b5175af9f6e4e9cb6cb0be63eb3ec385.pdf
Media
Part of Recenzje i sprawozdania / Lud, 1933, t. 32
- extracted text
-
174
RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
Jan St. Bystroń. Przysłowia Polskie. W Krakowie 1933. Nakładem
Polskiej Akad. Um. Str. 260, 8°.
Na podstawie głównie Księgi Przysłów Adalberga omówił autor, po
uwagach ogólnych, najpierw dzieje paremjografji polskiej. Dziwnym trafem
nie zauważył, że sto lat przed Rysińskim Biernat Lubelczyk każdą bajkę
Ezopową zaopatrzył w gnomę, które wszystkie Rysiński bez zmiany do
swych Przysłów wcielił, nie wspominając o poprzedniku, którego w rozpra
wie o Ezopach polskich wykazałem. W rozdziale trzecim omawia autor
„cechy formalne i artystyczne przysłów“ i jako takie wymienia mylnie
„rym, komizm, grę słów“, a wspomina i o przysłowiach niezrozumiałych.
Ależ przysłowiu rym był niegdyś zupełnie obcy, jeszcze Biernat nie
rymuje, co Rysiński rymuje, Biernat pisze: co wczas, to dobrze;
Rysiński co wczas, to z nas, albo: Złodziej domowy nie
przyjaciel prawy, Rys. Zł. d. n. gotowy (co fałsz, bo jeśli
domowy, toć zawsze gotowy, ale tu idzie o prawdziwy,
istotny!). Rymy polałszowały wszystkie gnomy i przysłowia, już od|
XIII wieku. Gnoma brzmiała tylko: experto crede; w XIV wieku
dodano dla rymu Roberto i nadano gnomie najogólniejszej cechę jakie
goś faktu tyczącego owego Roberta. I tak zawsze: beat u s qui tenet
albo b e a t i possid entes, u nas dodano dla rymu bez sensu: mówi
pan Benet a to ma być Wenet, Wenecjanin! Należy powy
rzucać setki „przysłów“, powstałych dla rymu bez sensu, np. fik mik
Dominik, Ro nie „na oznaczenie postępowania przebiegłego a także
lekkomyślnego“ str. 65) albo figi-migi u Jadwigi albo każda
Dorota ma swoje kłopota a każda Teresa ma swe
interesa i t. d. w nieskończoność, to tyle warte co niem. ist denn
k- e i n Stuhl
cl a für meine
Hulda albo Zur Amanda
auf die Veranda. Mówiła Gertruda jak się uda, ale
w XVI wieku mówiła dr u da jak się uda, jedno i drugie laki
sam nonsens, „ineptiae“, sądzi o nich słusznie Gnapius, taki sam jak np.
mówił kleszcz, będzie deszcz. Najstarszy zbiór przysłów
rosyjskich, z końca XVII wieku, aż do obrzydzenia wynachodzi do najzakazańszych imion rym i przypomina owego słynnego z łatwości rymowania
faceta, którego w kawiarni literat Askoczenskij poprosił o rym i do swej
„familji“, a facet uchwycił kij -bilardowy, w o t wam n a to c z e n s‘ k i j.
Przysłowie Łapaj Tomku póki na pomku nie należy do „nam nie
jasnych albo też zupełnie niezrozumiałych“ {str. 81), lecz Tomku przy
plątało się dla rymu i waży tyle co ów natoczen s‘k i j ; takie Mazar a k i... daj tabaki i wszystkie inne podobne szpecą Księgę Przysłów
i nic więcej, niemądre te wymysły tylko zapomnienia godne.
To co do imion osobowych, dotyczy taksamo miejscowych. Przy
jechała nędza od (albo) do Swarzędza, to nie „czyli od swarów
do biedy“ (str. 184), lecz znowu natoczenskij t. j. bez sensu, dla rymu.
Skąd data? z Mikstata nie „dla wykręcenia się niemądrym kon
ceptem powstało“ (str. 65), lecz dla rymu, jak ów chłop z Dysa i t. d.
albo reszta z Bnkareszta i tak ciągle. Sobie rzyć ło w.k a
zapisał Czech w XIV wieku, ale parę stron dalej dodał dla rymu: tak
175
prawi sówka, a to powtórzył Polak około r. 1450, str. 33, (ale na
stępne zayeczeho skoku i t. d. należy do impossibilia jak: sie
kiera Wisłę przepłynęła i t. p. t. j. do -str. 71)- „Jeden Wie
deń, Praga maga, Kraków miast o“, to nie „czego sens i po
chodzenie nam jest niejasne“ (str. 202), lecz niemądry rym i nic więcej,
dodany do chwały Krakowa. Powtarzam, wszystko to ineptiae, które Cnapius słusznie odrzucił.
