9954dad2748e32e035f8e08c6a41b359.pdf

Media

Part of Z życia Seklerów: obrazek geo-etnograficzny ( dokończenie) / Lud, 1910, t.16

extracted text
J.

B.

BRONISŁAW GUSTAWICZ.

Z życia Seklerów.
OBRAZEK GEO-ETNOGRAFICZNY.
(Dokończenie).

Ubożsi Seklerzy nie mają w zimie żadnej roboty, a temsamem żadnego zarobku. A że muszą jeść i ubierać się, zadłu­
żają się aż do wiosny tak, że przy bardzo natężonej pracy na
wiosnę, w lecie i jesieni zaledwie mogą tyle zapracować, że
spłacą swe długi, w upłynionej zimie zaciągnięte. Dlatego też
ta klasa ludzi nigdy nie jest prawie wolna od długów. W nie­
których okolicach widać już początki przemysłu domowego,
a tam przeto i w zimie mają robotę. Takn. p. w Krzyżu Seklerskimv) i Szitas Korósz'1)2 wyrabiają
3
rzeszota i sita, w Ragy?) zaś
naczynia gliniane i drewniane. Przedmioty te atoli dla bardzo
pierwotnego wyglądu swego nie tworzą artykułu wywozowego,
a oprócz tego niewielu trudni się ich wyrobem. W nowszych
czasach postarano się temu zapobiedz przez zakładanie odpo­
wiednich szkół przemysłowych.
8. Pożywienie. Stosownie do pory roku pożywienie Se­
klerów jest rozmaite. W lecie jedzą 3 do 4 razy na dzień, miano­
wicie raz mięso, zresztą zaś jarzyny i proso. W zimie jadają raz
') Węg. Szćkely-Keresztur, wioska w powiecie seklersko-krzyzkim
stolicy udwarhelskiej 3421 mk.
2) Wioska w powiecie orbackim stolicy haromseckiej.
3) Wioska w powiecie homorodzkim stolicy udwarhelskiej.

— 133 —

Bronisław Gustawicz

lub dwa razy na dzień. Śniadanie, które Sekler nazywa „obed“,
co oznacza właściwie „obiad“, przypada zawsze na 8. godzinę
rano. Do obiadu zasiadają w południe, a wieczerzają dopiero
po ukończeniu wszelkich zajęć gospodarskich w polu i domu.
Śniadanie i wieczerzę tworzą najprostsze potrawy, miano­
wicie bryja kukurudziana na mleku albo solona kapusta z przy­
rumienionym smalcem albo też ugotowany kompot z suszo­
nych śliwek i dzikich gruszek, wreszcie jajecznica, w zimie zaś
najczęściej wieprzowina z puliszką, gotowane lub pieczone zie­
mniaki z kwasem kapuścianym. W okolicach obfitujących w owo­
ce, jak w stolicy udwarhelskiej, przez całą zimę jedzą na śnia­
danie i kolacyę tarte jabłka, w czyckiej tłuczony mak z puli­
szką albo ziemniaki i zupę z jęczmieniem „tartym“. W letniej
porze, kiedy to brak niektórych artykułów pożywienia, śniada­
nie i kolacya składa się zwyczajnie z zupy z makaronem, zupy
jęczmiennej lub kminkowej, sosu cebulowego lub szczypiorko­
wego, sosów kwaśnych t. zw. „vetrecze“, a wszystkie te po­
trawy spożywają z Chlebem. Również w skład śniadania i wie­
czerzy wchodzi w tym czasie cebula smażona, baranina duszo­
na z cebulą i bryją kukurudzianą, grysik kukurudziany na mle­
ku albo ze smalcem i cebulą, w zimie zaś ze skwarkami. W sto­
licy haromseckiej jedzą na śniadanie i wieczerzę bryję z prosa
ze smalcem, a w okolicach winodajnych po ukończonem wi­
nobraniu jedzą przez dłuższy czas winogrona wraz z puliszką,
na wiosnę zaś i w jesieni duszoną baraninę z puliszką.
W skład obiadu wchodzi bób, groch, soczewica, zupa
kartoflana, jęczmienna lub z makaronem i chlebem, w niedzielę
zaś potrawka z drobiu i wołowiny z ryżem lub perłowemi
krupkami, wszelako rosół z mięsa jedzą tylko w niedzielę lub
święta; w dni powszednie mięsa nie gotują i nie jedzą.
Do ulubionych potraw należy wędzonka. W tym celu
obrotne gospodynie wędzą wieprzowinę i obdzielają nią swoich
domowników tak, aby jej starczyło aż do uwędzenia nowej
sztuki. Wędzonkę gotują z sałatą lub jabłkami.
Dodać winienem, że pomiędzy powyżej wymienionemi
potrawami pierwsze miejsce zajmuje puliszką. Jest to bryja
z mąki kukurudzianej prawie tak twarda, jak świeżo upieczony
chleb; jedzą ją z mlekiem albo z serem owczym. Jest to smacz­
na i pożywna potrawa. Kukurudzę mielą jak pszenicę na
mąkę.
- 134 —

