629ce961521bc1660b585cca08dbbb35.pdf
Media
Part of Rozbiory i sprawozdania, cz. 1 / Lud, 1903, t. 9
- extracted text
-
— 91 —
ROZBIORY I SPRAWOZDANIA.
Nitsch Kazimierz. Studya Kaszubskie. Gwara luzińslca. (Nadbitka
z: „Materyały i prace komisyi językowej Akad. Umiej, w Krakowie“.
Tom I. 1902. 8-ka str. 221—273.
Narzecze kaszubskie stało się od pewnego czasu przedmiotem mniej
lub więcej gruntownych studyów. Pomijając starszych uczonych, wymienię
tylko pisarzy nowszych czasów na dowód mego twierdzenia. Wystarczy
wspomnieć Dr. Nadmorski ego (Kaszuby i Kociewie 1892), Parczew
skiego (Szczątki Kaszubskie, 1896), Biskupskiego (Aleksandra Berkę)
Die Sprache der Brodnitzer Kaszuben i Słownik kaszubsko-perównawczy,
1890), Ramułta (Słownik języka pomorskiego czyli kaszubskiego, 1893),
Bronischa Gotthelfa (Kaschubische Dialektstudien, 1896—1898) i P.
Lorentza (Zum Heiternester Dialekt, 1901) A pomimo tego narzecza
kaszubskie niecałkiem dokładnie są nam znane; uczeni spierają się nawet,
czy język kaszubski jest wogóle językiem polskim, czy resztką języka
pomorskiego, jak chce Hilferding, Ramułt i Baudouin de Courtenay, a przeciw czemu występują Kalina, Karłowicz i wielu
innych.
Najnowsza praca o jednej z gwar kaszubskich p. K. Nitscha nie
wdaje się w kwestyę przynależności języka kaszubskiego, lecz zajmuje
się językiem ze stanowiska czysto gramatycznego. Spostrzeżenia językowe
robił autor na obszarze parafii luzińskiej, a pośrednio i parafii szynwałdzkiej (części powiatu wejherowskiego). Praca p. N. robi na pierwszy rzut
oka wrażenie pracy gruntownej; składa się z części gramatycznej, leksy
kalnej i tekstów. W części gramatycznej wylicza autor dźwięki istniejące
w gwarze luzińskiej, opisuje je fizyologicznie, a potem podaje odmiany
gwarowe od języka ogólno-polskiego w dziedzinie głosowni i odmienni.
Akcentowi poświęca należytą uwagę. W omawianiu samogłosek nosowych
jest mała niedokładność; autor mówi na stronie 235: „Pełnogłoski a, o
przed następującemi spółgłoskami nosowemi przechodzą często w ą, Q,
brzmiące jak polskie“. Tymczasem ą oznacza w polskim języku ogólnym o
nosowe; nie wiemy więc, czy ą czytać jak nosowe a, czy jak nosowe o, zwła
szcza, że przy opisywaniu wymowy nosówek na str. 226 o ą nie ma
wzmianki. W części słownikarskiej podał autor tylko te wyrazy, których
nie znajdujemy w słowniku Ramułta, lub które mają u Ramułta odmienne
znaczenie. Dodam tylko, że kaszubskie zvela jest niem. Schwelle.
Teksty przytoczone w częci III. pochodzą, z wyjątkiem dwóch ma
łych, wszystkie z Luzina. Dają one powód do różnych uwag. Weźmy n. p.
tekst 11. pod napisem: Szklana góra. Uderzają w nim różne formy jednego
i tego samego wyrazu; mamy tam raz pisane: gnupi (głupi), drugi raz
gup'î i güp'i, raz nocucu (ocucił), drugi raz: uocücü, raz kóiń, drugi raz
kóń, trzeci raz kóiń a nawet czwarty raz kuóiń (koń); raz buo, drugi raz buo,
trzeci raz 6“o; dochodzi nawet do tego, że obok m'eu (miał) mamy w na
wiasie: m’ü. jak gdyby opowiadająca jednostka dyktowała autorowi m'eu,
a potem kazała autorowi ze względu na reguły gramatyczno dopisać jeszcze
drugą formę! Dziwną to jest rzeczą, żeby jedna i ta sama osoba wyma
wiała ten sam wyraz w dwojaki, trojaki a nawet czworaki sposób. Jest
— 92
to wprawdzie możliwe, ale nieprawdopodobne. Przypuszczam, że autor
albo niedokładnie słyszał wymówiony wyraz, albo niedbałe wymówienie
brał za odmianę wymowy. Takie same widzimy różnice, jeżeli porówny
wamy pojedyncze teksty ze sobą: raz mamy pyole, inny raz puóle, raz
bauo, drugi bdyó, a raz nawet bóyo (było) i bono, co z pewnością jest
błędem; raz yońi, drugi raz uońi (oni), raz yokna, drugi yokna (okna),
raz teguo, inny raz teguó, potem znowu teue, teyo (tego), ńeyó (niego),
redneyb (jednego). Autor wspomina wprawdzie o tych formach deklinacyjnych w głosowni, ale nie przytacza ich w odmienni. Sądząc z tekstów,
nie możemy się zgodzić na zdanie, że formy teue, teyo, ńeuo, jedneue
są sporadyczne; spotykają się prawie równie często jak teguo i t. d.
