6c908e27cd089334cabde93fa8bd4c30.pdf

Media

Part of O praojczyźnie Słowian / Lud, 1936, t. 34

extracted text
46
premier chapitre présente les croyances de l’époque védique; on y voit
apparaître les asur a, les g a n d h a r. v a et les a p s a r a s, les
r a k š a s, les y a t u et les pisać a, les p r e t a et les p 11 a r a s. Le
chapitre II a pour sujet les croyances attestées dans les deux grandes épo­
pées, le Mahabharaivi) et le Râmâyana; on y apprend du nouveau sur les
esprits et les démons déjà nommés et on fait la connaissance, en outre, des
b i n n a r a et kimpuíuša, des vidyâdhar a, des b h ü t a, des
naga. Le chapitre I'II renseigne sur les croyances du bouddhisme primitif
et sur celles du tantrisme (dams 'l’Inde, bien entendu), y compris les pra­
tiques magiques. Le dernier chapitre est consacré aux croyances de l’Inde
moderne, fondées en grande partie sur celles des épopées ht des purâna;
en sus des esprits et des démons anciens, cependant, on y envisage nombre
de nouveaux, empruntés par rhindouisme, cette colluvies r.eligionum (de la Vallée-Poussin), aux religions des indigènes. L’article fait
mention des pratiques de précaution et des rites antidémaniaques aussi.
Les ouvrages dont l’auteur s’est servi sont cités dans la note biblio­
graphique (p. 1-re n. 1-re).
L’auteur s’est appliqué à relever les nombreeux points de contact qui
se laissent confejiater entre les motifs du folklore indo-aryen et ceux du
folklore slave. C’est ce qu’apprennent les notes ('au bas des pages) se rap­
portant aux ouvrages bien connus de MM. A. Fischer et K. Moszyński.
Ces notes-là prêteront peut-être à une étude plus détaillée et plus appro­
fondie des motifs indiqués.

ZYGMUNT RYS1EWICZ

O PRAOJCZYŹN1E SŁOWIAN.
(LA PATRIE PRIMORDIALE DES SLAVES)
Treść. 1. Rodzaje faktów językowych, użytecznych w badaniach nad pierwotnemi
siedzibami Słowian. 2 Teorje umieszczające praojczyznę na wschodzie: a) Kon.cepcja J. Rozwadowskiego, b) Teorja celtycka A. Szachmatowa, c) Teorja az,.Ltycka K. Moszyńskiego. 3. Teorje umieszczające praojczyznę na zachodzie a) Po­
glądy J. Czekanowskiego, b) Krytyczne stanowisko T. Lehra-Spławińskiego,
c) Hipotezy M. Rudnickiego. 4. Kolebka polesko-wołyńska: a) Prace M. Vasmera,
b) Wywód botaniczny J. Rostafińskiego, c) Hipoteza Peiskera. 5. Stanowisko
L. Niederlego i A. Briicknera. 6. Nowa synteza J. Czekanowskiego. 7 Zestawienie
wyników badań oraz postulaty i perspektywy na przyszłość.

Zagadnienie pierwotnych siedzib Słowian interesuje żywo etnolo­
gów, czego zewnętrznym wyrazem jest chociażby ten fakt, że wśród teoryj,
mających za przedmiot dociekania nad kolebką naszych praprzodków,
poważną pozycję stanowią prace, pochodzące od etnologów. Artykuł ni­
niejszy ma za zadanie dokonać przeglądu tych koncepcyj, które opierają
się wyłącznie lub częściowo na argumentach czerpanych z językoznaw­
stwa. Nie będzie tu zatem szło o przedstawienie syntez opartych na
podłożu faktów z zakresu prehistorji, paleoantropologji czy etnologji, bo
te teorje są etnologom dobrze znane. W tym sprawozdawczym prze­
glądzie zajmiemy się teorjami językoznawczemi oraz temi, które w argu­

47
mentacji, obok innych faktów, posługują się również daněmi językowemi.
Chcąc dać plastyczny obraz, oparty na istotnych rysach tych koncepcyj,
z natury rzeczy unikać będziemy analizy szczegółów, nie wnoszących nic
godnego uwagi dla etnologa.
1. Rodzaje faktów językowych, użytecznych w badaniach nad pierwotnemi siedzibami Słowian.
Wiadomości o pradziejach Słowian, w przeciwieństwie do innych
szczepów indoeuropejskich, są szczególnie szczupłe i stosunkowo późne.
Żrćdia starożytnych geografów i historjografów podają pierwsze pewne
informacje dopiero na przełomie I i II w. po Chr. Chcąc odnaleźć pier­
wotne siedziby Słowian, zmuszeni jesteśmy cofnąć się znacznie w tył
i zaczerpnąć danych przedhistorycznych, jakich dostarczają wcześniejsze
wykopaliska. W licznych wypadkach szczególnie cenne uzupełnienie tych
niekiedy ułamkowych danych przedhistorycznych stanowią fakty języ­
kowe. Doniosłe rezultaty językoznawstwa porównawczego pozwalają
wespół z wynikami prac z zakresu innych nauk rzucić nieco światła na
zamierzchłą przeszłość Słowian, umożliwając nam dostęp w głąb epoki
przedhistorycznej głównie dzięki temu, że zjawiskom językowym wła­
ściwa jest ciągłość.
Dla wytyczenia pierwotnych siedzib jakiegoś plemienia z pośród
faktów językowych szczególne znaczenie mają dowody bliższego po­
krewieństwa grup językowych, nazwy geograficzne, zapożyczenia oraz
nazwy roślin. Fakt bliższego pokrewieństwa dwu grup językowych upo­
ważnia do wniosku, że szczepy mówiące temi językami musiały kiedyś,
po wyodrębnieniu się z wspólnej im i innym szczepom prajedności,
przejść dalszy, wspólny okres rozwoju, i tern samem pozwala wnosić
o ich styczności terytorjalnej. Nazwy geograficzne, jako imiona własne,
odróżniające językowo części terenu nie ulegają z tej racji naogół tak
łatwo zmianom. Jak historja różnych języków wskazuje, przechowują
one w swej zakrzepłej postaci stare. nawarstwienia, które przetrwały
w nich, stając się niejednokrotnie wymownem świadectwem minionych
epok. Ekspansje ludów najeźdźczych pozostawiają często osad w na­
zwach geograficznych, pomnażając tem cennie naszą wiedzę o stosun­
kach dawnej przeszłości. W zapożyczeniach wyrazów odnajdują się
ślady wpływów innych ludów, które są świadectwem dawnych styczności
plemiennych. Z rodzaju bezpośrednich czy pośrednich zapożyczeń wno­
simy o zasięgu i typie ekspansji, a opierając się przedewszystkiem na
znawstwie innych języków, dowiadujemy się przy pomocy metod lin­
gwistyki porównawczej, jakie to były plemiona, o ile dane historyczne
nie rozstrzygają tego same przez się. Pewne usługi oddaje też nomen­
klatura roślin, która w zestawieniu z faktami paleobotanicznemi pozwala
wysnuwać pewne wnioski o zasięgu terytorjalnym plemion.
Wymienione dziedziny szczegółowych badań językoznawczych nie
są jedynemi, z których się czerpie środki do argumentacji. W badaniach
nad praojczyzną doniosłą rolę odgrywają też studja nad słownictwem,
mające na celu wydzielenie z odziedziczonego zasobu słownikowego po­
szczególnych języków słowiańskich najstarszego zrębu słownictwa pra­

48
słowiańskiego. Tak odtworzona warstwa, dzięki stanowiącym ją starym
nazwom, oznaczającym różne przedmioty i pojęcia z zakresu kultury
materjalnej i duchowej, pozwala na pewne nawiązania kulturowe, dając
przynajmniej częściowy obraz kultury prasłowiańskiej. Jest to zatem materjał o doniosłem znaczeniu dla etnologa i prehistoryka.
2. Teorje umieszczające praojczyznę na wschodzie.
Wedle starszej hipotezy, której wyznawcami byli Zeuss, Szafarzyk,
Müllenhoff i Niederle, a którą uzasadniali argumentami z toponomastyki
Nadeżdin, Filewicz, a zwłaszcza później Pogodin, obraz stosunków et­
niczno-językowych wschodniej Europy przedstawiał się następująco: po
Wisłę i zachodnie Karpaty sięgają plemiona germańskie, zachodnia Mało­
polska (w dzisiejszetn znaczeniu) i Podole od II w. przed Chr. zajęte są
również przez germańskich Bastarnów i Skirów. Na wschód od Germanów
po dorzecze g. Dniepru siedzieli Słowianie, na północ od nich Bałtowie,
połud. Rosję zajmują szczepy irańskie, zaś Bałtów, Słowian i Iranów opa­
sywali lukiem od ryskiej zatoki po ś. i d. Wołgę Ugrofinnowie, nie sty­
kając się przytem ze Słowianami, których oddzielali z jednej strony Bał­
towie, zaś z drugiej bagna poleskie, bardzo rzadko przez Słowian obsa­
dzone. Ugrofinnowie zostali później przez Słowian odepchnięci na pół­
noc i płn. zachód. Traktując to rozmieszczeniçvjako orjentacyjny punkt
wyjścia i nie wdając się w ocenę jego argumentacji, przejdziemy do bliż­
szego rozpatrzenia nowszych koncepcyj. Idą one w trzech kierunkach
Jedni umieszczają siedziby Słowian dalej na wschodzie, drudzy dopa­
trują się ich dalej na zachodzie w dorzeczu środkowej Wisły, ostatni są
natomiast zwolennikami dawnej poleskiej kolebki Słowian.
a)

Koncepcja J. Rozwadowskiego.

