dd41e9831b95a6ef118402890173cfb6.pdf
Media
Part of O organizację pracy nad melodjami ludowemi/ Lud, 1922, t. 21
- extracted text
-
ADOLF CHYBIŃSKI.
O ORGANIZACJĘ PRACY NAD MELODJAMI
LUDOWEMI.
TREŚĆ : Einogratja muzyczna po śmierci Kolberga s. 29, — Malerjały w Mu
zeum etnograficznem na Wawelu i w Zakopanem, s. 31. — Początki
pracy z pomocą fonografu s. 31. — Instrumenty muzyczne s. 32. —
Kontynuacja dzieła Kolberga z pomocą fonograficznych zdjąć s.
33. — Muzea etnograficzne i archiwa fonograficzne s. 33. — Kurs
fonograficzny s. 34. — Wskazówki dla zbieraczy nie posiadających
fonografu s. 34. — Współpraca społeczeństwa z ogniskami badań
naukowych w pracy nad zbieraniem melodyj ludowych s. 37.
Etnografja muzyczna po śmierci Kolberga.
Wraz ze śmiercią Oskara KOLBERGA (1890) nastai właściwie
kres badań r.ad melodjami polskiego ludu, a wogóle zbierania
i wydawania ich. Jego następcy starali się według niewielkich
zresztą sił swoich prowadzić dalej dzieło męża wielkich zasług,
ale poza skromne wysiłki nie wyszli. Gdy dziś spoglądamy na to,
co się u nas działa w zakresie etnografji muzycznej, dochodzimy
do przekonania, a przynajmniej odbieramy zupełnie niezamącone
niczem wrażenie, że praca nad folklorem muzycznym w Polsce
ustała zupełnie. Objaw to tern groźniejszy, że postęp kultùry coraz
bardziej zagraża melodjom ludowym, wypierając je nietylko z po
bliża miast i miasteczek, ale wprost rugując je w bardziej odda
lone połacie ziem polskich. Znikają naprzód „stare nuty“, śpiewane
jeszcze przez starców i ich najbliższe otoczenie, przekształcają
się i wypaczają melodje powstające świeżo. Bo mimo wszystko
oczywiście nie wysycha źródło inwencji melodyjnej ludu; ale bije
30
z mniejszą siłą, mniej widocznie, odchylając się od tradycji. Całe
połacie ziem naszych, dawniej głośne od śpiewu i gry na ludo
wych instrumentach, przycichły. Wojna wyniszczyła kraj nasz nie
tylko na polu dobra materjalnego ; to dobro da się odbudować.
Ale wojna, która nasłała na ziemie polskie w długotrwałą gościnę
nieproszonych gości różnego pochodzenia i wyrwała z ziem pol
skich setki tysięcy synów ziemi i przeniosła je w obce krájej
wyniszczyła, a conajmniej wypaczyła wiele melodyj ludowych pol
skich, przez to, że zaszczepiła w ludzie pierwiastki muzyczne,
które — gdyby nie wojna — nie byłyby nigdy przedostały się
do organizmu naszej ludowej pieśni, będącej najsurowszym ale
i najczystszym przejawem etnograficzno - muzycznym danego na
rodu. Klęska to ogólna narodów, które prowadziły z sobą wojnę.
