a7d459e608cadfd899a630768623d53a.pdf

Media

Part of Oceny i sprawozdania, cz. 1 / Lud, 1904, t. 10

extracted text
OCENY I SPRAWOZDANIA.
Wydawnictwa Towarzystwa „Polska Sztuka stosowana“.
W ostatnich czasach rozwinął się w krajach zachodnich
ruch nader ożywiony, zmierzający do tego, aby wyrobom arty­
stycznego przemysłu nadać odrębny a wybitnie narodowy cha­
rakter. Ludzie fachowi, artyści ujęli tę sprawę w ręce sw.oje
w Anglii, w Niderlandach, we Francyi a wreszcie w Niemczech

Motyw ze skrzyni z Izdebnej na Śląsku austryackim ze zbiorów J, Warchałowskiego.

i wprowadzili nowe kształty, nowo ozdoby, nowy układ barw
do mebli, naczyń, fabrykacyi materyj tkanych i t. d. i t. d..
a wszystko to starali się oprzeć na kulturalnym rozwoju wła­
snego narodu, wysnuć z własnego ducha narodowego.
Wyroby oryginalne a piękne robiły konkurencyę przemy­
słowi nie zwracającemu wiele uwagi na artystystyczne wykoń­
czenie fabrykatów swoich, opłacały się dobrze i zalewały coraz
szersze miejsca zbytu. Nasz kraj tonął cały w tych wytworach

OCENY 1 SPRAWOZDANIA

99

obcej kultury, które zagrażały zupełnie przemysłowi naszemu,
dotychczas nie rozwiniętemu nawet należycie.
W październiku 1902 r. zawiązało się w Krakowie Towa­
rzystwo »Polskiej Sztuki stosowanej«, które wytknęło sobie za
cel szerzyć zamiłowanie do polskiej sztuki przez wprowadzejej do przemysłu.
Była to sprawa dla nas w ogóle bardzo doniosła, dla prze­
mysłu naszego w całem tego słowa znaczeniu żywotna, bo usi­

łująca podtrzymać życie tego przemysłu, pragnąca wlać w niego
nowe tchnienie, nowemi siłami go podeprzeć i dopomódz do
szerokiego rozwoju.
Zadanie piękne, ale nie łatwe do spełnienia. Jakże tu sze­
rzyć zamiłowanie do sztuki polskiej w przemyśle, kiedy tej sztuki
prawie, jak niema? A jeżeli jest, to ukryta wśród obcej nam
twórczości, jak fiołek skromny wśród gęstwi traw wysokich.

Motyw ozdób ściennych pod Krakowem.

Za czasów Rzeczypospolitej Polskiej nie mieliśmy przemysłu
artystycznego narodowego, bo wszyscy rzemieślnicy-artyści byli
obcokrajowcami, którzy wprawdzie po dłuższym pobycie na na­
szej ziemi, czasem jakiś nasz, swojski, rodzimy motyw wpletli
do dzieł swej twórczości, ale nie stworzyli sztuki polskiej. W dru­
giej połowie XVIII wieku zaczęto u nas na seryo myśleć o stwo­
rzeniu przemysłu większego, jednakże te usiłowania padły na
7*

100

OCENY I SPRAWOZDANIA

najsmutniejsze chwile w życiu naszego narodu i po mniej lub
więcej udałych próbach poszły na marne. Zgniotły nas obce siły,
zalały nas obce wpływy.
Ocknęliśmy się dopiero niedawno na polu przemysłu i pra-

Gwiazdy wystrzygnięte z papieru we wsi Miesiące.

gniemy gorąco otrząść się z tych wszystkich naleciałości, które
zagrażają naszej odrębności narodowej.
Pierwsze Podhale zwróciło na siebie uwaare i
dewszystkiem Stanisławowi Witkie
skiemu wycisnęło już piętno ory­
ginalne szczególnie na drewnia­
nych sprzętach i naczyniach i
w budownictwie — piętno nasze
swojskie. Zrobiliśmy krok jeden,
krok wielki na poluartystycznego
przemysłu polskiego, ale na tern
nie możemy skończyć.
Towarzystwo »Polskiej sztuki
stosowanej« postanowiło dalej
przyczynić się do rozwinięcia się
sztuki polskiej w zastosowaniu
do przemysłu, postanowiło na­
tchnąć artystów do tworzenia
Gwiazda wystrzygnięta z papieru
w tym kierunku, postanowiło po­
we wsi Miesiące.
kazać, że możemy mieć przed­
mioty nietylko wyrobione rękami
własnemi, ale całą swoją indywidualnością nam bliskie i zachęcić
społeczeństwo, aby wśród tysięcy przedmiotów potrzebnych mu
w codziennym użytku, wyróżniało rzeczy swoje, otaczało się
niemi i otoczeniu temu nadawało swojski, polski charakter.
Trzeba było rozpatrzeć się dobrze, czy nie pozostał ślad
jakiejś tradycyi, odnoszącej się do wyrobów artystycznego prze-

