R_5_rozbiory i sprawozdania.pdf
Media
Part of Rozbiory i sprawozdania, cz. 4 / Lud 1899, t. 5
- extracted text
-
í
— 382
k a“, jeżeli je ktoś „tak i tak długo“ *) aosi pod pachą. „Zapiertkiem“ na
zywają małe jaje; zniesione przez kurę po zniesieniu innego zbyt wiel
kiego, zwykle o dw u ż ó ł t k a c h ; więc i w tym szczególe zgadzałby się
przepis p. Jaworskiego z chodzkim. Słowacy zaś — jak poucza pni T. Wansowa w notatce „Jaje w tradycyi ludu słowackiego“ (Oz. lid. V I., 380) —
wierzą, że szczególnie cudowną moc posiada p i e r w s z e jaje od czarnej
kury, która nie ma ani piórka białego na sobie. „Kto je nosi przez 2 ty
godnie (tu więc już zastosowano system siódeftnkowy, również kabalistyczny)
pod pachą, otrzyma z tego jajka s k r z a t k a lub s m o k a “. A więc tu już
mamy połączenie wierzenia o bazyliszku, o którym wspomniałem wyżej
i o biesie usłużnym. Pomijam inne szczegóły o tym smoku, podnoszę jeszcze
tylko tę okoliczność znów zgodną z wierzeniem ruskiem, że „smok swoim
panom nosi pieniądze, zboże i wszystko, czego sobie zapragną“ .
C ie k a w y z abobon polski wspomina M. hr. Tyszkiewicz, „iż kto
chce, żeby mróz zelżał, powinien naliczyć 19 łysych, a jak tylu znajomych
łysych naliczy, to z pewnością odwilż nastanie“, (p. Łowiec XX. 1897,
s. 28).
D o p r z e s ą d ó w m yśliw skich. W Bytomiu sprzedano na licytacyi
w r. 1896 s t r z e l b ę po k ł u s o w n i k u , ukaranym śmiercią za zabicie
człowieka, który go przydybał na kłusownictwie. „Strzelbę licytowano za
ciekle, aż w końcu przysądzoną została jakiemuś karczmarzowi za 288 ma
rek“ (prw. Łowiec r. X X 1897, 3 . 15).
Dr Fr. Krček,
ROZBIORY I SPRAWOZDANIA.
Brückner Aleksander: Drobne zabytki języka polskiego XV. wieku.
Pieśni. Modlitwy. Glosy. Przez... (Kozprawy Akademii Umiejętności. Wy
dział filologiczny. Tom XXV. W Krakowie 1897, str. 206— 291 i odb.).
Wszystkie prace znanego profesora berlińskiego, zwłaszcza lat ostat
nich, dotyczą pośrednio lub bezpośrednio ludoznawstwa. Jako przykład biorę
tu „Drobne zabytki“ i naszkicuję, co przynoszą nowego lub stwierdzają na
nowo z zakresu rzeczy, obchodzących bliżej czytelników naszego pisma.
