża ostrego,
Pozbędziesz się kłopotu swojego (bierze królowi berło,
a daje mu nóż w rękę)
Herod (budzi się)
Kiedy nie minę,
Niechaj już zginę,
Za takie winy
Ten prezent pilny — tacowa kara (przebija się i pada)
(Śmierć wbiega i zakłada mu kosę na kark).
Djabeł.
Zawitaj, zawitaj gościu pożądany,
Będziesz ty w piekle pięknie przywitany! (wypycha go
za drzwi—poczem wraca i mówi do śmierci)
A ty sucha marucho, nieuczesana Świnio, hu! hu!
Wszystkich ludzi pożerasz, hu! i tak brzucha nie masz, hu! hu!
Śmierć :
A ja se króla z purpury wyzuła, hu! hu!
Teraz se będę światem rządziła, hu! hu!
Na jego grobie
Podskoczę sobie, hu! hu!
W kwietniu i w maju,
W niebie i w raju, hu! hu!
Idź precz ty piekielny kopciuchu! (zakłada djabłu na szyję
kosę i wychodzą razem)
Akt

III.'

Drab (wchodzi)
Czołem kłaniam wam, mci mili państwo, jak się ta m>ewacie?
Czy mnie też to mili państwo często wspominacie?
A ja gość, a ja coś, ja pan, ale sam sobie,
Nie bój się, nie uciekaj, nic tobie nie zrobię.
Dawniej mawiali: wara, chudy pachołku!
Bom nie miał nic ; teraz mam folwarki na kołku.
I cóż się na mnie patrzycie, może mnie nie znacie ?

13
Byłem dawniej mastachlirzem (?),
Miałem wojsko za kołnierzem,
Jak się wojsko rozigrało,
Mało nieba nie urwało,
izum, bizum, tałałaj !
Sami ;iie wiecie, co mówicie,
szedłem, nie powstaliście, ani mnie witacie.
Torba z grochowinami i samopał do tego,
Jak wytnę nim w błoto, pójdą iskry z niego. (
Tem ja po wsi chleb piekę, nie służę nikomu,
W lesie myta wybieram, a nie siedzę w domu.
Jest to dobry samopał, ogień z siebie toczy,
Jak cię wytnę między oczy, to ci slip wyskoczy.
(płacze) : Sam się włóczę po świecie, gdyby cygan jaki,
Albo kupiec jaki taki:
Bom jedną rzecz znalazł
Żeby mi się ktoś trafił, sprzedałbym ją zaraz.
Żyd (wchodzi) :
Gut morgen! moi mili państwo, nie ma tu co przedać?
Kupiłbym z przetyckiem, z patyckiem, szmatki, łatki jaki!
Możeby się między wami trafił drobuś jaki taki?
Drab :
Ej, żydzie, żydzie ! mam tu pałasz ważny, ino se go kup,
Ma on dobiy puk! (uderza żyda w plecy)
Ino płazem nadrabiaj (bije żyda po plecach), byś kogo
nie zranił,
Boby ci ten postępek niejeden przyganił.
Żyd:
Panie drobuś, pokażcie—no ten pałasz!
Panie drobuś, co chcecie za niego?
Drab :
Dawaj żydzie sześć groszy, nie myśl sobie wiele.
Ja zaorawszy pieniążki, pójdę sobie śmiele.
Żyd :
Strzel pałasz na ziemię ! (drab rzuca)
Djabli mi go po nim, skoro nie żelazny (drab podnosi kij).
Panie drobuś, spuście co!

u

Drab :
Dawaj żydzie trzy grosze, bo cię tu zabiję,
A co masz przy sobie na winie przepiję !
Żyd :
Dziad, za czyje pieniądze by pił?
Panie drabuś, ten pałasz se weźmcie,
A mnie pokój dajcie,
Ja wam i tak będę zapłacić.
Moi ludzie, ja ten pałasz kupić muszę,
Bo się boję, boby ten drabuś zabiuł moją grzeszną duszę
(bierze draba za rękę i wodzi go za sobą po izbie mówiąc)
Panie drabuś, chodźcie do pieniądzów ! (po trzykroć)
(daje mu pieniądze) Panie drabuś, w tej grubej szmacie
macie małe monecie,
W tej cienkiej szmacie grube monecie, a w tej szmacie
talar bity macie!
(napluje drabowi na -ękę) Panie drabuś, schowajcie!
- (zwraca się do widzów) Alem go oszukał! Alem go oszukał!
Drab :
Prawda, moi mili państwo, że ja tych pieniążków nie
oglądał, ale gdyby on mnie oszukał, tobym go do samego
piekła ścigał, (odmiata workiem podłogę, siada, rozkłada worek
i rachuje pieniądze. Wbiega djabeł, porywa drabowi z wor­
kiem pieniądze i ucieka, a żyd bije draba po plecach i krzyczy):
Żyd:
Za moje pieniądzów !
nim drab).

Za moje pieniądzów !

(ucieka, za

Szlachcic (wchodzi)
I ja na ostatku za tymi drabami!
Czego oni się tu włóczą z temi jasełkami?
Już tak dawno po świecie chodzę, jużem zdrowie stracił,
Ej, żeby mi doktora, zarazbym zapłacił.
Siadaj chłopcze na konia, jedź mi po doktora,
Niechaj zaraz przyjeżdża tu do tego dwora

76

Chłopiec (za drzwiami woła):
Panie konsyljasz! Pan do siebie prosi.
Doktór (za drzwiami):
Tyś taki kiep, jak i twój pan! (wchodzi)
Gut morgen! Moi mili państwo, co nowego słychać?
Idę zaprędko do domu, już nie mogę dychać!
Podobnoście państwo chorzy?
Proszę mi powiedzieć, bo ja nie wiem którzy!
(Pyta się widzów): Pan choro? Pan choro? Pan choro?
(Każdy zapytany odpowiada: nie! wreszcie pyta szlachcica)
Pan choro?
Szlachcic :
Ej, zusiu, rysiu (?) jestem chorowity
I tak mi się zdaje, żem jest kijem zbity.
Doktór :
Może i to być, ma pan jaką sługę!
Szlachcic :
Mam.
Doktór :
Klap, pan na stołek; stękutko, lekutko, będzie pan zdrów,
jak koń za trzy taiary. Pokaż pan język! (ciągnie go za
język i woła :) lepiej! lepiej! wielka gorączka, zapalenie kie­
szeni, to nie do uratowania taka choroba! Chuchnij pan! Fuj!
fuj! fuj! fuj! Śmierdzi za pozwoleniem, jak stamtąd, jak żeby
cztery bałamuty koniczu zjadł, To nie do uratowania! Ja
jeszcze pana będę kurował, jak pan nie będzie swoich pienię,
dzy żałował.
Szlachcic :
Nie, nie !
Doktór :
an ma w prawem ramieniu zapalenie silne, ale ja na
lewe postawię, bo się to przejdzie. Trza ze krwim postawić
i z bańkiem puścić, (bije pana za kark) Lepiej oanu? (stawia
bańki) Lepiej panu?

Szlachcic :
Lepiej, lepiej!
Doktór :
Teraz trza ze krwim puścić, (woła na sługę) Dawaj ce­
brzyk na krew, a łopatę na te (odwija panu rękaw i puszcza
krew, a pan mdleje).
Szlachcic (przyszedłszy do siebie)
Ej, rysiu, rysiu, za tąjkie puszczadło,
To ci wypiszę na plecach abecadło ! (szlachcic i doktór
wychodzą)
Na zakończenie wbiega djabeh śmierć i żyd, potańcują
i wychodzą.
W czasie świąt Bożego Narodzenia chodzą tu chłopcy
także z gwiazdą. Gwiazda zbudowana, jak wszędzie zwyczaj­
nie, ze starego przetaka o sześciu albo o czterech rogach, wyklejona papierem kolorowym a wewnątrz oświetlona. Umoco­
wana jest na drążku w taki sposób, że może się obracać w około.
Mechanizm jest o tyle kunsztowniejszy, że kółko poruszane
korbką umieszczone jest mniej więcej na środku drążka a ruch
jego zapomocą sznurka przenosi się na oś gwiazdy. Chłopcy
przychodzą z gwiazdą wieczorem pod okna i kręcąc nią w kółko,
śpiewają kolendy. (Ryc. 18).
Chodzą także z turoniem.
Widowiska tego nie byłem świadkiem, dostałem tylko póź­
niej głowę turonia do zbiorów Muzeum Einograficznego w Kra­
kowie. Zrobiona jest z klocka drzewa, dolną szczękę ma ru­
chomą, pysk wyklejony wewnątrz suknem czerwonem, oczy
z guzików mosiężnych i przyprawione rogi baranie. (Ryc. 19).
Święcenie ziela 15. sierpnia.
W skład ziela święconego wchodzą następujące zioła:
1. barwinek (Vinca minor) moczą we winie i tem winem
kropią włosy, aby im ułatwić zwicie się w k< iłtun, — przeciw
gośćcowi ;

77

P. boże drzewko (Artemisia abrotanum) dobre na obierzkł;
3. comber (Satureja hortensia) służy jako przyprawa
do potraw;
4. cyprysek (Thuja occidentale) i 5. majeranka (Origa­
num majorana) na reumatyzm;
6. dziewięciornik (Parnassia palustris) odpędza od domu
dziewięć chorób;
7. józefek (Hyssopus officinale) i 8. szaiwja (Salvia
officinalis) na fluksję, — gotuje się obydwa zioła pod pokrywą,
a gdy odwar ostygnie, płócze się nim dziąsła chore;
9. leszczyna (Corylus avellana), — gdy krowa ma krzyżowatkę (?), łamie się leszczynę nad krzyżami bydlęcia;
10. lubczyk (Levisticum officinale);
11. melisa (Melissa officinaiis) wonią zwabia pszczoły
do ula po wyrojeniu ;
12. mięta pieprzowa (Mentha piperitą) służy na boleści
wewnętrzne ;
13. podróżnik (Cichorium intybus), — mówią, że do tego
domu, w którym jest podróżnik, nie zagląda choroba;
14. ruta (Ruta graveolens) dia bydła;
15. sroczka (Delphinium consolida) używana na różne
choroby u bydła;
16. wielkie ziele (lnula helenium) dla krów przy cieleniusię.
Zioła te zbiera się dnia 14 sierpnia przed zachodem
słońca i wiąże spożycem. Spożyć (?) jest to trawa, rosnąca
po drogach. Dla parady siroi się ziele wstążkami.
Oświęcone ziele suszy się, a potem Madzie w odpowiednie
miejsce, żeDy się nie kruszyło i używa w ciągu roku, gdy
tego potrzeba.
Sny.
Gdy się przyśni chleb, to dobrze.
Przysłowia.
Kiedy kwitnie bób (w czerwcu),
To największy głód (przednówek),—
A kiedy mak (w lipcu).
To głodu tylko znak.

78
OPOWIEŚCI O CZAROWNICACH Z DOLINy NOWOTARSKIEJ.

Dawni Słowianie znali już różne praktyki czarowne. Mieli
czarodziejów, którzy byli zarazem wróżbiarzami i lekarzami,
a zwali się na wschodzie wołchwami. O tych czarach mamy
bardzo wczesne wiadomości. Neurów, jako Słowian wymienia
Herodot, a uważa ich za wielkich czarodziejów; dało też to
prof. Briicknerowi x) powód, by wogóle ich nazwę wyprowadzić
od „nyra” złośliwego czarodzieja, czyhającego na ludzi.
Na tych rodzimych podstawach rozwinęło średniowiecze
niezwykle potężnie cały świat złych duchów i czarodziejów
tak, że obliczano ilość djabłów na 10.000 biljonów. Ks. Bohomolec liczył ich na 15 miljardów i wyrachowano, że na każ­
dego człowieka wypada 11.000 djabłów, tysiąc z prawej strony,
a dziesięć tysięcy z lewej. Odpowiednio do tego mnoży się
ilość czarowników i czarownic. Akty sądowe świadczą nam
wyraźnie, jak w owych czasach bardzo często ulegały podstę­
pom djabelskim zwłaszcza wiejskie niewiasty, i stąd powsta­
wały owe przeróżne cioty, baby i wiedźmy, które za to torturowano i palono prawie do końca XVIII wieku. Treść oskar­
żeń, jakie na nie miotano, zachowała się nietylko w aktach
sądów duchownych i świeckich, ale też w ludowych opowie­
ściach. Treść zawsze prawie podobna. Więc obwinia się one
przebrzydłe czarownice o to, że jadą na ożogach lub miotłach na
schadzkę z djabłem, która odbywa się zawsze na jakiejś Łysej
górze, opanowanej przez złą moc. Przed lotem nacierają się
baby maścią sporządzoną z tłuszczu wytopionego z dziecka,
z węża, jaszczurki, piórek wróblich i przepiórczych i żabiego
skrzeku. Następnie lecą na miejsce schadzki i tańczą ze
swemi djabłami. Djabeł też do tańca przygrywa. Taka cza­
rownica oddana djabłu może wykonywać różne czary lekar­
skie, miłosne, gospodarcze i meteorologiczne sobie na pożytek,
a drugim na szkodę. Wierzenia te są w całej Polsce powszech­
ne*2), ale dziś oczywiście coraz bardziej znikają, dlatego są
!) Slavia III 193-4.
2) Kolberg O. Lud. III 99, VII, 20, 76—104, 118, 170, 218, 221-260
XV 91, 239 — 284 XVII 108, XIX 206 — 7, 241, XXI 163, 223; Kolberg, Chełm­
ski. I. 356, II. 142; Zbiór wiad. do antr. kraj. II 33, 132, III 90, 10?—J09,
V 120 i n.; Gawelek Fr. Bibljografja ludoznawstwa polskiego, nr. 5008—5253;
Tuwim J. Czary i czarty polskie. Warszawa 1924

79

dla nas bardzo cenne wszystkie notatki o tych wierzeniach—
czy to w różnych dawniejszych publikacjach, czy—co jeszcze
cenniejsze—w nieznanych dotąd rękopisach. Takich parę ręko­
pisów posiada Bibljoteka Z. N. I. Ossolińskich, a zawierają
one wierzenia ludowe na Podhalu zapisane w pierwszej po­
łowie XIX wieku. Z jednego z tych rękopisów (1. 4.840) ogła­
szam poniżej przytoczony fragment, który opisuje wierzenia
górali, dotyczące czarownic w Nowotarskiem. Z rękopisu tego
korzystał prawdopodobnie przed laty zasłużony badacz Pod­
hala Dr. St. Eljasz - Radzikowski; można to przypuszczać na
podstawie urywku pieśni o czarownicach, cytowanej na s. 44
pracy p. t. „Zakopane przed stu laty” Kraków 1901.
Pismo rękopisu wskazuje, że tekst zanotował w pierw­
szej połowie XIX wieku autor narazie nam nieznany, ale styl
jego nosi znamiona, które właściwe są dla połudn.-wschodnich
województw Polski. Może poszukiwania dokładniejsze ułatwi
ogłoszenie tego fragmentu 1h który zasługuje na to ze względu
na zawarte w nim liczne szczegóły etnograficzne, dziś już
w znacznej części zaginione, a dotyczące nietylko czarownic,
ale i innych wierzeń, np. boginek, strzygoniów i t. d.

Wiara górali tatrzańskich z doliny nowotarskiej w czarownice.
Wiara w duchy dobre i złe, boginki, w upiory czyli strzygonie, duchy opiekuńcze i duchy szkodzące ludziom, w cza­
rownice u ludu góralskiego do jak dalekich czasów się odnosi,
trudném byłoby do powiedzenia; lecz zdaje się, iż jak górale
tatrzańscy nabyte obyczaje, zwyczaje razem z pierwszemi zamieszkałemi całe pasmo gór tatrzańskich i tychże nizin ojcami
nabyli i przyjęli. Tak też i wszystkie zabobony i wiarę w duchy
jak do kraju, w którym rozłożyli się pierwotnie, przywyknęli,
posłuszni zarządowi starszych od nich rad zasięgali, w wy­
padkach trudnych nie do poradzenia sobie do zdań starszych
się odwoływali, ich powiedzeniu posłuszni, ślepo wypełnia-*)
*) Podano przedruk tylko początkowych 13 kart rękopisu, a ciekaw­
sze ustępy zaopatrzono w przypiski.

80

jący i ślepo wierzący i co od nich słyszeli, za prawdę uzna­
wali i jako prawdę niemytą potomkom swoim przekazywali.
Tym sposobem przechowywała się pamiątka na wieczne czasy
i co stary wypowiedział, nie zastanawiając się przyjmowali.
Trudno było bowiem w tern prawdy dociec i łgarstwo zarzu­
cić, iż np. strzygonie1) nie istnieją, bo sami nie widząc, sły­
szeli od starych kobiet, sędziwych ludzi, którzy niejedną prze­
prawę z duchami odbywali i zapewniali najuroczyściej, iż to
nielada człeku wystać obcowanie z duchem, bo ducha złego
zsełał bóg na skaranie ludzi, a zostawiał czartu całą moc szko­
dzenia, wichrzenia i przestrajania na swoje kopyta. l ud nie
zgłębia w naturze, co i dlaczego się dzieje, a wielu rzeczy
przyczyn nie mogąc dociec, składa na wpływ duchów, zaklę­
tych istot, na czarownice itp.; to niedziwota, bo lud oddany
pracy około pola, usunienia potrzeb swoich i sobie powino­
watych, a patrząc oczyma cielesnemi tak daleko i głęboko,
jak tym oczom umysł się patrzeć dozwolił, wiarą świętą jest
przekonany, że są duchy szkodzące ciału, których bóg docho­
dząc człowieka, ażali przykazaniom jego wiernym pozostaje,
zsyła na wystawienie go na ciężką próbę ; lud nie dochodzi,
czy tak jest, dość, że w człowieku pozbawionym zmysłów,
widzi opętanego, stroniącego od domu bożego djabła samego
lub pobratańca czartowskiego, a kobiety niechlujne, w po­
stępowaniu mgłą nie docieczenia powlekłe, stroniące od ludzi,
nie lubiące nikogo nawet swych własnych dzieci, nazywa bo­
ginkami 2), co własne dzieci wynosząc za skradzione oddawały.
Może wiara w boginki stąd urosła, iż jak się dzieje i działo
u górali, że wiele dzieci rodziło się bezślubnych, które w oba­
wie kary za przekroczenie niemoralne, podrzucano ; takie
znalezione dziecko wziąwszy się pod progiem domu jakiegoś
gospodarza ni stąd ni zowąd, gdy do tego niedociekłszy skąd
się wziął podrzutek, pisano na karb przewinień czartowskich;
to dziecię bzika mówiono a gdy do tego krzykliwe i brzydkie,
b Strzygoń jest to właściwie ima nazwa na określenie upiora. Kol­
berg, Lud VII 65, 217; Wisła VII 106; Lud III 154-5
2) Wiara w boginki jest powszechna na Podhalu; wspomina już o tem
S. Goszczyński, Dziennik podróży s, 76—9C; Karłowicz w Wielk. Encykl.
Powsz. illustr. IX 15; Wisła V 572 VII 160; Lud X) 312-316,

«1

jak nie bez przyczyny, leżąc na drodze bez pokarmu, słotą lub
zimnem zmęczone, a niedopilnowaniem wynędzniałe, zbrzydłe
być musiało; tem bardziej takie dzieci uważano za dzieci żon
czartowskich, które to żony boginkami nazywano, czyli bogów
żonami.
Jeśli we wsi jakiej, gospodyni krowy dobrze się cho­
wały, wiele mleka dawały, innym zaś mniej lub zupełnie da­
wać nie chciały, przez zazdrość lub przez niemożność wytłu­
maczenia przyczyn sądzono taką pracowitą, zapobiegliwą ko­
bietę czarownicę; mawiali górale : ot w całej wsi krowy pod­
dają, mleko kradnie, nasze krowy przysuszają, pokarm z łąk
zbiera, krowa jeść nie chce, a jej krowy kieby łanie, dorodne,
dosadne, mleko mają, co nie miara i cóż za dziwota, kto może
to, co czarownica; — oczarowała wszystkie krowy. Tak zo­
stawszy raz czarownicą, widząc od siebie stroniące kobiety,
tem bardziej się odosobniła, cała w tem żyjąca, do czego jej
wstręt dać chciano; taka pracowita, rozsądna gospodyni, z do­
świadczenia wiele mając nabytych prawd w zaradzeniu sobie,
w dorobię statku, bydła wiedziała dopomóc, słabości zapo­
biec lub z choroby wyprowadzić, czego inne lub nie wie­
działy lub wiedząc źle używały, nie zastanowiwszy się prze­
ciw jakim wypadkom, jakie zaradcze środki użyć trzeba. Jeśli
pomiędzy mieszkającemi w jednem zakole, w jednej wsi wię­
cej takich rządnych, pracowitych kobiet było, tem więcej okrzy­
czano, iż jest czarownic; takie już pomiędzy sobą trzymały,
odwiedzając, umawiając się i to zwano pogadanką czarownic,
A że oddalać się musiały za potrzebami swojemi i nie wie­
dzieli ludzie, gdzie się udawały, mówiono: a dyć polecieli źli
duchowie na schadzki, na zabawę, bo im między ludźmi się
uprzykrzy i radzi tylko między swemi. Uciecha to wielka
między niemi. Już to we wsi, jeśli krowa przysuszyła, nę­
dzniała, cielę odchowane być nie mogło, lub jeśli masła zbyt
mało, albo wcale zrobić nie można było, kto temu przyczyną,
jeśli nie czarownice. Nachodzono ich domy, po wsi idących
napastowano, ze wszech stron zażarte panowało przeciw
nim sprzysiężenie, trzeba było temu tamę położyć jakiemi
bądź godziwemi lub niegodziwemi środkami. Gdy bowiem
przy nieposkromieniu wykroczeń niepewne być mogły, czyli
Lud T. XXV.
e

82

uszkodzone a może ubite nie zostaną, czarownicą będąc, trudno
było o przeciwnem żarliwy i zaciekle wierzący lud przekonać;
tem radzie] było potwierdzić ich w tej wierze, a to w taki
sposób, by przekonanie nabywszy, jakiemiś nadzwyczajnemi,
cudnemi wypadkami, a przytem szkodzącemi, odjąć przeciwni­
kom chęć mieszania się między czyny czarownic i ich sprawy.
Wiedziały dobrze, iż rozsądną mową nie przekonają, tem bar­
dziej poruszą. Zadając brednię słowom wyrzeczonym, trzeba
było potwierdzić...
Nastała niby zmowa między wyklętemi z towarzystwa,
wzięły się za ręce i przemyśliwając wyrzekły : Jesteśmy cza­
rownicami, nie skrywamy się, kiedyście nas poznali, dawały
baczenie spiskowi, czem i jak mogą zatwierdzić i zastraszyć,
oraz aby czarownice nie oburzano. Po nocach zachodziły do
stajen, krowy poddajały, zioła szkodliwe zadając by bydło
chorowało lub zdychało a nadając większą wartość sobie, by
lud o nich miał większe rozumienie i odstraszyć ich tem samem,
głosiły, że są schadzki między czarownicami (przed dwunastą
godziną w nocy na dzień 13-ty grudnia w wigilję Ś-tej Łucji)
że na ożogach, na mietłach kominem wylatują. Z powodu
takich psot, bano się czarownic, nic im nie robiono, ale stro­
niono daleko, a czasami miano je we wielkiej czci i poważaniu.
Takie zdaje się być źródło, z którego wypłynęło myśli po­
wzięcie o czarownicach, a może i chęć powiększenia siebie,
przysporzenia majątku. W ludzie wiejskim a w góralach ta­
trzańskich osobliwie nie trudno napotkać na zabiegi różne,
któremi się zbogacić sądzą; i tak znajdziesz we wsi, co od­
ganiają uroki., co zamawiają choroby, co sprowadzają choroby,
deszcz, wiatr, grad, lub wszelką niepogodę, tak nazwanych
prognoslykarzy, — przepowiadających, czyli raczej odgadują­
cych, jeśli komu co skradziono; nazywają ich prorokami, pełno
czarnoksiężników, co smoka dosiąsć musi i z nim lecieć skąd
słońce wschodzi, guślarzy i guślarek co niemiara, — wszyscy
ci, których liczba niepospolita żyją z datków pieniężnych lub
innych, i mają się dobrze. Tak i czarownice może dlatego
zjawiały się, by w ogólnym wirze zabobonów mieć swoją część
przychodu, bowiem po niektórych miejscach opisują czarow­
nice jako już bardzo stare baby; a tem samem opadłe na sile,

53

nie mogące pracować, pracą usilną coś zarobić; obdarte, brzyd­
kie i wzroku dzikiego a ponurego, gdy przeciwnie po innych
miejscach są to gospodynie wprawdzie już w dużym lecie,
brzydkie, ale dobrze się mające, bogate.
U górali tatrzańskich nie dzieje się nic, by nie miało
swych w świecie przyczyn, ale że te przyczyny najlepiej mogą
być zrozumiane przez obrazy, dlatego obrazami oddają przy­
czyny: tak, piorun dlatego bije, iż widzi djabła chodzącego
po ziemi, którego dogania i zabija,—jeśli burza nadzwyczajna,
wiatr mocny, łamiący drzewa, przewracający budynk1'; o pewno,
mówi góral: ktoś się zadzierzgnął i obwiesiałego na naszem
polu zagrzebali; nie ustanie wiatr, a chcąc uniknąć burzy
większej, nawałnicy lub gradu, czemprędzej trza trupa wy­
dobyć i na cudzym gruncie za dziesiątą mied zą zakopać. Jeśli
dziecię matka nowonarodzone zakopie, deszcz naremny spada,
rzeki zbierają i dopóty niszczą pola, póki dziecie zagrzebane
nie wymyją i nie uniosą z sobą, i więcej różnych i tysiące
zabobonów, o których może na swojem miejscu mówić wy­
padnie.
Czarownic przedtem po wszystkich góralskich wsiach była
liczba niezgadniona, co próg, to wróg, ale to dawniej. Teraz
gdzieniegdzie i to bardzo tajno, tak iż o niej ludzie nie wiedzą,
bo się ukrywa; tak to na minione czasy odwołują się wszyscy,
jak to dawniej bywało, cuda przeJiczne, zgrają całą duchy po
ziemi biesiadowały, czary to były szczęśliwsze, człek nie za­
znał biedy, nieszczęścia. Żył sobie z Bogiem, a i z ludźmi
w zgodzie, nie zaznał ciężarów, bo pole od siebie rodziło,
człek się miał lepiej, był wolny od robót, li tylko dla siebie.
Dawne to czasy, sto lat już będzie, a może i wyżej, boć to
nam jeszcze pradziad tego a tego rozprawiał; nie było lepiej,
boć to człowiekowi dane chwalić to, czego cię nie ma, odwoływać
się do ubiegłych czasów, skarżyć się na niedolę jakby jej i daw­
niej nie znano. Ta sama ziemia, uprawa ziemi ta sama, tylko
może ta jedna odmiana, iż z okolicznościami powiązał się więk­
szy wydatek; żaden nie rad z teraźniejszości, żali cię na nią,
wygląda przyszłości takiej, jaka daleko miniona przeszłość była;
dawniej boginki hurmą cisnęły się do domów, teraz żadnej
niema, tak ojcowie, dziadowie i pradziady w czasie swoim
6*

84

jak chwalili ubiegłe lata i boginki, strzygonie, duchy i czarow­
nice dawno przed niemi były i wiele broiły złego tak, iż obstać
złemu trudno było na świecie,—teraz między żyjącemi czarow­
nic bardzo mało i trudno od prawowiernej rozpoznać na oko,
lecz są sposoby, wykrywające czarownice.
Chwilą wesela i uciechy wielkiej, pełnej radości dia cza­
rownic była w:gilja Ś-tej Łucji1); w nocy tej najwięcej czara­
mi się zatrudniały i gdzie mogły, tam psoty wyrabiały, dla
tego tej nocy żaden gospodarz, żadna gospodyni nie układała
się do spokojnego snu, ale wieczór zaraz udawali się do
krowskich stajen, opatrując krowy święconemi ziołami i oka­
dzając woskiem, aby czarownice w szkodzeniu bydłu nie miały
mocy. Frzed dwunastą tejże nocy na cioskach, łopatach i mio­
tłach wycieczkę robiły na Babią górę. Podług opisu górali,
jest na Babiej górze polana Hałeczkowa 500 szeroka a 200
morgów długa, pełno kwiatów i ziół rozlicznych, których do
czarowania potrzebują: na tej Hałeczkowej zlatują się przed
dwunastą godziną, rejwach i hałas wielki czynią, ucztują, bie­
siadują, tańczą, słowem wesele zupełne; tam to umowy, ukła­
dy, zdają z swych spraw i czynów rachunek, niektóre czaro­
wnice w dzień schadzki ogólnej na polanę Hałeczkową, na pa­
robkach w konie przeistoczonych wyjeżdżają, tę przemianę
człowieka w konia robią za pomocy maści z ziół zebra­
nych na tejże polanie. Tak działo s>ę Ludzimierzu, iż u jedne­
go majętnego gospodarza służyło dwóch pachołków: Jan i Sta­
szek. Jan uważał, iż Staszek dawniej chłop do ludzi podobny,
czerstwy i zdrowy, nagle jakby ręką odjął, począł słabnąć,
chudnąć, wreszcie wybiedzony, włóczył się jak mara po wsi.
Jan pytał się Staszka, ten mu nie umiał powiedzieć, tyle tylko,
iż w wigilję Ś-tej Łucji slaje się koniem, ktoś jego dosiaduje
0 Okres od św. Łucji do Bożego Narodzenia jest tym czasem,
w którym czarownice mają największą moc, ale też zarazem wówczas na­
leży sporządzać różne sposoby zaradcze przeciw czarownicom, jak to wi­
dzimy w poniżej przytoczonych podaniach. Por. Świętek. Lud nadrabski,
s. 524; Kolberg O. Lud. VII, 99; Drechsler Schlesien I. 15 Okres ten jest
w wierzeniach ludu bardzo ważny, bo wedle 12 dni od św. Łucji do Bo­
żego Narodzenia, oblicza się pogodę i czyni różne zabiegi ochronne prze­
ciw czarom. Sartori P. Sitte u. Brauch. III. 23—24, Gennep A, Les rites
dc passage, 255.

