1da010c585e9d5b253144d5b7bfd4aa6.pdf

Media

Part of Ludowość w Sobótce Kochanowskiego / Lud, 1905, t. 11

extracted text
„Ludowość“ w Sobótce Kochanowskiego.
Napisał

Stanisław Dobrzycki.
Jest to jedna z najwięcej interesujących »kwestyj« w historyi literatury polskiej, owa »ludowość« Sobótki. Była też ko­
mentowaną i roztrząsaną nieraz, a przynajmiej wspominaną;
różne jednak powstawały jej rozwiązania, zależnie od metody,
którą autor się posłiigiwał, epoki, mody literackiej wreszcie
(bo i ta ma wpływ znaczny). Przypatrzmy się najpierw tym
dotychczasowym rozwiązaniom, zanim podamy swoje.
Powiedzieliśmy wyżej, że kwestya pierwiastków ludowych
w Sobótce należy do najbardziej interesujących w naszej historyografii literackiej. Jest nią mianowicie z tego powodu, że od
jej rozwiązania zależy jeden z najważniejszych rysów w cha­
rakterystyce Kochanowskiego-poety, a tern samem znowu je­
den z najważniejszych rysów w charakterystyce poezyi pol­
skiej XVI. wieku. Wiadomo jak wielką rolę pierwiastki ludowe
odegrały w poezyi wieku XIX. Nie wchodzę na razie w rzecz
o tem, czy one istotnie wywarły tak głęboki i błogi wpływ,
jak się zwykle mówi. To sprawa inna, i można na nią zapa­
trywać się rozmaicie. Faktem jednakże jest, że w teoryi, w roztrząsaniach literackich, w literackich walkach i sporach, lak
w epoce romantycznej jak i później aż do dni naszych, hasło
ludowości było i jest jednem z najpopularniejszych i najgłośniej­
szych — choć co prawda dotąd jeszcze nie wyświetlono nale-

LUDOWOŚĆ W SOBÓTCE KOCHANOWSKIEGO

293

życie, czem ono właściwie jest. Otóż jeżeli w literaturze XIX.
wieku moment ludowy tak wysoko stawiamy, to mc dziwnego,
że z wielkiem zaciekawieniem zwracamy się do Sobótki, w któ­
rej spodziewamy się znaleźć motywy tego rodzaju. W wieku
szesnastym, w epoce Odrodzenia, w epoce klasycznej na wskros,
rozmiłowanej w starożytności tak, że na jej modę chciała y
przetworzyć cały świat nowożytny: w takiej epoce dzieło, prze­
pojone momentem ludowym, to przecież rewolucya i rewe a
cya, a jego twórca, typowy przedstawiciel renesansowego kla­
sycyzmu, staje się poetą jednym z najoryginalniejszych, staje się
romantykiem na dwa i pół wieku przed romantyzmem, przeć
pierwszym tomikiem poezyj Mickiewicza!
Nic dziwnego, że taki fakt pociągał ku sobie uwagę hi­
storyków literatury. Wielu też nim się zajmuje - choć prawdę
mówiąc dwóch tylko (Chmielowski i Rymarkiewicz) dokładniej­
szemu poddało go badaniu, inni zadawalniali się zdaniami
raczej ogólnikowemi. Dwa przedewszystkiem rozwiązania tej
kwestyi podawano, odpowiednio do kierunków, panujących
w historyografii literackiej. Oba skrajne. Jedna grupa history­
ków bez zastrzeżeń przyznaje Sobótce charakter ludowy druga
jej o-o odmawia, widząc w poemacie przeważnie wpływy kla­
syczne. Pierwsza pozostaje pod wpływem pojęć romantycznych
druga należy do epoki »krytycznej«.
Rozpoczyna ten szereg Kraszewski. Mówi on: »Kochanow­
ski jeden daje przykład studyowania natchnień gminu w XV1
wieku i jeden tylko tworzy w jego duchu, me rojąc sobie ja­
kiegoś konwencyonalnego, pastuszego ludu, ale z prawdziwego
biorąc wzory« (Nowe studya literackie, 1843, t. 11, sti. b-).
Od czasów Kraszewskiego pogląd ten trwał długo, a piesn o So­
bótce jak mówi Chmielowski (Studya i szkice str. 8.) »uwa­
żana była za różaną jutrzenkę na niebie naszej poezyi naro­
dowej,‘w której pierwiastek ludowy wielką kiedyś miał odgry­
wać rolę«. Wiszniewski (Hist. liter. VII str. 75) twierdz, ró­
wnież, że »pieśni świętojańskie są wzięte z ust u u«, gorszy
się tylko klasycznym przydatkiem, mitem o Filomeh, który na­
zywa »szkaradną powieścią«. Wreszcie (w tej pierwszej grupie)
występuje Rymarkiewicz. Zajął się on Sobotką bardzo szcz
gółowo;' wynikiem tego zajęcia była najpierw rozprawa w Ate­
neum r. 1876, — następnie rozszerzona i uzupełniona wysz a

