R_4_rozbiory i sprawozdania_2.pdf

Media

Part of Rozbiory i sprawozdania, cz. 2 / Lud 1898, t. 4

extracted text
-

231 -

8. Czy używaj11i barwików miejscowych - (listków cebuli, kory z niedojrzałej jabłoni, barwionych sukien i t. d.),
czyteż kupnych (krasek, brezylii i t. p _)?
9. Jakie istnieją wierzenia i podania o początku i powodach malowania pisanek, ohrzQdy i przysłowia, związane ze zwyczajem malowania jaj?
I O. Jakie istnieją zabawy pisankami? Jak nazywa się bicie jajka
o jajko?
11. Jak długo przechowuj2} pisanki (do ~ielonych Świ11itek, cały rok
i t. p.), lub tylko same z nkh skorupki malowane i co z niemi rohil}?
12. Jakiej barwy przeważnie bywają pisanki i ,llaczego; czy barwa
jest zupełnie przypadkową, czy stale zachowywaną w pewnej okolicy, albo
stale zastosowaną do pewnego wzorca'?

ROZBIORY I SPRAWOZDANIA.
Dr. Zofia Daszyńska: Za1·ys ekonomii społecznej. L!'6w. Nakładem
ksi~garni polskiej 1898.
Podr~cznik ekonomii społecznej - jest u nas zawsze poż4danym, nawet bez wzgltdn na jego mniejszą, - lub wi~ksz1 wartość umiejętnlł, Nauka
gospodarcza, maj1ca w myśl monizmu socyologicznego Marksa, znaczenie
podstawowej wiedzy dla wytłómaczenia sobie całej n nadbudowy" społecznej,
jest wśród naszego społeczeństwa mało rozpowszechnionlł i traktowan~ jużto
dorywczo, już też ściśle - ale tylko w nielicznej grapie specyalistów. Wobee tego coraz cz~ściej można si~ obecnie u nas spotykać z broszor1 raczej
agitacyjnlł, aniżeli umiej~tn11i-gospodarcz4; lob też naodwrót z ściśle napisani} :monografią ekonomiczną, - obliczonlł z samej konieczności przyczynoweJ na nieliczne grono czytelników. Z podręczników, obejmujących cało­
kształt nauki może być ekonomia prof. Bilińskiego uważaną po części
za przeRtarzałą, ponadto zaś nie odznacza si~ wcale koniecznlli w JJodr~czniku
zwi~złością, i przy tem jasnością, wykładu. Przetłómaczony na język polski
podręcznik nauki gospodarczej Giue'a jest, rozumie się, podobnie - jak jego
autor - nacechowanym pewnlji jednostronnośći4 umiejętną, i w przeciwie1istwie do ksią,żki profesora BHińskiego - zanadto popularnie napisanym.
„Zarys ekonomii społecznej" Dr. ~Daszyńskiej zajmuje niejako pośrednie
miejsce między Biliu.skim a Gide'm. Jest napisany umięjętnie, ale nie zbyt
sucho; uwzględnia najnowsze zdobycze wiedzy bez popadania w tcndecyjnl!
jednostronność .... ale też ta dą,żność do bezstronności wycisn~ła na "Zarysie'•
pi~tno eklektyzmu umiejętnego, co spotkało się z zarzutem ze strony recenzenta w łamach n Tygodnia" ( dodatku do Kurjera Lwowskiego").
Zarzut ten, przewidziany zresztlli przez autork~ w „Przedmowie" do
,,Zarysu", należy jednak zdaniem mojem sprowadzić do właściwej miary.
Dr. Daszyńska przyznaje - co prawda sama, że „za punkt. wyHri!\ nic
1(j