OCENY I SPRAWOZDANIA

101

mysłu polskiego, trzeba było rozejrzeć się po ziemiach polskich,
czy lud nasz nie rozwinął gdzieś jeszcze zdobnictwa swojskiego
podobnie, jak to uczynili Podhalanie.
Młode Towarzystwo postanowiło pracować w trzech kie­
runkach: 1) postanowiło gromadzić materyał do ludowej sztuki,
2) zestawić zabytki dawnego przemysłu artystycznego polskiego,
3) zachęcać artystów i przemy­
słowców do tworzenia w duchu
narodowym pięknych przedmio­
tów codziennego użytku.
W niniejszym artykule chcemy
zwrócić uwagę tylko na ten pier­
wszy etnograficzny kierunek pra­
cy Towarzystwa »Polska Sztuka
stosowana« i przyjrzeć się jego
wydawnictwom jedynie z tego
punktu widzenia, chociaż nie mo­
żemy przepomnieć, że wydana
n. p. przez Towarzystwo książe­
czka pod nap.: »Zabytkidawnego
polskiego przemysłu artystycz­
nego na I. wystawie Towarzy­
stwa »Polska Sztuka stosowana«
w Krakowie 1902 r. przez Ema­
nuela Świeykowskiego« jest pra­
cą cenną i trwałego znaczenia.
Już katalogi dwóch wystaw,
jakie Towarzystwo urządziło: jednę w Krakowie a drugą w War­
szawie w 1902 r. zwracają naszą
uwagę, że sztuka ludowa na ca­
łym obszarze ziem polskich bywa
z zamiłowaniem wielkiem upra­
wiana, jest nader różnorodna,
obejmuje wszystkie objawy życia
ludowego, wyciska swoje piętno
Solniczka z Szamowieo wyższych.
na najdrobniejszych nawet przed­
miotach z jego otoczenia. Widzie­
liśmy tam bogato i pięknie zdobione stroje ludowe, budynki,
sprzęty, naczynia. Katalog I. podaje nam 9, a katalog 11. nadto
13 rysunków tych ozdób, z których kilka tutaj podajemy.
Właściwe jeduak wydawnictwo Towarzystwa »Polska
Sztuka stosowana« nosi napis: Wydawnictwo Towarzystwa „Pol­
ska Sztuka stosowana“■ Materyały. Zeszyt I. wyszedł w Krakowie
w roku 1902, a dwa następne zeszyty tamże w roku 1903. Ze­
szyty w formacie dużej ćwiartki na papierze pięknym w ory­
ginalnych okładkach, omówimy kolejno, jak wychodziły.
Zeszyt I. obejmuje 7 tablic, z których dwie cynkotypie

102

■ OCENY I SPRAWOZDANIA

odbito czarno, a 5 tablic kolorowych bądź litograficznie, bądź
też drukiem trójbarwnym wykonanych. Cynkotypie sporządzone
według fotografij bardzo wyraźnie i z dokładnem oddaniem
szczegółów ornamentacyjnych, przedstawiają: stół góralski z Kluszkowic, solniczkę z Szamowiec górnych, czerpak z pod Zakopa­
nego i łyżnik z Cichego w powiecie nowotarskim. Ze Śląska
austryackiego zaś mamy czerpak do żętycy i cztery uszka do

Słupy podsieniowe z Modrzejowa.

takich czerpaków. Na tablicach kolorowych widzimy: zakończe­
nie pasa polskiego z fabryki w Lipkowie (Paschalisa), skrzynię
z Izdebnej na Śląsku austryackim (której motyw rysunkowy
w czarnem odbiciu tutaj podajemy), łóżko z Przewozu w po­
wiecie wielickim, wreszcie ozdoby oryginalne a bardzo piękne
do przystrojenia ścian i powały w izbach, wycinane z różno­
barwnego papieru przez dziewczęta wiejskie w Księstwie Ło­
wickiem i we wsi Miesiące w gubernii lubelskiej. Trzy z tych
ostatnich widzieliśmy w czarnem odbiciu w II. katalogu wystawy
urządzonej w Warszadde przez Towarzystwo »Polskiej Sztuki

Czerpak do żętycy z Beskidów na Śląsku austryackim ze zbioru

OCENY I SPRAWOZDANIA '

103

104

OCKNY I SPRAWOZDANIA

stosowanej«. Zeszyt zdobi okładka kolorowa z motywów ze
skrzyni krakowskiej zaczerpniętych.
Zeszyt II. zawiera także siedm tablic, to jest 3 czarne
i 4 kolorowe. Czarno odbite są dwa łyżniki z Dzianisza i z Wi­
towa w powiecie nowotarskim, solniczka, czerpak do żętycy
i dwa uszka do czerpaków ze śląska austryackiego. dworek
z Malinowa, słupy podsieniowe z Modrzejowa i dom drewniany
w osadzie Czeladź w powiecie będzińskim, a wreszcie słup pod-

Ucho do czerpaka z Beskidów na Śląsku austryackim ze zbioru J. Warchałowskiego.

sieniowy z Łaszczyna w powiecie rawskim a w gubernii piotr­
kowskiej. W kolorach naturalnych odbito zakończenie pasa słuckiego złotolitego, skrzynię z gubernii płockiej i dwie ozdoby
do przystrajania ścian i powały wycinane z papieru różnobarw­
nego w Księstwie Łowickiem. Oryginalna okładka zdobi ten
zeszyt także.
Zeszyt III. nie ustępuje dwom poprzednim tak pod wzglę­
dem doboru materyału, jako też pod względem formy zewnę­
trznej, a zawiera więcej jeszcze, niż dwa pierwsze, bo 8 tablic,
z których 3 odbito w kolorach, a 5 drukiem czarnym. Czarno
odbito na dwóch tablicach nader ciekawe zakończenia kądzieli
ze Żmudzi, wyrzynane w drzewie, a służące tyłko do jej ozdoby.

