R_4_witort_zarysy_1.pdf

Media

Part of Zarysy prawa zwyczajowego ludu litewskiego, (cz.1-4) / Lud t. 4, 1898

extracted text
ZARYSY PRAWA ZWYCZAJOWEGO
ludu lite-w-skiego.
(Ciąg dalszy*).

ROZDZIAŁ

II.

Prawo rzeczowe.
:I.
We wstępie omówiłem juź dostatecznie kwestyę przekształ­
cenia się własności feodalnej w Litwie w ściśle prywatną, które
uświęc1ła Unia Lubelska, stanowiąc: ,,że feuda albo lenna wedle
każdego przywileju wiecznymi czasy dziedziczone być mają, nie
przywodząc ich w żadną wątpliwość którymkolwiek obyczajem
i wykładem (Vol. Leg. tom II. str. 775 §. 18.). Pomimo jednak
urzędowego zniesienia feodalizmu, zwyczaj rozdawania ziem prawem feodalnem nie ustał zupełnie. Tak królowie rozdawali dobra
pod nazwą lennych z pewnemi zastrzeżeniami co do spadkobrania
oraz możności infeodacyi (wrazie braku potomstwa płci męzkiej)
aż do r. 177 5. t. j. do uznania dóbr królewskich za własność narodową; czynili to i ludzie prywatni, bo nawet III. Statut uznał
za konieczne opisać stosunki, wynikające z tych nadań (rozdz. III.
art. 30). Nadania te w dobrach duchownych zniosła w r. 1633.
komisya Rewizyjna (archiwum kap. Wileńskiej), świeckie zaś
dobra lenne dotrwały aż do tej pory, chociaż w bardzo małej
liczbie: w dzisiejszej gub. Kowieńskiej cały obszar dóbr lennych
i pojezuickich wynosił razem 5652,25 dzies. gruntów! Dotąd stanowią one zupełnie osobną kategoryę własności ziemskiej i w zasadzie uważają się za dobra skarbowe, znajdujące się w uziedzicznej dzierżawie właścicieli, którzy ją uiszczają w opłatach minimalnych i stałych.
Fakt ten nie ma znaczenia poważniejszego. Nie mają również
znaczenia szczątki własności zbiorowej, szlacheckiej, czyli t. zw.

*) zob. Lud III. str. 293.
I

1
powiatów ki, po litewsku kan.. :;:5iri~. Ie-: J '\, ••
· ' rze książąt
11 vch
żmudzkich niekiedy nada wali całeJ
che~.: rri :...<,
•·VL,
powiatów żmudzkich całe obszary ziemi
~ uz; ,-;._.. w.·,.
z prawem ciąć, kosić i pasać bydło lub komt;, •1e :-1 ...
Z biegiem czasu ziemie te różnemi drogami stały się w1u. • . Jscią
prywatną. Wedle podań z niektórych powiatówek wyrosły fortuny,
niemal magnackie, wszakże dotąd ocalała jedna powiatówka czyli
puszcza po\viatowa, mianowicie Ejragolska. Prawnie ten obszar
ziemi, dziś nieużytki, należy do szlachty dawnego pow. Wieloń~
skiego, w rzeczywistości zaś stanowi własność niczyją, res nullius.
Przed kilku laty rozpoczął się proces o nią, bo ta powiatówka
zawiera przeszło 100 włók ziemi, ale nasze wnuki nie doczekają
się końca tej sprawy t. j. podziału ziemi pomiędzy właścicieli.
Inne formy zbiorowej własności nie istnieją, bo pastwiska
w spólne chyba nie mogą być uważane za nią. Pastwiska wspólne
stanowią własność dworską, której nie mozna prawnie uszczuplić,
ale lasy, rosnące na nich, można sprzedawać na wyrąb, bo one
należą stanowczo do właściela, gromada ma prawo pasanb na
nich swego bydła w ilości nieograniczonej, zarówno jak i dwór.
Jestto niewatpliwie przezytek dawno minionej epoki, który zachował się dzięki poddaństwu. Nie można w nim widzieć prawa
serwitutowego, albowiem jego źródło jest zgoła inne.
Pojedyńcze jednostki z ludu, nawet przed 1861 r., posiadały
niekiedy własność ziemską, bo u nas było sporo t. z. ludzi wolnych, którzy nigdy nie byli poddanymi, nigdy nie byli przypisanymi do ziemi. Oprócz tego po wypadkach 1831 r. rozkazano
szlachcie wylegitymować się ze swego sz1achectwa, ale kilkadziesiąt tysięcy braci niewylegitymowanych, z rozkazu Mikołaja I.· stworzyli osobną komórkę stanową 11 jednodworców", których w 1841 r.
kazano zaliczyć w poczet włościan państwowych, zachowując im
jednak własność prywatną. Roku 1846, 26. (14.) lutego rozcią­
gnięto na nich kompetencyę miejscowych instytucyi ministerstwa
dóbr państwa, ostatecznie urządzono ich w r. 1855., ale prawa
póżniejsze, z dnia 12. stycznia 1866 r., 13. marca 1867 r., zla!y
ich zupełnie z włościanami. wszakże zachowując im własność prywatną,
ziemską.
Byli też - włościanie, uwolnieni z poddaństwa
i obdarowani ziemią, ale było ich bardzo mało.
vVogóle nie ulega zaprzeczeniu, iż przed zniesieniem podda11stwa istniała już drobna własność chłopska, prawnie podlega0

1

.,

*) W 1843 r. ,,jednodworców" narachowano 22704 mężczyzn, ludzi
zaś wolnych w dobrach państwowych -- 8562 m"ż.

-3jące prawom państwowym, faktycznie zaś - zwyczajowym. Prawo
zwyczajowe w tym kierunku nie mogło nigdy rozwinąć się należycie, bo ulegało wpływom najróżnorodniejszym. U przednio poddani w dohrach królewskich i starości11skich władali ziemią na
zasadzie starych zwyczajów i obyczajów, rzec można - na zasadzie
prawa zwyczajowego, które do pewnego stopnia było uznawane
przez sądy patrymonialne, a nawet Asesoryę W. ks. Litewskiego,
albowiem do niej mogli odwoływać sitc w swych sporach włoś­
cianie królewscy i starościńscy. Ogólna patryarchalność stosunków, oraz namiętne przywiązanie do przeszłości swojskiej długo
jeszcze nakazywały dziedzicom uwzglęą.niać w swem postępowaniu
z poddanymi stare zwyczaje i obyczaje ludowe. Wiemy dobrze,
że ks. Ogiński zawsze uwzg]ędniał prawne pojęcia ludu i nigdy
nie wyrokował w żadnej sprawie pomimo rady 12 starych włoś­
cian, wybranych przez gromady. Był to wyjątek, ale w każdym
razie właściciele ziemscy stosowali się zwykle do ludowych pojęć
prawnych, które w znacznej części zgadzały się z ich intt.resami.
.
Mniemam, iż słowa, przytoczone powyżej, tłómaczą poniekąd
wyjaśniają rozwój własnościowego prawa zwyczajowego na nieruchomości, oraz jego niedostatki i braki. Należy tu też uwzglę­
dnić rozwój i przeobrażanie się rodziny, który znajduje się zawsze
w ścisłtj a wzajemnej zależności od rozwoju stosunków własnościo­
wych; nie można też zapominać i' o przeszłości historycznej. Faktycznie lud lit~i nie wyrobił pojęcia osobistej w!asności ziemskiej,
znał on tyilfo własńość rodową. Przecież był on już na drodze
wyrobienia pojęcia własności osobistej, bo prawo rozporządzenia
i alienacyi własności rodowej już skoncentrovvał w ręku głowy
rodu, który mógł nią rozporządzać dowolnie, byle bez widocznej
krzywdy członków. Ale nawet i ta zasada nie cieszyła sie uznaniem ogolnem.
Lud litewski nie stanowi wyjątku: wszędzie własność osobista
powstała z własności rodowej w drodze powolnego a stopniowego
przeobrażania się i przekształcania, Niewątpliwie - spólnoty rod.linne wyprzedzają w czasie nietylko własność osobistą, ale nawet
i spólnoty wiejskie (gmina sąsiedzka), których początek kryje się
we własności rodowej. Wiemy dobrze, że wśród Słowian zachodnich istnienie spólnot rodzinnych, ściśle związanych z rodziną
patryarchaln~i, nie ulega ani najmniejszemu zaprzeczeqiu; znali
je doskonale Polacy, Czesi i inni. Znają je także Białorusini, albowiem dotąd istnieją one śród tego ludu, zwłaszcza. w głuchych
zakątkach Białorusi Cf'ntr.d11ej. Śród Słowian południowych pa-

J

-4nującą dotąd formą pożycia jest pożycie w zadrudze t. j. w spół­
nocie rodzinnej. Trudno też zaprzeczyć, by dzisiejsze rosyjskie
gminne władanie ziemią i współczesna organiz~cya gminy nie
pochodziły od rozrodzonych i pomięszanych spólnot rodzinnych.
Co się zaś tyczy gminy rosyjskiej na północy, to rozwinęła się
ona ze spólnot rodzinnych, dzięki warunkom ekonomicznym, oraz
fiskalnym celom rządu; stało się to w gub. Archangielskiej pomiędzy 1812 - 1820 r. W swej rozgłośnej książce p. t. n Własność
włościańska na północy skrajnej" p Aleksandra J efimienkowa
stanowczo udowodniła, że koloniści nowgorodzcy osiadali spólnotami rodzinnemi czyli "pieczyszczami" l w staro-francuskiem prawie spotykamy termin podobny - le feu), jak wyrażają się akty
urzędowe. Stopniowo pod wpływem czynników, przeważnie ekonomicznych, rozpadały się one, przeobrażając się w gminę są­
siedzką; ostateczną przyczyną, która zakończyła ten proces, były
rewizye t. j. spisy ludności w celach określenia wysokości pogłównego.

Badania p. Jefimienkowej ograniczyły się na gub. Archanale pp. Sokołowskij, M. Kowalewski i inni stanowczo te
wywody rozciągnęli nietylko na północ Rosyi, ale nawet i na
południe.
Dziś już można twierdzić, iż gmina rosyjska jest wytworem rozpadania się spólnot rodzinnych. Wiemy zresztą, iż
one dotąd nawet istnieją, albowiem „rcdzina wielka" (bolszaja
siemja) nie jest niczem innem, jeno tylko spólnotą rodzinną. Nasze
spólnoty rodzinne, o których pisałem w rozdziale uprzednim, są
niewątpliwie nieco zmienionemi spólnotami dawnemi, w których
prawa członków zwiększyły się, władza zaś zwierzchnika zmniejszyła się; prawdopodobny skutek współczesnych prądów indywidualistycznych. Reforma 1861 r. zastała tę formę ~ładania ziemią
i pożycia rodzinnego; §. 81, ustawy miejscowej usankcyonował
ten stan rzeczy, stanowiąc, że grunta nadane są własnością całej
rodziny, nie zaś jej zwierzchnika, na którego imię zostały zapisane.
Artykuł ów nie dopuszcza osobistego władania i użytkowania,
a tern bardziej prawa dowolnego rozporządzania i alienacyi, ale
jednocześnie też uznaje własność rodową i jakby prawa zwierzchnika rodu czy rodziny, albowiem na jego imię grunta nadane
zostały zapisane; na niego też spadły wszelkie opłaty indemnizacyjne, tudzież podatki państwowe, opłaty gminne i powinności
naturalne, ciężące na nich. Sama ustawa nie określiła ściśle
znaczenia wyrazu "rodzina"; ten brak usunęły dopiero wyroki
drugiego Departamentu Senatu Rządzącego, najwyższej instancyi
w spraw ach włościańskich. Okazało się, że członkami rodziny
gielską,

