4db5d038e63fb151b08e51d68ac49640.pdf
Media
Part of Starożytności słowiańskie / Lud, 1925, t. 24
- extracted text
-
ALEKSANDER BRÜCKNER; '
i.
STAROŻYTNOŚCI SŁOWIAŃSKIE,
1 ' jj
\
A
•
s,
»
W ciągu ćwit-cwiecza, od r, Í9Q0 do końca r. ,1925, wykorał praski archeolog-prehistoryk, profesor Lubor Ni derle, dzieło
por_:nikowe i co dc rozmiarów i co do sumienności i pracowitości,
obejmujące wszystko, cp kiedykolwiek napisano. W krytyką, w łjcze
gółową oceną tego dzieła nie wdają sią ; pomijam cząść jego histo
ryczną, tomy poświęcone wędrówkom i rozgałęzieniom Słowian;
mnie zajmie tylko to, co z zadaniami „Ludu“ pozostaje w bezpo
średnim związku — z jednym wyjątkiem ; pyta iu o pierwotnej
rodzinie czy kolebce Słowian parą uwag poświęcę.
Pytanie należałoby dokładniej określić: o jakąż to kolebką
£ raczej o jakie czasy chodzi? Rozlew Słowiańszczyzny na po
łudnie aż dó Morei i ná zachód aż do Frankónji rozpoczął si ą
jawnie i potężnie z końcem V wieku a zaczął opadać z końcem VIII;
dopiero w ciągu V wieku, mniej lub więcej jednolity dotąd szczep
t.j. utrzymujący bezpośredni związek wszystkich plemion, rozluź
niał się powoli ; luźne teraz plemiona, korzystając z odpływu fal
niemieckich a zdruzgotania przewagi huńskiej, zaczęły sią szerzyć
. biegiem Dniepru, Bohu i Dniestru nad Dunaj a na Zachód posu
wać sią nad' morzem ky Łabie albo zaj. iywać przesmyki górskie
i wkraczać ao kotliny czeskiej, opuszczając kolebką, w której po
zostały plemiona ryskie i polskie. Gdzie tę kolebkę w czwartym
wieku, t. j. za nierozluźnionej jeszcze Słowiańszczyzny, uir,'pjscow.ć
należy, co do tego wątpić nie można: tam, gdzie Słowian pod
obcem jeszcze, nie1 nip ckiem nazwi ^kiem (Wenedów) już Tacyt wy
mienił: na nizinach między Niemcami a Finami (dodajmy i Litwą).
Wszelkie przesuwanie tych granic na^ zachód i południe, wszelkie
mrzonki autochtonistów jak Kuffner, Żunkowicz u Czechów, u nas
Lud. T. XXIV.
Ï,
"
6
82
-V
Bogusławski, Tomicki o pierwotnych siedzibach ^łowian w środ
kowej Europie czy na Bałkanie nasadzają się na fantastycznych
wywodach imion albo na czczych wymysłach (ńp. o słowiańskiem
pochodzeniu Justynjana !). Mylą i wywody Niederlegó, co w jednem
i w drugiem plemieniu, wymienianem przez Ptolemeusza i i., np.
w Koistobokach, Słowian uznawał i na podstawie kilku nazw wo
dnych luźne (nie zwarte!) przenikanie Słowian do Panonji nad
Dunaj, już w pierwszych wiekach po Çhr. przypuszczał. Równie
jednak mylne zbytnie zwężanie pierwotnych g.anic do błot poleskich, gdzie dla Słowian nigdyby miejsca nie starczyło. Kolebkę
ustalamy więc od Wielkiej i Małej Polski, aż po siedziby Radzimiczów i Wiaticzów nad górną Oką i Wołgą, nie spierając się
ani na wschodzie ani na zachodzie o jakieś dokładniejsze dane.
Jak daleko na południe Słowianie sięgali, o tern mogliby już za
czasów Herodotovrçrch (bo od V wieku przed Chr. do V po Chr.
przeciąga się nam cały ten okres jednolitości szczepowej) świad
czyć Neurowie naddniestrzańscy, gdyby ich uznać za Słowian, co
. możliwe (tylko nie na niemożliwej podstawie Nura i t. d., lecz
tak, jak ja imię wyłożyłem), lecz nie dowiedzione (mogli być
krewnymi swych sąsiadów, Agathyrsów na zachodzie albo Budinów na wschodzie, a więc w :ednym i drugim razie nie byliby
Słowianami).