OCENY I SPRAWOZDANIA

105

106

OCENY J SPRAWOZDANIA

Szereg takich ozdób podajemy tutaj. Na dwóch tablicach umiesz­
czono widoki czterech starych dworków krakowskich z facyatką
i z ganeczkiem; na jednej tablicy mamy ganek z Waksmundu
w powiecie nowotarskim, wejście do sieni w Wojkowicach ko­
ścielnych, słup podsieniowy z Modrzejowa w powiecie będziń­
skim a w gubernii piotrkowskiej i karczmę szlachecką ze wsi
Sołomy na Podolu rosyjskiem. W kolorach naturalnych odbito
zakończenie pasa polskiego złotolitego z fabryki Masłowskiego
w Krakowie, skrzynię z 1815 r. z Kościelisk w powiecie nowo­
tarskim i cztery ptaki wycięte z papieru do ozdoby ścian w Księ­
stwie Łowickiem i w powiecie rawskim. Piękna okładka pomysłu
artysty-malarza p. Jana Bukowskiego zamyka całość.
Z tego zestawienia widzimy, że Towarzystwo »Polska
Sztuka stosowana« w tych trzech zeszytach, które dotychczas
wydało, pomieściło na 22 tablicach bardzo różnorodny materyał.
obejmujący budownictwo (8 domów, 3 słupy, 1 drzwi), sprzęty
(stół, 3 skrzynie, łóżko), naczynia (3 łyżniki,”2 solniczki, 3 czer­
paki i 6 uszek do nich), ozdoby wnętrza izb (9 wycinanek) i kądzieli, a także 3 pasy polskie. Przy doborze tego materyału
uwzględniono całą Polskę od Karpat aż do morza Bałtyckiego
i tym sposobem już w tym skromnym zbiorku wykazano w ja­
kich kierunkach objawia się zdobnictwo u ludu naszego i daje
nam przedsmak tego, czembyśmy się mogli pochlubić, gdybyśmy
na całym obszarze ziem polskich poczynili skrzętne poszukiwa­
nia za objawami zdobnictwa ludowego, gdybyśmy ten bogaty
materyał zebrali i chociaż część jego opublikowali.
Wdzięczność szczera należy się od społeczeństwa Towa­
rzystwu »Polska Sztuka stosowana« za podjętą a tak ważną
pracę, należy się też jak najszerzej popierać jogo dążności i usi­
łowania, czy to przez nabywanie wydawnictw, aby mu ułatwić
dalsze ich ogłaszanie, czyli też przez zbieranie i dostarczanie
materyału.
Czytelników »Ludu« gorąco upraszamy, aby zechcieli przy­
łożyć rękę do tego dzieła, które Towarzystwo »Polska Sztuka
stosowana« buduje. Bardzo wiele osób może przerysować, byle
wiernie i dokładnie, czy to ozdoby na stroju w pewnej okolicy
używane (hafty, wyszywania), czy ozdoby na sprzętach: na ma­
lowanych skrzyniach, łóżkach, kołyskach — czy na naczyniach:
garnkach, miskaeh, konewkach, czerpakach —czy na budynkach
lub ich częściach i t. d. i t. d. Gdyby w każdej okolicy znalazła
się jedna osoba przychylna tej sprawie, poznalibyśmy prędko
sztukę ludową w kraju naszym i pozyskalibyśmy skarby, które
przyczyniłyby się znacznie do wytworzenia polskiej sztuki za­
stosowanej do przemysłu.