85

i wiatrem pędzi daleko. Jan nie w ciemię bity, zaraz wiedział,
co się święci, przekonał się naocznie, iż gospodyni jego, ma­
ścią Staszka nasmarowawszy, ulatuje na koniu. Serce mu się
żalem ścisnęło, Staszka z biedy wybawić postanowił; i tak
kiedy dzień Ś-tej Łucji nadchodził, pokryjomu wziął maści od
gospodyni i nasmarowawszy nią dobrze czarownicę, siadł na
kobyłę i wybrał się w drogę. A że mu zaś dla starości (bo­
wiem lat miała 80) często na drodze się potykała, kazał w po­
bliskiej wsi okuć na ręce i nogi i bez szwanku na Hałeczkową zajechał; — zbiegły się czarownice na przyjazd parobka,
a witając go radośnie i z wrzaskliwym okrzykiem, wzięły go
na ucztę z sobą i do tańca i podpił sobie Jan nie lada, a dzi­
wując się nad drogiemi kubkami i miskami, skąd tyle bogactwa
nabrały, z zadziwienia wyrzekł imię Jezusa Chrystusa. Prze­
żegnał się, aż wtem wszystkie czarownice znikły i dopiero
spostrzegł, że kosztowności, które go zadziwiały, niczem innem
nie były, jak cielęcemi racicami, końskiemi kopytami i czaszka­
mi z głów ludzkich. Nie miał co dłużej robić, będąc sam je­
den z kobyłą swoją, siadł na nią, a za sobą tylko słyszał, jak
czarownice przyrządzając swe konie wołały : „podta koniu, podta
koniu1). Zajechawszy do domu, kobyła przemieniła się w ko­
bietę; ułożył gospodynię swą do łóżka, przykrył pierzyną, a sam
niby niewiniątko udał się do swego zatrudnienia. Stękała
mocno, skarżyła się na ból niezmierny, dziwował się gospo- '
darz, co ją opanowało za licho, kiedy dniem pierwej całkiem
zdrową była. Lecz Jan, co to figla spłatał, nie chciał dłużej
taić i gospodarzowi pod pierzynę zajrzeć kazał; zląkł się nie­
zmiernie gospodarz, do pięciu ran Jezusa Chrystusa skrzyknął
i nie wiedział, czyli obłęd się go nie chwycił; ale Jan rzecz
całą wyjaśnił, od tego czasu zaprzestała czarownica wszelkich
schadzek na Hałec/kowej i wyrzekła się szkodzenia sąsiadom.
Psot tych, które czarownice we wsi jakiej robiły, było co
nie miara, niejednemu krowa zupełnie zaprzestała mleko da­
wać i nie dziw. Czarownice po nocach wydajały krowy, druga
nie mogła masła zrobić, bo czarownicę czemkolwiek na siebie
rozsierdzić musiała, chociażby do sądnego dnia była przy kierł) O jazdach czarownic wiele wzmianek na podstawie literatury
staropolskiej i tekstów etnograficznych podaje Tuwim, Czary i czarty s. 11 in.

m

8e

niczce siedziała, śmietana zburzona wreszcie w serwatkę i ser
się zamieniała, trzeciej krowa krwią doiła, inna cieląt się do­
chować nie mogła i tak na którą to nieszczęście padło, jeśli
do tego środków zaradczych nieświadomą była, a z czarownicą
jaką na kieł wzięła, szło jej wszystko wspak, de po woli, nie
po myśli. Trza było nieraz zupełnie z bydła się wyprzedać
lub gospodarstwo domowe zarzucić lub zajść w przyjaźń z cza­
rownicą, która ją z kłopotu wybawićby potrafiła. Tak we wsi
Ludzimierzu gospodyni zamożna, mimo iż mleka bardzo szczupło
krowy dawały, nie mogła nigdy masła zrobić; skarżyła się przed
ludźmi, szukała rad, lecz to wszystko nie pomagało, Skłopotana udaje się do sąsiadki, o której szła wieść, że czarami się
zatrudnia, a tej przedstawiając swą niedolę, przytem racząc ją
datkiem i napitkiem o zaradzenie złemu prosi. Ujęta prośbą,
każe kupić dwa sierpy nowe i włożyć za obrączki kiernicy,
ale przestrzega: przyjdzie do was kobieta i prosić będzie, by­
ście jej co pożyczyli. Nie dajcie się skusić, byście prośbie jej
zadość uczynili, bo masło wam się jeszcze bardziej psuć będzie
Jako w rzeczy samej przychodzi stare babsko i prosi by jej
miarkę ziemniaków pożyczono; byłby wnet figiel spłatany, gdyby
się dała namówić, ale mając przestrogę jeszcze żywo w pamięci,
nakląwszy dowoli wypędziła przemierzłe babsko. Po tym wy­
padku, jakby ręką odjął, masło w krótkiej chwili zrobiła, lecz
czarownica z kwitkiem odprawiona ostatnią zemstę na krowie
wywarła, że się jednego roku czterdzieści pięć razy latowała.
Czarownice nie lubią i nie cierpią tego, by były poznane,
bo wiedząc o czarownicy, tem bardziej przeciw jej napadom
zapobiec można; one by rade między sąsiadami uchodzić za
poczciwe i dobre. Do pewnego starego grabarza we wsi Po­
roninie zachodzi jego szwagier i prosi go, by, jeśli mu się
zdarzy, robiąc trumnę na zmarłego, deska ze sękiem wypad­
łym, aby mu ją dał *). Zdziwiony, pyta się : „Co mu po takiej•*)
•*) Deska z sękiem ma szczególnie częste zastosowanie przy różnych
czarodziejskich praktykach. Szczególnie oowszechny jest w Polsce prze­
sąd, że czarownicę można zobaczyć, gdy się w czasie jutrzn'. pójdzie do
kościoła i patrzy na niewiasty przez deskę trumienną z otworem, powsta­
łym wskutek wypadnięcia sęka. (Radomskie, Krakowskie, Poznańskie, Ku­
lawy). Kolberg, Lud. III 101, VII 98, XV 107-8, XXI, 225. Fischer A. Zwy­
czaje pogrzebowe, s. 122, 157, 158, 218, 222.

87

desce?” „Ja wam wykryję”, rzecze proszący, „ale na miły
Bóg przed nikim się z tem się nie wygadajcie : oto chciałbym
widzieć przez dziurę sękową w tej desce, ile w naszej wsi
czarownic mamy”. Przyniósł mu grabarz deskę taką;—wziął
tę deskę i w wieczór przed Rezurekcją stanął pod dzwonicą
i patrzył na idących do kościoła; spostrzegły czarownice wy­
patrującego je pcd dzwonicą, lecz aby od ludzi nie poznane
były, zrobiły się niewidoraemi i niemiłosiernie szarpać, rwać
i dusić ciekawego poczęły. Nieborak na wszystKo ich zakli­
nał, by go puściły, że do śmierci tajemnicę zachowa, by go
życiem tylko udarowały, nic nie pomagało. Kiedy krzyczał
o pomoc, ludzie zbiegli sJę i uratowali go; lecz się czarown'ce
pomściły, sprowadziły grad wielki, iż mu do szczętu zboże
wybił. Odrzekł się dochodzić czarownic i zaprzysiągł, że ni
w myśli mu chęć postoi wypatrywania czarownic.
Czarownice chcąc odbierać mleko krowom, wychodziły
w nocy na łąki, na których krowy się pasły i rozpostarłszy
powąskę po zroszonej łące, ciągnęły powązkę, mówiąc : „Biorę
pożytek, ale nie wszystek”. Bez wymawiania tych słów po­
żywienia, dającego mleko nie potrafiłaby zebrać; była formuła
zaklęcia, aby łąka wydała z siebie pożywność. Nie można
było dociec przyczyn i skutków, za pomocą których krowy
doić przestawały, bo stojąc w nocy na stajni natenczas cza­
rownice uwzięte na jaką gospodynie, zachodziły i wydajały
w stajniach, ale też z łąk powracając, przychodziły z niczem;
złemu zaradzić trudno, kiedy przyczyn złego się nie dociekło.
Kiedy tak czarownica z łąk rozpostartą powązką pożyw­
ność zbierała, razu jednego zdarzyło się, że parobcy pasząc
opodal konie, uwidział z nich jeden kobietę do ziemi pochy­
loną i idącą wolnym krokiem, jakby szukała czego. Ciekawość
górala nie wyszła mu na złe: przyczajony do ziemi podsunął
się tak blisko, iż mógł widzieć, co czarownica robi i słyszeć,
co taż mówi. Więcej nie trzeba mu Dyło, miał całą tajemnicę
odkrytą. Po odejściu czarownicy, po tem samem miejscu, którędy
ona powązką ciągnęła, on uzdą zawłaczał, mówiąc : „a ja niestatek, biorę ostatek”. Przyszedł do domu, uzdę w stajni powiesił,
z tej uzdy dopiero zaczęło mleko się sączyć, tak iż gospodarz
przyszedłszy do stajen, dziwił się niepomału, że mleko w stajni

88

rozlane. Parobek wyznał wprawdzie, cc widział nocy zeszłej
i jakim sposobem czarownice mleko zbierają, ale czarownicy
nie wydał, bojąc się, jak mówił, by mu nie poczyniła.1)
Kiedy na polanie Hałeczkowej czarownice zjazd mają, jak
weselem noc tę odbywają, jako ta śpiewka góralska o nich mówi:
Na tej Hałeczkowej zielone ulice,
Wiliją Ś-tej Łucji, jadą czarownice.
Hojna, inc hojna, w Hałeczkowej wojna,
Czarownica dobra, każda krowa dojna.
Na tej Hałeczkowej, wszystkie były śmiałe,
Bo sobie Koperę za wójta obrały.

Ktokolwiek rad był dowiedzieć się i widzieć czarownice
z jakiej wsi, było na to wiele sposobów; i tak z pomiędzy
innych, trzeba było od wilji Ś-tej Łucji aż do jutrzni Bożego
Narodzenia codziennie pracować tyle nad stołkiem i tak czas
mieć wymierzony, aby nie prędzej, nie później, jak przed wigilją Bożego Narodzenia robotę stołka tego ukończyć, wyjść
z tym stołkiem na chór, siąść na nim, a można było wszyst­
kie widzieć. Czarownice bowiem w dzień Bożego Narodzenia
na jutrznię nie twarzą do wielkiego ołtarza, ale twarzą do
chóru obrócone stoją.
Wigilją Ś-tej Łucji aż do Wigilij Bożego Narodzenia przed
każdem gotowaniem wieczerzy trza odkładać trzaski na osobne
miejsce, by która nie zginęła a to każdego dnia. Dopiero
i) Wierzenia o tej sztuczce czarownic stare i bardzo rozpowszech­
nione. W Niemczech znane są na ten temat opowieści już przy końcu XIV
a z początkiem XV w.; spotyka się je w rękopisach kazań z XV w. i w poezji
XVI w. W opowieściach tych czarownica dokonywa tych czarów bardzo
często zupełnie nago, co jest zupełnie zrozumiałe ze względu na kultowe
znaczenie nagości w obrzędach. Pnr. Heckenbach. De nuditate sacra
sacrisque vinculis. 1911. Także w literaturze staropolskiej mamy często
wzmianki na ten temat, a więc np. w „Rozmowach polskich" W. Korczewskiego przyznaje się baba : „W wiliją Świętego Jana Doiłbm mleko ze zwona.
Ale tylko jeden szkopiec. Bo mi więcej nie chciało ciec. W Klonowicza
„Roksolanji” czarownica „umie doić powróz, a za każdym razem mleko
z powroza wytryska obfito”. Wierzenia na ten temat znane do dziś po­
wszechnie w całej Polsce. Por. Wisła I 16; Po^czek, Wieś Rudawa 110;
Kolberg, Lud. III 99, VII 89, XIX 202; Wisła XII 723, XIV Î0. — Lud XI 193,
Mat. antr. X 138; Świętek, Lud nadrabski s. 526; Zbiór wiad. X 89; KubinPolivka, Lidové povídky z czeského Podkrkonoszi 111 712 — 723.


0 północy wigilją Bożego Narodzenia, bierze się powązka
1 garnek nowy nalewa wodą i w nowym tym garnku powązkę
gotuje; wszystkie czarownice, ile tylko ich jest w tej wsi,
zbiegają się z krzykiem okropnym, szturmują do pomieszka­
nia, aby je wpuszczono. Kto nie chce popaść w ich szpony,
musi się zaopatrzyć w poświęcone zioła, bo w przeciwnym
razie, nie żyłby więcej dochodzący czarownic. Komu zaś na
odwadze nie zbywa, a do tego zaopatrzony w święcone rzeczy
jest bezpiecznym, może mieć wszystkie czarownice przed sobą,
patrzeć im w oczy i być obok nich. Na to sposób taki: wigilją Ś-tej Łucji musi zapocząć sobie miotłę aż do wigilij Bo­
żego Narodzenia, z tą miotłą o północy udać się do kościoła
i na mszy pasterskiej stanąć za wielkim ołtarzem. Wszystkie
czarownice, ile ich jest w tej wsi, schodzą się za wielkim
ołtarzem, lecz taki śmiałek najczęściej zdrowiem i życiem przepłaca, bo zaniechawszy najmniejszej rzeczy, służącej ma do
obrony i chroniącej go od napaści i złości czarownic, tą samą
miotłą na śmierć go ubiją.
Jak wigilja Ś-tej Łacji jest chwilą, kiedy czarownice
o północy wylatują na Hałeczkową polanę, na ogólne zgro­
madzenie się, aby przegląd odbyły między sobą, nazbierały
ziół im do czarowania potrzebnych i li tylko na tej polanie
się znajdujących, aby z nowym zasobem ziół i fortelów nowych
na nowo z mocą szkodzić mogły, tak też i wigilja Ś-tej Łucji
przedsięwzięte środki wyżej wymienione są najskuteczniejsze,
któremi o czarownicach dowiedzieć się można i każdą wyba­
dać i poznać. Mówią górale : idzie im o to, aby dowiedziawszy
się tem bardziej strzec się mogli, czarownicom drogi nie zacho­
dzić i w razie rzuconych czarów, aby od przyjaznej sobie lub po­
krewnej pomoc na odmówienie lub odpędzenie czarów znaleźć.
Górale tatrzańscy bardzo wierzą w gusła każdego zna­
czenia, ani sobie wybić tego z głowy nie dadzą, by to nie­
prawdą być miało; tem bardziej ich w tej wierze potwierdza,
że coś się sianie na drodze bardzo naturalnej, czego oni albo
wytłumaczyć sobie nie mogą albo rzecz jaką nabytą dawniej­
szym przesądem zachowują w pamięci i przez całe życie im
to towarzyszy aż do grobu. Wierzą, że w górach niektórych
tatrzańskich są skarby ukryte i tych skarbów złe duchy strzegą;

ÓO
0 nieprawdzie tego twierdzenia, czem go zbijesz, źle byś się
wybrał, gdybyś dowodził, że duchy złe nie snują się po ziemi,
wyśmiałby ciebie, a co więcej odszedłby z pogardą, mówiąc:
„to Luterán, a może i Kalwin”. Że Janko zbójca tatrzański
nie mógł mieć czarodziejską siłę w swym pasku rzemiennym
od spodni, lub że jego wałaszka była prostą ciupagą, jak je
inni górale nosili i noszą; iż tą ciupagą kiedy w zrąb domu
zadął, cały dom walił się lub, że ta ciupaga nie powodowana
żadną dłonią Janosika z zamknięcia wydobyła, drzwi przerą­
bała i kajdany rozkuła, nie wierzyć—byłoby to wystawić się
u nich na najwyższe, szyderstwo i wzgardę Powątpiewają­
cemu ich powiedzeniu ich powieściom nie mówili o niczem,
mając go za heretyka, za Lacha chcącego być mędrszym od
ich ojców, pradziadów. W uściech wszystkich górali żyje do
dziś dnia Janosik, dowódca wszystkich zbójców i o nim roz­
powiadają ze czcią i uszanowaniem, ich mowa nabiera wten­
czas jakiegoś religijnego ducha, a dyć był to chłop nad chłopy,
góral nad górali, któremu teraz nie znajdziesz podobnego, ani
w stu pokoleniach nie odżyje żaden, by mu wyrównał. Że w Rybiem Oku jest ryba, która od potopu Noego pozostała i na
dnie stawu tego odpoczywa, a już stara, iż na jej grzbiecie ple­
śnią i mchem porosło, a tak długa, iż po całem dnie rozcią­
gnięta leży; te i tym podobne powieści góral opowiadając,
opowiada z wiarą świętą i tak pewną, iżby nie wiem czem
mu to z głowy wybić można. Wierzy w czarownice, bo to sły­
szał, będąc malcem od matek, babek, starych ludzi; dorósłszy
niejedną widział, znał ją, jak swój palec, ledwie że nie rzekłby,
iż widział ją czwałującą na ciosku w wigilję Ś-tej Łucji na Babią
górę i nie dziw, że w tem przekonaniu zrosły, zestarzały, szuka
sposobu na pozbycie złego, i odwrócenia czarów, bo gdyby
złemu dozwolić wzróść w siłę i potęgę, pociągnąłby w stratę
nietylko statek ale i swoich. Lepiej przed czasem, jak i po
czasie, lepiej—mówi—wrócić się z brzegu, jak ze środka wody,
1 dlatego powymyślano różne sposoby niweczące nie tak za­
miary jak zdziałanie oczarowania.
Kiedy krowy mleka dawać nie chcą, znakiem, iż im cza­
rownica poczyniła, na to najlepsze jest użycie świętości, bo na
wszystkie gusła i czary, mówi, i najlepsze są świętości, prze-

91

ciw tym czart działać nie może, zostaje jego moc i siła. W dzień
Bożego Ciała święcić w swych kościołach dają różne zioła, te
jch zabezpieczają, bo jeśli krowy doić nie chcą na ten czas,
okadzają je w stajniach temi ziołami i ziemią wziętą z progu,
po którym bydło przechodzi. Jeśli zaś oczarowanie za mocne
i potem oddalić się nie chce, kropią natenczas bydło wodą świę­
coną Trzech Króli i woskiem ze świecy od ołtarza wielkiego
okadzają. Są sposoßy, które nie wszystkim znajome, za któremi daleko chodzą do bab starych, wiedzących w każdym
razie zaradzić; i tak, jeśli krowa nagle mleko straci, bo była
przez czarownicę poczyniona, trza do zbitego garnuszka wziąść
węgli żarzących, kosak do ręki i tym kosakiem na progu w stajni
krowskiej. zrobić bardzo prędko trzy krzyże, podciąć te krzyże,
te trzaski rzucić na węgle i podkadzić bydło, lecz wynosząc
ogień z kuchni, bieżeć prędko i poza siebie nie patrzeć, bowiem
w odwrotnym razie, nietylkoby oczarowanie nie ustąpiło, aleby
zamysł zniweczał i gorszem czem zagroziłby. Najlepszy śro­
dek jest wosk ze świecy woskowej wielkiej, która przy wiel­
kim ołtarzu bywa wystawiana po niedzieli wielkanocnej ; ten
wosk ma być zaszyty do odzienia kryjomo, nosić w dzień za­
wsze przy sobie, a na noc tę odzież trzeba w izbie obok siebie
na ścianie zawiesić, bo czarownice bardzo łakomie go chwytają,
wyszukają i kradną.
Gusła czarownic pochodzą po największej części z za­
zdrości, mianej ku sąsiadkom swym, którym krowy dobrze
doją. Zachód około bydła dobry, nagrodzony powodzeniem,
jeśli masła dość mają, lub ze złości powziętej, nienawiści do
jakiego domu, na ten czas używają sposobów gaślarstwa, by
mleko krowy dawać przestały lub żeby gospodyni czarami urze­
czona masła zrobić nie mogła, lub przy dojeniu ni stąd ni zo­
wąd krowa kopać będzie i albo nic mleka nie puści, a jeśli co
potrafi udoić, to będzie krwawe, albo też krowy chudnąć, biednąć i schnąć poczną tak, iż jeśli nawiedzona czarami gospo­
dyni nie zapobiegnie przed czasem, może wytracić cały bydlęcy
dobytek.
Czarownic sposoby do zarażenia kwygubie­
ni ą krów swojej sąsiadce lub jakiej gospodyni,
do której ma złość jaką

92
Czarownice po stajniach swych mają ziele nazwane : Prze­
stąp. Tego ziela skutek taki, iż mając u siebie, ginie zupełnie
mleko tej sąsiadce lub gospodyni, której czarownica nie sprzyja
i zaszkodzić pragnie.
By krowy chudły, marniały i usychały, idzie czarownica
w nocy na smętarz, wyjmuje gwóźdź ze starej deski z trumny,
udaje się do stajni swej nieprzyjaciółki, zabija gwóźdź do żłobu,
u którego krowy uwiązane stoją, mówiąc : „aby ci te krowy
tak uschły, jak ten umarły uschnął”. Aby krowy parszywiały,
wymiona padały się, na to łapie ropuchę, pali ją i tym pro­
chem posypuje krowy, które parszywieć poczynają.
Złapana jaskółka i pod krowę puszczona, sprawia, iż
z krowy miasto mleka krew się doi.
Środki zaradcze, przeciw czarownicom po­
wyższym: x)
Aby krowie stracone mleko powrócić, trza kadzić oczaro­
wane bydle różnemi święconemi ziołami i woskiem z paschału,
lecz by czarownicy wet za wet oddać, ukrzywdzona kobieta
łapie kota i żywego w nocy na nowiu miesiąca zakopuje pod
próg w stajni, w której są krowy czarownicy i ziele Przestąp
zwane. Mleko od krów tych, w której stajni kot zakopany, tak
śmierdzi, iż go żadną miarą jeść nie będzie można
By zaś to mleko nie cuchło, nie śmierdziało, potrzeba
powązkę, przez którą mleko się cedzi, w odchodzie świeżym
krowim uaeptać, zwalać jak można najwięcej i w nowy
Piątek gotować przez parę godzin; mleko nabiera swej pierwot­
nej, naturalnej własności i dobroci.
Jeśli nawiedzona czarami gospodyni spostrzeże, iż jej
krowy schnąć poczynają, przewiduje ona przyczynę tego, bo
to są czary. Wówczas zasięga od starych, doświadczonych go­
spodyń przestróg i zaradczych środków, datkiem i nagrodą
ujmuje i przywłaszcza od tych, którym świadome są sposoby
na gusła czarownic. Sama też, by napaść śmielej, trafniej
i lepiej ze szkodą czarownicy odeprzeć, uczy się tajemnic guślarstwa czarowniczego, nie dba o przyszłość, byle jej stan
wicz.

B Różne sposoby leczenia krów zaczarowanych podaje Br. Gusta(Zbiór wiad. do antr. kraj. V. 120—123).

93

obecny nie był pogorszony, lub złością, zawzięciem i zemszcze­
niem się czarownicy uszkodzony i uszczuplony. Dlatego roz­
liczne są sposoby nieprzejrzane, niezbadane, jakiemi fortelami
szkodzą czarownice, jak im się bronić, a zarazem pomścić im
się od serca, odegnać czarodziejstwo i większe na kark cza­
rownicy sprowadzić, sposoby te prawie są nie do wyczerpania.
Bowiem każda wieśniaczka, ma cały zapas nowych, niesłycha­
nych jeszcze i co gospodyni, to inaczej sobie radzi.
Foradza sobie, aby krowy nie chudły i nie ginęły, szuka­
jąc po żłobie i jeśli znajdzie gwóźdź wbity przez czarownicę,
wyjmuje, a nalawszy do nowego garnka wody z dziewięciu
źródeł, gotuje gwóźdź ten przez dziewięć dni, a widząc, która
z czarownic jej zaszkodzić chciała, upatruje tylko sposobnej
chwili, by w porze pomyślnej wylać mogła tę wodę przez sie­
bie warzona do pomyj, któremi czarownica swoje krowy poi;
krowy, które z tych pomyj piły, muszą wyzdychać.
Na sparszywienie i rozpadywanie wymion, pomagają sobie
myciem, mają różne zioła, któremi maczanemi w wodzie myją
krowy na każdym nowym miesiącu, potem gospodyni przewraca
swoją koszulę na opak i ociera nią krowę. Na przelot jaskółki
popod krowrą, która zamiast mleka krwią się doi, biorą gniazdo
jaskółcze i tern trza krowę okadzać.
Góral przede wszy stkiem pragnie i ciekawy mocno dowie­
dzieć się, azali we wsi jakiej znajdują się czarownice, bo że
być muszą, o tern aż nader pewny. Wszak istnienie tychże
sprawdza się codziennemi wypadkami; słychać to nieraz, jak
tej lub owej krowy doić przestały, wymię opryszczone, popa­
dané lub spuchnięte, jak krowy czyste, schludno utrzymane
raptem parszywieć i liszawieć poczynają, jak bydło ni stąd ni
zowąd smutnieje, jeść nie chce, chudnie, schnie a czasami i od­
chodzi, wszystko to sprawki czarownic zagniewanych lub za­
zdroszczących, jeśli komu krowy mleka dosyć dają. Dlatego
to chcą i móc sposobami zapobiec oczarowaniu, góralki stare,
baby przedewszystkiem starają się dowiedzieć, jaka i która we
wsi jest czarownicą, by podobnież a jeśli nie srożej odwetować
poniesioną krzywdę. Niezliczona moc bywa sposobów odkry­
wania pomimo już wyżej przytoczonych; poznają i po następu-

94

jących : potrzebując wody nigdy czarownica nie czerpie wody
z brzegu, ale idzie na środek rzeki i napełnia konwie.
Jeśli w drodze jadącego górala niespodziany niemiły wy­
padek spotkał, jako to, że koń nogę zwichnął, zaciął się i z miej­
sca ruszyć nie chce lub jeśli przewróci mimo chęci i po naj­
lepszej drodze, lub jakiekolwiek niefortunne powiedzenie się,
mówi na to : Jakieś babsko niezręczne drogę mu przeszło,
a tern babskiem niesręcznem zowią czarownicę.
Głowatnik *) ziele rosnące najwięcej gb znaleźć po miedzach
można, ma kwiat czerwony chłopki go zbierają przed 15-tym
Sierpnia, by w dniu tym wraz z innem zielem został poświę­
cony, kadzona tern zielem krowa pozbywa się zamówień cza­
rownicy.
Adam Fischer.
ŚLADy POByTU POŁUDNIOWyCH SŁOWIAN NA PÓŁNOC OD DNIESTRU.

Pobyt Słowian południowych na Podolu jest kwestją bez­
sporną *2). Należałoby tylko określić, jak daleko sięgały ich sie­
dziby3). Źródła historyczne nie dają do tego żadnych wskazó­
wek, podobnie jak w stosunku do innych plemion słowiańskich.
Kwestję tę najlepiej jeszcze rozwiązuje dialektologja, która
po żmudnych badaniach dochodzi do pozytywnych wyników.
Lecz niestety ze wszystkich języków słowiańskich tylko jeden
polski ma dokładnie opracowane dialekty, dzięki pracom prof.
Nitscha, u innych Słowian dialektologja znajduje się in statu
nascendi.
Gdy rozgraniczenie innych plemion, np. wschodnio-słcwiańskich natrafi na duże trudności z powodu stosunkowo słabego
zróżniczkowania gwarowego języków ruskich, to pobyt Słowian
południowych na obszarze z tej strony Karpat, da sfę dokładnie
oznaczyć, o ile dużo tych śladów zostało i gdy je wszystkie
wyzbiera się.
*) Centaurea Jaceą L. — Chaber łąkowy, zwany przez górali głowianką lub głowacznikiem. Zbiór wiad. antr. kraj. VI, 242.
2) Niederle L. : Slovanské Starožitnosti. II str. 263, III—223, IV—1543) Umieszczenie Chorwatów na mapie dołączonej do SJo« Star.
Niederlego ť. IV nie iest oparte na żadnych dokładnych danych, tylko
w przybliżeniu.

95

Na Podkarpacia pozostały takie ślady w nazwach miej­
scowości Tustanowice, Tustań1),2 lecz na północ od Dniestru
takich śladów nie spotykano.
Możliwe, że takim śladem jest fakt następujący. Miano­
wicie przy opisie gwary wsi Byszek, pow. brzeżańskiego ude­
rzyło mnie, że szczątki starej nieuczęszczanej drogi zachowały
się u ludu tamtejszego pod nazwą draga. Forma ta jest języ­
kowo południowo - słowiańska z zachowaniem g, użyta w tym
wypadku zamiast ruskiej z pełnogłosem doróhaa), przyczem
lud na swój sposób wyjaśnia tę nazwę3).
Jedna nazwa ostatecznie mogłaby być wątpliwą Lecz
przy bliższych poszukiwaniach zwrócono mi uwagę na inną
drogę, by ta doróha — jak sama nazwa wskazuje i jak starzy
ludzie twierdzą— droga traktowa4).5 Idzie ona drugim grzbie­
tem lesistego wzgórza, a najwyższe jej wzniesienie nazywa się
hrydć (serbochorw. hrid, f. i m., hrida, /-skała 6). Kształt terenu
*) Svjencickyj II.: Narysy z istoriji ukrainśkoji movy. Lwów 1920 str. 37
2) Droga ta sama w sobie jest również bardzo ciekawa. Resztki
jej znajdują się w Iesie bábynec. Część jej, obecnie zaoraną, widać było
dawniej także na polu tokariuka. Wychodziła ona prawdopodobnie ze wsi
Ceniowa (na północny wschód od Byszek) i przecinała bagna na północ
od Byszek, a na oołudnie od Kcniuch.
Droga szeroka na 15 kroków. Miejscami wznosi się do dwu metrów
ponad poziom. Po obu bokach rowy do pół metra głębokie. Prawy kończy
się w odległości jednegc km. ą lewy w odl. 1V2 km. Zasypane bagno w odl.
2V2 km. świadczy, w jakim kierunku myślano budować drogę.
Dawniej, jak starzy ludzie opowiadają, droga ta była pokryta głaza­
mi, nieraz objętości dwu m3. Dzisiaj zaledwie parę sterczy, reszta powrastała w ziemię.
s) Wedłud opowieści ludowej pewien inżynier, Czech, miał budować
drogę z Brzeżan do Koniuszek w pow. rohatyńskim, jednak pomylił się
i zaczął budować do Koniuch i dlatego też jej nie dokończono. (Lecz canta
droga wskazuje co innego. Jest ona wykończona ze strony Koniuch a nie
dokończona od Brzeżan). Dlatego, że Czech budował nazwano ją dráha
(forma ta pojawiła się w najnowszych czasach i jest bardzo rzadka).
W ostatnich czasach pojawiła sTę nowa wersja, która przypisuje budowę
drogi Rzymianom.
4) Teraz maleńka drożyna leśna. Że była niegdyś drogą traktową,
wskazuje charakterystyczne przesuwanie zabudowań od niej do drugiej
paralelnej „čvyxiuská vúfyéy”.
5) Ivekovic F. i Brož I.: Rjecznik hrvatskoga jezika. Zagrzeb 1901 s. 383.

96

wskazuje, te ta druga droga jmusiała być przedłużeniem po­
przedniej.
W związku z wyrazem hrydá (acc. sing, na hrydá, loe.
na hryďi) możnab/ połączyć jeden szczegół z budownictwa.
Mianowicie pewna część strychu yys&u w chałupach nazywa
się tak samo. Lecz wobec tego, że nie mogłem określić tej
części1), oraz że akcent w tej drugiej nazwie waha się2), nie
staram się o jej wyjaśnienie w związku z poprzednią. 3)
Michał Iwaszków.
CZy TORTURy SĄ DALSZyM CIĄGIEM SĄDÓW BOŻYCH?

Niejednokrotnie poruszano w literaturze prawniczej py­
tanie, czy tortury możnaby uważać za ciąg dalszy sądów bo­
żych. Na pytanie to z powodu braku odpowiednich prac, jak
na to ostatnio zwrócił uwagę Hans Fehr (Deutsche Rechts­
geschichte 1925. str. 201) stanowczej odpowiedzi dać nie można.
Ciekawe światło na tę kwestję rzuca postanowienie ustawy
Kazimierza Jagiellończyka t. zw. „sudiebnika” z 1468 r., wedle
którego obwiniony o kradzież, jeśli lica nań nie masz (a lica
ne budet) może dla oczyszczenia się z zarzutu poddać się
torturom (dat sia na muku). Już wydawca tej ustawy Działyński (Zbiór praw litewskich od 138P do 1529, Poznań 1841
str. 48. uw. 27) zwraca uwagę na analogję z Węgrami, gazie
wedle ustawy św. Władysława (z XI wieku) mógł się podej­
rzany o kradzież oczyścić z zarzutu, poddając się próbie ognia.
Trudno jednak wykazać łączność między prawem węgierskiem a litewskiem. To ostatnie poszło w cytowanym prze­
pisie najprawdopodobniej za prawem ruskiem, które wpływało
na kształtowanie się prawa litewskiego. „Ruska Prawda” bo­
wiem kilkakrotnie wspomina o stosowaniu ordaljów w wy■*) Raz jest to wyszka tylko nad sienią, raz svótok idący przez śro­
dek sieni, czasem wyszka po prawej stronie sieni lub po lewej, a nawet
słyszałem tę nazwę stosowaną do dziury w środku powały w sieni oraz
stosu drzewa, które na niej suszy się. Raz objaśniano mię, że są to żer­
dzie na bantach, na których dymi się czosnek, cebula oraz mięsiwo, lub
suszą się skóry.
®) acc. sing, na /irydu, !oc na hryďi, loc. plur. na hrydáx ]| na hrvdax.
3J Z powodu braku czcionek transkrypcia nie jest ściśle fonetyczna.
Litera zwykła wśród kursywy oznacza, że na tej zgłosce spoczywa akcent.

9?

padkach, gdy wina podejrzanego nie da się dowodnie wyka­
zać, a w szczególności przy podejrzeniu o kradzież, kiedy
niema lica (Art. 23. Ruskiej Prawdy III red. Goetz L. Das
russische Recht. Zeitschrift für vergleichende Rechtswissen­
schaft T. 24. str. 264). Zauważyć przytem należy, że Prawda
Ruska dopuszcza sąd boży i wbrew woli podejrzanego, który
się mu bezwzględnie poddać musi, jeśli z góry już uchodzić
nie chce za sprawcę. W „Sudiebniku” przepis ten jest już zmo­
dyfikowany. Tortury, których wytrzymanie ma wykazać nie­
winność podejrzanego, stosuje się tylko na jego życzenie.
To stosowanie tortur, jedynie na żądanie obwinionego, wska­
zuje, że w tym wypadku tortury mają całkiem inne znaczenie,
niż to jakie się im zwyczajnie przypisuje, odgrywają one tutaj
tę rolę, jaką niegdyś powszechnie spełniały ordalja.
Karol Koranyi.
NOCNA WARTA W SAMBORZE.

