f913de4c50f58bc193852271b8b379f4.pdf
Media
Part of Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI wieku / Lud, 1914-1918, t. 20
- extracted text
-
WŁADYSŁAW SZYSZKOWSKI
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
u.
Zwyczaje świąteczne i obrzędowe.
Wobec przesądów poeci polscy zajmują stanowisko subjektywne t. j. podzielają je w zupełności. Natomiast zwyczaje
świąteczne i obrzędowe opisują rzadko i bądź, co zresztą jest
zrozumiałe, nie zdają sobie sprawy z ich pierwotnej myśli i nie
wchodzą głębiej w ich znaczenie, bądź też, uciekając się do
wyobrażeń z mitologii klasycznej, wykładają myśl ich niekonie
cznie prawdziwie. Szczupłe te jednak wzmianki i dokładniejsze
opisy zasługują na uwagę raz z tego względu, iż dowodzą zajęcia
się poezyi obrazami życia swojskiego, dowodzą wpływu real
nego życia i otoczenia na poezyę, urabianą na wzór staroży
tny, a powtóre, iż pozwalają śledzić o kilka set lat wstecz zwy
czaje, dziś często zagadkowe i trudne do wyjaśnienia. Zbyt
bowiem mało wiadomo o przeszłości pogańskiej naszego narodu
w porównaniu z innymi, zbyt późne są świadectwa i niedokła
dne o naszych zwyczajach, by jasno wywieść ich genezę z za
mierzchłej przeszłości, szczegółowo określić fazy i przemiany,
jakim ulegały w ciągu swego rozwoju, — odszukać w nich
— 161 —
11
Władysław Szyszkowski.
ślady pierwotnych kultów i wyobrażeń. Nadto okoliczność, iż
Polska pojawia się na arenie dziejowej później od innych na
rodów, że przyjmuje chrześcijaństwo w tym czasie, w którym
już Kościół niejeden zwyczaj pogański drogą kompromisu lub
przypadku, z jego dobrą wolą lub wbrew połączony ze świę
tami i obrzędami chrześcijańskimi, roznosił po całej Europie,
utrudnia jeszcze bardziej rozgraniczenie i ścisłe określenie, który
ze zwyczajów był przedtem miejscowy, a który wszedł wraz
z kulturą zachodnią. W obchodach bowiem ważniejszych świąt
chrześcijańskich złączyły się trojakiego pochodzenia pierwiastki :
starodawne tubylcze pogańskie, starożytne grecko - rzymskie,
przejęte bądź w dobie przedchrześcijańskiej, bądź w chrześci
jańskiej za pośrednictwem kultury chrześcijańskiej Kościoła lub
innemi drogami, — wreszcie pierwiastki na wskroś kościelne.
Te jednak elementy stopiły się tak w jedną całość, że trudno
je po upływie wieków rozdzielić i ocenić, chociaż zlanie się
taKie nieraz bardzo jest widoczne. Jeżeli się np. zwróci uwagę
na t. zw. dziś gwiazdorów t). chodzących w wigilię parobków,
przebranych w kożuch, obrócony włosem na wierzch, z twarzą
usmarowaną lub w maskach, którzy każą dzieciom odmawiać
pacierz a nie umiejące biją, widoczna jest tu z jednej strony
analogia z „kolędą“ księży tj. obowiązkiem odwiedzania i egza
minowania parafian w okresie Bożego Narodzenia, z drugiej
zaś strony zwraca uwagę przebranie jako pizeżytek, wyrosły
bądź na rodzimym gruncie, bądź też powstały r.a wzór zwy
czajów starożytnych, grecko-rzymskich. Mięsopust znów czyli
trzy ostatnie dni karnawałowe, który też cechuje przebieranie
się za zwierzęta i zbieranie datków, odznacza się tak wybujałą
zabawą, iż trudno przypuścić, by został wprowadzony przez
Kościół dopiero, a przecież z lednej strony nazwa łacińska od
powiada terminowi kościelnemu : carnisprivium, z drugiej zaś
strony dawniejsi kaznodzieje łączą je z rzymskiemi bakchanaliami i luperkaliami. Nawiasem trzeba dodać, że takie łączenie
obrzędów rozmaitych ludów europejskich ze starożytnymi, grec
kimi i rzymskimi nie zawsze odpowiada faktycznemu' stanowi
rzeczy a przyczyną tej pochopności, zwłaszcza w dawnych cza
sach i u kościelnych pisarzów, była dokładniejsza znajomość
zwyczajów starożytnych niż analogicznych, dawniejszych, pogań
skich u innych narodów. Wobec tych pierwiastków pogańskich,
miejscowych lub naniesionych, Kościół zajmował stanowisko
- 162 —
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w
dwojakie: albo je aprobował i nadawał im piętno chrześcijań
skie albo zwalczał jako przeżytki pogańskie; w jednym i dru
gim przypadku łączyły się one jednak przynajmniej co do czasu
ze świętami i uroczystościami chrześcijańskiemu
Jednem ze świąt, w których najsilniej skrystalizowały się
owe różnorodne pierwiastki, był okres Bożego Narodzenia i No
wego Roku, dzięki temu, że na ten czas przypadało zimowe
przesilenie dnia z nocą, uroczyście obchodzone przez wszyst
kich pogan. Wiadomo powszechnie, ile to dawnych zwyczajów
weszło z piętnem chrześcijańskiem w obchód tych świąt, — wia
domo też, jak wiele przeżytków 'zwalczał wówczas Kościół od
początku istnienia. Wyraz „kolęda“ znaczy we wszystkich języ
kach słowiańskich, który różni różnie wywodzili w rozmaitych
czasach, czyto od bóstwa „kolady“, czy nawet jak Herbest1,
od „kolan dania Bogu“, czy wreszcie najsłuszniej od łacińskich
kolend, miał tak u nas, jak i u innych narodów, bardzo szero
kie znaczenie, oznaczał i czas i przedmiot i czynność, stoso
wano go też w licznych przenośniach. Chodził „po kolędzie“
ksiądz,2) biegały kobiety po ulicach,3,) biegały małe dzieci,4) cho
dzili dworzanie;5) wreszcie chłopi chodzili z wilkiem po kolę
dzie, jak świadczy jedno z najczęstszych porównań Reja G), a że
nie był to tylko zwrot językowy, dowodzi i bliżej zwyczaj wyja
śnia jeden z „Nagrobków zbieranej drużyny“ Szymonowicza,
a mianowicie wilka:
„Chłopi, co z skórą moją po wsiach się włóczycie,
Tysiąc mej braciej w lesie tern się nie baczycie,
Łacny z martwego tryjumf! Zabity nie kąsa,
Kto jednego zagubi wilka, niech nie pląsa«. 7)
Inną zapewne kolędę miał na myśli statut dyecezyalny
krakowski z 1408 r. Piotra Wysza „de columb:itione per laicos
exercenda“.
„Z pokusy dyabelskiej i wskutek nadużycia złych weszło
w zwyczaj włóczyć się po kolędzie (per columbationem) przed)
’) Nauka prawego chrześcijanina. Kraków, 1566, nr. 100.
■') Rej, Wizerunk, rozdz. V, w. 879, str. 93.
’) Tamże, w. 935, str. 94.
4) Herbest, 1. c., nr. 101.
-’) Pudłowski Melchior i jego pisma przez Wierzbowskiego, str. 32.
r') Wizer., str. 35, w. 480; str. 94, w. 925 i t. d. i t. d.
7) Sielanki Szymonowicza. (Wyd. Węclewskiego), str. 161.
— 163
11
Władysław Szyszkowski.
w czasie i po świętach Bożego Narodzenia i w innych porach
przyczein dzieje się wiele zabójstw, kradzieży i innych występ
ków...“ *) Podobny zakaz mieszczą też ustawy synodalne poznań
skie z 1420 r -) Fakt, że statut wyraźnie stwierdza, iż było to
nadużycie tylko złych ludzi i obyczaj świeżo zakorzeniony, że
potępia go tylko dla zbrodni i kradzieży, a nie dla pogańskich
pierwiastków, do których zaliczał Kościół zawsze wszelkie prze
brania, nasuwa przypuszczenie, że już wówczas obok zwyczaju
chodzenia po kolędzie w przebraniu zwierzęcem, istniał zwyczaj
pochodny, uprawniony w chrześcijaństwie, kolędowania bez
masek, które to dwie formy, pierwotniejsza i późniejsza, po dziś
dzień istnieją.
Ze nie tylko wilka wodzono po kolędzie, ale i inne zwie
rzęta, a raczej za inne zwierzęta przebranych ludzi, dowodzi
wzmianka w jednem z kazań XV w.: „Napominamy też was
jak najusilniej, byście nie chodzili „per equam,“ po kobyliczy.
A jeźli z kobylicą z innych do was przybędą parafii, nie dawajcie
im kwart pod karą klątwy.“3) W związku z tym zwyczajem pozo
staje też ustęp Mikołaja z Błonia: „Tractatus sacerdotalis de
Sacramentis“ (1490), zakazujący udzielania komunii św. tym,
którzy wdziewają larwy i udają jelenie lub konie w odpowiedniem
przebraniu, ustęp ważny też z tego względu, iż przypisuje to'
„histrionom“.4)
') Ulanowski, Kilka uwag o statutach dyec. krakowskich z XIV
i XV w. (Arch.kom. hist., t. V, str. 27): „hem e\ instinctu diaboli ct hominum perversorum abusu venir in consuetudinem apud laicos ante, citra
et post festům Nativitatis Domini et quocunque alio tempore ambulare
per columbationem, ubi contingunt multa homicidia, furta et alia plura
crimina. Nos igilur prohibemus, ne de cetero talia fiant et vos rectores
animarum vestros subditos a praedictis curetis prohibere“.
-) Starodawne prawa polskiego pomniki, t V. Supplent., str. XXV.
Statuta synodalia Andreae episc. Posnaniensis XXIX.'De colurnbationi
bus: „Iteni piohibeatis columbationes nocturnas in festo s. Stephani,
cum illa nocte furta, homicidia et pDra mala committantur“.
’) Brückner A., Ältere polnische Texte (Archiv, f. slavische Philolo
gie, t. X, 18S7, str. 385): „(tem moneinus vos firmissime, ut non ambuletis per equam po kobyiicy. Sz kobyliczą et si de aliis parochiis ad vos
veniunt, nolite eis quartenses dare et hoc sub anathemate iubemus“.
4) Tamże: „Caveat sacerdos, ne det corpus Christi histrionibus...
qui utuntur verbis impudicis vel factis illicitis vel adhibent ludunt negociis. Sicut illi, qui induunt larvas et fingunt se cervos vel equos induentes
saccos et qui hoc faciunt temporibus indebitis sicut diebus festivis“.
— 164 —
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
Sam fakt przebierania się w Polsce w larwy w okresie
Hożego Narodzenia poświadczony jest o wiele wcześniej, ale
w związku ze średniowiecznemi igrzyskami kościelnemi.ł) Naj
starsze świadectwo mieści się w liście papieża Innocentego Ill-go
do arcybiskupa gniezieńskiego, Kietlicza, 25 stycznia 1207, który
wszedł w 1234 r. do dekretałów Grzegorza IX, a więc odnosił
się wtedy do całego świata katolickiego. Wskutek tego Nehring
i Kawczynski nie przywiązywali doń wagi, przypisując mu cha
rakter ogólny, ale ks. Fijałek, stwierdziwszy, że papież stykał
się i porozumiewał z Kietliczem, uważa to breve za pierw
szorzędne źródło historyczne; „okazuje się z niego —powiada—
że od dawna potępiony przez ustawodawstwo kościoła wscho
dniego i frankońskiego zwyczaj wyprawiania zabaw maszkarowych około Bożego Narodzenia, gnieździł się podówczas
w Polsce po katedralnych kościołach: Innocenty III wyraźnie
zaznacza, że tych uciech skandalicznych sprawcą i aktorem :
„insolentia filiorum clericorum. Potomstwo to księży rej wiodło
w gorszących rozrywkach“. Następne świadectwa mieszczą się
w konstytucyach synodalnych « 1285 i 1326 r.
Obchody, zwalczane w statutach, pozostawały zawsze
w związku z Kościołem. Aktorami igrzysk wspomnianych byli
'klerycy lub scholarze a po nich dopiero świeccy, miejscem ich
klasztory, kościoły i cmentarze, jak w zachodniej Europie.
