2b91336505e534b7f7f5c538a36a6795.pdf
Media
Part of Na marginesie recenzji p. K. Moszyńskiego o książce: Wstęp do etnografii Słowian / Lud, 1928, t. 27
- extracted text
-
JAN CZEKANOWSKI.
NA MARGINESIE RECENZJI P. K. MOSZYŃSKIEGO
0 KSIĄŻCE: WSTĘP DO HISTORJI SŁOWIAN.
W ostatnim zeszycie VI Rocznika praskiego czasopisma
„Slavia“ p. K. Moszyński poświęcił mej książce dość obszerną,
recenzję wymagającą odpowiedzi. Korzystam w tym celu z „Ludu“,
gdyż uważam, że dyskusje pomiędzy uczonymi polskimi powinny
się toczyć na łamach polskich organów naukowych.
Ocena poświęcona mej książce przez p. Moszyńskiego
życzliwą nie jest. Jest to zupełnie zrozumiałe, jeśli się uwzględni,
że ja zajmuję zupełnie negatywne stanowisko wobec jego teorji
późnego azjatyckiego pochodzenia Słowian.
Jakkolwiek p. Moszyński z zawodu jest etnografem, zaj
muje on bowiem stanowisko zastępcy profesora tego przedmiotu
w uniwersytecie krakowskim, rozdziałowi etnograficznemu mej
książki poświęca oń zaledwie jedną dwunastą swej oceny. Poza
krótkiem ujęciem mych poglądów ogranicza się on do nastę
pującego ogólnika: „Parę z poruszonych przez Czekanowskiego
zagadnień już od dość dawna, definitywnie rozstrzygnięto w sen
sie niezgodnym z poglądami autora. Inne jego pomysły znajdują
sprzeciw, lub conajmniej nie znajdują oparcia w ogłoszonym
1 nieogłoszonym materjale rzeczowym. Niektórym z nich po
święcę nieco uwagi w opracowanym obecnie podręczniku“. Nie
ulega wątpliwości, że zostałem tu bardzo zgóry potraktowany
przez młodszego kolegę. Mogę się jedynie pocieszać tern, że
Lubor Niederle, bezspornie największy współczesny autorytet
w tych dziedzinach slawistyki, zajął w stosunku do mej książki
bardzo życzliwe stanowisko1). Przy tak ogólnikowem formułowa
niu zarzutów, jak to uczynił p. K. Moszyński, niema się możno
ści przeprowadzenia naukowe} dyskusji. Nie wiadomo bowiem,
o co tu właściwie chodzi.*)
*) Anthropologie 1927. Praga. Slavia 1928. P^aga.
42
Oczywiście nie zawsze twierdzenia wygłaszane z wielką
pewnością siebie muszą być słuszne. Są one nawet bardzo czę
sto niesłuszne, zwłaszcza wówczas gdy się chce wykazać czyjąś
absurdalność przy pomocy przykładów fikcyjnych. Stwierdza to
następny ustęp recenzji. „Obok usterek rzeczowych są zresztą
w omawianym rozdziale i błędy metodyczne wzgl. logiczne.
Tak np. według autora przez wzgląd na powszechność
pieca w chacie Słowian (nie posiada go „jedynie“ chata Bułga
rów i Serbochorwatów) należy wnioskować, że taki piec
był znany Słowianom już w ich pierwotnej ojczyźnie. Z zu
pełnie podobnych względów należałoby np. wnosić, że dawnym
Słowianom znana była uprawa kartofli ; błąd polega na zmiesza
niu metody filologicznej, operującej materjałem słownikowym,
z metodą ściśle etnograficzną“. (S. 818).
Ja myślę, że tak apodyktyczne pouczenia powinny być
wygłaszane dopiero po dokładnem zastanowieniu się. Przecież
tu zostały użyte tak ciężkiej wagi argumenty jak „błędy meto
dyczne wzgl. logiczne“, „błąd“ polegający na „zmieszaniu me
tody“, „metoda filologiczna“ i „metoda ściśle etnologiczna“.
Bezwątpienia muszą one dyskwalifikować jedną stronę. Bardzo
często dyskwalifikują one jednak tych, którzy nierozważnie po
sługują się bronią tego rodzaju. Ma to miejsce wówczas, gdy
stanowią one odzwierciedlenie stanu subjektywnego autora,
a nie są ujęciem objektywnych stosunków pomiędzy omawianemi zjawiskami. Postaram się zatem wykazać, że zachodzi za
sadnicza różnica pomiędzy zagadnieniem pieca i przykładem
fikcyjnym (uprawa kartofli), mającym sprowadzić mój pogląd
ad absurdum.
