caa01cd4b74a3d52dba23461b27ae639.pdf
Media
Part of Rozbiory i sprawozdania, cz. 2 / Lud, 1903, t. 9
- extracted text
-
— 190 —
osobom, schodzili się nazajutrz ludzie i rozmawiali z sobą o tern
cudownem zdarzeniu. Widząc to złośliwi nieprzyjaciele, rozpędzali
zgromadzonych, lejąc na nich wodę z okien.
Wincenty Badura.
Celibat księży jest u ludu czeskiego pojęciem względnem.
Mianowicie według mniemania rozpowszechnionego między ludem
w północnej części kraju, ksiądz, który chrzci trojaczki, eo ipso
wolny jest od celibatu i żenić się może. Sami jednak tego sobie
nie życzą i do chrztu udają się tylko do księdza starego, będąc
pewni, że ten nie zechce korzystać z tego przywileju.
Wincenty Badura.
ROZBIORY I SPRAWOZDANIA.
Prof. Dr. W. Czerkawski. Ludność Galicyi wschodniej według wy
znania i narodowości 1900 r.
Ze względu na ważność sprawy przytaczamy w piśmie naszem autoreferat Szan. Autora umieszczony w „Sprawozdaniach“ z czynności
i posiedzeń Akademii umiejętności w Krakowie. Wydział historyczno-filozoficzny, posiedzenie dnia 16. lutego 1903 r. str. 7 — 12. (Red.).
Dokładna statystyka narodowościowa i wyznaniowa winna się opierać
w zasadzie na szczegółowych danych gminnych. Tego rodzaju wykazy,
przedstawiające rezultaty ostatniego spisu, ukażą się dla Galicyi dopiero
za dwa lata, wskutek czego zamieszczone w nich cyfry, będą już w zna
cznej części przestarzałe. Dlatego też, ażeby choć częściowo zaradzić temu
brakowi, zużytkowałem świeżo ogłoszone sumaryczne rezultaty spisu ludno’ści z r. 1900, które za najniższą jednostkę administracyjną przyjmują powiat
sądowy, dla przedstawienia obrazu stosunków narodowościowych i wyzna
niowych w Galicyi wschodniej już w obecnej chwili. Jako najdalszą na
zachód granicę dla tych obliczeń przyjmuję starostwa cieszanowskie, jaro
sławskie, przemyskie, dobromilskie, sanockie i powiat sądowy dynowski.
Materyał statystyczny, jakkolwiek urzędowy, nie jest bynajmniej
pewnym, ani też równomiernym. Wyznaniowe daty są jeszcze dość dokła
dne, jakkolwiek i tutaj, porównywając rezultaty dwóch ostatnich spisów,
możemy stwierdzić, że pewną liczbę rzymsko-katolików zapisano jako uni
tów i na odwrót unitów jako rzymsko-katolików. Można to wnosić już
choćby z przykładu zachodnio-galicyjskiego, gdzie w czterech powiatach
sądowych (Rzeszów, Strzyżów, Tyczyn, Ulanów), które nie posiadają żadnej
znaczniejszej siły atrakcyjnej, wykazano unitów w roku 1890: 2419,
— 191 —
w roku 1900: 3756. Widoczną przeto jest rzeczą, że pewna liczba uni
tów zapisana w rubryce rzymsko-katolików przed laty dziesięciu, dzisjaj
figuruje w obrządku greckim. W Galicyi wschodniej trudniej o taki dowod,
wskutek wysokiej liczby wyznawców obu obrządków, jednakże i tutaj można
znaleść pokrewne stosunki. I tak wykazano:
grecko - katolików
rzymsko - katolików
w lat ach
1900
1890
1900
1890
67.513
67.984
42.127
w 3 powiatach sądowych 32.017
178.284
160.634
48.445
48.742
w 9
W pierwszym wypadku ludność łacińska wzrasta bardzo szybko,
'a maleje unicka, w drugim spadają rzymsko-katolicy, rosną unici. Ponieważ
teo-o rodzaju rozbieżność wyznaniowa jest nieprawdopodobną, przeto raczej
należy przypuścić, że przy jednym lub drugim spisie pewną częsc ludno
ści zaliczono niewłaściwie do jednego lub drugiego obrządku. Oczywiście,
o-dzie wzrost ludności jednego i drugiego wyznania me wiele się rożni,
tam stwierdzenie takich faktów jest bardzo trudne i nawet przy pomocy
statystyki gminnej pozostaje prawie zawsze kombinacyą dowolną.
Znacznie gorsze są dane narodowościowe. Tutaj porównanie dwóch
spisów nie prowadzi nieraz do żadnego rezultatu, gdyż pewna częsc ludno
ści zalicza się raz do polskiej, raz do ruskiej narodowości, może dzięki
organom spisowym. Przedewszystkiem odnosi się to do zydow i w związku
z S do Niemców. W Galicyi wschodniej żydzi zapisują się w znacznej
liczbie, bo około czwarta ich część jako Niemcy zresztą z ™ezby znacznemi wyjątkami na rzecz Rusinów, zaliczają się do narodowości polskiej.
Prócz nich jeszcze ewangelicy i bardzo niewielu katolików są Niemcami,
ponieważ jednak ogólna liczba Niemców chrześcijańskich wyznan w żadnym
razie nie dochodzi 35.000 tysięcy, przeto 80«/ ^stk^roZgach
licyi wschodniej należy do religii żydowskiej. Otoz w niektórych o^ręgaj
widzimy olbrzymie różnice w ostatniem dziesięcioleciu jeżeli Pizeci^‘
wstawimy ludność żydowską niemieckiej, zmniejszonej o liczbę protestan
tów. Tak n. p. wynosi:
Ilość Niemców
po odjęciu protestantów
w 1 a t a c h
1890
1900
1900
37.801
4.374
92.583
36.429
61.389
122.429
Ilość żydów
1890
w 20 powiatach sądowych 91.678
118.406
w 24
Takich różnic nie podobna położyć na karb ani polonizacyi, ani ger” Wyznaniach Chrześcijańskich niema J* tak *»*«3*±^
pomimo tego jednak i tutaj cyfry narodowościowe są nader ^wiejne Jak
wiadomo, w Galicyi wschodniej z reguły unici z^czają s ę d Rusinów,
rzymsko-katolicy i znaczna część żydów do Polakow'
“ v stah sfe niezowała się pewna część unitów, po wsiach rzymsko-katolicy stali się
Część kraju
1 Pokucie, Podgórze i
gran. Bukowiny a)
b)
c)
2 Podole
a)
b)
c)
3 Część środkowa na
wsch. od Lwowa a)
b)
c)
4 Lwów z najbliższą
okolicą.................. '
5 Część środkowo-zachodnia między
Lwowem a Prze
myślem .... a)
b)
c)
d)
6 Część zachodnia od
Przemyśla do Ja
rosławia
• •• a)
b)
c)
1 Pokucie, Podgórze i
gran. Bukowiny
2 Podole.......................
3 Część środkowa na
wschód od Lwowa
4 Lwów z najbliższą
okolicą • ■
. .
5 Część środkowa za
chodnia między
Lwowem a Prze
myślem ...................
6 Część zachodnia od
Przemyśla do Ja
rosławia .....
P o w iató w sądów .
192
— 193 —
Ludność
Według wyznania
ogólna
rzymsko
grecko
i orm.
katolicka
katolicka
ży
dowska
w
rok u
1900
Według języka towarzyskiego
inna
polska
ruska
nie
miecka
greckokatol.
inna i cudzoziem. rzymskoi ormiańsko-kat.
Na 100 ludności
rzymskoi ormiań- ruskiej
sko-kat.
było ludności
polskiej
Sreck°- ' polskiej
ruskiej-
Katoi.