Twórcą koncepcji skłaniającej się do upatrywania praojczyzny Sło­
wian we wschodniej Europie jest językoznawca w wielkim stylu, uczony
o rozległym horyzoncie, prof. Jan M. Rozwadowski. Swe szczegółowe
badania ogłosił w szeregu rozpraw: „Quaestionum grammaticarum atque
etymologicarum sériés altera“, Rozpr. Wydz. Fil. Ak. Um. XXVIII
247*—261, „Ze studjów nad nazwami rzek słowiańskich“ w książce
„Almae Matri Jagellonieae“, Lwów 1900, 107—114, „Krytyczne uwagi
o praojczyźnie Słowian“, Sprawozd. Ak. Urn. 1906, nr. 3,2, „Kilka uwag
do przedhistorycznych stosunków Europy wschodniej na podstawie nazw
wód“ Roczn. Sław. VI 39 —58, „Nazwy Wisły i jej dorzecza“, Monografja Wisły, zesz. II, Warszawa (1921) oraz „Remarques critiques sur
la patrie, dite primitive, des peuples slaves“ w „Conférence des historiens
des états de l’Europe orientale et du monde slave“ II Warszawa 1928,
157—161, by wymienić ważniejsze. Zasadnicze znaczenie mają trzy
ostatnie rozprawy, zawierające syntezę studjów, z których tylko część
została opublikowana.
Wywód Rozwadowskiego opiera się na wynikach analizy nazw
wodnych, które filologicznie zestawił z świadectwem starożytnych pisa­

49
rzy. Do nazw wodnych przykłada wielką wagę, gdyż sądzi, że stanowią
one najstalszą warstwę ze wszystkich nazw geograficznych. Rzeki bo­
wiem od wieków grały rolę dróg, jużto wprost, jużto swemi dolinami,
czego dowodzi przekonywająco nomenklatura półwyspu bałkańskiego.
Rozwadowski w rozprawie „Kilka uwag do stosunków Europy wsch.“
przeprowadza dokładną analizę językoznawczą nazw wodnych na terenie
wsch. Europy, która doprowadza go do stwierdzenia starych nazw indoeuropejskich w Rosji półn. Pozatem ustala ślady starych nazw ugro­
fińskich w płn. zach. Rosji i w Polsce, wkońcu odnajduje też ślady
nazw germańskich na Wołyniu, Podolu i Rusi Czerwonej. Opierając
się na tych stwierdzeniach, sądzi że są to ślady dawnej bytności ugro­
fińskiej, tak daleko na zachód wysuniętej, oraz germańskiej, której po­
byt na wymienionych terytorjach nie mógł być przejściowy, z drugiej zaś
strony są też dowody bytności ludności indoeuropejskiej na obszarze
płn. zach. Rosji. Ostateczne wnioski Rozwadowski opiera na znacznie
szerszej podstawie. Sądzi, że przedhistoryczny obraz etniczno-językowy
Europy wschodniej jest jedynie rzutowaniem stosunków historycznych
wstecz, a więc jest właściwie na niczem oparty. Wędrówkę Słowian
wiąże z ogromnemi ruchami ludów indoeuropejskich, które dokonywały
się na przestrzeni dwu tysiącleci przed Chr. i włącza migracje Słowian
w orbitę ruchów innych Indoeuropej-czyków, nawiązując kierunek prze­
sunięć Słowian do kierunku ekspansji europejskiej gałęzi Indoeuropejczyków z północnej . wschodniej Europy na zachód. Stąd wnosi, że dla Sło­
wian niema miejsca w krajach przykarpackich, ani w omijanych przez
fale indoeuropejskie bagnach poleskich, zaś o kolebce Słowian wypowiada
się w pozytywnym sensie skąpo. „W każdym razie siedzieli dawniej
gdzieś w Rosji, za Niemnem i Dnieprem“ Roczn. Sław. VI 58.
W pracy „Nazwy Wisły i jej dorzecza“ Rozwadowski dochodzi do
wniosku, że dorzecze Wisły dzieli się na dwie części, południową po
Narew i Bzurę, północną od tych rzek na północ. Obszar południowy
zawiera nazwy o charakterze słowiańskim, acz nie brak tu nazw star­
szych, charakterystycznych dla obszarów celtyckich a nawet germań­
skich. Terytorjum północne ma charakter odmienny, zawiera nazwy cha­
rakterystyczne dla Celtów, w dorzeczu Narwi i d. Wisły nazwy bałtyckie,
zaś bliżej ujścia Wisły germańskie. W tych faktach oraz w ujawnieniu
związku całego szeregu nazw dorzecza Wisły z nazwami dorzecza g. Dnie­
pru i g. Oki szuka Rozwadowski pogłębienia a zarazem potwierdzenia swej
hipotezy o wschodniej kolebce Słowian na Zadnieprzu. Jego zdaniem,
Słowianie dopiero później ruszyli z tego Obszaru w kierunku zach. po­
łudniowym, zajmując terytorjum dorzecza Wisły i Polesie.
Szczególne stanowisko zajął prof. Rozwadowski w swej ostatniej
pracy „Remarques critiquesW tym referacie, który ma doniosłą war­
tość metodologiczną dla badań nad praojczyzną Słowian, wypowiada się,
że językoznawca rozumie przez naród, plemię, mówiące określonym języ­
kiem, natomiast etnolog lub socjolog ujmuje to pojęcie znacznie sze­
rzej ’). Wedle tej opinji Słowianie to narody^ posługujące się językami
1) Podobne stanowisko zajmuje Meillet „Introduction à l’étude comparative
des langues indo-européennes“, éd. 7, Paris 1334, 80.
Lud T. XXXIV.

4

50
słowiańskiemi t. j. narzeczami koritynuująeemi specyficznie starszy język
indoeuropejski. Nie są to bynajmniej kontynuacje narodu prasłowiań­
skiego, bo taki naród nigdy nie istniał, był bowiem tylko jakiś lud, który
dał swój język plemionom, a ich narzecza stały się z biegiem czasu sło­
wiańskiemi. Gdzie, kiedy i jaki był ten lud, tego nie wiemy, podobnie jak
nie wiemy, jakiemi były ludy, które przyjęły ten język. Można więc tylko
w teorji mówić o siedzibie narodu, którego język dał początek językom
słowiańskim.
Rozwadowski zajmuje sceptyczne stanowisko, podkreślając znikomość naszej wiedzy o prehistorycznych stosunkach Europy wschodniej,
sądzi jednak, że związki dorzeczy Wisły i Dniepru zdają się wskazywać
z wszelkiemi innemi, skąpemi niestety, daněmi, że kolebki Słowian należy
szukać raczej na wschodzie Europy.
b)

Celtycka

teorja

A.

Szachmatowa.

Również na wschodzie Europy szuka praojezyzny Słowian wybitny
sławista rosyjski A. Szachmatow w pracach' „Zu den ältesten keltischslavischen Beziehungen“ (Archiv f. slav. Phil. XXXIII 51—99) oraz
„K voprosu o finsko-keltskich i finsko-slavjanskich otnoszenijach“ (Bull.
de l’Acad. des Sciences de St. Petersb. 1911, I 707—714, II 791—812)
i in. Szachmatow umieszcza praojczyznę Słowian w dorzeczu g. Diwiny
i g. Niemna aż po jez. Ilmeńskie, przyczem usiłuje wykazać na podstawie
analizy nazw geograficznych i plemiennych oraz rzekomych pożyczek
celtyckich, że dorzecze Wisły wraz z wschodniem wybrzeżem Bałtyku
stanowiły terytorja, które zajmowali Celtowie. Wywody te, mające na
celu wykazać celtyckie ślady na tym terenie, były oparte na ogromnie
kruchych podstawach, wskutek czego spotkały się z rzeczowym i uza­
sadnionym sprzeciwem innych uczonych. K. Buga w rozprawie „Kann
man Keltenspuren auf baltischen Gebiet nachweisen?“ (Roczn. Sław. VI
I—38) wykazał materjałowe i metodyczne uchybienia Szachmatowa, od­
rzucając w rezultacie jego hipotezę o śladach celtyckich na terytorjach
bałtyckich. M. Vasmer („Kritisches und Antikritisches zur neueren slavischen Etymologie“. Roczn. Sław. VI 172—214) zwrócił uwagę, je sam
fakt istnienia pożyczek irańskich w językach słowiańskich, a brak ich
w bałtyckich, wyklucza tę północno-wschodnią kolebkę Słowian, pozatem podniósł, że nieznaczna ilość pożyczek celtyckich w słowiańskiem (i to
bardzo niepewnych) nie może stanowić żadnego argumentu zasadniczego,
któryby przemawiał za teorją celtycką Szachmatowa, zwłaszcza, że na­
wet gdvby udało się ustalić pewne ślady Celtów w nazwach geograficz­
nych, to dowodziłoby jedynie tylko, że przez terytorjum to kiedyś
(znacznie wcześniej) przesunęli się Celtowie. Wobec tych argumentów,
jak i wobec odrzucenia przez Vasmera rzekomych pożyczek celtyckich
w fińskiem — co tem samem obaliło możność przypuszczania stycz­
ności tych plemion — pociągająca hipoteza Szachmatowa nie ostała się
krytyce, przyczem sam Szachmatow uznał, pod koniec życia, że jego
argumentacja jest niedostateczna.

