452833b7c7d1ecdbe9017936f381df58.pdf

Media

Part of Król wężów : studyum etnologiczne / Lud, 1910, t.16

extracted text
STANISŁAW SCHNEIDER.

Król wężów.
STUDYUM ETNOLOGICZNE.

Kult wężów sięga zamierzchłej przeszłości. Który kraj był
pierwotną jego siedzibą i czy w ogóle jakiś jeden kraj może ro­
ścić wyłączne do tego prawo, musi przy stanie obecnym badań
pozostać rzeczą nierozstrzygniętą. Do niedawna za taki rozsadnik czci wężów po całym świecie uważało się Indye lub Egipt,
dzisiaj już Babilonia po nowszych odkryciach może im robić
poważną konkurencyę. Jednym bowiem z pierwszych bogów był
w teogonii babilońskiej Lahmu, który z małżonką Lahamu sta­
nowił pierwotną parę bóstw smokowatej lub gadzinowej postaci.1)
Do Greków dostał się kult wężów prawdopodobnie z Egi­
ptu, gdzie oddawano cześć boską jadowitym, rogatym żmijom,
które często znachodzi się przedstawione na pomnikach egip­
skich. Był to gatunek wężów z rogami {Coluber cerastes [Kepao~r>7s]
C. cornutus'), o którym Pliniusz Nat. hist. 8, 23 wspomina.
Grecy mienili węża, jak wszystkie bóstwa chtoniczne, istotą
dobrą [dya0ós <?ai’Ju«i']. Niejednokrotnie ogląda się na pomni­
kach starożytnych Hygieę, boginię zdrowia, zajętą karmie­
niem wężów. Przypisywano im moc leczniczą i przydawano
jako symbol odmładzającej się siły żywotnej Asklepiosowi
(rzym. Aesculapius). Również utrzymywano je po wyroczniach,
*) Por. Epos babilońskie „Enuma EliS“. W Brodach 1909, str. 19 i 21.

— 17 —

Stanisław Schneider

zwłaszcza wróżących ze sennych widzeń, jako posiadające
szczególną zdolność jasnowidzenia. Rzymskie bóstwa domowe,
Lary często wyobrażano przez parę wężów, pochylających się
nad ołtarzem. Gnostycka sekta ofitów przybrała nazwę od węża,
którym posługiwała się nawet do wyrażenia chrześcijańskiej nauki
jako demiurgiem; jego zaś wizerunki na kabalistycznych ka­
mieniach przypominają opis greckiego Fanesa w postaci żmii
skrzydlatej z kombinacyą głów smoka, byka i lwa. Tego Fanesa
teogonia orficka na wielu miejscach nazywa Protogonosem,
nasamprzód urodzonym.1)

W odmiennem świetle, cokolwiek humorystycznem, przed­
stawia „starego węża“ Lukian w swym dyalogu p. t. „Filopseudes“ (Łgarz albo niedowiarek), w którym (roz. 11 i nast.) jest
mowa o pewnym Babilończyku lub Chaldejczyku, wypędzającym
za pomocą zaklęcia wszelkie płazy, jakoto: „roje wężów, oku­
larniki, żmije, kerasty, gniewce, ropuchy i kumaki“.?) Czynił to
zaś w ten sposób, że dotyczące pole obchodził w koło trzy
razy, oczyszczał za pomocą siarki i pochodni, następnie odczy­
tywał ze starej księgi siedm jakichś czarodziejskich słów, poczem
wszystkie płazy, jakie tylko znajdowały się w obrębie tych gra­
nic, wychodziły, jakby je kto ciągnął. Tylko jeden stary wąż
w opisanym wypadku nie stawił się na rozkaz, ale czarnoksię­
żnik rzekł: „Jeszcze kogoś brakuje!“ 1 wybrawszy najmłodszego
węża, wyprawił go w poselstwie do owego starucha; i rzeczy­
wiście, po chwili zjawiła się i ta bieda. A kiedy już wszyscy
byli na miejscu, tchnął na nich Babilończyk i wszystko od tego
tchnienia w jednej chwili zgorzało.
Przytoczyłem powyższy opis wiernie z Lukiana, ponieważ
nie jest on dowolnym wymysłem satyryka, lecz się opiera na
wierzeniu ludowem, którego wyraźne ślady i podobieństwa prze­
chowały się w kilku podaniach u różnych ludów współczesnych.
Dwa podania, krążące między ludem tyrolskim, przytacza w zwią>) Zob. Orphica (rec. Abel) fr. 36, 38, 40, 41, 48, 53,56-59, 61, 167,
168, 171.
2) Przytaczam podług przekładu M. K. Boguckiego: Wybrane pisma
Lukiana. T. I. W Krakowie 1906, str. 214.