Ż życia Seklerów

Aby puliszkę ugotować, używają garnka o szerokim otwo­
rze, napełniają go do połowy wodą i stawiają na ogień. Gdy
woda zawrze, wsypują doń mąki kukurudzianej w ilości równej
2/3 zagotowanej wody, nie mieszając wcale. Wskutek tego utwo­
rzy się wielka kluska pływająca w wodzie, która naokoło niej
wrze. Tak gotuje się kluska z pół godziny, poczem wyjmują
ją z wody i wałkiem rozrabiają na ciasto, rozrzedzając je przytem według upodobania wrzącą wodą. Ciastu temu nadają po­
stać bochenka chleba, poczem przystawiają go do ognia na 5
minut, a wyjąwszy go, krają na plastry i jedzą z mlekiem.
Jeżeli puliszkę mają jeść ze serem owczym, rozwałkowują
ciasto na placuszki do 2 cm grubości, posypują gęsto serem,
szybko zwijają we wałeczki, wskutek czego ser w gorącem cieście roztapia się, a placuszki te są tłuste i takie spożywają.
Puliszka jest u Seklerów bardzo rozpowszechnioną, tanią
i ogólnie łubianą potrawą, tak że można ją spotykać na stole
nietylko u średniej klasy, ale również w domach do arystokracyi zaliczanych.
Gdy Sekler wybiera się w drogę, bierze ze sobą garnek,
łyżkę i mąkę kukurudzianą do torby i sam przyrządza sobie
puliszkę w polu.
Twardo ugotowana i przypieczona puliszka zastępuje
chleb do każdej potrawy. Puliszkę w powyższy sposób przy­
rządzoną spożywają także siedmiogrodzcy Wołosi i Sasi.
Przyczyny ogólnego rozpowszechnienia puliszki należy szu­
kać w tej okoliczności, że kukurudza udaje się w kraju Sekle­
rów daleko lepiej i pewniej niż pszenica i żyto, jakoteż że kukurudziana mąka jest wydatniejsza.
Drugą potrawą są kartofle najrozmaiciej przyrządzane.
W zapusty zwracają Seklerzy szczególniejszą uwagę na
jedzenie. Wtedy w każdym domu biją świnie; każdy ma pod
ręką kilkaset głów kapusty, której nie kiszą, tylko zasalają;
wieprzowinę jedzą z kapustą, wogóle wszelkie potrawy tak tłu­
sto, że kto to widzi i nie jest przyzwyczajony tłusto jeść, musi
się na takie jadło otrząsnąć. Widząc atoli, ile to oni chleba,
puliszki i kartofli zjedzą przy ciężkiej robocie, to łatwo pojmiemy, że zużycie nader wielkiej ilości tłuszczu nie jest bra­
kiem u nich smaku, ale naturalną koniecznością. Wszelako nie­
tylko w czasie zapust, lecz także w niedzielę i dni świąteczne
spożywają potrawy tłusto.
— 135 —

Bronisław Gustawicz

Pospolicie każde jedzenie tworzy tylko jedno danie. Wy­
jątek pod tym względem są dni świąteczne, również i niedziele,
przedewszystkiem jeżeli gospodarz domu ma gości. Wtedy oprócz
rosołu jest także pieczeń i strudel z jabłek, pączki i strucla. Do
tego podają wódkę z miodem, nawet wino.
Jeżeli podczas obiadu nadejdzie gość, pozdrawia jedzą­
cych słowy: „Niech Bóg błogosławi wasze jadło\“, na co
odpowiadają mu gospodarstwo: „Witajcie, siadajcie i jedzcie
z nami“.
Na wielkie święta piecze gospodyni różne kołacze, placki
ze śmietaną lub śliwkami.
Czeladź i robotnicy jedzą tosamo co gospodarz i siedzą
z nim przy tym samym stole.
Najlepszy chleb jest w stolicy haromseckiej i w tak zwa­
nym leśnym okręgu (Erdóvidek). Pieką go przeważnie z żyta.
Ubożsi mieszają żyto z jęczmieniem. Pieką też chleb czysto jęcz­
mienny, który u bogatszych dostaje służba.
Za przyprawę kuchenną służy im pieprz, do rosołu i pla­
cków dają szafran, do kołaczy także imbier. Papryki używają
bardzo rzadko.
Powszechnym napojem Seklerów jest wódka, rzadziej wi­
no, gdyż każda gospodyni do najnowszych czasów sama pa­
liła wódkę. Dziś atoli gwoli nowej ustawy podatkowej nie wolno
wódki w domu pędzić.
Jeżeli młodzieniec stara się o dziewczynę w celu „ożenku",
główną jego rzeczą jest, by się dowiedzieć, czy upatrzona dzie­
wucha umie gotować dobrą puliszkę, krajać kluseczki i palić
wódkę.
9. Dni świąteczne. Młodsi członkowie rodziny idą rano
w niedzielę lub święto do kościoła na nabożeństwo, na którem spędzają całe przedpołudnie; po południu zaś zabawiają
się przeważnie tańcami w wybranem miejscu.
W dni niedzielne i świąteczne Sekler nietylko uczęszcza
do kościoła, używa wywczasu, lepiej je, ale także ubiera się
strojniej.
10. Ubiór. Ubranie Seklerów różni się pod wielu wzglę­
dami od węgierskiego. Mężczyźni noszą latem i zimą krótkie
spodnie węgierskiego kroju, przeważnie z białego sukna, utka­
nego w domu z owczej wełny i mocno zwałkowanego. Robią
136 —

Z życia Seklerów

je także z szarego sukna, bogatsi nawet z niebieskiego sukna
braszowskiego. Obie nogawice przyozdabiają czarnymi lam­
pasami. Kamizelki są z takiej samej materyi co spodnie.
W lecie nosi Sekler kapelusz czarny, miękki z wełny,
z szeroką kresą, tu i ówdzie dość wysoki. Kapelusz świąteczny
przyozdabiają parobcy i chłopcy na rękę szeroką, połyskującą
czarną taśmą jedwabną; końce atoli tej taśmy nie zwisają wcale.
W zimie noszą wszyscy mężczyźni, starsi i młodsi czarną czap­
kę barankową.
W czasie robót, czy to koło domu, czy też w polu na
szyi nie noszą krawaty, czyli chustki, jedynie w dni świątecz­
ne starsi używają czarnej chustki jedwabnej, młodsi zaś chu­
stki w paski zielone lub niebieskawe, którą zawiązują pod szyją,
końce zaś jej spadają swobodnie na piersi.
Koszula codzienna, na dni powszednie, jest płócienna,
gruba. Płótno na nie tkają w domu podczas zimy. Koszuli pod
szyją i u rękawów nie zapinają na guziczki, lecz zawiązują ją
tasiemką. Koszulę chowają w spodnie. W niedziele i święta bo­
gatsi wdziewają koszule z cieńszego, delikatnego płótna.
W zimnej porze roku, tudzież w dni uroczyste, zawdziewają kaftan bez rękawów albo krótki dolman z szarego sukna
wełnianego, tj. kaftan z rękawami.
W Haromseku i Maruskiej Tordzie noszą krótki surdut
w postaci burki z niebieskiego sukna braszowskiego. Kołnierz
i rękawy kaftana obrąbiają w stolicy marusko-tordziańskiej niebieskiem suknem braszowskiem.
W zimie nosi bardzo wielu krótki, ze skóry owczej skó­
rzany kaftan czyli kożuch, albo też futro owcze, wełną do
wnętrza obrócone, sięgające aż do połowy podudzia. Większa
część atoli Seklerów nosi płaszcz z szarego sukna wełnianego,
o wolnym swobodnym kroju, zwany sukmaną. W stolicy ma­
rusko-tordziańskiej kołnierz tej sukmany jest obszyty niebieskiem, w Udwarhelskiem zaś niekiedy zielonem, a w Czyckiem
czerwonem suknem.
Powyżej wspomniany kożuch zapinają z boku; w stolicy
zaś czyckiej kożuch ten ma rękawy flanelowe. Białe zaś futro
owcze przetykają jedwabiem czerwonym, zielonym i niebieskim.
Motywa tych haftów odpowiadają kwiatom, jakie spostrze­
gamy na bramach. W Czyku zamiast haftów dają skórzane
przyszywki takich samych barw.
— 137 —