51
e) Azjatycka teorja Moszyńskiego2).
Sporo doniosłych argumentów językowych podaje autor azjatyckiej
kolebki Słowian etnolog, prof. K. Moszyński. Główny trzon dowodzeń
językowych Moszyńskiego opiera się na stwierdzeniu całego szeregu zgod­
ności słownikowych między językami słowiańskiemi a turko-tatarskiemi.
Przedtem sądzono, że Słowianie zapożyczyli te wyrazy od plemion turkotatarskich, tymczasem na podstawie bliższych zestawień i etymologicznej
analizy Moszyński dochodzi do przekonania i twierdzi, że takie wyrazy
jak czara, czekan, kąkol i wiele innych, nie są bynajmniej po­
życzkami od Turków, lecz przeciwnie ludy turko-tatarskie posiadają ich
odpowiedniki, które są zapożyczeniami z języków słowiańskich. Mo­
szyński uwzględnia liczne źródła, dotyczące ruchów plemion azjatyckich,
bierze pod uwagę nawiązania słowiańsko-azjałyckie w zakresie kultury
i powyższe wyniki językowych zestawień, i na tej łącznej podstawie twier
dzi, że język prasłowiański jeszcze około VII—VI w. przed Chr. panował
gdzieś w Azji, sąsiadując od wschodu z językiem Turko-Tatarów, od za­
chodu z językiem Ugrów, a od południa z gwarami ludów scytyjskich.
Hipoteza prof. Moszyńskiego sformułowana w sposób, świadczący
o rozległej wiedzy, erudycji i bystrości autora, nie ostała się jednak kry­
tyce. Obok zastrzeżeń i sprzeciwów ze strony slawistów (Brückner, Niederle) poddał ją szczegółowej krytyce orjentalista prof. W. Kotwicz
(Roczn. Orjentalistyczny III 290—'326), który podniósł, że kwestja za­
pożyczeń, odgrywająca w koncepcji prof. Moszyńskiego rolę czynnika
rozstrzygającego, nie może być wogóle postawiona jako zagadnienie przy
współczesnym szczupłym stanie badań nad przeszłością języków turkotatarskich. Fakty takie, jak brak jakichkolwiek danych chronologicznych,
co uniemożliwia stworzenie właściwego tła dla badań, mających, za za­
danie ustalić kierunek zapożyczeń, oraz małe prawdopodobieństwo bez­
pośredniego zetknięcia się Słowian z plemionami turko-tatarskiemi —
podważyły wartość dowodową sugestywnych dociekań Moszyńskiego.

3. Teorje umieszczające praojczyznę na zachodzie.
Teorje dopatrujące się pierwotnych siedzib na zachodzie w dorzeczu
Wisły i Warty są jak najściślej związane z wynikami badań z zakresu
archeologji prehistorycznej t. zw. lwowskiej szkoły, reprezentowanej przez
dwu uczonych lwowskich prof. L. Kozłowskiego i prof. J. Czekanowskiego.
a) Poglądy J. Czekanowskiego.
Zagadnieniem tern bliżej się zajął prof. Czekanowski w książce
„Wstęp do historji Słowian“, Lwów 1927, 83—90. Czekanowski czerpie
2) Teorja Moszyńskiego jest w tym przeglądzie potraktowana jedynie w formie
zarysu, ponieważ jej omówienie przyniesie artykuł orjentalisty dra M. Lewickiego.



52
argumenty z kilku pokrewnych nauk, lecz tu ograniczymy się przedewszystkiem do argumentacji językoznawczej. Badania zapożyczeń w ję­
zykach ugrofińskich wskazują, że Słowianie zetknęli się z tą rodziną
językową później, tak że zapożyczenia słowiańskie w językach fińskich
pochodzą już nie z epoki prasłowiańskiej, lecz z okresu praruskiego. Po­
nieważ w okresie poprzedzającym styczność Słowian z Finnami mamy
na terenach zajętych przez nadbałtyckich Finnów ekspansję plemion ger­
mańskich, odnoszoną do pierwszych stuleci po Chr., przeto — zdaniem
prof. Czekanowskiego — fakty te wykluczają możność upatrywania pier­
wotnej ojczyzny Słowian na terenie Europy wschodniej. Cofając się
dalej wstecz w poprzedzający okres, t. j. w drugą połowę pierwszego ty­
siąclecia przed Chr., odnachodzimy Finnów w kontakcie z Bałtami, co
uzyskujemy na podstawie chronologji zapożyczeń fińsko-bałtyckich, ja­
kich brak z tego okresu u Słowian. To upoważniałoby do wniosku, że
Bałtowie oddzielali wtedy Finnów od Słowian, skąd wniosek ostateczny,
że Słowianie musieli siedzieć gdzieś dalej na zachodzie.
Zwężając w ten sposób zakres możliwości stojących otworem, prof.
Czekanowski (za prehistorykami niemieckimi) wyznacza szczepom ger­
mańskim w początku pierwszego tysiąclecia przed Chr. zasiąg południowowschodni po łinję łączącą ujście Odry ze źródłami Wezery. Dla
wyznaczenia wschodniej granicy zasięgu Germanów sięga do wywodów
botanicznych. Z faktu, że Słowianie zapożyczyli od Germanów nazwę
buku wysnuto wniosek, że go widocznie nie znali, wobec czego praojczyznę słowiańską należy umiejscowić na terenie nie znającym buku.
Ponieważ jednak Słowianie mają rodzime nazwy na cis, bluszcz i grab,
przeto rośliny te znane były Prasłowianom. Zachodnia granica tych
trzech roślin sięga znacznie dalej na wschód. Argumentując analogicznie
jak z bukiem, należy wnosić, że pierwotne siedziby Słowian winnyby się
znajdować wewnątrz granic wyznaczonych temi drzewami na wschodzie
a bukiem na zachodzie, t. j. w dorzeczu ś. Wisły, w zachodniej części
dorzecza Bugu oraz w dorzeczu Narwi, co wyklucza polesko-wołyńską
kolebkę. Uwzględnienie faktu, że w okresie bronzu, wskutek suchego
klimatu, buk cofnął się na zachód, daje w ostatecznym rezultacie przesu­
nięcie granicy zachodniej znacznie dalej w dorzecze Odry, a tem samem
odcina część wschodnią wyznaczonego uprzednio terytorjum 3).
Nowsze badania pałeobotaniczne (por. Kostrzewski, „Prasłowiańszczyzna“, Biblj. Słowiańska, ser. I, nr. 2, Warszawa 1935, 8—9) rzu­
ciły znaczną wiązkę światła na to zagadnienie. Zapomocą t. zw. analizy
pyłkowej stwierdzono brak śladu buku w torfowiskach wielkopolskich
oraz jego rzadkość w torfowiskach pomorskich. Te cenne odkrycia upo­
ważniły do przesunięcia granicy buku dla czasów przedhistorycznych
dalej na zachód, co ostatecznie włączyło całą zachodnią Polskę do terytorjum kolebki Słowian.
Zespolenie Słowian wyodrębnienie w osobną grupę językową wy­
magało dłuższego pobytu na pewnem terytorjum, co musiało za sobą
3) Za lokalizacją kolebki na zachodzie przemawia też wyzyskany przez Cze­
kanowskiego fakt ściślejszego związku języków słowiańskich z germańskiemi
(w szczególności z gockim).

53
pociągnąć — zdaniem prof. Czekanowskiego — wytworzenie się
pewnej kultury prehistorycznej. Zdaniem zwolenników autochtonizmu
Słowian kulturą tą może być jedynie kultura łużycka.
Tezie tej przeciwstawił się m. in. Rozwadowski, podnosząc, że przeczy
jej obcy, niesłowiański charakter imiennictwa dorzecza Odry oraz
brak o tern jakichkolwiek wiadomości u starożytnych pisarzy (por.
,.Remarques critiques...“ 161).

h)

Krytyczne stanowisko T. Lehra-Spławińskiego.

Zagadnieniem utożsamienia pierwotnych Słowian z ludem, który
pod koniec epoki bronzowej wytworzył kulturę łużycką, zajmował się
ze stanowiska wyłącznie językoznawczego prof. Lehr-Spławiński „Kilka
uwag o praojezyźnie Słowian“, Sprawozd. Tow. Nauk. Lwów. 1924,
nr. 2, 62—65. Slawista ten rozpatruje prawdopodobieństwo tezy i twierdzi,
że na terenie Wielkopolski są nazwy takie jak Ner, co możnaby na­
wiązać do Herodotowych Neurów, w których zwolennicy autochtonizmu
Słowian chcą widzieć szczepy Rałto-Słowian. Istnienie pożyczek fińskich,
właściwych językom słowiańskim nie zmusza jednak do szukania praojczyzny we wschodniej Europie, ponieważ sam Rozwadowski stwierdził
istnienie fińskich nazw wodnych nietylko na terenie zachodniej Polski,
ale nawet i w Meklemburgji. A zatem zetknięcie Słowian z Firmami
mogło nastąpić na zachodzie, na terenie ekspansji kutury łużyckiej.
Lehr-Spławiński poddaje krytyce stanowisko Rozwadowskiego.
Wniosek Rozwadowskiego, że praojezyzny należy szukać za Niemnem
i Dnieprem opiera się na stwierdzeniu na terenie zachodniej Rosji i Polski
nazw wodnych pochodzenia germańskiego, celtyckiego, bałtyckiego i fiń­
skiego przy nieznacznej ilościowo przymieszce nazw słowiańskich. Wedle
pro1- Lehra-Spławińskiegc brak jest jednak dostatecznych podstaw do
oceny, które z nazw są późniejsze, a które wcześniejsze. Wobec tego
trudno osądzić^ które z tych ludów, co pozostawiły ślady w nazwach,
mieszkały wcześniej lub później, a które równocześnie. Ponadto im dalej
sięgamy wstecz, tem trudniej jest znaleźć kryterja językowe, pozwalające
ustalić przynależność językową nazw. Jest bowiem wśród imienniczego
materjału Rozwadowskiego wiele nazw takich, których budowa nie wy­
klucza ich słowiańskości, niemniej jednak równie dobrze mogą być one
bałtyckiemi lub germańskiemi.
Po wtóre fakt, że nazwy utworzone od pewnych pni pojawiają się
szczególnie częsm na terytorjum celtyckiem czy germańskiem nie prze­
sądza jeszcze ich niesłowiańskiego pochodzenia. Wszak wszystkie te ję­
zyki mają znaczny zasób pni odziedziczonych z języka indoeuropejskiego,
a zatem nazwy te mogły powstać niezależnie od siebie na rozmaitych
podłożach językowych. Synteza zarzutów i zastrzeżeń upoważnia LehraSpławmskiego do sądu, że należy odrzucić wniosek Rozwadowskiego co
do lokalizaci;' praojezyzny Słowian. Co więcej, prof. Lehr-Spławiński
twierdzi, źe na podstawie materjału Rozwadowskiego dochodzi się do
przekonania, iż na przestrzeni między Karpatami a Rałtykiem mieszkali
niegdyś prócz Germanów, Celtów, Rałtów i Finnów także Słowianie,

