5936f44aa59ef88010c7a37764dc53e1.pdf

Media

Part of Oceny i sprawozdania, cz. 4 / Lud, 1904, t. 10

extracted text
OCENY I SPRAWOZDANIA.
Życie i prace Jana Karłowicza (1836 —1903). Książka zbio­
rowa wydana staraniem i nakładem redakcyi »Wisły«. War­
szawa 1904, str. 379 w 8-ce.
.
. ,
Po zgonie nieodżałowanej pamięci J. Karłowicza umieś­
ciły prawie wszystkie pisma polskie (a także i niektóre obco­
krajowe) dłuższe' lub krótsze wspomnienia pośmiertne lub ży­
ciorysy n Redakcya »Wisły« nie poprzestała na obszernej bio­
grafii Karłowicza/zamieszczonej w IV zeszycie XVII-go tomu
tegoż czasopisma, lecz postanowiła w wybitniejszy sposob zu­
żyć hołd cieniom długoletniego redaktora swego Jakoż w bie­
żącym roku wydała pod przytoczonym powyżej tytułem pokaźną rozmiarami książkę, poświęconą jego pamięci. Jestto dzieło
zbiorowe, ozdobione na czele piękną podobizną zmarłego a za­
wierające kilkadziesiąt częścią większych rozpraw, częścią mniej­
szych artykułów, omawiających życie i działalność K-cza na­
pisanych przez mężów zajmujących wybitne stanowiska na

k°Wepo obszernym życiorysie, umieszczonym na czele dzieła,
następuje ocena prac K-cza wraz z bibliograficznemi notatkami,
uzupełniającemi każdy z omawianych działów zosobna.
PNa tę biografię składają się oprocz właściwego zarysu
życia dokonanego przez E. Majewskiego, mowy pogrzebowe
wypowiedziane przez pp. Kryńskiego, Korzona, Kallenbacha
i Majewskiego, tudzież kilkanaście wspomnień wyszłych z pod
pióra nietylko polaków, jak Federowskiego Glogera Majew­
skiego Lopacińskiego, Wiercieńskiego, pani Benmowej i t. d.,
ale ! cudzoziemców (czechów, niemcow rosyan) jak Appela,
Ćernego“ Gaidoza, Kraussa, Koszuticza, Poliyki, Sumcowa, SoT.Lud« ogłosił w 111 zesz. z r. 1903 dłuższy artykuł o K-czu, na­
pisany przez ówczesnego swego redaktora prof. A. Kalinę.

462

OECNY 1 SPRAWOZDANIA

łowjewa i Zibrta. »Wspomnienia« te przyczyniają się wielce
do uzupełnienia ogólnej charakterystyki zmarłego, uwydatniając
za pomocą drobnych nieraz szczegułów takie rysy, które do­
piero razem zestawione, czynią jego wizerunek dokładnym.
Wszystkie te zapiski nacechowane są wielkim pietyzmem dla
zmarłego i może właśnie dlatego czyta się je z ogromnem za­
jęciem. — Życiorys ozdobiony jest kilku podobiznami, pochodzącemi z różnych okresów życia tego uczonego.
Przystępując do omówienia prac Karłowicza, tak się wy­
raża Redakcya: »Ponieważ wyniki bardzo obfitej twórczości
naukowej, literackiej i artystycznej rozprysnęły się szeroko
i w ciągu 40 letniej niezmordowanej pracy doszły do olbrzy­
miej liczby kilkuset dzieł i artykułów, przeto wydaje się rze­
czą pożyteczną przedstawić tutaj w streszczeniach i ocenach,
dokonanych przez kilku specyalistów, jego dorobek we wszyst­
kich działach twórczości«.
Była to bardzo szczęśliwa myśl, której przeprowadzenie
tylko do podniesienia wartości książki przyczynić się musiało,
gdyż omówienie prac tak licznych a należących do różnych
dziedzin naukowych, może być o tyle gruntowniejsze, o ile
niem zajmują się ludzie fachowi, zwłaszcza, że co może ujść
uwagi jednego piszącego, tego nie przeoczy tak łatwo dziesięciu.
Do liczby tych współpracowników, którzy, stosownie do'
powyższego programu, przyjęli udział w omówieniu działalno­
ści K-cza, należą pp.: .1. Baudouin de Courtenay, A. Bruckner,
S. Demby, T. Korzon, A. A. Kryński, IŁ Łopaciński, J. Łoś,
E. Majewski, M. Massonius, F. Starczewski i L. Włodek.
I tak A. A. Kryński streszcza i ocenia prace lingwistyczne
K cza, podzieliwszy je na prace wchodzące w zakres języko­
znawstwa ogólnego, słowiańskiego, czeskiego, białoruskiego,
litewskiego i polskiego. — Prof. Bruckner mówi o pracach sło­
wnikowych K-cza. — Wiadomo, że żaden z trzech słowników,
nad którymi K. pracował, nie został ukończony. Otóż Br. za­
znacza, że los Słownika gwar, jakoteż Słownika warszawskiego
jest zapewniony; pierwszego dlatego, że autor przygotował już
cały materyał do niego, drugiego z tej przyczyny, że Komitet
redakcyjny utracił wprawdzie w K-czu jednego z najgorliw­
szych współpracowników, ale nie przestał istnieć. Inaczej ma
się rzecz ze Słownikiem wyrazów obcych, opracowanym tylko
do litery M. — Przy tej sposobności stwierdza Br. z pewną
goryczą, chociaż nie bez słuszności, że »prasa peryodyczna po­
dobnie, jak milczeniem zabija Słownik warszawski, dozwoliła
zapaść się Słownikowi wyrazów obcych, bez wzmianki, omó­
wienia, — w otchłani nieświadomości«. — Prof. Łoś, któremu
po przedwczesnej śmierci ś. p. W. Taczanowskiego przypadło
zadanie dokończenia Słownika gwar polskich, zamieścił rzecz
o znaczeniu tego Słownika. Należy tu uwydatnić i uwadze gor-