Bronisław Gustawicz

Materye tak na spodnie jak na surduty, kaftany, dolmany
i t. d. wyrabiają w domu z wełny owczej.
Buty noszą wysokie, do kolan sięgające, jedynie ubożsi,
przedewszystkiem w lecie, wdziewają ciżmy sznurowane. Trze­
wików wiązanych na rzemyki tj. sandałów używa Sekler rzadko,
chyba gdy idzie do lasu na robotę.
Oprócz codziennego ma każdy Sekler ubranie świąteczne.
Strój kobiecy jest również prosty. Koszule mają szerokie,
białe rękawy, kończące się mankietkami czyli oszywkami. Spó­
dnice są z tak zwanej seklerskiej materyi w paski ciemniejsze
lub jaśniejsze, stosownie do wieku osoby. Spodnie takich nosi
kobieta 3 do 4, jedną na drugiej; w zimie zaś wdziewają pod
nie krótką, niebieską albo zielonkowatą spódniczkę flanelową.
Starsze kobiety noszą w zimie w dni świąteczne spódnicę z de­
likatniejszej flaneli barwy niebieskiej, z jednym lub dwoma pa­
sami z czarnego aksamitu u obwodu dolnego. Suknia wierzch­
nia w paski, w biodrach fałdowana, jest krótszą od spódnicy,
którą zawsze widać. Kaftanik z rękawami, czarnym aksamitem
obszyty, sporządzają z katunu albo flaneli. Noszą go tylko ko­
biety. Dziewczęta ubierają się weń jedynie w największe mrozy.
Zresztą tak starsze, jak młode noszą głęboko wcinany gorset,
w który się wsznurowują, również ubrany czarnym aksamitem.
Tak kobiety, jak dziewczęta noszą fartuszki.
Kobiety zaplatają włosy w kłębek, przez który przety­
kają wielki zakrzywiony grzebień. Na to zawdziewają latem
lekki, w zimie cieplejszy czarny czepek z koronkami, który
wązkiemi, poza uszy założonemi wstążkami pod brodąl zawią­
zują. Czepek świąteczny jest ozdobniejszy z taśmami czarnemi
karbowanemi. W Lóvete i okręgu leśnym noszą czapki białe
z białymi welonami.
Dziewczęta zaczesują włosy gładko, splatają je w jeden
lub dwa warkocze, w który w dni powszednie wplatają skrom­
niejszą, w dni zaś świąteczne zdobniejszą, szeroką, barwną
wstęgę, zakończoną w kokardę i sięgającą prawie aż do kostek.
W lecie noszą kobiety kapelusze słomiane o szerokich
kresach, które w domu plotą, w innych porach roku zawdzie­
wają na głowę chustę perkalową albo z cieplejszej materyi włosianej, zawiązując ją pod podbródkiem albo też złożywszy ją
w piękne fałdy, wiążą na tyle głowy pod kłębkiem włosów.
— 138 —

Z życia Seklerów

Dziewczęta chodzą z gołą głową nawet w największe
mrozy.
Do ubioru zbytkownego należy czarna jedwabna chusta
na głowę, również takiż fartuszek, a w dni świąteczne biała
chusteczka, którą trzymają w prawej ręce.
Kobiety noszą buty o wysokich cholewach, wysokich obca­
sach, ze skóry czarnej kordybanowej, dziewczęta zaś buciki
sznurowane albo też niesznurowane.

TARG W MIEŚCIE SEPSI-SZENT-GYÓRGY.

Na obuwie kładą wielką wagę mężczyźni i kobiety. Na­
wet służba przy umowie wymawia sobie parę nowych butów
na Boże Narodzenie, a ten zwyczaj jest dzisiaj prawem po­
wszechnie obowiązującem.
- 139 —

