f99c9c0ba327a609cb802732b2ac100d.pdf

Media

Part of Malowanki ludowe w powiślu Dąbrowskiem / Lud, 1906, t. 12

extracted text
jKalowanki ludowe w powiślu iąbrowskiera.
Ruch artystyczny na polu sztuki stosowanej zatacza w Eu­
ropie, stosownie do wzmagającego się zapotrzebowania, coraz
większe kręgi. Dawny styl, jako wykwit innych upodobań, me
może zaspokoić popędów artystycznych dzis,eJszeg°
stwa Stąd owo gwałtowne szukanie nowych dróg, spo
wane żądzą wyparcia szablonowej rutyny wielkiego przemysłu.
Gdy na Zachodzie powstawał nowy styl, tak zwany mo­
dernizm dzisiejszy, u nas Witkiewicz zwróciwszy uwagę społe­
czeństwa na twórczość ludu Podhala, zapoczątkował nową erę
w sztuce polskiej. Zrozumiano, że sztuka ludowa pełna pier­
wiastku rodzinnego, jest nieoddzielną częścią sztuki polsbej,
która chcąc zapewnić sobie piętno indywidualne, mus. wypo
wiedzieć to, co czują i myślą wszystkie warstwy społeczne,
a szczególniej lud, jako największy odłam narodu.
, .
Z zapałem prawdziwych artystów i gorączkowoscią ludzi
szukających nowych dróg rzucono się do zbierania ginącego
materyału z zakresu sztuki ludowej na całym obszarze polskim
Artysta stawał się jednocześnie etnografem, a etnografia dostar­
czała świeżego materyału dla sztuki.
Tę pracę wykonywa grupa ludzi złączona w Towarzystwo
polskiej sztuki stosowanej, założone w Krakowie 1901 roku
Zbiory Towarzystwa rosną, ale daleko nam jeszcze do wyczer­
pania wszystkich objawów sztuki ludowej.
Nie wiedziano, że powiat dąbrowski, a szczególniej połno
cna jego część położona na prawym brzegu Wisły, obfituje

— n4 —
w bogaty nader materyał. Przypadek zrządził, że nad łóżkiem
służącego, pochodzącego z powiatu dąbrowskiego, zobaczyłem
dwa arkusze zwykłego papieru, na którym farbą używaną do
malowania ścian wykonane były bukiety, stylowo podobne do
napotykanych na skrzyniach chłopskich. Zaciekawiony odkry­
ciem, zwiedziłem tę część Powiśla i przekonałem się, że zbieg

Kołnierz haftowany przez Bronisławę Łatę we wsi Pilcza Żelechowska, pow. dąbrowski,
rys. z oryginału Wł. Hickei.

okoliczności pozwolił mi na odkrycie odrębnego i nieznanego
środowiska sztuki ludowej.
Okolica ta nader zamożna, posiadająca pszenną glebę,
dobrze uprawną, gospodarstwa duże, a odcięta od kolei, ostała
się jeszcze przed zalewem zachodnich wpływów. Może nie na
długo, bo już dzisiaj włościanie, skutkiem czasowej emigracyi,
zarzucają stopniowo swojskie upodobania, a szczególniej bo­
gato haftowane stroje.
Już od niepamiętnych czasów w okolicach powiatu dą­
browskiego lud bardzo się kochał w malowanych sprzętach,

