e86a5e9550f400ac2f820abcd9b5a0ae.pdf
Media
Part of Polemika / Lud, 1923, t. 22
- extracted text
-
* 164
10. E. Frankowski: Drzewo w obrzędach ludu polskiego. 6/VI.
11. K. Moszyński: Kijanka na ziemiach polskich. 12. K. Moszyń
ski : Badanie etnograficzne na Polesiu. Sekcja piąta pracowała wogóle
bardzo intensywnie i wygłosili na niej też inni Słowianie bardzo wiele
ciekawych referatów.
Następujący Zjazd odbędzie się w r. 1927 w Polsce, w Warszawie,
a będzie oczywiście jeszcze ściślejszem umocnieniem tak ważnej współ
pracy narodów słowiańskich na polu naukowem.
POLEMIKA.
W odpowiedzi p. L. Kozłowskiemu.
Na skutek treści recenzji prof. L. Kozłowskiego dotyczącej T. VII
Wiadomości Archeologicznych, która została ogłoszoną w „Ludzie“,
(Seija II, tom I, zesz. III—IV), jestem zmuszony do założenia protestu
przeciw wciąganiu mego nazwiska do porachunków osobistych pomiędzy
niektórymi archeologami.
Oświadczam kategorycznie, że p. Sawickiemu nie dawałem żadnych
odbitek zdjęć dowodowych w sprawie ś. p. Erazma Majewskiego. P. Sa
wicki zawdzięcza je przeto wyłącznie tylko p. Krukowskiemu, który przed
kilku laty zwrócił się do mnie z prośbą o odfotografowanie kilku rycin
z dzieł archeologicznych ś. p. E. Majewskiego i autorów innych.
Zadośćuczyniłem wówczas prośbie p. Krukowskiego, skoro jednak
później p. Krukowski wystąpił bez porozumienia ze mną z zarzutami
przeciw p .Majewskiemu w referacie wygłoszonym na posiedzeniu Sekcji
Antropologicznej T. N. W. — odmówiłem wówczas zaaprobowania tej
pracy p. Krukowskiego do druku w wydawnictwach naszej Instytucji.
Mam niestety przeświadczenie, że powyższe nadużycie w stosunku
do mego nazwiska miało na celu wywołanie niesnasek pomiędzy mną,
a ś. p. Erazmem Majewskim, ponieważ pewnej grupie archeologów bardzo
zależało na tern, ażeby zburzyć porozumienie, jakie nastąpiło pomiędzy
ś. p. Erazmem Majewskim a mną w sprawie przekazania Instytutowi
Nauk Antropologicznych T. N. W. cennego Muzeum prahistorycznego
jego imienia.
Co się tyczy wreszcie anonimu przesłanego podobno swego czasu
w sprawie ś. p. E. Majewskiego Ministerstwu W. R. i O. P., to do
wiedziałem się o tym wstrętnym fakcie dopiero w roku bieżącym od
prof. Kozłowskiego. Podzielam w danym wypadku najzupełniej jego
zdanie, że światło dzienne byłoby najskuteczniejszym środkiem zarad
czym przeciw panoszeniu się podobnej atmosfery moralnej w kołach
archeologicznych.
Warszawa.
KAZIMIERZ STOŁYHWO.
165
P. L. Kozłowski jest autorem dwu kolejnych recenzyj „Wiadomości
Archeologicznych“, zamieszczonych w „Ludzie“, tomu VI-go, w zeszycie
I-ym (t. I, serja II) „Ludu“ i VII-go, w zeszycie III—IV (t. I, serja II)
tegoż wydawnictwa. Tej okoliczności zawdzięczam krytyczną ocenę prac
moich, drukowanych w wymienionych tomach „Wiadomości Archeolo
gicznych“. Pierwsza z nich, dotycząca pracy p. t. O metodzie badań
stanowisk otwartych (wydmowych), utrzymana w tonie żar
tobliwym i życzliwie pobłażliwym, nie nadawała się do dyskusji, pomi
nąłem ją przeto milczeniem. Druga zas, dotycząca pracy p. t. Przy
czynek do znajomości techniki obróbki krzemienia“
(„Wiad. Arch.“, t. VII) ze względu na swój charakter i treść wymaga
sprostowania pewnych nieścisłości oraz wyświetlenia pewnych faktów,
fałszywie zrozumianych i przedstawionych przez autora rencenzji.
Odpowiadając na zarzuty i krytyczne uwagi L. Kozłowskiego, na
wstępie muszę zaprotestować przeciwko błędnemu informowaniu czytel
ników o pracy przezeń rozpatrywanej. Autor recenzji pisze, iż jako
narzędzie „pośrednie, używane przy łupaniu (moje podkreślenia)
wiórów — uważam ł u s z c z k ę“. Jest to zupełnie mylne, gdyż nigdzie
łuszczki nie nazywam narzędziem pośredniem i za takowe jej nie uwa
żam. Wystarczy uważne przeczytanie pracy mojej, ażeby się o tem
przekonać. Wysuwam natomiast umotywowane przypuszczenie, iż na
rzędziem pośredniem, którem posiłkowano się przy odbijaniu wiórów od
rdzenia „był zapewne łuszcznik“. Dlaczego recenzent zamiast terminu
łuszcznik używa — łuszczka i informuje czytelników, że to ja się tym
terminem posługuję — nie wiem. Być może, iż przyczyną tego jest
„krótkowzroczność“ L. Kozłowskiego, na którą się powołuje w odpo
wiedzi swojej prof. J. Kostrzewskiemu na Jego krytykę „Grobów me
galitycznych na wschód od Odry“.