Bronisław Gustawicz

Wszelkie ubranie kobiece wyrabiają sobie same w domu
przeważnie w zimie. Jest Ono barwy po większej części ciem­
no czerwonej albo niebieskiej. W nowszych czasach perkal po­
czął wypierać coraz bardziej wyrób domowy z powodu swej
taniości. Dodam jeszcze, że obecnie w Sepsi-Sz-Gydrgy zało­
żono szkołę tkacką i warstaty tkackie dla podniesienia prze­
mysłu seklerskiego.
11. Życie towarzyskie. W gminach seklerskich wszystkie
rodziny pozostają z sobą w bliższem lub dalszem pokrewień­
stwie, gdyż rzadko kiedy żenią się w innych wsiach. Żyją tedy
w pokrewieństwie z krwi, ale utrzymanie porządku i karności
należy przeważnie do ich przełożonych, których wyrok jest de­
cydujący.
Podczas zebrań towarzyskich urządzają bardzo często tań­
ce, którymi kieruje przeważnie młodzież, ale i starsi biorą
w nich udział, a ci poważnem swem zachowaniem powstrzy­
mują niekiedy niesforne wybuchy młodzieży. Przy takiej spo­
sobności opowiadają starsi zabawy i figle niewinne z lat mło­
docianych, usiłując nakłonić młodzież do ich naśladowania.
Kto z pomiędzy starszych wywalczył sobie największe zna­
czenie i wpływ, tego poważają, słuchają go jak ojca swego,
jak patryarchę, on też kieruje sprawami wszystkich rodzin we
wsi, a nawet sprawami gminy. We wszystkich sprawach fami­
lijnych i towarzyskich pytają go o radę.
Sympatycznym rysem w życiu ludu seklerskiego jest go­
towość wzajemnego dopomagania sobie. Pięknym tego przy­
kładem jest t. zw. kalika tj. dobrowolna pomoc. Polega ona
na tern, że w razie pilnej, gwałtownej roboty wszyscy mie­
szkańcy jednej ulicy albo też całej wsi bywają wzywani do po­
mocy. Od tego obowiązku wzajemnego pomagania sobie nie
uchyla się żaden Sekler. Żądający tej pomocy daje swoim po­
mocnikom tj. członkom tej „kalaka“ podczas roboty tylko
chleb i wódkę, po ukończonej zaś robocie jest wspólna uczta,
a często i zabawa taneczna.
Zebrania towarzyskie wydarzają się najczęściej przy każ­
dych chrzcinach, a głównie przy każdem weselu, w którem
cała wieś udział bierze.
Urodziny dziecka obchodzą we wsi uroczyście; jest to
tak zwana u nich „radina“, albo też „paszita“. Znoszą bowiem
matce do domu tyle wybornych potraw, że wystarczyłyby ną
140 -

Z życia Seklerów

wspaniałą ucztę weselną. Również chrzciny obchodzą huczną
ucztą. Rodzice chrzestni mianują się przez całe życie „komamuram" i „komamasszony" tj. „mój panie kumie“ i „moja pani
kumo',, co uważają za szczególniejszą oznakę miłości, przywią­
zania i przyjaźni.
Przy takich sposobnościach, przedewszystkiem weselnych
okazują szczególniejszy szacunek uczonym i światłym sąsiadom.
Ci rnuszą być wszędzie obecni i spełniać intelektualną część
ceremonii. Ich zadaniem n. p. jest składać młodej parze życze­
nia, żegnać nowożeńców w imieniu rodziców, użyczać im bło­
gosławieństwa i t. d., ale wszystko w rymach wypowiadać
muszą.
Nadmienić winienem, że przy wszelkich zabawach, uro­
czystościach i ucztach toastują. Najulubieńszą zabawą młodzieży
są tańce niedzielne, a w czasie wieczorów zimowych .,chódze­
nie z kądzielą". Rzec mogę, że nigdzie humor i dowcip seklerski nie dosięga takich granic, nigdzie nie tryska dówcip Sekle­
rów taką wesołością i żywotnością, jak właśnie na tych zaba­
wach młodzieży.
Do wesołych i figlarnych zabaw młodzieży zaliczyć należy
„zlewania wielkanocne" czyli nasz śmigus. W poniedziałek
wielkanocny rano chłopcy, kierując się uczuciami delikatności,
skrapiają dziewczęta wodą różaną z flaszeczek, za co otrzymują
czerwone jajka (pisanki). Zdarza się atoli także dawna, cokol­
wiek energiczniejsza forma zlewania, a mianowicie chłopcy dopadłszy dziewczyny, wloką ją do studni i zlewają ją do ostat­
niej nitki, mówiąc: „Obyś zawsze była świeża i zdrowa".
12. Wesele. Pomijając inne zabawy i uroczystości, przej­
dę do opisu zwyczajów weselnych. Zwyczaje te w niektórych
gminach seklerskich przedstawiają bardzo wiele ceremonii;
w innych zaś są znowu prostsze. Bardzo ciekawe wesela odby­
wają się we wsi Oroszhegy w stolicy udwarhelskiej. Mają one
następujący przebieg.
Podczas zaręczyn wymieniają pierścionki albo chusteczki,
zarazem wyznaczają dzień ślubu i wesela. Na ośm dni przed
ślubem odbywa się schadzka towarzyska, „sirató" zwana, ma­
jąca na celu pożegnanie stanu kawalerskiego i panieńskiego.
Jeżeli nowożeńcy mieszkają w tejsamej wsi, obchodzą razem
ów wieczór pożegnalny; jeżeli zaś mieszkają w różnych wsiach,
obchodzi każde z nich osobno to „sirató". Na pożegnanie za- 141 —

Bronisław Gustawicz
praszają nowożeńcy całą wieś. Zwyczajnie przybywa wielu z po­
darunkami dla młodej pary. Po przyjęciu darów rozpoczyna
się taniec, podczas którego nowożeńcy żegnają się z młodzieżą
i swymi rówieśnikami i towarzysz mi zabaw. W ośm dni później
pdbywa się wesele w ściślejszem kółku.
Po ślubie udaje się starszy drużba do gości weselnych
i zaprasza ich temi słowy na wesele:
„W szlachetnej stolicy udwarhelskiej, w gminie Oroszhegy
mieszkający N. N. zaprosił was przed ośmiu dniami dla uczczę-

POWRÓT ŻNIWIARZY Z POLA.

nia jego drogiego dziecka; dzisiaj przypomina to wam przezemnie i oczekuje was po południu o godzinie....“.
Na oznaczoną godzinę schodzą się goście weselni w domu
pana młodego i to mężczyźni parami na koniach, na ich czele
starosta weselny i starszy drużba, którym jest zawsze najinte­
ligentniejszy z orszaku weselnego.
— 142 —