W
Lecz cóż sądzić o wiekach wstecz t. j. poza V w. przed Chr.?
Kiedy i skąd przybyli Słowianie w te ziemie między Odrą a Wołgą?
alboż byli tam autochtonami t, z. nie sposób dowieść bytności czy
śladów innych ludów przed nimi, np. fińskich? Nic łatwiej, niż
na podstawie fałszywych etymologij albo innych mrzonek (np, że
.iiazurzen’“ zawinili tubylcy fińscy!) Finów tu osadzić. Przeczą
temu wprost dzieje późniejsze : Fin nie stykał się nigdy z Słowia
ninem, bo najdawniejszą warstwę słów kulturalnych przejął od
Litwy, co niegdyś klinem między Finami a Słowianami się wbijała,
zanim na zachód nie uszła, poczem istotnie Wiaticzy i Ntíwogrodzianie z Finami się zeszli i już do IX wieku conajmniej na nich
wpływali, ich usuwając czy asymilując. Odrzuciwszy więc bajki
fińskie załatwijmyż się również z kolebką Słowiańszczyzny za
chodnią i wschodnią.
' .
Bo oto uważają nasi i czescy archeologowie kulturę t. zw. ’
łużycką (i łużyckośląską), panującą niemal przez lat tysiąc przed
naszą erą, za słowiańską i wywodzą Słowian z tych stron i -z pierw\
,
I\
4
.
m
szego tysiącolecia przed Chr, Ciekrwe, jak się na to Niećerle
zapatrywa, Przed 20 laty twierdził napewnę przeciw archeologom
niemieckim, że kultura łużycka słowiańska; po 20 latach ocaliłby
ją jak najchętniej dla Słowian, lecz pewności już nie ma: to pra
wdopodobne, lecz nie ' dowiedzione 1 Przemilcza przytem zawsze,
co za wywody przeciw tezie słowiańskiej przemawiają — żą niego
sam je dopowiem. Nasi archeologowie zapominają, że kultura
łużycka sięga głęboko do Czech i na Morawę, gdzie podczas ce
łego jej przebiegu żadnych Słowian nigdy nie było (ci zjawiają
się tam dopiero w całe wieki po Chr.), Jeżeli więc kultura łużycka , w Czechach i na Morawie Słowian wyklucza, to mipiowoli rodzi
się wątpliwość, czy na Śląską i Łużycach nię było podobnie ?
A wątpliwość przechodzi niemal w pewność, jeżeli zważymy, jaka
nędza słowiańska z opisów i Tacyta i Greków VI i VII w. po Chr.'
jeszcze przebija a w zgodzie z nią pozostaje ubóstwo grobów istot
nie słowiańskich. Nie można zaś odbić tęgo argumentu jakąś bipąr- .
tycją słowiańską, t. j. że na zachodzie byli bardziej cywilizowani
niż na wschodzie, bo absolutnej ich jednolitości dowodzą pożyczki
niemieckie II do IV wieku po Chr., u wszystkich Słowian bez wy
jątku te same i takie same. A W grę wchodzi może dziwaczna, na
zwa Słowian u Niemców: Weneci, słowo tak samo Słowianom jak
Niemcom zupełnie obce i świetny był pomysł rCossinny, że Sło
wianie za} ęli z czasem dawne Wenetów siedziby i od tych siedzib
przezwali ich Niemcy. Wiele tu zagadek, w które nie wchodzę:
mnie wszelkie prawdopodobieństwo przemawia przeciw utożsamia- ’
niu Słowian z kulturą łużycką; że Łużyce ani Śląsk do kolebki
słowiańskiej nie należą, wydaje mi się rzeczą ^jewną ze względu
na nazwy rzek, np. Odera, i na świadectwa Starożytne, nie zna
jące tam Słowian,, chociaż za równie pewne uważam, że nie Wisła
dz liła Słowian i Niemców : w braku innej wyrazistej granicy cze
piano się Wielkiej rzeki, łączącej, nie dzielącej, dziedziny.
Kobbkę wschodnią dla Słomian ‘ Ustanowił świeżo p, Kaz.