54
chociaż językowe dane nie pozwalają ustalić chronologji ich wzajemnych
przesunięć. Mimo, że analiza nazw wodnych nie wykluczyła możli­
wości lokalizacji kolebki Słowian na obszarze zachodniej Polski i ziem
przyległych, niemniej jednak brak jakichkolwiek pozytywnych argumen­
tów językowych, któreby tę hipotezę popierały. Jest wogóle — wedle
trzeźwej opinji Lehra-Spławińskiego — rzeczą wątpliwą, by się takie
argumenty językowe kiedyś znalazły, jeśli się weźmie pod uwagę, że zmu­
sza nas to do szukania danych z okresu 1500—500 r. przed Chr. Jest
to tak odległa epoka, że nie zostały z niej żadne wyraźne ślady językowe.
Mimo znamiennej i słusznej w zasadzie dążności prof. Lehra-Spła­
wińskiego do operowania faktami konkrétném i, nie wszystkie jego za­
rzuty, skierowane przeciw Rozwadowskiemu, są — jak się zdaje —
jednakowo słuszne. Skoro trafną jest uwaga, że zgodności co do pni,
a zwłaszcza pierwiastków są w nazwach pozbawione wartości dowodo­
wej, przysądzającej przynależność językową, to jednak ta doza scepty­
cyzmu jaką zostały obdarzone wywody Rozwadowskiego, nasuwa pewne
wątpliwości. Rudzi je chociażby z tego powodu, że względnie wczesną
przynależność językową nazw można niejednokrotnie ustalać na pod­
stawie stwierdzenia rozbieżności czy zgodności całej formacji, a zwłaszcza
sufiksów z systemem, z żywotnemi procesami słowniwórczem i, właści­
wemu imiennictwu jakiegoś terenu danego języka. Sytuację udaje się
rozstrzygnąć szczególnie wtedy, gdy mamy do czynienia z sufiksami
właściwemi tylko jednemu z dwu wchodzących w grę języków. WynLt
taki uzyskuje zwiększone prawdopodobieństwo, lecz oczywiście nie wy­
klucza możliwości drugiej, bo to a priori nieosiągalne. Wszak nazwa
rzeczna najoczywiściej polska np. Czarna może być nazwą wtórną, po­
krywającą pierwotną nazwę indoeuropejską, czy już np. germańską, która
została zkolei dosłownie przetłumaczona na polskie. Rozwadowski stara
się jednak zwrócić uwagę na zgodności sufiksów (por. Roczn. Sław. VI
54). Zarzuty prof. Lehra-Spławińskiego dotyczą więc w ogólności wszel­
kich badań imienniczych, operujących materjałem, pochodzącym z daw­
nych epok, w których brak jeszcze nietylko jakichś znamion wyodrębnia­
jących etnicznie te nazwy, ale też brak jakichkolwiek danych chronolo­
gicznych, co jest dla dowodowości nazw czynnikiem nieodzownym, bez
którego nie można istotnie ustalać następstw przesunięć.

c) Hipotezy M. Rudnickiego.
Zagadnienie zachodniej granicy kolebki Słowian żywo interesuje
prof. M. Rudnickiego, który poświęcił temu cały szereg prac, przedewszystkiem z zakresu toponomastyki. Studja prof. Rudnickiego mieszczą
się w tomach czasopisma „Slavia Occidentalis“ t. I—XIII. W ostatnich
latach autor ujął swe dotychczasowe wyniki w syntetycznych rozpraw­
kach, z których ważniejsze są: „Sur les populations primitives indoeuropéenňes des bassins de la Vistule et de l’Odra aux temps préhistoriques“
(Annales Acad. Scient. Fennicae B. XXVII, 263—273, por. też SI. Occ.
XI 82—112), „Sur rétablissement des Préslaves dans les bassins de la
Vistule et de l’Odra aux temps préhistoriques“ (Atti del III Congresso

55
internaz. dei linguisti..., Firenze 1935, 365—373, por. też SL Occ. XII
304—340), oraz „Ugrupowanie języków indoeuropejskich a szczególnie
słowiańskich w Zagłębiu Bałtyku w początkach ery indoeuropejskiej“.
(Księga referatów II Zjazdu Slawistów sekc. II, Warszawa 1934, 66—68,
por. SI. Occ. XIII 169—185).
Rudnicki porzuca pojęcie nauki niemieckiej ,Urheimat“ = praojczyzna, wprowadzając w jego miejsce pojęcie zasiedzenia, które tak ob­
jaśnia: „L’idée de .zasiedzenie1 signifie seulement la simple constatation
qu’une peuple ou qu’une peuplade est attestée plus ou moins longtemps
par les témoignages divers, surtout par les documents historiques ou
linguistiques dans une telle région. Cette constatation retient seulement le
fait qu'une peuplade habit« ou habitait réellement les environs en que­
stion, en ne préjugeant aucunement la provenance anthropologique ni
territoriale des habitants“ („Sur l’établissement des Préslaves...“ 365).
Warto in extenso przytoczyć jeszcze jeden cytat, w którym prof. Rud­
nicki zapoznaje nas zwięźle z metodą i systemem wysnuwania wniosków
z danych toponomastycznych: „Jeśli w dorzeczu Wisły i Odry mamy
nazwy wodne, a w szczególności rzeczne, tego rodzaju, że ich wyjaśnienie
językowe da się osiągnąć na drodze zupełnie regularnego rozwoju fone­
tycznego i językowego wogóle, właściwego tylko i jedynie językom sło­
wiańskim, to eo ipso należy wyłączyć możliwość pobytu na tych tere­
nach jakiegokolwiek innego ludu, aniżeli naprzód Indoeuropejczyków,
potem Przedsłowian, a wreszcie Słowian...“ (SI. Occ. XII 339). Wywody
prof. Rudnickiego, opierające się przedewszystkiem na analizie pier
wiastków, dowodzą w znacznej części tylko wspólności pni i pierwiast­
ków w językach słowiańskich i germańskich, a więc napotykają na te
trudności, które nie bez racji podniósł prof. Lehr-Spławiński. Dowo­
dzenia prof. Rudnickiego, zmierzające do wykazania niewątpliwie sło­
wiańskiego charakteru tych nazw spotkały się jednak z rezerwą, a nawet
sprzeciwem zarówno niemieckich (Vasmer)„ jak i polskich uczonych
(Brückner i in.). Prof. Rudnicki posługuje się coprawda i pomysłowemi
badaniami, ma jącemti na celu wykazać specyficzną słowiańskość sufiksów.
jednakowoż wymienione tam sufiksy (np. -o, -io, G, iG, -i, -ro i in.),
jako odziedziczone wspólnie z prajęzyka indoeuropejskiego, są sufiksami,
właściwemi zarazem językom słowiańskim jak i germańskim, wobec czego
nie mogą mieć rozstrzygającej wartości dowodowej. Gdybyśmy się nawet
zgodzili na to, że przesłanka — w zacytowanem rozumowaniu — jest
słuszna, to jednak mielibyśmy pewne wątpliwości co do wniosku z uwagi
na to, że na wyłącznej tylko podstawie faktu, iż w dorzeczu Wisły
i Odry są nazwy słowiańskie - jak się zdaje — żadną miarą nie da się
wykluczyć możliwości pobytu jakiegoś innego ludu. Wszak mamy sporo
przykładów na to, że jakiś szczep znikł z danego terytorjum, nie pozo­
stawiając po sobie żadnego śladu, zaś o jego pobycie na tern terytorjum
dowiadujemy się 'pośrednio na podstawie źródeł historycznych. Przece­
nianie źródeł pozajęzykowych jest niepożądane, bo może zaprowadzić
czasem zbyt daleko, i dlatego wstrzemięźliwość prof. Rudnickiego jest
w zasadzie słuszna, niemniej jednak zachodzi obawa niebezpieczeństwa
również i w tym wypadku, jeśli się nie uwzględnia i innych danych
(z prehistorji, paleantropologji) poza językowemi.

56

/

4. Kolebka polesko-wolyńska.
a), Prace M. Vasmera.
Dobre syntetyczne ujęcie argumentów za poleską kolebką Słowian
stanowi rozprawka prof. M. Vasmera „Die Urheimat der Slawen“, za­
mieszczona w zbiorowej pracy „Der ostdeutsche Volksboden“, wydanej
przez Volza, Wrocław 1926.
Vasmer sądzi, że językoznawca może oświetlić to zagadnienie na
podstawie trojakich danych, a. geografji roślin, b. zapożyczeń, c. topono­
mastyki. Z zapożyczeń muszą być brane te wyrazy, które są właściwe
wszystkim językom słowiańskim, przyczem ważną rzeczą jest ich wiek,
gdyż istnieją i takie pożyczki, spotykane we wszystkich językach słowiań­
skich, które są późnego pochodzenia, już po epoce wspólnoty. Liczne
i różnorodne zapożyczenia germańskich terminów z zakresu kultury materjalnej i duchowej wskazują na sąsiedztwo Słowian i Germanów —
zdaniem Vasmera — już od V w. przed Chr. Co do stosunków bałtosłowiańsko-fińskich zajmuje podobne stanowisko, jak Czekanowski, odno­
sząc zapożyczenia słowiańskie w językach fińskich za Mikkolą do epoki
praruskiej. Badania nad zapożyczeniami irańskiemi w językach słowiań­
skich doprowadziły do stwierdzenia nieznacznej ilości zapożyczeń (co do
ich liczby niema wśród badaczy jednomyślności). Okazały się jednak
zlnacznie łiczniejszemi zgodności słownikowe w językach prapokrewnych
plemion irańskich i słowiańskich, które wskazały łącznie z ujawnionemi
zapożyczeniami na istnienie kontaktu geograficznego tych szczepów
indoeuropejskich. Wedle Rozwadowskiego „Stosunki leksykalne między
językami słowiańskiemi i irańskiemi“ (Roczn. Orjentałistyczny I 95—
110), rezultatem tych styczności były, ściślej rzecz biorąc,, nie zapożycze­
nia, lecz raczej znaczeniowy wpływ irańskich terminów technicznych na
rodzime i prapokrewne wyrazy z zakresu kultury religijnej jak bóg,
święty, dziw, zły4).