OCENY 1 SPRAWOZDANIA

463

liwych pracowników polecić życzenie, wypowiedziane przez
prof. Ł., aby i inni poszli za przykładem K-cza i wydali uporządkowane zbiory pieśni, podań oraz innycli utworów ducha
ludowego. Nie ulega bowiem wątpliwości, ze brak takich prac
wstrzymuje postęp w badaniach nad dziejami naszej kultury.
Wreszcie prof. Baudouin omawia w recenzyi, drukowanej już
w r. 1876 w »Przeglądzie krytycznym« pracę K-cza »0 języku
litewskim« a w drugiej rozprawie, ogłoszonej już również po­
przednio (1880 r.) ale po rosyjsku, a obecnie przerobionej, zaj­
muje się jego »Słoworodem ludowym«.
Z kolei następuje rzecz o pracach i zasługach K-cza w dzie­
dzinie ludoznawstwa. Dział ten opracował bardzo starannie
H. Lopaciński. Na 102 stronach streszcza i ocenia wszystkie
dzieła, rozprawy i krótsze artykuły, należące do zakresu ludo­
znawstwa. mitologii i kultury pierwotnej. W ogólnych uwagach
zastanawia się nad metodami, jakich się trzymał K-cz w swych
badaniach ludoznawczych a zwłaszcza mitologicznych. Uwyda­
tnia również z należnem uznaniem wielkie zasługi jego jako
redaktora »Wisły«.
W dalszym ciągu przedstawia Starczewski działalność
muzyczną K-cza; jego korespondencye omawia Demby; dro­
bniejsze prace i artykuły z zakresu dziejów literatury i kry­
tyki literackiej tudzież pedagogii roztrząsa znów Łopacinski;
wreszcie Massonius i Włodek oceniają K-cza, jeden jako i ozofa, drugi jako publicystę.
Bardzo obfity materyał bibliograficzny, zebrany nader skru­
pulatnie, ugrupowany odpowiednio i dołączony do każdego
z omawianych działów, zawiera spis nietyiko odrębnych dzieł
i większych rozpraw, ale także mniejszych artykułów, ocen
i korespondencyi,rozrzuconych po najrozmaitszych czasopismac i
krajowych i zagranicznych.
Wartość tych szczegółów bibliograficznych podnosi ta oko­
liczność, że zawierają zarazem obszerniejsze lub krótsze stresz­
czenie i omówienie każdego z cytowanych dzieł i artykułów,
wskazując nadto czytelnikowi, gdzie może znalesc ogłoszone
w swoim czasie szczegółowe oceny i sprawozdania.
Skorowidz czasopism i imion własnych zamyka dzieło.
Redakcya »Wisły« nietyiko wystawiła wspaniały pomnik
temu wielce zasłużonemu Mężowi, który przez lat 11 z wie kim pożytkiem dla nauki tern wydawnictwem — jako jego re­
daktor _ kierował, ale nadto zrobiła prawdziwą przysługę tym
wszystkim, którzy pragną zaznajomić s^.dol\ł^dr^.7Jl"aCaml
ś. p. Karłowicza.
Dr&<>8tnsM.
styl zakopiański. Zeszyt I. — Pokój jadalny. Treść Stani­
sława Witkiewicza, tablice Stanisława Barabasza, W ojciec ni