OCENY I SPRAWOZDANIA

107

Karłowicz Jan: 0 człowieku pierwotnym, siedm odczytów.
Lwów. Nakładem Towarzystwa wydawniczego, Warszawa. Księ­
garnia S. Sadowskiego 1903. 16-ka; kt. ul. 2, str. 163 i 1 nlb.
Któż mógł przypuszczać, zetknąwszy się z ś. p. Karłowi­
czem podczas ostatniego jego pobytu we Lwowie, że z ust tych
nie wyjdą już więcej słowa głębokiej wiedzy, że z pod jego
pióra nie ukażą się owoce mozolnych, długoletnich badań i do­
ciekań? Ukazała się wprawdzie książka, której wydania zmar­
łemu nie było pisanem oglądać, a doniosłość nowych faktów,
jakie w sobie zawarła, budzi tern większy żal. Boć przecież był
on pierwszym i najtęższym' u nas znawcą tego wszystkiego,
co tyczy się ludu, a co prowadzi do odtworzenia, choćby tylko
fragmentarycznego, pierwotnej naszej kultury. L pośród szczu­
płej garstki badaczy folkloru wyróżniała go niesłychanie bystra
obserwacya, ogromna ścisłość oraz trafność wnioskowania. —
Wszystkich tych trzech zalet, niezbędnie potrzebnych, jeśli się
nie chce dojść do mylnych twierdzeń, upadających za lada pod­
muchem, nie miał, w równym ś. p. Karłowiczowi stopniu, ża­
den z naszych folklorystów, którzy nie zadawalali się zbiera­
niem surowego materyału, lecz badali naukowo to, co dotąd
zebrano. Toż żal za nim tern większy, że odszedł z pomiędzy
żywych przedwcześnie, nie zostawiając następcy, któryby bada­
nia w tym kierunku dalej godnie umiał poprowadzić. Ubytek
ś. p. Karłowicza — to niewypełniona niczem szczerba w dal­
szych pracach nad naszym lolklorem, kiedy tak mało jest pra­
cowników w tej dziedzinie nauki, długo przez nas lekkomyśl­
nie lekceważonej.
Ileż to nowych spostrzeżeń przyniosła ta mała książeczka,
ileż zadziwiających bystrością obserwacyi twierdzeń? Widać
z niej ponadto zaletę, niewielu tylko właściwą, przedstawienia
przedmiotu w formie dostępnej dla najszerszych warstw, która
jednak nie ujęła w niczem wartości naukowej całej pracy, ow­
szem uczyniła ją tern więcej zajmującą, a co w nakreśleniu
rozwoju pojęć człowieka przedhistorycznego nie było łatwem
do uskutecznienia, jakby to się komu mogło wydawać.
Człowiek pierwotny — to ten, który zaczął torować sobie
drogę bronią i narzędziem, począł myśleć oderwanymi symbo­
lami, krystalizującymi się w słowa, co mu dało władzę myśle­
nia, rozwijającą się przez długie tysiącolecia. Dzisiaj myślimy
inaczej, niż człowiek przeddziejowy, a cała różnica zasadza się
na tern, że myślimy ściślej, usuwając z myśli wyobraźnię. Prze­
ważna część form językowych jest wytworem wyobraźni pier­
wotnej. Każdy rzeczownik w językach aryjskich ma pewien
rodzaj, a nawet, o ile chodzi o istoty źyjące, pewne uzasadnie­
nie. Ále dlaczego sowa ma rodzaj żeński, szczur męski,
a drzewo nijaki tylko, na to odpowiedziećby mogła jedynie
wyobraźnia człowieka pierwotnego, laksamo każdy ruch w na­
turze wyrażamy czasownikiem czynnym, mówiąc, że kamień

108

OCENY I SPRAWOZDANIA

leci, woda szemrze i t. d. Stąd wniosek, że człowiek pier­
wotny był przekonany, iż cały świat czuje i myśli, jak on sam,
to też uźywotniał wszystko, przypisując nawet przedmiotom
martwym te same władze fizyczne i duchowe, jakiemi był obda­
rzony. Go więcej, napełnił on świat duchami niewidomymi i przy­
pisał im takie działania, których skutki tylko widział, ale nie
dociekał przyczyn. Tą drogą powstały uosobienia śmierci, doli,
biedy i t. p. Słaba strona rozumowania człowieka pierwotnego
leży w utożsamieniu znamion nietożsamych. I tak n. p. czło­
wiek rumieni się i jutrzenka rumieni się, rumieni się najczę­
ściej dziewica
stąd wniosek—jutrzenka jest rumieniącą się
dziewicą. Ta przewaga wyobraźni nad rozumem istnieje do dzi­
siaj nawet wśród t. zw. inteligencyi, która wierzy n. p. w dnie
feralne, unika trzynastki i t. d., co świadczy, że w dzisiaj
siedzi utajone, ale mocno obwarowane wczoraj. To też mamy
mnóstwo przeżytków z doby najdawniejszej w współczesnych
nam zabobonach ludowych. Jedne z nich opierają się na Utoż­
samianiu cech pozornie tożsamych, mianowicie w postaci, bar­
wie, ruchu i stanie. Takim jest zabobon wysnuty z podobień­
stwa kształtu, n. p.: Igła jest tak ostra, jak słowa kłótni, więc
»igła wsadzona w pościel nowożeńców, sprowadzi kłótnie po­
między nimi« — powiada zabobon ludowy; takim jest zabobon,
wysnuty z podobieństwa barwy, n. p.: chory na żółtaczkę żółknieje, miedziana miednica jest także żółta; niechaj więc chory
na żółtaczkę wpatruje się w miednicę, a żółte pójdzie do żół­
tego. Rozumowanie pierwotne było też wrodzone podobień­
stwem stanu i ruchu n. p. gdy bociany przylecą na wiosnę
suche ■ będzie susza, lub też dziecku, które jeszcze nie mówi
nie należy dawać do jędzenia ryby, bo się stanie niemową.
Nawet samo podobieństwo wyrazów wystarczało do urobienia
zabobonu, n. p.: gdy grzmi, należy kadzić zielem grzmotnikiem.
Część zabobonów ma początek w prastarych obrzędach n. p.:
pianie kury jest wróżbą nieszczęścia, więc trzeba ducha pod­
ziemnego ułagodzić, ucinając kurze głowę. W pojęciach naj­
dawniejszego człowieka juz zetknięcie się ze śmiercią groziło
nieszczęściem, to też kolebki nie można robić z desek, których
użyto do zrobienia trumny. Na podstawie takiej to logiki wzrósł
gmach pierwotnego światopoglądu.
Pierwotnemu człowiekowi zdawało się, że jest on pierwo­
wzorem wszech stworzeń, że one myślą, czują i żyją, tak jak
on, tak samo też skutkiem niedołężnych rozumowań sądził on.
że dusza i po śmierci nie rozstaje się z ciałem. To też prze­
niósł on takie pojmowanie duszy na całe swoje otoczenie. Stąd
to pochodzą zwroty, jakie mamy w żywej mowie, iż czas leci,
gwoźdź nie chce wchodzić i t. p. Stąd mają początek zabo­
bony takie, jak n. p. jeśli mokre drzewo piszczy w piecu, po­
wiada lud, że to jęczy pokutująca w tern drzewie dusza, stąd
pieśni i opowiadania o dwu drzewach, wyrosłych z ciał kochan-