Te dane staną się tem jaśniejsze, jeśli się uwzględni, że plemiona
Scytów i Sarmatów zajmowały od VII w. przed Chr. terytorja poło­
żone na północ od Morza Czarnego. Vasmer w pracy „Untersuchungen
über die ältesten Wohnsitze der Slaven, I. Die Iranier in Südrussland“,
Leipzig 1923, wykazał ponad wszelką wątpliwość irańskość tych plemion
na podstawie irańskich śladów w nazwach geograficznych.
W oparciu o wyniki swych badań toponomastycznych Vasmer
dochodzi do wniosku „Die alten Flussnamen zwischen Weichsel und
Elbe sind denn auch alle unslawisch: Oder, Havel, Spree, Elbe.
Einige von ihnen können gut aus dem germanischen erklärt werden —
kein alter Flussname auf diesem Gebiet ist mit Hilfe des Slawischen
deutbar“, „Urheimat“ 136. Wniosek ten jest stanowczo przedwczesny
4) Warto zaznaczyć, że ostatnio Meillet stwierdził obfitszy zasób zgodności
słownikowych słowiańsko-indo-irańskich, i to właśnie w zakresie terminologii reli­
gijnej. Por. „Le vocabulaire slave et le vocabulaire indo-iranien“ Revue des études
slaves VI 165—174. Przeciw uznawaniu pożyczek irańskich w słowiańskiem (pod.
trzymywane i w omawianej pracy stanowisko Vasmera) wypowiada się też i Mia
denow, „Les prétendus emprunts iraniens et turcs en slave commun“ Revue des
études slaves IV 190—198.

57
i pozbawiony rzeczowych podstaw, chociażby tylko z uwagi na to, że
zbyt mało mamy danych do tak stanowczych rozstrzygnięć, i zbyt wiele
pozostało dziś jeszcze szczegółów niewyjaśnionych, z czego sobie sam
Vasmer zdaje nawet sprawę na końcu tej pracy. Na tej podstawie, że
na terytorjum dorzecza Prypeci i ś. Dniepru spotyka się cały szereg nazw
rzecznych, które znajdują się i- w innych kątach Słowiańszczyzny, Vas­
mer sądzi, że terytorjum to należy uważać za praojczyznę Słowian,
zwłaszcza, że i do tego samego wniosku prowadzą dane geografji roślin,
por. niżej 5).
b) Wywód botaniczny J. Rostafińskiego.
Pierwszym badaczem, który w tym kierunku pracował był Szulek
„Pogled iz biljarstva u praviek Slavenah“ (Rad Jugoslav. Akad. XXXIX
(1877), 1— 64), a po nim J. Rostafiński „O pierwotnych siedzibach i go­
spodarstwie Słowian w przedhistorycznych czasach“ (Sprawozd. Akad.
Um. 1908, nr. 3, 6—25). Rostafiński stwierdził, że wschodnia granica
modrzewia, jodły, cisu i 'buku nie dosięga dorzecza Dniepru. Tych trzech
pierwszych drzew Słowianie nie znali, bo nazwy ich, acz spotyka się
w różnych językach słowiańskich, lecz w zastosowaniu do różnych drzew.
Nazwę buku zapożyczyli Słowianie od Germanów. Granica grabu sięga
znacznie dalej na wschód, obejmując Polesie i dorzecze g. Dniepru,
a ponieważ ta nazwa jest ogólnosłowiańska, więc wobec tego, na terenie
Polesia i g. Dniepru należy szukać praojczyzny Słowian.
Ten wywód botaniczny Rostafińskiego spotkał się z licznemi oce­
nami krytycznemu Pierwszy wystąpił przeciw niemu prof. Rriickner,
zwracając uwagę na to, że w innych językach są przykłady nierozróżniania buku od grabu, co pociąga za sobą opatrywanie obu tych drzew
jedną wspólną nazwą. Stąd Rriickner sądzi, że Słowianie, ciągnąc ze
wschodu, wpierw poznali grab i nazwali go grabem, a potem tem
samem mianem opatrzyli buk. „Miszellen. 1. Zur Geschichte der Ruchenbenennung“ (Zeitschr. für vergleichend^ - Sprachforschung XLVI 193—
197).
Warto przytoczyć tu podobne zjawisko z języków słowiańskich. Pa­
dania, jakie przeprowadził prof. Nitsch nad nazwami drzew szpilkowych
(„Jodła, świerk, smrek“, Lud Słowiański II A, 206—222) doprowadziły
go do przypuszczenia, że Słowianie mieszając nazwę, na picea (świerk)
z nazwami abies (jodła), której pierwotnie nie znali, prawdopodobnie nie
rozróżniali tych drzew, a gdy później uświadomili sobie różnicę między
niemi, wtedy ż każdem zftych drzew kojarzyła się jedna z nazw.
Wkońcu oczywiste fakty paleobotaniczne obaliły do reszty hipotezę
Rostafińskiego, przesuwając zasięg buku dla czasów przedhistorycznych
jeszcze dalej, niż uczyniły to nawet badania Szafera, zużytkowane przez
Czekanowskiego. Zastanawia tu jeszcze — jak sądzę — ten fakt wewnę­
trznej sprzeczności w strukturze wywodów Rostafińskiego, że odnosi się
5) Vasmer interesuje się żywo toponomastyką, której poświęca liczne rozprawy
ogłaszane w Zeitschr. für slav. Philologie oraz kontynuuje studja p. t. „Beiträge
zur slavischen Altertumskunde“.

58
on z dużą nieufnością do nazw europejskich: „Wyciąganie wniosków
z nazw ogólnoeuropejskich i sanskryckich roślin i zwierząt co do pier­
wotnej ojczyzny Arjów uważam za całkiem nienaukowe. Bhûoja może
być jakiemkolwiek drzewem — dajmy na to z jasną korą — ale nie
brzozą. Mádhu jest słodyczą. ...Jednem słowem, o ile wiemy, że mádhu
jest słodyczą, to nie wiemy nic więcej ponad to“ tl/12. Wszak wywody
Rostafińskiego są oparte na tej samej podstawie, bo badają nazwy drzew
słowiańskich, więc niewiadomo, dlaczego Rostafiński odnosi się z taką
ufnością do nazw słowiańskich, a uważa za chybione wywody tego sa­
mego rodzaju w odniesieniu do nazw sanskryckich, czy ogólno-europejskich, zwłaszcza, że o bliższem stosowaniu nomenklatury roślinnej
u Słowian również nic nie wiemy.
Po ujawnieniu kruchych podstaw hipotezy Rostafińskiego, i to nietylko co do buku, ale i co do pewnej kontrowersji z zasięgiem cisu
i bluszczu, dla których języki słowiańskie mają rodzimą nazwę, a za­
sięg ich jest niemal zgodny (z pewnemi odchyleniami) z zasięgiem buku,
dziś już nikt nie wierzy w absolutną wartość argumentu bukowego.
Fakt ten osłabia wyraźnie całą koncepcję polesko-wołyńskiej kolebki Sło­
wian, gdyż geografja roślin była dla niej najpoważniejszym argumentem.
c) Hipoteza J. Peiskera6).
Również za poleską lokalizacją pierwotnych siedzib Słowian wypo­
wiedział się J. Peisker, „Die älteren Beziehungen der Slaven zu TurkoTataren u. Germanen“ odb. z Vierteljahrschrift für Social- u. Wirtschaftgesellsch. III, 1905, Strassburg Peisker opiera się na zapożyczeniach
ważnych wyrazów z zakresu kultury rolnej i pasterstwa od Germanów
(nuta, mleko, skotü, svinïja), oraz wyrazów również z rol­
nictwa i pasterstwa od plemion turko-tatarskich (byku, koza, volů,
tvarögü). Na tej wąskiej podstawie głosi o niewoli Słowian w pierwszem tysiącleciu przed Chr. u Germanów, a następnie o surowem pano­
waniu Turko-Tatarów nad plemionami słowiańskiemi. Mimo to, że
w argumentacji językoznawczej wspomagał go językoznawca rosyjski
Korsch. jednak cała ta trącąca fantazją i pochopnością w wyciąganiu
wniosków, teorja, została naogół odrzucona, gdyż wystąpiono przeciw
niej bardzo stanowczo, i rzeczowo wykazano bezpodstawność jej wnio­
sków (Niederle, Brückner i in.).
5. Stanowisko L. Niederlego i A. Brücknera.
Pomijając — ze względu na cel jak i ograniczone ramy — te wszyst­
kie badania, które tylko pośrednio rzucają pewne światło na zagadnienie
pierwotnych siedzib Słowian, a więc zarówno szczególnie liczne s ludja
toponomastyczne (cenne prace Sobolewskiego, Pogodina i wielu innych),
badania nad podłożem przedsłowiańskiem, jak i stale żywo dyskutowane
6) Hipotezie Peiskera poświęcimy tylko parę słów, gdyż omawia ją dr. M. Le­
wicki w artykule poświęconym kontaktom słowiańsko-tureckim.

