ac083f2e15fcc6ffc665e35cc7b479d4.pdf
Media
Part of Ze wschodniego pogranicza huculskiego / Lud, 1936, t. 34
- extracted text
-
JAN FALKOWSKI
ZE WSCHODNIEGO POGRANICZA HUCULSKIEGO
(LES FRONTIÈRES ORIENTALES DU TERRITOIRE HOUTZOULE)
KILKA UWAG METODYCZNYCH
Dla uczestników ćwiczeń i seminarjum etnologicznego odbywają
się corocznie obowiązkowe wycieczki terenowe, mające zaznajomić stu
dentów z kulturą ludową, niejako in situ i z techniką badań terenowych.
W związku z przeprowadzanemi przez Zakład Etnologiczny od kilku
lat badaniami terenoweml na1 obszarze Karpat Wschodnich, jako teren
pierwszej tegorocznej wycieczki etnograficznej- zostały obrane okolice na
południowy zachód od Śniatyna i wycinek wschodniej granicy hucuł
skiej za Kosowem i Kutami. Podczas wycieczki badano następujące
miejscowości: Karłów, Widynów, Dżurów, Nowosielica, Rożnów, Wierzbowiec, Kosów; Moskalówka, Horod, Babin, Sokołówka, Riczka; i Moskalówka, Srmodna, Czerhanówka, Stare Kuty, Kuty, Rożen1).
Udział w wycieczce wzięli oprócz autora, kierownika wycieczki:
asyst. dr. Leon Popiel i uczestnicy: mgr. Ronym Harasymczuk, Eugenjusz Bereś, Anna Krajewska, Zofja Knańska, Włodzimierz Lewicki,
Katarzyna Matejko, Henryk Muszyński, Włodzimierz Ostrowski, Wil
helm Tabor, Tadeusz Twarecki, M-arja Tysowycz i Franciszek Wfokroj.
Celem wycieczki było zaznajomienie się z kulturą ludową w terenie
i praktyczne pokazanie sposobów przeprowadzania badań terenowych.
Ponadto każdy z uczestników opracowujący jakiś temat pracy, semi
naryjnej czy też magisterskiej, był obowiązany do zebrania materjałów
z zakresu opracowywanego zagadnienia, zwrócenia na nie uwagi in
nych uczestników, udzielenia wyjaśnień ii t. p., które były uzupełniane
przez kierujących wycieczką. Taki sposób prowadzenia wycieczki uwa
żam też za najodpowiedniejszy, wywołuje bowiem dyskusje nad rozmaitemi zagadnieniami i poszczególnemi elementami, a to jest bardziej
pouczające i daje więcej korzyści uczestnikom od jednostronnych wy
jaśnień kierownika wycieczki.
Obszar przebyty przez wycieczkę jest ciekawy pod względem etno
graficznym i zasługuje na dokładne zbadanie. Zwłaszcza jeżeli idzie
o Śniatyńszczyznę. Znajduje się tam bowiem bardzo wiele ciekawych
elementów, a brak jest do tych obszarów szczegółowszych opracowań
zwłaszcza z zakresu kultury materjałnej2). Dlatego też podaję poniżej
garść szczegółów odnoszących się do przebytego podczas wycieczki terenu.
Ze zbadanych wsi Karłów i Widynów leżą na równinie, a dopiero
mjniej więcej ,v połowie drogi do Dżurowa zaczyna równina przecho
dzić w niewielkie pagórki. Za Dżurowem wzgórza rosną coraz bardziej,
przechodząc w okolicach Kosowa w góry.
*) Fotografje i rysunki wedle fotografji wykonał autor (maj 1936). Rękopis
ukończony w czerwcu 1936.
s) Por- nP- Fr. Ksawery Mroczko: Sniatyńszczyzna, Lwów 1897. Podane tam
materjały odnoszące się de kultury materjałnej są bardzo małej wartości. W do
datku bez rycin. Podobnie O. Kolberg: Pokucie.
143
Karłów. Chaty wraz z budynkami gospodarskiemi otoczone są
plecionym płotem., a na podwórze prowadzą bramy z daszkiem, w któ
rych są wrota i bramka dla pieszych przechodni (labl. I, 1, Karłów,
brama). Dachy na chatach są niskie, kryte dranicami. Na dachach
charakterystyczne czworokątne kominy osłonięte okrągłym daszkiem
(tabl. I, 2, Karłów, Widynów, kómyn). Dachy pokryte słomą wystę
pują rzadko, i to przeważnie na budynkach gospodarskich. Zagrody
i chaty w Karlowie nie wiele różnią się od występujących w Widynowie.
Tabl.ca I. 1 brama, Karłów; 2 komin na chacie, Karłów, Widynów; 3 płot, Karłów,
Widynów; 4 kurnik, Widynów; o kosznica, Widynów; 6 płot do bielenia przędziwa,
Widynów.
Widynów3). Zagrody otoczone płotem jak w Karlowie. Płoty
podobnie jak i w Karlowie plecione, przyezcm najczęściej tylko u góry
plecione równolegle, reszta zaś (mniejwięoej 4/r, wysokości płotu) na ukos,
jak to przedstawiono na tabl. I, 3 (Karłów, Widynów). Ukośne plecenie
płotów tłumaczą tern, że łatwiej spływa z nich woda (pręty trwają dłu
żej,, nie butwieją). W bardzo nielicznych wypadkach występują ogros) Przy badaniach w Widynowie był nam wielce pomocny kom. posterunku P. P.