Istotę metody etnologicznej stanowi wnioskowanie o sto
sunkach pomiędzy zjawiskami na podstawie prawidłowości, wy
kazywanych przez fakty ich współistnienia przestrzennego i cza
sowego. Na tej podstawie opierają się wszelkie próby ich upo
rządkowania w czasie. Względna chronologizacja zjawisk należy
do dziedziny syntezy etnologicznej. Nawiązywanie zjawisk etno
logicznych do zjawisk językowych i prehistorycznych ma na
celu przedewszystkiem kontrolę wysiłków chronologizacyjnych.
Nie zawsze mamy bowiem do dyspozycji dokumentalnie stwier
dzone dane historyczne.
43
Chronologizację etnologiczną opieramy na założeniu, że
zjawiska rozpowszechniające się w bliskich sobie okresach czasu,
niezakłóconych poważniejszemi przewrotami i migracjami, ogar
niają przybliżenie też same terytorja. Zasięgi zjawisk kulturo
wych pozostają bowiem w łączności z zasięgami grup etnicz
nych. Przez wzgląd na powyższe założenie wnioskujemy, że
zjawiska powszechne u Słowian, a nie występujące
poza Słowiańszczyzną, należą do okresu wspólnoty sło
wiańskiej, lub też stanowią konsekwencję automatycznego rozwoju
elementów kulturowych przynależnych do tego okresu, jeśli roz
wój tego rodzaju jest wogóle możliwy, Z tych względów wy
posażenie izby mieszkalnej piecem do pieczenia chleba odnio
słem do okresu wspólnoty słowiańskiej. Wniosek ten opiera się
na dodatkowem przypuszczeniu, że brak pieca w izbach pewnej
części słowiańskiego terytorjum stanowi zjawisko wtórne, oraz
że te terytorja, na których występuje zespolenie pieca piekar
skiego z izbą mieszkalną, znajdowały się w sferze bezpośred
nich lub pośrednich oddziaływań, bądź Słowian, bądź też tych
ludów, które oddziałać mogły na Słowian w tym kierunku
w okresie ich wspólnoty.
Zupełnie odmiennie przedstawia się zagadnienie uprawy
kartofli. Uprawa kartofli jest zjawiskiem zupełnie powszechnem
w Europie. Sięga ona tak daleko jak metalowe guziki do spodni
z napisami „Mode de Paris“, które w olbrzymiej ilości napeł
nią muzea archeologiczne kontynuatorów prac naszych. Na tej
podstawie bystry badacz stwierdzi być może, że rozpowszech
nienie się uprawy kartofli na caiem terytorjum Europy, nadającem się do ich uprawy, należy do okresu preponderancji kul
tury francuskiej. Nie może on jej natomiast związać z żadnym
zespołem etnicznym w Europie, gdyż byłoby to przejawem
braku opanowania metod naukowego badania. Rozpatrywanie
stosunku pomiędzy zjawiskiem powszechnem, obejmującem całe
uwzględnionie terytorjum i zjawiskiem obejmującem jego część
daje nam bowiem zawsze wyniki nieokreślone. Stwierdza
to następujące schematyczne ujęcie ilościowe.
Jeśli uprawa kartofli jest zjawiskiem powszechnem w Euro
pie, zaś Słowianie zajmują powierzchnię a, pozostałe zaś ludy
powierzchnię pozostałą b, to podstawą dla ujęcia stosunku po
44
między Słowianami a kulturą kartofli, stanowi następujące ze
stawienie tabelaryczne :
Zjawiska
Uprawa kartofli
Kategorje
jest
niema
razem
są
a
0
a
niema
b
0
b
razem
a +b
0
Słowianie
a
b
Jeśli zastosujemy dowolny miernik współzależności, naprzykład współczynnik asocjacji Yule’a, to jako miarę stopnia
związku pomiędzy Słowianami a uprawą kartofli otrzymamy z
q_a.O
— b.O
0
u “ ^.(T+- b.0 ~ "(P
Zero dzielone przez zero jest to wyraz nieokreślony. Człowie
kowi, umiejącemu się posługiwać współczesnym aparatem meto
dologicznym w dziedzinie badań naukowych, wynik powyższy
wykazuje, że na podstawie tego rodzaju nie wolno opierać
żadnych wniosków. W książce omawianej przez p. K. Moszyń
skiego wykazałem (S. 283—289), że błąd tego właśnie rodzaju
popełnili S. Smal-Stocki i T. Gartner w swej gramatyce małoruskiej. Widocznie książka moja została nieuważnie przeczytana
przez mego recenzenta. W przeciwnym bowiem razie musiałby
sobie zdać sprawę z tego, że argument kartoflany nie sprowa
dza do absurdu twierdzenia o piecu słowiańskim i nie ośmie
sza mnie. Wyjaśnia on jedynie poziom tak bezwzględnej krytyki.
Bardzo znamienne jest to, że przy jednakowym pozio
mie wykształcenia w dziedzinie metod naukowej indukcji autorzy gramatyki małoruskiej dochodzą do oderwania małorusczyzny od pozostałych języków wschodnio-słowiańskich i do
związania jej z językiem serbo-chorwackim, a p. K. Moszyński
do azjatyckiej kolebki Słowian.