Na jednem z przedmieść w Samborze a mianowicie na
ul. Powtórnej, która to ulica jest osobną gminą i ma swego
(wójta) delegata, istnieje do dziś praktykowany zwyczaj utrzy­
mywania warty nocnej przez mieszkańców tej ulicy (gminy).
Warta ta ma na celu ustrzeżenie mieszkańców przed ogniem i zło­
dziejem. Odbywa się w sposób następujący : Rano wójt przy­
nosi względnie wysyła przez kogoś do pierwszego domu z pra­
wej strony ulicy laskę zwaną „berdysz”, która to laska ozna­
cza obowiązek odbycia warty z najbliższym sąsiadem z tej
samej strony ulicy w najbliższą noc. W razie zupełnej nie­
możności wypełnienia tego obowiązku (n. p. choroby) ma się
natychmiast donieść o tern delegatowi, który wyda odpo­
wiednie rozporządzenie. Gdy jednak możliwość spełniania
tego obowiązku jest i rzeczywiście się go spełni, laskę należy
na drugi dzień rano odnieść do trzeciego domu, który znowu
odbywa wartę z domem czwartym i t. d. W ten sposób ko­
lejno laska ta obejdzie tak prawą jak lewą stronę ulicy.
Ostatni odnosi ją do wójta.
Na podstawie własnego udziału w takiej warcie spisał
Władysław Kalinowicz.
Lud. T. XXV.

7

98
OPOWIEŚĆ O SyNU NAPOLEONA NA PODHĄLU.

Wspomnienia o napoleońskich wojnach były niegdyś na
Podhalu wcale żywe. Nie zdarzyło mi się jednak dotychczas
spotkać z opowiadaniem czyli „bojką” o cesarzu lub jego „wojokach”. Górale, mający dziś koło pięćdziesiątki, kilkakrotnie
wspominali, że takie opowieści krążyły wśród ich dziadków
i ojców, ale treści nie pamiętali.
Od p. Wojciecha Brzegi, artysty rzeźbiarza z Zakopanego,
dowiedziałem się niedawno o legendzie z tej epoki, wprawdzie
nie o samym Napoleonie, lecz o „Orlątku”. Przed czterdziestu
laty opowiadał ją Gronikowski, góral z Grónika w Kościeli­
skach, człowiek podówczas starszy. Powszechnie był łubiany
dla swego humoru i nieskończonej ilości „bojek”, a że natura
była niespokojna, przeto od wsi do wsi włóczył się i bajkami
„noród” cieszył. Stąd też i przezwisko powstało: Grónikowski Bojok.
Z kilku opowiadań Bojoka zapamiętał p. Brzega legendę
o synu Napoleona. Miano go chować „we Widniu”, aby za­
pomniał o wielkim ojcu i pogodził się z Niemcami. Tymcza­
sem mały chłopiec dostawszy raz szabelkę w darze, czemprędzej pobiegł do ogrodu i wypróbował ją na kwiatach, które
ż zapałem ścinał. Z przerażeniem dowiedziało się otoczenie
dworskie z ust chłopca, że kwiaty to Niemcy. Wtedy dworacy
„skantrzyli” (zabili) małego wojownika, „bo sie boli, ze bedzie
więksy huncfut jako ociec”.
Juljusz Zborowski.

RECENZJE 1 SPRAWOZDANIA.
Wstęp do ludoznawstwa polskiego. Lwów
1926. Nakład K. S. Jakubowskiego, str. 176. 8°.
Jako tom drugi lwowskiej bibljoteki slawistycznej, wyda­
wanej nakładem K. S. Jakubowskiego pod redakcją profesorów
F. Bujaka, J. Czekanowskiego i T. Lehra-Spławińskiego, uka­
zała się praca prof. J. St. Bystronia: „Wstęp do ludoznaw­
stwa polskiego”. Jak zostało zaznaczone w przedmowie, książka
ta powstała z notatek do wykładów, jakie autor wygłosił w trymesirze jesiennym w r. 1924/25 w uniwersytecie w Poznaniu
i w r. 1925/26 w uniwersytecie w Krakowie.
Książka została podzielona na dwie części główne : I. Ludoznawstwo jako nauka, str. 105. II. Przegląd zagadnień ludo­
znawstwa polskiego, str. 61. Część pierwsza skupia pięć na­
stępujących podrozdziałów : I. Istota ludoznawstwa, str. 28; II.
Storfuimk ludoEb wstwa do innych nauk. Zastosowania prak­
tyczne, str. 31; III. Źródia ludoznawstwa polskiego, str. 14;
IV. Rozwój badań ludoznawczych w Polsce, str. 16; V. Prze­
gląd literatury obcej, sir. 10. Część druga książki zawiera
sześć następujących podrozdziałów : I. Grupy etniczne, str. 13;
II. Grupy zawodowe i religijne, str. 11; III. Mowa i znaki, str. 6;
IV. Kultura umysłowa, str. 18; V. Kultura społeczna, str. 4;
VI. Kultura techniczna, str. 3. Książkę zamyka wykaz nazwisk
i objaśnienie skrótów. Każdy podrozdział składa się z kilku
lub kilkunastu artykułów. Po omówieniu każdego z nic ii autor
podaje i krytycznie omawia odpowiednią literaturę. W ten
sposób książka stała się obszerną bibljografją rozumowaną
etnografji polskiej, w czem niewątpliwie kryje się największa
jej wartość. Napisana ze znaną łatwością pisarską autora,
JAN ST. BySTROŃ.

T

100
bardzo inteligentnie, czyta się jednym tchem z niesłabnącem
zainteresowaniem. Równocześnie książka zawiera wiele poważ­
nych wskazówek do samodzielnych badań w pewnych dziedzi­
nach etnografji. Autor przejawił jeszcze jedną wielką zaletę :
jest nią powściągliwość w omawianiu spraw, które z natury
rzeczy musiały być poruszone, a które istotnie nie są objęte
zasiągiem zainteresowań osobistych autora Po tych słowach
szczerego uznania dla tej pożytecznej książki, musimy wypo­
wiedzieć kilka uwag i o ujemnych jej stronach.
Zacznijmy od tytułu : Wstęp do ludoznawstwa. Autor
na czterech pierwszych strofach stara się określić, czem jest
ludoznawstwo, wykazać jego zakres, zadania i cele, przyczem
przychodzi do następujących definicyj : „Najwidoczniej więc
ludoznawstwo nie zajmuje się „ludem”, lecz tylko pewnemi
treściami; nie dotyczy zatem całej grupy społecznej, lecz raczej
pewnych składników w kulturze różnych grup” (str. 4). Dalej
na str. 5 : „ludoznawstwo jest więc nauką o pewnych określo­
nych treściach kulturalnych, a nie o określonych grupach spo­
łecznych”. Cały pierwszy rozdział pod tytułem : „przedmiot
ludoznawstwa” jest bardzo niejasny i robi wrażenie, że autor
sam nie znalazł jeszcze właściwego prostego ujęcia dla przed­
miotu. Wreszcie na str. 7 dowiadujemy się, że : „w Polsce
możemy zawsze zamiast ludoznawstwa mówić o etnografji, choć
nie odwrotnie”. A więc ?... Definicja etnografji i etnologji zo­
stała jasno i wyczerpująco postawiona i omówiona w odpo­
wiedniej literaturze naukowej. Wyraz tego znajdujemy w pra­
cach A. Fischera i J. Czekanowskiego, drukowanych w „Ludzie”
w r. 1922. Znalazł też tam właściwą odprawę termin ludo­
znawstwo.
Wprowadzony przez J. Karłowicza jako polski odpowiednik
folkloru, nie odpowiadał swemu przeznaczeniu. Musiałby być
raczej przeobrażony w ciężkie i sztuczne luduznawstwo,—
ażeby mógł istotnie wyrażać wiedzę ludu—folk-lore, a więc to, co
lud zna, a nietylko to, co my wiemy o ludzie. Następnie pojęcie
to, na pierwszy rzut oka zrozumiałe i mające złudne cechy swojskości, rozszerzono i zaczęto niem ujmować wspólnie etnoiogję
i etnografję. Słowo ludoznawstwo nic nie wyraża, nic nie określa,
jest pojęciem naukowo niezróżnicowanem, mętnem i dlatego

ICI
powinno być wykluczone z prac poważnych. Ma się ono tak
do etnografji, jak krajoznawstwo do geogrsfji i używane być
może jako wyraz o zabarwieniu uczuciowem jedynie w płasz­
czyźnie i na poziomie krajoznawstwa.
Na str. 11 autor przychodzi do wniosku, że: „określenie
granic ludoznawstwa polskiego drogą teoretyczną nie jest —
jak narazie—możliwe i zapewne nigdy nie będzie”. Dziś prze­
cie żaden poważnie myślący etnograf nie będzie się wysiłal
w tym kierunku, bo byłoby to bezcelowem. Zamiast o etno­
grafji polskiej, należy mówić o etnografji Polski i wówczas
będziemy mówili o zjawiskach występujących na pewnym
obszarze, objętym np. naszą państwowością, jako dostępną
dla naszych badań.
Dadzą się wykreślić na tym obszarze drogi i zasiągi kultu­
rowe, które równocześnie przecinać będą wiele innych krajów.
Znaczenie histerycznych granic państwa, rasy, języka i t. p.
będzie występowało narówni z warunkami antropogeograficznemi. Będą się one przejawiały w pewnych swoistych ugru­
powaniach przejawów kulturowych. Praca etnografa musi
być skrupulatną, jak praca geologa. Mapa przejawów kulturo­
wych u ludu na ziemiach naszych powinna się dopasować
wiernie do podobnych map naszych sąsiadów, jak pasować
będą dwa arkusze map geologicznych sąsiadujących obszarów,—
wykonane w tej samej skali przez nieznających się nawet badaczów. Sprawa polskości tych przejawów kulturowych może
być omawiana dopiero, gdy badania dokładne pokryją cały
kraj nasz i naszych okolicznych sąsiadów.
Znacznie lepiej niż pierwszy, wypadł rozdział drugi książki,
omawiający stosunek ludoznawstwa do innych nauk. Do roz­
działu tego autor miał wzór w pracy prof. Fischera: „Znacze­
nie etnologji dla innych nauk” (Lud XXI).
Rozdział składa się z szeregu artykułów, poświęconych
stosunkowi etnografji do poszczególnych nauk i umiejętność.
Z zastrzeżeniem należy się odnosić do trzech kolejnych arty­
kułów, mianowicie : historja sztuki, muzykologia i filologja kla­
syczna. Dowodzenia autora na temat sztuki ludowej wykazują,
że zagadnienia te nie leżą w płaszczyźnie głębszych jego zainte­
resowań. Trudno się zgodzić z autorem, że : „podstawową ten-

102
dencją sztuki ludowej jest naśladownictwo wzorów wyższej sztu­
ki” (str. 50). Zbyt bezwzględnem uogólnieniem wydaje mi się po­
wiedzenie, że : „techniki, które dziś uchodzą za ludowe, są prze­
żytkiem dawnych, zarzuconych następnie technik” (str. 50).
Zasadniczo błędnem jest twierdzenie, że: „najwięcej może ory­
ginalności i rodzimości znajdzie się w działach technicznie najbardz’&j pierwotnych, a więc w geometrycznym ornamencie
drzewnym i ceramicznym, w zdobnictwie tekstylnem (z czem
i późnego pochodzenia wycinanki papierowe łączymy), wreszcie
w technice barwienia pisanek” (str. 50). Dyskusja na ten te­
mat zaprowadziłaby zbyt daleko. Zainteresowanego czytelnika
odsyłam do mej pracy : „Wycinanki i- ich przeobrażenia” (Lud
XXII), w której szereg tych zagadnień omawiam.
W półstronicowym artykule o muzykologji, na str. 51,
autor pisze: „instrumenty ludowe są przekształceniem, uproszcze­
niem instrumentów niegdyś używanych przez inne warstwy”.
Właśnie rzecz ma się całkiem odwrotnie. Autor powtarza
ogólny pogląd muzykologów, którzy, nie znając zupełnie materjałów etnograficznych z całego świata, przychodzą zbyt po­
chopnie do takich wniosków.
W artykule o filologji klasycznej autor mówi, że: „współ­
praca etnografa z filologiem oddać może cenne usługi, a to ze
względu na opracowanie materjału, jak też i ze względu na
jego uzupełnienie paralelami współczesnemi” (str. 52). Niewątphwie, że cały szereg zwyczajów i wierzeń klasycznych
staje w zupełnie innem świetle, gdy próbujemy interpretować
je ze stanowiska etnograficznego Ale też i do fałszywych do­
chodzić można wniosków, gdy fakt współwystępowania jakichś
obrzędów, nazwy pochodne i t. d. będziemy za przykładem
wielu filologów klasyków uważali jedynie za przejawy wpływów
kultury klasycznej.
W artykule „Medycyna”, autor słuszms twierdzi, że:
„bardzo doniosłe znaczenie ma znajomość wierzeń ludowych
dla psychopatologji“ (str. 55). Jednakże niejasnem wydaje się
twierdzenie, że: „szereg chorób powstaje na tle tradycyjnych
wierzeń”. Objawy schorzeń schizofrenicznych i pewne kon­
strukcje myślowe w świece wierzeń ludowych będą miały
wspólne źródła w głębiach jaźni.

103

W rozdziale trzecim, omawiającym: „źródła ludoznawstwa
polskiego”, w artykule poświęconym muzeom etnograficznym
autor nie wyjaśnia istotnego i tak ważnego znaczenia muzeów
dla nauki, dla społeczeństwa i dla państwa.
W artykule: „Zbieranie współczesnego materjału” czytamy,
że: „najlepszym etnografem jest niewątpliwie ten, który z jednej
strony prowadzi studja teoretyczne, z drugiej zaś strony utrzy­
muje ciągły kontakt z życiem wsi w rozmaitych okolicach.
Nie są to jednak typy częste i zazwyczaj mamy do czynienia
albo z etnografami, opisującymi dobrze im znaną praktycz­
nie kulturę takiej, czy innej okolicy, albo też z etnografami
bibliotecznymi, którzy 'dochodzą do wniosków na podstawie
materjału zaczerpniętego z publikacyj”. Następnie dodaje:
„mimo to i tu nie zawadzi kontakt praktyczny ze wsią”
(str. 76). Tu trudno się zgodzić z prof. Bystroniem, który po­
błażliwość swoją doprowadza do granic niedopuszczalnych.
Etnograf, który nie zna życia ludu, nie widział wsi i nie stykał
się z ludem, nie jest etnografem.
Tak nazwany przez autora etnograf bibljoteczny
jest pewnym przeżytkiem. To nie etnografowie bibljoteczni—
to kompilatorzy. Nieznajomość wsi i życia ludu przejawia się
w ich pracach w koncepcji sztucznej i częstokroć fałszywych
wnioskach. Współczesne metody badania wykluczają podobne
przeżytki.
Bardzo dobrym jest rozdział IV: „Rozwój badań ludo­
znawczych w Polsce”. Autor bardzo skrupulatnie zgromadził
i w porządku ułożył rczsiane po różnych dziełach i czasopis­
mach wiadomości o wszystkich pracownikach ńa polu etno­
grafji i etnologji w Polsce.
Bardzo słabe wypadł rozdział V, obejmujący „przegląd
literatury obcej”. Błędne' wiadomości podaje autor w prze­
glądzie etnografji krajów romańskich.
W części drugiej na wyróżnienie zasługuje rozdział pierw­
szy :—„grupy etniczne”, oraz drugi — „grupy zawodowe i reli­
gijne”. W III rozdziale: „Mowa i znaki” daje autor krótką
charakterystykę grup językowych na ziemiach polskich oraz
języków specjalnych jak język złoczyńców, więźniów, handla-

104

rzy wędrownych i t. p., omawia onomastykę, twórczość języ­
kową i znaki konwencjonalne.
W rozdziale IV : „kultura umysłowa” charakteryzuje autor
literaturę ludowa, sztukę, muzykę, wiarę i wiedzę, lecznictwo.
Mamy tu w odmiennej formie wypowiedziane te same myśli,
które już autor podał w pierwszej części pracy w odpowied­
nich ustępach rozdziału drugiego p. t.: „Stosunek ludoznawstwa
do innych nauk”.
W rozdziale piątym autor omawia kulturę społeczną, rozu
miejąc pod tern pojęciem kulturę współżycia, a więc organizację
życia społecznego, towarzyskiego, prawnego, gospodarczego
i religijnego. Do tej grupy zalicza i kulturę obrzędową, jako
objaw organizacyjny grupy.
Wreszcie ostatni rozdział, szósty, poświęcony jest kulturze
technicznej. Na niecałych trzech stronicach jest mowa o kultu­
rze cielesnej, odzieży, osadach, budownictwie, sprzętach, zdoby­
waniu surowców i ich przetwarzaniu. Jest to dział zupełnie
obcy dla autora, który główne zamiłowania swoje skierował
w stronę pieśni ludowej. To też rozdział ten ogranicza się do
podania bibljografji polskiej i przygodnego zacytowania nie­
których dzieł z literatury obcej.
Od czasów „Zwyczajów żniwiarskich w Polsce” i „Sło­
wiańskich obrzędów rodzinnych”, napisanych jeszcze na ławie
szkolnej, jest to pierwsza większa i poważniejsza praca prof.
Bystronia. Autor sam bardzo dokładnie zdaje sobie sprawę
z trudności i braków swego dzieła.
Mówiąc c nierównomierności opracowania, zaznacza, że
„niektóre rozdziały są opracowane pośpiesznie, jakgdyby z lek­
ceważeniem, inne są może zbyt obszerne w stosunku do cało­
ści, która w mysi zamierzeń autora miała być możliwie zwię­
zła; pominięto zapewne wiele rzeczy, o których należało pa­
miętać” (str. 1).
W następnem wydaniu, (które aby zjawiło się jak naj­
prędzej), autor zapowiada gruntowne przepracowanie swej książki.
Powodowany tą nadzieją rozpisałem się obszerniej, uwa­
żając za swój obowiązek podzielić się z „Ludem” mojemi ob­
serwacjami. Mimo tych wszystkich wskazanych niedociągnięć,
książkę profesora Bystronia uważam za dzieło bardzo poży^

105

teczne dla rozwoju naszej nauki. Jest to owoc ciężkiego zma­
gania się z tysiącem trudności na katedrze uniwersyteckiej.
Należy się prof. Bystroniowi serdeczna podzięka za trud i ży­
czenia dalszej, równie pożytecznej dla näs wszystkich pracy.
Eugenjusz Frankowski.
LUDWIK KUBA: Czteni o Lužici. Cesty z roku 1886—1923.
Vydavatelstvo Družstevní práce z. sp. s. r. o. v Praze 1925.—
str. 282, 60 barwnych ilustracyj, 5 rysunków, 4 dodatki nuto­
we, 1 mapa.

Znakomity znawca ludowych pieśni słowiańskich, Czech
Ludwik Kuba, szczególnem umiłowaniem otoczył drobny a bo­
hatersko o swą duszę walczący naród Serbów Łużyckich. Niepo­
spolity talent pisarski i malarski pozwolił mu dać nam tę przępiękną „Czytankę o Łużycy”, która wabi i pieści wzrok sześć­
dziesięcioma ślicznemi obrazkami, przedstawiającemi nam lud
łużycki, jegc piękny kraj, ciekawe i tak ładne stroje i zwyczaje.
Styl książki przykuwa swą żywością. Są to właściwie
w jedną całość zebrane poszczególne artykuły, zamieszczone
przez autora w prasie czeskiej w latach 1886—1923. Szkice
te, lekko kreślone mają i dużą wartość naukową, przynoszą
bowiem wiele z folkloru łużyckiego, opisują pieśni i tańce lu­
dowe (z dodanemi nutami !). Przedstawione są i dzieje naro­
dowego odrodzenia Łużyc, wśród nieustannej a tak ciężkiej
walki, jaką toczy 150-tysięczna garstka Łużyczan. Są tam
i wspomnienia o Polsce, np. o Bolesławie Chrobrym, czczonym
przez lud łużycki jako bohaterze walk Słowian z Niemcami.
Książka Kuby jest pierwszorzędnem zdarzeniem na polu
ludoznawstwa tak mało na ogół znanego terenu łużyckiego.
I jest także pięknem świadectwem słowiańskiej pracy Czechów,
żywo się zajmujących losem małego brata plemiennego. A jako
dzieło dające niemal wszystko to, co o Serbach Łużyckich
wiedzieć należy, zasługuje na jak najszybszy przekład na ję­
zyk polski—gdyż niczego podobnego w naszej literaturze słowianoznawczej nie mamy.
Henryk Batowski.

106
MAX TILKE. Osteuropäische Volkstrachten in Schnitt und
Farbe. Wyd. E. Wasmuth. Berlin 1926 r. folio str. 35, tablic
96, rozm. 30X23.
Autor pracy „Orientalische Kostüme in Schnitt und
Farbe” i „Studien zur Entwicklungsgeschichte des orientali­
schen Kostüms”, wydanych w roku 1923 wystąpił z nową
pracą z tej samej dziedziny, obejmującą Wschód Europy. Po
krótkiej przedmowie, autor podaje kolejno opis 96 barwnych
tablic. Omawia szczegóły danego stroju, zwraca uwagę na
pokrewieństwo krojów, starając się wyróżnić typy i wykazać
ich rozwój. Zdaje on sobie sprawę, że nie wyczerpuje wszyst­
kich dawnych i obecnych typów. Życzeniem jego jest dostar­
czenie inaterjału artystom i w tym celu podaje przeważnie
stroje barwne i w jego mniemaniu gustowne. W przeglądzie
strojów uwzględnione zostały kraje bałkańskie, Węgry, Polska,
Rumunja, Rosja, kraje nadbałtyckie i Laponja. Polsce poświę­
ca trzy tablice. Na pierwszej przedstawia kaftan brokatowy
króla Jana III, z Muzeum w Budapeszcie, na drugiej tablicy
wyobraża sukmanę z okolic Lwowa, o czem nie wzmiankuje,
znajduje się ona w Muzeum etnograficznem w Berlinie. Autor
nazywa ją: „sukmana czyli kontusz”. Na trzeciej tablicy wi­
dzimy koszulę kobiecą z okolic Borszczowa, naszywaną na
rękawach nicią czarną i srebrną, z Muzeum w Hamburgu,
oraz jakę wełnianą, którą autor zanotował na dworcu kolejo­
wym w Brześciu nad Bugiem. Oto i wszystko z Polski.
W podobny, aczkolwiek znacznie bogatszy sposób przedstawiają się materjały z innych krajów. Materjały pochodzą
głównie z kilka muzeów mianowicie z Berlina, Hamburga i Bu­
dapesztu. Przedstawiony, aczkolwiek niekompletny, materjał
ilustracyjny jest wykonany bardzo starannie i z tego względu
ta nowa praca znanego już autora zasługuje na baczną uwagę.

Eugenjusz Frankowski.
H. Th. BOSSERT.
Volkskunst in Europa. Wyd. E. Wasmuth, Berlin 1927, foljo, str. XII-46, tablic 182, rozm. 40X30 cm.
Znany autor dzieła „Ornameutwerk”, wydanego w roku
1924, podjął pracę zebrania dzieł sztuki ludu całej Europy
w jednym tomie. Wydawnictwo to wygląda imponująco. Na

107

132 tablicach wielkiego formatu, z których 100 jest wielobarw­
nych, autor rozmieścił około 2100 przedmiotów. Zdjęcia foto­
graficzne, oraz uwzględnienie kilkunastu barw, oddających
wiernie oryginały, są ostatnim wyrazem techniki. Reprezen­
towane są wszystkie kraje Europy, w kolejności mniej więcej
geograficznej, poczynając od krajów północnych, kończąc na
Rosji. Na kilku tablicach poświęconych poszczególnemu kra­
jowi autor skupia przedmioty, przedstawiające sztukę danego
ludu. Materjały pochodzą z muzeów wszystkich omawianych
krajów. Nie zostało uwzględnione budownictwo oraz, częścio­
wo, strój. Autor zapowiada ich opracowanie w następnym
tomie. Z natury takiego wydawnictwa wypływa pewna dorywczość w wyborze i układzie materjału. Mimo to w dziele
tem znajdzie bogaty materjał zarówno etnolog, jak i historyk
sztuki, artysta i przemysłowiec. Polsce poświęcono pięć i pół
tablic. Materjały pochodzą z Muzeum Etnograficznego i Naro­
dowego w Warszawie oraz Trocadero w Paryżu, i z Muzeum
Etnograficznego w Wiedniu. Na pierwszej tablicy ugrupowano
hafty na płótnie, wełnie i skórze z Wilanowa, Krakowa, Puł­
tuska i Nowego Targu, na drugiej—koronki śląskie oraz wy­
roby z drzewa i metalu z góralszczyzny. Trzecia tablica sku­
pia wycinanki i malowanki na papierze, czwarta przedstawia
ceramikę, obraz na szkle i łowicki dzbanuszek z jajka. Piąta
tablica obejmuje ceramikę huculską, szóstą—tkaniny i kilimy
łowickie, kurpiowskie i radomskie. Wszystkie tablice poprze­
dza dokładny wykaz i krótki opis przedmiotów, miejsc i cza­
su ich powstania, oraz muzeów, w których się przechowują.
W obszernej przedmowie autor zaznacza, że zainteresowanie
sztuką ludową rozwinęło się stosunkowo niedawno, niestety,
wówczas dopiero, kiedy sztuka zaczęła zamierać. Wielkie
muzea Europy poświęcone przeważnie wytworom ludów egzo­
tycznych poświęcały Europie bardzo małe uwagi i miejsca.
Należy się cieszyć, że międzynarodowa Komisja współpracy
umysłowej przy Lidze Narodów zwróciła uwagę na konieczność
utworzenia wielkiego Muzeum, poświęconego sztuce wszystkich
ludów Europy i zamierza zwołać specjalny Kongres międzynaro­
dowy w sprawie sztuki ludowej. Zanim to nastąpi i zanim będzie­
my mogli oglądać takie muzeum, praca dr. Bosserta jest pierwszą

108

próbą syntetycznego przedstawienia całokształtu sztuki ludo­
wej w Europie. Z tak trudnego zadania wywiązał się autor w spo­
sób bardzo zadawalniający, technicznie znakomity, za co należą
mu się wyrazy wielkiego uznania.
Eugenjusz Frankowski.
VLADIMIR MICZAN : Obrázky z Horní a Dolní Lužice. Ná­
kladem Biblické Jednoty. V Brnie 1926.—str. 112, 68 ilustracyj*
(Cena 12 kor. czfeskosł. Zamawiać można u autora: VI. Miczan:
Brno, Kotlárzská ul. 8).
„Obrazki z Górnej i Dolnej Łużycy” są nader ciekawem
wydawnictwem. Przedstawiają 68 dobrze wykonanych zdjęć
świątecznych i zwykłych ubiorów, dalej strojów weselnych
i żałobnych, prac wiejskich, typów ludowych i krajobrazów.
Każde prawie zdjęcie—przeważnie reprodukcje—posiada wska­
zówkę o pochodzeniu. Część ilustracyjna książki poprzedzona
jest przedmową w językach : czeskim, francus., angiels., ro­
syjskim i polskim, zawierającą ogólne uwagi o kraju i ludzie
łużyckim. Nadto przynosi dzieło szereg pięknych utworów
poetów łużyckich, oraz ich czeskie przekłady, wreszcie wiersze
oryginalne, Łużyeom poświęcone. Na końcu—niezbyt dokładna—
bibljografja o Łużycy. Materjał ilustracyjny jest istotnie dla
etnografji słowiańskiej cenny.
Hemyk BatowskL
PAUL ElSNER. Volkslieder der Slawen. Leipzig. Bibliogra­
phisches institut. 1926. Str. 32 560 opr. 4.25 mk. niein.
Wybór ludowych pieśni słowiańskich przełożonych i obja­
śnionych przez P. Eisnera zawiera wielką ilość najbardziej ty­
powych śpiewek rosyjskich, ruskich, białoruskich, polskich,
łużyckich, czeskich, słowackich, słoweńskich, chorwackich,
serbskich i bułgarskich.
Wydawca opanował istotnie wielki materjał, a nie szczę­
dził trudu, by w języku niemieckim oddać możliwie wiernie
wszystkie właściwości ludowej poezji słowiańskiej, a przez od­
powiednie objaśnienie ułatwić obcemu czytelnikowi zrozumie­
nie nieznanych mu szczegółów kulturalnych.
Z powodu znacznej ilości tekstów, jakie w zbiorze tym
zostały uwzględnione po raz pierwszy, nie brak pewnych prze-

109

oczeň. Tak np. w dziale polskich objaśnień (s. 509) mówi wy­
dawca o „Ladzie” (nie „Ład” !) Kolberga, jako dziele 22 tomowera (zamiast. 23 Ł), dalej wycbodzącem. Wedle p. E. ko­
misja antropologiczna Akademji Umiejętności istnieje przy
„Akademie der Künste”.
Objaśnienie pieśni „Kosak und
Mädchen” na s. 510 jest zupełnie mylne, gdyż mamy tu do
czynienia z wpływami ruskiemi. Wreszcie bardzo dotkliwie daje
się odczuć brak podania źródeł, z których p. Eisrer tłumaczy.
Mimo tych usterek książka Eisnera będzie mieć duże zna­
czenie propagandowe dla ludowej poezji słowiańskiej, która
z wyjątkiem pieśni rosyjskiej i południowo-słowiańskiej jest
dla Zachodu zupełna terra incognito.
. ,
.
J

Adam rischer.
DÓNAJ HERMAN: Kolędy Górnośląskie czyli opis zwyczaji
ludowych w czasie Bożego Narodzenia oraz 32 starych kolęd
górnośląskich z melodjami zebranych z ust ludu. Bytom 1925,
8 ka, str. 117.
Z wielką miłością, z ukochaniem tego wszystkiego, co
nasze, co polskie, zbierał autor zwyczaje związane z obcho­
dem świąt Bożego Narodzenia na Górnym Śląsku pod godłem
ewangelicznem : „zbierajcie okruszyny, aby nic nie zginęło”,
a pracę swoją uzasadnia, mówiąc: „Ponieważ w naszych cza­
sach wszystkie zwyczaje z różnych przyczyn poszły w zapom­
nienie, przeto spisałem to, co sam wiedziałem i co udało thi
się zebrać od innych starszych osób, aby to, co nasi ojcowie
ściśle zachowywali, przekazać potomności, a przez to przy­
pomnieć starszym osobom dawniejsze wesołe zwyczaje, a młod­
szym pokazać, jak to dawniej święta Bożego Narodzenia ob­
chodzono” .

Ale nie wszystko jeszcze zaginęło, jak o tern mówi autor,
opisując różne szczegóły obrzędowe. Nie przepomniał on tu
niczego, zebrał materjału bardzo wiele i podał go z dokładnością
dużą. I tak w opisach idzie kolejno : wilija, przygotowanie do
wieczerzy wilijnej, drożdże, strzelanie z biczów na wiwat, dalsze
przygotowania do wieczerzy wigilijnej, opłatek, wieczerza wilijna,
śpiewanie kolęd, dzieciątko czyli podarki wilijne, gwiazda
z opłatków, szopka, betlejka, żłobek, jasełka, choinka-drzewko,

110
bydło w wiliję o północy rozmawia pomiędzy sobą, obchód księży,
pastuszkowie, dziewczęta szkolne chodzące z kolebką po kolędzie,
kolęda w towarzystwach, wróżby, trzy msze święte, święcenie
owsa w kościele, kolędowanie dorosłych młodzieńców w dzień
świętego Szczepana, „w święty Szczepan każdy sobie pan”,
mąż wypowiada służbę żonie, czyli żąda kolędy i odwrotnie,
przebijanie koni, ząbrowanie koni, święcenie wina, nowy rok,
święto świętych Trzech Króli, święcenie wody, święcenie kredy,
Trzej Królowie, Herod, drugie przedstawienie Heroda, wreszcie
na końcu jeszcze 13 kolęd luźnych.
Kie znaliśmy tych zwyczai świątecznych Górnoślązaków,
aż dopiero z tej pracy dowiadujemy się, że są one takie same,
jak w innych okolicach Polski, a naloty niemieckie przypró­
szyły je tylko tu i ówdzie i to w bardzo małej cząsteczce.
Praca p. Dónaja to cenny nabytek dla polskich etnografów.
Seweryn Udziela.
Zbiór starych górnośląskich pieśni ludowych z nutami
według dr. med. Rogera. Zestawił i wydał Paweł Gatzka,
dyr. Banku ludowego w Raciborzu i prezes raciborskiego
okręgu śpiewackiego. Wydanie pierwsze 1—30000. Nakładem
Związku Górnośląskich Kół Śpiewackich.—Bytom 1820—16-ka,
str. 94.
Wydawca pisze w przedmowie : „Bynajmniej nie liczę sobie
tego jako szczególną zasługę, bo okazałem się tylko niecier­
pliwszym od wielu innych, którym również drogą jest pieśń
polska. Więc zabrałem się do dzieła, skoro tylko zdobyłem
rzadkie dzisiaj już bardzo „Pieśni Ludu Polskiego w Górnym
Śląsku” zebrane w 1862 r. i wydane 1880 r. z muzyką przez
dr. med. Juljusza Rogera, A co go nakłoniło do tegc wyda­
nia? Oto pisze: „Ponieważ ślady naszych starych górnośląskich
pieśni ludowych poczynają się niestety zacierać, gdyż znikąd
nie doznały opieki, a żelazny system germanizacyjny wypierał
je, gdzie i jak mógł, — przeto postanowiłem zebrać w niniejszem dziełku wiązankę naszych starych piosenek, aby je wy­
dobyć z zapomnienia i podać zwłaszcza młodszemu pokoleniu,
jako strawę duchową z nieprzebranej naszej skarbnicy narodowej”.