O ile jednak te narody do czasu wojny i podczas niej nie usta
wały w pracy nad muzyką ludową i nie wypuszczały je] z opieki
jak dowodzi bogata zagraniczna literatura przedmiotu, o tyle u nas
nietylko podczas wojny nie odbywała się praca nad naszym folklo
rem muzycznym, ale i na długi szereg lat przed nią. Ubóstwo
publikacyj z zakresu muzyki ludowej jest przerażające ; nie można
oprzeć się wrażeniu, że wynika ono jakby z ogólnego poglądu
na pozornie wystarczające prace KOLBERGA. Tymczasem prace te,
ani nie są dostateczne ani nie wytrzymują już próby czasu i na
uki ; pomimo bowiem swego rzeczywistego ogromu dalekie są
nietylko od zupełności, ale i od metody, budzącej bezwzględne
zaufanie, oparte na kontroli. Mieszczą w sobie cenne skarby; ale
ileż razy budzą wątpliwość, gdy staramy się stwierdzić ich stosu
nek do autentycznego śpiewu ludowego, a zwłaszcza ludowego
sposobu wykonywania ich czy zapomocą śpiewu, czy instrumen
talnych środków ludu?! Dodać tu bowiem musimy w imię bez
względnej słuszności, że muzyczne wiadomości KOLBERGA pozosta
wiały wiele do życzenia i nie wystarczyły do zupełnie nienagannego
nutowego utrwalenia melodyj usłyszanych przezeń ; ileż zbio rów
melodyj wydanych przez nasze instytucje naukowe roi się od dy
letanckich błędów, nie przynoszących naszej etnografji muzy
cznej ani korzyści ani zaszczytu. A gdy już muzyka zdołano
wciągnąć w pracę etnograficzną, wtedy nie obeszło się bez retu
szów, poprawek i wygładzeń melodji, a więc bez tych zabiegów,
które w rzeczywistości fałszują autentyczny wygląd melodji —
w myśl wymagań muzyk: artystycznej, t. j. nie ludowej. Tego nie
31
brak i u KOLBERGA. Tak zatem nigdy się niema bezwzględnej
pewności, czy wydana w druku melodja ludowa odpowiada rze
czywistości, tembardzie’ że do ' rzadkości wielkich należą wyda
wnictwa, które dokładnie podają tempo, wszak ciągle zmieniające
się w wykonaniu melodji przez lud, niemal od taktu do taktu,
przez wydawców również niezawsze szczęśliwie i trafnie ozna
czonego.
Materjały w Muzeum etnograficznem na Wawelu i w Zakopanem.
W jednej tylko dzielnicy Polski praca nad. melodja nr ludowemi nie ustawała i rzec można — dotąd nie ustała: w Maiopolsce, w szczególności zaś w Małopolsce zachodniej. Przed kilkunastu
laty rząd austrjacki zorganizował zbieranie melodyj ludowych dla
zamierzonego przez się wydawnictwa „Das Volkslied in Oester
reich“. Zebrano wiele materjału, który obecnie znajduje się pod
opieką tyle zasłużonego kustosza Muzeum etnograficznego w Kra
kowie, p. Seweryna UDZIELI. Zbiory te po uzupełnieniu ich będą
przedstawiały się jako bardzo cenny materjał. Ale i w tym wy
padku nie mamy do czynienia z materjałem dającym się skontro
lować, gdyż nie zbieranym zapomocą metody jedynie nadającej
się do pracy nad etnografją muzyczną, a będącej w użyciu zagra
nicy od lat 40 !
Początki pracy z pomocą fonografu.
Metoda ta słusznie nakazuje posługiwać fię fonografem,
który melodję utrwala i daje możność przeprowadzenia kontroli
przy wydawaniu jej w druku. Pierwsze próby — i jedyne dotąd —
podjął na Podhalu prof. juljusz ZBOROWSKI (Zakopane, Muzeum
Tatrzańskie) i podpisany. Zebrano razem kilkaset melodyj, które
będą mogły być wydane według należytych metod, tak aby od
czytanie wzgl. odegranie lub odśpiewanie drukowanej melodji
było zgodne z akustycznym obrazem melodji śpiewanej względnie
granej przez lud. A tego brak było. właśnie wydawanym dotych
czas mełodjoin ludowym.
Doszliśmy do punktu, od którego rozpoczynają się wytyczne
dla przyszłych i oby jak najszybszych prac na polu polskiej etnografji muzycznej. Jakie kroki należy poczynić, aby wejść na tory
realnej pracy, nad tern będziemy mogli później zastanowić się.
32
Instrumenty muzyczne.