Rozdziałom językowym mej książki poświęca recenzent aż
połowę swej oceny. I na tym sobie obcym terenie nie jest on
mniej bezwzględny. Aby przedstawić wzajemny stosunek po
między językami indo-europejskiemi, zamiast ograniczenia się do
45
jednej spirantyzacji (satem-kentum), podałem dwadzieścia cech
i obliczyłem na tej podstawie stopnie powinowactwa, zacho
dzącego pomiędzy poszczególnemi językami. Wynik ogólny zga
dza się z ujęciami A. Meilleta i H. Hirta, wykazując ściślejsze
nawiązanie do ujęcia A. Schleichera wyraźnem przeciwstawie
niem grupy północnej grupie południowej.
Recenzent, będąc zwolennikiem późnego azjatyckiego po
chodzenia Słowian, przeciwstawia się możliwości odwiecznego
sąsiedztwa i ścisłego pokrewieństwa Słowian i Germanów, żąda
usunięcia trzech cech łączących Germanów z Bałto-Słowianami,
oraz dodania dwu nowych łączących Germanów z grupą italoceltycką, a dzielących ich od Bałto-Słowian. Stwierdziwszy zaś,
że przy tej zmianie cech otrzymujemy nieco większe powino
wactwo pomiędzy językami awestyjskim i słowiańskim, niż między
słowiańskim i gockim, recenzent w porywie entuzjazmu pisze:
„Odwracają się wszystkie szyki. Upadają wszystkie wnioski. Naj
ważniejsza karta rzucona przez autora zostaje przegrana. Rzecz
prosta nie znaczy to, aby stosowanie mierników matematycz
nych do materjałów językowych było wogóle bezwartościowe.
Znaczy to tylko, że metoda Czekanowskiego sama przez się
objektywną nie jest. Przekonaliśmy się, ile zależy od doboru
cech ; ten zaś zależy od dobierającego. Gdyby ktoś pragnął do
wieść ścisłego związku języka słowiańskiego nie z germańskim
lecz np. z irańskim, jego tabele, posługujące się tą samą me
todą, wyglądałyby z gruntu inaczej“. (S. 816).
Jakkolwiek mój recenzent w następnym wierszu pisze :
„Po tern dokładniejszem zgłębieniu najważniejszego momentu
książki przejdziemy do dalszego ciągu rozdziału III“, postarajmy
się o zdanie sobie sprawy z tego, czy i w danym przypadku
entuzjazm nie spowodował powierzchowności. Jest mi to tern
łatwiejsze, że argumenty tu podniesione słyszeliśmy z Dr. J.
Kuryłowiczem już dawniej od Prof. Kazimierza Nitscha i można
się było nad niemi poważniej zastanowić.
Jest rzeczą zupełnie oczywistą, że zmiana cech, na których
opiera się klasyfikacja, musi modyfikować wyniki. Zjawiska ję
zykowe rozwijają się jednak w czasie. Wskutek tego ogólny
wynik daje nam przekrój, odpowiadający przybliżenie pewnemu
okresowi. Zastępując zjawiska starsze młodszemi otrzymujemy
obraz ustosunkowań późniejszych i na odwrót. Gdyby mój re
46
cenzent chciał zagadnienia istotnie zgłębić, przynajmniej tak
jak ja zgłębienie rozumiem, to musiałby sobie przedewszystkiem
zadać pytanie, jakie konsekwencje pociąga zmiana cech i co
z tego może wynikać. Doszedłby on wówczas do niezmiernie
ciekawego zagadnienia czasu, które jest mu zupełnie obce.
Aby dać możność czytelnikowi dokładnego zorjentowania
się co do przedmiotu dyskusji podaję poniżej zestawienie cech
uwzględnionych przezemnie, oraz zmian żądanych przez mego
recenzenta. W pierwszej kolumnie podaję numerację cech w ko
lejności użytej przezemnie. W nawiasy zostały wzięte liczby po
rządkowe cech usuwanych przez mego recenzenta, zaś liczby
21 i 22 oznaczają cechy przezeń dodane.
—
—
—
—
+
+
—
—
+
—
+
—
+
+
4+
+
+
+
—
+
+
+
—
+
+
—
—
+
+
?
+
+
+
+
+
+
+
+
—
—
—
—
—
—
—
+
—
—
—
+
+
+
+
+
+
+
+
+
—
—
—
—
+
+
+
—
—
_
+
+
—
—
+
+
+
—
—
—
—
—
—
—
+
+
+
?
—
—
—
—
?
+
+
+
—
+
+
—
—
—
+
+
+
—
+
+
+
—
—
+
+
+
—
+
+
+
—
—
+
+
+
—
+
+
+
—
—
—
+
+
—
+
+
+
—
+
—
+
+
+
+
+
+
+
+
+
+
—
—
—
—
—
—
—
—
—
+
+
+
+
+
+
+
?
