d5e70aef37c321da3c39404e8c74eab8.pdf

Media

Part of Materiały Kolbergowskie a metodologia badań folklorystycznych / Lud, 2014, t. 98

extracted text
Materiały Kolbergowskie a metodologia badań folklorystycznych

Lud, t. 98, 2014
41

PIOTR GROCHOWSKI
Katedra Kulturoznawstwa
Uniwersytet Mikołaja Kopernika
Toruń
VIOLETTA WRÓBLEWSKA
Instytut Literatury Polskiej
Uniwersytet Mikołaja Kopernika
Toruń

MATERIAŁY KOLBERGOWSKIE A METODOLOGIA BADAŃ
FOLKLORYSTYCZNYCH

Zgromadzone przez Oskara Kolberga bogate zbiory tekstów folkloru stanowią niewątpliwie niezwykle cenny korpus materiałów dla współczesnych badań
folklorystycznych. Ich wartość wynika z kilku podstawowych właściwości. Po
pierwsze, zapisy dokonywane w połowie XIX wieku dokumentują, przynajmniej
w pewnej części, repertuar XVIII-wieczny, dając możliwość analizy kształtu kultury ludowej z okresu, kiedy nie była ona jeszcze przedmiotem systematycznych
badań. Po drugie, ważny jest aspekt ilościowy materiałów Kolbergowskich. To
pierwszy w polskich badaniach folklorystycznych tak duży zbiór, umożliwiający prowadzenie szerokich analiz porównawczych i wyciąganie wniosków dotyczących sposobu funkcjonowania utworów folklorystycznych oraz takich
zjawisk, jak wariantywność, formuliczność czy spójność tekstów oralnych. Po
trzecie, w wydawnictwach Kolberga wypracowany został prosty model systematyki i porządkowania materiałów folklorystycznych, który w pewnych zakresach
(np. pieśni ludowe) jest nadal aktualny i stanowi podstawę lub punkt odniesienia
w przypadku opracowywania współczesnych zbiorów czy publikacji. Tych wartości można by oczywiście wymieniać więcej, nie to jest jednak celem naszego
artykułu.
Stawiamy tezę, że zbiory Kolberga, mimo ich niepodważalnej wartości, są
zarazem dziedzictwem w pewnym sensie „obciążającym”. Stanowią dla folk-

42

Piotr Grochowski, Violetta Wróblewska

lorystów cenny spadek, ale z drugiej strony w pewnych okolicznościach mogą
okazywać się dość kłopotliwym bagażem. Wydaje się, że ogrom owego bagażu
w postaci „niewyczerpanego” źródła tekstów, wręcz domagających się opracowania i analizy, mógł być jedną z przyczyn, dla których w Polsce – inaczej niż
w wielu innych krajach – lepiej rozwijała się „folklorystyka gabinetowa”, co
z kolei w jakimś stopniu na pewno warunkowało oddalenie się całej dziedziny
od etnologii, a zbliżenie do filologii. Fakt, iż wielu folklorystów – łącznie z piszącymi te słowa – nie prowadziło własnych badań terenowych, poprzestając na
eksploracji źródeł już opublikowanych, w szerszej perspektywie na pewno nie
był korzystny dla obecnej kondycji folklorystyki. Jeszcze ważniejszy jest jednak fakt, że wypracowany przez Kolberga paradygmat badania i opisu kultury
ludowej okazał się niezwykle trwały i wpływowy, z różnorodnymi modyfikacjami był kontynuowany w wielu późniejszych projektach i publikacjach1. Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że problemem okazało się to, iż część z owych
kontynuacji cechował brak głębokiej i krytycznej refleksji metodologicznej nad
historycznymi uwarunkowaniami prac Kolberga, co prowadziło do reprodukowania stosowanych przez niego ujęć i metod przez kolejne pokolenia badaczy,
które zapatrzone w ogromną spuściznę wielkiego poprzednika nie uzmysłowiły
sobie w pełni zmian zachodzących w kulturze, a tym samym konieczności samodzielnego utrwalania w terenie nowych materiałów i wypracowania nowych
paradygmatów. Głównym celem, jaki sobie stawiamy w niniejszym artykule, jest
jednak naświetlenie innego zagadnienia. Staramy się zwrócić uwagę na te aspekty materiałów Kolbergowskich, a zwłaszcza metodologiczne uwarunkowania
ich gromadzenia i opracowywania, które z punktu widzenia metod stosowanych
we współczesnej folklorystyce jawią się jako problematyczne. Częściowo są to
na pewno kwestie znane i niejednokrotnie wskazywane w rozmaitych pracach,
między innymi w monograficznym numerze czasopisma „Lud” za rok 1955 (wydanym w 1956 r.), przygotowanym w związku ze 140 rocznicą urodzin Oskara
Kolberga. Obecny Rok Kolbergowski wydaje się jednak dobrą okazją do tego,
aby zająć się tym zagadnieniem w sposób bardziej systematyczny i podjąć próbę stworzenia pewnej syntezy metodologicznych aspektów badań folklorystycznych autora Ludu.

1

Szczególnie ciekawym przykładem tego rodzaju kontynuacji może być seria „Polska pieśń i muzyka ludowa”, której różnego rodzaju związki z paradygmatem Kolbergowskim są na tyle silne, iż
funkcjonuje ona pod obiegową nazwą „Nowego Kolberga”. Problem relacji dzieł Kolberga do „Nowego Kolberga” został przedstawiony przez Piotra Grochowskiego w referacie pt. „Systematyka pieśni
ludowych w Ludzie Oskara Kolberga” na międzynarodowej konferencji naukowej „Dzieło Oskara Kolberga jako dziedzictwo narodowe i europejskie”, zorganizowanej przez Instytut im. Oskara Kolberga
w Poznaniu, Komitet Nauk Etnologicznych PAN, Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM
i Polskie Towarzystwo Ludoznawcze. Konferencja odbyła się w Poznaniu, 22-23.05.2014 r.

Materiały Kolbergowskie a metodologia badań folklorystycznych

43

XIX-wieczne tradycje zbierania folkloru
Leżąca u źródeł europejskiej folklorystyki romantyczna fascynacja ludem
i jego kulturą miała wyraźne zabarwienie literackie. Jak zauważa Giuseppe Cocchiara, chodziło tu między innymi „o przeciwstawienie naiwnej i świeżej poezji ludowej – poezji klasycyzującej” (Cocchiara 1971: 158). Tym samym zbieranie „pieśni gminnych”, praktykowane głównie przez różnego rodzaju literatów,
w znacznym stopniu zdeterminowało wczesne próby badań folkloru. Nieprzypadkowo pierwsze wydawane w Polsce zbiory tekstów ludowych (m.in. Wacława Zaleskiego, Żegoty Paulego, Józefa Konopki, Kazimierza Władysława Wójcickiego) poświęcone były w całości gatunkom wierszowanym i miały w gruncie
rzeczy charakter swoistych tomików poetyckich. W konsekwencji, dla autorów
tych publikacji najważniejsza była sama treść pieśni oraz ich jakość i poetycki
wyraz. Skutkowało to – z jednej strony – stosowaniem swoistych „zabiegów kosmetycznych” (Górski 1973: XXII), czyli poprawianiem bądź eliminowaniem
„zepsutych” czy „nieprzyzwoitych” wariantów i rekonstruowaniem wariantów
rzekomo „pierwotnych”, „nieskażonych”, zaś z drugiej strony prowadziło do
lekceważenia i najczęściej zupełnego pomijania informacji na temat okoliczności wykonania i szerszego kontekstu obrzędowego oraz obyczajowego, w jakim
osadzone były poszczególne pieśni. Z kolei tak zwana koncepcja ludowości,
zakładająca daleko posuniętą homogeniczność „gminu” (Burszta 1974: 185)
i przypisująca mu praktykowanie twórczości kolektywnej, sprawiała, że w tych
wczesnych publikacjach zazwyczaj próżno szukać jakichkolwiek informacji
o wykonawcach pieśni czy bajek, którym odmawiano indywidualności artystycznej, traktując jako bezimiennych przedstawicieli „mas ludowych”.
Kolberg jako pierwszy z polskich zbieraczy w sposób systematyczny i zdecydowany próbował odejść od tego romantyczno-filologicznego paradygmatu.
Próby te zmierzały w kilku kierunkach. Już w Pieśniach ludu polskiego (Kolberg 1961), wydanych w 1857 roku, dokonał on dwóch przełomowych zabiegów. W odróżnieniu od swych poprzedników, którzy „będąc przede wszystkim
literatami, dbali głównie o wyrazy” (Kolberg 1961: V), systematycznie notował
melodie pieśni. W ten sposób – jak ujął to Ryszard Wojciechowski – „Kolberg-muzyk podał dłoń swym poprzednikom – literatom. A ten gest był pożegnaniem
z epoką romantycznego zbieractwa” (Wojciechowski 1970: 164). Poza tym – co
również stanowiło nowość i skądinąd w tamtych czasach nie zawsze spotykało się ze zrozumieniem (Millerowa, Skrukwa 1982: 39-40) – jego celem było
udokumentowanie jak największej ilości wariantów poszczególnych utworów,
poprzez zamieszczanie tekstów i melodii, a także odsyłaczy do innych publikowanych źródeł. W szerszej perspektywie nowatorstwo metodologiczne Kolberga
polegało również na skrupulatnym oznaczaniu miejsca zapisu poszczególnych
przekazów oraz – rosnącej wraz z postępem badań terenowych i kolejnymi pu-