Moszyński (Badania nad pochodzeniem i pierwotną kulturą Sło- ,
wian, Kraków, Akádemja, wydział filologiczny T. LXII nr. 2,1925,
str. 140), twierdząc o wschodniem pochodzeniu słowiańskiego ję
zyka : „punkty wyjścia dla niego leżały najprawdopodobniej w Azji
na północnych pograniczach wielkiego Stepu“ (str. 136) ; „Słowia
nie z połowy 1 tysiącolecia po Chr. byliby rasowo i kulturalnie
czemś bardzo rożnem od Słowian z połowy 1 tysiącolecia przed
6*
k
Ghn“ (137). Wywody swi oparł autor na podstawie kilkudziesię
ciu pożyczek, jakie n”jy Turkotałaby przejęli pierwotnie od Sło
wian bytujących więc w ich sąsiedztwie jako stepowcy lub półstepowcy. .Nie tu miejsce na spory filologiczne; zaznaczę więc
całkiem Ogólnikowo, że ani jedno ze wszystkich owych 40 „równań*
utrzyma^ się nie może, bo słowa porównywane albo nic nie mają
ż sobą spólnego albo odwrotnie Słowianie przejęli je od Turkotatarów, z którymi się dopiero od czasów huńskich i awarskich,
(a więc nie przed Chr.l) po raz piprws*y zetknęli.
Odrzuciwszy i kolebkę wschodnią pozostawiamy rzecz jak
była, t. j, dla braku danych nie rozbieramy wcale pytaniu, skąd
się wzięli Słowianie do swoich siedzib międry Oderą a Wołgą
(żeby najodleglejsze obrać linje), W których siedzą co najmniej
od czasów Herodotowych. A pytania tego tem bardziej nie roz^ bieramy, im pewniej liczymy się z' jego ścisłą przynależnością da
ogólniejszego pytania o kolebce samych Arjów, których gałęzią
europejską są właśnie: Słowianie. Dane historji i filologji są zbyt
.wieżej daty; czy archeológja, cóż dopiero antropologia, zdoła
coś ustalić — nie przssądzamy; dotąd widzimy naocznie, że klueza do rozwiązania, zagadki, które to hjdy-t. j. której mowy ludy
pozostawiły ślady bytności w garnkach czy czaszkach, jeszcze ni o
znaleziono.
Druga część dzieła Niedćrlego w pięciu sporych tomach ma
własny tytuł: „Zycie starożytnych Słowian, podstawy słowiańskich
starożytności kultury“ (pierwszy tom tej części wyszedł 1911 r.,
ostatni z końcem 1925, brak jeszcze tomu o prawie słowiańskiem,
który nap> ze prof. Kadlec). Treść tych pięciu tomów krótko ze
stawię, aby czytelnik „Ludu“ mógł się zorjentować, co może znaleśę
p“zydatnego dla etnografa; idę za porządkiem, rozdziałów, nie
bacząc dalej liczby tomów.
J
Pierwszy rozdział op Ęał nader krótko ziemię, florę i faunę
pierwotnej Słowiańszczyzny; zaznaczył oddalenie jej od wielkich
szkków kultury i podkreślił jej ubóstwo. Dla wszelkich opisów
posługiwa się Niederle tale słownikami słowiańskimi, zestawia
słowa zgodne t. j; spólne, jako pierwotne, aby niemi zastąpić brak
czy niedomówienia źródeł historycznych, t. j. kronik i dokumentów;
a więc wylicza spólne wszystkim (albo kilku) słowiańskim językom
nazwy drzew, zwierząt i t. d;, co tu zaraz zaznaczam, aby rzeczy nie
powtarzać ; te spisy, bardzo oględne, bywąją niezupełne a czasami
mylne, t..j. Niederle uważa słowo za rodzime, gdy jest w istocie
obc£m a częściej bywa i odwrotnie; pozory łudzą. On nie filolog,
ale starał się o najlepsze informacje; nie jego też wina, gdy go
zuwodzą. To najkrótszy rozdział.
' W drugim opisał N. życie fizyczne, od narodzenia do śmierci,
głuwnib życie płciowe, ślubne i nieślubne, troskę o ciało i jego
czystość, jadło i napoje, choroby i śmierć. Narodziny zbywa krótko
dla braku źródeł, ‘ńa folklorze dzisiejszym naj-nniej nóg. się oprzeć
w braku prac podstawowych (czemu u nas Byśtron zaradził);
główną wagę kładł tu na obrzędy weselne
przytoczył obfitą
bibljografję, ale szczegółów obrzędowych spólnych, prasłowiań
skich, nie wiele mógł się dopatrzyć, ęoby od aryjskich odbiegały.
