ec8de5bf829fa22f06ef666562eee111.pdf
Media
Part of Polemika, cz. 2 Lud, 1925, t. 24
- extracted text
-
POLEMIKA.
Odpowiedź p. Czekanowskiemu
na jego wyjaśnienia w sprawie recenzji z odczytu Stanisława
Poniatowskiego p. t.: „Podłoże rasowe kultur zasadniczych".
Zgadzam się najzupełniej ze zdaniem p. Czekanowskiego (1925 a
■str. 47), że zasadniczym warunkiem rozwoju nauki jest
jawność krytyki naukowej i cieszę się niezmiernie, że dzięki
■agresywnemu wystąpieniu p. Czekanowskiego w recenzji odczytu Stani-ława Poniatowskiego p. t. : „Podłoże rasowe kultur zasadniczych"
(J. Czekanowski 1924) doszło nareszcie do tej jawności ze strony p.
Czekanowskiego. Jeżeli zaś p. Czekanowski skarży się obecnie (1925 a
str. 47), że „panujące u nas stosunki" stały się przykremi, to niestety
powiedzieć należy, że sam on je wytworzył swoją. nielojalnością i agre
sywnością swoich wystąpień.
Usprawiedliwiania się p. Czekanowskiego (1925 str. 46—49)
:z postawionych mu przezemnie zarzutów (1925 str. 44—45) niepodobna
uznać za zadowalające, jeżeli porównamy je z treścią oświadczenia p.
Poniatowskiego, zgłoszonego i przyjętego do protokołu posiedzeń Sekcji
Nauk Antropologicznych XII Xjazdu Lekarzy i Przyrodników Polskich
w Warszawie, oraz z treścią komunikatu p, Poniatowskiego (1925),
ogłoszonego drukiem w Pamiętniku Zjazdu.
Komunikat powyższy rzuca na tę sprawę światło bardzo wyraźne,
a p. Czekanowski w swojem wyjaśnieniu ostatniem (1925 a str. 47),
uiimo swej woli, wnioski p. Poniatowskiego i moje (1924 a) uzupełnił
nawet we właściwym kierunku. Nie można przecież uważać za lojalne
ze strony p. Czekanowskiego w stosunku do p. Poniatowskiego prze
trzymywanie jego rękopisu i hamowanie biegu sprawy w ciągu kilku
miesięcy, skoro sam p. Czekanowski przyznaje (1925 a str. 47), że
uczniowie jego kończyli wówczas „swe obliczenia na te same tematy“.
Wyjaśnienia p. Czekanowskiego potwierdzają więc tylko jego winę.
Ponieważ p. Czekanowski przyznał się, że w tym czasie uczniowie
jego „kończyli swe obliczenia na te same tematy", któremi zajmował
się p. Poniatowski, przeto lojalność elementarna nakazywałaby p. Cze
kanowskiemu nie hamować sprawy odpowiedzi Kasie im. Mianowskiego,
lecz sprawę tę przyspieszyć, tembardziej, że na ocenę znanego już p.
13*
196
Czekanowskiemu odczytu można było znaleźć trochę czasu, nawet
i w drodze do Finlandji czy też Kairu, nie mówiąc już o 12 dniowym
pobycie we Lwowie. Wszakże Komitetowi Kasy im. Mianowskiego, jako
złożonemu nie ze specjalistów, chodziło nie o aprobatę pewnych wniosków
p. Poniatowskiego, ale tylko o stwierdzenie ogólnego poziomu
jego naukowej pracy. Tego zaś rodzaju charakterystykę mógł p.
Czekanowski napisać w ciągu kilkunastu minut. Uzupełniać, czy też
krytykować wywody autora recenzent powinien tylko na podstawie prac
ogłoszonych drukiem, jako dostępnych krytyce naukowej, a nie na pod
stawie prac niedostępnych jeszcze dla krytyki, jak np. prac wykonywanych
przez uczniów recenzenta, gdyż wyniki takich prac moźnaby przyjmować
tylko na podstawie autorytetu recenzenta. Tymczasem właśnie nietylko
jawność krytyki naukowej, o którą tak woła p. Czekanowski, ale zarazem
i jej uczciwość wymagają nienadużywania swego autorytetu wobec laików
(np. Komitetu Kasy im. Mianowskiego, Wydziału Nauki M. W. R.
i O. P. i t. p.) przy opinjowaniu o cudzych pracach.
Zresztą chyba p. Czekanowski sam sobie zdaje sprawę z tego, że
nie może być autorytetem w stosunku do p. Poniatowskiego, skoro sam
p. Czekanowski parę lat temu przyjeżdżał do Warszawy, by zasięgnąć
porady u p. Poniatowskiego w sprawie jednej ze swych prac, którą
odczytywał mu w rękopisie i prosił o wydanie opinji o, niej.
Niestety więc stwierdzić tu muszę wielką winę ze strony p. Czekanowskiego, który, zamiast udzielić niezwłocznie Kasie im. Mianowskiego'
odpowiedzi rzeczowej w sprawie podania p. Poniatowskiego, wolał sprawę
tę przewlekać jak najdłużej, aby uniemożliwić w ten sposób p. Ponia
towskiemu wcześniejsze wykończenie pracy, ponieważ i w Zakładzie p.
Czekanowskiego prowadzone były badania na ten sam temat.
Inne szczegóły poruszone przez p. Czekanowskiego w związku ze
sprawą p. Poniatowskiego pomijam, ponieważ p. Poniatowski, jako osoba
bezpośrednio zainteresowana, udzieli osobiście odpowiedzi na nie ' na
łamach „Ludu".
Przejdę natomiast teraz do odparcia krytyki ze strony p. Czeka
nowskiego (1925 a; 1925 b), wymierzonej przeciw mej pracy o analizie
typów antropologicznych (1924).
Nie odmawiałem bynajmniej p. Czekanowskiemu prawa do krytyki
prac moich, wystąpiłem jedynie przeciw krytyce niepopartej żadnemi
argumentami a gołosłownie przekreślającej moje wysiłki. Nie uchylam
się od krytyki prac moich, gdyż nietylko uznaję, że każdemu krytykować
wolno rzecz ogłoszoną drukiem, a nawet przeciwnie ciekaw jestem bardzo
każdej krytyki poważnej — jako sprawdzianu wartości pracy. Traktować
jednak poważnie mogę tylko krytykę rzeczową i bestronną. Jakiego zaś
rodzaju jest krytyka p. Czekanowskiego — będę mógł wykazać w arty-
197
kule następnym ; w każdym jednak razie nie będę rywalizował z p. Czekariowskim pod względem jego taktyki — polegającej na przekręcaniu
treści poszczególnych ustępów mej pracy.
Narazie ograniczam się do odpowiedzi na artykuł pierwszy p. Cze
kanów skiego (1925 a) i najpierw poruszę główny zarzut postawiony
mej pracy (Stołyhwo 1924). W tej sprawie p. Czekanowski (1925 a
str. 48) pisze, że zdaniem jego metoda moja ogłoszona w 1924 r. jest
„dyskwalifikowana przez pracę“ Tylora „ogłoszoną w r. 1888“, a przeto
ćlo oceny się nie nadaje“.
Rozważmy jednak, czy takie apodyktyczne stanowisko p. Czekanowskiego jest słuszne? Otóż Tylor podnosi, że, „opierając się na
liczebnościach kombinacyj różnorodnych kategoryj, podstawę sądu sta
nowi porównanie liczebności postrzeganej z liczebnością teoretyczną,
obliczoną przy założeniu braku związku“. Ponieważ ja w mojej metodzie
nie uwzględniłem tego wymagania metodologicznego, stawianego przez
Tylora, przeto p. Czekanowski dyskwalifikuje moją metodę. Nierzeczowość
i niesłuszność sądu powyższego p. Czekanowskiego stwierdzają fakty
następujące :
1. Metoda Tylora została skrytykowana i podważona w swej racji
stanu, nietylko podczas dyskusji, bezpośrednio po jej przedstawieniu
przez Tylora (patrz str. 271 Journal of the Anthropological Institute
Vol. XVIII. Nr. 3 1899) na posiedzeniu Instytutu Antropologicznego
w Londynie, ale również przez szereg autorów, jak naprzykład przez
A. Riedżkę (1902 str. 104) t. j. przed dwudziestu paru laty, lub przez
F. Graebnera (1911 r: str. 88—89)’ a tem samem nie może być uwa
żana za obowiązującą,
2. Metoda moja przedewszystkiem ma na celu, jak o tem piszę
wyraźnie na str. 11 i 16 (Stołyhwo 1924), operowanie materjałem nielicznym, tak często spotykanym w antropologji, w zakresie
np. szczątków kopalnych ludzkich, lub też różnych ras współczesnych,
zbadanych nieraz w skąpej bardzo ilości, a więc stosowanie do
niej metody Tylora ze względów zasadniczych nie jest
możliwe.
Widzimy więc, że nie istnieje żadna podstawa do twierdzenia, by
wymogi metodologiczne Tylora mogły być uważane za obowiązujące dla
każdej metody badania- typów antropologicznych, a w szczególności dla
mojej metody.
Sprawę tę w artykule następnym omówię obszerniej, zastanawiając
się nad wartością pewnych metod, t. zw. biometrycznych, dla sprawy
analizy typów antropologicznych. Obecnie ograniczę się tylko do posta
wienia wniosków następujących :
1. Albo p. Czekanowski widocznie nie zna prac autorów kryty
kujących metodę Tylora, a tem samem w zbyt pochopnej krytyce mojej
pracy wykazał swe zacofanie i elementarne braki co do znajomości lite
ratury dotyczącej sprawy zastosowania metod statystycznych, która go
oczywiście obowiązuje, jako zdecydowanego zwolennika tego kierunku
badań w naukach antropologicznych. Taki stan rzeczy jest tembardziej
198
dziwny, że w sprawie metody Tylora i w literaturze polskiej znajduje
się odpowiednia wzmianka a mianowicie S. Poniatowski w pracy swej
(1919) wyraźnie pisze, że: „ważnym szkopułem, o który rozbija się
metoda Tylora, jest zbyt mały materjał, który nie pozwala na zastoso
wanie rachunku prawdopodobieństwa“.
2. Albo być może p. Czekanowski zna prace autorów krytykują
cych metodę Tylora, lecz nie uznaje słuszności ich wywodów. W takim
jednak razie p. Czekanowski jest obowiązany wykazać wpierw : dlaczego
tych wywodów nie uznaje, oraz na czem polegają ewentualne błędy ze
strony tych autorów, a dopiero po ukazaniu się w druku odnośnej
pracy p. Czekanowskiego, obowiązywać mnie będzie stosowanie metody
Tylora, o ile oczywiście argumenty p. Czekanowskiego będą przekony
wujące. W chwili jednak obecnej żaden uczony poważny i bezstronny
nie może dyskwalifikować mojej metody dlatego, że nie uwzględnia ona
pracy Tylora (1888), uznanej obecnie za przestarzałą i pozbawioną
wartości przez szereg autorów.
3. Albo być może p. Czekanowski przeoczył, że moja metoda
przeznaczona jest przedewszystkiem dla operowania materjałem nielicznym,
a więc przez to nie nadaje się do zastosowania metody Tylora. W ta
kim razie p. Czekanowski metody mojej nie zrozumiał albo też zrozu
mieć nie 'chciał, chociaż o tem wyraźnie piszę na str. 11 i 16 (Stołyhwo 1924).
W każdym jednak razie, bez względu na to, który z powyższych
wniosków moich najbardziej zbliża się do prawdy, powiedzieć mogę, że
p. Czekanowski, robiąc mi zarzut (1925 b str. 49), że metoda moja
„nie czyni zadość wymaganiom nauki współczesnej“, ponieważ nie
uwzględniła przestarzałej zasady Tylora, sam siebie zdyskwalifikował ze
stanowiska obowiązującego krytyka, t. j. odpowiedniego poziomu oraz
znajomości sprawy i tematu.
Jednostronność i tendencyjność sądów p. Czekanowskiego stwierdza
doskonale jego własne zdanie, wypowiedziane podczas dyskusji ze mną
na posiedzeniu Sekcji Nauk Antropologicznych XXII Zjazdu Lekarzy
i Przyrodników Polskich w Warszawie, a mianowicie p. Czekanowski
powiedział wówczas, iż jest mu wszystko jedno : przez jakie okulary
patrzeć: czy przez czerwone, lub niebieskie, albo zielone, byle tylko
badania były prowadzone i dawały wyniki.
Zdanie powyższe p. Czekanowskiego charakteryzuje stosunek jego
do nauki.
Uważałem za słuszne zaprotestować przeciw ogólnikowej formie
krytyki p. Czekanowskiego w jego recenzji o odczycie Poniatowskiego,
ponieważ znam pochopność p. Czekanowskiego do wydawania goło
słownych sądów, które później z dziwną łatwością zasadniczo zmienia.
Jako przykład przytoczyć mogę bardzo lekceważącą recenzję p. Czeka
nowskiego (1910) o kapitalnej pracy P. W. Schmidta, będącej jednym
z cenniejszych dorobków kierunku historycznego w etnologji. Obecnie
199
jednak p. Czekanowski zmienił swe zdanie i aprobuje wyniki tej pracy.
Czy można wobec tego traktować poważnie sądy krytyczne, wypowia
dane przez p. Czekanowskiego ?
Na zakończenie poruszę sprawę dotyczącą poziomu ogólnego arty
kułu p. Czekanowskiego (1925 a), który w sposób jaskrawy uwydatnia
się w ustępie następującym: „Możność wykazania tak zasadniczych bra
ków w znajomości przedmiotu u p. K. Stołyhwy daje zupełne uprawnienie
dla nawet i bardzo ostrego krytykowania jego działalności naukowej.
Nie potrzebuję tego uzasadniać, ani wielkością mego dorobku
naukowego, którego rozmiary przewyższają bodaj
przeszło dziesięciokrotnie rozmiary dorobku nauko
wego p. K. Stołyhwy, ani też tem, że dorobek naukowy
mych uczniów przewyższa poważnie jego dorobek
naukowy. Zresztą moje stanowisko naukowe nakłada
na mnie przykry niekiedy obowiązek czuwania nad
poziomem prac ukazujących się u nas w dziedzinie obję
tej mą katedrą“1).
Ustęp powyższy maluje dosadnie oblicze psychiczne p. Czeka
nowskiego. Ciekaw jestem bardzo jaką to metodę statystyczną i jakie
kryterjum stosuje p. Czekanowski do oceny wielkości swego i mego
dorobku naukowego, skoro w sposób tak konkretny wyraża swą opinję
w cyfrze.