111
Wybrał więc 70 pieśni z dzieła dr. Rogera i wydał w bar­
dzo wielkiej liczbie egzemplarzy, aby nie brakło jej pod żadną
strzechą wieśniaczą i górniczą Górnoślązaka i aby krzepiły lud
związany w bardzo liczne Kółka Śpiewaków do dalszej c:chej,
wytrwałej, ale jak dotąd skutecznej walki z náporem german­
ii111-

Seweryn Udziela.

DOLINA JAN : Pieśni ludowe Górnego śląska z melodjami.
Z ust ludu zebrał. ... Melodje spisał Teodor Wast. Zeszyt I—
8-ka mała, str. 32 — Bytom 1320. Nakładem T. Cieplika, dy­
rektora konserwatorjum w Bytomiu.
„W piosenkach ludowych Górnego Śląska, które to matki
i ojcowie nasi zachowali i najpiękniejsze melodje do nich wy­
śpiewał', jest wypowiedziane wszystko tak w słowach jak
i w melodjach. Są w nich melodje poważne, bardzo smutne,
wesołe, żartobliwe i t. d. Wszystko, co nasi ojcowie czuli, to
w pieśniach słowami i melodją wypowiedzieli. To też warto,
abyśmy piosenki te naszym pokoleniom przekazali”.
„Z tej przyczyny więc już około roku 19Í5 powziąłem
myśl, by to, co się jeszcze da zebrać i dla potomności rato­
wać, co mi się też po części udało”.
Tętni pięknemi myślami przejęty autor wydał 25 pieśni
z nutami z powiatu bytomskiego, kozielskiego, opolskiego,
strzeleckiego i tarnogórskiego. Przy każdej pieśni zaznaczył
miejscowość, z której pochodzi i podał imię i nazwisko śpie­
waka, czy śpiewaczki.
Wydanie bardzo staranne uzupełni zapewne zbiory „Pieśni
Górnośląskich” Łukasza Walisa, które obecnie drukuje Polska
Akademja Umiejętności.
Seweryn Udziela.

„Aus dem Beuthener Lande. Heimatkundliche Beilage
der Oberschleisischen Zeitung” I Jahrgang 1924—Bytom.
O ludzie polskim na Górnym Śląsku wiemy bardzo mało.
Polskich prac etnograficznych mamy zaledwie kilka, jak : dr
Rogera: „Piąśni ludu polskiego na Górnym Śląsku”, — Lucjano
Malinowskiego: „Ueber die oppelnsche Mundart in Oberschle­
sien”,—tudzież : „Powieści ludu polskiego na Górnym Śląsku”,—

112
Oskara Kolberga : „Śląsk Górny”, — wreszcie szereg drobnych
artykułów rozsianych po różnych czasopismach i trudnych do
odszukania. Z niemieckich prac korzystać musimy bardzo
ostrożnie, bo pisane są zwykle pod hasłem, że Górnoślązacy
to Memcy, albo przynajmniej oddawna zniemczeni Słowianie,
a materiał etnograficzny, bądź to przez słabą znajomość języka
polskiego, bądź też rozmyślnie tak jest dobierany i zestawiany,
aby mógł „...die Nachweis bringen lassen, dass das urgermanische Element einen wesentlich stärkeren Anteil an der
volkstümlichen Gestaltung in Schlesien hat, als die verhältnis­
mässig kurze slavische Zeit”. (Dr. Günther Grundmann: „Der
Oberschlesier”, 1927, str. 47—Wrocław).
W czasie mojej majowej tegorocznej wycieczki na Śląsk
Górny, zwrócił moją uwagę p. Konstanty Prus, znakomity znawca
literatury górnośląskiej i o Górnym Śląsku na tygodniowe do­
datki do dzienników niemieckich górnośląskich, wydawane po
stronie niemieckiej, w których znajduje się bardzo wiele materjału etnograficznego z polskiego Śląska, podanych zupełnie
rzeczowo i był łaskaw ofiarować mi 30 numerów „Ans dem
Beuthener Lande” z roku 1924 i 1925. Z wielką ciekawością
i z miłem zdziwieniem przestudjowałem ten materjał, a zainte­
resuje on także z pewnością czytelników „Ludu”, gdy podam,
co się tam znajduje i czego tam można szukać.
Dodatek ów pojawia s»ę regularnie raz na tydzień, a obej­
muje dwie kartki wielkości 36X23 cm. Z roku 1924 posiadam
tylko numera: 2, 4, 8, 11, 12, 13 i 14, 15, 18, 22, 23,' 24, 25,
26, 27, 29, 30, 31, 32, 34, 33, 36, 37, 43, 44, 47, 48 i 49,
a z roku 1925 numer 1 i 14.
W numerach tych umieszczono parę artykułów większych,
jak: „Wielkanocne zwyczaje ludowe w Bytoinokiem” (Nr. 13 i 14),
„Przyrządzanie potraw dawniej: żur, kapusta i ziemniaki” (Nr.
22. i 27), „Stroje wieśniaków w Oleśnie” (Nr. 29 i 30), wreszcie
mnóstwo artykułów i zapisków. Mamy tu: „Legendę o św.
Jacku”, „Podania z Wieszowy: Kościół i Korona zapadła,
Źródło bł. Sarkandra, Biała Pani”, „Podania z Miechowie” (4),
„Podania z Rokitnicy” (3), „Podania bytomskie” (2), opowia­
dania o skarbnikach, o topiefcach, przesądy z różnych miejsco­
wości, gry i zabawy młodzieży, napisy na nagrobkach, wiersze

113

dziecięce, podania o kapliczkach i krzyżach przydrożnych itd.
Wogóle w owych 30 numerach „Aus dem Beuthener Lande”
z r. 1924 i 1925 znajdujemy 61 większych i mniejszych arty­
kułów i zapisków etnograficznych, t
Cały ten materjał wykazuje, że zwyczaje, obyczaje, prze­
sądy i zabobony Górnoślązaków nietylko, że są nader zbliżone
do zwyczajów, obyczajów, przesądów... ludu krakowskiego, ale
w przeważnej części są zupełnie takie same i stwierdzają niezbi­
cie, iż kilkowiekowe oderwąnie Śląska od Polsk: i germanizowanie ludności wszelkiemi sposobami nie zdołało zatrzeć wspól­
ności rodowej mieszkańców tych prowincyj rdzennie polskich.
Seweryn Udziela.
PROHRAMMY DO ZBYRANNJA MATERJAŁIW ZWYCZAJEWOHO
PRAWA, wyrobieni w Komisji dlja wyuczuwannja zwyczajewoho

prawa Ukrainy za redakcijeju prof. A. E. Krystera keriwnyczoho nad pracjamy Komisji. (Ukraińska AkademjaNauk, Zbirryk
Socijalno-Ekonomicznoho Widdiłu) Kijów 1925.
Kijowska Akademja Umiejętności wydała w roku 1925
kwestjonarjusz, opracowany przez prof. Arnolda Krysterą, do­
tyczący prawa zwyczajowego. Obszerny ten kwestjonarjusz
obejmujący 735 pytań, ułożony jest systematycznie, wedle głów­
nych działów prawa prywatnego. Jest ich cztery: dział prawa
rodzinnego, spadkowego, rzeczowego i obowiązkowego. Każdy
z tych działów zawiera kilka części, które w dalszym ciągu
rozpadają się na rozdziały, zawierające znów szereg droDniejszych ustępów. Prawo rodzinne rozpada się na trzy
części obejmujące 1) prawo małżeńskie, 2) stosunek rodziców
do dzieci, 3) prawo opiekuńcze. Jak wspominaliśmy, każda
z tych części dzieli się na rozdziały. 1 tak np. część traktująca
0 prawie małżeńskiem zawiera następujące rozdziały : a) mał­
żeństwo i umowy małżeńskie, b) unieważnienie małżeństwa
1 rozwód, c) skutki prawne małżeństwa. Każdy z tych roz­
działów dzieli się na ustępy, a więc rozdział pierwszy obejmuje
ustępy odnoszące się do warunków, zdolności do zawarcia
małżeństwa, oraz przeszkód małżeńskich; rozdział drugi ustępy
traktujące o unieważnieniu małżeństwa i rozwodzie, trzeci
Lud T. XXV.

8

114

wreszcie ustępy dotyczące stosunków osobistych i majątkowych
małżonków.
Dział prawa spadkowego obejmuje dwie części : 1) o spad"
kobiercach i 2) o spadkobraniu. _ Prawo rzeczowe dzieli się
na części dotyczące: zasad prawa rzeczowego, prawa własności
i posiadania, oraz ciężarów rzeczowych. Włączone do tego
działu są części traktujące o prawie agrarnem i wodnem.
Ostatni wreszcie dział, prawa obowiązkowego, zawiera nastę­
pujące części: zasady prawa obowiązkowego, umowy, odpo­
wiedzialność za szkodę.
Do kwestjonarjusza dołączona jest obszerna bibljografja
obejmująca około 250 pozycyj dzieł i rozpraw traktujących
o ukraińskiem prawie zwyczajowem.
Karol Koranyi.
Rechtsbrauch m:a Kinderspiel.
Untersuchungen zur deutschen Rechtsgeschichte und Volkskun­
de (Sitzungsberichte der Heidelberger Akademie der \ issenschaften. Philosophisch-historische Klasse, Jahrgang 1920. 7 Ab­
handlung. Heidelberg 1920 str. 64).
Powyższa rozprawka składa się z dwóch części, z któ­
rych pierwsza traktuje o udziale dzieci w życiu prawnem, druga
zaś o zawartych w zabawach dziecięcych zwyczajach prawnych.
Przykładem dla grupy pierwszej są : czynny udział dzieci
przy ustalaniu granic, przez obchodzenie tychże, przy której
to sposobności bito dzieci, aby sobie dobrze wszystko zapa­
miętały. Udział' dzieci zaznaczał się też niegdyś w prawie
karnem, zwłaszcza przy wykonywaniu kary na czci. Skaza­
nego na stanie pod pręgierzem dzieci lżyły i obrzucały błotem.
Niekiedy znów wysługiwano się dziećmi w wykonywaniu pe­
wnych czynności prawnych (np. odnoszenie kuli). Znany jest
wreszcie i dziś jeszcze praktykowany zwyczaj udziału dzieci
w losowaniu. Zastanawiając się w łączności z tern ostatniem,
nad znaczeniem niewinności dziecka wspomina autor o mocy
czarodziejskiej członków dziecięcych, o sile magicznej krwi
dziecka, wreszcie o ofiarach budowlanych (Bauopfer), do których uży wano dzieci.
EBERHARD von KÜNSSBERG:

115

W części drugiej "stara się autor wykazać przetrwanie
w zabawach dziecięcych dawnych zwyczajów prawnych z dzie­
dziny prawa publicznego, prywatnego (kupno, zastaw, daro.
wizna) prawa karnego (ślady prawa azylu) i prawa proce­
sowego.
Karol Koranyi.
KELLER ALBRECHT. Der Scharfrichter in der deutschen
Kulturgeschichte (Bücherei für Kultur und Geschichte heraus­
gegeben von Dr. Seb. Hausmann. Band 21) Bonn-Leipzig
1921, str. VIII + 324.
Pierwsza wiadomość o zawodowym kacie w Niemczech
pochodzi z XÏII wieku. Poprzednio, częściowo i potem obo­
wiązany był sam oskarżyciel do przeprowadzania egzekucji.
Zmiana postępowania sądowego, wprowadzenie tortur, powo­
duje konieczność ustanowienia stałego kata. Zawód katow­
ski przyczynił się do zajęcia przez kata odrębnego stanowiska
w społeczeństwie. Stoi on do pewnego stopnia poza jego na­
wiasem. Omówiwszy szczegółowo powyższe kwestje przecho­
dzi autor do przedstawienia czynności zawodowych kata. Po­
rusza tu autor kilka interesujących szczegółów, jak wykony­
wanie kary na zmarłych zbrodniarzach, samobójcach, których
grzebanie aż po koniec prawie XVIII wieku należało do kata,
wreszcie przytacza ciekawe wypadki wykonywania egzekucji
na zwierzętach. I tak w roku 1474 stracono w Bazylei koguta
za to, że zniósł jajo, w 1553 we Frankfurcie nad Menem dwie
świnie, które zabiły dziecko, a w 1621 na podstawie wyroku
fakultetu prawniczego w Lipsku wykonano karę śmierci na
krowie za zabicie kobiety ciężarnej. Ważnym dla etnologa
jest rozdział p. t. kat w życiu ludu (Der Scharfrichter im
Volksleben), traktujący o czynnościach lekarskich kata, oraz
o kacie i egzekucji w zabobonie ludowym. Lud wierzy w moc
leczniczą krwi straconego, jego tłuszczu i skóry. Palec wisielca
.schowany w pugilaresie przynosi bogactwa. Sznur z szubie­
nicy chroni od niebezpieczeństwa; służy do ułaskawiania dzi­
kich koni. U stóp szubienicy rośnie zrodzona z nasienia wi­
sielca mandragora (alrauna, pokrzyk) przynosząca szczęście
temu, który ją posiada, ale której zdobycie połączone jest
z narażeniem życia.

8*

Il6

Uzupełnienie zwyczaju ostatniej uczty skazańca, o czem
mamy wzmiankę w powyższej pracy, znajdujemy w rozprawie
Dr. Lutza Mackensena p. t. henkersmahl und Johannis­
minne (Zeitschrift der Savigny - Stiftung. Germanistische Ab­
teilung Weimar 1£2íl Band 44. s. 318 -324). Najwcześniejsza
wiadomość o tym zwyczaju pochodzi z 15 wieku.
Karol Koranyi.
CLAUDIUS FRH. von SCHWERIN : Die Formen der Haussu­
chung in indogermanischen Rechten (Rechtsgeschichtliche Stu­
dien, Heft 1. München, Berlin, Leipzig 1924 str. 47).
Powyższa rozprawka traktuje o prastarym zwyczaju,
znanym wszystkim prawom indoeuropejskim, szukania w obcym
domu rzeczy skradzionej. Obok praw germańskich cytuje
autor pomniki prawne ruskie, dalej statut litewski (z roku
1529.XII 2.) oraz prawo czeskie. W ostatnio wspomnianych
prawach brak bliższych postanowień, z jakiemi się spotykamy
w źródłach rzymskich, greckich i germańskich, odnośnie do
stroju tego, który szuka w obcym domu rzeczy skradzionej,
Wedle niektórych praw ma on występować w koszuli, wedle
innych całkiem nago z opaską na biodrach. Uzasadnienia
tych postanowień szuka autor w wyobrażeniach magicznych.
Nagość chronić ma szukającego przed czarami, jakiemi zło­
dziej otoczył rzecz skradzioną, a zarazem ma czary te unie­
szkodliwić.
W ostatniej części rozprawy zajmuje się autor innemi
formami szukania rzeczy skradzionej, a więc przy udziale są­
siadów, świadków, przy pomocy urzędnika, a wreszcie postę­
powaniem, gdy pan domu wzbrania szukającym wstępu.
Karol Koranyi.
*

Pro mistyku hajiłok — studija
z ukrajinśkoji hłybyny, str. 23. Wyd. „Dobra Knyżka” —
Lwów 1922.
Rozprawka podaje szereg dowolnych etymologa na tle
staroindyjskiego słownika.
Za podstawę swej pracy wziął autor różne dialektyczne
nazwy jednego obrzędu wiośnianego, jak : hajiwka, jahiłka,
KSENOFCNT SOSENKO:

117

jahiwka, ahiwka, habiwka, hajiłka, hałahiwka i stara się dla
każdego wyrazu znaleźć odpowiednik w sanskrycie.
Autor nie orjentuje się niestety, że wszystkie te wyrazy
powstały przez raetatezę dwu pierwszych zgłosek z wyrazów
hajiwka, hajiłka, oraz że chodzi tutaj o najzwyklejsze w gwa­
rach ruskich mieszanie spółgłosek h i / (i niezgłoskotwórczego). Praca dała wyniki zupełnie mylne, ponieważ autor
przystąpił do rozwiązywania problematów z zakresu języko­
znawstwa praindoeuropejskiego, nie mając pojęcia o najzwy­
klejszych procesach fonetycznych języka ruskiego,
Michał Iwaszków.
JAN JANÓW: Gwara małoruska Moszkowic i Siwki nad
dniestrzańskiej z uwzględnieniem wsi okolicznych. — Lwów 1926.
Wyd Tow. Naukowego.
Wśród ubogiej literatury dialektologicznej ruskiej należy
z uznaniem powitać pracę prof. Janowa, która powinna stać się
fundamentem w badaniach monograficznych dialektów ruskich.
Praca jest ściśle językową i na tę jej stronę zwrócą uwagę
językoznawcy, nas zaś interesują szczegóły etnograficzne, ja­
kich autor, dobrze obeznany z etnologją, sporo podał w swej
książce.
Po krótkim wstępie, opisie położenia wsi, warunków eko­
nomicznych i notatek historycznych, podaje autor kilka prze­
zwisk lokalnych i omawia stosunek gwary opisywanej do na­
rzecza huculskiego i bojkowskiego.
Kwestja dokładnego oznaczenia granic grup plemiennych
jest bardzo ważna i sama etnografja dokładnie określa to
z trudnością. W tym wypadku językoznawstwo oddaje niepo­
spolitą usługę.
Gwarę Moszkowic i Siwki uważa autor za przejściową
od gwar bojkowskich do huculskich z jednej i do środkowogalicyjskich z drugiej strony. Cechą łączącą mieszkańców
Moszkowic z Hucułami jest przejście ’a t. j. a po spółgłosce
palatalnej w "e lub ’y oraz mieszanie ť, ď z k’ g\ Z gwara­
mi bojkowskiemi łączy Moszkowce zachowanie palatalności
spółgłosek w niektórych kategorjach wyrazów, np. w suf. —
ec’, — ec’k’ii, — yc’i. Wobec powyższych danych możemy na

118

obszarze Moszkowic odgraniczyć Haculszczyznę od Bojkowszczyzny, łącząc mieszkańców Siwki i Moszkowic z Hucułami.
Po głosowni i inorfclogji następuje rozdział p. t. „Teksty”
(str. 107—149) z 74 ustępami zawierającemi najwięcej dla nas
ciekawego materjału. Teksty są zapisane według najnowszych
zasad fonetycznych, tak że może z nich korzystać i języko­
znawca i etnolog.
Ponadto autor sam na str. 222—224 podał paralele wąt­
ków, jakie były możliwe do odszukania w zbiorach odnoszą­
cych się do etnografji ruskiej.
Pierwszy ustęp zapisany w formie opowiadania kobiety
z Moszkowic, zawiera dużo szczegółów do stroju ludowego
przeważnie kobiecego. Godną uwagi jest wzmianka, że da­
wniej dziewczęta do roboty nie ubierały chustek, tylko przy­
wiązywały włosy na głowie poletycą (Convolvulus arvensis).
Z działu kultury społecznej daje autor parę wzmianek
o obrzędach pogrzebowych i zwyczajach dorocznych. Z obrzę­
dów interesowały autora płacze po umarłym, znane w litera­
turze etnograficznej pod nazwą „hołośinńa”, i podaje urywek
ciekawej pieśni pogrzebowej, mającej już cechy humorystyczne.
Ze zwyczajów dorocznych wspomniał autor o kolędowaniu,
chodzeniu z kozą, z żydem i żandarmem lub panem, o cho­
dzeniu z Małanką, szczedrowaniu i o hajówkach. Szkoda że
nie zebrał autor wspomnianych pieśni żniwiarskich, których
niestety tak ma!o zawierają zbiory etnograficzne.
Bardzo bogaty jest materjał z zakresu kultury duchowej,
z wierzeń demonologicznych jest aż trzy opowieści o wilkoła­
kach. Jedna opowiada o młodzieńcu zamienionym w wilka
przez odrzuconą dziewczynę, którą tenże potem porywa, o wil­
kołaku poznanym przez żonę po resztkach kosza w zębach,
opowieść o tern jak wilkołaki niszczą stado owiec i na ostatku
o śmierci zmuszonej jeść swoje ciało.
Z działu iecznictwa ludowego jest na str. 108 wzmianka
o niezawodnym środku na mleko (u karmiącej kobiety), oraz
o jednym środku zapobiegawczym przeciwkc urokom.
Dział opowieści i pieśni ludowych stanowi jądro materjam etnograficznego, zawartego w pracy prof. Janowa. Baśni
stosunkowo jest najwięcej. Wspomnę tylko najciekawsze, jak

119

np. o przebiegłym złodzieju, o miłości królewny do leniucha,
o dziewczynie zabijającej jedenastu zbójców, o popieluszku,
o bracie, który swemu bratu wybrał oczy, a babie ratującej
księdza z rąk czarta, w końcu o podwójnym wykupie za śmierć
diaka i o Kradzieży skarbów zbójeckich.
Ciekawem jest, że w tekstach zapisanych przez autora
niema bajek. Tłumaczy się to tem, że teksty są przeważnie
zapisane od ludzi starszych, którzy dorosłym nie lubią opo­
wiadać bajek, a po drugie rzuca to pewne światło na tendencje
„literackie” w teraźniejszej twórczości ludowej. Nawet dzieci
wolą teraz baśnie zamiast bajek. Tolerowany jest pewien ro­
dzaj facecji, co do treści obszerniejszych, których w zbiorze
znajduje się kilka. Np. opowiadanie o podziale pieczonej gęsi
przez Iwana, o babie gotującej nogę diaka, o walce dwu ko­
biet, o gotowanej żabie z kluskami i t. p.
Jako pewną formę przejściową od opowieści do pieśni
podał nam autor na str. 131 „historję wdowy”. Pod wzglę­
dem formy jest to rodzaj twórczości bardzo ciekawy, bo pieśń
jest przeplatana prozą.
Dział pieśni jest uporządkowany chronologicznie i podzie­
lony na dwie części. Do pierwszej zaliczył autor pieśni przed­
wojenne, do drugiej te, które pojawiły się w czasie wojny.
W dziale pierwszym ciekawa jest pieśń zapisana pod Nr. 40.
Jest to właściwie fragment pieśni i dlatego też autor nie mógł
odszukać paraleli do niej. Podobna znajduje się w Etnograf.
Zbirnyku Nauk. Tow. im. Szewczenki t. XI str. 224. Jak
jedna tak i druga nie jest pełna, bo w każdej jest treścią przy­
gotowywanie się młodej żony i matki na śmierć i tęsknota
męża za umarłą. Mogę podać brakujące zwrotki początkowe
(chociaż także nie wszystkie) zapisane we wsi Byszkach p. brzeżańskiego :
jOj szoby ja znala, szo budu vmyraty *)•
To japsy skazała trumbło zbuduwaty.
Trumbło zbuduwały, a sim lit stojało
Na wcśmim roczku trumbło promowjało
Kłałabym myłoho, szoż mini stoho
Kłałabym tata, wyłyka my utrata
Kłałabym matku, ny budy porjatku
f.yhaj myła sama, jakoś wono budy
Małeńku dytynu wyhodujut ludy”.
b

Transkrypcja niefonetyczna z powodu braku czcionek,

120
Dalej mimo różnic szczegółowych w tekście, myśl »pieśni
ta sama, jak w tekście prof. Janowa.
Drugi dział, zawierający pieśni powojenne, t. j. przedtem
w Moszkowcach nieznane, jest doskonałą ilustracją do wędrówki
pieśni i wcgóle twórczości ludowej, a ponadto zawiera nowo­
twory piosenne z czasów wojny światowej. Na podobne pieśni
należałoby zwrócić baczną uwagę.
Po wyżej wspomnianych tekstach następują przypowieści,
zagadki, zwroty (frazeologja), wykrzykniki używane do wa­
bienia i odpędzania zwierząt, nazwy pól i łąk, imiona oraz
niektóre nazwiska i przezwiska
Obszerny słownik gwarowy zajmuje 71 stron, po nim
następują uwagi do tekstów i paralele, a wreszcie wykaz
miejsc pokrewnych w innych zbiorach etnograficznych zamyka
tę tak cenną pracę.
Michał Iwaszków.
SLAVIA — Czasopis pro slovanskou filologii. Red. O. Hujer
i M. Můrko. Roczrik I. Praha 1922—23. Zeszyt 1—4.
À. Bel;ć : „O praslovenskom jeziku”. Polemizując z prof.
Meilletem, autor przypuszcza, że ps. jedność językowa nie do­
trwała do końca VIII lub pocz. IX wieku. M. Arnaudov —
w artykule : „Buenec. Iz storijata na prolietnitie obiczai i pieśni
w Bołgarija” — omawia zasiąg i pochodzenie bułgarskiej za­
bawy ludowej „buenec”. W dziale Krytyk i referatów J. Polívka
— p. t. „Novy pokus o klasifikaci slovanskich jazyku” zbija
wywody językowe B. Coneva i nie przypuszcza, żeby Bułgarzy
żyli kiedykolwiek w styczności z plemionami polskiemi. L. Nie ■
derle omawiając pracę A. Szachmatova „Drevniejszija suďby
russkago plemeni”, wątpi we wpływy Awarów na plemiona
ruskie po rozbiciu ich przez Karola Wielkiego. A. Brückner:
„Początki słowiańszczyzny zachodniej”. Autor omawia nazwy
niektórych miejscowości, które świadczą, że plemiona germań­
skie te terytorja prędzej zamieszkiwały niż Słowianie. Na­
stępnie zbija wywody filologiczne L. Niederiego.
— Rocznik II zeszyt 1—4. Praha 1923—24. A, Brück­
ner: „Wremennik serbsko-turecki”. Omówiwszy cechy języ­
kowe kroniki oraz jej tłumaczenia polskie i czeskie, rozpatruje

121
autor treść pieśni historycznych o Kosowem polu, tam znaj­
dujących się i porównywa je z wielkoi uskieipi bylinami. Nile.
Okunev: „Serbskija srednevjekovyja stienopisi”. W ustępach,
w których mowa o kostjumach, można znaleźć drobne przy­
czynki do ubiorów ludowych serbskich. S. Singer : „Volganus”. Autor podaje drobne uwagi do wpływów słowiańskich
na średniowieczny niemiecki epos rycerski (Heldensage). P. K.
Bulat : „Drvo i czovjek”. Nawiązując do pracy Mucha „Holz
und ,Mensch” w „Wörter und Sachen” — dopełnia ją autor materjałem słowiańskim i podaje etymologję wyrazu socha i południowosłow. fcadnjaka. T. Matić: „Iz Slavonije osamnaestega
vijeka. Prilozi kulturnoj povijesti”. Kilka szczegółów z życia
ludu słoweńskiego pod koniec XVIII wieku. W czterech roz­
działach jest mowa o zadrudze, dziewczętach i małżeństwie,
nieślubnych dzieciach i chorobach wenerycznych. L. Niederle :
„Arkona, Rethra, Redigost”. Reasumując wyniki badań arche­
ologicznych K. Schucbhardta, omawia Niederle odnalezienie świą­
tyni Éwiçtowita w Arkonie, na wyspie Rujanie, lecz nie zga­
dza się na umiejscowienie Rethry na Schlossbergu koło Feldbergu. Wkońcu polemizuje z Briicknerem na temat wiary­
godności źródeł Ditroara i Adamusa, dotyczących Rethry i boga
Redigosta. Arthur Haberlandt: „Der Hornputz. Eine alter­
tümliche Kopftracht der Frauen in Osteuropa”. W dwu pierw­
szych rozdziałach omawia autor zgodność teraźniejszego na­
krycia głowy u kobiet we wschodniej i południowej Europie
z zakryciem głowy u Trojanek (z czasów Homera). W dwu
następnych omawia rogate nakrycia głowy (Hornputz) na pół­
nocy Europy i we wschodniej Euronię w średniowieczu. Wnio­
sek ostateczny, że Europa wschodnia jest terenem, na którym
należy badać stadja rozwojowe rogatych ubiorów głowy ko­
biecej („Hornputz’u”). W dziale krytyk i referatów — Jan St.
Bystroń p. t. „Ludoznawstwo polskie w osiatniem dziesięcioleciu
1912—1921” daje dokładny przegląd wydawnictw i czasopism lu­
doznawczych polskich. Evgenij Aniczkov : „Poslednija raboty
po słavjanskim reiigioznym drevnostjam”. Przegląd prac Niederlego, Briicknera, Jagića, Mansikki z tego zakresu i uwagi
autora do nich. Jindrzich Veselý daje sprawozdanie z pracy
P. Bogaiyreva: „Czesskij kukolnyj teatr”. N. Mogilanskij daje

122
sprawozdanie z otwarcia etnograficznego oddziału Muzeum
Rosyjskiego.
— Rocznik III zeszyt 1—4. Praha 1924—25. A. Brückner:
„Wzory etymologji i krytyki źródłowej”. W trzynastu roz­
działach traktujących o nazwach znajdujących się w kronikach
od Herodota i Nestora począwszy a na Koźmie i Gallu skoń­
czywszy, podaje autor wzór, jak należy traktować materjał hi­
storyczny, oraz nowe oświetlenie do niektórych kwestyj, jak
np etymologję Neurów, Weltów, Słowian, Antów, Serbów, Cudlebów, Chorwatów, Czechów, Obotrytów, Beskidu, traktuje
o poligamji u Słowian i o wartości kroniki Koźmy i Galla dla
badań nad początkami słowiańszczyzny. Józef Strzygowski:
„Der vorromanische Kirchenbau der Westslaven” — autor wy­
snuwa wniosek ogólny, że budownictwo północne wpłynęło na
architekturę południową a nie odwrotnie. M. Gavazzi: „Slavenske mjere za předivo i tkivo prema seksagezimalnom sistemu”. Czysnica (3 nici), pasmo (30—60 nici) i iloraz pasma
motek są z malt na i wyjątkami ogólnosłow. miarą na przędzę.
Pozostaje otwartą kwestja, kiedy i gdzie Słowianie z tym sy­
stemem zaznajomili się i dlaczego on ograniczył się tylko do
liczenia przędzy.
-— Rocznik IV zeszyt 1—4. Praha 1924—25: Ilinskij G. :
„Kto byli AsvCavívoi Konstantina Bagrjauorodnago ?” — Autor
utożsamia plemię to z Polakami. Tille V. : „Kubinovy pohadký”
Zbiór baśni lud. czeskich, oraz zmiany, jakie zaszły na tym
samym obszarze w pewnych wątkach po 35 latach. Polívka
Jirzi : „Diskuse o Kubhiovych pohádkách”. Autor jako wydawca
pierwszego zbioru Tillego, á następnie Tille w dwu rozpra­
wach omawiają paralele wątków oraz technikę zbierania twór­
czości ludowej. W dziale krytyk i referatów Vlád. Rozov
streszcza pracę Grdanitchky-ego Damaskina : „L’influence
occidentale sur l’architecture religieuse en Rascie”. J. Polivka
podaje paralele do wątków ze zbioru „Kiczine pricze : Narodni
chumor”, — do wątków w zbiorze pani Kontier p. t. „Narodne
pravljice iz Prekmurja” zebranego na Węgrzech zachodnich i do
opowieści ludowych znajdujących się w pracy M. Seravej p. t.
Novgorodskije skazki.