Przedewszystkiem podają „Drobne zabytki“ ważne przyczynki do sło
wnictwa staropolskiego, a temsamem obfity zasób szczegółów dla badacza
gwar polskich i przyszłego ich dziejopisa. Szan. autor sam tu ułatwił pracę
następcom zestawieniem pokłosia językowego swych szperań w rozdz. 7
(s. 278 - 91). Spotykamy tu takie zjawiska głosowniowe, znane z narzeczy,
jak pirszy, wirzch, cirpieć i t d , wielgi, słuńce, a pochylone ku o w połać
*) A u to r n ieo k re śla c za su bliżej, ale n a in n em m ie jsc u z w ra c a u w ag ę n a to,
źe u C hodów d z ie w ią tk a z ach o d zi n iez w y k le często w w ie rz e n ia c h ; m oże w ięc
i tu n a le ż y je j się d o m y ślać rów nolegle do p rz e p isu g a lic y jsk o -ru sk ieg o ,
— 383 (pałać), ä zara, e (tak pojmuję pisownię „jago, rzakła“ itd. równolegle do
„nia chciała“ Kazań gnieź.) itd. itd. Jeszcze obfitszą, jest zdobycz na polu
odmienni, składni i słownictwa. W tej sprawie olsyłam ciekawych do roz
działu wymienionego, sam ograirczę się na uwagach, które nasunęły mi się
przy czytaniu słownika prof. Briicknera. Ćm a zachodzi też w Opeeia żywocie
z r. 1522, ale już czytelnik jakiś z k. XVI. w. lub poez. XVII. w. widział
się zmuszonym do przemiany jej na rotę (p. P r a c e fil. II. fi72). Ł y k a ć
naie'alo zestawić z czeskim yz-lykati = szlochać. Dlaczego przysłówek
m ę s k i (po męsku) ma być dawniejszym od postaci m ę s k i e , nierozumiem
taksamo, jak obstaję przy odmienności utworu postaci, podkreślonej przezemnie w Rozpr. wydz. fil. XXIII. 245 uw. 1, mimo że szan. autor prze
czy odmienności pochodzenia przysł. n a -skie. Czeskie návaz (wróżba
z wnętrzności) itd. wskazuje, że uporczywe u prof. Ba. pojmowanie wyrazu
polskiego, odpowiadającego łać. sortilegium, jako n a w ą z jest nieuzasa
dnione; już w Bibl. szarosp. trafnie słownik odczytał nawiąż, por. też L.
Malinowski w Pr. fil. III. 565 nawiązacze. Zdaje mi się też, że Erzepkiego caragus, jako przekład tego wyr., jest pomyłką zam apulejusowego
caragogus ziele, które miało odprowadzać złe soki z głowy, (a więc: amu
let). Do przykładów, powołanych przy wyr. o m i e n i e ć zam. o n i e m i e ć ,
należy dodać „z omieniałym głosem“ w książeczce do nabożeństwu z pocz.
XVI. w., uważane przez prof. Nehringa (Prace filol. II. 478) za błąd skła
dacza — jak się pokazuje — niesłusznie, oraz o m y e n y a ł y m w Glosach
wrocł. (Pr. fil. III. 287 i 290). P a w ł o k ę (purpura) znamy też z Opeeia
(wyd. 1522 n. p. k. 92 v.: „Jezusa pod wietnicą... spawłoki zwleczono“ ,
cytat w Pracach filol. II. 711); także w słowniczku z rpsu petersbur.
Łać. 0. II. 63, przygotowanym przeżeranie do wydania, tensam wyr. łać.
przełożono taksamo. W Opeciu znajdujemy też słowo iaclać sie, objaśnione
przez późniejszego czytelnika przez „wymawiać sie“, i rzecz. ¿Mżenie, Zam.
przylubió (parere) czytam zgodnie z przepisami paleografii przy ślubie ; przylubić bowiem znaczy: adoptare (Pr. fil. I. 493 i 523). Dalej czyta autor
sirchl, choć w wyd. Glos wrocł. (Pr. fil. III. 291) trafnie wywiódł sirzchlisty od sirzchl (patrz Malinowski Pr. fil. I, 141 i III. 565); Lubicz, tamże
IV. 278 sićrechola, Wisła III, 89. sierzchel itd. Sprawicz wprawdzie może
być odpowiednikiem postaciowym narzecz. podpasicz (p. Lubicz. Pr. fil. IV, ,
233) itp., ale wolę poprawić: s p r a w i e c . Szczałbatka „czaszka“ tłu
maczy lepiej wyraz kasz. s z c z a ł b a , niż to A. Berka uczynił w Pr. fil. III.