-5są te wszystkie osoby, które zostały za takowych uznane i upisane w aktach nadawczych lub lustracyjnych (dla b. włośdan
państwowych). To określenie ,nie usunęło wszystkich wątpliwosci

i nieporozumień, bo zdarzało się, iż nie wszyscy członkowie rodziny byli zapisani za takowych.
Wedle prawa pisanego zwierzchnik rodziny nie jest ani
właścicielem gruntów nadanych, ani posiada prawo dowolnego rozporządzania niemi, ale prawo zwyczajowe przyznaje mu to zupeł­
nie, a w każdym razie nie zaprzecza dowolnego rozporządzenia
i alienacyi. Że taki jest pogląd prawa zwyczajowego, to nie
ulęga zaprzeczeniu. ,,Gruntem nadanym zawsze rozporządza się
i zarządza patryarchalnie, niepodzielnie i samodzielnie OJcrnc
w charakterze głowy rodziny, a pozostali członkowie podlegają
bezwarunkowo jego rozporządzeniom patryarchalnyrn. W •razie
śmierci ojca prawo rozporządzenia się i gospodarowania na gruntach nadanych wedle wiekowych poglądów prawnych włościan
litewskich winno przejść do syna najstarszego, wrazie jego nie-.
zdolności do następnego i t. d". - mówi p. Friedman. Zawsze
w każdej rodzinie czy to małej, czy licznej, gospodarzem jest jej
zwierzchnik i wedle ludu takowym być powinien najstarszy; do
niego należą wszelkie rozporządzenia gospodarcze; on ma prawo
zawierać wszelkie urnowy, zaciągać pożyczki, sprzedawać, kupować i t. d. Nikt z członków nle może mu dawać żadnych wskazówek lub rozkazów; nikt nie może wtrącać się w jego rozporządzenia gospodarcze: można mu tylko radzić.
Jeżeli na czele
rodziny stoi brat starszy lub nawet matka, to wszystkie te prawa
przysługują im w charakterze zwierzchników.
Takie są poglądy ludu na prawa zwierzchnika rodziny w zakresie gospodarstwa wspólnego; rozumie się - przypuszcza się,
iż zwierzchnik będzie korzystał z nich tylko dla dobra ogólnego.
Jasnem jest, iż pomiędzy niemi a §. 81. ustawy miejscowej istnieje
sprzecznosć zasadnicza, albowiem ów artykuł prawny stanowczo
wzbrania dowolne rozporządzenie i alienacyę, oraz nie dopuszcza
osobistego władania i użytkowania, chce widzieć w członkach
rodziny współwłaścicieli równoprawnych, nie zaś - niemal najmitów, jakimi są u nas członkowie rodziny wobec jej zwierzchnika.
Artykuł ów to zastosowanie pewne rosyjskiego prawa zwyczajowego; praktyka sądowa postarała się stosować je, o ile
można, szeroko, zwłaszcza po wprowadzeniu reformy sądowej
w 1883 roku, pomimo tego, iz lud litewski nigdy nie znał i nie
zna „ wspólnego władania i użytkowania" (sowmiestnaho władienja
i polzowanja). W swej bezwzględności zasadę tę nietylko władze

-

6 -·

sądowe, ale i administracyjne (komisarze dla spraw włościanskich
i ich Zjazdy) stosują zawsze i wszędzie, narzucając ją sądom
gminnym (włościańskim) i ludowi.
Ustawa miejscowa dozwala podziały gruntu nadanego na
części, nie mniejsze od I o dies. ziemi, ale i te prawne podziały
dziś rzadko bywają zatwierdzane formalnie i prawnie. Rozumie
się cała ta działalność jest zupełnie bezowocną, bo lud nie
uznaje „wspólnego władania i uzytkowania«. Na tle tej kolizyi
prawnej rozwinęło się niesłychane pieniactwo, wyrosły piękne
kwiatki )>prawdziwie fałszywych świadków", krzywoprzysięstwa
i t. d. Zawsze wrazie sporów maj.-ltkowych sądy skazują procesujących się włościan na „wspólne władanie i użytkowanie", ale
ich wyroki zawsze pozostają „na papierze". ,, W rzeczywistości mówi p. Friedman - to wspólne władanie i użytkowanie, wywołuje cały szereg nieporozumień, kłótni, sporów i procesów,
wycieńczających, rujnujących i męczących obie strony, doprowadza
je do tego, że dobrowolnie dzielą pomiędzy sobą faktycznie, ale
nie prawnie, mienie sporne. Obawiając się, by zebranie gminne
nie odmówiło zatwierdzenia tych podziałów, unikają one sądów
gminnych i koronnych, a natomiast zawierają urnowy notaryalne
„ wględem porządku wspólnego korzystania z dochodów mienia
spornego", określając, rozumie się, z jakiej części którego każdy
ma korzystać" *).
Dawniej spadki i podziały stosowały się zwykle do norm
prawa zwyczajowego, które wogóle starało się usuwać rozdrabianie gospodarstw włościańskich. Starszy lub młodszy syn osiadali,
lub dzielili ojcowiznę, jeśli można było ze względów gospodarczych, lub zadawalniali się wypłatą, szli na nadomników (uszkurów),
służbę i t. d., nie było takiej chęci posiadania ziemi, zwłaszcza
własnej. Zresztą dziś zaczyna rozwijać się silnie poczucie indywidualne, które dawniej zaledwo tlało. Wszystkie te okoliczności
oraz ciężkie warunki życiowe wywołują i rozbudzają instynkty
ściśle egoistyczne a ich urzeczywistnienie niekiedy lud widzi we
władaniu kawałkiem ziemi. Trzeba tu podkreślić ujemne wpływy
doradców pokątnych, ludzi zwykle bez czci i wiary, ,,z pod ciemnej gwiazdy•, jak mówią u nas. Ci ludzie stanowczo wyzyskują
włościan, nie gardząc źadnymi środkami.
Często zdarza się,
iż procesujący się chłopi wydzierżawiają im swoje grunta, zawierajqc kontrakty notaryalne na imię osób trzecich, na 6- 12 lat.
Sprawy takie nie obchodzą się bez jednania świadków, spajania

*) Prawne poglądy i obyczaje, str. 83-84.

-7ich, podkupywania, składania świadomie fałszywych krzywopuysięstw, a nawet niekiedy zabójstw i kryminałów. W tej też okoliczności wszyscy, mający styczność z ludem, widzą przyczynę
obniżania się uczuć rodzinnych i w ogóle poziomu moralnego, bo
nikt prawie i nic nie przeciwdziała wpływom ujemnym.
Przytaczam tu kilka przykładów, ilustrujących prawne poglądy ludu. Po śmierci ojca grunta nadane (20 dies.) przeszły do
kilku synów; starszy zastąpił miejsce zmarłego w gospodarstwie,
młodsi domagają się podziału. Sąd gminny Erswiłkowski postanowił: ,.procesujący się winni. żyć razem, młodsi słuchać starszego i matki, a starszy ma otrzymywać wszystkie dochody i zaspakajać wydatki". Ten sam sąd dwom procesującym się braciom
nakazał gospodarzyć wspólnie, nadmieniając, że młodszy winien
słuchać starszego jak ojca (wyroki 1874 r. 1. 41, oraz 1874 r. 1. 26).
W ogóle lud mniema, że gospodarstwem może kierować tylko jeden gospodarz, przeto nawet bratu, mieszkającemu oddzielnie a
żonatemu, winna wydawać się za jPgo pracę w gospodarstwie
wspólnem pewna część produktów. Tak sąd gminny Szymkajcki
nakazał bratu starszemu wydawać młodszemu, który miP.szkał
z żoną osobno, tyle to a tyle i takich to a takich produktów
(wyrok 1871 r. 1. 34). Sądy ludowe uznawały zawsze, że prawo
rozporządzenia mieniem wspólnem. należy tylko do gospodarza
głównego, jakby zwierzchnika. Bracia gospodarzą wspólnie i jeden z pośród nich bez zapytania, sprzedał sieczkarnię... Brat
starszy, gospodarz, oskarżył go o kradzież. Napróżno oskarżony
tłómaczył się, że „jest członkiem rodziny i ma prawo wziąć
i sprzedać sieczkarnię", ale sąd nie zgodził się z tym poglądem
i skazał go na areszt (Wilkijski sąd gminny wyrok 1890 r. 1. 17).
W tymże samym też sądzie gminnym toczyła się sprawa następna.
Brat młodszy, współgospodarz, sprzedał za 26 rub. wędlin, nie
pytając nikogo o pozwolenie. Starszy zaskarżył go o kradzież
wyrok - 1896 r. I. 17. - uznał go winnym i skazał na wypłatę
26 rub.
W tych wyrokach wyraża się zupełnie jasno pogląd ludu na
prawo rozporządzenia własnością wspólną, ale dziś coraz to trudniej a trudniej godzić te poglądy z prawem pisanem, oraz rozwijającym się indywidualizmem... A jednak potrafiono znaleść
pewne
środki
zaradcze, które
pozwalają
zadość uczynić
słusznym
wymaganiom
osobistym
oraz obejść
przepisy
prawr.e, wzbraniające podziały. Uprzednio w kilku słowach wspomniałem o tern; tu pomówię o tej kwestyi nieco obszerniej. Przedewszystkiem nasi włościanie usuwają tę sprzeczność w drodze

-8umowy rejentalnej; faktycznie grunta są podzielone, bo za warto
formalną umowę o warunkach wspólnego władania i użytkowania,
w której dokładnie a ściśle określono, z jakiej części gruntów
ma każda strona korzystać. Zwykle też dodaje się, źe łamiący
umowę winien wnieść pewną sumę stronie przeciwnej.
Umowy
podobne kosztują nieco, przeto biedniejsi ograniczają się zwykle
umowami domowemi 1 które niekiedy zaświadczają u władz gminnych. W tych wypadkach praktykują się złożenia kaucyi na ręce
osób trzecich, wiarogodnych, niekiedy weksle, poręki i t. d. Uży­
wają też formy umowy dzierżawnej współwłaściciel wydzierżawia:
część swoją za pewną płatę, pobieraną z góry, wkładając natomiast na dzierża,vcę obowiązek uiszczania podatków i opłat ~minnych oraz powinności naturalnych. Prawnie grunta nie są podzielone, ale faktycznie -- tak. Władze gminne, acz o tem zwykle
wiedz4 dobrze, nigdy nie wtrącają . się w te kwestye. W ten
sposób należy tłómaczyć szereg spraw, toczących się w sądach
gminnych, grunta nadane nie są podzielone, dwaj bracia gospo
darzą na nich wspólnie i... prawują się o przekos łąki. Oczywiście
- faktycznie mamy dwóch samodzielnych gospodarzy, niezależnych
ale prawnie stanowiących jedno gospodarstwo. Ta okoliczność
wywołuje bardzo liczne nieporozumienia, spory, kłótnie, bijatyki
i t. d., niekiedy dochodzi nawet do krwawych zatargów. bo w rubryce „wypadki" gazety urzędowej można często spotykać takie
wiadomości: ,,NN. w sporze o ziemię ze swym bratem MN. pchnął
go nożem".
Przytaczam tu kilka przykładów, wyświetlających moje
słowa. We włości Sołockiej dwaj bracia, podzieleni faktycznie
i żonaci. długie Iata żyli w zgodzie, ale kobiety pokłóciły się z powodu spichlerzyka; w kłótni przyjęli udział mężowie .... Na sądzie
wyjaśniło się wszystko rwyrok 1893 r. I. 81.).
W gminie Rymszańskiej bracia podzieleni pokłócili s-ię z sobą z powodu prawa przepędu bydła; w kłótnię wtrąciły sie.; kobiety. strony porwały koły i widły ... W czasie bijatyki zabito konia i ciężko skaleczono dziecko,
które przypadkowo znalazło się na polu bitwy (wyrok 18q2 r.
1. 23). Vv innej znowu gminie - Tawrogińskiej - sąd musiał
zjechać na miejsce, by pogodzić braci niepodzielonych prawnie
a procesujących się o grunta (wyrok 1896 r. 1. 64. ). W razie sporów
podobnych strony niekiedy uciekają się do sądu polubownego, uznając zań sąd gminny miejscowy, który w takich razach może wyrokować w sprawach cywilnych, których wartość powództwa przenosi
100 rub. Przytaczam bardzo rzadki przykład takiego
rozstrzygni~cia sporu. Mają pomi~dzy sobą proces i nienawiść z powodu