115 —
a szczególniej haftach. Mężczyźni, jak to jeszcze dzisiaj w pa­
rafii kupienińskiej napotkać można, nosili brunatne sukmany,
wyszywane bogato na piersiach i kołnierze (suka) czerwoną lub
czarną wełną, i krakuski, czarnym barankiem otoczone. Ko­
biety zaś używały przeważnie białych spódnic, zapasek, koszul
i chustek na głowę bardzo bogato haftowanych kolorem bia­
łym, czerwonym, czerwono-czarnym, lub w kilku barwach.
Hafty te są prześliczne i wykonane z nadzwyczajną subtelno­
ścią. Deseń przeważnie roślinny, przypomina bardzo krakowski,
ale mojem zdaniem, o wiele bogatszy i bardziej rozpowszech­
niony. Kwiaty j liście częściowo ażurowe są wypełniane delikatną
robotą szydełkową albo mereszką przedziwnej piękności.
Dzisiaj wpływ szkoły zaczyna tutaj działać bardzo ujemnie,
wprowadzając grube roboty szydełkowe, łańcuszkowe i krzyży­
kowe o wzorach zagranicznych.
Zamiłowanie do robót ręcznych musi tu być wielkie,
skoro niemal wszystkie dzieci noszą na codzień koszulki, za­
paski i krezki pod szyją bogato haftowane kolorową bawełną.
Dorośli noszą koszule haftowane na kołnierzu, na piersiach
i na zakończeniu rękawa. Zapaski i spódnice są niemal całkiem
pokryte haftem. Najpiękniejsze są chustki (czepce); — wreszcie

Haft wypukły na poduszce ze wsi Wola Żelichowska (pow. Dąbrowski),
rys. z oryg. Wł. Hickel.

116 —
hafty na poduszkach, które układają na łóżku bokiem, by haft
się nie zmiął i lepiej wpadał w oczy.
Ponieważ, jak zaznaczyłem, moda na stroje haftowane,
szczególniej zaś czepce, zaczyna już zanikać, przeto hafciarki
wiejskie zmuszone są starać się o zbyt do Królestwa, gdzie za
nie podobno dobrze płacą. Lecz potrzeba otaczania się sztuką
jest widać zbyt silną i znalazła już nowy interesujący wyraz.
Dziewczęta zabrały się do malowania. Malują już to na papie­
rze, już to wprost na ścianie, przyozdabiając co tylko jest
w izbie, a więc powałę, kredens, okna, okiennicę, (deszczułka
do przykrywania otworu w piecu piekarskim), „kaflowiec“,
(piec ogrzewany ciepłem z pod kuchni angielskiej), a nawet ta­
lerze, choć te w razie użycia, muszą być z farby obmyte.
Farbę kupują dziewczęta w Dąbrowie albo w Tarnowie
w proszku, który mięszają z mlekiem lub pokostem, a zamiast
pędzla używają zazwyczaj brzozowego patyka namoczonego
i rozstrzępionego młotkiem na jednym końcu. Pędzel taki jest
oczywiście bardzo nieudolnem narzędziem; tern dziwniejsza, że
niejedna z wielką zręcznością potrafi nim władać. Farba rozro­
biona w odpowiedniej ilości mleka da się dobrze użyć i nie
kruszy się zbytnio.
O ile dowiedzieć się mogłem, malarstwo to zaczęło się
rozwijać dopiero przed kilku laty. Dawniej zadawalano się
i dziś jeszcze zrzadka napotykaną wycinanką. Mówią, że jedną
z pierwszych malarek była Curyłówna, córka gospodarza w Za­
lipiu. Pobudką do chwycenia pędzla miało być malowanie ko­
ścioła; rzecz prawdopodobna, a użycie mleka do rozrabiania
farby musiano podpatrzeć u zawodowego malarza. Za wzór je­
dnak, choć bezwiedny, posłużyły dziewczętom zapewne skrzy­
nie, (które jeszcze pyłem okryte napotykałem w komorach),
a głównie wspomniane hafty. Zamiłowanie w malarstwie szybko
rozeszło się po okolicy i objęło Ćwików, Hubenice, Wolę Że­
lechowską, Pilczę Żelechowską, Borusowę, Swiębodzin i inne
wsie pomniejsze. Każda z dziewcząt początkowo naśladowała
inne, a potem nabywając wprawy nadawała swym pracom co­
raz to nową formę.
W Hulenicach i Swiębodzinie wzorowały się dziewczęta na
malowankach z Zalipia.
Przypuścić należy, że malowanki podobne napotkać będzie
można i w innych okolicach polskich. Przypuszczenie to na-