294

STANISŁAW DOBliZYCKI

ona jako osobna książka, o 196 stronach wielkiej ósemki, p. n.
»Jana Kochanowskiego Pieśń Świętojańska o Sobótce, wedle
wydania Andrzeja Piotrkowczyka R. P. 1617 objaśniona i oce­
niona przez Prof. Dr. Jana Rymarkiewicza. Wydanie jubileu­
szowe. Poznań 1884«. Można powiedzieć, że żadne z dzieł Ko­
chanowskiego, nawet najważniejszych i najpiękniejszych, nie
może się pochwalić tak obszerną pracą, wyłącznie jemu poświę­
coną. Nie możemy tu książki Rymarkiewicza streszczać szcze­
gółowo; zaznaczamy tylko, że tematem, nas tu obchodzącym
zajmuje się rozdział pierwszy tej pracy (»Rodowód pieśni świę­
tojańskiej«) i trzeci (»Podstawa pieśni świętojańskiej«). W trze­
cim rozdziale jest opis i tłumaczenie samego obrzędu sobótko­
wego; w pierwszym autor wykazuje związek pieśni Kochanow­
skiego z pieśniami ludowemi. Wykazuje, t. zn. zestawia z takiemi pieśniami ludowemi, które — jego zdaniem — zawie­
rają te same motywy, co Sobótka. Rymarkiewicz nie twierdzi
— wyraźnie też robi to zastrzeżenie — jakoby poemat Kocha­
nowskiego był naśladowaniem lub przeróbką tamtych pieśni,
chodzi mu o zaznaczenie tego, cobyśmy dziś nazwali tonem
zasadniczym — taki ton ludowy, widzi on w Sobótce. Najle­
piej podać rezultaty wywodów autora jego własnemi słowami.
Mówi on na str. 65—66:
Czy przytoczone pieśni ludowe nie odpowiadają śpiewom
sobótczanym Kochanowskiego, jak ów gruby głos basu, co to
wtóruje i przywtarza wykwintnym melodiom skrzypka? Zdaje
się, że acz niedokładnie, ale o tyle przynajmniej trafnie udało
się nam z tłumu śpiewek w rozmaitych pieśnioksięgach zawar­
tych wyszukać dostateczną ilość takich, które dowodzą, że
śpiewy Kochanowskiego ze śpiewkami ludowemi, swojskiemi,
na wspólnem, na jednem i tern samem tle duszy się rozwi­
jają .. Nie słyszymy w nich wprawdzie wyraźnego, niedokład­
nego, fonograficznego jeszcze odgłosu pieśni swojskich: ponie­
waż te przyzostały na pierwotnym stopniu swojej improwizacyi, podczas kiedy pieśni artysty poety, acz z tego samego
tła a nawet z tego samego tonu wyszły, w dalszym swym
biegu na dzieła artystyczne się przemieniły. Tyle jednakże jest
pewną, że początek obojga jest wspólny. A nawet coś więcej.
Albowiem i nuta oberka i kilka znamion szczegółowych obrzędu

LUDOWOŚĆ W SOBÓTCE KOCHANOWSKIEGO

295

udowego, wreszcie kilka wyrażeń ludowych najoczywiściej
wspólnie u samego źródła domowego są zaczerpnięte,
Czy malując uczucia ludu, korzystał Kochanowski świa­
domie z utworów ludowych? Innemi słowy, czy, znalazłszy
u ludu odpowiedni motyw, w dalszem rozwinięciu jego szcze­
gółów korzystał także z obrazów i wyrazów pieśni ludowych,
zy też przybierał do nich ozdoby i stroje klassyczne?
Na to pytanie z całą ścisłością odpowiedzieć wtenczas
ędziemy dopiero mogli, gdy nam danem będzie mieć pod ręką
wszystkie zgoła pieśnioksięgi nasze ludowe, jako też i pobra­
tymcze, a lepiej jeszcze gdybyśmy posiadali pieśnioksiąg sielski
z czasów Kochanowskiego, albo zbiór tych pieśni, które przy
Sobótce za jego czasów śpiewano.
Gdy zaś tego wszystkiego nie posiadamy, tyle tylko po­
wiedzieć możemy, że jak całość pomysłu, tak też materyał,
czyli materyą do śpiewów swoich, wziął Kochanowski z dzie­
dziny pieśniarstwa ludowego. Ale tę materyę przykrawał czyli
modelował bądź na model swojszczyzny, bądź też na model
klassyoyzmu, stosownie do tego, jak właściwiej, ozdobniej a nie­
kiedy dobitniej przez to wydać zdołał to, co zamierzał. W ka­
żdym razie swojskiej materyi znalezionej na poziomie swojskim
nadawał on tylko poprawny rysunek, artystyczny. Ale i koloryt
ogólny i barwy szczegółowe, które na palecie swojej rozra­
biał, brał wprost z ludowych żywiołów, tylko doprawuał je tak,
iżby z panującym gustem klassycznym zgodzić się i przystępnemi dla niego zrobić się mogły. Zrąb Pieśni Świętojańskiej
więc po swojsku zaciosany, a na powierzchni tylko ornamenta
architektoniczne w guście klassycznym ją zdobią«.
Drugie mniemanie o Sobótce jest anty-ludowe, jeśli tak
wolno powiedzieć. Należą do zdania Chmielowskiego i Brucbnalskiego. Chmielowski pierwszy (w r. 1874) zajął się Sobótką
dokładniej. Idąc zaś za wzorem Przyborowskiego, którego studyum o Kochanowskim (r. 1857) pierwsze zwróciło dokładne
baczenie na reminiscencye klasyczne w pismach poety (przedewszystkiem we fraszkach), tych reminiscencyj przedewszystkiem w Sobótce szukał. Znalazł je też w znacznej liczbie, tak
w szczegółach jak i w założeniu, w genezie poematu. W szcze­
gółach znalazł naśladowania i pożyczki z Owidiusza, Horacego,
Wergilego, Tybulla — poczet obfity. Co do założenia poematu,