Obok melodji zajmują w etnografji muzycznej równorzędne
miejsce instrumenty muzyczne ludu. Tu zaniedbanie nasze
jest może jeszcze większe, gdyż lekceważy się na ogół wykonawcze,
środki ludu. Któreż muzeum etnograficzne może wykazać się kom
pletnym zbiorem instrumentów ludowych swej dzielnicy? Tymcza
sem wiele rodzajów instrumentów używanych dawniej przez lud
już zniknęło lub jest na wymarciu i nie wiem, czy wszyscy intere
sowani nawet zdają sobie w przybliżeniu sprawę z tego, jak
wielkie szkody już możemy zanotować. Brutalnie triumfalny pochóc
aparatów muzycznych w rodzaju harmonij ustnych i ręcznych
z jednej strony, z drugiej zaś wypieranie rodzi ,nych instrumentów
ludowych przez instrumenty używane dotąd tylko w muzyce arty
stycznej (flet, klarnet i trąbka!) — oto obraz niebezpieczeństw,
które, o ile nie dadzą się już odsunąć, o tyle powinny zbieraczy
i muzea etnograficzne raz nareszcie natchnąć myślą, analogiczną
do tej, która zrodziła piękne plany ochrony przyrody i rezerwa
tów. A ratunek w tej dziedzinie muzycznej etnografji jest może
bardziej niecierpiący zwłoki niż ratunek melodyj ludowych, które
w stosunku do życia codziennego są jako płody ducha trwalsze
niż instrumenty, jako płody materjalne. A więc nie lekceważyć
„bylejakiej“ piszczałki, na której pasterz gra sobie i bydłu, jest
bowiem bardzo wiele odmian piszczałek, które mieszczą w so
bie nieraz szeregi tonów, układających się w gamy odrębne
i swoiste. Nie przechodzić obojętnie obok gęśli i skrzypków, po
nieważ nie dorównują instrumentom fabrycznym; są one właśnie
niekiedy tak ciekawie skonstruowane, że można odkryć w nich
szczegóły z prastarego budownictwa instrumentalnego. Nie rzucać
pogardliwego uśmiechu w stronę większych i mniejszych basetli;
znajdziemy w nich nieraz interesujące formy. Zwrócić baczną
uwagę na różnego rodzaju ligawki i rogi (z kory drzewnej),
a zwłaszcza na dudy (zwane fałszywie kobzami) ; te bowiem osta
tnie należą do najrzadszych ludowych instrumentów, gdy dawniej —
jak o tern świadczy literatura polska od XV wieku — dźwięki
ich znała każda wieś, niekiedy i dwór.
Ważnym materjałem są malowanki, t. j. obrazki na szkle
i innym materjale przedstawiające grajków wiejskich. Jestto niekiedy
jedyny materjał dla poznania dawniejszej muzycznej praktyki.
33
Kontynuacja dzieła Kolberga z pomocą fonograficznych zdjęć.
Dzieło KOLBERGA powinno być dokonane jeśli nie powtórnie,
to w każdym razie uzupeiniane. Musimy bowiem zdać sobie jasno
sprawę z faktu, żc obok okolic Polski, zbadanych (tylko ogólni
kowo) przez KOLBERGA, istnieją przestrzenie, których ani on, ani
nikt inny dotąd nie zbadał. Melodje tych połaci etnograficznych
nie są wydane, ani też prawdopodobnie zebrane choć częściowo.
Stan ten nie znosi dalszej tolerancji i obojętności, ponieważ me
lodje ludowe, mimo niewysychającej inwencji naszego ludu, giną,
a conajmniej tracą swój pierwotny, w większym niż obecnie sto
pniu swoisty charakter. Nie można jednakże pracy dokonywać
metodą KOLBERGA, t.j. bez ścisłej kontroli; w przeciwnym razie
będzie to praca połowiczna, nie wytrzymująca ścisłej krytyki,
gdyż daleka od oddania rzeczy wistego .obrazu ludowej melodji,
a zwłaszcza — czego najwięcej brak właśnie dziełu KOLBERGA —
wykonawczego stylu ludowej muzyki, który sprawia, że np. me
lodje zawarte w zbiorze KOLBERGA, nawet podane wiernie, nie są
tern, czem są w rzeczywistości, gdy je lud śpiewa lub gra. Przy
pominają mowę człowieka, który zna wyrażenia ludowej gwary,
ale mówiąc nią źle akcentuje i intonuje i w ten sposób pozbawia
gwary jej najswoistszego wyrazu. O takich próbach notowania
melodyj przez KOLBERGA mawiał CHOPIN: „Dobre chęci, za wąskie
plecy“. Dziś niestety nawet dobrych chęci niewiele, mimo że
„plecy“ stały się... szersze. Rozporządzamy bowiem aparatem,
którym już od 40 lat posługują się etnografowie muzyczni. Jestto
fonograf utrwalający melodję w sposób nienaganny i dozwalający,
zapomocą nut przedstawić najwierniejszy obraz melodji, ponieważ
stanowi równocześnie nieomylną kontrolę dla zapisującego melodję.
Blůze'1 etnograficzne i archiwa fonograficzne.