~w Widynowie, przodownik Mikołaj Soliński, za co składam mu podziękowanie.
i44
d'zenia z desek kryte diwu^adknwemi daszkami Bramy prowadzące na
podwórza, na- tak duże jak w Karłowic. Chaty dwuwmętrzne budują
z drzewa, _ wytępiają gliną i bielą (Karłów, Widynów). Podczas gdy
w Karłowic przeważały dachy niskie, są one w Widynowie przeważnie
wyższe, przyczemj jako materjał do krycia dachów na chatach występuje
też niekiedy i słomą, która przeważa jako pokrycie dachów budynków
gospodarskich. Na dachach chat kominy (por. tabl. I, 2) i oprócz tego
zwykle dwa dymniki (podymnyk’y). Na dachach krytych dranicami wy
stają dranice z jednej strony ponad grzbiet dachu. Zacięte szpiczasto no
szą nazwę zúbťi. Oprócz dachów dymnikowych (kształtu dymnikowego)
niekiedy na budynkach gospodarskich są dachy naczółkowe. Budynki
na podwórzach wyłożonych dość często częściowo' kamieniami, rozmie
szczone są rozmaicie. U uboższych brak jest czasem stodoły, która u za•możniejs ?ych jest iiiekiedy oddzielona płotem od podwórza,'otaczającego
chatę. W przeciętnie zamożnem gospodarstwie na podwórzu otoczonem
płotem znajdują się następujące zabudowania: chata, stodołą, stajnia,
kosznica, kurnik, kucza i komora. Z zabudowań tych, Zwłaszcza niektóre,
jaklo mało znane lub zupełnie nieopisywiane w naszej literaturze etnogra
ficznej zasługują ma dokładniejsze opisanie. Do wytworów tych należą np.:
Kurniki plecione z wikliny i oblepione gliną (miebielone) i pokrytě
dachen z tra.wy, Kurniki te mają kształt okrągły, niekiedy lekko owalny,
s są plecione z prętów wikliny na rusztowaniu z drążków o średnicy
około 3.Ö cm, rozmieszczonych mniej więcej co 20 cm. Wystające u dołu
końce drążków umocowują w ziemi i cały kurnik oblepiają gliną (por.
táhl. I, 4, Widynów, kamyk). Dach tworzą pręty wiklinowe kopulasto
zgięte i pokryte trawą. Niekiedy jest rodzaj powały. Wówczas przestrzeń
wolna między powałą a kopulastym dachem służy jako schowek różnych
drobnych przedmiotów. Wejście dła kur znajduje się u dołu. Na noc za
kładają je kawałkiem deski. Podobnych kurników (raczej gęśników) uży
wają niekiedy dla gęsi. Posiadają one wówczas szerszy otwór wejściowy.
Nieodłącznymi budynkiem gospodarskim jest pleciony spichrz na
kukurudzę, kosznica (tabł. I, 5, Widynów, kósznyďa, kósznyďi), wystę
pująca na zbadanym obszarze od Widynowa po Babin. Otwć: u dołu
kusznicy służy do wyjmowania kaczanów kukurudzy. Poszczególne czę
ści kosznicy (opis z Dżurowa) noszą nazwy: pkbvátyny, a na nich pub
lóhy. Ściany boczne plecione są między drążkami, których końce tkwią
w podwalinach. Zprzodu i ztyłu dwa belki sięgające od podwalin do
dachu, pidpóry. Dach ma dwie płatwy poperéczni (szczytowe) i dwie
pozdóużni. Na płatwach dłuższych wspierają się kozły (krokwie), na
nich łaty, do któatych przybite są dranice lub gonty.
Zamożniejsi posiadają osobno stojące komory podcieniowe, kryte
słomą, dranicami lub gontami. Podcienia wsparte na słupach są zwykle
otwarte, jedynie w nielicznych wypadkach (por. ryc. 5, Dżurów) posia
dają podcienia zagrodzone, tworzące ganeczki.
Stodoły są przeważnie dość znacznych rozmiarów, kształtu krótkiego
prostokąta. Ściany stodół nie są zabudowanie między belkami, wspiera
jącemi dach, ale znacznie w przodzie, a dach jest również znacznie wy
sunięty wprzód, tak że opada nad ziemią mniej więcej do wysokości
120 cm. Wskutek tego w miejscu, gdzie są wrota, dach jest wycięty, ina
145
czej bowiem ani nie możmaby ich otworzyć nazewnątrz, ani też wóz nie
mógłby wjechać do środka. Jak wygląda taka stodoła, widać to wyraźnie
na ryc. 1 (Widynów). Stodoły są kryte słomą, a okap przedłużający dach
dranicami Wedle uzyskanych informacyj, nowsze stodoły posiadają dach
kryty wyłącznie dranicami (dość rzadkie).
Do budynków posiadających kształt bardzo podobny do komór
należą chlewy dla nierogacizny. Przedstawiony na ryc. 2 chlew (kamyk,
kúcza, Widynów) nie wymaga bliższych objaśnień.
W okresie gdyśmy byli w Widynowie, prawie przed każdą chatą
bielono przędziwo z konopi, do czego służy specjalne urządzenie. Mia
nowicie przędziwo to (wátowec, wałowy c’a, Widynów) rozwieszają na
Ryc. 1. Stodoła. Widynów.
Ryc. 2. Chlew na nierogaciznę.
Widynów.
specjalnych rusztowaniach zwanych plit. Jak to widać na tabl. I, 6
(Wiuynów), są to rzeczywiście jakby kawałki rzadkiego płotu plecýonego
z wikliny i wspartego ztyłu na dwóch lub trzech niegrubych drążkach.
Do suszenia siana służą osterwy (ostrowy), pieńki świerkowe 4—6 ccm
grube z pozostawionemi gałęziami, całe obłupio-ne z kory. Przy sadzeniu
ziemniaków (bambóli) używany jest marók z czterema zębami i t. d.
Na odzież kobiecą w Vidynowie składają się następujące części:
okrycie głowy stanowi obecnie kupna chustka, przedtem, mniej więcej
do roku 1914, nosiły kobiety zamężne czepce (czipéc). Czepce szyły
same. Boki czepców z białego płótna haftowano, a ztyłu przyczepiano
wstążki. Denko czepca tworzyła plecionka (siatka) z nici. Ńa czepiec
wkładały kobiety peremitkę (perémitka), kawałek białego płótna długo
ści około 15C cm, a szerokości 35—40 cm. Końce peremitki haftowane
w zabory z kocyka, po zawiązaniu jej na głowie zwisały ztyłu. W nie
dzielę i święta do cerkwi, do ślubu, ubierały kobiety rantúch z białego
płótna, długości mniej więcej 2 ny
Koszule noszą długie o wyszywanych rękawach, manszetach zbie
ranych i związanych sznureczkiem (zászinla). Koszula pod kołnierzem
(óbszyuka) jest zbierana, kołnierz związany również sznureczkiem (zászinká). Na koszulę wkładają jedną zapaskę (hórbotka, óbhortka) tej
Lud T. XXXIV.
in
146
szerokości, że końce jej zachodzą na siebie, tworząc rodzaj niezszytej
spódnicy. U dołu zapaska ma pas z jednokolorowej czerwonej wełny
(włóczki). zásmiůka. Końce (boki) zapaski posiadają również obszycie
(batk’ij) jak dół, tylko węższe. Zapaskę przytrzymuje pójas, tkany na
deseczce tkackiej (krosna) z czerwonej wełny lub włóczki. Stopy owijają
cnucami (omiczi), a na nie wkładają buty (czóboty) lub postotý. Dziurki
w postołach, przez które przeciągają u>ołók’y, zowią obory.