-9kawałka ziemi... i pragnąc te nieporozumienia wzajemne skończyć

raz na zawsze, ale nie maiąc możności osią~nąć dobrowolnie cel
upragniony, na zasadzie 99 i 100 art. ustawy ogólnej o włościanach ... zgadzamy się na wyrok sądu polubownego w składzie takim .... i zobowiązujemy się uledz jego wyrokowi, jaki zapadnie,
zupełnie ściśle, żadnych praw na zaskarżenie wyroku zapadłego
sobie nie zachowujemy, w czem podpisujemy się .... Pomimo tego
podania sprawa ostatecznie nie została załatwioną (Bernatowski
sąd gminny, wyrok 1886 r. 1. 25).
Pomimo wszelkich zakazów i przeszkód prawnych podziały
mnożą się, przybierając najrozmaiti:ize formy, uwarunkowane tysiącem przyczyn drobnych, ściśle miejscowych.
Wogóle jednak
trzeba rozróżniać dwie zasady, kierujące podziałami: starą i nową.
"\Vedle starej nie wszyscy członkowie uczęstniczą w nich ; ich
udział określa się wolą starszeg-o, bądż zwy cza jem starodawnym ;
kobiety usuwały się zawsze od ziemi, ale wypłacano im wynagrodzenie; do nich też należała cała gotówka rodzinna. Nowa
zasada jest zgoła odmienną; wszyscy członkowie rodziny uczę­
stniczą w podziale na jednakowych prawach; niekiedy nawet i
kobiety nie usuwają się od ziemi, lubo częściej wypłacają im
wartość gruntu, przypadającego na ich dolę.
Odbywają się one
zawsze za wspólną zgodą lub wyrokami sądów gminnych, jeśli
strony nie doszły do porozumienia. Wyroki takie dawniej spotykały sie często, dziś tylko wyjątkowo.
Dawniej podział następo­
wał zwykle za życia ojca lub starszego
w rodzinie i stosownie
do jego wskazówek: uwzględniano zwykle zdolności gospodarcze,
zalety moralne i stan familijny oraz wiek, np. starszy otrzymywał
chatę ojcowską i większą część gruntu
(w niektórych okolicach
najmłodszy); inni dostawali części mniejsze, inni znów - wypłaty
w gotówce i ci zwykle szli na nadomników. Córkom dawano posagi ; uczęstniczyły tei one w podziale ruchomości; posag matczyny zawsze należał do nich. Rozumie się - zabezpieczano tei
środki do życia członkom rodziny, niezdolnym do pracy. Niekiedy
spotykamy, nawet dziś, takie formy podziału; następują one zwykle, gdy ojciec z powodu starości lub niedołęstwa zrzeka się
gruntu na rzecz swych dzieci. W takim razie jego wola kieruje
podziałem. Tak we włości Żagorskfoj ojciec swój grunt, 50 dies.,
podzielił pomiędzy 2 synów, ale starszy otrzymał 42 dies, młodszy
zaś tylko 8 dies. (wyrok 1884 r. 1. 143). Niekiedy testamenty
zawierają i ściśle określają sposób podziału gruntów nadanych
i mienia; pisałem o tern w rozdziale uprzednim i przytoczyłem
parę przykładów odpowiednich. Zdarza się :Jeż, iż ojciec, czy

/

-

10 -

starszy wydziela czę1jć gruntów wspólnych oddzielającemu się
Synowi; ma to zawsze miejsce, jeśli syn żeni się za pozwolen~m
rodziców. Muszę nadmienić, że takie rozporządzenia są sprzeczne
z prawem pisanem, lubo zgodne ze zwyczajowem. Sądy gminne
w sprawach podobnych zawsze trzymają się prawa zwyczajowego.
Wogóle jednak z;isada stara traci swą powagę, nowa natomiast - zyskuje coraz więcej zwolenników. Zasada równości bywa
posuwaną aż do granic ostatecznych: ,, w domowych umowach o
podziałach warunkuje się nawet, kto z współuczęstników winien
pogrzebać rodzic.ów i ściśle określa się udział każdego w kosztach
pogrzebowych" - mówi p. Gukowskij '(Pamiętnik gub. Kowień­
skiej na 1895 r. str. 178). We włości Kwiatkowskiej z tego powodu wywiązała się cała sprawa; na sądzie wyjaśniło się, że
starszy syn zrobił trumnę, młodszy wykopał mogiłę, najmłodszy
zaś-- opłacił księdza. Tego ostatniego jednak sąd skazał na wypłacenie starszym braciom 13 rub., ponieważ „on mało uczestniczył w wydatkach pogrzebowych, o czem sąd sam wie doskonale"
(wyrok 1889 r. I. 16) Charakterystyczny to wyrok, ale podobne
spotykają się bardzo rzadko! Tak w gminie Irasskuńskiej bracia
przeprowadzili podział mienia wspólnego z niesłychaną zręcznością i
przezornością: nie zapomniano podzielić szynki, ważącej 20 funt,
a nawej starej skóry końskiej (wyrok 1886 r. I. 4). W innej zno wu gminie bracia dzieląc się, rozpiłowali na dwie równe połówki
bierwionko *). W ogóle zasada równości arytmetycznej bywa dziś
zwykle przestrzeganą najusilniej.
Podziały odbywają się bez wszelkiego udziału władz gminnych; prawo zwyczajowe nie wymaga na nie żadnego pozwolenia. Starają się jednak o ich zatwierdzenie przez Zebranie gromadzkie wówczas tylko, gdy są one prawne, ale i to rzadko. Jeżeli strony nie mogą porozumieć się, to uprzednio zwracały się
do sądów gminnych z prośbą o podział. Przed laty kilkunastu
nie odmawiały one pomocy, dziś nie ważą si~ tego robić z po-wodu nakazów komisarzy do spraw włościańskich lub ich Zjazdów. Przytaczam parę przykładpw z przeszłości niedawnej. ,,Cho
ci..1.ż wedle prawa oraz okólnika Naczelnika kraju z dnia 10. marca
1865 r. I. 559. wypadałoby korzystać z gruntu nadanego całej rodzinie, ale ponieważ Wirwiłło (powód) jest nie najlepszego charakteru i, żeby uniknąć różnych intryg pomiędzy nimi - grunty
i zabudowania podzielić na części równe pomiędzy nim i wdową
*) Są,d gminny Jutyncki r. 1889. 1. 1.

-

11 -

Anielą (matką powoda) z wychowańcem,

synem brata powoda"
- pisał w swym wyroku sąd gminnny Szydłowski z r. 1870 za
1. 3. W tejże gminie dwaj bracia zwrócili się do komisarza do
spraw włościańskich, by ich pogodził; komisarz nakazał sądowi
pogodzić ich oraz określić porządek wspólnego władania i użyt­
kowania gruntem nadanym. Sąd "ze względu na niespokojny
charakter Ż. w żaden sposób nie może zgodzić się, by bracia
mieszkali razem, bo z tego powodu, jak można spodziewać się,
wynikną połajanki i bijatyki, a nawet od ,,czego Boże uchowaj, - zabójstwa"; - nakazał zbudować powodowi osobną chatę,
a grunt podzielił na 2 równe części (wyrok 1871 r. 1. g).
Dziś ta droga podziałów została stanowczo zaniechaną, zastąpiła ją inna, mianowicie wyroków sądów polubownych, z
którymi spotykamy się często, zwłaszcza na Żmudzi głębokiej.
W gminie Kurszanskiej zwołano sąd polubowny, który starszemu
bratu przysądził chatę ojcowską oraz trzecią część gruntów, dwom
2
młodszym zaś razem z matką /3
(wyrok 1891 r., 1. 63). We
włości Poddubiskiej zapadł wyrok następny: najstarszy brat otrzymał cały grunt nadany, 31 dies., wypłaci wszy młodszemu 3 1 7 rub.,
a średni zrzekł się swych praw za umorzenie 3 1 7 rub. długu;
przedstawiono kwit pocztowy w dowód przesłania pieniędzy nąj­
młodszemu, który wyemigrował do Ameryki (księga umów 1895
r. 1. 4). Praktykuje się też sposób podziałów w formiP. dobrowolnego zrzeczenia się praw do gruntów nadanych; niekiedy dzieje
się to na mocy wyroków sądów polubownych, niekiedy zaś umów, wnosz~nych do księgi aktów cywilnych, istniejącej przy
każdym urzędzie gminnym. •Ostatni przykład przytoczony zawierał też coś bardzo podobnego, bo oczywiście dług ów był fikcyjny. Przytaczam jednak jeszcze parę przykładów. Brat młodszy
zrzeka się swoich praw na rzecz starszego za wynagrodzenie,
określone przez sąd polubowny.
Nawiasem doddm, że sędziowie
w umowie postawili warunek, by starszy sprawił młodszemu wesele (księga umów gminy Abelskiej 1892 r. l. u). We włości
Jużynckiej brat ustąpił bratu „po umowie odjemnej" (po otricatielnomu dokumientu) swe prawa na 18,73 dies. gruntu wspólnego
za 300 rub. W tej gminie dużo spotyka się umów podobnych
(księga umów 1889 r. 1. 4, g, 10).
Często też strony po prostu zawierają umowę formalną, nie
uciekając się do sądów polubownych. Zwykle zapisują ją w księ­
gach umów, by uprawnić poniekąd i zabezpieczyć podziały. Oto
szereg przykładów, zaczerpniętych z księgi umów gmin następ­
nych. W Krożańskiej brat ustępuje bratu 5 dies. za 300 rub.

