-
extracted text
-
„Musi pani patrzeć, słuchać i rozumieć”. Odpowiedzi Anny Szyfer...
Lud, t. 98, 331
2014
V. ROZMOWY I WSPOMNIENIA
ANNA SZYFER
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu
„MUSI PANI PATRZEĆ, SŁUCHAĆ I ROZUMIEĆ”.
ODPOWIEDZI NA PYTANIA ZBIGNIEWA JASIEWICZA
Prof. dr hab. Zbigniew Jasiewicz: Pierwsze były studia polonistyczne podjęte na Uniwersytecie Warszawskim w roku 1950 i specjalizacja z zakresu językoznawstwa, a w jego ramach z dialektologii. Zakończone zostały pracą magisterską napisaną pod kierunkiem profesora Witolda Doroszewskiego. Jakie były
przyczyny zainteresowania się adeptki studiów polonistycznych etnologią, ówczesną etnografią, i jakie wiodły do niej drogi? W jakim momencie zdecydowała
Pani Profesor, że będzie etnografem?
Prof. dr hab. Anna Szyfer: Zaczęło się od badań dialektologicznych. Katedra
Języka Polskiego Uniwersytetu Warszawskiego w roku 1950 rozpoczęła badania
pod kierunkiem profesora Witolda Doroszewskiego nad gwarami rodzimej ludności Mazur i Warmii. To były lata 50. XX wieku i żyło jeszcze pokolenie mówiące
piękną gwarą, w której zachowało się dużo archaizmów. Było to spowodowane
odcięciem tej ludności granicą państwową (Prusy Wschodnie) i zatrzymaniem się
przeobrażeń języka, zachodzących przecież w innych częściach Polski.
Badania te, organizowane przez cztery lata w czasie wakacji, polegały na
przydzieleniu poszczególnym grupom miejscowości do badań według kwestionariuszy i ustalonej siatki, tak jak w badaniach atlasowych. Co tydzień organizowano spotkania w celu konsultacji i podsumowania wyników badań. Uczestnika-
332
Anna Szyfer
mi prac terenowych była grupka wybranych studentów, ale i pracownicy Katedry.
Oprócz prof. Doroszewskiego brali w nich udział profesor Halina Koneczna, ówcześni doktorzy Stanisław Skorupka i Jan Tokarski oraz kilku młodych pracowników naukowych: Wanda Pomianowska, Jadwiga Chludzińska i inni. Pozwoliło to na bardzo dobre „wyszkolenie” nas, adeptów dialektologii, w metodyce
prowadzenia badań. Zresztą, przed wyjazdem na Warmię i Mazury, jeszcze na
wiosnę, były wyjazdy ćwiczebne na Mazowszu. Zaznajomiono też nas z historią
regionu i trudnymi problemami ludności nazywanej autochtoniczną. Udało mi się
po pierwszym roku studiów dostać do tego zespołu i wyjeżdżałam na te badania
do ich końca w 1954 roku.
Prof. Doroszewski rzucił mnie od razu na „głęboką wodę” i wysłał do Piszu
na Mazurach dwa dni przed przybyciem grupy z zadaniem przygotowania „bazy”
na pierwsze spotkanie. Miałam się tam skontaktować z Mazurem Gustawem
Optacym, leśniczym, ale i poetą ludowym i działaczem polskim. To była wielka przygoda! Przyjęli mnie serdecznie. To była „szkoła” problemów w terenie.
Pan Optacy opowiedział mi o losach Mazurów, między innymi rodziny Michała
Kajki i wielu innych. Wskazując na specyfikę badań w tym terenie, podkreślał:
„Musi pani patrzeć, słuchać i rozumieć”. Z tym poleceniem wyruszyłam w teren.
I tak starałam się postępować przez lata dalszych badań.
A dlaczego etnografia, choć „startowałam” jako dialektolog? Jak już mówiłam, wtedy na Warmii i Mazurach żyło jeszcze pokolenie nie tylko pamiętające,
ale i kultywujące tradycyjne formy kultury – obrzędy, wierzenia, wiedzę i folklor. Zapisałam bardzo wiele opowieści i bajek, słuchałam śpiewanych piosenek.
Cały zapisany, wspaniały i bogaty materiał, par excellence etnograficzny, służył
tylko analizom leksykograficznym i fonetycznym. I zrobiło mi się „za ciasno”.
Wiedziałam już, że chcę poszerzyć zakres analiz. Ciągle byłam jednak jeszcze
studentką językoznawstwa – dialektologii. W tym czasie profesor Włodzimierz
Antoniewicz przygotowywał pracę zbiorową Pasterstwo Tatr polskich i Podhala,
uwzględniającą również aspekt językowy, i zwrócił się do prof. Doroszewskiego,
aby mu wskazał kogoś do opracowania słownictwa pasterskiego. Ja w tych latach
często jeździłam w Tatry, dlatego Profesor zaproponował mnie – jeszcze studentkę.