— 18 —

Król wężów

zku z Lukianem Radermacher1) za Zingerlem 2) i Alpenburgiem 3),
które tutaj powtarzam dla dokładności w dosłownym oryginale
niemieckim: „ln Steeg lebte einmal ein Zauberer. Dieser ver­
sprach, die Bergwälder von den Würmern, deren Anzahl in furcht­
barer Weise zugenommen hatte, zu befreien. Er ging deshalb
auf den Berg, machte ein grosses, grosses Feuer an und sagte
zu den I euten: Wenn Ihr eine Schlange pfeifen hört, so lauft
alsogleich davon; denn pfeifen kann nur die Schlangenkönigin,
und die durchbohrt jedes, das sie antrifft. Die Leute gingen fort
und warteten in der Nähe; dann begann der Schlangenbanner
in einem alten Buche zu lesen. Als er eine Weile gelesen hatte,
schossen von da und dort Schlangen herbei und stürzten ins
Feuer. Zuletzt hörte man wirklich ein grelles Pfeifen, und darauf
schoss eine schneeweisse Schlange, die ein goldenes Krönlein
auf dem Kopf hatte, herbei und durchbohrte den Beschwörer,
sodass er maustodt niederfiel“, To jest jedno podanie, a drugie
tak Radermacher streszcza: „Hier werden die Schlangen von
einem Schwarzkünstler durch Pfeifen gelockt. Sie kriechen da­
rauf hervor, stürzen ln das angezündete Feuer und verbrennen.
Der „weisse Wurm“, der zuletzt erscheint, ist so dick wie ein
Mannesschenkel, mit einer Krone auf dem Kopfe; er umschlingt
den „Wurmverderber“ und kugelt sich mit im ins Feuer, darin
beide zu Asche verbrennen“.
Podkład w obu podaniach tyrolskich i w opowiadaniu Lukiana jest wspólny, tylko Lukian zaciera znamienne rysy pier­
wotne, dokładniej zachowane przez lud tyrolski. Czarownik tu
i tam czyta magiczne słowa ze starej księgi, wie tu i tam o istnie­
niu pewnego węża, którego braknie zrazu przy innych, który
się jednak w końcu pojawia. U Lukiana czarownik ma wielką
moc, większą bez porównania od tego „starego węża“, którego
śmiało wyzywa, każę sprowadzić i jednem tchnieniem razem
z wszystkimi płazami spala. Przemoc w podaniu szczeroludowem, n. p. u Tyrolczyków, jest raczej po stronie węża, którego
zaklinacz się obawia i z którym musi pospołu ginąć w ogniu,
lub który go zabija. Sceptyczny Lukian zamiast białej jak śnieg
') Zob. Rheinisches Museum für Philologie z r. 1905, str. 315 i n.
Por. tegoż akademicką przemowę, mianą 12. czerwca 1909. we Wiedniu,
wydrukowaną zaś w Ztschr. f. d. österr. Gymn. z r. 1909, str. 673 i n.
2) Wolf. Ztschr. f. d. Mythol. 11. 348.
s) Mythen und Sagen Tirols, str. 274.

— 19

Stanisław Schneider

królowej wężów z złotą koroną na głowie i zamiast przeraźli­
wego świstu, z jakim ona pospiesznie nadciąga, wprowadza nie­
dołężnego węża, o którym słyszy się przypuszczenie, że „z po­
wodu wieku sędziwego nie mógł się przyczołgać i dlatego zo­
stał na miejscu“.
W analogicznej wersyi karynckiej, o której Radermacher
przelotnie napomknął, mowa jest o przybyszu z Włoch, nieja­
kim Fridelo, który przyrzeka ocalenie mieszkańcom gminy wiej­
skiej Friedlachu od jadowitych wężów i wygubienie ich wszyst­
kich, byleby tylko nie było pomiędzy nimi białej, straszliwej wę­
żów królowej. Już rozniecony stos drzewa pożarł wszystkie
gady, gdy w tern donośny świst się rozległ i w błyskawicznych
kłębach zbliżył się wąż biały. W mgnieniu oka ogarnął Fridela
i wraz z nim pogrążył się w żarze l). Radermacher nadmienia,
że w salcburskiej odmiance nazywa się wąż, zjawiający się
w końcu, całkiem starym (ganz alt), coby odpowiadało waryantowi Lukiana 2). Także ze Szwabii i Turyngii zapisano opowieść,
pomieszaną z innemi, ale o tyle bliższą Lukiana, że czarnoksię­
żnik pozostaje przy życiu 3).
Przytoczywszy materyał, zebrany w okolicach niemieckich
o wypędzaniu wężów, chciałbym go uzupełnić bogatym zbiorem
o „Wężu“, opracowanym i zestawionym przez E. Majewskiego
(Warszawa 1893, odbitka z „Wisty“). Tam pod nr. 249 czytamy,
co następuje: W pewnem miejscu była ogromna masa wężów
i żmij, które zagryzały bydło, pędzone na pole... Zakopuje raz
chłop krowę, którą mu właśnie żmije zagryzły, a tu idzie po­
dróżny i pyta się go: „A na cóż wy tę krowę zakopujecie?“...
„A niema tu u was takiej żmii, coby gwizdała?" pyta się
znowu podróżny. — „Eh, takiej to niema“. — „No, to ja wam
zażegnam te żmije“. Kazał ten podróżny wykopać dół głęboki,
i położyć przez jego szerokość deskę. Następnie stanął na tej
desce i zaczął żegnać żmije. Żmije posłuszne zaczęty się scho­
dzić do dołu. Kiedy ich się już bardzo dużo naschodziło, pa­
trzy podróżny, a tu idzie król wszystkich żmij, Zł o czyń. Zo’) Rappold, Sagen aus Kärnten. Klagenfurt 1887, str. 122 i nast.:
Die Schlangenmesse zu Friedlach.
2) Bechstein, Die Volkssagen usw. Oesterreichs 13, str. 101.
3) Tenże, Deutsches Sagenbuch, Nr. 483 u. 942.