+
—
—
Optativus
Dualis u czasowników
Zaimek względny ye\o
Dualis u i mion ^
Spirantyzacja k, g (h)
s > s (po i, u, k, r)
g", k“, guh > g, k, gh
---
U
O
îfi
—
—
—
—
—
—
—
+
Litewski
+ 1 +
Gocki
+
+
+
W edycki
+
+
+
1
II
21.
)G
20.
0
19.
0
14.
15.
16.
17.
18.
Łacina
(13).
Grecki
11.
12.
Głuche przy dechowe
Augment
me
Końcówki czasownik, na r
Coniunctivus
1000 = gheslo
-bhis etc.
a wewnętrzne
Perfectum reduplikowane
Aoryst sygmatyczny
t, d + t > ss
ö = a
-mis etc.
1000 = \[teu3
A w estyjski
1.
2
3.
4.
5.
(6)
(7)
8.
9.
10.
22.
O rm iański
Właściwości
St. irlandz.
Właściwości języków indo-europejskich :
—
—
—
—
—
—
—
—
—
—
Zestawienie powyższe unaocznia nam, że język gocki po
siada najwięcej cech wspólnych z grupą bałto-słowiańską, przy
47
nielicznych cechach łączących go z grupą italo-celtycką i musi
być zatem postawiony w tem miejscu, gdzie został postawiony.
Grupa bałto-słowiańska posiada natomiast liczne cechy wspólne
z grupą wschodnią, gdyż zostały tu uwzględnione cechy stare,
a zatem występujące w archaicznej grupie wschodniej. Wrażenie
łączności grupy bałto-słowiańskiej z grupą wschodnią potęguje
jeszcze to, że już ja wziąłem dwie cechy (19 i 20) o identycz
nych zasięgach, nawiązujące te dwie grupy. Mój recenzent żąda
jeszcze dodania trzeciej cechy o identycznym zasięgu i kładzie
w ten sposób jeszcze większy nacisk na przeciwstawienie sałemkenłum. Usuwa on równocześnie trzy cechy łączące język gocki
z grupą bałto-słowiańską i dodaje jeszcze jedną cechę nawiązu
jącą język gocki do grupy italo-celtyckiej, oddzielającą go rów
nocześnie od grupy bałto-słowiańskiej.
Aby wykazać, jakie konsekwencje pociągają te modyfi
kacje ujmiemy powinowactwa pomiędzy poszczególnemi języ
kami na podstawie cech akceptowanych przez mego recenzenta
i zestawimy ten wynik z wynikiem przezeń krytykowanym z tak
wielkim entuzjazmem. Użyjemy w tym celu przybliżonego współ
czynnika współzależności Pearsona, jako bardziej dokładnego
miernika. Uczyniliśmy to i poprzednio dając graficzne przedsta
wienie powinowactw.
Przy 19 cechach, akceptowanych przez mego recenzenta,
podstawę obliczenia stopnia powinowactwa pomiędzy językami
gockim i staro-cerkiewno-słowiańskim stanowi poniższe zesta
wienie, zupełnie analogiczne do już poprzednio podanego. Ma
ono bov,'-em postać:
Język staro-cerkiewno-słowiański :
Cecha
jest
brakuje
Razem
jest
brakuje
a
Razem
b
2
7
6
6
12
u
8
19
5
c
d
Zestawienie to podaje, że z 19 cech wziętych w rachubę
5 występuje razem w obydwu językach, 6 brak w obydwu ję
zykach, 2 występują w gockim a brak ich w staro-cerk;ewnosłowiańskim i wreszcie 6 występuje w staro-cerkiewno-słowiańskim, nie występując w gockim. Współczynnik powinowactwa
obliczany ze wzoru :
ad — bc
]f (a+b)(c+d)(a+c) (b+d)
Q * = sin 2
r
30 - 12
+ 0.31.
11. 8. 7. 12
Miernik nasz posiada tę właściwość, że przy braku ten
dencji do współistnienia identycznych form badanych zjawisk
równa się on zeru. Przy tendencji do współistnienia identycz
nych form wykazuje on wartości dodatnie, a przy tendencji
odwrotnej ujemne. Im jaskrawiej zaznacza się dana tendencja,
tem znaczniejsze wartości absolutne posiadają te współczynniki,
osiągając maksymalną wartość 1. W danym przypadku współ
czynnik ujmuje stopień powinowactwa, zachodzący pomiędzy
poszczególnemi językami przy założeniu, że uwzględnione tu
właściwości można uważać za równowartościowe. Jest to oczy
wiście postępowanie przybliżone i jego uzasadnienie może pole
gać jedynie na tem, że otrzymuje się w ten sposób wyniki nie
nastręczające trudności przy interpretacji rzeczowej, dające na
tomiast możność przejrzystego usystematyzowania materjału, tak
jak to ma miejsce w danym przypadku.