t

59

kwestje zapożyczeń, należy wspomnieć, jakie stanowisko ostatnio zajmuje
najwybitniejszy znawca starożytności słowiańskich Niederle. („Najdaw­
niejsze siedziby Słowian“ w dziele „Początki kultury słowiańskiej“ Encyklopedja Ak. Łjm. cz. 2, dział V, 1—30 oraz „Manuel de l’antiquité slave“
I, Paris 1923, 12—26). W tych pracach Niederle zarzuca swe dawniejsze
poglądy, zajmując stanowisko niejako kompromisowe. Niederle odrzuca
wnioski Rozwadowskiego i Szachmatowa co do ważności śladów celtyc­
kich, podnosząc, że nigdzie w Europie nie możnaby znaleźć takiego terytorjum, na którem nie byłoby śladów jakichś obcych elementów etnicz­
nych, i to właśnie zwalnia go od skrupułu, jaki mieli ci dwaj znakomici
slawiści. Pozytywnie sądzi, że terenem pierwotnych siedzib Słowian jest
obszar od Łaby do dorzecza g. Dniepru wraz z Desną, Prypecią i Berezyną.
Linja Łaby będzie stanowić zachodnią granicę, o ile kultura łużycka
okaże się właściwą Słowianom, w przeciwnym razie należy przesunąć
zachodnią granicę do Wisły „Manuel“ 23/24.
Wiele uwag poświęcił naszemu zagadnieniu wÿbitny znawca kul­
tury słowiańskiej prof. Brückner, por. zwłaszcza z ostatnich jego publikacyj „Starożytności słowiańskie“ Lud XXIV 8f—92 i „Dzieje kultury
polskiej“ I, Kraków 1930, 13—17 oraz liczne recenzje. W pierwszej
z tych rozpraw, recenzując dzieło Niederlego, Brückner podkreśla, że
jedność słowiańska poczęła się rozluźniać dopiero z końcem V-go wieku
po Chr. i od tej epoki datuje się ekspansja Słowian na południe i zachód.
Kolebkę Słowian dla IV w. po Chr. należy przyjąć na terenie, sięgającym
z jednej strony od Wielkopolski i Małopolski aż do siedzib Radymiczów
i Wiatyczów nad g. Oką i Wołgą. (Lud XXIV 82). W drugiej pracy od­
rzuca koncepcje, związane ze słowiańskiem pochodzeniem kultury łu­
życkiej i wypowiada się (odrzuciwszy też jakiekolwiek obce, poza ilirskiemi, przymieszki w imiennictwie topograficznem na terytorjum Polski),
że s'edziby Słowian sięgały od Odry do Dniepru, którego ś. bieg przekra­
czały, na płd. zachodzie opierały się o Karpaty i Sudety, przyczem na
północy nie docierały do Bałtyku, oddzielane od niego przez wąski pas
pruski.6
6. Nowa synteza J. Czekanowskiego.
Ostatnio dokonał prof. Czekanowski bardzo bystrej i ciekawej syntezy, która niewątpliwie posunie o duży krok naprzód „beznadziejny“
spór o kulturę łużycką, w pracy „Zróżnicowanie etnograficzne Polski
w świetle przeszłości“ Sprawczd. Pol. Ak. Um. XL, nr. 3, 64—67. Prof.
Czekanowski. czerpiąc argumenty z językoznawstwa in doeuropejskiego,
opiera się na wynikach badań komparatysty, prof. J. Kuryłowicza, który
stwierdził przynależność grupy językowej ilirskiej do północnej grupy
języków indoeuropejskich (podstawową cechą wyodrębniającą jest nieodróżnienie ä od o) zawierającej Bałto-Słowian, Germanów i Ilirów. Cze­
kanowski — jak wiadomo —twierdzi, że wskutek wyodrębnienia się
literalnych Germanów, kultura łużycka była wspólna pozostałym pół­
nocnym Indoeuropejczykom. Dowodzi tego na tej podstawie, że dla
okresu II tysiąclecia przed naszą erą prehistorycy Wyodrębniają na euro.pejskim niżu tylko dwie wielkie kultury prehistoryczne. Miejsce zetknię-

60
cia się tych kultur na linji ś. Wisły na Mazowszu zbiega się uderzająco
z całym szeregiem dzisiejszych linij etnicznych, które są linjami zasię­
gów różnych przedmiotów z zakresu kultury materjalnej.
Ta nawskroś oryginalna synteza danych etnologicznych, prehisto­
rycznych, antropologicznych i językoznawczych przeciwstawia kulturę
łużycką jakiejś innej, wyraźnie od niej odrębnej, którą prof. Czekanowski
przypisuje Finnom.
Ze względu na to, że operujemy narazie tylko zwięzłem streszcze­
niem większej pracy, która się jeszcze w całości nie ukazała, trudno jest
zająć krytyczne stanowisko wobec tezy prof. Czekanowskiego, gdyż szczu­
płe ramiy streszczenia nie pozwoliły mu przedstawić wyczerpującego uza­
sadnienia wniosków. Wobec tego zmuszeni jesteśmy zająć stanowisko
wobec skrótu, zdając sobie sprawę, że może niejedna wątpliwość została
już przez autora przewidziana i usunięta.
Po pierwsze narzuca się, że ta sugestywna koncepcja znajduje po­
parcie w przekonywającej zbieżności linij etnicznych z izotonami dialektycznemi Mazowsza, najodrębniejszej, poza Kaszubami, prowincji
gwarowej, jak to wykazały badania prof. Nitscha. Nitsch podnosił nawet
co do kontynuacyj 1 miękkiego (sonans), że „nie jest to wewnętrznie polski
objaw dialektyczny, ale ostatnie stadjum stopni przejściowych, jakiemi
są 1. języki płd. słowiańskie, 2. język czeski, 3. dialekty mało- i wielko­
polskie, 4. dialekty kaszubski i mazowiecki“ Gramatyka języka polskiego
Ak. Urn., Kraków 1923, 511. Odchylenia izofon mazowieckich są nie­
znaczne na linji biegu ś. Wisły w stosunku do granicy wschodniego
zasięgu kultury łużyckiej, stanowiącej linję wspomnianego zetknięcia
dwu odrębnych kultur.
Z drugiej strony nastręczają się narazie pewne trudności w uznaniu
we wschodnich sąsiadach kultury łużyckiej Finnów. Ramy wywodów
prof. Czekanowskiego nasuwają wrażenie, że do takiego wniosku do­
szedł on na drodze negatywnej. Wszak — rozumuje Czekanowski —
przy tej strukturze faktów, któż inny mógł siedzieć na wschód od ru­
bieży kultury łużyckiej, jak nie Finnowię,-'skoro Iranów należy umieścić
na podstawie konkretnych danych (toponomastyki zbadanej przez
Vasmera, zapożyczeń) raczej na południu. Należy sobie jednak zadać
pytanie, jakie są dane, które pozytywnie, a nie negatywnie nasuwają
z konieczności Finnów. Z badań nad imiennictwem wodnem (Rozwa­
dowski) wiadomo, że zarówno na terytorjum Mazowsza, jak i na terytorjum zachodniem w stosunku do poprzedniego znajdują się w nazwach
ślady fińskie i celtyckie (na zachodzie), przyczem Rozwadowski pod­
kreśla, że nazwy w półn. Rosji, mające dziś wygląd fiński, są jedynie
fińskiem przekształceniem nazw pierwotnie indoeuropejskich. W prze­
ciwieństwie do tej tezy Vasmer ostatnio stanowczo twierdzi, że na terenie
Polski niema żadnych nazw, zawierających ilościowo i bezspornie ślady
fińskie. Vasmer twierdzi, że takie nazwy znajdują się natomiast — i tu
wbrew Rozwadowskiemu — na terenie półn. Rosji europejskiej, por.
„Die finnischen Ortsnamen in den slavischen Ländern“, Księga refera
tów II Zjazdu Sławistów, sekc. III, W&rszawa 1934, 99, o czem szerzej
W rozprawie „Reiträge zur historischen Völkerkunde Osteuropas, II Die
ehemalige Ausbreitung der Westfinnen in den heutigen slavischen Län-

61
dem“, Berlin 1934, gdzie w szczegółach polemizuje z wywodami Rozwa­
dowskiego.
Z tych sprzecznych ze sobą wywodów tak wybitnych uczonych widać,
że sprawa rozbija się o brak konkretnych danych chronologicznych, któreby pozwoliły ustalić pierwotność i ewentualnie kolejność nawarstwień
i tern samem rozstrzygnąć, czy mamy na danych terytorjach do czy­
nienia tylko z przelotnemi migracjami Finnów, czy też z dłuższym ich
pobytem. Przy dzisiejszym stanie wiedzy jest niezmiernie trudno uzyskać
absolutną chronologję odnośnych zjawisk. Jeżeli ujawnią się jakieś fakty,
to chyba tylko wtórne dane, przydatne dla chronologji względnej, czego
najrychlej można oczekiwać od językoznawstwa porównawczego.
Jest jeszcze i drugi szkopuł. Gdyby wschodnimi sąsiadami tej gałęzi
północnych Indoeuropejczyków byli Finnowie, to winnibyśmy, nawet
mimo pewnej odporności jednej czy obu kultur, oczekiwać jakichś śla­
dów styczności w zapożyczeniach wzajemnych lub jednostronnych. Tym­
czasem w językach fińskich mamy zapożyczenia, które pochodzą nie
z języka prasłowiańskiego1, tylko z praruskiego. Z tego —- jak i prof.
Czekanowski przyjmuje, por. „Wstęp do historji Słowian“ 84 — wynika,
że Słowianie zetknęli się z Firmami później, w okresie różnicowania się
tych plemion. O Wcześniejszym kontakcie, narazie na podstawie faktów
językowych nic jeszcze niewiadomo. Z drugiej strony zapożyczenia bał­
tyckie w językach fińskich wskazują na styczność tych plemion, przyczem, jak poucza ich chronologja, styczność tę odnosi się do epoki wcześ^f
niejszej.
Jeśli się zważy, że w zachodniofińskiem1 istnieją pożyczki z bałtyc­
kiego, a dalej skoro się uświadomi, że na terenie Mazowsza istnieją stare
nazwy bałtyckie, a wkońcu, gdy się weźmie pod rozwagę, że Rozwa­
dowski przyjmuje, iż zerwanie wspólnoty bałtosłowiańskiej nastąpiło
w I i II tysiącleciu przed Chr., •— to nasuwa się jako bardziej prawdo­
podobne — ze względów językoznawczych — przypuszczenie, że na
wschód od wschodniej rubieży kultury łużyckiej siedzieli raczej Bałtowie. Warto dodać, że przy dzisiejszym stanie badań przyjmuje się za
Rozwadowskim, „że historyczną epokę geograficznego sąsiedztwa i współ­
życia obu grup poprzedzał okres, w którym rozwijały się one niezależnie
i wytwarzały różnice zacierające starszą jeszcze wspólność czy jedność
językową“, por. J. Kuryłowicz „Bałtósłowiańska jedność językowa“,
Słownik starożytności słowiańskich zesz., próbny, Warszawa 1934, 5.
Za ewentualną hipotezą, że w tych wschodnich sąsiadach, o odręb­
nej kulturze należy upatrywać Bałtów, przemawiałby ten fakt, że mimo
całego szeregu zgodności słowńikowych między słownictwem bałtyckiem
a słowiańskićm (ćo szczegółowo wykazał Trautmann), istnieje sporo roz­
bieżności w zakresie pojęć najzupełniej elementarnych z kultury ducho­
wej i materjalnej jak to ustalił Rozwadowski, por. „O pierwotnym sto­
sunku wzajemnym języków bałtyckich i słowiańskich“ Roczn. Sław. V
1—24, por. też zwłaszcza Trautmann „Baltisch-slavisehes Wörterbuch“
Göttingen 1923 oraz Kuryłowicz 1. c. Fakt bardzo silnego pokrewieństwa
w strukturze gramatycznej (poza konjugacją) przy tak poważnych roz­
bieżnościach słownictwa, w zakresie kulturowym, jak mi się zdaje upraw­
dopodobnia, że właśnie te odmienne słownictwo jest odzwierciedleniem