śłużyła jej żadna

232

z wyznawanych dziś teoryi"; w istocie rzeczy jednak
eklektyzm ten polega tylko na dwóch najdonioślejszych teoryach ekonomicznych, tj, na założeniach t. zw. szkoły psychologicznej, reprezentowanej dzisiaj przeważnie na uniwersytetach austryackich i na naukowym socyalizmie.
Autorka wyjaśniła to swoje stanowisko również w „Przedmowie", to też
eklektyzm jej nie jest wcale wynikiem unikania wszelkich założei'1 zasadniczych,
lecz zupełnie świadomem i celowem dą,żeniem do syntezy umiej~tnej. Inna rzecz,
że nie wydaje mi się usprawiedliwionym ogólny poglą,d Dr. Daszyńskiej, jakoby
szkoła psychologiczna była ściślejszą od naukowego socyalizmu w czysto teoretycznych działach nauki gospodarczej, pozostawiając socyalizmowi tylko „najkonsekwentniejsze od innych teoryi przeprowadzenie poj~cia rozwoju we wszystkich dziedzinach gospodarczego życia"; mimo to jednak widzę w objaśnieniach
szkoły psychologicznej i teoretycznych założeniach naukowo socyalistycznych
wiele uzupe)niejących się wzajemnie punktów stycznych i to nawet w teoryi
wartości, tj. w najbardziej dzisiaj rozbieżnych stanowiskach obu szkół. Temu
memu zapatrywaniu dałem wyraz raz już w łamach .,,Ludu", omawiając rozprawę prof. Czerkawskiego p. t. ,, Wielkie gospodarstwa, ich istota i znaczenie" ("Lud" III. 3 str. ~73 i nast.), a więc tem samem uważam wrzekomy ekletyzm Dr. Daszyńskiej za usprawiedliwiony -- rozumie si<J jednak
z zastrzeżeniem, jakie podałem.
„Zarys" swój podzieliła Dr. Daszyńska na 6 działów. Dwa pierwsze
działy tj. ,, Gospodarstwo społeczne i jego te .. rya" i „ Warunki rozwoju
gospodarstwa społecznego" mają znaczenie pedagogiczne, t. j. wprowadzają
czytelnika stopniowo w zrozumienie zakresu, rozwoju, metod i znaczenia
nauki gospodarc,ej. Wychodzą,c zasadniczo z faktu „różnorodności wśród
działalności gospodarczej", daje antorka pośrednio wyraz swej zależności
,, w czysto teoretycznych działach nauki gospodarczej" od szkoły psychologicznej. Socyalizm naukowy uważa „różnorodność wśród działalności gospodarczej" za zjawisko - dają.ce si~ sprowadzić w ogólnych rysach, do monizmu. Tym monizmem jest wysnuwanie różnorodnych działau gospodarczych z teoryi wartości Marksa i monizm ten przeszedł także na rozpatrywania dziejów ludzkośc.i jako „nadbudowy" jednego podstawowego czynnika,
tj. objawów i rozwoju życia gospodarczego. System ten - ściśle logicznie
i konsekwentnie w dziełach Marksa i jego nast~pców przeprowadzony, natrafił na wieloraką opozycyę, a Bobra Bawerk - najwybitniejszy reprezentant
szkoły psychologicznej uzasadniają,c premisy swej teoryi wartości, pisze
z przek42em: ,,Sie verdankt żhr Dasein nicht der Lupe des einthe1:tungssUchtiuen
Louike1·s, sondern sie leut im, Volk, das sie kennt und ausiiht etc... (llobm
Bawerk: Kapitał u. Kapitalzins II. s. 142). Czy stawiając na czele swego
„Zarysu" - ,,różnorodność zjawisk gospodarczych'·, uczyniła to autorka
celowo ze względów pedagogicznych, lub też ściśle umiej~tnych -- nic wła­
ściwie na rzeczy nie zmienia, bo jestto w każdym razie jak wspomniałem, zasadniczy wyraz priejęeia si~ Dr. Daszyńskiej pogl4dami szkoły piycliologicznej w działach teoretycznych. Swoją, drogą to przej~cie si~ - trzymane w granicach krytycznych, przez dokładną, bardzo u autorki znajomość
zasadniczych założeń naukowego socyalizmu - nie zawsze może być konsekwentnem i tak np. w ostatnich działach swej ksi4źki (,,Podział dóbr"
i ,; pożycie'') schodzi Dr. Daszyńska bardzo cz~sto na grunt ściśle naukowosocyalistyczny, czego jednak za ujmę dla ,,Zarysu" wcale uważać nie należy,
raczej -- za zalet~. W ten sposób eklektyzm autorki wychodzi bczwarun-

-

233 -

/

kowo poza granice kompilowania rótnych poglą,dów; przeciwnie staje si~ nieraz podstawą oryginalności zapatrywań, na któryrh ści§le umiejętne uzasadnienie nie mogło być swojf)i drogi\ miejsce w , Zarysie" --- w podrę­
czniku.
Znając ogólne umiejętne stanowisko autorki „ZarysJt" moźemy teraz z kolei rzeczy przejść do niektórych szczegółów, które zdaniem mojem
sprostowaćby nalebło.

