65c073431d3414c15603d26d904dc713.pdf

Media

Part of O korzeniach czarodziejskich w lecznictwie ludowem u nas a indziej / Lud, 1904, t. 10

extracted text
O KORZENIACH CZARODZIEJSKICH
W LECZNICTWIE LUDOWEM U NAS
I INDZIEJ
(z 5-ma rysunkami).
Przez

Prof. Bronisława Gustawicza.
W ów czas ziemio staroświecka!
Dzisiejsze dziwy dziwami nie były:
Grały widomie niewidome siły
i pilnowały człowieka jak dziecka.
\y powietrzu, w drzewach, w kamieniu,
pod wodą
Krewne spółczucie ludzie znajdowali.
Bo nie gardzili na ów czas przyrodą,
Bo ją jak matkę znali i kochali.
iS'. Goszczyński. Sobótka.

Świat roślinny w pojęciach ludu nietylko naszego, ale
każdej narodowości, jest bardzo bogatą skarbnicą ukrytych
w łonie matki-przyrody sił i mocy czarodziejskich i leczniczych.
Z tej niewyczerpanej skarbnicy płyną mu pożądane środki do
ustawicznej walki przeciw otaczającym go wpływom nadprzy­
rodzonym i przyrodzonym.
.
Rośliny, w użyciu ludu będące, rozdzielić można na dwie
kategorye. Jedna z nich zawiera rośliny, mające własności le­
cznicze; do drugiej zaś należą rośliny, którym lud przypisuje
znaczenie mistyczne lub czarodziejską moc.

260

BRONISŁAW GUSTAW! CZ

Są atoli rośliny, które zaliczyć możemy do obu kategoryj. Takiemi są np. rośliny pokrzyk wilczojagoda (Atropa
Belladonna L.) i pokrzyk mandragora czyi i dziwostręt
lekarski (Atropa Mandragora L., Mandragora officinarum
Bert.). O tych dwu roślinach sobie pokrewnych zamierzam po­
mówić nieco obszerniej ze stanowiska ludoznawczego. Nie bę­
dzie atoli od rzeczy zapoznać się nasamprzód bliżej z obiema
temi roślinami pod względem botanicznym.
Wilczojagoda i mandragora należą do rodziny psian­
kowatych (Solanaceae Juss.), w skład której wchodzą nastę­
pujące, w kraju naszym pospolicie rosnące gatunki:
1) bieluń dziędzierzawa (Datura Stramonium L.),
u ludu polskiego, dziędzierawa (Lwowskie), ruskiego de nderewo (Żydaczów, Kołomyja, Bucyki), dyw-derewo (Dziewiętniki, Dorożów), duryjka (Kołomyjskie), znany także pod
nazwą: dendera, denderewa i tyndara, wszędzie po
wsiach przy drogach, na śmieciach, koło płotów, po przedmie­
ściach pospolity;
2) lulek pospolity (Hyoscyamus niger L.), u ludu pol­
skiego lulek, ruskiego ni mycia, niemycia (Dziewiętniki),
błękotnycia’ (Kołomyja), lulak (Tarnopol), zwany także
szalejem i blekotem, koło dróg we wsiach, po przyko­
pach, koło płotów lub na śmieciach pospolity;
3) koziróg pospolity (Lycium barbarum L), pocho­
dzący pierwotnie z Berberyi czyli krainy Atlasu, w północnozachodniej Afryce, dziś zaś tworzący powszechnie żywopłoty po
wsiach u ludu w rzeszowskiem czarcimi batogami zwany:
4) psianka słodkogórz (Solanum Duleamara L.),
u ludu kartofelki (Dziewiętniki) albo pomocnik (Topo­
rzysko), po zaroślach wilgotnych, nad brzegami potoków i strug,
tudzież rowów wodnych, wszędzie dość pospolity:
5) psianka czarna (Solanum nigrum L.), nazwa ludo­
wa mnie nieznana, koło płotów, murów, na śmieciach, w ogro­
dach, wszędzie jako chwast uprzykrzony pospolita;
6) psianka ziemniak (Solanum luberosum L.), po­
wszechnie uprawiany. O tej roślinie namienię, że żadna z ro­
ślin uprawnych nie posiada tylu nazw w uściech ludu, co wła­
śnie ziemniak. Zestawiam je według notat moich i p. Werchratskiego: bałab u rk a (Kołomyja), ban d urka (Dziewiętniki),

O KORZENIACH CZARODZIEJSKICH W LECZNICTWIE

261

bandz i bundz (Złoczowskie), b arab ola (Oryszkowce, Bilcze), bula (Złoczów), bul ba (Dziewiętniki, Bobrka, Lwów),
bulbega (Brzeżany), buroczka (Ltoropy), buryszka (Ża­
bie), gajda (Złoczowskie), gałuch (Przemyślańskie), garagol’a (Mszana koło Lwowa), grula (Zakopane, Krościenko,
Szczawnice, Nowotarszczyzna), hardyburka (Brustury), hru­
sz k a (Kurniki), karakuła (Zaleszczyki), karczochy (Lwów,
Brzeźańskie), karpela (Stefkowa), kartofla (Sanockie, Żół­
kiewskie, Lwowskie, wogóle w wschodniej części kraju na­
szego nazwa bardzo rozpowszechniona), kompery (Sądeckie),
krompel (Stryjskie), mandyburka (Kołomyja, Żabie), ripa
(Stryjskie), rzepa (Kościeliska), ziemniak albo ziemiak
(zachodnia część kraju), zemlewij bib (Przemyślany). Dodam
jeszcze, że w Wielkopolsce powszechną jest nazwa perki
i b ambry, a na Śląsku kob zole.
Do rzadszych psiankowatych należą:
1) 1 ulecz nica brunatna (Scopolia carniolica Jacq.),
po lasach liściastych, w dolinie Ojcowskiej, koło Pieskowej
Skały, a w kraju naszym na Cergowej górze koło Dukli, w oko­
licy Sambora, w Barkucie nad Czarnym Czeremoszem, koło
Zaleszczyk, tudzież na Bukowinie, również w powiecie pod­
górskim koło Łagiewnik i w Tarnowskiem;
i 2) workowiśnia pęcherzasta (Physalis Alkekengi
L.), po płotach, ugorach, parowach we wschodniej części kraju
i na Bukowinie.
Wreszcie uprawiany na wielką skalę tytuń bakun
czyli pospolity Nicotiana rustica L.) i tytuń aprak czyli
multan (Nicotiana tabacum L.) zamykają szereg roślin psian­
kowatych w kraju naszym rosnących.
Pomijając gatunki psiankowatych, hodowanych dla ozdoby
po parkach i w wazonikach w pokoju, przystępuję do opisu
obu na czele wspomnianych pokrzyków, t. j. naszej krajowej
wilczojagody i pozakrajowej mandragory.
Rodzaj »mandragora« obejmuje rośliny zielne, trwałe,
bezłodygowe, odznaczające się wielkim, stożkowatym, mięsi­
stym korzeniem, który częstokroć rozdwaja się widłowato
i wówczas przybiera niejakie podobieństwo do dwóch nog
ludzkich. To tłumaczy nam dawne nazwy »anthropomorphon« i »semi-homo«, jakie nadawano temu zielu.