44

Piotr Grochowski, Violetta Wróblewska

blikacjami – tendencji do utrwalania tekstów folkloru w ich oryginalnej postaci
gwarowej tudzież unikania wspomnianych „zabiegów kosmetycznych” (Millerowa, Skrukwa 1982: 86-88). Najważniejsza z dzisiejszego punktu widzenia wydaje się jednak konsekwentnie rozwijana i realizowana przez autora Ludu koncepcja regionalnych monografii etnograficzno-folklorystycznych, zmierzających
do ukazania „wizerunku ogólnego narodów” (Millerowa, Skrukwa 1982: 38)2.
Przy takim założeniu teksty folkloru nie były traktowane wyłącznie jako okazy
„poezji gminnej”, ale składały się na próbę całościowego opisu kultury ludowej
danego regionu, co z kolei sprawiało, że niejako siłą rzeczy były one umieszczane w szerszym kontekście zwyczajowo-obrzędowym. We wstępie do pierwszego tomu, dotyczącego Mazowsza, jego autor tak charakteryzuje swoje poglądy
i przyjętą strategię badawczą:
Wkrótce dostrzegliśmy ścisłą tych utworów z obrzędami, zwyczajami i całym bytem ludu łączność. Wzgląd ten nakazywał nam przy spisywaniu pieśni i ich melodii, notować także i ich akcesoria (wedle ówczesnych naszych pojęć), to jest
uwydatniać całą sytuację, która je zrodziła lub do działania powoływała (Kolberg
1963c: XI).

Bez wątpienia takie holistyczne spojrzenie na kulturę ludową i stanowiący
jej integralną część folklor należy uznać nie tylko za prekursorskie w tamtych
czasach, ale w ogóle bardzo nowoczesne (Burszta 1974: 208; por. Millerowa,
Skrukwa 1982: 89), jest ono bowiem jak najbardziej zgodne z przyjmowanym
powszechnie we współczesnych badaniach folklorystycznych podstawowym założeniem metodologicznym, wedle którego „folklor jest po prostu częścią kultury, a więc musi być badany z punktu widzenia teorii kultury” (Hernas 1976: 375).
Inna rzecz, że z perspektywy dzisiejszych standardów metodologicznych wypływające z przyjmowanych przez Kolberga założeń efekty jego konkretnych
działań badawczych lub redakcyjno-wydawniczych wydają się w wielu przypadkach niezadowalające. Często podkreślaną współcześnie „usterką” materiałów
Kolbergowskich jest choćby to, że – poza pewnymi wyjątkami – nie odnotowywano w nich ani danych o informatorach i wykonawcach, ani dat dokonania zapisów, choć we wstępach do monografii Kolberg z reguły podawał lata, w których
prowadził badania w badanym regionie (Millerowa, Skrukwa 1982: 69-70).
Uwagę zwraca również znaczna rozbieżność między deklarowaną wiernością
wobec ludowego oryginału a rzeczywistą praktyką redakcyjną, w której zapisy
źródłowe traktowane były niejednokrotnie dość obcesowo, zwłaszcza w zakresie powszechnego stosowania cenzury obyczajowej. Kolberg, jak zauważa Józef
Burszta, podczas przygotowywania materiałów do druku „obok wprowadzanych
2

Warto przy okazji zauważyć, że, jak wykazał Medard Tarko (1973: 115), Kolberg w rzeczywistości utrwalał głównie materiały dotyczące obszarów wschodnich.

Materiały Kolbergowskie a metodologia badań folklorystycznych

45

nieraz znacznych zmian w zapisie muzycznym zastępował drażliwe, dwuznaczne czy zbyt «soczyste» wyrażenia innymi, bardziej cenzuralnymi, co prowadzi
nieraz do zabawnych nieporozumień” (Burszta 1965: XIII). Gwoli ścisłości należy jednak dodać, że o ile Kolberg na poziomie deklaracji krytycznie ocenia
i odradza „poprawiania” tekstów, to z drugiej strony sam uczciwie przyznaje, że
niekiedy dopuszczał się „wygładzania” i wprowadzania poprawek (Optołowicz
1955: 238-239).
Przy okazji warto zaznaczyć, że mimo przyjęcia nowoczesnych metod w zakresie notowania „rzeczy ludowych”, jego poglądy na temat wartości estetycznych folkloru pozostawały jednak ściśle związane z romantyczno-normatywnym
punktem widzenia literatów. Przykładowo, w tomie Sandomierskie znajdujemy
taką choćby krytyczną ocenę pieśni weselnych:
By rzecz tę bliżej określić, powiem, że niedbalstwo w zastosowaniu i wykonaniu
wyradza luźne, dorywcze sklecenie, niewykończeniem lub niepowściągliwością
się objawiające, przepomnienia, wyrzutnie, lekkomyślne zwroty, przeskoki i niewłaściwe przyczepki; są one przyczyną, że w niejednej wybornej nawet piosence
nie można od jednego rzutu wyśledzić gładkiego, rozumnego ze sobą powiązania
tak pojedynczych ustępów, jak i zbiorowych zdań, bez uciekania się do przekładni
i domysłów (Kolberg 1962a: 98).

Jak widać, Kolberg w ocenie literatury ustnej nierzadko posługiwał się stylistyczno-kompozycyjnymi normami właściwymi literaturze pisanej, pomijając
zupełnie kwestie jej oralności. Jednocześnie, co wydaje się godne podkreślenia,
wykazał się w tym zakresie pewną dojrzałością badawczą, gdy deklarował konieczność zapisywania różnych, nawet najbardziej podobnych czy „ułomnych”
wariantów tekstowych, nierzadko wbrew negatywnym opiniom niektórych ówczesnych recenzentów:
Zestawione ze sobą liczne warianty rzucają tedy niemałe światło na urabianie się,
czyli kształtowanie rzeczonych motywów, odziaływanie ich na siebie wzajemnie,
stopniowy ich rozkład i przetwór, wreszcie rozrost bujny w jednej, a zanikanie
w innej okolicy. Tyczy się to zarówno pieśni, jak i baśni i guseł, wierzeń itd. (…)
Z tego wychodząc założenia, widzimy się spowodowani do ogłaszania wszelkich
ważniejszych jakie się nam nasuwają wariantów, czy to pod względem treści czy
też języka, lub muzyki, o ile takowe, nowe nam przywodząc wyrażenia i rysy, istotnemi są wariantami, nie zaś tożsamością, mimo zarzutu wspomnianego wyżej recenzenta w „Dzien[niku] Pozn[ańskim]”, któremu (z beletrystycznego stanowiska)
zdawało się, jakoby w naszych wydawnictwach wiecznie też same powtarzały się
śpiewki (Kolberg 1962b: VII-VIII).

W niniejszym szkicu koncentrujemy się jednak na innym zespole problematycznych aspektów metod badawczych autora Ludu, wskazującym na to, że

46

Piotr Grochowski, Violetta Wróblewska

mimo nowatorskiego podejścia etnograficznego pozostawał on jednak cały czas
w silnym polu oddziaływania paradygmatu filologicznego, a dodatkowo pewne
znaczenie miał tu również paradygmat muzykologiczny. Paradygmaty te nie zostały przy tym harmonijnie zespolone, lecz w pewnym sensie rywalizowały ze
sobą, odnosząc „lokalne zwycięstwa” w poszczególnych obszarach całego projektu badań.