296

STANISŁAW DOBRZYCKI

to wskazał na ten fakt, że i w Rzymie były uroczystości nie­
mal identyczne z sobótkami (Parilia lub Palilia); o uroczysto­
ściach tych Kochanowski znalazł wzmianki u Tybulla i Propercyusza, obszerny zaś ich opis w »Fasti« Owidyusza. Stosunek
do rzeczywistej, prawdziwej sobótki jest ten, że Kochanowski
we wstępie do poematu daje króciutką część opisową samego
obrzędu, ale opis ten jest bardzo ubogi, ogranicza się do mo­
mentów najniezbędniejszych, potrzebnych do uprzytomnienia
sobie miejsca i czasu akcyi; dalej nie sięga, nie daje »wiernego
odwzorowania, zwyczajów wieśniaczych w wieczór świętojań­
ski, jak to później w trzy wieki blizko uczynił Seweryn Go­
szczyński«. Chmielowski ubolewa nad tern, bo gdyby Kocha­
nowski był tak postąpił, jak Goszczyński, to »na tem zyskałaby
nie tylko poezya ale i etnografia«. Ale poeta był dzieckiem
swego czasu: »Kochanowski widział skarby poezyi ludowej
swego narodu, ale skarby te oprawiał w ramki estetyczne, do
których przywykł przez cały wiek młodzieńczy, dla których
musiał nieraz drogie klejnoty obciosywać, a tem samem zmniej­
szać ich wartość«. Ostatecznie więc dochodzimy do przekona­
nia, że Kochanowski miał pod ręką cenny materyał, ale pod
wpływem klasyczności nie skorzystał z niego. (Sobótka. Zesta­
wienie dwu wieków i dwu indywidualności. Rozprawa umie­
szczona w Tygodniku illustr. r. 1895, następnie w »Studyach
i szkicach z dziejów literatury polskiej«, Serya I. Kraków 1890.
o Kochanowskim str. 80—101).
Krótko dotknął tej kwestyi Bruchnalski w rozprawie p. t.
»Pojęcie i znaczenie poezyi u poetów polskich XVI. wieku«
(Lwów 1900, str. 11) i rozwiązał ją w tym samym duchu, co
Chmielowski: »Sławienie Sobótek« Kochanowskiego z tego
powodu, że w nich po raz pierwszy »Musa docta« złotego
okresu raczyła zwrócić uwagę na lud polski, jest uzasadnione
tylko do pewnego stopnia. Nikt nie wątpi że do poetycznej
duszy czarnoleskiego śpiewaka, tęskniącego sercem, a nie
z mody humanistycznej tylko, do »dulce otium«, powinno było
przemówić również poetycznie życie »wsi wesołej, wsi spokoj­
nej« z »trefnemi pląsami« i »ucieszną pieśnią«, — że przypa­
trując się im, mógł się zachęcić i »boski poeta« do pisania
»Sobótek«, — ale każdy musi zapytać, czy byłby się odważył
bez skrupułów dla swego pojmowania sztuki na wprowadzenie