Wałki względnie płyty fonograficzne z chwilą sporządzenia
z nich metalowègo (cynkowego) odlewu, zebrane w większej ilości,
posortowane według wsi albo rodzą,ów mogą stanowić — jak to
widzimy u obcych — „fonograficzne archiwum“ etnograficznego
muzeum. Oto sposób chronienia melodyj ludowych przed zagi
nięciem, oto sposób zachowania „starych nut“, t. j. melodyj, które
po pewnym czasie skazane są na wymarcie, gdyż warunki kultu
ralne, wśród których mogły istnieć, zmieniły się zasadniczo.
Lud. T. XXI.
3
34
Ściśle rzecz biorąc, każde muzeum etnograficzne, czy w większem mieście, czy na prowincji, powinno posiadać fonograf (EDI
SONA lub PATHÉ) i gromadzić materjały dla celów naukowych
(wydawniczych). Nie wątpię ani na chwilę, iż nie brakłoby jedno
stek muzykalnych (niekoniecznie muzyków), które, będąc w ści
słym lub luźnym kontakcie z muzeami etnograficznemi, mogłyby . *
pracę nad zbieraniem melodyj zapomocą fonografu podjąć i pro
wadzić skutecznie. Niestety fonograf jest dziś aparatem koszto
wnym i stanowi na polskich ziemiach rzadkość niewątpliwie większą,
niż mikroskop, choć jest oczywiście bez porównania tańszy, niż
ten ostatni. Gruntowna reforma waluty pozwoli muzeom nabyć
ten niezbędny środek naukov/y, a ze względu na jego nieodzowność będzie to jeden z pierwszych nabytków, tembardziej, że
wszak etnografja muzyczna leży u nas oddawna odłogiem i wy
maga bardzo szybkiego, niezwłocznego rozpoczęcia pracy.
Kurs fonograficzny.
Zanim to nastąpi, niezbędne będzie urządzenie kursu fono
graficznego dla zbieraczy melodyj desygnowanych przez muzea.
Tu pomoc Ministerstwa W. R. i O. P. będzie musiała okazać się
w całej pełni zrozumienia zadań, tak ważnych dla nauki i kultury
narodowej. Urządzenie kursu będzie dowodem inicjatywy ze strony
muzeów i towarzystw naukowych i etnograficznych, oraz krajo
znawczych. Nie należy łudzić się, że sprawa melodyj ludowych
„powinna“ interesować instytucje muzyczne. Wszak tu chodź;
0 objekty etnograficzne, naukowe, nie zaś o sprawy twórczości
artystycznej i nauczaria twórczej lub wykonawczej praktyki mu
zycznej. Zbieranie melodyj ludowych i instrumentów etnografi
cznych nie wymaga żadnych specjalnych studjów z zakresu teorji
1 praktyki muzycznej.
Wskazówki dla zbieraczy nie posiadających fonografu.
Natomiast jak długo nie można zbierać melodyj ludowych
zapomocą fonografu (z powodów wyżej podanych), tak długo
niewątpliwie tylko muzycznie nrzygotowane jednostki mogą być
wzięte w‘ rachubę. „Muzycznie przygotowane jednostki“ t.zn. te,
które umieją z zupełną ścisłością zanotować melodję ludową graną
35
iub śpiewaną, według słuchu przy wielokrotnie powtarzanej kon
troli. Nigdy nie można ufać swemu słuchowi bezwzględnie. Prawa
rytmu, metrum, tempa, taktu i t. d. zazębiają się wzajemnie,
tworząc niekiedy węzeł, przy którego rozwiązaniu nie wolno szu
kać pomocy we własnem „widzimisię“. Są to kwestje trudne,
•często bardzo trudne, zwłaszcza wtedy, gdy się ma do zanotowa
nia melodję graną lub śpiewaną w szybkiem tempie, a składającą
się z wielu krótkich nut i ozdobników z zastosowaniem słynnego
„tempa rubata“, które tak zachwyciło CHOPINA. Dlatego też tak
mało melodyj tego rodzaju, nieraz przedstawiających się jako bar
dzo piękne okazy muzycznego „esprit“, spisano ; dlatego również
w rękopiśmiennych i drukowanych zbiorach spotykamy najczęściej
melodje łatwe i już skądinąd znane, a najbardziej interesujących
brak. Regulator w fonografie jest oczywiście wielkiem ułatwieniem:
..zwalnia kilkakrotnie tempo melodji, tak że bez trudu można melcdję zanotować. Inaczej oczywiście rzecz się ma przy notowaniu
bezpośredniem. Przytem ma się do zwalczania słuchowe przyzwyczaienia, powstałe z powodu ustawicznego słuchania muzyki arty. stycznej, rozporządzającej tylko dwoma rodzajami tonacji : dur
i moll, gdy tymczasem muzyka ludowa jest pod tym względem
bogatsza, i to o wiele bogatsza. Ma bowiem do swej dyspozycji
nietylko te dwa rodzaje tonacji (ściślej mówiąc : gam), ale i inne,
a więc gamy „kościelne“ (średniowieczne) i ściśle etnograficzne.