62
odrębnej kultury bałtyckiej. Z tych więc względów przedewszystkiem,
jak i z uwagi na liczne ślady w słownictwie i nomenklaturze geograficz­
nej Mazowsza wydaje mi się prawdopodobniejszem dopatrywać w sąsia­
dach wschodnich kultury łużyckiej Bałtów, posiadających tę istotnie
odrębną kulturę, jak można sądzić z tego uderzającego faktu, że przy
dużych zgodnościacb w strukturze gramatycznej istnieje silnie odrębne
słownictwo 7).
Niemniej nie sądzę bynajmniej, by zagadnienie to przedstawiało się
tak prosto, przedewszystkiem z tego względu, że d tu brak również da­
nych z zakresu chronologji. Stąd też właśnie prof. Kuryłowicz podkreśla,
że ustalenie chronologji względnej zjawisk pozwoli dopiero wyrobić
sobie opinję o istocie pokrewieństwa językowego tych dwóch grup.
Nieco światła na to zagadnienie winny rzucić badania nad słow­
nictwem grupy złożonej z Bałtów, Słowian i Ilirów. Jednakowoż i tu
nastręczają się trudności, pochodzące stąd, że ze słownictwa ilirskiego
zachowały się tylko nikłe szczątki. Język albański, zaświadczony dopiero
z XVI w. po Chr., jest jedynym żyjącym dziś reprezentantem tej grupy,
przyczem posiada on ogromnie pstre słownictwo, które jest tak grun­
townie przesiąknięte wpływami innych języków (romańskje, słowiańskie,
grecki i turecki) a tak bardzo ubogie w elementy rodzime, że wydobyć
zeń zrąb najstarszych cech jest niezmiernie trudno. Warto tu wkońcu
nadmienić, że Vasmer dopatruje się w pewnych nazwach na terenie
słowiańskim śladów ilirskich. Innemi słowy prof. Vasmer powraca na
podstawie toponomastyki do koncepcji „Nordillyrer“ Kosinny, por. „Alte
geographische Namen zwischen Elbe und Weichsel“ Sbornik I Sjezdu
slow, fil., Praha 1932, 735—1736.
Ostatnio w artykule „Słowianie“ (w encyklopedji Świat i Życie, IV
zesz. 5, Lwów-Warszawa 1936, 826—'835) umieszcza prof. Czekanowski
pierwotne siedziby Słowian w dorzeczu Wisły w czasach około naro­
dzenia Chrystusa. Wyciągając wnioski z swej ostatniej syntezy, sądni,
że jeszcze dawniejsza praojczyzna Słowian mogła się znajdować tylko
nieco dalej na południowym zachodzie (a nie na wschodzie), na terytorjum kultury łużyckiej.
7. Zestawienie wyników badań craz postulaty i perspektywy na
przyszłość.
Ten przegląd przytoczonych teoryj oraz ujawnionych w nich trud­
ności dobitnie wskazuje, że argumenty językowe nie dają narazie
żadnych rozstrzygnięć. Dotychczasowe badania nie zdołały jeszcze cał­
kowicie rozproszyć mroków, jakie przesłaniają kolebkę Słowian.
7) Te dane i przypuszczenia musiałyby oczywiście znaleźć poparcie i w in­
nych faktach z zakresu etnologji i prehistorji, któreby ewentualnie ze swej strony
potwierdziły istnienie odrębnej kultury bałtyckiej dla tego okresu. Zagadmenie
komplikuje się ze względów językoznawczych i przez to. że w bałtyckiem obok
faktów pokrewieństwa istnieją też i pożyczki, pochodzące z różnych nawarstwień
chronologicznych, na co dawno wskazał Brückner „Litu slavische Studien. I Die
slavischen Fremdwörter im Litauischen“ Weimar 18/7.

i

63
Główne trudności tkwią w tem, że jest to tak odległa epoka, iż trudno
jest na przestrzeni dzielącej okres wyodrębnienia grupy etniczno-języ­
kowej Prasłowian od epoki wczesnohistorycznej, znaleźć fakty, mające
bliższe datowania. Przy dzisiejszym stanie badań nie da się również usta­
lić pierwotniejszego złoża starszych cech językowych, tak cennych przez
porównawcze zestawienie, dla lokalizacji geograficznej pokrewnych
plemion indoeuropejskich.
W zakresie badań nad pokrewieństwem grupy bałtyckiej i słowiań­
skiej, obok dokładnego zbadania zgodności wzajemnych, należy ustalić
chronologję odrębnych, każdej. z tych grup z osobna właściwych nowo­
tworów, która rzuci światło na początki wzajemnego wyodrębniania się
tych gri p językowych, na co zwraca uwagę prof. Kuryłowicz, „Bałtosłow. jedność językowa“ 7. Poza 'brakiem stndjów poświęconych słow­
nictwu półn. grupy języków indoeuropejskich, brak również dokładniej­
szych opracowań porównawczych w zakresie struktury gramatycznej,
mimo, że pewne cechy z zakresu fonetyki (np. rozwój sonantów) lub
morrologji są od dawna uderzająco podobne w germańskiem i bałtosłowiańskiem. O tem jak cennemi mogą się okazać te badania wskazuje
ostatnia synteza prof. Czekanowskiego, rzucająca tak wiele światła ria
zawiły problem kultury łużyckiej, właśnie dzięki zastosowaniu nowych
wyników uzyskanych przez prof. Kuryłowicza co do grupy ilirskiej.
Wymienione tereny zagadnień leżą w kompetencji językoznawstwa po­
równawczego, które przez rozwiązanie całego szeregu szczegółów może
się przyczynić do rozjaśnienia i pogłębienia naszej problematyki.
Dotychczasowe wyniki badań nad imiennictwem geograficznem są
niezmiernie często dwu- jeśli nie wieloznaczne. Ma to swoje źródło po
pierwsze, w braku systematycznych studjów, a po wtóre, niekiedy w za­
sadniczych uchybieniach metodycznych. Dziś przynajmniej w zasadzie
utarło się przekonanie, że nazwy wyrwane z całości niczego nie dowodzą
(por. Vasmer „Alte geographische harnen zwischen Elbe und Weichsel“.
Sborn. I Sjezdu slow, fík, Praha 1932, 736). Jest bowiem rzeczą jasną,
że jedyną drogą, na której się można spodziewać wydatnego posunięcia
tego zagadnienia naprzód, jest żmudne, szczegółowe opracowanie peł­
nego systemu nazw miejscowych, czy też nawet wodnych dla poszczegól­
nych języków. Wszak cały szereg nazw na pierwszy rzut oka nasuwa­
jących liczne możliwości, lub wręcz niejasnych, po głębszem zapoznaniu
się z systemem toponomastycznym danego języka, opartym na skrupu­
latnej analizie całkowitego miąterjału, znachodzi zupełnie pewne i pozy­
tywne wyjaśnienie na tem tle całości systemu. Po wtóre, dzisiejszy stan
badań nad imiennictwem słowiańskiem niemal w zupełności wyklucza
budowanie jakichś poważnejszych syntez, gdyż narazie jest bardzo nie­
wiele prac szczegółowych, spełniających wymieniony postulat. Por.: S.
Rospond „Toponomastyka słowiańska“. (Księga referatów II Zjazdu Slawistów, sekc. I, Warszawa 1934, 90—95.
otychczasowych badaniach mieliśmy najczęściej do czynienia
z uprawianiem etymologicznych poszukiwań, boć przedewszystkiem kła­
dziono nacisk na ustalanie pierwiastków. Dziś obserwujemy, że onoma­
styka wyodrębnia się jako osobna gałąź naukowa, której przyświeca
ustalenie
w zakresie toponomastyki — systemu imjenniczego danego