W tekstach znajdujemy także objawy językowe nie wspomniane w części
gramatycznej. Na stronie 268 mamy nosowe u, o którem w odnośnem
miejscu nie ma wzmianki; na str. 263 spotykamy częstą zresztą formę
w języku kaszubskim: v’eldżdx (=wielgich); o zamianie g w dż także
autor nie wspomniał. Na wzmiankę zasługiwały takie liezebniki, które
w ogólno-polskim języku odmiennie się wyrażają, np. sztere dvadzesce = 24,
uosmeszezdzesąti = 68-my; setmo = siedm.
Składni nie poświęcił autor żadnej uwagi, choć w tekstach znajdu
jemy ciekawe używanie rodzaju męskiego zam. żeńskiego, n. p. “ona
uodixnąn = ona odetchnął, tagbom guó vząn — tak bym go wzięła, i t. d.
Niektóre formy wzbudzają pewną nieufność, jak syóvńe\ spodziewalibyśmy
się: syóvńe (por. guóva); czy w zygóy (zełgał) nie ma rzeczywiście
brzmienia choćby krótkiego e? Derdowski pisał ten wyraz: zełgoł', wyraz
ten bez e jest bardzo trudny do wymówienia, czego gwary unikają.
Te wszystkie nasuwające się wątpliwości osłabiają wartość pracy,
zwłaszcza jeżeli się wie, że autor badaniu gwary tak trudnej, jaka jest
każda gwara kaszubska, poświęcił zaledwie 2 tygodnie czasu; autor przyznaje sam, że czas ten nie wystarcza na gruntowne zbadanie, że przy
opracowywaniu całości w Krakowie niejedna się nasuwała mu kwestya,
której nie mógł zbadać; powstał więc tylko szkic pracy, na której tylko
z wielką ostrożnością polegać można, bo często się nie wie, co prawdziwe
a co wątpliwe, co regułą a co wyjątkiem. Szkoda, że autor nie czekał
drugich wakacyi, podczas których byłby mógł studya swe uzupełnić
i wszystkie kwestye wątpliwe zbadać.
Dr. J. Leciejewski.
J. Kośfal. Lidova mluva na Bydźovsku (Mowa ludowa w Bydżowsku). (Sprawozdanie wyższ. gimnazyum czeskiego na Nowem Mieście
w Pradze za rok szkolny 1901/2). V Praze, 1902, 8-ka, str. 17.
Jest to praca słaba, mało naukowa. Autor bierze za punkt wyjścia
język czeski książkowy i ogranicza się do podania odmian w opisanej
przez siebie gwarze ludowej, nie troszcząc się o to, czy może ta lub owa
forma ludowa nie jest pozostałością z czasów dawniejszych i nie przed
stawia formy starszej, której język nowoczeski już nie zachował. Wyli
czając przykłady, nie jest gruntowny; powiada n. p. na str. 1: „Za e
pojawia się a, 6, o, y: teprva, pap^rky, konv6, vrstvS, ślohat, sekyra“.
Nie wiemy przytem, czy to wszystkie przykłady wyliczone, czy tylko
kilka, czy objaw ten zamiany e na a,
o, y jest sporadyczny czy ogólny
— 93 —
i w jakich razach? Takich wypadków jest dużo. Często podaje przykłady,
z którymi nie wiemy, co zrobić. Mówi n. p. na str. 1: „Za a bywa e, o:
dosavad, posavńd“. Gdzie tu e lub o zam. a? I w książkowym języku
mówi się dos-, pos-. Na str. 3 powiada: „n pojawia się w zgłosce mś:
mnesto, mnósic i in.“. Znowu nie wiemy, czy ten ważny objaw, który
i w gwarach polskich spotkać można, jest ogólny, czy tylko pojawiający
się w niektórych wyrazach ze zgłoską me; tak autor postępuje ciągle.