Stałem uzupełnieniem; stroju jest półkożuszek bez rękawów, krypto \
W zimie, a też w lecie w dnie chłodne, wkładają dość krótkie kożuchy
z rękawami i fałdami (kožúch risenýj, z riasami -= fałdami) jednakowe
dla kobiet i mężczyzn (por. ryc. 3,
Widýnów). Kożuch ma kôün’ir, rukaunj i część dolną peréhinka. Ko
żuch jest ozdobiony sznurkami dar
mowysip naszytemi ozdobami ze
skóry zùbc’i i małemi guziczkami
z kolorowej włóczki, kosyczk’y.
Zprzodu na kożuchu są naszyte
z jednej strony mosiężne guziki do
zapinania, gùdzyk’y, zaś z drugiej
strony pętelki, szpink’y. W dnie de
szczowe noszą kożuchy odwrotnie,
włosem na wierzch (por. ryc. 3).
Odzież męska składa się z na
stępujących części: kapehlch, kup
ny, sukienny (filcowy1), lub w lecie
słomiany, sołóm’anka. Soróczka ha
Ryc. 3. Gospodarze podczas parastasu odprawianego corocznie w dniu
ftowana wokół u dołu (cyrk'i), z koł
16 maja n. s. na pamiątkę zniesienia
nierzem (prószyuka) zawiązanym
pańszczyzny. Widynów.
sznurkiem (darmowysy). W zimie
háczi z białego sukna, w lecie z płot
na, lub spodnie z amatérjałów kupnych (pork’inyci). Na stopach buty
lub postoły nie różniące się od kobiecych. Uzupełnienie odzieży stano
wią: kieptar, pas ze skóry (czéres) i torbýna z włóczki (wełny). W' zimie
i w dnie chłodne kożuchy, jak wyżej) opisane przy odzieży kobiecej.
Na ryc. 3 (Widynów) widzimy mężczyzn w kożuchach zimowych,
przeważnie odwróconych włosem na wierzch, z powodu deszczu. Przed
stawieni na ryc. 3 zebrani są wokół krzyża wzniesionego na pamiątkę
zniesienia pańszczyzny (ehrest za pàn’szczynu), pod którym co roku
w dniu 16 maja n. s. odbywa się parastas za pàn’szczynu.
D ż u r ó w. Zagrody gospodarskie w Dżurowie mało różnią się od
karłowskich czy też wiidynowskich. Otoczone płotem podwórza, prze
ważnie bardzo czyste, podobnie jak i w obu poprzednich wsiach, z rozmieszczonemi na nich chatami, stodołami, kosznicami, komorami i t. d.
Zasadnicza różnica występuje w formie i materjale dachu. Dachy kryte
dranicami nie występują Dachy, średniej wysokości (por. -ryc. 4) kryte
są słomą, samo zaś zakończenie szczytu dachu występuje w dwóch
odmianach. Szczyt, dachu jest kryty albo Warstwą słomy przyłożoną
kozłami, albo też posiada charakterystyczną formę jak na ryc. 4 (Dżu-
147
rów). Takie zakończenie grzbietu dachu zowie się hrébin’, a składa się
z pojedynczych, mocno skręconych wiązek słomy holoùk’y. Z wierzchu
grzebień nakrywa łata, o podstawie
około 10—12 cm i o trójkątnym
przekroju.
Chaty są bielone, przyezem
mniej więcej do połowy wysokości
ścian malowane zielono lub niebie
sko. Przedtem przeważało malowa
nie ścian na zielono, obecnie na
niebiesko. Malowanie ścian do po
towy zielono lub niebiesko przyjęło
się wedle udzielonych nam obja
śnień po roku 1914 (po wojnie).
Stodoły podobne jak w obu
wsiach wyżej opisanych
(por.
ryc. 1). Komory z podcieniem, nie
kiedy oszalowanem w ten sposób, Ryc. 4. Chata o górnej części ściany
że tworzy rodzaj zamkniętego gan bielonej a dolnej malowanej niebie
ku. Piękną formę komory przed sko. Szczyt dachu pokryty t. z. grze
bieniem. Dżurów.
stawia ryc. 5 (Dżurów, por. Mo
szyński: Kultura iud. Słowian, ćz/I,
sir. 539, ryc. 473). Kosznice identyczne jak opisana z Widynowa (por.
tabl. I, 5). W kosznicach przechowują kukuirudzę w kaczanach, ziarno
zaś wyłuszczają w rękach albo na specjalnym przyrządzie, który nazy
wają maszyna uńd kukurúdziů (tabl. II, 1, Dżurów). Przyrząd ten sta
wiany zwykle na dwóch kawałkach drzewa składa się z ram, między
któremi jest umlocowana plecionka (liset). Z trzech stron przymocowane
są do ramy zapomocą kołków (Mie) doszk’y, zapobiegające rozsypywa
niu się ziarna przy młocce. Czwarty
bok, przedni, deski nie posiada.
Z tej strony staje młócący. Na przy
rządzie tym młócą na wiosnę kuku-'
radzę wysuszoną w kosznicach za
pomocą kijów,(bulxtmy) około 60 cm
długości. Kukurudzę młócą mężczy
źni, a jeden osobnik pracując cały
dzień wymłaca około 7—8 korców.
W związku z pożywieniem, ważnem zajęciem gospodarskiem jest
przeróbka ziarna i uzyskiwanie ole
ju. Zwłaszcza narzędzia do uzyski
wania oleju zasługują na uwagę, ze
względu na to, że nasza literatura
Ryc. 5. Komora z podcieniem.
etnograficzna jest uboga w opisy
Dżurów.
rozmaitych olejnie.
Olejnice i cały sprzęt służący do
wyciskania oleju umieszczone są najczęściej w osobnych, specjalnie na
ten cel wystawionych budynkach, a posiada je we wsi zwykle kilku
10*
140
gospodarzy. W takim budyneczku,
oprócz urządzenia do wyciskania
oleju, znajduje się zwykle (prawie
zawsze) młynek ręczny (żórny)t
w formie rozwiniętej, takiej jaka
występuje też i u Hucułów (por.