464

OCENY I SPRAWOZDANIA

Brzegi, Wiktora Gosienieckiego i Stanisława Witkiewicza.
Lwów 1904, wielkie folio, str. 16 i 26 tablic.
Mamy przed sobą bardzo piękne, cenne i pożyteczne wy­
dawnictwo tyle zasłużonego dla polskiej sztuki artysty-malarza
i artysty-krytyka, Stanisława Witkiewicza, że pragniemy, aby
z nim zapoznały się jak najszersze koła naszego społeczeństwa.
Od czasu, kiedy zaczęto zwracać uwagę na sztukę ludową
w Zakopanem, to jest od roku 1886, nikt lepiej nie poznał tej
sztuki, nie wniknął w jej ducha, nikt jej lepiej nie zrozumiał
nad Stanisława Witkiewicza. On też jeden walczył z zapałem,
walczył wytrwale to z uprzedzeniami, to z nieznajomością rze­
czy, aby sztuce tej wywalczyć należne jej stanowisko, co mu
się wreszcie udało. Dzisiaj sztuka zakopiańska znana jest w Pol­
sce całej, znana daleko nawet poza jej granicami; kościoły
i domy w stylu zakopiańskim stawiane bywają coraz częściej
na dalekich obszarach ziem polskich, a popyt za sprzętami i na­
czyniami wykonanemi w tym stylu coraz większy z dniem ka­
żdym. Aby uprzystępnić ten styl każdemu, postanowił Stani­
sław Witkiewicz opublikować cały szereg projektów artysty­
cznych, skomponowanych w stylu zakopiańskim na sprzęty,
naczynia i inne drobne przedmioty, potrzebne nam w życiu codziennem. Pierwszy zeszyt tego wydawnictwa, obejmujący
sprzęty do pokoju jadalnego, ukazał się nakładem księgarni
11. Altenberga we Lwowie.
Witkiewicz zakreślił dwojaki cel temu wydawnictwu: po
pierwsze, chodziło mu »o stwierdzenie, że styl zakopiań­
ski istnieje i podanie takich jego wzorów, które na podstawie
dotychczasowego doświadczenia, zdają się mieć najwięcej cha­
rakteru sztuki ludowej, a zarazem są najlepiej przystosowanymi
do potrzeb ludzi dzisiejszych« (str. 9). Powtóre pragnął »pomódz tym wszystkim, którzy z takim interesem i współczu­
ciem chcieli pracować nad rozwojem samodzielnego pierwia­
stku naszej kultury, którzy chcą i mogą się przyczynić do Od­
rodzenia i dalszego rozwoju szczególnych naszych cech cy­
wilizacyjnych... a rzemieślnikom polskim dać możność przez
proste skopiowanie tych tablic zaszczepienia wszędzie upodo­
bania. do tych form« (str. 16).
Ponieważ ludzie przywykli tylko uznawać style history­
czne i tylko z tymi stylami wiązać pojęcie stylowości, przeto
dla nich używanie terminu »Styl zakopiański« było herezyą i dziwolągiem. Więc autor wykazuje tutaj nie po raz
pierwszy w wykładzie jasnym i przekonywującym, że styl za­
kopiański istnieje, ponieważ ma swoje własne stosunki wymia­
rów, swój układ formy i swoje szczególne pierwiastki konstruk­
cyjne i zdobnicze — ma w sobie siłę życia, siłę rozwoju we­
dług własnej indywidualnej treści. — a nawet całe bogate sło­
wnictwo budarskie górali jest jednym z dowodów, »że budo-