LUDOWOŚĆ W SOBÓTCE KOCHANOWSKIEGO

297

tych »ludi agrestes« do świątyni poezyi i na opiewanie ich
lutnią uczoną, gdyby nie było podobnego przykładu w poezyi,
klasycznej? Są w Propercyuszu, Tybullu i »Fastach« Owidyusa
»Parilia«, »Palilia«,— są skakania przez zapalone stosy wśród
pieśni pasterskich, — więc i powstanie »Sobótek« ma uzasa­
dnienie w smaku klasycznym, nie w jakimś wymarzonym
zwrocie do poezyi ludu«.
Tak się przedstawiają dwa mniemania o tej samej rzeczy.
Są one — mimo różnych zastrzeżeń i ograniczeń — wprost
sobie przeciwne. Uważmy, że ci autorowie, którzy widzą w So­
bótce utwór o charakterze ludowym, przyznają jej cokolwiek
klasyczności, i na odwrót. Ostateczny jednak rezultat ich wy­
wodów jest po jednej stronie: Sobótka jest utworem przewa­
żnie i wybitnie rodzinnym i ludowym; po drugiej: Sobótka
jest tak samo utworem »klasycznym«, przepojonym wpływami
literatury łacińskiej, jak cała ówczesna poezya polska.
Pomiędzy temi dwoma zdaniami zgody być nie może.
Gdybyśmy zaś dla ich pogodzenia stanęli w pośrodku, i obu
stronom przyznali trochę słuszności, ażeby takim kompromisem
dojść do celu, to będzie to tylko wybiegiem, będzie trzyma­
niem się złotego środka, ale nie wyjściem z sytuacyi. Chcąc
dojść do jakiegoś rezultatu, trzeba dotychczasowe zdania pod­
dać rewizyi. Możemy się przytem ograniczyć do rozpraw Rymarkiewicza i Chmielowskiego, bo one dowodzą i argumentują,
podczas gdy inni autorowie głoszą zdania, nie uzasadniając
ich bliżej.
Więc najpierw co do Rymarkiewicza. Zestawia on pieśni
Sobótki z rozmaitemi pieśniami ludowemi i na tej podstawie
dochodzi do przekonania o tożsamości tonu i nastroju jednych
i drugich. Otóż to właśnie zestawienie ma dwie ważne cbyby
metodyczne. Najpierw zestawienie motywów jest często przy­
padkowe; miłosna pieśń Sobótki i miłosna pieśń ludowa — sam
motyw miłości nie wystarcza jeszcze, ażeby te dwie pieśni
połączyć ze sobą bliżej. Nie to jest główną rzeczą, czy motyw
będzie ten sam — bo ten sam motyw znajdziemy w setkach
utworów bardzo różnorodnych, ale czy jest opracowany w po­
dobny sposób. Pod tym względem zgodzić się można z Rymarkiewiczem co do prologu (str. 54—55), pieśni czwartej (str.

298

STANISŁAW DOBRZYCKI

56—57) i dziesiątej (str. 62), a i to tylko do pewnego stopnia;
po za tem podobieństwo jest naciągane.
Co jest jednakże najważniejsze i co podcina nogi teoryi
Rymarkiewicza, to nieuwzględnienie momentu chronologicz­
nego. Sobótka powstała w drugiej połowie XVI. wieku; pieśni
ludowe, na które się autor powołuje, powstały kiedy? I tu jest
punctum saliens sprawy. Zapisane zostały w wieku XIX (Rymarkiewicz powołuje się na Kolberga, Lipińskiego, Wacława
z Oleska, Wójcickiego, Źegotę Paulego). Kiedy powstały, tego
nie wiemy. Pieśń polska ludowa czeka dopiero na swoją historyę — dotąd tej historyi nie znamy wcale. Więc o owrych
pieśniach możemy przypuszczać, że są stare, ale dowodu na
to nie mamy żadnego. A gdy nie mamy pewności, nie możemy
niemi operować dla dowiedzenia tezy, o którą chodzi. Byłoby
to argumentowanie, które może być obalonem przez pierwsze
lepsze odkrycie literackie, n. p. że ta lub owa pieśń pochodzi
z XVII. lub XVIII. wieku, lub że nie jest wytworem »ludowym«,
ale książkowym, literackim. Przytrafiło się to zresztą i Rymarkiewiczowi, Pieśń »Juże wieczór teraz krótki« (str. 54—55) jest
najwidoczniej pieśnią literacką, i to powstałą najwyraźniej pod
wpływem... Sobótki Kochanowskiego. Książkową, literacką jest
także pieśń »Śpiewa słowik, śpiewa, nim słoneczko wschodzi«
(str. 57), pieśń, którejby można śmiało naznaczyć wiek XIX. jako
epokę narodzenia, co najwyżej koniec wieku XVIII. Piosenka
»Pojedziem na łów, na łów« (str. 59) jest typowo szlachecka—
nie sięga poza wiek XVII. Pieśń »Śpiewam ja se, śpiewam,
niby to wesołam« (str. 61) jest tak nie ludową, a do tego tak
najwyraźniej nosi na sobie ślady wieku XIX., że wprost wydziwić się nie można, iżby ją kto wziął za produkt poezyi lu­
dowej.
Rymarkiewicz wiedział dobrze, że porównanie Sobótki
z pieśniami ludowemi wtedy dopiero doprowadziłoby do celu,
gdybyśmy mieli zbiór tych pieśni z XVI. wieku (str. 66)—nie
wyciągnął jednakże stąd jedynie uprawnionego wniosku: za­
miast porównywać z dzisiejszemi, zapytać najpierw, i poszukać,
jak też wyglądały pieśni ludowe polskie w czasach Kocha­
nowskiego.
Wtedy dopiero wolno będzie porównywać. Tylko pytanie,
czy będzie można? Że Polska XVI. wieku miała znaczną liczbę