Z życia Seklerów

Pierwsza i druga druchna jadą wozem wśród muzyki, strze­
laniny i wesołych okrzyków przed dom oblubienicy, przed któ­
rym zatrzymawszy się, wysyłają naprzód dwóch posłów z ży­
czeniami, którzy wszedłszy do izby tak przemawiają do panny
młodej:
„Daj Boże dzień dobry, panowie i panie! Cieszymy się,
że święty majestat Boży zgotował wam na dniu dzisiejszym ra­
dość, a następnie życzymy, aby Pan Bóg uszczęśliwił ten zwią­
zek małżeński ku pociesze ojca i matki, tudzież ku radości
krewnych, ku chwale świętego imienia Boskiego, a wreszcie ku
zachęcie i zbawieniu dusz przyszłych nowożeńców. Mili, czci­
godni panowie 1 Nasz pan starosta ulotnił się z domu i wraz
z rodzicami młodej pary, drużbą i druchną jest w drodze;
prosi tedy was o schronienie na kilka godzin ; jeśli tego uży­
czycie, raczcie go tu sprowadzić przez uczciwego prze­
wodnika“.
Zastępca gospodarza domu, którym jest również jeden
z inteligentnych ludzi i który „kiadó" czyli „wydawca" (wyda­
jący pannę młodą) się zowie, występuje wtedy naprzód, odpo­
wiada na pozdrowienie, ale co do udzielenia schronienia sta­
roście droczy się i stroi żarty, pytając: „Skąd jesteście? czego
szukacie? czy macie paszport? itd. Im sprytniejsze są pytania,
tern przyjemniejsza jest zabawa. Wkońcu odmawia im schro­
nienia i odkazuje ich do sąsiada, do którego goście weselni
wstępują. Wkrótce potem posyła starosta dwie osoby, które
w następujący' sposób przemawiają :
„Przypominamy wam, że w tej szanownej gminie mie­
szkający N. N. powziął stanowczy zamiar wejść w święte zwią­
zki małżeńskie z waszą córką w bogobojności i cnocie wycho­
waną, że on ją sobie wyprosił, że ceremonie, jakoteż zaręczyny
i wymiana chust i pierścionków odbyły się w porządku; naj­
większy fundament małżeństwa t. j. ślub w kościele wobec
świadków odbył się; przypominamy wam, że krewni nowożeńców
wybrali dzisiejszy dzień na wesele i że pan starosta dał swoje
pozwolenie, a teraz oczekujemy od was szybkiej życzliwej od­
powiedzi, do czego Panie Boże dopomóż.“
Temu wszystkiemu zaprzecza „kiadó" tj. wydawca, jakoby
się miały odbyć zaręczyny, wymiana pierścionków i ślub, ba
nawet on nie chce nic wiedzieć o sprawianiu wesela, prosi
wszelako, aby raczyli poczekać, aż się u krewnych o wszystko
— 143 —

______________________Bronisław Gustawicz

wypyta, a jeżeli to wszystko prawda, jak oni mówią, to nie od­
mówi ich prośbie.
Po tern wszystkiem oddalają się ci dwaj posłowie, a po
nich przybywa wkrótce cały orszak weselny; występuje wtedy
ich przywódca i prosi w dłuższej przemowie o przyprowadze­
nie panny młodej, aby jej pokazać przywiezione dary.
Wtedy odpowiada „kiadó", oświadczając, że jest gotów
dary przyjąć i wprowadza do izby starą, garbatą babę, którą
przedstawia jako pannę młodą.
Na to odpowiada przewódca, że pannę młodą zna do­
brze, że nią nie jest owa baba.
Wydawca „kiadó" wprowadza znowu kobietę, jeszcze
starszą, aż za trzecim razem wchodzi prawdziwa panna młoda,
do której przewódca temi przemawia słowy:
„Łaskawa Pani N. N, małżonko tegoż X. X., posłuchaj­
cież mnie! Pan X. X. przysyła wam te dary, które aczkolwiek
nie są wszystkie zbyt kosztowne, raczcie przecie łaskawie je
przyjąć; pan młody przyobiecuje, że w przyszłości obdarzy
was jeszcze większą miłością małżeńską i wspanialszymi poda­
runkami“.
Podczas tego czeka jeszcze starosta w sąsiednim domu.
Przewódca otrzymuje wtedy przewodnika, z którym się oddala.
Tymczasem aż do przybycia starosty odbiera „kiadó" dary od
gości weselnych, jako to: łyżki, widelce, noże, garnki, pierze,
chustki, obrusy, szklanki, poduszki i pieniądze.
Podczas tego odbierania podarków wśród wystrzałów
z strzelb nadchodzi starosta z orszakiem i opowiada, jak to
Bóg stworzył świat, Adama i Ewę z żebra Adamowego.
Z zrządzenia Bożego pan X. X. obrał sobie także panią N. N.
„Upraszamy tedy was z polecenia pana młodego, abyście wy­
braną pannę młodą raczyli oddać drużbie i druchnie“.
Na to wszystko przyznaje wydawca „kiadó", że Bóg usta­
nowił małżeństwo, ale nie daje na poprzednie przemówienie
starosty żadnej odpowiedzi, bo ta znajduje się w garnuszku
i pokazuje na garnuszek umocowany na drzewie 8 do 10 m.
Wysokiem. „Niechże obecni raczą go zdjąć", do czego zapra­
sza wszystkich.
Garnuszek ten należy trafnym strzałem strącić. Rozpoczyna
się strzelanina. Niekiedy wydarza się, że trzeba na wieś posłać
144 —