14
11
6
4
6
11
518.655
395.301
336.621
144.465
300.865
476.446
27.587
43.455
61.130
25.840
75.199
156.356
427.279
301.629
206.611
104.301
186.677
257.816
60.406
47.953
60 948
13.939
38.557
61.847
3.383
2.264
7.932
385
432
427
43.427
70.412
90.527
40.720
115 921
208.884
435.599
307.139
210.238
J 03.321
181.542
260.045
38.960
16.056
32.907
206
1.450
4.559
669
1.694
2.949
218
1.952
2.958
646
14'41
29-59
24-77
40-28
6065
1548-84
694-11
337 98
403-64
248 24
164-89
9-97
22 92
43-06
39-41
63-85
80 32
1003-06
43620
232-24
253-73
156-61
124-49
3
15
9
104.276
589.005
460.237
12.193
101.744
114.982
80.755
408.593
274.311
10.531
74 967
66.352
797
3.701
4.592
21.207
158 762
177.290
81867
411.508
272.118
1.057
16.366
9.509
145
2.369
1320
1509
24-90
41-92
66231
40P59
238-57
25-90
38-58
65-15
386 04
259 20
15349
3
254.523
125.666
72.105
51.803
4.949
175.438
52.051
23.092
3 942
174-28
57-38
337 05
2967
3
5
6
5
110.088
173.530
178.204
246.137
12.019
27.758
42.494
80.642
87.189
124.967
1.10.989
138.909
8 667
19.572
20 598
25.155
2.213
1.233
4 123
1.431
14 642
43.250
58.933
104.958
88.3 i 7
125 018
112.096
136.425
7.029
4.543
6.881
4.035
100
719
294
719
1379
22 21
38-29
58-05
725-43
450-20
261-19
172-25
16-58
34-59
52-57
76-18
603-86
289-06
190-21
13001
5
3
5
141.748
187.384
143.306
32.866
67.545
86.304
94.738
92.835
42.305
13.404
26.606
13.393
740
398
1.304
42.770
92.'817
109.669
95.720
88.670
30.638
2.847
4.135
1.757
411
1.762
1.242
34-66
72-76
204-00
288-26
137-44
49 02
44-68
104-68
357.95
223-80
95-53
27-91
14-13'
31
21
1,250.577
921.776
132.172
257.395
935 519
548.794
169.307
114.343
13.579
1 244
204 366
365.525
952.976
544 908
87.923
6.215
5.312
5.128
46-90
707-79
213-21
21-44
67-08
466-31
149 10
27
1,153.518
228.919
763.659
151.850
9.090
357.259
765.493
26.932
3.834
29-98
333-59
46 67
214-27
3
254.523
125 666
72.105
51.803
4.949
175.438
52 051
23.092
3.942
17428
57 38
337-05
29-67
16
707.959
162.913
462.054
73.992
9 000
221.783
461.856
22.488
1.832
35-26
283 62
48 02
20824
13
472.438
186.715
229.878
53 403
2.442
245.256
215.028
8.739
3.415
81 22
36.31
12312
11406
87-67
275 39
52-46
190 64
A) Galicya wschodnia
111
4,760.791
B) Galicya zachodnia
75
2,555 148 2,258.264
Galicya • • •
186
1,093.780 3,012.009
|
614.698
40 304
1,569.627 2,992 312
175 389
23.463
92.094
196.673
8.117
2,419.075
82.137
36.367
17.573
2452.13
4-08
2945 17
3-39
7,315.939 3,252.044 3,104 103
811.371
48.421
3,988.702 . 3,074.449
211.752
41.036 |
107 99
92 60
129 74
77’08
13
kiedy Rusinami, lecz są wyjątki, które nie wiele tylko mogą zaważyć na
szali cyfr ogólnych. A jednak przy porównaniu tych wyznań i narodowości
widzimy nader znaczne różnice w niektórych powiatach, zestawiając dwa
ostatnie spisy. I tak było:
Polaków
Rzymsko - katolików
w 1 a t a c h
1890
1900
1890
1900
W 9 powiatach sądowych
52.548
100.087
63.358
72.284
w 7
29.380
27.402
24.294
32.153
W
w 10
w 6
Grecko - katolików
292.827
303.527
105.313
115.044
Rusinów
315.438
294.384
102.054
120.677
Znowu są tu fluktuacye odmienne w różnych powiatach i sprzeczne
z rozwojem wyznaniowym lub narodowościowym, dające się przeto wytłu
maczyć li tylko niedokładnością materyału spisowego.
Pomimo tego rezultaty spisu, jakkolwiek nie zawsze odpowiadaią
rzeczywistości, mają wielką doniosłość raz dla tego, że są jedynem źró
dłem dla oceny siły liczebnej różnych wyznań i narodów, a powtóre, że
są formalnie prawdziwe, a więc posiadają niejako znaczenie prawne.
Zresztą o ile braki powyżej wykazane mogą zmienić obraz dla małego
terytoryum, o tyle gdy rozchodzi się o miliony nie odgrywają zbyt wiel
kiej roli, gdyż jak z powyższych cyfr wynika, niedokładności wychodzą
na korzyść i niekorzyść wszystkich wyznań i narodów.
Stosunki wyznaniowe i narodowościowe Galicyi wschodniej w r. 1900
przedstawia cyfrowo dołączona tablica, w której Galicya wschodnia podzie
lona jest na sześć części, mianowicie na część górską, Podole, okolicę
Lwowa i trzy grupy rozdzielone liniami idącemi od północy na południe
przez Lwów i Przemyśl. Ponieważ ludność Galicyi wschodniej jest w każdej
części nader pomięszaną, przeto w każdej grupie odróżniam poddziały we
dług różnorodności składu ludności pod względem wyznaniowym i naro
dowym. Ogólny rezultat da się streścić w twierdzeniu, że najmniej Pola
ków i rzym.-katolików jest na Podgórzu i w części położonej na zachód
od Lwowa, a na wschód od Przemyśla, najwięcej na Podolu i w pasie
najbardziej zachodnim. Żydów, a tem samem i Niemców najwięcej jest
również w okolicach górzystych, drugie zaś miejsce zajmuje część środkowo
wschodnia. Więcej rzymsko-katolików, aniżeli unitów jest w sześciu powia
tach sądowych, mniej niż 20 na 100 unitów w 34, z tego mniej niż 10
w 15 powiatach sądowych. W sześciu powiatach sądowych żydzi stanowią
więcej niż piątą część ludności, t. j. w mieście Lwowie i powiatach sądo
wych: stanisławowskim, kołomyjskim, drohobyckim, brodzim i podwołoczyskim, mianowicie kolejno 27'68, 23-88, 23'54, 22'53, 22'25 i 21‘780/0,
w 10 innych od 15—2O°/0,
Wiatach 1890 — 1900 wzrost ludności rzymsko-katolickiej był silniej
szy od wzrostu unitów, mianowicie 2/3 powiatów sądowych Galicyi wscho
dniej wykazuje szybszy wzrost łacinników, J/3 tylko unitów. Ludność
rzymsko-katolicka jako ruchliwsza wzrasta bardzo szybko szczególniej
— 195 —
w okolicach podnoszących się ekonomicznie, podczas gdy na unitów roz
kwit materyalny nie wiele wywiera wpływu. To też dostrzegamy silny
wzrost rzymsko-katolików w powiatach: stanisławowskim S5‘66°/0, delatyńskim 84’76°/0, drohobyckim 58-48"/0, stryjskim 35-62%, janowskim
nawet 140'99°/o i t. d. i w ogóle wzdłuż większych arteryi komunikacyj
nych, w środku i na południu kraju, podczas gdy północ i część zacho
dnia pomiędzy Lwowem a Przemyślem wykazuje szybszy wzrost unitów.
Ludność żydowska, której wzrost w ostatniem dziesięcioleciu był wogóle
nieznaczny, rośnie tylko w większych miastach środkowo i południowo
galicyjskich, natomiast zmniejszyła się prawie na calem Podolu z wyjąt
kiem Podwołoczysk i wzdłuż granicy aż po Sokalskie na wysokości Lwowa.