-

12 --

w Kołtyniańskiej - półtora dies. ze 25 rub., w Łabardzewskiej 13 dies. za 500 rub. i t. d. Nadmieni.am, że w tych okolicach spotykamy zrzeczenia się przez kobiety praw do gruntów nadanych.
Tak siostra zrzeka się praw swoich do ziemi na rzecz brata za
2 krowy, macocha ustępuje diesiatynę swoją ziemi za 40 rub. i owcę
(księg-i umów Krożańska 18q2 r. I. 5; Kołtyniańska 1892 r. I. 1;
ł~ahardzewska 1877 r. l. 30; Konstatynowska 1892 r. 1. 114 oraz
Szymkajcka 1871 r. 1. 16). O zasadach mrów podziałowych będzie
mowa w rozdziale o umowach.
Podział ukończono, ale bywa niekiedy dużo biedy z amatorami „wspólnego władania i użytkowania", tern bardziej, że pretensye podobne zwykle znajdują poparcie w zjazdach komisarzy
do spraw włościańskich, niekiedy zaś nawet - w sądach ogólnopaństwowych. Pragnąc zapewnić sobie spokojne władanie gruntem nadanym, należy zabezpieczyć je całym ~zeregiem dokumentów prawnych, bezspornych, by uniemożliwić rozmaite pretensye
amatorów wspólnego władania i użytkowania - mówi p. Gukowskij .. *). Przytaczam tu przykład odpowiedni, niemożliwy w innym zakątku Europy. We włości Żagorskiej brat zrzekł się na
rzecz swego rodzonego prawa na 38 dies. gruntów wspólnych;
umowę zawarto formalną i zaniesiono ją do księgi umów gminy
Żagorskiej. Upłynęło lat kilka. Wtem zjawia się on do sądu
gminnego i na mocy nakazu intromisyjnego, wydanego przez
Izbę Cywilno-kryminalną w Kownie, źąda wwiązania *) (intrornisyi) do trzeciej części gruntów, do których prawa zrz~kł się
dobrowolnie, co dowodziła 'umowa uprzednia. Sąd gminny zjechał
na miejsce i wykonał wwiązanie, przyczem staruszkę_ matkę wyrzucono z chaty, wyznaczaiąc jej na mieszkanie chlew (wyrok
1884 r. I. 118 ). Nawiasem nadmieniam, iż do reformy sądowej podobne wyroki spotykały się, dziś są one niemożliwe. Ale jednak
próby nie ustają: amatorowie „ wspólnego władania i użytkowania"
w takich wypadkach zwracają się dziś już nie do sądów ogólnopaństwowych, lecz włościańskich, gminnyc~, chociaż one powództwa podobne zwykle odrzucają, jeżeli zeznanie świadków wiarogodnych lub dowody piśmienne istnieją a potwierdzją sam fakt
zrzeczenia się. Przedawnienie w tych sprawach prawie nic nie
znaczy. Sądy gminne powołują się na nie nader rzadko, bo zreszta

*) Pamittnik gub. Kowieńskiej na r. 1896. str. 176.
*~) Użyłem tu zamiast ,.intromisyi terminu wwi~zanie", bo spotykam
go w pierwszym przekładzie statutu z r. 1614.

-

13 -

samo prawo zwyczajowe ma o niem bardzo niedokładne i nieścisłe
pojęcie.
Dość powiedzieć, iż dotąd nie określiło
ono nigdy
terminu, który w każdym wypadku poszczególnym
zależy
od okoliczności rozmaitych. Przytaczam przykład odpowiedni.
We włości Kurszańskiej zjawił się amator wspólnego władania
i użytkowania, który zażądał, by sąd nakazał jego bratu, gospodarzowi, dopuścić go doń. N a posiedzeniu sądowem okazało się,
iż pozywający przed 20 laty zrzekł się swych praw na rzecz
obecnego właściciela, co udowodnionem zostało zeznaniami
świadków; dokumentów żadnych nie okazano,
bo umowa była
słowną.
Sąd powództwo odrzucił, przyznając przedawnienie (wyrok 1893 r. 1. 32).
W ogóle lud ściśle odgranicza i wyróżnia grunta nadane od
nabytych, nazywając je własnością wykupową lub niewolną. Nadaje on jej znaczenie własności rodowej, tylko do gruntów nadanych stosuje on nazwy: ojcowizna i rnacierzyzna. Ojcowizna - to
grunta, otrzymane po ojcach, wogóle - w linii męskiej; rnacierzyzna ma znaczenie odwrotne: to g-runta, które dostały się w linii żeńskiej. VvT ogóle jednak lud stosuje do własności ukazowej
swe pojęcia o prawie alieanacyi, które koncentruje się w ręku
głowy rodziny. Pomimo zakazu prawnego sprzedaźy gruntów nadanych, nasi włościanie sprzedają je i kupują, nie zwracając ani
najmniejszej uwagi na prawo pisane. Rozumie się - konieczność
życiowa wytworzyła pewne normy prawne, które zastępują zakazaną umowę sprzedazną.
Praktyka zyciowa wyrobiła dwa sposoby: pierwszy z nich, oparty jest na tym artykule Ustawy o włoś­
cianach, który grunt wykupiony uznaje za właśność prywatną, podlegającą ogólnemu prawu cywilnemu z zastrzeżeniem tylko, że
rnoźe go nabyć wyłącznie osoba stanu włościańskiego.
Robi się
to tak: sprzedający wydaje kupującemu notaryalny kontrakt dzierżawny na lat 12, z obowiązkiem wznowienia go po upływie pierwszego dwunastolecia. Roczna opłata dzierżawna - to suma po•
datków oraz opłat indemnizacyjnych i gminnych; naturalne powinności spełnia sarn dzierżawca, który też opłaca podatki, opłaty
i t. d. Opłata dzierżawna za 24 lata wnosi się po zaś·wiadczeniu
kontraktu, na którym pisze się pokwitowanie z uiszczenia połowy
sumy umówionej, drugą zaś zabezpiecza oblig sprzedającego na
imię kupującego z terminem 12 letnim, w dodatku wydają się obligi, by zabezpieczyć wykonanie urnowy. Po ukończeniu wykupu
łatwo już będzie na mocy istniejącego długu i ogólnych przepisów prawnych uzyskać zatwierdzenie prawa wła:·mości.

-

14 -

Drugi sposób jest nieco inny. Sprzedający wystawia na imię
kupującego weksle, które on natychmiast zaczyna egzekwować,
zwracając egzekucyę na grunt nadany. By umożliwić jego sprzedaż, wnoszą się do Izby skarbowej (Urzędu podatkowego, Gubernialnego) skapitalizowane opłaty indemnizacyjne i nabywa się

grunt z licytacyi publicznej. Konkurencyi zapobiega się przez sporządzenie fikcyjnege 12-letniego kontraktu dzierżawnego, na którym kwituje się z pobrania całej dzierżawy za ten przeciąg czasu
z góry. Rozumie się - ziemie nadane czyli ukazowe mogą nabywać tylko osoby stanu włościańskiego, nie mniej jednak- zgoda
wszystkich współwłaścicieli jest konieczną. Tu należy nadmienić,
że prawo zwyczajowe nie zna ani prawa blizkości, ani prawa wy.
kupu rodowego: ich śladu nawet nikt nie spotykał nigdy, chociaż uprzednio istniały one niewątpliwie. ,,W ten sposób mówi p. Friedman str. 92. - włościanie, acz drogą nielegalną, sprzedają swoje prawa własności do gruntów nadanych ukazem".
Widzimy zatem, że wszelkie usiłowania prawne, wszelkie
zabiegi, których celem było i jest utrzymanie włościan na pewnym
poziomie kulturalnym, nie doprowadziły do rezultatów pożądanych;
prawo starało się zapobiedz koncentracyi własności nadanej w ręku
osób poszczególnych - z jednej strony, z drugiej zaś - usuwać,
o ile się da, przyczyny wytwarzania się proletaryatu wiejskiego.
Życie okazało się silniejszem niż przepisy prawne: własność ukazowa koncentruje się, wytwarza się powoli stan zamożnych gospodarzy, chłopów, oraz wzrasta szybko ilość bezrolnych. Dokła­
dnych a szczegóło\.vych danych statystycznych nie posiadamy, ale
nawet istniejące stwierdzają niewątpliwie koncentracy<, własności
ukazowej - z jednej strony, z drugięj zaś - rozdrobienie, niekiedy niemal nawet t. z. "sproszkowanie''.
I:::C.
Przechodząc do ogólnych pojęć o prawie własności ludu litewskiego, muszę nadmienić, że wogóle nie są one ani zbyt jasne,
ani zbyt określone, ale w każdym razie można je odtworzyć z dostateczną ścisłością, uwzględniając ogólne pojęcia mas ludowych
o własności oraz okoliczności miejscowe, wyjątkowe, do których
niewątpliwie nalezą wpływy klas wyższych, nawet u nas przesiąkłych poglądami kwirytów na tę kwestyę. Prawo zwyczajowe
zua już własność osobistą nawet na ziemię, przeważnie dzięki
wpływom prawodawstwa i kultury, ale dotąd nie zdobyło się
jeszcze na zupełne usunięcie śladów dawniejszego poglądu. Lud

-

15

zna elementy własności ziemskiej, mimo to jednak nie zawsze
i nieściśle rozróżnia prawo własności od prawa posiadania. J estto
moje zdanie, różniące się nieco od zdania p. Friedmana, ale podzielają je wszyscy ludzie, obcujący z ludem. Że tak jest, zdaje
się nie ulegać zaprzeczeniu: wiadomo dobrze, że lud grunta, które
bardzo długo dzierżawił i płacił za nie dzierzawę _stałą, zwykle
uważa za swoją własność osobistą, której nie można go pozbawić.
Istnieje nawet w miejscowym języku polskim wyraz nzasiedzia•
łość", który oznacza pewne prawa długoletniego dzierżawcy do
gruntów dzierżawionych. Pogląd ten niejednokrotnie lud wyrażał
bardzo jasno:
dość tu przypomnieć tłómaczenia się „wolnych
ludzi", gdy ich eksmitowano. Zwykle tak samo tłómaczą się dłu­
goletni dzierżawcy, chociaż nie mogą rościć pretensyi do praw
należnych ludziom wolnym.
Zdaje mi się, iż wedle ludu praca
około
ziemi nadaje pracownikowi pewne prawa na nią,
j~tto, bodaj, pogląd bardzo rozpowszechniony. Praca tworzy
własn ość - mniema lud, dlatego wszystko to, co istnieje pomimo
pracy ludzkiej, jest dostępnem dla wszystkich, jest jakby "włas­
nością Bożą", z której korzystać może każdy. . . Wedle ludu lasy
stare, nie zasadzone ręką ludzką, a istniejące od czasów niepamiętnych, są dotąd jeszcze jakby własnością Bożą, która należy
wprawdzie do pana, ale z której pan nie może zabraniać korzystać wszystkim potrzebującym. Dotąd samowolne poręby w lasach
pańŚkich lub skarbowych lud nie uznaje za kradzież, lubo dziś
nie pochwala ich, ale patrzy na nie bardzo pobłażliwie. Są nawet
lasy, z których wedle ludu - ma prawo każdy korzystać,
bez żadnej ujmy dla siebie; są to przęważnie lasy skarbowe,
z których za dawnych czasów (do 1837 r.) korzystali włościanie
królewscy i starościńscy. Podania o tern zachowały się dotąd.
Jagody, grzyby, orzechy i zioła lekarskie należą do wszystkich,
każdy ma je prawo zbierać, gdzie mu się podoba, nie pytając
niczyjego pozwolenia. Jest to przekonanie, tak głęboko zakorzenione w prawnem poczuciu ludu, że je zwykle tolerują; ze zgrozą
lud wymienia nazwiska tych właścicieli ziemskich, którzy negują
to jego „prawo odwieczne" ... Bywało nawet, że na gwałty odpowiadał gwałtami.
Przed kilku laty odebrario od dziewczyny
koszyk z jagodami, ubranie całe i puszczono ją nagą ... "Vv... kil_ka
dni spłonął piękny borek sosnowy: podpalono go. \Vogóle
z obawy „sprawiedliwości ludowej" dwory tolerują zwykle połowy
ryb i raków w rzekach, stanowiących własność prywatną. Wedle
ludu ryby i raki w jeziorach i rzekach stanowią własność wspólną,
gdy natomiast połowy w stawach i sadzawkach, sztucznie zary•

-

16 -

bionych, uważają się za kradzież bardzo haniebną. Ten sam pogląd, ale z pewnemi zmianami, lud stosuje do lasów, w których
prowadzi się gospodarstwo prawidłowe i nie wolno jest zbierać jagód, grzybów i orzechów w młodych zagajnikach; kradzieżą jest wyrąbanie lub zniszczenie drzewa, zasadzonego ręką
ludzką lub rosnącego na polu samotnie. W pow. Rosieńskim
spalono przez ;wa wolę dziką gruszę; winni zapłacili odszkodowanie i zostali ukarani chłostą. *). Właściciel ziemski zasadził
i troskliwie pielęgnował borek sosnowy; okoliczni włościanie porobili znaczne w nim szkody, wyrąbawszy kilkadziesiąt drzewek.
~oszkodowany zwrócił się do sądu gminnego w Erżwiłkach: sąd
skazał winnych na odszkodowanie materyalne oraz ukarał surowo
,,by- szanowali pracę ludzką" (1874 r. 1. 29).
Do własnosci wspólnej, Bożej, należą też zwierzęta dzikie
i ptactwo. Lud nie zna prawa polowania: włościanie myśliwi, nie
pytając nikogo, polują na cudzych gruntach i w cudzych la~achr..
Włościanie też nigdy nie zabraniają polować na swojej ziemi;
jeżeli zdarzają się niekiedy podobne zakazy, to źródło ich zawsze
tkwi w urazach osobistych, w chęci zapłacenia pięknem za nadobne. Znałem właściciela ziemskiego, który bardzo dokuczał sąsie­
dnim włościanom, a był człowiekiem małej wartości moralnej;
otóż mu chłopi zabronili polować na swoi.eh gruntach. . . Nie zastosowa:ł się on do tego zakazu, polował; złowiono go, odebrano
broń, ubranie zwierzchnie i puszczono... Sprawa. skończyła· się
na niczem. Nadmieniam też, że lud uważa za swój święty obowiązek zawsze i wszędzie tępić drapieżne zwierzęta i ptaki oraz
żmije.

