16f149fb4960e2d282b5c48bd721ce82.pdf
Media
Part of Polemika / Lud, 1907, t. 13
- extracted text
-
POLEMIKA.
Druga i ostatnia odpowiedź p. Stanisławowi Eljasz-Radzikowskiemu
z powodu Jego „obrony", rozpoczynającej się od słów: „Sprawa
dość dawna" [por. Lud, t. XII (1906), str. 345—346].
Sprawa to nie dawna... Kilka miesięcy temu w zesz. 2-gim’)
(str. 195—196) XII-go tomu „Ludu" (r. 1906) odpowiedziałem p. St. E-Ra
dzikowskiemu na jego „obronę“, skreśloną z powodu napisanej przezemnie recenzyi pracy jego p. t. „Zakopane przed stu laty“. I chociaż to
tak niedawno było, zdołał już p. E.-R. niektóre, dla siebie niekorzy
stne, szczegóły mej odpowiedzi zapomnieć. Pierwszy bowiem „punkt“
mej odpowiedzi streszcza w następujących słowach: „P. Henryk Ułaszyn
odpowiadając na moją obronę przyznaje, że się pomylił i co więcej, na
wet wspaniałomyślnie „przeprasza mnie najserdeczniej za uczynioną
krzywdę“ [NB. w odpowiedzi mej użyłem wyrazu „jak n a j s e r d e c zn i ej“; nowy to dowód „ścisłości“ p. E.-R.; zresztą por. niżej]. — Dotąd
— pisze dalej p. E.-R. — „wszystko w porządku“. — Nie zupełnie to
jednak owo „wszystko“ — jak mniema p. E.-R. — „w porządku“. Zmu
szony zatem jestem jeszcze raz do tej kwestyi, t. j. do pierwszego „pun
ktu“ mej pierwszej odpowiedzi, powrócić, aby przedstawić we właściwem
świetle zarówno moje przyznanie się co do pomyłki, jak też o ile w danym
wypadku ironiczny dodatek p. E.-R. „wspaniałowyślnie“ jest na właściwem
miejscu.
Otóż do pracy swej „Zakopane przed stu laty“ dołączył p E.-R.
ogółem sześć rycin (w tern jedna mapa); z nich cztery, zatem większość,
posiada podpis: „Z dzieła Hacąueta z r. 1796“. Na pozostałych dwóch,
barwnych, — brak wselkich podpisów wyjaśniających, skąd (z jakiego
źródła) i z jakiego czasu pochodzą. Ta właśnie okoliczność („niekon
sekwencja“) spowodowała, że w mej recenzyi napisałem: „Zaznaczyć
tu jednak musimy, iż autor nigdzie nie objaśnia, skąd owe ryciny są
wzięte“.— Okazało się jednak, że p. E.-R. źródło tych rycin w pracy
swej podał; dla tego też w mej odpowiedzi napisałem: „Przyznaję, iż
„zaznaczenie“ w mem sprawozdaniu o pracy p. E.-R. p. t. „Zakopane
’) Otrzymałem 2, VII, 1906. — H. Ul.
— 71
przed stu laty“, że „autor nie objaśnia, skąd owe ryciny (t. j. dwie chromolitografie) są wzięte“ — jest niesłusznem, gdyż p. E.-R. rzeczywiście
na str. 159 w „Zakończeniu“ źródło ich podał, — i za to właśnie prze
prosiłem. Zdaje mi się, że wyraźnie wskazałem, za co przepraszam.
Wskazałem dalej i na okoliczność [„na zmniejszenie — nie zniesienienie“ — jak się wyraziłem — mej winy], która spowodowała ów nie
słuszny zarzut; o tern zapomina zupełnie p. E.-R. w swej drugiej obronie“,
gdyż, sądzę, inaczej nie użyłby wyrazu „wspaniałomyślnie“, wykazana
bowiem przezemnie „nieścisłość“ w pracy p. E.-R. „nieścisłością“ i pozo
stała — jedynie w zmniejszonych rozmiarach. Wspomniana okoliczność
polega na tern, że z sześciu rycin, podanych w pracy p. E.-R., te cztery,
które odpowiadają tytułowi rozprawy „Zakopane przed
stu laty“ (wydana w r. 1901), więc epoce około r. 1800 — posiadają pod
pisy [u góry nadpis: „Zakopane przed stu laty“, u dołu podpis: „Z dzieła
Hacqueta z r. 1796“]; dwie zaś pozostałe, nader interesujące ryciny
kolorowane, pochodzące z dzieła wydanego w r. 1842, zatem n i e o d ppo
wiadające ściśle tytułowi — żadnych [oprócz nad pisu u góry:
„Zakopane przed stu laty“] podpisów, analogicznych owym wymienionym,
wskazujących skąd i z jakich czasów ryciny pochodą — nie posiadają.