Dawniej dokonane obliczenia, opierające się na 20 cechach
i podane na s. 53 mej książki, dały wyniki następujące:
49
Tabela I.
Ormian.
Awestyj.
W edycki
Grecki
Łacina
S t irl.
W
o
-M
m
Gocki
Języki
Litewski
Powinowactwa języków indo-europejskich na podstawie 20 sta
rych właściwości językowych:
Litewski
+ 1. + 96 + 57 -.72 -.91 -.57 -.50 —.28 —.21
Staro-cerk.-słow.
+.96 + 1. + 65 -.44 —.81 -.64 -.46 —.16 -.43
Gocki
+.57 +.65 + L -.21 —.48 -.51 -.65 -.42 -.62
Staro-irlandzki
-.72 —.44 -.21 + 1
Łacina
—.91 —.8
Grecki
—.57 -.64 —.51 +.21 +.48 + 1. +.65 +.42 —.02
Wedycki
-.50 -46 -.65 +.n +.50 +.65 + 1. +.95 +.11
Awestyjski
-.28 -.16 -.42 -.07 +.02 +.42 +.95 + 1. +.43
Ormiański
-.21 -.43 -67 — 52 -.32 -02 +.11 +.43 + 1.
+.90 +.21 +.21 -.07 -.52
-.48 + 90 + L + 48 +.50 +.02 —.3 i.
Zupełnie analogicznie otrzymujemy:
Tabela II.
Ormian.
Awestyj.
1
W edycki
Grecki
Łacina
15
O
O
o
S t irl.
St.-cr.-sl.
Języki
Litewski
Powinowactwa języków indo-europejskich na podstawie 19 sta
rych właściwości językowych dobranych przez K. Moszyńskiego :
Litewski
+ 1. +.96 +.22 -.80 - 85 -.40 —.28 +.19 +.06
Staro-cerk -słów.
+.96 + 1. +.31 -.51 -.78 -.45 +.09 +.33 -.17
Gocki
+.22 +.31 + 1. + 02 -.07 -.34 —.61 -.39 -.70
Staro-irlandzki
-.80 -.51 +.02 + 1
Łacina
-.85 -.78 -.07 +.95 + L +.19 —.18 — 49 -.65
Grecki
-.40 —.45 -.34 + 12 +.19 + 1. +.59 +.33 —.17
Wedycki
-.28 +.09 —.61 -.09 -.18 +.59 + 1. +.95 +.38
Awestyjski
+.19 +.33 -.39 -.33 —.49 +.33 +.95 + 1. 4 .45
Ormiański
Lud. T. XXVII.
•
+.95 +.12 —.09 -.33 -.80
+ .06 -.17 —.70 —.80 -.65 -.17 +.38 +.45 + 1
4
50
W celu unaocznienia osiągniętych wyników uciekniemy
się do następującego prostego przedstawienia graficznego. Weź
miemy kwadrat rozpadający się na pola kwadratowe, odpo
wiadające wartościom liczbowym powyższych tabel. Wyniki
przedstawione w Ryc. 1. dla Tabeli 1 i Ryc. 2. dla Tabeli II
otrzymano zabarwiając pola odpowiadające wartościom współ
czynników :
od -f- 0.01 do 4- 0.10 kropką,
od -f 0.11 do -f- 0.20 rzadkiemi cienkiemi kreskami czarn.,
■od -j- 0.21 do 4- 0.35 gęstemi kreskami czarnemi,
od + 0.36 do -f- 0.60 dwoma paskami czarnemi,
od -j- 0.61 do -j- 0.80 trzema paskami czarnemi,
od 4- 0.81 do -j- 1.00 czarnem polem.
J2 • ^
« ^
«
<T~*1 'S
r*- v**
o
2
•5
- ^ S S
tS)
r~a
c
Ctí
3
o
o
CU
■
ni
C ćo
Litewski
St. słowiański
Gocki
III
mmi
St. irlandzki
Lacina
G re c k i
Weclycki
jĄwestyjski
Onr.hński
^
“
I
CJ5 ><Q
m
■■hub
ii
u\
min
m
1
II
DUD
Ryc, 1. Powinowactwa języków indo-europejskich na podstawie
20 starych właściwości językowych.
W obydwu rysunkach mamy po trzy zespoły tworzące
kwadraty z czterech czarnych kwadracików. Odpowiadają one
grupom: bałto-słowiańskiej, italo-celtyckiej i wedycko-awestyj-
51
ákiej. Do grupy bałto-słowiańskiej nawiązuje się język gocki, do
wedycko-awestyjskiej — ormiański, grecki zaś zajmuje stanowisko
pośrednie pomiędzy grupą italo-celtycką i wedycko-awestyjską,
nawiązując się nieco ściślej do tej ostatniej.