OCENY I SPRAWOZDANIA

109

<ów, które tulą się do siebie wierzchołkami. Zwierząt nie porzebował człowiek pierwotny używotniać, to też je uduchowiał.
Wyrazem tego są zabobony o przemawianiu wołów, o możno­
ści rozumienia śpiewu ptaków i t. p. Używotnil też niebo,,
wody i t. d. Dlatego to lud wierzy, iż tęcza pije wodę, że
chmury ciągną płanetnicy, a jeziora zamieszkują rusałki. Uoso­
biono też śmierć i wszelakie choroby, o czem każdemu dobrze
wiadomo.
Następne dwa rozdziały omawianej książki zajmują się
duszą ludzką. Najprostsza obserwacya kazała człowiekowi pier­
wotnemu szukać siedziby duszy w sercu, z chwilą bowiem, gdy
ino bić przestawało, następował koniec życia. Pozatem wymy­
ślono dla duszy mnóstwo innych postaci widomych; wierzą bo­
wiem, że dusza opuszcza ciało w postaci motyla, gołębia,
ognika i t. p. Nie umiejąc sobie dać rady z wytłómaczeniem
snu, letargu, omdlenia i t. p. objawów, wyrozumowano, że cza­
sami dusza opuszcza ciało i potem powraca do niego, z czego
naturalnie wzięło początek wiele baśni i wierzeń, jakich sporo
zapisali nasi folkloryści. Duszę ludzką można zakląć w drzewolub zwierzę, stąd to poszły wierzenia w wilkołaki i dusze po­
kutujące w lasach. Wiara w istnienie duszy po śmierci ciała
wyraziła się u ludzkości przeddziejowej w dwu kierunkach,
a mianowicie: metampsychozy oraz dalszego jej życia w po­
staci ludzkiej lub nadnaturalnej. Najczęściej jakiś powód na­
tury moralnej zmusza duszę do błąkania się po świecie. Stąd
pochodzą prośby, aby zmarły »odpoczywał w pokoju« i życzy
<ię mu »wiecznego spokoju«, stąd mnóstwo baśni o pokucie
dusz po śmierci, stąd obrzęd »dziadami« zwany.
Co dopiero wspomniałem o zaklinaniu duszy w rozmaite
przedmioty. Otóż w głębokiej starożytności słowo miało moc
cudowną, magiczną tak, że jeśli w »złą godzinę« przeklęło się
kogoś, przekleństwo musiało się spełnić. Tej mocy używano na
złe i na dobre. Przywiązywano więc wielką wagę do błogo­
sławieństwa i dobrych życzeń, co zachowało się do dzisiaj. Sło­
wem, użytem przy zamawianiach, leczono choroby, odczyniano
uroki. A że człowiek pierwotny wierzył, iż jest otoczony mnó­
stwem duchów, przeważnie złych i złośliwych, które czyhały
na jego słowo, niebacznie wypowiedziane, przeto, będąc komuś
nieżyczliwym, sądził, że przekleństwem sprowadzi na mego
nieszczęście.
Dalszy rozdział o doli i niedoli jest zbiorem materyałow
o tych uosobionych wyobrażeniach i wskazuje, że wiara w te
istoty jest silnie rozpowszechniona u naszego ludu. Ustęp zaś
ostatni o początkach prawa natury jest bardzo ogólny.
Jak można się było przekonać z tego rozbioru
oma­
wiana praca rzuciła wiele światła na przeżytki, istniejące wśród
naszego ludu, których pochodzenie jest bardzo stare. Oby zna­
lazła ona dalszych kontynuatorów jak najrychlej, którzyby z ro-