262

BRONISŁAW GIJSTAWICZ

Z korzenia wyrastają liście owalne lub lancetowate, tu­
dzież długoszypułkowe kwiaty, o okazałej, dzwonkowatej ko­
ronie, wydające po dojrzeniu wieloziarniste jagody, po ziemi
płożące się. Rozróżniają trzy gatunki mandragory, tj. 1) man­
dragorę lekarską (Mandragora officinarum Bert.), zwaną
pospolicie żeńską, o korzeniu czarnym, liściach sino-zielonych,
koronie fioletowej, osadzonej na długiej, czerwonawej, żółto
smugowanej szypułce; rośnie w Hiszpanii południowej, przedewszystkiem w Andaluzyi, we Włoszech w Neapolitańskiem,
w Grecyi, wreszcie na Sycyli i Krecie; — 2) następnie man­
dragorę wiosenną (Mandragora vernalis Bert.) czyli mę­
ską, kwitnącą na wiosnę, mającą korzenie większe, liście ja­
śniejsze, podłużno-owalne, lecz pomarszczczone, kędzierzawe,
jakby wzdymane, nader niemiłej woni, kwiaty blado-zielonawe,
niekiedy barwą żółtą lub błękitną powleczone, jagody kuliste;
rośnie w Hiszpanii, mianowicie w Granadzie, Katalonii i Ka­
stylii, we Włoszech północnych w okręgu weneckim, w Dalmacyi i Grecyi; — 3) wreszcie mandragorę jesienną
(Mandragora antumnalis Bert.), kwitnącą w jesieni, mającą
liście lancetowate, a jagody jajowate; rośnie w Portugalii, w Hi­
szpanii koło Granady, w Grecyi na ziemi atyckiej, tudzież w Sy­
cylii i Sardynii.
Wszystkie te trzy gatunki mandragory rosną szczególniej
w miejscach zacienionych, po skałach samotnych, przy wejściu
do pieczar i znane były w starożytności.
Roślina ta wydaje silną odurzającą woń; świeżo zerwane
jagody mandragory mają przyjemną woń, podobną do zapachu
winnych jabłek. Wszystkie jej części składowe są silną truci­
zną. Wiedzieli o tern dobrze Rzymianie i używali jej korzenia
jako środka leczniczego usypiającego i ból uśmierzającego.
Dlatego też na człowieka rozespanego, wogóle snem zmorzo­
nego, powiadano: »Wyglądasz, jakbyś się mandragony
napił«. — I do napojów miłosnych dodawano pospolicie soku
tej rośliny. Wogóle u starożytnych znano tę roślinę jako »aphrodisiaum remedium«, tj. jako lek miłosny, czyli pobudzający po­
pęd płciowy. Namienić wypada, nazwą »aphrodisiaca remedia«
albo »aphrodisiaca medicamenta« (od gr. Aphrodite — W enera) obejmowano wszelakie lekarstwa mające pobudzać po­
pęd płciowy tak u mężczyzn, jak u niewiast. Ten dział farma-

O KORZENIACH CZARODZIEJSKICH W LECZNICTWIE

263

kologii uprawiany gorliwie w lecznictwie starozytnem i średniowiecznem, przedewszystkiem u Arabów, obejmował mnó­
stwo środków leczniczych i dyetycznych, które rozumie się
samo przez się — wobec trzeźwych i naukowych badań nie
mają żadnego związku z czynnościami odpowiednich nerwów
i organów, a wiarę w przypisywane im własności z biegiem
czasu utraciły.
Ale z owego czasu nie słyszymy nic o baśniach i legen­
dach jakiemi otoczono w późniejszych czasach, zwłaszcza w śre­
dnich wiekach, mandragorę. Wiadomo tylko, że zbieracze ziół
i kopacze ich korzeni już w tej odległej starożytności wyra­
biali swoje praktyki kuglarskie z tą rośliną, aby tylko jej zna­
czenie i wartość podnieść, nieuprawnionych odstraszyć, a w ra­
zie potrzeby mieć na doręczu wymówkę, gdy środek leczniczy
według ich obietnicy nie skutkował; wtedy zażywający lek
lub chory musiał w postępowaniu z lekarstwem lub w zacho­
waniu się po zażyciu »coś przeoczyć«, nie zastosować się
ściśle do rad udzielanych mu przez lekarza-kuglarza. 1 dziś
to się dzieje: tak się działo w Rzymie: tak też było i w Grecyi, skąd pochodzi wiara lecznicza w mandragorę, a przede­
wszystkiem w czarodziejski korzeń tego ziela, którego używać
miała Cyrce czyli Kirke, bohatyrka mitologiczna jednego
z najciekawszych epizodów Odysei; znana w starożytnym świę­
cie greckim czarownica, ciotka Medei, z którą na równi znała
wszelkie trucizny i wszelakie sposoby szkodzenia ludziom.
Grecki filozof Teofrast, uczeń Arystotelesa, źyjący od r.
372 do 287 przed Chr. wyśmiewał się z tej wiary leczniczej
w korzeń mandragory. Plinius Starszy (23—79 po Chr.),
który w 300 lat później po Teofraście pisał swoją historyę na­
turalną, nic nie wie jeszcze o nadprzyrodzonych mocach i si­
łach, które miały drzymać w niepokaźnym a dziwnie pokrę­
conym korzeniu. Ale już u niego wynurzają się o tern wska­
zówki1). Cokolwiek młodszy rówieśnik Pliniusa Starego, zy>) Teofrast opisując własności mandragory, mówi już, że należy
najpierw wyryć mieczem trzy kola dookoła rośliny, ażeby mo z u y o
być z ziemi jej korzeń. - A Pliniusz starszy powiada tez, ze przed
wydobyciem korzenia mandragory, trzeba wokoło rosimy zakreślić mie­
czem trzy koła i zwrócić się twarzą do zachodu. Prsyp. e a cyi.