117 —
suwa mi malowanka w zbiorach Polskiej Sztuki stosowanej,
podobna do dąbrowskich, tylko wykonana przez szablon. Rów­
nież słyszałem o „kwiatkach“ we wsi Borki nad Wisłą, poło­
żonej 7 kilometrów na wschód od Szczucina, a 25 od Samocic,
najdalej wysuniętej wsi powiatu dąbrowskiego.
Czy nie jest to brzeg innego środowiska?
O ile słyszałem, na całej równinie między Rabą a Wisłoką
napotyka się miejscami wycinanki i malowane sufity.
Malarstwo to dowodzi, że w ludzie drzemie wielki zasób
niewyzyskanego talentu i poczucia słonecznej barwności. Podziwienia godną w tych pracach jakby od niechcenia wykonanych,
jest owa prostota, swoboda i logika, a szczególniej równowaga
wielorakich barw uzupełniających się przecież do spektrum
światła słonecznego.
W kompozycyach dwubarwnych uzupełniany jest kolor
zielony czerwonym, fioletowy żółtym. Widać, że wieśniak ma
obok poczucia słonecznej barwności duży zasób intuicyj w roz­
wiązywaniu problemów barwnych. Malowidła te dalekie są od
naturalizmu. Lud obserwuje kwiat, liść, anatomię rośliny, lecz
nie stara się nigdy przenieść tego żywcem na papier, a styli­
zuje wszystko w tysiącznych odmianach tak pod względem
formy, jak i barwy. Między niezliczoną ilością stylizowanych kwia­
tów trudno napotkać dwa jednakowe. Wieśniak nie szuka nigdy
plastyki, maluje szeroko i zadawala się sylwetką, a względnie
plamą lub falistą linią. Dzięki trafnemu zaakcentowaniu większemi plamami kilku kwiatów lub liści, omija zręcznie przeła­
dowania, mimo, że nie zostawi na papierze częstokroć ani ka­
wałka wolnego miejsca. Malowanki, czyli jak je lud nazywa
„kwiatki“ malują dziewczęta i młode mężatki przeważnie wspól­
nie, rysując („znacząc“) poprzednio wzór ołówkiem.
„Jak se umyśli, tak se wykryśli“, — powiadają. Dla prze­
konania się, prosiłem raz jedną dziewczynę o narysowanie
wzoru na poczekaniu, co w krótkim czasie, wprawnie, bez uży­
cia gumy, uskuteczniła.
Gotowe malowanki wieszają rzędem pod obrazami, mię­
dzy nimi albo też na półeczkach. Malowaniem trudnią się prze­
ważnie córki zamożniejszych gospodarzy, które równocześnie
zajmują się haftem. W każdej wsi jest takich dziewcząt stosun­
kowo niewiele. U wieśniaków biednych lub nieposiadających
córek, ozdób tych nie napotykamy prawie nigdy.

— 118 —
Zamożni gospodarze posiadają obok wspólnej izby, kuchni
i komory częstokroć oddzielną izbę, w której przez dzień nie
mieszkają. Miło wejść do tej schludnej izby.

Malowanka wykonana przez B. Łatę, skopiował Wł. Hickel.

Białe jak śnieg ściany obwieszone bogato jaskrawemi
„kwiatkami“ odbijają od ciemnego malowidła powały; „kaflowiec“, obramienie okien, nawet talerze w oszklonym kredensie,
przyozdobione są malowidłem. Podłoga biała, starannie umyta,
a na czystych łóżkach barwnie haftowane poduszki. Przez dzień
zasłonięte okna chronią izbę przed muchami i skwarem letnim.
Wybitnych typów tych malowanek napotkałem cztery. Do
pierwszego należą malowane bukiety wychodzące z wazonu.
W Hubenicach i w Zalipiu bukiet ten obwiedziony bywa gerlandą. Motyw podobny spotykamy na dawnych pasach słuckich,
malowanych skrzyniach, łóżkach, na wycinkach, czepcach
i sukmanach.
Do drugiego typu należą ornamenty roślinne ujęte w duże,
bo czasem siedm palców szerokie zęby, utworzone z kilku za-