110

OCENY I SPRAWOZDANIA

wną sumiennością złożyli do skarbnicy nauki nowe plony dzia­
łań na tern polu. Zagadek zaś, wymagających rozwiązania, jest
ogromna ilość.
Dr_ Sł. Zdziarski.
Bruckner Aleksander: Starożytna Litwa: ludy i bogi. Szkice
historyczne i mitologiczne. Warszawa. Nakładem Księgarni nau­
kowej, 1904. 8-ka; kt. nl. 1, str. 166 i 1 nlb.
Dziejami litewskiemi zajmowała się parę wieków, bo je­
szcze od czasów kronikarza Stryjkowskiego, wyłącznie' nauka
polska. Wiek XIX zaznaczył się także obfitym pocztem prac,
poświęconych zbadaniu folkloru litewskiego, a zatem: pomnikowem dziełem Teodora Narbutta, oraz kompilacyą Kraszew­
skiego i pracami Jucewicza (Ludwika z Pokiewia). Do połowy
tego stulecia zajęcie się nasze folklorem Litwy było wielkie,
jakiego już nie spotka się w dalszych latach, po roku 1850.
Najwybitniejszą bowiem pracą, poświęconą tej kweśtyi, było
wydawnictwo prof. Antoniego Mierzyńskiega p. t.: »Źródło do
mitologii litewskiej«, w którem zebrano sumiennie autentyczne
świadectwa od Tacyta do wieku XV włącznie, oceniono je kry­
tycznie i bezstronnie. Temu też autorowi zawdzięczamy szereo
drobniejszych prac, tyczących się starożytnej Litwy, począwszy
od rozprawy o Janie Łasickim i jego zapiskach "o bóstwach
zmudzkich az do cennej rzeczy p. t. »Romowe«.
Ale prace polskie z przed roku 1850, mimo swojej obszernosci nie mogą wyrównać późniejszym. Pełne były fantasty­
cznych wymysłów, bajek i bredni, nie mogły więc dać auten­
tycznego obrazu dziejów ani mitologii litewskiej. Nie lepiej
działo się z pracami, wydanemi w językach obcych, tak nie
umiano odróżnić prawdy od fałszu. Całokształtu tej mitologii
tak powszechnie uważaną za starożytną i oryginalną, nie miała
dotąd nauka. To też z tern większą radością należy powitać
omawiane dzieło prof. Brucknera, w którem znajdziemy na pod­
stawie własnych badań autora i obcych oddzielone ziarno do­
bre od złego, na którego wynikach można śmiało oprzeć się
jako na niezaprzeczonych faktach.
Przedewszystkiem mylne jest szeroko rozpowszechnione
mniemanie, jakoby Litwini byli jednym z najstarszych narodów
w Europie. Wiadomo bowiem dobrze, iż poszli oni z jednego
pnia ze Słowianami, Niemcami, Grekami i t. d., a więc nie są
oni starsi ani młodsi od innych. Starożytność znowu języka
litewskiego jest tylko pozorna i przypadkowa, bo niemal każde
narzecze słowiańskie jest równie stare, a nieraz starsze. Nie­
zaprzeczona starożytność Litwy zasadza się na czem innenr
na nieprzerwanem przebywaniu w jednej i tej samej ziemi przez
. conajmniej dwa tysiące. A że Litwini zerwali rychło spój­
nię etnograficzną ze Słowianami i przez długie wieki nie wy­
chylali się poza obręb swoich lasów, moczarów i bagien, nie
dziw zatem, że pierwotne dzieje Litwy upstrzono rozlicznemi

OCENY I SPRAWOZDANIA

111

barwne mity, wyrobione kulty, bogate świątynie, słowem — to
wszystko, co lndye, Eran, Grecya i Rzym wytworzyły, można
znaleźć w całości lub w części w mitologii litewskiej i pruskiej,
a co z nią nie ma nic wspólnego. Oczyszczeniem tej prnwdziwej
stajni Augiaszowej zajął.się sumiennie prof. Bruckner.
Skreśliwszy pokrótce dzieje Jaćwingów, wykazał autor, jak
niewiele mamy autentycznych faktów w kwestyi wierzeń tego
szczepu. I tak bajka, zapisana w kronice Wincentego Kadłubka,
jakoby Jaćwingowie wierzyli w metampsychozę dusz po śmierci,
okazała się wymysłem, bo oni wierzyli w życie zagrobowe, bę­
dące dokładnęm odbiciem życia ziemskiego. Taką samą bajką
jest podanie, zapisane przez pruskiego kronikarza Pusborga, z któ­
rego tylko szczegóły są prawdziwe, n. p. o zabijaniu niemowląt
płci żeńskiej, o obcinaniu piersi niewiastom (naturalnie w zna­
czeniu symbolicznem).
Daleko więcej szczegółów zachowało się o Prusach, którzy
ustępują z widowni dziejowej razem z Jaćwingami., około r. 1280.
Był to naród czysto rolniczy, spokojny i skromny. Żył po wsiach,
po grodach i dworach pod władzą królików. Zamożniejsi posia­
dali mnóstwo niewolników i kobiet. Kobiety były rzeczami zdobytemi lub kupionemi; jedne ginęły z trupem męża na stosie,
inne przechodziły wraz z ruchomościami na własność syna;
wszystkie córki, oprócz jednej, zabijano. Zony nie zasiadały ra­
zem z mężczyznami do stołu, dotrzymywały im tylko towarzystwa
w pijatyce. Za napój służył: kumys i miód. Pomimo przyjęcia chrze-ciaństwa składali Prusowie ofiary dawnym bogom po lasach.
Z obrzędów pogańskich zachowali nadto uroczystość dożynkową
i pogrzeb, polegający na paleniu zwłok przy śpiewach, wysła­
wiających czyny nieboszczyka. Z innego znowu źródła wiemy,
iż Prusowie czcili gaje, pola i wody, poświęcone bóstwom po­
wietrza, ziemi, wody i ognia, ciałom niebieskim, zwierzętom,
iitactwu i gadom. W znamienitszych miejscach utrzymywał oliarnik święty ogień. Główną część kultu stanowiły ofiary i wieszczby:
poganie bowiem widzieli w ofierze zapłatę bogom za doznaną
pomyślność. Zwierzętami ofiarnemi bywały: byk, kozioł, kura
i Świnia, wszystko barwy czarnej, wyjątkowo tylko innej; ofia­
rowano też bogom napoje. Życia Prusowie nie cenili i często
uchodzili przed złą dolą lub nieszczęściem — samobójstwem.
Obrzędy pogrzebowe stały w ścisłej łączności z wiarą w życie
pośmiertne: to też palono na stosie i dawano do grobu zmarłym:
sługi, konie, zbroję, odzienie, psy i ptaki łowcze. Wiara w nie­
które podrzędne istoty mityczne żyje do dzisiaj wśród ludu li­
tewskiego. Najpospolitszą z nich »Ajtwar«, inkluz, latawiec na­
szego ludu, przynoszący temu, kto go żywi, pieniądze, zboże ltp.
Inna znowu postać »Kauka« jest czemś w rodzaju krasnoludka.
Kształt jej ludzki, wzrost maleńki, mieszka pod ziemią, w zauł­
kach, odwdzięcza się za staranie o nią chodzeniem około bydła,
znoszeniem zboża i t. p. »Lauma« znowu, to zmora naszych