Wogóle w 38 powiatach sądowych jest dziś mniej żydów niż przed dzie
sięciu laty; największą zniżkę widzimy w powiatach tyśmienickim, zba
raskim i zaleszczyckim, bo przeszło 15%, największy wzrost w powiecie
lwowskim 6O'45°/0, stanisławowskim 4O-ll°/0, podwołoczyskim 3O’94°/0,
baligrodzkim 30'78%, skolskim 27-O8°/0 i przemyskim 25-38%, nadto
w 8 powiatach od 20 do 25%.
Światowit. Rocznik poświęcony archeologii przeddziejowej i bada
niom pierwotnej kultury polskiej i słowiańskiej wydawany przez E. Ma
jewskiego. Tom IV. 1902, (411 ilustracyj w tekście i IV. tablice). War
szawa 1902. str. XII -h 280.
Na czele umieszczono pracę Pr. Puławskiego: „Mogiły o nasypie
kamiennym w powiecie krzemienieckim“, w której autor poprzestaje na
dokładnym opisie kilku typowych mogił i znalezionych w nich przedmio
tów, nie kusząc się o określenie czasu i pochodzenia tych zabytków; zaznacza
jednak pewne podobieństwo znalezionych wyrobów ceramicznych do takichże
zabytków, napotykanych w Galicyi »a obszarze pokucko-podolskim, i wspól
ność pewnych cech wyrobów bronzowych i żelaznych z takimiż przed
miotami, pochodzącymi z wielkich scytyjskich mogił Ukrainy. Zakątek ów,
zatem kraju — wnioskuje autor — kolejno różnym podlegał wpływom.
„Był więc, w ciągu ginących w pomroce wieków, okres wpływu koczo
wniczych ludów Scytyi, była epoka wpływu kolonii greckich nad Pontem
rozsiadłych, był także czas wpływów niedaleko stąd posuniętej granicy
imperyum rzymskiego i ciągnących tędy szlaków handlowych, a wszystko
to się zacierało ciągłym ruchem ludności w postępowym biegu różnorodnej
kolonizacyi“.
Praca W. Szukiewicza „Kurhany kamienne w pow. Lidzkim, gub.
wileńskiej“, jest uzupełnieniem opisu kurhanów ze szkieletami, umieszczo
nego w I. t. „Światowita“. Autor stwierdza fakt istnienia w jednej i tej
samej mogile dwu obrzędów.
R. Erzepkiego „Notatki archeologiczne“ — to spisy przedmiotów, od
kopanych w grobach płaskich z obwarowaniem kamiennem i w grobach
skrzynkowych w Kątach (pow. kościański) i Lubiatowie (pow. śremski).
Dalej znajdujemy rozprawę K. Bołsunowskiego „Znaki symboliczno
na ołowiu (plomby), ich znaczenie i klasyfikacya“. Poprzestajemy na za
znaczeniu, iż autor w pracy tej mówi o plombach wobec pale^grafii sło
wiańskiej, sfragistyki słowiańskiej i bizantyjskiej, wobec pomników ikono
grafii i wobec astrologii, przypuszcza zaś, iż plomby te służyć musiały
do noszenia przed egzorcyzmami, poprzedzającymi chrzest, jako obrona
13*
196 —
od powrotu do pogaństwa, wreszcie jako amulety od chorób. Bliżej z treścią
tej ciekawej pracy nie zaznajamiamy, gdyż w IV. tomie zamieszczono tylko
jej początek.
W dalszym ciągu znajdujemy część drugą obszernej monografii E.
Majewskiego p. t. „Powiat stopnicki pod względem przedhistorycznym“.
W części pierwszej (t. III.) podał autor ogólny wykaz zabytków według
miejsca pochodzenia, w części zaś drugiej przedstawia porządkiem epok
i typów to wszystko, co najlepiej — jak się wyraża -- charakteryzuje
przeddziejową kulturę powiatu stopnickiego. Przy sposobności daje autor
sporo „wstępnych objaśnień“, „pragnąc być zrozumiałym nietylko dla specyalistów, których zresztą u nas jest niewielu, ale i dla tych, którzy
żywiej interesują się młodą naszą nauką“. Archeologowie dawniejsi nie
przypuszczali, aby nasze zwykle stacye krzemienne mogły obejmować za
bytki starsze od neolitycznych, ogromne jednak podobieństwo niektórych
naszych okazów do obcych typów paleolitycznych, skłania autora do przy
jęcia w tej pracy —jak to jeszcze uprzednio w monografii Ossówki uczy
nił (1895) — za prawdopodobne, że mamy tu do czynienia z pozostało
ściami kultury starszej niż neolityczna. Ukończenie tej pracy ukaże się
wt V. „Światowita“, tam więc też znajdziemy ogólne wnioski do jakich do
prowadziły p. Majewskiego studya nad wykopaliskami powiatu stopnickiego.
Część I. „Światowita“ kończy: „Korespondencya“, t. j. szereg komu
nikatów o różnych znaleziskach i zabytkach. W części zaś Ii-ej znajdu
jemy dalszy ciąg streszczenia cennej pracy L. Niederlego „Ludzkość
w dobie historycznej“ i artykuły „Jak rozkopywać kurhany“, „Rzut oka
na dzieje przedhistoryczne ziemi Obodrytów północnych i Lutyków zacho
dnich“ (dziś Meklemburskie) E. Majewskiego, spolszczenie odczytu K.
Klaatscha „O cechach specyficznie ludzkich naszych przodków“ i materyały
do mapy archeologicznej (podług „Słownika geograf.“ t. IV—VI). Dalej
idą „Rozbiory i sprawozdania“. Tu znajdujemy również obszerny autoreferat o pracy E. Bogusławskiego „Metoda i środki poznania czasów
przedhistorycznych w przeszłości Słowian“. Kończą tom IV. „Drobne wia
domości“ i „Sprawozdanie z działu archeologii przedhistorycznej na wy
stawie rolniczo-przemysłowej, oraz przedmiotów sztuki i starożytności
w Lublinie“ 1901 r., skreślone przez H. Łopacińskiego. Jak do poprze
dnich tomów „Światowita“, tak również i do IV. dodano doskonały skoro
widz analityczny (Br. W. Korotyńskiego).
Wreszcie dodamy jeszcze, iż na początku omówionego przez nas
tomu, znajdujemy „Sprawozdanie z czteroletniej działalności „Światowita“,
skreślone piórem redaktora-wydawcy. Wyjmujemy kilka ciekawszych ustę
pów: „Ogółem wzięło większy lub mniejszy udział w „Światowicie“ (t. I.
do IV.) dotychczas 38 autorów i korespondentów, oraz 4-ch tłumaczów,
dając 40 prac większych i przeszło 100 drobnych“. „Mniej lub więcej
licznych odkryć dokonano w 21 powiatach, leżących w 8 guberniach
Królestwa Polskiego, oraz w 17 powiatach, należących do 6-ciu gub.
Cesarstwa, w 1-ym w Galicyi (kołomyjski) i 2-ch w Poznańskiem“. Naj
więcej prac dostarczyło Kieleckie, następnie gubernie: Wileńska, Płocka,
Podolska i Kowieńska. Gubernie Warszawska i Suwalska nic nie dały.
„Z ogólnej liczby 84 powiatów Królestwa 02 powiaty nie przyniosły zgoła
żadnego dorobku, żadnego bodaj najdrobniejszego spostrzeżenia“.
H. Ułaszyn.
197 —
Seweryn Udziela. Top ogr aficzno-e tnograficzny opis wsi
polskich w Galicyi, podał...... Kraków 1901. 8-ka. str. 123.