Nie znam miernika, który mógłby być zastosowany w sposób
objektywny i przekonywujący w tego rodzaju sprawie. W każdym jednak
razie podkreślę, że jeżeli za podstawę weźmiemy ilość prac i komuni
katów naukowych, to p. Czekanowski nie posiada nawet jednej trzeciej
części ilości prac moich.
W każdym jednak razie metoda powyższa p. Czekanowskiego :
drapowania się w stosunku do mnie w togę autorytetu i przeprowa
dzania hierarchji własnego dorobku naukowego, nie wykazuje conajmniej
dobrego smaku, czy zaś jest uzasadniona? nie mogę o tem sądzić, gdyż
nie uznaję za możliwe ocenianie prac własnych.
Przechodzę więc nad oceną powyższą p. Czekanowskiego do po
rządku dziennego, jako nad sądem, nie posiadającym żadnej wartości
objektywnej a ośmieszającym tylko jego samego.
KAZIMIERZ STOŁYHWO.
LITERATURA.
1910
— J. Czekanowski — Recenzja pracy P. W. Schmidta : Die Stellung1 der
Pygmäenvölker in der Entwicklungsgeschichte des Menschen. (Zeit
schrift für Ethnologie str. 830—831).
_
.
_ ^
1924 — J. Czekanowski — Recenzja odczytu: S. Poniatowski
Podłoże rasowe
kultur zasadniczych. (Lud, Tom XXIII) Lwów.
1925 a — J. Czekanowski — W sprawie artykułu p. K. Stołyhwy: w sprawie
metod Prof. Jana Czekanowskiego oraz recenzji jego z odczytu Sta
nisława Poniatowskiego p. t. : „Podłoże rasowe kultur zasadniczych .
(Lud, Tom XXIV) Lwów.
’) Ustęp powyższy podkreślony został przezemnie.
200
1925 b - J- Czekanowski — Metoda analizy typów antropologicznych p. Kazi
mierza Stolyhwy w świetle kryterjum niezależności. (Lud Tom XXIV).
1911 - F. Graebner — Methode der Ethnologie Heidelberg.
1919 - S. Poniatowski — O metodzie historycznej w etnologii i znaczeniu
jej wyników dla historji. (Przegląd Historyczny) Warszawa.
1925 - S. Poniatowski — Próba analizy historyczno-etnologicznej najstarszych
kultur europejskich. (Pamiętnik XII Zjazdu Lekarzy i Przyrodników
Polskich w Warszawie).
1902
A. Riedźko — Tieorija wierojatnostiej i istorija pierwobytnoj kultury.
(Etnograficzeskoje Obozrenije Nr. 1).
1924 — K. Stolyhwo — Analiza typów antropologicznych. (Światowit Tom
XII).
1924 a - K. Stolyhwo — W sprawie metod Prof. Jana Czekanowskiego oraz
recenzji jego z odczytu Stanisława Poniatowskiego p. t. : „Podłoże
rasowe kultur zasadniczych“. (Lud Tom XXIV).
1888 - Tylor E. B. — On a Method of Investigating 1he Development of
Institutions applied to Laws of Marriage and Descent. (The Journal
of the Antropological Institute of Great Britain and Ireland Tom XVIII).
W sprawie polemiki pomiędzy p. J. Czekanowskim a p. K. Stołyhwą.
Odpowiedź p. Czekanowskiego (Lud XXIV, 46—49) na artykuł
p. Stołyhwy (tamże, 44—45), napisany poniekąd w mojej sprawie
aczkolwiek bez mojej inicjatywy, zmusza mnie do złożenia następujących
wyjaśnień :
1. Na posiedzeniu Sekcji Nauk Antropologicznych XII Zjazdu
Lekarzy i Przyrodników w Warszawie w dniu 15. XII. 1925 po wysłu
chaniu odczytu p. Czekanowskiego o ostatnich pracach, wykonanych
pod jego kierunkiem, złożyłem następujące oświadczenie, które zostało
włączone do protokułów Sekcji :
„Na początku r. 1924 wygłosiłem w Pol. Tow. Geograficznem
w Warszawie odczyt p. t. „Podłoże rasowe kultur zasadniczych“, w któ
rym, jak to wyraźnie zaznaczyłem, dzieliłem się ze słuchaczami tymczasowemi wynikami rozpoczętych obszerniejszych badań. Na odczycie tym
obecny był Prof. Czekanowski, któremu w dyskusji w bardzo dobitny
sposób podkreśliłem różnice pomiędzy memi poglądami a jego na po
ruszane zagadnienia. Z pracy mojej przedstawiłem komunikat na zjeździe
Międzynarodowego Instytutu Antropologji w Pradze we wrześniu r. 1924,
ściślej i częściowo przy pomocy nowych argumentów formułując wyniki
mych odnośnych badań. Podkreślam, że w czasie odczytywania przeze mnie
tego komunikatu p. Czekanowskiego na sali nie było. W d. 13 lipca
1925 r. wręczył mi p. Czekanowski w ostatnich dniach wydany t. III
serji II Ludu (1924), wskazując umieszczoną w nim przez siebie recenzję
mego odczytu w Pol. Tow. Geograficznem, przyczem na zapytanie moje
wyraźnie przyznał, że napisał ją po przeczytaniu rękopisu mego komu
nikatu, który w styczniu 1925 r. złożyłem jako załącznik do podania
do Komitetu Kasy im. J. Mianowskiego w Warszawie, a który to rękopis
Komitet Kasy bez mej wiedzy przesłał do poufnej oceny p. Czekanowskiemu, jako swemu mężowi zaufania“.
2. Posiadam następujące oświadczenie :
201
„Niżej podpisani obecni w d. 15 lipca 1925 r. na posiedzeniu
Sekcji Nauk antropologicznych XII Zjazdu Lekarzy i Przyrodników pol
skich w Warszawie stwierdzają, że prof. dr. Jan Czekanowski, odpo
wiadając na uczynione mu przez p. Stanisława Poniatowskiego zarzuty
natury moralnej, przyznał, iż „przetrzymywał“ rękopisy p. Poniatowskiego,
nadesłane mu do oceny przez Kasę im. Mianowskiego. Warszawa.
(—) Kazimierz Stołyhwo, (—) Czesław Pietkiewicz, (—) Zofja Wąsowiczówna, (—) St. Wąsowski“.
3. Pomimo oświadczenia p. dr. Macieszy, przewodniczącego na
ówczesnem posiedzeniu zjazdowem, że sprawa zarzutów, poczynionych
przeze mnie p. Czekanowskiemu, nadaje się do załatwienia na drodze
honorowej, p. Czekanowski na tę drogę się nie udał.
4. Uniemożliwiając mi szybsze otrzymanie odpowiedzi ze strony
Kasy im. Mianowskiego przez przetrzymywanie moich rękopisów, p. Cze
kanowski miał możność wyprzedzenia moich rozwiązań pewnych zagadnień
pracami swoich uczniów, którym dał do opracowania te same zagadnienia.
Tak np. znając rezultaty mojej analizy kultury magdaleńskiej i rasy
Cromagnońskiej, p. Czekanowski dał do zanalizowania tę rasę p. Ulbrychównie, która w pracy swej doszła zasadniczo do tych samych wyników.
Dla zadokumentowania powyższego odnośny mój rękopis p. t. „Analiza
historyczno-etnologiczna najstarszych kultur europejskich“ przeczytałem
na tem samem posiedzeniu Zjazdu, na którym p. Ulbrychówna refero
wała swą pracę. Naturalnie p. Ulbrychównie żadnego zarzutu nie czynię,
bo nietylko niewątpliwie nie znała ona mego odnośnego rękopisu, ale
nie wiedziała zapewne, co skłoniło p. Czekanowskiego do powierzenia
jej tego tematu, który zresztą opracowała przy pomocy metod całkiem
odmiennych.
5. Nie odmawiam nikomu prawa krytykowania moich odczytów
i nie miałbym nic do zarzucenia p. Czekanowskiemu, gdyby swą recenzję
ogłosił w r. 1924 po ówczesnem wysłuchaniu mego odczytu. Byłoby to
nawet dla mnie b. pożądane, bo gdyby recenzja ta była zgodna z poglą
dami wypowiedzianemi przez p. Czekanowskiego w dyskusji, to bardzo
ostro wystąpiłyby różnice między poglądami p. Czekanowskiego a mojemi,
których p. Czekanowski nie zdążył jeszcze podówczas sprawdzić przy
pomocy swych metod. Natomiast uważam za rzecz karygodną pisanie
krytyki nie na podstawie wysłuchania odczytu — choć za taką jest ta
krytyka podana przez p. Czekanowskiego — ale na podstawie poufnie
otrzymanego rękopisu.
6. P. Czekanowski pisze: „Na zarzut, że uczyniłem to bez poro
zumienia z autorem, muszę odpowiedzieć pytaniem: Czy jest dopuszczalne,
by opinja w sprawie subwencyjnej była pisana w porozumieniu z auto
rem“ (1. c. 47). Na tę zręczną próbę wysunięcia motywu materjalnego,
którego przypisywanie przeciwnikowi jest tak często stosowane w dzi
siejszych czasach, zaznaczę tylko tyle, że co innego jest pisać opinję
w porozumieniu z autorem, a co innego zapytać autora, czy pozwala
na drukowanie opinji (wszystko jedno jakiej, dobrej czy złej) o swoim
rękopisie.
202
7. Ponieważ posługiwanie się moim rękopisem przy pisaniu recenzji
z mego odczytu według p. Czekanowskiego „mogło mu dać jedynie
przeświadczenie, że nie podnosi zarzutów nieuzasadnionych“ (1. c. 47),
więc zaznaczam, że mimo posiadania mego rękopisu p. Czekanowski
przypisał mi poglądy, których ani w odczycie ani w rękopisie nie wy
powiedziałem, bo są one sprzeczne z tem, co pisałem. Dotyczy to np.
rzekomo zaakceptowania przezemnie „w sposób zupełnie zdecydowany“
nawiązania przez W. Schmidta rasy pigmejskiej do rasy „mongolskoarktycznej“, które zdaniem p. Czekanowskiego u mnie polega na wkluczeniu Lapończyków do szeregu ludów karłowatych. Istotnie, jeden z ele
mentów składowych Lapończyków zaliczam wbrew W. Schmidtowi do
rasy pigmejskiej, ale wcale go nie wiążę z rasą „mongolsko-arktyczną“,
bo koncepcję tej rasy uważani za całkiem chybioną i w rękopisie nawet
tej wprowadzonej przez Schmidta nazwy nie wymieniłem, zaś w odczycie
pogląd Schmidta wymieniłem ale tylko w celu zaznaczenia różnicy mię
dzy stanowiskiem jego a mojem.
8. Przykład powyższy świadczy zarazem o niedostatecznej znajo
mości przez p. Czekanowskiego dawniejszego dorobku kierunku histo
rycznego w etnologji, co zresztą do r. 1924 p. Czekanowski jasno sobie
uświadamiał, odczytując mi w latach 1922—23 w miarę pisania swą
pracę o rasach i ludach, przeznaczoną jako wstęp do zbiorowej histoiji
powszechnej. P. Czekanowski chętnie wówczas korzystał z udzielanych
mii przeze mnie rad i wskazówek, niekiedy b. nawet elementarnych, jak
np. pouczenie p. Czekanowskiego w r. 1923, że analiza historycznoetnologiczna kultur Ameryki Płd. została ogłoszona drukiem już w r. 1913,
co spowodowało potrzebę zupełnego przerobienia przez p. Czekanow
skiego odnośnego rozdziału jego pracy. Jakże smutno wobec tego wyglą
dają słowa p. Czekanowskiego, że w ciągu 12-dniowego pobytu we
Lwowie nie miał czasu na napisanie recenzji znanego mu od roku od
czytu albo te, że uzupełnienie moich nawiązań przez wyniki skończonych
w międzyczasie obliczeń jego pracowniczki było z jego strony tylko
„aktem lojalności naukowej“ (I. c. 47).
Zdaje się, że powyższe fakty aż nadto wystarczająco ilustrują głę
bokie różnice w pojmowaniu lojalności naukowej przez p. Stołyhwę a p.
Czekanowskiego, którego sprawami nie zajmowałbym się publicznie,
gdyby nie zaszła potrzeba rzeczowego uzupełnienia jego polemiki z p.
Stołyhwą.
Warszawa, 15/III. 1926 r.
STANISŁAW PONIATOWSKI.
W sprawie badań nad podłożeni rasowem populacyj antropologicznych.
TRESC: Trudności definicji typów antropologicznych. — Niekrytyczne stoso
wanie metod statystycznych i przecenianie ich wartości. — Poszuki
wanie nowych dróg metodycznych w sprawie anal zy typów antropolo§ïcznych. — Kryterjum niezależności E. B. Tylor’a. — Zarzuty Flower’a,
Riedźki i Graebnera. — Bezwartościowość zastosowania kryterjum
Tylor a do metody K. Stołyhwy. — Wielki walor cech pigmentacyjnych. — Podrzędne znaczenie wskaźnika głównego. — Wielkie zna-
/
203
czenie odcieni popielatawych i rudawych barwy włosów. — Metoda
p. Czekanowskiego asymilowania wyników naukowych. — Typy antro
pologiczne p. Czekanowskiego. — Nieścisłość cytat p.Czekanowskiego. —
Elementarne błędy statystyczne p. Czekanowskiego. — Typy podstawowe
i typy wtórne. — Ciemnienie oczu i włosów. — H. fanobrachycephalus
K. Stołyhwy a typ (“ p. Czekanowskiego. — Połowiczne stosowanie
przez p. Czekanowskiego zasad współczesnych charakterystyki typów
antropologicznych. — Typ „Y‘ jako mieszaniec. — Rasa grenelska
i jej bezwartościowość. — Neandertaloidy. — Metoda i liagnozy różnicz
kowej. — Niezrozumienie przez p. Czekanowskiego metody K. Stołyhwy
analizy typów antropologicznych a krytyka zagraniczna w tej sprawie.
