R_7_witort_filozofia.pdf

Media

Part of Filozofia pierwotna (animizm) - dokończenie / Lud 1901, t. 7

extracted text
Filozofia pierwotna.
(Animizm.*)
VIII.
Kult zwierząt dotąd jest zagadką niewyjaśnioną; M. Lennan,
który pierwszy zwrócił nań uwagę powszechną, nie kusił się
nawet o wyjaśnienie ... Wyjaśnienia badaczy późniejszych okazały
się niezadowalniającemi albo wprost nawet błędnemi.
Najwięcej
przyczyniły się do wyjaśnienia' kultu zwierząt badania przedsię­
wzięte przez Instytut Smithsonjański oraz prace pp. Howitt'a i Fison'a. W każdym razie moina śmiało przypuścić, że jedną z głównych
podstaw tego kultu jest wiara w duchy, wcielone w zwierzęta
rozmaite. Tu przytoczę przykłady, podane prze:l Tylor'a na
str. 159-201, oraz jego określenie zasadnicze: »Naprzód tedy
dziki zdolny jest czcić zwierzę, jako takie, uważając je za obdarzone siłą, odwagą, chytrością, przechodzącemi jego ludzkie
przymioty, oraz duszą, jak człowiek, żyjącą po śmierci ciała
i mogącą, jak za życia, czynić źle lub dobrze. Powtóre, myśl ta
zlała się z pojmowaniem zwierzęcia, jako istoty, będącej wcieleniem bóstwa, które patrzy, słyszy i działa nawet z oddalenia
i nawet po śmierci powłoki cielesnej, do której boski duch
uleciał«.

Jakuci syberyjscy czczą niedźwiedzia: przed jego legowiskiem wychwalają go wierszami, prozą, podnosząc odwagę
i wspaniałomyślność »kochanego wuja«. P. Sieroszewski dokład­
nie opowiada o tern znaczeniu, jakie ma niedżwiedź wśród Jakutów. Przedewszystkiem to nie zwierzę, ale czarownik, wszystko
wiedzący i wszystko rozumiejący; mówić żle o nim nie można,
chociażby go w bliskości nie było, ponieważ słyszy wszystko
i nigdy nic nie zapomina. Niedżwiedź n~gdy nie napada na
dzieci i kobiety; te ostatnie winny pokazać mu piersi; nie na-

*) Zob. >Lud« VI., str. 33L

2
pada on też nigdy na spiących, dldtego myśliwi Jakuci zasuwaJą
żerdź do jego legowiska i wołają: »wstawaj. wojsko przyszło
bić się«. P. Sieroszewski podaje 1;>rzemów1enie błagalne: » Książe
lasów, pomyśl o lasach! Panie lasu, pomyśl o gaju ! Panie
gąszczu, pomyśl o nim!. Pójdż tam! My ciebie nie ruszamy, my
cię nie krzywdzimy, uwolnij nas«! To przemówienie należy wygłosić klęcząc.
Autor powyższy mówi, że w górach Wierchojańskich niedźwiedż zakochał się w dziewczynie, uprowadził ją
żył trzy lata (Jakuci, str 659).
niedźwiedzia za bóstwo; forma przysięgi
na głowę niedźwiedzia*), albowiem niedżwiedź
każdego kłamcę zje.
Lapończycy nie uznają niedźwiedzia za
zwierzę, ale 1a istotę wyższą od ludzi i rozumniejszą od nich;
wprawdzie przy sposobności zabijają go, ale potem przepraszają,
zwalając winę na Rosyan.
Byłem świadkiem sceny przeprosin
zabitego niedźwiedzia w końcu lipca 1878 r. około dużej wsi
pomorskiej Kandalakszy, leżącej przy ujściu rzeki Newki do zatoki Kandałaskiej, oddzielającej półwysep Kolski od lądu stałego.
Zwłoki niedżwiedzia leżały na podwyższeniu; wargi wysmarowano mu tłuszczem renifera, postawiono kieliszek wódki, w pysk
zaś wsunięto fajeczkę zapaloną. Starszyna rodowy, kłaniając się
aż do ziemi, rozpoczął przemowę, którą dosłownie przetłumaczyła
mi żona parocha z Kandałakszy; treść sprowadzała się do tego,
że potężny duch niedźwiedzia winien mścić się nie na biednych
Lapończykach, krzywdzonych przez wszystkich, ale na Pomorach
z Kandałakszy, którzy go zabili. Te uroczyste przeprosiny nie
przeszkodziły zjeść go tegoż dnia.

Ostjacy

to

uważają

przysięga

Na wyspach Georgijskich pewne gatunki czapli; zimorodków i dzięciołów uchodziły za bóstwa, którym z tego powodu
składano ofiary ; ich głosy przepowiadały przyszłość. Na wyspach
Tonga mieszkańcy uznają pewne gatunki ptaków, hai, wieloryba
i t. d. za formy, w których bóstwa odwiedzają ziemię. Gdy
zdarzy się przepływać około wieloryba, to rzucają mu nieco
kawy lub oliwy wonnej.
Do kultu zwierząt należy też kult wężów, rozpowszechniony
przeważnie w Afryce.
W Widah nad zatoką Benin, wedle
Bosman'a, cześć wężów jest powszechną, a od nich roi się po
wsiach i w mieście, ale największą cześć odbiera wąż duży,

*) Widziałem taką głow" w Maryinskim sądzie powiatowym gub. Tomskiej.

3
potwór prawdziwy, mieszkający w osobnym domku; skłc1dano
mu na ofiarę mięso, napoje, bydło, pieniądze i tkaniny. Kult
wężów cieszył się takiem uznaniem, że Holendrzy posługiwali
się nim, by odpędzić czarnych dokuczających.
W Hindostanie
jest szeroko rozpowszechniony kult zwierząt; święta krowa jest
bóstwem nietykalnem, odbierającem cześć w obrzędach dorocznych i codzienne odwiedziny i ukłony od ludu pobożnego,
który daje jej świeżą trawę i kwiaty; Hamman, bóg małpi, ma
świątynie i posążki, a Siwa wcielił się weń, tak jak Durgo
w szakale.
Wiemy dobrze, iż starozytni Egipcyanie czcili jako bóstwo
krokodyla.
Kult wężów nie był obcym ludom aryjskim: starożytni
Grecy i Rzymianie znali go. Wielki wąż bronił twierdzy Aten
i otrzymywał co miesiąc· placek z miodem. \V Rzymie geniusz
miejscowy, »genius loci« ukazywał się w postaci węża.
W Helladzie starożytnej Asklepjosa. bóstwo uzdrawiające,
wyobrażano zawsze jako węża, w którym jako oswojonym przebywało, albo przez węża tego się objawiało.
Ludy plemienia litewskiego czciły węże jako bóstwo domowe; najbardziej cześć ta rozwinęła się u Prusaków, wytępio­
nych doszczętnie przez Niemców.
Pewien misyonarz tak opisuje pojęcie Indyan północno­
amerykański eh z r. 1634: »Mówią też oni, że wszystkie zwierzęta danego gatunku mają slarszego brata, który jest począt­
kiem i źródłem wszystkich osobników; starszy brat jest niezwykle wielkim i potężnym. Starszy brat bobrów naszych jest
może tak duży, jak nasza chatka«.
U czerwonoskórców Ameryki północnej oraz u Australczyków panuje przekonanie, że jak ludzie posiadają swój ustrój
rodowy, tak i zwierzęta mają go też; ludzie i zwierzęta mają
swoich pra-rodziców, żyjących w krainie duchów a wyróżnia­
jących się swoją wielkością i siłą. Najwybitniej ten pogląd wystę­
puje u Australczyków. S. Krzywicki tak mówi o nim: »południowy Australczyk, powiada z tego powodu sumienny badacz
źródłowy, jakim jest Howitt i Fiso.n, spogląda na wszechświat
jako na olbrzymie plemię, w ktorem sam należy do jednego
z podziałów, a wszystkie przedmioty, które razem z nim wchodzą
do pewnej klasy, są cząstkami tej samej zwartej całości plemiennej, są one niemal ciągiem jego samego. Nie dziw, że dziki nie

4
zwierząt rodowych;
przynajm1eJ czyni to
a kiedy przynaglony głodem, zabije jakiś okaz'
utyskiwa mocno, usprawiedliwia się pokornie, a nawet kłamie
przed zamordowanym krewniakiem dla przekonania go, że nie
on jest sprawcą jego śmierci. Jest to swojego rodzaju obrząd
oczyszczenia się z bezbożnego występku. Takie zabójstwo jest
mordem, popełnionym wewnątrz własnej grupy rodowej, czynem„
który sprowadza furie na ślad mordercy« ... » ,vszędzie u plemion
północnej Ameryki istnieje wiara, że jak człowiek posiada ustrój
plemienny, podobnie też mają go i zwierzęta, jeden zaś i drudzy
pochodzą od wspólnego przodka i w gruncie rzeczy stanowią
jakby jedną społeczność, wrogą innym takim samym ludzkozwierzęcym, posiadającym byt
niezależny
a ukształtowanym
według tego samego wzoru«· (Wisła, 1893,
25 7-259). Dodam:
przeżytki kultu zwierząt spotykają się u wszystkich ludów sło­
wiańskich; dowodem mogą służyć bajki I-µdowe, w których
zwierzęta odgrywają tak ważną rolę, niekiedy zaś nawet postę
pują tak, jakby postępowali ludzie rozumni a dobrzy.
Bardzo powoli bóstwa poszczególne uogólniały się, przybierając charakter ogólny; tak z bóstw, mieszkających w drzewach poszczególnych, powoli powstał ogólny bóg lasów. Tu
należy przytoczyć zdanie Augusta Comte'a, na które powołuje
się Tylor w swojej: »Philosophie positive« odróżnia on bóstwa
właściwe, w ich charakterze ogólnym i abstrakcyjnym, od fetyszów właściwych (t. j. przedmiotów używotnionych). Fetysz
panuje tylko nad jednym przedmiotem, z którym jest nierozłą­
cznym, a bogowie rządzą całym szeregiem zjawisk w różnych
ciałach.
Gdy więc, ciągnie dalej, podobny rozwój wszystkich
dębów doprowadził do teologicznego uogólnienia objawów życia
tego drzewa, to istota nadprzyrodzona, otrzymana w ten sposób,
nie była już fetyszem jednego osobnika, ale bóstwem lasu. Tutaj przejście myśli od fetyszyzmu do politeizmu uległo nieuniknionej przewadze pojęć ogólnych nad indywidualnemic
(II., 200).
Tylor robi słuszną uwagę, że badanie rozwoju politeizmu
potwierdza stanowczo doktrynę aninizmu; dalej mówi: - bardzo
słusznie że bogowie wszelc'y utworzeni zostali na wzór i poclobieóstwo człowieka. Pewien filozof helleński, żyjący w w. V.
przed Chrystusem w Atenach, mówił, iż gdyby osły mogły rozumować, to utworzyłyby sobie boga na wzór i podobieństwo
swoje.