Szuchiewicz : Huculszczyzna, I,
str. 125, ryc. 48).
Nasiona przeznaczone db wyci
śnięcia z nich oleju tłuką naprzód
w stępach. W omawianej olejami
w Dżurowie znajdują się trzy stępy
obok siebie. Na tabl. II, 2 widoczne
są dwie stępy, trzecia niewidoczna.
Każda z tych stęp (stúpa) posiada
stupár (lub naholóumcz = stępor;
i ztyłu dwie łaby. U góry, ponad
stępami, umocowana jest do po
wały żerdka. Tłukący w stępie
trzymają się tej żerdki rękami
wzniesianeani ponad głowę. Ziarno
stłuczone w stępie praży się następ
nie na specjalnym piecyku (tabl. II,
3, picz’ka), którego górną część
stanowi płyta kamienna z zagłębie
niem, w którem prażą się nasiona.
Jak to widać na tabl. II, 3, przed
piecykiem stoi rodzaj stołka, w któ
rego części górnej sporządzonej
z grubej deski, jest wyżłobione za
głębienie, forma makucha. W za
głębieniu tem ugniatają sprażoee
nasiona, a stąd przenoszą je do
olejnicy, w której pod silném ci
śnieniem (gnieceniem) wyciskają
olej. Olejnica (tabl. II, 4, olłjnyća)
składa się, z dwóch słupów (słiipy),
między któremii u dołu jest kołóda
z zagłębieniem, w które wkładają
sprażone nasiona i czop naciskający
(pip). Czop jest zkolei naciskany
przez kłodę górną, którą znów wci
skają w dół z obu stron kttih’i, zaTablica II. 1 przyrząd do wymłacania
bijane taranami (tarany). Tarany,
kukurudzy, Dżinów; 2 stępy, Dżurów;
dwa okrągłe kawałki belek, umie3 piecyk do prażenia nasion na olej,
,SZCZOIlie Są lia zawiasach, tak Że
można niemi wbijać kliny z dużą
siłą zamachową (tarany w t. zw. huculskich olejnicach wiszą nad kli
nami, por. Szuchiewicz: Huculszczyzna, I, str. 191, ryc. 106).
149
Odzież kobieca i męska nie różni się od noszonej w W/idynowie.
Drobne różnice występują w nazwach: tak horbotka (obhortka) zowie
się już zapaska.
Lud zdaje sobie sprawę z różnic, jakie zachodzą między poszczególneini grupami etnicznemi, ire zawsze rozróżnia to zupełnie ściśle zwła
szcza, jeżeli idzie o- grupy położone dalej od niego. Większą wagę kładą
raczej na pewne różnice lokalne, ukształtowanie terenu (nazwy: podołanie,
hirniacy), śmiesznostki, czy t. p. występujące u najbliższych sąsiadów.
W Dżurowie nazywają siebie podolanamii, jak ich też nazywają i Huculi.
Granice huculskie określają dość trafnie, powiadają bowiem, że od Ko
sowa to Hncúly. Najbliższych swoich sąsiadów ze wsi Popelnyk’y (FoJ
pielniki, kilka kilometrów na wschód od Dżurowa nad Czeremoszem)
z powodu specjalnego kształtu kapeluszy, a też innego stroju (?), zowią
Has’ik’y. Co do siedzib bojkowskich pojęcia ich są najzupełniej mętne:
„za Dn’istrôm Bôjk’y, oný májut ýnszu nószu“. Zupełnie tak samo jak
w Worochcie, gdzie znów mówiono, że chodzą do nich „Łemki gdzieś
z Podola“, podczas gdy zachodzą do nich kupować owce Bojkowie z pod
Starego Sambora, trudniący się tam pasterstwem wypasowem.
Począwszy od Dżurowa widok wsi przydrożnych zmienia się. Cechy
charakteryzujące wsie, które narazić nazwać można śniatyńskiemi, zni
kają, zaczynają natomiast występować cechy t. zw. huculskie. Ze zwięk
szaniem się cech huculskich zanikać zaczyna schludność i czystość cha
rakteryzująca wsie po Dżurów włącznie. Wsiami temi dojeżdża się do
Kosewa, miasteczka leżącego u krańców Huculszczyzny i będącego nie
jako wrotami do niej. Dlatego też w Kosowie zatrzymaliśmy się przez
kilka dni. stąd bowiem robione były codziennie wycieczki do W:si hucul
skich 4).
W okolicach Kosowa, we wsiach leżących w niajbliżsizem jego oto
czeniu, znajduje się wiele ciekawych wytworów kultury ludowej dotych
czas nie publikowanych i nieznanych. Do takich należą np. letnie stajnie
■dla krów, okrągła plecionka z dachem ze słomy (tabl. III, 1, S modne;
więcej takich stajen nie znalazłem). Za Kosowem, od Horodu zaczynają
się Huculi. W częściach wsi leżących przy gościńcu, podobnie jak i we
wsi następnej, Sokołówce, przewiązują cechy obce, niehueulskie, napły
wowy f '
Ciekawe formy budownictwa występują w przysiółku Horodu, Mi
chałkowie. Mianowicie wejście do chaty jest osłonięte przybudówką
nakrytą dachem, jak to przedstawiono na ryc. 6 (pyddásze). Wedle zapodań, chaty z taktem Doddaszepi miały być przedtem ogólną formą
budownictwa, obecnie zarzuconą. Ryc. 6, na której wejście do chaty
osłonięte jest poddaszem (od zasypania śniegiem ?) podaje ponadto widok
od bramy wjazdowej na całe podwórze w jednej z najstarszych chat
w przysiółku Michałków.
W Babinie kończy się w kierunku południowym wraz z uprawą
kukurudzy (oczywiście tylko na Huculszczyźaie) zasiąg kosznic. Wystęs) W związku z pobytem w Kosowie poczuwam się do obowiązku złożenia po
dziękowania p. inż. Janowi Kordeckiemu, dyrektorowi Żupy Solnej w Kosowie,
który bardzo uprzejniie udzielił pomieszczeń* i noclegów wszyslkim uczestnikom
wycieczki.