1. Trudności definicji typów antropologicznych.
Wyświetlenie charakteru podłoża rasowego różnych populacyj antro
pologicznych stanowi jedno z ciekawszych zagadnień antropologji, które
jednak napotyka na bardzo poważne trudności z tego względu, że defi
nicja poszczególnych typów antropologicznych nasuwa jeszcze poważne
wątpliwości (Stołyhwo 1924). Wątpliwości te występują z tego powodu,
że definicje typów antropologicznych wykazują nieraz poważne różnice
w interpretacji poszczególnych autorów, co jest uwarunkowane bądź
stosowaniem odmiennych metod, które mogą nieraz posiadać wady za
sadnicze, bądź też jest zależne od wpływu subjektywnych poglądów
autora, bądź wreszcie różnice w poglądach spowodowane bywają wpły
wami terenu i środowiska badań. W różnych bowiem środowiskach
i terenach powstawać mogą odchylenia lokalne w zakresie niektórych
cech danego typu antropologicznego. Te właśnie odchylenia lokalne
przez niektórych autorów podawane są najzupełniej niesłusznie jako typy
zasadnicze. Tego rodzaju błędne definicje typów antropologicznych po
wstają najłatwiej na podstawie dociekań statystycznych nad populacjami,
które przecież składają się przeważnie z mieszańców różnych typów
antropologicznych.
2. Niekrytyczne stosowanie metod statystycznych.
Rezultat niekrytycznego zastosowania metod statystycznych do
badania populacji jest zazwyczaj taki, iż jako typy zasadnicze antropo
logiczne opisywane są te elementy, które występują szczególniej inten
sywnie w danej populacji. W ten sposób wtórne typy lokalne, będące
typowymi mieszańcami, utożsamiane są zupełnie niesłusznie z zasadniczemi elementami danej populacji, które zwykle są w niej stosunkowo
nieliczne. W danym przypadku więc błędne zastosowanie metody staty
stycznej doprowadza do zupełnie mylnej definicji typów antropologicznych.
Najbardziej typowym błędem w tym zakresie jest zastosowanie metody
średnich do definicji typów antropologicznych, a podkreślić należy, że
niestety znaczna większość typów antropologicznych została uchwyconą
na tej właśnie błędnej drodze.
Musimy przeto dążyć do wyświetlenia błędów popełnionych przez
różnych autorów przy określaniu poszczególnych typów antropologicznych
204
oraz szukać musimy nowych dróg do przeprowadzenia definicji należytej
typów antropologicznych, skoro drogi dotychczasowe nie doprowadziły
nas do określonego celu.
3. Przecenianie wartości metod biometrycznych.
Zastosowanie metod biometrycznych do rozwiązania kwestyj po
wyższych nie rokuje niestety należytego powodzenia ze względu na cha
rakter jednostronny wyników otrzymanych przy pomocy tych metod.
Jest to spowodowane prawdopodobnie tem, że nadmierne zaufanie do
metod biometrycznych wprost zaślepia niektórych pracowników nauko
wych, przesłania im szersze horyzonty widzenia i powoduje pomijanie
zdobyczy naukowych, opartych na innych podstawach badawczych,
w danym przypadku odpowiednich wiadomości z zakresu nauk biolo
gicznych.
Na poparcie słuszności zdania powyższego przjtoczę ustęp ze
słynnego dzieła A. Lang’a, który pisze: „Dass namentlich die Pearsonsche, zu einseitig mathematische Schule die Bedeutung der Bio
metrik für die biologische Erklärung von Variation und Vererbung weit
überschätzt, hat die neuere experimentelle, besonders die in den Fussstapfen Mendels wandelnde Vererbungsforschung, an ihrer Spitze
Bateson und Johannsen, überzeugend nachgewiesen“. (1914 str. 205).
Taki stan rzeczy jest zrozumiały zupełnie dla każdego, kto uświa
domi sobie z jednej strony potężną suggestję formuł matematycznych,
dających wrażenie chociażby pozornej ścisłości wyników, z drugiej zaś
strony niezmierną złożoność zjawisk z zakresu dziedziczności. Słusznie
więc pisze w tej sprąwie Bogdanów, że „prawa statystyczne o cha
rakterze opisowym nigdy nie mogą dotyczyć istotnej treści sprawy
a tylko jej strony zewnętrznej“ (1920 str. 55). Nie przenika to jednak
niestety do świadomości tych, którzy starają się ująć obserwowane zja
wiska tylko okiem matematyka a nie biologa.
Skomplikowane metody biometryczne mogą jednak na szczęście
być zastąpione z powodzeniem przez znacznie prostsze i łatwiejsze spo
soby badania i opracowywania mateijału antropologicznego. Potwierdza
najzupełniej zdanie moje powyższe następujący ustęp bardzo ciekawej
pracy W. Scheidťa, który pisze: „Sehr treffend hat Lenz (1924)
die Ueberschätzung der Zahl in biologischen Untersuchungen gekenn
zeichnet: Er sagt: „In der Biologie gelten Ergebnisse, die mit Hilfe
der sog. biometrischen Methoden gewonnen sind, vielfach als ganz
besonders „exakt“. Die mathematischen Gesetzlichkeiten gelten in der
Naturwissenschaft ja mit Recht als Vorbild der Exaktheit und in Uebereinstimmung mit einem bekannten Ausspruche Kant’s meint man, dass
ein Wissenszweig umso exakter sei, je mehr Mathematik in ihm enthalten
sei. Diese Ansicht ist unzweifelhaft im Keime richtig; man muss sich
aber hüten, den Grad der Exaktheit einer Arbeit als einfaches propor
tional der Zahl und Kompliziertheit der dabei angewandten ~ mathema
tischen Formeln anzusehen. Das Ansehen von Exaktheit, welches mathe-
205
matischen Formeln vorausgeht, verführt nur zu leicht dazu, komplizierte
Formeln auch da anzuwenden, wo man mit einfacheren Methoden eben
falls und zum Teil sogar besser auskommen würde. Zumal die sogen,
biometrische Schule Pearson’s hat mit einem ungeheuren Aufwand an
mathematischem Scharfsinn eine Menge komplizierten Formeln als variations
statistische Kollektivmasse aufgestellt. Von den mathematischen Biome
trikern sind jedoch in der Regel gewisse logische Schwierigkeiten über
sehen bzw. übersprungen worden, die in der Messung biologischer
Gegenstände nur eine Scheinexaktheit geben und es dürfte klar sein,
dass der Schein von Exaktheit wahrer Exaktheit geradezu im Wege
steht“ (1925 str. 515—516).
Widzimy z powyższego, iż w szerokich kołach antropologów, sto
jących na najwyższym poziomie przygotowania naukowego, nurtuje
obecnie sceptycyzm co do istotnej wartości metod t. zw. biometrycznych.
Niepodobna więc uważać metody biometryczne za obowiązujące dla
każdego, kto chce w badaniu zachować wysoki poziom naukowy, a nawet
przeciwnie dążyć należy do obmyślenia metod badania łatwiej
szych i prostszych, lecz pod względem logicznym odpowiednio
zastosowanych do danego zagadnienia. Przeskakiwanie bowiem nad
przeszkodami natury logicznej, jak to nieraz jest stosowane w metodach
biometrycznych, pomimo całej drobiazgowości tych metod nie prowadzi
nas do właściwego celu.
4. Poszukiwanie nowych drog metodycznych w sprawie
analizy typów antropologicznych.
Wyrazem poszukiwania nowych dróg metodycznych w antropologji jest
między innemi moja próba analizy typów antropologicznych (Stołyhwo 1924).
Nie uważam jej bynajmniej za rzecz doskonałą i ukończoną.
Świadczy o tem to, że od czasu ogłoszenia mej metody drukiem w 1924 r.
poczyniłem już w niej szereg uzupełnień. Jest to zatem tylko próba
pójścia odmiennemi, nowemi drogami, aniżeli te, któremi kroczą zwo
lennicy metod biometrycznych ; te zaś bynajmniej nie uratowały bytu
antropologji, jak pisze p. Czekanowski (1925 str. 5Û), lecz nawet wpro
wadziły ją na manowce.
Oczekuję więc z zainteresowaniem krytyki mojej metody, która,
wykazując słabe jej strony, przyspieszyłaby dalszy jej rozwój. Wszakże
traktować poważnie mogę tylko krytykę rzeczową i lojalną. Jaką zaś
jest krytyka mojej pracy napisana przez p. Czekanowskiego (1925) ■
przekonamy się o tem, rozpatrując poszczególne jego zarzuty.
5. Kryterjum niezależności E. B. Tylor’a.
Najlepszym przykładem zaślepienia p. Czekanowskiego w sprawie
wartości metod biometrycznych jest jego zdanie (1925 str. 49), że
w pracy mej zastosowana metoda „nie czyni zadość wymaganiom nauki
współczesnej. Nie uwzględnia ona bowiem konieczności stosowania kry-
206
terjum niezależności1*, wysuniętego już przpz znakomitego etnologa
E. B. Tylora w 1888 r.
Nie dziwię się bynajmniej temu, że p. Czekanowski został uwie
dziony zasadami ponętnemi szkoły biometrycznej, gdyż temu losowi
uległ cały szereg nawet bardzo poważnych badaczy, lecz natomiast dziwię
się bardzo, że p. Czekanowski, który jest takim energicznym propaga
torem metod biometrycznych, nie zna widocznie dobrze nawet literatury
polskiej, dotyczącej sprawy zastosowania tych metod.
Skoro bowiem p. Czekanowski uważa za konieczne zastosowanie
w mojej metodzie kryteijum niezależności według Tylor’a (1888), —
przeto można wnioskować, że nie jest mu znaną praca S. Poniatow
skiego (1919 str. 10) wzmiankująca, iż „ważnym szkopułem, o który
rozbija się metoda Tylor’a, jest zbyt mały materjał, który nie pozwala
na zastosowanie rachunku prawdopodobieństwa“.
6. Zarzuty Flower’a, Riedźki i Graebner’a.
Trudno uważać metodę Tylor’a za obowiązującą, skoro została ona
skrytykowaną i zdyskwalifikowaną oddawna już przez szereg autorów
i to zaczynając nawet od dyskusji, po przedstawieniu tej metody przez
Tylor’a, na posiedzeniu Instytutu Antropologicznego w. Londynie w 1888
roku (str. 271).
Tak np. Prof. Flower zrobił wówczas uwagę następującą: „It was,
howewer, perfectly obvious that the value of such a method depended
entirely upon the units of comparison being of équivalent value, and
this seemed to him to be a very great difficulty "when dealing with
groups of mankind“ (1889 str. 271).
Następnie metoda Tylor’a została poddaną badaniu krytycznemu
przez A. Riedźkę (1902 str. 104) przed dwudziestu paru laty i wy
niki tych badań wykazały niemożność zastosowania teorji prawdopodo
bieństwa do małych danych cyfrowych.
Niema przytem podstawy do przypuszczeń, że jest to przeszkoda
natury chwilowej, ponieważ liczebność obserwacyj antropologicznych,
dokonanych w stosunku do przestrzeni i do ilości materjału badanego,
jest niezmiernie skromna.
Widzimy więc, że z punktu widzenia teorji prawdopodobieństwa
trudno rachować na rolę poważną metody Tylor’a, nietylko obecnie,
lecz nawet i w przyszłości, ponieważ materjał badany przez nas nie
przedstawia wymaganych warunków dla jej zastosowania. Przy pomocy
tej metody, pisze Riedźko, być może można coś niecoś zgadnąć, lecz
niepodobna niczego dowieść, ani też stwierdzić, że fakt ten nie ulega
żadnej wątpliwości i stanowi pewną podstawę dla dalszych badań. Na tem
przecież opierały się najlepsze nadzieje związane z metodą Tylor’a.
Ciekawe i bardzo trafne są uwagi krytyczne w sprawie metody
Tylor’a, które poczynione zostały również przez F. Graebnera (1911
str. 88) ; w tej sprawie pisze on, co następuje :
„Ein sehr wesentlicher Fehler der Methode ist schon in der
207
Diskussion die dem Vortrage von Tylor folgte bemerkt worden (J. A.
I. 1888 str. 271) dass nämlich ihre Sicherheit von der Feststellung der
Vergleichseinheiten abhängt und dass diese Feststellung sehr problema
tisch ist. Tylor’s Erwiderung, dass es genüge, jede Erscheinungsgruppe
mit gut charakterisierten Besonderheiten als Einheit zu behandeln, beseitigt
den Einwurf nicht, da ja das so bezeichnete Charakteristikum der Einheit
relativ ist; tatsächlich würde jede besonders umfangreiche Ausbreitung
sekundärer Erscheinungsassoziationen — ganz gleichgültig, ob sie in
Wirklichkeit vorkommt oder nicht; es handelt sich hier nur um die
theoretische Möglichkeit — die Methode, umwerfen oder zu ganz falschen
Ergebnissen führen. Ein zweiter, ebenso fundamentaler Mängel ist, dass
die Methode eine Vollständigkeit des Materials voraussetzt, wie sie weder
bei Tylor vorhanden ist noch nach Lage der Dinge jemals zu erreichen
sein wird ; denn die Annahme, dass die vorhandenen Lücken sich nach
den verschiedenen Richtungen ausgleichen würden, ist zwar optimistisch,
aber zweifellos unbegründet. Diese Unvollständigkeit ist natürlich nicht
nur geographisch, sondern trifft auch die Beobachtungen innerhalb der
als Einheit zusammengefassten Erscheinungsgruppe“.
Najzupełniej słusznie też Graebner (1911 str. 89) zaznacza, że
„Die Statistik kann eben an sich niemals Tatsachen erklären, sondern
nur auf Probleme aufmerksam machen“.
Biorąc pod uwagę zarzuty poważne, wysunięte przez Flowera,
Riedźkę i Graebner’a w stosunku do metody Tylor’a, możemy wypro
wadzić wniosek, że p. Czekanowski prawdopodobnie nie zna literatury
dotyczącej tej sprawy, skoro wysuwa zarzut przeciw mej pracy, iż ona
„nie czyni zadość wymaganiom nauki współczesnej“, ponieważ nie
uwzględnia kryterjum Tylor’a. Gdyby zaś się okazało, że p. Czekanowski
zna jednak prace powyższe, to w takim razie powinien wpierw wykazać
w sposób niezbity, że zarzuty postawione Tylor’owi są niesłuszne, a do
piera później ma prawo krytykować moją metodę z tego punktu widzenia.
7. Bezwartościo wość zastosowania kryterjum Tylor’a
do metody analizy typów antropologicznych K. Stołyhwy.
Ponieważ metoda moja jest przedewszystkiem próbą
analizowania materjału nielicznego, co piszę wyraźnie na
str. 16 (1924), przeto widzimy, że metoda Tylor’a jest zupełnie dla
niej nieprzydatną, gdyż jako oparta na. rachunku prawdopodobieństwa,
jest ona zupełnie bezwartościowa w zastosowaniu do małego materjału.