. Jak z jednej strony przyroda wywiera wpływ na fizyczne i duchowe
życie człowieka, tak znowu człowiek wyciska piętno swoje na otoczeniu,
w pośród którego się porusza. Takiem piętnem między innemi są nazwy,
jakie nadał górom i dolinom, lasom i pieczarom, rzekom i jeziorom —
takiem piętnem są podania i legendy, przywiązane do tych miejsc pobytu
człowieka“. Oto, co ma być treścią książki, którą Szanowny autor tak
pięknym poprzedza wstępem, zastanawiając się w dalszym ciągu nad
powstaniem tychże nazw, nad ich znaczeniem „dla historyka, dla języko
znawcy i dla etnografa“. „Spis kilku wiosek z jednego powiatu, kilku
z drugiego oto wszystko — powiada autor — i żałuje, że nie podaje
„żadnej zaokrąglonej całości“. Trudno by było więcej wymagać od jednostki,
zwłaszcza, że to, co podaje odznacza się wielką obfitością.
Ogółem spisanych jest 18 wsi, 10 z powiatu podgórskiego, 5 z wie
lickiego, 1 z myślenickiego, 2 z gorlickiego. Każdą wieś poprzedza naj
przód krótki opis geograficzny i historyczny, następuje dopiero właściwa
topografia: nazwa i początek wsi (w ustach ludu), jej części, przysiółki,
ulice, drogi, ścieżki, role, łąki, pastwiska, wody, lasy, krzaki, zarośla,
góry, wzgórza, jamy, jaskinie, karczmy — o ile znajdują się w danej wsi.
Nazwy tłomaczy autor albo etymologią wyrazu („przyczka - ciągnie
się poprzecznie“ str. 7), albo ogranicza się na objaśnieniach samego
ludu, nie zawsze trafnych. Legend, podań, baśni, przywiązanych do pe
wnych miejsc jest znaczna ilość (106).
Szkoda tylko, że zapisywano mniej wiernie. Zdawać by się mogło,
że to opowiadała jedna osoba; takie podobieństwo w języku opowiadają
cych, a nie sposób przypuścić, żeby gwara w tylu wioskach, rozłożonych
po tyłu powiatach niczem się nie różniła. Oczywiście, nie autora to wina,
ale owych pań i panów, którym on na wstępie składa „najpowinniejsze
podziękowanie“. Żałować też wypada, że nie podano spisu nazwisk rodo
wych (te uwzględniono tylko en passant przy opowiadaniach) i przezwisk
wieśniaków opisywanych wsi, które także są bardzo ciekawe i nie bez
znaczenia.
Wincenty Badura.
Bruckner Aleksander. Z dziejów języka polskiego, studya
i szkice. Lwów. Nakładom Towarzystwa wydawniczego. 1903. Warszawa.
Księgarnia S. Sadowskiego.
Omawiana książeczka powstała z wykładów, jakie w zimie zeszłej
wygłosił szan. autor w powszechnych wykładach uniwersyteckich we Lwo
wie. Pierwsze dwa rozdziały tej książeczki ukazały się pierwotnie w „Słowie
Boiskiem“. Obecnie rozszerzył je autor znacznie, dodając sporo rzeczy
nowych, dorzucając nowe przyczynki do dziejów naszej cywilizacyi na
podstawie rezultatów, do jakich doszedł badając język, podobnie jak przed
trzema laty usiłował z nawarstwień słów obcych w języku naszym wy
czytać dzieje naszej obyczajowości. Praca ta, aczkolwiek szkicowa, jest
nad wyraz pouczająca i pożyteczna, gdyż porusza pytania, dotyczące
zewnętrznej szaty językowej, jej wykwintności i poprawności, pytania,
— 198 —.
dotyczące bogactwa, dawności, znaczenia naszego języka, szczegółów jego
form i słów, jego stanowiska między innymi słowiańskimi.
Rozdział naczelny, zajmujący się wykazaniem dawności naszego
języka, wychodzi z twierdzenia, jakie wypowiedział Dr. Jan Karłowicz
w referacie p. t. „Środkowość polszczyzny“ na posiedzeniu III. Zjazdu
historyków polskich w Krakowie w r. 1900, Wiadomo, że języka nie sta
nowią tylko słowa potoczne, ale też nazwy miejscowości i cała topogra
ficzna nomenklatura. Otóż właśnie polska nomenklatura jest najstarożytniejszą między wszystkimi słowiańskimi językami. Wskazuje nadto na
dawność polszczyzny i ta okoliczność, żeśmy nosówki „ą“ i „ę“ zacho
wali w pełnym rozkwicie, podczas gdy inne języki słowiańskie je zatra
ciły lub zachowały w minimalnych tylko śladach. Narody o małej kulturze
zapożyczały się u jednego narodu w nowe wyrazy. Jedynie polski język
nie ograniczył się wpływem jednego języka, lecz ma obok ruskich, łaciń
skich, niemieckich — także włoskie, węgierskie, tatarskie, czeskie i w. i.
Świadczy to, żeśmy żyli zawsze z innymi ludami razem. W dalszym ciągu
wskazuje autor na konieczność czerpania ze słownika żywej mowy ludo
wej, w której spoczywają istno skarby, jakoteż ze staropolskich pisarzy.
Wymagać tylko trzeba, iżby w doborze słów kierowano się trafnym
instynktem. Przy tej sposobności muszę sprostować twierdzenie autora,
jakoby w języku naszym zaginął wyraz słowiański „czędo“. Jak można
się przekonać z notatki, zamieszczonej w 1-szym zeszycie „Ludu“ z roku
bieżącego,—wyraz ten zachowały gwary ludowe. O znaczeniu naszego
języka świadczy też i to, że wywarł on wielki wpływ na języki ościenne,
a mianowicie na: małoruski, rosyjski, rumuński, podczas gdy od nich
zapożyczył bardzo niewiele.
Rozdziały następne rozbierają trudności naszej ortografii, kreślą próbę
jej naprawy, uwagi co do używania rozmaitych form językowych, wreszcie
mówią o niektórych dźwiękach i słowach polskiego języka.
Dr. Stanisław Zdziarski.
Vestnik slovanske filologie a staroźitnosti, s podporou carske Aka
demie ved v Petrohrade, ceske Akademie cis. Frantiśka Josefa pro vhdy,
slovesnost a umeni, c. k. ministerstva kultu a vyućovani ve Vidni, vydavaji L. Niederle, F. Pastrnek, J. Polivka, J. Zubaty. Rocnik II. Biblio
grafie za rok 1901. Praha. 1902. Nakładem vlastnim. 8-ka, kt. nl. 4,
str. 327 i 1 nl.
Rok minął z górą od czasu, kiedy zdawano z tego miejsca sprawę
z pierwszego rocznika tego ze wszech miar pożytecznego wydawnictwa.
Ponieważ był to rocznik pierwszy, wiadomo zaś, że każdy początek jest
trudny, stąd też wstrzymywano się z uwagami krytycznemi, których mo
żna było uczynić wiele. Obecnie, gdy i redakcya i współpracownicy po
szczególnych działów nabrali szerszego doświadczenia, mogę sobie pozwolić
na wytknięcie usterek, których należy się pilnie wystrzegać w dalszych
rocznikach. Proszę, ażeby mi wydawcy, których osobistą sympatyą się
szczycę, nie poczytali tych uwag za prostą chęć krytykowania, bo to
wszystko, co powiem, pochodzi z troskliwości o rozwój wydawnictwa, o to,
by dalsze roczniki były wolne od błędów, by jak najlepiej służyły nauce.