Brak tu wielu rzeczy, które Kadlec dopełr' : winien; N. rozprawia
np. o wierności małżeńskiej, lecz ani wspomniał, że chyba Słowianie jedyni utworzył, osobną nazwę dla żony porzuconej albo
raczej napędzonej przez męża, zowiąc ją „poćpieg ą“ ; tak częstem
było to zjawisko, potwierdzane nam i przez dökumenty : w Cze
chach występywał legat rzymski przeciw klerykom, żeniącym się
z poćpiegami jeszcze w XII wieku. Cały ten dział wymaga uzu
pełnień z dzisiejszego folkloru ; nie wchodząc w bajki o. ooliandrji
i t. p. należy przedewszystkiem stwierdzić, że żywot płciowy u Sło
wian był o wiele swobodniejszy niż' u Germanów ; żona dopiero
stawała się nietykalną, wyłączną własności- męża. Nalej, że śluby
prze? porywanie, umyczka, są/ właśnie zaprzeczeniem ślubu i nie
zostawiły też z tej przyczyny żadnych śladów w rbrzędćch we
selnych; co z nich tłumaczą jako ślady umyczki, nic z nią nie ma
spólnego ; są to zabawy dla urozmaicenia i przedłużenia obchodu.
Nierównie obszerniej i gruntowniej wypadł rozdział III, po
grzeb starosłowiański, gdzie i archeolog przemawia, co przedtèm
tylko dla przyborów tualetbwych (brzytew, zwierciadełek i t. d.)
głos zabierał. Chodzi o palenie : chowanie zwłok, dalej o cały
ceremonjał pogrzebowy, bdyn (pasz „pusty wieczór“ t. j. czuwanie
nad zwłokami, co z budą nic niema do czynienia) i trizna, igrzy
ska (gonitwy, zabawy i t. p.), poczem następy wała strawa, u nas
dopiero od XV wieku stypą, przezywana. Żale dla cmentarzy wy
kłada N. mylnie od żalu; żale sąpoprostu urny (od urere, palić;;
to samo znaczy i nasze słowo identyczne' z żarem). Odznacza się
‘ten rozdział licznemi ilustracjami, zajmującemi odtąd coraz więcej
miejsca (i znaczenia); dodał N, i nowy dokładny przekład arab-
skiego źródła o pogrzebie „Rusa“, Nordmana, nie Słowianina prze
cież ; cały tom roz/ioc-ał tekstami gřeckiemi o Słowianach VI i VIÍ
wieku. . "
Czwarty rozdziel wręcz olbrzymi (str. 405—682) poświęcił
N.ubiorowi, głównie zaś (od str. 529 do końca) ozdobom (za
usznicom, spinke-n, naramiennikom, pierścieniom). O zausznicach,
typowych szczególniej dla całej zachodniej Słowiańszczyzny, twier
dzi, że pierwotne pojedyncze nosiły Słowianki, późniejsze, esowate,
przejęły jednał: od prowincjałów rzymskich ; że szerzyły się te
zausznice od Dunaju ; wzory ich podał na , dWu tablicach. W za
kończeniu rozdziału stwierdza, że nawet w pierwszych wiekach
po Chr. nie ma śladu, bogatszej techniki domowej ; że przedmioty
ozdobne są nadzwyczaj pojedyńcze; że przeważają wyroby obce;
że mało ich w grobach słowiańskich, jeśli porównamy zawartość
gri łbów niemieckich czy turkotatarskich': kółka wplatane do wło
sów, prosty pierścień z jednego lub.dwu drutów, sznurek na szyi
z. kilku perełkami ze szkła lub kamienia i metalowym ciężarkiem,
oto i wszystko; zdobne pasy, grzywny, naramienniki należą dó
wyjątków w obrębie sainej Słowiańszczyzny, chyba gdzie się sty
kała z obcym żywiołem, stawały się ozdoby pod wpływem sąsie
dnim bogatsze i bardziej Urozmaicone. Dopiero około i po r. 1000
rozwija się, szczególnie w Kijowskiej Rusi bogaty przemysł zdo
bniczy, używający w braku złota niemal wyłącznie srebra, odzna
czający się, np. w porównaniu z fińskim, większym smakiem,
lekkością, elegancją. Cały rozdział bogato ilustrowany, są i kolo
rowe tablice wedle fresk (znojemskich o Przemyśle) i rękopisów
(np. gnieźnieńskiego).
Dom i dwór słowiański ze wszelkiemi przybudówkami sta
nowią treść rozdziału piątego, również sążnistego (str. 683—887).