Na tę nieprzydatność metody Tylor’a do materjału badanego przezemnie (Stołyhwo 1924) wskazują zresztą zupełnie wyraźnie ogromne
błędy prawdopodobne w tabelach p. Czekanowskiego (1925 str. 51
i nast.). Tak np.. z wyróżnionych przezemnie 11 grup pigmentacyjnych,
tylko dla jednej właściwie, a mianowicie dla grupy X, zaobserwować
możemy różnicę (5'65) między liczebnością faktyczną (17) a teoretyczną
(11.35), która to różnica jest znacznie większą od odnośnego błędu
prawdopodobnego (± 2.44). Natomiast w dwóch innych grupach, bra-
-
'■-«w
rn
208
nych pod uwagę przez p. Czekanowskiego, różnice te wynoszą (3.90)
u grupy VI i (2.43) u grupy III przy błędach prawdopodobnych (+2.27)
dla grupy VI i (± 2.21) dla grupy III.
Mam przeświadczenie, że opieranie się na takich drobnych różni
cach, w porównaniu z wielkością błędów prawdopodobnych, zasługuje
na postawienie p. Czekanowskiemu zarzutu wielkiej lekkomyślności, któ
rym to zarzutem lubi on tak bardzo operować w stosunku do innych,
a nie dostrzega tej wady u siebie samego. Należy tu przypomnieć p.
Czekanowskiemu, że, według zasad powszechnie przyjętych, dopiero
wówczas możemy traktować poważnie daną grupę, gdy różnica między
liczebnością faktyczną a teoretyczną jest przynajmniej trzykrotnie większa
od odnośnego błędu prawdopodobnego.
Metodę krytyki p. Czekanowskiego oraz jego ścisłość, ilustruje
zresztą doskonale ustęp następujący jego pracy (1925 str. 52), w którym
p. Czekanowski, stwierdzając, że przy pomocy mojej metody, wyodrębni
łem pod nazwą „zasadniczych grup pigmentacyjnych“ te same jednak
grupy (III, VI i X), które p. Czekanowski, przy zastosowaniu kryterjum
Tylor’a, uznał za wchodzące w rachubę, pisze wszakże w tej sprawie,
że „gdy mnie jednak do wniosku doprowadziła jedna tabela i kilkuwierszowe uzasadnienie, jego metoda wymaga 28-stronicowej dyskusji,,
zawierającej aż 15 tabel, wyposażonych w dodatku w specjalne znaki
typograficzne“. Otóż zdanie powyższe niestety zupełnie nie odpowiada
istocie rzeczy, ponieważ uważny czytelnik przekona się łatwo, że owa
„28 stronicowa dyskusja“ moja dotyczy bardzo wielu kwestyj zasadni
czych zupełnie innej natury. W tej części bowiem mojej pracy piszę
o sprawach tego rodzaju, jak o charakterze morfologicznym grup pigmen
tacyjnych na podstawie aż 15 różnych cech antropologicznych, omawiam
sprawę hierarchji cech, oraz podaję opis szczegółowy mojej metody,
ponieważ wykładam ją po raz pierwszy. Te właśnie sprawy wypełniły
rzeczywiście około 28 stronic druku. Natomiast tej kwestji, o której
w danym przypadku pisze p. Czekanowski, poświęcam jedynie tylko
małą tabelkę na str. 12 oraz kilkanaście wierszy na str. 13 i na str. 39.
Nie przypuszczam, by p. Czekanowski nie był w stanie .zrozumieć tego,
co było napisane przezemnie na owych 28-iu stronicach, a przeto należy
postawić mu zarzut, że w krytyce sWej świadomie wprowadza w błąd
czytelnika, by móc następnie napisać na str. 52, że ilustruje to „zupełnie
dostatecznie zacofanie metodologiczne postępowania p. K. Stołyhwy“.
Jak widzimy z powyższego, p. Czekanowski wmawia w czytelnika, że
moja metoda jest wadliwa, a jego metoda jest lepsza i treściwsza. Tymczasem
okazuje się, że tak nie jest, bo rzekoma ścisłość metody p. Czekanowskiego
polega na bezwartościowem w danym przypadku stosowaniu
rachunku prawdopobieństwa, co potwierdza zresztą niejednokrotnie
sam p. Czekanowski, pisząc np. na str. 54 swojej pracy: „Nadwyżki te
są coprawda nikłe, wynoszą bowiem we wszystkich wypadkach zaledwie
ułamek jednego osobnika... Musimy na nie jednak zwrócić uwagę przez
wzgląd na to, że zaznaczają się w nich wprost zadziwiające prawidło
wości, harmonizujące najzupełniej z całokształtem wyników dotychczaso-
209
wych badań nad antropologią Europy wogóle, a antropologią Polski
w szczególności“ (1925).
Okazuje się więc, że zastosowanie metody p. Czekanowskiego
dało wyniki tak nikłe, jak nadwyżki liczebności postrzeganych nad teore
tycznie oczekiwanemi, wynoszące zaledwie ułamek jednego osobnika.
Wobec tego postawić należy pytanie : czy warto było przeprowadzać te
obliczenia? — skoro na nich oprzeć się nie można. Należałoby zatem
konsekwentnie powiedzieć, że wobec tak nikłych nadwyżek liczebności
uważamy za słuszne powstrzymać się od wyciągania jakichkolwiek wniosków.
Tymczasem p. Czekanowski wyprowadza jednak cały szereg wniosków
na podstawie badanego przezemnie materjału, jedynie tylko przez wzgląd
na zaznaczające się, „wprost zadziwiające prawidłowości“, które pomimo
skromnej liczebności danego materjału, uwypukliły się dzięki zastoso
waniu — mojej właśnie metody, a nie metody p. Czekanowskiego.
8. Wielki walor cech pigmentacyjnych.
Jeżeli p. Czekanowski na str. 56 swojej pracy (1925) pisze, że
„jak widzimy rozpatrzenie kombinacyj grup pigmentacyjnych i wskaźnika
głównego doprowadziło nas do bardzo ważnych, a częśeiowo nawet
i bardzo ogólnych wyników“, to powiedzieć w tej sprawie należy, że
zawdzięczamy to nie metodzie p. Czekanowskiego, ale metodzie
mojej, która uwypukliła wielkie znaczenie grup pigmen
tacyjnych, które to znaczenie było nawet podawane w wątpliwość
przez p. Czekanowskiego przed ukazaniem się mojej pracy (1924).
Teraz zaś, w sprawie wysunięcia na plan pierwszy grup pigmen
tacyjnych, p. Czekanowski (1925 str. 56) pisze: „Mamy tu zatem argu
ment poważnie uzasadniający słuszność oddawna już ustalonego postę
powania w badaniu antropologicznem, które na miejsca naczelne wysuwr
wskaźnik główny i cechy pigmentacyjne“.
Coprawda bardzo niedawno, bo jeszcze w 1923 roku, p. Czeka
nowski był cokolwiek innego zdania w tej sprawie, gdyż na posiedzeniu
Instytutu Nauk Antropologicznych, w odpowiedzi na moje twierdzenie,
że pigmentacja należy do najważniejszych cech antropologicznych i że
należy zwrócić Specjalną uwagę na czyste typy pigmentacyjne, p. Cze
kanowski wyraził w tej sprawie poważną wątpliwość, a nawet, krytykując
moje zdanie powyższe, jako przykład przytoczył ubarwienie tygrysa,
które zdaniem p. Czekanowskiego miało świadczyć o bezwartościowości
czystych typów pigmentacyjnych.
Przykład powyższy wymownie świadczy o tern, że p. Czekanowski
nie zdawał sobie wówczas nawet sprawy, nietylko z wielkiego znaczenia
cech pigmentacyjnych, ale i z tego, że pragnąc obalić znaczenie tych
cech, przytoczył doskonały przykład, jak najbardziej popierający wielką
wagę diagnostyczną pigmentacji. . Przecież pigmentącja tygrysa, jako
barwa t. zw. „dzika“, stanowi typ czysty pigmentacyjny i nie może być
rozważana jako produkt przekrzyżowaó. Wiemy też, że na podstawie
charakteru pigmentacji, wśród rodziny kotów, daleko łatwiej jest wyLud. T. XXIV.
14
210
odrębnie poszczególne gatunki, niż na podstawie różnych pomiarów.
Wskazuje na to wyraźnie praca znakomitego antropologa włoskiego
G. Sergiego (1910).
9. Podrzędne znaczenie wskaźnika głównego.
W sprawie diagnozy ras p. Czekanowski w latach poprzednich
przypisywał specjalnie wielkie znaczenie wskaźnikowi głównemu i zdanie
to potwierdza zresztą w swej pracy ostatniej (1925). Otóż w tej sprawie
zakomunikować mogę, że przeprowadzone przezemnie badania nad hierarchją cech antropologicznych, na podstawie populacji egipskiej, pocho
dzącej z okresu XVIII dynastji faraonów w Tebach, dały rezultat tego
rodzaju, że wskaźnik główny zajmuje miejsce 9-te t. j. przedostatnie
z pośród dziesięciu cech badanych (1925). Wynik powyższy wskazuje
więc na podrzędną zupełnie rolę wskaźnika głównego, przynajmniej
wśród populacji egipskiej z powyższego okresu. Przedwczesnem jest
oczywiście uogólniać wynik powyższy, można jednak już powątpiewać
co do tego, czy zawsze wskaźnik główny posiada rolę pierwszorzędną
w sprawie diagnozy ras ludżkich.
Zresztą badania genetyczne nad wskaźnikiem głównym wykazują
bardzo różnorodne zachowanie się jego w populacjach, co wskazuje
również na podrzędne jego znaczenie.
10. Wielkie znaczenie odcieni popielatawych
i rudawych barwy włosów.
Cieszy mnie bardzo fakt, że udało mi się przekonać p. Czekanowskiego przynajmniej co do wielkiego znaczenia pigmentacji, gdyż
jak widzimy, zmienił on na szczęście pierwotne swe zdanie i zrozumiał
nareszcie wielkie znaczenie odcieni popielatawych i rudawych barwy _
włosów, na które kładę nacisk specjalny w mojej pracy (1924). Cha
rakterystycznym dla p. Czekanowskiego w tej sprawie jest fakt, że
aczkolwiek moja praca jest wcześniejszą od pracy F. Paudlera (1924),
gdyż przedstawioną została jeszcze w 1923 r. na posiedzeniu Instytutu
Nauk Antropologicznych T. N. W., to jednak p. Czekanowski-na str.
54 swojej pracy (1925) cytuje w tej sprawie Paudlera w sposób nastę
pujący : „W grupach VII i IV zaznacza się zespolenie pośredniogłowości
i oczu niebieskich z odcieniami popielatawemi“. „Wskazuje to na typ
północno-europejski. Ną to dla niego tak charakterystyczne zespolenie
zwracał już uwagę Paudler“. Na podstawie powyższego sposobu cyto
wania można byłoby przypuszczać, że Paudler o wiele wcześniej przedemną ten pogląd wyraził. Tymczasem mamy tu do czynienia z poglą
dami, które ukazały się w literaturze jednocześnie i powstały niezależnie
jeden od drugiego. Jest to fakt oczywiście bardzo drobny, lecz świadczy
wyraźnie o tendencjach ze strony p. Czekanowskiego.
Zupełnie też mylną jest interpretacja p. Czekanowskiego, że jakobym
ja „wysunąwszy zrazu potrzebę rozróżniania odcieni rudawych i popie-
211
latawych, w ostatecznym wyniku nie przypisywał do tego już żadnej
wagi (1925 str. 73). Tabela bowiem podana na str. 80 mojej pracy
(1924) nie jest bynajmniej ostatecznym wynikiem, a raczej jest epizodem,
mającym na celu wykazanie, że typy p. Czekanowskiego są koncepcją
sztuczną i nie odpowiadają rzeczywistości. Wskazuje na to wyraźnie
treść tego, co piszą w sprawie tej tablicy na tejże str. 80 1 81 (1924),
że „określenie powyższe byłoby słusznem, gdybyśmy mieli pewność, że
definicja typów powyższych p. Czekanowskiego i Mydlarskiego, jest już
zupełnie ustaloną. Tak jednakże nie jest. Wskazuje na to wyraźnie różnica
w sposobie ujęcia niektórych z tych typów przez p. Czekanowskiego
i Mydlarskiego. W czasach ostatnich mianowicie wprowadzone zostały
dość zasadnicze modyfikacje dawnych określeń Czekanowskiego, jak
o tem była mowa powyżej i przypuszczać można, że dalsze badania nad
typami realnemi na terenie Polski mogą wykazać potrzebę jeszcze nowych
modyfikacyj w zakresie koncepcji tych typów antropologicznych“. Ustęp
powyższy świadczy wyraźnie o charakterze i zadaniach tabeli podanej
na str. 80 w mojej pracy (1924), t. j. że miała ona na celu wykazać,
w sposób możliwie delikatny, sztuczność, a tem samem i bezwartościowość typów wysuniętych przez p. Czekanowskiego.
Zadziwiającym bardzo jest fakt, że p. Czekanowski, po zdyskwali
fikowaniu mej pracy z tego powodu, że nie uwzględniłem kryterjum
Tylor’a, na str. 67 tej samej swojej pracy (1925) sam zresztą pod
waża wartość zastosowania metody Tylor’a przez twierdzenie następujące :
„Błędy prawdopodobnie nie zostały tu również podane, bo cóż one nam
dadzą? Przecież wszystkie wnioski opierać się muszą, wskutek niedosta
tecznej liczebności materjału, na ułamkach jednego osobnika. Jeśli o nich
wogóle może być mowa, to przecież jedynie dlatego, że prawidłowości
są tak uderzające. Jest to spowodowane oczywiście przez to, że wysu
nięcie grup pigmentacyjnycl. było posunięciem bardzo udatném“. P. Cze
kanowski przemilcza jednak, że posunięcie to zostało dokonane przecież
przeze mnie, a nie przez nit'go.
11. Metoda p. Czekanowskiego asymilowania wyników ,
naukowych.
P. Czekanowski (1925 str. 71) nie waha się twierdzić, iż jakoby
wynikiem jego własnej pracy (!) jest „stwierdzenie, że do poszczególnych
typów antropologicznych nawiązują się odmienne odcienie, barwy włosów“.
Z nadzwyczajną rzeczywiście łatwością otrzymał p. Czekanowski
tego rodzaju wyniki i dziwię się bardzo, że nie otrzymał ich cokolwiek
wcześniej, przy pomocy swojej własnej metody diagnozy różniczkowej.