Kolbergowskie metody publikowania materiałów folklorystycznych
W wydawnictwach Kolbergowskich zaznacza się pewne charakterystyczne
pęknięcie, wynikające z trzech odmiennych sposobów publikowania materiałów
folklorystycznych. Być może stanowi to efekt kilkukrotnych zmian programu
edytorsko-wydawniczego dokonywanych przez samego etnografa, o czym pisała
Agata Skrukwa (1973: 124). Z jednej strony, część tekstów umieszczono w obrębie opisu zwyczajów (cykl roczny), obrzędów (cykl życia ludzkiego) i wierzeń,
a nawet w częściach wstępnych, przedstawiających historię czy specyfikę kulturową regionu, z drugiej strony – obszerne ich zasoby lokowano w osobnych działach o charakterze wyraźnie literackim (np. „Powieści ludowe”, „Pieśni”, „Przysłowia”, „Zagadki”), i wreszcie jako trzecią, oddzielną grupę, traktowano tańce.
Oczywiście taki zabieg, chociaż może jawić się jako niekonsekwencja w kontekście przyjmowanych założeń metodologicznego holizmu, wydaje się zrozumiały, bowiem w przypadku publikowania materiałów etnograficznych za bardzo
ważne należy uznać względy pragmatyczne, a postulat ukazywania związków
pieśni czy tańców z „całym bytem ludu” jest niezwykle trudny do zrealizowania.
Z dzisiejszej perspektywy problemem staje się jednak to, że ów podział wiąże
się jednocześnie ze stosowaniem odmiennych standardów w zakresie zbierania
i opracowywania ludowych przekazów.
Teksty folkloru przypisane do zwyczajów i obrzędów publikowane są zazwyczaj w kontekście ich opisów, i w związku z tym opatrzone bywają różnego
rodzaju komentarzami, zawierającymi uwagi odnośnie do okoliczności wykonywania poszczególnych pieśni czy oracji. Przykładowo, w tomie Radomskie,
w dziale „Zwyczaje”, pod hasłem: „Gaik”, znajdujemy pieśń poprzedzoną następującą informacją: „Dziewczęta w Wielki Poniedziałek obchodzą wieś z gałązką
zieloną przystrojoną we wstążki i kwiatki. Wstępują do każdej chałupy i śpiewają potrząsając gałązką” (Kolberg 1964b: 106). Są to oczywiście wiadomości
podstawowe, którym daleko do szczegółowej prezentacji sytuacji wykonawczej
postulowanej we współczesnej metodologii folklorystycznej (por. Dundes 1977:
99-102). U dzisiejszego folklorysty tak skrótowy opis wywołuje natychmiast serię pytań, na przykład: Ile dziewcząt chodzi z jedną gałązką? Jak duża jest ta
gałązka i z jakiego drzewa? Czy jest to tylko jedna grupa, czy w danej wsi chodzi
więcej grup? W jakim wieku są dziewczęta? A przede wszystkim: Co robią i jak

Materiały Kolbergowskie a metodologia badań folklorystycznych

47

zachowują się gospodarze w czasie, gdy panny śpiewają? Czy prócz śpiewania
i potrząsania gałązką dziewczęta jeszcze coś mówią/robią? Na część z tych pytań
możemy udzielić hipotetycznych odpowiedzi na podstawie informacji zamieszczanych przy innych wariantach pieśni gaikowych; w sukurs przychodzi nam
podstawowa zaleta metody Kolbergowskiej, a mianowicie pieczołowite gromadzenie wariantów tekstów i obrzędów. Chociaż kontekst, w jakim funkcjonuje
dana pieśń, jest tu zarysowany schematycznie i ogólnikowo, można powiedzieć,
że sytuacja wykonawcza została przynajmniej w sposób szkicowy uchwycona,
co dla dzisiejszego badacza ma ogromne znaczenie. Podobnie rzecz przedstawia
się zazwyczaj w przypadku innych pieśni związanych ze zwyczajami dorocznymi oraz rodzinnymi (dotyczy to głównie wielkiej grupy pieśni weselnych).
Mało szczegółowy opis sytuacji wykonawczej wynika w znacznej mierze
z samego sposobu zbierania materiałów przez Kolberga. Jak wiadomo, badania terenowe prowadził on przeważnie podczas dłuższego pobytu na wsi, będąc
rezydentem zaprzyjaźnionych dworów, plebanii, szkół, a zarazem korzystając
z pomocy i znajomości mieszkających tam gospodarzy, którzy ułatwiali, a niekiedy wręcz organizowali mu kontakty z miejscową ludnością. Obraz tych badań
i stosowanych metod rysuje się dość mgliście, a momentami nawet niepokojąco. Z jednej strony Izydor Kopernicki kreśli wręcz apologetyczny wizerunek sumiennego, skrupulatnego i niezwykle zaangażowanego badacza:
Potrzeba doprawdy widzieć i podziwiać ten jego spokój, cierpliwość i tę natężoną
uwagę, pochłaniającą badanego i tę dobrotliwość jego i słodycz, z jaką on zachęca
i podtrzymuje chłopa, znudzonego i znużonego już powtarzaniem zapisywanej pieśni lub opowiadania; potrzeba widzieć tę jego uporczywą wytrwałość w badaniu, dopóki nie wyciągnie z chłopa lub z baby tego, co mu potrzeba (Kopernicki 1964: XI).

Z drugiej strony, zapiski Antoniny Konopczanki, dotyczące pobytów Kolberga
w Mogilanach i Modlnicy w czasie zbierania materiałów do Krakowskiego, ukazują jego metody badań terenowych w zdecydowanie innym świetle. Zwraca ona
uwagę na mały krytycyzm badacza, który skoncentrowany był przede wszystkim
na tym, aby jego zbiory były jak najobszerniejsze i zawierały jak największą
liczbę wariantów. Dobitnie ukazuje również pewną niezwykle istotną z metodologicznego puntu widzenia cechę badań, zaznaczającą się zresztą już w przytoczonej wypowiedzi Kopernickiego. Chodzi mianowicie o to, że znaczna część
materiałów była pozyskiwana nie w naturalnym kontekście wykonawczym, czyli
na przykład poprzez obserwację i zapis „z podsłuchu”, ale w wyniku aranżowania sytuacji, w których przedstawiciele miejscowej ludności udzielali etnografowi pożądanych przez niego informacji, śpiewali pieśni czy opowiadali baśnie,
podania oraz legendy. Tego rodzaju praktyki były oczywiście w tamtych czasach
swego rodzaju standardem, chociaż z dzisiejszej perspektywy widać wyraźnie,
że niektóre działania – zwłaszcza w zakresie utrwalania wizualnych aspektów

48

Piotr Grochowski, Violetta Wróblewska

kultury ludowej – prowadziły do wytwarzania danych o bardzo wątpliwej jakości. Przykładem może być fotografowanie scen obrzędowych, które „wymagało
przewiezienia do krakowskiego atelier nie tylko grupy chłopów w tradycyjnych
strojach, ale także wykopanej w Modlnicy wierzby i innych rekwizytów stwarzających scenerię wiejską” (Konopka 1974: XVIII).
Przywołana Antonina Konopczanka poświadcza jeszcze inną anegdotyczną – chociaż z naszego punktu widzenia dużo bardziej niepokojącą – sytuację
aranżowania terenu badań, kiedy to dla dowcipu młodzież dworską przebierano
w chłopskie stroje i podsyłano Kolbergowi jako informatorów – on zaś skrupulatnie notował od nich teksty i publikował w swych zbiorach (Konopka 1974:
XVIII). Wspomina też o tym, że Kolberg, pragnąc uniknąć niezręcznych czy niebezpiecznych sytuacji, doświadczanych w czasie pieszych wędrówek po wsiach
(znana jest anegdota o aresztowaniu etnografa i jego towarzyszy w okolicach
Radomia, w związku z podejrzeniem o niecne zamiary z powodu prowadzenia
tajemniczych zapisków), zjawiał się w chatach czy karczmach w asyście zaprzyjaźnionych mieszkańców dworów, co skutkować mogło selekcją prezentowanych przez lud pieśni ze względu na obecność „jaśniepaństwa”, na przykład
unikaniem pieśni stanowych czy obscenicznych (Zawistowicz-Adamska 1955:
349-350; por. Wolski 1955: 296-297).
Jak łatwo zauważyć, problem kontekstu, w jakim funkcjonowały pieśni związane ze zwyczajami i obrzędami polega nie tylko na skrótowości opisów i nieuwzględnianiu wielu istotnych elementów sytuacji wykonawczej, ale także na
wątpliwej wiarygodności zanotowanych przez Kolberga informacji. Przytoczone
powyżej anegdotyczne sytuacje oraz fakt, iż znaczna część danych dotyczących
obrzędów nie pochodzi z własnych obserwacji autora, lecz z relacji uczestników
i świadków (Millerowa, Skrukwa 1982: 90), sprawiają, że dzisiejszy badacz, korzystając z materiałów Kolbergowskich, po pierwsze, musi dokonywać swego
rodzaju rekonstrukcji i stawiać szereg hipotez, po drugie zaś, powinien podchodzić do wszelkich danych z krytycznym dystansem.
Inaczej przedstawia się sytuacja w przypadku tych przekazów, które nie zostały włączone do opisu zwyczajów, obrzędów lub wierzeń, lecz – jak zauważają
badaczki spuścizny Kolberga – „są (…) rozumiane jako samodzielne, integralne
i odrębne kategorie twórczości” (Millerowa, Skrukwa 1982: 44). W ten sposób
duża część tekstów zostaje w publikacjach Kolberga w znacznym stopniu oderwana od ich kulturowego, a przede wszystkim sytuacyjnego (wykonawczego)
kontekstu. Paradygmat filologiczno-literaturoznawczy lub muzykologiczny zwycięża, a pieśni, bajki czy melodie taneczne traktowane są nie jak elementy szerszych zjawisk kulturowych, lecz jak swego rodzaju artefakty, obiekty sztuki bądź
gatunki literatury lub muzyki ludowej.
Tak zwykle postępował Kolberg z różnego rodzaju opowieściami ludowymi,
których nikły związek ze sferą obrzędową powodował, że ich sytuacja wykonawcza nie wydawała mu się konieczna do odnotowania. Co więcej, bajki rzadko

Materiały Kolbergowskie a metodologia badań folklorystycznych

49

umieszczane są w kontekście informacji o wierzeniach, co dla współczesnego
folklorysty jest jeszcze bardziej rozczarowujące. Chociaż Krzyżanowski znalazł
tego typu przykłady, należą one, niestety, raczej do wyjątków:
Któż by przypuścił, że doskonałej bajki o Złodzieju – pomocniku króla szukać należy
w tomie VII wśród wiadomości o wierzeniach ludu krakowskiego, gdzie zilustrowano nią poglądy na magiczne rozryw-zielę, albo że w tym samym tomie znajdzie się
najzabawniejszy nasz wariant Sabatu czarownic (Krzyżanowski 1955: 17).