Wogóle śmiało rzec można, iż z pojęciem prawa własności
lud za wsze łączy pojęcie pewnej ilości pracy, zastosowanej do
poszczególnych rzeczy i kawałków gruntu. Ziemia uprawna, wszEJkie wytwory pracy ludzkiej, zwierzęta i ptactwo udomowione,
wzajemne zobowiązania się pieniężne i t. d., są to wogóle objekty
własności. Lud nie rozumie i nie zna prawa własności na wytwory
nie materyalne, co wogóle stosuje się do wszystkich mas ludowych. Subjektem własności może być każda osoba fizyczna, nawet
dzieci, w których imieniu występują wówczas rodzice lub opiekunowie prawni; osób prawnych lud nie zna, zatem nie zna wła­
sności zbiorowej. vVprawdzie w zakresie t. z. własności ukazowej istnieją u byłych włościan państwowych pastwiska wspólne,

*) S\d gminny Szymkajcki 1870 r. l. 52.

-

17 -

które należą do całej wsi, ale tylko niemożliwość fizyczna chroni
je od podziału pomiędzy właścicieli. Jeżeli uda się czc~ść jego zamienić w grunta orne, to zawsze je dzielą posród gospocfarzy.
Jest jeszcze jeden przykład własności zbiorowej : gm madzie
_R umszyskiej nadano prawo połowu ryb na Niemnie na własność
wspólną, albowiem rzeka została uznaną za nieużytki*), których podzielić nie było można. Zdarza się, ii włościanie kupują na spółkę
ziemie i lasy na wyrąb, ale po uko11cteniu kupna natychmiast
dzielą je proporcyonalnie do wysokości sum wniesionych. V,,;T ogóle
lud nie zna ani zrzeszonego gospodarstwa, ani zrzeszonej pracy,
oprócz t. z. tłoki, przeżytku dawno minionej doby; indywidualizm
ekonomiczny panuje niepodzielnie. Prawo zwyczajowe zna już
tylko ogólne formy nabywania własności; jeżeli istniały dawniej
inne formy, obrzędy i symbole, to dziś zachowały się tylko ich
ślady, tak nikłe, że ich odtworzyć nie mozna. Zdarza się dotąd
jeszcze, że sprzadający ziemię daje kupującemu w obecności świad­
ków jej grudkę lub roślinkę wyrwaną z korzeniem; jestto zanikający już przeżytek.

Lud dzieli własność na ukazową, którą nazywa też wykulub niewolną, oraz nabytą czyli wolną; znany też
jest jej podział na ruchomą i nieruchomą. O_ ile prawo zwyczajowe ściśle rozróinia własność ukazową od nabytej, o tyle niemal
plącze pojęcie własności nieruchomej i ruchomej. Tak budowle
gospodarskie raz zaliczają się do nieruchomości, drugi raz do ruchomości; to samo stosujt się do bydła niezbędnego do uprawy.
Rzecz jasna: określenie własnm'.;ci wykupowej zostało zaczerpnię­
tem z prawa pisanego.
Do własności nieruchomej należy przedewszystkiem ziemia ...
Posiadanie ziemi ma w oczach ludu znaczenie ogr~mne; złożyły
się na nie i przeżytki wierzeń dawniejszych, dotąd bardzo żywe,
i wiekowe tradycye ludu rolniczego, jak litewski, i okoliczności
współczesne. Dotąd lud wierzy głęboko, iż ziemia jest jakby
matką wszechrzeczy, istot,\ rozumną i moralną, która karze i nagradza swe dzieci. Ziemia rodzinna gra wielką rolę w życiu ludu:
każdy pragnie być pogrzebionym w swej ,,ziemi rodzinnej"; często
jej szczyptę zabierają z sobą emigranci do Nowego Świata, by
w razie zgonu zasypano nią im oczy ... Zna też lud formę przypową, rodową

*) Z tego powodu wynika tyle spraw i sporów, że s1d gminny Romszyski zrzekł się w tej kwe~tyi swej władzy sądowniczej, przekazuj1c jfł
gromadzie R11msz)sl;iej (\\yrok 1879 r. l. 15).

sięgi

z kawałkiem darniny na głowie, uważanej za bardzo uroW podaniach ludu, np. w znanej legendzie o Sicińskim,
pośle upickim, ziemia połknęła zamek, jego zonę, czeladź i cały
dobytek za karę, wywołaną uciskiem ludu; istnieją też i inne podania podobne ... Ziemia dotąd często nazywa się jeszcze matką ...
Rolnictwo, jedyny dotąd niemal środek do życia ludu litewskiego,
tylko spotęgowało jej cześć i uznanie, które dziś wyraza się zwykle w gorącem pożądaniu kawałka gruntu na własność. W prawie własności do kawałka ziemi zawiera się niemal cała treść
żyda zwykłego włościanina litewskiego; z tern prawem związane
są jego najlepsze uczucia, najwznioślejsze marzenia i naj wytrwalsza praca. We własności nasi chłopi widzc1c jąkiś cel podniosły,
niemal święty, który wypełnia treść ich zycia moralnego i fizycznego ; w niem tkwi - wedle nich największe szczęście
i największa suma radości życiowych. W każdym razie, jak są­
dzą słusznie, dla naszych włościan kawałek gruntu jest tak drogim, jak rodzina własna. W cdle ludu - tylko włościanie rolni
.;ą ludźmi w pełnem znaczeniu tego wyrazu, którym należą się
obowiązki i godności. Nasi włościanie mniemają dotąd, iż jedynym celem, godnym istoty ludzkiej, jest praca własnoręczna na
własnym zagonie. Nie zupełnie~obcymi są te poglądy nawet drobnej i średniej szlachcie: na każdym kroku można przekonać się
o tern ...
Nie dziw więc, że śród ludu poglądy te zachowały się tak
żywo! Nasz włościanin swój kawałek gruntu strzeże jak oka w głowie,
zwłaszcza pilnuje granic. Wedle prawa zwy~zajowego granice, miedze i kopce, są święte i nietykalne. Sypanie kopców granicznych
do niedawna jeszcze było połączone z oryginalnym, szeroko rozpowszechnionym zwyczajem: ćwiczono na nich młodzież i dzieci,
a potem obdarowywano, by na 2awsze pamiętano granicę. llyłem
świadkiem, jak oshyiały chłop zeznał pod przysięgą, iż doskonale
pamięta kopiec graniczny, albowiem ćwiczono go na nim, a potem dano mu czapkę wisien; miał wówczas około 15 lat. Przed
laty dwudziestu kilku, gdy po długim procesie pomiędzy dwiema
gromadami przeprowadzono ostatecznie granicę i usypano kopce,
to na pamiątkę oćwiczono dziatwę obojga wsi, obdarowano ją ła­
kociami, a potem postawiono krzyże. Jest to prastary zabytek, bodaj przeżytek ofiar krwawych, składanych w miejscach granicznych. Granice też określają niekiedy rowy, których psuć nie
wolno. Jeżeli rzeka rozgranicza grunta dwóch właścicieli, to kaida
jej poło wa należy do tego, którngo własnością jest brzeg; zmiana
kierunku nurtu główn-.:-go nie zmienia granicy. Jeżeli rzeka uforczystą.

-

19

muje wysepkę napływową, to ona (wysepka) należy do tego wła­
ściciela, do kt,Srego należy ta połowa rzeki, gdzie się znajduje wysepka. To samo stosuje się do jezior, jeżeli one stanowią granice.
W ogóle prawo zwyczajowe uświęr,a i nakazuje surowo nietykalność granic, ale nakazy te i zwyczaje przekraczają się usta.
wicznie.
Istnieje tu pewna różnica pomiędzy gruntami właścicieli
ziemskich i włościan; ci ostatni o wiele chętniej i częściej naruszają pierwsze, niż drugie, chociaż prawo zwyczajowe nie zna
tej różnicy. Rzecz jasna: dwory nigdy nie są w stanie tak pilnować swych granic, jak drobni właściciele ... poprostu z przyczyn
czysto fizycznych. Zresztą dwór z powodu czy to przeorania m:edzy, czy to przekosu łąki nie rozpocznie sprawy w sądach pokoju,
bo się nie opłaci. Inna rzecz włościanin; swemu sąsiadowi nie
ustąpi on ani piędzi ziemi, ani wiązki siana : zapłaci pięknem za
nadobne, Należy jednak zaznaczyć, że na pograniczu Kurlandzkiem i wogóle w tych miejscowościach, gdzie lud jest bardziej
uspołeczniony, naruszenia granic zdarzają się o wiele rzadziej, niż
gdzieindziej.
Powierzchnia gruntu, stanowiącego własność prywatną, należy wyłącznie do jego właściciela; nikt nie ma do niej praw
żadnych krom tych, których mu udzieli właściciel. Wedle prawa
zwyczajowego może on wzbronić przejazdu, przepędu bydła, przejścia, a nawet pasania na ścierniskach i ugorach. Należy tu jednak zauważyć, że zwykle na ścierniskach pasie się bydło gromadzkie; jest to ustępstwo, wywołane koniecznością. Wszelkie
zabudowania lub posiewy, zrobione na cudzych gruntach, należą
do ich właściciela; w tych wypadkach lud nie rozró.żnia dobrej
i złej wiary. Zdaje się jednak, iż sądy gminne zaczynają już rozróżniać w sprawach podobnych tę okoliczność, tak W<..1..Żną: w wypadku pierwszym przysądzają niekiedy tylko odszkodowanie za
grunta zajęte, a same budowle każą znosić, oddając materyał ich
właścicielowi; zboże zasiane dozwala się sprzątnąć i zabrać sobie.
Takie wyroki spotykają się, ale zapadają one wówczas tylko,
gdy sam sąd jest osobiście przekonany, że zaszła pomyłka, sło_
wem istniała wiara dobra. Częściej atoli ta okoliczność nie
uwzględnia się: sądy wprost nie tyl_ko .zasądzają odszkodowanie
ale nawet budowle i zasiewy. Pogląd prawa zwyczajowego w tej'
kwestyi nie jest zupełnie jasny; trzeba sądzić, iż to wszystko za•
leży od różnych okoliczności miejscowych. Rzeczy znalezione na
gruncie cudzym, należą nie do znalazcy, ale do właściciela gruntu;
wyji.~tek stano\vi;~ tyłku zbłąkane zwierz~ta domowe i ptactwo