• •—j
;s 'Ř
_
^
• 3
°
m
'TU
- cd
_
° Ï3
o ŁO
O
en
o
o
ta
O, Si
<U ^ 05
5- CD S £
t-3
<C O
LiteWilu
słowiański
1618
Gocki
Stirlandjlu
Łacina
Grecki
Wedycki
Awestyjski
Ormiański
EMU
IB
0
n
ii
n
mu
Ryc. 2. Powinowactwa języków indo-europejskich na podstawie 19
starych właściwości językowych dobranych przez K. Moszyńskiego.
Przechodząc do omówienia różnic pomiędzy temi dwoma
ujęciami, spowodowanych oparciem się na odmiennym nieco
składzie uwzględnionych cech, należy podnieść, że tendencja
wniesiona przez mego recenzenta do oderwania języka gockiego
od zespołu bałto-słowiańskiego i do nawiązania tego ostatniego
do języka awestyjskiego nie spowodowała zasadniczych zmian
W ogólnem wzajemnem ustosunkowaniu języków. Język gocki,
tak jak poprzednio, łączy się najściślej z grupą bałto-słowiańską
i mimo zmiany pięciu cech nie związał się on z grupą italoceltycką. Nawiązaniu się grupy bałto-słowiańskiej do języka
awestyjskiego towarzyszy osłabienie łączności pomiędzy grupą
italo-celtycką i wedycko-awestyjską, osłabienie pozycji centralnej
4*
52
języka greckiego, oraz ściślejsze nawiązanie się języka ormiań
skiego do grupy wedycko-awestyjskiej. Poza tym jedynym przy
padkiem wzmożenia powinowactwa, podkreśleniu łączności po
między grupą bałto-słowiańską i językiem awestyjskim towa
rzyszy ogólna tendencja do zróżniczkowania się języków indoeuropejskich.
Bezwątpienia obydwa te wyniki dają nam przecięcia od
noszące się do odmiennych okresów czasu. Zachodzi teraz py
tanie, które daje nam obraz stosunków wcześniejszych, a które
późniejszych.
Jeśli przypuścimy, że modyfikacje mego- recenzenta pole
gają na zastąpieniu cech starszych młodszemi, to w takim 'razie
rozwój języków indo-europejskich idzie w kierunku ich zróżnicz
kowania. Przejawia się to w osłabieniu łączności pomiędzy
grupą italo-celtycką a wedycko-awestyjską, oraz pomiędzy języ
kiem gockim a grupą bałto-słowiańską. Nawiązanie się ściślej
sze ormiańskiego z grupą wedycko-awestyjską stanowiłoby
w tym przypadku konsekwencję późniejszych azjatyckich losów
tych języków, zupełnie tak samo jak wzmożenie powinowactwa
języka gockiego z grupą italo-celtycką znajduje wytłumaczenie
we wczesno-historycznem współżyciu Celtów z Germanami.
W takim jednak razie zaznaczenie się powinowactwa pomiędzy
grupą bałto-słowiańską a językiem awestyjskim musi stanowić
konsekwencję późniejszego rozwoju. Przypuszczalnie wchodziłby
tu w rachubę okres wczesno-h'storycznego wystąpienia ludów
irańskich na terytorjum Europy.
Jeśli przypuścimy, że modyfikacje mego recenzenta pole
gają na zastąpieniu cech młodszych starszemi, to w takim razie
rozwój języków indo-europejskich musiał iść w kierunku ściślej
szego zespolenia nietylko języka gockiego z grupą bałto-sło
wiańską, ale też i grupy italo-celtyckiej z grupą wedycko-awe
styjską. Jedynie za tę cenę możemy bronić pierwotnej ściślej
szej łączności grupy bałto-słowiańskiej z językiem awestyjskim.
Czy tego rodzaju ujęcie jest dopuszczalne, muszą rozstrzygnąć
językoznawcy. W każdym razie, aby wziąć w rachubę tego ro
dzaju ujęcie, musimy się cofać tak daleko wstecz, iż broniona
przez p. K. Moszyńskiego hipoteza p( źnego przyjścia Słowian
z Azji do Europy staje się zupełnie nierealna. Mógłby tu bo
wiem wchodzić w rachubę okres poprzedzający rozdzielenie się
53
grupy wschodniej i zachodniej. Izolacja Germanów w tym okre
sie stanowiłaby przypuszczalnie jeszcze wyraźny ślad ich nieindo-europejskiego ppdłoża, a proces ich indo-europeizacji, przy
najmniej w późniejszych fazach, pozostawałby w ściślejszej łą
czności z Bałto-Słowianami, niż z Celtami.