Jednocześnie Kolberg chętnie wprowadzał przykłady chłopskiej prozy do
wstępnych partii poszczególnych tomów, wplatając je w ogólne rozważania dotyczące specyfiki regionu – jego historii, ukształtowania terenu czy życia codziennego ludu. Ponieważ strategia tego typu nie jest wykorzystywana systematycznie,
odkrywanie podań czy anegdot skrytych w materiale zgoła niefolklorystycznym
często jest dziełem przypadku. Na przykład w trzeciej części Wielkiego Księstwa
Poznańskiego, gdzie pojawiają się również informacje o Kujawach, w związku
z charakterystyką miejscowości Osięciny przywołane zostało miejscowe podanie
o Zapadlisku-Dybowie, przy czym na końcu tekstu w nawiasie zamieszczono
informację: „Podanie to opowiadał włościanin Piotr Kulik” (Kolberg 1963b: 16).
We wstępie do tego tomu znaleźć można i inne opowieści, ale zazwyczaj w formie streszczenia i bez żadnych dodatkowych informacji, ewentualnie z określeniem miejsca pierwodruku tekstu (czasopismo, publikacja książkowa) (Kolberg
1963b: 14-16). Tego rodzaju sposób prezentacji prozy ludowej świadczy wyraźnie o tym, że dla Kolberga istotną rolę odgrywał raczej kontekst tematyczny,
wynikający z problematyki poruszanej w danej pracy czy w danym utworze, niż
kontekst wykonawczy, ograniczony co najwyżej do ogólnych danych na temat
gawędziarza lub źródła, z którego zaczerpnięto przykład.

Dzieło Kolberga a dylematy współczesnej folklorystyki
Współczesny folklorysta, chcący wykorzystać w swoich badaniach powyżej
omówioną grupę tekstów, staje przed dwoma zasadniczymi problemami. Pierwszy z nich polega na olbrzymich trudnościach, a często wręcz zupełnej niemożliwości odtworzenia czy choćby hipotetycznej rekonstrukcji owego kontekstu
wykonawczego, co z kolei rodzi poważne problemy w interpretacji poszczególnych przekazów i stwarza realne zagrożenie formułowania odczytań nietrafnych,
albowiem oderwanych od rzeczywistych kulturowych funkcji pieśni czy bajki,
pełnionych w konkretnym środowisku3.
3
Przykładem może być choćby częsta w odniesieniu do całej grupy ludowych opowieści aitiologicznych wątpliwość, czy daną narrację traktować jak mit, bajkę, legendę czy może podanie. Szerzej na
ten temat: Grochowski 2005; Mianecki 2002.

50

Piotr Grochowski, Violetta Wróblewska

Zasygnalizowany problem odnosi się zresztą nie tylko do bajek, podań czy
legend, uporządkowanych przez etnografa w quasi-genologicznych grupach,
wedle nie do końca jednoznacznego klucza. I nie chodzi jedynie o kryteria formalne, o czym będzie jeszcze mowa, ale właśnie kontekstowe, bowiem trudno
orzec, czy zaproponowany porządek prezentacji tekstów w obrębie wyszczególnionych działów uwarunkowany był geograficznie (miejsce zapisu), chronologicznie (czas zapisu) czy też osobowo (informator). Brak uchwycenia kontekstu
wykonawczego wydaje się szczególnie dotkliwy przy interpretacji tak zwanych
małych form folkloru, na przykład przysłów i zagadek, których bogata reprezentacja znajduje się w publikacjach Kolberga oraz w pracach jego następców. Tego
typu teksty, pozbawione informacji dotyczących okoliczności ich zastosowania
(wykorzystania), wydają się w znacznym stopniu nieprzydatne, gdyż trudno na
podstawie pojedynczych zdań czy związków frazeologicznych wyrokować o ich
społecznej bądź kulturowej roli4. Dodatkowo sytuację komplikuje fakt, że wiele
takich materiałów etnograf czerpał nie z badań terenowych, lecz z różnych źródeł
drukowanych, do tego prezentując je alfabetycznie albo chronologicznie, wedle
dni w kalendarzu, co najlepiej obrazuje wypowiedź Kolberga zamieszczona we
wstępie do tomu Mazowsze:
Przy opisie zwyczajów (w tomie I Mazowsza) w porządku chronologicznym i przytoczeniu odnośnych do każdego ważniejszego dnia przysłów i praktyk, korzystaliśmy ze szczegółów zamieszczonych w różnych dziełkach, broszurach i kalendarzach (osobliwie dawniejszych); biorąc z nich dla zasilenia własnego materiału już
to przysłowia, już aforyzmy, już zapatrywania ludu podaniowe (choćby takowe
mylne były wedle dzisiejszych naszych pojęć) na zjawiska przyrody, meteorologię,
wpływy atmosferyczne na byt i dolę człowieka i zwierząt, na nazwę i znaczenie
pór roku, miesięcy, dni itd. – o ile za takie (tj. ludowe) głosili je autorowie i wydawcy tych pisemek. Czyniąc to, nie zaniedbaliśmy cytować nazwiska autorów
i pism, i w ogóle źródła, skąd szczegół dany został poczerpnięty, albo też w braku
tej wiadomości ustęp cytowany zawrzeć w nawiasie lub cudzysłowie, dając tem
samem do zrozumienia, że odpowiedzialność za podaną w nim treść spada na karb
pisarza przemawiającego w imieniu ludu (Kolberg 1963d: VIII).

Przekazy pozbawione podstawowych danych na temat okoliczności ich wykonania, a ponadto niezweryfikowane pod kątem autentyczności (chłopskiego
pochodzenia czy użytkowania) w świetle niektórych radykalnych postulatów
metodologicznych mogą się jawić jako niemalże zupełnie bezwartościowe. Jak
stwierdził bowiem swego czasu Czesław Hernas (o czym świadczy jego głos
w dyskusji zanotowany przez M. Łazuka): „jeśli nie zapiszemy sytuacji, tylko
4
Doskonałym przykładem jest seria ułożonych alfabetycznie przysłów zamieszczonych w tomie
poświęconym folklorowi ziemi chełmskiej, wydanym po śmierci Kolberga przez Izydora Kopernickiego (zob. Kolberg 1964a: 72-79).