LUDOWOŚĆ W SOBÓTCE KOCHANOWSKIEGO

299

pieśni, które śpiewano, na to mamy świadectw dosyć. Samych
pieśni jednakże nie doszło do nas prawie nic — dopiero od
Kochanowskiego począwszy. I to właściwie pieśni bardzo li­
terackie, niezbyt więc rozpowszechnione. Pierwsze zbiorki ta­
kich popularnych, powszechnie śpiewanych piosenek, które
przechowały sią do naszych czasów, pochodzą dopiero z wieku
XVII. (zob. Wierzbowskiego Biblioteka zapomnianych poetów
i prozaików polskich, zeszyt 17: Kiermasz wieśniacki, Warszawa
1902, i zeszyt 19: Pieśni, tańce, padwany XVII. wieku, War­
szawa 1903). Otóż jeżeli szlacheckie piosenki z XVI, wieku do
nas nie doszły, to tern bardziej pieśni ludowe, które mniej
miały danych po temu, aby je kto spisał i podał do druku.
Mamy o nich tylko pewną liczbę świadectw.
Nieznany bliżej poeta anonim-protestant, piszący w latach
1562—1568, wspomina o pieśniach sobótkowych:
Niewiasty na wsi sobótkę nuciły,
Sobie i innym dobrą myśl czyniły.
Więc jedny stare piosneczki śpiewały,
A drugie zasię przez ogień skakały.

zob. Anonima-protestanta XVI. wieku Erotyki, Fraszki, Obrazki,
Epigramaty, z rękopisu wydał Ignacy Chrzanowski. Kraków
1903, ur. 52 »0 sobótce«. str. 50).
O pieśniach sobótkowych wspomina także Marcin z Urzę­
dowa w dziele: Herbarz polski, 1590: »Tamże (t. zn. podczas
sobótki) śpiewają djabelskie pieśni, plugawe, tańcząc« (cyt. we­
dług Rymarkiewicza, str. 161). Marcin z Urzędowa stoi tu na
stanowisku księży, którzy widząc w sobótce zabytek pogań­
stwa, zakazywali jej.
Górnicki w »Dworzaninie« (1566) wychwalając muzykę,
że krzepi ludzi i pociesza, dodaje: »Stądże owo jest, iż kmieć
w gorące dni, śpiewając sobie o lipce, mało pracy a potu czuje«
(Wyd. Turowskiego, str. 62). Prawda, że »Dworzanin« jest tłu­
maczeniem, i że to miejsce jest już w oryginale. Ale jest jedna
różnica. Castiglione mówi tyło o śpiewaniu w ogóle (»Onde
spesso i duri lavatori de’ campi sotto 1’ardente sole ingannano
la lor noja col rozzo ed agreste cantare«), Górnicki zaś z ży­
cia, z ówczesnych stosunków polskich, bierze piosenkę o lipce.

300

STANISŁAW DOBRZYCKI

Tej piosenki, jak i innych ludowych z tego czasu, nie znamy.
Wójcicki twierdził, że jest to znana i rozpowszechniona pieśń:
Z tamtej strony jeziora
Stoi lipka zielona,
A na tej lipce, na tej zielonej
Trzej ptaszkowie siedzieli, i t. d.

(Przyjaciel ludu, 1840, VII, t, I, str. 18), ale my dziś tej pewno­
ści mieć nie możemy, żeby każdą pieśń ludową, tern samem
że jest ludową, uważać za starą.
Rey w »Żywocie« (1567) zanotował nam nawet jeden fra­
zes z piosenki ludowej. Mówi on: »Już wszytki twoje rzeczy,
jako ono kmiotówny śpiewają, będą jako złotem przewijane«.
To znaczy że te słowa: »przewijane złotem« Rey słyszał w ja­
kiejś piosence, śpiewanej przez dziewczęta wiejskie.
Klonowicz w »Worku Judasza« opowiada, jak burmistrz
z chłopami ciągną na pańszczyznę; burmistrz tem jest poczczony, że
naprzód śpiewa
Onę piosnkę oracką, pospólstwo opiewa.

(Pisma poet. polskie, wyd. Turowskiego, str. 76) »Oracką« ozna­
cza tutaj zapewne »ludową« w ogóle.
O starej pieśni:
Śmierć się wije po płotu
Szukający kłopotu

śpiewanej »żałobliwie« po wsiach podczas topienia Marzany,
mówi Joachim Bielski (Kronika, wyd. Turowskiego, I 70). Stara
jakaś pieśń obrzędowa, o której zresztą nic więcej nie wiemy
poza tymi dwoma wierszami. Od tegoż autora dowiadujemy
się (II 880) pod rokiem 1482, że za jego czasów (a więc gdzieś
w połowie XVI. wieku) śpiewali jeszcze chłopi około Szczer­
cowa pieśń staroświecką o pojmaniu i ścięciu Krzysztofa Szafrańca z Pieskowej Skały.
Takie mamy świadectwa o pieśni ludowej XVI. wieku,
i tyle o nich wiemy, nie więcej.1) Ostatecznie nawet trudno
.') Oddalony od bibliotek polskich, nie mogę zebrać wszystkich
świadectw i być może, że ich się znajdzie więcej: w każdym razie całej
pieśni ludowej z tego czasu dotąd nie znaleziono.