264

BRONISŁAW GU8TAW1CZ

dowski dziejopisarz Joseph u s Flavius (ur. 37 r. po Chr.
w Jerozolimie), który w pierwszem stuleciu po Chr. w Rzymie
po grecku, ale w rzymskim duchu pisał historyę wojny żydow­
skiej aż do zburzenia Jerozolimy przez Tytusa w r. 70 po
Chr., mówi w tem dziele (Bellum ludaicum. VII. 6, 1) już bar­
dzo obszernie o czarodziejskim korzeniu, który rósł obficie pod

Ryc. 1. Z »Zielnika« dr. Szymona Syreniusza wydanego w Krakowie w 1613 r.

murami górskiej twierdzy Machaerus, dzisiejszego Mkaur
wznoszącej się na wschodniem wybrzeżu Morza Martwego.
■Otóż po stronie północnej, gdzie głęboki rów otacza twierdzę,
było stanowisko zwane Baraas. Tam rosła ta cudowna, cza­
rodziejska roślina, także Baraas zwana. Ognistej barwy były
jej kwiaty, a widziane w ciemności świeciły, jak błyskawice.
Wykopać tę roślinę — nie była to sprawa łatwa, bo przed

o korzeniach czarodziejskich w lecznictwie

265

lym, który pragnął ją wykopać i posiąść, ustawicznie się co­
fała, i dopiero przy pomocy przepisanych zaklęć przykuwał ją
do miejsca, iż się ruszyć nie mogła. Nikt nie odważył się jej
dotknąć ręką, boby umarł natychmiast. Ten tylko mógł ją upro­
wadzić, co się jej ręką bezpośrednio nie dotknął. Był inny
jeszcze sposób otrzymania tego dla życia ludzkiego niebezpie­
cznego korzenia. Dokoła okopuje się starannie roślinę i to tak
głęboko, że zostawia się w ziemi tylko bardzo mały koniuszek
korzenia. Następnie przywiązuje się do rośliny psa, który na
wołanie, idąc za swym panem, wyrywa ją z ziemi, ale też za­
raz ginie, bo nań spaść muszą złorzeczenia tego strasznego
rozgniewanego ziela. Pies zatem pada ofiarą za tego, który
wykopał korzeń, boć korzeń tej rośliny musi mieć swą ofiarę.
Skoro zemsta się spełniła, można już swobodnie i bezpiecznie
dotknąć się korzenia i wziąć go do ręki. Jeżeli korzeń ten
włoży się obłąkanemu do ręki, to wszystkie złe duchy opu­
szczą go natychmiast.
To, co Josephus Flavius opowiada tutaj o korzeniu
»Barnaś«, zgadza się w zupełności z temi ceremoniami, któ­
rych przestrzegano przy wykopywaniu mandragory Ale do­
piero z początkiem szóstego wieku naszej ery posiadamy pe­
wną wiadomość, że mandragorę uważano za korzeń czarodziej­
ski, który wśród tak wielkich formalności musiano kopać.
W tym czasie sporządzano dla cesarskiej córki Anicyi
piękny odpis dzieł sławnego przyrodnika-botanika Dyoskorydesa, który żył w pierwszym wieku po Chr., i jakto w ów­
czesnym zwyczaju było, przyozdobiono ów odpis kunsztownymi
rysunkami miniaturowymi. Na jednej strome tego rękopisu
znajdował się rysunek przedstawiający tego uczonego męża
w długiej po kostki sięgającej białej sukni, siedzącego w poityku na złotej katedrze. »Heuresis«, tj. umiejętne ba anie, po
daje mu jedną ręką roślinę mandragorę, a drugą trzyma na
sznurku nieżywego psa, który przy wyciąganiu rosimy utracił
życie. Niestety tę właśnie kartkę z dzieła tego, nazwanego
• »Codex Byzantinus«, bardzo cennego zabytku césars îej siążnicy nadwornej w Wiedniu, już przed wielu laty jakiś zu­
chwały amator wyrwał i zastąpił ją lichą kopią, a w miejscu
starego rysunku miniaturowego widzimy dzisiaj korzeń man­
dragory, czerwono nakreślony (ryc. 2).

266

BRONISŁAW GUSTAWICZ

Na czemże polegała ona tajemniczość, owa nadprzyro­
dzona siła, która obdarzyła ten szczególny korzeń taką zabo­
bonną czcią i wiarą? Odpowiemy na to krótko, iż korzeniowi
temu nadano naturę ludzką z powodu jego dziwnego ukształ­
towania przypominającego postać ludzką. Doszło to tak dalece,
iz rozróżniano męskie i żeńskie mandragory, ale nie w zna­
czeniu botanicznem, bo mandragora jest rośliną dwupłciową,
lecz silniejsze, potężniejsze egzemplarze uważano za męskie,
słabsze zaś za żeńskie. Z tym faktem spotykamy się w star-

Ryc. 2. Kartka z dzieła »Codex Byzantinus«.

szym rękopisie Dyoskorydesa, »Codex Neapolitanus« zwanym,
znajdującym się również w ces. książnicy nadwornej w Wie­
dniu. Znajdujemy w nim piękny rysunek przedstawiający dwa
egzemplarze mandragory z korzeniami, liśćmi, kwiatami i owo­
cami; pod nimi umieszczony podpis grecki wyraźnie mianuje
korzeń większy i silniejszy męskim, mniejszy zaś żeńskim
(ryc. 3).
W czasie wędrówek ludów podanie o korzeniu czarodziej­
skim, a wraz z podaniem i sama roślina z swej nadśródziemnomorskiej ojczyzny dostaje się do krajów germańskich. Używano

O KORZENIACH

CZARODZIEJSKICH W LECZNICTWIB

267

go tutaj do tychsamych celów leczniczych, jak po południowej
stronie Alp; również opowiadano sobie o jego cudownej mocy
z daleko głębszą wiarą i czcią.
Korzeń mandragory zwali Niemcy »alraun« i »alraumimrzel«. Dla wytłómaczenia pochodzenia tego miana »alraun«
przychodzi nam na myśl wyrażenie »der alles raunende«, tj.
wszystko wiedzący. »Alruny« w mitologii skandynawskiej ozna­
czają tajemnicze istoty nadprzyrodzone płci żeńskiej (got. runa =
tajemnica), których były rozmaite rodzaje. Miano to »alruny«
nadawali germanowie mądrym niewiastom, posiadającym wła­
dzę wieszczenia i wywierającym znaczny wpływ na publiczne