Na str. 81 wylicza autor „przysłowia niezrozumiałe“, które dadzą
się wyjaśnić, o Tomku zob. wyż., hańba bohaterskie dzieci to
wiersz Horacego, łepaj Wałacha Pa rulu: Polak słyszał, jak
Mazur do Parula (drugiego Mazura, to imię u nich częste) wołał: ł u p
(mazowieckie ł e p a ć , por. Łempicki) wałacha i to mu śmiesznem
się .wydało i powtarzano to, aż do Rysińskiego doszło. Nie brój, Rachembergu, przed czasem zginiesz odnosi się do każdego
zawadjaki i powtarza w Księdze z innem nazwiskiem, pewny by
Turski z ogary i t. d. o tym, co się spóźnił, z ogarami po harapie
stanął; piesek Pępowskiego (str. 35) biegał za każdym, co mu
ochłapy rzucał czy pokazywał, gdy inne psy tylko od swoich je brały i t. d. —
nie 'święci garnki lepią. Na str,. 84 objaśnia autor: jak Pan Bóg do
puści to i z kija puści folklorystycznie, że tu mowa o suchym
kiju, który zakwitnie jak pałka Madejowa, a na str. 237 odniesiono to do
laski Aarona albo Mojżesza, ależ kij dostał się do przysłowia dopiero
w XIX wieku, przedtem zawsze o olstrze mówiono, np. Wyprawa Plebańska
1590 r.: Kiedy Bóg dopuści, o Ist r o same spuści, tak
samo u Rysińskiego Knapiusza i t d., więc o wystrzale, nie o kwiacie mowa.
Autor określił przysłowie jako „zespół słów powtarzany tradycyjnie“
i wskutek tego określenia nazwał przysłowiami wszelkie rymowane
powiedzenia, wszelkie morały-gnomy, wszelkie fachowe (rzemieślnicze, karcjarskie i i.) zwroty, nazwał też swoją książkę Przysłowiami Polskiemi,
chociaż o istotnych przysłowiach raczej nulczy. Dla przysłowia rozstrzyga
bowiem przenośnia: proces w przyrodzie, w świecie roślinnym czy zwierzę
cym, proces życiowy śród ludzi i ich otoczenia, anegdota są dla przysłowia
niezbędnym podkładem, bez którego się gnoma, morał, sentencja obchodzą.
Nie nadajemy więc imienia przysłowia suchym i bladym morałom, uczącym
wpiost, ani śmiechu godnym rymom o ludziach i miejscowościach; ani
zwykłym porównaniom; ani cytacjom biblijnym czy łacińskim. Dla nas jest
przysłowiem ręka rękę myje, morałem jak ty mnie tak ja
tobie; przysłowie polega często na anegdocie lub fakcie, wykręcił
się sianem i t. p.; przysłowie jest zawsze krótkie, dłużyzny, jakie
Rysiński lub Knapjusz, a szczególnie Żabczyc i Ostroróg powypisywali, są
ch wymysłem, np. w'szelkie djalogi (o głuchych i t. p.), wszelkie wyliczania
przymiotów konia, służby, żony i t. d. Innemi słowami, z około 30.000 nume
rów' u Adalberga jakich 25.000 wcale przysłowiami nie nazwiemy, ale
morałami chyba, żartami (przeważnie niemądremi), porównaniami, cy
tacjami.
Przysłowia są ludowe, nie książkowe; więc cytacje z Krasickiego (naj
częstsze), Kochanowskiego i i. zostawiamy na boku, podobnie tłumaczenia
albo odmiany z łaciny (np. gdzie się czego niespodziejesz,
t a m często n a i H z i p s z =
u r a \ i o r* .. ^
^
~ ____? „
176
pi s ci s erit), z niemieckiego (najczęściej dosłowne) i z czeskiego, bardzo
liczne na Śląsku. Do Śląska należy ziemiański staw a cesarskie
ryby (str. 126 mylnie wyłożone); kpina to z fiskalizmu austrjackiego:
staw do szlachcica należy, ale ryby cesarz zabiera; zarobił jak
Michałek na wieprzach (str. 88), to nie z polskiej, lecz z czeskiej
anegdoty wyszło: średniowieczny czarodziej Żyto (niby nasz Twardowski,
po którym jest wprawdzie tradytja, ale niema przysłowia — przeciw
str. 225), sprzedał tanio Michałowi pyszne wieprze, a gdy się do wody do
stały, odmieniły się w wiechcie słomiane.
Przysłowia, to utwór ludowy, więc nie należą tu niezliczone dykteryjki
szlacheckie, o ludziach (grzectzny jak B ad e n i), dworach i wioskach,
urzędach i dziejach; tylko szlachta wyrabia przysłowia „historyczne*, lud
ich nie zna, o Piaście, Popielu, Leszku i t. d. Jak rozprawiając o pieśniach
ludowych pomijamy Lenartowiczowe (i Karpińskiego), tak możnaby i te,
przeważnie regionalne drobiazgi, powstające i ginące z każdem pokoleniem,
ludowi zupełnie obce usuwać. Adalberg, powiększając zbiór o każdą cenę,
pozostawiał je wszystkie, ale usunął wszelkie obscoena (jest ich kilka,
nie wiem, czy ich Adalberg nie zrozumiał, czy je przemycił świadomie,
p. pod kuciapa, Jadwiga i i.), o co go autor strofuje (str. 56),
lepiej jednak, że nie oszpecił Adalberg pomnikowego dzieła nieprzyzwoitościami. Flajszhans włączył je do swego olbrzymiego zbioru przysłów:
stąroczeskich, ale bez nich byłoby się zupełnie obeszło; nie wniosły nic
uwagi godnego — z naszemi byłoby chyba nie inaczej.