Pisząc

na str. 7.,

że

„gospodarcza

działalność

obejmuje

wszelkie

czynności ludzkie, cłąź11ice do zasookoienia potrzeb materyalnycb'' cieśniła Dr. Daszyńska tę .,działalność", która w istocie rzeczy dąży

zado
zaspokojenia całPj skali różnorodnych -- a nie tylko specyalnie ,,materyalnych" potrzeb. Nie sądzę także, ja\coby ,,char~kter gospodarczy epoki zmieniał się zależnie od tego. czy w działalności ekonomicznej danego okresu
przeważi,ły egoistyczne dążności jednostki, czy też szerokie interesy gatunku". Jeśli w jakiej nauce. to właśnie w ekonomii nie możemy uznawać
inne.i etyki - jak tylko społeczną, będącą wytworem współdziałania zjawisk
życia gospodarczego; a jeśli tak to przeciwstawianie ,,egoistycznych
dążności jednostki'' ,.lllzerokim interesom eatunto" jest raczej ekscerptem
z ogólnie i zawsze w1·zekomo obowiązujących norm etycznych, aniżeli wynikiem przekonania, że epoki gospodarcze, zmieniając się na zasadzie „interesu gospodarczego", dążą. w kierunku możliwPgo uharmonizowania „egoistycznych dążności jednostki" z ,.szerokim interesem gatunku'' (str. 10).
W rozwoju epok gospodarczych (str. 14) rozróżnia Dr. Daszyńska systemy: rodzinny, wymienny i przyszłościowy-bezwymienny. Włafoiwie „system
rodzinny" możemy nezwaó tylko rodowo-plemiennym, lob archaiczno-komuuistycznym: pojęcie bowiem „rodziny" oznacza w socyologii odmienny od
pojęcia .. rodu" (związku „rodów''-plemienia) fakt ewolucyi społecznej.
Sądzę, że t.akże nazwę „system bezwymienny ' należBłoby zmienić
raczej na .,pnrhiałowy", bo ,.bezwymienność" zupełna wykluczyćby musiała.
także ,,podział" . .,Podz!ał nalltąpi pisze Dr. Daszyńska na zasadzie ilości
wykonanej pracy lub zapotrzebowania''. Jestto pogląd rzeczywiście par excellence - e'k1ektyczny, bo przewidywanie podziału na ,,zasadzie ilości wykonanej pracy" wynika koniecznie z zasadniczych założeń naukowego socyalizmn, a .,podział na zasadzie zapotrzebowania" jest konsekwencyą zasadniczych 1.ałożeń szkołv psvchologicznej, dopatrującej się miernika wartości nie
w ilości nagromadzonych w ,,dobrach" pracy, ale w stosunku dóbr gospodarczych do subjektywnych (względnie przeciętnych) potrzeb jednostki. Dr.
Daszyńska jednak kilkakrotnie jeszcze staje na takiem utrakwistycznem stanowis'kn, tj. nie chce przesądzać tej kwestyi, chociaż w teoryach kapitału,
wartości i ceny przechyla się stanowczo ku szkole psychologicznej. Mimo to
~ sądzę, że utrakwizm taki jest dopuszczalny nie tylko ze względów praktycznych - usunięcia tej kwestyi z pod rozbioru szczegółowego; przeciwnie
11; teni włwfo1'e pJ"zewidy1caniu ust?'oju przywlo.idou;ego można dostrzedz owo
uzupełnianie s1·0 ieol'etyczne porlstawowych zasad szkoły JJsyclwlogiczneJ
i nltukmuo socyalisfycznr;j, o kt61·em _już J>1'ZBdtem wspomniałem. W szkole
nauk. socyalist. zarzuca się zasadniczo, że oparłszy pojęcie wartości (ale
i nio użytkowości) na społecznie niezbędnym czasie użytecznej pracy - nie
podaje pozytywnego sposobu obliczania tego czasu pracy w dobrach gospodarczycll (mających być up. wydzielonymi za I ~odziuę pracy). Szkoła psychologiczna - wychodi4c z założenia, że wartość (użytkową) mierzymy na