112

OCENY 1 SPRAWOZDANIA

bajkami, a cóż dopiero mitologię? Wystarczy przeglądnąć byle
jaki dawny lub nowszy podręcznik mitologii lub dziejów litew­
skich, a przekonamy się, czego tam niema? Są bóstwa etyczne
i przyrody, trójca, żywioły złe i dobre, fatum, sąd pośmiertny,
wierzeń lub mamuna. O niej powiadają, że odmienia niechrzczone
dzieci, jak ją można złowić i pojąć w małżeństwo. Czasem też
jest ona czarownicą, odbierającą krowom mleko. Z »łaumą« złą­
czono najzwyklejsze objawy przyrody: belannity poszły od pal­
ców lub piersi łaumy, ślinę jej widać w postaci grzybów po
drzewach i ścianach. Wogóle łaumę wyobrażano sobie w przerożnych postaciach: jako szczęście, dolę, śmierć. W dzisiojszych
pieśniach ludowych są wprawdzie wspominane także inne istoty
mityczne, ale tym pieśniom nie należy zbytnio ufać. Oto już
wszystko, co można powiedzieć o pogaństwie Prusów7.
Przechodzimy do Litwy właściwej. Fantazya mityczna li­
tewska nie odznaczała się nadzwyczajnem bogactwem. Nie od­
biegała ona daleko od prymitywnego uczłowieczenia przyrody:
n- P- »Medinis« znany leśny (bóg), »Perkun« znowu, to personifikacya gromu, »Piwiriks« to uosobienie tęczy. Równie prymi­
tywny jest mit o »Telawelu«, kowalu słońca." Słońoe bowiem
Litwinów, to tylko bryła źółtege kruszcu, ukuta przez bogakowala i rzucona na niebo. Dalszy ciąg tego mitu przekazał
nam Hieronim z Pragi opowiadając, że na Litwie doznaje wiel­
kiej czci olbrzymi młot, którym znaki zodyaku rozbiły wieżę,
w której zamknięte było więzione przez króla słońce. Cały ten
tedy mit daje się sprowadzić do personifikacyi zmiany pory zimowej roku na wiosenną. Analogiczny zresztą mit napotyka się
także u Finnów, a nawet u czerwonoskórych Indyan. Słońce
jednak nie pozostało martwą, bryłą; sam rodzaj żeński jego nazwy litewskiej wywołał nową personifikacyę słońca-matki, wy­
wodzącej swojemi promieniami wszystko na ziemi. O »zajęczym
bogu« nie wiemy, czy jest osobnym bogiem, czyli też objaśnięniem jednego z tamtych bogów Może on też być identycznym
ze »źworuną« (zwierzęcą boginią). Jeszcze jednego bóstwa »onduja« nie można na pewne wytłómaczyć. Oto główne bożyszcza
posiadające święte gaje i wody. Im składano ofiary z ludzi, by­
dła i płodów ziemnych, dla nich palono ogień, wróżąc z niego
przez kapłanów. Oni przystępowali nocą do ognia i wróżyli o ży­
ciu chorych. Jeśłi ukazał się im cień, zwrócony twarzą ku ogniu,
wróżyło to życie, jeśli plecyma — śmierć. Zresztą czcili Litwini
bożkow tylko w przyrodzie: czcią otaczzno lasy i węże domowe,
kult zaś tych ostatnich przetrwał długie lata po wprowadzeniu
chrześciaństwa. Najważniejszą uroczystość obchodzono w jesieni,
po zebraniu plonów, paląc ofiary po lasach bogom. Nie zapomi­
nano przy tej sposobności o umarłych, zostawiając dla nich
resztki pokarmów. Obrzęd pogrzebowy był taki, jak u Prusów,
t. j. polegał na spaleniu zwłok. Świat jednak zagrobowy przed­
stawiali sobie Litwini inaczej: był on niesłoneczny, pełen zieleni