zabija ani

niechętnie,

spożywa

5
Człowiek

wyobraził

sobie Boga w postaci własnej, tylko
wyidealizowanej. Wielcy bogowie Hellady byli ludźmi zwykłymi,
tylko wyróiniającymi się przymiotami fizycznymi, a poniekąd
i umysłowymi: Zeus - to typ Hellena w wieku około lat 50,
Afrodyta - Hellenka, przedstawiająca typ piękności niewieściej
rasy aryjskiej. Wielkie zjawiska przyrody uderzyły wyobrażnię
ludzką i doprowadziły do uosobień ich w postaci bogów. Tylor
mówi: > Wyższe bóstwa politeistów zajmują odpowiednie miejsca
w ogólnym animistycznym systemie całej ludzkości. Samo z siebie wypływa, że jak człowiek służył za wzór dla bóstwa, tak
społeczeństwo ludzkie i urządzenia społeczne stały się wzorem
społeczeństwa boskiego. Czem dla ludzi są królowie i wodzowie,
tern dla niższych duchów są wielcy bogowie. Różnią się oni od
dusz i niższych istot nadprzyrodzonych, które dotychczas zajmowały głównie_ uwagę naszą, ale różnica ta jest raczej różnicą
·stanu, godnośd, niż natury. Są oni duchami osobowymi, rządzą­
cymi takimiż duchami. Potężne bóstwa panują nad duszami,
które opuściły ciało, nad cieniami przodków, gienjuszami, przywiązanymi do miejscowości, skał, źródeł i drzew, nad zastępami
dobrych i złych duchów i resztą społeczeństwa nadprzyrodzonego.
W pływ bóstw tyr,h dotyka tylko pośrednio potrzeb miejscowych,
lub' indywidualny~h; mogą one natomiast działać dowolnie
i bezpośrednio w obszernem swojem państwie i panować, oraz
rządzić za pośrednictwem niższych istot swego rodzaju, które są
sługami ich, pośrednikami i wykonawcami. Wielcy bogowie politeizmu, liczni i ściśle określeni w teologii świata ucywilizowanego, nie są jednak jej wytworem. Główne ich typy zarysowują
się już w religiach niższych ludów i odtąd postępująca, lub
wstecz się cofająca cywilizacya posiadała zawsze poetów swoich,
kapłanów, baśniarzy, historyków, teologów i filozofów, którzy
odnawiali, rozwijali, obalali lub poniżali potężnych władców
panteonu« (II., 205).
W Australii na czele rojów niezliczonych duchów stoją potężne duchy
Nguk-Wonga, duch wód, Biam, twórca pieśni
obrzędowych i sprawca: chorób, utożsamiony z Bajamem, stwórcą;
Nambadiandi i Warrugura, panowie nieba i świata podziemnego.
W Ameryce południowej występują w teologii tubylców Mauari i Saraua, dobry i zły duch, oraz d_wóch Gamainhaów,
duchów wód i lasów. U Algonkinów, czerwonoskórców z Ameryki północnej, widzimy ofiarę uroczystą wraz ze spisem dwunastu głównych »manitu« czyli bogów: na czele stoi Wielki

6
Manitu w niebie, potem Słońce, Księżyc, Ziemia, Ogień, W oda, bóg
Domowy, Ryż i cztery Wiatry, czyli strony świata. W Polinezyi
tłumy cieni przoc:lków i drobnych bóstw ziemi, morza i powietrza
podlegały wielkim bogom Pokoju i Wojny, Oro i Tane, bóstwom
narodowym Tahiti i Huahine, a także Rajtubuowi, stwórcy
nieba, I-linie. pomagającej mu w dziele tworzenia świata i ojcu
jej, Taaroaowi »niestworzonemu stwórcy«, mieszkającemu w niebie U Dajaków borneńskich pospólstwo duchów składa się
z dusz zmarłych, duchów leśnych i górskich, oraz unoszących
się nad wsiami
i pożerających zapasy ryżu; nad nimi panuje
Tapa, stwórca i opiekun człowieka, Jang ich nauczyciel religii,
Dżirong, zawiadujący urodzinami i zgonami ludzi, oraz Tenabi,
stworzyciel wszystkiego, oprócz człowieka.
U murzynów pobrzeża Niewolniczego duchy ożywiające całą
przyrodę, dobrz~ lub źle usposobione dla człowieka przebywają w polu, w l_esie, w górach i w dolinach, żyją w powietrzu i wodzie; część ich
- to dusze zmarłych, zatem przebywają około grobów i są w stosunkach z duchami podziemnymi czczonymi przez nie; najwyższym
jednak duchem jest Mawu. Samofedzi znają cały szereg duchów
drobnych, ale ponad nimi stoją Duchy lasów i rzek, Słońce,
Księżyc, Zły Duch i najwyższy, Dobry Duch. U Chond?w duchy
opiekują się ludźmi i zjawiskami przyrody, ale podlegają duchom
ludzi, którzy stali się bóstwami, ponad którymi stoi jednak
sześciu wielkich bogów; deszczu, wzrostu, myślistwa, granic,
żelazny bóg wojny, bogini pierwszych owoców, a obok nich
sędzia zmarłych.
Panem wszystkich bogów jest bóg-słońce
i stwórca, Boora Pennu, z· żoną, Tari Pennu, potężną boginą
ziemi. Hiszpanie zastali w Meksyku całą hierarchię bogów:
niższe odbierały cześć w chatach, na drogach, w gajach i świą­
tyniach; dalej szły bogi kwiatów »pulque«, myśliwych i złotni­
ków, w końcu zaś gromada wielkich bogów narodowych. panów świata; oto ich nazwy: Centeotl, bogini ziemi, Tlalok, bóg
wody, Huiciloposztli, bóg wojny, Miktlanteukli, pan piekła,
Tonatiuh, słońce i Mectli, księżyc.
Teraz można już rozklasyfikować wielkich bogów i wielkie
boginie; na czele ich zwykle stoi bóg nieba. W starozytnej
Helladzie bóg nieba panuje nad bogami wojny, morza, świata
podziemnego, wiatru i t. d. W Hindostanie dzisiejszym BrahmaWisznu-Siwa króluje nad całym szeregiem bogów, bogiń i duchów
np. Indra, bóg nieba, Sllrya, bóg sł.ońca, Agni, bóg ognia,

7
Pawana, bóg wiatrów, Waruna, bóg wód, Jama, pan świata
podziemnego, Kama, bóg miłości i Karttikeja, bóg wojny, Panczanana, zsyłający epilepsyę, Manasa, chroniący od ukąszenia
węża, boskie Rzeki, niżej stojące chochliki i t. d. (Tylor
II , 205-207).
Co się tyczy. bogów poszczególnych, to pierwszeństwo należy się bogu nieba·. U czerwonoskórców Ameryki północnej
występuje bardzo wyraźnie bóg nieba.
Misyonarz. Brebeuf na
początku w. XVII., powiada, że Huronowie zwracali uwagę
szczególnie na niebo; było ono dla nich bóstwem najwyższem.
W Afryce południowej u Zulusów niebo jest bóstwem najwyż­
~zem, którego głos można słyszeć; ten głos to grzmoty. W bajce
zuluańskiej o królewnie u.więzionoj przez pół ]udzi, żali się ona,
że
niebo nie spełnia JeJ żądat'.1 t. j. nie niszczy wrogów.
W Afryce zachodniej spotykamy boga nieba, który jest poję­
ciem przejściowem pomiędzy uosobieniem nieba a pojęciem boga
twórcy. » W Bonny jeden wyraz oznacza zarazem boga, niebo
i chmurę, a w Akuapim J ankupong znaczy: bóg najwyższy
i pogoda• (Tylor, II., 2 12). Tylor powiada dalej, powołując się
na słowa Riisa, że pojęcie to jest bardzo nieokreślone i niejasne,
przeto ten sam wyraz oznacza nietylko niebo, ale i niebiosa,
a nawet deszcz i grzmot. Słusznie mówi Tylor, że umysł Samojeda dzikiego nie rozróżnia nieba istotnego od bóstwa, noszącego
tę samą nazwę Num. U Finnów, kulturalnie stojących znacznie
wyżej, bóg nieba, Ukki, zachował w zasadzie rysy te same:
jest on :tStarcem nieba«, jego ojcem, podporą sklepienia niebieskiego, mieszkańcem powietrza, pasterzem chmur· i obłoków.
W państwowej religii chińskiej niebo Tien jest już dzisiaj
bóstwem najwyższem, wcieleniem ideału dobra i sprawiedliwości,
ale język i tradycya wskazują,· że kiedyś ono było tylko uosobieniem sklepienia niebieskiego. Nie mniej nasza rasa aryjska
zna ten kult nieba. Wordsworth tak mówi:
,. .... cały krąg niebieski był dla niego
oraz bogiem,
Wzywanym ze wz11iesionemi rękami i pie;niami «
Czującą istotą,

Prof. Maks. Miiller wyjaśnił to dostatecznie, na podstawie
badań językowych >Przedewszystkiem więc sanskrycki Dju
(Djaus), jasne niebo, występuje wyraźnie, jako. pojęcie dnia, jest
nawet mowa o burzach. które po nim przeciągają. Języki grecki
i łaciński współzawodniczą z wyrazem tym co do jasności:
end i os, znaczy >na świeżem powietrzu«, es, di os »przy jasnem
I