Gdyby p. Czekanowski w tej sprawie napisał, że uważa za słuszne
poglądy wyrażone przez K. Stołyhwę i F. Paudlera w sprawie odmiennych
odcieni barw włosów u pewnych typów antropologicznych —1 byłby
w zupełnym porządku. Skoro jednak na podstawie tylko recenzji swojej
o mojej pracy usiłuje p. Czekanowski podporządkować sobie otrzymane
przezemnie wyniki, to muszę przeciw temu najgoręcej zaprotestować.
14*
212
Wynika z powyższego, że krytyka p. Czekanowskiego miała za
zadanie : potępić moją metodę, nie przebierając pod tym względem
w środkach, aby później wyniki otrzymane przy pomocy mojej metody
zasymilować na drodze dokonania pewnych, najzupełniej zbędnych, przerachowań. Tego rodzaju metoda asymilacji dyskredytuje niewątpliwie .tego,
kto ją .uprawia.
Ze p. Czekanowski po przeprowadzeniu swoich skomplikowanych
obliczeń dochodzi do wniosków zbliżonych bardzo do moich poglądów,
które zostały osiągnięte przy pomocy metody bezporównania prostszej
i bardziej przejrzystej, świadczy również ustęp następujący jego artykułu
(1925 str. 54), w którym p. Czekanowski pisze: „że w wysuniętych“
przez K. Stołyhwę „na miejsce naczelne grupach VI, III i X mamy
istotnie do czynienia z wyraźnemi odchyleniami od ustosunkowania cha
rakterystycznego dla badanej populacji, jako całości“. Wobec tej zgod
ności naszych wyników postawić należy pytanie : czy moja metoda nie
jest lepsza od metody p. Czekanowskiego?, ponieważ bezpośrednio pro
wadzi do celu, pomijając zbędne zastosowanie rachunku prawdopodo
bieństwa. Mniemam, że taka metoda musi być uznana za lepszą, która
osiąga te same rezultaty znacznie szybciej, z mniejszym nakładem pracy
i drogą znacznie prostszą i łatwiejszą.
12. Typy antropologiczne p. Czekanowskiego.'
Charakterystycznym niezmiernie dla logiki postępowania p. Cze
kanowskiego jest również fakt następujący: pisze on, „że materjał opra
cowany przez p. K. Stołyhwę jest zupełnie niewystarczający“ (1925
str. 54). Nie przeszkadza to jednak p. Czekanowskiemu przystąpić nie
zwłocznie, na tej samej stronicy, do przeprowadzenia z przedziwną
łatwością określania wysuniętych przezemnie grup pigmentacyjnych- przez
nadanie im różnych symbolów swoich typów. Najzabawniejszem jest
przytem określenie p. Czekanowskiego mojej grupy IV, składającej się
tylko z jednego osobnika. P. Czekanowski nie waha się w danym przy
padku wypowiedzieć zdanie następujące: (1925 str. 55) „Stwierdza on
zespolenie się jasnych rudawych włosów, jasnych piwnych oczu i średniogłowości, z któremi łączy się średniolicowóść, wąskonosość, wypukły
profil nosa i wzrost - wysoki. Być może będzie to przedstawiciel tego
elementu śródziemnomorskiego, który zdołałem stwierdzić w Badenie“.
Oczywiście nic więcej nie sposób tu powiedzieć, jak to, że owego
śródziemnomorczyka badeńskiego należy włożyć między bajki, ponieważ
H. mediterraneus powszechnie jest uznany jako element ciemnowłosy,
piwnooki, długogłowy, długolicy, oraz wzrostu średniego. Ani więc pigmentacja, ąni też cechy morfologiczne i wzrost mojej grupy IV nie odpo
wiadają charakterowi H. mediterraneus. W tej sprawie zachowałem daleko
większą ostrożność i powściągliwość, aniżeli p. Czekanowski, ponieważ
na str. 79—80 mojej pracy (1924) piszę „że rezultat porównania real
nych grup pigmentacyjnych, występujących na terenie powiatu ostrow
skiego z typami u, ß, y, â, 1 i w Czekanowskiego i Mydlarskiego nie
213
jest zadowalający. W żadnym przypadku nie byliśmy w stanie powiedzieć,
że którakolwiek z naszych realnych grup pigmentacyjn fch odpowiada
najzupełniej któremukolwiek z powyższych typów idealnych. Może być
jedynie tylko mowa o pewnem zbliżeniu“. Podając zaś na str. 80 (1924)
tablicą, ilustrującą owe zbliżenia do typów Czekanowskiego, pominąłem
zupełnie moją grupą IV w tej sprawie, aczkolwiek z wiąkszą słusznością
możnaby było powiedzieć, że ten jedyny przedstawiciel grupy IV jest
prawdopodobnie mieszańcem powstałym na skutek przekrzyżowań H.
nordicus z jakimś elementem ciemnookim.
Na definicją typów powyższych p. Czekanowskiego zapatruję sią
bardzo sceptycznie, ponieważ są one sztucznym produktem opra
cowań statystycznych i nie odpowiadają stosunkom
realnym, jak to wykazało przeprowadzone przezemnie porównanie
(1924 st. 72—81). Dziwaczna przytem nomenklatura tych typów, posługająca się alfabetem greckim, świadczy wyraźnie o braku znajomości ze
strony p. Czekanowskiego zasad terminologii naukowej powszechnie
przyjętych w taksonomji.
13. Nieścisłość cytat p. Czekanowskiego.
Niezmiernie charakterystycznym dowodem nieścisłości cytat p. Cze
kanowskiego z mojej pracy (1924) są ustępy podane przez niego na
str. 57 i 66 (1925) w którym p. Czekanowski usiłuje imputować mi,
iż jakoby doliczyłem się „że całość stanowi przeszło 145 setnych“. Jest
to oczywiście zupełnie niezgodne z prawdą. W rzeczywistości bowiem,
na str. 80 mojej pracy (1924), po zaznaczeniu, że pomiędzy mojemi
realnemi grupami pigmentacyjnemi a typami p. Czekanowskiego wystę
puje tylko pewne zbliżenie, a zgodności zupełnej niema, podaję tablicę,
w której wykazuję, że moja grupa II odpowiadać może, bądź typowi
bądź też typowi „w“ ; następnie, że moja grupa V odpowiadać
może bądź typowi
bądź też typowi
; dalej, że moja grupa VIII
odpowiadać może bądź typowi
bądź typowi
; wreszcie, że
moja grupa X odpowiadać może bądź typowi „ß“, bądź też typowi „w".
Na skutek takiego względnego tylko zaznaczenia zbliżenia moich
grup pigmentacyjnych do niektórych typów „greckich" p. Czekanow
skiego, — ograniczyłem się do podania u dołu poszczególnych kolumn,
odpowiadających poszczególnym typom p. Czekanowskiego, maksymalnych
stosunków procentowych występowania tych elementów. Nie zsumo
wywałem jednak wcale tych cyfr, gdyż tego rodzaju czynność
byłaby oczywiście elementarnym błędem logicznym.
P. Czekanowski jednak dokonał tego elementar
nego błędu, gdyż zadał sobie najzupełniej niepotrzebnie trud zsumo
wania wszystkich cyfr, wykazujących maksymalne stosunki procentowe
występowania poszczególnych typów i otrzymał w ten sposób ogółem
145.93 %.
214
14. Elementarne błędy statystyczne p. Czekanowskiego.
Ze p. Czekanowski popełnił wspomniany powyżej błąd logiczny,
nie dziwi to mnie wcale, ponieważ w stosowanej przez niego metodzie
diagnozy różniczkowej, popełnia on stale jeszcze gorsze błędy logiczne,
jak np. dodawanie centymetrów do milimetrów, wielkości kątów do
wielkości wskaźników, uzupełniając powstałe w ten sposób „średnie
różnice“ nawet wielkością cyfry nie oznaczającej żadnej wielkości, jak
numery porządkowe skali barw oczu i włosów (Czekanowski 1910).
Dziwi mnie natomiast bardzo imputowanie mi przez p. Czekanowskiego
(1925 str. 57) „skrajnej nieudolności statystycznej“ na podstawie błędu
popełnionego nie przeze mnie, lecz przez niego samego.
Jest to rzeczywiście fakt bardzo charakterystyczny, iż p. Czeka
nowski, który nie wyczuwa absurdów logicznych w swej własnej metodzie
diagnozy różniczkowej, wykazuje jednak tak nadzwyczajną wrażliwość
nawet na błędy, których ja nie popełniłem wcale, a które są tylko jego
własnym wytworem.
15. Typy podstawowe i typy wtórne.
Dziwi mnie niezmiernie, że p. Czekanowski nie zorjentował się
zupełnie w tem, że ja traktuję bardzo sceptycznie jego typy antropo
logiczne i że dochodzę w tej sprawie w pracy mojej U924) do wniosków
zupełnie negatywnych.
Wprost zaś jestem zdumiony twierdzeniem p. Czekanowskiego
(1925 str. 57), jakobym wysuwał w pow. ostrowskim na miejsce naczelne
„ciemnowłosego nadkrótkogłowca“, skoro zupełnie wyraźnie wysunąłem
na miejsce naczelne grupę VI t. j. jasnorudawego, niebieskookiego krótkogłowca, nie jako element najliczniejszy, lecz jako grupę czystą pod
względem charakteru cech pigmentacyjnych i posiadającą charakter typu
podstawowego w danem podłożu rasowem.
Elementarne wprost niezrozumienie mojej pracy zdradza p. Cze
kanowski, twierdząc na str. 62 (1925), że ja w końcu 5 arkusza mej
pracy wysuwam na miejsce naczelne ciemnowłosego nadkrótkogłowca
a w środkowej części mej pracy, oraz na jej końcu, jasnowłosego krótkogłowca. P. Czekanowski splątał tu dwie zupełnie różne kwestje : typów
podstawowych i typów wtórnych.
Otóż grupę VI, t. j. jasno-rudawego niebieskookiego krótkogłowca
wysunąłem jako typ podstawowy, natomiast grupę X, t. j. ciemnopopielatawego zielonawookiego krótkogłowca, a nie „nadkrótkogłowca“ jak
pisze p. Czekanowski, wysunąłem jako lokalny typ wtórny. Niema więc
w tem żadnej sprzeczności, tembardziej, że na str. 61 mojej pracy (1924)
piszę wyraźnie, że „grupa X pozyskała już nawet w danym terenie
przewagę nad macierzystą grupą VI, na tle której powstała“. Że w danym
terenie występuje liczniej ciemnopopielatawy zielonawooki krótkogłowiec,
nie wynika z tego jednak bynajmniej, by mógł on być uważany za typ
czysty, podstawowy, ponieważ barwa jego oczu wskazuje wyraźnie na to,
215
że jest on mieszańcem. Pan Czekanowski zaś, który o typach antropo
logicznych sądzi najwidoczniej tylko na podstawie liczebności ich wystę
powania, zapomina o tem, że w populacji mieszańcy są zazwyczaj bardziej
liczni, niż typy czyste, będące istotnem podłożem rasowem. Dlatego
właśnie zapatruję się sceptycznie na typy „greckie“ p. Czekanowskiego,
ponieważ, opierając się na liczebności występowania pewnych elementów,
ujmuje on nie typy podstawowe, lecz różne kategorje lokalnych mie
szańców.
Jak widzimy z powyższego p. Czekanowski uwikłał się w rzeko
mych sprzecznościach mojej pracy dlatego, że operuje mylną metodą
przy ocenianiu typów antropologicznych. Ponieważ jednak te sprawy
przedstawione zostały przezemnie zupełnie wyraźnie i dobitnie, przeto
trudno mi jest przypuścić nawet, by p. Czekanowski naprawdę nie mógł
zorjentować się w tej kwestji, skoro zorjentowali się w niej doskonale
inni czytelnicy, a nawet autorzy obcokrajowi. Wobec tego wysuwanie
przez p. Czekanowskiego takiego rodzaju nieistniejących .sprzeczności
w mojej pracy tłumaczyć muszę tem, że dążył on celowo w swej krytyce
do wprowadzenia w błąd czytelnika — przez tendencyjne fantazjowanie
na temat mojej pracy.
16. Ciemnienie oczu i włosów.
Co się tyczy ciemnienia oczu i włosów, to proces ten oczywiście
ma miejsce w ciągu rozwoju osobniczego. Wszakże proces tego rodzaju
nie może być stwierdzony na drodze badań statystycznych nad pewną
populacją, składającą się z osobników mniej więcej jednakowego wieku,
jak np. populacja badana przeze mnie. Jeżeli pewne osobniki w danej
populacji posiadają ciemne włosy i oczy zielonawe, to nie mamy żadnych
podstaw konkretnych do twierdzenia, że jest to ten sam typ, co element
niebieskooki i jasnowłosy, chociażby pod względem morfologicznym była
wielka między nimi zgodność. Dopiero na drodze badań nad rozwojem
osobniczym należałoby dowieść, iż typ niebieskooki i jasnowłosy prze
kształca się w dalszym swym rozwoju osobniczym w typ ciemnowłosy
i zielonawooki. Ponieważ jednak znamy w naszym kraju liczne osobniki,
które w wieku bardzo późnym posiadają oczy niebieskie i włosy jasne,
przeto wątpić należy, by przypuszczenie powyższe- można było generali
zować. Dlatego właśnie w pracy mojej (1924 str. 60) napisałem o gru
pie X, t. j. ciemnopopielatawym zielonawookim krótkogłowcu, iż stanowi
ona „produkt infiltracji typów ciemnych w podłoże typów jasnych“. Nie
mogłem zresztę identyfikować grupy VI t. j. jasnorudawego niebiesko
okiego krótkogłowca z grupą X t. j. z ciemnopopielatawym zielonawo
okim krótkogłowcem, jak to pragnie uczynić najzupełniej bezpodstawnie
p. Czekanowski (1925 str. 61—62) — na drodze przypuszczenia niezakończonego jakoby jeszcze ciemnienia włosów i oczu u grupy VI,
ponieważ proces ciemnienia włosów nie powoduje bynajmniej zmiany
tonu barwy. Element więc jasnowłosy rudawy ciemfiiejąc staje się ciemno
włosym rudawym, a jasnowłosy popielatawy ciemniejąc staje się ciemno-
2Í6
włosym popielatawym. Z powyższego wynika, że trudno tłumaczyć
różnicę pomiędzy mojemi grupami pigmentacyjnemi VI i X przy pomocy
procesu niezakończonego jeszcze ciemnienia, jakby to chciał p. Czekanowski (str. 61 1925), ponieważ grupa VI jest jasnowłosą rudawą,
natomiast grupa X jest ciemnowłosą popielatawą, a badanie moje (Stołybwo 1924) i F. Paudlera (1924) wykazały przecież wielką wagę diagno
styczną tonu barwy włosów.