Z językiem postępuje zupełnie mechanicznie; o wpływach, jakie
w języku działają, jak analogia i akcent, nic nie wie. Ucho jego zdaje
się także nie być wrażliwe na odcienia głosowe; według niego bowiem
wszystkie głosy omawianej gwary brzmią zupełnie tak samo, jak w mowie
wykształconych; nie powiada nigdzie, że takie e lub o brzmi pod wzglę
dem fizyologicznym tak lub owak; nie opisuje wogóle powstawania brzmie
nia i wymawiania żadnego dźwięku; fizyologia mowy zdaje się być mu
nie znana. Jest to wielką szkodą, bo przypuścić musimy, że gwara opi
sana inaczej wymawia pojedyńcze dźwięki, zwłaszcza samogłoski, niż
język ogólnoczeski. Sposobem przez autora obranym opisywaliśmy gwary
przed 20-stu laty; dziś zrobiliśmy na tern polu znaczne postępy. Najlepszy
stosunkowo jest słowniczek wyrazów gwarowych.
Dr. J. Leciejewski.
Badura Wincenty E. Chów drobiu i bydła oraz weterynarya lu
dowa w wioskach parafii Pobiedr i Krzęcin. Lwów 1901 r. 8-ka str. 33.
W roku ubiegłym w „Przeglądzie weterynarskim“ we Lwowie
i w „Dobrej. Gospodyni“ w Warszawie ukazała się równocześnie praca
p. W. Badury pod powyżej podanym napisem, której odbitkę mamy obecnie
przed sobą. Zasługuje, aby się jej przyjrzeć bliżej nie tylko dla tego,
że wcale obszernie przedstawia nam bardzo ważną gałęź wiedzy ludu rol
niczego pod Krakowem, ale że w pracy swej zebrał autor i' przedstawił
mnóstwo szczegółów o chowie i leczeniu drobiu i bydła i złożył je w wy
czerpującą prawie przedmiot całość. Autor, dziecko ludu, urodzony i wy
chowany w Krzęcinie, był w stanie podpatrzeć i przyswoić sobie całą
umiejętność wieśniaków tamtejszych w obchodzeniu się z drobiem i bydłem
i wszystko to wiernie przeniósł na papier, podając nam w ten sposób
materyał pewny, dokładny, na który zawsze, jako na źródło z pierwszej
ręki, będzie można powołać się.
W prawdzie praca p. Badury nie przedstawia nam całokształtu tego,
co „lud krakowski“ wie i praktykuje, chowając i lecząc drób i bydło.
Ja sam posiadam z tych stron wiele materyału uzupełniającego. Ale pan
Badura nie zakreślał swej pracy tak obszernego programu, ograniczył się
tylko na dwuch parafiach dekanatu Skawińskiego pod Krakowem, i z za
łożenia tego wywiązał się zupełnie dobrze.
Po krótkim wstępie autor zaznacza, że wioski parafii Pobiedr i Krzę
cin zamieszkuje lud, jednakowy ale całkiem odmienny od innych tak wa
dowickiego jak i podgórskiego powiatu“ i że obydwie te parafie pod ka
żdym względem odrębną tworzą całość. Należałoby dla dokładności dodać,
że jest to lud krakowski a wliczyć go trzeba do grupy Czernichowian, do
których należą tak ze względu na język, budowę chat i strój, zwłaszcza
dawniejszy, jeszcze przed ćwierć wiekiem, łączący go razem w jedną
— 94 —
grupę etnograficzną. Po prawej stronie Wisły dodać należy jeszcze pa
rafią Tyniecką. — Dawne kaftany granatowe męskie, jak i gorsety ko
biece z Tyńca i ze Skotnik są takie same, jakie nosili wtedy wieśniacy
w Krzęcinie.
Pracę swoją podzielił autor, jak to już w napisie zaznaczył, na dwie
części: na chów drobiu i bydła i na leczenie ich, wreszcie w dodatku
pomieścił słowniczek wyrazów i wyrażeń ludowych. I tak dowiadujemy
się, jak lud w parafii krzęcińskiej i pobiedrzeńskiej chowa i leczy kury,
kaczki, gęsi, indyki, panterki i gołębie — dalej konie, krowy, świnie,
barany i króliki — nareszcie psy i koty.
Z drobiu chowają najwięcej
kury i gęsi, z innych zwierząt domowych: konie, krowy i trzodę chlewną,
więc też największą część pracy p. Badury zajmują uwagi o tych zwie
rzętach. Szczegółów mnóstwo i dokładność wielka. Chociaż możnaby
i tutaj coś jeszcze dorzucić. 1 tak przy opisie chowu bydła szkoda, że
autor nie opisał obrzędów, przy których wypędzają bydło pierwszy raz
z wiosną na paszę. Dobrze także byłoby podać większą liczbę nazw na
dawanych krowom, koniom, psom, a nawet można było taki słownik na
zwisk w tamtejszych stronach używanych, wyczerpać zupełnie. Jaką ilość
szczegółów powiedział autor w swej pracy, daje nam wyobrażenie n. p.
ten szczegół, że podaje sposoby leczenia dwunastu chorób u krów a pię
tnastu u koni. Wszystko to środki zaczerpnięte bądź to z poradników le
karskich, „Zielników“ dawniejszych, bądź też sięgające jeszcze wiedzy
i praktyki słowiańskich znachorów. Postęp na tern polu wciska się tutaj
bardzo powoli, nieznacznie, przyjmuje się trudno a witany bywa z wielką
nieufnością.