Prof. Antoniewicz, zresztą też taternik, przyjmując mnie, jako warunek postawił
„dokształcenie się” etnograficzne. Zaczęłam chodzić na zajęcia z etnografii Polski ówczesnej doktor Anny Kutrzebianki i profesora Witolda Dynowskiego, potem
jeździłam na seminarium magisterskie do Krakowa do profesora Kazimierza Moszyńskiego, zaglądałam też na seminaria profesora Kazimierza Dobrowolskiego.
Zebrałam materiały do garncarstwa w Baranowie nad Wieprzem. Prof. Moszyński
nie chciał jednak, abym robiła drugie po językoznawstwie magisterium.
W tym samym czasie zebrałam i opracowałam słownictwo pasterskie, jeszcze
bardzo żywe wówczas w Tatrach. Znalazło się ono jako rozdział w czwartym
tomie Pasterstwa Tatr polskich i Podhala (Szyfer 1962a). Była to również moja
praca magisterska.
„Musi pani patrzeć, słuchać i rozumieć”. Odpowiedzi Anny Szyfer...
333
Od 1954 roku zaczęłam pracować w Zakładzie Etnografii Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN. Nakaz pracy (taki wtedy był!) zajęcie to przerwał
i zobowiązana zostałam, po studiach polonistycznych, do pracy w szkole. Nakaz
pracy w szkole, po złamaniu nogi, szybko jednak wygasł i przez parę lat pracowałam w Muzeum Etnograficznym w Warszawie. Wyjeżdżałam też, przez szereg
lat, na Międzyuczelniane Obozy Etnograficzne, na których przydawało się moje
doświadczenie w badaniach terenowych i wiedza dialektologiczna.
W latach 60. wybrałam temat pracy doktorskiej – już odpowiadający moim
zainteresowaniom kulturą tradycyjną wsi, mianowicie ludową wiedzą astronomiczną i meteorologiczną na Mazurach, Warmii oraz Kurpiach, jako że Kurpie
Puszcza Zielona były wówczas celem badań warszawskiego środowiska etnograficznego. To był mój pierwszy etnograficzny temat, ale już później przez wiele lat
kontynuowałam badania nad kulturą ludową, ciągle jeszcze dobrze zachowaną,
i jej przemianami, dokumentując jej stan z lat 50.-70. ubiegłego wieku. W tym
celu organizowałam, wzorem badań dialektologicznych, grupy złożone z przeszkolonych przeze mnie studentów. Ich prace objęły dobrze znane mi już regiony
Warmii, Mazur i Powiśla.
Studia i pierwsze lata pracy zawodowej to także kontakt z uczonymi, którzy
zapisali się w historii swoich dyscyplin: profesorami Włodzimierzem Antoniewiczem, Kazimierzem Dobrowolskim, Witoldem Doroszewskim, Witoldem Dynowskim, Kazimierzem Moszyńskim, Anną Kutrzebą-Pojnarową, Janem Tokarskim.
Jaki wywarli wpływ na prace i decyzje życiowe podejmowane przez Panią Profesor? Czym i w jakim zakresie ówcześni profesorowie różnili się od dzisiejszych?
O prof. Antoniewiczu już mówiłam. To on sprawił, że znalazłam formalną
drogę do etnografii. Z Zakładem Etnografii PAN, jak i właściwie łączącą się
z nim Katedrą Etnografii Uniwersytetu Warszawskiego, miałam ścisły kontakt
przez szereg lat, póki nie wyjechałam do Olsztyna. Ale prof. Antoniewicz był
archeologiem. Wpływ na moją drogę naukową jako etnologa, tak się teraz nazywamy, miało kilka osób i kilka, a raczej kilkadziesiąt, lektur. Oczywiście, na
pierwszym miejscu z moich początków naukowych, muszę przypomnieć prof.
Doroszewskiego. To Jemu, ale i wielu pozostałym z tego zespołu, zawdzięczam
umiejętności warsztatu naukowego. Prowadzenia badań w terenie, dobierania informatorów, zapisu fonetycznego uzyskiwanego materiału, jego analizy, opracowania, bo później, w zimie, opracowywaliśmy i rozpisywaliśmy „zbiory” w Katedrze. Prof. Doroszewski nauczył też nas zwięzłego i jasnego wyrażania swych
myśli, pokazywania wyników syntetycznie. Nie uznawał gadulstwa.