123

L Niederle omawiając pracę K. Moszyńskiego „Badania
nad pochodzeniem i pierwotną kulturą słowian”, uważa, że do­
wody o średnioazjatyckiem pochodzeniu Słowian są niewystar­
czające. Tak samo przy omawianiu pracy Parchomenki VIad.
„U isiokow russkoj gosudarstvennosti” nie zgadza się z dowo­
dami, według których autor podzielił plemiona ruskie na trzy
części, ani z nową wersją antynormańskiego pochodzenia Rusi.
Sköld Hannes w recenzji M. Vasmera: „Untersuchungen über
die ältesten Wohnsitze der Slaven. I. Tränier in Südrussland”—
powiada, że równoczesne wpływy irańskie i małoazjatyckie na
terytorjum Rusi Południowej nie są wykluczone.
— Rocznik V zeszyt 1—2. Praha 1926. Dm. Zelenin :
„Żenskije golovnyje úbory vostocznych (russkich) Slavjan”.
W pierwszym rozdziale autor omawia cel i metody swej
pracy, w drugim zaczesanie u dziewcząt i ich ubiory, w trze­
cim pisze o czesaniu u kobiet zamężnych, w 4, 5, 6, 7-ym
rozdziale omawia nakrycia głowy i ich różne rodzaje.
W dziale krytyk i referatów N. van Wijk — omawiając
pracę Si. Smal Stockiego „Rozvytok pohladiv pro semju
slov janských mov i iich vzajimne sporiunennja”, nie zgadza
się z tezą autora o nieistnieniu w pewnej epoce podziała sło­
wiańszczyzny na trzy grupy. P. Buzuk podaje sprawozdanie
z pracy P. M. Volkova — „Issledovanije o skazke”. Stránská D.
podaje sprawozdanie ze „Zbirka jugoslavenskich omamenala”,
t. I. wyd. w Zagrzebiu 1925 a w artykule „Dila Alberta Sicze
o lidovém uměni Slovincu”—podaje sprawozdania z prac tego
autora. J. St. Bystroń daje przegląd ludoznawstwa polskiego za
lata 1922—25.
Michał Iwaszków.
ZEITSCHRIFT FÜR SLAVISCHE PHILOLOGIE, Red. Prof. Dr.
Max Vasmer, Lipsk 1924. Tom I. — 1924. — Max Förster:
„Der Name der Donau” — Autor wyprowadza nazwę Dunaju
z celtyckiego *danu — „rzeka”, i zaznacza przytem, że niemo­
żliwą jest rekonstrukja celtyckiego sufiksu. Wyraz Dunaj
przyjęli Słowianie za pośrednictwem Gotów i w tym wypadku
pochodzi ona z dat. *dunaujai. Kaz. Buga : „Die litauisch —
weissrussischen Beziehungen und ihr Alter”. Na początku rozpra-

124

wy autor stwierdza, że litewsko-białoruskie wpływy wzajemne za­
częły się jeszcze w VI w. po Chr., w czasie kiedy to Białoru­
sini (Krywicze) wyparli Litwinów z dorzecza Prypeci. Następ­
nie daje autor porównawczy materjał językowy. J. Melich
w rozprawie : „Die Namen von Pressburg” — dowodzi, że czeska
nazwa Bratislava niema żadnej racji i wyprowadza ją z diak
bawarskich. M. Vasmer w: „Studien zur russischen Helden­
sage. 1. Die Sage von Vasilij Pjanica” — wyjaśnia parę imion
w związku z tą byliną. A. Bruckner: „Literarhistorische Find­
linge”. W drugim rozdziale p. t. „Volksbücher” omawia autor
parę świeżo odnalezionych wydań książek ludowych, mię­
dzy innemi „Sowizdrzała” z XVI wieku. Viktor von Geramb w. artykule „Zur Geschichte der germanisch-slavischen
Hauskultur” podaje streszczenie swej pracy „Die Kulturge­
schichte der Rauchstuben, ein Beitrag zur Hausforschung”.
Autor porównywa wschodnioalpejską izbę kurną z podobnemi
północnoeuropejskiemi, szczególnie z biało- i małoruską. Ernst
Schwarz w : „Flussnamen und Völkerbewegungen in Oberpanno­
nien” wskazuje na ślady w nazwach rzek, jakie pozostawiły
plemiona wędrujące przez górną Panonję. Zelenin D. w roz­
prawie . „Das heutige russische Scanaderlhüpfl (czastuszka)”
omawia wojenne i powojenne rosyjskie piosenki ludowe.
H. F. Schmid: „Die slavische Alterstumskunde und die Erfor­
schung der Germanisation des deutschen Nordens I”. Autor
przedstawia metodykę badań i poglądy różnych uczo­
nych związane z kwestją obszarów zamieszkanych przez obec­
nie wymarłe plemiona słowiańskie. A. Fischer w rozprawie :
„Die polnische volkskundliche Forschung in den Jahren 1914—
1924. I Teil”, daje przegląd prac nad ludoznawstwem polskiem.
M. Vasmer omawia pracę K. Fritzlera : „Das russische Reich,
eine Gründung der Franken”. SL. Mladenov omawia pracę
André Mazona : „Contes slaves de la Macédoine sud- occiden­
tale”. M. Woltner w artykule : „Neuere Arbeiten über das alt­
russische Igorlied”, omawia najnowsze prace związane ze „Sło­
wem o połku Igora”. D. Zelenin p.t. : „Die russische (ostslavische) volkskundliche Forschung in den Jahren 1914—1924 1.
Teil + 2. Teil — podaje sprawozdanie ze stanu prac nad ludo­
znawstwem wschodniosłowiańskiem. M. Vasmer streszcza swoją

125

pracę: „Untersuchungen über die Wohnsitze der Slaven. I. TeiJ
Die Iranier in Südrusslanti”. S. Pirchegger streszcza pracę
J. Stura : „Die slavischen Sprachelemente in den Ortsnamen
der deutsch österreichischen Aipenländer zwischen Donau und
Drau”. M. Vasmer podaje sprawozdanie z rozprawy 1VL Ekbloma :
„Russ et Varęg dans les noms de lieux de la région de Novgorod”.
Tom II — 1925. M. Alpatov und N. Brunov : „Die altrus­
sische Kunst in der wissenschaftlichen Forschung seit 1914.
Teil I”.—Autorowie dają przegląd prac na temat sztuki staroruskiej. Ad. Fischer : „Die polnische volkskundliche Forschung
1914 — 1924 Teil 2”. (p. tom I). R. Holtzmanr w: „Die älteste
Namensform für Pressburg” — polemizuje z Melichem (p. tom. I).
W. Karre „Arkona — Rethra-Vineta”. Autor podaje sprawo­
zdanie z wyników badań archeologicznych K. Schuchhardta,
które robi! celem odkrycia trzech w tytule wspomnianych
miejscowości. H. F. Schmid : „Die slavische Altertumskunde und
die Erforschung der Germanisation des deutschen Nordens.
Teil II” (p. tom. I). Ernst Schwarz : „Nochmals der Name Press­
burg” — Polemika (p. art. Melicha 1.1 i art. Holtzmanna w i II).
E. Schwartz : „Wiking — asl. vitędz” autor fonetycznie uzasa­
dnia rozwój sis. vitęz z st. półn.-germ. Wiking Al. Sobolewskij : „Zur russischen Ortsnamenforschung 1. Żinerinka.
4. Zu den keltischen Flussnamen auf-amo-, -ama-”. Żmerynkę wyprowadza autor od Kimeryjczyków (assyr. nazwa
gńnir) i wskazuje na ślady celtyckie w kilku nazwach rzek
w poi. Rusi. Vasmer M. : „Alte Flussnamen. 3. Tanew”.
Autor wyprowadza nazwę prawego dopływu Sanu poprzez st.
germ. z idg. *danu- „rzeka”. M. Vasmer w rozpr. : „Neuere
Beiträge zur slavischen Ortsnamenforschung. Teil 1. Die alt­
germanische Ortsnamenforschung in Böhmen”, wskazuje na
ślady Celtów i Germanów w Czechach. Hans Witte w rozpr. :
„Die Quellen zur slavischen Namenforschung in Mecklemburg”
podaje przyczynki językowe do pobytu Słowian w Meklemburgji, pozostałe w nazwach miejscowości. Zelenin D. : „Die
russische (ostslavische) volkskundliche Forschung in den Jah­
ren 1914 —1924. Teil 3. (p. tom. I). M. Vasmer omawia pracę
L. Calmanna: „Altrussische Heiligenlegenden” i pracę L. Niederlego: „Manuel de l’antiquité slave“ H, Barie omawia pracę

126
Edm. Schneeweisa: „Die Weihnachtsbrauche der Serbokroaten“. V. Hancov w rozpr. : „Das ukrainische in neueren Dar­
stellungen russischer Mundarten“ — omawia próby klasyfi­
kacji gwar ruskich przez językoznawców rosyjskich. Georg
Miiller omawia pracę S. von Schultze-Galléra : „Wanderungen
durch den Saalkreis”.
Tom III zeszyt 1—2. 1926. A. Brückner: „Zur slavischdeutschen Namenkunde“. Autor podaje kilkadziesiąt nazw
miejscowych ze wschodnich i środkowych Niemiec, pochodze­
nia słowiańskiego. E. Fraenkel : „Beiträge zur litauischen
Textkritik und Mundartenkunde. 1. Der Katechismus des Mal­
cher Pietkiewicz von 1598. 2. Zum żemaitischen Dialekt”. —
Przyczynki do dialektologji litewskiej. E. Gamillscheg: „Zum
Donaunamen“. Autor nawiązując do pracy Forstera (p. tom I)
omawia nazwę Dunaju w związku z osiedleniem Rumunów nad
tą rzeką. M. Vasmer w: „Zur alten Geographie der slavischen
Länder. 1. ’Apaisai” łączy tę nazwę z celt. erset-, „rycerz,
mężny“.
Schneeweis Edm.: „Die jugoslavische Volkskunde in den
Jahren 1914—1924. Teil. I”. — Autor omawia prace z zakresu
ludoznawstwa jugosłowiańskiego. V. Hancov: „Das Ukraini­
sche in neueren Darstellungen russischer Mundarten. Teil 2”.
(p. tom II). V. Peretz w rozpr : „Zwei Arbeiten über das Igorlied“
omawia prace Dyneley Prince : 1) The Names Troyan and
Boyan in Old Russian 2) Tatar Material in Old ' Russian. M.
Bauer omawia pracę Luoomirova: „Torgowyje svjazi drevnej
Rusi z wostokom“. M. Vasmer omawia M. Eberta : „Reallexikon
der Vorgeschichte“.
Michał íwaszków.
ETHNOLOGISCHER ANZEIGER. Jahresbibliographie und Be­
richt über die völkerkundliche Literatur. Stuttgart. (E. Schweizerbart’sche Verlagsbuchhandlung G. m. b. H.) T. I. zesz. 1
i 2. 1923. Sir. 128.
Wspólnie z licznym zastępem etnologów wydają Dr. M.
Heydrich i Dr. G. Buschan od r. 1926 czasopismo pod powyż­
szym tytułem, poświęcone bibljografji i sprawozdaniom z za­
kresu najnowszej literatury etnologicznej całego świata. Pismo

121

podzielono na trzy części : Bibljografję, referaty i komunikaty
(Mitteilungen;. Dział.bibliograficzny ma podawać literaturę fa­
chową, oraz zbliżoną (podróże, sprawy kolonjalne, misjonar­
skie i t. d.). W „referatach“ ma redakcja uwzględniać przedewszystkiem nowe, wartościowe rozprawy wydane w mniej
dostępnych językach. Komunikaty mają zawierać sprawozda­
nia (także własne), wynik: z dziedziny krajoznawstwa, muzeal­
nictwa, dalej odczyty, personalja i t. d.
Dotychczas ukazały się dwa zeszyty I tomu, a zapowie­
dziano jeszcze jeden zeszyt. Następne roczniki mają wycho­
dzić w 4 zeszytach.
Zeszyt 1. uwzględnia w dziale bibliograficznym część
pierwszą literatury amerykańskiej za lata 1924 i 1925. Dział
ten podaje 598 prac w następujących grupach : Ameryka, Ame­
ryka północna, obszar Eskimosów, A. północno-zachodnia,
obszar kanadyjskich myśliwych, wschodnie terytorjum rolnicze,
prerje i Great Basin, Kalifornja i Oregon, obszar Pueblo, Mek­
syk i Guatemala, południowa część Ameryki środkowej i Indje
zachodnie. W dziale r)referatów” zamieszczono cały szereg spra­
wozdań z dzieł ogólnych i teoretycznych i podano zestawienie spra­
wozdawcze prac etnologicznych dotyczących Syberji. Wreszcie
dział sprawozdawczy podaje wyniki ekspedycji duńskiej do
Ameryki arktycznej, do tubylców Malaki r. 1924—25 i cały szereg
wiadomości z innych podróży i prac, zestawienie wykładów
uniwersyteckich w Niemczech i liczne sprawy personalne.
Zeszyt 2. przynosi dalszy ciąg bibljografji amerykańskiej,
rozłożonej na następujące ustępy : Indje zachodnie (dokończe­
nie), Ameryka południowa, Kolumbja i Ecuador, Peru i jego
zasięgi południowe, obszar Orinoko i Guayana, terytorjum
Amazonki, kraj gór brazylijskich, Gran Chaco i wreszcie ob­
szar ludów koczowniczych. Dział ten podaje 293 dzieł. W re­
feratach omówiono prace ogólne i odnoszące się do Ameryki,
Afryki, Oceanji i Azji. Rozdział ten jest najobszerniejszy (36 s.),
a podaje z obszaru europejskiego tylko trzy wzmianki o mu­
zeach („Museum f. Völkerkunde” w Dreźnie, Kostromskie
państw. Muzeum prowincjonalne i Muzeum rosyjskie). Trzeci
dział informuje o badaniach etnograficznych w Syberji w la­
tach 1924 — 1925, o podróżach naukowych do Afryki, Azji,

128

Austrałji i Ameryki, o poncwnem otwarciu berlińskiego i mo­
nachijskiego muzeum etnograficznego, o odczytach etnologicz­
nych w Niemczech i dodaje liczne wiadomości osobiste.
Wydawnictwo wypełnia lukę dawno odczuwaną.
Alfred Bachmann.
WIENER ZEITSCHRIFT FÜR VOLKSKUNDE. T. XXXI — 1926 r.
J. Strzygowski: „Zur Rolle der Volkskunde in der Forschung
über Bildende Kunst.“ Autor w badaniach nad sztuką odwraca
hasło : „sztuka dla sztuki“ i omawia warunki współpracy
historyków sztuki i etnologów. Rosa Schömer: „Geanmaul“
und „Maulauf“. Do umocowania płonącego łuczywa używano
rozmaitych przedmiotów, niekiedy w formie głowy ludzkiej,
co miało swój początek w tem, że mając przy pracy obie ręce
zajęte, trzymano płonące łuczywo w ustach. A. Haberlaudt :
„Die Bauernhausformem im deutschen Volksgebiet“. Objaśnie­
nie mapy, na której autor wyróżnia 83 typów sposobów bu­
dowania, rozkładu wewnętrznego domu mieszkalnego i układu
budynków gospodarczych na. podwórzu. È. Neweklowsky :
„Tscheiken und Nassarn“, nazwy te oznaczają szybkie statki
rzeczne, które wybudowano przeciw Turkom około r. 1529.
A. Kieslinger : „Untersuchungen über die Entstehung von Volks­
sagen” Autor omawiając podział baśni ludowych na grupy (wątki),
i czas powstania opowieści należących do dawnego wątku,—roz­
patruje ze swego pumrtu widzenia kilka grup opartych na materjale baśniowym styryjskim. K. Fiala : „Aus dem Leben
unserer Bergbauerkinder“. Autor opisuje zabawki dziecinne,
które z małemi zmianami są podobne jak w czasach przedhi­
storycznych. G. Gräber : „Zaubersprüche aus Kärnten“. Autor
podaje formułki czarodziejskie używane w Karyntji do zama­
wiania pogody, obrony przed ogniem, w podróży i przeciw po­
szczególnym chorobom. E. Neweklowsky : „Modelle alter Do­
nauschiffe im oberösterreichischen Landsmuseum“. Opis trzech
modeli starych statków rzecznych nabytych przez Muzeum
w ostatnich latach. F. Nopcsa : „Bemerkungen zu A T ta berlard ts Arbeit über den Hornputz“. Autor podaje kilka szczegó­
łów i wyjaśnień do pracy Haberlandta. M. Haberlandt: „Zur
Stellung der Volkskunde im akademischen Unterricht“. M. Ha-

m
berlandt pisząc o znaczeniu etnologji dla innych nauk, omawia sprawę zakładania katedr etnologji w krajach północ­
nych i niemieckich, oraz sprawę założenia i obsadzenia ka­
tedry we Wiedniu. A. Haberlandt : „Ein alter Hochzeitsbrauch
in, Salzkammergut und seine Beziehungen”. Autor bierze
pod uwagę szczegóły z wesela robotników leśnych w okręgu
solnogrodzkim jak: noszenie krzyża, uderzenie rzemieniem
i wykup od noszenia krzyża, co objaśnia: pierwsze jako próba
sił narzeczonego, drugie wytrwałości, a trzecie jako akt wy­
stąpienia z „Burschenschaftu” i wstąpienia w nowe związki.
A. Webiger: „Der Táttermann”. Autor wyjaśniając histo­
rycznie i filologicznie nazwę „Táttermann”^ oraz spalanie jego
figury na wiosnę, przychodzi do wniosku, że był to demon
choroby. K. Fiala: Salzburger Hörnerbrote und Volksmeinungen
über Horn und Gehörn”. Autor opisuje zwyczaj składania
w ofierze, celem zabezpieczenia się przed chorobami, duchami,
ogniem i i., pieczywa w kształcie rogów (trzech) i zwierząt
i omawia znaczenie rogów w wierzeniach i praktykach ludo­
wych. E. Prettenhofer : „Beiträge zur Sardinischen Volkskunde”.
Zwiedzając w latach 1924—1926 r. Sardynję, autor stwierdził,
że poglądy, zwyczaje, domy mieszkalne, narzędzia i uprawa
roli jej mieszkańców, zwłaszcza w okolicach bardziej górzy­
stych, mało zmieniły się od czasów przedhistorycznych.
J. Kraft: „Vom Rowisch in Niederösterreich”. W dolnej
Austrj: używają „Burschenschaf ry” laski zwanej „Rowisch”,
na której w dnie świąteczne karbuje się z jednej strony ilość
wypitego wina, a na drugiej stronie piwa. Na jednej lasce
wycina karby członek związku, a na drugiej gospodarz, tak
że pomyłka jest wykluczona. Każde nacięcie oznacza 1 1.
J. Buchowiecki : „Drei Lungauer Sagen”. Autor podaje trzy
podania o bramie życzeń, djabelskiem krześle i związanej
rybie. E. PatzeJt: „Zur Familienforschung”, podaje, w jaki
sposób i gdzie należy szukać źródeł i materjałów do badań
nad rodziną. Rocznik zawiera ponadto około 80 recenzyj
i sprawozdanie roczne z działalności Muzeum ludoznawczego
wo Wiedniu.
Jan Falkowski.
Bd. XXIII : 1924 r.
Nach Erinnerungen. Autor

HESSISCHE BLÄTTER FÜR VOLKSKUNDE.

K. Noak : „Rudolf Hildebrand”.
Uid. T. XXV,

?
*

130

z powodu setnej rocznicy urodzin R. Hildebranda, poświęca
artykuł jego pamięci. G. Koch: „Bauernkultur”: — we wstę­
pie autor usiłuje dokładnie wykazać, źe lud (Bauerntum) nie
tylko dziś, ale także w początkach swego rozwoju historycz­
nego był zjawiskiem niejednolitem, lecz złożonem z różnych
wprost przeciwnych elementów. Dalej w siedmiu rozdziałach,
opierając się na ludzie niemieckim, wykazuje autor kardy­
nalne zmiany w psychice ludowej, jakie zaszły od chwili
przejścia ze stanu koczowniczego do osiadłego i jakie dalei
wytwarzały się równolegle z rozwojem jego potrzeb gos­
podarczych. P. Rau: „Kurgane und Altertumsfunde in der
Vorstellung der Wolgadeutschen Bauern”. Stepy nad Wołgą
usiane są kurhanami, których powstanie przypisuje lud
Tatarom, a we wsiach kolonistów niemieckich Kirgizom.
Ludność miejscowa uważa je za cmentarze, lub miejsca za­
kopania skarbów i wytworzyła o nich legendy, których
najczęstszym motywem jest głos wydobywający się z we­
wnątrz, ukazujące się postaci ludzkie lub zwierzęce lub palące
się pieniądze. H. Lucas: „Poetische Warnungstafel”. Na
parkanach i w miejscach publicznych są umieszczane napisy,
bądź to ostrzegawcze bądź też zabraniające czegoś pod karą.
Napisy te często są rymowane i autor zauważa, że w for­
mie poetyckiej lub humorystycznej łatwiej osiągają skutek.
Dzieli je autor na: umieszczane w miejscach publicznych
(n. p. ogrodach) służące do ochrony przyrody, na cmenta­
rzach, ostrzegawcze dla automobili i td. i przy każdej grupie
podaje parę przykładów takich ostrzeżeń. K. Helm: „Germa­
nenforschung?”. Autor roztrząsa na przykładach pewien
kierunek nauki niemieckiej, chcącej widzieć w każdym prze­
jawie życia ludów od czasów najstarszych do dziś wpływ
Germanów, jednak zaznacza, że nie wszyscy uczeni niemieccy
hołdują temu prądowi nieodpowiadającemu powadze nauki
i narażającemu badania niemieckie na ośmieszenie i bagate­
lizowanie. A. Spamer : „Um die Prinzipien der Volkskunde”.
Anmerkungen zu H. Naumanns Grundzügen der deutschen Volks­
kunde. Autor omawia zalety pracy H. Naumanna, rozpatruje
rozwój ludoznawstwa od jego początków do wydzielenia się
W oddzielną gałąź wiedzy (biorąc szczególnie pod uwagę kul-

131

turę duchową). Omawiając metodę badań etnologicznych i za­
gadnień z tem ściśle związanych, podkreśla ważną rolę, jaką
odgrywa językoznawstwo w sferze badań kultury duchowej.
Jako postulat pozytywnego rozwoju badań etnologicznych wy­
suwa zakładanie centralnych instytutów dla badań ludoznaw­
czych i licznych sieci ruchomych placówek etnograficznych
(Landesämter für Volkskunde). Rocznik zawiera prócz tego
kilkanaście drobnych rozprawek, obszerny dział przeglądu
wydawnictw, sprawozdanie z działalności Heskiego towarzystwa
ludoznawczego i wiadomości bieżące.
Jan Falkowski.
ETHNOGRAPHIA. (Népélet, a magyar néprajzi társaság
folyoirata és a magyar nemzeti muzepm néprajzi tárának
értesitôje). Budapest 1926. XXXVII évfolyam-, 2 szâm.
Pod wspólnym tytułem „Ethnographia” wychodzą obecnie
dwa odrębne dotąd czasopisma, mianowicie „Népélet”, organ
węgierskiego Towarzystwa Ludoznawczego, oraz publikacje
działu ludoznawczego węgierskiego Muzeum Narodowego w Bu­
dapeszcie. Redaktorami są Aleksander Solymossy i Zygmunt
Batky Pierwsze ze wspomnianych czasopism ogłasza rozpra­
wy z dziedziny kultury duchowej, drugie natomiast wyłącznie
z zakresu kultury materjalnej.
Szereg rozpraw części pierwszej rozpoczyna rozprawka
Bernarda Hillera p.t. „Wiersz Tompy „Trzy żórawie”, a typ
opowieści o upartej kobiecie”. Autor odróżnia trzy typy za­
sadnicze tej opowieści. Pierwszy typ, to opowiadania o ko­
biecie kłótliwej i upartej. Upór jej nie da się niczem złamać.
Obstaje przy swojem nawet, kiedy się ją bije, rzuca do wody
wiąże i t. p. Przedmiotem kłótni (zazwyczaj między mężem
a żoną) jest kwestja: „golone czy strzyżone”, „czy spożywa­
ny upieczony drozd jest samcem czy samicą”, „czy w stogu
jest siano czy słoma” i t. d.
Typ drugi traktuje o kobiecie, która uparcie lży swego
męża. Wpada do wody, a mimo to miota dalej obelgi. Tonąc
już, wykonuje jeszcze ruchy mające zastąpić słowa.
Trzeci typ odnosi się do kobiety upartej, która utonąw­
szy płynie przeciw prądowi.
9*

182
Pierwsze dwa typy opowiadań są, jak autor wykazuje,
pochodzenia romańskiego, ostatni zaś jest powszechny.
W drugiej z kolei rozprawce p. t. „Z pamiętników emigran­
ta, Przyczynki ludoznawcze część II” podaje Marja Rédey
Hoffmann szereg wierzeń ludowych o czarach, mocach nie­
czystych i t. d.; przeprowadza też analogję między wierzeniami
angielskie mi a podobnemi wierzeniami ludowemi węgierskiemi
W ostatnim wreszcie artykule p. t. „Nasze historyczne poda*
nia ludowe” ogłasza Zygmunt Szendrey w dalszym ciągu
materjał historyczny zawarty w podaniach ludowych, a od­
noszący się do postaci króla Roberta Andegaweńskiego,
Ludwika Wielkiego, Zygmunta Luksemburczyka, Władysława
Jagiellończyka, Jana Hunyady’ego i Macieja Korwina.
Część drugą, poświęconą jak wyżej zauważyliśmy publi­
kacjom z zakresu kultury materjalnej, rozpoczyna artykuł
Stefana Gyarffy’ego o płaszczu węgierskim t. zw.
„sztir”. Strój ten, dziś już zanikający, był niegdyś powszech­
ny w całych Węgrzech, a spotkać się z nim można i po pół­
nocnej stronie Karpat. Autor omawia rodzaje kroju płaszcza,
oraz hafty i wyszywania, któremi płaszcze te ozdabiano. Liczne
ilustracje stanowią cenne uzupełnienie artykułu.
Z kolei Stefan Ecseai opisuje sposób połowu ryb
ua Cisie i jej dopływach, wyszczególniając używane do tego
narzędzia.
Dalsze cztery artykuły traktują o narzędziach żniwiarskich.
Itak Zygmunt Batky podaje opis sierpów znajdu­
jących się w zbiorach muzeum Etnograficznego w Budapeszcie;
Arpad Kardos omawia małoazjatyckie narzędzia żniwiarskie, wreszcie Michał Kantor zajmuje się w krótkiej
-rozprawce rodzajami sierpów używanych w okolicach górnej
Cisy Bodrogköz, a Ludwik Kiss kosą, którą posługują się
wieśniacy w okolicach Hodmezövasarhely.
Karol Koranyi.
MITTEILUNGEN ZUR JÜDISCHEN VOLKSKUNDE, wyd. Dr. M.
Grunwald, rocznik 29-ty, Wiedeń 1926, (jako 10 ty numer
„Menorah, jüdisches Familienblatt für Wissenschaft, Kunst

133

und Literatur” Wien—Frankfurt a. M.) „Der böse Bück”
von Dr. Adolf Löwinger. Krótkie ujęcie istoty uroku
na podstawie źródeł żydowskich, a więc biblji i literatury
talmudycznej. Już w zamierzchłej starożytności znane było
„złe oko”—„ajin-hara”, a wzmianki o niem spotykamy już
w biblji. Występuje ono jednak w odmiennej postaci niż ta,
w której dziś uroki znane są w wierzeniach ludowych. Po­
budką „złego wzroku” w najstarszych o nim wzmiankach
jest nieżyczliwość, zazdrość, — i to powoduje złe następstwa
—nie zaś czary. W pobiblijnej literaturze spotykamy już
wzmianki o „złem oku” nietylko w znaczeniu nieżyczliwem,
ale także powodującem nieszczęścia i wielkie szkody. „Złe
oko” spotykamy u ludzi bardzo złych, ale i bardzo mądrych.
Wybitni uczeni i mędrcy umieli wzrokiem uśmiercać — w tych
wypadkach jednak była to zazwyczaj zasłużona kara za prze­
winienia. Nie każdy ulega urokom. Istnieją jednostki, któ­
rym „złe oko” szkodzić nie może, a nawet cały szczep po­
tomków Józefa zabezpieczony jest przed szkodliwem działa­
niem uroków. Wreszcie wspomina autor o środkach poleca­
nych dla ochrony przed „złem okiem”. Artykuł ilustrują ry­
ciny amuletów przeciw urokom — szkoda tylko, że nie po­
dano, z jakich okolic i z jakiego czasu amulety te pochodzą.
Zeënah-Ureënah, übersetzt von Rab b. S. Barnberger. Tłumaczenie 2 rozdziałów (Exodus liii). (Zeënah
Ureënah jest homiletycznym komentarzem do pentateuchu,
zestawionym na podstawie podań i legend talmudu, midraszów etc. Pisany jest w języku żydowskim i przeznaczony
na lekturę dla kobiet, którym hebrejski oryginał tych dzieł
był niedostępny). Schnorrer, von dr. M. Grunwald.
Szkice z życia wędrujących żebraków - Żydów z Polski.
Opowiadanie, zanotowane w małem miasteczku na granicy
polsko-pruslriej, daje charakterystyczne sylwety wędrujących
żebraków. Zwłaszcza dwa typy bardzo wyraźnie zarysowane :
pełen humoru typ wędrującego swata i „uczonego”, który —
zależnie od poziomu umysłowego podejmujących go gospoda­
rzy — jużto rozprawia o poważnych kwestjach naukowych,
jużto opowiada rozmaite ciekawe historje. Artykuł zawiera
jedno z lakich opowiadań w żydowskiej gwarze ludowej.

134
Wpleciony w opowiadanie opis szat, używanych przez wę­
drownego żebraka, posłużyć może jako przyczynek do badań
nad odzieniem Żydów w Polsce. Demonisierung frem­
der Feiertage, von Mat. Mieses, cz. II: Die Umkeh­
rung heidnischer Dekadenendtage durch die Hebräer. Sta­
rożytni Grecy nie znali 7-dniowych tygodni. Czas dzielili na
dekady. Tę rachubę czasu zapożyczyli od Fenicjan, którzy —
podobnie jak inni semiccy politeiści — liczyli czas wedle
10-dniowych okresów. Pewne dane nasuwają przypuszczenie
— twierdzi autor — że podobnie jak ci semiccy poganie, liczyli
w okresie przedmcjżeszowym także i Hebrejczycy czas na
dekady. Późniejsi Hebrejczycy, monoteiści, uważali bogów
pogańskich za demonów i podobnie jak politeiści uważali sab­
bat Hebrejczyków za dzień feralny; musieli więc i Hebrejczycy
uważać dzień, poświęcony bóstwom pogańskim, za dzień zły,
przeznaczony na posty. Stara się następnie autor hipotezy
swoje poprzeć dowodami, które jednak nie są tak silne 5 wy
czerpujące, by zupełnie mogły przekonać. Aus dem ehe­
maligen Kurhessen, von Dr. Samuel Blach. Materjały z gmin Gudensberg i Meimbressen, odnoszące się do
obrzędów narodzinowych, zaręczynowych, weselnych, pogrze­
bowych — do zwyczajów synagogalnych, — do potraw (za­
uważyć należy, że cytowane potrawy Żydów tamtejszych
różnią się znacznie od potraw używanych przy tych samych
uroczystościach przez Żydów polskich). Ponadto podane są
nuty kilku melodyj ludowych. Jüdische Volkslieder,
herausgegeben von Dr. M. Grunwald. Zbiór lud.
pieśni żyd. z Polski (powiat dukielski), Kurlandji, z. okolic
Kowna i jedna pieśń z Węgier. Theater und Tanz in
den italienischen Ghettis, von dr. J. Zoller. Kilka
ciekawych epizodów z życia Żydów w ghettach włoskich, z cza­
sów od XVI do XIX w., zaczerpniętych z poważnych doku­
mentów źródłowych (rękopisy archiwów gminnych). Alt jü­
disches Gemeindeleben, v. dr. M. Grunwald. Be­
stimmungen der Chebra Kaddisza Horn 1784 u. a. Dokumenty
gminne z końca XVIII stulecia. (Chebra Kaddisza, „święty
związek”, jest towarzystwem dobroczynnein, spełniającem
wszelkie przepisane czynności przy obrzędach pogrzebowych).

