eb2a206fab4d436d8064eedfde69e03c.pdf
Media
Part of Recenzje i sprawozdania / Lud, 1914-1918, t. 20
- extracted text
-
Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowe-].
Wielkopolska; t. 3 Małopolska: t 5 Mazowsze; t. 7, II, Ruś Czer
wona; t. 8 Wołyń i Podole ; t 9, 11 Ukraina).
24. Acta Tomiciane, t. VII.
25. Kutrzeba Stanisław : Materyały do dziejów robocizny w Pol
sce w XVI w. Kraków, 1911
26. Czacki T. ; O litewskich i polskich prawach, wyd. Turów
skiego. Kraków. 1861, t. II
Recenzye i sprawozdania.
A. Szelągowski. Wici i Topory. Studyum nad genezą i zna
czeniem godeł polskich i zawołań. Kraków, Akad. Urn. naKładem fundu
szu Osławskiego, 1914. VII i 194 str. 8°.
Referat, przeznaczony do wywołania dyskusyi naukowej, urósł
w treściwą książkę, stosującą metodę folkloryczną do zagadnień heral
dycznych, stwierdzającą, że godła herbowe i zawołania rodowe mogą
mieć podkład religijny, wierzeniowy, kultowy. Piekosińskiemu do zarchaizowania godła była potrzebna runa tyr, nasz autor sprowadza cechy
wszystkich godeł do laski, rosochy, wici,’a w dalszym ciągu odnachodzi
laskę, rosochę lub wić we wszelkich możliwych zwyczajach i instytucyach, łączy je z kultem drzewnym, kultem kłody, a stąd przechodzi' do
kultu zwierzęcego, chtomcznego i animistycznego. Zakreślił więc olbrzy
mie swym badaniom koło, rzucił moc myśli i pomysłów nowych, wniósł
poglądy, nieraz całkiem samoistne.
Wszystko to oparł jednak na dwu przesłankach, które z góry mo
żna i naležv zaczepić. Operuje więc najpierw materyałem, nie badając
wcale tego materyalu tj. me pytając, c/y to materyał autentyczny a da
wny, czy też iluzoryczny a nowy' Powtóre wtacza ciągle etymologie,
wywody słowne ani pytając czy te etymologie prawdziwe a choćby
tylko możliwe. Zaczepiamy więc metodę jaką zdobywał autor swe wy
niki i przez to samo usuwamy im wszelkie podstawy a zawieszony w po
wietrzu nie wytrzymają żadnej krytyki.
Co do zarzutu pierwszego nadmieniamy, że autor korzysta ze
wszelkjch podań, wierzeń, zwyczajów zapisanych u naszych kiońikarzy,
historyków, etnografów bez najmniejszego zastrzeżenia, bez cienia wąt
pliwości, me pytając o nic Mitologia Diugoszowa, konik zwierzyniecki,
topienie Marzany, dyngus i śmigus itd , wszystko stanowi dla niego pod
kład niewzruszony, prastary, rodzimy, chociaż nie trudno dowieść, że to
wszystko szczera iluzya, jak np. mitologia Długoszowa. 'Xutor wie prze
cież, że Pomorzanie i Lucicowie nadodrzańscy, to najbliżsi Polakom
sąsiedzi, równi im pierwotnie gwarą i obyczajem. Otóż mitologię po
morską i luc-cką znamy jako tako ze źródeł wiarygodnych XI i XII wieku,
jakżeż autor ten cud wytłumaczy, że żadna r, tych nazw mitologicznych
nadodrzańskich nie powtarza się w blizkiej Polsce u Długosza, chociaż
powtarza się na dalekiej Rusi (np. Swarożyc)? Wytłumaczenie bardzo
łatwe mitologia lucick czy pomorska jest autentyczna, Długoszowa
jest późnym wymysłem XV wieku i dlatego niema między niemi zgody
najmniejszej i dlatego mitologię Długoszową przy odtwarzaniu naszych
stosunków pierwotnych usuwać należy zupełnie. Konik zwierzyniecki —
to zabawa cechowa najzwyklejsza, przypadkiem zachowatm do cza
sów najnowszych ; zabawa to cechowa, miejska, więc późna i żadnego
w niei związku z wierzeniami czy kultami słowiańskimi dopatrywać się
— 157 —
Recenzye i sprawozdania
nie godzi Topienie Marzany, Draktykowane w Polsce tylko na połaci
zachodniej (u Wielkopolan i na Śląsku), nieznane w dalszej Polsce,
przybyło z zachodu, do nas jak i do Czechów w w. XIV i z żadnym
kultem drzewnym czy chtonicznym słowiańskim mc niema spólnego.
