9d1b55f0a9b43b44d71addea808f33e8.pdf

Media

Part of Polemika / Lud, 1906, t. 12

extracted text
iJ.-BUR«

POLEMIKA.
Odpowiedź p. Stanisławowi Eljasz-Radzikowskiemu.
(Por. „Lud“ t. XI., str. 439.)
Przyznaję, iż „zaznaczenie“ w men, sprawozdaniu o pracy p. St
E.-Radzikowskiego p. t. „Zakopane przed stu laty“, ze »a“^nie 0 J;
wz>^e
jest me
śnia, skąd owe ryciny (t. j. dwie chromohtografie)
słusznem gdyż p. E.-Radzikowski rzeczywiście na str. 159 w „Zakończę
niu“ źródło ich podał. Wina więc po mej strome^ Na jej zmniejszenie „le znanie - przytocz, ,» lak, „as«p»l,cyt Do prac, swe, p. E.-^
dzikowski dołączył ogółem sześć rycin (w tern jedna mapa), z nich
cztery posiadł podpis: „Z dzieła Hacąueta z r. 1796“, owe jednak dwie
barwne podobnego podpisu nie posiadają Ów brak P°d^su
_
kawszych okazach wprowadził mię w błąd. Ale “ >ak
* nie.

eżu
dTkowsk^^^^^^
cie że autor nawet dokładnie nie przetłumaczył umieszczonych na nich
( i na owych chromolitografiach) podpisów“. Oto fakty (kursywa moja):
PodniJ niemiecki ,Burger ausNeumarkt. Landleute aus der Gegend von
Podpis n em,ecKi
g
odświętnych i mieszczanin

BE

Kp-

— 196 —
Podhalu nowotarskim... Od zachodu graniczy z Witowem, od północy
z Chochołowem, od półn. wsch. z Cichem, od wsch. z Zubsuchem, a od
południa z lasami Witowskimi“. Komentarz do tej „ścisłości“ —zbyteczny...
W dalszym ciągu swej odpowiedzi pisze p. E.-Radzikowski: „Tytuł
źródła przytem podałem dokładnie, wymieniwszy autora dziełka i mala­
rza, kiedy p. Ułaszyn umieszcza tylko nazwisko nakładcy, pod którem
chyba me znajdzie pracy nikt w żadnej bibliografii“. Z tego ustępu wy­
pada, że tytułu nie podałem, tylko wyraziłem się w tym n. p. rodzaju:
„ryciny te można znaleźć w dziele wydanem przez K. F. Mullera“ Tym­
czasem napisałem: „ryciny te wziął p. E.-Radzikowski z wydawnictwa pt.
Das pittoreske Oesterreich, które wyszło nakładem K. F. Müllera
W iedniu ... (str. 323). Kto zaś zechce tytuł ów odnaleźć w jakiej bibhografii (oczywiście: przedewszystkiem niemieckiej', to nie będzie szu­
kał
jak przypuszcza p. E.-Radzikowski — pod nazwiskiem wydawcy,
lecz pod rzeczownikiem tytułu (wedle przyjętych zasad), gdyż jest to
dzieło zbiorowe, „wydawnictwo“, jak zaznaczyłem. Oto np. pod „Oester­
reich“ w powszechnie znanej bibliografii Chr. G. Kayser’a [Index locupletissimus librorum... = Vollständiges Bücher-Lexicon... Leipzig, 1834
W CZ' X'’ na Str' 151 znaidui9: „Oesterreich, das pittoreske, oder
Album der oesterreichischen Monarchie etc.“ Niestety, w tejże bibliogra­
fii pod „Mehoffer“ (jak radzi p. E.-Radzikowski) nic nie znajduję (str. 79)
nawet owego nazwiska. Ze zaś wymienienie nakładcy (szczególniej wy­
dawnictw zachodnio-europejskich) nie jest bez znaczenia, o tern może
się p. E.-Radzikowski poinformować z ustępu przedmowy do tomu II
„Bibliografii polskiej XIX. stulecia“ K. Estreichera, na str. III.
Ale na tern nie koniec. „Czyż nie byłby raz czas, — pisze w dal­
szym ciągu p. E.-Radzikowski - aby zerwać z szablonem krytyki, która
z początku nazywa pracę wyborną, a w końcu zamiast rozbioru istotnego
rzeczowego, zaczepia o jakiś drobiazg i to do tego, jak w tym razie bez­
podstawnie, ot tak dla wrażenia“... Czy jeden z owych dwóch drobiaz­
gów, o który „zaczepiłem“ i który się ostał, ze stanowiska naukowego
jest „drobiazgiem“ - mocno wątpię... Pytam też p. E.-Radzikowskiego,
gdzie to nazwałem omawianą pracę Jego „wyborną“? A może na­
zwałem „piękną lub „dobrą“? Byłbym bardzo wdzięczen za odnalezie­
nie w mem sprawozdaniu chociażby jednego z tych lub im podobnych
epitetów... Ale darmo go szukać! Zatem cała powyższa tyrada p. E.-Ra­
dzikowskiego nie może się stosować do mego sprawozdania.
Lipsk.