Hyc. 3. Dwie mandragory z korzeniem, liśćmi, kwiatami i owocami w kodeksie neapolitańskim

stosunki ludu (starogórnoniem. alanin, alirüna, u Jordamesa
iX? l/Of'H/Vl'Ct''')•
Sławną alruną była Weleda, a Tacyt w dziele swojem
o Germanii wspomina o Aurinii, jako o bajecznej germańskiej
prorokini. Miano to »Aurinia« uważa Jakób Grimm za przekrę­
cony, starogórnoniemiecki wyraz »alirüna«. Również w Eddzie,
zbiorze cabytków literatury staroskandynawskiej, spotykamy
się z wyrazem »Ö/.nm«, oznaczającym imię własne mądrej ko­
biety. Możliwą także rzeczą jest, że alruny, »dw Prawne«, tak
pod względem językowyn, jak rzeczowym, stoją w pokrewień­
stwie z »alben« »alpen« czyli z »elfami«, karlikami, znanymi
w podaniu ludowem niemieckiem p. n. »Wichtelmännchen«,
»Heinzelmännchen«, »Heckemännchen«. Jak te istoty nadprzy­
rodzone, tak też czarodziejskie korzenie pochodziły z pełnych
tajemnic krain podziemia. Korzenie te z grubowłosistymi wło-

268

BRONISŁAW GUSTAWICZ

knami, zmarszczkami, z rozdwojoną postacią były podobne do
owych długobrodych zgrzybiałych człowieczków, którymi zaw­
sze czynna fantazya ludowa zaludniała wnętrze ziemi.
Jakkolwiekbądź rzecz ta się ma, — posiadanie korzenia
czarodziejskiego uchodziło w Niemczech za nieocenione dobro.
Korzeń ten przynosił szczęście i bogactwo temu, co go posia­
dał w domu albo nosił przy sobie, oddalał choroby i wszystko
złe od progu domu, w którym się znajdował. Dlatego też był
bardzo rzadki.
Według podań germańskich roślinę tę stworzył P. Bóg
z tejsamej ziemi, z której Adam powsąał. Inni podają, źe po­
wstała ze stosunku dyabła z czarownicą. A wreszcie powstać
miała z moczu powieszonych. Dlatego też zwykła róść pod szu­
bienicą; z tego też powodu nazwano ją »galgenmannćhen«..
W Niderlandach zowią ją też dotąd »pisdifjei.
Korzeń ten kopano w piątek przed wschodem słońca w to­
warzystwie czarnego psa, któryby nie miał ani jednego białego
włoska, zrobiwszy naokoło rośliny końcem szpady trzy koła.
Kopiący musiał poprzednio trzy dni pościć, a podczas roboty
nie dać się zmamić majaczeniem szatana lub skłonić do śmie­
chu. Czasem korzeń, gdy go kopano, jęczał i krzyczał tak gwał­
townie, źe kopiący ze strachu umierał; dlateg'o kopiący zatykał
sobie szczelnie uszy. Uzyskanemu korzeniowi oddawano wielką
cześć i szacunek; pielęgnowano go starannie, kąpano w czerwonem winie, zawijano w biały lub czerwony jedwab, wkła­
dano do skrzyneczki i strzeżono go jakby najdroższej istoty
ludzkiej, bo zaniedbywanie go w jakimkolwiek względzie przy­
nosiło nieszczęście.
Co piątek, według innych co sobotę, trzeba go było ką­
pać i odziać w świeżą, białą koszulkę. Zapytany wyjawiał ten
korzeń ukryte skarby i wszelkie tajemne, przyszłe rzeczy,
wzbogacał, podwajał złote monety, które na noc położono
przy nim.
Cesarz niemiecki Rudolf II. (1576—-1612), który okazywał
szczególniejsze zamiłowanie do studyów alchemicznych i astro­
nomicznych, posiadał dwa korzenie mandragory, czyli dwie alruny, które oglądać jeszcze można w ces. książnicy nadwornej
w Wiedniu (ryc. 4 i 5). Mają one na sobie czerwone koszulki
jedwabne; pierwotnie przechowywano je w trumienkach. Je"

269

O KORZENIACH CZARODZIEJSKICH IV LECZNICTWIE

den z nich zowie się Maryon, drugi zaś Trudacyas. Głowę,
adłub, tudzież na włókna rozstrzępione członki w postaci me• oremnej można rożróżnić; również widoczne są oczy, brzydka,
•zeroka gęba, spłaszczony nos na nieprzyjemnej twarzy. Co
miesiąc podczas nowego księżyca (przybywającego), a więc
przed jego pełnią, kąpano te szorstkowłose, poskręcane i po­
kurczone szkarady. Gdy raz zapomniano je wykąpać, jęczały
. płakały jak małe dzieci; musiano je zaraz wykąpać.
Korzenie te czarodziejskie czyli alruny sprowadzano najcięcej z Włoch i Francyi. Za najlepsze uchodziły korzenie

Ryc. i. Korzeń mandragory w koszulce własność Rudolfa II.

z Montpellier w Francyi południowej, tudzież z Apenin. 1 rawdziwy korzeń mandragory - rozumie się samo przez się
był i tam bardzo wysoko ceniony, boć i we Francyi używano
go do podobnych celów. Już bowiem druidzi celtyccy używali
mandragory w lecznictwie jako środka czarodziejskiego.
Na północ od Alp, a więc w krajach niemieckich prawdo­
podobnie nigdy dziko nie rosła mandragora, chyba tu i owdzie
po ogródkach hodowana. Dr. Thomó w dziele
von Deutschland, Oesterreich und der Schweiz (



j .