638. Przy twarz można było wspomnieć Biblię szarospatacką. Do uczęstności przybywa uczęstnik z Kazań gnieź, wydanych w tymsamym tomie „Roz
praw“ przez Nehringa. Weszili się (adhaerere) nie znaczy uwięzili lecz
uwiesili się ; czytam też właz, nie właz, Tworzyjan (spolszcz. Floryan), nie
Tworzan. Zufać (desperare) .jest żądanem słowem do imiesł. przym. z u
c h w a ł y (f z r chw.), prw. czesk. zńfati, zoufati = rozpaczać. Pomijam zwier
ciadło, zwierzętnik, szląski i t p. szczegóły z zakresu pisowni i wymowy
bo rozstrzygnięcie spraw tych pozostawić trzeba pracy o dziejach grafiki
polskiej.
Przechodzę do szczegółów, dotyczących już nie formy wyrażania myśli
własnych przez lud, lecz do samych myśli, wierzeń itp., przyczem biorę
wyr. lud w znaczeniu jak najszerszem, bo mojem zdaniem we wszystkiem,
co składa się na przedmiot badań ludoznawczych, powtarza się
znana ' history a,
strojów — niegdyś właściwe sferom tzw. nąj-
-
384
-
wyższym, później zarzucone przez nie, znajdują zwolenników śród warstw
tzw. niższych i najniższych i przechowują się tu zupełnie przeżytkowe przez
długie wieki. Rozdziały 1 — 4, dorzucające garść sporą nowych pieśni do
wydanych w r. 1893. „Polskich pieśni katolickich“ M. Bobowskiego, sta
nowi najdosadniejszą krytykę tego dzieła, chybionego z powodu lekkomyśl
ności wydawcy, do ludoznawstwa przynoszą przedewszystkiem stwierdzenie
faktu, iż np. cześć Matki Boskiej i św. Anny byla w w. XY. u nas nie
zmiernie rozpowszechnioną ; co do św. Anny rzecz to nawet u nas nowa,
choć analogia zagranicy (prw. w tej mierze cenne wskazówki w E. Schaumkella, Der Kultus der hl. Anna am Ausgange des Mittelalters, 1893) na
sunęła mi już dawno domysł, že muszą się gdzieś ukrywać dowody szerszego
kultu babki Chrystusowej w Polsce. Teraz mamy te dowody. Pieśni kolędowe
rozdziału 2 . niezadowalają ciekawości, nie zawierają motywów pastorałko
wych. Natomiast przybywa mnóstwo wierszy, którymi księża wtłaczali
w oporne mózgi swych owieczek najgłówniejsze zasady religii katolickiej,
a więc wierszowanych „dziesięciorga“ , przepisów o spowiedzi itp. Bezprzecznie jednak najważniejszą z naszego punktu widzenia jest „Skarga“ umie
rającego grzesznika, którą po Nehringu prof. Brückner wydał poprawniej
i zaopatrzył licznymi równoległymi tekstami ludowymi polskimi i morawskim,
(str. 244— 255); jestto jedyna dłuższa wycieczka w omawianej pracy w dzie
dzinę folklorystycznną, szkoda że tylko zapęd, gdy rzecz warta osobnego
zbadania i sięgnięcia dalej na Zachód. Nawiasem mówiąc, już ten ekskurs
jest wyborną ilustracyą mego stanowiska demokratyzowania się, no i nie
stety obniżenia myślowego, rzeczy, przeznaczonych pierwotnie dla wy
kwitu „inteligencyi“. Rozdział 5 poświęcono modlitwom, głównie zaś tzw.
kanonowi mszalnemu, szósty glosom.