Np. obok używanej w naszej muzyce ludowej bardzo często to
nacji lidyjskiej (c, d, e, fis [zamiast i], g, a, h, c), spotykamy
niekiedy (najczęściej na Podhalu) modyfikację etnograficzną tej
gamy (c, d, e, fis, g, a, b, c), i t. p. Słuch zaś ogółu wyschematyzowany. na gruncie muzyki artystycznej uważa odchylenie od
schematu dur i moll za fałsz, co nie odpowiada rzeczywistości.
Słuch przyzwyczaił się pod wpływem artystycznej muzyki do tego,
że słyszy oddalenie pierwszego niższego tonu od tonu zasadni
czego gamy o pół tonu, np. gdy tor. cl jest zasadniczym, wtedy
cis jest jego pierwszym niższym (w szeregu tworzącym gamę),
a więc oddalony jest od d o pół tonu. Tymczasem w ludowej
muzyce spotykamy tak często c zamiast cis. Takich cech cha
rakterystycznych jest wiele i należy się z niemi przy spisywaniu
melodyj liczyć. W nich bowiem leży najczęściej tajemnica swoisto
ści melodji ludowej, jej wdzięk i nieopisany czar. I jeśli przy
spisywaniu melodyj ludowych nie rozporządza ktoś fonogiaiem,
3"'
36
to przynajmniej dwoma pomocniczemi środkami powinien bezwa
runkowo posługiwać się Pierwszym z nich jest stroik, jak np„
przy strojeniu skrzypiec, jeśli ktoś nie posiada absolutnego słuchu.
Tonacja melodji śpiewanej lub granej przez medjum (wieśniaka
lub wieśniaczkę) powinna być bezwzględnie podana, albo przy
najmniej wysokość pierwszego tonu. Dla badań nad fizjologją
słuchu naszego ludu jestto rzecz niezbędna. Drugim środkiem
pomocniczym powinien być metronom MÄLZLA dla dokładnego
oznaczenia tempa melodji. Używane przez KOLBERGA i innych
dla oznaczenia tempa wyrazy, jak „andante“, „presto“, „powoli*,
„szybko“ itp. są ze stanowiska ścisłości prawie bezwartościowe.
Nie posługiwanie się temi środkami sprawia, że prace nad melodjami ludowemi muszą względnie będą musiały być ciągle na
nowo podejmowane. W rzeczywistości dzieło KOLBERGA i innych
powinnoby być jeszcze raz dokonane. Zachodzi obawa, że dałoby
się dokonać tylko w niewielu wypadkach ; za wiele bowiem melodyj zanotowanych przez KOLBERGA już zniknęło bez śladu, Wobec
swobody tempa w melodjach ludowych należy oczywiście zazna
czyć tempo przeciętne, zasadnicze, zwracać zaś uwagę na miejsca
przyspieszeń i opóźnień, a choć niezawsze jest możliwe szczegó
łowe postępowanie, to przecież rasowy instynkt przychodzi z po
mocą, nawet pomocą wydatną. Niemniej należy liczyć się z tern,
że takt oznaczony na początku melodji nie zawsze obowiązuje od
początku po końca (od taktu do taktu). Zdarzy się nawet dość
często, że jeden lub więcej taktów w melodji parzystotaktowej
(na 2 lub na 4) przybiera charakter taktu nieparzystego (na 3).