Wszedłszy w ścisły, choć niepożądany związek z Kościołem
i klerem, wędrowały wraz z nim od kraju do kraju. Dlatego także
w Polsce owe potępione przez Kościół maskarady w luźnym
tylko związku pozostawały ze zwyczajami ludowymi a były to
właściwe wiekom średnim igrzyska maszkarowe i zabawy, które,
jak dowodzi Kawczynski, były albo parodyą świętych czynno
ści i osób (zazwyczaj mnichów i dygnitarzy duchownych t. zw.
festa stultorum, episcopi puerorum i t. d.), albo zwyczajami
pogańskimi świata starożytnego i tkwiło w nich niewątpliwie
wiele pierwiastków grecko-rzymskich, które wraz z Kościołem
i klerem wędrowały po EuropieJeźli te uroczystości tłumaczy się wpływem kultury zacho
dniej, nie wyklucza się przez to bynajmniej istnienia ogólnego
zwyczaju przebierania się za zwierzęta od najdawniejszych cza]) Świadectwa te zebrał ks. prof. Fijałek w rozprawie „Średnio
wieczne ustawodawstwo synodalne.“ (Rozpr. wydz. hist.-fil. Ak. Um., t.
XXXV, str 220 n.).
— 165 —
Władysław Myszkowski.
sów pogaństwa u różnych narodów europejskich, tak słowiań
skich jak germańskich i romańskich, ale wpływ ten ogranicza
się tylko do jednej z ferm, jaką przybrał ten zwyczaj w czasach
chrześcijańskich w związku z świątecznym obchodem Bożego
Narodzenia. Nauka bowiem uznaje przebieranie się za zwierzęta
w okresie Bożego Narodzenia za zwyczaj, pochodzący z doby
pogańskiej, za przeżytek starodawnych obrządków pogańskich.
Tern się tylko tłumaczy zacięta walka Kościoła z tymi obrzę
dami od V w. począwszy, której wybitnemi świadectwami są
peniteneyarze średniowieczne, i ustawy synodalne we wszystkich
średniowiecznych państwach europejskich.
Z tego ogólnego zwyczaju wywodzi się też inna wspo
mniana już forma : chodzenie po kolędzie z poprzebieranymi
za zwierzęta ludźmi w okresie Bożego Narodzenia i mięsopu
stu. Zwyczaj to rozpowszechniony u wszystkich narodów euro
pejskich wogóle a słowiańskich w szczególności. Wiele świa
dectw podał Zibrt w „Staroczeskich dorocznych obyczajach“ Ł)
a specyalnie, w rozprawie8) poświęconej chodzeniu z koniem, wy
kazał, że zwyczaj ten odpowiedni też naszemu chodzeniu z kobylicą (o czem przeoczył nasze świadectwo z XV w.) znany
był też Słoweńcom, Łużyczanom, Rusinom i Niemcom a po
czątkiem swym sięga w czasy pogańskie i łączy się ze zwycza- '
jem przebierania się za zwierzęta, znanym w całej Europie,
w Anglii, Danii, Norwegii itd.
,
Przeciw takiemu kolędowaniu występował Kościół jeszcze
w XVIII w. W Czechach w 1725 r. ksiądz Veselý wplótł do
kazania wzmiankę o ptasznikach i narzekał: „Jacyż to są ptasznikowe. którzy w wielu okolicach w szczodry wieczór w cudzem pierzu latają po miastach. Jacyż to są, powiadam, między
ludem, którzy w tak miłościwy dzień przed Narodzeniem Pana
w maszkary się stroją, w mięsopustnem przebraniu po domach
biegają a za to od chrześcijan pieniądze otrzymują“s).
Podobnie chodzili po kolędzie w XVIII w. Serbowie, dzi
wnie obleczeni żartowali i śpiewali kolędowe pieśni4). Najsil
niej zakorzeniony jest ten zwyczaj na Rusi. W Małorusi chłopcy
') Zibrt, Staročeské výroční obyčeje, str. 260 i n.
2) Tenże, Chozeni s klibnou (s koněm). Český Lid, U (1893).
3) Staroč. obyć., str. 264.
4) Arch. f. slavische Phil., t. X (1887), str. 352.
166 —
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
przebierają się za niedźwiedzia, w Wielkorusi za byka, niedź
wiedzia, wilka, lisicę, żórawie itd. Kolędowanie z kozą odbywa
się na Białorusi i Małorusi. ') Na Litwie kolędnicy chodzą z ko
złem, niedźwiedziem i capem 2). W Rumunii, której zwyczaje
kolędowe okazują wielkie pokrewieństwo z rzymskimi, podczas
„ludi in kalendis Januariis“ występują kozy, kozły, wilki,
ptaki itd.3).
W Polsce dziś najpowszechniejsze jest chodzenie z kozą
lub turoniem. W dawnej Polsce wiadomo o chodzeniu z kobylicą, wilkiem i - jak twierdzi Maciejowski — z turoniem 4)
a w mięsopuście także z niedźwiedziem, jeźli tak ma się tłu
maczyć wzmiankę Miaskowskiego. Mięsopust, przedłużenie ko
lędy, odznacza się wielu takimi samymi maskami i zwyczajami,
co okres Bożego Narodzenia.
Podobnie jak kolędę, tak i mięsopust wyprowadzano od
najdawniejszych czasów z rzymskich zwyczajów a mianowicie
z Luperkaliów i Bakchanaliów. Takież mniemanie istniało też
w Polsce u pisarzów kościelnych i świeckich. Miaskowski za
czyna wiersz, opisujący mięsopust polski : 6)
„Głos pański, marmorowe tak skruszywszy słupy,
Że od oriych bałwanów nie najdzie skorupy,
Twojej przecie, o Bache! nie zgładził pamiątki,
Boć zostawił maszkary i wesołe świątki“.
Nazwa „mięsopust“ — jak mówi Knapski, — znaczy to,
co Grecy nowsi nazywają to ùttoKpews, łacinnicy zaś nowsi
„carnisprivium“; „jeźli jednak rozważysz samą rzecz, co się dzieje
przez te trzy dni, nazwiesz to bakchanaliami pogan“. Pocho
dzenie tej nazwy od terminu kościelnego roku nie uprawnia
jeszcze do przypuszczenia, by mięsopust przybył wraz z chrze
ścijaństwem, wraz z kościołem. Kościół, co najwięcej, nie mogąc
wykorzenić dawnych zwyczajów, dał im podstawy chrześcijań') Wesołowski A H. ; Razyskaiija w obłasti russkago duchownago
stycha. VII. Rumunskija, sławjanskija i greczeskija koljady. (Sborník,
otdiel. russk. jazyka i slowesnosti. Jmper. Akad. Nauk, XXX11 (1883),
str. 111).
3) Zbiór wiad. do antrop. i etnogr. kraj., t. XV, str. 230.
') Wesełowski, I. c., str. 118.
4) Polska i Ruś, III, str. 235.
") Zbiór rytmów. (Wyd. Turowskiego), str. 292 : „Mięsopust polski“.
—
167
—
Władysław Szyszkowski
skie i pozwolił weselić się przed postem nadchodzącym. Pierwiastki
zaś rzymskie Luperkaliów i Bakchanaliów wędrowały odrębnie od
kraju do kraju i zlewały się z tubylczymi przeżytkami domowych
obrzędów pogańskich. Takie stanowisko kompromisowe zajmuje
dziś nauka i uznaje mięsopust i cały karnawał za mieszaninę
obrzędów rzymskich i północnych pogańskich.1) Istotę owych pier
wiastków tubylczych stanowiły obrzędy, złączone z rozpoczęciem
roku lub prac gospodarskich, z odrodzeniem się wiosny.
Wiadomo, że Rzymianie obchodzili dawniej początek roku
w marcu, dopiero później przeniesiono go na styczniowe ka
lendy, 2) tak, że pewne zwyczaje powtarzały się w jednym i dru
gim terminie. Podobnie też u Słowian rok prawdopodobnie
zaczynał się wraz z odradzającą się przyrodą. Nadto można
uważać mięsopust za przedłużenie okresu Bożego Narodzenia.
Nie można się też dziwić, że zabawy przybierają w obu razach
podobną postać. Da się bowiem stwierdzić, że w ostatnie dni
karnawału czyli w t. zw. mięsopust powtarza się wiele zwycza
jów z okresu Bożego Narodzenia, między nimi także zwyczaj
przebierania się w Polsce w czasie mięsopustu i to w obu posta
ciach, znanych już z obchodów Bożego Narodzenia, t. j. jako
igrzyska kościelne i chodzenie z przebranymi za zwierzęta
ludźmi w celu zbierania datków.
Powtarzały się więc w czasie zapust, jako w dalszym ciągu '
Bożego Narodzenia, parodye obrządków i szat kościelnych.
Synod piotrkowski z 1525 r. wyraźnie stwierdza, że w prowincyi gniezieńskiej, a więc na bardzo szerokim obszarze, zakorze
niły się w czasie „carnisprivium“ igrzyska, na których przed
stawia się szaty i akty obrzędów kościelnych z hańbą i pogardą
stanu duchownego; że aktorami byli tu klerycy, świadczy umie
szczenie tego statutu w zbiorze Łaskiego, w rubryce: „De vita
et honestate clericorum“ 5). Igrzyska te nie różniły się od siebie
■) Por. „Carnaval“ w La urande Encyclopédie, t. IX, str. 462.
2) Preller. Römische Mythologie, t. Il, str. 363.
J) Statuta provincie Gneznen. révisa diligenter et emendata. Crac.,
1527, k. EE. III r.: .,In sinodo Petrcoviensi quarla: Quoniam in Gnezneri.
provincia certis, utpote carnisprivii temporibus, ludi quidam inoleverunt,
quibus vestium vel actuum ritus ecclesiastici et religionis sit repraesen
tatio in contumeliam et despectum status clericalis et ecclesiatici ac scandalum plurimorum, quos deinceps districte] prohibemus et ut contrarium
facientes, arbitraria ultra excommunicationis poenam per loci ordinarios
percellantur“.
— 168 —
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
w różnych miejscowościach i szerzyły się tak w Polsce, jak
w sąsiednich dyecezyach. Opisuje je n. p. biskup sambijski
w edykcie z 20 lutego 1444 r. p. t. „Forma ut laici larvis non
utantur in carnisprivio" : „Niektórzy
powiada — z mitrą,
pastorałem i w szatach pontyfikalnych zwykli wówczas udzielać
publicznie błogosławieństwa, inni przebrani za królów i wodzów,
jeszcze inni urządzają tańce kobiet i mężczyzn i zwołują ludzi na
widowisko“. ') Przebieranie się w szaty kobiece i męskie w cza
sie zapustnym potępia w Polsce statut poznański z 1420 r. 2)
Wogóle najistotniejszą cechą karnawału są wszelkie maska
rady bez względu na swe pochodzenie i formy. Istniały one
wśród wszystkich warstw, przebierali się klerycy, szlachta, mie
szczanie i lud, tak, że słusznie wyraził się Rej: „W niedzielę
mięsopustną kto zasię nie oszaleje, na urząd jako ma być twa
rzy nie odmieni, maszkar, ubiorów, ku dyabłu podobnych, sobie
nie wymyśli, już jakoby nie uczynił krześcijańskiej powinności
dosyć“.:!)
Zabawy takie przeciągały się do Popielca, do Wstępnej
środy. Miaskowski żali się, że jedni wracają skruszeni z kościoła
i poszczą :
„Ale u drugich (a kto tak wiele policzy!)
Jeszcze skrzypki i dudy słychać na ulicy,
Ci gonią dziewki, co je w kloce zaprzęgają,
A one się niebardzo, widzę, ociągają,
Ci chłopa w grochowiny ubrawszy prowadzą,
A do której gospody wprzód iść mają, radzą." 4)
Ów chłop, przebrany w grochowiny, przedstawiał zapewne
tak powszechnego dziś zapustnego „niedźwiedzia“; grochowiny
bowiem są dziś jego powszechnym atrybutem tak w Polsce jak
u innych narodów obok drugiego materyału przebrania: kożu
cha, wywróconego wierzchem do góry, lub kombinacyi oby
dwóch środków. Że ten drugi rodzaj istniał w Polsce, świadczy
opis Kitowicza : „Po miastach we Wstępną środę czeladź jakiego
cechu, poubierawszy się w dziadów i cyganów a jednego prze') Fijałek, I. c., str. 225, przyp. 1.
!) Starod. prawa pol. pomn. Supplem., XXVI. Tit. XXXII. De incantationibus et abusionibus carnisprivii.
3) Postyla. Brückner, Mikołaj Rej).
*) Zbiór rytmów, 1. c., str. 296.