Zresztą należy tu zrobić jeszcze jedno zastrzeżenie, a mianowicie,
że ustalanie się barwy oczu zachodzi bardzo wcześnie i wątpić należy,
by w okresie wieku 20—25 lat, a takim jest materjał badany przeze
mnie, mogło następować przekształcenie się oczu niebieskich w zielone.
Na podstawie powyższego uważam więc wnioski i t. zw. „wyniki“
p. Czekanowskiego (1925 str. 61 i str. 71) za zupełne bezpod
stawne.
17. H. fanobrachycephalus K. Stołyhwy a typ „y“
p. Czekanowskiego.
P. Czekanowski (1925 str. 63) ma do mnie wyraźną pretensję
o to, że nie utożsamiłem mego jasnorudawego niebieskookiego krótkogłowca. t. j. Homo fanobrachycephalus z jego typem „y“.
Wykazałem już wyraźnie na str. 74 mojej pracy (1924), że nie
stety nie mogłem tego uczynić. Różnice bowiem najważniejsze pomiędzy
temi typami występują wyraźnie w zakresie barwy oczu i włosów, po
nieważ H. fanobrachycephalus nie ujawnia wcale tendencji do oczu
zielonawych, ani do ciemniejszych odcieni włosów blondynowych — jak
typ
Prócz tego występują u mego typu w porównaniu z typem
»7“ wyraźne różnice w zakresie kształtu nosa i proporcji kończyn,
szczególniej zaś górnych, które napewno nie ulegną skróceniu w dalszym
rozwoju osobniczym reprezentujących go osobników. Co się tyczy wskaź
nika licowego, to skoro p. Czekanowski twierdzi, że typ „y“ jest szerokolicy, aczkolwiek p. Mydlarski charakteryzuje ten sam typ jako
średniolicy — można przechylić się na stronę p. Czekanowskiego, jako
głównego autora pod tym względem i powiedzieć, że w zakresie wskaź
nika licowego mój typ wykazuje zgodność z typem „y“. Ponieważ
jednak wskaźnik licowy jest cechą wartości podrzędnej, w porównaniu
z walorem różnic zaobserwowanych w zakresie cech pigmentacyjnych,
przeto nie uważam za słuszne utożsamiać mego jasno-rudawego niebiesko
okiego krótkogłowca z typem „y“.
18. Poł owiczne stosowanie przez p. Czekanowskiego
zasad współczesnych charakterystyki typów antro
pologicznych.
Chętnie przyznaję, iż w sprawie wskaźnika licowego u typu „y“,
zostałem wprowadzony w błąd przez p. Czekanowskiego (1921 str. 66),
który podaje wielkości tego wskaźnika wynoszące 92—93, t. j. odpo-
217
wiadające wielkościom charakterystycznym dla elementów wąskolicych —
według zasad norm klasyfikacyjnych współczesnych. Przypuszczałem więc,
że p. Czekanowski pomylił się w określeniu słownem, podaném jedno
cześnie, że typ „y“ jest elementem „krótkolicym“. Utwierdziło mnie
w tem przekonaniu określenie przez p. Mydlarskiego typu „y“, jako
średniolicego, tembardziej, że słyszałem od p. Mydlarskiego, iż p. Cze
kanowski zaakceptował modyfikację p. Mydlarskiego jako słuszną. Przeto,
mając już smutne doświadczenie co do wielkiej plastyczności typów p.
Czekanowskiego, zależnie od potrzeby, wolałem napisać w mojej pracy
(1924 str. 75), że „właściwie więc nie wiemy, czy według p. Czeka
nowskiego typ „y" jest wąskolicy, czy też szerokolicy“. Obecnie, po
wyjaśnieniu p. Czekanowskiego, uświadomiłem sobie, że podaje on cha
rakterystykę cyfrową typu
według starej metody, t. j. jeszcze z okresu
przed 1906 r., a określenie słowne według zasad współczesnych. Jest
to oczywiście tylko dowód, że p. Czekanowski zapomniał o elementarnym
obowiązku podawania obu charakterystyk według zasad współczesnych.
Niezmiernie charakterystycznym dla p. Czekanowskiego (1925 stř 63)
jest fakt, iż będąc przyłapanym przezemnie na tego rodzaju błędzie,
usiłuje on odwrócić uwagę czytelnika — przez twierdzenie, że to ja
padłem „ofiarą własnej nieznajomości rzeczy“... i że zapomniałem jakoby,
iż przed dwudziestu laty „antropologowie polscy reprezentowali kierunek
francuski“. Niestety fakty oczywiste w tej sprawie przeczą dialektyce
p. Czekanowskiego. P. Czekanowski bowiem nie należy do szkoły fran
cuskiej antropologów polskich, a nawet gdyby do niej należał, to obecnie,
od czasu Kongresu w Monaco w 1906 r., na którym uzgodniono- technikę
pomiarową, obowiązują go zasady nowe. Tymczasem p. Czekanowski
w pracy swej ogłoszonej w r. 1921 stosuje zasady stare, bez zaznaczenia,
że określenia jego typów podane są według zasady już przestarzałej.
W ten sposób wprowadza on czytelnika w błąd. Postępowanie takie jest
zupełnie nieumotywowane i dziwnem jest, że w sprawie tak ważnej, jak
definicja typu antropologicznego, p. Czekanowski oparł się na materjale
przestarzałym, a w dodatku nielicznym. Rozporządzamy przecież obecnie
w tym względzie bogatym materjałem i zgromadzonym według Zasad
współczesnych. W każdym jednak razie p. Czekanowskiego obowiązuje,
jeżeli chce zachować wysoki poziom naukowy, podanie w pracy druko
wanej w 1921 r. odpowiedniej poprawki wielkości, która była zaobser
wowaną według metody przestarzałej. Przecież chodzi tu nie o sprawę
podrzędną, lecz o kwestję pierwszorzędnej wagi, jak definicja typu antro
pologicznego, która winna być ścisłą i możliwie precyzyjną.
Niestosowanie się do zasad uchwalonych na Międzynarodowym
Kongresie Antropologicznym w Monaco w 1906 r. świadczyłoby o za
cofaniu metodycznem p. Czekanowskiego. Stosowanie się zaś połowiczne,
jak to w danym przypadku, w pracy ogłoszonej w 1921 r. uczynił
p. Czekanowski, świadczy tylko o niestarannem wykończeniu pracy
i definicji typu „y“ z jego strony.
W każdym jednak razie miło mi jest stwierdzić, że pod wpływem
218
mojej pracy (1924) p. Czekanowski odrzucił charakterystykę typu „y“,
podaną przez p. Mydlarskiego i powrócił do swej koncepcji pierwotnej.
19. Typ „y“ jako mieszaniec.
Co się tyczy wartości koncepcji p. Czekanowskiego w sprawie
typu
to mam w tej sprawie poważne wątpliwości, chociażby ze
względu na ostatnie wyniki otrzymane przez samego p. Czekanowskiego
w tej kwestji. Pisze on, że wysoce charakterystyczne jest nawiązywanie
się odcieni rudawych do typu „ß“ i odcieni popielatawych do typu
Typ
natomiast zajmuje i pod tym względem stanowisko pośrednie,
gdyż u osobników jaśniej pigmentowanych zaznacza się tu tendencja do
odcienia rudawego, a u ciemniejszych mamy wyraźnie zaznaczoną ten
dencję do odcienia popielatawego (1925 str. 71).
Wyobraźmy sobie, że to istotnie p. Czekanowski stwierdził, że do
poszczególnych typów antropologicznych nawiązują się odmienne odcienie
barwy włosów, chociaż właściwie mówiąc do tego zdania wcześniej od
p. Czekanowskiego doszli K. Stołyhwo (1924) i F. Paudłer (1924).
W każdym jednak razie być może p. Czekanowski pod wpływem autorów
powyższych słusznie stwierdził, że odcienie rudawe są właściwie jego
typowi
a odcienie popielatawe, — jego typowi
Następne
jednak zdanie jego, dotyczące typu „y“, pozwala nam przypuszczać, że
albo p. Czekanowski w stosunku do tego typu nie uznaje wielkiej wagi
odcieni rudawych i popielatawych, albo też, że w obrębie typu
występuje szereg elementów różnorodnych, z których jedne mają ton
rudawy włosów, inne zaś odcień popielatawy. W takim razie typ „y"
byłby zespołem mieszańców.
Przypuszczenie p. Czekanowskiego, że dla typu „y“ przy ciemnieniu
włosów z wiekiem „jest charakterystyczne przesunięcie od włosów jasnych,
rudawych, połączonych z oczami niebieskiemi, ku włosom ciemnym, popielatawym, połączonym z oczami zielonawemi“ (1925 str. 71) jest
najzupełniej nieuzasadnione. Jeżeli bowiem przyjmiemy, że odcień rudawy
i popielatawy, jako cechy pierwszorzędnej wagi, są rezultatem działania
odrębnych genów, to jest zupełnie niezrozumiałe, w jaki sposób zachodzić
może tego rodzaju zasadnicza zmiana w ubarwieniu włosów przy ciem
nieniu ich z wiekiem. O ile zrozumiałem jest w tej sprawie, że włosy
ciemnieją z wiekiem, to jednak zmiana odcieni ich nie jest uzasadnioną,
a w każdym razie nie może być dowiedzioną za pomocą operacyj sta
tystycznych, na których wyłącznie opiera się p. Czekanowski. Również
zmiana barwy oczu niebieskich na zielonkawe w wieku 20—25 lat nasuwa
poważne wątpliwości. Z powyższego wynika, iż typ „y“ p. Czekanow
skiego najprawdopodobniej jest zespołem mieszańców i nie
, może z tego powodu pretendować do charakteru typów podstawowych.
T
"V
'
w-r?1* ■
*
20.
219
R asa grenelska i jej bezwartościowość.
Zastanowić się teraz należy nad poglądem p. Czekanowskiego (1925
str. 63), że jego typ
jest bezwątpienia identyczny z rasą grenelską.
Wobec ciągłego podkreślania przez p. Czekanowskiego, że ja
oparłem się w mej pracy (1924) na niewystarczającym pod względem
liczebności materjale, sądzićby należało, że p. Czekanowski w tym wzglę
dzie zachowuje większą ostrożność. Tymczasem okazuje się, że definicja
rasy grenelskiej opartą została na szczątkach zaledwie paru osobników.
Podkreślić przytem należy, że szczątki ludzkie, wydobyte w Grenelle
w 1870 r., z pokładów napływowych, nie wykazują pod względem, swej
budowy żadnej cechy tak osobliwej, jak np. czaszka z Neanderthalu,
która mogłaby być uznaną za typ specjalny, ze względu na swą nie
zmiernie charakterystyczną budowę, nawet i w tym przypadku, gdybyśmy
nie mieli większej liczby tego rodzaju znalezisk.
W dodatku podkreślić należy, że pochodzenie szczątków z Grenelle
i ich starożytność nasuwa bardzo poważne wątpliwości. W tej sprawie
prof. Boule, znakomity paleoantropolog francuski, pisze, co następuje:
„Je ne m’ arrêterai aux squelettes des aluvioňs de Clichy (1868) et
de Grenelle (1870) que pour signaler la témérité des anthropologistes
qui ont tenté récemment de prouver leur antiquité géologique. Une. telle
démonstration, quarante ans après les découvertes et par des personnes
n’ ayant pas vu les gisements, ne saurait avoir grande valeur. La pru
dence la plus élémentaire impose à la paléontologie humaine de ne
tenir compte, pour ses spéculations, que des documents d’origine irré
prochable“ (1911 str. 210).
Elementarna więc przezorność nakazuje nam traktować z wielką
rezerwą szczątki, z Grenelle i w żadnym razie nie można na podstawie
tych szczątków ustalać i definjowąć typ antropologiczny, gdyż z punktu
widzenia systematyki zakrawa to wprost na humbug. Jedyną wartością
tego typu jest to, że nazwa jego ładnie brzmi.
Tymczasem p. Czekanowski traktuje typ grenelski najzupełniej
poważnie i czyni nawet bardzo śmiałe i szerokie powiązania oraz spe
kulacje w tej sprawie.
Na dowód przytoczę ustęp następujący z pracy p. Czekanowskiego:
„Der Grenelletypus, der von Schliz in der Offnetbevölkerung festgestellt
wurde, kommt meinem „sarmatischen“ oder „y — Typus“ am nächsten,
oder ist mit ihm gar identisch. Von Deniker wurde das meinem „y —
typus“ entsprechende Element als „subnordische Nebenrasse“ bezeichnet
(1925 a. str. 76).
Zwrócić tu należy uwagę na specjalną metodę p. Czekanowskiego
w cytowaniu pewnych autorów. Z powyższego bowiem można byłoby wnio
skować, że Deniker uznał swoją rasę subnordyczną za odpowiadającą typowi
„y“ Czekanowskiego. Tymczasem nic podobnego nie miało miejsca. Deniker
napewno nie wiedział nawet o istnieniu typu „y“ i tylko p. Czekanowski
usiłuje utożsamić swój typ „y“ z rasą subnordyczną Denikera. Mniejsza
o to zresztą. W każdym jednak razie widzimy, że typ „y“ posiada cha-
220
rakter bardzo uniwersalny według p. Czekanowskiego, gdyż zdaniem jego
pasuje do niego również i mój Homo fanobrachycephalus.
21. Neandertaloidy.
O szerokich bardzo podobieństwach typu „y“ i o charakterze
nawiązań w tym względzie, dokonywanych przez p. Czekanowskiego,
świadczy również ustęp następujący w jego pracy : „Das stärkere Abwei
chen des männlichen Grenelleschädels in der Richtung der Schädel des
„Pfahlbautypus“ ist durch seinen robusteren Bau bedingt, der die Schädel
des zuletzt erwähnten Typus auszeichnet. Man spricht manchmal von
ihrem „neanderthaloiden“ Habitus“ (1925 a str. 74).
A więc widzimy, że i neandertaloidy nawet wchodzą tu w grę.