LUDOWOŚĆ W SOBÓTCE KOCHANOWSKIEGO

301

wyrobić sobie o niej jakieś szczegółowsze zdanie, tak te świa­
dectwa niewiele mówią. Na przykład owa pieśń o lipce, czy
to była może pieśń miłosna, czy zwyczajowa, czy wreszcie ob­
rzędowa, czy jakie opowiadanie faktu — nie wiemy. Ze szla­
checkich pieśni przed Kochanowskim nie zachowała się żadna,
ale z tych świadectw, jakie o nich mamy, możemy bądź co
bądź odtworzyć sobie np. ich formę, wyrozumieć, jaką była
ich treść i t p. Pieśń ludowa ówczesna pozostaje dla nas,
mimo świadectw, ziemią nieznaną.
Nie możemy więc mówić o podobieństwie Sobótki do
pieśni ludowych, skoro o tych pieśniach nie możemy nic pew­
nego powiedzieć.
Inaczej wyglądać jednak będzie rzecz, gdy kwestyę tak
postawimy: Sobótka Kochanowskiego i dzisiejsze pieśni ludowe
są sobie blizkie, ton, charakter, nastrój jest ten sam w pierw­
szej i w drugich. Na to z pewnemi zastrzeżeniami można się
zgodzić, zobaczymy później w jakiej mierze. Tylko naturalnie
trzeba o tern ciągle”pamiętać, że ta »ludowość« dzisiejszej pie­
śni ludowej jest wytworem historycznym, a więc czemś podległem zmianie, a nie jakiemś zjawiskiem wiecznem, zawsze
tern samem, jak zjawisko przyrody. Więc charakter naszej pie­
śni ludowej dzisiaj jest taki, a sto, dwieście lat temu mógł byc
inny, za sto, dwieście, lat będzie z pewnością inny. Zatem je­
żeli mówimy, że Sobótka ma pewne cechy poezyi ludowej, to
jest to określenie raczej fejletonowe aniżeli ścisłe, mówiące
o Sobótce, ale nie tłumaczące jej.
Opinie, głoszące brak pierwiastków ludowych w poemacie
Kochanowskiego i wywodzące go przedewszystkiem z poezyi
starożytnej, grzeszą nadmiarem krytycyzmu, co jest ostatecznie
równie szkodliwe, jak jego brak. Dalej noszą one na sobie
piętno pewnej epoki naszej historyografii litreackiej, kiedy to
nauka ta zatapiajac się w rzeczach drobnych (czego naturalnie
nikt nie zgani), nieraz jednakże wskutek zapatrzenia się w dro­
biazgi straciła z oczu całość. Stąd błędne pojmowanie rożnych
»wpływów«, »pożyczek«, »reminiscencyj«, które zrobiło troć ę
złego. Stąd to mogło się wyrodzić przekonanie, że skoro w So­
bótce jest tyle a tyle reminiscencyj z poetów łacińskich, przeto
Sobótka nie jest »ludową«, ale »klasyczną«. Mniemanie zupełnie
błędne, bo może tych reminiscencyj być X razy więcej, a po-

302

STANISŁAW DOBRZYCE]

«mat pomimo tego może zgoła nie mieć charakteru klasyczń„T,
rS' , ’ roz‘,b/“"'>j
g«ty«kmj może śmiało
powstać koscioł czysto barokowy.
Chmielowski popełnił dalej błąd, popełniany dotąd stale
przez historyków literatury. Jest nim ciasne a fałszywe pojmo­
wanie tak zwanego pierwiastku ludowego w poezyi artv
stycznej. Najjaskrawiej objawiło się to w tej pretensy, do Ko­
chanowskiego, że nie opisał dokładnie całego obrzędu
Sobótki, tak jakby to było jego obowiązkiem. Stąd też poszło
skie^m W
W,'ękSZą Wart°ŚĆ PrzyPisuJe Sobótce Goszczyń­
skiego utworowi, który na skali poezyi polskiej zajmuje miej¿warunkowo mebardzo wysokie, a z Sobótką Kocha­
nowskiego mierzyć się ani może
na ca£"w
bótki Tl najPi6rW 2 gÓTy °drZUcimy r^omy klasycyzm So­
bótki. Rzekomy, pomimo mitu o Filomeli, pomimo pewne, liczby remimscencyj z poetów łacińskich, pomimo owych faunów
leśnych, którzy jakoby się zabłąkali w lasy polskie Nie iloS
remimscencyj rozstrzyga o tern, czy poemat nazwiemy klasyznym. obotka, jako całosc, jako koncepcya, jest tak odległą
od wszystkiego, co nam przekazał świat starożytny, taki ma
odrębny charakter, że za »klasyczną« uważać jej nfepodÓbna
N,c podobnego do niej tam nie znajdziemy, a ristęp w FaT
Ow.dyusza przenosi nas w zupełnie inne światy, między in­
nych ludzi, aniżeli poemat Kochanowskiego.
Sobotka wypłynęła nie z literatury starożytnej ale z ży­
cia i z ducha poety. Kiedy Kochanowski ją tworzył, miał przed
Z ""ni USZy °br
ktÓ1'y niG8dyŚ W —zywstości Z
trzył, a nie rozwartą na stole książkę z poezyami któreo-o
z klasyków Otóż nawet gdyby Sobótka w swej formie wzo­
rowała się bardzo ściśle na poezyi starożytnej, to i tak byłaby
szła od °ryg;nalnem’ dziełem’ którego pierwsza pobudka wy
szła od poety samego, które przedstawia rzeczy widziane
i odczute przez Kochanowskiego.
w.czrta'/ reb'eg P°W8taw“i“ Sobo.ki możemy z niej en,„ej
wyczytać. Najpierw z jej prologu. Ten prolog, „a pozór taka
przy^atT" rSkVrelaCya’ P1'°Ste 1 krótkie °Powl^anie, jest
przy całej swej szkicowości tak, żywy, taki plastyczny , Wy-