Z życia Seklerów

po najdzielniejszego Strzelca, aby za dobrą zapłatą garnuszek
zestrzelił, bez czego uroczystość weselna odbywać się nie
może.
Wreszcie garnuszek zestrzelono; ale i teraz „kiadó“ nie
wydaje panny młodej, dopóki nie odpowiedzą trafnie na jego
dowcipne pytania, jak n. p. „Kto się urodził a nie umarł? —
odpowiedź: „Prorok Eliasz“ — „Kto się raz urodził, a dwa
razy umarł? — odpowiedź: „Łazarz“.
Po utrzymaniu odpowiedzi na wszystkie próbne pytania
zaprasza „kiadó“ trzech ręczycieli do izby, gdzie złożony jest
posag panny mtodej i odbiera od nich przyrzeczenie, że na ży­
czenie rodziców lub rodzeństwa w razie bezdzietnej śmierci
panny młodej posag bez procesu będzie im zwrócony. Następ­
nie wydaje drużbie i druchnie pannę młodą, której głowę
uwieńczają przyniesionymi wieńcami i kwiatami, otulają w chu­
stę w lecie, a we futro w zimie, poczem muzykanci cyganie wy­
grywają smutną melodyę na oznaczenie blizkiego rozstania się.
Zwolna melodya staje się coraz weselszą i żywszą, a wtedy
drużba starszy przekonywa się, czy panna młoda umie tańczyć,
czy też przypadkiem nie jest kulawą. Po krótkim tańcu wy­
stępuje na środek izby i deklamuje w imieniu oblubienicy na­
stępujący pożegnalny wiersz, z którego podaję tylko kilka zwro­
tek w tłumaczeniu.
„Czcigodne Zgromadzenie! Panowie i panie! Posłuchajcie
mnie i pozwólcie mnie z wami mówić! Muzyka ma teraz umil­
knąć, ostrogi również niech nie brzęczą, bo następuje moje po­
żegnanie! proszę o cierpliwość do końca! Stoję na ostatnim
progu pobytu mego w tym domu i otwieram me serce, które
żegna was, a koło mego języka wprawiam w szybki ruch, pro­
sząc nasamprzód o świętą pomoc Bożą“.
Tu opowiada drużba o stworzeniu Ewy i ustanowieniu
sakramentu małżeństwa, tudzież że i panna młoda znalazła so­
bie towarzysza życia. Aby zaś ona nie okazała się niewdzię­
czną względem wychowawców swoich, żegna ich przeto temi
słowy:
„Moje pierwsze słowo zwracam do mego ukochanego
ojca, do mojej ukochanej mamki, która mnie wychowała, do
żywiciela mojego słabego ciała, do dobrego nauczyciela na każ­
dym kroku...“
— 145 —

Bronisław Gustawicz

„...Niech Bóg cię błogosławi za twoją dobroć i obyś je­
szcze w tym życiu w takim blasku zajaśniał, abyś otrzymał ko­
ronę życia przyszłego, gdy przybędziesz do wysokiego nieba...“
Pożegnawszy w podobny sposób matkę, rodzeństwo, przy­
jaciółki i całe towarzystwo, powiada wkońcu:
„Zamykam tedy moją krótką mowę, weź mnie, proszę
cię, mój drogi mężu, do swego serca, do swej duszy; prowadź
mnie tam, gdzie Bóg mój może moje całe życie na wieki uświę­
cić. Amen“.

MŁODA PARA SEKLERSKA.

Teraz wśród płaczu następuje rozstanie się. Drużba i druchna siadają z panną młodą na wozie, w cztery woły za­
przężonym, którego jarzmo przystrojono tulipanami. Rogi wo­
łów ubrane są w bukieciki, na drugi wóz ładuje się posag oblu­
bienicy, sprzęty, skrzynie i t. p. Tak odjeżdżają do domu mężow­
skiego. Jednak podczas jazdy napotykają na przeszkody i mu146 —

Z życia Seklerów

szą się okupywać. Okup ten polega zawsze na częstowaniu
wódką z miodu.
Przybywszy przed dom pana młodego, oddaje mu drużba
pannę młodą, którą sadowi na stole w rogu izby. Potem na­
stępuje przekąska, ale panna młoda nie je, bo jej podano dre­
wniany talerz, na którym namalowana jest kołyska, chociaż
ustawicznie do niej się odzywają „Proszę, jedzcie1'.
Po przekąsce tańczy drużba z panną młodą jeden taniec
w około izby, poczem zdejmują jej druchny wieniec z głowy
i rzucają go w kąt na oznakę, że jest już kobietą i że niewolno jej już kwiatów na głowie nosić.
Teraz siadają do nakrytego stołu. Panna młoda oddaje
mężowi swemu przywiezione dary i obiecuje mu, że od tej
pory oddaną mu jest całkowicie z wieczną miłością małżeńską.
Wśród uczty piją i toastują z przymówkami. Podczas jedzenia
każdy stawia na stół z sobą przyniesione potrawy i napoje
i zaprasza drugich do jedzenia i picia.
Po jedzeniu wchodzi do izby kucharka i płacząc, że spa­
rzyła sobie rękę, podaje warzechę, do której każdy z gości
wrzuca pieniądz.
Następnie gospodarz domu przynosi skrzypce, do których
goście wrzucają pieniądze dla muzykantów.
Pod koniec uczty bierze drużba talerz, a położywszy na
nim pieniądz, tańczy jedną kolej z panną młodą, następnie od­
daje talerz sąsiadowi, który położywszy nań trochę pieniędzy,
tańczy raz wokoło z panną młodą. I tak powoli rozpoczyna
się ogólny taniec, trwający aż do północy.
Nazajutrz przychodzi matka panny młodej i wdziewa jej
czepiec, poczem wszyscy udają się do kościoła, gdzie ksiądz
ją błogosławi, a po błogosławieństwie panna młoda obchodzi
ołtarz.
Koło południa zbierają się znowu krewni i odwiedzają
młode małżeństwo; odwiedziny te zowią „karlató“. Obchodzą
tedy tak zwane poprawiny z radości, że wesele odbyło się
szczęśliwie.
Dodać wypada, że wesela u zreformowanych i unitaryuszów są bardzo proste, pozbawione wielu ceremonii; jedynie
rzymsko-katolickie gminy obserwują ściśle wszelkie zwyczaje
przedślubne, weselne i poweselne.
— 147 —