Do zdania powyższego p. Czekanowskiego z powodzeniem zastosować
można jego zdanie własne, wypowiedziane w tej samej, pracy (str. 66)
pod innym adresem, a mianowicie zdanie o powierzchownych badaczach,
odkrywających wszędzie neandertaloidów, aby zwrócić ogólną uwagę na
swoje prace. P. Czekanowski (1925 a str. 66) pisze mianowicie: „Die
Oberflächlicheren suchten nämlich überall „Neanderthaler“ oder wenigstens
„Neanderthaloiden“ zu entdecken und in dieser Weise die allgemeine
Aufmerksamkeit auf ihre Arbeiten zu ziehen“. W danym przypadku zdanie
powyższe p. Czekanowskiego doskonale pasuje do oceny poprzedniego
jego ustępu, z którego widać, że p. Czekanowski nie orjentuje się
zupełnie w kwestji tak zwanych naeandertaloidów i ich morfologji. Można
oczywiście zamki budować na lodzie, jeżeli to sprawia komuś przyjemność.
Do tej bowiem kategorji pomysłów zaliczyć muszę niestety fantasmagorje
p. Czekanowskiego na temat typu grenelskiègo i neandertaloidów, po
nieważ są one oparte na bardzo kruchej podstawie, zarówno ze względu
na wykazane powyżej braki zasadnicze, dotyczące szczątków z Grenelle,
jak też ze względu na braki zasadnicze metody diagnozy różniczkowej,
na której te spekulacje są oparte.
22. Metoda diagnozy różniczkowej.
Sprawę wartości i precyzyjności metody diagnozy różniczkowej
p. Czekanowskiego rozpatruję oddzielnie. Ograniczę się przeto tu do
zaznaczenia tylko, że metoda ta nie wzbudza zaufania ze względów
następujących :
1. Operuje ona wielkościami najzupełniej niewspółmiernemi i różnorodnemi co do swego charakteru — traktując je wszystkie jako jednowartościowe ;
2. Nie uwzględnia różnic wartości morfologicznych poszczególnych
cech i ich współzależności ;
3. Nie może być zastosowaną do badania cech antropologicznych
opisowych, które nieraz posiadają wielką wartość diagnostyczną.
4. Jest subjektywną w sposobie ujmowania poszczególnych elemen
tów rasowych na diagramach.
221
Na dowód, że zarzuty wysunięte przezemnie przeciw metodzie
diagnozy różniczkowej nie są tylko mojem osobistem zdaniem, przytoczę,
że metoda ta już bardzo dawno uległa surowej krytyce ze strony S. Po
niatowskiego (1912). W ostatnim zaś zeszycie „American Journal of
Physical Anthropology“ (1926), wychodzącem pod redakcją znakomitego
antropologa amerykańskiego Dr. Aleša Hrdlički w Waszyngtonie,
znajdujemy również bardzo surową ocenę metody diagnozy różniczkowej
p. Czekanowskiego. Przytaczam ustęp następujący: „The tendency to
reduce anthropology to the simple and definite order of geometry and
mathematics, recurs again and again on the part of workers who are
still full of the optimism and resistlessness of scientific youth. It iś only
later, much Iater, that they are bound to acknowledge that nature, with
man especially, Works on no easily delimitable grooves, but with unbounded complexity an understanding of which we may here and there
approach but can neither fully reduce nor fathom. The author has measured a sériés of Polish skulls and utilizing twelve indices of these
together with skull capacity and with additional data obtained from
literaturę believes himself justified in advancing the following main con
clusions: With the aid of the method of „differential analysis“ it is
possible to décomposé every population into a number of ćranial types
that correspond strictly to anthropological types. These types, very du
rable, reach far into the past. The number of these types is limited
and strictly defíned. Every skull can be described and defined as to
its race. And having now this „key“ we can not only apply it to solving
the anthropological riddles of the present but also those of the past.......
This....................... some of the modern biometricianS and earlier phrenologists is an attempt at anthropological mechanics which are to do away
with our difficulties. The trouble or one of the troubles is that all these
panaceas ignore nature“ (1926, Vol. IX, str. 130 131).
Zwięzła, a zarazem niezmiernie surowa krytyka powyższa, dosko
nale ocenia bezwartościowość metody diagnozy różniczkowej, a zarazem
wielkie zaślepienie tych, którzy ją stosują, a nawet uważają ją za swego
rodzaju panaceum, które może rozwiązać wymienione powyżej zagadnienia
antropologiczne.
Wobec zaznaczonych powyżej braków zasadniczych w metodzie
diagnozy różniczkowej, oparte na niej poglądy „harmonijne p. Czeka
nowskiego (1925 str. 64) „na zagadnienia systematyki mieszkańców
Europy, Afryki oraz Azji na północ od Himalajów nasuwają bardzo
poważne wątpliwości, czy odpowiadają one istocie rzeczy.
Ponieważ na tejże stronicy p. Czekanowski pisze: „Nie przypuszczam
bowiem, bym przed upływem lat kilkunastu miał możność zajęcia się
zagadnieniem wartościowania cech i oparcia na tej podstawie kontroli
obecnie osiąganych wyników“, przeto widzimy, że niestety nie zanosi
się nawet wcale na naprawę tej tak bardzo grube’ i nielogicznej metody.
222
23. Niezrozumienie przez p. Czekanowskiego metody
K. Stołyhwy analizy typów antropologicznych, a kry
tyka zagraniczna w tej sprawie.
■
Przeprowadzona powyżej analiza zarzutów p. Czekanowskiego,
postawionych mej pracy, oraz t. zw. „syntetycznych zamknięć“ p. Cze, kanowskiego, doprowadza nas do przekonania, że mają one tylko pozory
rzeczowości i ścisłości oraz polegają na tendencyjnem przekręcaniu
i przeinaczaniu treści mego tekstu, jak też na imputowaniu mi sprzecz
ności w mojej pracy, których wcale w niej niema, a które zatem są
produktem albo fantazji p. Czekanowskiego, albo też zupełnego conajmniej niezrozumienia treści mej pracy.
Ze względu na powyższe właściwości krytyki p. Czekanowskiego
staje się dla mnie zupełnie obojętnem stanowisko jego w stosunku do
wyników mojej pracy i wysuniętego przez moje badania typu Homo
fanobrachycephalus oraz jego nawiązań do innych składników ludności
europejskiej. Wystarcza mi najzupełniej to, że praca moja została dosko
nale zrozumiana przez uczonych zagranicznych, o czem świadczy np.
ustęp następujący z pracy Dr. Egona Frhr von Eickstedťa, który dosko
nale zrozumiał treść mojej pracy — pisząc: „Zu einer der interessan
testen, weil uns naheliegendsten dieser Zwischenformen gehören die
Osteuropäiden, die Ostrasse (Deniker, Pöch), die „Ostbalten“ Nordenstrengs und Günthers, der Homo fanobrachycephalus Stolyhwo’s. Der
homo fanotrichus glaucops brachycephalus (kurz : fanobrachycephalus)
bildet nach Stolyhwo mit dem fanodolichocephalus (nordicus) und scotodolichocephalus (mediterraneus) die drei Fundamentalrassen von Europa,
während Alpinus und Dinaricus als Mischtypen oder aussereuropäische
Beeinflussung anzusehen sind“ (1925 str. 245).
Ze praca moja nie była trudną do zrozumienia dla czytelników
bezstronnych świadczy o tem również chociażby recenzja Dr. K. Salier’a,
który przedstawił treść zasadniczą i wyniki mej pracy z wielką ścisłością.
Dr. K. Salier mianowicie pisze: „Verf. sucht die anthropologischen
Typen auf einem direkteren Weg anzugehen, als es der der statistischen
Methodik ist, und- zwar in der Weise, dass er die Gruppen „wirklicher
Typen“, die in einem gegebenem Gelände sich finden, ‘ und weiter die
hauptsächlicher Entwicklungsrichtungen einzelner Typen untersucht. Er
durchforscht so den Bezirk Ostrów (Palatinat Białystok) und findet in
ihm einem neuen Grundtypus „Homo fanotrichus glaukops brachycephalus“
abgekürzt „Homo fanobrachycephalus“ geheissen“.
Das Zentrum für die Ausstrahlung dieses „Homo fanobrachyce
phalus“, der ja der subnordischen Rasse Denikers recht ähnlich sieht,
liegt im Norden Zentraleuropas. Die anderen anthropologischen Typen,
wie beispielweise der H. alpinus und der H. dinaricus die bisher als
Grundtypen für die europäische Bevölkerung angesehen wurden, stellen
223
tn erster Linie eine Weiterentwicklung der drei angenommenen Grundiypen dar, wenn man den Einfluss aussereuropäischen Rassen in Betracht
zieht“ (1926 str. 29).
Zacytuję wreszcie recenzję o mej pracy, która ukazała się w „Ame
rican Journal of Physical Anthropology“, wychodzącym w Waszyngtonie
pod redakcją znakomitego antropologa amerykańskiego, Dr. A. Hrdličků
Wykazuje ona również doskonałe zrozumienie treści mojej pracy, a mia
nowicie : „On the basis of an extensive study of the anthropological
types in certain parts of Poland (Dist. Ostrów) the author cornes to the
conclusion that the most prévalent and characteristic type of the popu
lation is that of light-haired blue-eyed, medium-statury brachycephals ;
and he regards this strain as one of the more fundamental types of
Europe (the others being the nordic, alpine and mediterranean). He
believes this type had once, and still has, a wide distribution in central
and northern Europe and is in an important wäy connected with the
Slavs“ (1926 Vol. IX str. 119).
A więc widzimy, że krytyka bezstronna uczonych zagranicznych
wykazała zupełnie zrozumienie dia wyników naukowych przezemnie
osiągniętych.
Zobaczmy teraz dla porównania, w jaki sposób potraktowane
zostały przez fachowców zagranicznych prace p. Czekanowskiego.
W rozdziale dotyczącym metody diagnozy różniczkowej przyto
czyłem już surową krytykę tej metody p. Czekanowskiego ogłoszoną
w „American Journal of Physical Anthropology“.
W stosunku do typów antropologicznych, wysuniętych przez p.
Czekanowskiego i jego problemu syntezy kartogramów zajął sceptyczne
również stanowisko Dr. K. Salier (1926 str. 18), pisząc o odnośnej
pracy p. Czekanowskiego co następuje: „Die Ausdeutung der gewon
nenen Ergebnisse bleibt ja bei jeder Methode dem subjektiven Empfinden
des Verfassers überlassen“. Dalej zaś w tej samej .sprawie pisze: „Wie
sehr trotz der . Exaktheit der Methode die Ausdeutung der Ergebnisse
der Willkür des einzelnen überlassen bleibt, zeigt die Analyse der Ita
liener Livi’s“.
Wreszcie w sprawie zastosowania przez p. Czekanowskiego formuł
korelacji do badania zależności wzajemnych na czaszce, prof. E. Czepurkowski (1913 str. 24), który jest doskonałym znawcą metod bio
metrycznych, a nawet ich wielkim zwolennikiem, wypowiada jednak
pogląd sceptyczny co do wyników otrzymanych w tej sprawie. Pisze on
mianowicie, że, prócz prac ogłoszonych w Anglji w czasopiśmie „Biometrica“, zastosowanie formuł korelacji do badania zależności wzajemnych
na czaszce „praktykowane było w Niemczech przez Czekanowskiego,
..... lecz do ogólnych wnioskowań nie doprowadza“.
W tej samej sprawie pisze o pracy p. Czekanowskiego Dr. L. Laloy
jak następuje: „En résumé, malgré tout son appareil mathématique, ce
volumineux mémoire ne nous apporte guère de données nouvelles, en
tout cas aucun moyen pratique de passer ď un indice de la tête à un
indice crânien. Il me confirme dans l’opinion que j’ ai plusieurs fois
224
exprimée ici : l'application des méthodes mathématiques aux sciences
biologiques et en particulier à I’ anthropologie me parait ne devoir
conduire à aucun résultat sérieux“ (1907 str. 471).
Z powyższego wynika, że krytyka fachowa zagraniczna zapatruje
się bardzo sceptycznie na działalność naukową p. Czekanowskiego w za
kresie zastosowania metod biometrycznych w antropologji.
*
*
*
Wobec tego, że uczeni zagraniczni zrozumieli doskonale treść
mojej pracy, pomimo trudności językowych, gdyż krótkie streszczenie
francuskie nie odzwierciadla bynajmniej treści całości tej pracy, dziwnem
jest bardzo, że p. Czekanowski nie był w stanie zrozumieć jej dokładnie
i przekręcił niejednokrotnie jej treść w tych właśnie miejscach, które
były dla niego niedogodne. Z tego powodu nie mogę krytyki p. Cze
kanowskiego uważać za lojalną i bezstronną.
Słusznie zupełnie napisał prof. L. Kozłowski (Lud 1925 tom IV
str. 78), że „druzgocące krytyki spotykają zwykle prace, które budzą
żywsze zainteresowanie, lub są poprostu niewygodne osobiście“ — tak,
jak moja praca jest właśnie niewygodną dla p. Czekanowskiego.
LITERÁTU R A:
1920
— E. A Bogdanów — Nowoje naprawlenije w uczonii o podborie —
Bio-mietrika i jeja znaczenije w zootiechnii i żiwotnowodstwie (Zadruga)
Moskwa.
1910 — J. Czekanowski — Verwandtschaftsbeziehungen der zentralafrika
nischen Pygmäen (Korrespondenzblatt der Deutschen Gesellschaft für
Anthropologie, Ethnologie und Urgeschichte) Braunschweig.
1921 — J. Czekanowski — Z badań uwarstwienia etniczno - społecznego
Polski (Prace Komisji Matematyczno-Przyrodniczej Tow. Przyj. Nauk
w Poznaniu) Poznań.
1925 — J, Czekanowski — Metoda analizy typów antropologicznych p. Ka
zimierza Stołyhwy w świetle kryterjum niezależności (Lud Tom XXIV)
Lwów.
1925 a — J. Czekanowski — Zum Problem der Systematik der kurzköpfigen
schweizerischen neolitischen Pfahlbaubewohner (Archiv für Anthro
pologie. Neue Folge Band XX) Braunschweig.
1925 — Dr. Egon Freiherr von Eickstedt — Gedanken über Entwicklung
und Gliederung der Menschheit (Mitteilungen der Anthropologischen
Gesellschaft in Wien LV Band) Wien.
1889 — Flower — Dis ussion — E. Tylor — On Method of Investigating
the Development..........................................................................................
(Journal of the Anthropological Institute of Great Britain and Ireland)
Vol. XVIII Nr. 3. London.
1911 — F. Graebner — Methode der Ethnologie. Heidelberg.