Już na drodze etnograficznej spotkałam kilka osób, które odcisnęły piętno na
mnie jako badaczu-etnologu. Na pierwszym miejscu wymienię profesor Annę
Kutrzebę-Pojnarową – promotora mojej pracy doktorskiej. Ona szkoliła mnie
na etnografa. Jej zawdzięczam też zwracanie uwagi nie tylko na dokumentację
334
Anna Szyfer
zachowanych form kulturowych, ale i na proces zmiany – choć początkowo preferowałam dokumentację jako konieczne „ocalenie w pamięci” jeszcze istniejących form tradycyjnych. To spojrzenie na dziejące się na naszych oczach procesy
przekształceń dawały również seminaria prof. Dobrowolskiego, na których udało
mi się bywać, oraz lektura jego prac, a szczególnie metoda integralna każąca
patrzeć całościowo na zjawiska społeczno-kulturowe. Następnie wymieniłabym
profesor Kazimierę Zawistowicz-Adamską i jej niezapomnianą i niezwykle ważną monografię Społeczność wiejska (1948). Uczyła ona, jak należy badać i pokazywać, ale też rozumieć grupę społeczną. To było takie bliskie wskazówkom
Pana Optacego! Ważne też było podkreślanie przez Nią w podejmowanych badaniach konkretnego wyboru tematu i całej jego „otoczki” – kontekstu. Nie mówiąc o wskazówkach metodycznych odnoszących się do badań w terenie. Od
zawsze byłam jakoś związana ze środowiskiem łódzkim. Z profesor Bronisławą
Kopczyńską-Jaworską, ale też już z „młodszym pokoleniem” – profesorkami
Ewą Karpińską i Katarzyną Kaniowską. Szczególnie tej ostatniej zawdzięczam
refleksję nad nowym paradygmatem w metodologii badań terenowych, choć nie
całkiem może zgadzam się, że za nowe uważa się kładzenie akcentu na sposób
myślenia badanego. Toż to już mamy u prof. Zawistowicz! Zawsze jednak dobrze
przypomnieć, że kategoria emic jest ciągle bardzo ważna. Także podejmowanie
obserwacji, szczególnie obserwacji uczestniczącej, które odnajdujemy w wielu
pracach.
No i profesor Józef Burszta, który był dla mnie przewodnikiem we wszystkich moich pracach dotyczących procesów społeczno-kulturowych na ziemiach
zachodnich i północnych, egzemplifikowanych badaniami na Mazurach i Warmii, gdzie po „zderzeniu” wzorów kulturowych wielu grup, ich ocenie i wyborze,
powstawała nowa jakość. Profesor i jego prace pokazywały, jak można badać
i pokazywać to, co działo się podówczas na naszych oczach. Prof. Burszta był
też przez lata prezesem Rady Naukowej Ośrodka Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Olsztynie, w którym od roku 1967 do 1984 pracowałam.
Profesor patronował tam nie tylko moim, ale właściwie wszystkim powstającym
pracom etnograficznym.
Czym ówcześni profesorowie różnili się od dzisiejszych? Żyli i pracowali
w zupełnie innych warunkach, mieli ograniczony kontakt z nauką zachodnią. My,
starsze dziś i średnie pokolenie odrabiamy to śledząc bieżące trendy i literaturę.
Ale znowu refleksja. Może zbytnio „zachłystujemy się” zachodnimi nowościami.
Bo nie zawsze ilość i nowość przechodzi w jakość.
Publikacje Pani Profesor, zapoczątkowane w roku 1953 recenzją ogłoszoną
w „Poradniku Językowym”, informują o realizowanych zainteresowaniach badawczych. Dotyczyły one zagadnień dialektologicznych, między innymi słownictwa pasterskiego Tatr i Podhala, kultury ludowej, szczególnie Warmii i Mazur;
zróżnicowania kulturowego i procesów adaptacji i integracji społeczno-kulturo-
„Musi pani patrzeć, słuchać i rozumieć”. Odpowiedzi Anny Szyfer...
335
wej na ziemiach północnych i zachodnich, przyłączonych do Polski po II wojnie
światowej; kultury małych miast; tożsamości kulturowej mieszkańców społeczności lokalnych i regionalnych, prowadząc do zajęcia się osobowością kulturową
ludzi, głównie terenów pograniczy; wreszcie ujmowanej całościowo aktywności
kulturalnej społeczności wiejskich w Polsce. Termin „kultura ludowa” stopniowo
zostaje zastąpiony określeniem „kultura tradycyjna”. Jakie były przyczyny zmiany w zainteresowaniach i terminologii? Czy wynikały one z przeobrażeń badanej
rzeczywistości i rozwoju nauki, czy także z gromadzenia doświadczeń naukowych
i przemian w systemie wartości badacza?