Dyngus, śmigus, combrzewie tj niemieckie (śmigurst jeszcze w w. XVII),
Dingnus, Schmeckostern, Schanmern, samą terminologią niemiecką wymo« nie niemieckiego dowodzą pochodzenia; zabawy świąteczne, obrzędy,
ofiary ludu polskiego, słowiańskie, miały zakrój całkiem odmienny. Pa
lił on „grumadki“ duszom zmarłych na Wielkanoc; pląsał i śpiewał „sta
dem“ na Zielone świątki ; zastawiał „ubożętom“ domowym wieczerze;
obchodzili kobylmcy (z kobyłą, kozą, turem?) zagrody, życząc a później
„kolędując“ gospodarzom obfitości w domu i brogu. A to wszystko oby
wało się bez kłody, rosochy, wici.
Odmawiamy więc autorowi wszelkiego prawa do posługiwania się
materyałem późnym, naleciałym z obczyzny, wyssanym z palca, stwo
rzonym przez proste nieporozumienia dla badania czy ustalania pojęć
pierwotnych, mitycznych, kultowych, o których nic albo bardzo, nie wiele
wiemy. Stokroć gorzej jeszcze wypadło etymologizowanie jego. Że istnieje
jakaś nauka, etymologia, rządząca się jako tako jakiemiś jeżeli nie nor
mami- to choćby metodą czy zasadami, to nie istnieje wcale dla autora,
szafującego dowoli brzmieniami i znaczeniami nie dającego się na tej
drodze pochyłej niczem powstrzymać. Byłoby zupełnie zbytecznem z nim
się spierać : wszelkie jego wywody słowne, a będzie ich razem może
z parę secin, usuwamy z góry jako niemożliwe, niedopuszczalne, nie
zgodne z nauką; nie objaśniają one niczego; Są prostym wymysłem
dowolnym.
Pierwszy lepszy przykład wystarczy dla osądzenia tej metody a ra
czej tego braku wszelkiej metody prócz dowolności. Str. 15: „Że Strze
gomia lub Strzegonia pochodzi od nazwy ducha, upiora czyli
strzygi, tego etymologicznie uowodzić nie trzeba, ale w takim razie mię
dzy nazwą Kościeizy fod śmierci, upiora, marzanny) i nazwą Strzegom
(od ducha, upiora, widma, zmory) nie ma żadnej różnicy“. Ależ Slrzegomia ze strzygą czy strzygo niem żadnego niema związku;
strzyga jest po/yczka łacińska (striga); Strzegonia jest na
zwa topograficzna (ostatecznie jest to part. praes. pass. od czasownika
strzegę, por. hczne nazwy odosobowo miejscowa jak 5os!ąpim
Potsdam, Kurz im, Oświęcim itp.Jj ma rżana jest Maryą w pieśni
obrzędowej, w nazwie roślinnej zaś jest zupełnie innego początku ; w itesz (marzana) może być wszystkiem innen), oprócz wiciądza, z któ
rym go autor na str. 19 pomieszał.