150
Ryc. 6 Widok podwórza jednej z najstarszych zagród w przysiółku Michałków
(wieś Horod). Po lewej widoczna kosznica, po prawej wejście do chaty osło
nięte poddaszem.
pują one tutaj nietylko w formie plecionek, ale także zestawione z liste
wek drewnianych (tabl. III, 2). Przedstawiona kosznica z listewek jest,
jak to wlidać na rysunku, częścią ogrodzenia, a w szczególności częścią
główtoej bramy wiodącej na podwórze, z którą jest nakryta wspólnym
daszkiem. W kosznicach przechowują kaczany, zaś liście i łodygi (kukurudzýna) składają w kopice podobnie jak siano. Zowie się to kusziit
i posiada w środku osterwę (ostrewó). Kukurudzyna służy do karmienia
bydła. Do karmienia owiec w zimie służą t. zw. jáskt (tabl. III, 3). Po
zdjęciu z jaseł daszku (dmzók) nakłada się do środka siana, a owce
zjadają je przez otwory odgraniczone patykami (ďipk?ý).
Jak już wspomniałem Wyżej, wtieś następna za Horodem, Sokołówka,.
wykazuje w części leżącej przy gościńcu wiele naleciałości niehuciilskich.
Wystarczy jednak skręcić w jedną z dróg bocznych, np. wiodącą do
Riczki, aby znaleźć się w otoczeniu czysto huculskiem. Spragniony wę
drowiec może ugasić pragnienie wodą ze źródełka ujętego w kádiůb, na
którym stoi korýtce (albo cyníwoczka, tabl. III, 4) do czerpania wody.
Po drugiej stronie drogi, ma zboczu góry widoczlna jest rynna wyżłobiona
w ziemi, czulujło, którem drzewo = bůtyny spuskójut. Na dole szara,
prymitywny szałas robotników pracujących przy drzewie, przeznaczony
na pomieszczenie różnych narzędzi. Na odcinku drogi wiodącej od go
ścińca przez część Sokołówki w stronę Riczki, znajdują się dwa folusze,
zasługujące na zbadanie, różnią się bowiem od publikowanych z Huculszczyzny. Folusze, stanowiące element ściśle związany ze stępami, nie
były dotychczas odpowiednio zbadane. Folusz podany ma tabl. III, 5
zasługuje na uwagę ze względu na bardzo- ciekawe analogje' O analogjach tych nie wspominam, ponieważ zagadnienie to jest tematem innej
pracy.
Folusz przedstawiony na tabl. III, 5 działa w ten sposób, żę ;na
wale a (wół), poruszanym przez koło wodne, znajdują się dla każdego
młota (jest ich trzy) dwie wystające poprzeczki, metaük’y. Młot (doübn’i)
osadzony jest na belku umocowanym ruchomo w punkcie b. Wal z po
przeczkami obraca się, poprzeczki podchodzą pod koniec belka wystający
poza młot i podnoszą go. Wskutek dalszego obrotu wału poprzeczka uno-
151
sząca młot wyślizguje się z pod belka, młot opada ku dołowi (własnym
ciężarem) na sukno umieszczone w zagłębieniu kłody (kołóda). W ten
sposób wszystkie trzy mlłoty są bez przerwy unoszone w górę, każdy dwa
razy na jeden obrót wału. Na tabl. III, 6 podana jest również stępa nożna
formy występującej na liueulszezyźnie obok stęp ze stęporem poruszają
cym się prostopadle (por. Szuehiewicz : Iiuculszczyz-na, I, str. 190, ryc. 105).
Tablice III. 1 letnia stajnia dla bydła, Smodne; 2 kosznica z listewek drewnianych,
Babin; 3 jasła do karmienia owiec w zimie, Babin; 4 kadłub na źródle, a na nim
korytko do picia wody, Sokolówka; 5 folusz, Sokołówka; 6 stępa nożna, Sokołówka.
Jak widzimy z tych drobnych przyczynków, na obszarze Huculszczyzny pozostało jeszcze wiele do zrobienia, mimo pozorów, t. j. dużej
ilości literatury, odnoszącej się do tego obszaru. Większość, a nawet
olbrzymia większość rozmaitych artykułów i artykulików odnoszących
się do Huculszczyzny nie przynosi w swojej treści nic nowego poza mniej
lub więcej udatemi zachwytami nad pięknością swoistego folkloru hucuł
152
skiego. Nie brak też między niemi typowych wypracowań amatorów,
ludzi konjunktury w związku z mfodą huculską i modą hadań etnogra
ficznych wogóle a na tym obszarze w szczególnościB). Już nie poważ
nych, ale bodaj poważniejszych opracowań brak. Jako podstawowe
dzieło dla Huculszozyzny pozostaje do chwili obecnej Szuchiewicza „Huiculszczyzna“. Trzy tomy obejmujące miaterjały z zakresu kultury spo
łecznej i duchowej, są bogatą skarbnicą, z której wiele miożna zaczerp
nąć. Natomiast tom pierwszy, obejmujący kulturę materjalną, pozostawia
bardzo wiele dio życzenia. Pierwszy i najważniejszy zarzut to uogólnianie,
nie podawanie przy posizczegónych wytworach miejsca pochodzenia.
Huculszczyzna w ujęciu Szuchiewicza to obszar o jednakowych, wyrów
nanych elementach kulturowych. Rzeczywistość znana mi choćby z mioich własnych badań na Huculsizczyźnie przedstawia się nieco inaczej,
występują tam bowiem takie samie elementy kulturowe w różnych for
mach czy też odmianach. Nie ma tej jedności na całym obszarze hucul
skim jakby to można wnioskować na podstawie pracy Szuchiewicza.
'W związku z Huculszczyzną nie zwracano odpowiednio uwagi na
to, że chociaż kultura huculska jest w dużej mierze „kulturą drewnianą“,
brak w niej jest w szeregu Wytworów prymitywności Większość różnych
wytworów jest naogół wysoko rozwinięta, niejednokrotnie wykaizują one
nawet wysoki poziomi techniczny. Ten brak prymitywów (poza paster-5
5) Jeżeli idzie o ową modę i amatorskość, to nie dotyczy ona jedynie obszaru
huculskiego. Nie brak jej i gdzieindziej, a skala płodów owej amatorskości docho
dzi nieldedy aż do opracowań nadających się do pism humorystycznych. Do rzędu
tej amatorskości, nieświadomej celów i zadań etnografji, zaliczyć wypada również
rozmaite; kwestjonarjusze, zatytułowane jako poświęcone badaniom ośrodka (wiej
skiego). W moim posiadaniu jest np. taki kwestjonarjusz mający dać wytyczne
nauczycielom szkół powszechnych przy badaniu ośrodka, wydany na wiosnę b. r.