Rzeczywiście, moje początkowe prace to dokumentacja zachowanych jeszcze elementów kultury ludowej, szczególnie na Mazurach i Warmii. Wydawało
mi się, jak już mówiłam, że naszą rolą było zachowanie ich dla naukowych celów, a był to już „dzwonek” ostatni. Odchodziło pokolenie mogące przekazać je
względnie dobrze. Zresztą odchodziło – dosłownie, ale i także przestrzennie – na
skutek znanych działań; do NRF i NRD wyjeżdżali Mazurzy i Warmiacy, bo musieli. Na badane przeze mnie tereny przybywali nowi osadnicy: repatrianci zza
Buga, osadnicy z Mazowsza. Zderzenie tak różnorodnego „bagażu kulturowego”
i zachodzące przy tym procesy wymuszały inne podejście. To już było badanie
zmiany kulturowej i procesów adaptacji przybyszy do zastanej kultury materialnej dużo bardziej zurbanizowanej – był to przecież obszar dawnego zaboru
pruskiego i państwa niemieckiego. Musieli się nauczyć żyć i pracować w murowanych domach z wodą i elektrycznością, bardzo nowoczesnymi narzędziami
rolniczymi itp. Trzeba było oswoić krajobraz, poznać i ocenić różne wzory zachowań ze sfery obrzędowości, ujednolicając je w procesie integracji. Również
w tak zwanej wówczas „centrali” trwały procesy zmieniające tradycyjną kulturę
wsi. Kiedy zaczęłam pracować w etnografii, w stałym użyciu było określenie
„kultura tradycyjna” czy „kultura ludowa”, to ostatnie zresztą bardzo nieprecyzyjne, bo przecież „lud” nie był jednolity, a wsie były zróżnicowane społecznie,
wymagałoby to jednak szczegółowego omówienia. Gdy zaczęto uwzględniać
i badać procesy zmiany, pojawiło się określenie „kultura typu ludowego”. Ale
i ten termin jest przecież nieprecyzyjny. Bo wieś współczesna nie jest już tą dawną społecznością lokalną, a jej kultura też jest wielowarstwowa, społeczności są
zróżnicowane zawodowo, pod względem wykształcenia, tradycji. Dochodzą do
tego procesy globalizacji, niosące wiele nowości i ujednoliceń w skali europejskiej, ale i glokalizacji – dowartościowującej to, co lokalne. I ciągle jest jakaś
forma lokalności. Może więc po prostu „kultura wsi”.
Na czym opieram swoje badania i analizy? Myślę, że nie miejsce tu na szczegółowe relacje z przeczytanych lektur. Dzisiaj staram się opierać w dużej mierze
na teorii ugruntowanej i badaniach jakościowych. Badania ilościowe, tak do niedawna preferowane przez socjologów, mogą tylko potwierdzać wyniki empiryczne, pokazywać przewagę badanych faktów. Ja stosowałam nowy paradygmat.
336
Anna Szyfer
Ale to nie znaczy, że nie interesują mnie podejścia interakcjonistyczne czy koncepcje zawarte w licznych obecnie pracach i dyskusjach nad kategorią „pamięci”,
tak przecież ważną w funkcjonowaniu tradycji.
A kultura ludowa jako przedmiot badań? Myślę, że nie można używać już
tego terminu. Są elementy kultury ludowej lepiej lub gorzej zachowane i przekształcone. Mieszczą się one w pojęciu „kultura wsi”, wymieszane z elementami
kultury popularnej i kultury „wysokiej”.
Praca doktorska Pani Profesor dotyczyła astronomii i meteorologii ludowej
na Mazurach i Warmii (Szyfer 1962b). Temat wymagający specjalizacji i nieczęsto podejmowany przez etnologów polskich. Zajmowali się nim między innymi
Maria Gładyszowa oraz Ludwik Stomma, ze swoimi niedobrej pamięci „azymutowymi urządzeniami kalendarzowymi”. Skąd zainteresowania tą problematyką?
Jakie były związane z nią trudności?
Dlaczego wybrałam na temat pracy doktorskiej astronomię i meteorologię ludową? Myślę, że były to aspekty kultury wsi najszybciej ginące pod wpływem
zmian cywilizacyjnych i oświaty, i chciałam je ratować. A trudności? Wybrałam
do tego celu Warmię, Mazury i Kurpie, bo były to wtedy regiony, w latach 50.
i 60., jeszcze bardzo tradycyjne i materiał w czasie badań uzyskiwało się jeszcze
stosunkowo łatwo. Oczywiście musiałam się odpowiednio przygotować. Chodziłam do Obserwatorium Astronomicznego w Warszawie, ucząc się na przykład
położenia i wyglądu gwiazdozbiorów. Nie mogłam przecież rozróżniać je gorzej
niż moi informatorzy.
Wspólne dla nas obojga były badania na ziemiach zachodnich i północnych,
Pani Profesor na północnym wschodzie, głównie na Mazurach i Warmii, moje na
północnym zachodzie i zachodzie Polski. Na czym polegało znaczenie badań na
tych terenach dla etnologii polskiej? W czym dostrzegamy, z obecnej perspektywy, ówczesne ograniczenia naszych badań?