*

-

234 -

zasadzie stosunku dóbr do subjektywnych naszych potrzeb, a objektywnie
(jako wartość zamienną), normuje jq, rynek towarowy (cena), - nie daje
nam naodwrót możności obliczania ,,objektywnej wartości'' w przyszłości;
rynek towarowy bowiem jest związany ściśle tylko z dzisiejszą, gospodarką
wymienn&, Pominąwszy już kwestyę, czy j o ile dzisiaj także można identyfikować pojęcie ,,wartości objektywnej" z cen, - znajdujemy si~ przy przewidywaniu przyszłego ustroju gospodarczego -- ,,podziałowego" - pozornie
bez wyjścia - wobec kwestyi miernika tego podziału. J eżli mówi się, że
podział ów ma się mierzyć sumq, potrzeb jednostki na zasadzie 1n·zecirtnej
skali ;~yduicej w danem terytoryum i teclmiczno-społeczoym rozwoju gospodarczym, to otrzymujemy w rezultade utopijny komunizm, obliczony na zaspokojenie potrzeb - bez względu na pracę, (t. j. gospodarczą działalność
jednostki). Naodwrót zaś -- jeśli mówimy o podziale na „zasadzie ilości
wykonaneJ społecznie niezbędnej (i użytecznej) pracy" - tef stajemy wobec
kwestyi duwolne,qo oceniania tejże pracy w stosunku do potrzeb.
Ale. . już dzisiaj normuje się ogólnie cena pracy na zasadzie uiininutl.nych kosztów zaspokojenia potrzeb robotnika w g1·anicach 1n·zeci!:-tnej skali ;~yciuwej (rozumie się nie bez waha.11, oscylujących około
tej normy); wyobraźmy zaś sobie takie normowanie celowe -- nie mi•
nimalne, ale maksy,nalne do [Jfonicy p1'zecirtnej skali życiowej, a wówczas utopijny komunizm, dający się wysnuć jako najdalsza konsekwencya
z założe11 teoretycznych szkoły psychologicznej, - oparty o zasadę podziału
dóbr w stosunku do obliczonej na, podstawie przec,i~tnych poil'zeb robutnika
( wogóle jednostki" pracującej wytwarzajłłcej dobra) - okazi.1je się wcale nie
utopi.inem przewidywaniem t. zw. kollektywizmu Jeśli tedy Dr. Daszyńska
w talciem, przcwidyzcaniu - trzyma się drogi pośredniej, to sądzę, że bez puti'zeby pł'zyjmowania zasady teoł'etycznych założe,i szkoły psycholouicznej
z wcz9lrdnieuiem tylko jej obja .;n/di,, - postwuje ściśle umiejrtnie; tylko
zamiast mówić o ,,podziale na zasadzie ilości wykonanej pracy lub zapotrzebowania" -- możnaby zdaniem mojem przewidywać podział „na za:,adzie
. ilo:~ci 1cykonanr:j pm.cy, obliczonej w stosunku 'l'. na podstawie p1·zecirtnie
maksymalnego -::apotrzclHncania''. Konsekwentnie do takiego sformułowania
tej zasadniczej kwestyi przyszłościowej - naleźałoby mi analizować szczegółowo czysto teoretyczne działy ,,Zarysu'', tj. ,,Wytwarzanie" i ,,Zamian~"
- na zasadzie poglądów naukowego socyalizmu; ale taka analiza -- przekroczyłaby zanadto ramy sprawozdania i recenzyi; zresztą byłaby w istocie
rzeczy mało oryginał nem przerabianiem na nowo zarzutów, stawianych naukowemu socyalizmowi przez ekonomistów szkoły psychologicznej i naodwrót;
tylko wogóle powtarzam raz jeszcze, że względny utrakwizm w tym kierunku
stanowiący całą podstawę ,,eklektyzmu'' Dr. Daszyńskiej, jest zdaniem
mojem, ale bez potI-zeby negowania zasadniczych, teoretycznych założeń na-- ..
ukowego socyalizmu, dopuszczalnym i w wielu razach koniecznym. Że utrakwizm wspomniany przechyla si~ w ostatnich dwóch działach „Zarysu" silu ie
ku naukowemu socyalizmowi -- wspomniałem już przedtem; całkiem uatu·-ralnie, zrnsztą, jeiHi zważymy, ż~ zrozumienie i umiejętne pogł~bienie „podziału dóbr" i „spożycia" łączy si~ ściślej, aniżeli czysto teoretyczne ocenianie kapitału, wartości, ceny, pienitdzy i tp. - z kwestyą robotniczłł ową, iż się tak wyrażi~ spolecrno-politycznłł emanacyą_ -- ustroju towarowego w praktyce, a naukowego socyalizmu - w teoryi.

