5ab00ef8f363557a0503eb50f4a09bd4.pdf
Media
Part of Dodatek do „Olimpu polskiego" / Lud, 1908, t. 14
- extracted text
-
Dodatek do „Olimpu polskiego“.
1. Błędy drukarskie.
Proszę przedewszystkiem uprzejmie poprawić ważniejsze
błędy drukarskie1):
Str. 25, na końcu wiersza 11 od góry skreślić Sta-, gdyż w na
stępnym wierszu wydrukowano całe Staszek.
,, 25. w wierszu 10 od dołu wydrukowano jesień, a ma być
jeśnia. Lasowiacy tarnobrzescy mówili niegdyś o miejscu
jasnem, wolnem od drzew wśród lasu, że coś jest „na jeśni“, dzisiaj zamiast tego używa się tam powszechnie „na
helu“, wyrażenia niemieckiego, przejętego od niemieckiej
przed niedawnym jeszcze czasem administracyi lasów. Wyraz
jesień niema naturalnie nic wspólnego z wyrazem jasny.
28, pierwszy wiersz i wyraz u góry ma być rota zam. rpta.
41, wiersz 3 od góry ma być dziewięć, nie dziesięć.
50, wiersz 4 od dołu po wyrazie bóstwa opuszczono wy
raz wojny.
„ 57, wiersz 6 od góry ma być avus, nie anus.
i) Strony w tym wykazie błędów i poszczególnych uwag tego Dodatku odnoszą się do wydania artykułu o „Olimpie w Ludzie. XI
(zeszyt 1. II.)
— 206 —
Str. 58, wiersz 15 od dołu ma być Lelechówka zam. Leluchówka.
” 62,
,,
ostatni u dołu w dopisku ma być Jowisz zam.
Jovis.
» 64,
„
17 u góry po wyrazie jak ma być L. nie Ł.
”
” 9 u dołu w dopisku po wyrazie formie opu
szczono Koch.
2. Jesza. (str. 23).
Formę Jesse wydedukowano albo z 4 przypadka Ip. Jessem
w dobromilskiem wydaniu Długosza, albo też na podstawie ja
kiegoś refrenu starej pieśni, w której imię to było użyte w 5
pizyp. Ip., albowiem przypadek ten od imienia Jesza brzmiał
w staropolszczyźnie nie jak dzisiaj Jeszo, lecz Jesze. Dlatego
też w książeczce Nawojki z XV. wieku czytamy zawsze o Matce
Boskiej w 5 przyp. Ip. od wyrazu Gospodza nie Gospodzo,
lecz Gospodze: zdrowa bandz gospodze chwalebna (28), zdrowa
bandz gospodze Angolem zavythana (28), mymo wszystky czesznyeyscha Gospodze (33), o Gospodze moya naczudnyeyscha
(46), Gospodze moya myła (47) itd. Brzmiał też 5 przyp. Ip.
i od Lei pierwotnie Lele, nie Lelu.
3. Jach, Jech = Jan. (str. 24).
Na wzór imion rodzimych ulegały skróceniom i imiona
przyswojone, chrześcijańskie. Np. imię Jan skracano na Jach, Ja
cha, a także na Jech, Jecha (u Czechów Jicha), Jasz, Jesza, Jaszko, Jeszko, potem Jaś, Jaśko, Jeśko itp. Ponieważ od ro
dzimych Jarosław, Jarolub, Jaromir itp. mieliśmy także skró
cenia Jach, Jech, Jacha, Jecha, Jasz, Jesz, Jasza, Jesza, więc
■westyę, czy np. znane nazwisko rodowe Jaszowski opiera się na
tych imionach rodzimych, czy na imieniu Jan, mogłaby roz
strzygnąć tylko historya nazwiska. Porów, także ros. Jasza, Jaszeńka zdrob. z Jaków = poi. Jakób.
4. Chason. (str. 31).
Nazwa Jeszy u Stiedowskiego Chason mogła pierwotnie
być także napisana Ghason, bo zamiast samego G napotykamy
w średniowiecznych źródłach i Gh. Jakkolwiekbądź do niej
przyszło, jest ona ważna, gdyż dowodzi, że jej nie stworzył
— 207 —
Stfedowsky na podstawie Długoszowego Jesza, lecz że ją zna
lazł w źródłach, boć chyba nie przyszłoby mu na myśl wyra
żać J przez Ch. Jakie to źródło, możnaby może jeszcze dojść,
zwłaszcza że Stfedowsky cytuje źródła, z których korzystał, lecz
z braku czasu i bogatszej pod ręką biblioteki, musieliśmy po
szukiwań zaniechać. Może kto od nas będzie w szczęśliwszem
położeniu i niebawem sprawę tę wyjaśni.
5. Chors, Gorcho. (str. 31, 32).
Wiem, że śmiała to rzecz Nestorowego Chorsa wywieść od
Jorsa, Jarowita, ale inne objaśnienia tej nazwy są jeszcze dzi
wniejsze od objaśnienia naszego i mniej prawdopodobne, gdyż
albo chwytają się niebywałych etymologij, z których wychodzą
niczem i nigdzie niestwierdzone bóstwa, albo sięgają po Chorsa
jeszcze dalej, bo aż do Iranu, gdzie zresztą takiego boga nie
było, a wyraz irański, od którego Chors ma pochodzić, nie da
się bez pogwałcenia praw językoznawczych na Chorsa zamienić.
(Zob. prof. Kreka Einleitung2 393). Dziś zgoda między uczonymi
ogólna przynajmniej w tern, że Chors jest u Nestora i później
szych nabytkiem obcym, a skoro z obczyzny przyszedł, to już
chyba łatwiej z nad Bałtyku, aniżeli z Iranu, zwłaszcza że tosamo bóstwo i pod tern samem imieniem, tylko w innem nieco
brzmieniu było rzeczywiście i na Rusi czczone. Jak w Chason
tak i w Chors mamy Ch zamiast J, a o i s w Chors świadczą,
że imię przeszło pizez usta litewskie, a mianowicie pruskie
i powstało ze słowiańskiego Jar. Ze źródeł cerkiewnych wy
nika, że Chors był to samo, co Dadzbóg, a więc to samo, co
Swarożyc, co Piorun, (Krek. 1. c. 344) lecz ta okoliczność prze
mawia tylko jak najwymowniej za naszem twierdzeniem. Chorsa
znalazł Nestor niezawodnie w jakiemś źródle greckiem, które
się opierało na źródle łacińskiem, (jeżeli już w tern przekręce
niu nie przynieśli go Niemcy do Kijowa). Podobnie Nestorowi
Łuticzi pochodzą ze źródła greckiego, opierającego się na łaciń
skiem, w którem było Lutici, inaczej bowiem, tj. gdyby wiado
mość o Lutykach pochodziła z ust słowiańskich lub źródeł cerkiewno-słowiańskich, mielibyśmy u Nestora Ljutyczi, a nie Łu
ticzi, co widocznie opiera się na greckiej formie Lutikoi, a ta
na łacińskiej Lutici, jeżeli Nestor nie korzystał wprost i ze źró
deł łacińskich. Że wiadomości Nestora o bóstwach, czczonych
— 208 —
niegdyś w Kijowie, nie opierają się na ustnej tradycyi, lecz na
źródłach pisanych, dowód w tem, że między bogami, czczonymi
za Włodzimierza W. w Kijowie, wymienia na pierwszem miej
scu Peruna, na drugiem Chorsa, na trzeciem Dażboga, nie wie
dząc, że to tylko nazwy jednego i tego samego boga, a nie
trzej odrębni bogowie. Jedne źródła mówiły widocznie o Perunie i ogólnie nadmieniały o czci innych bogów, drugie tak
samo mówiły o Chorsie, inne o Dażbogu i innych bóstwach.
Z tych różnych wiadomości ułożył Nestor jednę, mniemając,
że jedna uzupełnia drugą, a one mówiły właściwie jedno i to
samo. Jak zaś wcześnie Litwini, a mianowicie Prusacy, cześć sło
wiańskiego Jarowita przejęli, świadczy dowodnie to, że już od
pierwszej połowy XIII. wieku są częste wzmianki w źródłach
pruskich o czci boga Gorcho, Korg, Gurcho, Curcho i to o czci,
od wieków głęboko zakorzenionej, z którą misyonarze chrze
ścijańscy nie mogą sobie dać rady. (Hartknoch 138, 139). Je
żeli zważymy, że naszem zdaniem przejęty także od Słowian
Perkunas był tym samym bogiem, co Jors czyli Chors i Li
twini czcili tego boga pod jednem i drugiem imieniem, to
nie dziw wcale, jeżeli Ruś czciła najwyższego boga i pod imie
niem Peruna, Jarowita, Dażboga, a także i Swarożyca, jak to
z inych źródeł wiemy, bo tak zresztą było w całej Słowiańszczyźnie.
6. Jarkona. (str. 32).
Wywód mój Arkony może znowu uchodzić za śmiały, ale
nie wiem, czy który z dotychczasowych mniej śmiały, a lepszy.
Kierowały myślą moją następujące względy: Arkona to pierwo
tnie nie osada ludzka, lecz świątynia, z zabudowaniami, do niej
należącemi i fortyfikacyą, przy której z czasem dopiero two
rzyło się miasto. Miejsce to niewątpliwie dopiero przez Słowian
na siedzibę najwyższego bóstwa wybrane, przysposobione i na
zwane. A tymczasem niema w językach słowiańskich (prócz
fl.ji bo, albo i pochodnych) wyrazu, któryby się zaczynał od a
1 już z tej przyczyny trzeba przypuścić, że w ustach słowiań
skich nazwa ta zaczynała się od j i brzmiała Jarkona, nie
Arkona. Znaleźli się wprawdzie i tacy, którzy myśleli, że był
niegdyś u Słowian wyraz arkona, który dzisiaj brzmiałby rokona, a znaczył wyrocznia; miejscowość więc stąd otrzymała
— 209 nazwę, że takie wyroki czyli wyrocznie tutaj wydawano. Lecz
na to trzeba powiedzieć: a) Wyrazu rokona ani dziwolągu
arkona języki słowiańskie nie znają wcale i niema zgoła ża
dnych nawet śladów, żeby taki wyraz kiedykolwiek znały, jakże
więc miejscowość może mieć nazwę od wyrazu, którego wcale
nie było ? b) W Słowiańszczyźnie nie było takiego wyrazu, bo
nie było u Słowian i wyroczni jako osobnych instytucyi, wróżby
zaś, jak to wiemy dostatecznie na podstawie źródeł history
cznych, wydawała każda znaczniejsza świątynia. W Arkonie wró
żono taksamo, jak w Szczecinie lub Retrze, a gdyby nawet świą
tynia arkońska sławniejsza była wieszczeniem od innych, to
i tak niekoniecznie stąd musiałaby mieć nazwę, boć delficka świątynia
w porównaniu jeszcze sławniejszą była, a Delfami, nie wyrocznią się
nazywała. Arkońska tembardziej od wieszczenia nie mogła mieć
nazwy, że nie była specyalnie wyrocznią tak samo, jak szcze
cińska’ lub retrejska. Gdyby zresztą u Słowian było inaczej t. j.