Ta „zastanawiająca n i e k o n s e k w e n c y a“ jest oczywiście „nie
ścisłością naukową“. Pozostaje zatem fakt, że te właśnie ryciny,
które datą swego powstania najbardziej się oddalają od epoki, będącej
przedmiotem rozprawki p. E.-R., — właśnie objaśniających podpisów ną
sobie nie posiadają. Przeproszenie więc z nowodu przeoczenia źródła
w tekście, bynajmniej nie znosi owej „zastanawiającej niekonsekwencji“,
inaczej „nieścisłości naukowej“.
*
*
*
Z powodu stwierdzenia przezemnie różnicy w podpisach na orygi
nałach a kopiach, tak pisze p. E.-R.: „Różnią się (t. j. owe podpisy), —
a z różnicy wnioskuje p. Henryk Ułaszyn, że popełniłem błąd naukowy,
nie ściśle tłumacząc podpisy“. Sądzę, że każdy, posiadający pod ręką owe
oryginały z niemieckimi podpisami i kopie ich z podpisami polskimi
w pracy p. E.-R. i nie znalazłszy w całej rozprawce p. E.-R. ani nawet
wzmianki o zmianie podpisów, — zawnioskuje, że owa niezgoda jest re
zultatem niedokładnego przetłumaczenia. A do wniosku tego przyjdzie
z tern większą pewnością, iż p. E.-R. na str. 159 swej pracy, omawiając
mapę Tatr z dzieła Hacqueta, ostrzega czytelnika o poprzekręcanych na
niej nazwach topograficznych, „z których przecież można odgadnąć
brzmienia właściwe“, a następnie, że na temże miejscu, tłumacząc zmiany,
a właściwie dodatki, jakie porobił na chromolitografiach, zaznacza to z całą
dokładnością; o zmianach jednak w podpisach, czy wogóle
nawet różnią się od podpisów na oryginałach — niema ani słówka.
Do jakiego więc, pytam, wobec powyższych okoliczności może dojść
wniosku czytelnik? Sądzę, że nie do innego, jak ów, do którego doszedłem
Ostatnia obrona p. E.-R. stwierdza wykazane przezemnie różnice
w podpisach, lecz jednocześnie zmusza mię i do zmiany formy mego
twierdzenia: niezgoda, różnice w podpisach powstały nie skutkiem nie
dokładnego tłumaczenia niemieckich podpisów, lecz skutkiem... Zresztą,
oto własne słowa p. E.-R.: „Ba, ale ja wcale podpisów niemieckich me
tłumaczyłem, — dałem takie, jakie wedle, najlepszej mej wiary i wiedzy
dać powinienem“. — Więc niezgoda owa jest skutkiem, „najlepszej wiary
i wiedzy“ p. E.-R. Jak Wykażę niżej, jest to wyrażenie eufemistyczne;
nazywając rzecz po imieniu, owa niezgoda jest skutkiem samowoli au
torskiej... Oto dowody, fakta:
,
.
.
Wskazałem w mej odpowiedzi, że podpisowi na oryginale „Burger
aus Neumarkt. Landleute aus der Gegend von Sandecz" odpowiada podpis
na kopii „Kobiety w strojach odświętnych i mieszczanin nowotarski ;
— 72 —
podpisowi na oryginale „Juhasz (Schafhirt) aus den Karpathen. Madchen
nUSc n,n •
Pzianisz" — podpis na kopii „Juhas z dziewka z Witowa".
R-.E-R. nigdzie w swej pracy — jak zaznaczyłem — ani o tej zmianie
ani zatem i o przyczynach, nie nadmienia. Dopiero teraz, rzekomo — jak
się wyraża - „wezwany“ przezemnie, stara się wytłumaczyć. Co do pierw
szego więc obrazka informuje, „że kobieta w sukni czerwonej, którą ma
lował Rudolf Alt, pochodziła ze wsi Zaskala...“; co do drugiego zaś p'isze„Jeżeli ja... zamiast Dzianisz, umieszczam na podpisie: Witów, to czynie
to z przyczyny, że Rudolf Alt malował właśnie juhasa z Witowa“; wresz
cie — co do obu, pisze: „oświadczam, że w wydaniu drugiem pracy
mojej, które właśnie przysposabiam, umieszczę te same podpisy. A umiesz
czę z tej prostej przyczyny, że wiem, kogo i w jakich okolicznościach
przedstawiają obrazki... . I ak pisze p. E.-R. o treści obrazków w swej
drugiej obronie; jak jednak pisał on o tern w swej rozprawce, z której
właśnie zdawałem sprawę? Oto jego słowa: „oryginał malował
R. Alt Widocznie (wyraźnie „widocznie“! H. Ul.) na miejsc u“!! Podziw
wzrasta, gdy się zważy, że te same słowa p. E.-R. przedrukował w swej
pierwszej „obronie“: i tam stoi owo fatalne dla p. E.-R. „w/ć/ocz/z/e"!