— 20 —

Król wężów

baczywszy go, powiada podróżny: „Oj, daliście mi chleba, dali;
toć to żmij Złóczyń idzie, teraz moja śmierć będzie!“ I rzeczy­
wiście. Jak tylko żmij Złoczyń podszedł bliżej, jak zagwiznął,
zleciały się wszystkie żmije do niego i zrzuciwszy podróżnego
do dołu, pożarły go (Zbiór wiad. do Antrop. kraj. Kraków,
XI., 47).
Pominąwszy już inne różnice, jak ów motyw o dole i o de­
sce, podnieść należy, że w tej odmiance polskiej „królowi wszyst­
kich żmij“ przypisany jest gwizd, zwołujący wszystkie żmije do
niego. Jest to rys niewątpliwie pierwotny, zachowany jedynie
w tej wersyi polskiej, w której gwizd ma swój cel umyślny, aby
przyzwane gady pożarły śmiałka. Świst zaś królowej wężów
w odmiance tyrolskiej jest pozbawiony wszelkiego umotywowa­
nia, ponieważ przedtem już wygubione węże nie mogły być po­
wolne wezwaniu i posłuszne gwizdowi swojej królowej, która
bez ich pomocy musiała jak one -- co prawda, wraz z zamawiaczem — przepaść w ogniu. Tymczasem w polskim waryancie
król wężów wyszedł zwycięsko, gdyż ani poddanych swoich nie
stracił, ani sam nie zginął, lecz owszem odważnego znachora
przewidywaną śmiercią ukarał.
Właściwości, przyznane śnieżno-białej królowej wężów w ty­
rolskich podaniach, przypisuje lud polski częściej złotogłowcowi,
królowi wężów (por. u Majewskiego 233: Na Godule, górze za
Cieszynem, przebywa złotogłowiec (król wężów)... Złototogłowiec nosi na głowie koronę ze szczerego złota... nr. 235.
We wnętrzu ziemi żyje ogromny wąż ziemny, całkiem biały. Ma
on na swej głowie koronę ze szczerego złota. Ten wąż jest kró­
lem wszystkich wężów). Kiedy król wężów gwiźnie, często bar­
dzo donośnie, wszystkie węże posłusznie zbiegają się do niego
(nr. 232, 233, 249, 270), spełniają jego rozkazy (nr. 257) i po­
żerają tego, kogo król im wskaże (nr. 249). Lecz zamiast króla,
mogą mieć węże królowę ze złotą koroną, może zaś zostać nią
wąż-samica, która jeszcze nikogo nie ukąsiła (nr. 246).
Podania ludu polskiego wyobrażają sobie, że król wężów
znajdował się tylko w Tatrach, że był nadzwyczajnej piękności
kolorów (więc niekoniecznie całkiem biały) i z grzebykiem na
głowie, podobnym do korony. Wielkością swą miał przechodzić
inne węże. Napastowany wydawał gwizd donośny, a tysiące wę­
żów przybywały mu na pomoc (nr. 270). Takim przedstawił go
na tle wierzeń Podhalan w swej „Sobótce“ Goszczyński: Więk— 21 —

Stanislaw Schneider

szy nad inne i cudnej piękności, Wąż, co ma grzebień złocistej
jasności; królem on wężów zwany u górali... dumny wąż upada.
Padając świsnął: od onego świstu... zewsząd wężów i gadzin gro­
mada Z liści, z pod liści wysuwa się błyskiem i t. d.1). Idąc
za temi wierzeniami przed sześćdziesięciu z górą laty, W. A. Ma­
ciejowski w „Pierwotnych dziejach Polski i Litwy, zewnętrznych
i wewnętrznych“ (Warszawa 1846, str. 445) wyraził następujące
przypuszczenie: Zdaniem mojem przynieśli wyobrażenie o wę­
żów królu Madziarowie, i upowszechnili go (sic) z obu stron
Karpat (przytocz, u Majew. nr. 270).
Ta hipoteza musi upaść wobec dzisiejszych dowodów, że
kult króla oraz królowej wężów nie ograniczał się tylko do
okolic tatrzańskich, ale był znany w dalszych o wiele stronach
ludom alpejskim Tyrolu, Karyntyi i t. p. Również na Śląsku
Górnym zajmuje wąż pierwsze miejsce, a mnogie baśnie tak
o królowej, jakoteż o królu wężów i pozyskaniu jego złotej ko­
rony, która darzy bogactwem i szczęściem, odpowiadają zupełnie
znanym skądinąd legendom -)• Przeto, chociażby nawet przyjęło
się hipotezę madziarską — bardzo zresztą wątpliwą — Maciejow­
skiego, musiałoby się koniecznie zapytać, skąd Madziarowie przy­
szli do czci króla wężów, gdyż sam Maciejowski nie twierdzi, by
oni pierwsi ten kult wytworzyli. Na to pytanie jednak nie możnaby znaleźć odpowiedzi, ponieważ w ogóle niewiadomo, z któ­
rych stron Madziarowie w czasie wędrówki ludów do swych
obecnych dzierżaw przybyli. Ale cios ostateczny zada się temu
przypuszczeniu, jeżeli się okaże, że król wężów był dobrze znany
ludnościom europejskim i żywą czcią otaczany na długo przed
pojawieniem się plemienia Madziarów na widowni dziejowej.
Dowiadujemy się z „Przemian“ Owidyuszowych, których
ludowe tło dotychczas zamało jest wyzyskane, że Kadmus zabił
węża, pochodzącego od Marsa, który to wąż stalowego koloru
odznaczał się również złotym grzebieniem i przeraźliwy świst
ze siebie wydawał. (Metamorf. III., 32 i nast.: Martius anguis
erat, cristis praesignis et auro [=cristis aureis]... Caerulens ser*) Zob. St. Zdziarski. Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XIX. w.
Warszawa 1901, str. ISO i nast.
‘) Por. Drechsler: Sitte, Brauch und Volksglaube in Schlesien.
Leipzig 1906, II. B., str. 181 i nast. z nr. 233, 236, 240, 255, 260 u Ma­
jewskiego.