Na str. 33 mówi on o „wyobrażeniowym związku między nazwą
Kroku czeskiego lub polskiego K rak a a k r o k i ein, krok wią, tu
dzież między Zworą (Zuarasici), drągiem (Drago) a swadźbą
lub weseleni“. Ależ żadna z tych nazw osób i bóstw nie pozostaje w naj
mniejszym związku z pormenionymi rzeczami. Krak jest krukiem ra
czej niż krokwią czy krokiem. Swa róży ca od swa r u nazwano me
od swory; Drago w dynasty i lucickiej jest Drogim, nie drągiem,
a swaćba od swatania nazwana i całkiem niefortunny domysł Jagicza
o zapożyczeniu nazwy ruskiej Swarożyca z zachodu mc tu nie pomoże.
W równie fantastyczny sposób wciela autor (str. 42i zawołania czy godła
T ad ra, D r y i, Tra c h a, Ś wie budy do jednej i tej samej grupy, ależ
dryja jest potną pożyczką niemiecką przy grze w kostki (tuz, dryja,
cynk iid.), Świeboda znaczy tylko „szczodry“ obok „wolnego“ a Tader i Tra c h również tyle mają związku z swaćbą co i tamte inne nazwv.
Żeśmy nie skrzywdzili autora, odmawiając jego etymologizowaniu
wszelkiej słuszności, jeszcze jednym wykażemy przykładem, przytacza
jąc dłuższy nieco cytat słowami autorskimi (str. 75 i 7o). „Proklamacya
J e I it a... może brzmieć także i L elit a; ta druga forma znajduje się
158
—
Receiuye i sprawozdania.
jeszćze i w innem zawołaniu Le li wie a także Jeleniu (Leleń), pow
tarza się w całym szeregu pojęć folklorycznych kultowych, że już nie
wspomnę mitolôgiczno -literack.ego pojęcia Lela (lelu m-polei urn).
Tutaj narzuca się zestawienie z tą formą nazwy konika zwierzynieckiego
lei konik, lejkonik, ale oprócz tego istnieje cały szereg jeszcze po
jęć ludowych o lelu z zakresu oSlinnego, i tak dla formy jednej bie
lona 1 u 1 e k , obok rożnych lelij nazwa 1 j a 1 i s u lub 1 i lja 1 i s u dla
marzanny mniejszej ; z temi wiąże się dobrze nazwa lelek caprimulgus,
z tern się wiążą analogiczne formy przysłow.owe w mowie pospolite],
poszedł po le lek a (po dyabła) i wyrażenie iść do lali czyli um
rżeć: lala est tutaj takim ;amym bogiem jak lelek — dyabeł czyli
jedno i drugie wyrażenie pozostaje w związku z pojęciem zaziemnem,
z czcią duchów. Czy i pojęcia rzeczowe, jeleń jak i jelita w podo
bnyrn zcstają związku, tego nie wiem, zarpwno jak nie umiem odpowie
dzieć: czy wyraz lei ma swe pojęce wyobrażeniowe w nazwie drzewa
„glilja“. Ale natomiast ten wyraz przechował się w'nazwie kukły, lala
lalka , obrzędowego straszydła, stąd zarówno zawołanie Lei iwa jak
i nazwa I e I k o n i k‘\
Kto pokusi się o rozplątanie tej gmatwaniny, dojdzie do wywodów
następnych. Na czoło wysunięto jakiegoś „mitologiczno- literackiego“
Lela; niestety, Lei niema ani z mitologią ani z literaturą nic do czy
nienia, leli- oleli było sobie wykrzykiem karczemnym („gdy sobie
podleją“) tak iak ł u p u -1 u p u lub d a n a ż moja dana i tyleż
w niem mitologii czy literatury, co i w tamtych okrzykach. L e 1 e ń, lelita są późne formy gwarowe, powstałe upodobnieniem nagłosu do
zgłoski wewnętrznej i nigdy z żadnym fantastycznym leiem nic nie
miały do czynienia, jeleń jest z litewskim e I n i s, greckim e 1 a p h os
itd. a jelita z łacifiskiem ilia w związku nierozerwalnym. Lulek
nie jest nazwą rodzimą, lecz pożyczką z lolium łacińskiego; taksamo
I i I i a I i s Falimirz (który „nie wiedział o czem mówi“ Rostafiński, Symbola 1358) powtórzył z łaciny. Lala albo lela są słowa dziecięce, po
wtarzające się na całej kuli ziemskiej, lecz nie, w świecie zagrobowym ;
innym Słowianom oznaczają i ciocię, i .należą do grupy (nie wierzenio
wej naturalnie !) mama, papa. liano, dziadzia. G 41 lja jest
H g I i j a a to z jedli powstało. Lelek nazwa ptaka nocnego, spoina
Słowianom i Litwie. L e i i w- a inoże nazwa topograficzna, por. nazwv
miejscowe Lelów itp. Jakiegokolwiek związku między wszystkiemi temi
nazwami niema więc żadnego a mitologiczno-literacki Lei istniał tylko
na papierze, w życiu go nie było nigdy i nigdzie.