gdyby u Słowian istniały były rzeczywicie jakieś osobne rokony
czy arkony, byłyby się przecież jeszcze zachowały jakieś prócz
tej jednej arkony ślady w językach słowiańskich czy w nazwach
miejscowych, a śladów tych zgoła niema. Nie pozostaje tedy
nic innego, jak przyjąć to, co się zaraz na pierwszy rzut oka
nasuwa, że nazwa zaczynała się pierwotnie od /, że brzmiała
Jarkona, że miejscowość otrzymała nazwę od imienia osoby
zupełnie tak samo, jak St. Veit, St. Gallen S. Germain lub
Spaś (Zbawiciel) lub Świętomarza (u Długosza) ttp. Skoro zas
miejscowość nazwano Jarkoną, to widocznie tak się nazywał
i bóg, któremu była poświęcona i ona i świątynia. Zwano boga
inaczej Świętowitem, bo to był święty wit, boski władca bogów
i ludzi. Nazwa brzmi potem Arkona, nie Jarkona, bo w takiej
formie podali ją potomności Skandynawcy, którzy na początku
wyrazów j nie wymawiali, u których Jahr brzmiało Ar, Joch
zaś Och. Zamiast Jarkona możnaby także przypuścić formę
Jarkuna, ponieważ miejscowość zowie się u Skandynawców
także Arkun (w Iomsvikingasaga), ale to rzeczy me zmienia;
mielibyśmy w takim razie to samo imię, tylko z innym przy
rostkiem, z przyrostkiem un, dość zwykłym tak u imion pospo
litych, jak i własnych, jak pouczają: biegun, piastun, Piorun,
Bohun(=Bogun). itp.
- Ź1Ó —
7. Wit. (str. 35).
Niektórzy chcą koniecznie wyraz ten mieć niemieckim.
Nie może trafić do mego przekonania myśl, ażeby wyraz ivzY,
żyjący u nas podziśdzień (porów, z-wit, z-witek), a znany także
z języka starosłowieńskiego (porów, strsłow. s'b-wíít,, SB-witBk’i>,
STj-wito) nie pochodził od czasownika wić (strsłow. witi) i nie
był słowiańskim tak samo, jak ten czasownik. Nie mogę nie
uznać polskiego imienia Przywit, znanego już z XII. wieku,
a przechowanego dotąd w nazwach miejscowych, jak Przywitowo i Przywitówka (zob. Słownik Geograficzny Król. Pol.
Miklosich. Personennamen) za polskie imię i nie widzieć, że
złożone z przyimka przy i rzeczownika wit. Nie mogę nie wi
dzieć, że słowiańskości imienia wit dowodzi tak samo staroczeskie imię Pfivitan, które zarazem wskazuje, że czasownik witać
pochodzi od tematu wit tak samo, jak od tematu koch (porów,
imię Koch, skąd miejscowość Kochów, a potem nazwisko Kochowski), trzask, rąb (porów, wyrąb), mot (porów, zdrobnmotek) mamy kochać, trzaskać, rąbać, motać. A jak obok imie
nia Koch mamy Kochan (skąd Kochanów i Kochanowski), tak
obok Wit, mamy u Serbów imię Vitan, które było i u Czechów,
jak świadczy Pfivitan. Skoro w imionach Przywit, Pfivitan, Vi
tan itp. rzeczownik wit jest niezawodnie słowiańskim, nie mogę
pojąć, dlaczego nie miałby być słowiańskim w imionach Ludowit, Ziemowit, Świętowit, Jarowit, Witosław, Witek, Vitoń
itp. znanych wszystkim językom słowiańskim. Krolewic, czło
wiek do króla należący, żołnierz, rycerz musiał po słowiańsku
zwać się witic i takie formacye słowiańskie istotnie były, jak
świadczą imiona osobowe serbskie tego brzmienia, ale Niemcy
i zniemczeni Słowianie zaczęli używać tego wyrazu z końcówką
germańską ing, wyrażającą to samo, co słowiańskie ic (strsł.
istfc), skąd poszło witing, a rozpowszechnione w tej formie
w nadbałtyckich stronach, dostało się potem jako wyraz te
chniczny znowu do Słowian, którzy zrobili z niego stosownie
do praw swych języków to *wyciądz, jak Polacy (skąd zwycię
żać, zwycięzca itd.); to witjazb, jak Ruś; to vitéz, jak Czesi. Po
dług nas pieniądz to słowiański, przestemplowany w mennicy
germańskiej. Gdyby zresztą wyraz witing powstał rzeczywi
ście z germańskiego wiking i był germański, jak chcą nie
którzy, to stąd jeszcze nie wynika, że i wyraz wit, który mamy
— 211 —
w słowiańskich imionach ludzkich i boskich, jest także ger
mańskim. Kto chce, żebyśmy wyraz ten w imionach Świętowit
Jarowit, Ziemowit, Ludowit uznali za germański, ten musi nam
udowodnić, że germańskim on w imionach Przywit, Pfiwitan,
Vitan itp, że germańskim jest wyraz witać, że germańskim jest
czasownik wić i rzeczownik zwit, zwitek. Udowodnićby także
trzeba, że Germanowie mieli wyraz wit (od czego witing)
w znaczeniu, o którem mowa, a Słowianie wyrazu wit niezale
żnie od nich nie mieli i mieć w swym języku nie mogli, jeżeli
więc u nich jest, to dostał się od Germanów. Tego wszystkiego
dotąd nie wykazano, więc dopóki to nie nastąpi, pozwalamy
sobie być odmiennego, własnego zdania, tern bardziej, że utwier
dzają nas w niem nie tylko względy historyczne, językowe, ale
i inne, głęboko w życie ludów słowiańskich sięgające fakta.
Pierwotne znaczenie wyrazu pozdrowić jeszcze dzisiaj wszy
scy rozumiemy, znaczyło to nic innego, tylko życzyć zdrowia.
Po pewnem namyśle odgadujemy i pierwotne znaczenie wyrazu
całować. Jak od miły mamy miłować, tak od cały całować;
całować kogoś znaczyło więc pierwotnie życzyć komuś, żeby
był cały, a jeżeli się gdzie wybierał, żeby cały wrócił. Jest to
więc także pewien rodzaj pozdrowienia. Ale kiedy pozdrowie
nie wyrażało się tylko w słowach, z całowaniem czyli życze
niem całości, naturalnie przedewszystkiem całości członków ciała,
(bo z wojny np. można wrócić i niecałym), a potem wogóle
całości zdrowia łączono dotykanie ustami nóg, kolan, rąk, ust,
odpowiednio do tego, jaki stosunek zachodził między życzącym
całości, a odbierającym życzenie. Życzenie było w tern niegdyś
główną rzeczą, jak świadczy samo znaczenie wyrazu, lecz z cza
sem dotykanie ustami drugiego stało się rzeczą główną i stąd
całować znaczy witać, żegnać czy pieścić dotykaniem ust. W od
niesieniu do bogów i osób starszych lub wysoko postawionych
jedno i drugie łączyło się z wewnętrzną czcią i uszanowaniem
i stało się też wyrazem czci i uszanowania. Inaczej ma się rzecz
z wyrazem witać. Wiemy, co on znaczy dzisiaj, ale jakie było
jego znaczenie pierwotne już bez głębszej znajomośbi języków
i życia Słowian odgadnąć trudno. Życie to jednak i języki te
prowadzą nas wprost do tego zapatrywania, któreśmy w na
szej rozprawie zaznaczyli.
Jak wyraz wit od wić oznaczał owieńczonego, władcę pana,
tak wyraz *wito (porów, strsłow. świto), od tego samego cza-
— 212 —
sownika pochodzący, oznaczał to, co zwinięte, a zatem i wieniec,
a stąd poszło witać i znaczyło pierwotnie tyle, co wieńczyć. Pier
wotnie miało to bezwątpienia znaczenie aktu religijnego. Na znak
czci wieńczyli starożytni w chwilach uroczystych posągi bogów,
a tosamo czynili i Słowianie, jak o tem sam Długosz mówi i inne,
a liczne świadczą wskazówki. Wszak wieńczyć obrazy Świętych
jest pobożnym zwyczajem podziśdzień. Z wieńczeniem łączono
pokłony, a z czasem i słowa pozdrowienia. Gdy pokłony i po
zdrowienia stały się z biegiem czasu rzeczą główną, a wieńcze
nia dokonywano tylko w chwilach uroczystszych, witać przy
brało znaczenie upadania przed bogami i pozdrawiania bogów.
Jak bogów, tak wieńczyli starożytni swoich władców, wojo
wników, bohaterów i wogóle znakomitych ludzi, a i sami
w uroczystych chwilach stroili się wieńcami. Tak było i u Sło
wian, sobótki np. zapalano jeszcze w czasach historycznych
w odświętnych strojach i z wieńcami na głowach. (Zob. Dr. Ć.
Zibrt. Staroćeske' vyroćni obyćeje etc, 127—137). A jak z wień
czeniem bogów łączono słowa pozdrowienia, słowa mo
dlitwy, tak z wieńczeniem ludzi słowa czci i uznania, a przedewszystkiem, jak podziśdzień, życzenia wszystkiego, co najlep
sze. Gdy wieńczenie stało się z czasem rzeczą podrzędną, bo
go zaniechywano, aż wreszcie zupełnie zaginęło, witać przy
brało znaczenie dzisiejsze : pozdrawiania, przyjmowania u siebie
prywatnie lub publicznie: stało się wreszcie synonimem po
zdrawiania, goszczenia, przebywania u kogoś w gościnie, przy
bywania do kogoś w gościnę.
Ale w obyczajach ludu dawniejszy stan rzeczy odźwierciedla się podziśdzień.
W czasie Podniesienia podczas Mszy św. woła nasz lud,
klęcząc i pochylając czoła ku ziemi: „Powstań, powitaj! Ciało
i Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa, który żyje i króluje
z Bogiem Ojcem i Duchem św. na wieki wieków. Amen“. Po
wstań, to łacińskie surge, nuże! Tak niegdyś po przyjęciu
chrztu ostrzegano niezawodnie ojców naszych, gdy wobec nich
odprawiano Mszę św. i nastawało Podniesienie. I oni witali
utajonego w Chlebie i Winie Zbawiciela swego już nie wień
cami, lecz pokłonami, a z czasem i temi słowami, które pole
cono im wymawiać i stosować zapewne do duszy: „Powstań,
duszo moja, i powitaj! Oto Ciało i Krew etc. Ale i o wieńcach
nie zapomniano.