Przy sposobności autor recenzji wyraża swe oburzenie z powodu
wprowadzania, jak się wyraża, „nowotworów“, które, zdaniem jego,
wywołują „zamęt“ w „nieustalonej naszej terminologji“. Właśnie dlatego,
że nasza terminologja prehistoryczna jest jeszcze nieustalona, niezbędnem
jest jej ustalenie, do czego jednak nie prowadzi posiłkowanie się „utartemi“ terminami, jak tego chce L. Kozłowski, gdyż nie zawsze są one
słuszne i wystarczające. Co się tyczy terminu „tabliczka rdzeniokształtna“
jest on conajmniej niefortunny i należało go zastąpić innym. Skoro autor
recenzji jest innego zdania, mógł był wysunąć bardziej rzeczowe argu
menty niż cytowane powyżej.
L. Kozłowski przypisuje mi, iż w terminie łuszczka (powinno być
łuszcznik) „mieszam ze sobą dwa pojęcia, mianowicie tabliczkę rdzenio
kształtną i naciskacz“. Otóż muszę wyjaśnić, o czem zapewne L. Ko
złowski nie wie, iż co innego jest typ morfologiczny danego wytworu
krzemiennego, a co innego jest jego praktyczne zastosowanie. Dlatego
też użytkowanie łuszcznika mogło być różne, tem niemniej łuszcznik,
jako określony typ morfologiczny istnieje, niezależnie od tego czy po
siłkowano się nim jako naciskaczem, czy też jako narzędziem pośredniem.
Wynika to wyraźnie z przedstawienia mojego tej sprawy w omawianej pracy.
166
Wyniki negatywne doświadczeń autora recenzji z łuszcznikiem
niczego jeszcze nie dowodzą, gdyż niewiadome mi jest, w jakich wa
runkach zostały one wykonane, jak również nieznane mi są : znajomość
surowca oraz techniki obróbki krzemienia, jakoteż stopień zręczności eks
perymentującego. Śmiem bowiem przypuszczać, iż L. Kozłowski otrzy
małby również wyniki negatywne, gdyby zechciał sporządzać, nawet
z gotowych półwytworów, takie narzędzia jak : rylce, ostrza Gravette,
ostrza Iaurowate, płoszcze neolityczne i t. p., a przecież trudnoby na
tej tylko podstawie poddawać w wątpliwość autentyczność tych wytwo
rów. Z tych względów uważam, iż zarzuty L. Kozłowskiego są nieuza
sadnione i wypadnie mi zaczekać na bardziej ważkie argumenty, które
rzecz wyświetlą skutecznie.
Co się tyczy rdzeni, jako narzędzi, autor recenzji uważa wywody
moje „za bezpodstawne“. Mogę zaznaczyć, iż podniesienie tego zagad
nienia nie jest wyłącznie moją własnością, o czem recenzent może się
przekonać przeczytawszy uważnie cytowaną przezemnie literaturę. Od
siebie dodałem bardzo niewiele i zagadnienie to uważam za nierozstrzy
gnięte w sposób ostateczny. Z tego co pisze a priori L. Kozłowski
0 rdzeniach wynika, iż nie utrzymuje On stałego kontaktu z materjałami rzeczowemi, których dokładna znajomość jedynie umożliwia poznanie
techniki obróbki krzemienia. Dowodzenia L. Kozłowskiego, dotyczące
rdzeni, jako nieuzasadnione i najzupełniej nierzeczowe pomijam.
Oburzenie L. Kozłowskiego z powodu przypisku, prostującego nie
ścisłości zawarte w „Powiecie stopnickim“ jest dla mnie zrozumiałe,
gdyż ma ono podkład uczuciowy. Autor recenzji był długoletnim współ
pracownikiem E. Majewskiego i Jego wiernym uczniem, bo nawet me
todę pracy odeń przyjął, zatem zawdzięcza Mu bardzo wiele. Uważał
też i uważa „Powiat stopnicki“ za wzór pracy naukowej, godny naśla
dowania, nie dziwią mnie przeto Jego zachwyty na ten temat. Wyraz ć
należy tylko żal, iż jako długoletni współpracownik „Swiatowita“
1 Muzeum E Majewskiego nie zechciał wyjaśnić tych fatalnych nieścisł ;ści,
zawartych w „Powiecie stopnickim“. Niestety, przedwczesna śmierć
E. Majewskiego pokryła tę przykrą sprawę nieprzeniknioną tajemnicą1.
Niesmaczną i niedopuszczalną wprost jest tendencja autora recenzji
nadania całej tej sprawie jakiejś intrygi przeciwko E Majewskiemu,
której wyrazem ma być opublikowanie przezemnie owych nieścisłości.