22 —

Król wężów

pens horrendaque sibila misit). Zgładziwszy tego węża, Kadmus
sam się przemienia w smoka lub węża (tamże IV., 599: cristati
colla draconis). W dziejach religii i mitologii takie przemiany,
zwłaszcza w mitach solarnych, są na porządku dziennym: jak
Kadmus, bóg wężowy, zabija smoka i sam się w smoka zamie­
nia, tak Herakles, Krak i t. d. Grecki Herakles utożsamił się
wcześnie z latyńskimi Dius Fidius, tudzież z sabińskim Semo
Sancus, nazwa zaś Semo ma ścisły związek z grec. aepvós i łac.
semen = genius (sereve, genere = gignere), siemię, nasienie; ozna­
cza tedy ducha rodczego i tkwi zarówno w litewskim Ziemienikas, jak i w spolszczonym Ziemiennik, wyrażającym węża lub
smoka, któremu Litwini oddawali cześć boską. Polskie zdrobiałe imiona Semko i Semek od Semen świadczą niezbicie o kul­
cie smoka u nas w przedhistorycznych wiekach (por. czes. zmek,
pols. smok) Ł). Krak, założyciel Krakowa, jak Kadmus Teb, zna­
czy tyle co Drak (draco, SpaKaw, wąż, smok). Dziś jeszcze Niemcy,
zamiast przyswojonego wyrazu: Drachen, mówią i piszą cza­
sami : Kraken. Walka takich herosów, jak Kadmus, Herakles,
Krak, św. Jerzy lub Zygfryd, z smokami jest rozdwojeniem tejże
samej istoty, słońca, rycerza-smoka, które pod zimę słabnie jako
smok pokonany, a potężnieje na wiosnę w postaci bohatera *2).
Utożsamiwszy tym sposobem Kadmusa z zabitym przez niego
smokiem, trzeba uważać go za potomka Marsa = Aresa, którego
Grecy w czasach przedhomerowych uważali za chtonicznego
boga przyrody, a starzy Latynowie za boga rolnictwa. Jako bóg
słońca, łączący w sobie naturę chtoniczną z uraniczną, Mars = Ares
przybierał postać węża lub smoka 3).
Inny bóg, wywodzący wprawdzie początek swój z miejsco­
wości Trikka w Tessalii, ale jak Ares, rozpowszechniony zwła­
szcza w Tracyi, Asklepios lubił się przeobrażać w węża. Do
1) Zob. moją rozprawkę: W sprawie Piasta, Rzepichy i Ziemowita
(odbitka z Kwartał, histor. XXI., 1907), str 8 i nast.
2) Zob. tamże str. 10 i nast.: Niema właściwie w tej walce ani zwy­
cięzcy, ani zwyciężonego, gdyż jednym i drugim jest ta sama istota, słońce,
zwycięskie niby z nastaniem wiosny, a zwyciężone pod zimę.
3) Dowód, że Mars był bogiem słońca, znachodzi się w dziele O.
Basinera, Ludi saeculares. Drewnjerimskija ssjekuljarnyja igry, Warszawa,
1901. Dzieło to jest omówione w Archiv f. Religionswiss. VIII., Por. nadto
Steuding: Griech. u. röm. Mythologie (Sammlung Göschen) o Aresie §. 105:
wahrscheinlich ein dem Hades ähnlicher, in der Erdtiefe in Schlangen
oder Drachengestalt wohnender Todesgott...

— 23

Stanisław Schneider

Rzymu sprowadzono go z Epidauru na polecenie ksiąg sybillińskich i zbudowano mu świątynię na wyspie Tybru. W czasie
zarazy w r. 291 przed Chr. ów bóg pojawić się miał w postaci
nadzwyczajnego węża z wysokim złotym grzebieniem i zapowie­
dzieć swoje przybycie sykiem, trzykrotnie powtórzonym (Ov.
Metam. XV., 669 i nast.: cristis aureus altis in serpente deus
praenuntia sibila misit... ter repetita dedit vibrata sibila lingua).
Tu epifania boga w postaci węża wyraźnie jest zaznaczona (tamże
w 677: et deus est! deus est! animis linguisque favete), a wła­
ściwości wężowej powłoki boga: wielkość, niezwykła piękność,
znamienne gwizdy i złoty grzebień na głowie są całkowicie te
same, które poznaliśmy przedtem u króla wężów. W miarę,
jak „grzebyk na głowie, podobny do korony“, urastał w złotą
koronę, pierwotnie bóg, wcielający się w kształty węża, malał do
rzędu króla wężów 1).*
W gruncie rzeczy obydwa bóstwa: Ares i Asklepios były
jedriem bóstwem chtonicznem, przedzierżgajacem się w węża'-).
Zauważano, że wielki rozkwit kultu Asklepiosa w Tracyi upra­
wnia do przypuszczenia, iż Asklepios wstąpił w miejsce jakiegoś
rodzimego, trackiego boga lecznictwa 3). Nie trzeba długo szu­
kać: takim bogiem był czczony przez trackie plemię Getów Zamoixys, pod którego imieniem lekarze praktykę swą odbywali (zob. Piat.
Charm. 156 d. o oi ZagóAgiSos iarpoi). O tym zaś Zamolxysie udo­
wodniłem gdzieindziej, że był on bogiem w postaci smoka, zrazu
odrębnym od Gebeleidzysa, z którym Herodot go utożsamił (4,94)Gebeleidzys bowiem oznaczał pierwotnie boga o kształcie byka,
podobnie jak Dyonizos Zagreus był czczony jako byk w odróżnieniu
od Zeusa albo Dyonizosa Sabaziosa, który jako wąż się objawiał4).

’) Wobec miejsc, przytoczonych powyżej z Owid. Metamorf., nie
można się zgodzić z wypowiedzianem wtem czasopiśmie zdaniem, jakoby
„świadectwo Filostrata (V. Apoll. 111., 8) o smoku ze złocistym czubem
stało w literaturze starożytnej zupełnie samotnie“ (W. Klinger w „Ludzie“,
t. XV., str. 30 i nast.).
a) Rohde, Psyche1 str. 133. uw. 2: Die chthonische Natur des Askle­
pios zeigt sich namentlich darin, dass die Schlange ihm nicht nur heilig
und beigegeben ist, sondern dass er selbst geradezu in Schlangengestalt
gedacht wird.
3) Archiv, f. Religionswiss. XL, 575.
18) Zob. moją rozpr. p. t.: Czy Qetowie wierzyli w jednego Boga?
(Rozpr. Wydz. filol. Ak. Um. w Krakowie, t. XLI., roz. 1 i 2).