169 —
Władysław Szyszkowski.
brawszy za niedźwiedzia w czarny kożuch włosem na wierzch
i około nóg poobwiązywanego (zapewne powrósłami grocho
wemi , wodzili go od domu do domu, różne figle z nim doka
zując, grosze i trunki od pospólstwa chciwego na takie widoki
otrzymując“. ')
Dawny zwyczaj zachował się w tych okolicach, w którychmógł go oglądać Miaskowski. Jak wiadomo, spędził on życie
częścią w Smogorzewie, w Wielkopolsce, niedaleko granicy ślą
skiej, w południowej części dzisiejszego W. Ks. Poznańskiego,
częścią zaś we Włoszczonowie, w ziemi Gostyńskiej, na Mazo
wszu. Na obu terytoryach dawny zwyczaj odbywa się tak, jak
za czasów Miaskowskiego.
W południowej części W. Ks. Poznańskiego, w Sierosze
wicach (pow. Odolanowski), przebierają chłopcy w ostatni wto
rek jednego za niedźwiedzia ; owinąwszy go w grochowiny, na
twarz włożywszy maskę z płótna, w pas przewiązawszy po
wrozem, prowadzą go do dworu, drugi zaś mniejszy przebiera
się za małpę i obaj przy odgłosie skrzypek wyprawiają figle
i tańczą. Po powrocie do karczmy odbywa się t. zw. „podkoziołek“ t). We wsi Parczewie (pow. Ostrowski) chodzi w ostatki
„niedźwiedź“ tj. chłop, słomą owiązany, a z nim inni w różnych
przebraniach. W Wysocku pojawia się on na Trzech króli :!)
Znany też jest i drugi sposób przebrania. W Pakosławiu, Go
lejewku (pow. krobski, 1875 r.) chłopak przebiera się w tłusty
czwartek za „niedźwiedzia“ w ten sposób, iż wdziewa kożuch
futrem na wierzch, uszy i maskę, na nim siedzi drugi przebrany
za małpę i stroi figle ; tak obchodzą wieś i pokazują inne
sztuki, za co otrzymują datki. Podobnie i w Jargoszycach pod
Kobylinem (1872) przebierał się niedźwiedź w kożuch, do góry
wełną obrócony 4).
W okolicach zachodnich W. Ks. Poznańskiego istnieje ten
sam zwyczaj. W Morownicy (1870) owijają niedźwiedzia gro
chowinami i, trzymając go na powrozie, każą mu tańczyć i mruczyć, za co otrzymują od gospodarzy jadło, od dziewcząt pie
niądze. Ponieważ jeden w orszaku niesie rożen, na który skła
dają datki, zowie się to chodzenie z „rożnem“ a trwa od nie') Kitowicz, Pamiętniki, t. IV, str 41.
s) Kolbetg, Lud, S. X, str. 192.
“) Materyały antropol.-archeol. i etnogr., t- VIII, dz. 11, str. 41, 42.
4) Kolberg. Lud, S. X, str. 190.
— 170 —
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
dzieli do ostatniego wtorku ’)• W ten sam sposób odbywa się
to w Chalinie (pow. Międzychod/ki, 1876) 2).
Nie obcy też ten zwyczaj okolicom północnym. W Mystkach przebierają w ostatni wtorek chłopcy ,edni drugich w słomę,
grochowiny itd. jako „niedźwiedzie“, które wiodą czasem na
sznurkach s). W Nietrzanowie chodzą w Popielec baby z chło
pem, przebranym za „niedźwiedzia“4).
Zwyczaj ten nie ogranicza się w Wielkopolsce do jednego
terminu, ale powtarza się też w poniedziałek i wtorek wielka
nocny, ponieważ wówczas odbywa się również zbieranie po
darków. W Michorzewie i Pakosławiu (pow. Bukowski, 1870)
stroją „niedźwiedzia“ w drugie święto wielkanocne w słomę
i grochowiny i prowadząc na sznurze, kijem zmuszają do fi
glów. W towarzystwie niedźwiedzia występuje też wówczas
mięsopustny jeździec na koniku. Młodzież obchodzi domy,
w których mieszkają skąpane w tym dniu dziewczęta, i dostaje
przysmaki5). W Konojadzie (pow. Kościan) prowadzą niedźwie
dzia na lejcy i okładają batem B). W Ujaździe dzieje się to
w trzeci dzień Wielkanocy 7). Najpowszechniejszą jest ta zabawa
w północnych okolicach pod nazwą „chodzenia po dyngu“
w połączeniu ze spiewaniam odpowiedniej pieśnis). Przebra
niem są przeważnie grochowiny, rzadziej wywrócony kożuch,
terminem poniedziałek wielkanocny; prowadzą niedźwiedzia na
łańcuchu lub powrozie; nadto w okolicach Poznania topią go
tak, iż grochowiny odpadają.
„Niedźwiedziem“ wreszcie nazywają też w Machcinie i Morownicy owiniętego w zielone gałązki i liście chłopca, którego
oprowadzają w Zielone świątki po domach i zbierają datki ;a)
lecz jest to zdaje się tłumaczenie ludowe dawnego zwyczaju, dziś
już niezrozumiałego dla ludu. W Sieradzkiem „niedźwiedź“
') Kolberg. Lud, str. 60.
3) Tamże, str. 350.
:i) Tamże, S. IX, str. 123.
4) Tamże, str. 130.
5) Tamże, S.- X, str. 351.
.6) Tamże, str. 66.
’) Tamże, str. 69.
8) Tamże, S. IX, str. 134—9.
'■') Tamże, S. X, str. 69.
171 —
Władysław Szyszkowski.
w czarnym kożuchu występuje wśród kolędników noworocz
nych obok tura, kozy itd. Ł).
Na drugiem terytoryum, znaném Miaskowskiemu, t. j na
Mazowszu, występuje „Niedźwiedź“ w okresie mięsopustu i Bo
żego Narodzenia. Pod Mszczonowem i Białą, w pobliżu opiewanej
przez poetę Włoszczonowej, przebierają chłopcy jednego za nie
dźwiedzia, drugi chodzi z tyczką, na którą wtyka otrzymaną po
chałupach słoninę i szperkę, trzeci bije słomianą pytlą wszyst
kie dziewczęta, które me wyszły za mąż ; w innych okolicach
chodzą z turem i tego smagają słomianą pytlą a) Nadto w powie
cie Włoszczonowskim, w Białej i Błotnej istnieje odosobniony
a ciekawy zwyczaj weselny, w którym występuje niedźwiedź.
Jeden z gości przebiera się za kupca żyda, przerzuca przez
ramię worek, pełen niby pieniędzy a właściwie odłamków potłu
czonej miski, na linie prowadzi drugiego, przebranego za nie
dźwiedzia, i pokazuje z nim różne sztuki. Kupiec tańczy z młodą,
ale panna przytem kuleje, natomiast ze starościną taniec idzie
gładko. Wreszcie kupiec przelicza pieniądze i wręcza je staro
ścinie, ale młoduchna kryje się. kupiec więc lamentuje, kłótnia
kończy się ucieczką kupca i niedźwiedzia.3)
W innych okolicach Mazowsza odgrywa prowadzenie nie
dźwiedzia ważną rolę w zwyczajach kolędowych i zapustnych.
W Mysłakowie (gub. warszawska) jeden ze śpiewających w osta
tni wtorek przebiera się w kożuch wywrócony albo okręca się
grochowinami i jest „taki niedźwiedź“4). W samej Warszawie
jeszcze w pierwszej połowie XIX w. gromadki chłopców obcho
dziły „po kolędzie“ wszystkie domy od Bożego Narodzenia do
Nowego Roku. Najzręczniejszy przebierał się za niedźwiedzia
lub żórawia i wyprawiał odpowiednie figle.5) W Łukowskiem
chodzą w czasie zapustnym z niedźwiedziem, kozą i jeźdźcem
na koniu.,:) Kurpie przebierają się za żydów, niedźwiedzie i ko
niki. 7) W Siedleckiem drobna zagonowa szlachta, obejmowana
') Kolberg, Lud, S. XXIII, str. 66.
2) Kolberg, Mazowsze, t I, str. 121.
:;) Wisła, t. Vll. str. 740.
*) Materyały antropol.-archeol. i etnogr., t. X. dz II, str. 231.
5) Gloger, Rok polski, str. 60.
°) Kolberg, Mazowsze, t. III, str. 73, 74.
’) Tamże, t. IV, str. 122.
—
172
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
nazwą Koziarów, zachowała też dawny zwyczaj prowadzenia
niedźwiedzia w grochowinach na słomianym powrozie.*)
Na Podlasiu, zamieszkanem też przeważnie przez drobną
szlachtę, mianowicie w ziemi Bielskiej, chodzą w wigilię Nowego
Roku dziewczęta, przebrane za cyganki, od chaty do chaty
i zbierają datki. W ślad za nimi idą chłopcy a jeden z nich,
przebrany za cygana, prowadzi niedźwiedzia w grochowinach na
grochowinowem lub Słomianem powróśle i popędzając kijem,
zmusza go do wyprawiania figlów przy odgłosie skrzypek. Obie
grupy zebrawszy datki, już bez przebrania zjawiają się
w karczmie i hulają do rana. Nakoniec zapalają na niedźwie
dziu grochowiny i zaraz gaszą oblewając wodą. Tak kończą
rok stary a zaczynają nowy. Zwyczaj chodzenia z niedźwiedziem,
kozą lub konikiem był tam powszechny także w czasie mięso
pustu, przyczem niedźwiedzia oprowadzał „Niemiec“ a nie
cygan.2)
Zupełnie zgodny co do terminu i sposobu przebrania z relacyą Miaskowskiego jest obchód w ziemi Dobrzyńskiej. Za nie
dźwiedzia przebierają się tam parobcy w Popielec wieczorem
w ten sposób, iż okręcają się grochowinami, i tak chodzą po
chałupach, gospodarze zaś częstują ich wódką i piwem. 3)
Zwyczaje zapustne ludu kujawskiego nie różnią się wiele
od mazowieckich. Na Kujawach przebierają się chłopcy za żydów,
cyganów, niedźwiedzie, kozły i bociany. W niektórych wsiach
kujawskich widoczne jest nadto połączenie dwóch gdzieindziej
odrębnych zwyczajów. Człowiek, okręcony powrósłami z gro
chowin, który ma wyobrażać niedźwiedzia, ciągnie tu taczki do
wożenia młodych mężatek, które wkupują się do grona gospo
dyń we wstępną środę.1!
W Małopolsce niedźwiedź występuje rzadko. W Krakowskiem cygan z niedźwiedziem pokazuje się w szopce; w ostatki
zaś najczęściej występuje „koza“ t. j. chłopak, pokryty kocem
lub kożuchem i kłapiący pyskiem, lub też „zapust“ w kożuchu,
kudłami na wierzch obróconym, opasany powrósłem a na głowie
w tekturowej czapce z wstążkami.ň) W Lubelskiem przebierają się
') Wisła, t. VII, str. 732.
'-) Gloger, Rok polski, str. 109—11.
3) Zbiór wiadomości do antropol. i etnogr. kraj. T. II, dz. II, str. 16.
4) Gloger, Rok polski, str. U>9.
') Kolberg, Lud, S. V, str. 198, 263 4, 266.
— 173 -
Władysław Szyszkowski
w ostatki za niedźwiedzia, byka, kozła,x kozę i jeźdźca na ośle1)Wogóle jednak w Małopolsce tak w okresie Bożego Narodze
nia jak w zapusty najpowszechniejsze jest chodzenie „z turo
niem“, o którym już Fredro mówi iż „mięsopustnego tura
dzieci się strachają“.
Możnaby przytoczyć jeszcze szereg zapisków ludoznaw
czych, świadczących, jak rozpowszechnione jest chodzenie z nie
dźwiedziem w różnych okolicach i krajach. Wodzą go też na
Ślązku w ostatki w niektórych miejscowościach12). U Łotyszów
wędrują na Sw. Szczepana cygani z niedźwiedziem w obróco
nym kożuchu i z żórawiem 3).4 Znany też jest niedźwiedź, okrę
cony grochowiną w Łużycarh, co się tam zowie „mjedweża,
bara woryś“, i to od Bożego Narodzenia do postu *). W Cze
chach „niedźwiedź występuje w każdej niemal grupie, przebra
nej za cyganów, żydów itd. Jest to zazwyczaj chłopak, owinięty
w grochowiny i słomę, czasem też w kożuch obrócony kudłami
na wierzch; prowadzą go na powrozie i każą wyprawiać różne
figle ; gospodyni zaś usiłuje zerwać zeń garść grochowin kurom
i gęsiom na podściółkę, by się dobrze niosły ; dzieje się to
zwykle w ostatni wtorek 5)6 Dawniej przebierano się w Czechach,
jak świadczy Rvačovský, w czasie mięsopustu w różne skóry
zwierzęce kosmate, wilcze, niedźwiedzie, cielęce, baranie, ko
zie itd. W tej samej postaci występuje „niedźwiedź“ także
u Niemców w Czechach °). Nie jest to jednak wpływ czeski,
gdyż Niemcy znają też od dawna niedźwiedzia zapustnego „Fast
nachtsbär“.