LUDOWOŚĆ 'V SOBÓTCE KOCHANOWSKIEGO

303

razisty, źe zeń najwyraźniej widzimy, jak silne wywarł na
¿ochanowskim wrażenie obrząd sobótki, jak przemówiła do
jego duszy poezya tego obrzędu. Z tego wrażenia wyszła pier­
wsza myśl, pierwsza pobudka do napisania poematu. Nie z le­
ktury wyszła Sobótka, ale z życia.
Po tej pierwszej pobudce, pierwszem poczęciu poematu,
hodzi o to, w jaką formę ta myśl się ubierze. Tutaj, teraz,
mógł przyjść wpływ poetów starożytnych. Tak było nieraz
u Kochanowskiego. Ale z Sobótką tak się nie stało. Rodzimość
i oryginalność towarzyszyła jej nadal. Gdyby się tu był obja­
wił wpływ starożytny, to z Sobótki powstałby zapewne utwór,
pisujący sam obrzęd (jaki to jest u ówidyusza), a opisujący
technikę starożytną. Tymczasem Kochanowski nie opisuje so­
bótki: daje nam tylko dwanaście pieśni, które każę nam sobie
wyobrazić śpiewane podczas tańca naokoło ognia sobótkowego.
Otóż te pieśni, jeżeli powstały pod jakim wpływem, to tylko pod
wpływem pieśni ludowych, śpiewanych podczas Sobótki.
Odbiegają one tak dalece od typu, jaki przekazały nam
literatury starożytne, i przedstawiają świat tak inny, źe nie
w starożytności szukać mamy ich wzorów. Jest w nich przy­
roda, wieś i lud polski, skreślony rysami bardzo naturalnymi
i bardzo prawdziwymi, wziętymi z życia; skutkiem tego całość
jest najzupełniej nowożytną, nieklasyczną. Odbiegają też te
pieśni od dotychczasowych pieśni Kochanowskiego. Jest w So­
bótce przeważna ilość pieśni miłosnych. Otóż w dotychczaso­
wych swoich lirykach erotycznych Kochanowski jest zawsze
subjektywny, swoje sprawy sercowe przedstawia, swoje uczu­
cia od siebie wypowiada. Tu inaczej. Jedna pieśń o Dorocie
(XI) może być zaliczona do poprzednich; we wszystkich innych
poeta przenosi się w duszę obcą i jej uczuciom daje wyraz.
Czyli daje nam erotykę objektywną, nie subjektywną. A co
ciekawsze: dusza, której uczucia poeta chce wyrazić, to dusza
kobieca. Otóż szukając objaśnienia tego faktu, zmuszeni jesteśmy
zwrócić się do ludowych pieśni sobótkowych.
Prawda, tych dawnych pieśni dziś nie znamy. Ale z pewnem prawdopodobieństwem możemy z różnych danych wy­
wnioskować, że były to przedewszystkiem pieśni miłosne, śpie­
wane przez niewiasty. Anonim - protestant nazywa te pieśni
tylko »staremi«; ale Marcin z Urzędowa mówi o »plugawych«