Ażeby jednak dać dokładny obraz znaczenia, jakie ma u ludu tu
tejszego chów zwierząt domowych, należałoby uzupełnić zebrany przez
autora materyał podaniem wszelkich przesądów i zabobonów związanych
z temi zwierzętami (a brakuje ich tutaj wiele), podaniem pieśni, bajek,
baśni, anekdot, przysłowi i zagadek, w których zwierzęta domowe są
omawiane lub nawet wspomniano tylko.
Umieszczony na końcu pracy p. Badury słowniczek bardzo bogaty,
bo obejmuje 229 wyrazów i wyrażeń ludowych, jest pożądanym przy
czynkiem do studyum dyalektologicznego D. Dobrzyckiego: „O mowie lu
dowej wsi Krzęcina“.
W każdym razie praca ta pierwsza przynosi zaszczyt młodemu au
torowi i pozwala nam spodziewać się po nim dalszych studyów etnogra
ficznych z równą znajomością rzeczy przeprowadzonych i napisanych nad
ludnością swoich stron rodzinnych.
Sewenjn Udziela.
Materyały do ukraińsko-ruskoi etnologii. Wydanie etnograficznoi
komisyi. Tom III. Lwów 1901 8-ka str. 145—318.
Na wielkie ramy zakrojone dzieło prof. Włodzimierza Szuchiewicza
p. t. „Hueulszczyzna“ składa się z 4 części, tworzących trzy tomy.
Część I. (Materyały: tom II.), którą omówiliśmy w ostatnim zeszycie,
zaznajamia nas z fizyografią huculszczyzny, podaje niektóre statystyczne
daty, opisuje wieś, chatę i cerkiew huculską a w końcu zajmuje się ma
lowniczym strojem huculskim.
— 95 —
Część II. (Materyały; tom IV.), którą się obecnie zajmiemy, dzieli
autor na dwie połowy; w pierwszej przedstawia nam zwyczajne zajęcia
hucułów — w drugiej zaznajamia z ich przemysłem.
W pierwszej części Autor wprowadza nas w chatę hucuła i przed
stawia nam codzienny tryb jego życia. Pracą swych rąk zaspakaja hucuł
wszystko, czego dla siebie potrzebuje; z surowego materyału wyrabia on
odzież, sprzęty gospodarskie, stawia chaty, cerkwie i t. d Opisawszy
ogólnie zajęcia hucuła, przystępuje autor do szczegółowego ich rozpatrze
nia; tak najpierw widzimy nader szczegółowo przedstawioną robotę koło,
lnu i konopi od chwili zbioru lnu i konopi aż do chwili, w której znajdą
się u tkacza. Opis ilustrują liczne ryciny — wykonane z podziwu godną
dokładnością sposobem piórkowym — przedstawiające najrozmaitsze przy
rządy używane przez hucułów do tkania względnie do wyrabiania su
kna. Zaznaczyć wypada, że huculi znają sposoby barwienia wełny na
zielono, żółto, czerwono a nawet w niektórych okolicach na niebiesko
(hołubi). Tę ostatnią farbę sporządzają w następujący sposob: zbierają
w drewniane naczynie urynę młodego parobczaka i pozostawiają ją na
ciepłem miejscu przez dni 9; gdy tylko uryna pocznie fermentować , do
dają do niej nieco sinego kamienia (witryol miedzi) i pozostawiają na
dalsze trzy dni w ciepłym piecu, gdzie wytwarza się z owej mieszaniny
amonowo-miedziany tlenek barwy ciemno-niebieskiej; do mego wrzucają
białą przędzę, która tam tak długo pozostaje, aż nabierze żądanej, ja
śniejszej lub ciemniejszej niebieskiej barwy.
. .