OCENY 1 SPRAWOZDANIA

.465

wnictwo podhalskie jest stylem szczególnym, samodzielnym,
wskazuje, jak daleko sztuka ta jest u nich rozwinięta, jak głę­
boko w przeszłość sięgają jej początki. Autor stwierdza, ze
sztuka ludowa na Podhalu ma w sobie zdolność rozwijania się
odpowiedniego do przyrostu pierwiastków cywilizacyjnych ży­
cia, które w niej się gnieździ. Ma możność własnymi pierwia­
stkami konstrukcyjnymi i zdobniczymi bez utraty charakteru
osobistego pokryć komplikujące się wymagania życia ludzkiego,
któremu służy. Ci, którzy widząc chałupę chłopską, nie widzą
w niej stylu, popełniają ten sam błąd, który popełniają wycho­
wawcy, nie umiejący w dziecku rozeznać jego indywidualnych
przymiotów i zdolności, stanowiących o tem, jaki z dziecka wy­
rośnie człowiek. A przećieź dzieła sztuki ludowej kryją w so­
bie iskry żywe, z których rozgorzeje ognisko odrodzenia doga­
sającej rodzimej kultury. Dziś jest pewnikiem, że budownictwo
zakopiańskie było w Polsce powszechnem, że zajmowało cał­
kowicie jej rdzenne siedziby i sięgało razem z innymi jej wpły­
wami na wschód, a Styl zakopiański, który u nas był już
kiedyś na wyższym szczeblu rozwoju, mógłby być po prostu
nazwany Stylem Polskim.
W związku z tem budownictwem jest ciekawa ornamen­
tyka ludowa, o której także wiele u nas pisano i dowodzono,
że nie jest rodzimą, naszą, ale narzuconą nam to od zacho­
dnich Niemców, to z północnej Szwecyi, to od południowych
Rumunów, to z innych jeszcze krajów dalszych.
Całość pierwiastków konstrukcyjnych i zdobniczych w cha­
cie góralskiej i sprzętach przedstawia się jako pewna zasadni­
cza forma oryginalna i niezmienna, na której znać wpływy
rozmaitych, kolejno w cywilizacyi europejskiej występujących
epok rozwoju sztuki. Z czasem badacze naukowi dokonają ja­
kościowej i ilościowej analizy tego, co nazywamy Stylem za­
kopiańskim, wykazując, w jakim procentowym stosunku do
pierwiastku polskiego, a raczej ząchodnio-słowiańskiego, znaj­
dują się inne składowe jego części. Tak jak się to dziś przed­
stawia, pierwiastki te dają się zauważyć wyraźnie, nie zabija­
jąc jednak zasadniczego motywu.
Ornamentyka Stylu zakopiańskiego w tym stanie,
w jakim ją znaleźliśmy u ludu, była przeważnie geometyczną,
z nielicznymi motywami roślin już stylizowanych, to znaczy
spotworniałych pod wpływem przystosowania naturalnego
kształtu rośliny do form zdobnictwa geometrycznego. W orna­
mentyce tej znajdują się niektóre pierwiastki wspólne olbrzy­
miej części ludzkości. Sześciopromienna gwiazda, leluja swa­
styka, krokiewki są powszechnie prawie od bieguna do bie­
guna znanymi znakami. Spotyka się je z pewnemi różnicami
kształtu, tak dobrze w ornamentyce romańskiej, jak i w Ja­
ponii. Są to niekiedy prastare pierwiastki zamierzchłej WSP°^
Lud. Rocznik X.