Te to glosy, rozprószone zresztą i po rozdziałach poprzednich, zawie
rają najwięcej szczegółów z życia ówczesnego. Warto z nich zestawić mo
zaikę Pełno w nich nazw swojskich roślin i zwierząt, często dosadnych,
a niesłusznie zapomnianych, często zajmujących dla swej plechy psychicznej,
przez którą rozumiem procesy duchowe takie, jak pojmowanie zja
wisk mniej znanych przez lepiej znane, prowadzące do tak fałszywych tłu
maczeń, jak ryś zam. pantery, miodunka zam. kobyłki itp. Nadto spotykamy
się tu, szczególnie w kazaniach z wierzeniami i zabobonami, które kazno
dzieja potępia, choć z góry tu należy się zastrzedz, że wobec nieoryginalności większej części literatury staropolskiej nie wolno odnosić wszystkiego
bezkrytycznie do stosunków polskich. Jeżeli np. w wykładzie męki Chrystu
sowej (w rękopisie z 1. 1413 —14, prw. Br. str. 258) czytamy o czarach
miłosnych, które się odbywają zapomocą grochu, wosku, włosów, paznogei,
jaja gotowanego, przy zorzy (?), to trzeba pamiętać, że wykład ten już
prof. Br. podejrzywa o pochodzenie niemieckie. Natomiast glosa w kazaniu,
wpisanem w rpis inny w r. 1462, przestrzegająca przed wiarą ślepą „w leki,
w żegnanie, w czary, w mierzenie (nb. wydawca pominął niesłusznie wyraz
ten w słowniku), w kuglarstwa, w czarnoksięstwa“, lub uprzedzająca prze
ciw „czarom, nawiązom“ (sortilegiis Br. s. 269— 70), może już dać nam
pewne wyobrażenie, choć bardzo oglnikowe o gusłach swojskich*). Podo*) W tym że rp sie czy tam y też (str. 270), że s ta re b ab y m ó w ią ; „k rzy w k i
tem u d ziecku s ą : . W y d aw c a p rz y p u szc z a, że to p o m y łk a z a m k rz y k w y , ja k ie jś
sła b o śc i. W ątpię, w k aszu b , bu w iem (prw . P r . f i l . II. 316 i I I I 4 -8 k rz e k w a
(u O palińskiego krzykw a) o zn ac za m róz z zam iecią.
— 385 bnie podejrzane są, co do swej polskości rysy życia zwyczajowego,
nie podmalowane dokładniej, lecz rzucone mimochodem bez glosy polskiej,
jak wzmianka o „grzegórzkach1, (in die griguli, quando raduntur vituli (Br.
str. 223), uroczystości żakowskiej, omówionej przez Dra J. Karłowicza na
str. 198 — 201 t. II. Ludu, a przyniionej do nas z Zachodu (Czech i Nie
miec). Ale nieśmiałbym rozciągać podejrzenia tego do zwyczaju zbierania
pisanek po domach, który wspomniany już rpjs z r. 1462 opisuje z obu
rzeniem kaznodziejskiem : ,,wczoraj spowiadali się, a nazajutrz biegając po
domach i po izbach napastując poczciwców^ wrzeszczą: dawaj jaja, dawaj
jaja (da ova')“ (str. 270). Wszak to zwyczaj, żyjący do dziś dnia, choć
przeważnie z dojrzałych przeszła rola natrętów na dzieci. No, a już zakli
nania się takie, jak ,,Wiera к mej duszy non feci hoc aut recepì, tako mi
pomoży bóg“ (str. 241), lub przekleństwa jak ,,Daj ji (względnie : się) za
biciu“ (str. 268); prw. dzisiejsze: daj go katu), lub przysłowiowe : „Ja chcę
tam, a on sam“ , usuwają wszelkie podejrzenia. Najpewniejszymi jednak
pozostaną ucinki szyderskie, Mamy taki jeden na Mazurów, których autor
(czy pisarz) z doświadczenia własnego potępia jako wyrzutków społeczeń
stwa, bo : „Niechajć on z tobą mieszka dobrze dziań, dwa, a potem c'e
oszynie (oszuka)“ (str. 219) Inny rękopis, Andrzeja z Lubrańca (str. 272)