Najzawilsze to są pytania, bo dzieje domów, t. j. różnych ich
typów dotąd nie rozwikłane ostatecznie: kto na kogo wpływał
albo czy wpływał,, różnie o tenj sądzą. Filolog zwraca tu. uwagę
ni bogate imiennictwo słowiańskie; bogactwa tego nie wyzyskał
N., pomawiając za swoimi przewodnikami słowa prasłowiańskie
o wszelakie, pożyczki jak najmylniej. Wyrazy chałupa (t. j. ple
ciona!), trzem, czettog (tego my już nie znamy, ale trzem w da
wnej polszczyźnie istniał) nie od Greków ani od Wschodu przy
szły, są prasłowa własne, a do nich przybywają chromy (u naś^
mylnie chramami pisywane), kacze, chlewy (nie od Gotów prze
87
jęte), pominąwszy aryjskie już domy, drzwi i- dwory; o przybudówKacIi, kleciach, sołach, gumnach, oborach, stogach, brogach
ani wspominamy. I trudno nam rozejrzeć się należycie w tem
bogactwie, powiekszonem na domiar obcymi przybyszami, izbami,
chyżami, nie mówiąc o późnych komorach czy komnatach. Cóż
dopiero, jeżeli zważyć wyprzedzające stałe, domostwa stany, wieże
i jaty (wszystko nazwy ^namiotów), albo całkiem zagadkowe nury
11. d., a .usuwając najmylńiejsze zbliżenia naszej ściany 'czyli sdzi
(muru, por. zduna - garncarza, więc lepionej Z gliny) z niem. Stein,.
gdy nasze słowo nie z kamieniem, lecz z sienią w jedynym pe
wnym związku. Również nie ■ mogę się zgodzić na wywody N. co
do pjeca, który łączy z izbą: utrzymuje pochodzenie pieca germańsko-rzymskie ; ńiem. Stube (pierwotnie łaźnia) z piecem, co
od Rzymian wyszła, dostała się (do Słowian, sąsiadujących z Nierm
rami nad Łabą i Dunajem w V wieku po Chr. i przyjęła się tak
dobrze, że już w jakim IX wieku i do Rusi dotarła. Na to niema
zgody, piec jest słowo prasłowiańskie, izba pożyczka i o ich sp ił-zesności nie. może być mowy. Nierównie więcej trafia, mi do przeko
nania twierdzenie Rhamjna, że piec to rzecz prasłowiańska, zupełnie
Niemcom obca, co tylko nad wolnem ogniskiem, nad którem wisiał
kocieł (tego nazwę Słowianie od Niemców, ci od Rzymian prze
jęli), przesiadywali. .Rozstrzygnięcia tych pytań należałoby W pierw
szym rządzie od archeologji oczekiwać, ale do tego zdaje się drogi
" jeszcze daleka. Cały rozdział bogato ilustrowany, li "zne plany
i zdjęcia ułatwiają zrozumiecie materji dosyć zawiłej, bo u Sło
wian na Bałkanie, w Alpach i t. d. spotykają si ; wszelkie możliwe
typy. Oto króciutkie streszczenie, tomu o 900 stronicach wielkiego
formatu!
Z następnego tomu wyszła tylko część pierwsza, Mitologja,
(bo następnej, o prawie, prof. Kadlec dotąd jeszcze nie napisał)
na 300 stronicach; z nią sprawię się jak najkrócej, bom przeciw
niej wydał osobne rozprawy, Mitologję Słowiańską i Mitologję
Polską, więc postarzać się nie myślę. Wj iczę dla zupełności ty
tuły „ podrozdziałów : I. Źródła ; II Demonologja słowiańska (niby
niższa, kult przodków, losy zwierząt, uduchowienie zjawisk przy
rody); III Teologja słowiańska (wyższa, kult bog~w ruskich i nadłabskich). IV Kulty pogańskie (świątynie, posągi, kapłani, uro
czystości) ; V Chrześcijaństwo i zanik pogaństwa ; w dodatkach
przegląd dzieł i opis świątyni Świętowitowej w Arkonie. Główne
88
zarzuty, jakie przecier N. wystawiłem, dotyczą jego zbytniego po
legania na niepewnej albo zmyślonej tradycji (mniemany bożek
Radigost ; Długoszowa baśń t. d.J i zbytniego rozszerzania kultu
przodków, ale i tu, jak w każdym innym dziale, p'dżiwiam pilność
autorską w zebraniu wszelkiego możliwego materjału a wdzięcz, oiśmy >mu i za to, że każdy tom obfite posiada spisy.