8
niebie, spokojnie«, sub di yo »na świeżem powietrzu«, sub
Jove frigido »pod zimnem niebem« (Tylor, II., 213). Maks.
Miiller pisze: »Nie można było nic powiedzieć o niebie, coby
w tej lub innej formie nie było przypisywane Zeusowi. Zeus
spuszczał deszcz, pioruny, śnieg, grad, błyskawice, gromadził
chmury 1 wypuszczał wiatry, podtrzymywał tęczę. Zeus utrzymywał w porządku dni i nocy, miesiące, pory roku i lata; czuwał nad polami, dawał obfite żniwa, opiekował się stadami;
mieszkał, jak niebo, na I?,aj wyższych górach i jak ono obejmywał
ziemię.
Był też jak niebo wie.cznym, niezmiennym, najwyższym
bogiem. W złem, jak w dobrem Zeus - niebo i Zeus - bóg
zbratani byli w umyśle Greków, mowa zwyciężała myśl, a podanie religię (Ty lor, II., 2 13).
Niekiedy bóg nieba jest też bogiem deszczu, jak to np.
było u Greków i Rzymian .. Marek Aureliusz zapisał charakterystyczną modlitwę Ateńczyków o deszcz: »Daj deszczu, deszczu,
o luby Zeusie, na role Ateńskie i niwy« ! Petroniusz, narzekając
na bezbozność swoich czasów mówi, że nikt już nie dba o J owisza, a dawniej kobiety chadzały na wzgórze bose, w stolach,
z rozpuszczo_nym włosem i sercem czystem, błagały Jowisza
o wodę, to też deszcz natychmiast lał jak z cebra i kobiety
wracały do domu przemokłe. We wschodniej części Afryki środ­
kowej duch wodza dawnego, mieszkający na spowitym w chmury
szczycie góry wysokiej odbiera cześć i modły wiernych, a odpo•
wiada na nie deszezem rzęsisty·m czy ulewnym. _U Damaran
bóg deszczu mieszka na północy dalekiej, a u Murzynów Afryki
zachodniej bóg nieba spuszcza deszcz i nosi nazwę deszczu.
»Paczakamak, peruwjański stworzyciel świata, ustanowił boginię deszczu, aby zraszała ziemię wodą i zsyłała grad i śnieg.<
Finnowie zwracali się do Ukka, boga nieba, z modlitwami podobnemi do następnej:
,. Ukko, o ty boże nad nami,
Ty, ojcze w niebiosach,
Ty, który panujesz w państwie chmur
I który pasiesz owieczki obłoczne,
Ześlij nam deszcz z nieba,
Niech chmury kapią miodem,
Niech pochylone kłosy spojrzą w górę,
Niech zboża szumią wesoło.«

Bóg deszczu u Chondów (Hindostan), Pidzu Pennu otrzymuje ofiary z jaj, ryżu, araku i owiec, a bywa błaganym modłami

9
patetycznemi, w których szczegółowo wymiemaJą się złe skutki
suszy, a bardzo dobre deszczów ulewnych. Plemię Kołów w Bengalu ma też swego boga deszczu Marang Buru. >Gdy w później­
szych czasach pola rolnika średniowiecznego cierpiały od suszy,
to szukał on innych opiekunów, którzy zajęli miejsce boga
deszczu i przez procesye i litanie szukał pomocy u św. Piotra,
lub św. J akóba, albo u więcej zbliżonej do mitologii Królowej
Nieba (Ty lor, II., 213-216). Dotąd jeszcze wiara podobna żyje
śród mas ludowych rolniczych, zwłaszcza w Europie południo­
wej i wschodniej. Dodam tu, że kościoły zachodni i wschodni
znają modły osobne o deszcz lub pogodę, modły, które odbywają się stosownie do okoliczności.
»Stanowisko boga grzmotu w religii P?liceistycznej jest
bardzo podobne, a w ~~ielu razach takie same, jak stanowisko
boga deszczu. Charakter jego jednak nacechowany j~st złośli­
wością, ale nie dobrocią. Trudno nam uprzytomnić sobie to jego
usposobienie od czasu, gdy śmiertelna trwoga wobec burzy
z piorunami, która ścina krew w .żyłach dzikiego, stała się nam
obcą i gd_y grzmot nie jest ~la nas objawem gniewu boskiego,
lecz przywróceniem równowagi elektrycznej. Mandanowie i inne
szczepy północno-amerykańskie słyszą w grzmocie i widzą
w błyskawicy, jak groźny ptak niebieski bije skrzydłami i błyska
oczyma; ptak ten należy do Wielkiego Manitu lub jest może
nawet jego wcieleniem«. •Plemiona Tupi w Brazylii są w tym
względzie typo'Yym okazem; u nich grzmot i sprawca jego, Tupan, uderzający niebieskiemi skrzydłami i błyskający światłem
niebieskiem, uległ takiej metamorfozie, ze stał się przedstawicielem
.bóstwa najwy.zszego, a nazwa jego przetrwała dotąd u chrześci­
jańskiego dziś ludu, jako imię Boga«.
» W Peruwii potężnem i powszechnie uznawanem bóstwem
był Katekuil, bóg-piorun, dziecię b~ga-nieba; on to wypuścił
plemię lndyan z ziemi, przewróciwszy ją rylcem złotym; on
wśród strasznego grzmotu rzuca z procy małe, okrągłe, gładkie
strzały piorunowe, które lud wiejski przechowuje jako fetyszów
ognia i amulety, podtrzymujące płomienie miłości. Jak silnie zarysowanym charakterem i jaką potęgą odznaczały się Grzmot
i Błyskawica (Czukui yllayllapa) w religii Indów, o tern sądzić
można z fetysza jego, czyli ~huaka«, stawianego na wybrzeżu,
obok posągów Stwórcy i Słońca w czasie wielkiej uroczystości
w Kuzko; gdy przeprowadzano mimo bo.zków tych zwierzęta, przeznaczone na ofiarę,
kapłani poczynali się modlić :

10
>O Stwórco, Słońce, Piorunie, bądźcie zawsze młodzi! Nie starzejcie się nigdy! Dajcie, niech wszystko będzie w pokoju! Niech
się ludzie mnożą, niech mają obfitość żywności, niech wszystkie
inne rzeczy wzrastają w dalszym ciągu«. U Zulusów grzmoty
i pioruny - to objaw woli boga nieba, natomiast u Jorubów
są to czyny nie pana nieba Oloruna lecz Szango, boga piorunu.
rzucającego z nieba
toporki kamienne, znajdywane w ziemi
i przechowywane jako świętość. U Osetynów na Kaukazie
boga grzmotu zastąpił prorok Eliasz.«
»Wedle odszczepieńców Mahometańskich historyczny Ali,
krewniak Mahometa, panuje w chmurach; grzmot - to głos
jego, a błyskawica - rózga, którą karci bezbożnych. W Wedach
Indra, bóg grzmotów i piorunów odgrywa rolę bardzo poważną:
> Teraz będę opiewał czyny bohaterskie Indry, które ten gromowładca spełnił na początku.
Zabjł on Ahi'ego,
potem wylał
wody, rozdzielił rzeki i góry. Zabił Ahi'ego koło góry; Twasztar
ukuł dla niego chwalebny pocisk«. Na Litwie dawniej mówiono,
gdy grzmiało: »Dewe Perkune, apsaugok mus!«= >Boże Perkunie
oszczędź na.s !« Dziś powiada~ą: »Perkunas grauja !« = :.Perkun
grzmi« albo ,, "\\' tzzajs barrahs ! « = »Stary mruczy« (Ty lor, II,
217-219).
W politeizmie ludów, choćby tak uspołecznionych, jak
Hellenowie starożytni, lub stojących na niższych szczeblach
rozwojowych, spotykamy boga wiatru; niekiedy 4 główne wiatry
stanowią bóstwa podrzędne, podległe ogólnemu bogowi wiatrów.
U Algonkinów, plemienia północno-amerykańskiego, istnieje
wierzenie w boga wiatru; wiatr zachodni, Mudżekindis, ojciec
wiatrów, dziećmi jego były: Wabun, wiatr wschodni, przynoszący
ranek, leniwy Szawondasi - południowy, i Kabibonokka, pół­
nocny, nieubłagany. Te wiP-rzenia - to treść poematu »Hiawatha«.
Te istoty odpowiadały czterem wielkim manitu Delewarów,
zwanym Zachód, PołudniP, W schód i Północ, którym to plemię
składało ofiary. Irokowie znali potężnego boga wiatrów, utrzymującego ich w niewoli w górach, w ojczyźnie wiatrów. Ellis
tak opisuje polinezyjskich bogów wiatru: »Na czele ich stali
Weromatautoru i Tairibu, brat i siostra, dzieci Taaroa, i mieszkali
w pobliżu wielkiej skały, która była podwaliną świata. Huragany,
wichry i wszystkie gwałtowne wiatY"y, były, jak twierdzono,
z niemi w ?.wiązku, a zadaniem ich było karać tych, którzy zaniedbywali czci bogów. Żeglarze i przyjaciele ich, pozostali na
brzegu, błagali miłosierdzia bogów wiatru, aby uśmierzyli burzę.

ll

Przypuszczano, że hojne ofiary sprowadzają ciszę i że chociażby
pierwsza ofiara pozostawała bez skutku;- nie należało się zniechęcać. Do tego samego środka uciekano się, aby wywołać
burzę, ale z mniejszem powodzeniem. Gdy wyspiarze dowiadywali się o zbliżaniu się nieprzyjaciół, składali natychmiast bogate
ofiary tym bogom, błagając, aby burzą zgładzili ze świata wrogów, znajdujących się na morzu w drodze do wyspy. Niektórzy
z najroztropniejszych ludzi wierzą jeszcze, że złe duchy miały
niegdyś wiP-lki wpływ na wiatry. i utrzymują, że od czasu obalenia bałwochwalstwa niema już takich burz, jakie dawniej szalały«. U Kamczadalów bóg nieba przejeżdża się sankami, a stąd
powstają śnieżyce i wiatry gwałtowne. W ogóle u Fin nów niema
głównego boga wiatru, bo nim jest Ukko. bóg nieba, 1 ale są
podrzędne. W wierzeniach ludów pierwotnych nie-aryjsklch widzimy początki tego, co u ludów aryjskich rozwinęło się tak
wspaniale. Wedle Wed l\faru towie, gnani wichrem gwałtownym,
wywołują ulewy gwałtowne, osłabiają światło dzienne i niszczą
lasy, jak słonie dzikie. Vv staro.żytnej Helladzie bogiem wiatru
był Eol, a od niego zależeli Boreasz, uosobienie wiatru półno­
cnego, zimnego, oraz Zefir łagodnego, ciepłego i wilgotnawego. (Tylor, II, 220-221).
Ludy słowiańskie w swych wierzeniach o wietrze są animistami zagorzały.mi: dość przewertować pracę Afanasjewa: Poetyczne poglądy Słowian na przyrodę«, by przekonać się o tern.
Śród ludu polskiego istnieją też wier~enia podobne: » \Viatr jest
to istota żywa. Jeździ on na wozie i ma do !:-wo jego rozporzą­
dzenia pomocników, którzy dmą w miechy. Miechów tych jest
siedm. najwięcej jednak może być czynnych cztery, w przeciwnym bowie.m razie, wiatr wszystkoby poprzewracał na świecie«
(Tylor, I, 431, przypisek p. J, KarłO\vicza*). Wedle Tylor'a
przeżytki kultu boga wiatru dotąd spotykają się jeszcze w Niemczech np w Szwabii, Tyrolu Górnym Palatynacie, a Słowieniec
") Na najwyższej górze w świecie siedzi na miechu Świstun. Lud go sobie
przedstawia jako człowieka olbrzymiej postaci, odzianego w szaty obłoczne
z wiecznie rozczochranemi kłaczyskami. Sapaniem swojem sprowadza wiatry, a gdy
się opije, porywa wtedy czapkę niewidzialności, spuszcza się ńa zielijię i tu, arnąc
w ~iechy, hula po świecie a cokolwiek napotka na drodze, choćby to były wiekowe
sosny, dęby olbrzymie, budynki lub płoty, wszystko wywraca, obala i niszczy.
Świstun przenosząc się z szybkością błyskawicy z miej_sca na miejsce, wydaje przeraźliwy świst, połączony z groźnym rykiem.