aż się roi účinkami, choć więcej społecznej natury, ale nas jasno dotyczy
tylko skarga na sądy polskie, gdzie starają się wygrywać sprawy wrzaskiem;
na sądy świeckie odsyłające strony od Annasza do Kaifasza, na włotycze prawo
jtięśai (militum ius pro alapa vulnus cuitetti), na zwyczaj zakorzeniony, że nowy
włodyka (rycerz) może pierwszego w drodze wisielca zdjąć z szubienicy, na
spowiedników, rozgrzeszających od tysiąca grzechów za grosz lub kołacza,
skarżą się tam glosy także, ale te szczegóły trącą zbyt obczyzną. Do Cze
chów wyraźnie pije autor kazania na ósmą niedzielę po św. Trójcy w rpsie
książnicy jagiellońskiej nr. 2634 (str. 275), gromiąc ich za niszczenie przy
drożnych krzyżów z męką Pańską (tzw. boži muka). Przypuszczam, że i rpisy
dwa, które przytaczają ten sam przykład, że za dawnych czasów poprzedzał
pasterz owce z piszczałką, a psy szły w tyle, „jak do dziś dnia bywa
u Wałachów“ (str. 267—8), wypłynęły z pierwowzoru czesko-morawskiego! ;
popiera to przypuszczenie igraszka słoworodowa obu rpsów z wyra
zem swadźba, który dopiero w czeskim zbliża się możliwie dokładnie
do brzmienia swa dwa (zwłaszcza w gwarach, gdzie swadba jęz. czesk. •
piśmieniczego brzmi prawie swadwa).
Zdaje mi się, że dowiodłem przykładami przytoczonymi twierdzenia,
postawionego na czele. Jeżelim w zapale dorzucenia od siebie też choćby
cegiełki do budowy, wznoszonej przez prof. Brucknera z mozołem, godnym
uznania najwyższego, posunął się za daleko, omawiając drobiazgowo pe
wne szczegóły, to dałem chyba najlepszy dowód zajęcia, jakie czytanie prac tego
uczonego zdoła obudzić w czytelniku ; chciałoby się je widzieć wolnymi od
Dr. Fr. Krček.
najmniejszych nawet wad.
W. Rolny: Dwie taksy towarów cudzoziemskich z v. 1633.
(Odb. z t. V. Archiwum komisyi prawn. Akad. Urn.). W Krakowie 1897
w 8 -ce, s. nl. 2, 1 28, nl. 2. Nie wchodzę w szczegóły natury ekonomicznej
i skarbowej taks krakowskiej i lwowskiej, wydobytych z zapomnienia przez
dra Rolnego. Pragnę tylko zwrócić uwagę badaczów dziejów cywilizacyi
polskiej na ciekawy materyał, zawarty w niepozornych tekstach. Mianowicie
— 386 poznajemy z nich pochodzenie mnóstwa przedmiotów do codziennego nawet
użytku, oraz drogi, któremi wprowadzano je do Polski. Zestawiłem sobie
pierwsze i powtórzę tu jako godne uwagi. Otóż tkaniny drogie sprowadzano
przedewszystkiem włoskie: ft) w e n e c k i e aksamity farbiste, adamaszki,
atłasy gładkie, tabiny „w wodę“ farbiste i „ze złotem“, sukno szkarłatne
„di settanta“ i takież półszkarcie i półgranacie, szych, nici złote i srebrne,
pończochy bawełniane kobiece (nadto miotełki) ; Ъ) g e n u e ń s k i e aksamity
czarne, gładkie i wzorzyste, niestrzyżone i adamaszki farbiste; e) f l o
r e n c k i e aksamity wzorzyste i gładkie, farbiste i czarne, takież atłasy,
tawty farbiste, złotogłów i srebrogłów; d) „ l u k i es ki e“ (z Lukki) aksa
mity gładkie farbiste, adamaszki, atłasy gładkie i wzorzyste, kitajki ;
e) n e a p o l i t a ń s k i e kanafasy i tercyanele czarne, kapicele barwista,
aksamity niestrzyżone, felpy, rasje czarne, rewersy karmazynowe, materyę
czarną, zwaną, „manto di Spagna“, kołdry tawciane ; / ) rzymskie ręka
wiczki. Zwykłego sukna i płótna dostarczały przędzalnie ślą,skie i niemieckie.