Na podstawie niniejszych świadectw dadzą się określić
pewne wspólne właściwości obchodu z „niedźwiedziem“, głó
wnie co do trzech okoliczności. Co się tyczy terminu, zasadni
czo „chodzenie z niedźwiedziem“ odbywa się w ostatnie dni za
pust, często też w okresie Bożego Narodzenia i Nowego Roku,
1) Kolberg, Lud, S. XVI, str, l W
2) Österreich.-ungarische Monarchie. Mähren u Schlesien. Slavisches Volksleben v. Slama.
3) Zbiór wiad-, t. XV, dz. lll, str. 230.
4) Schulenburg, Wendisches Volksthum, 1882, str. 137.
s) Por. Hanuš, Bájeslovný Kalendar, str. 80 i n. — Český Lid, 11
(1893), str. 73. — Reinsberg-Düringsfeld, Fest-kalender aus Böhmen,
str. 49 i n. — Oesterr.-ungar. Monarchie. Böhmen I, Feste und Bräuche
d. Slaven v Sobotka, str. 440 itd.
6) Böhmen, 1, str. 535.
174 —
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
wyjątkowo w drugi dzień Wielkiejnocy, zawsze w połączeniu
ze zbieraniem datków czyli kolędowaniem. Co się tyczy materyału przebrania zasadniczym są grochowiny obok wywróco
nego kożucha. Forma wreszcie całego obchodu ma charakter
wesołej zabawy : niedźwiedzia prowadzą na słomianym powro
zie, łańcuchu lub sznurku a ten skacze i stroi psoty, przypo
minając żywo oswojonego niedźwiadka.
Wychodząc z terminu obchodu, wyjaśniano „niedźwiedzia“
jako symbol zimy, ustępującej przed wiosennem odrodzeniem
przyrody. Tak sądził w Czechach Hanuś *), w Polsce Grabow
ski 2); zdaniem Hanusa niedźwiedź jest symbolem zimy a chłopcy
i dziewczęta, które go prowadzą, symbolem odradzającej się
wiosny; zdaniem Grabowskiego wilk i niedźwiadek były to
symbole ciemności. Usiłowano przytem tłumaczyć te obrzędy
mitologią poszczególnych narodów. Hanuś uważał niedźwiedzia
za Peruna zimowego czy Czernoboga, wychodząc z fantasty
cznej hypotézy, jakoby groch był mu poświęcony; Niemcy zaś
uważali to za szczątek obrzędów na cześć Perchty albo Hołdy
i Donara, w czasie których przedstawiano obrazowo upaaek
zimy 3). Dziś mitologiczne te hypotézy są zupełnie przestarzałe.
Opierając się znów na materyale przebrania tj. grochowi
nach a także na czasie, wyjaśnia Mannhardt 4) niedźwiedzia za
pustnego jako demona urodzaju „Korndämon, Vegetationsdä
mon“. Zdanie jego ma niezawodnie większe prawdopodobień
stwo, niż dawne tłumaczenia mitologiczne, ale grochowiny me
są wyłącznem i powszechnem przebraniem niedźwiedzia, gdyż
pojawia się także kożuch, wywrócony wierzchem do góry, a więc
naśladowanie skóry zwierzęcej, która, jak można wnosić ze
starszych świadectw, była pierwotniejszą formą wszelkiego prze
brania się za zwierzęta. Słusznem wydaje się zapatrywanie
Zibrta, który uważa grochowiny za późniejsze usiłowanie nada
nia kosmatości przebraniu, a to w braku skór zwierzęcych 3).
Nadto owo zrywanie grochowin na podściółkę dla drobiu w celu
zapewnienia większej płodności, tak powszechne w Czechach,
J) Bájeslovný Kalendar, 1860, str. 80.
2) Zwyczaje doroczne ze stanowiska mitologii słowiańskiej. (Ty
godnik powszechny, 1879, str. 102).
■f) Reinsberg-Düringsfeld, Fest-kalender aus Böhmen, Praga, 1862.
4) Antike Wald u. Feldculte, Berlin, 1«77, str. 184.
*J Staroć obyć., str. 20.
—
175
—
Władysław Szyszkowski.
któreby wskazywało tę cechę demona urodzaju w niedźwiedziu
zapustnym, nie pojawia się prawie zupełnie w Polsce, wobec
czego można przypuszczać, iż było to późniejsze nadanie istnie
jącemu zwyczajowi znaczenia agrarnego a to pod wpływem tej
okoliczności, iż niedźwiedź pojawiał się w ostatki lub popieleć,
które skądinąd były spokrewnione z dawnem wiosennem świę
tem i wiele jego przeżytków pielęgnowały. Wreszcie sam ter
min niestały zwyczaju, pojawienie się jego tak w okresie mię
sopustu jak Bożego Narodzenia nie pozwala niedźwiedziowi
wśród innych zwierząt, wówczas wyobrażanych, nadawać pe
wnych cech odrębnych, pewnego odrębnego znaczenia, ale każe
traktować go w związku z ogólnym zwyczajem przebierania się
za zwierzęta w okresie Bożego Narodzenia i mięsopustu, zwła
szcza jeźli się zważy, że te same zwierzęta oprowadza się tak
w okresie Nowego Roku jak ostatków, że jest tur kolędowy
i mięsopustny, że z kozą chodzi się w Boże narodzenie
i w ostatki, tak samo z żórawiem itd. Przyczyna tej częstotli
wości była zapewne dość prosta i stosunkowo późna. Zwyczaj
chodzenia z przebranymi ża zwierzęta ludźmi w obydwóch ter
minach (a także w poniedziałek wielkanocny) łączy się ściśle,
ma za cel zbieranie datków, kolędowanie. Przebieranie się za
zwierzęta w charakterze poważnym właściwe było pierwotnie
zapewne tylko uroczystości zimowego przesilenia, spadającego
się co do terminu z Bożem Narodzeniem, w tym bowiem cza
sie potępia je Kościół od lat najdawniejszych w całej Europie.
Chodzenie .po kolędzie z życzeniami pociągało za sobą zbiera
nie datków, z którem połączyło się też współczesne przebiera
nie się za zwierzęta, ale już raczej w charakterze zabawy, za
którą, jak za życzenia zbierano datki, i stało się urozmaiceniem
obchodu. Ponieważ w ostatki zbieranie datków wymagało też
konsekwentnie jakiejś zabawy, powtarzano rzecz znaną już z ko
lędowania w czasie noworocznym. Życzenia, które łączyły się
ze zbieraniem datków, były jego przyczyną, miały uprawnienie
tak w jednej, jak w drugiej porze : w pierwszym przypadku
ze względu na początek roku astronomicznego i kościelnego,
w drugim ze względu na początek roku agrarnego.
Cały charakter wesoły zwyczaju i jego forma nasuwa je
szcze inne przypuszczenia. Gloger sądzi
że tak chodzenie
'j Gloger, Roi, polski, str. 59, 74, 103—4.
— 176 —
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
niedźwiedziem, jak turem, wilkiem czy konikiem jest pamiątką
oprowadzania niegdyś tych samych zwierząt ale żywych, dziko
schwytanych lub oswojonych, i uważa to za zwyczaj, sięgający
czasów pogańskich. Przyjmuje nadto równoczesność obu form
mówiąc, iż w Nowy Rok pachołkowie i słudzy, złapawszy mło
dego wilka, niedźwiadka lub coś podobnego, po domach go
oprowadzali a częściej sami przebierali się w wilczą, baranią
lub niedźwiedzią skórę, skąd powstało przysłowie „by z wilczą
skórą po kolędzie“. Zgodność taka zwłaszcza co do niedźwie
dzia jest rzeczywiście uderzająca. Oprowadzanie na łańcuchu
człowieka, przebranego za niedźwiedzia, jego figle przy dźwięku
muzyki a wreszcie datek za widowisko przypomina owych pol
skich niedźwiedników, sławnych i poza granicami Polski, o któ
rych wspomina Klonowicz, Rej, Potocki i in. 1). Gloger wyraża
dalej przypuszczenie, że te wszystkie przebierania się za zwie
rzęta oraz wodzenie zwierząt ze śpiewaniem odpowiednich pie
śni i powinszowaniami były to zwyczaje, sięgające czasów po
gańskich Na innem miejscu jednak uważa przebieranie się
w czasie zapust za zwyczaj znacznie późniejszy: „T. zw. masz
kary zapustne czyli karnawałowe i przebieranie się w różne
kostyumy, już od czasów średniowiecznych w zachodniej Euro
pie, dało początek w Polsce zwyczajowi ludowemu przebierania
się w zapusty za żydów, cyganów, dziadów, niedźwiedzi, ko
nie itd.“ ). Stanowisko więc na ogół niejasne trzeba chyba tak
rozumieć, iż przykład warstw wyższych uważał Gloger za przy
czynę tylko powtarzania się przebierania za zwierzęta w czasie
zapust, samo zjawisko zaś uważał za rozwinięte samodzielnie
7 wodzenia żywych zwierząt w czasie kolęd i to jeszcze w cza
sach pogańskich.
7.
Ze zwyczaj przebierania się za zwierzęta w okresie zimo
wego przesilenia pochodzi z czasów pogańskich, na to dziś
przeważnie godzą się badacze. Nasuwa się tylko pytanie, czy
zwyczaj ten rozwinął się u poszczególnych narodów europej
skich odrębnie od Greków i Rzymian, czy też pod ich wpły
wem, od ruch został przyjęty. W ślad za etymologią słowiań-1 2
1) Por. Linde Słownik, III, 326. — Zbylitowski Piotr, Rozmowa
szlachcica polskiego z Cudzoziemcem. (Pisma. Wyd. Turowskiego, str. 27).
O niedźwiednikach ruskich por. Klonowicz, Roxolania, str 33—4.
2) Encyklopedya staropolska, t. IV, str. 488.
— 177 —
12
Władysław Szyszkowski
skiej kolędy od rzymskich kalend, za porównaniami mięsopustu
z rzymskiemi bakchanaliami, w czem upatrywano widoczny
ślad zetknięcia się Rzymian ze Słowianami w Danii, poczęto
też szukać wpływu zwyczajów klasycznych na zwyczaje innych
ludów Europy. Wpływ taki mógł istnieć bądź w czasach przed
historycznych, bądź nawet i później w każdym narodzie osobno
za pośrednictwem rozmaitych czynników. Wybitny wpływ rzym
skich obrzędów Kolend, Brumaliów i Saturnaliow, na zwyczaje
innych ludów Europy przyjmuje Wesołowski i odnosi to przedewszystkiem do zwyczaju przebierania się: „Jeźli w obchodzie
Bożego Narodzenia wogóle słuszna jest hypotéza przeniesie
nia, — - mówi — odnosi się to mianowicie do tak wybitnych
zjawisk, jak maski i przebrania, które najłatwiej mogły oddzielić
się od kultu, wyodrębnić i przenosić z jednego miejsca na dru
gie“ J). Idzie on nawet tak daleko, iż przypuszcza, że ruskie,
bułgarskie i polskie przebieranie się za kozy pozostaje może
w związku z koźlim, satyrowym strojem Brumaliów, przetrwa
łym też w Norwegii i Danii (Yolebukk ; Yole-geit), Anglii i Ger
manii (Klapperbock, Habergais). Przebieranie się za zwierzęta
w Polsce byłoby więc wpływem kultury bizantyńskiej, której
tak widoczne ślady dadzą się odnaleść, zdaniem badaczy rosyj
skich, w folklorze Słowian południowych i wschodnich.
Za czynniki, które sprzyjały rozpowszechnieniu się masek
po całej Europie, przyjmuje Wesołowski grecko-rzymskich mi
mów, późniejszych „histryonów“, niemieckich szpilmanów, ru
skich pocieszników, skomorochów, któremito nazwami obda
rzano spadkobierców owych starożytnych mimów. Istnieją
rzeczywiście świadectwa, iż „histryonowie“ ci przebierali się
w larwy. „Summa de poenitentia“ mówi o trzech rodzajach
„histryonów“: o tych, którzy wykonywają skoki i giesty kary
godne (kuglarze), powtóre o takich, którzy obnażają ciała swe,
a wreszcie trzecia kategorya to ci, którzy wdziewają „horribiles
larvas“ 2). Do tego można dodać przytoczone już świadectwo
z traktatu Mikołaja z Błonia, iż histryonowie p:zebierali się za
jelenie i konie. Nadto zajmowali się ci średniowieczni mimowie
pokazywaniem tresowanych zwierząt, zwłaszcza niedźwiedzi,
tak w innych krajach, jak w Polsce, w której źródła średnio’) L. c„ str. 129.