12

wiesza naczynie drewniane z ofiarą na drzewie, stojącem około
jego domu, by wiatr ni& wyrządził mu szkody żadnej.
U ludów Ameryki, jak północnej, tak i południowej, spotykamy głęboką wiarę w boga ziemi: >Algonkini spiewali pieśni
czarodziejskie Ziemi Mesukkummik Okwi, wielkiej prababce
wszechrzeczy«. W panteonie Inków ziemia zajmowała stanowisko
poczesne, mianowicie trzecie; pierwsze i drugie należały się
słońcu i księżycowi ; w czasie żniw składano jej w ofierze zboże
mielone oraz >cziczę«*). W Afryce zachodniej Murzyni miejscowi
na miejscu pierwszem stawiają boga nieba, na drugiem - Ziemię,
na trzeciem fetysze; Murzyn, przedsiębiorąc coś ważniejszego,
składa ofiary mówiąc: »Stwórco, przybądź, pij l Ziemio, przybądź,
pij! Bosumbra, przybądź, pij!« U krajowców Indyj, plemion
Bajga, cześć ziemi jest powszechna: zowią ją matką i część pokarmów, spożywanych codziennie, składają jej w ofierze. Niema
bodaj ludu na ,świecie, któryby tak głęboko czcził ziemię jak
Chondowie w Hindustanie. »Chondowie z Orysy zdają się oddawać
bogini ziemi bezwzględnie pierwszeństwo przed innemi bóstwami
i przypisywać jej największą władzę. Bora Pennu czyli Bella
Pennu, bóg światła, ]ub słońca, stworzył Tari Pennu, boginię
ziemi i obrał ją za małżonkę ; od nich pochodzą wszyscy inni
bogowie. Powstała kłótnia w potężnem stadle i żona postanowiła
krzyżować dobre postępki męża; od niej to pochodzi wszelkie
zło fizyczne i moralne«. W wierzeniach Tunguzów i Burjatów
ziemia nosi miano matki. W Niemczech jeszcze na początku
XIX w. składano w dzień Bożego Narodzenia ofiary ziemi,
zakopując w nią potrawy. Sród ludów słowiańskich kult ziemi
jest najbardziej ro_zwinięty u Białorusinów: wielkich grzeszników
»ziamla nie prymaje«: ziemia jęczy, gdy mają nastąpić wielkie
klęski społeczne ; jęki jej są różne: przed głodem słychać płacz
dzieci, przed zarazą - śpiewy pogrzebowe, przed wojną tupanie
nogami ludzkiemi i kopytami końskiemi. Białorusin, opuszczając
swą
z1em1ę
rodzinną,
nigdy nie zapomni zabrać z sobą jej
szczypty, którą nosi na piersiach obok krzyża, lub szkaplerza;
umierając prosi, by mu nią zasypano -oczy. Najstraszliwsza forma
przysięgi u Białorusina to przysięga, złożona z garścią ziemi
w ręku, lub kawałkiem darniny na głowie« (Wisła, 1897, 581582). Białorusini nigdy tak brzydko nie wymyślają, jak Rosyanie,
*) Gatunek piwa,

13
by nie obrazić matki ziemi. Wierzenie podobne dzieli też lud
litewski.
Wogóle w wierzeniach ludów pierwotnych nie można doszukać się wiary w jakieś osobne bóstwo wodne, chociaż każdy
strumyk, każde jeziorko, rzeka i t. d posiadaja swe duchy odrębne. Mieszkańcy okolic nadmorskich, należący do ludów pierwotnych, nie wytworzyli też boga morza, acz n. p. Lampongowie
z Sumatry, gdy po raz pierwszy ujrzą morze, składają mu ofiary.
J asnem jest, by wytworzyć pojęcie boga wód lub morza, należy
posiadać znaczną zdolność do uogólnień teologicznych, której
nie posiadają ludy pierwotne. Dopiero wśród Hellenów starożyt­
nych powstał wielki bóg morza Pozejdon, który u ludów italskict
zamienił się w Neptuna.
Wynalazek ognia był to krok pierwszy, umożliwiający podniesienie się ludzkości ze stanu zwierzęcości do wyższych form
bytu, zwłaszcza po poznaniu i zastosowaniu metalów. J asnem
jest, że ogień z powodu usług tak licznych i pożytecznych już
na najniższych szczeblach rozwoju ludów pierwotnych odbierał
cześć boską. Przykładów kultu ognia dostarczają wszystkie rasy,
zamieszkujące kulę ziemską. Misyonarz Loski el z X VIII w.
opowiada, że czerwonoskórcy A mery ki północnej leżeli na ziemi
twarzą ku ziemi w razie nieszczęścia lub klęski wielkiej około
ognia roznieconego, rzucając weń od czasu do czasu garście tytoniu, wygłaszając modlitwę następną: » Weź, weź i pal, daj się
przebłagać, a nie czyń
mi krzywdy«! Oczywiście - ogień
uważano za jakieś bóstwo potężne. W stosunkowo bardzo
rozwiniętej religii Azteków starożytnych bóg ognia cho.ciaż pokrewny bogowi słońca, posiadał jednak rysy zupełnie odrębne
i nazywał si~ panem ognia, Ksiuhteuktli, a także bogiem starym
Huehueteotl. Bogu temu, dającemu światło, ciepło, umożliwia­
jącemu pieczenie chleba i mięsa oddawano cześć wielką, rzucając
w ogień części potraw sporządzonych i ofiarując codziennie kadzidła. Dwa razy do roku obchodzono uroczyste święto. W pierwsze spalano drzewo ścięte, rozniecano wielki ogień i wrzucano
weń ludzi, naznaczonych na ofiarę, z którymi uprzednio tańczono
wkoło niego. Zwłoki ich oddawano kapłanom. W święto drugie
rozniecano nowy ogień tarciem przed posągiem K.siuhteuktli na
podwórzu świątyni; przed tym ogniem pieczono Z\Vierzynę,
upolowaną na polowaniu
wielkiem, rozpoczynającem to świPcto
i spożywano ją wspólnie. U Polinezyjczyków jest bóg ognia,
Mahnika, podsycający żar wulkanu na ognisku swcm podziem-

li
nem; Maui udaje się tam po ogień dla ludzi. Natomiast na
wyspach oceanu Południowego niema prawie śladów czci ognia.
U Ajnów, mieszkańców pierwotnych archipelagu Japońskiego,
istnieje bóg ognia, Abe kamui, dobroczyńca ludzi, poseł do
innych bogów, uzdrawiający chorych Szczepy turańskie uznają
ogień za żywioł święty. Oto ustęp z pieśni weselnej Mongołów :
» Matko Ut, królowo ognia. ty, którą zrobiono z drzewa wia.zowego, rosnącego na szczytach góry Czanggc1j-Czan i BurczatuCzan, ty któraś powstała, gdy niebo i ziemia rozdzieliły się, ty,
coś wyszła ze śladów stóp Matki ziemi i coś stworzoną została
przez króla Bogów! Matko Ut, której ojcem jest twarda stal,
a matką krzemień. której przodkami są drzewa wiązowe, co jasność ich dosięga nieba i przenika ziemię! Bogini Ut, przynosimy
ci żółtą oliwę w ofierze i białego barana z żóŁtą głową, tobie,
która masz dzielnego syna, piękną synowę i śliczne córki! Tobie,
Matko Ut~ co zawsze patrzysz w górę, przynosimy wódkę
w czarach i tłustość w obu rękach! Daj powodzenie synowi
króla (narzeczonemu), córce króla (narzeczonej) i wszystkim
luclziom«.
U cywilizowanych narodów starożytności, Egipcyan, Asyryjczyków i Babilończyków, niema wyraźnych śladów kultu
ognia, natomiast u Aryów ślady te są wyraźne. Dotąd jeszcze
w lndyach można spotykać czcicieli ognia: >Święty świder drewniany, zapomocą którego niecono nowy og1en przez tarcie
drzewa (arani), nie wyszedł z użycia, a Agni odradza się coraz
na nowo wierceniem jego i otrzymuje masło topione w ofierze«.
Dotąd i w Indyach i na Kaukazie w Baku ·utrzymują .się gminy
wyznaniowe czcicieli ognia, zwanych Ghebrami; są to starożytni
Parsowie, niewątpliwie Aryowie najczystszej krwi. W Baku
Ghebrowie mają swoją świątynię; kult ich jest uznawany
i ochraniany przez prawo rosyjskie. Ostatnie przeżytki czci ognia
spotykamy w Europie wśród resztek plemion turańskich i niż­
szych warstw ludów aryjskich. Estońska panna młoda składa
ofiarę Ogniowi, rzucając w komin monetę albo kładąc ją na kominie czy piecu; ogień u Estończyków nazywa się Tule-ema.
(Tylor, II, 229-235).
Wieśniak słoweński rzuca do ogniska tłuszcz, by uchronić
swój dom od pożaru. Na Białej Rusi każda rodzina posiada
swój ogień, który w razie zmiany mieszkania przenosi się do
nowego. U Hucułów, jakem wspomniał uprzednio, w wigilię

15
Bożego

Narodzenia roznieca się przez tarcie żywy ogień, który
przez rok cały.
J as nem jest. dlaczego kult słońca jest tak roz po wszechnion y na nieco wyższych szczeblech rozwoju ludów pierwotnych:
słońce jest bogiem, dającym
ciepło i światło, a ożywiającym
przyrodę całą. U starożytnych Peruwiańczyków kult słońca był
-panującym;
dynastya panująca uważała się za dzieci słońca.
Inka był synem słońca a bratem księżyca. U czerwonoskórych
Ameryki północnej kult słońca też był znany: wodzowie z nad
zatoki i ludsońskiej trzy razy puszczali dym tytoniowy na cześć
wschodzącego słońca. Na wyspie Vancouvera mieszkańcy modlą
·się do słońca, około południa.
Krykowie poczytywali ~łońce za boga wielkiego i zawierając ugodę a paląc fajkę pokoju, posyłali mu pierws1.y kłąb
dymu.
•Cześć słońca dosięgła szczytu tego u Naczeów luizjańskich,
blisko spokrewnionych z wieloma innemi plemionami sąsiedniemi.
·Co rano o wschodzie słońca »wielki wódz« jego stawał na progu
-doll'u, z twarzą zwróconą ku wschodowi, wydawał trzykrotne
-okrzyki i padał na ziemię, poczem zaczyn.1ł palić i pierwszy
dym tytoniowy 'puszczał ku wschodowi, a następnie na resztę
stron świata. Świątynia słońca była okrągła, ze średnjcą około
30-tu stóp, i dachem w kształcie kopuły: na środku jej utrzymywano wieczny ogień, trzy razy dziennie zanoszono modlitwy
i przechowywano podobizny, fetysze i kości zmarłych wodzów.
Rząd plemieni~ Nacze był hierarchią słoneczną. Na czele jego
stał wielki wódz, zwany Słońce, albo Brat Słońca, wielki kapłan
i pan samowładny narodu. Obok niego znajdowała się siostra
jego, albo najbliższa krewna, wódz rodzaju żeńskiego, która jedyna z kobiet miała wstęp do świątyni Słońca. Stosownie do
zwyczaju dziedziczenia po kądzieli, rozpowszechnionego u niż­
szych ludów, syn jej dziedziczył dostojeństwo i panowanie.
Słoneczna rodzina wybierała sobie mężów i fony 7. pospólstwa
i uważała ich za podwładnych; zabijano ich na pogrzebie wyżej
urodzonego męża, lub żony, aby im towarzyszyli w pośmiertnej
wędrówce< (Tylor, II, str. 238-239). W świątyniach starożytnego
Meksyku wschód słońca witano graniem trąb i kadzeniem wonnem; oprócz tego składano w ofierze przepiórki i trochę . krwi,
którą ofiarnik wytoczył sobie z ucha.
W Peru protoplastą
dynastyi Inków było słońce; panujący Inkowie brali sobie za
żony dziewice Słońca, a ich potomstwo było plemieniem słonależy utrzymywać