Bardzo ważnego pytania, skąd poszło, że najważniejsze, najistotniejsze
przysłowia są ogólnoeuropejskie, autor nie poruszył; dał wprawdzie na
str. 18 i 19 kilkanaście tegoż przykładów', i obiecał wskazać „na jakiej
drodze nastąpiła recepcja tak wielkiej ilości przysłowi i zżycie się ich z rodzimemi? , ale zamiast tego wyłożył głównie drogę szkoły, książek, kazań
t. j. uwzględnił tylko książkowe, co poszły np. z Erazma Roterdamczy.ka i i.
Należało podkreślić, że my i Czesi, związani dziejami i kulturą z zachodem,
z zachodnich źródeł czerpaliśmy, inaczej niż Ruś i Bałkan, które z Grecji
i nawet z dalszego wschodu w towar paremjograficzny się zaopatrywały.
Dalej warto zaznaczyć, że Czesi nas wyprzedzili znacznie zbiorami przysłów',
już w XIV wieku, my od nich w XV czerpali, ale w XVI wieku i dalej
■odmienił się stosunek zupełnie, Komeński i i. czerpali z źródeł pol
skich, z Rysińskiego, Knapjusza, Lindego i in. Przysłowia u Flajszhansa
niemal na każdej stronicy polskie powołują źródła. Zwracam uwagę naszych
badaczy na to dzieło imponujące rozmiarami, dwa spore tomy in folio, już
dlatego, że Flajszhans uwzględnia źródła obce, zestawia porównania zewsząd,
czego wszystkiego u Adalberga i śladu niema. Zarzuciłbym jedynie, że
w jeszcze większej mierze niż Adalberg wszelkie zwroty, co do frazeologji,
nie do przysłów należą, powymieniał a nawet nazwisk (osób i rodzin) nie
skąpił, sikoro w nich coś anegdotycznego dało się upatrzyć; zakreśla więc
przysłowiom kręgi jeszcze obszerniejsze i przez to mąci tylko tę rubrykę.
Adalberg a za nim Bystroń zgromadzili razem wszystko, co przysłowiem
trąci, ależ jakiem prawem należą wymysły Żabczyca albo Ostroroga (Gospo
darstwo i t. d. 1696 r.) do Księgi Przysłów: Żabczyca i na rosyjskie tłuma
czono, ale przez to nie nabrały jego długie zwroty (o trzech lub czterech
„kolanach ') żadnego waloru ludowego przysłowiowego, takiem samem pra-
177
wem możnaby maksymy A. M. Fredry albo Larochefoucaulda między przy
słowia wstawiać. Zwartość, jędrność, krótkość, plastyka i malowniczość, oto
cechy prawdziwego przysłowia, a brak ich u Rnapiusza, Zabcżyca i i. wyłącza
ich wymysły albo pożyczki z liczby przysłów. Dalej wszelkie makarony,
które początek ich szkolarski również z naszej dziedziny wyklucza, a wiersze
przytoczone na str. 78 (Bst Albertus Olbracht i t. d.), to pamięciowe, leksy
kalne, nie przysłowiowe. Nawet z pieśni ludowych krążą niektóre urywki,
ale fora ze dwora dla rymu powstało, jak i przyszła kreska
na Matýska (por. uwagi autora str. 226—236); cytacje z pieśni nie
urabiają przysłów, chociaż niejedna gnoma istotnie z pieśni pochodzi,
jednak „żeniaczka wilka“ (str. 234) wyszła z anegdoty już starożytnej.
Najobszerniej wyłożył autor związki przysłów z kulturą życiową
(gospodarstwem, rzemiosłem, odzieżą, polowaniem i t. d.) i ludową, folklo
rem, we dwu rozdziałach, str. 89—158. Włączył tu jednak autor, za przykła
dem Adalberga, przepowiednie pogody, „przysłowia“ meteorologiczne, co
nic z przysłowiami nie mają spólnego, bo notują mniemane obserwacje
w ciągu roku, stanowią więc zupełnie oddzielną rubrykę, należą do kalen
darza, nie do zbioru przysłów — jakiż ich cel moralny czy dydaktyczny,
nieodłączny od przysłowia? I „rok obrzędowy“ t. j. następstwo świąt i dni
świętom poświęconych w „przysłowiach“ niemal stale rymowanych podob
nym brakiem się odznacza i również raczej do kalendarza należy.