— 213 —
Gdy przyjdzie Boże Ciało, dzień uroczysty Tego w Chle
bie i Winie utajonego, bez wieńców się nie obejdzie: wiją je
i składają podziśdzień na ołtarzach. Na Zielone Świątki, ku
uczczeniu Ducha św., mają czyli wieńczą kościoły i domy swoje,
a na Zielną najwspanialszymi wieńcami oddają cześć Królo
wej Nieba. Kościół katolicki w boskiej naprawdę mądrości swo
jej nie niszczył tego, co ku osobliwszej czci boskiej służyło
i prawdziwą czcią boską tchnęło, uświęcał to tylko, ku czci
prawdziwego Boga kierował i katolicki temu nadawał charakter.
Czynił to z całą świadomością, jak świadczy niezapomniany
nigdy, autentyczny list Grzegorza W. papieża, pisany r. 591 na
ręce Melita, zdążającego z towarzyszami w pomoc św. Augu
stynowi, Apostołowi Anglii, w którym powiada: „Powiedz Augu
stynowi, iżem długo myślał o Anglii, i to mi się zda, aby bóż
nic pogańskich i bałwochwalskich nie obalali, ale je poświę
ciwszy i wodą święconą pokropiwszy, na kościoły obracali,
ołtarze w nich porobili i kości Świętych położyli. Bo tak po
ganie widząc, iż się bożnice ich nie psują, rychlej do nich ze
zwyczaju pójdą i błąd swój poznawszy i z serca złożywszy,
Boga poznają. A iż woły na swe święta poganie bogom swym
zabijali: i to się im niech nie odejmuje, ale niechaj się na do
bre obróci. Przetoż na święta poświęcenia i na dzień św. Mę
czenników, których tam kości są, niechaj sobie przy bożnicach
swych, już na kościoły Boże obróconych, budki stawiają z chróstu i biją owo bydło — nie na cześć dyabłom, ale na chwałę
Bożą i swoją potrzebę, dziękując P. Bogu, Temu, co wszystko
daje, za owo nasycenie: bo twardym sercom niepodobna
wszystko naraz odjąć, jako na górę idąc, nie zaraz wzlecić, ale
pomału postępować potrzeba. Tak też P. Bóg ludowi się izraelickiemu w Egipcie, gdzie dyabłom ofiary czynili, oznajmiwszy,
ofiar im onych bydlęcych nie odjął, ale je na swoją cześć obró
cił: aby odmieniwszy serce przy onych bydlęcych ofiarach je
dnej rzeczy zapominali, a przy drugiej się zostali, żeby toż by
dło mając, nie dyabłom je, ale Bogu prawemu zabijając, ofia
rowali“ 1).
Dowodów takiego postępowania Kościoła katolickiego
mamy wiele, ten jako wczesny i bardzo charakterystyczny przył) Skarga Żywoty Świętych (1889) VI. 68—69. Tekst łaciński u Le
lewela. Polska wieków średnich, I. 436.
Lud Rocznik XIV.
15
— 214 —
toczyliśmy, bo wskazuje, pod jakim kątem należy patrzeć na
dzisiejsze zwyczaje i obyczaje ludu.
W pieśniach ludowych jest dzisiaj wieniec symbolem nie
winności, ale jak do tego przyszło, wskazują obrzędy nasze
weselne, a i ten znany już obrazek naszego Niegi. On daje wie
niec, symbol królowania, nie ona: ona za koronę daje tylko
puhar rozkoszy. 1 w naszych też obrzędach weselnych on po
syła swej przyszłej wieniec lub ponosi koszta wieńców. Nie
uczciwa, gdy nastały czasy lepszej moralności, nie otrzymy
wała łatwo lub wcale dostać go nie mogła, więc też wieniec
dziewczyna traciła, gdy upadła — i stąd on symbolem niewin
ności, tak dalece, że z czasem mężatkom nie godzi się go nosić,
a tern mniej upadłym dziewczętom. Ale to wyobrażenie późniejsze,
początkiem sięgające zapewne czasów pogańskich, bo i bogowie
pogańscy, choć nie dość skropulatnie, strzegą cnoty niewinności
i małżeńskiej wierności (bóg słowiański poróbstwo piorunami ka
rze i różnymi sposobami w pohańbienie podaje, Saxo Gram. Ks.
XIV. 327); ale wyidealizowane zapewne dopiero pod wpływem
chrześcijaństwa. Pierwotnie wieniec jest własnością bogów, wład
ców najwyższych; potem królów, jednoczących w sobie najwyż
szą władzę kapłańską, sędziowską i wojskową; potem kapła
nów, wodzów, bohaterów, którzy królów wyręczają i królew
skich dokonują czynów i przez to niejako wchodzą do rodziny
królewskiej; potem ofiar, poświęconych bogom; w końcu lu
dzi, którzy w chwilach uroczystych, przywdziewając wieńce, ze
swymi jednoczą się bogami, za wyznawców i synów bożych
uchodzić pragną. Tak było w świecie klasycznym i tak jest
u Słowian. Jak był „święty“, t. j. boski Wit, uwieńczony, władca,
pan bogów i ludzi z małżonką swoją świętą t. j. boską witą^
uwieńczoną, władczynią i panią bogów i ludzi, tak byli i ziem
scy witowie i wity na czele poszczególnych narodów i tak był
wit i wita naczele każdej rodziny. I jak u tamtych wszystkich,
tak i u tych wieniec był symbolem ich posłannictwa i władzy.
Doskonałem odzwierciedleniem tego poglądu jest wesele sło
wiańskie.
Słowiański orszak weselny to dwór panującego z całą
młodych i starych dygnitarzy (starostowie, starościny, bojary,
marszałkowie etc.) drużyną, do różnych przeznaczoną posług’.
On zowie się pan młody, ona pani młoda, a pan znaczy
u nas pierwotnie tyle, co król, władca, książę, stąd też na Rusi
— ¿15 —
on zowie się korol lub kniaź, ona kniagynia (kniahynia). Zowią się państwem młodymi w stosunku do rodziców, do pań
stwa starszych, którzy schodzą z pola, a których miejsce mają
zająć ci młodzi, On daje jej wieniec i sam w wieńcu, bo ślub
nadaje im w domu, którym rządzić mają, w rodzinie, którą
utworzą, wśród czeladzi, która im służyć będzie, nad mieniem,
które posiędą, ten sam charakter władzy, którą ma boski Wit
wśród całego świata, a król nad całym narodem. Za pomocą
tych wieńców, koronując się niejako na władców w soim za
kresie, uświęcają się i jednoczą z najwyższym, boskim Wi
tem i Witą, zapomocą wieńców orszak weselny zamieniają
w swój dwór, w swą rodzinę, uświęcają i jednoczą ze sobą
i z bogami. Mają ze sobą i inny symbol swej władzy naczel
nej, berło, rózgą zwane i przedstawiające gdzieniegdzie zwy
czajną gałązkę z kilkoma do równa uciętemi odnogami, tylko
z powodu uroczystości nieco przystrojoną. Nic dziwnego, że
ono takie i tak się nazywa, bo to symbol władzy karania. Ho
merowym jeszcze bohaterom służą za berła zwyczajne laski,
któremi też, jak trzeba, wymierzają plagi. Zamiast gałązek
używa się gdzieindziej (Stale, pow. Tarnobrzeg) jako rózgi laski
dębowej z odnogami u góry. Odnóg tych u każdej rózgi za
zwyczaj od trzech do siedmiu, liczba nieustalona, jak nie jest
ustalona liczba głów na posągu boskiego Wita, któremu dąb
był poświęcony, a pod władzą którego tyle sobie królestw wy
obrażono, ile głów na posągu przedstawiano. Każdą z odnóg
rózgi zdobi zielem, „wije“ osobna drużka, więc ile gdzie odnóg
u rózgi, tyle tam drużek i drużbów. W takiej roli występując
i przystępując do takiego aktu, cóż dziwnego, że u nas państwo
młodzi jeszcze za Kadłubka czasów (koniec XII. i początek XIII.
wieku) idą do ślubu w czerwieni, jak w czerwonym płaszczu
w chwilach uroczystych występują władcy ziemscy i jak w czer
wonym płaszczu wyobrażano sobie niegdyś Swarożyca, najwyż
szego Wita, pana bogów i ludzi.
Wieniec w najdawniejszych czasach zwał się u Słowian
niezawodnie *wito (to, co zwinięte, porów, starosłow. sowito),
zamiast czego nastało z czasem wiano w tern samem znacze
niu wieńca. Jak od koło mamy zdrobnienia kółko i kolec, tak
od wiano mamy wieniec, ale zdrobnienia wianko niema. Jest
natomiast wianek, z czego można wnioskować, że niegdyś mie
liśmy w tern samem znaczeniu nie tylko formę wiano, od czego
— 216 wieniec, ale także i formę wian, od czego zdrobnienie wianek.
Najprawdopodobniej jednak mieliśmy tylko formę wiano, od
której były zdrobnienia wianko i wieniec, jak od koło mamy
kółko i kolec, lecz z czasem pod wpływem formy męskiej wie
niec zaczęto mówić i wianek, nie wianko, zwłaszcza gdy wiano
przybrało znaczenie posagu, bo odtąd wianko znaczyło nie
mały wieniec, lecz mały posag. Jakoż w języku czeskiem zdro
bnienie to istnieje (vćnko) i ma to właśnie znaczenie. Nieko
niecznie zresztą zdrobnienie musi być tego samego rodzaju, co
wyraz pierwotny, jak świadczy wieniec i kolec od wiano i koło;
mamy też już i w języku starosłowieńskim obok weno (=pol.
wianoj zdrobnienie wenik (=pol. *wienik).
Z wieńczeniem bogów łączyło się niegdyś nie tylko po
zdrowienie, ale także obiaty, ofiary, datki w różnych postaciach,
nareszcie w pieniądzach (że Słowianie bogom swym i w pienią
dzach składali ofiary, wiemy na podstawie źródeł historycznych,
np. na podstawie żywotów Ottona bamberskiego), skąd czeskie
venovati (=pol. wianowiać) znaczy podziśdzień komuś coś
ofiarować, poświęcić (niem. widmen). S'ąd i wiano przybrało
z czasem znaczenie daru, pierwotnie daru składanego bogom,
a potem daru wogóle, dawanego z wieńcem, szczególniej wy
chodzącej za mąż. Ponieważ to dawano przy wieńcu, dlatego
wiano zowie się po niem. Mitgift (=Mitgabe), a dawał obok
wieńca tak narzeczony, co pierwotnie szło na korzyść rodziców
czy rodziny młodej, jak i z czasem rodzice uwieńczonej przez
narzeczonego córce, co stanowiło wyposażenie jej w stroje,
sprzęty, przychówek, pieniądze, w końcu nieruchomości
Jak starożytni jeńców wojennych sprzedawali uwieńczo
nych, tak niezawodnie było i u Słowian, skoro weneti znaczy
w języku starosłowieńskim sprzedawać.