A zatem przed pięciu laty i przed r o k i e m, więc dwukrotnie, twier
dził p E.-R., że obrazki te malował R. Alt „widocznie“ (czyli prawdopo
dobnie) na miejscu, dziś zaś twierdzi, że wie nawet „kogo“ i w ja
kich okolicznościach“ przedstawiają, że juhas „właśnie“ z Witowa,
a kobieta z Zaskala!! — Rzecz więc zupełnie jasna: niezgoda
podpisów na oryginałach a kopiach w pracy z r. 1901,’ kiedy p. E.-R.
stwierdzał tylko malowanie obrazków „widocznie na miejscu“ — była
skutkiem samowoli autorskiej. Ta samowola znalazła niejako swą
sankcyę w pierwszej ..obronie“ p. E.-R. (w końcu r 1905), mianowicie
przez powtórzenie owego zdania z tern fatalnen ala p E.-R. „widocz
nie", nie dopuszczającego jednocześnie „wiary i wiedzy“,’że juhas
„właśnie“ z Witowa, a kobieta z Zaskala... A więc samowola autorska
— oto przyczyna owej niezgody w podpisach!...
j
, , Zaznaczyłem wyżej, że p E.-R. tłumaczy się, dlaczego podpisał
„Juhas z Witowa zamiast „Juhas z Dzianisza“. Ale czyż ja gdziekolwiekbądż twierdziłem, że podpis powinien brzmieć „Juhas z Dzianisza“?
twierdziłem tylko, że istnieje niezgoda podpisów: na oryginale — „Ju
hasz (Schafhirt) aus den Karpathen, Mädchen aus Dzianisz“, a na kopii
„Juchas i dziewka z Witowa“! Więc to może nie juhas „właśnie“ z Wi
towa, jak twierdzi p. E.-R, lecz to owa dziewka ma być z Witowa a nie
z Dzianisza? Lecz o niej — skąd pochodzi? — p. E.-R. jakoś się nie
rozpisuje. I czegóż więc i czyje twierdzenie, że „juhas z Dzianisza",
uznaje za niesłuszne p. E.-R., kiedy ani podpis, ani zatem i ja — tego
nie twierdziłem. Na oryginale „Juhasz aus den Karpathen“ — i tyle! —
Słowem, p. E.-R. nie tylko pozwala sobie na przekręcanie moich słów
lecz nawet walczy z własnemi „urojeniami“, jak Donkiszot z wiatrakiem..’
Nie wiadomo więc, o kogo chodzi przy zmianie Dzianisza na Witów •
o juhasa czy o dziewkę Mniejsza z tern. Ale ta „zmiana“ zaznajamia
nas tez z „metodą naukową“ p. E.-R. Oto Witów i Dzianisz to „dwie
wioski łączące się ze sobą“, zatem wnioskuje p. E.-R.: juhas z Witowa
„wygląda... tak samo, jakby wyglądał juhas z Dzianisza, jakby zresztą
wyglądał z każdej innej nawet znacznie odleglejszej od Witowa wsi na
rodhalu... . Może być, ale... stwierdzenie sąsiedztwa owych wsi, to nie
dostateczny powód do zmiany podpisów...
. . ».—••. P- Henryk Ułaszyn— pisze p. E.-R. — zestawiając teksty pod
pisów i sięgając aż do słownika geograficznego, poucza mnie, gdzie leży
Dzianisz, a gdzie Witów (notabene: dwie wioski góralskie zlewające się
— 73 —
ze sobą domostwami)....“, i znów niżej: „żeby jednak czytelnik wiedział,
o co właściwie chodzi, wyjaśniam, że Witów i Dzianisz, które chyba
znam me ze słownika geograficznego, są to jak wspomniałem, dwie wio
ski łączące się ze sobą“.