Ważnym jest rozdział, który traktuje o szyciu. Zdobieniem ubrania
zajmują się hafciarki „szwali“. Figura 101 i 102 przedstawia 12 sposobów techniki huculskiego haftu, który tak upiększa malowniczy s loj u
culski. Niektóre z wzorów huculskiego wyszywania znane są i naszym
góralom n, p. chrestyki = ścieg krzyżykowy, „sznurok płetenjj . — ścieg
pleciony (gałązkowy), inne jak „nizinę“ (ścieg płaski naprzód i wstecz)
stanowią wyłącznie typ huculski. Sposób wyszywania przedstawił autoi
nadzwyczaj jasno. Dla lepszego zrozumienia tych zdobniczych wyszywkowych form podają ryciny formy wyszywania metylko z prawej strony,
ale i z lewej, dalej uwidocznione są ściegi, położenie igły; wystające
końce nici pouczają, gdzie rozpoczęte szycie a gdzie ukończone. Z kombinacyi różnokolorowych ściegów powstają setki wzorów, zdobiących ser
dak i keptar huculski. W dalszym ciągu przedstawia autor sposob wy
gniatania oleju z siemienia i lnu i podaje cały szereg przy rzą ow u
temu celowi służących. Co się tyczy pracy koło roli, to huculi lekceważą
ją; powstało nawet u nich przysłowie, że „pruć ziemię to grzech . Ażeby
zaś odwrócić od siebie wszelkie „licho“, jakie może spasc za ten grzech ,
na to trzeba koniecznie czarów.
.
v„„„ ■„
Osobny rozdział poświęca autor sianokosom; i całkiem słusznie bo
nieraz od zbioru siana zawisłym jest cały dobytek hucuła. Praca wpiesie
wymaga od hucuła ciągłego pobytu tamże, dlatego ez s awrją
ciekawy budynek, zwany „koliba“, w którem zimę spę zają.
W następnym rozdziale przenosi nas autor na hale
połonyny , n
których przez kilka miesięcy letnich wre wesołe życie. Pobyt hucuła na
halach przedstawiony dokładnie, tak że o nim jasne możemy sobie wy
robić pojęcie.
— 96
rozdziale 5 widzimy hucuła jako rybaka; ulubione to jego zaję
cie, z prawdziwym zapałem oddaje mu się. Pięknie i starannie wykonane
ijcin\ podają narzędzia rybackie. Myśliwstwo jest także w huculszczyźnie
rozpowszechnione; daje ono hucułowi możność do zdobycia sobie z łatwo
ścią dobrego pożywienia. Tak z myśliwstwem, jak i z rybactwem są
związane różne przesądy, z których wróżą o tem, czy uda się połów
czy nie.
W drugiej części zajmuje się autor domowym przemysłom huculszczt\zny. Przemjsł ten jest związany ściśle z życiem, obyczajami i zwy
czajami hucułów. W wyrobach huculskich, tak prymitywnych, jak i arty
stycznych, zachowano stare zwyczaje i miejscowe tradycye. Charaktery
styczną cechą huculskiego przemysłu jest konserwatyzm w użyciu pomo
cniczych narzędzi i jednostajność zewnętrznego wejrzenia. Autor przecho
dzi po kolei poszczególne gałęzie przemysłu: łyżkarstwo (-wyrób łyżek
drewnianych), korytarstwo, bednarstwo, przyczem podaje różnorodne
foimj naczyń wyrobionych przez huculskich bednarzy, którzy częstokroć
na tych naczyniach piękne wypalają wzory (w słownictwie huculskiem
zwie się ta czynność „wypisani“); dalej przechodzi autor po kolei: sto
larstwo, kuśnierstwo, tkactwo. Cała technika tkacka nietylko pięknie przed
stawiona ale i ilustrowana wytwornie; przesuwa się dalej przed nami
garncarstwo i mosiężnictwo; technika metalowych wyrobów jest tu bardzo
prymitywna, ale mimo to świadczy o wrodzonym i bardzo rozwiniętym
zmyśle estetycznym. Osobne ustępy poświęcone wyrobom ze skóry, rze
źbiarstwu i tokarstwu. Rzeźba, nieraz nadzwyczaj prymitywna, świadczy
o wrodzonem zamiłowaniu do zdobień i o tem, że wykonawca starał się
o to, by rzeźba powabnie wyglądała.
Wśród hucułów, którzy dziś się oddają rzeźbiarstwu, zajmuje pierw
sze miejsce Marko Mehedeniuk ze wsi Riczka; on pierwszy wprowadził
zdobienie paciorkami, czem naśladuje na drzewie wzory wyszywek, pisa
nek i t. p. Na końcu podaje autor nazwiska znaczniejszych rzeźbiarzy
tokarzy, mosiężników i bednarzy.
P. Szuchiewicz, który doskonale poznał huculszczyznę, przedstawił
rzecz nadzwyczaj jasno i pięknie; dzięki barwnemu opisowi, czytelnik jest
w stanie wyrobić sobie dokładne o wszystkiem pojęcie. Autor wżył się
w stosunki huculskie i zbadał je gruntownie. Mimo to, że dzieło to nie
mało kosztowało pracy i trudów, autor wcale się nie ugiął, owszem zmie
rza wytrwale do końca. Zaznaczyć wypada, że dzieło zdcbią liczne ilustracye. Część następna (tom II.) zawiera następującą treść; narodzenie,
wesele huculskie, huculskie instrumenty, tańce, pieśni, śmierć i pogrzeb.’