Ł) L. c., str. 175.
— 178 —
Pierwiastek ludowy w poczyi polskiej XV i XVI w.
wieczne często wspominają „histrionów“. Oprócz tego jednak
istnieli też domorośli niedźwiednicy.
Nie można też zaprzeczyć, że w Rzymie istniał obok gro
madnego biegania w skórach wilczych i koźlich, także zwyczaj
chodzenia po kolędzie w orszaku, w którym byli też maskowani.
Pewien ustęp z manuskryptu, przytoczony przez Du Cange’a,
opisuje „ludi Romani communes in Kalendis Januariis“. W wi
gilię Kolend chłopcy noszą tarczę. Jeden z nich jest zamasko
wany: „cum maza in collo", uderzają w bęben i tak chodzą
od domu do domu a larwa „sibilat“. Po ukończeniu zabawy
otrzymują od pana domu podarek *).
Histryonowie nie byli jedynym czynnikiem wpływu staro
żytności klasycznej. Niejeden zwyczaj przyszedł stamtąd jeszcze
w czasach przedhistorycznych drogą obcowania narodów, nie
jeden dopiero z Kościołem i kulturą zachodnią, lecz musiały
one znachodzić grunt odpowiedni, skoro się tak rozpowszech
niły po wszystkich zakątkach Europy. Wpływ ten mógł nada
wać odpowiednie formy zwyczajom domorosłym, przetwarzać
je i inne nadawać im znaczenie. Samo zjawisko przebierania
się w innym celu, w innym charakterze mogło istnieć już przed
tem wśród rozmaitych ludów Europy, zwłaszcza, że jak wyka
zali Andree 2). Bastian 3) i in., maski a przedewszystkiem skóry
zwierzęce jako materyał i sposób przebrania nie są wynalaz
kiem Greków, ale w formie pierwotniejszej i nieudoskonalonej
maskowanie głównie za zwierzęta istnieje też u ludów pierwo
tnych. Fakt, że zwyczaj przebierania się w skóry zwierzęce spo
tyka się od najdawniejszych czasów u wszystkich ludów euro
pejskich, każe przypuszczać, że początkiem swym sięga wspól
ności aryjskiej. Powstanie zaś tego zjawiska da się wyjaśnić
z uwzględnieniem stopniów kultury od ludów pierwotnych do
cywilizowanych. Pewne fakty z życia ludów dzikich pozwalają
na określenie faz poszczególnych i celów, w jakich to przebra
nie się odbywa i odbywało. Pierwsze fazy dadzą się też, jak tę
rzecz przedstawia rozprawa Karoliny Stewart wyżej przytoczona,
zastosować do wyjaśnienia powstania wiary w wilkołaki, która
właśnie wywodzi się z izeczywistego faktu przebierania się
') Du Cange, Glossarium med. laťmitatis, F. 4, str. 485.
2 Etnographische Parallelen u. Vergleiche. Lipsk. 1889,12. Masken.
•’) Masken u. Maskereien. (Zeitschr. f. Völkerpsychologie u. Sprach
wissenschaft t. XIV, str. 335—358).
- 179
12
Władysław Szyszkowski.
w skóry zwierzęce. Człowiek pierwotny, nie mając skutecznej
broni przeciw zwierzętom, usiłował zbliżyć się do nich zapomocą przynęty, by je zbliska skutecznie zwyciężyć. Przynętą tą
było albo pożywienie albo też podobizna zwierzęcia tego sa
mego gatunku. Podobizna taka mogła być skonstruowana bądź
jako rzecz osobna, bądź też sam myśliwy ubierał jakąś część
zewnętrznej postaci zwierzęcia albo całą jego skórę. Na uży
wanie takich środków istnieją liczne dowody, które pozwalają
przyjąć tę okoliczność za najpierwotniejszą przyczynę i cel prze
bierania się w skóry zwierzęce. Kadyacy wabią psy morskie
w ten sposób, iż wkładają hełm, podobny do głowy zwierzęcia,
resztę zaś ciała chowają i naśladują przytem głos zwierzęcia.
Eskimosi niosą na polowanie na bawoły całą bawolą skórę na
sobie, psy morskie chwytają przebrani w ich skórę. Gdziein
dziej odbywa się w ten sam sposób polowanie na jelenie, an
tylopy itd. Zaraz następną fazą będzie używanie najrozmaitszych
skór zwierzęcych w tańcu i śpiewie, przyczem nie bez udziału
jest naśladowanie ruchów i głosów zwierzęcych. Ta druga faza
opiera się również na faktach, znanych z -życia ludów pierwo
tnych. Dopiero za wzrostem kultury powstaje wiara w nad
przyrodzone działanie tańców i śpiewu i wytwarza się cały sze
reg dalszych konsekwencyi, które nadają znaczenie kultowe tak
tańcom jak i przebraniu w skóry zwierzęce. I z takichto kul
tów pochodzi zapewne zwyczaj, zakorzeniony w całej Europie,
przebierania się za zwierzęta w okresie zimowego przesilenia,
który zatracając charakter poważny a przyjmując charakter ra
dosnej zabawy, odrywa się od właściwego sobie czasu i uro
czystości i występuje też w czasie późniejszym, jako jeden
z objawów zabawy ludowej.
Jednym z takich objawów jest też niedźwiedź zapustny,
który zapewne należał też do ogólnego cyklu przebierania się
w skóry zwierzęce, a dopiero potem otrzymał pewne cechy
obchodu agrarnego u niektórych ludów, ponieważ występował
w odpowiednim czasie. Natomiast innym zwyczajom popielcowym trzeba przyznać charakter wiosennych obchodów rolniczych
Takim przeżytkiem jest taniec na konopie, tak powszechny
w Polsce i w innych krajach, tudzież kłoda popiele owa,
o której wspomniał ogólnie Miaskowski:
„Ci gonią dziewki, co je w kloce zaprzęgają,
A one się niebardzo — widzę — ociągają“.
180 —
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
Bliższe szczegóły o tym zwyczaju podaje jedna z pieśni
popularnych z początku XVII w. :
„U której panny w tym roku
Mąż nie będzie podle boku,
Taka musi już kloc ciągnąć
Albo kury z kwoką lągnąć“.1)
Jeszcze szerzej opowiada o tem Kitowicz w XVIII wieku.
„Inni znów, spory kloc do łańcucha przyczepiwszy, chwytali
dziewki, przymuszając do ciągnienia kloca od domu do domu,
póki nowych nie złapali dla uwolnienia pierwszych. Początek
tej swawoli miał powstać od zalotnika wzgardzonego i stał się
powszechną karą na dziewki, które za mąż nie poszły. Podobne
swawole praktykowały się i po wsiach między parobkami i dziew
kami... We wstępną środę po miasteczkach żaki i chłopcy cza
towali na wchodzącą do kościoła płeć nadobną i przypinali jej
znienacka na plecach kurze nogi, indycze szyje, skotupy od jaj
i kości związane na sznurku lub nici i zakrzywioną szpilką.“ J)
Klocki i inne przedmioty, przypinane kobietom na plecach
w warstwach wyższych, są zreformowaniem dawnego zwyczaju
ludowego ciągnienia prawdziwego kloca, któryto zwyczaj dziś,
rzec można, znajduje się w okresie zaniku.
W Krakowskiem było jeszcze w XIX w. powszechnym
zwyczajem, iż po miastach swawolnicy nieznacznie zawieszali
w popieleć kawalerom i pannom z tyłu u sukni klocki (patyki,
kosteczki, kurze łapki) za karę, iż nie weszli w związek mał
żeński. W niektórych zaś wsiach odbywał się zwyczaj w pier
wotniejszej formie, ze szczególną uroczystością: „Jeden, prze
brany za dziada, ze śledziem- na kiju, przewodniczył chłopcom,
którzy ciągnęli duży kloc, na łańcuchu uwiązany, łapali po dro
dze parobków lub dziewki i zaprzągłszy do kloca prowadzili do
karczmy na okup, a to za karę, iż się nie pobrali. W innych
wsiach czynią tak baby z chłopami i dziewkami a ci muszą im
fundować. W samym Krakowie w tłusty czwartek lub w popie
leć baby chwytały młodego chłopca i mszcząc się, iż w bezżeństwie' kończył zapusty, stroiły go w grochowy wieniec i przy
muszały ciągnąć kloc po rynku, krzycząc „comber“, aż się
') Pieśni, tańce padwany XVII w. wyd. Wierzbowski (Bibl. zapomn.
poetów i prozaików, zesz. XIX, 1903 r., str. 18).
2) Kitowicz,. Pamiętniki, t. IV, str. 41.
— 181 -
Władysław Szyszkowski.
okupił. ') Podobnie czyniono i w Sieradzkiem w ostatnie dni
karnawału,2) a nadto pojawiały się także i tam klocki, kości,
kurze nogi na plecach młodzieży.J)
"W Rzeszowskiem był dawniej zwyczaj w Bziance, iż po
powrocie z kościoła przywiązywano kobiety do kloców od
rąbania drzewa, obecnie niema już tego zwyczaju w owej miej
scowości. 4) W Tarnobrzeskiem istniało to niedawno jeszcze
w całym powiecie, ale powoli zanika. W Justkowicach jeszcze
przed kilkunastu laty chodziło po pięciu, sześciu chłopaków
z klocem i dziewką, która nie miała się czem okupić i pędzili
z klocem na strych. W Nadbrzeziu robiono tak z kawalerem,
który się nie wykupił, albo też przywiązywano wraz z nim
dziewczynę, z którą się miał żenić, a rodzice wykupywali.ft)
W wierszu wieśniaka w Stolach, Tomasza Wolskiego, śpiewają
kumoszki wedle dawnego zwyczaju:
„Niezapusty przesły,
dziewki za moz nie sły,
juz mogły sie wydać,
bedo kloce dźwigać“.6)
„Kuryer codzienny warszawski“ 11 lutego 1869 r. donosi:
„Wczoraj, jako w środę popielcową, dawnym zwyczajem tak
pannom, jak kawalerom, co po upływie zapust nie połączyli
się w stadła, przypinano z tyłu klocki z drzewa. Oprócz klo
cków tu i ówdzie przypięto kurze lub indycze nogi albo z jaj
skorupy“.7) Podobnie w okolicach Zamościa dziewkom i cliło
pakom, którzy się nie pobrali w czasie zapust, przypinają
żonaci i zamężne kobiety klocki lub skorupy z jaj. 8) Na Pod
lasiu klocki, lalki i skorupy. Tu i ówdzie jednak wciągają duży
kloc do mieszkań panien i kawalerów i zabierają go po wyku
pie. Kloc ten wciągają też do karczmy i poty leją nań wodę,
aż się karczmarz gorzałką wykupi. Przez ten kloc skaczą baby
na len, gospodarze na owies.9;
’) Kolberg, Lud, S. V, str. 269.
2) Wisła, t. III, str. 4S7.
11 Biblioteka warszawska, 1851, t. 111, str. 176.
J) Materyały antropol.-etnogr., t. X, (1908) Dz. II, 118.
s) Lud, t. I (1895), str. 83—4.
*) Tamże, str. 49.
7) Kolberg, Mazowsze, t. I, str. 123.
") Tamże, Lud, S. XVI, str. 115.
9) Gloger, Rok polski, str. 112.
182 —
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
W okolicach Pińczowa przywiązują kloce starsze baby
młodym mężatkom i popędzają je słomianym batem do karczmy,
Ładzie ich mężowie muszą babom płacić, co się nazywa wkupnem
do bab. ') Jest to już niezwykła forma innego popielcowego
zwyczaju t. j. wkupna do bab. Wkupno młodych mężatek odbywa
się we wstępną środę także w innych okolicach, ale zazwyczaj
wiozą je baby na rozmaitych wózkach, półwoziach, taczkach,
bronach, saniach i t. d., często pięknie przystrojonych rodzajem
baldachimu.2)
Na ogół jednak dawny zwyczaj zaprzęgania dziewcząt do
Popielcowej kłody zamiera tak, jak zamarł już u Słowian połu
dniowych, u których ciągnienie kłody zwało się „ploh vléci“.3)
Ta nazwa prowadzi do szeregu podobnych zwyczajów, w któ
rych rolę kłody pług odgrywa. Auban-Mirotický w swem dziele
0 obyczajach wszystkich narodów (XVI w.) zapisał osobliwy
zwyczaj popielcowy, którego jednak Zibrt nie poczytuje za staroczeski: „W dzień popielca dziwno, co się po wielu miejscach
dzieje: panny, które przez cały rok chodziły w tańcu, gromadzą
młodzieńcy i zaprzęgają do pługa miasto koni, pług ten z graj
kiem, na nim siedzącym, ciągną do rzeki lub jeziora“.4) Zgodny
w szczegóły zwyczaj w okolicach nadreńskich, Frankonii i innych
miejscowościach opisuje Seb. Frank w swym „Weltbuchu“.5)
Inne świadectwa niemieckie wspominają tylko o zaprzęganiu
dziewcząt do pługa i oprowadzaniu go dokoła, ale bez grajka
1 jazdy do rzeki, i widzą w tern karę za to, iż dziewczęta nie
zostały poślubione do popielca. Kronika Wiedemanna donosi :
„w popieleć źli chłopcy ciągnęli dokoła pług i zaprzęgali dziewki,
które nie okupiły się złotem, inni szli z tyłu i siali“. Kronika
Pfeifera opowiada, że oddawna był w Lipsku zwyczaj, iż w święto
Bakchusa (w ostatni wtorek) chłopcy ciągnęli pług i napotkane
dziewice zmuszali do zbliżenia się do jarzma, karając je za to,
iż pozostały wolne aż do tego dnia.e) Wspomina też o tym
zwyczaju jeden z „Fastnachtsspielow“, H. Sachs i inni.7)
’) ZDiór wiadomości do antropol., t. IX, dz. 111, str. 23.