Materiały Kolbergowskie a metodologia badań folklorystycznych

51

sam tekst – nic nie zapisaliśmy” (Łazuk, oprac., 1976: 72-79). Nie przychylając
się do takiego radykalizmu, chcemy jednak zwrócić uwagę na drugi ze wspomnianych powyżej problemów, będący w istocie konsekwencją całkowitego
braku informacji na temat okoliczności wykonywania poszczególnych tekstów.
Chodzi mianowicie o kłopoty wynikające z zastosowanej przez Kolberga systematyki utrwalonych źródeł. W założeniach podstawą owej systematyki miała być
treść przekazów. Kolberg decydował się więc często na przykład na przesuwanie pieśni zanotowanych jako obrzędowe, ale tematycznie niezwiązanych z obrzędem, do innych działów (Burszta 1965: XVII), tym samym uniemożliwiając
dzisiejszym badaczom ponowne odniesienie tych tekstów do ich rzeczywistego
kontekstu wykonawczego. W praktyce, w stosowanej przez autora Ludu systematyce utworów dochodzi do mieszania kategorii treściowych, strukturalnych
i funkcjonalnych, a tym samym w przypadku pewnych grup zasadniczym kryterium wyodrębnienia okazuje się właśnie sytuacja wykonawcza, której – jak
powiedziano – w zapisach nie utrwalono. Jesteśmy więc skazani na arbitralne
decyzje wydawcy, któremu musimy wierzyć na słowo.
Przykładów pojawiających się w takiej sytuacji dylematów dostarcza obecna
w wielu tomach Ludu grupa „Pieśni dziadowskich”. Nie została ona bez wątpienia wyodrębniona na podstawie kryterium treściowego, chociaż niekiedy pojawiają się w niej również pieśni „o dziadach”. Główną kategorią wyodrębniającą
była tu właśnie sytuacja wykonawcza (pieśni śpiewane przez dziadów). Problem
polega jednak na tym, że tylko w przypadku kilku tekstów podano informację,
iż zostały one zanotowane „z ust dziada”. W pozostałych zapisach w ogóle nie
wspomniano o okolicznościach wykonywania czy utrwalenia konkretnego wariantu ani nawet o tym, kto tak naprawdę był tym wykonawcą i na jakiej podstawie tekst został zakwalifikowany jako „pieśń dziadowska”. Nie znajdziemy
również danych o tym, czy wykonawca był dziadem, czy Kolberg kierował się
jedynie informacją, że dana pieśń była przez dziadów śpiewana, czy też przypisywał ją do tego działu przez analogię do innego wariantu zapisanego od dziada
(Grochowski 2009: 193-195). Genologiczna proweniencja tekstu, która dla poprawnego odczytania jego sensów jest równie ważna jak kontekst wykonawczy,
staje się więc chwiejna i niepewna, a co gorsza, wobec braku podstawowych danych nie jesteśmy w stanie owej niepewności przezwyciężyć. Analogiczne wątpliwości można mieć w przypadku tak zwanych pieśni zawodowych albo takich
grup, jak „Pieśni kozackie”, „Pieśni kołyskowe”, „Pieśni rekruckie i żołnierskie”
czy „Pieśni pijackie”.
Podobne problemy pojawiają się w przypadku genologicznej kwalifikacji
tekstów prozatorskich. Wynika to po części z tego, że niektóre przekazy pieśniowe określane są identycznym mianem gatunkowym jak opowieści prozą (np.
legendy). Zdarza się nawet, że w dziale zawierającym utwory śpiewane znajdziemy także utwory prozatorskie, zaliczane do wskazanej w nagłówku gatunkowej
formy, ale pozbawione stosownego komentarza, co utrudnia określenie wzajem-

52

Piotr Grochowski, Violetta Wróblewska

nych relacji między różnymi typami przekazów. Na przykład w tomie Mazowsze
umieszczono część zatytułowaną „Pieśni nabożne. Legendy”, na którą składają się religijne utwory wierszowane, między innymi o św. Dorocie, św. Alinie,
św. Jerzym – zabójcy smoka, jak również prozatorska opowieść dotycząca trzeciego z wymienionych bohaterów, a będąca komentarzem wykonawcy do pieśni
(„Do tej pieśni następujące śpiewak dał objaśnienie” – Kolberg 1963d: 338-344).
Niestety, nie znajdziemy w tym konkretnym wypadku informacji, kto śpiewał
i z jakich powodów przedstawił dodatkowy wykład na temat pieśniowej historii
– czy była to inicjatywa zbieracza, czy też ludowego gawędziarza. Nie dowiemy
się również, czy pod pojęciem „legenda” Kolberg rozumie pieśni o tematyce religijnej, czy też do tej kategorii należy także odnarratorska opowieść o św. Jerzym.
Julian Krzyżanowski zwrócił uwagę także na związane z niniejszym zagadnieniem, a równie zaskakujące zjawisko zamieszczania tekstów prozatorskich,
w tym bajek magicznych, w obrębie innych działów, nie dotyczących w ogóle
twórczości słownej ani ludowej obrzędowości, o czym już wcześniej była mowa.
Z kolei podania lokalne i historyczne, jak stwierdza folklorysta, giną „w powodzi
informacji topograficznych” (Krzyżanowski 1955: 17). Warto dodać, że pełnych
wersji legend czy gadek, a nierzadko i pieśni nie brak również w „Przypisach”,
a więc w części komentarzowej do treści właściwej (zob. Kolberg 1962a: 253,
257, 273-274, 276, 1962b: 323-328).
Problemy genologiczne w wypadku ludowej prozy utrwalonej przez Kolberga
wynikają również ze wspomnianego już faktu niejednorodności terminów gatunkowych, stosowanych w celu kwalifikacji poszczególnych przekazów. Niektóre
z zapisów już w tytule są opatrzone stosownym mianem, chociażby „Legenda”,
„Podanie”, ale równie liczne nie posiadają tego wskazania, co utrudnia ich identyfikację gatunkową. Problem wydaje się o tyle złożony, że w niektórych tomach
Ludu etnograf dzieli przekazy dość precyzyjnie wedle klucza gatunkowego, na
przykład „Bajki”, „Podania”, a w innych zamieszcza różne formy w ogólnym
dziale zatytułowanym „Powieści”, nie przywiązując wagi do informacji o charakterze gatunkowym. Utrudnia to poszukiwanie konkretnych form folkloru
i ich badanie, zwłaszcza że nie zawsze określenia zaproponowane przez Kolberga w wyodrębnionych działach odpowiadają rzeczywiście formie przekazu,
na przykład nie każde podanie jest podaniem w obecnie przyjętym rozumieniu
tego terminu. Nierzadko propozycje określeń poszczególnych grup tekstowych
nie mają w ogóle charakteru genologicznego, lecz tematyczny, jak „Gadki przygodne”, „Gadki o zbójcach”, „Gadki o klechach”, ”Gadki cudowne” (zob. Kolberg 1962b: 348-349 – spis treści), co dodatkowo zaciemnia metody porządkowania źródeł zawartych w poszczególnych tomach. Ponadto etnograf posługuje
się często wieloznacznym słowem „klechda” (Kolberg 1962b: 113), które może
sugerować różne formy gatunkowe, uznane – zapewne zgodnie z XIX-wiecznymi tendencjami – po prostu za dawne, żeby nie powiedzieć pradawne, zwłaszcza
że samemu słowu „klechda” przypisuje się XVI-wieczny rodowód (Wróblewska

Materiały Kolbergowskie a metodologia badań folklorystycznych

53

2003: 10-11). Zastosowanie przez Kolberga tego niejasnego terminu na określenie szeroko pojętej bajki ludowej możemy łączyć również z romantyczną modą,
bowiem spopularyzował go Kazimierz Władysław Wójcicki, zamieszczając
w 1837 roku w tytule zbioru swych bajek: Klechdy, starożytne podania i powieści
ludu polskiego i Rusi (zob. Krzyżanowski 1980b: 30)5. Chociaż wspomniany tom
zyskał znaczny rozgłos, słowo „klechda” nie przeniknęło do mowy potocznej,
chętnie natomiast wykorzystywali je na oznaczenie swych zbiorów etnografowie i autorzy baśni, między innymi Stefania Ulanowska (1889: 776-786), Józef
Lompa, Jan Kasprowicz czy Bolesław Leśmian. Niewykluczone, że Kolberg,
idąc śladem innych zbieraczy czy ówczesnych komentatorów folkloru, nieco mechanicznie wykorzystał termin, który sprawia współczesnym badaczom nie lada
problem. Co prawda autor Ludu podjął się próby zdefiniowania gatunków prozatorskich, w tym także klechdy, ale jego propozycja wydaje się współczesnemu
odbiorcy mało czytelna:
1. Klechdy, to jest: takie, w których przemaga cudowność i rozkiełzana w różnym
stopniu wyobraźnia, do dziwactw czasami i potworności dochodząca. I one same
na różne także dałaby się jeszcze rozłożyć gatunki. W jednych bowiem martwe
i na wpół żywotne ciała odgrywają rolę istot żyjących w pełni; sprzęty, narzędzia,
budowle, kamienie, rośliny itd. mają swą wolę i gwarę; zwierzęta i ptaki mówią
i działają jak ludzie, a nawet nadludzko; a ludzie bywają pół-bożkami. W innych
przeciwnie, ludzie stają się igraszką woli rzeczy martwych. Tu, rzeczy nieżywotne, ruch i życie swe zawdzięczają jedynie sile czarów, uroków i zaklęć na nie
rzuconych, za których odjęciem wracają do zwykłej im nieczułości; owdzie znów,
moc podobna istoty żywe obraca w kamienie, a siła pierwsza do dawniejszego one
życia wskrzesić umie. Z takich to pierwiastków i żywiołów, gdzie wszystkie trzy
państwa przyrody (zwierzęce, roślinne i kopalne) wspólnie żyją, i raz skłócone są
między sobą, to znów zgodne sobie i człowiekowi podają dłonie, składają się owe
klechdy, czyli klecenia niestworzonych rzeczy (jak lud miejscami wyraża), owe
baśni, bajki, bajdy (jak skazki na Rusi). (…)
2. Legendy, Podania religijne, Rozgadki moralne i obyczajowe (…).
3. Powiastki i Gawędy o wojakach, kupcach i włóczęgach, zbójcach itd. Powieści
te opuszczając krainę duchów, wkraczają już stanowczo w dziedzinę rzeczywistości, częstokroć epoką dosyć nam bliskiej (…).
4. Gadki, Dykteryjki, są to znów wymysły, to skromne, to rozpasane, gdzie opowieść nagina się lub przechodzi wprost w satyrę, ironię, humoreskę, karykaturę lub
kaprys. Przeważa w nich zatem strona komiczna (Kolberg 1962b: 108-109).