-

20 -

które należy zwrócić właścicielowi. Utajenie rzeczy znalezionej na
cudzym gruncie lub przywłaszczenie zwierząt zbłąkanych, prawo
zwyczajowe uznaje za jedną z najbardziej hańbiących form
kradzieży,

Do właściciela ziemi należy też jej wnętrze: należą doń nieskarby zakopane w niej, przeto nie wolno ich szukać
bez jego pozwolenia. Zwykle bywa, że włościanin, podejrzewając istnienie skarbu na swym zagonie, zawiadamia o tern osoby
blizkie; poszukiwania odbywają się razem. Czy istniały dawniej
jakieś pojęcia o podziale skarbów znalezionych, niewiadomo, ale
znaleziona przed kilku laty, przypadkowo, przy kopaniu rowu,
moneta starożytna, złota i srebrna, została sumiennie podzieloną
pomiędzy znalazcami, o ile można było dowiedzieć się.
W drugim przypadku parobek wyorał garnek ze sztabkami srebrnemi,
formy łodziowatej (prawdopodobnie pioruny litewskie), i pokryjomu sprzedał żydom. Jego gospodarz, włościanin, właściciel grun tu, wytoczył mu proces przed sądami pokoju, który skończył się
na niczem. Nie zna prawo z .vyczajowe własności minerałów, znajdujących się w ziemi; o tej formie własności lud nie ma nawet
najmniejszego pojęcia. Nie wolno wprawdzie bez pozwolenia wła­
ściciela kopać torfu, ale to tylko bodaj dlateg-o, że w ten sposób narusza się jego prawo do własności powierzchni torfowiska.
Zwyczaje odnoszące się do prawa używania torfowisk, istnieją
tylko w pr)W. Rosieńs~im, bo tam lud już opala torfem z powodu braku lasów; zdaje się --- streścić je można w tych sło­
wach: ,,do kogo należy grunt, do tego i torf"'.
Łąki zwłaszcza spławne, są nie mniej pilnie strzeżone niż
role, ale z powodu braku miedz rozgraniczających, bywa zwykle
bardw dużo sporów, kłótni, a niekiedy i bijatyk o przekosy. Po
łąkach nie wolno ani chodzić, ani na wet zbierać szczawiu ; po
skoszeniu_ i sprzęcie siana, prawo wypasu n.1leży tylko do właści­
ciela.
Ma też lud niejakie pojęcia o prawie własności wody. Powyżej nadmieniłem już, że rzeka, która rozgranicza właścicieli,
należy do nich do połowy. Właściciel zaś każdej połowy nie ma
jednak prawa ani zbudować grobli, sięgającej brzegu drugiego,
nie swego, ani też postawić młyna lub podnieść czy obniz.yć poziom wody bez zgody wszystkich osób w tern zainteresowanych.
Gdy przed kilku czy kilkunastu laty włościanin zbudował młyn
na dopływię Muszy i przez to podniósł poziom wody, która zalała łąki jego sąsiadów, to wyrok sądowy skazał go na zapłace­
nie ods1.kodowania oraz znie:-;ienie młyna.
wątpliwie

-

21 -

Włościanie

nasi prawie nie posiadają lasów; do posiadanych
'zwyczajowe, które określa wog-óle prawa
przepędu bydła przez cudze grunta, przejazdu i t. d. Muszę nadmienić, iż prawo przejazdu, już istniejące, wedle ludu nie może
być zniesionem.
Zdarza się, że właściciele ziemscy kasują niekiedy drożki polowe, ale to zawsze wywołuje protest ludu, który
niekiedy próbuje dochodzić. swego prawa rzekomego w drodze
stosują zwykle prawo

sądowej.

Wogóle lud pilnie ochrania role i łąki, ale ta ochrona bardzo często jest nader niedołężna. Z tego powodu wynika bardzo
dużo spraw o t. zw. szkody. które są źródłem nieskończonych waśni,
kłótni i bijatyk. Drugiem źrodłem, bodaj ważniP-jszem, są ustawiczne naruszenia granic, przywłaszczania gruntów i t. d. Nasz
włościanin. lubo niesłychanie szanuje własność swoją, nie szanuje
cudzej: chłop nie ustąpi ani piędzi swojej ziemi. owszem - pragnie jej przysporzyć... wszelkimi środkami, nie zważając na nic
więc worze się w gru'nta sąsiada, przekosi mu łączkę i t. p. Ale
i sąsiad pilnuje swego, a żywi takież same chęci i pragnienia;
stąd nieuniknione zajścia i nieporozumienia. ,,Żeby odzyskać swoje
naruszone prawo, częstokroć posiadające małą wartość, włościa­
nie uciekają się do wszelkich środków, nie krępując się niczem
i nie cofając się przed kosztami; pod tym względem nic nie jest
w stanie utrzymać ich na wodzy. nardzo często wartość przedmiotu lub strat, o które spór się toczy, nie przenosi pół rubla,
a na procesa sądowe ... wydają oni dziesiątki i setki rubli, a niekiedy nawet rujnują się zupełnie• - mówi p. Friedman. Niewątpliwie tak jest. jest nawet nieco gorzej, albowiem „wszelkie
środki'• sprowadzają się nader często do środków, które należy
stanowczo potępić ze względów religijnych i etycznych, jeżeli nawet
pominiemy społeczne. Najlepsi śród włościan słusznie tłumaczą to
pieniactwo namiętnem przywiązaniem do ziemi przesiąkniętej potem
i krwią wieśniaczą, moralno społecznymi ideałami ludu oraz braldem śdśle określonego prawa materyalnego i przewodu sądo•
wego, których prawo zwyczajowe zastąpić nie może, zwłaszcza
przy bardzo wadliwej organizacyi sądów gminnych.
Przytaczam tu kilka spraw wynikłych z zatargów o ziemię;
przytaczam je, by oświecić, do jakiej zaciętości dochodzą nawet
litwinki, tak potulne zwykle. W czasie zatargów granicznych fona
właściciela rzuciła się z nożem w ręku na swą przeciwniczkę,
ciężko poraniła ją i jednem uderzeniem wbiła nóż pod serce koniowi, którym orano grunt sporny (sąd gminny Wiewirżański
wyrok 1875 r. 1. 50). W innej znowu gminie kobieta wskoczyła

-

22 ---

na sporny grunt z garnkiem rozstopionej smoły, którą wylała na
głowę swego sąsiada (sąd gminny Skawdwilski wyrok 1872 r.
1. 8). Litania podobna długą jest, ale dość już przykładów przytoczonych.
Jeszcze kilka słów o sprawach, których przyczyną są „szkody":
one nader charakterystyczne, albowiem rzucają jaskrawe świa­
tło na psychikę_ "ludu". We włości Skawdwilskiej wypędzano
krowę ze szkody, ale tak gorliwie, że połamano jej nogi i wybito oko; potem ją dorznięto i zjedzono. Właścicielka wystąpiła
z żądaniem 12 rub. odszkodowania; przysądzono 11 rub., ,,bo bydło teraz bardzo tanie" (wyrok 1874 r. 1. 29). W tejże włości
trójka koni zrobiła szkody tylko na 15 kop. - wedle oceny biegłych; zatrzymano je, okropnie bito i 4 doby nie karmiono. Gdy
właściciel zjawił się po nie, to był obity· aż do krwi; winnych
skazano na 5 rubli odszkodowania i s dni aresztu (wyrok 1874 r)
1. 15). W innej gminie kury i kaczki zrobiły szkody na 15 rubli,
przysądzono 7 rub. (sąd gminny Aleksandrowski wyrok 1891 r:
1. 381). W tych sprawach przedawnienie nie istnieje, sądy skazują
za szkody popełnione przed trzema i czterema laty, znacznie
jednak obniżając; odszkodowanie (sąd gminny Aleksandrowski wyroki 1891 r. 11. 381 i 4).



Niekiedy jednak kwestye podobne załatwiają się w sposób
patryarchalny, ojcowski. Pewien właściciel ziemski pow. Poniewiezkiego mówi zawsze chłopom, których bydło dwór zajął:
"to nie wasza wina, a pastuchów, przyszlijcie ich do mnie, a koni"e
czy hydło bierzcie sobie"!_ Gospodarze posyłają do dworu pastuchów, a we dworze zwykle oćwiczą ich za niedbalstwo. Okoliczni włościanie nie roszczą jednak za to żadnych pretensyi (nie
płacą odszkodowania), a nawet żyją z dworem w dobrej zgodzie,
który co prawda nigdy nie odmawia im swej pomocy.
iście

Na

zakończenie

słów

parę

o tych

przekroczeniach prawa

własności, których ludnie uważa za szkodę, nie uważa za złe. Groch

zasiany przy drodze, wolno szczypać każdemu, ale tylko nie schodząc z drogi albo nie wyłażąc z rowu; nie wolno iść dalej. Owoce
drzew przydrożnych stanowią własność publiczną, z której każdy
może korzystać. Jeżeli gałęzie drzew owocowych, zas~dzonych
nawet za ogrodzeniem, zwieszają się nad drogą lub ścieżką, to
wolno je zrywać, a tembardziej podnosić opadłe. Można też, nie
pytając niczyjego pozwolenia, spasać przejzdnym rowy przydrożne
oraz korzystać ze studzien, leżących tuż obok. Ich właściciel nie

-

23 -

za to pretensyi, ale może odmówić wiadra do
wody, lubo lud na tę odmowę patrzy bardzo krzywo,
uważając ją za dowód braku uczuć ludzkich.

ma prawa

ro:kić

zaczerpnięcia

Prawo 2wyczaiowe, jakem uprzednio nadmienił, nie zna ści­
własności ruchomej, albowiem zalicza niekiedy
do niej budowle gospodarskie. W ogóle jednak takie braki są właści­
we pojęciom prawnym, nieujętym w ścisłe normy prawa pisanego.
Ten brak podzielają wraz z prawem zwyczajowem litewskiem
prawo wielkorosyjskie i ruskie, jak świadczą prof. Pachman
i Kistiakowskij. Mimo to jednak pojęcia ludowe o własności ruchomej są o tyle rozwinięte i określone, że je można odtworzyć•
Przedewszystkiem objektem własności ruchomej są wszystkie przed~
mioty materyalne, do których wytworzenia przyczyniła się tak
lub owak praca ludzka, oraz wzajemne zobowiązania się, posiadające wartość materyalną; nie sądzę. by lud uznawał wartości
nie materyalne.. . Próbowano raz wytłumaczyć nieco otartemu
włościaninowi znaczenie honoraryum literackiego; nie mógł zrozumieć: ,.za co pytał płacą.
jeśli kto pisze prawdę,
boć
obowiązany jest głosić pra.wdę"? ,,A za robotę? - Każdy musi
pracować dla prawdy, bo tak Pan Bóg nakazuje".
W~zakże lud
rozumie wynagrodzenie z.1 usługi osobiste i społeczne; gaże urzę­
dników i sędziów przyrówuywa do zasług. Niewątpliwie wszelkie
cechy najzupełniejszej wbsności osobistej noszą rzeczy użytkowe:
odzież. stroje, ozdoby, narzędzia rzemieślnicze i t. d. v,..r zwykłej
rodzinie włościańskiej sprzęty domowe, lapasy żywności, narzę­
dzia gospodarcze, konie, bydło i wogóle cały „dobytek" stanowią
własność osobistą, ale należącą do obu małżonków. Do obu mał·
żonków też należą wytwory gospodarstwa, produkty hodowli koni,
bydła, ptactwa, ogrodowizny, owoce i t. d.
Prawo rozporządzenia przysług-uje jednak nie w stopniu równym obu małżonkom: mąż niewątpliwie ma pierwszeństwo, może
on dowolnie rozporządzać całem mieniem ruchomem oprócz bardzo nielicznych przedmiotów, które wyłącznie należą do żony,
jako to: dochody z gospodarstwa mlecznego, owoców, ogrodowizn,
ptactwa, wełny, cieląt i t. d., konie i źrebięta - to wyłączna.
jakby własność gospodarza. Warto nadmienić, iż w okolicach
w któryc1' hodowla ptactwa przybiera charakter przemysłowy
żona zaczyna powoli tracić swe prawo wyłączne doń; to samo'
stosuje się do lnu (ściślej włókna), uprawianego na sprzedaż, wo·
słego określenia