wiada, że dawniej rosła w południowej Szwajcary. i połudmo-

270

BRONISŁAW GUSTAWICZ

wym Tyrolu. Wszelako przemysłowi handlarze zabobonu umieli
sobie w Niemczech radzić, aby mieć podostatkiem tych czaro­
dziejskich korzeni. Otóż handlarze ziół, wędrujący uczniowie,
włóczęgi i rozmaici ludzie wycinali z korzenia przestępu
czarnojagodnego czyli białego (Bryonia alba L.), rosną­
cego w Bawaryi, i czerw ono-jagodnego (Bryonia dioica
Jacq.), pospolitego w Niemczech południowych i zachodnich,
tudzież z korzenia tataraku pospolitego (Acorus Calamus
L.) postaci ludzkie, wkładali w nie ziarna jęczmienne kiełku­
jące, aby korzenie te powlokły się szczecią szorstką, i sprze­
dawali je za dobrą cenę ludziom łatwowiernym.
Ale i nie brak było ludzi rozsądnych, którzy wyśmiewali
się z ludzi zabobonnych i wcale ich w tym względzie nie na­
śladowali. Do takich należał przedewszystkiem Piotr Kiescentyn czyli Petrus de Crescentiis, rozgłośny agronom
włoski. Urodził się r. 1230 w Bolonii, gdzie też umarł r. 1310.
W mieście swem rodzinnem otrzymał wykształcenie bardzo
wielostronne, oddając się w uniwersytecie tamtejszym kolejno
naukom filozoficznym, lekarskim, przyrodniczym i prawniczym.
W r. 1274 wskutek zamieszek politycznych opuścił Bolonię
i tułał się przez długie lata po Włoszech, bogacąc nieustannie
szeroką swą wiedzę i zbierając materyały do dzieła, które mu
miało nieśmiertelność zapewnić. Powróciwszy około r. 1304 do
Bolonii, wykończył ostatecznie wielką swą pracę p. t.: »Petri de
Crescentiis, civis Bononiensis, opus ruralium commodorum cum
figuris libri duodecim«.. Jest to bardzo obszerny podręcznik
gospodarstwa wiejskiego, zawierający też rady i wskazówki,
odnoszące się do hodowli koni, bydła i drobiu, ogrodnictwa, hi­
gieny, sztuki lekarskiej i weterynaryjnej, myśliwstwa i pszczelnictwa. Autor opiera się w nim bądź to na pisarzach staroży­
tnych, bądź też na własnem, bardzo bogatem doświadczeniu
i przedstawia się nam jako zwolennik postępu, a wróg prze­
sądów, tak gęsto za czasów jego rozpowszechnionych. Dzieło
jego po raz pierwszy wydrukowano w Augsburgu r. 1471 w tłu­
maczeniu irancuskiem r. 1486, a w niemieckiem w Strassburgu
1518 p. t.: »Petrus de Crescentiis. Von dem nutz der Ding, die
in ackeren gebumt werden«. Również i w polskim języku pierw­
sze wydanie dzieła jego wyszło w Krakowie u Heleny Floryanowej w r. 1549. p. t.: »Księgi o gospodarstwie y o opatrzeniu

O KORZENIACH CZARODZIEJSKICH W LECZNICTWIE

271

rozmnożenia rozlicznych pożytków, każdemu stanowi potrzebne«-,
W dziele tern wspomina on o leczniczych skutkach korzenia
mandragory, podaje rozmaite rady co do używania go, ale tych,
którzy wycinają z korzenia ludzkie postaci i z tym towarem,
szczególnie u niewiast, dobre robią interesy, nazywa bez ogró­
dek oszustami.
W czasie wojny trzydziestoletniej (1618—1648) i w latach
powojennych mieli dobre żniwo handlarze korzeni alrunowych.
Zubożała ludność usiłowała jakimkolwiekbądź sposobem wy-

Ryc. 5. Korzeń mandragory w koszulce własność Rudolfa IX.

dobyć się z nędzy, a że w długim czasie biedy i zdziczenia
w swem umysłowem wykształceniu bardzo podupadła, chwy­
tała się wszystkiego, co jej tylko pomoc obiecywało. Na wielką
tedy skalę kto mógł, zaopatrywał się w alruny, by tylko wzbo­
gacić się i przyjść szybko do dobrobytu. Jeszcze i. 1675 pe
wien Lipszczanin kupił u miejskiego kata »samca alruna«
za 64 talary. Zaiste gdyby ten Lipszczanin żył w dzisiejszych
czasach, z pewnością byłby za ten na owe czasy bardzo wielki
pieniądz kupił sobie jaki los i miałby bezwątpienia lepsze wi­
doki na wygraną, aniżeli z owym rozstrzępionym czarodziej
skim korzeniem, który mu się na nic nie zdał.

272

BRONISŁAW GUSTAWJCZ

Mistyczne znaczenie mandragory zaginęło daleko wcze­
śniej niż lecznicze, ale i jej wartość lecznicza zaczęła także
powoli tracić na znaczeniu. W r. 1700 wydano w Niemczech
zakaz używania mandragory jako środka ból uśmierzającego
przy operacyach, zagrażała bowiem życiu ludzkiemu; wielu też
chorych z powodu odurzenia i uśpienia mandragorą już się nie
przebudziło. Jako środek usypiający przetrwał cokolwiek dłu­
żej. Olejek alrunowy służył do rozmiękczania wrzodów, do usu­
wania napuchnięć, a aptekarze corocznie sprowadzali z Mont­
pellier maść alrunową, i to zawsze świeżą, bo starsza nad rok
nie miała już mocy.
Jeszcze r. 1704 lekarz Valentin i z Giessen w Heskiem
i profesor uniwersytetu, w dziele swojem p. t.: »Natur- und
Materialienkammer« pisze o zabobonach, gusłach i czarach,
jakie wyprawiano za jego czasów z czarodziejskim korzeniem
alrunowym. Między innemi powiada: »Scheinet noch von den
heyden hergekommen zu seyn, bey welchen die Circe sich
dieses gewächses auch soll bedient haben, weswegen es auch
»Circaea« genennet wird. Vor einigen Jahren hab derglei­
chen männlein bey Herrn Peykenkamp, einen sehr kurio­
sen physico zu Marburg, gesehen, so auff der cemtzley einem
verdächtigen mann war abgenommen worden, welchem es
geldt soll gebracht haben. Alleyn dem ehrlichen Herrn Peykenkamps wollte es nichts bringen, indem er mit dem armen
teuffei nichts tun hatte«.
W naszych czasach rozbrzmiewa jeszcze w niektórych
krajach u ludu wiejskiego oddźwięk wiary w czarodziejski ko­
rzeń mandragory. Bawiąc przed kilkunastu laty w Alpach sty­
ryjskich, byłem także w Mariazell, w owem sławnem miej­
scu odpustowem, dokąd w lipcu i sierpniu około 200.000 przy­
bywa pielgrzymów z krajów austro-węgierskich i sąsiednich.
Między rozmaitymi przedmiotami, jak modlitewnikami, obraz­
kami świętymi, krzyżykami, szkaplerzami, różańcami itd. wi­
działem także korzenie alrunowe, znane tutaj pod nazwą
»gliicksmännchen« Otóż wywiedziałem się, że pątnicy kupują
je chętnie, dają je święcić i noszą je przy sobie, bo spro­
wadzają temu, co je ma, szczęście w każdem przedsięwzięciu.
Wszelako te »gliicksmännchen« nie są korzeniem mandragory,
tylko storczyka plamistego (Orchis maculata L.).