- 24 -

Król wężów

Stąd liturgiczne powiedzenie : ravpos Spcucovros Kai ravpov Spcucwv
-rrcmip (taurus draconem. genuit et taurum draco) wskazuje na
unio mystica, na zupełną jedność ojca i syna, Zagreusa i Sabaziosa, byka i smoka, przeprowadzoną w głośnych misteryach
dyonizyjskich *).
Jak żywym był kult węża w demokratycznych Atenach za
największego rozkwitu ich kultury we w. V. przed Chr., najle­
pszym tego dowodem, że najwytworniejszy dramaturg ateński
Sofokles, jeden z najwykształceńszych ludzi swojego czasu, wpro­
wadził do Aten kult Asklepiosa w r. 420. i umieścił nowego
boga w świątyni Amynosa, dawnego herosa leczniczego, którego
był kapłanem. Przez wdzięczność czczono po śmierci Sofoklesa
samego jako herosa pod przydomkiem Ae£z«r za to, że przyjął
do swojego przybytku Asklepiosa i ołtarz mu zbudował. Nie
godzi się natrząsać z poety bogobojnego, podług starego sza­
blonu przeciwstawiać mu wolnomyślnego Eurypidesa i pytać
z sławnym uczonym: von welcher Religiosität führt der Weg
zu Platon, von Euripides, der die Unsittlichkeit der konventio­
nellen Götterwelt brandmarkt, oder von Sophokles, der eine
Schlange als Inkarnation eines göttlichen Wunderarztes in sein
Haus aufnimmt? *2) Ani Sofokles bowiem nie był tak prawowier­
nym, ani tak wolnomyślnym Eurypides, iżby poza konwencyonalnym światem bóstw olimpijskich wiary ludowej nie widzieli.
Obadwaj znali dyonizyjskie nastroje: tylko Sofokles z tróipostaciowego i bajecznego Fanesa wybrał węża, a Eurypides w osta­
tniej swojej tragedyi p. t. Bakchantki wzywa Dyonizosa, by się
objawił jako byk, smok lub lew (r. 1010: rpavtp ravpos i) iro\vKpavos iSeiv SpciKtov, >} irvpKpAeywv öpäadai Äewv). Platon daleko
odbiegł zarówno od nich obu, zerwał bowiem z podstawą lu­
dową w swej filozofii, a zatem miarodawcą dla demokracyi
ateńskiej i jej rozwoju być nie mógł.
Prawdopodobnie Tracya pośredniczyła w rozpowszechnie­
niu się kultu Dyonizosa po Grecyi w obu postaciach: smoka
’) A. Dieterich, Eine Mithrasliturgie, Leipzig 1903, str. 155 i 215.
2) Griech. Trag, übers, von U. v. Wilamowitz-Moellendorff III. B.
Berlin 1906, str. 295. Sofokles nie był odosobnionym, Ateńczycy święcili
największy obchód na cześć Zeusa Mejlichiosa, t. zw. Aidoia (Tucyd. i.
126). W Pireusie zaś, porcie ateńskim, znaleziono wotywne reliewy, przed­
stawiające wielkiego węża z napisem: Ad

25 —

Stanisław Schneider

i byka, właściwą bowiem jego ojczyzną, jak dotąd ciągle się
sadzi, nie była. Była nią raczej Babilonia, czego dowodem sama
nazwa Dyonizosa Zagreusa, pochodząca od Zdypos, to Zaypiov
opos, to Zaypiov, odgałęzienia gór Tauros na pograniczu Arme­
nii, Medyi i Assyryi (dziś. Djebel-Tak albo Zagrosz), które obej­
mowało t. zw. zagryjskie albo medyjskie wąwozy (ai tov Zaypov
ilv\ai, dziś. Sarpul) w pobliżu Babilonu, gdzie bóg naczelny
Marduk doznawał czci pod postacią tura. Ten szczegół zmusza
stanowczo do wywodzenia nazwy i kultu Dyonizosa Zagreusa
z Babilonu, tern bardziej, że go podobnież w Grecyi czczono pod
kształtem byka. Ale kult byka łączył się nierozerwalnym węzłem
z czcią smoka w Mezopotamii, jak świadczy o tern brama Istary
w Babilonie, przez którą przechodziła ulica procesyjna Marduka,
a na której to bramie znachodziły się liczne reliewy turów i smo­
ków J). Tą procesyjną ulicą wożono w statku na kołach obraz
babilońskiego boga wiosny Marduka, podobnie jak obraz na
kołach znany był w panatenajskiej procesyi, albo jak statek
Dyonizosa (carrus navalis, stąd karnawał) na kołach obwożono
po mieście w Atenach, Smyrnie, Massylii i t. d.
Również w Egipcie cześć oddawano Kmefowi czy Chnufisowi, którego kult rozszerzył się bardzo w hellenistycznych cza­
sach. Był on pierwotnym bogiem, objawicielem, bogiem ziemi
i słońca w postaci węża, podobnie jak nieśmiertelny i urodzony
sam z siebie Amon, z którym go utożsamiano *2). Wprawdzie brano
Amona, boga słońca, za jedno z Ozyrysem, którego wyobra­
żano sobie, jak babilońskiego Marduka, w kształcie byka (Apisa),
częściej jednak-w Egipcie doznawał czci wąż, którego kult miał
Objaśniać i usprawiedliwiać Taautos lubTot w świętych pismach3).
Dokoła skrzyni, w której się ukrywała księga Tota, krążyło
ogromne rojowisko węży, skorpionów i gadziny wszelakiej,
a samą skrzynkę obwinął dokoła wielki wąż nieśmiertelny 4).
Kmefis, którego Tot Egipcyanom czcić zalecał w swej księdze,
był symbolem wieczności, szeroko po świecie rozpowszechnio­
nym przez Fenicyan. Fenicki wąż, trzymający ogon w pysku,
symbol świata i boga nieba Taauta, powiada ludoznawca angiel’) Zob. zacytowaną wyżej rozpr.: Czy Getowie etc., roz. 2.
2) R. Reitzenstein. Poimandres. Leipzig 1904, str. 133 i 137.
3) Tamże, str. 146 i 162.
4) Zob. Epos egipskie. W Brodach 1909, str. 38.