— 199 —
Redakcya narzeka w przedmowie na ogromne koszta, jakie pochła
nia to wydawnictwo. Wiem sam najlepiej od jednego z wydawców, ile
trzeba było dołożyć do pierwszego rocznika, i podziwiam zaparcie się
siebie oraz wytrwałość, z jaką wydawcy dążą naprzód. A przecież można
je zmniejszyć bez szkody dla samego wydawnictwa, jeśli się skróci tytuły
licznych wydawnictw w ten sposób, jaki podam. Bo te skrócenia, jakie
są, nie wystarczają wcale. Trzeba więc — zamiast całego cytatu „Przegląd
powszechny“ — dać skrócenie „Pp“. I tak dalej w ten sam sposób. Miejsca
zaoszczędzi się wiele, więc i koszta będą także mniejsze. Trzeba skracać
miejsce* wydania danej książki i pisać zamiast n. p. „Lwów“ — „L“,
i t p Tak samo nakładcę i w. i. Daleki jestem od twierdzenia, iż wykaz
bibliograficzny „Véstnika“ jest zupełny. Bo do dokładności brakuje mu,
jak każdej zresztą bibliografii bardzo wiele, czego naturalnie me poczy
tuję za wadę kardynalną. Ażeby wykazać, że zarzut ten me jest goło
słownym, pozwolę sobie przytoczyć garstkę opuszczeń. I tak brak tutaj:
pracy ks. Dra Jougana „Znaczenie Binkowskiego w homiletyce“ (Gazeta
kościelna, nr. 26—29 i 32—35), Z. Kramsztyka „Lirnik i Nebaba“, Anto
niewicza „Niedrukowany list Grozy do Pola“ (Przedświt, nr. 270, 278, 282),
.Kochanowskiego poglądy na życie“ (Bluszcz, nr. 28—29), M. Synoradzkiego „Jan Kochanowski jako scholar krakowski“ (Niwa polska, nr. 38,
39°42) T. Młodzianowskiego „Kazania i homilie“, o których była obszerna
recenzya ks. Jougana w „Gazecie kościelnej“ nr. 42—44, artykułu tegoż
autora o Starowołskim (Gazeta kościelna, nr. 38—41), Kraushara „Ks. St
Staszyca nieznane wędrówki po obczyźnie“ (Tygodnik ilustrowany, nr. 42
do 43), żeby już więcej nie wyliczać.
Ze braki te nie decydują wcale o wartości całej publikacyi, o tern
nie potrzeba dużo mówić. Wszystko, co było najważniejsze, co zasadnicze,
znalazło tutaj uwzględnienie. Braki te drobnostkowe me mogą byc oczy
wiście brane srogo w porachunek, jeśli się zważy, że trzeba rzecz sądzie
podług jej całości, nie wedle szczegółów. Bo, jak juź powiedziałem, me
było jeszcze bibliografii bez wszelakich uchybień i braków, więc tez trzeba
być na nie przygotowanym. Ale za to całość daje nam przejrzysty prze
gląd slawistyki'ogólnej, tak dobry i skrzętnie opracowany, wraz z krotkiemi ocenami prac i dzieł ważniejszych, że lepszego na razie me można
wymagać. Każdy dział został ułożony pracowicie przez specyalistow, a za
tem • ogólne i porównawcze językoznawstwo przez prof. Dra Zubatego,
językoznawstwo słowiańskie i paleografía cerkiewno-słowiańska P^z P^L
Dra Pastrnka, historya literatur słowiańskich oraz słowiańska etnografía
przez Dra Polivkę, a starożytności słowiańskie przez prof. Di a Nmderle r
Ponadto każdy dział miał swoich współpracowników: A P. Stoiłowa dla
filologii bułgarskiej, Dra N. Andrića, T. Ostoića i Dra I Radomca dla filo
logii serbsko-chorwackiej, dla działu słoweńskiego p J. Sz^^e\a>
filologii rosyjskiej pp. Dra J. Machała i P. N. Szeflera dla dz ału pol
skiego nakoniec p. H. Ułaszyna, ostatni zwłaszcza, ktorJ
wydawnictwie miejsce podpisanego, wywiązał się ze swego zadania nadSP°1Z1Wydawnictwu temu, którego pożytek jest aż nadto widoczny 1 jasny
każdemu, życzę pomyślnego rezultatu i nadal, iżby w
• Sp ;
zadanie przyjęte na siebie już całkiem bez zarzutu, Jak
’ J
godniej. Bo za pracę żmudną i zaparcie się siebie, z jakiem prowadzą
200
wydawcy nadal tę publikacyę, za straty materyalne, jakie ponieśli, nikt
niczem nie potrafi się im wywdzięczyć, bo czyż wiedzę można złotem
nagrodzić?
Dr. St. Zdziarski.
Saloni Aleksander. Lud łańcucki. Materyały etnograficzne,
zebrał.... Osobne odbicie z Materyałów komisyi antropol.-archeol.-etno
graficznej Akad. Umiej. T. VI. Dz. II. W Krakowie 1902. 8-ka, str. 236.
Powiat łańcucki należy bezsprzecznie do najmniej zbadanych pod
względem etnograficznym. Autor powyż przytoczonej pracy bodaj czy nie
był pierwszym, który na niego skierował swą uwagę. Pragnął on — jak
we wstępie powiada — „dać obraz całego powiatu, zakreślił sobie plan,
oznaczył punkty wytyczne badań“, ostatecznie ograniczył się „do części
środkowej i południowej“, czyli że opis obejmować ma 3 względnie 4
miasta i 19 wsi, po imieniu nazwanych. Przy zbieraniu materyałów korzy
stał autor „wtedy i tam, kiedy i gdzie nadarzyła mu się sposobność“.
Praca rozpada na następujące działy, które też w tym samym po
rządku rozbierzemy.
I. Lud (str. 4—7). Autor dzieli lud zamieszkujący powiat łańcucki
na dwie grupy: północną i południową, które różnią się strojem, gwarą,
charakterem i fizyognomią. Otóż podział ten jest całkiem mylny. Powiat
łańcucki, nawet w dzisiejszych jego granicach, po oddzieleniu znacznej
ilości (należących także do opisu) do nowoutworzonego pow. przeworskiego,
składa się z licznych wysp etnograficznych, tak że jeśli nie każda wieś
dla siebie stanowi całość, to nie wiele dałoby się razem połączyć. Tra
fnym może być podział autora chyba jedynie ze względu, że „kobiety
w południowej części powiatu są przystojniejsze, aniżeli w północnej“; —
charakterystyka zbyt pobieżna i powierzchowna, o ile nie jest mylna. Że
n. p. praca około roli jest głównym zajęciem ludności, zgoda, ale żeby
ziemia zapewniała mieszkańcom dostatek wszystkiego tak, że nie potrze
bują uciekać się do innych środków zarobkowania, to już przecież nie
prawda. Podobnie ma się rzecz z rzemiosłami, do których, według twier
dzenia autora, po wsiach niby się rzadko biorą. Kończy się ten ustęp
krótką wzmianką, w jaki sposób wołają i odpędzają konie, krowy, trzodę
chlewną, kury, i że przy zajęciach gospodarskich używają tylko 7 przed
miotów (pługa, płużka, brony, cepów, szufli, łopaty, siekiery).
II. Ubiór (str. 7—9). Podzielił autor powiat na dwie grupy, różniące
się co do strojów, a już tutaj odnalazł ich nieco więcej. Szczegół jakiś
z jednej wsi, inny z drugiej, uogólniony na cały powiat, krótka wzmianka
o strojach mieszczańskich, dają niejasne i mylne pojęcie. Sama płótnianka
jest tak charakterystycznym strojem, że po niej można poznać, z jakiej
okolicy wieśniak pochodzi, a autor podaje jeden jej rodzaj, do tego myl
nie. „Hemyłkę“ noszą nie wszędzie i to tylko mężatki, a ułatwia ona nie
wiązanie chustki lecz czepca. I tak musielibyśmy chyba cały powiat opisać,
żeby wykazać, czy jaki szczegół zaledwie trafny lub nie.
III. Zwyczaje doroczne (str. 10—45). 1. Bożo Narodzenie,
a) Dyalogi: jeden z kańczugi z 5 melodyami, drugi grywany przed laty 40
pizez mieszczan przeworskich — ciekawe i piękne, ale niestarannie zapi
sane, jak wogóle wszystko, o czem niżej pomówimy, b) Oracye: „kilka
— 201 —
(7) mniej znanych (?), któro kolędnicy wygłaszają“ (gdzie, kiedy'?), c) Ko
lędy: w liczbie 6, z tych pierwszych 4 z melodyami.
2. Wie ń co winy. Krótki opis dożynek z okolicy Łańcuta)?) z 27
2 i 4-wierszowemi piosenkami.