Mojem więc zdaniem rozciągnął autor, jak Flajszhans, Adąlberg
i wszyscy niemal paremiografowie od starożytności począwszy, zbytnio po
jęcie przysłowia, nie wyróżniając go niczem od pospolitego morału, sen
tencji, gnomy. Postępują tak wszyscy inni, myślę że mylnie; istotne przy
słowie stoi przenośnią i tern się od pospolitych powiedzeń wyróżnia. Chętnie
jednak przyznam, że książka prof. Bystronia o obfity materjał oparta (np.
co do zwrotów z pieśni ludowych i i.) czyta się lekko i przyjemnie, że
obudzi może nowe zainteresowanie dla zaniedbanej u nas gałęzi, w której
jeszcze niejedno odkryć można. Np. chociaż to szlachecka, więc nie ludowa
dykteryjka u Rysińskiego: w maju się urodził, charpakiem
(bławatkiem) się bawi, „zdanie niezrozumiałe“ wedle Adalberga, który
„harpaka“ u Lindego nie odnalazł. Ustalając sens charpaka objaśniamy
„przysłowie“, nie mające więc osobliwszego znaczenia — jeśli to nie przytyk
złośliwy do niepewnego szlachcica, który w herbie dał sobie wymalować,
'nie okszę, łodzie i t. p., lecz byle kwiatek, który ma w herbie „mej“ (t. j. maj),
jak Stryjkowski szydził. Nie twierdzę, że moja kombinacja prawdziwa, ale
może prawdopodobna.
Berlin.
j\ Brückner.
Adam Fischer. Etnografja Słowiańska. Zeszyt trzeci. Polacy. Książ
nica Atlas. Lwów—Warszawa 1934. Str. VII i 121__256.
Jedyne pole, na którem stanęliśmy do spółzawodnictwa z nauką czeską,
o de słowiańszczyzny dotyczy, to etnografja. Gdy znakomity archeolog czeski,
Luber Niederle, całość starożytności słowiańskich w wielotomowem dziele
a obok niego świeżo (1931) i Podręcznik Archeologji Słowiańskiej opracował,
nasi etnografowie, Moszyński krakowski i Fischer lwowski, stan dzisiejszej
etnogra^ji słowiańskiej kreślą; Moszyński objął w tomie o 700 stronicach
(r. 1929) kulturę materjalną Słowian, odkładając do dwu dalszych „duchową
Lud T XXXII.
12
178
i społeczną“; wyłożył, jak się Słowianie ubierają, pożywiają, budują; jak
zwierzęta hodują a rośliny uprawiają, jak surowce obrabiają i t. d., w prze
szłości a głównie i w .teraźniejszości; inne literatury słowiańskie nie posiadają
nic podobnego.
Nierównie skromniejsza (co do rozmiarów) praca. prof. Fischera, uło
żona nie wedle działów (łowiectwo, odzież i t. d.), lecz wedle ludów i wypełnia
dla każdego z nich te same rubryki: obszar etnograficzny; kultura materjalna,
społeczna, duchowa; całość obejmie tom,.wydany w 12 zeszytach. Dotąd
wyszły pierwszy (Połabianie, szczep słowiański wygasły w XVII wieku)
i drugi (Łużyczanie, powoli gasnący), trzeci, Polacy. Liczne ryciny (nr. 60—
118) tekst uzupełniają, każdy rozdział zaopatrzony w wyczerpującą bibljografję.
Nie można na 136 str. wyczerpać etnografji polskiej, choćby tylko, wiej
skiej i dzisiejszej, ale jak. najzwięźlejsjie popularne przedstawienie życia
wiejskiego wedle różnych okolic powiodło się autorowi zupełnie, W końco
wych uwagach ogólnych zaznaczył autor główne odmianki typu północnej
i południowej Polski; zaznaczyłbym równje typowe odmianki między za
chodnią a wschodnią. Jeśli np, na str. 229 czytamy.: „wśród licznych kolęd
(śpiewanych w okresie Bożego Narodzenia) można zauważyć kolędy o cha
rakterze wyraźnie przedchrześcijańskim a treści nieraz niezrozumiałej“, to
naśladują te kolędy poprostu ukraińskie, bo spotyka się je tylko na pasie
pogranicznym ruskim, począwszy od Łemków i Bojków karpackich aż po
Wołyń, Polesie i Podlasie; tam one znachodzą swje objaśnienia. Trudno
wobec tak zwięzłego, powiedziałbym lakonicznego zarysu spierać się z auto
rem, dla czego tego lub owego nie zamieścił;, czytamy ,np. na str. 189:
„(obrzęd pogrzebowy kończy uroczysta uczta) zwana powszechnie styp ą“;
napisałbym: „zwana, do XV .wieku a znana nam od pogrzebu Atyli strawą,
którą to prasłowiańską nazwę od XV w. zastąpiła łacińska slip a“. Nale
gałbym na uwydatnianie zapożyczeń czy z litewskiego r e z g i n ] i czý
z ruskiej hołobli i duhy czy z niemieckich k o b i a ł e>k i t. d„
bo to rzuca nieraz ciekawe światło na rzecz samą i jej wędrówki. Pozostaje
jednak zasługą autora, że w bardzo silnym skrócie przedstawił obraz dzi
siejszej wsi polskiej, nie zapominając i o walnych różnicach wedle głównych
dzielnic.