Myślę, że wówczas badania dziejących się na naszych oczach procesów, jakby in statu nascendi, były bardzo ważne z dwu powodów. Po pierwsze, dokumentowały ówczesną sytuację zderzenia się różnych kultur i ich zmieszania, dokonywane oceny i wybory. Daje nam to dzisiaj punkt odniesienia przy aktualnych
badaniach i pokazanie procesu zmiany. Zmieniło się przecież przez te pół wieku
bardzo dużo. Dokonano wyborów i akceptacji pewnych form kulturowych, w dużym stopniu już wspólnych. Niektóre zanikły zupełnie, bo to przecież czas zanikania elementów tradycyjnych.
Patrząc dzisiaj, widzimy ograniczenia naszych ówczesnych badań co do ich
tematyki. Miałam na przykład kłopot z drukiem kwestionariusza do badań nad
wierzeniami ludowymi. Kazano mi zrezygnować z pytań o diabła. A przecież
„Musi pani patrzeć, słuchać i rozumieć”. Odpowiedzi Anny Szyfer...
337
w ludowych wyobrażeniach jest on pokazywany w wielu aspektach, również
jako głupi, dający się oszukać ludziom. Zapisałam wiele takich bajek. Ale udało
mi się przekonać cenzurę, kwestionariusz wydrukować i badania udały się.
Na pewno istnieje potrzeba dalszych badań na ziemiach zachodnich i północnych. I porównanie z tymi sprzed ponad pięćdziesięciu lat, już bez ograniczeń.
Prowadzę od paru lat takie obserwacje w gminie Gietrzwałd we wsiach Woryty
i Uniszewo. Prowadząc współczesne badania trzeba oczywiście uwzględnić tak
zwany nowy paradygmat w odniesieniu do badań empirycznych, z naciskiem na
formę wywiadu narracyjnego i z uwzględnieniem punktu widzenia badanego,
czyli kategorii emic.
Ważne miejsce w pracach Pani Profesor zajmowały i dotąd zajmują badania
terenowe. To one, zgodnie ze stwierdzeniem Pani Profesor, dostarczają potwierdzenia procesów kulturowych i czasem stanowią wprowadzenie do teorii naukowych. Obrazy z tych badań wypełniają książkę Zapisane w pamięci. Z badań etnografa (2006). Zmieniły się warunki prowadzenia tych badań, zmieniliśmy się
również my sami. Nie może dzisiaj już być mowy o rozmowach z ukrytym magnetofonem. O czym pamiętać należy prowadząc badania terenowe? Czym różnią się
badania prowadzone dawniej i dzisiaj?
Byłam i nadal jestem przekonana, że podstawą dobrej pracy nad jakimś tematem jest kontakt z „żywym” terenem. Pojęcie „terenu” zmieniło się dzisiaj i poszerzyło. Stwierdzenie „ruszam w teren” nie zawsze oznacza, że udajemy się do
jakiejś społeczności lokalnej wsi lub małego miasta. Zresztą sama społeczność
lokalna jest też już inna, bardziej zróżnicowana społecznie i zawodowo, pełna
techniki, to efekt globalizacji. Praca w terenie, to mogą być też badania na przykład grup odbiorców TV, czytelników jakiejś prasy, ludzi działających w jakichś
grupach religijnych. To też jakaś „lokalność”. W tym nowym terenie działają na
ogół antropologowie kultury, kulturoznawcy.
W czasie badań nie musimy mozolnie zapisywać ręcznie, martwić się, czy
nadążamy. Nie dźwigamy też ciężkiego sprzętu, bo dzisiejsze dyktafony są bardzo małe, a i cyfrowe aparaty fotograficzne i filmowe nie stanowią już problemu. O kłopotach ze sprzętem pisałam w wymienionej w pytaniu książce. Ważne
również, o czym wspominałam wcześniej, są zmiany w samej metodyce badań
i przyjęcie nowego paradygmatu dla badań empirycznych. Kładziemy nacisk na
typ wywiadu narracyjnego, w dialogu badacz – badany wydobywając sposób
widzenia, rozumienia badanego problemu przez naszego rozmówcę – jakby od
„wewnątrz”. Myślę jednak, że to podkreślane jako nowe stanowisko możemy
znaleźć już w dużo wcześniejszych pracach, na przykład w Społeczności wiejskiej Zawistowicz-Adamskiej. Także dyskutowana obecnie technika obserwacji
uczestniczącej stosowana była przez wielu z nas w badaniach empirycznych. Wydaje się niezwykle ważna, niezbędna. Ja również zastosowałam ją przygotowując
338
Anna Szyfer
pracę na temat współczesnej aktywności kulturalnej wsi polskiej (Szyfer 2010).
Bez uczestnictwa w działaniach kulturalnych – ich przygotowywaniu i realizacji – nie mogłabym rozpoznać stopnia zaangażowania animatorów, inspiratorów
i „aktorów” – realizatorów.