Ze Śląska bowiem pochodziły falendysze, breklesty, szychtuchy, karazje,
rąbki, obrusy, serwety, ręczniki i nici. Płótno głogowskie miało swych od
biorców w Polsce równie, jak cienkie farbowane wrocławskie. Z Wrocławia
sprowadzano płótno stępowane, cwelich, fartuchy i pończochy. Sukna „me„szyńskie“, tzn. z Miśni, kiertuehy kłodzkie (z Kłodzka, G-latz) cieszyły się
też ustaloną sławą. Z dalszych okolic Niemiec przywożono prócz bawełnie
i płócien szwabskich: lipskie chustki, złoto i srebro „ciągnione“ lipskie
i norymberskie, tryb(t) hamburski; nadto pośredniczyły Niemcy w dostawie
płócien i rąbków flamskich“ (z Flandryi). O Czechach — dziwna rzecz —
nie znajdujemy w taksach omawianych ani wzmianki. Czyżby to był skutek
upadku ich, wywołanego spustoszeniami wojny długotrwałej ? Tylko Morawa
figuruje jako dostawczym sukna ołómunieckiego i prościejowskiego w tym
dziale. Zupełnie innego rodzaju są wyroby tkackie, sprowadzane ze Wschodu
t. j. Turcyi, (pojętej jako państwa wraz z Azją i Egiptem) i Wołoch.
Pierwsza zalewa Polskę kobiercami, kocami, dekami (błędnie objaśnionymi
przez wydawcę jako „puginał“ s. 24 uw. 5), kilimami, opończami, kapami
(błędna uw. 4, na str 22), zawojami, gazą („hasą“) ; z niej płyną jedwab,
złotogłów, czamlet, muchajer, bagazje bawełna i złoto „ciągnione“ . Perskie
kilimy, bagazje, płócienka i kiece stanowią w tym dziale towar przedni ;
szczegółowo też taksa lwowska wylicza: konstantynopolitańskie pasy siat
kowe, cembery (muśliny) mosulskie, muchajry i koce kosmate z Angory,
kołdry i pasy „sakiskie“ (wyraz nieobjaśniony przez dra P , przypuszczam
Sakkę, miej ice handlowe nad Gibbją, na południe od Habeszu w Afryce).
Z Wołoch, z których handel Żydzi mieli w swvm ręku prawie wyłącznie,
dowożono tylko grube sukna, tzw. haby, muchajer i koce białe
Niemcy były głównym dostawcą żelaza i rusznic, Rakusy i Węgry Stali,
z Niemiec i Węgier sprowadzano blachę dla kowali, ślusarzy i „mieczni
ków“. Zresztą broni gotowej dostarczała Turcya ; taksa lwowska wymienia
tureckie: szable, pałasze, sahajdaki, bałty (tak), czekany, koncerze, buzdy
gany, karwasze, misiurki i t. d. Za najlepsze łuki uchodziły konstantynopo
litańskie i „sarajskie“ ; dr. B,. wywodzi pytająco wyraz drugi, od Seraju, co
jest naturalnie chybione — przypuszczam rzekę indyjską Saraja. Konie
i rzędy na nie dochodziły z Turcyi również. Stamtąd też otrzymywano ko
żuchy, błamy rysie, futra egipskie, safjany „zamorskie“, farby na konie,
kadzidło i szafran cypryjski, Z Wołoszy idą lisy, wydry i bobry,
-
387 -
x
Pozostaje dziaí kuchni i napojów. Najważniejszą rolę gra tu Wołosz
czyzna ze swymi wołami, rybami dnnajskimi, kawiorem i wyziną; ona też
dostarcza bakaljów i owoców południowych, jak rodzynków, fig, chleba
św. Jana, nawet anyżu, miodu, woskn i łoju. Wina wołoskie znajdują lubowników obok morawskich, choć prym wiodą węgierskie (szczególnie „éndeburskie“ tzn, szoprońskie) i rakuskie („świętojurskie“, St. Georgswein).