2) Kolberg, Lud, S. XX111, str. 74; S. III, str 213; S. IX, str. 126-7:
S. X, str. 62, 194. — Gloger, I. c., str. 109 i t. d.
3) Kämthen u. Krain (Oesterreich.-ungar. Monarchie, 1891) str. 376.
4) Zibrt, Staroć, obyć, str. 40, przyp. 71.
) Grinun, Deutsche Mythologie, 1854, t. I, str. 242.
“) Tamże, sir. 242 - 3.
’) Schultz Alvin, Deutsches Leben im XIV u. XV. Jahrh., 1892, str. 415.
— 183 -
Władysław Szyszkowski
Takie jednak znaczenie pługa jako przypomnienia jarzma
małżeńskiego nie jest pierwotne, jest to tylko późniejsze prze
obrażenie dawnego zwyczaju oprowadzania pługa w uroczystość
religijną, jako hasła do rozpoczęcia pracy rolnej i środka do
zapewnienia sobie urodzajności roli. E. Meyer wykazał, jak
ważną rolę odgrywa pług w kulcie i micie ludów aryjskich. ')
Pierwszą orkę, pierwsze wyjście z pługiem na rolę, które odbywa
się wśród czynności religijnych i symbolicznych, jak skrapianie
wodą i t. d. poprzedza często w znacznem oddaleniu czasowem,
uroczyste oprowadzanie pługa, święto przedoracze. Wśród uro
czystych ceremonii oprowadzano pług na cześć bóstwa, aby zape
wnić urodzaj, pomoc boską w nowem przedsięwzięciu. Taki obchód
odbywał się w Grecyi na drodze z Aten do Eleusis z udziałem ka
płanów, taki charakter miały rzymskie „paganalia“, germańskie
oprowadzanie pługa z początkiem roku. Oprowadzenie pługa
musi się uznać koniecznie za uroczystość, rozpoczynającą iok
rolniczy, za najważniejszą część składową święta wiosennego.
Równorzędne znaczenie i rolę ma tu oprowadzanie
statku jako uroczystość rozpoczęcia żeglugi na wiosnę. Cudo
wny statek Dionyzosa stawiano w Atenach, Smyrnie i t. d. na
kołach i obwożono po mieście jako „carrus navalis“ w święto
wiosenne Antesteryów. Później obchodzono rozpoczęcie żeglugi
wielkim świętem na cześć Izydy, przez opisane u Apulejusza
7vXouupéma lub „Isidos navigium“ rzymskich kalendarzy (5 marca),
przyczem uroczyście poświęcony statek puszczano na fale
W procesyi panatenajskiej niesiono też statek na kołach a peplos
bogini zawieszano na jego maszcie; obrzęd ten znajduje wyja
śnienie w przysłowiu : eTc IIava8r]vaíwv ó irXovs. 2)
Już Tacyt porównywał germański wóz bogini Nertus z okrę
tem Izydy. O oprowadzaniu statku na kołach w Germanii istnieje
świadectwo z 1033 r., a jeszcze w 1530 r. rada w Ulmie zaka
zywała: „item es sol sich nieman mer weder tags noch nachts
verbuzen, verkleiden, noch einig fassnachtskleider anziehen, ouch
sich des herumfahrens des pflugs und mit den schiffen enthal
ten, bei straf 1 gülden“.a)*)
*) Indogermanische Pflügebräuche (Zeitschrift d. Vereins f. Volks
kunde, XIV, (1904), str. 1-18, 129—51).
2) Nilssön, Dionysos im Schiff. (Archiv . Religionswissenschaft, XI,
(1908), str. 339-402).
3) Grimm, D. Myth., I, str, 242.
— 184 —
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
Związek późniejszego mięsopustu z dawnem świętem wiosennem, obchodzonem tego rodzaju obrzędami, wskazuje też
nazwa karnawał, którą w nowszych czasach poczęto wyprowa
dzać właśnie od nazwy statku wiosennego na kołach: „carrus
navalis“. Obwożenie statku i pługa polega na wspólnej idei uwi
docznienia dwóch najradośniejszych zjawisk wiosennych : otwar
cia roli na posiew, morza do żeglugi. Rzecz naturalna, że zwy
czaj pierwszy musiał s;ę rozwinąć tylko u ludów nadmorskich,
drugi silniej u ludów śródlądowych.
Przeobrażanie się dawnych poważnych zwyczajów w pospo
litą zabawę jest faktem znanym i częstym w ich rozwoju. Tak
też stało się z oprowadzaniem pługa, który z symbolu rolni
czego stał się symbolem jarzma małżeńskiego. Słusznie zauwa
żył Tobler, ') że „przemiana pierwotnego poważnego zwyczaju
uroczystego w późniejszą wesołą zabawę zapustną i ogranicze
nie pierwotnie do całego życia natury odnoszącego się święta
wiosennego do zakresu stosunku płci nie wyklucza wzajemnego
związku i kolejnego rozwoju, zwłaszcza, że zapusty, przypada
jące na czas przed wiosną, uchodzą równocześnie za porę
związków małżeńskich, a w licznych zwyczajach świątecznych
wiosennych istotną częścią składową jest łączenie chłopców
i dziewcząt w pary. Że wreszcie wolny stan, jako wyjątek od
reguły, nadawał się do traktowania humorystycznego zwłaszcza
w popieleć jako w końcu określonej pory, to rzecz zrozumiała“.
Przejście ułatwiał też zapewne udział młodzieży w obchodzie,
bo udział taki konieczny do przyjęcia, gdy chodzi o odmłodze
nie natury, bez względu na to, czy obchód ten łączył się z kul
tem jakiego boga czy bogini.
Porównanie świadectw niemieckich o zaprząganiu dziewcząt
do pługa i polskiego świadectwa o zaprząganiu do kłody, una
ocznia analogiczną czynność i analogiczną myśl zwyczaju a raczej
jego przeobrażenia, ale nie dowodzi jeszcze przyczynowego
związku między obu przedmiotami, pługiem a kłodą, drugi nie
jest zastępcą i spadkobiercą pierwszego, ale zajmuje stanowisko
równorzędne jako przedmiot odrębny, który z czasem przybrał
taką samą formę zwyczaju i znaczenia, jak pług w Niemczech.
Jeden i drugi jest symbolem jarzma małżeńskiego, takie otrzy') Die Alten Jungfern im Glauben u. Brauch d. deutschen Volkes
(Zeitschr. f. Völkerpsychologie, t. XIV, str. 64—90).
— 185 --
Władysław Szyszkowski.
mał znaczenie i wyjaśnienie, kiedy pierwotna myśl się zatarła,
niegdyś jednak oprowadzanie pługa a ciągnienia kloca byłyto
zwyczaje odrębne, równorzędne, aczkolwiek blizko z sobą spo
krewnione. Naprowadza na to zwyczaj, istniejący w XIII wieku
u -Łotyszów w Kurłandyi, którzy wówczas byli jeszcze sumien
nymi przestrzegaczami zwyczajów pogańskich.
Paweł Einhorn w swej „Reformatio Gentis Letticae in
Ducatu Curlandie. Em christlicher Unterricht wie man die Letten
oder Unteutschen im Fürstenthumb Churland und Semgallen
von ihrer alten heydnischer Abgötterei... zum rechten Gotten
dienst bringen müge“ (Riga, 16H6) pisze: „Und halten sie noch in
unser Christ-nacht und des Abends ein schandloss Fest mit Fres
sen, Sauffen, Tantzen, Springen und Schreyen, in dem sie von ei
nem Hause zum andern mit solchem ungeheyren Geschrey herumb
gehen, daher sie den Christabend unter sich nicht anders alss
den Tantz-Abend heissen, weil sie den Abend und die gantze
Nacht mit Tantzen, Singen und Springen zubringen. Derselbe
Abend wird auch Bluckwacker i. des Blocksabend genandt,
wie sie alssdenn auch einnen Block mit grossem Geschrey
herumb ziehen, denselben hernach zerbrennen und also ihre
Freude daran haben. Das ist gar gemein und thun sie dasselbe
noch unverholen“. l)
Nie jest to bynajmniej zwyczaj specyalnie litewski ani nawet
bałtycko-słowiański, ale istnieje u innych narodów europejskich.
Najsilniej co prawda, najwybitniej występuje u Słowian poludnio
wych pod nazwą „badnjak“, owa kłoda Bożego Narodzenia, od
której też dzień wigilijny zowią „badnji dan“. U Serbów spro
wadza ją z lasu ojciec rodziny, a skoro ją zapalą, gospodyni
rzuca słomę dokoła ogniska, naśladując gdakanie kaczek, a dzieci
głos kur. Tą słomą nazajutrz podścielają bydło. Badnjak ów
nie może podczas nocy zgasnąć, gdy bowiem wchodzi w Boże
Narodzenie gość z pozdrowieniem „Chrystus się narodził“, odpo
wiadają „Zaprawdę urodził się“ i obsypują pszenicą płonącą
kłodę, on zaś uderza w płonące drzewo i woła: „ile iskier, tyle
owiec, kóz i t. d. tyle szczęścia i błogosławieństwa dla tego
domu“, poczem sypie popiół na ścianę albo kładzie kilka sztuk
pieniędzy na płonące drzewo. Gdy badnjak dogasa, obnoszą go
dokoła ułów i po gospodarstwie, resztki składają wśród drzew
1) Scriptores rerum livonicorum. Ryga i Lipsk, 1848, t. II, str 623
186 -
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
owocowych. ') U Bułgarów przy kłodzie czuwa dziecko przez
całą noc aż do piania koguta. Zwyczaj ten, jak inne wigilijne,
zmierza i tam do zapewnienia urodzajności, a służą do tego
te same praktyki, co u Serbów.2) O paleniu kloca w wigilię
Bożego Narodzenia w Raguzie istnieje świadectwo z XIII w.3)
Najstarszą wiadomość o niemieckim „Weinachtsblocku“
podaje Meyer'1) z Pri(ir)niusa Scarapsusa, który zwalcza nie
miecki zwyczaj „effundere super truncum frugem et vinum“.
Do tego rodzaju należy też skandynawski Julblock, angielski
Yuleelog. francuski „la souche de Noël“ i t. d.5) Kloc ten był
obsypywany zbożem, skrapiany winem, oliwą czy wodą (w Pol
sce kłoda popielcowa też gdzieniegdzie) i palony, a szczątki
rozdzielano i sypano bądź na wodę, bądź gdzieindziej, zawsze
w celu zapewnienia urodzajów.
Z drugiej strony znów także i pług pojawia się nie tylko
w popieleć, jak u Niemców, ale także w obchodach Bożego
Narodzenia. U Polaków kładziono gdzieniegdzie trzosło pługowe
na stół wigilijny. Na Rusi Czerwonej chodzą w wigilię po cha
tach z pługiem i udając oranie, sypią owies i kukurudzę. U Buł
garów natomiast chodzi w ostatni w poniedziałek cała gromada
masek, wśród których ludzie w gałganach prowadzą psy, prze
brane za niedźwiedzie, a główną rolę odgrywa t. zw. kuker
(błazen), zwykle w koziej skórze ; ten wieczorem zaprzągłszy
do pługa dwóch mężczyzn ze swego otoczenia, orze kilka skib
roli i sieje pszenicę. e)
Tak więc terminy, jakoteż oba zwyczaje a raczej ich przed
mioty ustawicznie się mieniają i stoją, jak się zdaje, równorzę
dnie obok siebie. Potebnja 7) zestawia niemiecki zwyczaj zaprzę
gania dziewcząt do pługa i przypinanie klocków w Polsce i Rusi
jako od siebie zawisłe, ale to pokrewieństwo dotyczy tylko
późniejszego przeobrażenia, później nadanego im znaczenia.