Skoro byli wici czyli wieńczeni ludzie, skoro wito czyli
wieńczono posągi i obrazy bogów, niepodobna przypuścić,
żeby w wyobrażeniu tych, co to czynili, nie był w i t czyli
uwieńczon ten, który był władcą wszystkiego i wszystkich, a któ
rego tak samo, tj. jako uwieńczonego, pana i władcę wyobrażają
sobie pierwotnie wszystkie pokrewne narody.
8. Jarowit. (str. 36).
Biorąc na uwagę najdawniejsze, stwierdzone historycznie
znaczenie wyrazu jar, objaśniliśmy imię Jarowit jako „władca
— 217
wiosny“, ale możliwą jest także rzeczą, że pierwszym składni
kiem tego imienia nie jest rzeczownik jar, wiosna, lecz przy
miotnik jar, gniewny, srogi. W takim razie Jarowit byłoby ufor
mowane jak Świętowit i znaczyłoby „gniewny, srogi władca ,
t. j. swarzący po niebie grzmotami. Byłby to więc Swarożyc,
tylko inaczej wyrażony.
1 kto wie, czy właśnie tego wyobrażenia trzymać się nie
należy, skoro ono o najwyższym bogu było rzeczywiście ostalone nie tylko w epoce prasłowiańskiej, ale i wcześniej, jak
poucza litewskie wyrażenie „starzec swarzy“ lub germańska na
zwa najwyższego boga Wuotan.
9. Ziemowit, Siemowit. (str. 36).
Imię Siemko, Siemek napotykamy u Słowian, ale późno,
złożeń zaś Siemomysł, Siemosław, Siemowit nigdzie dotąd nie
sprawdzono, ni wcześniej ni później, a złożenia z wyrazem zie
mia tak w złożeniach Ziemibor, Ziemigniew, Ziemomysł, Ziemisław, Ziemidrug, Ziemowit, Ziemirad, jako też w skróceniach
Ziemia, Ziemian, Ziemięta, Ziemiak, Ziemisz itp. napotykamy
od najdawniejszych czasów w polskim, czeskim, ruskim, serb
skim i innych językach słowiańskich. Ponieważ Gallus (wiek XII).
napisał z niemiecka Semovith, pisownię tę naśladowano pó
źniej tak w imieniu samem, jak w wyrazie pospolitym ziemia,
który to wyraz jeszcze Biblia królowej Zofii (w. XV.) bardzo czę
sto pisze przez s. Gdyby zresztą nawet okazało się prawdą,
czego nie przypuszczam, że imię, o którem mowa, należy czy
tać Siemowit, nie Ziemowit, to i tak znaczenie wyrazu wit zostaje to samo, tylko znaczenie imienia byłoby cokolwiek inne,
bo znaczyłoby „nie władca ziemi“, lecz „władca siemienia, ludu ,
yle więc, co Ludowit, po grecku Demokrates.
10. Swarożyc, Radegost.
Wyjaśniając imię Swarożyc, niektórzy sięgają aż do sanskrytu i powiadają, że to bóg światła, bo wyraz, od którego
nasz swar pochodzi, znaczy tam świecić. Otóż naszem zdaniem
tak rzeczy traktować nie można. Kiedy wyraz, od którego nasz
swar pochodzi, znaczył świecić, Swarożyca nie było, a więc
świecącym go nie nazywano; Swarożyc urodził się dopiero
218 —
w czasach prasłowiańskich, urodził się z wyobrażenia, wyprze
dzającego nawet epokę prasłowiańską, ale z wyobrażenia,
które znaczyło nie świecić, lecz gniewać się, grzmiąc po niebie,
jak świadczy germański Wuotan i litewskie ..starzec swarzy“.
Co do Radegosta, to wychodzimy z założenia, że to isto
tnie jest drugiem imieniem Swarożyca, jak to wynika ze źródeł
historycznych i że wyraz rad ma w tern imieniu znaczenie gre
ckiego Xapieis, które to znaczenie podług Miklosicha ma
ten wyraz w języku starosłowiańskim. Źródła historyczne nie
powiadają wprawdzie wprost, że Radegost to tosamo, co Swarożyc, ale dość zgodnie podają lud, który to bóstwo czcił
i miejscowość, w której się to odbywało. Różnica między źró
dłami najważniejsza tylko ta, że wcześniejsze (Thietmar koło
r. 1018) powiadają, że tam czczą Swarożyca, a nieco później
sze (Adam bremeński koło r. 1076 i Helmold koło 1170), że
tam czczony Radegost. Co do ludu, u którego się to dzieje, to
Thietmar mówi, że dzieje się to in pago Riedirierau, co zna
czy, że podług niego mieszkańcy tego kraiku zowią się R i edirier, u Adama zaś i Helmolda mamy Retharii. Co do
samej miejscowości różnica między Thiemarem, a tymi dwoma
wydaje się znaczniejsza, bo u pierwszego miejscowość zowie
się Riedegast, Redegost, u tych zaś dwóch R e t h r a. Wszystkie
te fakta uważamy za prawdziwe i wyjaśniamy je w następujący
sposób:
Miejscowość miała od niepamiętnych czasów dwie nawy:
pełną Radgost (=pol. Radgost=Radegost=Radogost), jak podaje Thietmar, i skróconą Rada, której mieszkańcy zwali się
u Niemców Radar, Redar, Rethar, Riedir, zupełnie tak, jak mie
szkaniec Dębicy Sokołowa, Kolbuszowy zowie się dzisiaj: Dembitzer, Sokolower, Kolbuszower. Od Rethar poszła łacińska na
zwa mieszkańców Retharii i łacińska nazwa miejscowości Rethra (jak mamy u Adama i Helmolda), Riedira, skąd znowu
mieszkańcy miasta zowią się po niem. Riedirier (=Rederer),
a cały kraik Riedirierau, jak mamy i Thietmara. Skrócona na
zwa miejscowości, znajdująca się już u Thietmara w nazwie
okolicy Riedirierau obok pełnej Radegost dowodzi, że od nie
pamiętnych czasów istniały obiedwie obok siebie. To rzecz ja
sna, ale jak mogło przyjść do tego, że wywiązało się ich dwie
i że obydwu używano? W rozwiązaniu tej kwestyi tkwi właśnie
całkowite rozjaśnienie sprawy.
— 219 —
Nazwy topograficzne, jeżeli pochodzą od imion osobowych,
są albo przymiotnikami, jak Bydgoszcz, Małogoszcz, Radgoszcz,
Samogoszcz, Sandomierz, Jarosław, Wrocław, Przemyśl, Kraków,
Lwów, albo też wprost imionami, ale w tym wypadku używają
się w liczbie mnogiej i są imionami osób, jak Popiele, Niegosy,
Skarbki, Samochy, Ziemiany, Dobki, Przybyły, Chodory, Chodosy, Wyszki, Stany (imię Stan znane już pod r. 1136) Jadachy,
Adamy, a jeżeli w liczbie pojedynczej, są imionami świętemi,
jak podług nas Jarkona (Arkona), jak Świętomarza (u Długosza),
jak Spaś (Zbawiciel), jak Sainte-Marie, Sainte-Cecile, St. Germain, San Germano, St. Gallen, St. Veit. Otóż z pomiędzy tych
możliwości wybrać należy, a wybrać łatwo. Nazwy miejscowe
przymiotnikowe nie skracają się nigdy. Gdyby tedy nazwa,
o którą chodzi, pochodziła była od imienia osoby i brzmiała
Radgoszcz, skrócenie Rada itp. nie byłoby przyszło do skutku.
Nie skracają się także nazwy miejscowe, pochodzące od imion
osób, a używane w liczbie mnogiej, nie skracają się także i nie
zmieniają nazwy miejscowe, pochodzące od osób świętych
i używane w liczbie pojedynczej. Wynikałoby więc z tego, że
nie możemy się uczepić żadnej z powyżej zaznaczonych możli
wości. 1 tak jest rzeczwiście, ale dają one nam przecież pewną
wskazówkę, tern cenniejszą, że zgodną ze wskazówką, jaką daje
historya tej miejscowości. Miejscowość ta od początku miała
dwie nazwy, pełną Radegost i skróconą Rada, gdyż i ten, od
którego ją nazwano, dwojako się nazywał: Radegost pełnem
i Rada skróconem imieniem (bierzemy Rada w formie żeńskiej,
nie Rad w formie męskiej, gdyż nie bez powodu miasto z nie
miecka po łacinie nazwano Rethra). Gdyby ten, od którego na
zwano miejscowość, był człowiekiem i tak podwójnie się nazy
wał, miejscowość miałaby dwa nazwiska, ale oba przymiotni
kowe: Radgoszcz i Radzin, a ponieważ zowie się Radgost i Rada,
ten, od którego miejscowość otrzymała nazwy, miał imię święte,
imię boskie i zwał się pełnem imieniem Radgost (=Radegost=
Radogost= poi. Radgość), skróconem Rada.
Swarożyc zwał się tedy inaczej Radgost, w skróceniu Rada,
a jak przyszło do tego, wskazaliśmy w „Olimpie“. Działo się zaś
to wszystko w kraju Radgościan czyli Radzian, w mieście Radgoście czyli Radzie.
220 —
11. Djeduszka domowoj i Domowyk. (str. 39 i 55).
Djeduszka domowoj u Rosyan i Domowyk u Małorusów
to pierwotnie to samo, co gr. Zevs ecf>ecmos.
12. Boćko. (str. 50).
Odnośnie do trzy i siedmiogłowych bogów słowiańskich
nie jest, zdaje mi się, bez znaczenia wyobrażenie ludu nadrab
skiego (Świątek. Lud nadrabski 484 i 357) o Bocku, kosmatem
potworze-straszydle, wychodzącem z jaskiń i pożerającem ludzi i
zwierzęta Boćko ten, nazwany imieniem boćka czyli bociana,
ma podług ludu nadrabskiego od 3 do 7 głów, zupełnie jak
Trzygłów lub ów bóg karencki na Rugii o 7 głowach. Smok to
dyabeł, z którym walczą dzielni ludzie. Reminiscencya to walki
chrześcijaństwa z naczelnem bóstwem pogańskiem, któremu skła
dano ofiary z ludzi i zwierząt. Obszerniej i szczegółowiej po
mówimy o tern w osobnym artykule o smoku wawelskim.