5

Dla Krzyżanowskiego „klechda” może oznaczać bajkę, ale chętniej odnosi ten termin do zaklęć
i formuł czarnoksięskich. Sam Wójcicki – popularyzator słowa, odkrył je „w nie znanym dziś rękopisie XVII-wiecznym, gdzie określano nim prawdopodobnie magiczne recitativa” (Grabowska, Kapełuś
1991: 69).

54

Piotr Grochowski, Violetta Wróblewska

Innym problematycznym aspektem stosowanej przez Kolberga metodologii
badań jest wspomniane już łączenie w jego pracach materiałów o bardzo zróżnicowanym statusie źródłowym. Ambitne zamierzenie opracowania całościowych
monografii regionalnych wymagało zgromadzenia obszernych danych, których
autor nie był w stanie pozyskać w wyniku samodzielnych badań terenowych.
Stąd też, jak wiadomo, usiłował on dopełnić swe materiały, korzystając z pomocy
całej rzeszy współpracowników, którzy na jego prośbę notowali interesujące go
teksty i informacje bądź też udostępniali mu pozyskane przez siebie wcześniej
zbiory. Jak zauważyły Elżbieta Millerowa i Agata Skrukwa:
autorzy tych notatek i zapisów folklorystycznych rekrutowali się z różnych środowisk, mieli różne wykształcenie i z różnych też przyczyn interesowali się kulturą
ludową, (...) najliczniejszą prawdopodobnie i w największym stopniu anonimową
grupę współpracowników Kolberga stanowiły żony i córki obywateli ziemskich
(Millerowa, Skrukwa 1982: 72-73).

Problemem jest tu więc zarówno anonimowość wielu z owych źródeł, jak
i bardzo zróżnicowana i niepewna jakość samych zapisów, na którą zresztą sam
Kolberg niekiedy się uskarżał (Millerowa, Skrukwa 1982: 74). Z dzisiejszej perspektywy wątpliwości budzi jednak przede wszystkim fakt, że bardzo często nie
odnotowywał on informacji o autorach owych zapisów, traktując je jako materiały własne i wcielając do przygotowywanych publikacji. W konsekwencji, jak
zauważają badaczki jego spuścizny, „nie zawsze można dziś precyzyjnie ustalić,
które zapisy pochodzą z jego własnych badań, a które są efektem pracy innych
osób” (Millerowa, Skrukwa 1982: 75).
Innym rodzajem uzupełniających źródeł były rozmaitej proweniencji materiały zaczerpnięte z dostępnej literatury. Autor Ludu korzystał zarówno z kompendiów i opracowań naukowych oraz różnego rodzaju prac ludoznawczych, jak
i z publicystyki ukazującej się w formie druków czy też na łamach wielu ówczesnych czasopism. Niejednokrotnie czerpał on także informacje z dzieł literatury
pięknej (np. z utworów Klonowica, Reja, Kochanowskiego, Kitowicza, Paska,
Bohomolca) i popularnych „powiastek dla ludu”, publikowanych w kalendarzach i jarmarcznych broszurach. Z materiałami tymi – jak zauważa Józef Burszta – etnograf obchodził się „dość swobodnie” (Burszta 1965: XIII, XV); były
one przez niego zarówno cytowane (ale rzadko w pełnej, oryginalnej wersji), jak
i streszczane oraz omawiane, a liczne niedociągnięcia redakcyjne (np. pomijanie
cudzysłowów, pomyłki lub braki w adresach bibliograficznych) sprawiają, że ich
status jest często niejasny, a identyfikacja źródła i dotarcie do danej publikacji
mocno utrudnione czy wręcz niemożliwe (Millerowa, Skrukwa 1982: 75-81).
W tym kontekście jeszcze bardziej problematyczny staje się fakt, że wobec naczelnej idei udostępniania materiałów przyszłym badaczom, publikacje Kolberga
cechuje zasadniczy brak krytyki pozyskanych źródeł. Część z nich jest niewąt-

Materiały Kolbergowskie a metodologia badań folklorystycznych

55

pliwie cenna i rzetelna, ale istnieją i takie, których jakość została w późniejszym
czasie zdecydowanie zakwestionowana. Wymienić można tu choćby cytowane
w tomie Kaliskie materiały Ignacji Piątkowskiej, której metody pozyskiwania,
a właściwie konstruowania przekazów ludowych były niejednokrotnie krytykowane (zob. Grochowski 2009: 62-63; Mianecki 2010: 165), albo też wzbogacające tom Mazowsze materiały Wójcickiego, których status z etnograficznego punktu widzenia jest również dość wątpliwy (Wójcicki 1976; Krzyżanowski 1980a).
Wymownym przykładem ilustrującym brak krytyki wykorzystywanych źródeł
oraz problemy wynikające z tego faktu jest opowiadanie Ignacego Danielewskiego pt. Czemu dziad zawsze dziadem, choć mu wszyscy dają?, przedrukowane
w całości w pierwszej części Wielkiego Księstwa Poznańskiego (Kolberg 1963a:
271-273). Utwór ten to XIX-wieczna jarmarczno-odpustowa kontynuacja popularnej w całej Europie parodystycznej literatury antyżebraczej (Geremek 1989).
Kolberg nie zwraca jednak w ogóle uwagi na konwencję publikowanego tekstu ani jego wyraźnie literacką proweniencję, poprzedzając go jedynie krótkim
komentarzem następującej treści: „Kalendarz na rok 1868. Chełmno. Wydawca
Sierp-Polaczek w ten sposób opisuje tu zwyczaje dziadowskie” (Kolberg 1963a:
271). Tego rodzaju wprowadzenie oraz umieszczenie opowiadania w kontekście
materiałów z badań terenowych sprawia, że prezentowana tu fikcja literacka zaczyna się jawić jako źródło faktów etnograficznych, które zresztą zostało poważnie potraktowane przez niektórych późniejszych autorów, piszących o środowisku dziadowskim (Kuchowicz 1957; Baranowski 1971, 1986).
W ogólnej perspektywie należy stwierdzić, że mało krytyczny dobór źródeł,
swobodne ich traktowanie oraz usterki redakcyjne, utrudniające weryfikację
prezentowanych materiałów, sprawiają, że z dzisiejszej perspektywy metodologiczne fundamenty ambitnego projektu ukazania „wizerunku ogólnego narodów” jawią się jako mało stabilne, co z kolei rodzi pytanie o trafność i rzetelność wyników badań zaprezentowanych w Kolbergowskich monografiach oraz
potrzebę krytycznego i ostrożnego korzystania z opublikowanych tam tekstów
folkloru.
Trzecim wreszcie obszarem istotnym w kontekście współczesnej metodologii
badań folklorystycznych są zagadnienia związane z warsztatem edytorskim Kolberga, który – jak wiadomo – samodzielnie przygotowywał do druku wszystkie
swoje materiały. W zakresie ich redakcji zaznaczają się dwie ważne dla dzisiejszego folklorysty tendencje.
Pierwsza wynika z dominacji perspektywy muzykologicznej, która sprawiała, że Kolberg koncentrował się na gromadzeniu jak największej ilości wariantów melodycznych, teksty traktując w pewnym sensie jako mniej ważne, czy też
– mówiąc precyzyjniej – nie dostrzegając w pełni rangi i znaczenia ich wariantywności. Będąc w terenie i notując pieśni ze słuchu, bardzo często zapisywał on
w pełnej wersji (cały tekst i melodia) tylko jeden wariant pieśni, a inne warianty
notował w postaci pierwszej zwrotki i melodii (Burszta 1965: XIII). Później,