Pierwotnie jednak byłyto zwyczaje odrębne, jakkolwiek ten sam
') Kanitz, Serbien u. die Serben, str. 545.
2) Strausz, Die Bulgaren. Etnographische Studien. Lipsk, 1898, str.
355, 361.
3) Jireček w Archiv, f. slavische Philol., XV, (1893), str. 456—7.
4) L. c., str. 16.
6) Potebnja, O miticzeskom znaczenii niekotorych obrjadow i powierij. Moskwa, 1865, str. 3—4.
6) Strausz, 1. c., str. 381.
’) L c., str. 11.
187 -
Władysław Szyszkowski.
cel ich tak w dawniejszem jak i późniejszem znaczeniu: spro
wadzenie urodzajności ziemi a w późniejszem przeobrażeniu
małżeństwa jako symbolu płodności. Takie też odrębne znacze
nie nadaje kłodzie E. Meyer. Zwyczaje, z kłodą związane, zwła
szcza w okresie Bożego Narodzenia, zostają z związku z kultem
bóstw pogody i urodzaju. Miejsce kłody drewnianej zastępuje
dlatego często „Donnerstein“. Obchód kłody u Łotyszów ma,
zdaniem jego, za cel sprowadzenie urodzaju na przyszły rok
przez boga pogody Peruna i odpowiada rzymskiemu zaklinaniu
deszczu „aquilicium“, kiedyto kapłani w czasie wielkiej posu
chy ciągnęli przez miasto kamień „lapis manalis“. Czy zwyczaj
palenia kłody w okresie Bożego Narodzenia był pierwotny
u różnych narodów europejskich, czy też przyszedł z Rzymu
z klocem kolędowym, pozostawia nierozstrzygnięte. W każdym
razie jest rzeczą pewną, że ciągnienie kłody jest jednym ze
zwyczajów agrarnych, składających się na święto wiosenne,
przypadających na początek rolnego roku, i odpowiada opro
wadzaniu pługa lub statku. Rozwoju całego aż do dzisiejszej,
dziwnej postaci nie można określić dokładnie z braku świadectw,
bo najstarsze Miaskowskiego podaje już późne przeobrażenie,
szczątek dawnego, poważnego zwyczaju agrarnego, Wahanie się
obu terminów jeszcze raz świadczy o ustawicznem wikłaniu się
roku rolniczego z astronomicznym i kościelnym.
Charakter rolniczego święta wiosennego nadaje popielcowi
jeszcze inny zwyczaj, a mianowicie skakanie na len konopie
i owies, po dziś dzień tak powszechne. Pewien związek z dzi
siejszym tańcem konopnym wykazuje przesąd wspomniany
w „Figliku“ Reja p. t. „Szwiec co grad czynił z kamienia",
w którym mąż przyniósłszy żyto, radzi : „Pani sukniej podnie
sie, by sie tak zrodziło“.*)
Oprócz zwyczajów popielcowych opisał jeszcze Miaskowski barwnie mięsopust polski, głównie uczty i tańce ; ale opis
ten w tonie moralizatorskim nie podaje żadnych zwyczajów,
któreby zasługiwały na głębszą uwagę, i ma znaczenie bardziej
obyczajowe. Zwyczaje jednak, zachowywane przy jedzeniu i piciu
opisane dokładniej przez innych poetów, są również doniosłej
wagi dla badań etnologicznych i zawierają wiele ciekawych prze
żytków. Jednym z nich jest mycie rąk przed lub po je
dzeniu.
*) Rej, Figliki, wyd. Wittyg, str. Cc. 5 v.
188 —
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
Złoty wiersz o zachowaniu się przy stole ‘) świadczy o tym
zwyczaju w Polsce:
„V wody szę poczina czescz,
drzewey nisz gdi sządą geszcz,
tedy ąna ręczę dayą,
tu szę więcz starsy posznayą
przytem szę k stołu szadzayą“.
Zwyczaj ten istniał w całem społeczeństwie. Rej mówi:
„Radeś, gdy ich przed tobą z wodą kilko stanie,
Ręcznik dzierżąc a mówiąc: miłościwy panie“.-)
Beauplan, zamieszkały na Ukrainie w XVII w., opisując
wogóle uczty panów polskich, opowiada, że goście skoro wnijdą
do sali, znajdują dwóch dworzan w pośrodku z miednicą i pozła
caną nalewką, którzy kolejno nalewają każdemu wody na ręce
a dwaj inni podają ręcznik. O podobnej ceremonii na dworze
królewskim opowiada Royziusz. Współcześnie istniał taki sam
zwyczaj u innych narodów europejskich, Niemców i Francuzów3).
Nie jest to jednak wynik postępu i kultury, jakby się mogło
zdawać. Zwyczaj mycia rąk przed i po jedzeniu istnieje też
u ludów pierwotnych i ma pierwotne źródło w zabobonach lub
przepisach religijnych, trudno bowiem szukać hygieny u ludów
dzikich w tym przypadku, skoro brak jej w innych okoliczno
ściach życia. !) Dziki po dotykaniu trupa myje się nie tyle dla
tego, żeby mu to było przyjemnie i sprawiało wewnętrzne zado
wolenie, ale raczej dlatego, że duch zmarłego szkodliwieby
nań działał, lndyanie zachęcają dzieci do mycia twarzy i rąk
nie dla czystości, ale by nie gniewać wielkiego ducha. Mycie
się przed jedzeniem jest też przepisem, surowo przestrzeganym
w religiach wschodnich. Za głębszy tedy przeżytek trzeba uznać
i nasz zwyczaj, rozpowszechniony w całym narodzie. Poczucie
pierwotnego pochodzenia zatarło się już niewątpliwie o wiele
') Brückner w Archiv f. slavische Philologie, XIV, (1892), str. 496 502.
2) Rej Zwierzyniec, rozdz. IX, epigr. CLXI, wyd. prof Bruchnalski
(Bibl. pis. poi., str. 279); podobnie w „Apoftegmatach“ „O Bogaczu
a o mniejszym stanie“. Grabowski, str. 58.
3) Lacroix, Moeurs, usages et costume au moye'n âge et a l’epoque
de la renaissance, Paris, 1871, str- 188.
4) Haberland, Über Gebräuche u. Aberglauben beim Essen. (Zeitschr.
f. Völkerpsychologie u. Sprachwissenschaft, t. XVIII, str. 160 i n.).
— 189 —
Władysław Szyszkowski.
wcześniej niż w XV i XVI w, a przyczyną, która utrzymywała
ten zwyczaj tak u- nas, jak gdzieindziej, było to, iż widelce wcho
dzą w użycie dopiero z końcem XVI w.
Inny zwyczaj z tej dziedziny: picie za czyje zdrowie
ma pochodzenie nie zupełnie jasne. Według Tylora M jest rzeczą
nader prawdopodobną, iż zwyczaj picia zdrowia żywych jest
w związku z obrzędem religijnym picia do bogów i nieboszczy
ków, znanym u różnych narodów. Skandynawi starożytni speł
niali zdrowia bóstw oraz królów na ich pogrzebach. Helmold
w XII w. mówi o dziwnym zwyczaju Słowian : obnoszą na
swych ucztach czarę, w którą nie tyle błogosławieństw, ile prze
kleństw pod imieniem bogów dobrego i złego wmawiają. -)
Uczty uchodzą w Polsce jeszcze w XII w. za zbiór przeżytków
pogańskich według życiorysu św. Stanisława.
Zwyczaj przypijania do żywych sięga czasów dalekich. Już
u Greków były przypijania (epidexia), które postępowały kolejno
dokoła stołu, od nich przyjęli ten zwyczaj Rzymianie (greckie
■Kpoiriveiv, propinare — Graeco more bibere). 3j Podobnie czy
nili dawni chrześcijanie : „vivas“, wzywali też czasem Chrystusa
przy napoju. W Niemczech wychylano w świątyniach dwa pierw
sze kielichy na cześć bogów, trzeci ku pamięci bohaterów,
czwarty za zdrowie nieobecnych przyjaciół. Już w VI w. dawny
zwyczaj religijny przeobraził się w ludowy i stał się ogólnym
a ściśle określone przepisy podawały w średniowieczu ro
zmaite sposoby picia: Zutrinken, Vortrinken, Wett- i Gesund
heitstrinken.
W Polsce podanie głosi, że już Popiel przy pijał do swych
stryjów a w średnich wiekach spełniano zdrowie króla, przy
jaciół i na własną pomyślność 4). Najdokładniejszy jednak opis
zwyczajów, z kielichem związanych, dał Rojzyusz w„Bakcheidzie“J)
i wyraźnie zaznaczył, iż są to zwyczaje prastare, sięgające cza
sów niepamiętnych- Opisuje najpierw t zw. przypijanie. Zapra
szający do picia, stosownie do starodawnego zwyczaju, pozdra0 Cywilizacya pierwotna, t. 1, str. 91.
2) Por. Harnisch, Slavische Mythologie, str. 151. - Gloger, Encykl.
staropolska, t. IV, str. 248.
3) Tylor, 1. c, t. I, str. 92.
4) Maciejowski, Polska i Ruś, t. I, str. 160.
5) Petri Royzii Hispani Carmina ed. Kruczkiewicz (Corp. antiq.
poet. Pol lat, t. 1, str. 233—9).
190
—
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
wia grzecznie zapraszanego i ofiaruje mu swe usługi, następnie
wychyla kielich i pokazuje go zaproszonemu, poczem św:eżo
napełniony bierze prawą ręką i powstawszy z odkrytą głową,
podaje go drugiemu. Ten zaś również z odkrytą głową przyj
muje kielich i wypowiedziawszy stosowne pozdrowienie i po
dziękowawszy za życzenia, wychyla go do dna. Jeżeli coś ujmie
z tego zwyczaju, jest to poczytane za wielką obrazę i może
wywołać rozlew krwi. Zwyczaj ojczysty i ceremoniał uczty każe
tylko przypijać a pić samemu zakazuje. Dopiero po skończeniu
uczty następuje uroczyste picie zdrowia. Gospodarz każe przy
nieść ogromną czarę i wypełnić po brzegi, następnie zwraca
się do biesiadników z wezwaniem, by, jeźli miłe im życie
i zdrowie królewskie, poszli za jego przykładem, i wychyla
duszkiem do dna puhar, gdyż ani kropla nie może pozostać,
wreszcie obróciwszy puhar ku ziemi, wstrząsa nim tak silnie,
iż ten zupełnie wysycha. Potem rozkazuje przynieść coprędzej
wszystkim takie roztruhany a każdy stojąc wychyla swój kie
lich, poczem wstrząsa nim trzykrotnie, tak, że zaledwie lekki
ślad zostawia na obrusie. W ten sam sposób piją zdrowie ro
dziny królewskiej, gospodarza itd., tak, iż jak żartował Kocha
nowski trzeba było stać przez całą ucztę ')•
Jak widoczne z tego, Polacy mieli rzeczywiście, jak twier
dził Długosz „varios modos bibendi“. Opis Rojzyusza odznacza
się wielką dokładnością w szczegółach, co oczywiście podnosi
znaczenie jego, jako świadectwa historycznego, ale odbiera
utworowi nastrój poetycki. Kochanowski, jako prawdziwy arty
sta. postąpiłby w tym przypadku inaczej, nie poświęciłby wyo
braźni poetyckiej na rzecz dokładności historycznej, jak tego
zresztą dowodzi jego „Sobótka“.
Omówionej już uroczystości zimowego przesilenia dnia
z nocą, której cechy istotne pokryte są dziś jeszcze w wielu
szczegółach tajemnicą wskutek zlania ich z pierwiastkami ko
ścielnymi i grecko-rzymskimi, odpowiada letnie przesilenie, któ
rego najistotniejszą cechą były obrzędy, związane obecnie z wi
gilią św. Jana. Ze starych świadectw i dzisiejszych przeżytków
wynika jasno, że są to obrzędy prastare, sięgające czasów po
gańskich, wspólne wszystkim narodom europejskim a związane
') „Pełna przez zdrowie“. Dzieła, II, str. 299.
— 191 —
Władysław Śzyszkowski.
z kultem słonecznym. Różnice tu zachodzące nie dotyczą cech
istotnych. Termin obrzędów, zasadnicze rysy uroczystości jak :
palenie ognia, skoki przez pień, kąpanie się, wieńczenie zielem,
są powszechnie zgodne. Na podstawie tych wspólnych cech
nauka uznaje owe obrzędy świętojańskie, jakkolwiek różnych
nazw, za przeżytek kultu słonecznego a początek odnosi do
wspólności aryjskiej. Zresztą kwestya obrzędów świętojańskich
była i będzie jeszcze w szczegółach przedmiotem niejednokrot
nych badań i wymagałaby osobnego studyum.