Otóż oświadczam, iż o anonimie, przesłanym do Min. W. R. i O. P.,
0 którym wspomina L. Kozłowski, dowiedziałem się od Niego po raz
pierwszy już po wydrukowaniu mej pracy ; na posiedzeniu Sekcji Antro
pologicznej T. N. W., na którem była przedstawiona „treść tej notatki“
(mojego przypisku) nie byłem, gdyż wogóle w tym czasie byłem poza
Warszawą. Opublikowując owe nieścisłości żadnego innego celu, jak
wyświetlenie tej sprawy, niezbędne ze względów rzeczowych, nie miałem
1 innemi względami nie kierowałem się.
Warszawa, 18 lipca 1923.
LUDWIK SAWICKI.
167
W odpowiedzi p. L. Sawickiemu.
Przy opisie nowego typu wyrobu przysługuje każdemu autorowi
prawo nadać mu nazwę, która zyskuje prawo pierwszeństwa i temsamem
staje się terminem naukowym. W prehistorji nie posiadamy terminologji
łacińskiej i dlatego zmuszeni jesteśmy tworzyć w każdym języku własną
terminologję i tu albo podajemy możliwie bliski termin do ustalonego
w innym języku, albo też gdy takiego terminu niema lub tłumaczyć się
do downie nie da, tworzymy termin własny, a raz utworzony termin,
zwłaszcza jeżeli dany typ został raz opisany i ilustrowany, staje się ter
minem naukowym i obowiązuje autorów piszących później w tym przed
miocie. Późniejsza praca polega na precyzowaniu jego znaczenia w związku
z pojęciem, któremu odpowiada. Wprowadzanie przez każdego autora
własnej terminologji jest niezgodne z naukową tradycją, wprowadza nie
potrzebny zamęt, temsamem jest nienaukowe, a także nowotwory nie mogą
mieć pretensji do naukowego terminu. Pozytywną i niezmiernie cenną
pod tym względem pracą jest słowniczek niemiecko-polski prof. J. Kostrzewskiego, który powyższych zasad najściślej przestrzega i on jedynie
może być uzupełniany, a w rzadkich przypadkach, o ile zastąpiono termin
opisem, poprawiany. Nowotwory zaś p. Krukowskiego i p. Sawickiego
poza rzadkiemi przypadkami, gdy opisują nowe formy czy typy, są nie
uzasadnione i naukowego znaczenia mieć nie mogą. Przykład z łuszczką
(termin p. St. Krukowskiego), łuszcznikiem (termin p. Sawickiego) i ta
bliczką rdzeniokształtną *) (termin Majewskiego powszechnie przyjęty)
jest tu ilustracją.
Zarzut złego przeprowadzenia moich doświadczeń nad łupaniem
wiórów przy pomocy tabliczek rdzeniowatych byłby uzasadniony, gdyby
doświadczenia p. Sawickiego dały wynik pozytywny. Tak jednak nie
jest, są one tak samo negatywne jak moje, a więc na równi z mojemi
świadczą przeciw twierdzeniom autora. Pozytywne wyniki przy łupaniu
wiórów otrzymać możemy na innej drodze wskazanej na s. 273 w mojej
pracy „Epoka kamienia na wydmach wschodniej części wyżyny Mało
polskiej“, 1923. Natomiast tabliczki rdzeniowate należy jak dawniej
odróżniać od naciskaczy, które to wyróżnienie przeprowadziłem jeszcze
w r. 1914, opisując wyroby krzemienne z Babiej Góry w Iwanowicach2).
W sprawie rdzeni jako narzędzi odpowiedź p. Sawickiego prócz
zarzutów pod moim adresem, że brak mi znajomości literatury i kon
taktu z materjałem, nie zawiera nic nowego, na zarzuty te zaś mogę
p. Sawickiemu nie odpowiadać.
Rzeczowa strona napaści na Erazma Majewskiego przez p. Sawic
kiego nie wymaga z mej strony żadnych dalszych uwag. Jeżeli ktoś
uważa, że wszystko jest w porządku, to trudno z nim dyskusję prowa-
') Utarła się obecnie forma językowo poprawniejsza: tabliczka rdzeniowata.
) Wyróżnienie to nie jest zresztą nowe i jest powszechnie przyjęte za
równo w literaturze francuskiej jak i niemieckiej.
168
dzić> Co do sprawy anonimu, to nigdy jego autorstwa nie inkrymino*
wałem p. Sawickiemu. W recenzji mojej przedstawiłem znany mi stan
faktyczny sprawy. Swą notatką p. Sawicki dał mi możność poczynienia
pewnych wyjaśnień. W czasie całej tej afery p. Sawicki był w kraju
nieobecny. Stwierdzam też, że wedle mego najgłębszego przekonania,
osoba p. K. Stołyhwy ze sprawą anonimu niema związku.
PROF. DR. LEON KOZŁOWSKI.
Druk ukończono 30 czerwca 1924.