Podejmując temat, zawsze próbowałam problem badawczy „przymierzyć” do
założeń teoretycznych. Najważniejsze było dla mnie znalezienie ich egzemplifikacji w realnym życiu – właśnie w terenie. W pracy terenowej, za prof. Zawistowicz-Adamską, przyjmuję konkret i kontekst. Pozwala to bowiem uściślić
problem badawczy jako konkret i rozpoznać jego całą „otoczkę” – środowisko
i biografie badanych – jako kontekst. Te dwa elementy uważam za nieodzowne
w realizacji postawionego celu.
Badania dzisiejsze mają swoje plusy i minusy. Jest łatwiej, bo są udogodnienia techniczne. A trudniej, bo ludzie mają teraz mniej czasu, dużo też różnych
„ankieterów” itp., utożsamianych z badaniami. Ale dobry etnolog zawsze sobie
poradzi. Ja nigdy nie miałam większych kłopotów w terenie.
Dom w Worytach na Warmii. Wieloletni kontakt z wioską, w której jest się
i mieszkańcem i badaczem, i swoim i obcym, tworzący szczególny typ badań terenowych. Zalety i ograniczenia tej sytuacji badawczej?
Zawsze chciałam przygotować monografię wsi. Szukając „letniego domu”
szukałam typowej, warmińskiej wioski ze sporym udziałem Warmiaków. Taką
wydały mi się Woryty. Nieduża, nie gminna wieś z około osiemdziesięciu wówczas gospodarstwami. Formalna lokalizacja wsi to połowa XIV wieku (rok 1347),
kiedy to kapituła warmińska do kilkudziesięciu Prusów dosiedliła około trzydziestu osadników polskich, prawdopodobnie pochodzących z ziemi chełmińskiej. Statystyki XIX- i XX-wieczne informują o przewadze w tej wsi ludności
polskiej, a o zachowaniu polskiej tożsamości mógł świadczyć wynik plebiscytu
z roku 1920 – głosowano w większości za Polską. We wsi w latach 20. była też
polska szkoła mniejszościowa i Sekcja Związku Polaków w Niemczech.
Krajobraz kulturowy długo pozostawał prawie niezmieniony. Jeszcze w roku
1977, w którym kupiłam tam dom, zachowało się we wsi wiele tradycyjnych elementów kultury mentalnej. Nowych osadników dosiedlono dopiero w końcu lat
60., po exodusie części rodzin warmińskich do Niemiec.
Dość szybko udało mi się we wsi zadomowić i zdobyć status „swojej”. Byłam
za sąsiadkę, i to tak u Warmiaków, jak i osadników z Wileńskiego, z Mazowsza.
Ułatwiło mi to obserwację, w tym uczestniczącą, jak i zbieranie materiałów do
monografii wsi: Jest taka wieś. Typowa czy inna? (2000). Materiały zbierałam
więc ponad 20 lat.
Interesującym świadectwem przeniesienia uwagi z podlegających obiektywizacji wytworów kulturowych na ludzi i ich świadomość jest książka Warmiacy.
„Musi pani patrzeć, słuchać i rozumieć”. Odpowiedzi Anny Szyfer...
339
Studium tożsamości (Szyfer 1996). Własne badania terenowe i materiały z tych
badań, odmiennie niż w innych pracach Pani Profesor, zeszły w niej na dalszy
plan. Jakie były przyczyny sięgnięcia do rzeczywistości sprzed II wojny światowej? Dlaczego wyrażona chęć zajęcia się tożsamością etniczną i narodową oraz
regionalną Warmiaków również po II wojnie światowej nie została zrealizowana?
Historycznymi losami Warmiaków zajęłam się w książce Warmiacy z konieczności. Chciałam uwzględnić w analizach procesów kulturowych, przyjętą przez Dobrowolskiego, kategorię „podłoża historycznego”. Opracowanie to
obejmowało czas od ich osiedlenia na Warmii do II wojny światowej. Etap po
roku 1945 wymagał osobnych badań i narzędzi. Ukazało się kilka prac na ten
temat, jak na przykład ważne studia Andrzeja Saksona. Nie musiałam ich powtarzać. Prowadziłam jednak własne badania w roku 1986 w Niemczech zachodnich
nad adaptacją przesiedlających się tam Warmiaków.
Po pracy w Zakładzie Dialektologii PAN, w Instytucie Historii Kultury Materialnej PAN i w Muzeum Etnograficznym, zawsze w Warszawie, decyzja o przeniesieniu się w roku 1967 do Olsztyna i podjęciu pracy w tamtejszym Ośrodku
Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego. Co było przyczyną tej decyzji?
Jakie szanse i jakie trudności stwarzała praca w mieście i regionie pozbawionym
dotąd placówki prowadzącej studia etnologiczne, a szerzej z zakresu nauk społecznych i o kulturze?