Do tych dwóch ustępów zauważę: l-o. Cytowałem Słownik geogra
ficzny (wykazując, ze Dzianisz to nie Witów, a Witów to nie Dzianisz) —
dla oparcia się na źródle drukowanem, aby każdy z czytelników mógł
moją cytatę sprawdzić. Chyba przedewszystkim ó Słownik geograficzny
opizeć mi się należało. P. E. R. trzyma się innej zasady (pochwaliwszy
się, ze zna Witów i Dzianisz „nie ze słownika geograficznego“), wypły
wającej z wielkiego mniemania o sobie; streszcza się ona w następującym
S"'(BS^)ckini: ”so sag’ ich’s so ist’s ~ wer’s nicht glailbt’ist ein
2-o. Po co dodaje p. E.-R. swoje notabene i potem znów o niem
przypomina, kiedy ja już wcześnie wyjaśniłem stosunek Dzianisza do
Witowa w mojej odpowiedzi, cytując ze Słownika geograficznego ustęp
stwierdzający, ze „Dzianisz.. od zachodu graniczy z Witowem“ P. E.-R.
mniema widocznie, że jako „wychowany w Tatrach etc.“ posiadł zarazem
i monopol na „tatrzańskie“ wiadomości!...
Na zarzut uczyniony mi, że źródło, które podałem w mej recenzyi
a z ktorego p. E.-R. wziął owe obrazki, podałem niedokładnie, że na
podstawę moich wskazówek „chyba nie znajdzie nikt w żadnej biblio
grafii odpowiedziałem faktem — cytatą z Lexicon’u Kaysera. Dziś
mi na to odpowiada p. E.-R., że „ ..jeżeli ktoś chce poznać bibliografię
tatrzańską, nie będzie jej szukał w dziele Kaysera, którem się posługuje
P, • er".'y|< Ułaszyn, ale sięgnie do dzieła specyalnego w tym kierunku,
jakiem jest Bibliotheca Carp.atica Hugona Payera“.Zadziwiające „kręcenie“!
W pierwszej „obronie ‘ twierdził p. E.-R., że według moich wskazówek
nie znajdzie owej książki „nikt w żadnej bibliografii“, a przecież
„żadna bibliografia“ to nie synonim „bibliografii tatrzańskiej“,
które to wyrażenie pozwala sobie dziś p. E.-R. podsunąć, aby w ten spo
sób wybinąc z niemiłej dla siebie sytuacyi. Przecież mowy nie było ani
o „tatrzańskich , ani wogóle specyalnych bibliografiach! Na twierdzenie:
”W r
ai t1.0^, *, — odpowiedziałem Kayserem (oznaczyłem ,,np“‘)
czyli bibliografią, która się znajduje w każdej większej bibliotece i która
tętn jest dla literatury niemieckiej, czem „Estreicher“ dla naszej. Zapę
dziła zatem „najlepsza wiara i wiedza“ p. E.-R. w światy dość mgliste....
jeszcze jedno. Pracę swą pisał p. E.-R. po polsku dla polaków, „obronę“
KvíW w .¡Ludzie , dlaczego więc odsyła czytelnika do Payera
(1880), kiedy można bliżej sięgnąć i czytelnik wi polskiemu sprawę ułai«óo
’’B^hografię zakopiańską“ Dra T. Janiszewskiego (Kraków
1899; odbitka z „Przeglądu zakopiańskiego“)?...
.Wreszcie twierdzi p. E.-R. po raz wtóry, że pracę jego nazwałem
w mej recenzyi „wyborną1. Tym razem z rzekomym dowodem, i tak o tern
pisze: „Wkoncu zapytuje p. Henryk Ułaszyn, gdzie to nazwał pracę mą
„wyborną, a może piękną lub dobrą“, i dodaje, że byłby bardzo wdzięczen za odnalezienie w swem sprawozdaniu chociażby jednego z tych
lub im podobnych epitetów“.... I nie czekając na odpowiedź, sam sobie
odpowiada: Ale darmo go szukać!“ — „Otóż i tym razem — pisze dalej
tryumfując p. E.-R. — myli się p. Henryk Ułaszyn, ponieważ sprawozda
nie swe zaczął od słów: „praca znanego miłośnika latr i doskonałego
len znawcy .
Jak można wnioskować na podstawie słów: , praca
znanego miłośnika Tatr i doskonałego ich znawcy“, że właśnie
?r.rJi,aWla?a Pć?aCn jest ,,wyborną“ (sic!!) — to już stanowi tajemnicę
rozumowań p. E.-R.; jak jednak należy nazwać: l-o przypisywanie mi
— 74 —
wyrażenia, którego nie użyłm (rzekomo nazwałem pracę „wyborną“ ?