135

Należy zwrócić uwagę na piękną formę zewnętrzuą wy­
dawnictwa (ilustracje, papier, druk), która w czasopismach
etnologicznych nie jest bez znaczenia. Wydawnictwo zdobią
22 ryciny, wśród których przeważają ilustracje typów Żydów
z Polski.
Giza Fränklowa.
BASTRZYKO'vVSKl ALEKSANDER, KS. Monografia historyczna
parafji Jankowice Kościeine Sandomierskie. Warszawa 1927.
Nakładem autora. 4°, s. 296+tabl. 62.
Dzieło powyższe wydane bardzo starannie posiada prze­
ważnie charakter historyczny. Nie brak w niem jednak i materjałów etnograficznych. Przede wszy stkiem znajdujemy tu
krótki opis drewnianego kościoła z pierwszej połowy w. XIII
i wzmiankę o cmentarzu z grobem zbudowanym na kształt
mieszkania. Natomiast bardzo dokładnie podano opis kościoła
drewnianego, zbudowanego w r. 1627, a obchodzącego obec­
nie trzechsetną rocznicę swego istnienia. Do opisu tego do­
łączono cały szereg tablic i planów; jest to najbardziej war­
tościowy rozdział etnograficzny. W dalszym ciągu informuje
nas autor o tamtejszych krzyżach, figurach i kapliczkach przy­
drożnych, a także ogólnikowo o dawnych i obecnych ubio­
rach, które są też widoczne na dołączonej tablicy. (Grupa
starszych włościan wr sukmanach do kostek gęsto fałdowanych,
czarnych lub siwych). Ciekawe również szczegóły etnograficzne
znaleźć można w starych inwentarzach folwarków, należą­
cych do tej parafji. Ostatni rozdział (s. 253—294) jest po­
święcony pieśniom ludowym różnej treści, a tylko pieśni we­
selne zebrał autor oddzielnie, oraz zamieścił opis wesela we
wsi Daromin. Osobny rozdział poświęcił autor wykopalis­
kom przedhistorycznym w Nowym Darominie jako przedruk
artykułu prof. W. Antoniewicza „Eneolityczne groby szkiele­
towe i ziemianki mieszkalne w Nowym Darominie”.
Alfred Bachmann.
STO JANOWSKI KAROL. Rasowe podstawy eugeniki. Na­
kładem księgarni M. Arcta. Poznań 1927, 8-ka s. 76.
Stwierdzając możność określania przynależności rasowej
poszczególnej jednostki i możność poznania wartości selek-

136

cyjnych i społecznych poszczególnych składników rasowych,
a orjentując się w obiektywnych potrzebach społeczeństwa,
możemy — według autora — przez odpowiednie urządzenia
społeczne, podnieść jakość narodu. Autor przeświadczony
jest o doniosłem znaczeniu nauk antropologii i eugeniki dla
społeczeństwa, zwłaszcza polskiego, jako bardzo narażonego
na ekspansje ze wszystkich stron świata. Współpraca tych
nauk może wykształcić ludzi dzielnych, zdolnych i ideowych,
i dlatego żąda autor stworzenia dla eugeniki poważnej insty­
tucji naukowej.
Alfred Bachmann.
JAN ST. BysTROŃ, Nazwiska polskie. Lwów, 1927. Nakład
i własność K. S. Jakubowskiego. Str. VIII -f 243.
W nowożytnych warunkach kulturalnych rozróżniamy
jedną osobę od drugiej przy pomocy imienia i nazwiska.
Przytem zaś nazwisko, obejmujące większą grupę osób, złą­
czonych z sobą węzłami krwi, pozwala nam odróżnić jedną
grupę osób od drugiej, a imię puzwala odróżniać osoby po­
śród tej samej grupy. Stosunek imienia do nazwiska prze­
chodził w ciągu wieków różne koleje godne poznania.
Dlatego z radością należy powitać ostatnią pracę prof.
J. Bystronia. który dał bardzo wyczerpujące ujęcie dziejów
nazwisk polskich. Nie wdając się w językowe, ani historycz­
ne rozważanie nazwisk, zbadał autor proces powstawania
nazwy* jako określenia osobowego i ustalania się jej jako
nazwiska. W dodatkach dc swej pracy uwzględnił też prof.
B. imiona własne, które są czemś starszem, aniżeli nazwiska.
Tal ie stare imiona możemy zauważyć u dawnych Słowian,
u których imię było jakby amuletem dźwiękowym. (Dąbkowski, Prawo pryw. 1. 93). Stąd bardzo liczne imiona sło­
wiańskie składają się zwykie z dwu wyrazów, będących ży­
czeniami pomyślności, bogactwa, sławy np. Stani-sław, Dobro-gost itd. Imiona te nadawano w czasie uroczystych postrzyżyn, a niektóre rody szlacheckie o bardzo silnej tradycji
miały również właściwe sobie imiona. Z chwilą przyjęcia
przez Polskę chrześcijaństwa, poczęto nadawać też imiona
chrześcijańskie, ale jeszcze przez kilką wieków występuje

187

zwyczaj używania dwu imion, jednego chrześcijańskiego,
a drugiego staropolskiego. Oczywiście te dawne imiona za­
nikają coraz więcej, a rozpowszechniają się imiona katolic­
kie, zwłaszcza niektóre jak Franciszek, Antoni, Józef itd.
Z imion rodzimych przetrwały jedynie te, które weszły do
kalendarza chrześcijańskiego, jak Stanisław, Kazimierz itd.
Dopiero antykwarycznc-romantyczne zainteresowanie się prze­
szłością polską, tak silne zwłaszcza po rozbiorach, oraz na­
wrót do rodzimości w pierwszej połowie ubiegłego wieku
wskrzesiły imiona rodzime, przyczem powstało też wiele źle
odczytanych lub nawet zmyślonych.
Zresztą na wybór imienia wpływały rozmaite czynniki,
a więc działały tu tradycje rodowe i rodzinne, wola ducho­
wieństwa, kulty lokalne czy narodowe, wierzenia złączone
z poszczególnemi imionami lub nawet sentymenty historyczne
i literackie; ks. Wirtemberska przyczyniła się do popularno­
ści Malwiny, poezja rozpowszechniła Laury, Wiesławy, Kon­
radów i Kordjanów, Sienkiewicz wskrzesił Zbigniewa, wpro­
wadził nieznaną Danusię, Żeromski przypomniał Rafała,
Krzysztofa, Marka, Huberta, a nawet Mniszkówna ma na su­
mieniu niejednego Waldemara.
Imię w stosunkach prymitywnych było czemś wystarczającem, ale już wówczas powstaje forma zawiązkowa na­
zwiska, a mianowicie przezwisko. U ludu możemy zauważyć
to jeszcze dzisiaj, że każdy prócz oficjalnego, urzędowego na­
zwiska ma także swoje przezwisko. Rozróżnia cię „jak się
kto pisze”, a „jak się go woła”, prócz tego zaś w rozrzuco­
nych wsiach górskich „jak się ku niemu idzie”, więc np.
„Józek Gąsienica z pode drogi”.
Z tych przezwisk wytwarzają się nazwiska, ale no nie
jest jedyne źródło nazwisk, gdyż są też nazwiska odimienne
i odmiejscowe. Ten jedynie właściwy podział nie zgadza się
z podziałem potocznym, który dz'eli nazwiska wedle, stanów,
wyróżniając nazwiska szlacheckie, mieszczańskie, włościań­
skie, a także grup etnicznych. Fałszywe przekonanie, że na­
zwisko szlacheckie Kończy się zawsze na „ski”, spowodowało,
że wszystkie zmiary szły w kierunku przekształcenia na na­
zwiska o końcówce „ski”, stąd też i od najdawniejszych cza­

138

sów największa ilość neofitów takie właśnie końcówki przyj­
muje. Natomiast stare zacne nazwiska zwierzęce i roślinne
zostały zupełnie wyparte i zmienione, aby nie być przedmio­
tem żartów i kpin ze strony szlachty na „ski”.
Niezmiernie ciekawe zagadnienie przejść od imion do
przezwisk i nazwisk nie zostało jednak przez autora dokła­
dniej omówione. A tymczasem problem imion słowiańskich
dopiero na tle indoeuropejskiem wogóle wystąpiłby z wła­
ściwą wyrazistością. Materjału do takiego ujęcia nie brak
choćby w różnych encyklopedjach. (Prw. Schräder O. Reallexicon der indogermanischen Altertumskunde. Il wyd. A. Nehringa. Berlin 1923, T. II, s. 103—109; Ebert M. Reallexikon
der Vorgeschichte. Berlin 1927, T. VIII, s. 432—448; Liibker
Fr. Reallexikon des klass. Altertums. Leipzig 1914, s. 697—699.
Natomiast wiele wartościowych uwag wypowiada prof.
B. na temat nazwisk obcych na ziemiach polskich, oraz nazwisk
polskich w obcej postaci. Całość napisana tak zajmująco, że po
winna wzbudzić zainteresowanie nietylko wśród uczonych fa­
chowców, ale i wśród szerszych sfer. Tem więcej, że do­
kładnie zestawiony indeks nazwisk pozw ala każdemu sprawdzić,
czy nazwisko jego do kategorji „nobilium” czy „chamorum”
należy; wiadomo zaś, że nawet najbardziej demokratycznie
usposobionemu Polakowi nie jest to obojętne,
Adam Fischer.
VULPESCO MICHEL. Les Coutumes Roumaines Périodiques.
Etudes descriptives et comparées précédées d’une Préface par
A. van Gennep et suivies d’une Bibliographie Générale de
Folklore roumain. Paris, Librairie Émile Larose 1927, str. II
+ 303. 30 fr. franc.

Obrzędy rumuńskie mają wiele analogij do obrzędów
ruskich i południowosłowiańskich. Etnografowie zwykle nie
zdają sobie z tego sprawy, co pochodzi głównie z powodu
trudności w opanowaniu językowem ludowych tekstów rumuń­
skich. Przeszkodę tę usuwa częściowo ostatnia publikacja
M. Vulpesco, która uprzystępnia w języku francuskim opis
dorocznych zwyczajów ludu rumuńskiego. W rozdziale I

139

przedstawia autor obrzędy związane z nocą św. Andrzeja,
wilję, kolędowanie, chodzenie z gwiazdą, kozą, szopką lub
z Herodem, Nowy Rok, Jordan, a wreszcie zakończenie okre­
su zimowego t. zw. Sezatoarea, odpowiadające naszym
„Prządkom”. Rozdział II wypełniają zwyczaje wiosenne,
a więc szczególnie obrzędy wielkanocne, oraz kult zmarłych
w tym czasie. Rozdział III poświęcono zwyczajom letnim.
Wśród nich szczególnie ciekawe są 1. zw. Paparudele i Caloianul, obrzędy mające na celu wywołanie deszczu, analo­
giczne do serbskiej Dodoli. Nadto wówczas obchodzi się
Rosalia oraz charakterystyczne tańce ludowe, zwane Calusarii,
a w Siedmiogrodzie istnieje lokalny zwyczaj t. zw. targu na
dziewczęta. W rozdziale IV zestawiono obrzędy bez stałej daty,
jak zabawy ludowe „Hora”, mające swe miano od tańca tejże
nazwy, wesele, wreszcie „claca”, odpowiadająca naszej tłoce.
Obfita bibljografja (s. 258 —303) i liczne ilustracje powiększają
wartość wydawnictwa, ważnego dla każdego badacza etnografji słowiańskiej.
Adam Fischer.
WITOLD GĄDZIKIEWICZ. Strój górali podhalańskich pod
względem higjenicznym. Warszawa 1926, str. 38 + 1 nlb.
Odbitka ze „Zdrowia” Nr. 1—2, 1926 r.

Prof. Gądzikiewicz zastosował do slroju góralskiego naj­
nowsze metody badań higjenicznyeh i stwierdził, że strój gó­
rali podhalańskich jest doskonale dostosowany do miejsco­
wych warunków klimatycznych i życiowych. Wobec tego
autor proponuje, aby go zachowano i propagowano wśród
ludności miejscowej, jako odzienie codzienne. Za najbardziej
skuteczny sposób takiej propagandy uważa autor dobry przy­
kład ze strony miejscowej inteligencji, a nawet rzuca myśl,
aby przy pewnych zmianach i dostosowaniu do potrzeb woj­
skowych wprowadzić strój ten jako uniform wojskowy na
Podhalu.
Książeczka zawiera liczne szczegóły, interesujące także
dla etnografów.
A. F.

140
VOLKSKUNDLICHE BIBLIOGRAPHIE für das Jahr WO. Im Auf­
träge des Verbandes Deutscher Vereine für Volkskunde herausgegeben
von E. Hoffmann-Krayer. Berlin—Leipzig 1924. Walter de Gruyter & Co.
Str. XVIII + .212.
Nie trzeba udowadniać, jak ważnem i niezbędnem wydawnictwem
jest bibljografja ludoznawcza opracowana przez Prof. E. Hoffmann-Kreyera.
Do wydanych dawniej lat 1917, 1918 i 1919 dołącza się opracowanie materjału z r. 1920, W stosunku do lat oopizednich można zauważyć wielki
postęp zarówno pod względem ilościowym jak konstrukcyjnym. Obfity materjał, obejmujący 2768 pozycyj bibljograficznych podzielił wydawca na
następujące grupy: 1. Zagadnienia ogólne (bibljografja, dzieje ludoznawstwa, zasady, metoda, kwestjonarjusze, opracowania całości geograficznych
i etnograficznych). L. Osadnictwo. III. Budownictwo (dom mieszkalny,
budynki gospodarcze, kościół). IV. Rzeczy (pomniki, rogi, łyżki, muzyczne
instrumenty, zamki przy drzwiach, broń). V. Znaki. VI. Technika, zawody,
przemysł domowy i sztuka ludowa (gospodarstwo wiejskie i hodowla by­
dła). VII. Charakterystyka ludu. Typy ludowe. VIII. Strój. IX. Potrawy
i napoje. X. Zwyczaje, obyczaje, święta i zabawy. XI. Prawo i ustrój
społeczny. XII. Wierzenia (mity, kulty, demony, czarownice, dusze, upiory,
wróżby, amulety i zamawiania). XIII. Medycyna ludowa. XIV. Literatura
ludowa. XV. Poezje ludowa.
XVI. Baśnie, opowiadania, facecje, po­
dania i legendy. XVII. Widowiska ludowe, XVIII. Drpki ulotne. XIX. Mo­
wa ludu (zagadki, przysłowia, żarty, dowcipy, objaśnienia głosów, żargony).
XX. Nazwy (miejscowości, ludów, imiona, nazwiska, zwierzęta, rośliny
bóstwa i demony). XXL Varia (miary, liczby, liczenie czasu).
W tym wielkim materjale możne się z wielką łatwością zorientować
dzięki dwom indeksom, z których jeden ułożono realnie, a drugi wedle
autorów. Materjał zachodnio-europejski wyczerpano bardzo starannie; nie
można tego powiedzieć o mażerjale słowiańskim. Czasem zapisano arty­
kuł dziennikarski, a pominięto ważną publikację. Nic w tern dziwnego,
bo wówczas gdy opracowywano tę bibljografję, słabo jeszcze przenikały
publikacje słowiańskie do środowisk zachodnio - europejskich. Dopiero
ostatnie lata przyniosły tu zasadniczą poprawę, więc możliwe, że następne
roczniki bibljografji i pod tym względem będą tak dokładne, jak wt wszyst­
kich innych działach.
Afem Fischer.
BIBLJOGRAFJA LUDOZNAWCZA ZA ROK 1925 »).,
Zestawił Alfred Bachmann,
Abraham Władysław. Zawarcie małżeństwa w pierwotnem prawie
polskiem. Nakładem Towarzystwa Naukowego. Lwów. 1925. C°. str. 475.
Adamus Jan. W sprawie stosunku prawa ludowego do kodyfikacji
prawa prywatnego „Głos Prawa” Nr. 9-10. Lwów. 1925.*)
*)

W zestawieniu tem uwzględniono również niektóre mniej znane artykuły i roz­

prawy z r. 1924.

Pominięto natomiast rozprawy ogłoszone w „Ludzie".

141
Basevi Camillo. La Polonia. Firenze 1925. 16u. str. 220—[— 1 tabl.
Bertram H. La Baume W. und Kloeppel O. Das Weichsel - NogatDelta. Beiträge zur Geschichte seiner landschaftlichen Entwicklung, vor­
geschichtlichen Besiedelung und bäuerlichen Haus-vnd Hofanlage. Von...
Danziger Verlagsgesellschaft. Danzig. 1924. 4°. str. 8 nib.—{—216 —f—VIII.
tabI.-j-5 planów.
Bobek Władysław. Z historji ruskich nazw geograficznych w języku
polskim. „Język Polski”, Kraków 1925. Zesz. 6.
Bruckner Aleksander. Budorgis. „Slavia Occidentalis*. Tom I11/1V.
Poznań 1925.
Bugiel Włodzimierz. Lamentowa grupa pieśni pogrzebowych. Studjum porównawcze.
Nakł. Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Przemyślu.
„Rocznik Tow. Przyj. Nauk w Przemyślu”. T. VI. 1925. i odbitka. Przemyśl
1925. 8°. str. 28-J-2 nlb.
Bystroń Jan St. Nazwy i przezwiska polskich grup plemiennych
i lokalnych. „Prace i Materjały Anfrop.-Arch. i Etnograficzne”. Tom, IV.
Cz. 111. Kraków 1925 i odbitka. Nakł. Pol. Akad. Umiejętności. Kraków
1925. 8°. str. od 93—152.
Bystroń Jan St. Historja w pieśni ludu polskiego. Warszawa—Kra­
ków. Nakładem Gebethnera i Wolffa. 1925. 8°. str. 116 —f—4 nlb.
Bystroń Jan St. Polska pieśń ludowa. Wyd. II. przejrzane. Nakł.
Krakowskiej Spółki Wydawniczej. Kraków 1925. str. XLII—|—119 -|—1 nlb.
Bystroń Jan St. Pieśń o zbójniku i jego żonie. „Prace i Materjały
Antrop.-Archeolog. i Etnograficzne’. Tom IV. Cz. 111. Kraków 1925.
Bystroń Jan St. Ugrupowanie etniczne ludu polskiego. Kraków.
Nakładem Księgarni geograficznej „Orbis”. 1925. 8°. str. 27 —j— 1 nlb.
Chmielińska Aniela. Idea zasadnicza wystaw etnograficznych „Zie­
mia”. R. X. Nr. 9. Warszawa 1925.
Chmielińska Aniela. Księżacy (Łowiczanie). Nakł. Księgarni geograf.
„Orbis”. Kraków 1925. 8°. str. 150—(—2 nlb -|_2 tabl.
Cnybiński Adolf. Dzwony pasterskie ludu polskiego na Podhalu.
„Prace i Materjały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne.” T. IV.
Cz. III. Kraków 1925. i odbitka nakł. Pol. Akad. Umiejętności Kraków.
3925. 8°. str. 1 nlb.-f-od 29—57.
Chybiński Adolf. Wskazówki zbierania melodyj ludowych. „Prze­
gląd muzyczny”. Poznań. 1925. R. I. Nr. 1 i 2 i odb.
Ciszewski Stanisław. Prace etnologiczne, Tom- I. Warszawa 1925. 8°
str. 8 nlb.219 —f—1 nlb. Treść: Mazowiecki sibrat, mazowiecka część
i mazow. szlachta cząstkowa. Południowo-słow. sprzążka a otarica Prawdy
Ruskiej. Strs. ogniszczanie a stp. czeladź. Strs. potok i razgrablenije
oraz strs. opała a stp. wyświecanie. Sancygniew i Sancygniewscy. Nie­
które ciężary chłopskie w średniowiecznej Polsce.
Czekanowski Jan. Rozwój żywiołu polskiego na kresach południowowschodnich w świetle statystyki. „Przegląd Wszechpolski”, 1925, Nr. 2.
Dobrowolski Tadeusz. Ze studjów nad stolarstwem polskiem w epoce

142
gotyku (Zabytki Małopolski). „Rzeczy Piękne". (Przemysł, Rzemiosło i Sztuka)
R. 1625. Nr. 6 — 8.
Dónaj Herman. Kolędy Górnośląskie czyli opis zwyczaji ludowych
w czasie Bożego Narodzenia oraz 32 starych kolęd górnośląskich z melodjami zebranych z ust luau. Bytom 1925. 8°. str. 117.
Dudziński Adam. Zmiany narodowościowe (wyznaniowe) na terenie
trzech województw wschodnich Małopolski w świetle urzędowych spisów
19j0 1921. „Pokłosie Geograficzne”. Zbiór prac poświęcony E. Romero­
wi przez jego uczniów i przez Książnicę—Atlas. Lwów- Warszawa. Nakł.
Książnicy Atlasu T N. S, Ś. i W. 1925.
Erben Karel Jaromír. Ruské a polské pohádky. Tiskem Lidové
tískárni, Olomouc. 1924. 8°. str. 157-j-1 nlb.
Fischer Adam. Die polnische volkskundliche Forschung in den Jahren
1914—1924. „Zeitschrift für slavische Philologie”. Lipsk 1924. Tom. I.
i 1925. T. II.
Frankowski Eugenjusz. Krzyże kamienne i domki drewniane na
cmentarzach poleskich. „Ziemia”. Rok 1925. Nr. 6, 7 i 8.
f!ankowskj Eugenjusz. Poleszucy między Horyniem i Słuczą a Uborcią i Noryniem. „Ziemia”. R. 1925. Nr. 6, 7 i 8.
Gulgowski Izydor. Przemysł domowy na Kaszubach. „Rzeczy Piękne”.
(Przemysł, Rzemiosło, Sztuka), Kraków 1925. R. V. Nr. 3.
Kawecka Zoíja. Z obyczajów ludu serbskiego. „Kultura Słowiańska”.
Warszawa 1925. Nr. 10 — 11.
Keyser Erich. Die Bevölkerung Danzigs und ihre Herkunft im 13.
und 14. Jahrhundert. Lübeck 1924. 8°. str. 93-f-l nlb.
Klapper Joseph. Schlesische Volkskunde auf kulturgeschichtlicher
Grundlage von... Nakł. Ferdinand Hirt. Breslau 1925. 8°. str. 384 z 61
rycinami.
Koranyi Karol. Kilka uwag o dawnem prawie polskiem, a dzisiejszem prawie ludowem. „Nowa Ziemia Lubelska" Nr. 36. Lublin 1923
Kosibowicz Edward Ks. Tydzień etnolcgji religijnej w Medjolanie
„Przegląd Powszechny”. Kraków. Rok 1925. Tom 168.
Kosmowska Irena. Z podań pomorskich. „Ziemia”. Warszawa 1921
R. IX. Nr. 12.
Kotwicz Władysław. O chroitologji mongolskiej. „R icznik Orjentalistyczny”. Lwów 1925. Tom 11. (1919 -1924).
Kozierowski Stanisław Ks. Pierwotne osiedlenie ziemi gnieźnień­
skiej wraz z Pałukami w świetle nazw geograficznych i charakterystycz­
nych imion rycerskich. „Slavie Occidentalis”. T. 1I1/1V. Poznań 1925.
Kubijowicz Włodzimierz. Rozmieszczenie kultur i ludności we Wschod­
nich Karpatach. Kraków 1925. Nakł. Księgarni Geograficznej „Orbis”. 8°str. 24 —f—3 mapki.
Kwietniowski A. J. Polacy w Czechosłowacji. „Kultura Słowiańska”.
Warszawa 1924. Nr. 6 — 7
Lisiewicz Edward. Stosunki narodowościowe i administracyjne w woj.
nowogródzkiem. „Ziemia”. Warszawa 1925. R. X. Nr. 10—12.

143
Lorentz F. Teksty pomorskie (kaszubskie). Zeszyt 3. Nakł. Pol.
Akad. Umiejętności. Kraków 1924 (na okł. zewn. 1925). 8°. str. XCVI~|-1
mapa-f-od 609—836.
Malinowski Wacław. Gwara rębowska. Nakł. Gebethnera i Wolffa.
Warszawa 1925. 8°. str. 23 —f-1 nlb.
Mańkowski Alfons Ks. Zwyczaje i wierzenia Ijudowe w Złotowie pod
Lubawą. „Zapiski Tow. Nauk. w Toruniu”. Toruń 1924. Tom VI. Nr. 7 i 8.
Moszyński Kazimierz. Badania nad pochodzeniem i pierwotną kul­
turą Słowian I. Nakł. Pol. Akad. Umiejętności. Kraków 1925. 8°. str
140-j-4 nlb.
Moszyński Kazimierz. O kulturze ludowej południowo - środkowego
Polesia. „Ziemia”. Warszawa 1925. B. X. Nr. 6, 7 i 8.
Moszyński Kazimierz. Nowogródzkie pod względem etnograficznym.
„Ziemia”. Warszawa 1925. R. X. Nr. 10—12.
Moszyński Kazimierz. Regionalizm wobec etnografji. „Ziemia”. War­
szawa 1925. R. X. Nr. 1.
Moszyński Kazimierz. Niektóre wyniki etnogeograficznych badań Polski.
„Ziemia”. Warszawa 1925. R. X. Nr. 3.
Moszyński Kazimierz. Wypalanie nowin. „Ziemia”. Warszawa 192 5
R. X. Nr. 6. 7 i 8.
Moszyński Kazimierz. W sprawie ZDierania wiadomości dotyczących
ludowej kultury materjalnej w Polsce. „Polska oświata Pozaszkolna”, War­
szawa. R. 11. Nr. Î i odbitka str. 8.
Nitsch Kazimierz. O nazwy dzisiejszych części Polski. „Polski Prze­
gląd Kartograficzny”. 1924. Tom I. Nr. 6.
Nitsch Kazimierz. Zbieranie słownictwa ludowego. „Język Polski”.
1925 Nr, 4,
Orynżyna Janina. Zarys przemysłu ludowego w Polsce. Nakł. Mi­
nisterstwa Przemysłu i Handlu. Warszawa 1925. 8°. str. 70—{—89—j—3 nlb.
Peszczanśkyj W. Dawni kyłymy Ukrainy. Druk. Wydawnyczoi Spilky
„Diło”. Lwów j 925. 8°. str. 13-J-3 nlb.-)-29 iabl.
Piekarski Edward. Przysłowia i przypowiastki jakuckie. „Rocznik
orjenialistyczny”. Lwów 1925. Tom 11. (1919 —1924).
Poniatowski Stanisław. Z nowszych postępów etnologji. „Czaso­
pismo geograficzne”. R 1924 T. 11 z. 3—4 i 1925 T. Ul z. 1—2.
Puczyński P. Wesele w Księstwie Łowickiem. Rozpleciny, dzień
ślubu, przeprowadźmy i oczepiny ze śpiewkami. Łowicz 1925. 8°. str. 16.
Rudnicki Mikołaj. Drogi osadnictwa lechickiego w Lechji przybałtyckiej (na Zaodrzu). „Slavia Occidentalis”. Tom 111/1V. Poznań 1925.
Rudnicki Mikołaj. Niektóre nazwy miejscowości na ,—’ądz. „Slavia
Occidentalis”. T. Í1I/1V. Poznań 1925.
Seweryn Tadeusz. Janko Lisiewicz, rytownik renesansowy. „Rzeczy
Piękne". (Przemysł, Rzemiosło, sztuka) 1925. R. V. Nr. 2.
Seweryn Tadeusz. Polak artysta w okolicy chanów tatarskich. „Rze­
czy Piękne”; (Przemysł, Rzemiosło, Sztuka) 1925. R. V. Nr. 3,

144
Seweryn Tadeusz. Kaszubski przemysł domowy. „Rzeczy Piękne".
(Przemysł, Rzemios»o, Sztuka) R. 1925. Nr. 6—8.
Siczynśkyj Woiodvmyr. Ukrajinská chata w okołyciach Lwowa.
Druk. Nauk. Tow. im. Szewczenki Lwów. 1924. 8°. str. 22-f-2 nlb. _|-8 ilustr.
Śmieszek Antoni. O nazwie Chettytów i kilku nazwach jej pokre­
wnych. „Rocznik Orjenfalistyczny*. Lwów. 1925. Tom II. (1919—1924).
Smolik Przecław. Wśród wyznawców Burchan-Buddhy. Szkice z ży­
cia, opowieści i legendy Mungoło-Burjatów. Nakł. Księgarni Geograficznej *
„Orbis“. Kraków. 1925. 8°. str. 236.
Szuman Stefan. Kilim słowiański, kobierzec azjatycki, gooelin fran­
cuski. „Rzeczy Piękne". (Przemysł, Rzemiosło, Sztuka) R.Í925. Nr. 5,6,7 i 8
Szuman Stefan. Psychologia twórczości artystycznej ludu. „Prze
gląd Warszawski“. 1925. Rok V. z. 45.
Szymanowski Karol. Zagadnienie ludowości w muzyce. „Muzyka“.
Warszawa. 1925. Nr. 10.
Udziela Seweryn. Dwory. Zapiski etnograficzne z 1901 i 1902 r. *
„Prace i Materiały Antropologiczne, Archeologiczne i Etnograficzne“. Kra­
ków. 1925. Tom IV. cz. 111.
Wasilewski Leon. Pinlandja. Z mapą polityczno-etnograficzną i 9
ilustr. Nakł. Krak. Spółki Wydawniczej. Kraków. 1925. 8°. str. XV14-159-11 nlb.
Wąs Stefan. Charakterystyczne cechy piękna i brzydoty wsi pol­
skiej. Będzin. 1925. 8°. str. 10_)-2 nlb.
Widajewicz Józef. Nazwiska i przezwiska ludowe. Studjum z dzie­
jów wsi polskiej XVII i XVIII w. Nakładem Redakcji „Pamiętnika historyczno-prawnego". Lwów. 1925. 8°. str. 25—(—1 nlb.
Witkowski Stanisław. Historjografja grecka i nauki pokrewne. (Chronografja — Biografja — Etnografja — Geografja). Tom 1. Nakł. Pol. Akad.
Umiejętności. Kraków 1925. 8°. str. XVl-]-293_f-3 nlb.
Wiftschell Leo. Die völkerlichen Verhältnisse in Masuren und dem
südlichen Ermland. Hamburg. Friedrichsen et. Co. 1925. 4°. str. Vlll—j—45.
Zaborski Bogdan. Typy wsi wschodniego Polasia. „Ziemie". Rok
1925. Nr. 6, 7 i 8.
Zahorski Włedysław. Podania i legendy wileńskie. Naki. Józefa Za­
wadzkiego. Wilno. 1925. 8°. str. 4 nlb.-j-166-j-2 nlb.
Zbieranie słownictwa ludowego. „Język Polski". Kraków 1925. z. 6.

/

NIEKTÓRE

ZAGADNIENIA

POLSKIEGO

NEOLITU.