16
necznem, arystokracyą panującą. Słońce miało niezliczone trzody
lam, uprawne pola w dolinach, świątynie w całym kraju,
z których najwspanialszą była w Kuzko, zwana »Złotem Miejscem<
Ta świątynia posiadała szczerozłote wyobrażenie słońca ustawione
tak, że pierwsze promienie wschodzącego słońca padały na nie ; .
w niej też w dzień święta dorocznego, Raymi, niecono nowy
ogień. Inkowie kult słońca zrobili religią państwową, narzucana
przez nich ludom podbitym. W Aµstralii i Polinezyi bóg słońca
należy raczej do mitów niźli do religii. W Afryce cześć słońca
była mało rozpowszechnioną, ale doszła do znaczenia wielkiego
w Egipcie starożytnym. Kult słońca rozwinął sie w Indyach
północno-zachodnich: plemiona Bodo i Dhimalów uważają je za
bóstwo, wszakże niższe od rzek świętych. Kołowie bengalscy,
Mundanie, Oraonowie, Santalowie uznają za najwyższe bóstwo
i czczą boga słońca, Singbonga. Śród pierwotnych Aryów, wówczas jeszcze koczowników, powstały pieśni wedyjskie, których
twórca opiewa boga Surję. Zbliżmy się do Surji a posłuchajmy
modłów, doń zanoszonych: ,>O Sawitarze, po odwiecznych drogach twoich, bez kurzu, utartych w powietrzu, po tych dobrych
ścieżkach prowadź
nas, zachowaj i błogosław. nam, o boże !c
(Tylor, II, 242).
Bramin co rano oddaje cześć słońcu, wyciągając ku niemu
ręce, a przytem modli się tak:
»Promienie światła zwiastują
wspaniałe, potężne słońce, wschodzące prześlicznie, aby świat
oświecić!« > Wstaje on przedziwny, oko słońca, wody i ognia,
potęga zbiorowa bogów; napełnia on niebo, ziemię i sklepienie
niebieskie siecią światła; jest on duszą wszystkiego, co ruchome
lub nieruchome«. »Najdobro'czynniejsze oko to wstaje czyste ze
wschodu; obyśmy żyli sto lat, obyśmy słyszeli sto lat«. »Obyśmy
strzeżeni boską mocą, podziwiali niebo nad państwem ciemności,
zbliżali się do bóstwa, najjaśniejszego ze świateł« (Tylor, II, 242).
Lubo dużo wiemy o religii Egipcyan starożytnych, lubo dobrze
znamy ich formułki religijne, zaklęcia, imiona bogów i bogiń, ale
treść tych wierzeń religijnych pozostaje ukrytą, wszakże mówi Tylor, że zasadnicze pojęcia o słońcu przenikają całą teologię
egipską.

Do przeżytków kultu słońca należy niewątpliwie obchód
święta Bożego
Narodzenia; prawdopodobnie pocZć\tek tego
święta datuje się od zwycięzkiej wyprawy Aureliana na wschód
w r. 2 7J naszej ery. Dziei1 ten nazw ano dniem urodzenia niezwyciężonego słońca »Dies Natalis Solis invictic. Symbolicznie,

17
ale bez żadnych podstaw historycznych, dzień ten w kościele zachodnim uznano za dzień urodzenia Jezusa Chrystusa, potem zaś
i kościół wschodni zaczął święcić ten sam dzień jako Dies
Natalis.
»Z pism ojców kościoła po ustanowieniu święta
tego można wnosić o niezaprzeczonem słonecznem pochodzeniu jego«...... > Pamięć obrzędów słonecznych, w związku
z przesileniem zimowem, przechowała się dotąd w Europie
i dostarcza również świadectwa, iż dzień Bożego narodzenia
był pierwotnie świętem słońca, że przypomnimy tu tylko ognie
zwane w Anglii »yule-log«, a we Francyi »souche de Noel«
(Tylor, II, 246-24 7).
U ludów pierwotnych, zamieszkujących Amerykę południową,
kult księżyca występuje wyraźnie. Dzicy brazylijscy regulują
wszystkie swe czynności życiowe księżycem. Podnoszą ręce do
księżyca z okrzykami »teh ! teh ! « każą też czarownikom okadzać
·dzieci, by je ochronić w ten sposób od chorób, zsyłanych przez
księżyc, a kobiety podnoszą
niemowlęta ku promieniom
jego.
Botokudowie, wyznaczając księżycowi Toru pierwsze miejsce
wśród ciał niebieskich, uznają go za sprawcę grzmotu. błyska­
wicy, nieurodzajów w roślinach i owocach; czasem spada on na
ziemię i wówczas
wielu ludzi umiera. Dawniej Karybowie
więcej czcili księżyc niż słońce ; na nowiu wybiegali, krzycząc:
>Oglądajcie księżyc." Ahtowie na wyspie Vancouvera czczą
księżyc i słońce, męża i żonę, zanosząc modły głównie do pierwszego. Huronowie uważali księżyc, Aataencik, za stwórcę ziemi
j człowieka i za babkę J ouskehy, słońca, z którem wspólnie
rządzi światem. Kult księżyca w Afryce można zauważyć tam,
gdzie niema kultu słońca. Plemiona południowo-afrykańskie wi•
tają na nowiu księżyc radosnymi
okrzykami: > kuac ! i modlą
się doń głośno.
U ludów pierwotnych stosunek księżyca do
słońca przyrównywa się do stosunków
małżeńskich,
niekiedy
zaś do stosunków brata do siostry.
>Obok meksykańskiego boga słońca, Tonatiuh, znajdował
się Mectli, księżyc, który miał mniejszą piramidę i świątynię«
(Tylor, II, 249). Księżyc w Bogocie, utożsamiony ze Złym Bogiem,
miał w świątyni miejsce i obraz swój obok słońca,
które było
mu mężem.
Zakończę ten rozdział słowami Tylor'a:
,,Badając
rozwój
czci przyrody, przekonaliśmy się, że chociaż Ogień, Powietrze,
Ziemia i Woda nie zostały przez ludy niższe ułożone w system
2

18

czterech żywiołów, to jednak w czci ich, oraz w czci słońca
i księżyca, przeświecają już w kulturze pierwotnej typy wielkich
bogów, ktore w wyższem wielobóstwie dalej się rozwijały«

(II, 251).

IX.
Na wyższych szczeblach rozwojowy;::h, mianow1c1e w pierwszym okresie barbarzyństwa, zjawia się już rolnictwo lub jego
początki; nawiasem mówiąc jest to niewątpliwie wynalazek kobiety, co jest ściśle udowodnionem. Okoliczność ta wymagała
stworzenia bóstwa osobnego, opiekującego się rolnictwem. Długo
jednak bóstwo to odgrywa rolę podwójną: długo ono jest raczej
bóstwem płodności niż rolnictwa, ponieważ płodność ludzi,
zwierząt i roślin porównywają się z sobą.
Na wyspach Samoanskich wzywano pomocy boga domowego rodziny, ojca lub matki. W Peru księżyc spełniał tę rolę ;
ta sama myśl powtarza się w Meksyku. W teologii klasycznej
Grecyi i Rzymu boska małżonka boga nieba, Hera, Junona~
opiekuje sie małżeństwem i urodzinami na ziemi. • Co do bóstw
rolniczych, to one są albo istotami nadzmysłowęmi, kierującemi
pogodą i wzrostem roślin pożytecznych, albo też mitycznymi
dawcami roślin i takimiż nauczycielami ich uprawy. U !roków
Heno, Piorun, jeżdżący na chmurach, a rozszczepiający drzewa
strzałami piorunowemi, spuszczał deszcze, wzywano
go przy
małżeństwach i siejbie, a lndyanie, jego dzieci, nazywali go
dziadkiem. Plemiona brazylijskie oddają cześć boską piorunowi i błyskawicy, zwanemu Tu pan, ponieważ on ich nauczył
rolnictwa. Guarani, plemię indyjskie, poczytało starca niebios za
nauczyciela rolnictwa. W Meksyku bogini osobna, Centeotl,
opiekowała się wzrostem i sprzętem zboża; corocznie obchodzono
jej święto dwudniowe. W Polinezyi spotykamy bóstwo rolnictwa,
Ofanu, na wyspach Tonga po żniwach składano mu ofiary
z jamu. U Karenów w Azyi pracowita Ceres siedzi na pniu
drzewa i pilnuje wzrostu zboża, by napełnić spichrze pracowitych. Chondowie w każdej wsi przy kamieniu lub drzewie
oddają cześć bogini roślinności i bogowi deszczu; ich nazwy
Burbi Pennu i Pidzu Penuu. U Finnów i Estończyków Matka