— 26

Król wężów

ski Tylor, był może w pierwotnem znaczeniu mitycznym wężem
świata, jak skandynawski Midgard, płaz, którego wyobraźnia
wieków późniejszych zmieniła i obróciła w godło wieczności ').
Nie pozostaje nam nic innego, jak przyjąć, że przez Fenicyan dostał się kult węża do Tracyi, pomieszany z czcią byka,
co ujawniło się wyrównaniem babilońskiego Bela (fenie. Baal,
trać. Beleidzis = Gebeleidzis) z Molochem (trać. Zamolxys).
O tern świadczą inskrypeye z Palmyry: Ma\ax Bf/\oq i Ma\ax/fyAoę, oraz napis, z Assyryi przywieziony do Rzymu za cesar­
stwa, mieszczący w sobie te słowa: Agli-belo kai Molocho-belo 2).
Z Tracyi przeniósł się kult węża do Grecyi, nazwa zaś grecka
§paKMv, którą Rzymianie przyjęli (draco), pochodzi od miana
Traków, ono bowiem oznacza wężów lub smoków3). Słowo
depKopai, odnoszące się do ostrego wzroku, może mieć tylko
pochodne znaczenie, a nie pierwotne, od któregoby nazwa smoka
powstała4). Rozumiemy, dlaczego Sofokles, sam niepośledni
czciciel węża, nazywał rycerskich Traków najdawniejszymi czci­
cielami Heliosa. Oto ponieważ smoka z wiarą ludową uważał
za inkarnacyę słońca 5).
W czasach aleksandryjskich każdego króla i władcę mie­
niono synem Amona, boga w postaci węża, z którym ich matki
miały stosunek. Wszakże o matce Aleksandra Wielkiego przed
przyjściem jego na świat, o Olimpiadzie opowiadano również,
że wąż ma z nią stosunki e). Dlatego nie wahałem się właści­
wego protoplasty dynastyi Piastów, wojowniczego Ziemowita
’) Cywilizacya pierwotna, przekł. Kowerskiej, t. II. Warszawa 1898,
str. 199.
2) Zob. rozpr. moją p. t.: Czy Getowie etc., roz. II. pod koniec.
3) Mick. Lit. Słów. 11!., lekc. 7: Słowianie często drakom, to
jest wojownikom, dawali przezwisko smoków. Karł. Słów. gwar. pols.
draka = bitwa, bójka.
4) Tak utrzymywał opacznie naturalista niemiecki Gesner (15161565), Thierbuch: fliegende Schlangen, so vom gemeinen pöffel auch Trachen genannt werden... Der Name kommt bei den Griechen „von dem
Scharpffen gesicht her“.
6) Sofokl. Tereus fr. 323 N2:
<pi\hnrois QpipR irpeo-ßitr-rov
rnißaq. Podług Alex. Polyh. F H G 111. 244, czcili Trakowie Dyonizosa
sebadiosa (=Sabaziosa w postaci węża) jako Heliosa.
6) Lukian, Rozmowy umarłych, roz. XIII. Por. Reitz. Poim. Bei­
gabe V. Zum Alexander-Roman, str. 308 i nast.

— 27 —.

Stanisław Schneider

(Semowith = Samowithaj u Galla) wywieść od smoka, Semowić = wić smocza. Łacińskie bowiem vith u Galla równa się:
wić, gdyż th — c zmiękczonemu (zob. Setheus = Sieciech w wyd.
Finkla i Kętrzyńskiego, str. 43, 45, 47, 48, 50 i t. d.; Rathibor =
Racibórz, str. 77). Wić zaś była gałązką (vitis), uciętą z drzewa
świętego gaju, którą w razie natarcia nieprzyjaciół skręconą po­
syłano sąsiadom (stąd nazwa: vicini) jako znak powołujący do
wspólnej obrony. Wić, pochodząca z drzewa i lasu, poświęco­
nych smokowi, oznacza tedy wężową płonkę, czyli płód smo­
czy. Semonem zaś czy Samanem nazywano gasnące słońce na
Wschodzie (por. Baal sarnin, fenie. Esmun, którego utożsamiono
z Asklepiosem w postaci węża ł).
Echa wpływów mityczno-religijnych z okresu aleksandryj­
skiego odnaleźć można właśnie w kierunku wierzeń ludowych
w boskość węża. Zwracam uwagę po raz drugi w tern czaso­
piśmie na wierzenie huculskie: „Ne byj sofiju (gad), bo ty umrę
mama ridna“ i na komentarz, podany w Materyałach do fol­
kloru Erazma Majewskiego p. t. „Wąż“ (nr. 58 i 122): Huculi
zatrzymali od Borusów dawny szacunek dla największego ich
bożyszcza, t. j. gadów. Dziś żaden Hucuł nie uderzy gadziny
(patrz nr. 58). Sofija pochodzi od greckiego sofos, sapientia,
Witwicki: Huculi 78 *2). Skądże ten wyraz Sofija, oznaczający
węża, dostał się do Hucułów, jeżeli nie pośrednio z Egiptu,
gdzie religijną czcią otaczano Kmefa jako „ducha dobrego“
(ayadbs (Saipmr), który podobny był do węża gnostyckiej sekty
ofitów, uchodzącego za węża z raju i za wszechmacierz mą­
drość (cro^ia)? Wąż ten gnostyków miał być brodatym, jak
wszystkie węże święte, zarówno w Egipcie, jak w Indyach. Np.
wąż na wyspie egipskiej Sobowtórów wynosił 30 łokci długości,
a broda jego przewyższała dwa łokcie; ciało zaś jego było niby
inkrustowane złotem, a barwę miał prawego lapis-lazuli 3).
W Grecyi, jak i na Wschodzie, pierwiastek żeński, sam po­
czątkowo wężowy, brał górę nad wężem rodzaju męskiego, który
spadł do rodzaju sługi lub atrybutu bogiń kosmicznych, jako to
*) Archiv, f. Religionswiss. t. IX. 1606, str. 523 i nast. Słownik jęz.
poi. Orgelbranda: Saman, celtycki Deivr, jest Tytan konający lub słońce
po 21. września, tyle co egipski Serapis. Zob. moją rozpr.: W sprawie
Piasta etc., roz. 2.
2) Zob. art. mój p. t. Sowij — Sofija w „Ludzie“ z r. 1909, str. 217 i nast.
3) Zob. wyżej już przytoczone Epos egipskie, str. 25.