(Z powodu recenzji prof. J. Kostrzewskiego o mojej książce p. t. Młodsza
epoka kamienna w Polsce w „ Wiadomościach archeologicznych“ IX z. 3—4).
Pierwsze syntetyczne ujęcie polskiego neolitu dał -Gustaw Kossinha
w pracy „Der Ursprung der Urfinnen und Urindogermanen und ihre Aus­
breitung nach dem Osten“. Mannus, 1909—10. W tej nieukończonej pracy
rozpatruje on polski neolit, jako rezultat oddziaływania wpływów północ­
nych (północnych indoeuropejczyków) oraz wpływów południowych (połu­
dniowych indoeuropejczyków). Bardziej szczegółowo Kossinna rczważa
w tej pracy wpływy północne, które dzieli na trzy fale migracyjne
północnych indoeuropejczyków. Pierwszą falę charakteryzują czasze o koł­
nierzu lejowatym i flasze z kryzą. Drugą amfory kuliste. Trzecią cera­
mika sznurowa. System Kossinny nie wyczerpuje, ani wówczas już znane­
go materjału, ani zagadnień polskiego neolitu. Mimo to wycisnął decydu­
jące piętno na polskiej prehistorji, a zwłaszcza na poglądach prof. Kostrzewskś.go, czego dowodem I wydanie „Wielkopolski“ 1914, w którem
p. Kostrzewski na całej linji przejął poglądy Kossinny, powtarzając jego
wywody. Bliższe zapoznanie się z materjałem i własne studja nad neoli­
tem Polski pozwoliły mi w r. 1919 wysunąć odmienne w stosunku do
Wielkopolski od Kossinny i Kostrzewskiego pogiądy na epokę kamienną
te] dzielnicy. Dalsze badania doprowadziły mnie do przekonania, że po­
glądy Kossinny również w odniesieniu do innych dzielnic Polski utrzymać
się nie dadzą. Rozpocząłem budowę własnego systemu, który publikowa­
łem częściowo w pracach: „Grcby megalityczne na wschód od Odry“,
1921 i „Epoka kamienia na wydmach wschodniej części Wyżyny Małopol­
skiej“, 1923 Wreszcie całokształt polskiego neolitu przedstawiłem w książ­
ce „Młodsza epoka kamienna w Polsce“ 1924
Między poglądami Kossinny na polski neolit, a moim systemem, za­
znacza się głęboka różnica przedewszystkiem w tem, że Kossińna wyróżnił
tylko wpływy północne i południowe, ja zaś cztery różne prowincje w Pol­
sce. Podział mój opiera się na wyróżnieniu sześciu grup zasadniczych

II
i wyodrębnieniu szeregu ubocznych wpływów. Przedstawiłem również
odmiennie od Kossinny wpływy północno-zachodnie i rolę północnych
indoeuropejczyków Kossinny.
Prot. Kostrzewski w drugiem wydaniu „Wielkopolski“ '923, zmody­
fikował swe pierwotne poglądy, powtórzone za Kossinną. Poglądów Kos­
sinny nie odrzucił, moich nie przyjął. Zawarł jedynie między temi dwoma
ujęciami kompromis, który polega na szeregu koncesyj z poglądów Kossin­
ny na rzecz mojego przedstawienia rzeczy. Nowe jednak wydanie wnosi
obok tego pewne oryginalne pomysły prof. Kostrzewskiego. Pierwsze wy­
danie jest nietylko w rozdziale o epoce kamiennej, ale i w innych częściach
niewolniczem trzymaniem się syntezy wypracowanej w głównych linjach
przez Kossinnę, a później opracowanej w szczegółach przez B'umego, wier­
nego ucznia Kossinny. Pierwsze też wyaanie ma charakter: „Einer Nach­
erzählung von Blume“. Drugie jest o tyle oryginalne, że autor staje na sta­
nowisku powolnego rozwoju i ciągłości nieprzerwanej czasów przedhisto­
rycznych Wielkopolski, wywodząc obecnych Wielkopolan w prostej linji od
pierwszych epipaleolitycznych mieszkańców Wielkopolski. Myśl ta przewija
się przez całą książkę i wyciska również swe piętno na ujęciu epoki ka­
miennej. W ten sposób prof. Kostrzewski zdeklarował się jako przedsta­
wiciel szkoły ewolucjonistycznej w prehistorji, której rolę historyczną oma­
wiam w artykule „Metoda kartograficzna w prehistorji“.1) Podkreślić na­
leży, że przed Kostrzewskim czasy przedhistoryczne Wielkopolski nie były
jeszcze przez nikogo ujęte z tego punktu widzenia i tu leży niezaprzeczona
wartość tej książki, mimo, że kierunek przez nią reprezentowany ma dziś
znaczenie jedynie historyczne. Zgodnie ze swą naczelną ideą prof. Kostrzew­
ski widzi w wielkopolskim neolicie przejaw powolnego ewolucyjnego rozwoju
od epipaleolitu, aż. po epokę wczesnego bronzu, nadto traktuje Wielkopolskę jako jednolitą kulturalnie całość zarówno w mezolicie jak i w poszcze­
gólnych okresach neolitu. Równocześnie jednak został zachowany podział
Kossinny na trzy fale oddziaływania północnej kultury neolitycznej: I. cza­
sze o kołnierzu lejowatym i flasze z kryzą, II. groby megalityczne, III. ce­
ramika sznurowa. Kostrzewski robi przytem uwagę, że wpływów tych
„niepodobna tłumaczyć jedynie oddziaływaniem kulturalnem, lecz należy
przyjąć obok tego częściową imigrację szczepów północnych“. Widzimy
więc, że prócz dążenia do ewolucyjnego wywodu mamy przed sobą także
zniekształcone poglądy Kossinny. Koncesja na rzecz moich poglądów wy­
raża się przcdewszystkiem w uwzględnieniu wyrobów krzemiennych i osad
wydmowych Prof. Kostrzewski nie uwzględnia jednak wcale, jasno wy­
odrębnionych przezemnie, okręgów „kulturowych i przemilcza istnienie
w Wielkopolsce w neolicie dwu różnych kultur, mikrolitycznej i megali­
tycznej. Ten sam błąd znajdujemy w rozdziale poświęconym mezolitowi,
w którym autor traktuje kulturę maglemose i tardenuaską, jako jeden ze­
spół kulturowy.
i)

Praca ta drukowaną będzie w następnym zeszycie „Ludu“.

(Przyp. red.)

III
Prof. Kostrzewski zajął więc stanowisko negatywne wobec mego
systemu, a wreszcie w ostatniej swej krytyce postawd sobie zadanie osta­
tecznego rozprawienia się z mojemi naukowemi poglądami.
Wiadomości archeologiczne IX zesz. 3—4 przyniosły obszerną 35 stron
małego 4-to liczącą krytykę mojej książki „Młodsza epoka kamiennä
w Polsce“ 1924. Należy podkreślić, że w recenzji tej tkwi ogromny na­
kład pracy. Prof. Kostrzewski przenicował mcją książkę bardzo starannie.
Wyłowił swoim zwyczajem wszystkie błędy literowe, później wszystkie
pomyłki, niejasności, ' wreszcie sprzeczności formalne. Przestudjował bar­
dzo dokładnie moje tabele i zestawienia wykopalisk, obejmujące około
1000 miejscowości, uzupełnił je nawet w miarę swej możności, skontrolo­
wał wreszcie moje rysunki z dostępnemi sobie oryginałami. W każdym
wypadku wytyka mi najdrobniejsze usterki, nawet te, które sam poprawi­
łem w „erratach“. Stara się przytem zawsze każdemu błędowi literowemu
lub formalnemu nadać charakter błędu rzeczowego i celowo popełnionego.
Cała ta armja zarzutów i związanych z niemi złośliwości ma na celu pod­
kopać zaufanie do mojej pracy i mojej osoby. Mimo to olbrzymi materjał
objęty moją pracą, mnóstwo poruszonych zagadnień, wielki materjał ilu­
stracyjny, obejmujący 565 rysunków, a przedewszystkiem wyraźnie zaryso­
wany systen. oparty na nowym podziale materjału na grupy kulturowe,
ustalona chronolog,a tych grup i ich stosunków wzajemnych, wreszcie wy­
kazane rozmieszczenie geograficzne poszczególnych grup etc., wszystko to
nie ulega zmianie pod naciskiem zarzutów formalnych, opartych na dodat­
kowej korekcie, choćby wykorzystanych z większą jeszcze złośliwością.
To też p Kostrzewski wysunął również cały szereg zarzutów o charakte­
rze ściśle rzeczowym i najzupełniej poważnym. Należy zaznaczyć, że
w stawianiu tych zarzutów p. Kostrzewski jest nawet chwilami zupełnie
niezłośliwy, nadto sam wyodrębnił te zarzuty od pozostałych, ujmując je
w tabelę. Zarzuty te dotyczą chronologji kultur, ich stosunku wzajemnego,
a w dwu wypadkach zasiągu geograticznego kultur wyodrębnionych
przezemnie. Zarzuty p. Kostrzewskiego nie obalają mego systemu i nie
uderzają w jego podstawy, niemniej czynią w nim ważne wyłomy, o ile
okazałyby się' słusznemi.
Wobec tego, że p. Kostrzewski sam zarzuty naukowe oddzielił od
formalnych, sądzę, że odpowiadając na pierwszą grupę, przez samego
p. Kostrzewskiego wydzieloną, odpowiadam na istotną treść krytyki.
Rozpocznę od kultury megalitycznej, jako pierwszej w tabeli p. Ko­
strzewskiego. Prof Kostrzewski wysuwa tu nową koncepcję, nieznaną
mi zresztą z literatury, odnosząc groby skrzynkowe megalityczne północnej
Polski częściowo do III b. okresu neolitu. Groby te uważa za częściowo
współczesne z grobami trapezowatemi i kujawskiemi, które zgodnie ze mną
odnosi do HI b. okresu neolitu. Ten pogląd jest o tyle nowy, że dotych­
czas groby skrzynkowe megalityczne są uważane za wybitną cechę IV
okresu neolitu, a dziś coraz bardziej prawdopodobnem wydaje się przypu­
szczenie, że reprezentują one w północnej Europie nową imigrację z za­

IV
chodu. Nasze groby skrzynkowe są pochodne północnych, co uznaje rów­
nież p. Kostrzewski. Pogląd więc o pojawieniu się u nas grobów skrzyn­
kowych już w III b. okresie neolitu jest sprzeczny z tem, co wiemy o tym
typie grobów poza Polską z północnych Niemiec i krajów skandynaw­
skich. Argumentem p. Kostrzewskiego jest rzekomy takt występowania cera­
miki sznurowej w grobach trapezowatych i kujawskich. Ceramika sznuro­
wa nadodrzańska, a o wpływy tej grupy tu chodzi, powszechnie jest odno­
szona do IV okresu neolitu. Nasze więc znaleziska, pochodne grupy nadodrzańskiej, nie podobna datować wcześniej, niż również na IV okres
neolitu. Jeżeli więc słusznym byłby fakt istnienia w grobach trapezowatych i kujawskich ceramiki sznurowej, to wówczas możnaby było z tego
wysnuć jedynie wniosek, że groby te przetrwały na Kujawach częściowo
do czwartego okresu neolitu. Wniosek taki byłby metodycznie uzasadnio­
ny, w żadnym zaś razie przypuszczenie prof. Kostrzewskiego. Rozważmy
jednak, czy fakta podane przez p. Kostrzewskiego wytrzymują krytykę.
P. Kostrzewski powołuje się na grób w Potyrach pow. płoński,
w którym znaleziono liczne naczynia z ornamentem sznurowym, a w tej
liczbie jeden puhar o czterech uszkach typu nadodrzańskiej ceramiki sznu­
rowej. Grób ten należy oczywiście do IV okresu neolitu i nic nie uprawnia
do zaliczania go do 111 b. okresu. P. Kostrzewski mylnie uważa ten grób
za trapezowaty. Posiadamy dokładny p!an tego grobu. Jego budowa
w riczem nie przypomina grobów trapezowatych, których typ po raz pierw­
szy wyróżniłem i opisałem. Jest to grób skrzynkowy, wstawiony w kopiec.
Grób w Potyrach różni się tylko tem od zwykłych grobów skrzynkowych
megalitycznych, wstawionych w kopiec, że zamiast jednej skrzyni, pod tym
samym nasypem mogilnym, ustawiono trzy skrzynie grobowe obok siebie.
Różnica ta w niczem nie zbliża omawianego grobu do grobów trapezowa­
tych, a grób ten nie tworzy nawet odrębnego typu wśród grobów skrzyn­
kowych. Każda skrzynia grobowa jest tu odrębną całością, a każda repre­
zentuje typowy grób skrzynkowy. Kamienie, leżące u podstawy nasypu
mogiły poza skrzyniami, nie tworzą żadnej obstawy w formie trapezu, nie
tworzą również alei środkowej, wydłużającej skrzynię grobową. Grób
w Potyrach nie ma więc nic wspólnego z grobami tranezowatemi. Geogra­
ficznie grób ten leży poza obszarem panowania grobów trapezowatych.
Kultura materjalna typowa dla grobów skrzynkowych datuje ten grób na
IV okres neolitu. Budowa grobu jest typową dla grobów skrzynkowych,
wstawianych w kopiec. Grób. ten został słusznie przezemnie zaliczony do
grobow skrzynkowych. Określenie prcf. Kostrzewskiego jest błędne, a wnio­
ski wysnute na tej podstavné muszą tem samem odpaść.
Drugi grób, na który się p. Kostrzewski powołuje, to grób kujawski
z Tymina, pow. kolski. W grcbie I znaleziono jeden fragment naczynia
zdobnego ornamentem sznurowym. Grób ten został rozkopany przez ge­
nerała Erckerta wr. 1879i został opisany w „Ztschr. f. Ethnologie“ 1880
str. 326. Generał Erckert pisze dosłownie o formie grobu: „Alle Fundstücke sind aus „cujavischen“ recht ansehnlichen Gräbern (1—5) entnom­
men“. Więcej c budowie grobu ani słowa. O wspomnianym fragmencie

v
pisze Erckert „An einer der Scherben ein wirkliches Schnurornament dicht
unter dem Rande". Grcby z Tymina były mi znane, jak również wspo­
mniany fragment. (Porównaj „Groby megalityczne na wschód od Odry“
str. 52). Jedyny ten fragment nie mógł oczywiście wpłynąć na datowanie
całej grupy grobów kujawskich i trapezowatych, k*órą znamy z 26 miej­
scowości, tylko na obszarze Polski. Pamiętać należy, że fragment ten był
publikowany przez generała Erckerta w r. 1880. Później nikt tego frag­
mentu nie publikował. Sądzę, że pomyłka nie jest tu wykluczona zarówno
w określeniu typu grobu jak i samego ornamentu na wspomnianym frag­
mencie. Przemawia za taką możliwością fakt, że analogiczną pomyłkę
w 45 lat później zrobił nie dorywczo zajmujący się prehistorją generał,
lecz profesor prehistorji Józef Kostrzewski. Najpierw wziął grób skrzyn­
kowy z Potyr za trapezowaty, a potem wziął ornament ściegowy bruzdowy
za sznurowy na fragmencie naczynia przez siebie wykopanego w grobie
szkieletowym w Białym Potoku, na który powołuje się w recenzji. Dokąd
fragment Erckerta nie zostanie potwierdzony pewniejszemi daněmi, nie go­
dzi się krytycznemu uczonemu opierać na nim tak daleko idących wnios­
ków, jak te, które wysuwa p. Kostrzewski.
Ubocznie zaznaczam, że ani na str. 41 ani w żadnem innem miejscu
mojej książki amfory z Rzęczkowa nie zaliczyłem do ceramiki kultury gro­
bów trapezowatych i kujawskich, co zarzuca mi p Kostrzewski. Dowód
współistnienia grobów skrzynkowych z kulturą wielkopolską znajduje p.
Kostrzewski w grobie z Piątnicy pow. łomżyński, który wraz z inwenta­
rzem podałem w „Grobach megalitycznych“ str. 59 Inwentarz tego grobu
jest przechowywany w muzeum w Rapperswylu, a pochodzi z wykopaliska
dokonanego w r. 1862. Grób opisany został przez Alfonsa Budzyńskiego
w „Bibljotece Warszawskiej“ 1871, bez dokładnego podania inwentarza.
Brak ten uzupełnił prof. Demetrykiewicz (Spraw. Akad. Umiej. 1916 r.)Inwentarz tego grobu nie budzi wątpliwości, prócz fragmentu flaszy z kry­
zą, który rzekomo miał być razem znaleziony i jest podstawą twierdzeń
prof. Kostrzewskiego. Sprawa muzeum rąpperswylskiego i bezceremonjalność jednego z kustoszów tego muzeum w obchodzeniu się ze zbiorami,
a zwłaszcza prowenjencją okazów, są zbyt dobrze znane, by wymagały
przypomnienia. Chodzi o wykopalisko z r. 1862, a więc jedno ze starszych
znalezisk polskich wogóle. Zbiór powędrował do Rapperswylu, a wspo­
mniany fragment flaszy z kryzą publikowany został po raz pierwszy do­
piero w r. 1916. Nadto po powrocie swoim ze Szwajcarji prof. Antonie­
wicz zapytany przezemnie, co sądzi o tym fragmencie, ośw:adczył, że na
podstawie zainwentaryzowania tegc zabytku nie podobna uważać fragmen­
tu flaszy z kryzą za część składową inwentarza grobu skrzynkowego
z Piątnicy. Fakt więc powyższy mamy pełne prawo uważać za wątpliwy
i jest bn więcej niż słabym argumentem zwłaszcza, gdy jest jedynym, aby
wbrew temu wszystkiemu, cc wiemy o wieku grobów skrzynkowych me­
galitycznych północnej Polski, uważać częściowo zabytki te za współczesne
z kulturą wielkopolską. Tak więc i ten argument, ostatni zkolei musimy
odrzucić.

VI
W związku z kulturą megalityczną pozostaje jeszcze sprawa dato­
wania przez p. Kostrzewskiego grobów skrzynkowych 1 okresu bronzu,
których początek p Kostrzewski w swej recenzji odniósł do okresu A epok'
bronzu według chronologji Reineckego i pomieścił tern samem w drugiej
połowie IV okresu neolitu według chronologji Monteliusa. Grupa ta wy­
odrębnioną została przez p. Kostrzewskiego w r. 1916 i została słusznie
odniesioną do I okresu epoki bronzu Monteliusa, a więc okresu B. epoki
bronzu według Reineckego lub jeszcze inaczej do okresu łbie. Kossinny,
a w każdym -azie po 2000 przed nar. Chr. Tę chronologię potwierdził
p. Kostrzewski ponownie (Przegląd archeologiczny 1924, t. II). Publiko­
wane typy wyrobów wszystkie dobrze zgadzają się z tem właśnie dawniejszem datowaniem prof. Kostrzewskiego. Obecnej korektury swego poglądu
P Kostrzewski niczem nie uzasadnił. Dokąd więc p. Kostrzewski nie poda
swych argumentów, które zmusiły go do zmiany swego poprzedniego stano­
wiska, uważam obecnie podaną chronologię tych grobów za nieuzasadnioną.
Przejdźmy z koiei do następnej grupy zarzutów związanych z kulturą
neolitu mikro'itycznego. Należy tu przedewszystkiem sprostować zaliczenie
ceramiki sznurowej nadodrzańskiej częściowo do III b. okresu neolitu, co
jest konsekwencją błędów popełnionych przez prof. Kostrzewskiego w związ­
ku z rozważaniami o kulturze megalitycznej. W krytyce moich poglądów
na kulturę mikrolitu neolitycznego zarzuty p. Kostrzewskiego i jego inowacje rozpatrzone krytycznie wszystkie bez wyjątku okazują się równie
błędnemi, jak te, które miałem możność rozpatrzeć powyżej w związku
z kultu>ą megalityczną.
Prof. Kostrzewski uważa ceramikę wstęgową kłutą za częściowo
współczesną z kulturą wielkopolską. Jako dowód podaje znalezisko rzeko­
mo zamknięte z Chełmży na Pomorzu. Pogląd ten opiera się na dość ele­
mentarnym błędzie metodycznym. Znaleziska tego bowiem niepodobna
uważać za zamknięte (p. Kostrzewski mówi zwarte). Naczynie ceramiki
wstęgowej kłutej, znalezione w Chełmży, jak to zaznacza sam p. Kostrzew­
ski w „Przeglądzie“, pochodzi z osady. Osada ta była badaną dorywczo,
a prócz omawianego naczynia dostarczyła jeszcze fragmentów czasz o koł­
nierzu lejowatym. Wiemy dobrze, że osady nie posiadają charakteru zna­
lezisk zamkniętych i najczęściej znajdujemy w nich ślady kilku różnych
okresów osadnictwa. Osady systematycznie badane dostarczają wprawdzie
często, bardzo ważnych podstaw dla chronologji zabytków, dzięki usta'eniu
stratygrafu osady,'względnie dowodów na współwystępowanie różnych ty­
pów zabytków. Wnioski takie mogą być jednak wysnute dopiero po za­
stosowaniu nowoczesnych metod badawczych i nie wolno ich wysnuwać
na podstawie dorywczo przeprowadzonych doszukiwań. P. Kostrzewski
wiedzieć powinien jak różne rzeczy na tej samej osadzie znaleźć można
i chyba wie, że ustalenie wzajemnego stosunku znalezisk osadowych jest
zagadnieniem bardzo trudném i mozolném. Dla ustalenia więc chronologji
ceramiki kłutej w stosunku do kul tiry wielkopolskiej znaleziska z Chełmży
zupełnie się nie nadają. Chronologja relatywna ceramik; kłutej została
ustalona w Czechach, na Morawach i na Śląsku. Wiemy, że późne formy

VII
tej ceramiki przechodzą do III okresy neolitu, lecz właśnie te późniejsze
formy w południowej Polsce stwierdzone nie zostały. Wszystkie znaleziska
ceramiki wstęgowej kłutej południowej Po'ski należą do form starszych,
które odnieść tern samem musimy do II okresu neolitu Moja chronologja
jest więc słuszną. Niemniej sam zaznaczyłem, że oderwana od swego cen­
trum ceramika wstęgowa długo bardzo na Kujawach przetrwała (porównaj
str. 56), a na dowód tego twierdzenia posiadamy lepsze argumenty, jak
odwoływanie się do rzekomo zamkniętego znaleziska, które tego charakte­
ru nie posiada. Dowodem jest fakt, że ceramika wstęgowa kłuta w pół­
nocnej Polsce reprezentuje formy późne, które jedynie do III okresu neolitu
lub może jeszcze później odnieść należy. Takim przykładem jest amforka
z Iwna, reprezeriująca typ mieszany, naczynia ceramiki wstęgowej kłutej
z amforą kulistą, co jest dowodem, że naczynia tego nie możemy wcze­
śniej datować, jak na III b. okres neolitu. Omawiane naczynie z Chełmży
reprezentuje również typ późniejszy od naczyń ceramiki wstęgowej kłutej
z południowej Polski. Prócz- tych dowodów podałem wreszcie jeszcze je­
den fakt, a mianowicie odkrycie w obrębie nasypu grobu megalitycznego
w Borucinie naczynia ceramiki wstęgowej. P. Kostrzewski już dawniej ten
fakt kwestjonował. Obecnie ponownie twierdzi, że należy ono do starszej
osady, której istnienia na miejscu grobu nie dostrzegłem. Rozstrzygnąć tę
wątpliwość p. Kestrzewski może tylko na. tej drodze, że rozkopie tę osadę
rzekomo istniejącą w Borucinie, której nie zauważyłem. Aż do tego mo­
mentu twierdzenie jego odnośnie do sianu rzenzy stwierdzonego przezemnie
jest hipotezą narazie nieuzasadnioną. Z powyższego vyniká jasno, że
znaleziska ceramiki wstęgowej z północnej Polski sam datuję i datowałem
na czasy późniejsze od II okresu neolitu. Pamiętać jednak należy, że cho­
dzi tu przecież o odosobnione znaleziska, a nie o zwarty zespól tej kultury,
która na loessach miechowskich i sandomierskich jest starszą i tu nie ma­
my dotychczas żadnej podstawy do datowania choćby jednego znaleziska
na III okres neolitu.
Co się tyczy zastrzeżeń p. Kostrzewskiego w związku z mym poglą­
dem o ciągłości osadnictwa w obrębie kultury neolitu mikrolitycznego od
mezolitu aż do końca epoki neolitu, to mogę zaznaczyć, że prof. Kostrzew­
ski potraktował moje wywody zbyt schematycznie. Zaznaczyłem przecież
wyraźnie, że kultura wielkopolska lest mieszańcem dawnej ludności i no­
wych przybyszów, oraz że kulturę ceramiki sznurowej nadodrzańskiej przy­
nosi nowa fala etniczna. Stoję tylko na stanowisku, że dawna ludność
nie została przez te nowe imigracje wypartą, czego dowodzą jasno wyro­
by krzemienne, towarzyszące osadom kultury wielkopolskiej i osadom z ce­
ramiką sznurową nadodrzańską. Stanowisko moje przyjął p. Kostrzewski
w II wydaniu swej Wielkopolski, obecne jego wątpliwości płyną raczej ze
schematycznego sposobu ujmowania zagadnień prehistorycznych i jeżeli
o Wędzie wolno tu mówić i to błędzie metodycznym, jak to zaznacza p. Ko­
strzewski w swej krytyce, to w każdym razie tego błędu w mojej pracy niema.
W związku z zagadnieniami szczegółowemi, natury rzeczowej, podniesionemi przez p. Kostrzewskiego, mogę zaznaczyć, że amforkę z Dura-

VIII
czowa odniosłem do kultury wielkopolskiej z tej przyczyny, że znalezioną
została w osadzie, która dostarczyła wyłącznie narządzi krzemiennych mikrolitycznych oraz jest wykonaną techniką ceramiczną, właściwą ceramice
kultury wielkopolskiej. Analogiczną amforkę znam nadto z kultury wiel­
kopolskiej, z Osnowa na Pomorzu. Błędnie natomiast do kultury wielko­
polskiej odnosi p. Kostrzewski znaleziska z Malic pow. sandomierski
i Książnic pow. pińczowski, które należą do kultury małopolskiej. Przy­
czyny tego błędu wyjaśnia inny ustęp krytyki p. Kostrzewskiego, z którego
wynika, że przyjął on wprawdzie moje pojęcie kultury małopolskiej, lecz
zrozumiał go fałszywie. Widzimy to w zaliczeniu kultury małopolskiej do
mikrolitu małopolskiego w jego tabeli, co jest oczywistym błędem. Po
pierwsze kultura mikrolitu małopolskiego, jako jakaś odrębna całość nie
istnieje i nigdy przezemnie wyróżnianą nie była, powtóre narzędzia krze­
mienne towarzyszące kulturze małopolskiej nic wspólnego z mikrolitem
nie posiadają.
Blędnem jest również przypuszczenie p.- Kostrzewskiego. że kultura
mikrolityczna zawdzięcza kulturze ceramiki wstęgowej znajomość rolnictwa
i hodowlę zwierząt domowych. Ceramika wstęgowa występuje na Kuja­
wach bardzo nielicznie, kultura zaś mikrolityczna obejmuje bardzo wielkie
terytorjum. Wpływy północne na tę kulturę są niewątpliwe, a przecież
wiemy, że kultura północno-europejskiego neolitu w III okresie jest obez­
naną z rolnictwem i hodowlą zwierząt domowych. Gdyby rzeczywiście
kultura ceramiki wstęgowej miała tak ważny wpływ na kulturę mikrolftyczną, musiałoby się to było objawić także w kulturze materjamej, a więc
w ceramice i narzędziach krzemiennych; wpływów zaś takich w kulturze
mikrolitycznej nie znamy. Tern samem łączenie znajomości rolnictwa i ho­
dowli zwierząt domowych z wpływami kultury ceramiki wstęgowej jest
zupełnie nieuzasadnione.
W związku z zagadnieniem pochodzenia kultury ceramiki sznurowej
p. Kostrzewski stoi na stanowisku Kossinny, że kultura ta pochodzi z pół­
nocy. Z poglądem tym się nie godzę i podzielam w tym wypadku poglą­
dy S. Mullera, który wyprowadza ceramikę sznurową z kontynentu euro­
pejskiego Cytując S. Mullera, p. Kostrzewski powinien był znać ten po­
gląd, cieszący się zresztą wielkiem uznaniem u badaczy skandynawskich
i nietylko skandynawskich. Jeżeli więc za nim się opowiedziałem, sądzę,
że nie zasłużyłem na 'zarzut niedouczenia. Zarzut ten w krytyce p.
Kostrzewskiego ma niestety charakter demagogji naukowej. Z tych też
przyczyn przechodzę do porządku dziennego r.ad innym ustępem krytyk1',
omawiającym króciutki ustęp mej książki, dotyczący przejścia od neolitu
do epoki bronzu w kulturze mikrolitycznej, artystycznie wyKoślawiony przez
komentarz p. Kostrzewskiego.
Ale wróćmy do rozważań rzeczowych. P. Kostrzewski odnosi kultu­
rę unietycką południowej Wielkopolski do okresu A. epoki bronzu według
Reineckego, zaliczając ją tern samem do IV okresu neolitu według chronologji północnej. Znaleziska kultury unietyckiej z Wielkopolsk. są dotych­
czas nieliczne. Muszą być w każdym razie odniesione do okresu późno-

IX
tmietyckiego (Hoch aunietitz), a więc na czasy pc 2000 przed nar. Chr.
Starszych znalezisk kultury unietyckiej nie znamy.
W tabeli p Kostrzewskiego znajdujemy z niemałem zdziwieniem ru­
brykę „mikrolit“ małopolski, a do niej zaliczoną kulturę małopolską, kultu­
rę ceramiki sznurowej miechowskiej i złockiej. Zaznaczyłem już powyżej,
że kultury „mikrolitu“ małopolskiego nie wyodrębniłem w żadnej ze swych
prac. P. Kostrzewski nie objaśnia ani jednem słowem, co pod tą kulturą
rozumie. Uczynił mi tylko zarzut, że pod rubryką ceramiki wstęgowej
umieściłem trzy powyżej wymienione kultury. Zaznaczyłem jasno w mej
pracy, że kultura małopolska jest nowem nawarstwieniem etnicznem na
oessy miechowskie i sandomierskie, a drugiem późniejszem nawarstwie­
niem jest ceramika sznurowa. Zarówno jednak kultura małopolska jak
i późniejsza kultura złocka posiadają wyraźne przeżytki po dawnej ludności
kultury ceramiki promienistej, które przechodzą do kultury małopolskiej,
a przeżywają się jeszcze w ceramice złockiej. Obie te kultury występują
nadto na tym samym obszarze, co ceramika wstęgowa. Te przyczyny były
dowodem pom-escczenia ich w tej samej rubryce. W ten sam sposób po­
stąpiłem i w innych analogicznych wypadkach, układając mą tabelę. Przyznaję, że zgodnie z moją metodą, powinienem był podać jeszcze jedną ta­
belę, na której przedstawiłbym rozwój cyklów kultur neolitycznych, wystę­
pujących w Polsce, jak to uczyniłem dla paleolitu (wydanie niemieckie)
i mezolitu (1’Antfiropologie) mimo jednak czynionych prób w tym kierunku
z dotychczasowych wyników pracy nie jestem jeszcze zadowolony.- Z do­
łączenia też takiej tabeli zrezygnowałem. Gdy nastręczające s>ę trudności
rozwiążę, postaram się mój rezultat opublikować.
P. Kostrzewski w swojej tabeli podaje kulturę ceramiki promienistej
jako częściowo współczesną z kulturą małopolską. Ten pogląd opiera się
na wskazanym przezemnie fakcie, że w kulturze małopolskiej odnajdujemy
przeżytki kultury promienistej. Z tego faktu wysnuwa jednak p. Kcstrzewski fałszywy wniosek. Ceramika promienista występuje wyłącznie na ob­
szarze loessów miechowskich i sandomierskich. Na tym terenie występuje
również kultura małopolska. Wynika to z pooanych przezemnie map i ta­
bel. Kilka stanowisk, któremi p. Kostrzewski moją listę uzupełnia, potwier­
dzają tylko słuszność mojej mapy. Kultura małopolska jest nowem nawar­
stwieniem etnicznem na ten obszar. Obecność więc niektórych form cera­
micznych i ornamentów promienistych w kulturze małopolskiej świadczy
0 przejęciu tych motywów od ludności dawnej przez nowych przybyszów,
a nie o istnieniu obok siebie tych dwu ludów i ich wpływach wzajem­
nych. Błąd p. Kostrzewskiego płynie w danym wypadku tak zresztą, jak
1 w wielu innych z nieumiejętnego posługiwania się mapą, nawet w tych
wypadkach, gdy mapa ta została przez kogo innego wykreśloną i objaśnioną.
W poglądach na ceramikę miechowską i złocką nie ma istotnej róż­
nicy między moim poglądem, a p. Kostrzewskiego. Obie te grupy zostały
przezemnie rozdzielore na mapie Iii. Geograficznie rozdzielone rozwijały
się też obok siebie. Ceramika złocka rozpoczyna się jedynie nieco później
od miechowskiej. Na tabeli pomieściłem obie w IV okresie neolitu, nie

X
rozdzielając ich jedynie kreską pionową. Między moją więc tabelą, a ta­
belą p. Kostrzewskiego w tym punkcie istnieje tylko różnica graficznego
przedstawienia, niema zaś różnicy istotnej. Tabelarycznie uważam sposób
przedstawienia p. Kostrzewskiego za lepszy i dosadniej wyrażający moje
poglądy.
Najobszerniej potraktował pan Kostrzewski rozdział poświęcony
przezemnie kulturze nadbużańskiej, którą po raz pierwszy w Polsce wy­
odrębniłem. Znajdujemy tu zarzut, że zasiąg tei kultury podany przeze­
mnie jest błędnie wykreślony. Przypomnieć muszę, że sam parokrotnie
w pracy zaznaczyłem, że zasiąg wskazany na mapach uważam za zbyt
wąsko zakreślony i że zapewne zostanie on przez późniejsze badania roz­
szerzony na loessy Lubelszczyzny. (Porównaj str. 86, 92, 157). Myśl więc
p. Kostrzewskiego nie jest oryginalną, chodzi o fakta, któreby to przypu­
szczenie poparły. P. Kostrzewski o tern wie dobrze i z tej przyczyny przy­
toczył szereg znalezisk kultury nadbużańskiej, nie uwzględnionych w moich
tabelach: sierpów, grotów do dzid i siekier o przekroju soczewkowatym.
Ogromna większość odnosi się do obszaru objętego wykreślonym przeze­
mnie zasiągiem kultury nadbużańskiej i odnosi się głównie do Wołynia,
który w tabelach uwzględniłem niedostatecznie. Inne wiadomości pocho­
dzą ze zbiorów Akademji Umiejętności w Krakowie, które wskutek prac
muzealnych stały się obecnie bardziej dostępne. Poza granice kultury nad­
bużańskiej wykreślone przezemnie przypada z podanych przez p. Kostrzew­
skiego: jeden sierp z Wielogóry pow. sandomierski, wymieniony prze­
zemnie na str. 177, a pominięty w tabeli, i) Nadto groty do dzid z sześciu miej­
scowości: Wojciechowice pow. opatowski, Plebański Kamień
pow. sandomierski, Bębnów pow. sieradzki, Brudnia-Białydwór
pow. mławski, Sośnia pow. szczuczyński. Grot z O s s ó w k i jest nie­
typowy. Grot z Jerzmanowic należy z listy p. Kostrzewskiego skreśbć.
Wyroby te reprezentują importy nadDużańskie, których sam cały szereg
przytoczyłem. Liczebnie największe zestawienie prof. Kostrzewskiego sie­
kier nadbuźańskich o przekroju soczewkowatym jest fałszywe. P. Kostrzew­
ski zalicza tu, obok siekier należących do kultury nadbużańskiej, cały sze­
reg siekier, które należą do przemysłu iwanowickiego i neolitu bałtyckiego.
Z tej przyczyny lista ta wymaga bardzo starannej kontroli, co uniemożliwia
brak podania źródeł, z których dla swego zestawienia korzystał mój krytyk.
Z listy p. Kostrzewskiego być może dziewięć- siekierek można będzie
zaliczyć istotnie do kultury nadbużańskiej z obszaru 'eżącego poza zasią­
giem wskazanym przezemnie dla kultury nadbużańskiej. Z tego na Lubel­
szczyznę przypadają dwie siekierki. Te dwie (!!) siekiery nie uprawniają
nas do zmiany zasiągu kultury nadbużańskiej, podanego w mojej pracy,
mimo, że wedle moich własnych przypuszczeń, przyszłe badania ten zasiąg
istotnie znacznie rozszerzą.

i) Borzymów pow- stopnicki podałem pod Nr. 53. Tabela VIII; jest to więc znowu
jeden z licznych przykładów superkorekty p. Kostrzewskiego.