235 -Kończą,c na tern moje uwagi, pozwol~ sobie w kilku słowach oznaczyć
stosunek nauld ekoaomicznej do ludoznawstwa. Chcemy badać warstwy ludowe pod każdym w.zgl~dem, a więc takte ze stanowiska ich poglądów
i potrzeb gospodarczych. Wobec tego nauka gospodarcza jest dla nas nie

tylko potrzebną,, ale wprost -

niezbędną,.

W tem to celu zawiązał

~arząd

Tow. ludoznawczego w 1 roku swego istnienia obok innych - także sekcyę
ekonomiczną, która jednak tak, jak w~zystkie prawie istniała tylko teoretycznie. Obecnie w m,iarę 1·uzwuju naszego 'l'ou:a1'zy:-;twa -- teorya ta 1no!Jla1Jy sądzf zej:Jć w 1•e:-;zcie na grnnt 1·ealny, a pieru·szym ku temu celuu:i
k1·okie1n byłoby wydawnictwu popularnego , Za'l'!JSU nauki go:-;poda1·cząf' dla
waJ·:-;tw ludow!]ch, upartego na uuu;wiony·m .,Za1·ysie" JJr. Da:,;zy1i:-;kiej J'ozumie sir z udpowiedniemi mud!Jfikacyami, poczynionemi za eicenlualn<f
zgudą autorki.

S P RA W Y T O W A R Z Y S T W A.
I. Posiedzenie Zarządu.
Pierwsze po siedzenie Z ar z 4 da z a r. 1898. odbyło si'i)
dnia 29. stycznia br.
Obecni: Pp. Bal, prof. Dr. Dybowski, Dr. Gorzycki, lhuatowici, Dr.
Krcek, Rarnułt, Sienicki i pni Marya Wolska.
Przewodniczył prezes Tow. prof. Dr. A. Kalina.
1. Przyjęto 13 nowych członków: t j. T.1d. Chmielewski c. k. leśnik
Mikuliczyn ; Aniela Komorowska nauczycielka Mikuliczyn ; Stefan Komornicki (Rosochacz); Wł. Jankowski (sł. filoz. Lwów); Joachim Langer (kier.
szkoły br. Hirscha, Buczacz); Józ"f Mazur (prof. gimn., Stanisławów); Rudolf Nowak (kand. naucz., Cieszyn) ; Anna hr. Potocka (Rymanów) ; Włodz,
Połoszynowicz (sł. praw, Lwów); Dr. med. Izydor Szamed. (Lwów); Stefan
rryczyński (sł. praw, Lwów); Henryk Kasperowicz (sł polit, Lwów); Marya
Wolska, (Lwów).
2. Wybrano funkcyonaryaszów Zarządu: Sekretarzem Tow. został
obrany ponownie Dr. Gorzycki, skarbnikiem p. Bal, bibliotekarzem Dr.
Kn~ek. Redaktorem „Ludt1" obrano ponownie prof. Dr_ A. Kalinę, a administratorem wvdawnictw p. Ihnatowiczll. Zarz.t!d muzeum etnogrf. powicrz~no
nadal kustoszowi p. Rebczyńskiemu.
3. Człoukami komitetu redakcyjnego „Ludu" zostali wybrani: 1- mo
prezes, sekretarz i bibJi,)tekarz Towarz., 2-do z łona „ Z1rządu" pp. prof.
Dr. Dybowski, Fr. Ra.wita-Gawroński, Dt·. Kolessa, Ramult, Rebczy{1ski,
Sienicki, Sołt.ys. Wierzbicki i pni Wolska. :3-io z poza Zarz,iiiu: pp. Dr.
Czołowski, K. Kasperowicz, Dr. St. Eliasz-Radzikowski, Dr. Homer, rektor
prof. Dr. Rehman, i Dr. Zaleski.
4. Uchwalono na prośb~ wydawnictwa ,,Czytelni Polskiej'' w Krakowie
--· dołą.czyć program tego wydawnictwa do I zeszytu „Ludu''.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.