13. Dziad, (str. 54—59).
Do uwagi na str. 59: „Rdzeń de opiera się na rdzeniu di,
który może się pojawiać także w postaci i/oy, skąd doić, co je
szcze w XV. w. znaczy (u nas) karmić (książeczka Nowojki“,
można dodać, że u Szeklerów siedmiogrodzkich doika oznacza
mamkę (Korrespondenzblatt des Vereins für siebenbürgische
Landeskunde XXXI. 65), że w jęz. starosłow. doilica, doili.nica
znaczy karmicielka, żywicielka, a doiteh. karmiciel, żywiciel.
14. Łada. (str. 64 i 70).
Ze imię boskie Łada brzmiało w rzeczywistości Łada nie
Lada, stwierdzają i reminiscencye ludowe. Na Rusi śpiewać pieśni
weselne znaczy podziśdzień ładować lub ładkać (ostatnia
forma poucza nas, że imię Łada, zdrabniano na Ł a d k o lub
Ładka), jak nas przekonuje „Opis wesela w Liskach“ (przez Anto
niego Siewińskiego, nauczyciela w Bełzie. Lud X. 65). A u nas także
ładowano tj. imię Łady w czasie wesela często wspominano,
jak to wynika całkiem pewnie ze zbiorów Zygmunta Glogera’
Dość wziąć do ręki jego Pieśni ludu, zebrane w latach
221 —
1861—1891, a wydane w Krakowie 1892 i otworzyć np. na str.
89 lub 129 gdzie ciągle w pieśniach weselnych powtarza się
refren: „Hej Łado, Łado, hej Łado, Lado!“ Od takich, powta
rzających się w śpiewkach weselnych z imieniem Łady, Ładka
refrenów poszło ładować i ładkać w znaczeniu śpiewać pieśni
weselne. Proszę zarazem porównać z tern to, co niżej mówi
my (pod 1. 15). o wyrażeniach polskich lelejać, lelejsać.
15. Lei, Weles, Stribog. (str. 54-64, 66—72).
Najdawniejszym wyrazem słowiańskim na wyrażenie tego,
co dzisiaj w polszczyźnie oznacza wielki, był lei, lela, lele, jego
miejsce, jak już zaznaczyliśmy w „Olimpie , zajął z czasem przy
miotnik: wiel, wiela, wiele, brzmiący później: wieli, wiela, wiele,
starosłow.: welij, welija, welije), w końcu: wieliki, wielika, wielikie z czego wielki, wielka, wielkie, u ludu : wieligi, wieliga,
wieligie, a z tego: wielgi, wielgä, wielgie (nazwę Wieligawieś
znamy z r. 1275), po starosłow. welika> (np. welikn, dtmb, Wiel
kanoc, czes. velikanoc), po ros. wielikij. Zachodzi tedy pytanie,
czy zamiast dawnego lei nie używano z czasem na oznaczenie
boga Lela jednego z tych późniejszych wyrażeń?
Jak dziś jeszcze używa się przyrostka us w wyrażeniach
dzikus, obdartus, wielgus (u ludu) na wyrażenie przymiotnika
dziki, obdarty, wielki w formie rzeczownika, tak samo używa
liśmy niegdyś w tern samem znaczeniu przyrostka os, formując
zapomocą niego tak imiona pospolite, jak i własne; mówiliśmy
nie tylko wielgos (co podziśdzień zachowuje się powszechnie
u ludu), krzywos, dziwos (zob. Miklosich. Vergleichende Gram
matik der slav. Sprachen. II. 327) bagnos, mieszkaniec błotnych
wsi, długos, otwór podłużny u ula (Pracki Witold. O mowie
wsi Turowa str. 50 i 39) ale także Niegos (skrócenie imienia
Niegosław), skąd Niegosy; Skoros (skrócenie imienia Skoromir),
skąd Skorosów, znany już z r. 1271); Chodos (skrócenie imie
nia Chodzirad), skąd Chodosy w gubernii grodzieńskiej; Chodosa, dopływ Niemna, Chodosówka w pow. kijowskim; skąd
Wielgos miejscowość w pow. pińczowskim. Od wielki brzmiałoby
tedy imię własne Wielkos, Wielgos, pytanie, jak brzmiałoby to imię
gdybyśmy użyli zamiast wielki przymiotnika wiel, wiela, wiele.
Czy weźniemy dawniejsze wiel, czy późniejsze wieli, mie
libyśmy dzisiaj po polsku Wielos, ale w staropolszczyźnie by-
— 222
łoby Wieles, albowiem podług prawa, obejmującego dawniej
wszystkie języki słowiańskie, po spółgłoskach miękkich samo
głoska o zmieniała się i u nas na e. (Miklosich. Qram. I.
195, 332, 440, 473). Toteż zamiast późniejszych form Zakrzów,
Lelów, Popielowo, Radziejów, Sulejów, Sochaczow, Dalowo,
Woliszowo, Brudzowo itd. mamy w staropolszczyźnie Zakrzew
(1317), Lelew (1275), Popielewo (1250), Radziejew (1232), Sulejew (1291), Sochaczew (1257), Dalewo (1242), Woliszewo
(1266), Brudzewo (1290). Nawet jeszcze w XIV. wieku czytamy
królewie, królewał = królowie, królował, ba nawet w XV. w.
Boguszewi (1405), Mikołajewi (1408), królewi i królewa (1420),
oćcewi, ujewi, kupcewi, pisarzewi, Maciejewi (wszystko w r.
1447), mężewi(1450) itd. ''Zob. Baudouin de Courtenay. O drjewnie-polskom jazykie 64—66). To przyczyna, że jeszcze podziśdzień mamy w naszym języku: złość, mądrość, miłość,
lecz boleść, nie bolość; że imię Bolesław skracało się u Cze
chów nie na Bolosa, lecz na Bolesa, u nas na Bolesta, nie na
Bolosta. (Miklosich. Personennamen 249). Wobec tego w najda
wniejszej polszczyźnie możliwa jest tylko forma Wieles, nie
wielos, forma która po starosłow. brzmiałaby weljesz, po ross.
wjeljes, co się pisze weles, po czesku veles.
I o dziwo nad dziwami! znają Velesa, jako czarta, staro
dawni Czesi. W pewnem ich źródle z XIV. wieku czytamy. Jaki
czart, albo Veles, albo smok pobudził cię przeciw mnie?“
W kazaniu z r. 1471 mamy: „O, zaniechajmyż tych grzechów
u Velesa!'* w roku zaś 1561 jakiś mąż życzy żonie, żeby
„dziką gęsią była i gdzieś za morze do Velesa leciała“. (Dr.
Máchal. Nákres stov. bajeslovi 34. Dr. Ć. Zibrt. Staroceské vÿrocní obyćeje 210, 245). Czart, to dawniej, za pogańskich cza
sów bóg. Jakoż tak jest rzeczywiście. Już Nestor wymienia Welesa j»ko pogańskiego boga obok Pioruna i powiada, że Ruso
wie, zawierając umowy, na nich się klęli. Wynika dalej z wy
raźnej wzmianki Nestora, że Weles był bogiem stada. Był on
i panem roślinności, gdyż w południowej Rosyi żniwiarki biorą
garść kłosów i zakręcają u korzeni, co się nazywa „zawinąć
brodę Welesowi“, albo „zostawić Welesowi garstkę złotych kło
sów na brodę“. Lud nasz Wielesa nie zna, ale zostawia (Mazu
rzy pruscy) w polu ostatni snop zboża niezżęty, żeby myszy
nie dostały się do sąsieków. (Wisła VI. 775). Podobnie lud
dolnoniemiecki zwykł na polu zostawiać nietkniętą garść zboża
— 223 —
dla konia Wodana, (Grimm. Myth. I. 140). Włodzimierz św. po
dług jego żywota z XI. w. kazał posąg Welesa, któremu lud
cześć oddawał, wrzucić do rzeki Poczajny. (Dr. Machał. 1. c. 34).
Ze wszystkiego zaś, co tylko o Welesie wiemy, wysnuł uczony
rosyjski Srjezniewskij wniosek, że Weles był bogiem słońca.
(Żurnal Ministjerstwa Narodnawo Proswieszczenija. XL1. 52—54).
Jak wielka to prawda, dowodzi samo imię, które podług nas
znaczy to samo, co Lei, gdyż pochodzi od wyrazu wiel, który
znaczył to, co dzisiejszy wyraz wielki. Kiedy u nas zachowała
się prastara nazwa bóstwa Lei, na Rusi a i u Czechów weszła
w używanie nowsza Weles Obok prawidłowej formy Weles za
częła się z czasem na Rusi pojawiać i nieprawidłowa Welos
(po polsku brzmiałoby to Wielos) co weszło do pism, a co
potem jako niezrozumiałe zaczęto czytać wełos i domyślano
się, że to forma zepsuta z wołos (włos), więc też zamiast Weles
zaczęto pisać Wołos.
Jednakże forma Weles nie była wcale pierwszą. Powstała
ona na wzór formy Lei es, która przed nią istniała, jak świad
czy kujawskie wyrażenie 1 e 1 e j s a ć, „helokać, wykrzykiwać pie
śni pasterskie“ (Pracki Witold. Gwara ślezińska. Lud. XIV. 112),
które to lelejsać, powstało z 1 e 1 e s a ć pod wpływem 1 e 1 e j a ć,
co także istniało i co znamy już z XV. wieku (z „Żalów ko
nającego“. Materyały i prace komisyi językowej Akademii Umie
jętności w Krakowie. I. 184, 202) Lelejać zaś opiera się na for
mie L e 1 e j, której widocznie także zamiast L e 1 używano,
a która nie jest bynajmniej czemś nadzwyczajnem, skoro wszyst
kie języki słowiańskie imiona własne tak formują. Dla przy
kładu dość przypomnieć nasze: Błożej, (skrócenie z Błogomił),
Bożej (skrócenie z Bogusław) Milej (skrócenie z Miłosław), Radziej (skrócenie z Radosław), Raciej (skrócenie z Racibor), Su
lej (skąd Sulejów, skrócenie z Sulisław), Sieciej (z Sieciech,
skąd Sieciechów), Uniej (z Unisław, skąd Uniejewo znane już
z r. 1136); czeskie: Błażej, Bożej, Hodej, Hostej Mstej, Mutej,
Ninej, Prostej, Radej, Skorej, Sulej, Jarej, Unej; rosyjskie: Gordjej, Djewiczej, Pozdjej; serbskie: Brzej, Dragalej itp. Jak zaś od
imienia boga Łady, Ładki (w zdrobnieniu) powstał na Rusi
czasownik ładować i ładkać, wywodzić śpiewy weselne(Lud
X. 65), tak na Kujawach od formy L e 1 e s powstało 1 e 1 e s a ć,
od Lelej zaś lelejać, a pod wpływem lelejać także lelejsać.