Podobną gmatwaninę najróżnoiodniejszych nazw i rze<zy czy
tamy na str. 9o i 97, gdzie proklamacye, widocznie z nazw obcych urn
słe Gero i Gerałt (z Gerard wedle znanego trybu polskiego, jak
mularz z murarz, balwierz, Małgorzata itd.), pomieszano zjarowitem
hawelberskim i pomorskim, jerzykiem (ptaszkiem), gierłyga
gieregą, Gierką itd., doszukano się jakiejś słowiańsidei g i e r y —
prawdy (w znaczeniu krążka, w znaczeniu solarnem i płciowem) i tak
utożsamiono Jarowita z Prowem starogardzkim (holsztyńskim); ależ na
tent nie koniec, taż giera =- kiernn czyli świnią powtarza się w proklamie m z u r a, skróconej z ma-giera z mać-giera), powtarza
jącej się w magier ce i Megierze, w nazwie plemiennej Mazió
rów (jakby ta me była skróceniem z Mazowsza !). Więc nie zadz.wi nas
po tern wszystkiem utożsamienie Łada (z przyśpiewów znanego) i ladąI ę d z i n.ą i Ła g o d ą ani upatrywanie uchrześciamenia Janiny z Jesse —
Jasienia itd. itd.
Lecz zamiast dalszego przytaczania niemożliwych kombinacyi „ety
mologicznych“ (nazwanych jak lucus a non lucendo) w >lę przepisać dro
bniutki ustęp, aby czytelnik zrozumiał tytuł książki : Wic: i Topory. Jest
wedle autora związek bezpośredni kultu drzeumego (kłody, wici) i zwm •
rzęcego (tura) z kultem miecza czy topora; odnaleziemy go np w godle
W
Refetizye i sprawozdania.
Wieniawy czy Pomiana (wić — pierścień, miecz-topor i żubrza głowa.)
a wiec wszystkie te pierwiastki wierzeniowe, które składają sie na cnarakter naszych godeł ■ zawołań1’ ; „nietylko proklama, lecz i godło są
nozostałością z doby Polski przeuhistorycznej ; żadne bowiem kombinacye heraldyczno - genealogiczne me stworzyłyby podobnej grupy połą
czonej, gdyby to godło w kształcie pierwotnjm obrazowym nie utrzy
mało sie ' nie przechodziło z pokolenia w pokolenie“ (str. 164).
Całkiem urojone wyobrażenia o starożytności godeł i zawołań wy
wołały więc ten najnowszy pokus, d-rrzeć ao ich znaczer a właściwego
nie ód strony imion osobowych (z Piekosińskmi) ani miejscowych (z Ma
łeckim) lecz od kultu, wierzeń i folkloru. Pokus ten z góry skazany był
na absolutną niemożliwość, dla tej prostej przyczyny, że god>a i zawo
łania nić starożytnego me zawierają, se daty późnei. z zasuv wzglę
dnie nowych Wywodv Dr. Wr. Semkowicza, sformułowane ostatecznie
w referacie „Zawołania szlachty polskiej jako hasła bojowe" (np v, tek
ście f.anr-iskim, Bulletin etc.. 1914, str. 23 -31), :,ą ledynie trafne.