Berlin
A. Bruckner.
Festschrift für S. F. Oldenburg. Leningrad 1934, Verlag der Akademie
der Wissenschaften, 642 pp., Preis Rub. 16. — (russisch ). S. F. Oldenburgu
k pjatidesjatiletiju nauczno - obszczestvennoj dejateťnosti 1882 —1932.
Sbornik statej.
In diesem stattlichen Jubiläumssammelbande finden wir eine ganze
Reihe von Aufsätzen, die die verschiedenen Fragen der Volkskunde behan
deln. So schildert N. P. Andreje w in seinem Artikel: „Zur Charakte
ristik des ukrainischen Märchenmaterials“ (s. 61—72) die Verbreitung ein
zelner Märchenmotive im ukrainischen Sprachgebiet im Vergleich mit dem
russischen Material auf Grund der Klassifikation von A. Aarne und
Thompson. Der Verl', zeigt, dass die Zahl der Motive in den sog. Tiermärchen
im ukrainischen Sprachgebiet fast dreimal so gross wie im Thompsonschen
Katalog und fünfmal so gross wie im russischen Material ist. Auch für
179
andere Märcherigruppen übertrifft das ukrainische Material der Reichhaltig
keit nach den Index von Aarne-Thompson und das russische Märchenma
terial bis auf die Schwänke vom einfältigen Teufel. Die Einzelheiten ersieht
man aus folgender Tabelle:
Thompson
Russische
Märchen
Ukrainische
Märchen
1. Tiermärchen...........................................
118
67
314
2. Zaubermärchen .........
162
144
187
3. Legendäre Märchen
47
56
196
74
154
45
76
.
....
•
4. Novellistische Märchen......................
58
5. Märchen vom dummen Teufel
.
108
6. Volksschwänke......................................
291
297
1350
784
683
2277
Summa
.
.
N. Grinkowaj „Die Frage nach dem Märchenerzähler in der russi
schen Volkskunde“ (s. 171—180) hebt die Bedeutung einer Erforschung der
Persönlichkeit des Märchenerzählers und seiner Rolle in der Erhaltung und
Fortpflanzung der Volksüberlieferung hervor.
V.
Schirm unski
„Problem der Folklore“ (S. 195—213) weist auf eine Kompliziertheit des
Bestands der Volkspoesie hin, die neben den archaischen Elementen gesun
kenes oder von oben importiertes Kulturgut und Resultate selbständiger
Produktion oder Umformung enthält, die alle in dauernder Wechselbe
ziehung zueinander stehen. Zugleich werden auch andere Fragen der Folkloristik, wie das Verhältnis des Kunstliedes zum Volksliede, die soziale Natur
der Volksdichtung usw., behandelt. Ferner bietet N. M. Mato rin, „Zur
Methodologie der Erforschung des religiösen Synkretismus“ (S. 337—358)
einen Versuch der Klassifizierung verschiedener Formen des Synkretismus.
Er unterscheidet dabei drei Gruppen der Erscheinungen: 1. Nachleben primitiwer Kulte in den späteren, historischen Religionssystemen, wie z. B.
Elemente des Fetischismus oder, der Magie im Buddhismus, Islam usw.;
2. Beispiele eines entgegengesetzten Prozesses, d. h. einer Eindringung der
Elemente von ausgebildeteren Religionen in primitive Kulte z. B. Einwirkung
des Lamaismus oder Christentums auf das Schamanentum. 3. gegenseitige
Kreuzung mehrerer Religionssysteme. Diese Dreiteilung wird an zahlreichen
Beispielen, meist aus der Ethnographie der Völker der Sowjet-Union illu
striert. A. Nikiforów, „Sozialökonomische Gestalt des nordrussischen
Märchens“ (S. 377—397) unterzieht einer vergleichenden Analyse die Tier
märchen und den Märchentypus n° 300 nach Aarne-Andrejew (Kampf mit
der Schlange). Es ergibt sich daraus, dass während sich im Tiermärchen
die vorrevolutionäre Dorfwirtschaft abspiegelt, schildert das Märchen vom
Schlangenbezwinger mit Vorliebe die Stadtverhältnisse. Im Tiermärchen
wird das patriarchale Leben des Bauerntums vorgèführt, dagegen trefferi
12*
180
wir im Schlangenmärchen eine Darstellung der sozialen Klassen; der Hof
gesellschaft, der Gutsbesitzer, der Kaufleute und der Dienerschaft. Das
Tiermärchen ist allmählich durch das Schlangenmärchen verdrängt worden.