______ Bronisław Gustawicz

13. Pogrzeb. Ciekawe są w niektórych miejscowościach
Seklerów uroczystości pogrzebowe. Tak n. p. przy wynoszeniu
zwłok opiewają w niektórych gminach życie nieboszczyków
w rymowanych pieśniach, podnosząc przedewszystkiem zasługi
jego. Indziej znowu jest zwyczaj, że kantor t. j. śpiewak ko­
ścielny musi co wieczór śpiewać w domu zmarłego przy trum­
nie jego. I tak w pierwszy wieczór śpiewa przy umarłym go­
dzinę całą smutne pieśni, drugiego dnia śpiewa przy złożeniu
ciała do trumny, a podczas pogrzebu musi kantor śpiewać
pieśń rymowaną, w której umarły żegna się z wszystkimi. Do­
bre pożegnanie w mowie i śpiewie jest najlepszą rekomendacyą dla kantora. Im bardziej do łez wzrusza, tern więcej jest
on wart. W niektórych miejscowościach, położonych w dolinie
Małego Kokielu, z dawnych zwyczajów pogańskich zachowano
do dnia dzisiejszego, że znakomitsza osobistość z gminy jedzie
konno przed trumną z rozpuszczonymi włosami; po obu stro­
nach jego postępuje młodzieniec, a z ich pomocą trzyma cho­
rągiew, którą potem wbija w mogiłę zmarłego. Jeżeli zmarły
był młodzieńcem, chorągiew jest biała, a gdy w podeszłym
wieku, jest ona czarna. Po pogrzebie odbywa się zawsze stypa,
t. j. „torózas“, co jest zwyczajem powszednim.
14. Podania. Seklerzy lubią bardzo podania, legendy i po­
wieści. Niema bowiem u nich wsi, którejby mieszkańcy nie po­
siadali kilku podań i klechd, z ust do ust krążących. Przed­
miotem tych podań są przeważnie źli ludzie, tyrani, których do­
sięga sprawiedliwa ręka, albo też bohaterzy, otrzymujący zasłu­
żoną nagrodę.
a) Jedno z takich podań mówi o założeniu wsi Dejaszu.
Wieś ta leżała pierwotnie tam, gdzie dziś rozlewa się staw na
łące wsi AgyagfaDa''). Ponieważ mieszkańcy prowadzili życie
bardzo niemoralne i rozwiązłe, wieś zapadła się a na jej miejscu
rozlał się wielki staw. I dziś jeszcze niekiedy o północy
rozbrzmiewają dzwony zatopionej wsi. Wszelako kilkoro do­
brych, obyczajnych i pobożnych ludzi ocalało, mianowicie je­
den nazwiskiem Decs i ten założył dzisiejszą wieś Decsfalva.
Przypuścić należy, że pierwotna wieś musiała podlegać częstym
zalewom i powodziom, wskutek czego mieszkańcy ją opuścili
i osiedlili się powyżej, na stanowisku wyżej położonem, a więc
‘) Wieś w powiecie udwarhelskim stolicy t. n. 906 mk.

— 148 —

Z życia Seklerów

od powodzi zabezpieczonem. O dzwonie jest mowa w poda­
niu, boć wiadomo, że czy to w czasie pożaru, czy też powo­
dzi używają go zawsze jako znaku ostrzegawczego.
b) W pobliżu wsi Bagy1) znajdują się zwaliska zamku
o którym krąży wśród ludu seklerskiego następujące po­
danie
Pan zamku był bogatym, ale okrutnym tyranem; takąż
była i córka jego. Tyran ten uciemiężał lud; córka zaś uwo­
dziła młodzieńców wiejskich, a to w tym celu, aby jej ojciec
miał kogo zabijać. Ale niebiosa nie mogły już dłużej znieść
tej bezbożności, zesłał tedy Bóg pewnej ciemnej, burzliwej nocy
złych duchów na ten zamek, aby go zburzyć, tyrana i córkę
rozerwać w kawałki i dzikim ptakom porzucić na żer. I tak
się też stało. Historya zaś przypisuje zburzenie tego zamku
Tatarom.
c) W dolinie Kokielu Małego koło osady Parajdu.2)3wzno­
sił się zamek na wysokiej skale trachitowej. Podanie ludowe
zwie go zamkiem Rabszony2\ Zamek ten zbudowała siłą cza­
rodziejską Rabszona, królowa czarownic. Kot i kogut znosiły
materyały budowlane na szczyt tej skały. Rabszona była chy­
trą i przebiegłą w wysokim stopniu. Nabyła bowiem od dyabła
drogę czarodziejską, która prowadziła ze zamku wprost do
Tordy. Za tę drogę obiecała dyabłu górę pełną złota i dolinę
pełną srebra. Tą drogą jeździła Rabszona swymi końmi czaro­
dziejskimi tak szybko, że w niedzielę zawsze na czas przyby­
wała do kościoła w Tordzie, gdy przy pierwszem dzwonieniu
była jeszcze w domu. Dyabeł czekał na swą zapłatę, ale zaw­
sze umiała mu się wymknąć. Raz nie wypuścił jej dyabeł z zam­
ku, a wtedy dała mu złoty pierścionek i srebrny talerz. Wsku­
tek tego dyabeł popadł w tak szalony gniew, że zburzył ową
drogę czarodziejską.
Nadmienić wypada, że w kierunku zamków naokoło ziemi
Seklerów ciągnęły się wały; od tego też zamku rozciąga się
’) Wieś w powiecie homorodzkim stolicy udwarhelskiej 541 mk.
2) Węg. Parajd, miasteczko w powiecie udwarhelskim stolicy tej­
że nazwy, 2370 mk.
3) Zwaliska zamku tejsamej nazwy (węg. Rabsonvar) znajdują się
w lesie bukowym na stoku góry pod wsią Sóvarad w pow. średnio-niaradzkim stolicy marusko-tordziańskiej.