(1936) w Sanoku. Oprócz etnografji obejmuje on także badania antropologiczne
i .językoznawcze. Każdy kto zna stopień wiedzy (a raczej niewiedzy, jak to stwier
dziłem choćby przy sposobności własnych badań w terenie) nauczycieli szkół po
wszechnych o antropologji, etnografji i językoznawstwie, łatwo sobie przedstawi
wyniki badań opracowane na podstawie owych głębokich kwestjonarjuszy.
Wobec aktualności takich zagadnień, jak: regjonalności, znajomości kraju ojczy
stego (niem. Heimatskunde), dużego zainteresowania ludowością, nie ulega naj
mniejszej wątpliwości, że wmę ponoszą nie ci, którym poleca się wykonanie rzeczy
zupełnie dla nich nieznanych. A jak przedstawiają sobie regjonalizm urządzający
rozmaite imprezy' ludowe, świadczy np. będące w mojem posiadaniu zdjęcie fotogra
ficzne z jednego święta ludowego podlwowskiego (przedstawianego i we Lwowie) :
banderja konna ze Sokolnik pod Lwowem, w pięknych wyszywanych sukmanach
podlwowskich — w krakuskach z pawiemi piórkami na głowach. Dowodzi to tylko:
teoretyzowania na tematy ludowe z jednej strony — z drugiej zaś najzupełniejszego
niezrozumienia tych zagadnień. A zagadnienia te specjalnie są ważne dla nauczy
cieli szkół powszechnych. Z tego powodu prowadzono od kilku lat starania o umie
szczenie tego punktu w programach szkół, przedewszystkiem kształcących nauczy
cieli, jednak jak dotychczas niestety bez żadnego skutku. Skutkiem tej nieświado
mości są rozmaite naiwne (bo inaczej trudno je nazwać) artykuliki w pisemkach
prowincjonalnych (nieomal za klasyczny przykład takiej prymitywnej naiwności
może służyć artykulik: Stanisław Hreczuch „O nieprzyzwoitej nazwie rzeki przepły
wającej przez Tłuste, Znicz Podola, Rok I., Nr. 6, Czortków 1936). I wiele innych,
podobnych wypracowali.
Inny przykład twórczości „naukowej“ amatorów dają naiwne artykuły p. Ro
mana Reinfussa z Gorlic. Artykuły te, umieszczane w prasie codziennej, wyzyskują
pewną pobłażliwość krytyki fachowej i z tupetem robią różne „odkrycia“.
153
stwem) dowodziłby, że: różne wytwory nie powstały na miejscu (Huculszczyżnie;, ale w formie rozwiniętej zostały na nią przyniesione; mamy
do czynienia z zespołem elementów w większości wypadków pochodzą
cych (zapożyczonych) od grup sąsiednich, zespolonych jednak w jed
ność, tworzącą dziś grupę huculską; wiek grupy*huculskiej (co potwier
dzają też inne badania) nie jest duży, jest to grupa młoda, w której
z jednej strony możemy zauważyć dalszy rozwój (przyswajanie), z dru
giej pewien upadek starszych zajęć (pasterstwo), z trzeciej zaś niejaką
degenerację (sztukaj.
W każdymi razie Huculi Lworzą pewien zespół cech, odróżniających
ich od sąsiadów i bez względu na to, od kogo zostały zapożyczone po
szczególne elementy, zostały one zespolone w charakterystyczną całość.
W związku z badaniem granic grupy huculskiej i badaniem granic
i całości grup etnicznych wogóle, nasuwa się pytanie, czy nie możnaby
tych badań przeprowadzić w inny sposób niż przez zbadanie tylko danej
grupy, czy też jej granic. Zastanówmy się wpierw, na czenr, na jakich
elementach polegają różnice między poiszczególnemi grupami etnicznemi.
Mamy do wyboru elementy z zakresu kultur: duchowej, społecznej i materjalnej. Elementy kultury duchowej dadzą oczywiście specyficzne za
sięgi poszczególnych wątków i ich warjantów, jednak jak wiemy z licznych przykładów, będą to zasięgi obejmujące przeważnie obszar większy
niż jedna lub dwie grupy etniczne. W) wyjątkowych wypadkach dadzą
elementy kultury duchowej zasiąg odpowiadający jakiejś niewielkiej
grupie. Kultura społeczna, jako pozostająca w ścisłym związku z materjalną stroną życia ludowego ,;), da zasięgi wyraźniejsze*7).i *Ale
* * *i *te nie
będą dostateczne. Najwyraźniejsze zasięgi, odpowiadające poszczególnym
grupom etnicznym, dadzą wytwory kultury materjalnej. Jest to jasne,
bo w nich bowiem występują właśnie różnice najbardziej uchwytne
i istotne (odzież, budownictwo, zajęcia i t. p.), nawet u najmniejszych
grup etnicznych. Pełny obraz grup i ich zasięgów dadzą wytwory kul
e) Mam tu na myśli kulturę społeczną, jako jeden z trzech działów etnologji,
zakres bowiem elementów tej kultury pozostaje w ścisłym związku z materjalną
stroną życia. Weźmy np pod uwagę urodziny. Praktyki wówczas wykonywane mają
głównie na celu zabezpieczenie pomyślności mającemu się urodzić, czy też urodzo
nemu dziecku a wiec zabezpieczenie ' mu pewnych materjalnych korzyści. Podobnie
zwyczaje weselne. To samo zwyczaje pogrzebowe, czy te które mają ochronić przed
złem działaniem zmarłego, wyrządzające® stratę (materjalną), czy też choćby nad
zwyczajne znaki zwiastujące jakiś ubytek (stratę) Podobnie zwyczaje łączące się
z czynnościami gospodarskiemi mają na celu zapewnienie np. dobrego urodzaju,
a więt..znowu korzyści materjalnych. Prawo ludowe ma na celu ścisłe stwierdzenie
własności osobistej względnie uprawnienie jej w razie nabycia czegoś. Jednem
słowem między życiem materjalnem a społecznem zachodzi bardzo ścisły związek
i drugié jest rozwinięte i nadbudowane na pierwszem. Z powodu tych łączności
uważam za słuszniejsze włączenie pewnych elementów z kultury społecznej, a nawet
duchowej do opisów z zakresu kultury materjalnej. Prace monograficzne, wedle
mego mniemania, mają dać nie tylko suchy opis (inwentarz), ale mają nam przed
stawić daną grupę czy t. p. jako pewną całość żywą i działającą. Natomiast zupeł
nie słusznem jest oddzielenie zakresów poszczególnych kultur w pracach synte
tycznych.