Trzeci tom o 789 stronach (wyszedł, w dwu częściach 1921
i 1925 r.), to chyba szczyt całej pracy, bo tu należało nieraz to
rować drogę, rzucać podwaliny pod przyszłą, doskonalszą budowę;
miewał N. dawniej (np. w mitologjil) luźnych poprzedników, tu
sam nieraz i mateijał zbierał całkiem surowy i go obrabiał.
Rozdział VII, Gospodarstwo \i Wieś, polemizuje głównie z Peiskerem i jego teorją o kolejne r. niewolnictwie Słowian u Turkbtatarów i Germanów-. Peisker, głowa bardzo pomysłowa i bystra, dał
się uwieść fałszy v/yni etymologjóm głównie Korscha, wywodząc
nasze nazwy bydła od obcych i zaprzeczając Słowianom inten
sywniejszą tegoż hodowlę; wyolbrzymił nadto wpływy' awarskie
i zepchnął Słowian ńa najniższe szczeble kultury;, wytknął 'nie
jedną słabą stronę dawnego romantyzmu w kreśleniu prabytu, ale
sam nie ustrzegł się fantastycznych np. mitologicznych domysłów.
Zbyt często wraca do niego N., zaniepokojony widocznie wywo
dami ziomka, którego wszystkie pisma zalecam jak najgoręcej
uwadze wszelkich etnologów, chociaż sam z-jego wynikami stale
się spieram. Na rozdział ó gospodarstwie i wsi (str. 5—203]T zło
żyły się rozprawy o uprawie roli, o zbożu, młynach, jarzynach,
chowie,trzód, o pszczelarstwie,'myśliwstwie, rybołówstwie, wreszcie
o typach Wsi słowiańskiej i odnośnem słownictwie. Z obfitego mai terjału wymieniam jako najważniejszy, żć pług przejęli Słowianie
(co. sami tylko radła, a na Wschodzie sochę znali), od Niemców,
a - ci od Rzymian ; dalej że typ okrągłych (zamkniętych) wsi jest
osobliwością zachodniosłowiańską, szczególniej nadłabską, ale by
najmniej nie pierwotną. W szczegółach filologicznych bywają nie
domówienia, np. str. 200 „początek słowa selo jest jasny“, i ja to
przyznaję, ależ .należało choćby w nawiasie dodać „(t. j. sedlo)“,
bop lingwiści najmylniej selo z solum łac. i t. p. równają. Albo
niema wzmianki, że młyn ■ nie od mielenia nazwany, lecz obca
pożyczka (mulinum) —- czyżby go uważał za zbyt późny nabytek,
aby o nim tu mówić ? (np. rzecz o łanie słusznie odrzucił, boć to
późna z nićm. pożyczka, jak dziś napewnó wiemy). Trafnie oświad-
89
'„zył się~przeciw uznawaniu nazw na -icy, jako czegoś arcydawnego ;
należało jeszcze bardziej podkreślić, że to często wcale nie nazwy
rodowe, np. wszystkie plemienne niemi nic są, Radzimicży nie są
przenigdy synami' Radníma, lecz tylko jego drużyną i tak zawsze ;
wieś zwała się Olżiczi, chociaż Olga dzieci nie miała! ,
Rozdział dziewiąty rozprawia o rękodziełach, rzemiosłach,
głównie o kruszcach, złotnictwie, ceran nće, o wyrobach z drzewa,
0 przędzy i tkactwie; dziwnym nieco trafem kończy ten rozdział
„grami i zabawami“, którebym raczej przy muzyce i' śpiew: :
umieścił. Co do całego,' bogato ilustrowanego, wstępu o złotnic
twie miałbym ważniejsze zastrzeżenie: chodzi o wyroby główn e '
obce, które Słowianin kupował lub zdobywał, których sam nie
tworzył ; sztuka staroruska, kijowska, jedyna bogaciej zastąpiona,
należy już do doby, którą N. zresztą stale wyklucza; rzeczy zaś
techniki greckiej czy wschodniej' dó naszych starożytności nie na
leżą. O ceramice sprawa krótka, bo odsyła N. do tomów histo
rycznych, gdzie o archeologicznych badaniach na Bałkanie, u za
chodnich czy wschodnich Słowian szeroko się rozwodził; tu pcdtreśL zawisłość ceramiki słowiańskiej od prowjncjalnęj rzymskiej
1 wylicza całe jej słownictwo, przyczem nie ustrzegł się błędów
co do rodzimości czy Zapożyczenia tyćh nazw.