XI
Ustalając chronologię sierpów i grotów do dzid w kulturze nadbużańskiej wyraźnie zaznaczyłem, że poza starszym neolitem występują one
zarówno w III jak i IV okresie neolitu. Argumenty' p. Kostrzewskiego
stwierdzające używanie tych wyrobów w III i IV okresie neolitu są zaczer­
pnięte z mojej pracy Wskazałem jednak na fakt, że oba te typy występują
również wcześniej w starszych osadach w towarzystwie siekier o przekroju
soczewkowatym. Ostatnio zaś przeprowadzone badania p. J. Bryka stwier­
dziły, że występują one nietylko w towarzystwie ułamków naczyń z nalepianemi listwami i przekłutemi otworami pod krawędzią, ale również w to­
warzystwie ceramiki dołkowej. Mamy tern samem pełne prawo odnieść te
typy do II okresu neolitu, z tern oczywiście zastrzeżeniem, iż trwają one do
końca epoki kamiennej. P. Kosti zewski patrząc ua problemy polskiego
neolitu oczyma Kossinny, uważa nasze sierpy i groty do dzid za formy po­
chodne zbliżonych wyrobów skandynawskich, a tern samem wbrew faktom
odnosi je do IV okresu neolitu. Jest niewątpliwą zasługą Kossinny, że
wskazał i udowodnił cały szereg wpływów północnych na Europę. Nie­
wątpliwie poszedł on w niektórych przypuszczeniach za daleko, ale naj­
większą szkodę przynoszą wywodom tego znakomitego uczonego ci prehistorycy, którzy nie umieją patrzeć na zjawiska czasów przedhistorycznych
Europy inaczej jak tylko przez pryzmat skandynawski. Przecież sami ba­
dacze skandynawscy coraz silniej zaczynają wysuwać w neolicie inne
jeszcze kierunki wpływów na Europę i zwracają coraz baczniejszą uwagę
na kraje południowe. Czyni to z takiem powodzeniem zwłaszcza S. Müller.
Sprawę pochodzenia kultury nadbużańskiej dotknąłem w mej książce
tylko pobieżnie. Odbyte już po napisaniu tej książki podróże pozwoliły mi
bbżej wyjaśnić to zagadnienie. Odkładam omówienie tego problemu do
niemieckiego wydania mego neolitu.
Przechodząc do zagadnienia podolskich grobów skrzynkowych muszę
na wstępie sprostować nieporozumienie wprowadzone przez p. Kostrzew­
skiego, który traktuje kulturę grobów skrzynkowych jako jeden z okresów
rozwojowych kultury nadbużańskiej. Ja zaś zaznaczam wyraźnie, że kultura
ta reprezentuje „imigracje nowego ludu“. Pan Kostrzewski sądzi, że osady
z ceramiką zdobioną dzmrkami i listwami z ornamentem palcowym oraz
wyrobami krzemiennemi typu nadbuźańskiego są osadami ludności grobów
skrzynkowych podolskich. Jest to oczywiście błędnym poglądem. Błąd
ten jest analogiczny do błędu Wł. Antoniewicza, który uważa kulturę mało­
polską jako osady dla grobów z ceramiką złocką i płynie z nieumiejętności
posługiwania się metodą kartograficzną. Moja mapa II podaje zasiąg
kultury nadbużańskiej, jak głosi podpis, a nie grobów skrzynkowych po­
dolskich. Rozmieszczenia grobów skrzynkowych podolskich na mapie nie
podałem. Załączyłem jednak tabelę zestawiającą ten typ zabytków. Jest
oczywistem, że zasiąg grobow skrzynkowych z zasiągiem kultury nadbu­
żańskiej III okresu neolitu się nie pokrywa i te dwie kultury nie mogą być
żadną miarą identyfikowane.
Po sprostowaniu tych nieporozumień zasadniczych wypada omówić
sprawę pochodzenia grobów skrzynkowych podolskich. Sprawę tę wysunął

XII
IV r. 1910 Kossinna, który uznał te groby za pochodne północr.o-poiskich
megalitycznych grobów skrzynkowych, podając szereg argumentów uza­
sadniających to stanowisko. Z mej strony wystąpiłem z szeregiem
zastrzeżeń i wskazałem na możliwość wschodniego pochodzenia grobów
skrzynkowych podolskich. Kostrzewski stoi na stanowisku Kossinny, a prócz
znanych już argumentów, dodaje dwa nowe. Jeden to fakt znalezienia
ceramiki sznurowej w grobie skrzynkowym w Koszyłowcach, a drugi to
odnalezienie przez siebie grobu skrzynkowego wkopanego w warstwę osady
z ceramiką malowaną w Białym Potoku.
Grób w Koszyłowcach odkryty został w r. 1878. K i r k o r nie po­
daje, na której niwie został znaleziony 1 opisu jednak, znając Koszyłowce,
przypuszczam, że miejsce znalezienia grobu może leżeć jedynie na t. z.
Obozie, a więc na tern samem miejscu, gdzie Hadaczek odkrył osadę
z ceramiką malowaną. Kirkor zastał grób zupełnie opróżniony, a jego
wnętrze dokładnie wymiecione. Wymiary grobu i jego budowa odpowia­
dają całkowicie analogicznym grobom skrzynkowym podolskim. O zebra­
nych na miejscu skorupach Kirkor powiada, że ich ornamentyka odpowiada
całkowicie ornamentyce naczyn z Kociubiniec. W czasie ostatniej bytności
w Krakowie dzięki uprzejmości prof. Demetrykiewicza mogłem
widzieć ułamki, pochodzące z tego grobu. Są one umocowane na tabliczce
jeszcze przez samego Kirkora i podpisane „z grobu płytowego w Koszy­
łowcach“. Ze zdziwieniem nie znajdujemy tu skorup opisanych przez
Kirkora lecz fragmenty zdobne ornamentem sznurowym. Jeden f-agment
niskiego kołnierza, zapewne amfory, zdobny podwóinemi poziomemi od­
ciskami sznura. Drugi zdaje się od podstawy kołnierza tejże amfory
również z podwójnym poziomym odciskiem sznurka. Fragment brzuśca,
innego zapewne naczynia, z ornamentem sznurowym promienistym, wyciśnię­
tym podwójnym sznurkiem; wreszc e fragment prostego kołnierza z trzema
poziomemi odciskami sznurka pod krawędzią, oraz wiszącemi trójkątami
ukośnie zakreskowanemi odciskami sznurka. Poniżej dwa szeregi zaokrą­
glonych kątów wyciskanych stempelkiem. Jest to ceramika, która wykazuje
ścisły związek z miechowską i złocką ceramiką sznurową. Analogji w gro­
bach' skrzynkowych podolskich dla niej nie znajdujemy Zachodzi pytanie,
czy nie zaszło tu jakieś nieporozumienie zwłaszcza, że zabytki r.ie zgadzają
się z opisem Kirkora. Jeżeli moje przypuszczenie co do miejsca znalezienia
jest słuszne, to przypomnieć należy, że Hadaczek odkrył na t. z. Obozie
rozległą osadę ceramiKi malowanej, poza tern: jeden fragment naczynia
zdobnego rybią łuską, wreszcie niepublikowany garnuszek z pionowem
uchem zdobny poziomym ornamentem sznurowym. Istniała tu nadto wczesnohistoryczna osaoa t. z. słowiańska. Pozostaje podkreślić, że Kirkor nie
znalazł zabytku in situ. Mamy tu więc rozliczne możliwości pomyłki
i należy zaczekać z dalszemi wnioskami aż do chwil-, gdy znajdziemy
dla rzekomego inwentarza grobu koszyłowieckiego pewną analogję. Grób
z Międzyrzecza nie jest analogją dla tego grobu.
Drugi argument dostarczony przez p. Kostrzewskiego jest jeszcze
bardziej wątpliwy. Rozkopując osadę ceramiki malowanej w Białym Potoku

XIII
znalazł p. Kostrzewski wkopane w warstwę tej osady, a więc późniejsze
od osady, trzy groby szkieletowe bez obstawy kamiennej, które zalicza do
eneolitu.1) Nadto znalazł jeden grób skrzynkowy ze szkieletem skurczonym
lecz bez żaanych zabytków towarzyszących. Grobu tego nie mamy prawa
zaliczyć do gdpbów skrzynkowych podolskich, jak to czyni prof. Kostrzewski.
Jest on zbudowany z cienkich płyt piaskowca trembowelskiego. Szerokość
skrzyni 97 względnie 99 cm., długość nie mogła być ustaloną, jednak
nieznacznie tylko mogła przewyższać 130 cm. Chodzi tu więc o mały grób
skrzynkowy, zbudowany z płyt piaskowca trembowelskiego. Grób ten nie
może być oczywiście identyfikowany z grobami skrzynkowemi podolskiemi,
które są wielkiemi budowlami z reguły 2 m. długiemi, zbudowanemi
z potężnych płyt. Sam fakt skrzyni nic tu nie znaczy. Cienkie bowiem
płyty piaskowca trembowelskiego były bardzo często używane jako obstawa
grocu w różnych okresach i kulturach przedhistorycznych i tworzą z natury
rzeczy skrzynki grobowe, których jednak nie mamy prawa identyfikować
z megalitycznego charakteru grobami skrzynkowemi podolskiemi. Prowadząc
badania na Szubienicy pod Buczaczem, sam odnalazłem trzy groby skrzyn­
kowe ze szkieletami skurczonemi, zbudowane z płyt piaskowcowych, małych
rozmiarówr Groby te są pełną analogją dla grobu skrzynkowego z Białego
Potoka. Podarków grobowych brak, w jednym tydko znalazłem naczynie,
dwuuche typu białopotockiego. P. Kostrzewski nic nie znalazł w grobie,
nie mamy więc podstaw, aby gc datować. Z jego położenia wynika tylko,
że jest późniejszy, jak osada ceramiki malowanej, można go więc uważać
co najwyżej za współczesny z obok odnalezionemi grobami bez obstawy
kamiennej, w żadnym jednak razie nie jest on grobem skrzynkowym po­
dolskim. P. Kostrzewski padł tu ofiarą pomyłki; znalazł skrzynię zbu­
dowaną z płyt i nie uświadomił sobie, że w kraju, gdzie płyty te są nie­
zmiernie rozpowszechnione, zwyczaj budowania skrzyń grobowych występuje
w 'óżnych okresach i sam przez się niczego jeszcze nie udowadnia.
W czasach ostatnich wyszły na światło dzienne fakty, które zmieniły
moje zapatrywania na genezę i chronologię grobów skrzynkowych podol­
skich. Jest to grób z Zastawia pow. tarnopolski i grób z Horodnicy nad
Zbruczem. Inwentarz grobu z Zastawia odkrytego w 1912 r. był mi nie­
znany i zdaje się zabytki te zniszczyła wojna. Dzięki jednak uprzejmości
p. Janusza zapoznałem się z jego inwentarzem na podstawie fotografji.
Inwentarz tego grobu stanowią dwie siekiery krzemienne, jedna płaska,
druga o grubym obuchu, oraz dwa naczynia. Jedno naczynie jest amforą
o czterech uszkach osadzonych u podstawy kołnierza, zdobną motywem
wilczych zębów wypełnionych łuską rybią. Amfora ta jest typową dla
grobów skrzynkowych podolskich. Druga amfora również o czterech
uszkach osadzonych u podstawy kołnierza reprezentuje pełną analogję do
amfor grobów skrzynkowych megalitycznych północnej Polski. Kołnierz
i) W pracy „Groby eneolityczne z skurczonemi szkieletami w Białym Potoku,,
Przegi. Arch. t. III p. Kostrzewski zalicza te groby do kultury lokalnej będącej rezultatem
oddziaływań neolitycznych kultur północnych.

XIV
ozdobiony wyciskanemu kątami tworzącemi dwa pasy kwadracików na wzór
amfor podolskich. Poniżej biegnie pas poziomy zębów utworzonych z linij
rytych potrójnych, identycznych do motywu podanego przezemnie na tab. VIII
rys. 9 i tab. IX rys. 14 i 15, a niżej znowu pas małych kwadracików. Na
górnej części brzuśca mamy podwójne kolumny kątów analogicznych do
amforki tab. IX rys. 5, lub rys 3 i 4, jedynie odwróconych. Poniżej szereg
wpuszczanych kątów złożonych z linij rytych analogicznych do motywu
amfory tab. VIII rys. 1 2, 10 i czarki rys. 7. Pomiędzy trójkątami opusz­
czają się w dół ponownie podwójne kolumny kątów wyciskanych stempel­
kiem. W grobie z Zastawia mamy więc fakt występowania razem amfory
typu podoiskiego i amfory megalitycznej północne - polskiej. Drugi grób
skrzynkowy megalityczny z Horodnicy dostarczył amfory identycznej do
amfory z Ulwówka. Oba te groby mus'my uznać za groby megalityczne,
a fakt ten zmusza nas do uznania zgodnie z Kossinną podolskich grobów
skrzynkowych za grupę pochodną grobów skrzynkowych megalitycznych
północnej Polski, a tern samem odnieść je do IV okresu neolitu.
Najobszerniej potraktowany przezemnie rozdział o ceramice malowa­
nej został omówiony przez p. Kostrzewskiego bardzo pobieżnie. P. Kostrzewski zgodnie z zasadą konsekwentnie przeprowadzoną w całej krytyce,
nie zwraca uwagi na rzeczy pozytywne i nowe, z któremi się godzi, ogra­
nicza się jedynie do krytyki negatywnej. W związku z tym rozdziałem
atakuje też jedynie kilka szczegółów, a jego krytyka tego rozdziału jest
może najsłabszą częścią całości i rywalizować może chyba tylko z krytyką
pierwszego rozdziału mojej Książki poświęconego mezolitowi, których to
zarzutów nie wziąłem wogóle pod uwagę w mojej obecnej odpowiedzi. Takież
stanowisko zajmuję wobec krytyki moich poglądów na kulturę ceramiki malo­
wanej. Zatrzymam się tylko nad paru poważniejszemu zarzutami. P. Kostrzewski uważa zgodnie z Schuchhardtem ślady chaty w Lissdorfie za
ziemiankę. Jestem odmiennego zdania. Zagłębienia tworzące tę rzekomą
ziemiankę są rozłożone bezplanowo i zupełnie nieregularnie, nie mają nic
wspólnego z ziemiankami zamieszkanemi przez człowieka. Ich genezę tłu­
maczę jako rezultat bobrowania ziemi przez zwierzęta domowe przedewszysrkiem przez świnie. A teraz drugi zarzut. P. Kostrzewski odsyła
mnie do architekta w związku z konstrukcją słupową zagrody odtworzo­
nej przezemnie na podstawie modelu z Fopudni. Wyraziłem mianowicie
ni zypuszczenie, że słupy, na których opierała się ta zagroda, nie musiały
Dyć wkopane w ziemię. Sądzę, że opinja architekta jest w tym wypadku
zbędną, wystarczy zupełnie analfabeta cieśla z Polesia, który bez użycia
jednego kawałka żelaza, nie wkopując słupów, a zastosowawszy zasadę
stołu tego rodzaju zagrodę zbuduje. (Porównaj Spichlerze wołyńskie i po­
leskie). Zarzuty rzeczowe p. Kostrzewskiego postawione mojej pracy zostały
w ten sposób wyczerpane. Pozostaje rozważyć jeszcze niektóre uwagi
ogólne mego krytyka oraz jego metody polemiczne.
P. Kostrzewski kończy swą ocenę krytyczną mojej pracy następującem
wskazaniem metodycznem: „Na obraz pradziejów poszczególnego kraju czy
okresu składają się — jak na mozajkę artystyczną — tysiące drobnych ka­

XV
myczków, z których powoli powstaje całość. Żadna „twórcza fantazja,“
nie zastąpi tu sumiennej analizy faktów i umiejętności wysnuwania z nich
odpowiednich wniosków“. Zasadzie tej można przyklasnąć. Istotnie prehistorja opiera się na mnóstwie szczegółów i dopiero analiza tych dro­
biazgów może doprowadzić do należytych wniosków. Rozpatrzyłem wszyst­
kie te szczegóły, które zostały mi wytknięte przez prof. Kostrzewskiego,
jako rzekomo błędnie przezemnie zanalizowane i okazało się, że analiza
moja we wszystkich wypadkach była słuszną, krytyczną i ostrożną, analiza
zaś p. Kostrzewskiego błędną lub niemetodyczną, a chodzi’ tu przecież
o wybór faktów dokonany przez p. Kostrzewskiego z całego mnóstwa
innych. Wyznam też zupełnie szczerze, że oczekiwałem po krytyce wj tknięcia
mi szeregu istotnie błędnie zanalizowanych szczegółów, co jest łatwo
możliwe w pracy obejmującej tak wielki materjał, jak moja, mestetj dozna­
łem zawodu. P. Kostrzewski okazał bardzo wiele krytycyzmu, gdy chodzi
o moje obserwacje terenowe, nie okazał jednak tegoż krytycyzmu dla
obserwacyj dawniejszych, często robionych przez zupełnie niefachowych
zbieraczy lub znalazców. Ta nierówność miary wydała i wydać musiała
fatalne owoce. P. Kostrzewski do swojej „mozajki“ wprowadził wiele
fałszywych kamyczków i to odb:ć się musiało na jego wnioskach. Jest to
jednak raczej skutek niż przyczyna. Błędem zasadniczym jest to, że p.
Kostrzewski wnioski naukowe traktuje jako rezultat mechanicznego opero­
wania materjałem; więc zbiera bardzo starannie fakty, a jego ideałem jest
nie uronić niczegc Później jednak mż bezkrytycznie segreguje zebrane
fakty, stosując raz przez siebie obrany schemat. Schematem tym w dawniej­
szych pracach p. Kostrzewskiego był schemat Kossinny, w późniejszych, już
po zerwaniu z Kossinną i jego szkołą, dziś już przestarzały schemat ewolucjonistycznej monografji. Klasycznym przykładem takiej pracy jest drugie wy­
danie „Wielkopolski“, a przykładem, do jak mizernych wniosków dojść można
po wyczerpaniu prawie całego materjału faktycznego, jest praca „Z badań
nad osadnictwem wczesnej i środkowej epoki bronzu na ziemiach polskich“
Przegl. arch. t. II 1923 — 1924. W swych pracach p. Kostrzewski wykazuje
brak umiejętnego wnioskowania. Umiejętność ta bowiem nie polega jedy­
nie na zebraniu materjału, tu potrzeba jeszcze materjał krvtycznie ocenić,
a później trzeba mieć trochę „twórczej fantazji“, z której się p. Kostrzewski
tak lubi naigrawać, a która stanowi istotę pracy naukowej
W nauce człowiek sumienny bez „twórczej fantazji“ może być bardzo
użytecznym. Pięknym tego przykładem jest właśnie p. Kostrzewski w pre­
historii, który jako zbieracz faktów, jako ten, który zestawia i porządkuje
od ważnych do najdrobniejszych wszystkie „drobiazgi“, a ma nadto szla­
chetną ambicję nie pominięcia niczego, zdobył sobie w polskiej prehistorji
piękną kartę, którą szanuje i nigdy w n ezeni nie chcę umniejszyć. Nigdy
też nie występowałem z krytyką jego prac, ich wartość leży nie w wysu­
wanych przez autora wnioskach, lecz w zestawieniu materjału. Jeśli się
więc nawet z wnioskami p. Kostrzewskiego nie godzę, nie widzę potrzeby
wszczynać dyskusji. Uczyniłem to dopiero obecnie, gdy prowadzony na
mnie atak przerodził się w rodzaj nagonki. Sam pracuję innemi od

XVI
p. Kostrzewskiego metodami. Nie lekceważę wcale faktów ani szcze­
gółów, czego dałem dowód choćby w książce o polskim neolicie,
w której operuję bardzo wielkim przeważnie niepublikowanym materjałem Dla mnie jednak materjał jest tylko podstawą dla pracy nauko­
wej, a tę rozumiem, jako pracę twórczą. Z tej przyczyny kładę też
przedewszystkiem nacisk na problemy naukowe, pragnę podawać nie
sam materjał faktyczny, lecz szukam uchwycenia całokształtu zagadnień
Mam bowiem przekonanie, że nauka tam się zaczyna, gdzie zaczyna się
myśl twórczá. Tu rozchodzimy się z p. Kostrzewskim. Rozchodzimy się
,akże co do podstawowych metod pracy. P. Kcstrzewski stoi na stano­
wisku powolnej zmienności form, która go prowadzi do ewolucjonistycznego
ujmowania dziejów, interesują go w prehistorji nawiązania jednej epoki
do drugiej, a w pracy tej przyświeca mu idea autochtonizmu. Mnie
interesują współcześnie istniejące różnice, nawarstwienia etniczne, wpłyvry
wzajemne różnych kultur i pożyczki. Dzieje kultury minuję jako szereg
nawarstwień etnicznych i powstałych tą drogą krzyżówek, używam też
innych metod od p. Kostrzewskiego i do innych dochodzę wniosków.
Dyskusja z profesorem Kostrzewskim mogłaby być ciekawą, ale trzebaby
ją prowadzić na tej płaszczyźnie, na której istnieją między rr.ną, a p. Ko­
strzewskim istotne różnice, a więc przedewszystkiem na płaszczyźnie
metodologicznej.
Oczekiwałem z dużem zaciekawieniem zapowiedzianej już dawno
krytyki. Krytyka ta jest wynikiem wielomiesięcznej, bardzo mozolnej pracy.
Sądziłem, że uczony rozporządzający tak dużą erudycją da coś nowego
po przenicowaniu tak skrupulatnem mojej pracy; doznałem zawodu i mu­
szę stwierdzić, że moja autokrytyka poszła dalej i dała więcej wyników
pozytywnych, jak praca p. Kostrzewskiego w tym samym kierunku
Własne wyniki podam w wydaniu niemieckiem mojego neolitu. Nikłość
swych wyników i słabość zarzutów odczuł także bardzo dobrze sam p.
Kostrzewski. Mozolną pracę włożoną w krytykę wynagrodził scö.e na
innej drodze, wprowadzając całe mnóstwo drobnych złośliwości, któremi
przepełniona jest krytyka.
Gdy mowa o metodach dyskusji mam do napiętnowania jeszcze
jedną grupę zarzutów p Kostrzewskiego.
Metoda formowania takich
zarzutów polega na wychwytywaniu sprzeczności formalnych. Konfrontuje
się ze sobą różne ustępy i różne miejsca książki, gdzie dany zabytek jest
wspomniany, najprościej według skorowidza. Taka bardzo mozolna praca
dać musi zawsze pewne wyniki, zwłaszcza, gdy chce się rzecz doprowa­
dzić do absurdu lub co gorsza, gdy się autora źle lub wcale nie zrozu­
miało. Przy tej metodzie każdą własną nieświadomość i każdą niejasność
stylową można doprowadzić do rzędu ciężkiego rzeczowego zarzutu. Jeżeli
zaś zachodzi gdz*eś istotny błąd formalny lub istotna sprzeczność, stanowi
to już pole do całych wywodów. Oczywiście z zarzutów takich nic nie
wynika, w niczem nie podważają one istotnej treści wywodów krytykowa­
nych, ich rola jest inna, mają one oddziaływać na nieświadomych rzeczy
i ośmieszać krytykowanego. Tę grupę zarzutów pozostawiam nietkniętą

XVII
mą odpowiedzią w myśl zasad, które sformułowałem w liście otwartym
do prof. Zakrzewskiego (Lud. 1925).
Kategorją cennych uzupełnień mojej pracy mogłyby być fakty, któremi
p. Kostrzewski uzupełnił moje tabele. Materjał prehistoryczny jest tak
rozprószony po najróżnorodniejszych publikacjach i zbiorach często nie­
dostępnych, że zestawienia kompletne są prawie niewykonalne i z tej
przyczyny zawsze prawie uzupełnienia są możliwe i bardzo cenne. Pamię­
tać trzeba oczywiście, że tabele zestawiające materjał nie są celem same
w sobie, jak np. kolekcje marek, pudełek od zapałek lub guzików i w nich
nie musi tkwić ambicja uczonego. Ma^ą one charakter aneksów do map
i w tym charakterze są podstawą naszych wniosków. Uzupełnienia więc
tabel mogą albo pomnożyć ilość punktów, albo też istotnie zmienić nasz
pogląd na rozmieszczenie danej kultury. P. Kostrzewski do kilku
moich zestawień dorzuca po kilka nowych miejscowości, czem nie zmienia
jednak w niczem obrazu uzyskanego na podstawie podanego przezemnie
materjału. Liczbowo, uzupełnienia p. Kostrzewskiego wyglądają poważniej
tylko w odniesieniu do sierpów, grotów do dzid i siekier o przekroju
soczewkowatym kultury nadbużańskiej lecz i w tym wypadku nie zmieniają
one zasiągu kultury nadbużańskiej, jaki wykreśliłem na swojej mapie.
Przykro natomiast uderzają w zestawieniach p. Kostrzewskiego błędy, po­
legające na zaliczeniu do danego typu, czy kultury zabytków, które z nią
nic wspólnego nie mają. Błędy te są najliczniejsze w uzupełnieniach
odnoszących się do nadbużańskich siekier o przekroju soczewkowatym,
w którem to zestawieniu znalazły się również siekiery należące do neolitu
bałtyckiego i przemysłu iwanowickiego. Mamy też takie błędy jak nadbużański grot do dzidy z Jerzmanowic, nigdy tam nie znaleziony lub pomie­
szanie zabytków kultury wielkopolskiej i małopolskiej. Korzystanie nadto
z uzupełnień p. Kostrzewskiego jest często uniemożliwione przez
brak podanego źródła, z którego czerpie krytyk swe wiadomości.
Pozostaje mi do omówienia ostatnia kategorja zarzutów. Idą one
po linji umiłowanej i tyle owocnej korekty dodatkowej przeprowadzonej
przez p. Kostrzewskiego. Temi to zarzutami stara się krytyk pod­
kopać zaufanie czytelnika do mojej metody pracy naukowej. Licząc obję­
tościowo zarzuty te i uwagi na ich temat wypełniają trzecią część całej
krytyki. Są one przeplecione przez wszystkie jej ustępy. Jest to korekta
t. z. literowa. Każdy przecinek, kropka, brak lub błąd w literze, wreszcie
błędny numer rysunku są tematem do specjalnych rozważań i dają pole dla
wniosków daleko idących i urozmaiconych soczystemi nieraz wyrażeniami.
Oczywiście korekta nie jest moją specjalnością. P. Kostrzewski
kładzie na nią tak wielki nacisk, że według niej osądza wartość prac czy­
tanych. W tym stanie rzeczy korekty jego własnych prac winny być oczy­
wiście bez zarzutu. Nie robię korekt dodatkowych p. Kostrzewskiemu,
mam dosyć własnych, a pracy tej nie uważam za przyjemną. Zadałem
sobie jednak trud przeprowadzenia raz jeden korekty dodatkowej p. Ko­
strzewskiemu. Wziąłem jego krytykę mego „Neolitu“. Wynik był nieocze­
kiwany. Artykuł ten zawiera 34 tak trzydzieści cztery błędy „karygodnego

XVIII
niedbalstwa“ według definicji samego autora. Tyle ja znalazłem. Jest ich
oczywiście więcej, przecież zostawiając błędy we własnych pracach nie
wyczerpałem ich bogactwa u p. Kostrzewskiego. Daje to bądź co bądź
jeden błąd na stronę. Jest ro procent błędów większy niż w mojej pracy.
Ttl fakt bez komentarzy jest moją odpowiedzią na drwiny p. Kostrzewskiego
pod moim adresem.
Z mojej odpowiedzi wynika, że dołożyłem wszelkich starań, by
wyczerpująco odpowiedzieć na rzeczowe zarzuty p. Kostrzewskiego.
Na kpiny i z.Łoś'iwe obelgi nie odpowiadam i nie będę odpowiadać
w przyszłości.
Lwów.
Leon Kozłowski.

Recenzję prof. L. Kozłowskiego załączamy oddzielnie z osobną pa­
ginacją, ponieważ z powodu braku odpowiednich czcionek musieliśmy
tekst złożyć w innej drukarni.
Redakcja.

OMyŁKI
Str. :

2
5

21
23
23
26
26
27
47
48
81
84

37
87
92
95
m

m

118
119

DRUKU:

ma być:
wiersz:
zamiesi:
fortened
fortered
14 od dołu
1 od dołu opuszczono uwagĘ :
„Raki górskie znane są już od okresu hallstackiego W krajach alpejskich, obecnie występują
również na płw. bałkańskim i na Kaukazie.
dokumentalny
zaczerpnięty
10 od dołu
tylko
albo
14 od góry
5494
54.94
19 od góry
Bukowiny
Bukowicy
11 od dołu
Furłukawka
Furłukowka
16 od dołu
rozkawałkowanie
rozwałkowanie
15 od góry
pełnego
15 od góry
pełnych
oDcemi
9 od dołu
obecnie
chorobie
19 od góry
dorobię
17 od dołu
za pomocy
zapomocą
2 od góry
wykreślić
»się*
ich
9 od góry
je
Przestąp
Przestąp
2 od góry
według
12 od dołu
wedłud
Moszkowíc
Moszkowiec
12 od góry
(nłąd powtarza się kilkakrotnie w recenzji).
1 od dołu
ec’k.ii
ec’k'ij
krowie, które
5 od dołu U karmiącej kobiety
Z powodu gęstości .ciągnie
diaka
14 öd góry.
dzika

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.