56

Piotr Grochowski, Violetta Wróblewska

w trakcie przygotowywania materiałów do druku, teksty wariantów były niekiedy uzupełniane (Millerowa, Skrukwa 1982: 87), ale – jak wiadomo – bardzo
często pozostawiano je także bez uzupełnienia, niekiedy zamieszczając jedynie
odnośnik do pełnej wersji, znajdującej się w tym samym lub innym tomie Ludu.
Taka praktyka była z kolei związana z tendencją do „oszczędzania miejsca”, aby
móc zaprezentować jak najwięcej materiału (tzn. wariantów melodycznych).
Niewykluczone, że chodziło także o oszczędność czasu. Dzięki powyższej strategii zapisu, polegającej na prezentacji jedynie wybranych fragmentów tekstów
poszczególnych wariantów, podobnych do wcześniej zanotowanych, można
było poświęcić się przepisywaniu innych materiałów źródłowych, co przy braku
współpracowników i technicznych ułatwień w zakresie utrwalania oraz powielania słowa nie pozostawało bez znaczenia.
Przeglądając publikacje Kolberga łatwo zauważyć, że nawet tam, gdzie w terenie tekst został zapisany, w ostatecznej redakcji autor nierzadko opuszczał te
jego partie, które uznawał za „zbyt podobne” do innych wariantów. Częste są na
przykład przypadki, kiedy z kilkudziesięciu strof ballady w publikacji zamieszczono jedynie kilka najbardziej „oryginalnych”, a w celu uzupełnienia pozostałych – odsyłano czytelnika do innych tomów Ludu, zwłaszcza Pieśni ludu polskiego (Kolberg 1961: 150-151). Za inny przykład takiej postawy można uznać
rezygnację z odnotowywania bardzo do siebie zbliżonych wariantów wspomnianych wcześniej przysłów i zagadek.
Powyższa taktyka stosowana była bardzo konsekwentnie w przypadku pieśni religijnych, których tekstów – poza pewnymi wyjątkami – Kolberg w ogóle
nie notował, odsyłając do popularnych XIX-wiecznych śpiewników kościelnych,
na przykład Mioduszewskiego, Kellera czy Klonowskiego. Śpiewniki te jednak,
mając charakter druków użytkowych, a nie zbiorów materiałów etnograficznych,
zawierają zestandaryzowane teksty w wersji literackiej, zupełnie nie oddające
charakterystycznej dla ludowych wykonań wariantywności. W związku z tym –
jak zauważył Czesław Hernas – „w zbiorze Kolberga przepadła duża ilość autentycznych przekazów ludowych pieśni religijnych” (Hernas 1965: 132).
Stosowana przez Kolberga strategia „oszczędzania miejsca” i pomijania fragmentów bądź często całych tekstów jest dla współczesnych badań nad folklorem
słownym szczególnie niekorzystna. Obecnie powszechnie przyjmuje się bowiem
tezę o zasadniczej wartości i ważności wszystkich dostępnych wariantów danego
utworu (Dundes 1977: 95), a zarazem zdecydowanie odchodzi się od praktyki rekonstruowania czy uzupełniania „brakujących” elementów przekazu. W tej
sytuacji część zgromadzonych w zbiorach Kolberga przekazów jest dla badacza
pieśni czy bajek niemal zupełnie bezużyteczna.
Warto dodać, że podobnie czyniło wielu zbieraczy z przełomu XIX i XX
wieku, w tym Michał Federowski, który w Ludzie białoruskim… odnotowywał
pewne teksty w całości, a pozostałe jedynie w części (np. warianty wątku T 315

Materiały Kolbergowskie a metodologia badań folklorystycznych

57

„Żelazny wilk”6). Gdy prezentację bajki kończył w jej połowie, poprzestawał na
dodaniu komentarza: „itd. (Dalszy ciąg i zakończenie podobne jak w baśni pod
n-rem 52-im)” (Federowski 1902: 69). Za sprawą powyższych poczynań gubi się
specyfika stylu i wyobraźni gawędziarza, nieznany pozostaje także sposób finalizowania historii (formułą komiczną bądź poważną). Wiadomo, że Federowski
(1902: 69-74) wspomniane warianty bajek zanotował od różnych informatorów
i w różnych miejscach, co pozwala domniemywać, iż – nawet jeśli fabularnie
były zbliżone – na poziomie szczegółów znacznie się od siebie różniły, czego
dziś nie jesteśmy w stanie odtworzyć.
Specyficzne cechy tekstów folkloru ulegają zatraceniu również w przypadku streszczania opowiadań ludowych, co stanowiło częstą praktykę nie tylko
Kolberga, o czym pisał już Julian Krzyżanowski (1955: 17). Przykładem mogą
być omówienia fabuł podań o smoku wawelskim, wplecione w prezentację historii Krakowa (Kolberg 1962c: 9-10), a także przywołane w skrócie anegdoty,
zamieszczone w części charakteryzującej mieszkańców Kujaw (Kolberg 1962b:
48-49).

Podsumowanie
Opisane powyżej aspekty stosowanych przez Kolberga metod badawczych
i redakcyjnych pokazują wyraźnie, że deklarowane przez niego badanie kultury
ludowej w holistycznym paradygmacie antropologicznym bardzo często w praktyce ustępowało wobec paradygmatu muzykologicznego i filologicznego, które
z kolei wymiennie zdobywały przewagę w poszczególnych obszarach etnograficznych eksploracji (pieśni i muzyka – wierzenia, opowieści). W ostatecznym
rozrachunku w perspektywie całości badań i publikacji ich rezultatów wygrywać
zdaje się paradygmat muzykologiczny, czego dowodzi nie tylko opisana praktyka
skracania czy wręcz eliminowania tekstów, ale także wyraźna przewaga ilościowa zapisanych pieśni i melodii w stosunku do form prozatorskich. Jak ustalił
Julian Krzyżanowski (1955: 18), Kolberg utrwalił w sumie około dwunastu tysięcy pieśni, a tylko około tysiąca bajek i trzech tysięcy przysłów7. Muzyczne wykształcenie etnografa sprawiło, że z dużo większym zaangażowaniem utrwalał
on występujące w danym regionie warianty melodyczne i pieśniowe, natomiast
rzadko podejmował tego typu wysiłki w wypadku prozatorskich form wypowiedzi. Podobnie z większą dbałością odnotowywał kontekst wykonawczy utworów
śpiewanych niż sytuacje, w jakich pojawiały się ludowe opowieści. Ostatecznie
więc, w jego zbiorach mamy sporą grupę ciekawych bajek, legend, podań i hu6

Oznaczenie typu wątku według systematyki fabuł bajkowych (zob. Krzyżanowski 1962: 99).
Z kolei Ludwik Stomma (1986: 236) obliczył, że zapisy pieśni i tańców zajmują ponad 50% objętości siedmiu tomów Mazowsza.
7

58

Piotr Grochowski, Violetta Wróblewska

moresek, ale tak naprawdę nic nie wiemy o okolicznościach i celu ich opowiadania.
Podsumowując, warto jeszcze raz podkreślić, że specyficzne właściwości
materiałów Kolbergowskich, ujawniające się w obszarach metod pozyskiwania
danych, ich porządkowania i opracowywania, wreszcie edytorskich zabiegów
wydawniczych, które z dzisiejszej perspektywy jawią się jako bardziej lub mniej
problematyczne, nie powinny być traktowane jako przykłady metodologicznych
błędów czy zaniedbań Kolberga. Omówione w niniejszym artykule problemy są
bowiem charakterystycznym świadectwem epoki, w której zaawansowana metodologia badań etnograficznych i folklorystycznych była dopiero wypracowywana. Tym samym materiały polskiego etnografa są cenne również z tego powodu,
że stanowią swego rodzaju dokument powyższych procesów w obszarze rodzącej się w XIX wieku folklorystyki. Nie można także zapominać, że nawet w tej
„ułomnej” postaci jego zapisy stanowią bardzo wartościowy materiał folklorystyczny, bowiem zawierają ogromną liczbę tekstów dokumentujących istnienie
określonych obrzędów, wariantów pieśniowych czy wątków bajkowych. Oczywiście z punktu widzenia dzisiejszych standardów metodologicznych teksty te
w znacznej mierze nie spełniają kryteriów rzetelnego źródła, jednak – jak wspomniano – w wielu przypadkach jest to najobszerniejsze, a niekiedy także jedyne
źródło, na podstawie którego można wysnuwać pewne wnioski istotne dla zrozumienia polskiego folkloru. W tym kontekście szczególne ważne wydaje się dobre
rozpoznanie metodologicznej specyfiki pracy Kolberga, tak by przy korzystaniu
z jego materiałów można było wziąć odpowiednią poprawkę na stosowane przez
niego metody badań i wprowadzić swoistą „korektę”, pozwalającą na uniknięcie
pomyłek i umożliwiającą formułowanie trafnych wniosków na podstawie analizy
fragmentarycznych i problematycznych, ale mimo wszystko bardzo ciekawych
źródeł.
Słowa kluczowe: Oskar Kolberg, folklor, pieśń ludowa, bajka ludowa, systematyka,
metodologia, folklorystyka

LITERATURA
Baranowski B.
1971
Kultura ludowa XVII i XVIII w. na ziemiach Polski Środkowej, Łódź: Wydawnictwo Łódzkie.
1986
Ludzie gościńca w XVII-XVIII w., Łódź: Wydawnictwo Łódzkie.
Burszta J.
1965
Spuścizna rękopiśmienna Oskara Kolberga i jej opracowanie, w: O. Kolberg, Pomorze, Dzieła Wszystkie, t. 39, Wrocław, Poznań: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, s. V-XIX.