466

OCENY I SPRAWOZDANIA

nej kultury, lub też wyniki działania wszędzie zasadniczo je­
dnakiego ludzkiego umysłu w pewnych podobnych warunkach.
Charakteru zdobnictwa nie stanowię jedynie oddzielne motywy,
formy, — sposób, w jaki te motywy są użyte, ich układ na po­
wierzchniach domu lub sprzętów, stanowi również o charak­
terze, typie zdobniczym. Można powiedzieć, że ornamenta w zakopiańsczyźnie rozmieszczone są na najbardziej znamiennych
częściach budowli i na sprzętach, szczególniej wpadających
w oko.
Autor jest zdania, że Secesya wpłynie na Styl zako­
piański, a mianowicie doprowadzi do dyskretniejszego uży­
wania ornamentu i do pewnego zachwiania się, zmiękczenia
prostych i ostrych linij dotychczasowej konstrukcyi, jednakże
Styl zakopiański, pozbywszy się na razie pod wpływem
Secesyi zbyt bogatego zdobienia, będzie z powrotem szedł
ku jeszcze większemu jego rozwojowi.
Praca artysty, czerpiącego do kompozycyj swoich ze sztuki
ludowej, nie jest tak łatwą, bo ocenienie, czy użvcie tego lub
owego motywu jest słusznem. lub nie, polega na subtelnem
zżyciu się z zasadniczymi pierwiastkami ludowej sztuki i z jej
psychologią. A nikt może nie szkodzi więcej Stylowi zako­
piańskiemu, jak jednostki pozbawione pierwotnej logiki
form i barw i używające ich fałszywie, nie zgodnie z ich tre­
ścią wewnętrzną. Biorą one motyw sztuki ludowej albo przez
pietyzm dla idei, albo przez to zdziwienie i zainteresowanie,
które budzi w umyśle ludzkim rzecz wybitnie oryginalną i nową
i stosują w sposób niezgodny ani z logiką użyteczności tych
form, ani z logiką ich zdobniczej treści.
Są jeszcze inni, dyskredytujący sztukę ludową, ludzie,
którzy tę sztukę pojmują z zasady, którzy nie wżyli się w du­
cha ludu i wyobrażają sobie, że niedokładność, nieczystość
kształtów stanowi istotę charakteru ludowej sztuki, wyobra­
żają, że stosując ją w innych warunkach życia nie należy tych
kształtów udoskonalać i rafinować, tylko należy pozostawić je
w pierwotnym stanie, a nawet rozmyślnie nadaw'ać im jakieś
pierwotne niedołęstwo. Jest to punkt widzenia z gruntu fał­
szywy, niezgodny z psychologią sztuki i z góry skazujący sztukę
ludową na zastój, to jest na śmierć. Bo jeżeli nasz snycerz lu­
dowy nie osięgnął upragnionej doskonałości kszałtu, to jedynie
dlatego, ze nie mógł, wskutek warunków technicznych, a by­
najmniej nie dlatego, żeby zaniedbanie i niedokładność, niedo­
łęstwo form zdobniczych były jego ideałem. Przeciwnie, ma
on tak doskonałe poczucie tego idealnego stanu swojej sztuki,
że widząc, jak przy zmianie na lepsze warunków technicznych
forma jego ornamentów się udoskonala, nie może powstrzymać
objawów szczerego zachwytu.
Chcąc tworzyć z materyału form, jaki daje sztuka ludowa

OCENY

I SPRAWOZDANIA

467

w Zakopanem, trzeba pamiętać, że zasadniczą cechą Stylu
zakopiańskiego jest konstrukcyjność, jest jawność więźby
i dążność do jej podkreślenia za pomocą ornamentyki, jest też
jego charakter prostolinijny i prostokątny. O tern musieli artyści
pamiętać szczególnie przy tworzeniu projektów na meble, które
we wszystkich stylach mają bardziej luźne od budownictwa
podstawy formy, opierające się raczej na ich charakterze zdo­
bniczym, niż na złączeniu proporcyi i konstrukcyi w całość
wzajemnie od siebie zależną.
Wprawdzie tablice, jakie znajdujemy w 1 zeszycie »Stylu
zakopiańskiego!' nie przedstawiają całkowitego dorobku
zakopiańskiego stylu, w jakimś historycznym ciągu i nie przed­
stawiają wszystkiego, co się pod tern imieniem dostało do ży­
cia, jednakże z tego, co tutaj widzimy, możemy z przyjemno­
ścią stwierdzić, że komponujący artyści wywiązali się chlubnie
z trudnego zadania i stworzyli sprzęty prawdziwie piękne. Nie
miejsce w »Ludzie« roztrząsać wartość artystyczną tych kompozycyj. gdyż do tego powołane są inne pisma fachowe, tutaj
zaznaczyć tylko musimy, że sztuka ludowa Zakopiańszczyzny
przebija się z każdego sprzętu, że jej charakter nie został za­
tracony.
Trzecią część zeszytu wypełnił swojeini pracami Stanisław
Witkiewicz. Zaprojektował trzy kredense, krzesło, stołek, taburet, boazerye, drzwi, stół, cztery półki, żardinierkę i kon­
solę. P. Stanisław Barabasz dał nam dwa kredense, szafkę,
stół jadalny, stolik, krzesło i półkę. P. Wiktor Gosieniecki po­
mieścił tu kredens, stół, stolik, krzesło i półkę. Wreszcie p.
Wojciech Brzega przedstawił swego pomysłu kredens, stół ja­
dalny, stołek i ławę. Wykonanie ilustracyj nie pozostawia nic
do życzenia.
Wydawnictwem tein przysłużył się p. Stanisław Witkie­
wicz bardzo wszystkim miłośnikom stylu zakopiańskiego, więc
spodziewać się należy, że cały nakład zostanie szybko wyczer­
pany, czego mu z całego serca życzymy
Seweryn Udziela.
A. U. Ctohjhet: .Terem? rpa/yi. bib lorocnam-iiKiKaTa HapoflHa noe3HH. 1902. str. 12.
Praca ta zasłużonego etnologa bułgarskiego napisana z wiel­
ką erudycyą przedstawia i dla nas bezpośredni interes. Autor ro­
zbiera po krotce różne dawmiejsze hipotezy co do znaczenia
grodu »Legen« i oparty na materjale, który dają głównie na­
zwy geograficzne dochodzi ostatecznie do wniosku, że Legen
Grad wziął początek od nazwy etnicznej Lech oznaczającej Po­
laków. Nie jest ta nazwa zapożyczoną, jak to chciał Novaković
od Serbów, lecz powstała niezależnie w samej Bułgaryi. Bar­
dzo ciekawym jest fakt, który Stoilov podnosi, że miejscowość
Legen Grad, w Macedonii jest identyczną z wioską Lechowo,
którą według tradycyi miejscowej mieli zamieszkiwać Lechy
30*