— 224
■: Gdybyśmy więc nawet skądinąd nie wiedzieli, że najwyższy
bóg nazywał się niegdyś u nas i w ogóle u Słowian Lei, wy
wnioskowalibyśmy to z imienia Weles, i z polskich wyrażeń
lelejać, lelejsać, wiedząc lingwistycznie, że najdawniejszem wyra
żeniem słowiańskiem na oznaczenie wielki było lei. Domyśliwalibyśmy się nawet, że był bogiem stada, bogiem pasterzy,
skoro lelejsać znaczy „wykrzykiwać pieśni pasterskie“.
Jak zaznaczyliśmy w „Olimpie“, wyraz lei, lelek przy
brał w niektórych językach znaczenie stryj, stryjec, a lela zna
czenie ciotka. Tak było już po części w języku starosłowieńskim, tak i w bułgarskim (Zob. Miklosich. Personennamen i Le
xicon). Z chwilą, gdy to nastąpiło i pierwotne znaczenie imie
nia boga Lei, Lelek zatarło się, a nawet z czasem po wprowa
dzeniu chrześcijaństwa przestało być zrozumiałe, pojmowano
w tych językach, że Lei, Lelek to „stryj bog“, inaczej „stri bog“,
gdyż stryj, jak świadczy forma nowosłow. stric lub bułg. strik,
striko, strina przybrało brzmienie stri, co w złożeniu i bez tego
nastąpić mogło. Tak powstała naszem zdaniem nazwa boga
Stribog, którą zna już Nestor i umieszcza w szeregu Perun,
Chors, Dażbog — po Dażbogu. Znamy naturalnie różne inne
objaśnienia tej nazwy i bóstwa, ale nie trafiają one do naszego
przekonania. Dodać należy, że nazwa Stribog, znana tylko ze
źródeł cerkiewnych, co jest wskazówką, że początku jej należy
szukać u Słowian południowych, w szczególności u Bułgarów.
16. Roda i lelek, (str. 63).
Jestem tego przekonania, że nazwa boczan, potem bocian
jest pierwotną nazwą ptaka. Obok tego mówiono zapewne
o nim „ptak Rody“, „ptak Lela“, tak jak i Rzymianie orła na
zywali aquila, ale mówili także o nim ales (ptak) Jovis,
ptak Jowisza. Tak samo i kwiaty marzana i dziewana miały
niegdyś swoje własne nazwy, ale obok tego mówiono także
o nich „kwiat Marzany“ „kwiat Dziewany“. Lecz jak my mó
wimy dla krótkości „widzę Mickiewicza“, „czytam Słowackiego“
zamiast widzę dzieła Mickiewicza, czytam pisma Słowackiego,
tak dla krótkości poczęli z czasem mówić niegdyś nasi przod
kowie „widzę Rodę“, „widzę Lela“, „rwię Marzanę“, „rwę Dziewanę“, zamiast widzę ptaka Rody lub Lela, rwę kwiat czy ziele
Marzany lub Dziewany. 1 jak my, mówiąc „czytamy Mickiewi-
225 —
cza“, wiemy, że to nie jego samego czytamy, lecz jego dzieła,
tak też i za czasów pogańskich, kiedy mówiono „leci Roda“
lub „uschła Dziewana“, rozumiano dobrze, że to nie bóg Roda
leci, ale bocian, jego ptak, że to nie bogini Dziewana uschła,
ale jej kwiat czy ziele. Dopiero z upadkiem pogaństwa, gdy
dawne bóstwa poszły w zapomnienie, wyrażenia roda, lei
(w zdrobnieniu lelek'), marzana, dziewana stały się rzeczywistemi nazwami przedmiotów, które dotąd tylko w przenośni
poetycznej, przez metonymię, przedstawiały. Ale w chwili przy
jęcia chrześcijaństwa i długo jeszcze potem, dopóki tylko żyła
pamięć dawnych bóstw, kiedy się powiedziało „rody lecą“, ro
zumiano dobrze, że to tyiko przenośnia, że to znaczy: lecą
ptaki Rody czyli bociany, jak my dzisiaj rozumiemy doskonale
metonymię : czytamy Mickiewicza. Ale właśnie to indentyfikowanie ptaka z bogiem, chociaż tylko w przenośni, podsuwało
przeciwnikom pogaństwa uszczypliwy docinek, skierowany
w stronę chwiejnych jeszcze w wierze, że czcili boćka. Boćko stał się tym sposobem synomimem dawnego boga, teraz
dyabła, kosmatego potwora o 3 do 7 głów, który pożerał lu
dzi i zwierzęta, bo mu je składano w ofierze. To samo stało
się z raraszkiem na Szląsku. Raraszek ukazuje się w nocy
w postaci ognistego łańcucha, bo był on niegdyś Jaraszkiem,
bogiem Jarowitem, władcą piorunów i sprawcą grzmotów,
który podług górali naszych huczy podziśdzień w chmurach
jako olbrzymi potwór. Sw. Jerzy tylko ucho jego zobaczył, atak się
przestraszył, choć mu nie pierwszyzna była zajrzeć smokowi
w oczy, że ze strachu uciekł aż na księżyc. (Wisła VII. 113).
17. Śwarożyc, księżyc, (str. 48 — 67).
Końcówka ic, jaką tu mamy w Śwarożyc i księżyc i w ca
lem mnóstwie imion własnych i pospolitych, wyraża u imion
osobowych pochodzenie, u nieosobowych zdrobnienie, które
dzisiaj już niezawsze odczuwamy. Krolewic, starościc, wojewo
dzie, Kmicic, Bogumiłowie, Krzeszowic itd. to syn króla, staro’) Uprzejmości prof. Dr. Józefa Rostafińskiego zawdzięczamy wia
domość, że Turcy nazywają bociana leglek, którą to nazwę podług na
szego zdania przejęli od Słowian południowych, gdzie się dotąd
utrzymuje.
— 226
sty, wojewody, Kmity, Bogumiła, Krzesza, ale wierzch u Słowieńców brzmi wrch, wierszek zaś zowie się wrśic, i u tych samych
nasz brzeg, brzmi breg, brzeżek zaś breżic w znaczeniu pagó
rek). Mieliśmy niegdyś wyraz gwoźdź w znaczeniu las, lasek zaś
nazywaliśmy w zdrobnieniu gwoździec, co się podziśdzień za
chowało w nazwach miejscowości, lecz Słowieńcy zdrabniali
i zdrabniają podziśdzień ten wyraz w formie gozdić, jak grad
(gród) w formie gradić. Potoczek, pręcik, rogaczek zowie się
po serbsku: potocić, prutić, rogaćić itd. Miklosich (Grammatik
II. 197—200), wskazał słusznie, że pierwotnie nie było w tym
względzie różnicy między rzeczownikami osobowymi, a nieosobowymi: u jednych i drugich przyrostek ic wyrażał tylko zdro
bnienie i z tego zdrobnienia dopiero całkiem naturalnym spo
sobem wyłoniło się u osobowych rzeczowników znaczenie po
chodzenia. Krzaczek od krzak jest tylko zdrobnieniem, Matusiaczek zaś jest nie tylko zdrobnieniem, ale może oznaczać także
syna Matusiaka, a zatem wyrażać także pochodzenie. W zdro
bnieniu krzaczek to samo nie zachodzi tylko dlatego, że za
chodzić nie może. Tak samo ma się rzecz i ze zdrobnieniami
na zc. Pytanie więc teraz, jak pojmować końcówkę w Swaróżyc i księżyc? Nasze pojmowanie rzeczy jest takie:
Imię Swarożyc jest niezawodnie wytworem epoki prasło
wiańskiej i to najdawniejszego jej okresu, jak świadczy o tern
tożsamość formy tak u Słowian wschodnich (ruskich), jak za
chodnich (zaodrzańskich), — a wtedy, jak przypuszczamy, koń
cówka ic oznaczała tylko zdrobnienie. Prof. Jagić wyraził
wprawdzie niegdyś przypuszczenie (w Archiv f. sl. Phil. IV.
412—427), że o Swarożycu dowiedziano się na Rusi dopiero ze
źródeł zachodnich, ale prócz tego, co prof. Krek (Einleitung
378—380) przeciw temu nadmienił, zauważyć przedewszystkiem
należy, że źródła zachodnie nie mówią wcale o Swarożycu jako
o carze słońcu i ani się im śni, że on ma cokolwiek
wspólnego z ogniem, a tymczasem w źródłach cierkiewno-ruskich Swarożyca identyfikuje się z carem słońcem i mówi się
wyraźnie, że lud modli się do ognia i zowie go Swarożycem.
Gdyby byli nawet pisarze cerkiewno-ruscy na podstawie ros.
wyrazów swarit (=pol. zwarzyć, lutować) swariszczik, kowal,
wykombinowali z zaodrzańskiego Swarożyca, boga Swaroga,
jako ojca Swarożyca i identyfikowali tego Swaroga a nie Swa
rożyca z Hefajstosem, to i tak trudno przypuścić, że wykombi-
— 227 —
nowali dalej stąd, że Swarożyc był carem słońcem, Heliosem
greckim i że lud kłaniał się ogniowi i zwał go Swarożycem.
Gdybyśmy zresztą przypuścili, że końcówka ic w Swarorożyc oznacza pochodzenie, musielibyśmy w kónsekwencyi przy
puścić istnienie wyższego czy starszego boga od Swaroźyca,
mianowicie jakiegoś Swaroga, a do takiego przypuszczenia nie
mamy dostatecznej podstawy. W źródłach Zachodu czytamy
tylko o Swarożycu, o jakimś jego ojcu Swarogu albo wogóle
o jakiemś wyższem czy starszem bóstwie od Jeszy, Trzygłowa,
Świętowita, Prowy, Radegosta nie mamy nigdzie najmniejszej
wzmianki. W źródłach cerkiewnych, a mianowicie w lpatjewskiej kronice z XIII. w. jest mowa o Swarogu, którego się
identyfikuje z greckim Heaistosem, a dopiero jego synem ma
być słońce czyli Dażbóg (Krek. Einleitung 378), ale już to ze
stawienie z Hefajstosem świadczy, że tu mamy do czynienia
z uczoną kombinacyą. Pisarz wiedział tylko to na pewne, co
wiemy także z innych źródeł, choć późniejszych (z XIV., XV.
i XVI. wieku) a mianowicie, źe lud zowie słońce carem, Swa
rożycem, Dażbogiem. że kłania się ogniowi, którego zowie Swa
rożycem. (Krek. 1. c. 395). Obok tego musiała się plątać wśród
ludu w tern samem znaczeniu i dawniejsza nazwa bóstwa Swarog, które niektórzy uczeni cerkiewni identyfikowali już z He
fajstosem istotnie na podstawie wyrazów swarit’, swariszczik.
Ponieważ forma Swarożyc nietylko w XIII. wieku, ale już całe
wieki przedtem oznaczała obok zdrobnienia pochodzenie, wy
wnioskował autor Ipatjewskiej kroniki czy poprzednicy jego, na
których się opierał, że Swarożyc, car — słońce, to syn Swaroga.