7) Zwłaszcza jeżeli grupa będzie się różniła od grupy sąsiedniej zajęciami, np.
będzie to grupa pasterska. W tym wypadku pewne elementy społeczne ściśle zwią
zane z pasterstwem będą różne od związanych np. z rolnictwem charakterystycz
ne® dla grupy sąsiedniej. Wypadki te będą jednak dość rzadkie.
154
tury materjalnej, uzupełnione pewnemi elementami społecznemi i duchowemi.
Zamiast więc badacVlementy poszczególnych grup, aby dojść do
ich wyodrębnienia, .możnaby badać poszczególne elementy na więk
szych obszarach, a następnie wykreślić np. dla kilkudziesięciu elemen
tów mapy zasięgów, przy równoezesnem bardzo ścisłem typologicznem ułożeniu materjału. Postępując w ten sposób, musimy
otrzymać ścisłe i drobiazgowe granice, bo zespoły elementów muszą
nam dać granice poszczególnych grup etnicznych (i pasów granicznych
między niemi), ponieważ rozgraniczając poszczególne grupv opieramy
się przedewszvstkiem nie na różnych elementach8), ale na róż
nicach zachodzących w poszczególnych elementach. Zauważyć przytem należy, że w pierwszym rzędzie trzeba zwrócić uwagę nie na ilość
lecz na jakość elementów, ich ścisłą t y p o 1 o g j ę i chronologję,
na odpowiednie dobranie elementów kultury mlaterjalnej, uzupełnionej
elementami kultury społecznej i duchowej,.
Zbieranie materjału w ten sposób nie jest nowością. Materjały ze
brane z całej Polski wydaje prof. K. Moszyński w „Atlasie kultury lu
dowej w Polsce“. Praca ta ma poważne znaczenie. Jednak dla celów
ścisłego typologicznego rozgraniczenia najdrobniejszych nawet różnic
w zakresie jednego elementu siatka „Atlasu“ jest za rzadka, punkty są
za daleko od siebie. Praktycznie to przedstawiając, możemy w kwadra
cie wykreślonym między czterema punktami zmieścić dwa a nawet
trzy obszary zajmowane przez grupę huculską. Dla celów, które wyżej
omówiłem, nie możnaby zadowolić się nawet mniejszą siatką, ale trzebaby zbierać materjały poprostu w każdej miejscowości. Że praca taka
jest możliwa, świadczy o tern materjał zebrany do stępy w jlttści kilku
tysięcy9), opracowany w Zakładzie przez dr. L. Popiela. Oczywiście że
praca taka jest ciężka i wymaga dłuższego czasu. Możnaby jednak
wykonać ją znacznie łatwiej, gdyby każdy z ośrodków naukowych, po
wzajentnem porozumieniu, zajął się zebraniem kilku elementów, względH
nie gdyby zbieraniem (wyłączneim zbieraniem materjałów) zajął się
jakiś specjalnie w tym celu stworzony ośrodek zbierania materjałów do kultury ludowej10).* 3
8) Ilość zupełnie różnych elementów będzie bardzo znikoma.
e) Podobnie są zbierane materjały do „Atlas der deutschen Volkskunde“ reda
gowanego w Berlinie.
-loj O dotychczasowej organizacji badań terenowych możnaby wiele powiedzieć.
Podam jeden przykład: od lat przeprowadza Zakład Etnologiczny U. J.K. we Lwo
wie na obszarze wschodniej góralszczyzny (Huculszczyzny, Bojkowszczyzny, Łemkowszczyzny) terenowe badania etnograficzne. Gotowe są do druku, lub opracowy
wane następujące rękopisy: wyczerpująco zebrane tańce i muzyka do nich z Hu
culszczyzny; zachodnia granica huculska; północno-wschodnia granica huculska;
życie i zajęcia na połoninach (organizacja pasterska); materjały do wsi huculskich;
wschodnia Bojkowszczyzna. Bękopisy zawierające ciekawe i obfite materjały leżą,
ponieważ nie można otrzymać najmniejszej subwencji na ich druk. Bównocześnie
Towarzystwo Przyjaciół Huculszczyzny „zdołało zorganizować w r. z. (t. j. 1935)
3 wyprawy naukowe w zakresie muzyki, pieśni, etnografji i prehistorji“ (por. Wik
tor Ber: Ślady kultury gockiej na Huculszczyźnie, Wiedza i Życie, Rok 1936, zesz.
6—7, Warszawa 1936, ustęp II. Ochrona terenu). To że bada się we Lwowie, to
mało. Najważniejsze, że zdołano wysłać trzy ekspedycje z Warszawy. Jakie są wy
niki tych ekspedycyj narazie nie wiadomo. Znane są najważniejsze wyniki prehi-
155
Na nadmiar materjalów, zwłaszcza z dziedziny kultury materjalnej
uskarżać się nie możemy. Przeciwnie z łatwością stwierdzić można
powtarzanie tego samego imaterjału. Mapy etnograficzne wykazują
niedokładności i luki. Nie jest to winą autorów, tylko jest to spowodo
wane brakiem dokładnego materjału. Najlepiej wykazują to opraco
wania syntetyczne. Są one oczywiście konieczne i cenne, orientują nas
w całości, a równocześnie na ich podstawie najłatwiej stwierdzić, jak
wiele pozostało do zrobienia.
Ścisłe badania typologiczne i chronologiczne poszczególnych ele
mentów kulturowych (por. idee Graebnera) i wkreślanie ich na mapy
mogłoby nam posłużyć do dalszej pracy wychodzącej poza ramy etnografji Polski. Mianowicie wychodząc kolejno poza granice Polski, Sło
wiańszczyzny, Europy, moglibyśmy otrzymać zespoły elementów, które
utworzyłyby pewne kultury zasadnicze. Te kultury zasadni
cze dałyby nam podstawę do dalszych badań, przedewszystkiem po
równawczych, nad etnologją Europy.