304

STANISŁAW DOBRZYCKI

pieśniach Dlaczego »plugawe«? Historycznych takby nie na­
zwał; gdyby śpiewano pieśni nabożne, to nasz autor jedynie
by się z tego cieszył; pogańskich juz wtedy nie było. Otóż plugawemi mógł nazwać jedynie pieśni miłosne, przeciw którym
moraliści XVI wieku (m. i. np. Frycz Modrzewski) ostro wystę­
pują. Miłość ta mogła w owych pieśniach wyglądać rozmaicie;
zapewne były między niemi i obscoena; stąd tern bardziej
mógł Marcin być oburzonym. W każdym razie tylko o miło­
snych pieśniach mógł się tak wyrazić.
Dalej: dzisiejsze pieśni sobótkowe przeważnie mają cha­
rakter miłosny. Sobótka jest obrzędem, który zamiera. Dzisiaj
na znacznej już przestrzeni ziem polskich sobótki się nie pali.
Otóż jeżeli sobótka jest na wymarciu, to najwidoczniej w kilku
ostatnich wiekach nie zmieniała się, nie wchłaniała w siebie
nowych elementów, któreby jej siłę żywotną wzmocniły. Orga­
nizm zamierający kostnieje w formach dawnych. Stąd możemy
śmiało wnosić, że od XVI. wieku nowe motywy do sobótki
nie weszły, że w XVI. wieku była ona taką samą, jak dziś,
na tych samych opierała się zasadach. Pieśni, które śpiewano
na Sobótkach XVI. wieku, były miłosne i były śpiewane przez
kobiety.
Kiedy te fakta zestawiamy z poematem Kochanowskiego,
wzajemny ich związek bije w oczy, wpływ pieśni ludowych
na Sobótkę jest uderzający.
Jak daleko sięga ten związek i ten wpływ, na to znowu
nie można dać odpowiedzi pewnej, skoro nie znamy tych śpie­
wów ludowych. Ale tutaj znów poemat sam daje pewne wska­
zówki. Otóż wtręty klasyczne (jak mit o Filomeli, jak fauno­
wie itp.), dalej cała dykcya, styl, język tych pieśni Kochanow­
skiego, wreszcie cały ich poziom umysłowy, zdają się wyklu­
czać przypuszczenie, jakoby Kochanowski naśladował pieśni
ludowe aż do szczegółów i wzorował się na nich. Tak, jak So­
bótka, ówczesna poezya ludowa wyglądać nie mogła, podobnie
jak nie wygląda i dzisiejsza. Wpływ poezyi ludowej objawia
sią tu w wyborze tematu, w przewadze pieśni miłosnych, śpie­
wanych przez kobiety, wreszcie może w wyborze formy wier­
sza ośmiozgłoskowego. Czasem zdaje nam się, że mamy przed
sobą zwrot, wyrażenie ludowe, np:

LUDOWOŚĆ W SOBÓTCE KOCHANOWSKIEGO

305

Komum ja kwiateozki rwała,
A ten wianek gotowała ?

Albo:

Będę nad wami siedziała,
I tym czasem kwiatki rwała.

Ale to nam przypomina dzisiejszą poezyę ludową, a wiemy
iuż, co mamy sądzie o podobieństwie Sobótki do dzisiejszych
piewów ludowych.
Oprócz oddziaływania poezyi ludowej na Sobótkę w tym
zakresie, który wyżej wskazaliśmy, warto zaznaczyć, ze pier­
wiastek ludowy zjawia się w tym poemacie i w innej jeszcze
postaci. W niektórych pieśniach Sobótki pojawia się lud: w śpie­
wie panny piątej nakreślony jest wiejski Don Juan-Szymek,
który pannie tej »zastępuje za trzewik«, a równocześnie i gdzie­
indziej robi zdobycze; panna ósma jest pasterką. W innych
znowu pieśniach (szóstej i dziewiątej) widzimy wieś i jej zaję­
cia,skreślone ze strony pięknej i przyjemnej (co prawda nie wy­
łącznie już na tle ludowem). Te jednakże rysy, jakkolwiek
również bardzo ciekawe, nie są już wyłączną właściwością
Kochanowskiego, bo niezależnie od niego pojawiają się i u in­
nych ówczesnych autorów, np. u Reya. Rzecz ta zresztą wy­
maga osobnego rozpatrzenia.
Taki jest związek Sobótki z pieśnią ludową. Widzimy, ze
jest on dosyć silny, że nie można absolutnie mówić, jakoby mo­
ment ludowy był z niej wykluczony, jakoby ona wyszła z du­
cha klasycznego. Ale naodwrót nie można też z Kochanowskie­
go robić romantyka. Nie można do XVI wieku przenosić pojęć
późniejszych, naszych. Romantyzm świadomie i sztucznie wpro­
wadzał do poezyi artystycznej żywioł ludowy; wiek XVI, robi
to nieświadomie. Ludziom ówczesnym nie przychodził na mys
ten rozdział różnych pierwiastków, jaki się wytworzył w umy­
słach autorów później. Dla Kochanowskiego motywy uc owe
i motywy klasyczne miały jednaki powab i jednaką wartość;
od różnych zaś czynników zewnętrznych zależało, ze w jego
utworach raz te, drugi raz tamte przeważały. Silne wrażenie
sobótki i wsi sprawiło, że w Sobótce motywy lucowe zaję y
więcej miejsca, niż klasyczne, i wycisnęły na niej swoje piętno.

20
Lud. Rocznik XI.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.