N. Onczukow „Die Märchen eines Dorfes“ (S. 399—412) beschreibt
die Eigenheiten der in Szokszozero aufgezeichneten Märchen. Fehlen der
Legende, Fehlen der Bylinen, Vorherrschen des Tierepos u. a. E d. P e k a r s k i
„Das Jakutische Märchen“ (S. 421—426) behandelt die vier Märchenformen
der Jakuten: bylyr, — die Sagen, ustuoruja — Märchen russischer Herkunft,
käpsän — russifizierte jakutische Märchen und oloncho — ein Märchen, das
gesungen wird. Ivan Tolstoï (S. 509—522): „Der heimkehrende Gatte
in der Odyssee und in einem russischen Märchen“ sucht zu beweisen, dass
es zu Grunde der Odyssee und eines in Gouvernement Archangelsk nieder
geschriebenen Märchens ein und dasselbe uraltes Märchenmotiv liegt, wobei
das russische Märchen dem Inhalte nach älter ist. I. Trotzki, „Antiker
Mythus und modernes Märchen“ (S. 523—534) zeigt am Beispiele der
Polyphemsage u. a. wie die archaischen Züge, die sich im Märchen bewahrt
haben, im Mythus infolge einer Rationalisation verstümmelt oder verdunkelt
wurden. V. Czernyszew (S. 585—609) steuert bibliographische Noti
zen zu den gedruckten Märchensammlungen des XVIII Jahrh. bei. Die
Festschrift wird durch eine Würdigung S. F. Oldenburgs und seiner Rolle
in der russischen Folkloristik, die der Feder von M. K. Azadowski
entstammt, eingeleitet. Im Ganzen ist der Sammelband, der sehr inhaltsreich
und anregend ist, ein erfreulicher Zuwachs für die Volkskunde wie für
Literaturgeschichte und Orientalistik.
Leningrad.
Eugen Kagarow.
D. K. Zelenin. Imuszczestvennye zaprety kak pereżitki pervobytnogo
komunizma. (Eigentumsverbote als Ueberlebsel des primitiven Kommu
nismus). Trudy Instituta Antropologii i Etnografii Akad. Nauk I, 1, Lenin
grad 1934, 75 pp. Preis Rub. 2,25.
In vorliegender Arbeit behandelt der Verf. hauptsächlich die Verbote,
die mit dem Stammfeuer (rodovoj ogoń) und Ahnengedächtnis verknüpft
sind; es wird gezeigt, wie sehr dieSe Tabuvorschriften mit den magischen
Ideen, zum Beispiel mit der Furcht vor Zerreissen oder Durchbruch des
Zauber,kreises, Zusammenhängen. Andererseits haben sich in den Eigentums^
verboten die Reste des Matriarchats bewahrt. Die Produktionsmittel werden
‘meist als verbotene Objekte betrachtet und nicht gern den fremden Menschen
geliehen oder verschenkt. Diese Tabugruppe geht auf die Institution des
Familieneigentums zurück. Dagegen weist die Gebrauchsordnung der Kon
sumartikel am' das Kollektiveigentum hin.
Wenn man auch manchen Annahmen des Verf. (z. B. der Ausdeutung
von „Resten des Mutter,rechts“) nicht beipflichten kann, so muss man jeden
falls zugeben, dass das neue Werk D. Zelenins voll frischer, origineller
Gedanken ist und von einer eminenten Belesenheit zeugt. Wertvoll ist das
Bestreben des Verf. überall die Linie einer stadialen Entwicklung zu ziehen
und versch.edene Stufen der Tabuvor Stellungen mit der Geschichte der
sozialen Struktur der Urgesellschaft in Zusammenhang zu bringen.
Leningrad.
Eugen Kagarow.
181
D. K. Zelenin. Totemiczeskij kuVt derev‘ev u russkich i belorussov.
(Totemistischer Baumkultus bei den Russen und Weissrussen). Bull, de
1‘Acad. d. sciences de l‘URSS. 1933. Classe d. sciences sociales, 591—629.
Bekanntlich ist die Frage nach dem Totemismus bei den Völkern
Europas in der Ethnologie strittig: die weit verbreitete Sitte verschiedene
Bäume und Tiere als Ahnherren des Stammes mit Opfern, Tabu und anderen
kultischen Handlungen zu ehren wird meistenteils verschieden erklärt. Daher
ist der Versuch Zelenins die Elemente des Baumtotemismus bei den Ostslaven
festzustellen gewiss von Interesse und Bedeutung. Der Verf. analysiert fol
gende Erscheinungen, die er als Formen des Totemismus ansieht: Verbote
des Baumfällens, die aus der grossen wirtschaftlichen Bedeutung der Bäume
in der Urgesellschaft entstanden sind, das Winden der Kränze aus den
Zweigen des heiligen Baumes, rituelle Speisung des Totembaumes, Nach
ahmung der äusseren Gestalt desselben (z. B. Beschmückung der Mädchen
mit grünen Zweigen und Blättern), Gevatterschaft und Verbrüderungsfeste,
der Jungfrauen, Wahrsagung aus den Kränzen u. s. w. In der Entwicklungs
geschichte des Baumtotemismus unterscheidet der Verf. vier Stadien:
1. Verbot des Baumfällens. 2. Bundesverträge mit einzelnen Baumgattungen
und Auflösung des Baumfrevelverbotes. 3. Magische Behandlung derBäume, z, B. das Aneignen der Kraft und Jugendfrische der Bäume durch
Berührung ihrer Zweige und Blätter. 4. Vorstellung vom Baume, als Sitze
der Nymphe (Rusalka). Hier beginnen die individuellen Beziehungen der
Menschen zu den Baumgeistern: die Baumnymphe hilft den Mädchen in
ihren Heirats- und Liebesangelegenheiten u. a. Auf weiteren Stufen der
Entwicklung finden wir schon eine Zersetzung dieses Vorstellungen- und
Ri'tenkreises, der im Anfänge des XX Jahrh. nur noch in spärlichen Bruch
stücken und versteinerten Formen weiterlebte. — Die Abhandlung Zelenins
enthält eine Fülle feiner Beobachtungen und geistreicher, zuweilen kühner,
Annahmen.