Materiały Kolbergowskie a metodologia badań folklorystycznych

1974

59

Kultura ludowa – kultura narodowa, Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza.

Cocchiara G.
1971
Dzieje folklorystyki w Europie, przeł. W. Jekiel, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy.
Dundes A.
1977
Literatura oralna, przeł. J. Banach, „Literatura Ludowa” 4-5, s. 93-107.
Federowski M.
1902
Lud białoruski na Rusi Litewskiej, t. 2, cz. 1, Kraków: Nakładem Akademii
Umiejętności.
Geremek B.
1989
Świat „opery żebraczej”. Obraz włóczęgów i nędzarzy w literaturach europejskich XV-XVII wieku, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy.
Górski R.
1973
Posłowie, w: Żegota Pauli, Pieśni ludu polskiego w Galicji, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, s. III-XXXVIII.
Grabowska M., Kapełuś H.
1991
Bajka ludowa, w: J. Bachórz, A. Kowalczykowa (red.), Słownik literatury polskiej XIX wieku, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich,
s. 68-70.
Grochowski P.
2005
Mit w perspektywie badań literatury ustnej, w: A. Mianecki, A. Osińska,
L. Podziewska (red.), Folklor w badaniach współczesnych, Toruń: Wydawnictwo Naukowe UMK, s. 17-25.
2009
Dziady. Rzecz o wędrownych żebrakach i ich pieśniach, Toruń: Wydawnictwo Naukowe UMK.
Hernas C.
1965
W kalinowym lesie. U źródeł folklorystyki polskiej, t. 1, Warszawa.
1976
Miejsce badań nad folklorem literackim, w: H. Markiewicz, J. Sławiński
(red.), Problemy metodologiczne współczesnego literaturoznawstwa, Kraków: Wydawnictwo Literackie, s. 467-479.
Kolberg O.
1961
Pieśni ludu polskiego, Dzieła Wszystkie, t. 1, Wrocław: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza.
1962a
Sandomierskie, Dzieła Wszystkie, t. 2, Wrocław: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza.
1962b
Kujawy, cz. 1, Dzieła Wszystkie, t. 3, Wrocław, Poznań: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza.
1962c
Krakowskie, cz. 1, Dzieła Wszystkie, t. 5, Wrocław, Poznań: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza.
1963a
W. Ks. Poznańskie, cz. 1, Dzieła Wszystkie, t. 9, Wrocław, Poznań: Towarzystwo Ludoznawcze, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza.

60
1963b

1963c

1963d

1964a

1964b

Piotr Grochowski, Violetta Wróblewska

W. Ks. Poznańskie, cz. 3, Dzieła Wszystkie, t. 11, Wrocław, Poznań: Towarzystwo Ludoznawcze, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza.
Mazowsze, cz. 1, Dzieła Wszystkie, t. 24, Wrocław, Poznań: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza.
Mazowsze, cz. 3, Dzieła Wszystkie, t. 26, Wrocław, Poznań: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza.
Chełmskie, cz. 2, Dzieła Wszystkie, t. 34, Wrocław, Poznań: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza.
Radomskie, cz. 1, Dzieła Wszystkie, t. 20, Wrocław, Poznań: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Ludowa
Spółdzielnia Wydawnicza.

Konopka J.
1974
Pieśni ludu krakowskiego, Wrocław: Ossolineum.
Kopernicki I.
1964
Przedmowa wydawcy, w: O. Kolberg, Przemyskie, Dzieła Wszystkie, t. 35,
Wrocław, Poznań: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, s. V-XX.
Krzyżanowski J.
1955
Oskar Kolberg i jego dorobek w dziedzinie literatury ludowej, „Lud” 42: 1,
s. 9-34.
1962
Polska bajka ludowa w układzie systematycznym, t. 1, Wrocław: Zakład
Narodowy im. Ossolińskich.
1980a
Kazimierz Władysław Wójcicki i jego dzieło, w: J. Krzyżanowski, Szkice
folklorystyczne, t. 1, Kraków: Wydawnictwo Literackie, s. 251-257.
1980b
W świecie bajki ludowej, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy.
Kuchowicz Z.
1957
Z dziejów obyczajów polskich w wieku XVII i 1 poł. XVIII, Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza.
Łazuk M. (oprac.)
1976
Głos w dyskusji: Co to jest język folkloru?, „Literatura Ludowa” 4-5,
s. 3-21.
Mianecki A.
2002
O mityczności ludowych opowieści aitiologicznych, w: A. Mianecki, V. Wróblewska (red.), Genologia literatury ludowej. Studia folklorystyczne, Toruń: Wydawnictwo Naukowe UMK, s. 129-138.
2010
Stworzenie świata w folklorze polskim XIX i początku XX wieku, Toruń:
Wydawnictwo Naukowe UMK.
Millerowa E., Skrukwa A.
1982
Oskar Kolberg (1814-1890), w: Kapełuś H., Krzyżanowski J. (red.), Dzieje folklorystyki polskiej 1864-1918, Warszawa: Państwowe Wydawnictwo
Naukowe, s. 25-103.

Materiały Kolbergowskie a metodologia badań folklorystycznych

61

Optołowicz J.
1955
„Lubelskie” O. Kolberga, „Lud” 42: 1, s. 216-248.
Skrukwa A.
1973
Południowosłowiańskie prace i materiały O. Kolberga, w: R. Górski,
J. Krzyżanowski (red.), Ludowość dawniej i dziś. Studia folklorystyczne, Wrocław, Warszawa, Kraków: Zakład Narodowy im. Ossolińskich,
s. 119-130.
Stomma L.
1986
Antropologia kultury wsi polskiej XIX w., Warszawa: Państwowy Instytut
Wydawniczy.
Tarko M.
1973
Prace i materiały Oskara Kolberga dotyczące kultury ludowej Słowian
wschodnich i zachodnich oraz Litwy, w: R. Górski, J. Krzyżanowski (red.),
Ludowość dawniej i dziś. Studia folklorystyczne, Wrocław, Warszawa, Kraków: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, s. 109-118.
Ulanowska S.
1889
O klechdzie ludowej, „Wisła” 3, s. 776-786.
Wojciechowski R.
1970
Warszawskie, w: Kapełuś H., Krzyżanowski J. (red.), Dzieje folklorystyki
polskiej 1800-1863, Wrocław, Kraków, Warszawa: Zakład Narodowy im.
Ossolińskich, s. 15-168.
Wolski K.
1955
Badania O. Kolberga w dorzeczu średniego Sanu, „Lud” 42: 1, s. 294-306.
Wójcicki K.W.
1976
Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu, Wrocław: Zakład
Narodowy im. Ossolińskich.
Wróblewska V.
2003
Przemiany gatunkowe polskiej baśni literackiej XIX i XX wieku, Toruń:
Wydawnictwo Adam Marszałek.
Zawistowicz-Adamska K.
1955
„Lud” Kolberga jako źródło do badań nad obrzędowością ludu polskiego,
„Lud” 42: 1, s. 332-412.

62

Piotr Grochowski, Violetta Wróblewska

Piotr Grochowski, Violetta Wróblewska
KOLBERG’S WORKS AND METHODOLOGY OF FOLKLORE RESEARCH
(Summary)
This article is an attempt to take a critical look on Oskar Kolberg’s works in the
context of modern methodological standards, which are accepted in the folklore research. The analysis of specific qualities of Kolberg’s material, (e.g. the way of obtaining
ethnographical data, organizing them and preparing for print) leads to a few conclusions.
An ambitious and innovating project (an attempt to show the connections between folk
texts and folk culture in general) was partly realized, because in Kolberg’s works there
is a characteristic dissonance. Some texts are placed in the group with descriptions
of habits, beliefs and rituals, some in the separate sections associated with literature
(e.g. „Folk novels”, „Songs”, „Proverbs”). And the third group consists of dances. The
entire material is divided in two basic sections. The first one includes texts, which are
recognized as closely connected with cultural context and this connection is emphasized.
The second section includes texts, which are treated as autonomous and their links with
other elements of folk culture are omitted and marginalized. It appears that Kolberg, despite his very modern, holistic approach to culture research, stayed in the strong influence
of philological and musicological paradigms. They were not harmoniously combined, but
competed which each other and gained „local victories” in particular areas of research.
Key words: Oskar Kolberg, folklore, folk song, folktale, systematics, methodology, folklore studies
Piotr Grochowski
Department of Cultural Studies, Faculty of Languages
Nicolaus Copernicus University
Fosa Staromiejska Street 3
87-100 Toruń, Poland
grochy@o2.pl
Violetta Wróblewska
Institute of Polish Literature
Nicolaus Copernicus University
Fosa Staromiejska Street 3
87-100 Toruń, Poland
viola@umk.pl

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.