\

64
jÇzyka, co daje się uzyskać przez zbadanie staryph oraz żywotnych pro­
cesów słowotwórczych, przez bliższe określenie funkcji sufiksćw i przez
ścisłą analizę słowotwórczej formacji danej nazwy. Te badania, prowa­
dzeni w stałym kontakcie z naukami historycznemi, pozwolą w przy­
szłości ustalić na podstawie wyczerpującego materjału historycznego
chronologję, wydzielając starsze nawarstwienie oraz obcy osad, co
zkolei może się stać punktem wyjścia dla badań porównawczych, które
potrafią cofnąć się w epokę przedhistoryczną, przy skrupulatnem i nieodłącznem uwzględnianiu faktów z zakresu nauk pogranicznych'.
Na pewne uchybienia metodyczne wskazywano już dawniej. I tak
np. Buga „Kann man Keltenspuren auf bałt. Gebiet nachweisen?“ 'Roćzn.
Sław. VI 1 38) podkreślał, że w 'badaniu nazw należy uwzględniać dane
historji i dialektów, a nie opierać się wyłącznie na formie współczesnej
nazwy, jak to czynił Szachmatow.
Z tych zastrzeżeń oczywiście nie wynika, by wszystkie dotychcza­
sowe prace były pozbawione wartości, gdyż jasne jest, że im bardziej
cofamy się wstecz, tern badanie pierwiastków jest nieodzowniejsze
z uwagi na to że starsze nazwy są formacjami prostemi, mającemi często
mało wyrazisty, nierozwinięty sufiks. Niemniej jednak wtedy trzeba bę­
dzie brać pod uwagę, czy taki typ nazw jest (zwłaszcza przy badaniu
obcych śladów) charakterystyczny dla danego terytorjum, o co starał się
Rozwadowski, i dlatego prace jego pozostaną tu pionierskiemii.
Bogate i cenne materjały do badań przynoszą żmudne prace ks. Kozierowskiego z terenu Wielkopolski a zwłaszcza ostatnio wydany „Atlas
nazw geograficznych Słowiańszczyzny zachodniej“ z. I, z. II B Poznań
1934 (I) i 1935 (II).
Często rozbieżne wyniki badań nad zapożyczeniami domagają się
ich rewizji. Wysuwano tu postulaty zarówno ze strony slawistów (Diels
w Eberta „Reallexikon der Vorgeschichte“ t. XII w artykule „Slaven“
282), jak i ze strony specjalistów i innych zakresów (Kowalski „W spra­
wie metodologji badań zapożyczeń tureckich w językach słowiańskich?,Sborn. I Sjezdu slow. fil., Praha 1932, 554—-556).
Ponieważ geografja roślin wymaga skrupulatnego uwzględniania
wahań klimatu, co pociąga za sobą konieczność uzależniania badań od
danych paleobotanicznych, a więc niejęzykoznawczych, przeto pozostają
nam1 do rozważenia tylko badania słownictwa.
Chodzi tu o rodzime i obce wyrazy, które zachowały się w dzie­
dzictwie z języka prasłowiańskiego w poszczególnych językach słowiań­
skich. Zestawiając wyniki uzyskane w wymienionych uprzednio dzie­
dzinach badań językoznawczych z rezultatami studjów nad słownictwem,
musimy dojść do przekonania —- mimo, że do syn leży słownictwa sło­
wiańskiego jest jeszcze daleko —, że badania te wnoszą wnoszą sporo
materjału konkretnego, pozbawionego tak silnej przymieszki elementu
hipotetycznego, jaki jest zawarty w imiennictwie. Pozatem jest to szcze­
gólnie wartościowy materjał dla nawiązań z zakresu kultury materjalnej
i duchowej i tern samem przedewszystkiem dla etnologa szczególnie cie­
kawy. Mimo tych zalet faktów ze słownictwa nie należy ich jednak prze­
ceniać, ponieważ nie można zapominać, że brak nam świadectw, w ja­
kiej mierze wyrazy zaświadczone wspólnie przez języki historyczne,

65
odzwierciedlają istotny zasób słownikowy języka prasłowiańskiego.
Wszak nie wiemy, wiele tych wyrazów bez śladu zaginęło, co tem sa­
mem przesądza, że uzyskany na tej podstawie i zrekonstruowany przy
pomocy prehistorji i etnologji obraz kultury pierwotnych Słowian jest
ułamkowy. Są jednak nadzieje, że studja obecnie prowadzone zdołają
posunąć dotychczasowy stan wiedzy o krok naprzód. Prot. Lehr-Spławiński bada szczegółowo zasób słownictwa prasłowiańskiego. Drobne
fragmenty tych studjów wydał w odniesieniu do polszczyzny „Język
polski jako zwierciadło kultury narodu“ Poznań 1935, zaś w referacie
opublikowanym w Księdze referatów II Zjazdu Slawistów sekc. I, War­
szawa 1934. p. t. „Dziedzictwo prasłowiańskie w słownictwie współ­
czesnych języków słowiańskich“ 70—72 ogłasza cyfrowe wyniki zesta­
wień oraz informuje o metodzie badań.
Bardzo wartościowe prace z zakresu słownictwa ogłasza znakomity
językoznawca francuski A. Meillet. W Niemczech istnieje specjalne czaso­
pismo „Wörter und Sachen“, poświęcone badaniom słownictwa, w któ­
rych śledzi się dzieje wyrazu wraz z losami oznaczonego przezeń przed­
miotu, co pozwala na ustalenie rozprzestrzenienia etnicznego sprzętu
oraz na wykreślenie zasięgu jego nazw, czem zajmuje się geografja lingwi­
styczna (zarówno w zakresie obszaru indoeuropejskiego jak i poszcze­
gólnych grup językowych).
Na zakończenie należy podnieść, że zagadnienie praojczyzny Sło­
wian jest jak najściślej związane z teorjami o kolebce Indoeuropejczyków.
Stąd więc badaczom nie mogą być obojętne wyniki ostatnich badań nad
słownictwem i chronologją przesunięć Indoeuropejczyków, które do­
prowadziły do gruntownej rewizji dotychczasowych poglądów na po­
dział i chronologję nawarstwień języków indoeuropejskich. Twórcą
nowszej koncepcji o kolebce Indoeuropejczyków jest uczony skandy­
nawski J. Charpentier, umiejscowiający praojczyznę, na podstawie wielo­
stronnej analizy słownictwa, na terenie środkowej Azji. („The original
home of the Indo-europeans“ Bulletin of The School of Oriental Studies, London 1926, Vol. IV, Part I, 147—170). Przekonywające ujęcie
syntetyczne daje rozprawka J. Kuryłowicza „Stosunki etniczne w przed­
historycznej Europie“ Zbiór prac poświęconych E. Romerowi, Lwów
1934, 542- - o50 8).
W tym sprawozdawczym przeglądzie teoryj, którego dokonałem na
zaszczytne zaproszenie Redakcji Ludu, przedstawiłem cały szereg koncepcyj wielu wybitnych i zasłużonych uczonych. Swój skromny udział
w sprawozdaniu ograniczyłem do zwrócenia uwagi na parę szczegółów
oraz do poświęcena kilku spostrzeżeń nowej syntezie prof. Czekanowskiego. Ponadto starałem się wykazać, że obok innych danych szczególnie
pożądanemi są badania z zakresu językoznawstwa porównawczego.
Rozbieżność wyników w studjach nad kolebką Słowian wskazuje,
że jest to jedno z najtrudniejszych zagadnień slawistyki. Główne trud­
ności w tych żmudnych badaniach tkwią — jak to podkreślał prof. Roz* 5
8) Z zagadnieniem tem można się też zapoznać w przystępnym i zwięzłym
artykule dr. E. Słuszkiewicza „Gdzie leżała praojczyzna indoeuropejska?“ Kurjer
literacko-naukowy, dodatek do Kurjera Lwowskiego z 5 maja 1935 r„ nr. 122 A.
Lud. T. XXXIV.

5

66
wadowski — w tem, że zarówno dane historyczne starożytnych dziejo­
pisarzy, jak i fakty przedhistoryczne są niezmiernie skąpe, co w ogromnej
mierze utrudnia pracę i zmusza do dokonywania wielkich wysiłków,
celem usunięcia tak poważnych przeszkód. Skoro uświadomimy sobie,
jak szczupły jest zasób jednoznacznych faktów, tem jaśniej zdamy sobie
sprawę, jak wielki i doniosły jest wysiłek twórczy i tych uczonych,
którzy dociekali pierwotnych siedzib Słowian w oparciu o fakty języ­
kowe.
RÉSUMÉ.
L’article est en même temps une revue critique et un compte-rendu
de ce qu’on sait sur les lieux les plus anciens d’habitation des Slaves. Les
théories en question reposent en entier ou partiellement sur des données
linguistiques. L’auteur parle de la théorie conçue pair Rozwadowski, baisée
sur les résultats de l’analyse des noms du rivières et autres dénominations
aquatiques, de la théorie des origines celtes de Schachimatov, enfin il men­
tionne celle du berceau asiatique des Slaves (Moszyński). Par rapport aux
théories localisant les lieux d'habitation des Slaves à rOocident, i;l fait re­
marquer la théorie de Czekanowski et le point de vue critique qu’a choisi
Lelrr-Spławiiński, tout ein mentionnant que les objections que ce slaviste
soulève Contre la théorie conçue par Rozwadowski, ne lui paraissent pas
toutes également justes. Puis il parle des hypothèse:?.ononiastiques de Rud­
nicki. Dans la suite il pąsse aux théories qui placent le berceau de la race
slave en Polésie, en citant les travaux de Vas,mer et la longue déduction
botanique de Rostafiński et en faisant remarquer la controverse que con­
tient la déduction de cet éminent botaniste II complète cette revue des
théories) qui localisent les origines de la race slave en Polésie, par la cita­
tion de l’hypothèse de Peisker et des ridées de NiederíeSgí de Brueckner.
L auteur présente enfin la nouvelle théorie de M. Gzpk.anowski. II résume
cette synthèse entièrement originale tout en lÂcritiquant par quelques re­
marques linguistiques il lui semble douteux de pouvoir admettre les Finnojts
comme voisins orientaux de la culture lusacienne. Il serait enclin à voir
en eux plutôt des Baltes. Cette £evqe rétrospective est terminée par le
résumé des résultats jusqu’à présent peu importants des recherches en
cette matière, et l’énuméraition de plusieurs thèses, devant former l’objet des
études futures.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.