Rozdział dziesiąty poświęcony handlowi, jego przedmiotom
i drogom, mostom'i włokom, saniom, wozom i łodziom. Między
przedmiotami szczególniej o sól chodzi, dalej o wszelakie przy
prawy i ozdoby, a nakoniec o niewolników. „Lud przeddziejowy
starszy, który zastali Słowianie na wielu miejscach, gdy zajmywali
późniejsze swe siedziby historyczne, zwyciężony a. podbity utwo
rzył pierwszą podstawę niewolnictwa, Które się z czasem zesiówiańszczyło ; dowodów wprost na to niema, ale to wcale prawdo
podobne, bo wiemy z archeologji, że gdy Słowianie przybyli np.
do Czech albo na Morawy, te ziemie zamieszkiwał lud starszy,
a w historji wskazuie to przechód starych przedsłowiańskich nazw
rzek i gór do nowoprzybyłych Słowian. To był jeden rodzaj niewolników“ (str. 400); inni pochodz:li ze zwyciężonych szczepów
w walkach plemiennych czy z obcymi, dalej z kupna. Tu należało
też podkreślić, że nazwy sług-robotników i dzieći-niemowląt stále
spływają (rob znaczy i niewolnika* i dziecko, rebjonok; otrok, to
samo, czeladź obejmuje ich razem; taksamo później dżiecki, gier
mek i t. d. ; o sierocie Słowianin przy robach nic już nie wiedzirł).
è
Cży nazwę łodzi przejęli Skandynawowie od Słowian, wątpię, ale
na pewr e hrerdzę, że „iść do nawi“ (t. j. umierać) nie znaczyło
pierwotnie „iść do łodzi pogrzebowej“ ; płowo naw nic niema
z riavis i t. d. do czynienia, należy do odrębnego. pierwiastka
(ny — o ucisku, nędzy pobytu zagrobowego). Tym razem nie
poskąpił N.. wzmianek o monetach słowiańskich, sięgając poza
Zwykłą granicę, poza rok 1000.
Ą WO wojskowości rozprawią rozdział XI (str. 476 — 640) t. j.
0 drużynach i ich taktyce, o zbroi, o rzędzie końskim, o twierdrach i p-zesiekach ; ale .przesiekom, tak znamiennym dla Słowian
zachodnich (na Śląsku i i.) należało się więcej słów; N. mówi
raczej o chv 'i iwych zasiekach, niż o stałem obwarowaniu lesí stem
granicy, przynajmniej terminu przesieka nie przytacza; podobnie
* na str. 436 nie przytaczał niemal prócz ruskich innych słowiań
skich przewłok, w które Słowiańszczyzna nadłabska i nadodrzańska
tak obfituje (nazw\ mkejscoi ret; liczne, na -walk). Rozwój grodów
wiąże N. z V—VII wiekiem, kiedy Słowianie na nowych ziemiach
osiadali; do tej doby należy też przemiana wędrownego dotąd
bytu słowiańskiego w osiadły ; przed nią bywały conajwyżej jakieś
Centralne grody, w środku całej przestrzeni, po której pleYnię krą
żyło (str. 608) ; dopiero z biegiem drugiej połowy I. tysiącolecia
.'po Chr. powstało odrazu tyle, nie set, lećz tysięcy grodzisk sło
wiańskich (?). Jak zrwsze, zebrał i tu olbrzymią literaturę, prze
ważnie słowiańską i niemiecką, wdawał się nawet w szczegóły co
do Radogoszczy (którą zawsze jeszcze mylnie Rethrą nazywa)
1 Arkony; usuwa bajkę o „palonych“ wałach (camps vitrifiés),
niegdyś szerzoną (str. 639).
W dwunastym rozdziale, o sztuce, rozprawia najobszerniej
o babach, kamiennych, chociaż' one nie Słowianom należą (co
najwyżej moglr tu i ówdzie zwyczaj turkotatarski, o Ku nanachPołowcach w XIII wieki jeszcze najpewniej poświadczony, naśla
dować?) i o posągu zbruckim, którego słówiańskość również
bardzo krucha; o „złotej babie“ milczy. Ostatnie stronice tego
rozdzidłu, o przemyśle artystycznym, dotyczą głównie rzeczy ob
cych, greckich i wschodnich.