Zawułama są rozmaitego pochodzenia czy rodzą a: .miona oso
bowe, topograficzne i jakiekolwiek inne hasła czy okrzyki, np. o r z y
or zv co jednak nie od orania, lecz od q rz e n i a tj. oriti
bu
rzyć ‘(polskie o b o r z y ć = zburzyć), pochodzi, albo Pobodze, co
nie jest półbożęcieni, jak Szelągowski tłumaczy, albo Boże zdhrz
czy Pokora czy S w i e b o d a czy Z e r w i kaptu itd. itd w zawo
łaniach tvch dopatrywać, się jakichś śladów wierzeń czy kultów pierwo
tnych potrafi tylko ten, kto pogardzając etymologią wszelką prawidłową
unrawia fantazye etymologiczne, nie liczące się z nauką, bujające swo
bodnie w krainie złudzeń i marzeń. A z godłami rzecz me inna : są tam
litery krzyże, strzały, podkowy, ptacy itd., ale ani runy am wici i opory'wyłącznie ; i tu nic starożytnego, pierwotnego. Przesadne o dą
żności zawołań i godeł mniemania wiodą tylko na bezdroża.
Wobec tego uważamy za zbyteczne rozprawiać się z ludoznawczemi kumbinacyarni autora', jako nie wiążącemi się wcale z „wićmi i to
porami“ herbowymi ; żadne zabieganie w dziedziny folkloru naszego
i obcego nie usunie błędu podstawowego, upatrywania w rzeczach po
żnvch i najróżnorodniejszych czegoś pierwotnego i jednolitego. W Do
datkach omowił autor podania o „Piaście i Przemyśle U . ostrzyzynach)
folklorycznie", a więc Piast - Przemysł jest Nowym latkiem-Maikiem,
dla którego korona (słońce ) jest momentem wyboru na króla, jak i WiiwostPopiel jest Pęplem (Pumpd) • - Brodą (zostawianym we żniwa napoili),
przeznaczonym na zjedzenie przez myszy; pojęne krzywdy, niegościn
ności, mieści się w p:erwotnej kultowej formie Pępla-Popiela, bo tkwi
v i ujęciu zimy, śmierci... razem wszyscy frzej przedstawiają mit solarny ..
pojęcie przyrodnicze zmiany pór roku. . siły generacyjnej życia jak i siły
mszczącej“ itd Ależ to czytaliśmy przed laty, nikt jednak me dał się sku
sić pozorném owem tłumaczeniem, ignorującem najznam.i nnieisze rysy
podania, przecież nie Piasta obrano „srólem“ a pomieszanie popielą
z Chwościsk err polega nie na Gallu“, lecz na nieporozumieniu. Więc
krytyka tych pomysłów byłaby bezcelową walką z wiatrakami Żałujemy,
że praca autorska zeszła tym razem całkiem na manowce ; żałujemy zas
tern bardziej, że rzecz, sama, napisana żywo, czyta si«* z zajęciem, że
niejeden szczegół ciekawy a spostrzeżenie trafne — cóz z tego, kiedy
całość chyb;ona Heraldyka polska pochłonęła już niejednego badacza,
np. padł jej ofiarą i Piekesifiski z fantastycznymi rodowodami i runami;
piićhłonęła teraz i zakus folkloryczny — miejmyż nadzieję, że kiemnek,
jaki jej badaniu wytknął ostrożny a kiytyczny Wł. Semkowicz, zwycięży
ostatecznie i dalszym fantazyoni na zawsze drogę zagrodzi.
Berlin.
3. Bruckner.