O KORZENIACH CZARODZIEJSKICH W LECZNICTWIE

273

W dniu św. Jana Chrzciciela (24 czerwca) zabobonni luie wiejscy, a przede wszy stkiem kobiety wiejskie, zbierają po
lgotnycb i torfiastych łąkach i polanach śródleśnych
rocnie się samo przez się - tylko pokryjomu storczyki plami­
li e Wykopują je o godzinie 12 w południe nożem wsrod naj­
miększego milczenia i wkładają do woreczka z lnianego płótna,
óry starannie zaszywają. Korzenia nie wolno ręką się dotknąć,
zyskany korzeń, w woreczku ukryty, przechowują starannie
domu, albo noszą na ciele, a przedewszystkiem w sakiewce
pieniężnej, bo podobnie jak prawdziwy korzeń alrunowy ma
i rzynosić szczęście, korzyści i łatwy zarobek.
.
' Wiadomość o mandragorze, jako korzeniu czarodziejskim,
uszła także do Polski, a to zapomocą naszych zielnikarzy.
i tak Marcin Siennik w dziele swojem: »Ogród ^owia^
r 1568, Marcin z Urzędowa w »Z/eZmZm« swojem r. 1595,
’««dzież Szymon Syreński także w »Zielniku, swojem
z r. 1613, — wszyscy piszą o mandragorze czyli po izy v • <
u Marcina z Urzędowa czytamy. »Powiadają aby ten 10i zeń miał sposób persony i wzrostu człowieczego; a to błazeń­
stwo mataczów, którzy czynią formę człowieczą z im ,y
wego korzenia, a potem na miejscu wilgotnem zakopują, z kto
rych puści się trawa, a korzonki jak włosy, a głupie niewiasty
dTgoTa m czary kupni,-. Syreński zaś „pisuje Szczu­
towo słyszane od ludu dziwy o tajemniczym
pywania czarodziejskiego korzenia tej ios my, na t 1Tin;ema
S widzieć wyraźnie obraz twarz, ludzkie,. M »»
e
nie« - mówi Syreński mniej więcej temi stówy
między ludem, jakoby korzenie pokrzykowe J".a!y roso na
kształt człowieczy, samce mężczyzn, a sam,ce bmtogłow,1 *
tak w tern od mataczów i szalbierzów u,w,erdżem, ze s,od
tego odwieść nie dadzą, dosyć
sła płacąc. A nie chcą wierzyć, że to nie poK 5
ale przestępowe, albo mieczykowe, albo wodne
b
kosaćcowe. I wyrzynając postać człowiecza, daj, to luózo
prostym, powiadając, z jakim to trudem, niebezpieczeństwem
,e P0Wsyzyse7a
roślin, czarodziejską, że kość słoniowa gotowana przez
Lud. Rocznik X.

gw

274

BRONISŁAW GOSTAWICZ

dżin z korzeniem pokrzyku miękczeje. Syreński i Marcin
z Urzędowa wspominają, że woń owoców mandragory usy­
pia, a Syreński dodaj e, że ta woń sprowadza niemotę.
Wójcicki Kaźmirz w swoich »Zarysach domowych«
(T. 2, 343) pisze: Rośnie na mogiłach zbrodniarzy, jest obda­
rzony życiem, bo gdy go kto wyrywa, z krzykiem się odzywa,
co słuchających do szaleństwa przywodzi«. W tej też własno­
ści zabobonnej należy szukać przyczyny nazw'y polskiej »pok rz y k«.
Z nazwy »mandragora« powstała u Włochów nazwa
»matraguna« lub »matryguna«, a przez nich przesądy
tyczące się pokrzyku mandragory, której u nas niema, przeszły
na pokrzyk wilczojagodę czyli belladonnę płfropa Belladonna
L.) w tej postaci, w jakiej je dzisiaj u Rusinów i Wołochów
na Bukowinie i Pokuciu mamy.
Wilczojagoda znajduje się w południowej i środkowej
Europie, w lasach górzystych i na porębach. W Królestwie Polskiem należy do roślin rzadszych; przytrafia się w lasach gór
Świętokrzyskich, obficiej w Ojcowie koło groty Łokietka, tudzież
w pobliżu Pieskowej skały. W kraju naszym rośnie miejscami
w okolicy podgórskiej (np. w Dubiu, Żarach, Tęczynie, między
Porębą Zegoty a Alwernią w pow. chrzanowskim, koło Lanc­
korony w pow. kalwaryjskim, w Sądeczyźnie, w lesie »Krasow'szczyna« pod Janowem koło Lwowa i t. d.). Jak mandra­
gora, tak i wilczojagoda jest rośliną zielną i trwałą, kwitnie
w lipcu i sierpniu. Korzeń posiada obłogałęzisty, a łodygę na
60—150 cm. wysoką, prostostojącą, purpurowobrunatną, widlasto rozgałęzioną, wraz z ogonkami liściowymi szypułkami i kie­
lichami gruczołowato omszoną. Liście krótkimi ogonkami opa­
trzone są jajowate lub eliptyczne, całobrzegie, kończyste, nagie
lub omszone, parzystowyrastające, z których jeden jest zwy­
czajnie mniejszy. Kwiaty na dość długich szypułkach wyrastają
z kątów liści pojedynkiem, są dość duże, fijoletowo-cisawe. Ja­
goda jest wielkości trześni, kulista, nieco przygnieciona, czarna,
lśniąca, pełna soku fijołkowego i nasion jasnocisych, nieco po­
marszczonych. Jest to z pośród roślin naszych najniebezpiecz­
niejsza dla niedoświadczonych, głównie dla dzieci, przez piękny
pozór jagód, wiśniom czarnym podobnych, bo przytem bardzo
odurzająco jadowita, z powodu zawartego w niej w wielkiej