*
*
*
W! niniejszym artykule (oddanym Redakcji „Ludu“ w czerwcu 1936)
poruszyłem sprawę zagadnienia badania granic grup etnicznych. Ponie
waż tymczasem ukazały się inne artykuły omawiające to samo zagad
nienie, skorzystałem z tego, że na mój artykuł dopiero w październiku
przyszła kolej oddania go do drukarni i uzupełniłem go krótkiem omó
wieniem nowych sposobów badania granic grup etnicznych. Są to
mianowicie sposoby ogłoszone przez J. Obrębskiego, w studjach:
1) Problem grup etnicznych w etnologji. Przegląd Socjologiczny, IV;
2) Problem etniczny Polesia, Sprawy Narodowościowe, Rok X,
nr. 1—2, Warszawa 1936;
3) recenzja: Na pograniczu łemkowsko-bojkowsbiem, Sprawy Na
rodowościowe, Rok X, nr. 1—2, Warszawa 1936;
4) odczyt : (ma I Zjeździć Naukowym poświęconym Ziemiom
Wschodnim (Polesiu) w dniu 20-go września w Warszawie).
Treść odczytu pomijam, ponieważ była’ ona właściwie socjologiczny^
polityczna i z etnografją nie wiele miała wspólnego. Co do recenzji
o pograniczu łemtkowsko-bojkowskiem, zakończył ją p. Obrębski tern,
że problem zagadnienia granicznego jest nadal otwarty, ponieważ nie
został opracowany w myśl sposobu p. O. Jaki to jest sposób ? Otóż
jądrem i podstawą tego sposobu jest pytanie, które nawet początkujący
storyczne podane w wyżej zacytowanym artykuliku p. Wiktora Bera. Uwagi godny
jest zwłaszcza ustęp VIII „Przyczynki do pochodzenia Hucułów“, zawierający
prawdziwe „rewelacje“ o Gotach na Huculszczyźnie i o pisanym kamieniu. Dobrą
odpowiedź na owe gockie rewelacje dał Piotr Kontny: Goci, Huculi i... August III,
Bunt Młodych, Rok VII, nr. 17 (108), Warszawa 1936. Jeżeli inne wyniki będą po
dobne do rewelacyj gockich, to naprawdę opłaciło się wysyłać te ekspedycje. Do
wodzi to jednak czego innego: braku jakiegokolwiek porozumienia i planowej akcji
badań terenowych. Podczas gdy na jednych obszarach roi się od badających,
wprawdzie z tego samego przedmiotu, ale z różnych miast, to na innych obszarach,
na mapach etnograficznych, rozpościera się piękna i niczem nieskalana biel. A zdaje
mi się, że ze względu na gwałtowne zanikanie kultury Indowej, zwłaszcza w zakresie
kultury materjalnej, najwyższy czas na rzeczową, planową i opartą na c e 1 o w e m
porozumieniu akcję zbierania materjałów na całym obszarze Polski.
155
etnograf zadaje osobnikom' dwóch grup etnicznych graniczących zie
sobą: „do której z grup zaliczają się sami“11).
Szerzej koncepcji i błędności założeń p. O. omawiać nie będę,
ponieważ trzebaby nieomal każde zdanie prostować i wyjaśniać. Stwier
dzam tylko, że p. O. rozbudowując swój sposób zapomniał o tern, że:
1) chcąc stworzyć pewien sposób (teorję, mietodę) pomocniczy dla
jakiejś nauki, należy i musi się oprzeć na elementach tej na
uki, a nie na nauce Wprawdzie w pewnych punktach stycznej, lecz
zasadniczo odrębnej;
2) nie miożna nadbudowywać sposobu (teorji, metody) .mającego
być ogólnym na doświadczeniach zdobytych na maleńkim tylko
skrawku obszaru (Polesie). Doskonały przykład powinien mieć p. O.
w teorji kręgów kulturowych, która choć zbudowana na bez porów
nania większych obszarach od Polesia, wykazuje braki w zastosowaniu
do całości;
3) jakiś sposób (teorja, metoda) może być przy dzisiejszym stanie
etnologji tylko wtedy dobry i wartościowy, jeżeli jest zupełnie ści
sły, dający się zastosować we wszystkich wypadkach i co
najważniejsza objektywny. A sposobowi p. O. jeżeli zbywa na
czemś to przedewszystkieim na ścisłości i objiektywności, natomiast cha
rakteryzuje się on wybitnie subjekt y w n ością. Subjektywność
tę p. O. nazywa uporczywie objektywnością.
Objekt y wnie stwierdzam, że: sposób p. O. ma zastosowanie
przy badaniu granic grup etnicznych. Sposobu tego używałem i uży
wam. Szerzej uwzględniłem go w rękopisach z badań terenowych (cze
kających na możliwość druku), jako sposobu pomocniczego, słu
żącego/ do pierwszej orjentacji. Nie uważałem za potrzebne wyolbrzy
mianie tego sposobu, tern bardziej że, jak posiadani na to konkretne
przykłady, doszedłbym do zupełnie dziwacznych wyników. Nic dziw
nego. Potwierdza się tylko znane założenie, iż nie imożna budować ja
kiejś teorji dla całości, opierając się tylko na bardzo szczupłym
wycinku.
Żądanie p. O. przyjęcia sposobu socjologicznego w etnografji jest
tern dziwniejsze, że z wykształcenia jest (był) on etnografem. Być może
że nie orjentuje się jeszcze w tem, iż w k i 1 k u naukach dużo za
gadnień można, a nawet trzeba rozpatrywać z punktu widzenia
socjologicznego12), niemniej jednak jeżeli pewien sposób wi
dzenia jest właściwy dla socjologa, nie jest- względnie nawet nie może
być właściwy dla innej nauki.
Jestem’ pewien, że p. Ohrębski po przemyśleniu zmieni swoje
zapatrywania odnośnie do posługiwania się jego sposobem w ehiografji,
bowiem apodyktyczne nastawienie uznania jego socjologicznego sposobu
jako jedynego i najodpowiedniejszego przy ustalaniu granic grup et
nicznych stawia ten sposób pod wieloma względami w jednym szeregu
z rewelacjami różnych dyletantów.
Z Zakładu Etnologicznego U. J. K. we Lwowie.
por. też: Cz. Znamierowski^Miasto w świadomości jego obywateli, Przegląd
Socjologiczny, III. i prace prof. Malinowskiego.
12) jako przykład mogą służyć liczne prace prof. .1. Si Byslronia.