2-o, niedokładne cytowanie słów moich? — wyraźnie bowiem pytałem,
„gdzie to nazwałem omawianą pracę... „wyborną“ i wyraz „o m a w i a n ą“
podkreśliłem (wydrukowano rozsuniętym drukiem)...
Czy to nie wyraźne krętactwo? Dziś zmuszony przeto jestem, po
wtarzając, że ani w mej recenzyi, ani w mej odpowiedzi nie określałem
żadnym’ „epitetem“, żadnem napomknieniem wartości „o m a w i a n e i“
pracy p. E.-R., poprzestając zatem tylko na podaniu treści i zaznacze
niu“ pewnych niedokładności — dziś przeto pozwolę sobie nazwać ową
pracę p. E.-R. słabą (mam na względzie przedewszystkim część etnogra
ficzną; recenzyę pisałem bowiem dla „Ludu“) i pozbawioną charakteru
„naukowej“ — i twierdząc to, nie cofam mego powiedzenia, że zo
stała napisaną przez „znanego miłośnika Tatr i doskonałego ich znawcy“...
To tylko nie zrozumiałe dla tych, co rozumieć nie chcą, co nie rozu
mieją, że „znany miłośnik Tatr i doskonały ich znawca“
może produkować nawet bardzo marne „naukowe prace“ [por.
np. artykuły p. E.-R., pisane w obronie przymiotnika „zakopiański“].
Okoliczność zatem, że „jakiś tam nie — taternik“, nie — specyalista od
Tatr ośmielił się „znającemu przedmiot opisywany (tak pisze o sobie
p. E.-R.), literaturę i mającemu przytem mnóstwo źródeł rękopiśmiennych
i wspomnień z tradycyi rodzinnej itd., itd.“ wykazać pewne „nieścisłości“,
a następnie przy pomocy dyskusyi je uzasadnić, ta okoliczność spowodo
wała, że „wychowany w Tatrach i żyjący od dziecka z ludem“ monopo
lista wiadomości tatrzańskich, nie tylko nie mógł należycie zrozumieć
moich słów i cytować ich w formie przezemnie podanej, ale nawet nie
pozwoliła mu wyprowadzić logicznego wniosku z danych przesłanek...
•K*
Na zakończenie pozwolę sobie, pomijając mniejszej wagi „nieści
słości“, zdobiące pracę p. E.-R. i jego dwie „obrony“, — streścić zarzuty,
przy których obstaję i które, zdaje mi się, powyżej dostatecznie udowo
dniłem :
1) N i e ś c i sło ś c i ą naukową jest pominięcie podpisów na
dwóch chromolitogafiach, ze względów, że właśnie mniejszą mają od in
nych wartość rzeczową, następnie, iż inne ryciny podpisane zostały (nie
konsekwencja).
2) Nieścisłością i nie sumiennością naukową jest
zmiana podpisów na kopiach bez objaśnienia z jednej strony, że podpisy
zmieniono, z drugiej — na jakiej podstawie.
3) Nieścisłością i niesumiennością naukową jest
kategoryczne twierdzenie, że „Juchas właśnie z Witowa“ itp. wobec dwu
krotnej informacyi, że obrazki malował R. Alt „widocznie na miejscu“.
4) Nieścisłością naukową i wogóle wszelkiego
myślenia jest wyciąganie ze zdania ogólnego o autorze szczegółowego
wniosku o danej pracy tegoż autora [t. zw. w logice saltus in concludendo].
5) Nieścisłością naukową i wogóle wszelkiego
myślenia jest twierdzenie: poprzednio, że podanego przezemnie ty
tułu nie znajdzie „nikt w żadnej bibliografii“ [więc ani w ogólnej, ani
w szczegółowej, specyalnej), następnie zaś — że szukać owego tytułu
należy w „bibliografii tatrzańskiej“ zatem specyalnej [t. zw. w logice contradictio in terminis].
Sądzę,że i przytoczone„fakty“—jak zaznaczyłem, choć przedmiotu nie
wyczerpywałem (nie poruszałem tu przypisywanych mi niesłusznie twier
dzeń, np. jakobym twierdził, że juhas z Dzianisza itp.) — dostatecznie
określają wartość powiedzenia o sobie p. E.-Radzikowskiego: „Będąc
przyrodnikiem lekarzem aż nadto (sic! 11) przywykłem do ścisłości“. —
Jeśli to nie figura retoryczna zwana hyperbolą, to objaw choroby
zwanej popularnie — „mania grandiosa“!..
Henryk Ulaszyn
Lipsk.