- 28 —

Król wężów

Istar, Izys, Atena i t. d. Egipska Izys była boginią czarnej ziemi,
a brata jej Ozyrysa utożsamiono, jak nadmie niliśmy poprzednio,
z Amonem, który odznaczał się czarną barwą i postać przybie­
rał „dobrego ducha“ (dyados &ztju«v) — węża. Matkę-ziemię,
Izydę w hellenistycznych czasach zwano Mądrością bożą (Zocfna
§eov), która w tern rozumieniu przeszła następnie do gnostyckich
systemów. Co się tyczy greckiej bogini mądrości Ateny, wiemy,
że jej zastępcę, świętego węża, żywiono w Erechtejonie na akro­
poli ateńskiej (Herod. 8, 41). Wiemy też, że przed paru laty
odkryto w Knossos na Krecie posążki bogini, okręconej wężami *).

Jaką drogą wiara ludowa w smoka lub węża dostała
się do utworów poety, obdarzonego najbujniejszą fantazyą,
Juliusza Słowackiego, wraz z wiarą w pierwiastek niewieści, przy­
bierający u niego różne miana: Atessa, Helois, Dyana, Dzie­
wica, Sofos — może być kwestyą sporną. Muszą tu wchodzić
w rachubę pisma sławnego mistyka i teozofa Jakóba Boehmego
Swedenborga i Nemezyusa. Ale to pewna, że ta wiara ludowa
przeszła do pism wymienionych autorów za pośrednictwem gnostycyzmu. Na pochodzenie wyobrażeń o smoku z ludowych po­
dań wskazał już w swych wykładach w Kolegium zrancuskiem
Adam Mickiewicz: U wszystkich niemal ludów podania od nie­
pamiętnych czasów mówią o smokach, a oto niedawno tu w oko­
licach Paryża znaleziono na pokładzie piaskowca odcisk skrzy­
dlatego płazu ogromnej wielkości *2). Za nim mówi Słowacki
w „Genezis z Ducha“ (t. X., str. 134. lwowsk. wyd. jubileusz.)
o „odkopanym szkielecie“ pierwszego jaszczura, z dziobem pta­
sim, z jednem skrzydłem u nogi... o owym smoku ognistym,
o którym do dziś dnia jest w duchu ludzkim niby jaka pamięć
ciemna i pełna przerażeń. W napisanym niedługo po „Genezis
z Ducha“, w rok lub dwa lata (w r. 1845. albo następnym),
dramacie: „Samuel Zborowski“ Lucyfer opowiadało samo nie­
mal temi samemi słowy, lecz szerzej, o sobie jako „pierwszym
jaszczurze“, „pierwszej gadzinie jakiejś z ptaka głową i z jednem
') Zob. cytaty w mojej rozpr. p. t. Kilka objaśnień do dzieł Sło­
wackiego, roz. 5. Dlaczego: Sofos? (W księdze pamiątkowej ku uczcze­
niu Jul. Słowackiego, t. II.
2) Lekcya VII. z dnia 19. stycznia 1814 r. pod koniec.

— 29 -

Stanisław Schneider

skrzydłem“, lub jak o smoku 1). W tymże utworze czytamy
o „świście węża“, który „był pierwszym głosem pierwszego
oręża myśli dobytym 2)“.
Słowacki w „Teogonii“ wprowadził postać kosmiczną Sofos, którą porównał z egipską Izydą i nazwał „piękną matką
płodną rodzajów“ (w kryt. wyd. zbiór, t. 111. w. 305 i nast. 482;
por. tamże str. 493: piękna Sofos, str. 498: piękna Sofos moja..
Izys moja). Jest to aleksandryjska Kópr/ KÓcrpov, gnostycka Zocfna,
której początek wężowy Słowacki niedwuznacznie określił (zob.
tamże odmiany tekstu na str. 499: jeszcze się czułaś i w glinie
i w ziemi, że cię węże oplotły taśmami srebrnemi). Ona zna
„świst, z ducha uczyniony“, który zna jeszcze wąż, dawny jej
brat i tym świstem wywołuje tak jego jak inne węże z podzie­
mnych lochów pałacu (w. 489, por. „Wykład nauki“, t, X., str.
102). Pierwszy na świecie był duch węża, ów pierwszy duch
(Teogonia, w. 113 i nast., 218 i nast.). Tego zaś węża Słowacki
przedstawia jako węża saturnowego, który objąwszy glob cały,
miał go ścisnąć i zamknąć — sam w sobie głową dostawszy
ogona, albo — według przekreślonego waryantu — złoty swój
ogon w tajemniczą paszczę włożył i zamknął się w kręgu ciała
własnego (Wykład nauki, t. X., str. 214 i 526; por. Beniowskiego
pieśń IV., w. 470).
Także w ostatniem swem, najwspanialszem dziele, w „KróluDuchu“ wspomina wielki poeta o „wężu czasu, który w złotych
kłębach wił się - a ogon swój chciał ugryźć w zębach“ (raps.
IV., pieśń 111. 38). Pomysł o wężu świata przejęli Fenicyanie
z Egiptu. Wykopaliska na Cyprze, wyspie pośredniczącej między
Egiptem i Fenicyą a Europą, wykryły mnogo pierścieni o rzad­
kim kształcie i rozmaitej wielkości, przedstawiających rozwinię­
tego węża. Niektóre mają na końcu głowę lwa, kozy, gryfa albo
chimery, przechodzą zaś u drugiego końca w wężowy ogon.
Znane są także na pierścieniach i gemmach ze skarbca w Curium na Cyprze wyobrażenia skrzydlatych węży, z jednem skrzy­
dłem wzniesionem w górę, a drugiem w dółspuszczonem (Uraeus).
Słowacki wniknął głęboko w znaczenie tego starodawnego sym­
bolu wieczności: o „złoto-skrzydlatym starcu“ (Saturnie) sądzi,
że on przedstawia nieśmiertelnego ducha, twórcę wszelkiej ma’) T. VIII., str. 274, w. 940 i nast.; por. str. 269, w. 820 i nast.
2) Tamże, str. 273, w. 897 I nast.