Aleksander Medyński.
Wjela Radyserb Jan. Pfisłowa aprisłowne hróncka a wusłowa Hornojołużiskich Serbów zberał a zhromadźił.,. dorjadował a wudał Dr. Ernst Muka. Budyśin. 1902. Z nakł. Dr. E. Muki. 8-ka
mała. str. XIV. i 314.
Do dwu zbiorów przysłów słowiańskich: polskiego S. Adalberga oraz
księgi p. t. „Slovenska prislovi, porekadla a uslovi“ A. P. Zatureckiego,
przybył obecnie zbiór trzeci, obejmujący przysłowia górnołużyckich Serbów.
Pod wpływem zachęty Smolera zaczął nestor górnołużyckich pisarzy, Jan
— 97
Radyserb Wjela, jeszcze przed pół wiekiem gromadzić materyały przy
słowiowe. Nie pozwolił jednak sędziwy wiek dokonać zbieraczowi całego
wydania, kiedy uporządkowanie przysłów wymagało sporej ilości trudu
i czasu. Opracowanie materyału przypadło w udziale redaktorowi czaso
pisma „Łużica“, Dr. E. Muce. Trudno wprawdzie zgodzić się na podział,
jaki Dr. Muka tutaj zaprowadził, bo jedyny jest ten tylko, który potrafi
materyał podać w formie przejrzystej, t. j. grupując przysłowia podług
wyrazów głównych, jakie w nich zachodzą, a nie podług tego, czy pewne
przysłowia są rymowane lub nie, jak to uczynił Dr. Muka. Niepodobna
jednakże zaprzeczyć mu wielkiej zasługi, że tych 9125 ludowych przy
powieści wydał własnym nakładem, bo Macierz Serbska nie mogła zdobyć
się na potrzebny fundusz.
St. Zdziarski.
H. Windakiewiczowa: Ballady Mickiewicza wśród ludu. „Lud“
VIII., str. 1. nast.
Pani H. Windakiewiczowa w swojej niewielkiej rozprawce: „Ballady
Mickiewicza wśród ludu“ przytacza dwa bardzo ciekawe przykłady „świeżo
na uczynku schwytanej twórczości“ poetyckiej naszego ludu. Oto kilka
małomiejskich dziewczątek w wieku od 13 — 19 lat nauczyło się na pa
mięć 2 ballad Mickiewicza: „Świtezianki“ i „Czatów“, zapewne w szkole,
i zapragnęło je sobie zaśpiewać, tak jak się śpiewa rozmaite śpiewki
ludowe lub szkolne. Nie wiedząc jednak do tego odpowiedniej nuty, po
stanowiły ją sobie same ułożyć — i ułożyły ich aż dwie, do każdej bal
lady osobną. Te nuty świeżo przez dziewczęta ułożone mają zdaniem
p. Windakiewiczowej podobnie jak i inne melodye ludowe „budowę zwrot
kową“, „śpiew sylabiczny“, „małą rozległość melodyi“, a nadto, czego
melodye ludowe nie mają, „rytmikę kapryśną“ i „nastrój wysoce dra
matyczny“.
Słowem p. Windakiewiczowa w swojej rozprawce daje czytelnikowi
nie dwuznacznie do zrozumienia, że zrobiła nader ciekawe spostrzeżenie,
iż twórczość poetycka ludu nietylko że nie znikła — jak niektórzy są
dzą — nietylko że istnieje tak jak i dawniej — ale że ciągle się rozwija
i nowe czyni postępy, zupełnie tak samo jak poezya ludzi wykształco
nych. „Pieśni nasze ludowe miewały charakter epicki, sielski, liryczny,
dziarski, żałośny — ale element dramatyczny był im dotąd obcy“.
Na pierwszy rzut oka nie mielibyśmy nic przeciwko podobnemu
twierdzeniu — jeżeli jednak głębiej wglądniemy w istotę rzeczy i poró
wnamy to, co lud dzisiejszy tworzy z tern, co już dawniej stworzył, to
musimy być innego zdania — a przynajmniej do pewnego stopnia je
zmodyfikować.