OCENY I SPRAWOZDANIA

113

i ludzi, las ciemny, chłodny, świat zmarłych — »welów«. WeIowie mścili się okrutnie za niezłoźenie im ofiar, stąd też Litwini
obchodzili Wielkanoc welów, to samo, co »nawskij wełykdeń«
na Rusi. Obrzęd weselny nie zachował żadnych śladów staro­
żytności oprócz wzmianek o kupnie lub porywaniu młodej.
Najobszerniejszą relacyę o mitologii Żmudzinów mamy
z wieku XVI w zapiskach Laskowskiego, wydanych w roku
1616 przez Jana Lasickiego. Pozatem mamy parę innych źródeł
z wieków XVI. i XVII. Z relacyi Jezuitów dowiadujemy się, że
Zmudzini czcili rozmaitych bogów, między innemi Perkuna, paląc
dla niego po lasach święty ogień i składając ofiary. Oddawali
też cześć ziemi, bogu domowemu i umarłym, którym w dni
doroczne przynoszono ucztę na groby. Wróżyli i wieszczyli przy
każdej sposobności, przed każdem przedsięwzięciem. Jak Litwa,
tak też i Żmudź czciła święte gaje i węże. Pozatem oddawano
cześć kamieniom, oraz bogom: Dirwolirowi, Nosolusowi i Distirupatowi, o których jednakże nic pewnego powiedzieć nie mo­
żna. Wogóle przesądów najrozmaitszego gatunku było na żmu­
dzi bardzo wiele: wierzono w złe duchy, wilkołaki, czarownice itd.
Sąsiedzi Żmudzinów — Łotysze czcili święte gaje, a także
poszczególne drzewa, boga nieba i ziemi, bogów zboża, pól,
ogrodów, bydła, ryb i t. p. Ofiary jakie im składano, były róż­
nego rodzaju, przeważały wszakże ofiary z plonów natury.
Przy pogrzebach palono naprzód suknie i łoże zmarłego, pa­
mięć jego czczono ofiarą zaduszkową. Z innego źródła, nie­
mniej wiarygodnego, dowiadujemy się, że Łotysze mieli też
bogów deszczów i gromów, a ofiarne zwierzęta musiały być
zawsze maści czarnej, że czcili barwienie »tajną«-dolę, a wszy­
stko w życiu polecali opiece osobnych bóstw. Uroczystości do­
roczne i nadzwyczajne obchodzono zbiorowemi ofiarami. Około
Bożego Narodzenia składano ofiary wilkom, aby nie szkodziły
trzodzie, w październiku zaś obchodzono zaduszki, świątkując
ten dzień uroczyście (nie wolno było niczem się zajmować)
i składając pokarmy dla dwu zmarłych po domach lub po gro­
bach. Obrzędy weselne zachowały pierwotną formę porywania
niewiast. Z obrzędów pogrzebowych należy podnieść to, że
trupy chowano po lasach, a do trumny rzucano pieniądze. Wie­
rzono też w wilkołaki, latawca, wiara zaś w czary była pow­
szechna. Do dziś nadto zachowała się wiara u ludu łotewskiego
w boga końskiego (»dewiń usziń«), dzisiejszy zaś bóg krów
(»moszel« nie ma w sobie nic pogańskiego.
W dalszym ciągu przystępuje autor do objaśnienia kilku
wierzeń i kultów. Przedewszystkiem poddane zostało rozbiorowi
podanie o Golędach, którzy, gdy południowa ziemia ich nie ży­
wiła, kazali zabijać nowonarodzone dziewczęta, matkom zaś uci­
nali piersi. Fakt zabijania dzieci był i bez wszelkiego głodu
u Prusów ogólny, ale co ma znaczyć odrzynanie piersi ? Prof. Bru­
ckner tłomaczy to słusznie w ten sposób, że odcięciem piersi
Lud. Rocznik X.

8

114

OCENY I SPRAWOZDANIA

chciano przebłagać ziemię, aby tak, jak pokarm wyszedł z tego
łona, ona wydała też plon. Następnie objaśnia on żelazny młot,
czczony przez Litwinów, święte gaje i kamienie.
Mylne pojęcie o bogactwie mitologii litewskiej trwa stale
dotąd. Nawet uczony tej miary, co Maks Muller, oczekuje z Litwy
niemal zbawienia dla swojej własnej mitologii, podobnie też
błądzi Usener. Każda próba ułożenia w systemat bóstw litew­
skich wychodzi z faktu, że Litwin nie znał świątyni ani posągów,
wszystko zaś, czemu cześć oddawał, nie może braku ich zastąpić.
Przybierały wprawdzie bóstwa postać zwierzęcą lub ludzką, ale
żyły nigdy niewidzialne dla oka ludzkiego. O obecności ich w lesie oznajmiał szum drzew, trzask gałęzi i t. p. oznaki. Nie znamy
wprawdzie nazw wielkich bóstw, ale z tego nie wynika wcale,
aby ich pierwotnie nie było. Chrześciaństwo bowiem obaliło
odrazu wszelki kult publiczny wielkich bóstw, a mity i kulty
przechowywali między sobą kapłani, podczas gdy gmin mało co
wiedział. Toteż, skoro to wszystko, co było najważniejsze, zagi­
nęło, trudno oczekiwać od mitologii rozwiązania jakichś wielkich
zagadek.
W tym swoim sceptycyzmie w badanie mitów, ma prof.
Bruckner najzupełniejszą słuszność. Gdyby obcy badacze mito­
logii wytknęli sobie wyłącznie taką zasadę tłomaczenia mitów
drogą najprostszą, ale ściśle krytyczną, pożytek stąd dla mitologii
porównawczej byłby wielki. Bo jeśli pójdą dalej tym samym
torem, jakim przeważnie dotąd kroczyli, mitologia porównawcza
straci do szczętu racyę bytu, prowadząc do fantastycznych wy­
siłków, do absurdów, nie mających z prawdą niczego wspólnego.
Dr. St. Zdziarski

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.