149 —

_____________________ Bronisław Gustaw i cz

ku zachodowi takiż wał, który według podania ludowego ma
być ową drogą czarodziejską.
d) W tejże dolinie Kokielu Małego tuż w pobliżu Hargity
wznoszą się zwaliska zamku Tartod.'), o którym mamy nastę­
pujące podanie.
Gdy raz pastuch, który między swymi rówieśnikami był
najodważniejszy i sam staczał boje z niedźwiedziami, szukał
swoich wołów, spotkał trzech ludzi. Ci zwabili go na górę do
zamku i pokazali mu tam dziurę i rzeki i: „Tam w dole są wiel­
kie skarby; spuścimy cię tam po linie; napełnij skarbami swe
kieszenie, a gdy pociągniesz za linę, wydobędziemy cię na
wierzch i podzielimy się skarbami“.
Pastuszek zgodził się na to i spuszczono go. Wkrótce
przybył do olbrzymiej jasno oświetlonej sali, którą oświetlały
na łańcuchach złotych zawieszone trzy dyamenty i w której
tańczyły i śpiewały piękne, jasnowłose dziewice czarowne. Dłuż­
szy czas zabawiał się z niemi chłopczyna. Gdy zamierzał salę
opuścić, aby się w tern podziemiu czarodziejskiem rozglądnąć,
zaprowadziły go owe dziewice do olbrzymiego kamienia i rzekły: „Pod tym kamieniem leży miecz wojowniczego Jrnaka; je­
żeli zdołasz go wyciągnąć, weź go sobie, bo będziesz go może
potrzebował“ Chłopczyna wydobył go z pod kamienia, przypasał i poszedł dalej.
Wtem przyszedł do zamku miedzianego. W jednem z je­
go okien siedziała niewiasta zajęta haftowaniem. Ta zobaczyw­
szy go, zapytała: „Skądeś się ty tu wziął, gdzie jeszcze no­
ga ludzka nigdy nie postała?“ „Przecież i ty jesteś tutaj“ —
odpowiedział chłopiec. „Ach, mój drogi synu, mnie porwał smok
pięciogłowy; chodź do mnie, pogawędzimy trochę, teraz jedzą
i piją smoki w głębi zamku“. Chłopiec wszedł do zamku do
tej niewiasty. Naraz dał się słyszeć wielki szum, przybywał bo­
wiem smok pięciogłowy. Chłopczyna schował się za piec.
Smok począł wietrzyć i zapytał głosem, od którego zamek
wstrząsł się w swych posadach: „Co to za zapach mięsa ludz­
kiego rozchodzi się tutaj?“ — „Mój braciszek przyszedł w od­
wiedziny do mnie“ — odpowiada niewiasta, drżąc na całem
ciele. — „Wynijdź mój szwagierku, jedz ze mną“ — rzekł
smok i podał mu piernik ze stali upieczony. — „Jedz to a je*) Węg. Tartodvar.

— 150

Z życia Seklerów

żeli nie będziesz jadł, to pożrę ciebie-' — rzecze smok. Wtedy
chwycił chłopiec za miecz, który sam z pochwy się wysunął,
ciął nim smoka i odrąbał mu cztery głowy. Wtedy zaczął go
smok błagalnie prosić, aby mu przecie piątą głowę zostawił
a podaruje mu wszystkie skarby. „Ale jakżeż ja je zabiorę?“
pyta się chłopiec, — „Weź tę różdżkę metalową (miedzianą)
i dotknij się skarbów". — Chłopiec uczynił to, a zamek prze­
mienił się w jabłuszko miedziane, które schował do torbeczki,
a smokowi odciął piątą głowę, bo jak go zapewniała owa nie­
wiasta, z tej pozostałej głowy odrosłyby tamte cztery.
Chłopiec zabrawszy niewiastę, poszedł z nią dalej i za­
szedł na zamek srebrny, gdzie panował smok sześciogłowy. Za­
bija tego smoka w podobny sposób, a srebrne jabłuszko, w któ­
re zamek się zamienił, schował do torbeczki i z dwiema nie­
wiastami udaje się dalej.
Wreszcie przybywa do zamku złotego, gdzie miał do czy­
nienia ze smokiem ośmiogłowym. Tu odbywa się tasama historya, co w poprzednich zamkach; chłopiec zabija smoka,
a złote jabłko chowa do torbeczki. 1 tu wyswobadza niewiastę.
Trzy obdarzone wolnością niewiasty dziękują chłopcu za wy­
bawienie z mocy smoków. On je zaprowadza do owego
sznura, przywiązał je do niego, a ci trzej ludzie nieznajomi wy­
ciągnęli je. Ostatnia atoli z niewiast na wielkie prośby i nale­
gania otrzymała od chłopca wszystkie trzy jabłka. Gdy przy­
szła kolej na niego, przywiązał do sznura nasamprzód kamień,
aby się przekonać, czy owi obcy ludzie nie zamierzają mu co
złego wyrządzić; gdy wyciągnęli ciężar do połowy, puścili sznur
a kamień wraz ze sznurem wpadł do głębi. Chłopiec wprawdzie
ocalał, ale posmutniał bardzo, że te niewiasty, które wybawił,
tak nieszlachetnie z nim postąpiły. Ruszył tedy ku lasowi. Na
jednem drzewie w lesie świergotały młode ptaszki. Jeden z nich
rzekł: „Schowajmy go, bo pozabijał smoków“. - Ale ptaszyny
nie miały już czasu na to, bo oto ich matka, tak wielka jak
bawół, szybko nadleciała i połknęła chłopca. A wtedy ptaszki
prosiły swej matki, aby chłopca ratowała, bo pozabijał wszy­
stkie smoki i w ten sposób także ich uratował. Wtedy matka
wydała go nazad i rzekła doń:
„Ponieważ tak wiele dobrego nam wyświadczyłeś, ochro­
niłeś nasz ród przed zgubą i zagładą, wyprowadzę cię z pod­
ziemia na świat. Otóż patrz: tam stoi bawół, zabij go; pokraj
— 151 —

Bronisław Gustawicz

skórę jego na dwie części, jednę napełnij mięsem, a drugą wo­
dą ; gdy spoglądnę w jedną stronę, dasz mi z jednego worka,
a gdy spojrzę w drugą, dasz mi z drugiego“.
Chłopiec spakowawszy tobołki, siadł na grzbiecie tego wiel­
kiego ptaka, który puścił się z nim w drogę. Na każde skinie­
nie ptaka dawał mu chłopiec jużto mięsa, już też wody. Wkońcu podróży brakło już mięsa, a ptak go zażądał. Chłopiec nie
tracąc fantazyi, uciął kawałek z uda swego i podał mu. Wkońcu przybył ptak na powierzchnię ziemi.
Złożywszy ciężar z barków swoich, zapytał chłopca: „Coby to za mięso było ten ostatni kawał?“ — Chłopiec opowie­
dział mu wszystko. -- „Bogu dziękuj, żeś nam mógł tyle do­
brodziejstw wyświadczyć i żem ciebie nie zjadł, bo dobre jest
twoje mięso“. — Po tern wszystkiem ptak odleciał, a chłopiec
poszedł do domu, bardzo markotny z powodu utraty i skarbów
i miecza czarodziejskiego.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.