19
.ziemia opiekuje się wyłącznie płodami ziemi. U Hellenów Demetra spełnia to samo zadanie, a u Rzymian Ceres; często
\l ważana za jedno z Demetrą, jest raczej boginią ziarna i uro·dzajów, jak meksykańska Centeotl.
Bogi wojny są znane ludom wszystkim i zajmują bardzo
poważne miejsce w ich panteonach. Areskowe, bóg wojąy !roków, jest bodaj owem wielkiem bóstwem niebieskiem, któremu
składają
ofiary z· ludzi i męczą • jeńców, albowiem ulubionem
jego pożywieniem jest mięso ludzkie, a cierpienia ludzkie sprawiają mu dużo przyjemności. W
Polinezyi było dużo bogów
wojny, ale Tylor przytacza tylko jeden przykład, tak charakterystyczny, że go podaję w całości: • Tairi był bogiem wojny króla
Kamehameha na wyspach sandwickich; ohydny posąg jego,
pokryty czerwonemi piórami, ozdobiony zębami_ hai, mający oczy
z konchy perłowej i ozdobę w kształcie hełmu z włosów 1udzkich,
wiedziony był na wojnę przez osobnego kapłana, który wykrzywiał twarz w najwstrętniejszy sposób i wydawał przeraźliwe wycie, uważane za głos boga« (II, 255). Chiński bóg wojny, Kuang
Ta, to duch wojownika wielkiego i dworaka z czasów dyna5tyi
Han; władcy późniejsi dodawali mu coraz to nowe tytuły i godności, a kult potężniał coraz
bardziej. Ponieważ nie można
zbadać dokładnie
natury bogów wojny ludów klasycznych,
Aresa u Hellenów a Marsa u Rzymian, Tylor icn pomija.
Już na
najniższych
szczeblach rozwojowych ludy pierwotne uczuły konieczność wytworzenia bogów, którzyby rządzili
krainami zmarłych i duchami, zamieszkującymi je. U czerwonoskórców Ameryki północnej bóg nieba, Tarenjawagon, zabiera
wielkich wojowników do krainy, obfitującej w zwierzynę i posiadającej
polowania doskonałe, a ~ojowników tchórzliwych
nikczemnych zabiera babka śmierci, ~ahencik. W plemieniu
Tupi bóg krain podziemnych zabiera do raju dusze wojowników wielkich i czarowników, a dusze nikczemne, nędzne i tchórzliwe zabiera bóstwo złe, Ajgnan. U Azteków bóg wody i władca
raju ziemskiego, Tlalok, przeciwstawiony jest bogu ciemnych
krain podziemnych, Miktlanteuktli.
W Peru starożytnem istniało wierzenie, że dusze zmarłych
łączą się ze stwórcą i nauczycielem świata. »Umieść nas też blisko siebie .... abyśmy mieli szczęście blisko ciebie, o Uira-Kocza« !
Istniał tu też świat podziemny, w którym panował demon Supaj.
»Ale mało jest równie oryginalnych pomysłów, jak pojęcie Samoańczyków o bóstwłe Saveasiuleo, które włada przeznaczeniem,

20
wojną

i innemi sprawami ludzkiemi i jest władcą podziemnego Bulotu. Górna część ciała boga tego jest ludzka i mieszka w wielkim
domu własnym wraz z duchami zmarłych wodzów, a dolna, wyglądająca jak ogon węgorza lub
węża,
przebywa w morzu•
(Tylor, II, 25 7). Gdy górna połowa ciała odbywa wędrówki,
ogon zawsze pozostaje na miejscu, przeto może zawsze wiedzieć,
co się dzieje w dwóch miejscach. Mowa tu o Hikuleo tongańskim.
Zabierał on zwykle pierworodnych synów wodzów tongańskich,
by zaludnić wyspę błogosławionych ; gdy ludzi pozostało bardzo
mało, wówczas bogowie Tangaloa i Maui pochwycili Hikuleo~
otoczyłi łańcuchem, którego jeden koniec przymocowali do nieba,
drugi do ziemi. Inny bóg zmarłych, jasno określony Tiki raro
tongański, duch przodków, jak w Nowej Zelandyi, posiada długi
dom, do którego ·muszą udawać się umarli. Śród plemion turań­
skich Samojedzi wierzą w bóstwo >A«, panujące nad krainą
zmarłych i posyłające ludziom i renom śmierć i choroby; panuje
też ono nad masą duchów, które są duchami przodków.
U niektórych ludów pierwotnych zachowały się podania
o człowieku pierwszym jakby praojcu ludzkości całej; zwykle
takie osoby bywają ubóstwiane. U plemienia Mingo człowiek
pierwszy ącalał z potopu wielkiego; czczą go i stawiają obok
Pana Życia, niekiedy nawet z nim utożsamiając.
Indyanie z nad Misisipi twierdzą, że człowiek pierwszy
wstąpił do nieba i grzmi stamtąd, a Dog-ribowie utrzymują,
że to on stworzył słońce i księżyc. U Guaranjan Tamoi, starzec
i ich pradziad żył razem z nimi, był pierwszym ich przodkiem
i nauczył rolnictwa, a potem wstąpił do nieba od wschodu,
obiecując pomagać ludziom w potrzebie, zabierać ich po śmierci
z drzewa świętego do nowego życia, w którem spotkają się
wszyscy, nie uczuwając braku polowania. Wierzenia o przodku
boskim Polinezyi rozwinęły grupę bóstw przyrody, zlewających
się z sobą. Ludzie pochodzą od Maui nazwanego przez Europejczyków Adamem Nowej Zelandyi, albo od Tiki Rarotougau,
zapewne mu równoznacznego; on zjawia się jako Tii na wyspach Towarzyskich. Jednakże Adamem polinezyjskim jest Taataczłowiek, syn Tii'ego, przodek rodzaju ludzkiego.
Według Tylor'a można utożsamiać Maui'ego i pierwszego
człowieka z A keą, pierwszym królem hawajskim, który po zgonie zstąpił do państwa podziemnego, obejmując rządy· nad zmarłymi; ci obozują pod drzewem rozłożystem Kou, piją wodę

21
z rzek piekielnych, a żywią się jaszczurkami i motylami.
U Kamczadalów człowiek pierwszy był krewnym stworzyciela;
nie jest on jednak z nim utożsamiony. Po zgonie wstąpił w kraj
podziemny, przyjmuje tam zmarłych Kamczadalów, prowadząc
życie podobne do ziemskiego, ale tylko w spokoju i dostatku,
jak to było kiedyś na ziemi, gdy Kutki, stwórca przebywał na
ziemi. W religii Aryów spotykamy bóstwo, podobne opisanym
powyżej ; jest to J arna. Prof. Maks. Miiller tak mówi o niem :
:.Słońce, pojmowane jako zachodzące, lub umierające co wieczór,
jest pierwsiym podróżnym, który przebył ścieżkę żywota od
wschodu do zachodu, pierwszym śmiertelnikiem, który pokazał
na·m drogę, gdy wędrówka nasza się skończy i gdy słońce nasze zajdzie na zachodzie. Tam to udawali się ojcowie za Jamą,
tam siedzą z nim, radując się; tam też i my podążymy, gdy
wysłannicy jego (dzień i noc) nas znajdą .... J arna przeszedł podobno przez bystre wody, aby pokazać drogę innym, gdyż on
jeden znał gościniec, którym kroczyli ojcowie nasi« (Tylor,

II. 260-261).
U ludów pierwotnych można spotykać przeciwstawienie
bogów, dobrych i złych, ale w tej kwestyi trzeba być bardw
a bardzo ostrożnym, ponieważ Europejczycy, przesiąknięci poję:
darni dualistyczno-chrześcijańskiemi, albo źle rozumieli i źle tłó­
maczyli wierzenia ludów pierwotnych, albo też naginali je do
swojej teoryi lub, co najmniej, zabarwiali po swojemu. Tylor
mówi, że wśród tubylców Australii istnieje podanie o bogu dobrym Nambadżandi, mieszkającym w raju, a pełnym ucztutują­
cych cieni czarnych; wszakże istnieje podanie o duchu złym,
Warnigura. obdarzonym rogami i ogonem (Australia nie posiada
zwierząt rogatych. Oczywiście to reminisencya dyabła ludów
europejskich). Tylor przytacza przykład jeszcze jaskrawszy: hernhucki misyonarz Loskiel z 1794 r. takie podaje szczegóły o Algonkinach i !rokach: :.Pojęcia o dyable, księciu ciemności,
otrzymali oni (Indyanie) dopiero w czasach nowożytnych od
Europejczyków. Uważają go za bardzo potężnego ducha, który
może czynić tyłko złe; stąd nazywają go Złym. Tak więc wierzą
teraz w dwa wielkie duchy, doorego i złego; pierwszemu przypisują wszystko dobre, drugiemu wszystko złe«
(Tylor II, 263).
Dalej tenże misyonarz opowiada, że przed 30 Iaty zdarzył się
u Indyan wielki przewrót religijny: niektórzy kaznodzieje miejsoowi byli w niebie i rozmawiali z Bogiem. Opowiadali rzeczy

22
różne, zgadzając się

jednak wszyscy pomiędzy sobą, że. droga do
nieba jest ciężka, trudna i bardzo nie bez piecz na, ponieważ prowadzi okqło bram piekielnych, a tam czuwa dyabeł. Cj, którzy
miną to miejsce niebezpieczne, przychodzą na przód do Syna Bożego, a potem do samego Boga, który nakazał nauczać Indyan,
jaka jest droga do nieba; oni oznajmili Indyanom, że niebo jest
mieszkaniem Boga, a piekło Dyabła. Wobec takich faktów należy

1

zachować

możliwie

największą

ostrożność,

wnioskując

o wierzeniach religijnych ludów pierwotnych, wszakże w tych
wierzeniach można doszukać się początków dualizmu, występu­
jącego już u niektórych ludów na wyższych szczeblach uspołe­
cznienia i rozwoju.
Zulusowie opowiadają o trzechdniowej zaciętej walce pomiędzy duchami dobrymi a złymi o mężczyznę i kobietę; duchy dobre zwyciężyły, ale złe wykopały zaczarowane worki
z urokami, które zakopano, i rzuciły je pomiędzy ludzi, aby wywołać choroby. Tylor mówi, że śród Indyan północno-amery­
kańskich znaleziono niewątpliwe przeżytki dualizmu pierwotnego.
Najbardziej charakterystycznym mitem dualistycznym jest rriit
!roków o braciach bliźniętach; w r. 1825 wódz plemienia Tuskaroran, Dawid Cusick, chrześcianin, zapisał go: » U staroży­
tnych, powiada on, były dwa światy: niższy pogrążony był
w ciemności i był w posiadaniu potworów; wyższy zamieszkiwali ludzie. Kobieta, której czas się zbliżał, spadła raz z wyższego
świata do niższego i oparła się tam na żółwiu; hvł on przeznaczony na jej przyjęcie i miał trochę ziemi na grzbiecie; wkońcu
stał się wyspą. Niebiańska matka wydała na ciemny świat synów,
bliźnięta, i umarła. Żółw rozrósł się i stał się wielką wyspą,
a bliźnięta rosły. Jeden z braci miał dobrą na turę i nazwano go
Enigorjo, Dobry-Duch, a drugi miałł zły charakter i nazywał -się
Enigonhahetgea, Zły Duch. Dobry Duch nierad z ciemności
zapragnął stworzyć wielkie światło, ale Zły duch chciał, ażeby
świat
pozostał bez zmiany.
Dobry Duch wziął głowę matki
i uczynił z niej słońce, a z reszty ciała zrobił księ~yc. Miały
one dawać jasność dniowi i nocy. Stworzył on też wiele innych
świateł, które są gwiazdami; miały one rządzić dniem i nocą,
porami roku, oraz latami. Gdy światło rozeszło się po ciemnym
świecie, potwory były z tego niezadowolone i ukryły się w głębiachp
aby człowiek nie mógł ich znaleść. Dobry duch nie przestał
działać: stworzył wiele wysp i zatok na Wielkiej Wyspie, a także