24 góle można powiedzieć, że żona może dowolnie rozpor1.ądzać tą
cu~ścią mienia wspólnego, d0 której wytworzenia najbardziej
przyczyniła się jej praca. Rozumie się kobieta zamężna może
posiadać swoją własność ściśle osobistą, do której należą rzeczy
użytkowe! zarobek, dary i t,. d.; każdy i każda posiada to prawo.
Wogóle prawo zwyczajowe zna ścisłą własność osobistą, której
pojęcie różni się od pojęć klas wyższych; drobne różnice dotyczą .
przeważnie zakresu prawa własnościowego oraz rozporządzenia ....
Lud uznaje prawo użycia, ale zupełnie nie uznaje prawa nadużycia: pot_ępia on je bardzo surowo_.
Wedle jego pojęć nikt
nie ma prawa niszczyć swe mienie. Lud mniema też, że nikt nie
może korzystać z prawa swego na ruchomości, jeżeli jest ono
połączone z krzywdą osób trzecich.
Zdarzało się, że nad marnotrawcami na żądanie ich żon lub krewnych, a nawet domniemanych spadkobierców, uchwały gromadzkie ustanawiały opiekę.
Jest to zasada ogólna, dotąd pilnie przestrzegana; najczęściej
stosują ją gromady w interesach źon i dzieci. Poza temi ograniczeniami ogólnemi niema innych. Rzeczy znalezione w miejscach
publicznych, należą do znalazcy; jeśli znalazły je 2 osoby, to należą one do tej, która spostrzegła pierwsza.
Rzecz znaleziona
winna być zwrócona właścicielowi, który obowiązany jest wypła­
cić wynagrodzenie, t. z. znaleźne. Jego wysokość ściśle nie
określa się, ale w każdym razie musi do pewnego stopnia odpowiadać wartości przedmiotu zwróconego.
W ogóle włościanie
ukrywają zwykle rzeczy znalezione; to przywłaszczenie nie uważa
się za karygodne, lubo jest nagannem. Prawo zwyczajowe wymaga, by o tern ogłaszano publicznie. Dawniej wszystkie rzeczy
znalezione odnoszono zwykle na probostwo, a w niedzielę księża
z ambony ogłaszali o tern; gdy znależli się właściciele, wydawano
je im, zawsze żądając znaleźne!:_'"o. Zwyczaj ten nie zanikł jeszcze
zupełnie; dotąd często proszą księży, by ogłaszali z ambony o
rzeczach straconych lub zwierzętach zbłć\kanych. Ogłoszenia te
zazwyczaj skutkuj~\; znaleźne płaci się zawsze. Wedle prawa należy rzeczy znalezione składać w Urzędzie gminnym, ale ten
przepis nasi włościanie stosują tylko do zwierZL\t zbłąkanych, których przywłaszczenie uważa się za najgorszą formę kradzieży,
zwłaszcza koni.
W pojęciach ludu o prawie własnoś'ci na zwierzęta udomowione zachowało się nieco śladów przeszłości zamierzchłej ; najwyraźniej występują one w prawie bartniczem, które dotąd jeszcze
zachowało się dobrze. I nie dziw! Pszczelnictwo niegdyś posiadało dla ludu litewskiego znaczenie ogromne. Można •o niem są-

25 dzić z tych faktów, które n~m przekazali historycy, oraz d,dsiej-

szych poglądów ludowych na pszczołę. Pszczoła - ,, to pracownica Boża"; g~zechem jest nie tylko zabija<\ ale nawet drażnić
ją; pszczoła nie zdycha, lecz „umiera", a te n sposób wyrażenia je~t
bardzo rozpowszechniony. Ponieważ jest ona pracownici.\ Bożą,
przeto wolno w największe nawet święta pracować w pasiece
około ulów. Pszczoła przynosi szczęście gospodarzowi, a wiodą
się one tylko człowiekowi uczciwemu. Te wierzenia są jeszcze
dziś nader żywe; można więc przypuszczać, czem były one przed
dawnemi laty! "\Vedle Narbutta istniała nawet niegdyś nso bna
bogini: która opiekowała się pszczołar1i; *) nazywano ją jakoby
Austheja. Pisał o niej też Lasicki w swej znanej książce o „Bogach zmudzkich" (,,De diis Samogitarum''); w tej pracy znajd u.
jemy ważny ustęp, poświP;cony ówczesnemu znaczeniu pszczel•
nictwa dla kraju. Mówi też o tern Gwagnin w swej książce
o ,,Sarmacyi Europejskiej" (,,Sarmatia Europea"). Nawet jeszcze
przed laty kilkudziesięciu ta gałąź gospodarstwa posiadała znaczenie niepoślednie: pszczelnictwo bartne upadło zupełnie około
18-lo r. Pozostały tylko pasieki, ale ich liczba do niedawnych
czasów zmniejszała ~ię coraz bardziej, dzięki przeważnie rozwojowi
rolnictwa. Dodam, że Statut Litewski ochraniał je bardzo gorliwie, skaznjąc winnych niszczenia barci na ogromne grzywny
(rozdział X. art. 3 punkty 3, 4 i 5 oraz art. 13 i 14).
Dziś pszczelnictwo ma znaczenie bardzo podrzędne, mimo to
jednak cieszy się wielkiem uznaniem śród ludu; mieć ~ak najwię­
cej ulów, jest dotąd jak najgorętszem pragnieniem włościan miejscowych. Pszczół kupić nie można, wic~c wieśniak stawia ul pusty
na drzewie, rosna.cem na jego gruntach, lub w ogrodzie, a nawet
niekiedy w lesie, ale zawsze „na szczęście'' jakiejś młodej osoby,
która słynie ze swej praw ości. Jeżeli rój osiedli się w ulu, staje
się własnością tego, do kogo należał ul, oraz do tej osoby, na
której szczęście postawiono go, rozumie si{: - stosuje si{~ to tylko
do ulów postawionych na gruncie własnym. Tacy współwłaści­
ciele roju nazywajzi. się bitnikami {po litewsku -- bicziules, od
bittes -- pszczoła), a spółka taka zwie sic, bitnictwem (bicziuliste).
Kto pierwszy rój zobaczył, ten <los taje coś tak smacznego do jedzenia, jak miód, oraz podarek drobny; kto pomógł z<ljąć go,
ten otrzymuje koszul(, i s1iodnie, jeśli jest 1m;żc.zyzną, koszulę zaś
bardzo długą, je:'.;li jest kubietq. Robi sil, to, by pomocnicy nie

*) Dzieje
str. 78.

starożytne

narodu litewskiego.

'Wilno 1835 r.,

tom I•

-

26 -

,.. zuli zazdrości, bo zabija ona pszczoły. Jeśli właściciel widział
rój ulatujący, to śledzi go; gdy osiądzie w lesie, to zabiera do
własnej pasieki; jeżeli zaś osiedli się w ulu, to właściciele roju
i ula stają się bitnikami. Właściciel ula winien pszczoły doglądać
a na rok przyszły oddać połowę miodu temu, z którego pasieki
wyle.ciał rój; tem się bitnictwo to kończy. Jeżeli jeden z współ­
właścicieli roju nie ma szczęścia do pszczół, to ustępuje go za
kieliszek wódki lub szklankę piwa, ale połowę miodu otrzymuje
coro~znie. Rój niepostrzeżony należy do tego, na czyim gruncie
osiadł, ale właściciel (gruntu) winien wyszukać tego, z czyjej pasieki ów rój wyleciał; jeżeli znajdzie, stają się oni bitnikami.
Bitnictwo bywa dwojakiem: jednorocznem pomiędzy właści­
cielem roju i ula oraz stałe, trwające aż do śmierci jednego z bitników lub utraty prze z właściciela roju wiary w uczciwość swego
wspólnika. Oid·rnie połowy miodu zebranego - to dług honorowy, o który bitnik nie ma prawa upominać się, ale nigdy nie
zdarza się, by zapomniano o tern. Niepotrzebna jest zgoda osoby,
na której szczęście osadza się rój; owszem -- ta okoliczność winna
pozostać w tajemnicy, az nie wręczą jej połowy miodu otrzymanego. Dotąd zdarza się, że bitnikami są nawet wielcy właściciele
ziemscy z najzwyklejszymi włościanami, ale tylko bardzo popu•
larni i szanowani przez lud. Zdarza się, że ,,wieśniak lub wieś­
niaczka... w najświąteczniejszem ubraniu zajeżdża przed dwór,
wyjmuje garnki i miodem i udaje się z nimi" do pana lub pani,
bywa przyjmowany jako gość w pokoju i ugoszczony za stołem
paf1stwa; rozmawiają z nim po żmudzku". Ten zwyczaj zachował
się tylko na głębokiej Żmudzi, lubo bitnictwo jest bardzo rozpo •
wszechnione nietylko śród włościan, ale nawet śród szlach ty
zwłaszcza zagonowej. Zdaje się, jak gdyby lud uważał za zaszczyt
pozostawać w stosunkach
bitnictwa z wybitnemi jednostkami,
które otacza czcią i szacunkiem. Tak zmarły ks. Moczulski, proboszcz reform owa ny w Birżach, miał kilkudziesięciu bitników
nawet śród włościan katolików ....
Widzimy więc w tych zwyczajach, ktore objąłem nazwą
prawa bartnego, dużo przeżytków .doby zamierzchłej; nie spoty•
kają się one w takiej ilości w innych dziedzinach ludowego prawa
rzeczowego, lubo i tam ich nie brakuje. Wedle ludu nie wolno korzystać z cudzych rzeczy lub zwierząt; prawo zwyczajowe surowo
potępia i karze takie nadużycia. Przytaczam parę przykładów
rzucająch jaskrawe światło na tę kwestyę. \\T jasną noc księży­
cową kilku wyrostków złowiło na pastwisku cudze konie; hasało
na nich; sąd gminny Erżwiłkowski wyrokiem z r. 1874. za I. 23.