468

OCENY I SPRAWOZDANIA

(JIexH). Ci »Lechy« osadzeni tam za karę przez jakiegoś króia
byli to rudnicy; do dziś dnia zaś istotnie »Lechowianie«; mie­
szkańcy tej wioski odróżniają się od okolicznej ludności, mają ja­
sne włosy, i nieco odmienną gwarę, zachowała się też pamięć,
że są przybyszami. Ciekawem jest pytanie: kiedy i skąd oni
przybyli? ¿e istotnie z Polski, zdaje się nie ulegać wątpliwości
po tern, co napisał Stoilov, to bowiem udowodnił w zupełności,
chodzi tylko o to, kiedy się tam dostali? Możnaby przypuścić
że są to jeńcy polscy, zabrani w jednej z tych niezliczonych
wojen Polaków z Turkami. Stoilov wszakże zdaje się nie wy­
łączać drugiej możliwości, iż mogą oni pochodzić z przed ture­
ckich czasów. Hipoteza taka, w której rozbiór wdawać się tutaj
nie mogę, będzie mieć wszakże tę ujemną stronę, że zawsze
musi się zetknąć z tą drugą a mianowicie, że to polscy jeńcy wzięci
i osadzeni przez Turków, to zaś przypuszczenie bardzo jest tru­
dno zupełnie usunąć tem bardziej, że pracowali w kopalniach.
A. H. Ctokjor l: Bpa,a;a Ha HHBaTa. HKeTBapcKH oópeĄ.
Co^hh. 1903. str. 11.
Wszystkie ludowe zwyczaje i obrzędy są ważne, bo wszy­
stkie malują stan kultury i sposób życia pewnego ludu, ale,
każdy przyzna, są między nimi takie, które w pierwszym rzędzie
muszą zwracać na siebie uwagę etnologów i mitologów. Są to
mianowicie zwyczaje spotykane u wszystkich prawie plemion.
Sama ta ich powszechność jest już dowodem bardzo dawnego
pochodzenia. Do takich właśnie zwyczai należy rozbierany przez
p. Stoilova zwyczaj zostawiania niezżętej ostatniej garści zboża
niegdyś bezwątpienia jako ofiary bóstwom. Dziś jestto obrzęd,
który ma powłokę religijną, lub czasem jej nie ma i pozostał
zwykłym obrzędem. P. Stoilov zbogacił folklor słowiański, zwra­
cając uwagę na szereg takich zwyczaji bułgarskich, tak wogóle cie­
kawych i ważnych — a przyznać trzeba doskonale zbieranych,
następnie zestawił je pokrótce z innymi analogicznymi zwy­
czajami, które się spotykają u innych ludów słowiańskich. Wy­
kazał to już dawniej Mannhard a później słynny etnolog an­
gielski Frazer, że nie są to wcale zwyczaje wyłącznie znane
jednemu jakiemuś szczepowi, łączą się bowiem one z ważnym
i powszechnym u ludów pierwotnych kultem roślin.
K. P.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.