23
wielkie i małe

mające mieszkać w lesie, i ryby, maw wodach. Stworzywszy świat, począł rozmyślać
o istotach, któreby rządziły Wielką Wyspą. Uczynił z pyłu
ziemi dwa obrazy na podobieństwo swoje, z których jeden był
mężem, a drugi kobietą, a tchnąwszy w nozdrza ich,
dał im
żywe dusze i nazwał Ea-gwe-howe, to znaczy »prawdziwi ludzie«.
Oddał Wielką Wyspę wszystkim zwierzętom na wyżywienie,
ustanowił grzmot, aby zraszał ziemię częstymi deszczami, tak, iż
wyspa stała się urodzajną, a roślinność dostarczała zwierzętom
pożywienia. Zły duch przeszedł przez wyspę i •stworzył wysokie
góry i wodospady, oraz urwiska i szkodzące ludziom płazy.
Ale Dobry Duch przywrócił wyspę do stanu pierwotnego. Zły
Duch zrobił dwa bałwany z gliny na podobieństwo człowieka,
ale stały się one małpami. Dobry duch dokończył dzieła stwoa
rzenia, a pomysły Złego Ducha oczywiście złe były. Tak więc
spróbował oddzielić od ludzi wszystką zwierzynę na ziemi, ale brat
wypuścił ją znowu na wolność; ślady stóp zwierząt widoczne są
na skale, gdzie były zamknięte. W końcu bracia poczęli walczyć
ze sobą o panowanie nad światem. Dobry Duch wmówił bratu,
że można go zabić przez bicie sitowiem, a sam posługiwał się
właśdwem narzędziem śmierci, rogami jelenia. Po dwóch dniach
walki, Dobry Duch zabił brata i wtłoczył go w ziemię. Ostatnie
słowa Złego Ducha były, że po śmierci będzie miał taką samą
moc (jak brat) nad duszami zmarłych. Potem poszedł na wieczne
potępienie i stał się złym duchem. Dobry duch odwiedzał ludzi,
a potem opuścił ziemię na zawsze« (Tylor, II, 266-267).
Tylor przytoczywszy ten mit, pisze wyra.foie, że wpływ
chrześcijaństwa można w nim podkreślić stanowczo. Dalej mówi,
że ten mit został zapisany w r. 1636 przez misyonarza ks. Brebeuf'a, który tak opowiada: >Aataencik, księżyc, spadł z nieba
na ziemię i zrodził dwóch synów: Taoniskarona i J ouskehę,
którzy dorósłszy pokłócili się: osądźcie, powiada misyonarz, czy
to nie przypomina śmierci Abla. Wszczęli bójkę, każdy zaopatrzony w inną broń. J ouskeha miał rogi jelenia, Taoniskaron
kilka jagód głogu, wyobraziwszy sobie, że gdy tylko trafi
w brata, to ten padnie mu u nóg bez życia. Ale wyrachowanie
zawiodło go, bo J ouskeha uderżył go w bok tak silnie, że krew
trysnęła strumieniem. Nieborak począł uciekać, a z krwi, którą
broczył, utworzyły się krzemienie,
nazwane od imienia jego
Taoniskara. Okazuje się tedy, że pierwotny mit o braciach
jące przebywać

zwierzęta,

24
Białym

i Ciemnym nie zawiera żadnego pierwiastka moralnego.
Mit ten jest prawdopodobnie mitem przyrodniczym, objaśniają­
cym walkę Dnia z Nocą, bo Huronowie wiedzą, że J ouskeha był
słońcem, tak jak matka, czy babka jego, Aataencik, była księ­
życem.
Ale samo przeciwieństwo tych dwóch istot obudziło
w umysłach Huronów zarodkowe pojęcie o sprzeczności Dobrego
i Złego Ducha. \V'iemy dowodnie, że dzicy Indyanie uważali
J ouskehę słońce za dobroczyńcę: nie gotowałoby się w kociołku.
gdyby nie ono, bo ono się nauczyło od żółwia sztuki niecenia
ognia. Gdyby nie ono, ludzie nie mieliby szczęścia w polowaniu;
ono sprawia, że zboże rośnie. J ouskeha, słońce, opiekuje się ży­
wymi i wszystkiem, co ma zwi<\zek z życiem, i dlatego, powiada
misyonarz, mówią, że jest dobry. Ale Aataencik, księżyc, stwórca
ziemi i człowieka, sprawia, że ludzie umierają, i rządzi duszami
zmarłych; powiadają przeto, że jest zły. Słońce i Książyc mieszkają razem w chacie, na końcu świata; tam był cel ich mitycznych wędrówek, które przytaczaliśmy już tu niejednokrotnie.
Zgodnie z dobrem. swem usposobieniem, Słońce przyjmuje mile
podróżników i ratuje ich od zguby, którą gotuje dla nich piękny
ale szkodliwy księżyc« (II, 267-268). Tylor zgadza się najzupeł­
niej z poglądem znakomitego Waitz'a, że w pierwotnych wierzeniach czerwo noskórców Ameryki północnej, poglądy dualistyczne były bardzo jasno wyrażone, ale zetknięcie się z misyonarzami i wpływy europejskie spaczyły je i wykoszlawiły.
Tylor stanowczo twierdzi, że wśród tubylców Ameryki połud­
niowej wierzenia dualistyczne są bardzo wyraźne. Tylor powołuje się tu na świadectwo Martius'a, głośnego badacza tubylców
południowo-amerykańskich, przytaczając jego słowa: > Wszyscy
Indyanie mają silne przekonanie, że zły jakiś pierwiastek ma
moc nad nimi: wielu z nich przeczuwa dobro, ale mają dla
niego mniej czci, niż strachu przed złem. Możnaby przypuścić,
że uważają dobrą istotę za wywierającą słabszy wpływ na los,
niż złac (II, 269).
Na tejże samej stronicy i na następnej Tylor przytacza
kilka przykładów. Plemię Makusi zna dobrego stwórcę Makunaimę,
pracującego w nocy, i złego przeciwnika jego Epela czy Horjucha; wszystkie dobre a pożyteczne siły przyrody - to utwór
ducha dobrego, szkodliwe zaś złego. Miarką tego korzyść
plemieńców. Drugi przykład jest tak charakterystyczny, że po•
daję go dosłownie: » Uauiiloa i Lokozy, dobre i złe bóstwo

25
plemienia J umana, mieszkają ponad ziemią, w okolicy słoń ca;
złe wzbudza w nich trwogę, a dobre przybywa po śmierci czło­
wieka i spożywa z nim owoce, zabierając duszę jego do siedliska
swego. Z tego powodu grzebią zmarłych skulonych w wielkim
garnku glinianym, z twarzą zwróconą ku wschodowi i kładą im
na kolanach owoce. Nawet dzicy Botokudowie wierzą podobno
we wrogie sobie pierwiastki dobra i złego w uosobieniach
słońca i księżyca« (II, 269~2 70). Mieszkańcy Chili, Araukanie,
mieli dwóch duchów podrzędnych: jednego dobrego, przyjaciela
ludzkości, imieniem Meulen, drugiego zaś złego, Huekuwu;
on to wywoływał trzęsienia ziemi, on to był sprawcą chorób
i zgonów. W Afryce też spotykamy wierzenia dualistyczne.
W Loango Murzyni miejscowi wierzyli w dwa bóstwa, dobre
i złe; pierwsze było sprawcą dobra wszelkiego, drugie zaś
wszelkiego złego; poniew:i.ż dobre bóstwo zawsze pozostawało
dobrem, przeto oni czcili daleko więcej złe, wstrzymując się od
spożywania pokarmów· niektórych.
W Afryce zachodniej śród ludności miejscowej utrzymywało
sie wierzenie w istotę najwyższą, pod któtej władzą znajdują się
dwa duchy, Ombwiri i Onjambe, dobry i zły. Pierwszy troskliwie
opiekuje się. ludźmi, drugi zaś szkodzi im zawsze; jego 1m1ę
wspomina się bardzo rzadko. U Egipcyan starożytnych istniało
wierzenie w dwa pierwiastki, dobry i zły, pierwszy uosabiał
Ozyrys, drugi zaś - Seti. W ogóle wśród ludów pierwotnych
można zaobserwować wyraźną walkę pomiędzy d wierna potęgami
przyrody: dobrą, pożytecmą dla ludzi, i złą, szkodliwą im.
U Chondów w Orysie dwa te pierwiastki występują bardzo
jaskrawo: dobry - bóg światła czy słońca, Bura Pennu lub
Bella Pennu i zły Tari Pennu; oba te pierwiastki walczą z sobą
zacięcie; pierwszy stworzył świat bez troski, rodzaj raju, drugi
powstał przeciw niemu. Ten drugi duch jest rodzaju żeńskiego.
Ona stworzyła dzikie drapieżne zwierzęta, gady jadowite, trucizny roślinne i mineralne, a niwy zamieniła w dżungle, bagna
i skały. Śród tego ludu istnieją dwie sekty religijne : stronnicy
złego ducha twierdzą, że walka
trwa dotąd, przeciwnicy ich
mniemają, że dobry zwyciężył. Szczytów swego rozwoju dualizm
dosięgnął w religii Persów starożytnych; dzis gdy święte księgi
Zend-Awesty są dla nas dostępne, możemy określić dokładnie
podstawy tej wiary; jest to wielki system religijny, który wywarł
wpływy pewne na religie inne. Jest to odszczepieństwo od tej
wielkiej religii przyrody, którą mamy wyłożoną w Wedach;