(I KORZENIACH CZARODZIEJSKICH W LECZNICTWIE

275

ilości atropinu. Oddawna lekarskimi są korzeń i ziele wilczojagody, tj. radix et herbu Belladonnae, s. Solani furiosi n. le• halis, zadawane w cierpieniach nerwowych długotrwałych,
ksztuścu, kurczach, wściekliźnie, a zewnętrznie w wrzodach
rakowatych, w chorobach oczu, a najwięcej dla zbadania wnę,-.a oka. gdyż posiada własności rozszerzania źrenicy.
Gatunkowa nazwa rośliny »Belladonna« ma pochodzie
■ d tego, źe dawniej we Włoszech z jej jagód przygotowywano
kosmetyk, używany przez tamtejsze damy do sztucznego pod­
noszenia piękności. Kosmetyk ten zwał się »w o d ą upiększa­
li cą i odmładzającą«, która skórze nadawać miała cerę
połyskująco białą.
Spożycie jagód wywołuje bardzo poważne objawy cho­
robliwe, które, jeżeli im się zawczasu nie zapobiegnie, kończą
ię straszną śmiercią.
Lud polski zowie belladonnę pospolicie wilczą jagodą,
akże pokrzykiem; u ludu ruskiego nosi to ziele różne na­
zwy, stosownie do tego, w jakim zamiarze, czy dobrym, czy
toż złym bywa używane. Użyte w złym zamiarze zwie się
»in a t r y g u n ą«, albo n i m y c i ą (por. lulek, Hyoscyamus niger
L.), w dobrym zaś »caryczką«. W Kołomyjskiem i u Hucułów
zowie się »matrygan«. Na Bukowinie zaś mówią: »matrag u n a«.
Gdyby kto wykonując to ziele na dobry użytek nazwaf
je »matryguną«, nie skutkowałoby, albowiem by się obraziło.
Idąc kopać to ziele, biorą z sobą z domu wódkę, chleb,
pierniki, bułki, cukier, miód i inne przysmaki. Jeżeli dwie ko­
biety idą, to biesiadują na miejscu, gdzie to ziele znalazły; po
biesiadzie zabierają się do kopania. Jeżeli zaś jedna kobieta,
to sama spożywa przyniesione przysmaki. Kopiąc ziele w o
brym celu, przemawia doń grzecznie: »Moja caryczko.«,
obejmuje je i pieści; równocześnie obejmują się i całują kobiet)
wykopujące. Jeżeli zaś w złym zamiarze je wykopuje, złorzeczy
zielu, zowiąc je »matryguną« i lżąc różnymi wyrazami, i a
miejscu, z którego wykopano ziele, kładzie się cent i awae
chleba i zarównywa ziemię do niepoznania.
Wykopane ziele zasadza baba w ogrodzie w ukrytem
miejscu, a ilekroć wychodzi z domu między ludzi, rwie _a ą
zkę z niego, wrzuca do święconej wody i myje sienią, nas ę

276

BR( >X I SŁAW GI 'STAWI (’Z

pnie wyjąwszy gałązkę z wody, nosi ją przy sobie, w nadziei,
że będzie miała poważanie na wsi, dobre imię i będzie łubianą.
Jeżeli wróg właścicielki tego ziela wyśledzi miejsce, w którem ona je posadziła, a chce jej szkodzić, idzie pokryjomu do
jej ogrodu, opluwa ziele i daje mu różne przezwiska i złorze­
czenia. Gdy właścicielka nie wiedząc o tem, umyje się wodą,
w którą wrzuciła w ten sposób zbeszczeszczone ziele, to kto­
kolwiek ją spotka i obaczy, będzie nań plwał i tak ją nazywał,
jak wróg ziele przezwał.
Jeżeli baba chce odwrócić plotki lub nasłane na jej chatę
żaby, bierze tedy matrygunę, wlecze ją po wszystkich kątach
domu, bije ją miotłą, targa za wierzchołek, mówiąc: »Ja ne
biu matrygunu, ja plotki (żaby) widwertaju, z huby w pazu­
chu, a z pazuchu w brudy, a z hrudyj w susidy, zwideśty pryszły, tudy nazad idyt, tobo sobi najdit, szczo was nasłało«, tj.
»Ja nie biję matryguny, ja odwracam plotki (żaby) z gęby
w’ zanadrze, a z zanadrza w piersi, a z piersi na sąsiady, skądeście przyszły, tedy nazad idźcie, tego sobie znajdźcie (tj. wy
plotki lub żaby), co was nasłało«.
U Hucułów służy »matrygan« jako lek i trucizna. Co
roku trafiają się wypadki nagłej śmierci, skutkiem domniema­
nego otrucia, szczególniej często z zazdrości kobiecej; sądo­
wnie jednak dowieść zbrodni dosyć trudno, bo belladonna
należy do trucizn roślinnych, których śladu opóźniona obdukcya zwykle już nie wykrywa.
Na Wołyniu, w powiecie zwiahelskim, na Jurkowszczyźnie, lud zowie to ziele »wowcza wysznia«, tj. wilcza
wiśnia. Powszechnie lud tutejszy nie lubi mówić o tem zielu
i powiada, że »to pohane zile«, tj. brzydkie, paskudne ziele.
Korzeń zaś tego ziela ugotowany przy rozmaitych zamawianiach i szeptach dają pić waryatom i w kon wulsyach,' lecz
bardziej dlatego, aby chory zmarł prędzej, niż dla jego ule­
czenia.
Namienić winienem, że nazwę »matryguny« nadają na
Bukowinie Wołosi innej roślinie bardzo do belladonny podo­
bnej, a to lulecznicy brunatnej (Scopolia carniolica Jacą.),
którą w Samborskiem zowią »m a n d ry g u łą«.
Podobne własności, jakie w dawnych wiekach przypisy­
wano mandragorze, a które w pewnej części przeszły w wy-

O KORZENIACH

CZARODZIEJSKICH W LECZNICTWIE

277

¡raźni ludu naszego na belladonnę, odnosi lud nasz na inną
zcze roślinę, która w kraju naszym jest dość pospolitą; jest
i przestęp pospolity czyli biały {Bryonia alba L.),
i snący koło płotów, parkanów, po krzakach i zaroślach. Ma
irzeń gruby i mięsisty, łodygę spinającą się, wąsami pojenczymi zaopatrzoną; liście sercowate, pięciołatowe, ząbko­
wane, brodawkowato-szorstkie; kwiaty zielonawo-żółte, jagody
arne. W Ćhrzanowskiem lud wiejski zowie to ziele »przyępem«, indziej »przestępem«; na Rusi perestup, pe'stupeń (Dziewiętniki, Podole, Bucyki), także perestu: n y k (Jaworów).
Według mniemania ludu korzeń, który jest dość gruby
i mięsisty, rzepowaty, jest podobny postacią do dziecka (Bu­
ki, Dziewiętniki). Ma głowę, uszy, oczy, brzuszek jak dziecko
Bucyki). Korzeń ten przynosi szczęście tak jednostkom, jak
iłym rodzinom, a nawet całym gospodarskim obejściom. Jest
' i powszechne na Rusi przekonanie ludu wiejskiego (Lwów,
Dziewiętniki, Dorożów, Kołomyja). Dlatego też wieśniacy sza­
nują to ziele. Jeżeli znajdą je w ogrodzie lub na miedzy pola
swego, lub na granicach gruntów, otaczają je starannie opłot­
kami, parkanami, aby ziele to spokojnie i pomyślnie się roz­
wijać mogło (Lwów, Dziewiętniki, Rohatyn). Niewolno go
przeto naruszyć, a tern bardziej wykopać (Tamże). Gdyby je
kto rujnował, niszczył temu powykręca wszystkie członki, przedewszystkiem ręce i nogi, a nawet rozum odbierze (Dziewię­
tniki). Opowiadano mi zdarzenie, że pewna wieśniaczka oko­
pując ziemniaki, natrafiła na »p e re s tu p e ń«, a wykopawszy
go z korzeniem, dostała pomięszania zmysłów (Tamże). Zry­
wanie tej rośliny nie sprowadza powyższych skutków, jedynie t
tylko wykopywanie i niszczenie (Dziewiętniki, Bucyki). Gdy
przy pracy na roli motyka lub łopata potrąci o biały, mięsisty
korzeń przestępu, robotnik omija to miejsce, bo ktoby go wy­
rzucił, wyrzuciłby szczęście z roli (Lwów, Rzęsna ruska). Kto
ukradkiem zdołał wykopać korzeń jego, na tego patrzą krzywo,
jak na czarownika (Lwów). Kto wykopie roślinę, nie znając
jej tajemniczej siły, temu wcale ona nie szkodzi (Dziewiętniki).
W Brzeżańskiem dziewczęta noszą przy sobie w talarki
pokrajany korzeń przestępu, mniemając, że on przyspiesza zamęźcie, i to szczęśliwe. Jeżeli która gospodyni uprosi sobie to