Henryk Ułaszyn.

r. ev«»'

POLEMIKA.
Jeszcze w obronie własnej.
Sprawa dość dawna. W r. 1901 ogłosiłem pracę p. n. „Zakopane
przed stu laty“. Ocenę jej podał p. Henryk Ułaszyn w Ludzie (VIII. 1902
str. 322). Ponieważ zarzucił mi tam zgoła niesłusznie, że niepodałem
źródła, skąd czerpałem wzory do dwu tablic barwnych, i to jeszcze wy­
raził zarzut w słowach bardzo stanowczych, że „z łaski autora myli się
czytelnik“ — napisałem w obronie własnej artykuł (Lud, XI. str. 439),
który dowiódł, że p. Henryk Ułaszyn nie przeczytał nawet pracy, ponie­
waż znalazłby w mej najdokładniej podane źródło.
P. Henryk Ułaszyn odpowiadając na moją obronę przyznaje, że się
pomylił i co więcej, nawet wspaniałomyślnie „przeprasza mnie najserde­
czniej za uczynioną krzywdę“.
Dotąd wszystko w porządku. Dostałem jednak oprócz tego nad­
datek, którego przyjąć nie mogę, i to zmusza mnie do zabrania jeszcze
raz głosu.
Mianowicie p. Henryk Ułaszyn odkrywa nową moją przewinę,
o której wspomniał w poprzedniej swej ocenie, ale której „bliżej nie uza­
sadnił“ (na co oczywiście nie mogłem odpowiedzieć, co przecież dziwi
p, Henryka Ułaszyna). Jakaż to zbrodnia?
Oto ogłasza obecnie p. Henryk Ułaszyn „fakta“, — to jest teksty
podpisów na obrazkach w zestawieniu z podpisami niemieckimi z dziełka,
skąd wziąłem wzory.
Różnią się, — á z różnicy tej wnioskuje p. Henryk Ułaszyn, że po­
pełniłem błąd naukowy, nie ściśle tłumacząc podpisy.
Ba, ale ja wcale podpisów niemieckich nietłumaczył e m, — dałem takie, jakie wedle najlepszej mej wiary i wiedzy dać po­
winienem. Zrobiłem to jednak i na innych rycinach, np. rycinę nazwaną
we wzorze „Ursprung des czarny Donajec“ podpisałem: „Widok Tatr
od Witowa“, inną z napisem „Góra Rathusz'' nazwałem: „Widok na Gie­
wont i Czerwone'Wierchy“. Przyznaję się tedy z całą szczerością do in­
nych przewinień, które ilość „faktów“ jeszcze podwajają. Więc chyba
musiałem mieć powód, że tak właśnie podpisy ułożyłem. Nie potrzebuję,
zdaje się, wyjaśniać, że nieraz treść ryciny, zwłaszcza w dziełach dawniej­
szych i pisanych przez cudzoziemców, nie odpowiada podpisom. Jeżeli
więc nie wydaje ktoś przedruku owego dzieła lub ryciny, a używa jedy­
nie materyału, nie tylko może, ale powinien podpis ułożyć taki, jaki
sam uważa za prawdziwy czyli odpowiadający treści ryciny.