1914 ■— A. Lang — Die experimentelle Vererbungslehre in der Zoologie seit
1900. Jena.
1924 — F. Paudler — Die hellfarbigen Rassen und ihre Sprachsstämme,
Kulturen und Urheimaten. Heidelberg.
1912 — S. Poniatowski — O wpływie błędów obserwacyjnych na wskaźniki
antropologiczne (Prace Tow. Nauk. Warsz.) Warszawa.
225
1919
— S. Poniatowski — O metodzie historycznej w etnologji i znaczeniu
jej wyników dla historji (Przegląd Historyczny Tom I.
1902 — A. Riedźko — Tieorija wierojatnostiej i istorija pierwobytnoj kultury
(Etnograficzeskoje Obozrenije).
1926 — K. Salier — recenzja pracy K. Stołyhwo — Analiza typów antro
pologicznych (Anthropologischer Anzeiger Jahrgang III Heft I) Stuttgart.
1926a — K. Sailer — recenzja pracy J. Czekanowskiego p. t. Le Problème
de la synthèse des cartogrammes et les types anthropologiques (Anthro
pologischer Anzeiger Jahrgang III, Heft I) Stuttgart.
1925 — W. Scheidt — Allgemeine Rassenkunde als Einführung in das Stu
dium der Menschenrassen (München).
1910 — G. Sergi — Sul valore delle misure in biologia e specialmente in
craniometria (Atti della Societa italiana per il progresso delle scienze —
Terza Riunione) Roma.
1924 — Kazimierz Stołyhwo — Analiza typów antropologicznych (Swiatowit T. XII) Warszawa.
1925 — Kazimierz Stołyhwo — W sprawie djagnozy wartości poszcze
gólnych cech antropologicznych (Pamiętnik XII Zjazdu Lekarzy i Przy
rodników Polskich w Warszawie).
1888 — EL B. Tylor — On a Method of Investigating the Development of
Institutions applied to Laws of Marriage and Descent (Journal of the
Roy. Anthrop. Inst. XVIII).
KAZIMIERZ STOŁYHWO.
W odpowiedzi p. K. Stołyhwie i Dr. St. Poniatowskiemu.
Redakcja „Ludu“, przesyłając mi dla odpowiedzi artykuły pp. K.
Stołyhwy i Dr. S. Poniatowskiego, zwróciła się do mnie z gorącą prośbą
o możliwie treściwe jej ujęcie. Cieszę się bardzo, że będę mógł temu
życzeniu uczynić zadość, gdyż:
1. Artykuł p. Stołyhwy nie przynosi niczego nowego, coby zmu
szało do modyfikowania uprzednio przeze mnie zajętego stanowiska, i
2. Prowadzenie dalszej dyskusji uważam za bezcelowe. Wystarczy
tu kilka krótkich wyjaśnień.
Antropologja, jak nauki indukcyjne wogóle, opiera się na trzech
podstawach. Są to :
1. Kryterjum niezależności,
2. Ocena stopnia wiarogodności osiąganych wyników, i
3. Zasada bezsprzeczności.
W miarę tego, jak dwa pierwsze fundamenty z rozwojem pewnej
nauki osiągają charakter ilościowy, nauka ta, lub jej pewien dział, wznosi
się na poziom nauki ścisłej.
Z uczonymi, którzy sobie z tego nie zdają sprawy, nie mówiąc
już o tych, którzy się posuwają aż do negacji tego elementarnego faktu
z dziedziny metodologji, naukowej dyskusji prowadzić nie sposób. Nie
są oni w stanie zdać sobie sprawy z tego, że w ostatniem czterdziesto
leciu antropologja znalazła się w fazie przeistaczania się w naukę ścisłą.
Weźmy dla ilustracji bardzo rezolutne przeciwstawienie autorytetowi
wielkiego Tylora osoby p. Riedź’ko, na które się zdecydował p. K. Sto
łyhwo. Przecież p. K. Stołyhwo zupełnie nie zrozumiał tego autora,
bezwątpienia wskutek nieznajomości nawet i dawnych metod statystycznych.
Stosowane przez p. Riedź’ko wzory stwierdzają bowiem, że nie doszło
15
Lud. T. XXIV.
226
do jego wiadomości to, co zrobiono w dziedzinie statystyki matema
tycznej w Anglji po roku 1888. Dałoby mu to bowiem możność nietylko
popisania się większą erudycją, ale też i znacznie przejrzystszego ujęcia
swej krytyki. Pomijając już fakt, że tak niedostateczna znajomość przed
miotu, w którym się zabiera głos, nie stanowi poważnej rekomendacji
dla p. Riedź’ko, zwrócę tu uwagę na rzecz dla nas ważniejszą. Pan Riedź’ko
nie kwestjonuje oczywiście nigdzie kryterjum niezależności, znalazłby się
on bowiem wówczas w kategorji kurjozów. Zwraca on jedynie uwagę
na drugi fundament nauk indukcyjnych, na sprawę oceny stopnia wiarogodności osiąganych wyników i wprowadza w tym celu błąd prawdo
podobny, czego Tylor nie uczynił. O tyle krytyka jest uzasadniona.
Wobec tego jednak, że obliczanie błędu prawdopodobnego do antropo
logii zostało wprowadzone o 19 lat wcześniej przez L. Stieda ę, wspo
minanie o p. Riedź’ko uważałem za zbyteczne. P. K. Stołyhwo przytoczył
go natomiast jedynie dlatego, że nie zrozumiał istoty i uzasadnienia
jego krytyki.
Oceniając działalność naukową i wyniki p. K. Stołyhwy przyta
czałem fakty naukowe, które człowiek przeciętnie wykształcony może
skontrolować, oraz zdać sobie sprawę z tego, o ile jest on kompetentny
do wydania tam sądu. Wynik ten był we wszystkich wypadkach ujemny
dla p. K. Stołyhwy, podobnie jak w powyżej omówionym przykładzie.
Aby wrażenie to osłabić, p. K. Stołyhwo apeluje do zagranicznych auto
rytetów. Jest to czynnik nieco nieuchwytny w dyskusji naukowej, która
nabiera wówczas charakteru ankiety. Przecież walorów naukowych tych
autorytetów nie zna przeciętny czytelnik, do którego zwraca się p. K.
Stołyhwo. Weźmy dla przykładu przytoczoną opinję p. A. Hrdliczki.
Omawiając, jak przypuszczam z treści niedostępnej mi oceny, pracę
Dr. K. Stojanowskiego, wyraża on w bardzo ogólnikowej formie swą
starą niechęć do stosowania matematyki w naukach przyrodniczych
i ujmuje to jako przejaw młodzieńczego optymizmu. Czy tego rodzaju
ogólnikowa enuncjacja starszego człowieka, nieposiadającego wykształcenia
matematycznego, może posiadać jakiekolwiek znaczenie, pozostawiam ocenie
czytelnika. Jeszcze prościej przedstawia się sprawa autorytetu p. W.
Scheidťa, młodego docenta monachijskiego, powołanego przed półtora
rokiem na asystenta do muzeum w Hamburgu. Dla wyrobienia sobie
zdania w tej sprawie wystarczy porównanie wyników tego uczonego,
osiągniętych przy opracowywaniu znaleziska z Ofnet i czaszek skandy
nawskiego neolitu z wynikami, osiągniętemi przy ponownem opracowaniu
pierwszych przez p. I. Ulbrichównę, a ostatnich przez Dr. K. Stojanow
skiego. Prace te są już w druku.
Jaką zaś wagę do autorytatywnych sądów przytaczanych obecnie
musiał p. K. Stołyhwo jeszcze niedawno przypisywać, stwierdzają pierwsze
wiersze jego pracy: „Analiza typów antropologicznych . Czytamy tam,
co następuje : „W latach ostatnich w antropologii pozyskał wielkie uznanie
kierunek badań posiłkujący śię precyzyjnemi metodami statystycznemi,
w celu określenia różnych typów antropologicznych, występujących na
poszczególnych terytorjach. U nas w Polsce najwybitniejszym przedsta-
227
wicielem tego kierunku jest Jan Czekanowski i najgorliwszym zwolenni
kiem udoskonalania metod statystycznych w zastosowaniu do antropologii,
na którem to polu zdobył wielkie zasługi“.
Przez wzgląd na stanowisko, zajęte tu przez p. K. Stołyhwę, muszę
zarzuty podnoszone później złożyć na karb chwilowego podrażnienia,
spowodowanego krytyczną oceną jego analizy typów antropologicznych.
Na karb takiego podrażnienia muszę złożyć również twierdzenie p. K.
Stołyhwy, że krytyka, krytykowanego tutaj również przez Dr. S. Ponia
towskiego O. W. Schmidta, znakomitego lingwisty, ale nie antropologa,
ogłoszona przezemnie w roku 1910 została cofnięta. Ja niczego podob
nego nie ogłosiłem. Fakty tam przytoczone pozostają przecież faktami,
a wyniki p. G. Lempertówny dostarczyły nowych.
Przechodząc do opinij obcych autorytetów o metodzie p. K. Sto
łyhwy, to przedewszystkiem zaznaczyć muszę, że nikt z recenzentów nie
poddał jej tak sumiennej ocenie jak ja. A pozatem i z tego, co pisano,
nie przytoczył autor wszystkiego. Cytując Dr. K. Sallera np. cytata
została urwana na kropce, po której następuje : „Auch sonst hat St.
einige neue Namen erfunden, wie aus der nachfolgenden, die Haupt
merkmale der von ihm angenommenen Grundtypen zusammenstellenden
Tabelle hervorgeht“. Człowiek znający język niemiecki nie może uważać
oceny tego rodzaju za pochlebną, i dlatego dziwić go nie będzie, że
passus ten nie został zacytowany.
Przechodząc do pisma p. S. Poniatowskiego to ograniczę się do
podania następujących faktów w ich porządku chronologicznym :
W dniach 23, 24, 25 i 26/X 1922 roku przeczytałem p. Dr. S.
Poniatowskiemu pierwszą redakcję mej pracy „Ludy i Rasy“ napisanej
jako część składowa wstępu do „Historji Powszechnej“, której wydawnictwa
podjęła się „Bibljoteka Polska“. Dr. S. Poniatowski zwrócił mi uwagę,
że przeoczyłem pracę O. W. Schmidta poświęconą Ameryce. Rękopis
przepisany przez „Bibljotekę Polską“ w jednej odbitce poszedł do współ
pracowników dzieła i do mnie nie wrócił. Nie robiłem z mych wyników
tajemnicy przed nikim, gdyż uważam za swój obowiązek służenie inte
resom nauki polskiej, nawet i niewydrukowanemi wynikami.
W październiku roku 1923 dałem jako prace doktorskie, nawią
zując do zagadnień otwartych powyższem ujęciem ogólnem, p. I. Ulbrich
temat: „Człowiek w okresie młodszego paleolitu“ a p. G. Lempert:
„Typy kranjologiczne ludności Afryki“.
W sobotę dnia 29 marca 1924 roku wygłosił w Towarzystwie
Geograficznem odczyt Dr. S. Poniatowski pod tytułem „Podłoże rasowe
kultur zasadniczych“. W dyskusji zwróciłem również uwagę na to, że
p. referent zapomniał wspomnieć o wspólnem czytaniu mej pracy „Ludy
i Rasy“, dotykającej tematów bardzo bliskich do rozpatrywanych w od
czycie. Na to otrzymałem odpowiedź bardzo niegrzeczną, od bardzo
podrażnionego Dr. S. Poniatowskiego, później ze względów formalnych
nie dopuszczono mnie do głosu dla odpowiedzenia, gdyż referent miał
ostatnie słowo.
15*
228
Ocena odczytu została ogłoszona w roczniku 1924 organu „Lud“,
który ukazał się dopiero w lecie 1925 roku. Dyskusja na temat, kiedy
ocena napisana została,, jest oczywiście i bezprzedmiotowa i bezcelowa.
Z faktu podnoszonego przez Dr. S. Poniatowskiego możnaby coprawda
wnioskować, że została, ona napisana bezpośrednio pod wrażeniem od
czytu, skoro są tam rzeczy nieznajdujące się w rękopisie, lecz poruszane
w odczycie. Niema to jednak dla mnie znaczenia.
Istotą rzeczy w całej tej polemice jest natomiast to, że został tu
położony główny nacisk na zdyskwalifikowanie mnie jako człowieka,
gdyż :
1. Nie zrezygnowałem z ogłoszenia oceny odczytu, w odpowiednim
roczniku, dlatego, że zwrócono się do mnie o wydanie opinji właściwie
o nim.
2. Nie zlekceważyłem Kasy im. Mianowskiego, która nie zadowolniła się ogólnikowem poparciem, a załatwiałem tę, jak się później
okazało bardzo delikatną sprawę, z rozwagą, a nie na kolanie w podróży,
tak jak to uważał za wskazane p. K. Stołyhwo.
Przez wzgląd na ten nacisk, jaki położono tu na momenty natury
osobistej, nie mogę tej sprawy uważać za dyskusję naukową. Uważam
ją natomiast za akcję zmierzającą do zabezpieczenia się przed krytyką
czynników kompetentnych, co nie leży bynajmniej w interesie rozwoju
nauki polskiej.
Lwów, 14 VI 1926.
PROF. DR. JAN CZEKANOWSKI.
Na tych uwagach zamykamy całą polemikę i przepraszamy bardzo
ogół naszych czytelników, że sprawie tej musieliśmy poświęcić tyle
miejsca.
Redakcja.
SPRAWOZDANIE
TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE
za czas od 1 lipca 1917 r. do 31 grudnia 1925.
XVIII Walne Zgromadzenie Towarzystwa Ludoznawczego odbyło
się dnia 12 mają 1926 o godz. 18 w sali Zakładu geologicznego przy
ul. Długosza 8, I. p.
Po zagajeniu przez zast. przew. Prof. Dra Jana Czekanowskiego
wygłosił Prof. Ko n stan ty Chyliński wykład p. t. „Zagadnienie
białej rasy w północnej Afryce“.
Prelegent zwrócił uwagę na obecność elementów białych na obsza
rze Egiptu, już w paleolicie. Spotykają się wtedy figurki kobiece typu
północnego, a w paleolitycznym Egipcie niema śladów jakiejś rasy mu
rzyńskiej. Niema na tym obszarze pigmejów. Zachodziłoby pytanie więc,
czy kultura egipska nie jest pochodzenia azjatyckiego ; tu należy zwrócić
uwagę, że droga przez przesmyk suezki nie była dawniej łatwa, a więc
elementy semickie nie mogły tu przyjść.