Leningrad.
Eugen Kagarow.
S. N. Bykowski. K voprosu o totémisme. (Au sujet du totémisme).
Iz istorii dokapitalisticzeskich formacij (Études historiques sur les formations
de la société précapitaliste), Leningrad 1934, p. 59—71.
L‘auteur fait 1‘analyse des traits caractéristiques du totémisme et dé
montre que le totémisme n‘est pas seulement une forme de religion, mais
encore une organisation sociale particulière, un système clanaire à l'état
embryonnaire. L‘auteur nous montre que le totémisme ' développé est un
ensemble de groupes producteurs dont chacun est uni par la communauté
de production: chasse à un groupe fixé ďanimaux, ramassage de plantes
déterminées etc. L'interdiction de 1‘usage d‘un certain animal sacré ou'
d‘une certaine plante sacrée (totem) n‘eut d‘autre origine que soit disant
le droit individuel de disposer de ranimai tué ou du poisson capturé. L'orga
nisation totémiste serait une des formes du partage de travail primitif:
union du groupe à base de chasse à une race déterminée d'animaux. La
spécialisation dans ce métier, spécialisation liée à celles des armes et de la
technique de la chasse fut l'expression de l'accroissement des forces pro
ductrices de la société antérieure à la formation des classes.
Leningrad.
Eugen Kagarow.
Ï82
E IIofïmann-Kraysr — H. Bächtold-Stäubli: Handwörterbuch des
deutschen Aberglaubens. Bd. V. Knoblauch - Matthias. Berlin. Walter de
Gruvter et Co 1932—33. 8 większe. Str. 1871.
„
Poprzednie tomy powyższego wydawnictwa omówiono już w „Ludzie
XXVI 96—97,
XXVII 133—136,
XXIX 121—124, XXX 250 251,
XXXI 144__145. Obecnie ukończono wydanie tomu piątego, który podobnie
jak i pierwsze cztery zawiera wiele doskonałych opracowań.
Na szczególną uwagę zasługują następujące:
S. 16. Knoten. Zastosowanie węzła w celach tak ujemnych jak do
datnich. S. 29. Kobold. Naizwa, wygląd, właściwości oraz kult koboldów
w wierzeniach niemieckich. S. 49. Kochen. Pierwotne, obrzędowe i czaro
dziejskie gotowanie. S. 89. Komet. Wyczerpująca monografja wierzeń lu
dowych związanych z kometami, przedstawiająca dzieje wiaiy ludowej
w komety na całym terenie Europy, rolę komet w7 astrologji, oraz środki
ochronne przed kometami. S. 201. Kopf. Głowa jako siedziba sił życiowych,
oraz jej zastosowanie w praktykach czarodziejskich. S. 215. Kopflos. Wie
rzenia i opowieści o duchach bezgłowych lub głowonoścach. S. 249.
Korndämonen. Rozmaite rodzaje demonów zbożowych, oraz zmapowanie
ich, przyczem nieraz uw7zględniono także obszary Polski zachodniej. S. 352.
Krähe. Wierzenia związane z wroną i je’ rola wT mitologji i demonologji.
S. 381. Kranz. Znaczenie wianka w7 świecie klasycznym, oraz zastosowanie
wianka w kulcie i dorocznych zwyczajach ludowych. S. 462. Kreis. Koło
i jego rola izolacyjna. S. 516. Kreuzweg. Drogi rozstajne jako siedziba du
chów i złych mocy. S. 608. Kröte. Zastosowanie ropuchy w czarach i lecz
nictwie ludowem. S. 645. Kuchen. Pieczywm w wierzeniach i obrzędach lu
dowych. S. 689. Kuckuck. Bogaty materjał do w7ierzeń ludowych o kukułce.
S. 768. Kuh. Środki mające na celu ochronę bydła rogatego przed złemi
mocami. S. 817. Kunst. Zagadnienie czarnej magji. S. 841. Kuss. Symbolika
pocałunku w zwyczajach dorocznych i w7 prawne ludowem.
S. 938. Läuten. Dzwonienie w praktykach ludowych. S. 996. Leder.
Skóra w lecznictwie, wierzeniach, i podaniach ludowych. S. 1024. Leiche.
Czarodziejska moc zw7łok i praktyki związane ze zmarłym, mające na celu
uchronienie się przed jego szkodlrwem działaniem. S. 1082. Leichenmahl.