-

27 -

skazał winnych na chłostę. W gminie K wietkowskiej za obcinanie
ogonów końskich, ćwiczono winnego (wyrok 1889 r. 1. 24). W gminie Skopiskiej dano włościaninowi list do przeczytania; przeczytał i podarł na drobne ka wałki, nie pytając pozwolenia właści­
clela; &ąd wyrokiem swym z r. 1879 za 1 1, skazał go na chłostę.
Wogóle zasada, że każdy ma prawo rozporządzać się rzeczą doń
należącą, występuje jak najwyraźniej z zastrzeżeniem, o którem
wspomniałem uprzednio.
Zna. jednak prawo zwyczajowe prastary przeżytek wspólnoki rodowej. W razie konieczności ratowania życia ludzkiego
lub grozy klęski spolecznej, wolno nawet g.vałtem wziąć przedmioty,
niezb~dne do ratunku. Wedle ludu wzbronienie korzystania z nich
w tych wypadkach, jest nie tylko czynem nie ludzkim, grzechem
ciężkim,
ale nawet przestępstwem, karanem bardzo surowo.
„W tych wypadkach nietylko nie pytają zwykle pozwolenia lub
zgody na skorzystanie z przedmiotów, mogących służyć przy ga
szeniu pożaru lub ratowaniu mienia od ognia, ale nawet gwałtem
biorą te rzeczy, do kogoby one nie należały, czy do włościan,
czy też do osób stanów innych 11 - mówi p. Friedman str. 83.
I rzeczywiście tak jest: byłem świadkiem, jak zabrano gwałtem
konie włościańskie, konieczne do wożenia wody w czasie pożaru.
Gdy paliła się pewna wieś, mieszkańcy zabrali gwałtem konie
dworskie, bo właściciel ziemski ich nie dał dobrowolnie; chciał
on potem wytoczyć proces włościanom, ale pod naciskiem oburzonej opinii publicznej cofnął ten zamiar. Vv ogóle ta zasada
uznaje się niemal powslechnie; chyba rzadko kto nie podziela
tego poglądu.
Prawo zwyczajowe, jakem wspomniał powyżej, posuwa się nawet o wiele dalej: karze ono - surowo takiego rodzaju postępki.
Wiem dobrze, iż w r. 1887 w czasie rozlewu Muszy dwaj chłopi,
przeprawiając si~ przez rzekę, zaczęli tonąć, bo czółno przewróciło
się; widzieli to włościanie orzący swe grunta.. Na brzegu znalazła się łódka i wiosła, ale jej właściciel nie dał: ,,ani umiecie
ani co! I sami utoniecie i czółno utopicie"! Włościanie wzięli j ~
gwałtem, właściciel jednak bronił i nawet uderzył jednego z ratujących; poturbowano go. Ludzi ton-1cych wyratowano. W kilka
~ygodni potem sąd gminny Poswolski z własnej inicyatywy pobiągnął go do odpowiedzialn0ści ka1 nej, co zdarza się bardzo
rz~dko. Gdy na posiedzeniu sądowem wyjaśniły się okoliczności
, e1 sprawy, skazał go "za odmowę pomocy ginącym i derpiącym''
ra chłostę i grzywny; nadmieniam sam sąd, wbrew prawu,
:1atychmiast wykonał wyrok. Nasz włościanin prawdopodobnie nie

28 postąµilby

tak, był to Lotysz, kolonish. Wi_adomo też dobrze, że
s,tdy włościański,, odrzucają skargi osób, wnoszących je za samowolne zabranie koni, niezbędnych do sprowadzenia księdza
lub lekarza., ale tu ostatnie tylko w wypadkach wyjątkowych.
Niekiedy nawet skazują one winnych na grzywny, areszt lub
chłostę ... w razie czegoś nadzwyczajnego, oburzającego. Wątpli­
wem jest, czy wolno zabrać cudze konie, by ścigać złodziejów?
\V niektórych okolicach niewątpliwie - tak, w innych - nie,
żadnej zasady stałej dopatrzyć się tu nie można, albowiem wszys-'
tko zależy od okoliczności miejscowych.
Pozostaje mi teraz omówić darowizny wedle prawa zwyczajowego. Przedewszystkiem podkreślam, iż lud nasz nie zna stałego
a jasnego określenia darowizny; zreszt,i to rzecz zwykła w prawie zwyczajowem, nieznającem zadnej kodyfikacyi, Niew,ttpliwie
jt-!dnak istnieją pewne poglądy, w których trzebcL 1.•względnić prastare przężytki oraz brak myśli przewodniej; zwyczaj obdarowywania nie jest rozpowszechniony. Każdy ma prawo darować tę
tylko rzecz, która należy do,i wyłącznie; jeżeli składają sie niekiedy dary od osób zbiorowych, czy też maUonków, to ta okoliczność podkreśla się za\vsze Nie mniej zasadniczymi rysami µojt~ć naszego ludu o darowiznach są ich obrzędowość tudzież moźno~ć odebrania darów w razie zmiany okoliczności.
Do obrzę­
dów weselnych nale},y też wzajemne obdarowywanie się. Matka
chrzestna winna zawsze darować dziecku koszulkę, czepeczek
i krzyżyk; narzeczona obdarza narzeczonego, narzeczony zaś- ją
i t. d. W tych razach zwyczaj mniej więcej określa rodzaj i wartość d;irów. Muszę tu nadmienić, iż obdarowani poczuwają się do
obowiązku wywzajemnienia się darami, których wartość wogóle
winna odpowiadać wartości otrzymanych. Dar nie stanowi bezwarunkowej własności osoby, której go ofiarowano; jeże~i warunki zmienią sie::, to należy go zwrócić.. . J estto zasada ogólna,
którą uświęcają nawet wyroki sądów gminnych. Przytaczam przykład, nader charakterystyczny. Narzeczony darował swej lubej
w zajezdnym domu przy traktamencie „po znajomości w miłości"
zegarek, rękawiczki i rubla, gdy atoli poślubiła ona innego, zażądał w drodze sądowej zwrotu darowanych rzeczy. Luba wy:-;tąpiła z powództwem o zwrot obrączki i chustek darowanych mn
wedle zwyczaju. Sąd gminny Kiejdański, rozważywszy tę spraw~,
uznał, iż podarki narzeczonego kosztowały o 6 rub. więcej niż
dary narzeczonej, przeto skaZJ.ł ją na zapłacenie mu 6 rub.; luba
zapłaciła (wyrok 1883 r. 1. 57). Takie wyroki spotykamy, ale dość

-

29

rzadko, bo sprawy podobne nie dochodzą zwykle do sądów
gminnych.
Objektem darowizny mogą być wszelkie przedmioty krom
metalowych, zwłaszcza ostrych: nie godzi się wedle ludu dawać
podarki podobne, bo mogą wywołać one kłótnie i nieporozumienia wzajemne, a nawet nienawiść. Jest to wierzenie bardzo rozpowszechnione. By uniknąć złych skutków, które wywołuje podarowanie przedmiotu metalowego, należy zapłacić zań, chociażby
najlichszą monetką, ale miedzianą.
Jeżeli ktoś otrzymał w darze
szpilki, igły lub nożyce, wogóle przedmioty bardio ostre, to wi•
nien obdarującego z lekka ukłuć.
Mogą też być przedmiotem
darowizn nieruchomości n. p.
ziemia. W tym wypadku ostatnim lud ściśle odróżnia własność
niewolną, ukazową, rodową ,,od wolnej, nabytej". Parę słów o darowiznach pierwszego rodzaju. Zdarzają się one nader rzadko;
mówiąc ściśle, należy je nazwać zamaskowaną formą dziedziczenia spadkowego. Darowizny podobne nie zdarzają się nigdy, jeżeli gospodarz ma dzieci; niekiedy natomiast praktykują się one,
gdy w ten sposób chcą przekazać grunta dzieciom adoptowanym
czy przy-branym lub wychowańcom. Dawniej taki akt darowizny
był słowny i mimo to stosowarro się doń święcie ; dziś sporządza
się go w drodze rejentalnej, ale najbliżsi krewni zawsze .starają
się go obalić. ,,Sprawy podobne wszczynaj4 się zawsze w sądach
gminnych, które zwykle takie powództwa uznają za słuszne
i prawne" - mówi p. Friedman str. 80. Przytaczam tu przykład
odpowiedni. Pewien wło:kianin swój grunt nadany - 8, 5 dies.
- darowuje swemu pasierbowi „za jego stalą przychylność i po•
słuszeństwo oraz przywiązanie". W akcie darowizny powiedziano,
że kto zechce obalić tę jego wolę, winien będzie zapłacić obdarowanemu 300 rub. _(gmina Dryświacka, księga umów, 1879 r.
1. 3). Jest to zwykły warunek, który choć poniekąd zabezpiecza
obdarowanego. Niekiedy nasi włościanie podarowujć~ grunta wolne,
ale bardzo rzadko, bo w takich razach stosują się zwykle do poglądów swych n·ajbliższych krewnych, stanowiących coś w rodzaju rady rodowej; nie zdana się prawie, by zgodziła się ona
na us:rnięcie krewniaków od spadku. Umowy potlolmP- za,"·~ze
zawierają się w drodze notaryalnej; są one zupełnie prawne, a zatem wykonalne. Innych form darowizny nieruchomości lud
nie zna.
Ruchomości wogóle są najczęściej przedmiotami, które lud
ofiaruje jako dary. Powyżej nadmieniłem, il bardzo cz~sto dary
noszą cechy obrzędowe. Do nich nalezą te, które lud składa nie-

-

30 -

kiedy osobom powaźanym w dowód swego uznania i szacunku:
jeżeli na weselu był ksiądz lub inny gość poważny, to zawsze

gospodarstwo go obdarza. Wedle zwyczaju należy kobietom, zbiew lasach pańskich jagody, grzyby czy orzechy, stawić
się we dworze z da·rami np. koszykiem jagód lub.orzechów, wiankiem grzybów suszonych i t. d. Często zdarza się, iż darami lud
okazuje swoją wdzięczność; w ten sposób niekiedy wyraża on
swe uznanie dla lekarzy lub adwokatów... Jestto naddatek, bo
honoraryum zwykłe płaci się zawsze ...
Na końcu słów parę o podarkach przedślubnych
poślubnych; przedewszystkiem o pierwszych.· Są one konieczne, niezbędne: narzeczony musi obdarzyć swoją narzeczoną, ta zaś narzeczonego. W różnych okolicach kraju
dary owe różnią się, ale bardzo nieznacznie; w każdym razie narzeczona winna złożyć w darze ręczniki lub płótno własnej roboty. Obdarza ona nietylko oblub:eńca, ale i inne osoby, uczestniczące w obrzędach weselnych; sama też otrzymuje dary odpowiednie. Dary poślubne są nader rzadkie; wogóle w okolicach
ściśle litewskich nie istnieje, bodaj, ani najmniejszy ślad „poldarku porannego" (Morgengabe), ale w powiatach nadgranicznych
ub u ludności mieszanej z białoruską niejakie przeżytki tego
zwyczaju można spotykać. Nie umiem wykazać ich pochodzeni ~
chociaż ludy słowiańskie, tak pokrewne litewski.emu, znały go.,
W południowo-wschodniej części pow. Nowo-Aleksandrowskiego
o ludności litewsko-białoruskiej, rytuał weselny zachował ślad podarku porannego: jest to dar, który składa pan młody swej żonie
nazajutrz po nocy ślubnej; otrzymuje też ona dary od rodziców
mężowskich. Inne obrzędy weselne, które następują potem, wskazują, iż owe dary są odszkodowaniem za wianek ... Zresztą zwyczaje owe oraz pokrewny im zwyczaj „pokładzin" należą stanowczo do zamierających* W wyrokach sądów ludowych, których
przejrzałem sporo, znalazłem tylko jeden wyrok, który tu przytoczę zaraz, ale uprzednio nadmienię, że, mojem zdaniem, stanowi
on wyjątek: mniemam - lud litewski nie uznaje prawa odszkodowania za wianek. W pow. Wiłkomierskim robotnica wiejska
wystąpiła z powództwem, żądając odszkodowania za wianek orar.
wypłacenia należnych jej 5 rub.; zapozwanym został pracodawca,
miejscowy zamożny włościanin. Na posiedzeniu sądowem oskarżenie
zostało stwierdzonem ale tylko w części pierwszej; strony pogouziły
się za 7 rub. odszkodowania (sąd gm. Towiański wyrok 1890. l. 33.).
rającym

Jan H:itm·t.
*) Swad'ba u litowskich Biełornsow (Wernlc Białorusinów litewskich)
Pami~tni k gub. Kow. 18~4 r. Nr. 141.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.