IV. Opis weselny (str. 45—64). Tem ważniejszy, że dziś już
nie odbywany. Podaje autor akcyę wesela we wsi Gorleczyna z śpiewanemi piosnkami z 8 melodyami.
V. Wierzenia, zabobony, gusła i czary (str. 64—72)
w liczbie 133, rozklasyfikowane na odnoszące się do: istot nadprzyrodzo
nych, człowieka, zwierząt, roślin, zjawisk przyrody, ciał niebieskich, dni
w roku, zajęć domowych i gospodarskich, pieniędzy.
VI. Leki (str. 72—75). Raczej trzeba było zatytułować „leczenie“,
bo w większej ilości są tu podane zabobonne sposoby leczenia ludzi
i zwierząt.
Następują: VII. Zagadki (str. 76—78) w liczbie 40; VIII. Zabawy
dzieci (str.' 78—83) — 12 sposobów; IX. Pieśni (str. 83 — 126)
w liczbie 61, z tych 39 z melodyami. Szkoda tylko, że autor nie zazna
czył, do których wsi odnoszą się poszczególne rzeczy, gdyż powszechnemi
nie są.
Błędnem jest twierdzenie autora, że gwara połudn. części pow. łań
cuckiego jest jednolitą; tymczasem ta, którą on nam przedstawia, nie
jest żadną. Wyrugował zupełnie ą końcowe; tymczasem ono istnieje
w gwarach pow. łańcuckiego mniej lub więcej wyraźnie, a w 6. prz. 1. poj.
wytwarza nawet rynezm spółgłoskowy m. Od czasu do czasu pozwala
sobie wszakże na podobne wyjątki jak: władzą, ruszą, ją i w. i.
W gwarach tamtejszych ginie rynezm dźwięku ę na koócu wyrazów,
co autor po większej części uwzględnił. Wszędzie jednak spotyka się:
mogę, plemię, się, będę i w. i. na każdej prawie stronie.
Dźwięk d oznacza jako pochylony w jednem miejscu, wbrew wszel
kim prawidłom n. p.: twoja, jak, jabko, wyprawiała, nasz, matka i w. i.
na każdej stronie, w drugiem natomiast miejscu nie czyni tego nawet tam,
gdzie potrzeba n. p.: teraz, rozkazał lub rozkazał, otwieraj, trzecia,
uczęstowałem i pełno podobnych; czasem zamienia w o: dzisiojki ( = dzi
siaj), łondu (niem. Land), Maryo i t. p.
Nie będziemy zresztą rozbierać, co jest dobre, a co złe, gdyż autor
nawet w złem nie potrafił zachować konsekwencyi. Oto kilka przykładów.
rombeczek i rómbeczek, tera, terá, teráz i teraz, dziewczynie i dzie
wczynie, zjecie i zjecie, dzisiaj, dzisiéj, dzisiéj. i dzisiojki, pójdę, pode,
pudziesz, który, który, chtóry i chtory, dziecie, dziécie i dzicie, dzićciąteczko i dziécionteczko, domeńku i dómeńku, weźmie i weźnie, jestem
i jezdem, jezdeśmy i jezdeśwa, bywajcież, bywajcież i bywejcie, mogli
byśmy i moglibyśw a, komora, komora i komorze, pokileś; pókileś j pókieleś, złotem i złotem, kasiejke, kasienku, kasiénke i kasienku, cielęta
i cielenia, nią i niom, szed i szeł, służyłem i służułem, powie, powić
i powi, chodzący i ehodzęcy, potraciułeś i potraciłem, Beetleem i betle
jemski, niej, nij i ni, stanął i stanół, wszystkie i wszyćkie, zęby
i zemby, zielony i zielony, ni ma, nie ma, nima i niema, jabko i jabłko,
czas i cas, płacze i płace i t. d., i t. d. Nie potrzeba bynajmniej za
podobnemi niekonsekwencyami uganiać, znajdzie je czytelnik wszędzie.
Nie wiele takich wierszy, któreby były bez błędu, nie wiele takich słów,
— 202 —
któreby stale jednakowo były pisane. Wszak to nie może być gwara jedno
lita (za taką ją autor uznał), na której ma opierać lingwista swoje bada
nia! Autor spisywał zapewne piosenki szybko, a dopiero przy ich prze
pisywaniu chciał uwzględnić fonetykę i gwarę, i nie znając jednak dokła
dnie ani jednej, ani drugiej, w tak gwałtowny sposób je skoszlawił. Inaczej
działo się z gadkami. Tych nawet autor nie spisywał (przynajmniej wię
kszej części), ale zapamiętawszy lub zanotowawszy sobie ich treść, sam
tworzył styl. Nie widzimy w nich bowiem wyrażeń, stale przez lud uży
wanych (n: p. jacy), a natomiast za wiele takich, których nie używa
wcale, albo bardzo rzadko (więc, zaś, tylko ( = „jacy‘‘), który (jako zaim.
względny). Wyrażenia, jak miała w podejrzeniu, albo ów, porwawszy
rękę i roydohywszy nóż z za cholewy... i wiele tym podobnych nie są
chyba ludowemi. A przecież gadki jako materyał lingwistyczny mają wiel
kie znaczenie, daleko większe niż piosenki.
I sądzi autor, że jego materyały „nie są bez wartości i przyczynić
się mogą do wypełnienia braków w etnografii polskiej“....
Jedyną zaletą tego zbioru są melodye, spisane z wielką znajomością
nut, chociaż i przy nich nie zaznaczono, gdzie zebrane.
Wincenty Badura.
Polemika.
Szanowna Redakcyo!
W I. zeszycie „Ludu“ z r. b. pomieścił Dr. Leciejewski o moich
„Studyach Kaszubskich“ kilka luźnych uwag, z których jednak wysnuł
wniosek ogólny. Z tego powodu, jak i ze względu na jedną kwestyę zasa
dniczego w zapiskach gwaroznawczych znaczenia, proszę o wydrukowanie
w „Ludzie“ niniejszego pisma.
P. L. twierdzi, że słowa moje: „Pełnogłoski a, ó przed następującemi spółgłoskami nosowemi przechodzą często w ą, <3, brzmiące, jak
polskie“ — są niedokładne, skoro bowiem
oznacza w języku ogólno
polskim (właściwie w naszej niekonsekwentnej ortografii literackiej) o no
sowe, to nie wiadomo, czy ai czytać jak nosowe a, czy jak nosowe o.