- 30 —

___

______J<ról wężów

_

___ ___

teryi, która musi być uduchowioną, czyli przez ducha pochło­
niętą i widzi w Saturnie — pierwszą z tajemnic chrześcijańskich ’).
Nie zapomniał Słowacki w „Królu-Duchu“ o pochodzeniu
z wierzeń ludowych swej gigantycznej koncepcyi o smoku „skrzydły zjeżonym — jak piekielne twory (które my znamy na ziemi
z posłuchów, słysząc, że niegdyś rodziła natura smoki, w płomie­
nie ubrane i w pióra)...“ *2).3 Miała w tym gadzie, w wężowym
ptaku, w rycerzu-smoku, jakaś twarz błysnąć święta 8). Skręcony
i skrzydlaty smok czuł się jak orzeł — i znów jak lew ślepy.
Taką bowiem na innem miejscu genealogię czytamy: Naprzód
jak anioł w odłamie kamienia, potem wąż — potem skrzydła
sobie stwarza, z ptaka się we lwa karmionego mlekiem przewierżga — ze lwa wychodzi człowiekiem4). Rycerz-smok
w „Królu-Duchu“ jest zespoleniem w jedno dwóch braci, dwóch
aniołów: jasnego i ciemnego, Heliona i Lucyfera, między któ­
rymi Słowacki zasadniczej różnicy nie czyni, zgodnie z mitem
solarnym o słońcu wiosennem pod postacią rycerza i zachodzącem zimowem pod kształtem smoka. Słowacki utożsamia się
niemal z Lucyferem, co ducha swego wylewa i gaśnie jako niż­
szy, niewolnik Heliona i Atessy i z predylekcyą mówi o ich
bracie kochanym, lecz biednym — o Lucyferze. On to torował
drogę duchowi życia i rycerzowi dumnemu, który będzie wpi­
sany w ostatnie księgi żywota (Sam. Zbór. t. VII. w. 2613: Kto
ducha swego wyleje i zaśnie, ten jest... Poeta i natch.: Teraz,
gdyś wylał ducha serca krzykiem, mam cię, niższego moim nie­
wolnikiem. Por. w. 865 i nast., Strofa i Antystrofa w. 1083 do
1119). Ten duch życia i rycerz dumny nazwany jest wiecznym
młodzieńcem, królem całej natury... rozdziewiczonej z tajemnic
dziewicy, wiecznej kochanki rycerzy (tamże w. 1094 i nast.).
Mamy tu zużytkowaną baśń o królewnie albo księżniczce,
pilnowanej przez smoka, którą wybawia rycerz, królewicz lub
niepoczesny człowiek, zabiwszy poprzednio smoka. Podanie to
stanowi osnowę nietylko greckich mitów o Heraklesie, Kadmosie, Perseusie i Andromedzie, o złotem runie, wyprawie Argo­
nautów i t. p., lecz także rozlicznych opowieści rosyjskich, pol') Zob. Kilka objaśnień do dzieł Słów., roz. 2.
2) Raps. 1., pieśń 1., 468 i nast.
3) Raps IV., pieśń IV., zwrotki IV—VII.
4) Raps. V., pieśń 1., 381 i nast., por. odm. tekstu na str. 336.

— 31

Stanisław Schneider
skich. ruskich i ukraińskich. Zaczarowana dziewica, której smok
podejrzliwie strzeże, to pogrążona w zimowym śnie wegetacya;
źródła życia broniący smok, który nie może ścierpieć, by się
corocznie proces, odmładzający przyrodę, odbywał nanowo,
to wroga zima; silny zaś i bohaterski młodzieniec, który zabija
smoka, wodę życia zdobywa i następnie z księżniczką się żeni,
to mocne słońce wiosenne, które ciepłymi promieniami odpę­
dza mroźną zimę i odrodzenie przyrody sprawia l).
Wieczną przemianę i odradzanie się przyrody Słowacki uosa­
bia w Mądrości, która cały świat spowiada, dawniej perłową
wieńczona jemiołą, z królem na tronie lub przy królu siada...
nie próżna guślarka, lecz Mądrość — chorób duchowych lekarka
(Król-Duch, raps. I., pieśń 1., zwrotka XXVII). Uwieńczenie je­
miołą oznacza bowiem zdolność odżycia i zmartwychpowstania.
Persefona, bogini śmierci, której jemioła, ten symbol życia, była
właściwie poświęconą, przedstawia się równocześnie jako bogini
wegetacyjna, darząca życiem wznowionem (fiioShmc;'). Znamiona
takiejże wegetacyjnej bogini posiada u Słowackiego Sofos, na­
zwana żytnią boginią, miesięczną monarchinią, piękną matką
płodną rodzajów, słonecznicą przedświatną, miesięcznicą i po­
równana z kosmicznem bóstwem helleńskiem: Afrodytą, z egip­
ską Izydą i frygijską Cybelą, (Teogonia ww. 14, 259, 299, 305
i nast., 482, 549, 600, 614). Gnostycy tę boginię przyrody oraz
stworzenia nazywali Mądrością (Zo^ia), matką-ziemią, jak Egipcyanie mienili ziemią Izydę 2). Słowacki zowie ją Sofos za gnostykami i nadaje jej kształty Polski, Umiłowanej odtąd — i na
wieki, Piękności... córki Słowa (Król-Duch, raps. 1., pieśń I.,
zwrotki IX. i XVI)
W ten sposób kosmologiczny mit o słonecznym rycerzusmoku i o królewnie, znany podaniom ludowym, zapłodnił
wyobraźnię jednego z największych geniuszów poetyckich, po­
służył mu za modłę do wypowiedzenia głębokich myśli o prze­
znaczeniu narodu polskiego w świecie i do stworzenia nieby­
wałego dotąd w dziejach literatury pomysłu smoka, który pod
jego mistrzowskiem słowem i czarodziejskiem zaklęciem z króla
wężów przemienił się — w Króla-Ducha.
*) Wünsche: Die Sage vom Lebensbaum und Lebenswasser. Leip­
zig 1905, str. 104.
2) Zob. cytaty w mojej rozpr. Kilka objaś. do dzieł. Słów., roz. 5.
32 —

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.