*- 119 —
zwyczaj rzędów, półkoli, arabesek lub też z kwiatów. Środek
wypełniony jest niemal zawsze „rózgami“, (ornament roślinny,
; rzedstawiający falistą gałązkę, na niej ogonki, kwiaty, liście),
lam w zbiorach fryz złożony z 20-tu zębów, a żaden niepo­
dobny do drugiego, choć całość na tern nie traci. Typ ten po­
wstać musiał z haftu umieszczanego na zakończeniu zapasek
i spódnic.
Do trzeciego typu, znacznie rzadszego, należą kompozycye
w kole. Ponieważ podobnych haftów (prócz kilku kresek) tutaj
¡¡gdzie nie dostrzegłem, sądzę, że jest to wpływ wycinanki,
która w tych stronach zawsze bywa komponowana w kole. Są
•o najoryginalniejsze malowanki ze wszystkich, a składają się
dwóch części: z obwodu, zazwyczaj bardzo szerokiego i ze
środka. Obwód składa się albo z kółek obok siebie malowa­
nych albo też ze ząbków. Szersze obwody mają już to formę
gerlandy z kwiatów, między któremi sterczą po dwa listki, już
to składają się z figur, kształtem podobnych do geometrycznego
rombu i serc obok siebie leżących.

Malowanka, wykonana przez B. Kawę, z oryg. rysowa! Wł. Hickel.

— 1ŹÓ
Napotkałem także obwody w kształcie gwiazdy o ząbko­
wanych promieniach lub też otoczone falistą linią przeplataną
wygiętymi listkami. Środek wypełnia przeważnie skromna kompozycya kilku, zazwyczaj dwu kwiatów, szypułkami do siebie
zwróconych. Okazów tych najwięcej nabyłem w Borusowej od
Barbary Wytworównej.

Malowanka wykonana przez Kunegundę Mysiaszek ż Woli Żelechowskiej,
skopiował W. Hickel.

Do czwartego typu zaliczam jeszcze rzadsze biegnące or­
namenta roślinne. Nabyłem je przeważnie od Kunegundy My­
siaszek z Woli Żelechowskiej, i od Bronisławy Łaty z Pilczy
Żelechowskiej. Składają się one z falistej linii, do której przy­
czepione są po obu stronach kwiaty i liście.
Malowideł na powale widziałem kilka rodzajów. W jednych
chatach odbijają dziewczęta pieczątkami z buraka na stonowanem podmalowaniu przeróżne kwiatki i figury, w innych zaś
ozdabiają każdą deskę z osobna ornamentem wydłużonym.
W Borusowej namalowała Barbara Wytworówna skromne orna­
menty z 3 liści przylegające do belki po obu stronach. Belki
i listwy między deskami są zazwyczaj biało malowane i bez
ozdób.
W kilku chatach, jak już wspomniałem, zauważyłem ma­
lowane „kaflowce“. Odznaczają się piękną budową i jak Curyłówny w Zalipiu ozdobione bardzo bogatą polichromią. Jest to
okaz, w którym wieśniaczka używała swego pędzla nadzwyczaj
umiejętnie, stosując się do bogatej architektury, uwydatniając
każdy gzyms gerlandami kwiatów.
Ornamenta z zakresu fauny są rzadkie, znachodzą się
przeważnie siedzące ptaki; podobizny człowieka wcale nie spo­
tykałem.

121 -

Sprzęty tutejsze nie przedstawiają nic widzenia godnego.
Ciekawe chyba są serniki, umieszczane pod okapem strze­
chy budową i rozmiarem podobne do skrzyń zakopansk.ch,
tylko ściany ich w celu umożliwienia dostępu powietrza, opa­
trzone są sztachetkami z deszczułek zazwyczaj pięknie wyciętemu

-u,

W Zallpju, —

ża.na, a P<—y

Oddając mój zbiór złożony z kilkuset okazów częściowo
w depozyt Muzeum Narodowemu, częściowo Towar5S7ednak sa
Sztuka stosowana, może przeceniam jego wartość, jednak są
dze że ten materyał, pełen pierwotnej prostoty i rodź,nnego
Swiastku może oddać polskiej sztuce dekoracyjnej niepośle­
dnie usługi’, a znacznie powiększy znany dotąd materyał etno­
graficzny.
W Tarnowie, 3. grudnia 1905 r.

Władysław Hickel.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.