Otóż gdyby nawet moje określenie tych nosówek mieściło się całe w przy
toczonych przez recenzenta słowach, to jeszcze wtedy nietylko dla języko
znawcy, przyzwyczajonego do skreślania w pracach gwaroznawczych noso
wego a przez ą, a nosowego o przez <3, ale nawet dla niefachowca nie
byłoby wątpliwości, bo skoro pomieszczam obok ą znak <3, to widocznie
dla tego, że chcę zaznaczyć odmienność ich wymawiania. Zwracam jednak
uwagę, że dalszy ciąg przytoczonego w cudzysłowie zdania brzmi: „w odró
żnieniu od pierwotnych nosówek kaszubskich“, wskutek czego każdy, kto
czytał tamten ustęp, zrozumie, że tu idzie o zwykłe nosowe o, a, takie,
jakie mamy w ogólnopolskich: kąsać, kfad.rąs— w przeciwieństwie do
nosówek kaszubskich pierwotnych, z których jedna brzmi pośrednio mię
dzy nosowemi a i e, druga pośrednio między nosowemi o i u. — Nie
pojmuję, dlaczego forma suórńe wzbudza nieufność p. L.; oczekuje on
summę ze względu na guóva, zapominając, że nawet w języku polskim
literackim obok głowa mamy głównie, nierzadko też mórony obok zwyklejszego mowny, że literacka forma słowny jest tylko dostosowaniem się
do słowo, gdy tymczasem prawidła głosowe polskie żądają tu ó, istnieją
cego też w gwarach. Ciekawe używanie w gwarze luzińskiej rodzaju
203
męskiego zam. żeńskiego, pzezemnie według p. L. niezauważone w takich
przykładach, jak uona uodixnąn ( = ona odetchnął), według recenzenta
jest fikcyą, powstałą z bardzo pobieżnego przeczytania części gramaty
cznej: z ustępu IV. 2. głosowni dowiedziałby się recenzent, że to ąn jest
rezultatem ściągnięcia z -ę/a, gdy tymczasem w rodzaju męskim polskiemu
-ął odpowiada tu u. (IV. 3. e). — Oprócz tego recenzent zarzuca mi, że
nie wspomniałem w opracowaniu o zamianie g w dż, o istnieniu formy
setmo, a dalej, że o rożnem brzmieniu gen. sg. masc. deki, zaimkowej
mówię tylko w głosowni, pomijając je w odmienni. Co do dwu pierwszych
faktów niech p. L. przeczyta str. 240 i 225, a zmieni swe zdanie, co do
trzeciego idzie tu o kwestyę czysto fonetyczną, a zatem nie rozumiem
potrzeby powtarzania jej w odmienni. — Na osobliwsze formy zugóu sam
zwróciłem uwagę położeniem przy niej wykrzyknika, niepotrzebnie więc
czyni to p. L. po raz drugi; przy sposobności jednak zauważę, że powo
ływanie się na Derdowskiego dla dyalektologii naukowej nie ma zupełnie
wartości, bo jego język jest przecież bardzo dowolną kombinacyą gwary
kaszubskiej z językiem literackim, — a także, że unikanie przez gwary
trudności wymowy przy połączeniach spółgłoskowych nie da się bezwzglę
dnie zastosować do kaszubszczyzny, wykazującej mnóstwo form w rodzaju:
leupc, dómTc; że w danym razie niema e, za to ręczę, raczej zgodziłbym
się na krótkie u po u.
Głównym zarzutem co do tekstów jest istnienie w nich nieraz tego
samego słowa w dwu, a nawet trzech formach. Sam recenzent przyznaje
możliwość takiego faktu, podaje nawet za przyczynę jego niedbałe wy
mówienie, nie pojmuję więc, dlaczego tak się przeciw temu obrusza. Przy
kłady podane odnoszą się do różnic w iloczasie, tak bardzo nieraz zawi
słym od szybkości toku mowy, do istnienia formy bouo obok bono (obja
śnienie jest na str. 225), przeważnie jednak do silniejszej lub słabszej
labializacyi przed o łącznie z wymawianiem go jak o; nie będę tu po
wtarzał tego, com o tern powiedział w swej pracy na str. 230 i 231,
zwrócę tylko uwagę na wielką pospolitość tego zjawiska, niejednokrotnie
już zauważoną. I tak p. Kosiński w uwagach nad mową pisarzowicką
powiada, że „ta sama osoba wymawia raz „o drugi raz czyste o nawet
w tym samym wyrazie“ (Sprawozdania Komisyi językowej Akademii umie
jętności, IV. 3), p. Łoś to samo mówi co do wyrazów typu pole \puole
w gwarze opoczyńskiej (Rozprawy filologiczne Ak. um., XI. 151) i t. d.
Że obok siebie mogą istnieć nawet 4 formy jednego wyrazu, dowodem
gwara zakopiańska, dla której Kryński (Rozpr. filol., X.) podaje formy:
będę, będę, bede, bedem; ostatnia z nich dowodzi wprawdzie wpływu
słowackiego, ale czyż u Kaszubów niema silnego wpływu polszczyzny lite
rackiej? Całą tę kwestyę uważam za zasadniczą, dotyczącą sposobu zapi
sywania gwar, a zarazem większej lub mniejszej wiarogodności tekstów.
Dla p. L. najpewniejsze są, zdaje się, takie zapiski, w których ten sam
wyraz zawsze w ściśle ten sam przedstawiony jest sposób, dla mnie zaś
zbyt ścisła prawidłowość jest tu nieco podejrzana, powstała przez później
sze ujednostajnianie rozmaicie stykanych form, bez której to rozmaitości
niema języka żywego. Prosta rzecz, że różnice te są niewielkie, ale wła
śnie często tern cenniejsze dla językoznawcy, często bowiem w nich można
widzieć w zarodku jakąś tendencyę, która potem silniej występuje lub
większy ogarnia obszar. P. L. w słowach: „autor niedbałe wymówienie
brał za odmianę wymowy“ potępia zapisywanie takich niedbałości, dla
mnie zaś jest często rzeczą bardzo ciekawą, które mianowicie składniki
fonetyczne wyrazu przy niedbałej jego wymowie giną lub zmieniają się.
Że fakty tego rodzaju są w każdej żywej mowie, tak u ludzi pierwotnych
jak i cywilizowanych, nie ulega wątpliwości; tutaj przytoczę tylko jeden,
odnoszący się właśnie do siły wargowości, a spotykany bardzo pospolicie
n p. w Krakowie: ta sama osoba powie raz gadaua, drugi raz , zbliżenie
warg będzie mniejsze: gadaua, może go wcale nie być: gada, a przy
bardzo prędkiem mówieniu nieznać czasem nawet dtugości ostatniej zgło
ski. Z wymienionych powodów starałem się zapisywać zupełnie wiernie
słowa mówiącego z wszystkiemi, niezbyt zresztą daleko idącemi, różni
cami, przyczem sam często zaznaczałem odstępstwa od ogólnej reguły.
Odstępstwa takie i wahania istnieją nawet w najlepszych pracach dyalektologicznych, n. p. w tekstach, stanowiących drugą część wzorowych „Studyów Kaszubskich“ Bronischa. — Nie chcąc więc zmieniać tekstów, bo
jedna zmiana pociąga za sobą cały szereg innych, starałem się natomiast
w opracowaniu ująć wszystkie zjawiska w możliwie ścisłe prawidła, za
znaczając przy tern w danym razie niemożność podania reguły lub brak
wiadomości o zachowaniu się pewnej grupy głosowej. Zaznaczałem to
umyślnie, aby dając pracę w niektórych szczegółach niezupełną i mylną
może co do określenia niektórych dźwięków (za swe uzdolnienie słuchowe
ręczyć oczywiście nie mogę), lub co do naukowego określenia faktów
(czego jednak recenzent nie tykał), uczynić ją natomiast pracą sumienną.
Rzeczy wątpliwe pominąłem, wyjątki i odstępstwa niejednokrotnie przy
dawałem, a tymczasem recenzent na podstawie samych tylko tekstów
(co z przytoczonych przezeń przykładów wynika) o pracy tej powiedział,
że na niej „tylko z wielką ostrożnością polegać można, bo często się nie
wie, co prawdziwe a co wątpliwe, co regułą a co wyjątkiem“, sam nato
miast,, jak w trzech przypadkach wyżej wykazałem, dokładnie jej nie
przeczytał.
Dr. Kazimierz Nitsch.
ODPOWIEDŹ.
Wyrażenie autora: „Pełnogłoski a, o przed następującemi spółgło
skami nosowemi przechodzą często (w jakich warunkach?) w ą, Q,
brzmiące jak polskie“ muszę nazwać niedokładnem, bo w tern miejscu
dowiadujemy się pierwszy raz, że opisana, gwara kaszubska ma e; do
tego czasu bowiem autor wszędzie mówił o Q (e kreskowane); w ustępie po
święconym specyalnie wymowie samogłosek mówi autor tylko o ą
i <3 (str. 226), skąd więc wiedzieć, jak się wymawia w Luzinie <3? Na
str. 234 powiada autor wyraźnie sam, że „polskiemu ą („według naszej
niekonsekwentnej ortografii“) odpowiada Q“; z tego zestawienia można
więc wnioskować, że jego ą i <2 oznaczają tylko dwa odcienia nosówki o;
gdyby autor był dokładniejszy w opisywaniu jakości nosówek (str. 226),
i wspomniał tam, że w gwarze luzińskiej istnieje jakieś «, wiedziałby
każdy później, co to «oznacza. Jeżeli kto, to fachowiec, a do takich liczy
się autor, powinien dokładnie omówić każdy znak użyty, a nie zostawiać
co do żadnego znaku czytelnika w wątpliwości.