Które z tych dwu tak zasadniczo różnych ująć jest bar
dziej uzasadnione, tego, nie będąc językoznawcą, nie mogą oczy
wiście rozstrzygać. Na korzyść pierwszego ującia, wypowiadają
cego się za pierwotnością przeciwstawienia się północy połud
niowi i stopniowo postępującego zróżniczkowania języków indoeuropejskich, nasuwają mi się jednak dwa, zdaniem mojem, po
ważne argumenty. Przedewszystkiem prehistorycy przeciwsta
wiają północną grupę południowej. Ponadto za tern przemawia
przeciwstawność nazwy liczebnika 1000.
Na pytanie mego recenzenta: „Jakim sposobem dostały
się między obrane cechy nazwy dla tysiąca (łączące cerkiewny
z gockim !) ? Czyż można, gdy chodzi o określenie stopnia po
krewieństwa języków, posiadanie tej lub innej nazwy dla tysiąca
uważać za równowartościowe z posiadaniem lub nieposiada
niem takiej np. cechy fonetycznej jak š <C s (po i, u, k, r) ? “
muszę również odpowiedzieć zdziwieniem. Czyż memu recenzen
towi nie jest wiadome, że liczebniki, obok zaimków, tworzą
najbardziej konserwatywną część słownictwa ? W obrębie liczeb
ników nie możemy skonstatować żadnego rozbicia dialektycz
nego w rodzinie indo-europejskiej. Jeden liczebnik 1000 stanowi
wyjątek, jak mi na to zwrócił uwagę J. Kuryłowicz. Usunięcie
tych zjawisk, tak bardzo konserwatywnych, przez mego recen
zenta spowodowało zaznaczenie się powinowactwa pomiędzy
grupą bałto-słowiańską i językiem awestyjśkim. Mamy tu zatein
do czynienia z punktem węzłowym krytyki.
Zajmując się językami Afryki środkowej miałem możność
stwierdzenia, że nazwy liczebników wyższych dają obraz obec
nych ustosunkowań terytorjalnych. Natomiast liczebniki niższe,
oraz ich pochodne, odtwarzają ustosunkowanie poprzedzające
późniejsze przesunięcia terytorjalne szczepów. Przez wzgląd na
ten wynik wydaje mi się bardzo prawdopodobnem, że i w rodzinie
języków indo-europejskich rozwój szedł w kierunku zróżniczko
wania, polegającego na wyodrębnieniu grupy północnej. Zależnie
od tego, jak się ocenia łacińskie mille, rozwój ten miał cha--
54
rakter przeciwstawienia północy południowi, lub też zróżnicz
kowania trójkierunkowego. Dla nas w danym przypadku nie
jest to jednak istotne. Chodzi nam tu bowiem o zorjentowanie
się co do czasu, kiedy to mogło mieć miejsce. Otóż co do
tego należy podnieść, że nie można dowieść, by nazwa 1000
była przez Bałto-Słowian zapożyczona od Germanów, a w każ
dym razie jest zupełnie pewne, iż nie można przyjąć, by została
ona zapożyczona po przesuwce germańskiej. Mamy tu zatem
do czynienia z cechą starą, sięgającą wstecz poza to zjawisko
fonetyczne. Wobec tego zaś, że w czasach poprzedzających
operowanie liczbą 1000 mamy jeszcze zwartość rodziny indoeuropejskiej, to należałoby wnioskować, iż obraz zróżniczko
wania, spotęgowany przez pominięcie nazw tego liczebnika, dał
przewagę zjawiskom młodszym.
Przypuszczam, iż to rozpatrzenie konsekwencyj, wynika
jących z modyfikacyj, żądanych przez mego recenzenta, wy
starcza, aby wykazać, że jego entuzjazm został spowodowany
przez to, iż nie „zgłębił“ on należycie nasuwających się tu za
gadnień. Nie uzasadniałoby go nawet i to, gdyby moje wra
żenie, iż więcej iranizmów mamy na wschodzie polskiego ob
szaru językowego, było nieuzasadnione.
❖
❖
*
Również i antropolog;, poświęca mój recenzent więcej miej
sca, niż etnografji. Zaczyna się ten ustęp słowami: „Stronnice 246 —
248 rozdziału VIII mogą być klasycznym przykładem wytrzymało
ści podstaw, na jakich Czekanowski buduje swoje antropologiczne
wnioski“. W ten sposób zostaje zaatakowane to, że, stwierdziw
szy na 7 czaszkach okresu minoicznego śródziemnomorski cha
rakter ludności Krety w tym okresie, jej obecne przesunięcie
w kierunku ludności Europy środkowej nawiązuję do ekspansji
helleńskiej. Miarą złośliwości mego recenzenta jest przytem to,
że dla tych 7 czaszek poobliczał odsetki i zestawił je z odsetkami
podanemi przezemaie dla serji obejmującej 46 czaszek współ
czesnych prawosławnych Greków. Mamy tu tęż samą tenden
cję do ośmieszenia, na którą zwracałem uwagę przy oma:
wianiu argumentu kartoflanego. Jak wygląda zaś stan faktyczny ?