. 1
Przedostatni rozdział o pięćdziesięciu tylko stronicach zebrał
materjał dawny o pieśniach, tańcach, muzyce (trąby, bębny, gęśli).
x
Tu chyba wszystko należałoby stworzyć, więc zadowolił się N. co
do pieśni i tańców kilku skromnemi uwagami, nie wyzyskał nawet
i,
91
faktu, że Goci dla tańcu przyswoili sobie nasze pląsać, co tylko
odmianą klaskania było: przeciw mieczowemu wojennemu tańcu
młodzieży germańskiej koło słowiańskie (dziewczęta stanowiły. Nie
rożstrzyga, czy pierwotni Słowianie uprawiali pieśni epiczne (niby
w rodzaju serbskich i ruskich bylin albo dum małoruśkich),
ale żeby kiedykolwiek. Słowianie Zachodni pies" epiczną znali,
temu bym zaprzeczył kategorycznie; nigdzie . najmniejszej o tem
wzmianki 1 Obszerniej prawi tylko o narzędziach muzycznych na
podstawie dawnych minjatur i słownictwa, gdzie znowu niejedno
pomylone; dudy z pewnością nie ze wschodu^wyszły, trąba zato
zdradza swem brzmieniem acz dawny, ale obcy początek "(w rogi
dął a w piszczele piskał Słowiąnin) i o organach wspominać nie
bardzo wypadało; tym więcej o gęślach i strunach, na których
gędzono i brząkano ; smyczek jednak rzecz późniejsza, obcego
początku (w Europie nie przed VIII wiekiem; smyczkiem dawna
Ruś grającego nazywała, łuczkiem narzędzie jego). Runy słowiań
skie słusznie odrzuca i kończy rzecz podziałem pór roku na krót
sze odstępy wedle zajęć gospodarskich albo zjawisk przyrody
nazywane.
Ostatni rozdział, czternasty (str. 753 — 782), charakteryzuje
ogółem słowiaństwo, głównie w przeciwieństwie dp germaństwa;
dawne idyle romantyczne a raczej Herdeicwe jeszcze słusznie
usuwa, ale poza ogólniki i zewnętrzne powiedziałbym okazy (go
ści mości, męstwa, uważania starców i rodziców, miłości swobody)
nie wychodzi. Kończy silnym naciskiem na odwieczną dwójdzielność
słowiańską, na ich zachodni i wschodni świat kulturalny, sprzecz
ność, której nic nie przemoże ; wylicza poprzednio wszelkie wpływy
obce, jakie u Słowian kolejno występvwały. „Już na końcu doby
pogańskiej nie była kultura słowiańska jednolitą, a o jakiejś osob
liwszej kulturze słowiańskiej przed przyjęciem chrześcijaństwa niemoże być mowy, taksamo jak nie można mówić o jednocie raso
wej albo narodowej.“ Zachodni Słowianie ciążyli już wtedy ku
zachodowi, dnieprowscy podlegali wpływom czarnomorskim, fiń-.
skim, nordyjskim.
Luźne tomy i rozdziały wielkiego dzieła nie wszystkie równej 1
wartości, np. w części historycznej właśnie Zachodnia Słowiań
szczyzna najmniej opracowana wszechstronnie; to znowu pytania
czysto filologiczne (np. o pokrewieństwie wzajemnem języków
słowiańskich) niepotrzebnie szeroko omawiane ; to wkońcu w ciągu "*
długiego dojrzewania całego dzieła niejedno ciekawe, có później
objąWiono, nie uwzględnione. Ale wszelkie te uwagi krytyczne
*ądnej nie czynią ujmy ydbrzymiej iście całości i nie mogę się
wydziwić energji, poświęceniu, pilności uczonego Czecha: cźyby
kto inny takiemu zadaniu sprostał, wolno ' i wątpił Szafarzyk
w dziele na nierównie skromniejsze rozmiary zakrojonem w pół
drogi ustał; i Möllenhoff takiego dzieła, nad którem żywot spę
dził, nie dokonał; a tem większe uznanie zasłużył profesor praski.
Z szczególną lubością wycieniował dział archeologiczny, sam zawo
łany, archeolog, lecz żadnego innego nie zaniedbał; najostrożniej,
liajwstrzemięźlWriej zachowywał się wobec folkloru, widocznie ana
chronizmów się obawiając. Tu go najłatwiej dopełniać, ależ jak
trudno ustrzec się błędu, jak łatwo wydawać za słowiańskie, ro
dzime, co noże raczej obce. -,