Tu postępowanie powinno być nacechowane wszelkiemi znamio
nami ostrożności : wszak tu właśnie wpływy i skutki „tempa ra
bata“ są najwidoczniejsze. Niemniej należy zwracać uwagę na dy
namikę: wszak i ona jest cennym materjałem do badania fizjologji muzycznej. Nie dotyczy to w wyższym stopniu melodyj
tanecznych, lecz lirycznych, także wszelkich okrzyków i tzw. hukań pasterskich, prawie nigdzie u nas nie zbadanych, nie zapisa
nych, nie opublikowanych. Austrjacki etnograf muzyczny Dr. Józef
POMMER, niedawno zmarły, zebrał i wydął 444 okazów tego ro
dzaju z Alp. Niezmiernie to cenne objawy prymitywów muzy
cznych.
Tyle mniej więcej ogólnych uwag mamy do zanotowania
dla zbieraczy melodyj ludowych, nie posługujących się fonogra-
37
fern. Oczywiście uwagi te odnośnie do oznaczar.ia tonacji, tempa,
taktu itd. dotyczą i zbieraczy i wydawców melodyj utrwalonych
zapomocą fonografu, który zresztą jest znakomitym środkiem
kontroli, dającym się w każdej chwili zastosować dla sprawdzenia
w iarygodności wydanych w druku melodyj. Jednakże — raz jeszcze
zaznaczamy — nie można odkładać pracy nad zbieraniem melodyj
ludowych aż do czasu, w którym wszystkie muzea etnograficzne
i jednostki interesujące się etnografją muzyczną, znajdą się w po
siadaniu fonografów. Z drugiej strony czynniki te muszą usta
wicznie czuwać nad okazją nabycia fonografów i nie zapomi
nać, że każda zwłoka, zawiniona czy nie zawiniona, mści się na
niewinnych melodjach ludowych, uważanych za rodzaj „res nulJiiis“. Wskazane byłyby w tym wypadku próby porozumień się
z etnograficznemi instytucjami Ameryki i może Anglji.
Współpraca społeczeństwa z ogniskami badań naukowych
w pracy nad zbieraniem melodyj ludowych.
jak przeprowadzić pracę, której istota i treść nas dotąd
zajmowała? Co może stać jej na. przeszkodzie i jak przeszkody
usunąć ?
Jednostkom, które miały dotąd możność brania udziału w ja
kichkolwiek organizacjach, mających na celu czy naukę czy kult
sztuki albo pracę społeczną, nie obce jest zapewne zdanie, na
pół poufnie, na pół otwarcie wypowiedziane, że nawet najspra
wniejsza i najlepiej obmyślona organizacja nie funkcjonuje należy
cie, jeśli nie działa w niej „spi itus movens“, reprezentowany przez
jednostkę (nie zawsze... prezesa!) pełną inicjatywy i zapału, woli,
energji i sumienności wobec zadania. Żadna jednak praca nie
wymaga właśnie współdziałania jednostek w tym stopniu, co praca
etnograficzna i jej organizacja. Inicjatywę ująć muszą w swe ręce
jednostki we wszystkich ziemiach Polski. Ale nie mogą to być
jednostki prywatne, lecz te, które posiadają już oparcie w insty
tucjach etnograficznych, a więc albo w Towarzystwach Etnogra
ficznych, albo jeszcze korzystniej w Muzeach Etnograficznych,
czy Krajoznawczych. Każde Muzeum, reprezentujące pewną połać
żitmi polskiej, powinno stać się ostoją pracy nad zbieraniem
i inwentaryzowaniem melodyj ludowych swego okręgu, tak jak
to widzimy w-muzeach skandynawskich. Jeśli zdobędzie fonograf,
38
powstanie wówczas zbiór wałków fonograficznych : „Archiwum fo
nograficzne“. Jeśli nie będzie w możności posiadania fonografu,.