Różne sposoby urządzania stypy. S. 1123. Leichenzug. Przepisy wynoszenia
zwłok i orszaku żałobnego. S. 1167 Leihen. Przepisy i zakazy pożyczania.
S. 1176. Lein. Przepisy siania lnu i stosowania go w praktykach ludowych.
‘S. 1240. Licht. Światło w7 roli oczyszczalnej, oraz jako forma zjaw7 ducho
wych. S. 1279. Liebeszauber. Rozmaite odmiany czarów miłosnych. S. 1327.
Longinussegen. Geneza legendy o św7. Longinie. S. 1351. Los, losen.
Rozmaite sposoby i zasady losow7ania.
S. 1490. Mahl, Mahlzeit. Znaczenie uczty w7 obrzędach dorocznych,
domowych i gospodarczych. S. 1515. Maibaum. Zwyczaje związane z usta
wianiem drżew7a zw7anego „maikiem“. S. 1597. Märchen. Charakterystyka
baśni i jej zasadniczych elementów. S. 1638. HI. Maria. Postać N. P. Mar.ji
w wierzeniach, zwyczajach i legendach ludowych. S. 1708. HI. Martin.
Sw. Marcin w zwyczajach i wyobrażeniach ludowych, jako opiekun bydła.
S. 1744. Maske, Maskereien., Maski w zwyczajach ludów7 pierwotnych, oraz
u ludu niemieckiego. S. 1852. Mass, messen. Przesądy związane z miarą
i mierzeniem.
183
Oczywiście powyżej podkreślono tylko artykuły większe, które są jakby
pewnego rodzaju monografjami etnograficznemi ale prócz tego w tomie
piątym podobnie jak w poprzednich można znaleść bardzo wielką ilość
także drobniejszych odpowiedzi na rozmaite zagadnienia -etnograficzne,
zawsze zaopatrzone w bogatą bibljografję i materjał porównawczy.
Adam Fischer.
KRONIKA.
DZIESIĘCIOLECIE ZAKŁADU ETNOLOGICZNEGO UNIWERSYTETU
JANA KAZIMIERZA WE LWOWIE (1924—1934).
1. Powstanie Zakładu Etnologicznego.
Pierwsza katedra Etnologji na Uniwersytetach polskich przed wcjną
stworzona została w Uniwersytecie lwowskim w roku 1910. Katedrę tę
powierzono Stanisławowi Ciszewskiemu, który z powodu choroby zrezy
gnował 'Z iniej już po dwóch latach. Od 1-go października 1913 roku ka
tedra ta została przekształcona na katedrę antropologji i etnologji, którą
objął Prof. Dr. Jan Czekanowski. Powstanie pierwszej katedry , etno
logji właśnie we Lwowie nie było czemś przypadkowem, ale naturalnym
wynikiem ruchu etnograficznego, jaki się tu rozwijał od roku 1895, t. j. od
powstania Towarzystwa Ludoznawczego we Lwowie i organu tego To
warzystwa, Kwartalnika etnograficznego „Lud“. W ośrodku tym pracuje
od roku 1909 Adam Fischer, który od r. 1910 obejmuje redakcję „Ludu“,
a w roku 1921 habilituje się z etnologji w Uniwersytecie J. K. we Lwowie
i rozpoczyna wykłady i ćwiczenia, którym użycza gościny Prof. Czekanow
ski w Zakładzie antropologicznym. Rówinież dzięki staraniom J. Czekanowskiego w 1924 r. został Dr. A. Fischer mianowany nadzwycz. profesorem
etnologji w Uniwersytecie lwowskim, a z tą chwilą powstał odrębny Zakład
Etnologiczny U. J. K., którego lokal mieścił się przez cztery lata przy ul. św.
Mikołaja w starym gmachu Uniwersytetu, w dawnej sali XIII, następnie zaś
od roku 1928, przy ul. Marszałkowskiej 1, w nowym gmachu Uniwersytetu.
W grudniu 1930 roku został Prof. Fischer mianowany profesorem zwyczaj
nym. Od chwili otrzymania przez Prof. Dr. A. Fischera katedry, pełnił obo
wiązki asystenta Dr. Alfred Bachmann, następnie od 1-go stycznia 1931
Dr. Jan Falkowski, w czasie zaś jego studjów zagranicą Dr. Leon Popiel
i Dr. Aleksander Jaworczak. Po powrocie z zagranicy Dr. Jan Falkowski
objął z powrotem obowiązki tytularnego asystenta starszego, zaś Dr. L. Po
piel asystenta wpluntarjusza. Takie są sv krótkości dzieje personalne Zakładu
Etnologicznego U. J. K. we Lwowie.
2. Bibljoteka.
Od chwili utworzenia Zakładu etnologicznego U. J. K. główną troską
jej Kierownika było stworzenie bibłjoteki, która obejmowałaby nietylko
najważniejsze dzieła, ale też tworzyła pewną całość, obejmującą wszystkie
działy etnologji. Szybkiemu urzeczywistnieniu planów stał często ná prze
szkodzie brak środków materjalnych, wiadomo bowiem, że nowo stworzone