Hefaista.
Otóż podług nas Swarog był, ale to ten sam bóg, co
Swarożyc. To nie syn i ojciec, to nie dwa odrębne bogi, ale
tylko dwie odrębne formy tej samej nazwy. Różnica między
jedną, a drugą formą tylko taka, jaka zachodzi między ród,
a rodzic: to forma zdrobniała, a tamta nie. Możnaby także
przypuścić, że kombinacya, o której wyżej była mowa, powstała
w głowie nie uczonych cerkiewnych, chrześcijańskich, ale kapła
nów pogańskich, boć wiadomo, w jakim stosunku pozostaje
język do religii pogańskich, ale przypuszczenie to musiałoby
wpierw znaleść jakieś uzasadnienie, narazie, jak już zauważyli
śmy, nie mamy dostatecznej podstawy do przyjęcia za fakt, że
— 228
pogańscy nasi przodkowie wierzyti w Swarożyca i ojca jego
Swaroga.
Inaczej przedstawia się nam rzecz co do księżyca. Ger
mańskiego pochodzenia wyraz ksiądz (księżę), od którego po
szedł księżyc, jeżeli sięga epoki prasłowiańskiej, to należy do
jej epoki najpóźniejszej, kiedy znaczenie pochodzenia w koń
cówce ic u rzeczowników osobowych można już przypuścić
To przyczyna, że formę Swarożyc objaśniamy jako zdrobnienie,
wyrażające przymilenie, jak formy Jezusieniek, Jezulek, Jezuleniek, a formie księżyc przypisujemy znaczenie pochodzenia,
stawiając ją tym sposobem na równi z formą Polel, która ozna
czała także pochodzenie, tylko wyrażone inaczej (za pomocą
przyimka po i pa) i to w najdawniejszej epoce prasłowiańskiej,
kiedy formy na ic wyrażały jeszcze tylko zdrobnienie. Swaro
życ znaczyło wtedy tyle, coby znaczyło dzisiejsze Swarożek lub
co znaczy dzisiejsze Staszek, Władek, Michałek (forma zdro
bniała, pieszczotliwa, przymilająca się), a Polel tyle, co później
sze Lelic, Lelewic lub kmicic, wojewodzie, starościc, księżyc
(forma oznaczająca pochodzenie).
18. Herb Łada. (str. 70).
W artykule naszym, mówiąc o herbie Łada, zwróciliśmy
tylko uwagę na „myśliwy rosochacz“ jako na nowy szczegół,
przybywający do szczegółów odrębnych, poprzednio wyliczo
nych, lecz jak każdy sam widzi, cały ten herb ma charakter wy
bitnie wojenny. Krzyż kawalerski rzecz późniejsza, ale podko
wa, strzała, hełm na nim, pół lwa w koronie — rzeczy to da
wne i kto wie, czy nie symbole Łady.
Co do podkowy, to była ona symbolem najwyższego boga
(naprzód jego konia, potem jego samego), stąd znaleść pod
kowę oznaczało szczęście i takie podkowy, sprowadzające szczę
ście, a chroniące od wszelkiego zła, przybijano na progu domu.
We Lwowie np. czyni się to podziśdzień bardzo gęsto, tylko że
przez nieporozumienie przybija się nietylko końskie, ale i ludz
kie podkówki. Lecz konia używał zapewne i bóg wojny Łada
i podkowa, może o innym tylko kolorze (może właśnie białym,
jak biały jest księżyc) była także symbolem tego boga, chroniła
rycerza przed złym ciosem i dlatego znak jej noszono na tar
czach i hełmach. Strzała świadczy niemniej o dawności i wojen-
— 229 —
ności herbu, tak samo hełm i lew,
którym korona może
także mieć zgodne z Ładą znaczenie. Ale my herbów naszych
w związku z naszemi dawnemi wierzeniami i zwyczajem ryce
rzy pogańskich noszenia na tarczach i hełmach znaków (sym
bolów) boskich tak zgoła nie rozpatrywaliśmy, że zaledwo się
ważę rzeczy te poruszać.
19. Dziedzylela. (str. 71).
Połączenie rzeczownika, jak tu dziedza, i przymiotnika, jak
tu lela, w jeden wyraz złożony nie jest w języku naszym i in
nych słowiańskich niczem nadzwyczajnem, jak świadczą i dzi
siaj używane wyrazy, np. bogobojny, wiarołomny, życiodajny
lub starodawne złożenia w imionach, jak Jarolub, Ludomił, Ludmiła, Bogumił i t. p.) Jak się mówiło Ciecisław, Gościsław, Chocisław, Ocisław, Radzisław, Siestrzymił, a także Ociesław, Radziesław (skąd skrócenie Radziech, a od tego Radziechów), Zdziesław (obok Zdzisław), Siestrzewit (zob. u Długo
sza Lib. benef. 111. 551, miejscowość Siestrzewitów, u Paproc
kiego, Siestrzewitowscy i t. p.), tak mamy Dziedzylela i Dziedzelela (zob. Dzidzielia w wyd. dobromilskiem Długosza). Że wy
raz dziad przy zmiękczeniu końcowego d w formie żeńskiej
przybierał w naszym języku brzmienie dziedza, świadczy nazwa
wsi w powiecie jasielskim Bieździedza, znana już w XII wieku,
a uformowana od imienia osobowego Biezdziad, złożonego
z przyimka bez, który dawniej brzmiał bież i rzeczownika dziad,
bo trzeba wiedzieć, że rzeczownik dziad wchodzi w skład imion
własnych u wszystkich ludów słowiańskich (zob. Miklosich. Personennamen 574).
20. Piekulik, Przypiekała, (str. 78).
Objaśniając w „Olimpie“ nasz wyraz piekło i nazwę litewską
dla boga drugiego świata Pikol, Pikole i t. p., powiedzieliśmy, że
nazwa litewska odpowiada naszej piekło, a piekło pochodzi od
przymiotnika piekł, piekła, piekło, w znaczeniu gorący, ciepły.
Piekło z domyślnem miasto, t. j. miejsce, oznaczało pierwotnie
miejsce ciepłe, krainę wiecznej wiosny i wiecznego ciepła t. j. raj,
drugi świat, gdzie przebywały dusze umarłych i mających się
urodzić, gdzie przebywał władca tamtego świata, rozkoszny bóg
Lud. Rocznik XIV.
16
— 230 —
Niega, gdzie po trudach dziennych wypoczywał najwyższy Jesza
czyli Jarowit i gdzie zapewne była siedziba stała wszystkich bo
gów. Jak zamiast raj mówiono miasto piekło, miejsce gorące,
kraina gorąca, rajska, potem krótko piekło, niby rajsko, tak za
miast Niega mówiono bóg piekł, bóg rajski, potem krótko
piekł, gorący, rajski. Lecz obok tego mówiono widocznie
o tym bogu „piekący“ (grzejący) i „przypiekający“, tj. używano
epitetów imiesłowowych, podobnie jak nieprzymierkiem, wszech
mogący, wszechwiedzący, jak nas pouczają fakta następujące:
Jak od gadać mamy gaduła, tak od od piec możemy mieć
piekuła, a od tego zdrobnienie piekulik, jak mamy pręcik, no
żyk, gwoździk, szewczyk, góralik, Stasik, Janik. (Tak przyrostek
u ł a, jak i i k dobrze jest znany językom słowiańskim i w imio
nach pospolitych i własnych. Zob. Miklosich. Personennamen.
221. Vergl. Gramatik. II. 245 — 253). Ponieważ w czasowniku
piec mamy e wymawiane niegdyś jak z, podobnie jak w siec,
strzedz, więc jak te wyrazy brzmiały niegdyś sic, strzydz, tak za
miast piec mówiło się niegdyś pic, skąd potem zamiast Piekuła,
Piekulik mamy Pikuła, Pikulik. U Pulaków Pikulik, o ile wiemy,
nieznany, ale głośny on zato u Słowaków. Oto, co np. czytamy
o nim w t. X. Ćasopisu musealnej slovenskiej spoloćnosti na
str. 86—87, w artykule Pikulik w Jamniku. (Podług rozmowy
z parobkiem podał Dr. Bohuslav Klimo).
— Hej, żebym to ja miał Pikulika!
— No, to i cóżby ci z tego przyszło?
— Coby przyszło? Nie potrzebowałbym koniom dawać
owsa, a byłyby jak miechy?
— A cóż to ma do rzeczy?
- Bagatela! takiego miał właśnie jeden parobek, imie
niem Zenko.
— A jakże przyszedł do niego?
— Spotkał się raz z drugim parobkiem, kiedy gdzieś je
chali i powiada, że nie ma biczyska. „Na, tu masz, bratku —
rzecze —biczysko składane; sprzedam ci je za cztery turaki“1).
I kupił. Przyjeżdża wieczór do domu, wprowadził konie do
stajni, aż tu nagle wyskakuje z biczyska Pikulik, staje przed nim
i powiada: „Dobry wieczór ci, Zenko! Coś kupił, to trzymaj,
>) Turak — l1/, centa.
231 —
ale odtąd musisz mnie słuchać. Jak mnie będziesz słuchał, bę
dzie ci się dobrze wiodło; jak nie, źle będzie z tobą. Teraz już
ja będę koło koni chodził, ty nie potrzebujesz ani na to popa
trzeć; ale po nakarmieniu będę je wszystkie ćwiertował i na
kołkach wieszał, a ty jak chcesz ich znowu mieć, masz tylko
lewą nogą w próg stuknąć. A we wszystkiem masz mnie słu
chać; a jak gdzie będziesz napijał, trochę zawsze odlej, to bę
dzie dla mnie. Tak ten parobek słuchał i wszystko mu się do
brze darzyło, jak to Pikulik przyrzekł.
Na konie ani się nie obejrzał, te hodował, żywił Pikulik;
żywił ich tylko sianem, a przecież były tłuste, jak miechy, i ta
kie mocne, że gdyby je kto do domu zaprzągł, toby go ruszyły
z miejsca. Kiedy nie chciały ciągnąć, Zenko odlał ¡tylko kilka
kropel ze szklanki, a już leciały konie, jak wiatry. Raz przy
chodzi gazda do stajni i widzi konie pokrajane i na kołkach
pozawieszane. Idzie po parobka i pyta: „Zenko, a gdzie są ko
— „W stajni, gdzieżby były?“ Idą do stajni, parobek ude
rza nogą w próg i konie już rżą u żłobu.
— A jakże ten Pikulik wyglada?
_To jest mniejsze, aniżeli Smok, tylko że Smok zakrawa
na kurczę, a Pikulik na człowieka. Ale ukazuje się tylko temu,
kto go ma i siedzi u niego zawsze w sakwie; stąd chodzi tylko
do koni. Co noc wylezie z sakwy i lata po izbie, jak wiatr, az
werczy niekiedy. Ale go nikt nie widzi, chyba tylko ten, co
go ma.