- 346
Tak też zrobiłem. Znając przedmiot opisywany i literaturę, mając
przytem mnóstwo źródeł rękopiśmiennych i wspomnień z tradycyi ro­
dzinnej, — mogę, zdaje mi się, rościć sobie prawo do pewnego znawstwa
w zakresie Tatr i Podhala.' Wychowany w Tatrach, żyjąc od dziecka
z ludem tamtejszym, przejmując od śp. ojca mojego tradycyę,
którą on przejął od najdawniejszych naszych znawców i podróżników
tatrzańskich, jak Seweryna Goszczyńskiego, Ludwika Zejsznera, Win­
centego Pola, - pracuję w dziedzinie wiedzy tatrzańskiej, uważając pracę
tę za mój obowiązek wobec społeczeństwa, który wypełniam w miarę
czasu i możności poza moim zawodem. ■
Będąc przyrodnikiem-lekarzent aż nadto przywykłem do ścisłości.
1 mimo, że p. Henryk Ułaszyn zestawiając teksty podpisów i sięgając
aż do słownika geograficznego, poucza mnie, gdzie leży Dzianisz, a gdzie
Witów {notabene-, dwie wioski góralskie zlewające się ze sobą domostwami),
a następnie dodaje, że „komentarz do tej „ścisłości“ — zbyteczny...“ —
oświadczam, że w wydaniu drugiem pracy mojej, które właśnie przy­
sposabiam, umieszczę te same podpisy. A umieszczę z tej prostej
przyczyny, że wiem kogo i w jakich okolicznościach przedstawiają obra­
zki, które malował Rudolf Alt, sławny akwarelista, zmarły przed dwoma
niespełna laty w Wiedniu, sprowadzony wówczas do Tatr przez autora
dziełka Józefa Mehoffera (urzędnika austryackiego, a przodka dzisiej­
szego profesora Akademii sztuk pięknych w Krakowie, tego samego
imienia i nazwiska).
Żeby jednak czytelnik wiedział, o co właściwie chodzi, wyjaśniam,
że Witów i Dzianisz, które chyba znam nie ze słownika geograficznego,
są to jak wspomiałem, dwie wioski łączące się ze sobą. Jeżeli ja, mimo
to, zamiast Dzianisz, umieszczam na podpisie: Witów, to czynię to
z przyczyny, że Rudolf Alt malował właśnie juhasa z Witowa. Wygląda
on jednak tak samo, jakby wyglądał juhas z Dzianisza, jakby zresztą
wyglądał z każdej innej nawet znacznie odleglejszej od Witowa, wsi
na Podhalu.
Również tak samo podpis mój na drugim obrazku stosuje się do tre­
ści, bo siedzi tam mieszczanin nowotarski, stoi jedna kobieta, a w tyle
siedzi druga, obie w strojach odświętnych. Mogę nawet dodać, że kobieta
w sukni czerwonej, którą malował Rudolf Alt, pochodziła ze wsi Zaskala
(koło Szaflar), a suknia zupełnie podobna znajduje się obecnie w zbio­
rach etnograficznych Muzeum tatrzańskiego im. Chałubińskiego w Zako­
panem.
Zaczepia jeszcze p. Henryk Ułaszyn o bibliografię. Otóż jeżeli
ktoś chće poznać bibliografię tatrzańską, nie będzie jej szukał w dziele
Kaysera, którem się posługuje p. Henryk Ułaszyn, ale sięgnie do dzieła
specyalnego w tym 'kierunku, jakiem jest „Biblioteca Carpatica“ Hugona
Payera, a tam bez chodzenia po manowcach odszuka dziełko pod na­
zwiskiem autora.
W końcu zapytuje p. Henryk Ułdszyn, gdzie to nazwał pracę
mą „wyborną, a może piękną lub dobrą“, i dodaje, że byłby bardzo
wdzięczen za odnalezienie w swem sprawozdaniu chociażby jednego
z tych lub im podobnych epitetów...“ I nie czekając na odpo­
wiedź, sam sobie odpowiada: Ale darmo go szukać!
Otóż i w tym myli się p. Henryk Ułaszyn, ponieważ sprawozdanie
swe zaczął od słów: „praca znanego miłośnika Tatr i doskonałego
ich znawcy“.
Sumienie „naukowe“ p. Henryka Ułaszyna może się w końcu
uspokoić po tej ostatniej mojej odpowiedzi, którejbym wcale nie dawał,
gdyby nie wyraźne wezwanie jego do oczyszczenia się z „faktów“, rze­
komo przezemnie popełnionych.
A jak mówi przysłowie góralskie:
„Fto sie nie obziéra na zadnie koła, płono wygazduje!“’
Dr. Stanisław Eljasz Radzikowski.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.