1

26
dziś

ona spaczona
wykoszlawiona w stopniu najwyższym
jPst przez Hindusów współczesnych. Sprzeczność zasadnicza pomiędzy światłem a ciemnością, dniem a nocą uosobiła
się w postaciach Ahura Mazdy i Anra-Majnju, Ormuzda i Arymana, dobrego i złego bóstwa. U współczesnych Persów czy
Gwebrów zachowały się do~konale wierzenia Zaratustry, założy­
ciela tej religii wielkiej, jak się to pokazuje w ich spowiedzi:
»Co było życzeniom Ormuzda, stwórcy, co powinienem był pomyśleć a czego nie pomyślałem, co powinienem był powiedzieć,
a czego nie powiedziałem, co powinienem był zrobić, a nie zrobiłem;
za grzechy te żałuję, myślą, mową i uczynkiem, za cielesne, zarówno jak za duchowe, ziemskie i niebieskie, mowi4c te trzy
słowa: przebacz. o Panie, żałuję za grzechy. To, co było życze­
niem Arymana, czego nie powinienem był pomyśleć, a co pomyślałem, czego nie powinienem był powiedzieć a jednak powiedziałem, czego nie powinienem był uczynić a jednak uczyniłem, za grzechy te .żałuję myślą,
mową i uczynkiem,
cieleśnie
zarówno jak duchowo, za grzechy ziemskie, zarówno jak niebieskie,
mówiąc te trzy ~łowa: Przebacz, o Par.ie, żałuję za grzechy« ...
>Niech . Aryman będzie pon,iżony, niech Ormuzd wzrasta w potęgę« (Tylor Il, 272- 273). Tu Tylor przytacza cały ustęp
o czcicielach szatana: > Plemię Izedi, czyli J ezidi*), zwane także
czcicielami dyabła, jest licznym, chociaż uciśnionym ludem
w Mezopotamii j krajach ościennych. Cześć ich dla słońca
i obawa pokalania jego potwierdza przypuszczenie, że wiara ich
ma perskie pochodzenie (po persku ized = bóg), zatarte nieco
przez naleciałości żywiołów chrześcijańskich i muzułmańskich.
Sżczególnie ta sekta odznacza się odrębną formą dualizmu. Przyznając istnienie najwyższej istoty, oddaje przedewszystkiem cześć·
szatanowi, wodzowi zastępów anielskich, który ma moc szkodzenia ludzkości, ale gdy wróci do władzy, będzie mógł ludzi nagradzać. >Czy szatan nie wynagrodzi biednych [zedów, którzy
jedni nigdy źle o nim nie mówią i tyle cierpią dla niego?«
>Męczeństwo za sprawę szatana! woła podróżnik niemiecki, któremu tę swoję nadzieję wyraził siwobrody wyznawca dyabła«
(Tyl or, II, 2 73).
wyznawaną

,

Tu podaję mały kawałek z >Ludu« (r. 1899, str. 53) o przeżytkach dualizmu śród ludu polskiego; można ich znaleść daleko

*) Należy do Kurdów.

27
więcej, ale wystarcza ten jeden. ponieważ jest nader charakterystyczny: >Religia ta polega na oddawanin czci dwom »nostarsym«,. przeciwnym sobie »Dziwom: Białemu i Cornemu Dobremu i Złemu - Cudowi i Strachowi (Swientemu i Zoklentemu)« tj . .,Bogu i Cartowi«. J t'St to grupa ludu, zowiąca siebie
Lachami, granicząca ze Ślązakami, a mieszkająca w Karpatach.
U ludów pierwotnych bardzo często spotykamy kult duchów
złych, którego podstawą główną jest obawa, strach przed nimi.
W dalszym rozwoju tych ludów poglądy religijne stopniowo
zmieniają się w miarę zwiększania się dobrobytu materyalnego,
skutek coraz większego opanowywania przyrody. Nie należy
mniemać, hy współczesny parsyzm oraz wierzenia i poglądy Jezidów. tych sekciarzy, prześladowanych przez wszystkich, mogły
wywrzeć wpływy jakiebądź, wcale nie, ale dawniej zoroastryzm
wywarł wpływy potężne: »Musimy cofnąć się do czasów bardzo
odległych, aby wyśledzić zetknięcie się jego z judaizmem i z chrześ­
cijaństwem. Niejednokrotnie wyrażano słuszną uwagę, że stosunki,
łączące Żydów z Persami, w płynęły czynnie na wytworzenie
różnicy między
późniejszemi
żydowskiemi księgami rabinów,
a Żydami Pięcioksiągu. Rysem wybitnym zmiany tej było uwydatnienie systemu dualistycznego. Podobnie w czasach później­
szych (około czwartego stulecia) zetknięcie się nauki Zoroastra
z wiarą Chrystusową wytworzyło zapewne manicheizm« (Tylor,
II, 2 73- 2 74). O Manicheizmie wiemy bardzo mało, a to, co
wiemy, wiemy od jego przeciwników; .w każdym razie nie ulega
ani najmniejszej wątpliwości, że zetknięcie się zoroastryzmu
z chrześcijaństwem wpłynęło tak. że to ostatnie ogromnie podniosło znaczenie ducha złego. Tyl or mówi: »Manicheizm... opierał się na sprzecznych
pierwiastkach złego i dobra, ducha
i ciała. Bóg, pierwiastek dobra i źródło jego jedyne, pierwsze
światło i pan królestwa światłości, ma wroga w osobie księcia
ciemności, pana królestwa mroku. materyi, zamieszania i zniszczenia. Teorya ciągłego zatargu dwóch tych potęg staje się rozwiązaniem zagadnienia o stronie moralnej i cielesnej przyrodzenia, oraz biegu wszech rzeczy. Z pośród wszystkich sekt chrześ­
cijańskich, lub półchrześcijańskich, manichejczycy są przedstawicielami posuniętego do ostatecznych granic dualizmu. Nie potrzeba chyba dodawać, że dualizm chrześcijański nie ogranicza
się tą lub ową wyjątkową sektą. Ile Zły duch wraz z otaczają­
cemi go podwładnemi potęgami ciemności istnieje i działa

28
w niezawisłości poniekąd od Najwyższego Bóstwa i towarzy~zą­
cych mu duchów światłości, o tyle szkoły teologiczne przyjmują
w bardzo różnym wprawdzie stopniu, filozofię przyrody i życia,
opartą raczej na dualizmie, niż na jednobóstwiec (II, 273-274).
Tylor, przystępując do omówienia monoteizmu, zrobił kilka
zastrzeżeń, które zawsze i wszędzie należy uwzględniać. Nie można badać pojęć religijnych ludów pierwotnych ze stanowiska
teologii ścisłej, ponieważ takie badania, znacznie rozszerzone,
doprowadziłyby do wniosków bardzo dziwnych.
Wogóle nie
można
twierdzić,
by ludy lub masy ludowe, stojąc na
szczeblach rozwoju względnie niskiego, mogły wyznawać monoteizm czysty, acz dużo ludów pierwotnych wyznaje go,
czcząc Istotę najwyższą,
ale z całym szeregiem podrzęd­
nych a podwładnych jej duchów.
>Istoty, przez teologię
chrześcijańską i muzułmańską zwane aniołami, świętymi, dyablami, są bogami w religiach politeistycznych, pomimo jednostajności swej natury. Rzecz ta nie ulega wątpliwości, ale nie
zawadzi poprzeć jej faktycznymi dowodami. Czuwasze, plemię
pokrewne Tatarom, czczą podobno boga śmierci, który zabiera
do siebie dusze zmarłych i którego nazywają hsrel. Dziwne to
jest, że Castreu, pisząc o tern, nie wspomniał nawet, że bóstwo
to jest poprostu Azraelem, aniołem śmierci, przyję_tym od Mahometan. W religii Czerkiesów, powstałej z połączenia chrześci­
jaństwa z pogaństwem, którą w obecńym jej stanie zaliczyć
trzeba do wielobóstwa, Najwyższa Istota ma pod sobą cały
zastęp bóstw potężnych, acz podrzędnych. Najważniejszemi są:
J ele, bóg piorunu, Tleps, bóg ognia, Seoseres, bóg wiatru
i wody, Misitcza, bóg lasu, i Mariam, Najświętsza Panna<r:
II, 2 74-275).
Przykładów podobnych można przytoczyć więcej ; p. Sieroszewski określa dokładnie, czem jest kościół wschodni u Jakutów,
którego dogmaty pomięszali oni ze swojemi wierzeniami. Jeżeli zasadę Najwyższej Istoty, stojącej na czele całego szeregu duchów
potężnych, ale podwładnych,
zastosujemy do wierzeń ludów
pierwotnych, to wnioski nasze muszą być bardzo opaczne. Tylor
mó"'i: >Plemiona północnej i południowej Ameryki, Afryki i Polinezyi, uznając licznych wielkich bogów, uchodzą zwykle za
politeistyczne, a jednak zasługują zarazem na miano monoteistycznych, gdyż wiele z nich uznaje Najwyższego Stwórcę. Aby odgraniczyć ściśle zasady jednobóstwa, trzeba przedewszystkiem

29
określić bliżej

przymioty, właściwe tylko Stwórcy wszechmocnemu. Zapatrując się na rzeczy z tego punktu widzenia, spostrzegamy, że nie spotkano dotąd żadnego dzikiego plemienia czystych monoteistów; niema też wcale przedstawicieli niiszej kultury, którzyby byli w ścisłem znaczeniu panteistami. Hołdują
oni powszechnie wielobóstwu, uznającemu władzę najwyższego
bóstwa. a skłonnemu do jednobóstwa, albo do panteizmu«

(II, 275).
Jan Witort.

PrZYCZY~ki ~O ~ru~ie~o WY~a~ia ,,Ksi~~i ~rzysłowu
S. Adalberga.

S e t k a II-ga*).
Tym razem uwzględniłem przedewszystkiem »Bibliotekę
pisarzy polskich«, wydawaną przez Akademię Umiejętności
w Krakowie i materyały narzeczowe, zebrane w t. IV.-V.
»Sprawozdań komisyi językowej« tejże Akademii (K. Matyasa
z ok. N. Sącza, L. Rzeszowskiego z ok. Żywca, ks. Wł. Siarkowskiego z ok. Pińczowa, Wł. Matlakowskiego z ziemi czerskiej,
W. Grzegorzewicza z Przasnyskiego i Br. Dembowskiego
z Podhala). Rozumie się, że z pracy ostatniego wypisuję tylko
to, co rozrzucone jest pod różnemi hasłami jego słownika podhalskiego, zbioru niezmiernie ważnego i poważnego, nie rozpisałem zaś wcale tego, co D. sam zebrał pod hasłem: przymowa,
a jest tego pełna setka. O świeżości i doborowości materyału
tego świadczy choćby ta okoliczność, że z tych 100 »przymów«
( SKJ. t. V. str. 404-6) odnalazłem w »Księdze« p. Adalberga
zaledwie 38 następujących w postaci mniej lub więcej podobnej:
1) Dziura 11.; 3) - Cudze 43.; 4) - Śmiać się 11.;
6) - Miska 1. i 11.; 7) - Golić 8.; 9) - Kończyć 2. odm.
Kolb.; 10) - Skąpy 38.; 11) - Leniwy 36.; 12) - Ptak 56.;
13) ·- Deszcz 12.; 14) - Ptak 32; 15) - Prawda 86.; 23) Człowiek 120.;
26) - Bóg 208.; 34) - Lenić się 1.; 38) Gromnica 15.; 44)
Bóg 294. ;· 54) Obiecywać 14.;

*) Zob. »Lud« VI. str. 27 i nast.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.