Do Olsztyna przeniosłam się, aby być bliżej terenu badań. Wtedy Warmia
i Mazury były właściwie „białą plamą”, poza paroma pracami z kultury materialnej miejscowych muzealników: Franciszka Klonowskiego i Józefa Wieczerzaka.
W Olsztynie powstawała właśnie placówka o charakterze instytutu regionalnego – Ośrodek Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego. Zaproponowano
mi zorganizowanie zespołu etnograficznego. I tak od roku 1967, przez szesnaście lat, pracowałam w Olsztynie, zbierając z grupami przeszkolonych przeze
mnie studentów materiały do takich tematów, jak tradycyjne zwyczaje, obrzędy
i wierzenia Warmiaków i Mazurów, procesy integracji społeczno-kulturowej na
Warmii i Mazurach, problematyka społeczno-kulturowa małych miast. Powstały
z nich publikacje moje i współpracowników: Bożeny Beby i Haliny Murawskiej.
Do zbierania materiałów w terenie były wtedy jeszcze bardzo dobre warunki.
Brak jednak humanistycznego środowiska naukowego był dużym mankamentem utrudniającym rozwój. Starałam się to zrekompensować, utrzymując stałe
i żywe kontakty z etnografami poznańskimi, szczególnie z prof. Bursztą, a także
z Zakładem Etnografii Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN w Warszawie.
Odczuwałam brak środowiska naukowego. W roku 1984 skorzystałam więc z zaproszenia Instytutu Etnologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza i przenio-
340
Anna Szyfer
słam się do Poznania. Wypełniło to potrzebę szerszego kontaktu z nauką, jak
i zajęć dydaktycznych, choć już w Olsztynie prowadziłam praktyki studentów
warszawskich, poznańskich i łódzkich.
Była Pani Profesor organizatorką znanych w Polsce w końcu lat 60. i na
początku 70. XX wieku „Seminariów olsztyńskich”. Uczestniczyłem w jednym
z nich. Patronem naukowym tych seminariów był profesor Józef Burszta. Profesor redaguje przygotowaną przy Pani udziale monografię Kultura ludowa Mazurów i Warmiaków (1976). Co zachęcało do współpracy z profesorem Bursztą? Jaki ta współpraca miała wpływ na dalsze Pani prace naukowe i koleje
życia?
Te seminaria były „oknem naukowym na świat” w Olsztynie, prawie pozbawionym wówczas nauk społecznych i humanistycznych. W założeniu seminaria
te, odbywające się raz w roku w różnych ośrodkach wypoczynkowych w okolicy Olsztyna, były spotkaniami interdyscyplinarnymi. Z Warszawy przyjeżdżali demografowie i etnografowie, w tym z IHKM PAN, z Łodzi socjolodzy,
a z Poznania też etnografowie. Bywali także ekonomiści – głównie z ówczesnej
olsztyńskiej Akademii Rolniczej. I co ważne, również zagraniczni etnografowie
z Bratysławy, Brna, Pragi i Łużyc. Łącznie odbyło się 13 seminariów. Każde
miało jako motyw przewodni inny, wspólny temat. Niestety, skończyły się wraz
z moją przeprowadzką do Poznania.
Prof. Burszta był przewodniczącym Rady Naukowej Ośrodka Badań Naukowych i „opiekunem” tamtejszej etnografii przez dwadzieścia lat. Był też redaktorem naukowym zespołowej monografii Kultura ludowa Mazurów i Warmiaków.
Ja byłam „organizatorem” tomu. Zebrałam autorów do poszczególnych działów.
O wpływie Profesora na moje działania naukowe, szczególnie badania ziem zachodnich i północnych, Warmii i Mazur, już mówiłam. Myślę, że wpłynął On też
na moją decyzję przeniesienia się do Poznania.
W życiu Pani Profesor ważne były dwie pasje niezwiązane z pracą zawodową:
góry i harcerstwo. Pierwsza z nich znalazła odbicie w opracowaniu słownictwa
pasterskiego Tatr i Podhala. Czy również druga z nich miała związki z pracą
badawczą i nauczycielską?
Góry! Dzięki pasji górskiej podjęłam badania nad słownictwem pasterskim.
Góry to jednak przede wszystkim lata turystyki górskiej – wędrówek grzbietami
dostępnych nam wówczas gór tej części Europy, poza Polską także Czechosłowacji, Rumunii, Bułgarii i Słowenii. Wędrówki te pozwalały nie tylko na relaks,
ale także na poznawanie tych krajów i ich kultury – właśnie ludowej. Dostarczyły
rozmów z ciekawymi ludźmi i umożliwiły badania empiryczne. Osobny „rozdział” moich gór to wspinaczki: Tatry i bułgarski Piryn.