Że lud nasz ciągle dotąd jeszcze poetycznie coś tworzy, to nie ulega
najmniejszej wątpliwości — ale również jest świętą prawdą, że lud obe
cnie tworzy daleko mniej i daleko gorzej, aniżeli tworzył dawniej, na co
zresztą już w swoich „Uwagach nad pieśniami ludu wielickiego“ (str. 22)
zwróciliśmy uwagę. O postępie w dzisiejszej twórczości poetyckiej naszego
ludu nie może być mowy, bo lud dzisiejszy znajduje się w przejściowej
epoce naśladownictwa obcych motywów, które przychodzą do niego z mia
sta i z zagranicy wprost lub za pośrednictwem szkoły, książek, wojska,
7
— 98
dworu, plebanii i różnych gości, którzy dzisiaj liczniej i natarczywiej jak
dawniej na wieś zaglądają. On dzisiaj nie ma czasu na tworzenie — On
dzisiaj wszystko chciwie połyka i mięsza z tem, co już dawno stworzył,
bez ładu i porządku. Tworzyć zacznie dopiero wtedy, skoro się jego
chciwość na rzeczy obce i nowo zupełnie nasyci. Skoro to, co pochło
nął — zacznie trawić, skoro to, co z geniuszem twórczości ludu niezgo
dne, odpadnie na gnój i śmieci, a to, co zgodne, przejdzie w jego krew
i soki żywotne. Ta chwila jeszcze nie nadeszła i nie nadejdzie ani za sto
lat. Jestto ten sam proces, który widzimy dzisiaj niotylko w poetyckiej
ale wogóle w artystycznej twórczości naszej inteligencyi, tylko odbywa
jący się wprost w przeciwnym kierunku. Dotąd inteligencya czerpała mo
tywy z własnego otoczenia, a co najwięcej, z zagranicy. Motywy ludowe
były rzadkością, prawie nieznane. Obecnie pod wpływem polityki ludowej
i badań nad ludem poeci i artyści uczeni rzucili się po motywy do ludu
i tak, jak lud chłonie dzisiaj chciwie wszelkie nowości od inteligencyi,
tak inteligencya chłonie i połyka nowości od ludu. Ani tu ani tam nie
widać prawie żadnej oryginalnej twórczości — ale wzajemne pochłania
nie nowości. Tak tu jak i tam jest stan przejściowy — rabunkowy, po
siadający jak najmniej samoistnej twórczości i oryginalności.
Obie melodye przytoczone we wspomnianej rozprawce p. Windakiewiczowej, są właśnie tego najlepszym dowodem. Słowa bowiem są
własnością Mickiewicza, które do ludu dostały się przez szkołę lub czy
telnię, z poezyą ludową tylko niewiele mają wspólności. Melodya jedna
i druga nie są wcale nowe i oryginalne, świeżo „zmyślone“ przez dobczyckie dziewczęta, ale są to melodye ludowi lachoskiemu już dawno
znane i tylko na prędce do słów Mickiewicza przystosowane. Samo zaś
przystosowanie jest czysto rzeczą przypadkową, zawisłą od chwilowego
usposobienia śpiewających dziewcząt, od ich poziomu wykształcenia i od
treści a także i formy poematu Mickiewiczowego. To też ma ono cechę
przypadkową i nienaturalną — naciągniętą i wymuszoną — chwilową
i zmienną. W artości naukowej nie ma prawie żadnej. Dodajmy, że na
tem wszystkiem i indywidualność p. Windakiewiczowej przy zapisywaniu
obu melodyj pozostawiła swoje piętno, czego dowodem właśnie owa „dramatyczność“ i wszystko to, co „o wielkiej już kulturze ducha i ludu na
szego świadczyć może“.
Melodye ludowe, które dziewczęta przemocą przystosowały do słów
Mickiewicza istnieją dotąd jeszcze śród ludu i brzmią następująco:
Melodya przystosowana do „Czatów“.
Rj
.\
ly.A P ■ 4 «
u
•
-1 - p ■ —
Ko- choł-b;<m cie Ba-siu,
'—- ’
9—«--- i:i
a
k
n
r
Da-le juz ni - mo-ge
ł
Ja-gem do cie
p
3Ę ---------je-choł,
zło-mo-łem se
no-ge...
— 99
r
T
I
i
k - ,i - r
5
____ :
w
Zło-mo-łem se
’J L
S
I
t“
K
L
L
’----«----a
no-ge —
Ji jag na swo
____
1 • «.
l5
bie
E3
Juz do cie-bie
nie przy-de...
Melodya przystosowana do „Świtezianki“.
Le - cioł pies przez ło-wies, Su-ka bez
ta-tar-ke,
J j j. U’ J JU j; j j1
Zna - loz pies
ko - ro - le,
A su-ka ka - tan - ke.
Wystarczy tylko zanucić którąkolwiek z nich, a w tej chwili ude
rzy każdego — nawet nieuczonego — rażące podobieństwo do jednej
z podanych melodyj w „Ludzie“ przez p. Windakiewiczową. Dziewczęta
dobczyckie zmieniły w nich tylko takt i tępo, trochę skróciły i dały nieco
odmienne zakończenie odpowiednio do słów Mickiewicza, zresztą melodyę
zostawiły w głównych zarysach tak samo, jak była, niezmienioną.