. utworzy zbiór rękopisów z pieśniami, starając się je grupować
według wsi, lub — co jednak trudniejsze — według typów mełodyj. Najodpowiedniej byłoby grupować je tak, aby na kartkach
papieru nutowego w jednym formacie, notować każdą meiodję
z osobna. Należy bowiem uświadomić sobie, że wprawdzie pieśń
ludowa jest i tekstem i melodją równocześnie, że jednakże istnieją
ludowe melodje bez tekstów (np. taneczne), a więc instrumen
talne, tak rozpaczliwie mało uwzględniane dotąd. Muzeum wcho
dzić winno w ustawiczne porozumienie z jednostkami, które mo
głyby melodje fonograficznie zdejmować lub notować i — jak
to widzimy np. w muzeum koper.hasxiem — prowadzić dziennik
wpływów melodyj do zTnoruj Rt5""zanietibując ani na chwilę czu
wania nad tokiem i rozwojem pracy, nie czekając na dobre uspo
sobienie lub przyjemny nastrój zbieraczy. Ustawiczne przypomi
nanie im obowiązku pracy nad sprawą ojczystą, wysyłanie rzeczo
wych zapytań i kwestjonarjuszy i t. d. będzie środkiem do
wymuszenia ciągłości pracy i zapewni należyte rezultaty, dla na
uki korzystne, dla uzupełnienia i korektury prac KOLBERGA
i wydania zbiorów nieodzowne. Stale zajęta w Muzeum jednostka,
czy w. charakterze urzędnika czy asystenta lub kustosza, ma. czu
wać nad tem, na co powyżej wskazaliśmy. Niewątpliwie byłoby
bardzo korzystne, gdyby znała jeśli nie technikę porządkowania
melodyj, to przynajmniej umiała czytać nuty. Ale na razie jest to
nie zawsze możliwe. Praca zaś musi być rozpoczęta bezzwłocznie.
W każdymbądź razie w niedalekiej już przyszłości większe Muzea
Etnograficzne nie będą mogły w zakresie pracy nad etnografją
muzyczną być obojętne lub traktować tę zaniedbaną karygodnie
pracę w sposób dyletancki. Nie pomoże wybieg, że nikt w Mu
zeum nie jest „muzykalny“ lub „muzykalnie wykształcony“.
Warunki te wszak mogą posiadać właśnie współpracownicy lub
korespondenci Muzeum, które ma jedynie zapewnić pieczę zbio
rom przez nich dostarczanym, a przedewszystkiem werbować tych
dostawców, jak to uczynił, np. kustosz krakowskiego Muzeum
Etnograficznego p. Seweryn UDZIELA. Musi nareszcie obudzić się
świadomość w kierownictwie i personálu każdego Muzeum, że
basetla nie ma mniejszej wartości od barwionej skrzyni, że
piszczałka nie jest niczem gorszem od ozdobnej drewnianej łyżki,
39
że tekst pieśni, przedstawia nie wyższą wartość od melodji, że
wreszcie zaniedbanie jakiekolwiek działu etnograficznego dowodzi *
dyletantyzmu i bardzo wąskiego uświadomienia w zakresie kultury
naukowej, niepraktykowanego nigdzie na Zachodzie! Nie wolno
niszczyć żadnego objawu duchowej i materjalnej pracy narodu,
zwłaszcza pracy, która jest wykładnikiem jego etnicznej swoistości.
Tę przeszkodę należy usunąć; a jestto przeszkoda najwięk
sza, bo tkwiąca w braku uświadomienia, w rażącej każdego Europejczvka ciasnej jednostronności, która powoduje, że Muzea do
tknięte nią,' zwężają mimowoli całą skalę rozległego życia narodu
i w zbiorach swych dają obraz niekompletny, a wobec obcych,
zwiedzających nasze Muzea, dla nas niekorzystny.
Niewątpliwie rzeczą trudną jest rozpocząć pracę bez planu,
bez poprzedniego, dawniejszego zapoczątkowania. Dlatego też
postaramy się w najbliższej przyszłości nakreślić plan pracy i po
dać szereg zupełnie nieskomplikowanych kwestjonarjuszy, które
będą w stanie stworzyć podstawę pracy nad zbieraniem i po
rządkowaniem melodyj ludowych. W pracy tej zcentralizowanej
w poszczególnych muzeach prowincji i miast głównych odegrają
niemałą rolę ci właśnie, którzy oświatę w lud niosą : tj. nauczy
cielstwo, a obok niego wszyscy ludzie dobrej woli i sumienności.
Któż bowiem nie zdaje sobie sprawy z tego, że chodzi o do
bro całej Polski, zarówno wobec Niej, jak wobec całego świata.
I o tej właśnie pracy, jak o każdej innej w tym rodzaju, należy
sobie powiedzieć: „Suprema lex esto!!“ A w ślad za nią pójdzie:
zadowolenie u swoich, uznanie i podziw u obcych !!
Zakopane, w listopadzie 1921.