— 205
Mam także nieufność do suovńe, bo autor powiada na str. 231:
„dyftong no występuje zawsze jednakowo bez względu na swoje po
chodzenie“ i wylicza między czterma kategoryami także ło, czyli że
„ou po ł zamienia się razem w uo; a że autor bierze za podstawę język
ogólno (literacko-) polski, a w nim właśnie we wyrazie słownie mamy
połączenie ł-\-o, można więc przypuszczać teoretycznie, że powinno- być
suóvńe, i to tembardziej, że autor na str. 233, gdzie mówi o o, nie podaje
żadnego przykładu na „o“ po „7 + o“. Nie trzeba więc mówić, że Ud powstaje z ło „bez względu na swoje pochodzenie“, albo dodać uwagę, że
w tym przypadku należy uwzględnić pochodzenie uo z pierwotnego ło.
Jest tu więc znowu niedokładność.
Co do uodixnąn można być różnego zdania; autor uważa to za formę
żeńską: można ją uważać i za formę męską, która brzmi tak samo (sti.
252); że do utworzenia zaś tej formy żeńskiej przyczyniła się forma
męska, o tern wątpić nie można; forma żeńska byłaby się prawidłowo
rozwinęła we formę: ąua: uodixncfua; ponieważ zaś rodzaj męski brzmiał.
uodixną, uodixnąn, przeszła forma żeńska do formy męskiej; według
mego zapatrywania jest to właściwie forma męska.
Na str. 240 mówi autor: „Przy g' język całą płaszczyzną zbliża się
do podniebienia, stąd ma się często chęć do oznaczenia go jako silnie
palatalizowanego d, któfe jednak nadzwyczaj tylko rzadko brzmi jak
dź lub dż. W tekstach piszę przeważnie g' lub d’“. Z tych słów wynika,
że dż w gwarze luzińskiej prawie nie istnieje czyli że g w dż się prawie
wcale nie zmienia i że skutkiem tego autor pisze g lub d zamiast niego.
Tymczasem w tekstach jest inaczej; mamy tam prawie równorzędnie dż
zamiast g\
,
.
.
.
Co do setmo, to niech autor nie przekręca mych słów; mnie nie chodzi
o ten jeden wyraz; mówię wyraźnie: Na wzmiankę zasługiwały także
liczebniki, które w ogólno-polskim języku odmiennie się wyrażają, n. p.:
sztere duadzesce
24; uosmeszezdzesąti = 68-my i t. d. chodzi mi o to,
że jednostki stoją przed dziesiątkami.
Co się tyczy form gen. sing. masc. deklinacyi zaimkowej, to autoi
co innego myśli, a co innego pisze; wie sam bardzo dobrze, że w zesta
wianiu form deklinacyjnych daje się w każdym przypadku wszystkie formy
istniejące lazem zebrane, choć były omawiane już w głosowni Tam bo
wiem często omawiają się pojawy głosowe w różnych miejscach i trzeba
je dopiero wyszukiwać; autor wie także, że sumienni pracownicy podają
nawet w deklinacyi przy pojedyńczych formach paragrafy, w których owe
formy w głosowni są omawiane. Poco się więc wykręcać słomą.
Przy zugóu rzuciłem tylko mimowoli pytanie, „czy rzeczywiście nie
ma brzmienia choćby krótkiego 9“, nie chcąc wcale twierdzić, ze tak
musi być. Autor robi słonia z muchy i poucza mnie o języku Uerdowskiego bardzo obszernie, jak gdyby o tem nikt nie wiedział, tylko on sam.
Autor gotów się zresztą zgodzić, że po u jest krótkie u, a więc samo
głoska. 0 więcej nie chodzi. Pomimo tego, ja jednak i językiem Derdowskiego nie będę pogardzał \v pewnych kwestyach języka kaszubskiego.
" I ja uważam kwestyę, jak spisywać i podawać teksty za zasadniczą.
Nie potępiam też, jeżeli tekst odpowiada całkiem wymowie jednostki,
chodzi mi tylko o to, aby pomiędzy tekstami a opracowaniem ich nie
było sprzeczności i żeby wszystkie zjawiska językowe, występujące w te-
— 206 —
kscie, znalazły omówienie w opracowaniu. Tego autor nie podał. Niech
mi autor wskaże w swej rozprawie miejsce, z którego możnaby się do
wiedzieć, że n. p. polski wyraz koń może być wymówiony aż w czworaki
sposób w gwarze kaszubskiej. Że o tem wspomnieć należy, dowodzą wła
śnie cytowane przez autora rozprawy, w których takie odcienia językowe
są wyraźnie naznaczone. Skoro zaś autor tego nie zrobił, niech się nie
dziwi, że czytający ma wątpliwości, czy ten lub ów dźwięk jest dobrze
przedstawiony.
Oprócz tego przyzna każdy badacz gwar, że choć w jednym i tym
samym wyrazie jeden i ten sam dźwięk rozmaicie się wymawia, to jednak
jeden sposób wymawiania tego dźwięku będzie częstszy, więcej rozpo
wszechniony niż drugi, który się często tylko sporadycznie spotyka. W ta
kim razie pierwszy sposób wymawiania jest niejako regularny, drugi wy
jątkowy. Dwóch tych sposobów wymawiania na równi stawiać nie można.
Dalej należy uwzględnić, jaka osoba wymawia, czy stara, czy młoda, bo
i ta okoliczność wpływa na wymowę, czy dany osobnik nie ma jakich
właściwości indywidualnych w wygłaszaniu swej gwary. Wszystkie te
okoliczności trzeba mieć na uwadze, bo inaczej wprowadzi się do tekstów
rzeczy niemożliwe. Jeżeli więc mam wątpliwość pod względem dokładności
tekstów, to właśnie dla przyczyn wymienionych. Chcę wiedzieć, które
objawy są ogólnie przyjęte, a które tylko wyjątkowo słyszeć się dają,
a właśnie pod tym względem brak pewności. Na to potrzeba dłuższego
badania gwary, dokładnego wsłuchania się w nią i robienia prawie sta
tystycznych zestawień. Kilka dni pobytu i porozmawiania z kilku osobami
na to nie wystarcza.
J, L.
SPRAWY TOWARZYSTWA.
I. Posiedzenie naukowe.
Pierwsze posiedzenie odbyło się 4. kwietnia, na którem Dr. Jan
Karłowicz, członek honorowy i jeden z założycieli Towarzystwa, odczytał
„próbę tłomaczenia zabobonów ludowych“. Wspomniawszy o psychologii
człowieka pierwotnego i o ogóle jego myśli, wykazał kolejno co następuje:
Przedewszystkiem zabobony powstawały z powierzchownego łączenia
faktów analogicznych. A zatem 1) igła jest ostra i kłótnia także; stąd
zabobon, że jeśli chce się poróżnić małżeństwo między sobą, trzeba we
tknąć igłę w ich wspólne łoże; 2) las jest wysoki, im wyższe będą kono
pie, tem lepiej dla gospodarza; stąd zabobon: siejąc konopie trzeba patrzeć
na las, a będą wysokie; 3) gniazdo ptasie jest powikłane, kołtun czyni
włosy zbitemi, stąd zabobon: jeżeli strzyże się włosy, nie trzeba ich wy
rzucać byle gdzie, bo ptaki zrobią z nich gniazdo, a człowiek dostanie
kołtun. — Przesądy, przy których konieczna jest mimika, tłomaczyć
się dadzą w ten sposób. Znany jest przesąd, że w razie posuchy wsypuje
się mak drobnemi szczyptami do studni, a od glist zamawia znachorka
następująco, że mówi zaklęcia, jak to św. Otylia szła i wydobywała glisty
i odrzucała je, przyczem wykonuje odpowiednie czynności ruchy. Wia-