Wobec tego radość p. Windakiewiczowej, że lud nasz w rozwoju
swojej twórczości poetyckiej czyli muzycznej (bo poezya i muzyka u ludu
stanowią nierozłączną całość) wykazuje „już wielką kulturę ducha“, „sub
telne poczucie rytmu“, dramatyczność“ dotąd „nieznaną w poezyi ludo
wej“ — słowem ogromny postęp w porównaniu z tern, co dawniej two
rzył, jest jeszcze przedwczesną! Twórczość poetyczną lud ma
i to jeszcze w wyższym stopniu, jak ją ma inteligencya — ale nie
zawsze. Miał ją dawniej — parę dziesiątek wstecz i dalej — będzie ją
miał nieraz jeszcze w przyszłości, ale stracił ją w obecnej chwili. Toteż —
jak sprzeciwiam się z jednej strony twierdzeniu (p. Brucknera i jego
zwolenników), że lud wcale nie tworzy, ale wszystko, co ma, zawdzięcza
obcym wpływom i obcej twórczości: tak z drugiej strony sprzeciwiam się
także dowodzeniu (p. Windakiewiczowej i innych), że lud zawsze jest
twórczym, oryginalnym, a zwłaszcza obecnie. Moje bowiem zdanie jest,
że lud podobnie jak cały naród, ma w swojej twórczości duchowej okresy
najwyższego rozwoju i oryginalności jak i okresy największego upadku
i naśladownictwa. Czasy obecne są właśnie tym ostatnim okresem zaró
wno ludowej jak i literackiej twórczości. Takie okresy wykazał W. Sche7*
100 —
rer w twórczości poetyckiej u Niemców, że następują po sobie regularnie
co 300 lat — możnaby je wykazać i u nas. Jestto rodzaj falowania du
chowego, które zaczyna się od dołu i stopniowo postępuje ku ¡jprze —
osięga pewien punkt najwyższy rozkwitu i napowrót opada. To falowanie
ma zawsze powód swój w socyalno-politycznych przemianach myśli i ży
cia dotyczącego narodu.
L. Młynelc.
SPRAWY TOWARZYSTWA.
I. Posiedzenia Zarządu centralnego.
Piąte posiedzenie odbyło się 22. paździeruika. Obecni pp. Bal,
Dr. Gargas, Jankowski, Klemensiewicz, Dr. Leciejewski, Rybowski i Zdziar
ski. Nieobecność usprawidliwili pp. Soleski i Sołtys. Przewodniczył Dr.
Kalina.
1- Przyjęto 3 nowych członków.
2. Uchwalono wziąć udział w obchodzie jubileuszowym Konopnickiej,
poświęcić jej rocznik „Ludu“ i wręczyć go jej na uroczystości w teatrze
przez Dra Leciejewskiego i Zdziarskiego.
3. Postanowiono prosić Dr. Sobierańskiego, i Dr. Niemiłowicza o uło
żenie kwestyonaryusza w sprawie lecznictwa ludowego.
4. Oddziałowi Tow. literackiego im. Mickiewicza w Tarnowie uchwa
lono posyłać „Lud“ za opłatą 2 koron rocznie.
o. Udzielono p. W. E. Badurze pełnomocnictwa na założenie od
działu Tow. w Łańcucie.
6. Omówiono sprawy bieżące.
Szóste posiedzenie odbyło się 16. stycznia 1903. Obecni
pp. Bayger, Dr. Gargas, Klemensiewicz, Dr. Lecieiewski i Zdziarski.
Przewodniczył Dr. Kalina.
1- Przyjęto 19 nowych członków.
2- W m^eJsce statutowo ustępujących członków Zarządu pp. Dra
Bruchnalskiego, Soleskiego, Sołtysa i Zdziarskiego, dalej Dra Niemca,
który zrezygnował, oraz Dra St. Eliasza Radzikowskiego, który przestał
byc członkiem Tow, ułożono propozycye na Waln. Zgrom. Takież propozycye uchwalono co do prezesa i wiceprezesów Tow. Termin Waln Zgrom
naznaczono na 23. stycznia.
Pierwsze posiedzenie za r. adm. 1903 odbyło się 23.
cznia. Obecni pp. Bal, Dr. Gargas, Klemensiewicz, Dr. Lecieiewski
bowski, Siwak, Dr. Studziński i Zdziarski.
1. Ukonstytuowano się następująco: Sekretarzem Tow. obrano po
nownie p. Zdziarskiego, skarbnikiem ponownie p. Klemensiewicza, biblio
tekarzem ponownie p. Jankowskiego, administratorem wydawnictw p. Bała.