278

BRONISŁAW GIJSTAWICZ

ziele od złego ducha do swego ogródka i niem od czasu do
czasu karmi krowy, otrzyma bardzo wiele mleka, gdyż ziele
to ma własność ściągania mleka od wszelkich zwierząt ssących. Gospodynię tę uważają za czarownicę (Tęczynek, Maków,
Grzechinia). Indziej tern zielem kadzą krowy w każdy pierw­
szy czwartek w miesiącu, bo ono ściąga mleko od każdego
ssącego zwierzęcia z dziewięciu ról (Osieczany). A jeżeli to
ziele jest święcone z innemi ziołami, to ściąga mleko tylko od
krów (Tamże). Albo krowa kadzona tern zielem w każdy
pierwszy piątek po nowiu, daje więcej mleka (Płaza). Wogóle
kadzą niem krowy, aby dawały wiele mleka (Tęczynek).
Indziej zaś mniemają, że w tern obejściu, w którem ziele
to rośnie, czarownica nie może odebrać mleka krowom, tamże
się znajdującym (Szczepanów). Suszony korzeń i świeży sieką
drobno i dają bydłu z jadłem przeciw zawałkom (Bucyki).
W tym celu ziele to wykopuje stara baba, która w miejsce
jego położyć winna cent i kawałek chleba, gdyż w przeciwnym
razie mogłaby być chorą (Podole), albo dzieckoby, które w ko­
rzeniu tego ziela siedzi, płakało i człowiekowi szkodziło (Bucyki).
Gdyby to ziele w jednym miejscu siedm lat rosło, to po
7 latach powstanie z jego korzenia nagie dziecko, które bie­
gać będzie za tą gospodynią, która tern zielem krowy kadziła,
i wołać będzie za nią ustawicznie «Mamo!« (Osieczany).
Dawniej święcono także przestęp na Matkę Boską Zielną
(15 sierpnia). Dziś go nie święcą, aby mleko nie śmierdziało.
Mówią bowiem, że w niem siedzi zły duch. Dlatego śpiewają:
Chto ma przestęp, a kce mlćko chłeptać,
Ten musi do niego ciągle septać.
(Wola Batorska).

Wspomniałem powyżej, że korzeń mandragory jest męski
i żeński. Wiara ta, że korzenie ziela lub samo ziele może być
dwojakiej płci, utrzymuje się wśród ludu naszego do dnia dzi­
siejszego. Np. boże drzewko (Artemisia Abrołahum L.) lud
góralski na Nowotarżczyźnie wogóle, a w Zakopanem w szcze­
gólności rozróżnia chłopskie (białe) i babskie (zielone);
gościowiec tj. powojnica alpejska (Atragene alpina L.)
u tychże górali jest chłopski, który kwitnie zieleniało,
i babski, co kwitnie białato (Zakopane). Również żywokost
(Symphytum offtcinale L.), tu i ówdzie zrostem zwany (Dzia-

) KORZENIACH CZARODZIEJSKICH W LECZNICTWIE

279

isz, Zakopane). Odróżnia lud chłopski z niebieskawein kwia>m dla chłopów, i babski z białym kwiatem dla kobiet.
W końcu dodam, że nazwa »mandragora« ma nieewną etymologię. Według jednych pochodzi ona od »man­
ii r a«, nazwiska pewnego bóstwa azyatyckiego; według innych
Rada się z dwóch wyrazów: »man dra«, t. j. zamknięcia,
krąg, koło, i »guroo«, t. j. otaczać, przez aluzyą do zwyczaju
taczania czyli okrążenia mandragory kołem magicznem przed
yrwaniem jej z ziemi. W biblii wspominaną jest ona pod
imieniem »dudäim«, «u.ijÄz ¡/.xvSfxyopßv«, w polskiem tłumacze­
niu X. Wujka (Lwów. 1840) m a n d ra g o ra. »A Ruben wyzedszy czasu żniwa pszenicznego na pole, nalazł mandragory«
lis. I. Mojż R. XXX. 14), a w tłumaczeniu polskiem dokonanem dla kościołów reformowanych w Polsce, a drukowanem
według wydania gdańskiego z r. 1632 w Amsterdamie r. 1660
znajdujemy nazwę pokrzyk: »Y wyszedł Ruben czasu żniwa
pszenicznego y znalazł pokrzyki na polu«. Według innych bi­
blijny »dudaim« składał się z różnych gatunków storczyków,
. których otrzymuje się salep wschodni.
Po wyczerpaniu materyału, jaki mi się udało zebrać w po­
wyższej kwestyi, mimowoii z Roseggerem (Volksleben in
Steiermark) zapytać można: »1 któż potrafi powiedzieć, gdzie
się służba Boża kończy, a bałwochwalstwo zaczyna?« — Wo­
bec niezłomnej potęgi wyobraźni ludu — nikt. Co raz tę wy­
obraźnię zaprzątnęło i tysiące lat przetrwało, to nie ustąpi
żadnej nowej religii, bo nic tak wyraźnie nie przemawia do
duszy, jak przyroda i prawa nią rządzące; chociaż lud nasz
wyznaje wzniosłą religię, nie potrafił się mimo to oderwać od
dawnych swych zapatrywań, które w pamięci jego dotąd prze­
trwały jako poetyczny podźwięk starej pogańskiej wiary.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.