.
,
Tylko że Pikulik mści się na człowieku; dusi go, kiedy
go nie słucha; dlatego lepiej mieć Smoka, aniżeli Pikulika.
Wziął się też raz i do miłego Zenka, tak już potem chciał
się go Zenko pozbyć. Wyrzucił go na dwór, ale się wrócił; cisnął
go do bagniska, ale mu się znowu do sakwy wrócił i nijak się
go nie mógł pozbyć. Strapiony utyskiwał przed ludźmi, że ma
Pikulika i nie może go stracić. Powiadają mu ludzie„Nie stra
cisz go wpierw, póki nie zrobisz śmierci u sąsiadów“.
Przyjął Zenko radę i poszedł do sąsiada na bicie wie
prza; zakłół wieprza, a jak się to stało, stracił Pikulika zu
pełnie.
.
.
„
Oto słowackie wyobrażenia o Pikuliku. Z nich wynika ja
sno, że czem u Rosyan Djeduszka domowoj, u Małorusów Domowyk, na Śląsku Jaraszek lub Raraszek, u Czechów Hospo
— 232
dáficek, tem u Słowaków Pikulik. Pierwotnie jest to Dziad, Lei,
Weles, Jarowit, Zevs é^éanos, bóg najwyższy, jako opiekun
ogniska domowego. W innych stronach opowiadają też o nim
Słowacy, że chodzi w „czerwonym“ kabatku i „trzyrożnym“ ka
peluszu (Dr. Machał 1. c. 170—171). A dlaczegóż Słowacy zro
bili go Niegą, Pikulikiem? Rzecz jasna, dlaczego. Jak piekło,
dawny raj, stało się w czasach chrześcijańskich miejscem potę
pienia, tak władca raju Pikulik stał się par excellence dyabłem,
jak i litewski Pikol, więc imiona Pikulik i dyabeł stały się sy
nonimami. Zamiast więc powiedzieć, że ktoś ma u siebie dyabła, a takim stał się w czasach chrześcijańskich i Dziad domo
wy, Zevs é(f>éaTios, zaczęto mówić, że ma u siebie Piekulika.
Tym sposobem Piekulik, który nigdy nie miał nic do czy
nienia z końmi i gospodarstwem, wszedł w rolę Dziada do
mowego.
Jak od piec uformowano Piekuła, potem Piekulik, tak
od przypiekać utworzono Przypiekała, za pomocą tego samego
przyrostka, który mamy w imionach dawnych i nazwiskach dzi
siejszych : Niegała, Grzymała, Wartała, Drzymała, Dybała,
i w zwykłych rzeczownikach, jak: krzykała, kichała, bajtała, ki
wała, fikała, drała, pukała itp. (Miklosich. Personennamen. 220.
Grammatik II. 107). Wzmiankę o nim, jako o bogu Słowian
zaodrzańskich, znajdujemy w liście pasterskim arcybiskupa ma
gdeburskiego Adelgota z r. 1108 w tych słowach (Archiv, f. sl.
Phil. VI. 206): Phanatici autem illorum, quotiens commessationibus vacare libet, ferus in dictis capita, inquiunt, vult noster
Pripégala, huiusmodi fieri oportet sacrificia. Pripégala, ut aiunt,
Priapus est et Beelphegor impudicus. (Fanatycy zaś ich (pogan
słowiańskich) ilekroć wstrzymać się od bankietów należy, powia
dają, że twardy w rozkazach nasz Przypiekała głów żąda i takie
powinno się też składać ofiary. Przypiekała, jak powiadają, Priapus
jest i Beelphegor bezwstydny). Słowa to niesłychanie ważne, bo
Priapus (ílpíairos) to bóg płodności i wszelakiej urodzajności, a za
razem tyle, co Hermes (zob. Dr. Lübker. Reallexicon), a więc
najzupełniej nasz Niega, Niegała, Rozkosz, Beelphegor impudi
cus, małżonek Marzany, Cerery słowiańskiej, o którym Długosz
rozpowiada, że był „stróżem piekieł i zachowawcą dusz po ich
wyjściu z ciała“, do którego modlili się przodkowie nasi, żeby
„po śmierci zaprowadził ich do lepszych siedlisk drugiego świa
ta“. Czy potrzeba jeszcze jakiego dalszego stwierdzenia dla na-
— 233 —
szych wywodów o Niedze? Jak lei roda i dziad Jarowit zwał
się inaczej Świętowit, Trzygłow, Swarożyc, Radegost, Prowa,
Piorun, Dadzbóg, tak władzca drugiego świata Niega zwał się
inaczej Niegała, Rozkosz, Piekuła (Piekulik), Przypiekała; jak
tamte wszystkie nazwy były nazwami jednego i tego samego
boga, tak i te. Pokazuje się z tego, jak daleko i szeroko czczony
był nasz Niega i jak cenne są wiadomości, podane przez Dłu
gosza. Formy Niegała, Rozkosz, Piekuła, Piekulik, Przypiekała
są późniejsze i, że się tak wyrazimy, gminne, podczas gdy forma
Niega jest najstarszą, najpoprawniejszą i, że tak powiemy, naj
szlachetniejszą. Źródło, które ją zachowało, musiało być dawne
i niezwykłe, tak samo, jak to, w którem Długosz znalazł Jeszę,
Ładę, Dziedzylelę, Marzannę, Dziewannę, i podane o nich wia
domości.
21. Marża, (str. 82).
Jak obok Dziewana Dziewa, tak mówiono niezawodnie
Marża obok Marzana. Formy Marża, Dziewa są dawniejsze, Ma
rzana i Dziewana późniejsze. 1 w dawnych źródłach polskich
spotykamy niekiedy Marża, ale tylko zamiast Marya, zamiast
imienia Matki Bożej. Niektórzy przypuszczają, że ta prze
miana Marya na Marża uskuteczniła się w duchu języka pol
skiego. Sąd ten nie wydaje się nam słuszny. Gdyby forma Ma
rża wytworzyła się z formy Marya, z wewnętrznego popędu
w tym kierunku języka polskiego, czyli mocą jego praw języ
kowych, nie wątpimy, że ten duch nie byłby się ograniczył do
tego jednego imienia i bezwątpienia byłby się zachował, jeżeli nie
w języku literackim, to w ludowym i niezawodnie słyszałoby
się gdzieś jeszcze nietylko iMarza, ale także Wiktorza, Szwajcarza,
Greca, Szweca, lila, ewangela itp. zamiast Wiktorya, Szwajcarya, Grecya, Szwecya lilia, ewangelia. A tymczasem, jak Polska
długa i szeroka, takich dziwolągów nie znajdzie nikt w języku
ludowym polskim; owszem, w języku ludowym polskim znaj
dujemy zjawisko wprost przeciwne, bo kiedy niektórzy uczeni
nasi, nie wiem już, przez jakie złudzenie, myślą, że wyrazy Ma
rya, Zofia, Anglia, lilia są dwuzgłoskowe i radzą nawet pisać je
Marja, Zofja, Anglja, lilja, lud nasz podług zasadniczego prawa
naszego języka akcentuje w takich wyrazach przedostatnią zgło-
234 —
skę (nie trzecią od końca, jak język literacki)’) i dobitnie wy
mawia linija, lilija, Maryja, Zofija, Anglija. Szwecyja. Gdyby był
duch naszego języka parł do form Marża, Wiktorza, Szwajcarza, lila itp., nie mielibyśmy z pewnością w dzisiejszym języku
ludowym, który z taką nieubłaganą konsekwencyą idzie wszę
dzie za wewnętrznym swym popędem, takich form jak Maryja,
Zofija i t. d. Gdyby była zresztą, jak już zauważyliśmy, forma
Marża wytworzyła się z imienia Marya w duchu naszego języka,
duch ten nie byłby się ograniczył do tego jednego imienia, ale
ogarnął wszystkie inne na ya i ia, a tymczasem tego mniema
nego ducha tylko w tern jednem widzimy imieniu. Wobec tego
wszystkiego musimy przypuścić, że tego ducha i jego działania
wcale tutaj nie było, że zatem formę Marża inaczej należy wy
jaśnić, a mianowicie w ten sposób, że imię bogini Marzy przez
długie czasy mieszano u nas z imieniem Maryi i zamiast Ma
rya mówiono Marża. Przeciw temu nie przemawia wcale fakt,
że istnieje dotąd miejscowość Świętomarza, o której rozpowiada
Długosz (Lib. benef. II. 462 — 64), że stąd otrzymała tę nazwę,
że tutaj ufundowano niegdyś kościół N. P. Maryi, bo nieoce
niony ten historyk wyraźnie dodaje, że ta nazwa poszła od
ludu, a vulgo, quod ruditer in primordio fidei gloriosam Virginem Szwyanthamarza appellabant, od ludu, który „w pierw
szych początkach wiary" Najświętszą Pannę nieokrzesanie nazy
wał Świętamarza. Dlaczego tak lud mówił, Długosz nie wyja
śnia, wie tylko, że to nazwa niekulturalna, że tak lud nazywał
Pannę Maryę in primodio fidei, w pierwszych początkach wiary.
Przyczyna zaś tego przekręcenia, ponieważ nie wynika z praw
języka, nie mogła być inna, jak ta, którąśmy wskazali. Można
nawet przypuścić, że w tern samem miejscu była niegdyś świą
tynia pogańskiej świętej Marzy i że właśnie dlatego założono
tern miejscu kościół pod wezwaniem Panny Maryi. Tak samo
na Rugii, gdzie czczono Świętowita, założono pierwszy kościół
pod wezwaniem św. Wita, a w podobny sposób postępowano
i gdzieindziej.
Może nawet pierwszą świątynię N. Panny w Świętomarzy,
którą, jak rozpowiada nieoceniony Długosz, była drewniana,
') I może to właśnie skutkiem tego zupełnie niepolskiego akcentu
na zgłosce trzeciej od końca wydaje się niektórym naszym uczonym, że
Marya, Zofia, Anglia i linia są wyrazami dwuzgłoskowymi?
— 235 —
przerobiono ze świątyni pogańskiej podług nauki Grzegorza pa
pieża, naprawdę Wielkiego, który apostołom Anglii nakazywał,
„aby bożnic pogańskich i bałwochwalskich nie obalali, ale je
poświęciwszy i wodą święconą pokropiwszy, na kościoły obra
cali, ołtarze w nich porobili i kości świętych położyli. Bo tak
poganie widząc, iż się bożnice ich nie psują, rychlej do nich
ze zwyczaju pójdą i błąd swój poznawszy i z serca złożywszy,
Boga poznają“. Więc może i tutaj tak było. Ślady mieszania imię
nia Maryi z imieniem pogańskiej Marzy znajdą się jeszcze inne.
S. Matusiak.
i
'i