Jeśli na 7 czaszek aż 5 przedstawia typ śródziemnomorski,
a ponadto skład tego rodzaju odpowiada całokształtowi na
szych pozostałych wiadomości, jakkolwiek dokładnych określeń
55
indywidualnych nie posiadamy dla liczniejszego materjału, to
jest już mało prawdopodobne, by ten wynik mógł ulec zasad
niczej modyfikacji, wskutek powiększenia naszych danych z cza
sem. Jeśli zaś w materjale obecnym stwierdzamy przesunięcie
w kierunku składu ludności Europy środkowej z nieproporcjo
nalnie wielką odsetką ludności nordycznej, zaś dawna ludność
półwyspu bałkańskiego posiadała według naszych wiadomości
charakter śródziemnomorski, to najprostszego wytłumaczenia
należy szukać w wielkim procesie, który mógł przynieść ludność
z Europy środkowej do Grecji i na Kretę. Jest ono dużo praw
dopodobniejsze od przypuszczenia mego recenzenta, że mamy
tu do czynienia z konsekwencją kupowania niewolnic. Nie
można przecież nie liczyć się z tern, że o importowaniu niewol
nic z Europy środkowej na Kretę w rozmiarach nakazujących
się liczyć z ewentualnością zmiany składu ludności nie wiemy
niczego zgoła, gdy natomiast autorzy starożytni pozostawili
nam pewne wiadomości o charakterze ludności starożytnej
Grecji, choćby w postaci jej ideału piękna.
Oczywiście gdybym się ograniczył do gołosłownego wy
rażenia mego poglądu na te zagadnienia, tak jak to czyni mój
recenzent, to bym się mniej eksponował na złośliwe wycieczki
nieżyczliwych czytelników, nie zwracających uwagi na pozytywne
walory książki. Przypisuję jednak większą wagę do czytelników,
którzy, korzystając z ogólnego ujęcia najważniejszych zagadnień,
zechcą się zająć pogłębieniem zagadnień szczegółowych, tutaj
tylko prowizorycznie zaszeregowanych. Będę bardzo wdzięcz
ny temu, kto zechce sobie zadać trud i na podstawie niedo
stępnych mi materjałów wyjaśni rozwój stosunków antropolo
gicznych Krety, co do której się przypuszcza, że podobnie jak
wyspy morza Egejskiego zachowała ludność starożytnej Grecji
w dużo czystszej postaci, niż kontynentalna część Grecji. Ja
ograniczyłem się do wyrażenia mego oczekiwania, popartego
wiadomościami co do różnicy pomiędzy ludnością okresu przedgreckiego i dobą obecną. Z istnienia tej różnicy nie zdawał
sobie sprawy jeszcze Felix v. Luschan, cieszący się wielkim
autorytetem. Do posunięcia naszych wiadomości o ten krok
naprzód przez X. Bolesława Rosińskiego przypisuję wielką wagę.
Aby go ocenić, należy się bezwątpienia orjentować w cało
kształcie zagadnień. Tego nie można oczywiście wymagać od
56
etnografa, nawet i wówczas, gdy w swej recenzji poświęca wię
cej miejsca antropologji, niż etnografji.
*
*
*
Ucząc od lat piętnastu antropologji odczuwałem bardzo
potrzebę książki, dającej uczniom możność orjentowania się
w zagadnieniach dziedzin sąsiednich. Stanowi to warunek owoc
nej pracy naukowej. Dlatego ogłosiłem moje wykłady. Oczy
wiście nie mogłem w tym celu przeczytać całej literatury w dzie
dzinie slawistyki, indo-europeistyki, prehistorji, etnografji i t. d.
Musiałbym wówczas zrezygnować z zajmowania się antropologją. Nie mając możności wyczerpania materjału musiałem
oczekiwać sprostowań i uzupełnień ze strony krytyki. Mogłemto uczynić tern spokojniej, że dawałem w książce rzeczy zupeł
nie nowe, zwłaszcza w dziedzinie metod badania. Dotychczas
krytyka nie wykazała nietylko zasadniczych błędów, ale nawet
i poważniejszych braków w mej książce, ogarniającej tak rozle
głe dziedziny i wychodzącej tak daleko poza zakres mych studjów specjalnych. Tłumaczę to sobie tern jedynie, że wchodząca
tu w rachubę literatura naukowa dyskutuje stosunkowo nie
wielką ilość zagadnień, opierając się na syntetycznie już ujętych
materjałach. Wskutek tego zdołałem osiągnąć orjentację ogólną
nie przeczytując całej literatury przedmiotu. Dlatego też mogę
powiedzieć zupełnie szczerze, że żałuję bardzo, iż p. K. Moszyńsk1 w dziedzinie etnografji, stanowiącej jego specjalność ogra
niczył się do jednego przykładu fikcyjnego, w dodatku nie
szczęśliwego, zaś dwa inne działy potraktował powierzchownie.