„Musi pani patrzeć, słuchać i rozumieć”. Odpowiedzi Anny Szyfer...
341
Jako dziecko należałam do harcerstwa od 1945 roku do roku 1949. Ten okres
zakończyłam kursem na drużynową. Powróciłam do harcerstwa po październiku
1956 i działałam aż do roku 1984, do przeniesienia się do Poznania. W Chorągwi Warszawskiej prowadziłam drużynę, następnie Harcerski Ośrodek Turystyki i Krajoznawstwa na prawach Wydziału Komendy Chorągwi. Kierowała mną
potrzeba działania! Myślę, że harcerstwu zawdzięczam widzenie problemów
ludzkich i pewne umiejętności organizacyjne. Przydały się przy badaniach terenowych i prowadzeniu praktyk. Społecznie przez szereg lat działałam w Polskim
Towarzystwie Turystyczno-Krajoznawczym i Towarzystwie Rozwoju Ziem Zachodnich.
W długim okresie naszej pracy zawodowej byliśmy nazywani etnografami, etnologami, niektórzy spośród nas nazywają siebie antropologami kulturowymi.
Wykształceni zostaliśmy w ramach pozytywistycznego modelu uprawiania nauki,
przejmowaliśmy idee kierunków neopozytywistycznych i antypozytywistycznych,
stykaliśmy się z postmodernizmem. Jak określić można zmiany, którym podlegała
etnologia/antropologia kulturowa w czasach naszego w niej uczestniczenia?
Zmiany w etnologii traktuję jako continuum. Od dokumentacji, jak w pracach
Oskara Kolberga i wielu innych opracowaniach problemowych i monograficznych, ale ciągle jeszcze zajmujących się formami tradycyjnymi, poprzez prace
podejmujące studia nad procesami zmiany i zaniku form tradycyjnych, po dzisiejsze widzenie wsi traktowanej jako społeczność lokalna, będąca pod presją
procesów globalizacji, ale również glokalizacji i interesujących, choć już wybiórczych, powrotów do tradycji.
A jak mamy się nazywać? Gdy była to tylko dokumentacja tradycyjnej kultury, byliśmy etnografami. Gdy podejmujemy problem zmian kulturowych, jesteśmy etnologami. Teraz część z nas, pod wpływem nauki zachodniej, określa się
mianem antropologów kulturowych. Choć może, uwzględniając podejmowane
problemy badawcze, powinno się dodać – i społecznych. Właściwie nie widzę
zasadniczej różnicy między określeniami etnolog i antropolog. Antropolodzy
twierdzą, że empiryczne badania etnograficzne służą im do analiz, syntez, refleksji teoretycznej. Ale przecież etnolog też tak postępuje.
Co interesuje Panią Profesor obecnie? Nad czym Pani pracuje?
Ciągle interesuje mnie funkcjonowanie tradycji w warunkach społeczności
lokalnej, szczególnie relacje między pamięcią kulturową, indywidualną i społeczną a tradycją i współczesne ich rozumienie. Przeprowadziłam badania sondażowe nad współczesnym funkcjonowaniem tradycji i latem chcę je kontynuować
w wybranych społecznościach. Przygotowuję również zbiór esejów dotyczących
takich zagadnień, jak tradycja a pamięć, metodyka badań terenowych, współ-
342
Anna Szyfer
czesna aktywność kulturalna, formy festynów wiejskich i ich struktura, złożona
z elementów kultury tradycyjnej, kultury popularnej i tak zwanej wysokiej.
LITERATURA
Burszta J. (red.)
1976
Kultura ludowa Mazurów i Warmiaków, Wrocław: Zakład Narodowy im.
Ossolińskich.
Szyfer A.
1962a
Słownictwo pasterskie Tatr i Podhala, w: W. Antoniewicz (red,), Pasterstwo Tatr polskich i Podhala, t. 4, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk, s. 163-193.
1962b
Z badań nad tradycyjną wiedzą ludową z zakresu astronomii oraz meteorologii na wsi mazurskiej i warmińskiej na przełomie 19 i 20 w., Olsztyn: Stacja Naukowa Polskiego Towarzystwa Historycznego (Instytut Mazurski).
1996
Warmiacy. Studium tożsamości, Poznań: SAWW.
2000
Jest taka wieś. Typowa czy inna?, Wągrowiec: Zakład Poligraficzno-Wydawniczy M-Druk.
2006
Zapisane w pamięci. Z badań etnografa, Poznań: Wydawnictwo Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.
2010
Aktywność kulturalna wsi polskiej. Wczoraj, dzisiaj, jutro, Poznań: Wyższa
Szkoła Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa.
Zawistowicz-Adamska K.
1948
Społeczność wiejska. Doświadczenia i rozważania z badań terenowych
w Zaborowie, Łódź: Polski Instytut Służby Społecznej.