Potrzeby umysłowe zaspakajają głównie Niemcy swemi książkami ; lecz
z nich też równocześnie otrzymujemy jednę z klęsk ludzkości: wrocławskie
i norymberskie karty.
Oto w streszczeniu wynik, mego przestudjowania ciekawego wydawnic
twa. W szczegóły językowe nie będę się wdawał, ale muszę sprostować
jeszcze parę błędnych objaśnień i uwag wydawcy. Na str. 10 uw. 1 objaś
niono „stępowane“ jako wyszywane wbrew trafnemu wytłumaczeniu tego
wyrazu w Słowniku wileńskim. Także co do znaczenia wyrazu bawełnica,
nędza, dziany, perpetuanna, bombazyn, jamnrłuk (jamurłachj, należy zagląd
nąć do tego Słownika, którego dr. ß zdaje się nie zna. Na str. 13 w w. 3
wyr. fetoci należy poprawić na : feteci i dodać brakującą uwagę według
Słownika wileńskiego, przyczem można porównać objaśnienie tego wyrazu
(tasiemka, wstążka) w Pracach filol. IV. 816. Na str. 22 wyraz feratani
należy czytać bezwarunkowo : z feretami, a do jego zrozumienia porównać
„Rozmowę Polaka z Litwinem“ (1Ö64, 42) i Reja ,,Zwierzyniec“ (LVII.
i słown. wyd. dra. Bruchnalskiego). Zagadką są dla mnie przymiotniki to
warów tmeckich (na str. 23 — 4): myślipetanowy, borożański i mukadyński.
Dr Fr. Krček.
Z. Pazdro: Przyczynek do Mstoryi morderstw rytualnych
napisał. (Odb. z „Teki“ Nr. 11. i 12.) We Lwowie 1899 str. 6 . nl. 2.
Pomijam napis, niezupełnie trafny, skoro nie chodzi w rzeczy samej
0 historyę morderstw, których Żydzi rzekomo dopuszczali się w Polsce celem
uzyskania krwi chrześcijańskiej, jakoby potrzebnej „do chleba przaśnego“
tj. mac, lecz jedynie o historyę samoobrony Żydów przeciw zarzutom podo
bnym. W każdym razie notatka p. Pazdry zasługuje na wzmiankę. Naszki
cowawszy bowiem dzieje tzw. przywileju żydowskiego z r. 1264 i jego wpływ
na położenie Żydów polskich w wiekach następujących, wspomina autor zna
mienitsze procesy w sprawie onych morderstw i wreszcie podaje swój przy
czynek. A przyczynek ten stanowią dwa listy: 1) z dworu papieskiego do
nuncyusza w Warszawie z 9. II. 1760 i 2) nuncyusza do hr. Brilhla z 21.
III. 1763, w których kurja rzymska stwierdza brak dowodów dosyć jasnych
1 dostatecznych na utrzymanie i dowiedzenie onym (Żydom) tego kryminału,
który na nich teraz i zdawna wkładają“. Jakkolwiek rzecz się ma, chęć p.
Pazdry przyczynienia się do rozświetlenia tej ciemnej sprawy, która stanowi
jeden z niewzruszonych artykułów wiary mas szerokich, jest chwalebną
i dlatego poświęciłem jego notatce tych parę wierszy.
Dr. Fr. Kr.