Kochanowski był pierwszym poetą polskim, który na owe
obrzędy zwrócił uwagę i uznał za przedmiot godny poetyckiego
obrobienia. „Pieśń świętojańska o Sobótce“ dowodzi przedewszystkiem, iż obchód Sobótki istniał w XVI w. wraz z poczu
ciem starodawnej tradycyi, że głównemi częściami składowemi
obchodu było palenie ognia, muzyka, tańce i śpiewy. Nadto
w porównaniu z innemi świadectwami można przyjąć, iż śpie
wały kobiety i to przeważnie pieśni miłosne, tudzież, że były
przepasane bylicą. Jak brzmiały pieśni, śpiewane podczas tej
uroczystości przez lud, nie można dokładnie i pewnie określić,
gdyż, jak to już wskazano, wpływ poezyi ludowej na pieśni So
bótki ogranicza się prawdopodobnie tylko do wyboru tematu,
przewagi pieśni miłosnych, śpiewanych przez kobiety, a może
także do formy wierszowej Zresztą wskutek braku pisanych pie
śni ludowych z XVI w. stosunku poezyi ludowej do artystycznej
bliżej oznaczyć nie można.
Dziś w samym Czarnolesie niema już obchodu Sobótki.
Nie zastał go już Zorjan Chodakowski, jak donosi w liście
z 16 listopada 1816 r., na krótko bowiem przedtem zakazała
go właścicielka, Magdalena z Raczyńskich księżna Lubomirska.
Natomiast trwa po dziś dzień w okolicznych wsiach. Świetli
kowej Woli, Wilczowoli. W Policznie biorą w nim udział tylko
parobcy i dorosłe dziewczęta. Po zachodzie słońca umyślnie
wysłane dzieci zapalają stos i wracają do domu. Dziewczęta
ze śpiewem chóralnym zbliżają się do zapalonego stosu ; mu
zyka postępuje naprzód i co czas pewien wtóruje śpiewom.
Przybywszy do stosu chłopcy ustawiają się ż jednej strony
a dziewczęta z drugiej, muzyka siada na boku i wszyscy śpie
wają pieśń do św. Jana a potem pieśni swackie. Żadnych je
dnak pląsów dokoła stosu ni skakania przez ogień już nie
urządzają, bylicą zaś opasują się w dzień św. Jana, dawniej
— 192 —
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
podobno i przy Sobótce. Opasywanie to ma chronić od bolu
krzyżów w czasie żniw i od opalenia ‘).
„Pieśń świętojańska o Sobótce“ przynosi pozatern jeszcze
ubocznie kilka szczegółów innych zwyczajów. Z pieśni panny
szóstej wynika jeden szczegół dożynek:
„Gospodarzu nasz wybrany,
Ty masz mieć wieniec kłosiany,
Gdy w ostatek zboża zatnie
Krzywa kosa już ostatnie“,
Pieśń panny trzeciej wspomina o ciągnieniu kota:
„Wystąp ty, coś ciągnął kota,
A puść sie na chwilę płota :
Uchowa cię dziś Bóg szkody,
Bo tu opodal do wody“.
Mimo że wzmianka Kochanowskiego nie jest odosobnio
na, bo wspomina on jeszcze dwukrotnie o ciągnieniu kota we
„Fraszkach“ (1, 15, III, 8), mimo że wspomina o tern Rej („Figliki“, Bb 8 v), Górnicki i i., zwyczaj to dotychczas ciemny. Jedni
uważają owego kota za zwierzę, inni za kotwicę żelazną. Miał to
być pierwotnie rodzaj kary za drobne przewinienia a polegał na
ciągnieniu kota przez wodę na powrozie, czy kotwicy żelaznej
po ziemi, jak przyjmują inni ; następnie stało się to zwyczajem
ośmieszającym, wreszcie wyrażeniem przenośnem na oznacze
nie śmieszności, jak świadczy Knapski w „Adagiach“. Zdaje się,
że pierwsze tłumaczenie jest podobniejsze do prawdy, bo ma
swe odpowiedniki u innych narodów w wiekach średnich.
W XVI w. istniało już obok zwyczaju także wyrażenie przeno
śne, jak można wnosić ze wzmianek Kochanowskiego (Fragm.
pieśń. VII), Bielskiego (Rozmowa baranów, w. 720) i ze zape
wnienia Kochanowskiego (Fr., 1, 15) :
„Nie za wżdy szuka wody ta robota,
Ciągnie go drugi nadobnie na suszy,
Sukniej nie zmacza, ale wżdy mdło na duszy“.
Podobnie nieznane bliżej a raczej wprost niezrozumiałe
z braku bliższych szczegółów i innych świadectw, któreby słu
żyły do porównania, są zwyczaje mieszczańskie wspomniane1
1) Jastrzębowski, Czarnolas i Policzna, (Wisła, t. X, str. 233—4).
— 193 —
13
Władysław Szyszkowskí.
przez Bielskiego w „Rozmowie baranów“ (w. 401 i n.), jak
ścinanie i topienie świec wśród tańców z chorągwiami.
Inne, jak strzelanie do kurka, przybyły z Niemiec i na
leżą do historyi kultury.
Oprócz wspomnianych już zwyczajów świątecznych zasłu
gują na uwagę zwyczaje onrzędowe, związane bezpośrednio
z życiem człowieka od urodzenia aż do śmierci, z których do
kładniej znane są z poezyi XVI w. i wzmianek wcześniejszych
obrzędy weselne i pogrzebowe.
O obrzędach weselnych wiadomości są stosunkowo szczu
płe. Jeżeli bowiem gdzie istnieje słuszny powód do narzekania
na brak rodzimości i tchnienia rzeczywistości w literaturze, to
przedewszystkiem w dziedzinie epitalamiów, które jako utwory
okolicznościowe tak ściśle łączą się z życiem, z faktami rze
czywistymi, a przecież tak mało przynoszą przyczynków do
poznania ówczesnych obrzędów weselnych, gdy tymczasem
w dzisiejszych zbiorach ludowych te właśnie obrzędy okazują
ogromną rozmaitość szczegółów, obfitość przeżytków nieraz
bardzo zamierzchłej przeszłości. Wśród kilkudziesięciu utworów
tego rodzaju zaledwie kilka opisuje sam obrzęd weselny, reszta
to panegiryki i hymeny na wzór poetów starożytnych Roizyusz
opisał dokładnie momenty przed weselem i samo wesele króla
Zygmunta Augusta z Elżbietą w 1543 r. *). Plastyczny obraz we
sela szlacheckiego dał Miaskowski2) i Szymonowicz w „Koła
czach“. Z życia ludu wiadomo tylko cośkolwiek o zalotach
wiejskich z Sobótki i 17 tej sielanki Szymonowicza.
Rojzyusz jako człowiek obcy z zamiłowaniem a zarazem
z ogromną dokładnością opisywał zwyczaje polskie, zdając so
bie sprawę z ich dawności i doniosłości. To też, gdy opisuje
spotkanie Zygmunta Augusta z Elżbietą poza můrami miasta,
') »De apparatu nuptiarum optimorum maximorum Sigismundi Secundi Augusti Poloniae Regis etc. Atque Reginae Elisabes, Ferdinandi Romanorum Regis etc. filiąe, de adventuque ipsius Reginae ad nuptias, s lendidissimoque Regis occursu carmen properatuni“ i „Epithalamiiim optimo
rum maximorum Sigismundi Secundi Augusti et Elisabes, Ferdinandi
regis filiae Petri Roysii Hispani Carmina ed. Kruczkiewicz, str. 29—41,
i str. 43 i n.
2) „Epithalaniium na wesele jego Mości Pana Macieja Pogorzel
skiego z Jej Mością Panną Jadwigą P, orkową Gostyńską“. (Zbiór rytmów.
Wyd. Turowskiego, str. 235—42).
— 194 —
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
wyraźnie nazywa cały ten ceremoniał „prisais maiorum mos
ritusque“, a że ceremoniał ten nie był prostym wymysłem, ale
miał głębsze znaczenie, dowodzi przestrzegany przez Żydów
rytualnych zwyczaj odbywania obrzędu ślubnego w połowie
drogi obojga młodych. Według opisu Rojzyusza spotkanie oblu
bieńców królewskich odbywało się według stałych przepisów.
Za miastem zbudowano trzy obozy „more vetusto“. Przybyw
szy tam król, wysyła mówcę z pozdrowieniem dla królowej,
sam jednak pomimo palącego żaru miłości nie chce łamać da
wnego zwyczaju i pozostaje na miejscu. Królowa udaje się też
do drugiego obozu, skąd może widzieć króla, i odbywa się
defilada polskich rycerzy. Dopiero po zachodzie słońca król
i królowa zbliżają się do środkowego obozu i w samym środku
na ograniczonem polu podają sobie ręce, poczem już razem
wjeżdżają do miasta.
Równie plastycznym i dokładnym w szczegółach jest opis
ślubu i uczty weselnej w drugim utworze Rojzyusza. Co się
tyczy stroju panny młodej, trzeba zauważyć, iż Elżbieta ma na
głowie nie wianek, ale złotą przepaskę, wysadzaną brylantami,
co zresztą nie stanowi różnicy, gdyż i dziś w niektórych oko
licach używają zamiast roślinnych wianków opasek z rozmai
tych świecidełek. Uczta weselna poczyna się i kończy myciem
rąk. Potrawy są bardzo rozmaite, ale nie spotyka się szczegól
nych jakichś, obrzędowych. Po .uczcie- następują tańce, które
znów bardzo plastycznie opisuje. Podczas całej uroczystości
goście mają głowy nakryte, bo powiada wyraźnie Rojzyusz, iż
zbliżając się w tańcu do dam, obnażają głowę. Z nastaniem
nocy kończą się tańce, a małżonkowie udają się do swych ko
mnat. Przedtem jeszcze biskup wrocławski przemawia ze strony
panny młodej, chwaląc jej ród, a biskup płocki ze strony króla,
wyrażając jego radość z powodu pojęcia takiej małżonki, po
czem podają jeszcze słodycze. Te przemowy pochwalne przy
oddawaniu panny młodej małżonkowi, które spotyka się też
u szlachty, były również stałym zwyczajem weselnym. Tak sa
mo, gdy Stefan Batory miał się oddalić z małżonką do łoża,
biskup kujawski wprowadził ich tam i w dłuższei mowie oddał
mu królewnę, podkanclerzy zaś odpowiedział w imieniu króla.
Byl to więc zwyczaj wstępny do pokładzin, o których Rojzyusz
już nie wspomina w opisie godów królewskich. Natomiast
w opisie wesela Mikołaja Trzebuchowskiego i Boguszy prze195 —
*
Władysław Szyszkowski.
mowy takie odbywają się dopiero koło łoża: „ad thalamos
cum ventum et fulcra cubilis“ l).
Nie obojętnym też szczegółem jest zachowanie się ludu
wobec godów królewskich. Wyjątkowo tylko wkradła się o tern
wzmianka do epitalamium Zygmunta i Barbary Pawła z Kro
sna, które zresztą na wskroś jest przesiąkłe mitologią klasy
czną. W zakończeniu zwraca się poeta do matek, a więc mie
szczanek zapewne, by zabiegły' królowej drogę i sypały jej pod
nogi proso (milium) i mak (cereale papaver "). Rośliny te nie
były używane w obrzędach weselnych starożytnych, nie jest
to więc jak np. u Krzyckiego sypanie orzechów i mazanie
progu słonecznikiem ’)- reminiscencya literacka, ale żywy zape
wne zwyczaj współczesny 4). Obsypywanie bowiem ziarnem no
wożeńców znane jest u różnych narodów. W Polsce obsypują
owsem, pszenicą lub grochem 6). Mak spotyka się w rytuale
zachodnio-słowiańskim tj. na Śląsku, w Czechach itd/').
O swatach i zaręczynach szlacheckich podał skąpą
ale wartościową wzmiankę Rej i Bielski. Rej pisze w ,,Wize
runku“ : „panny wieńce pieścienie panicom dawają“ 7), Podo
bnie w „Komedyi Justyna i Konstancyej“ Bielskiego charitasmąż prosi :
„Awo ja twój, panno, oblubieniec,
Chciej mi popłać swój małżeński wieniec“
i określa bliżej czas, w którym się to dzieje, a mianowicie po
bytności dziewosłęba, bo dalej mówi :
!) „Epithalamium viri magnifici Nicolai Trebuchovii castellani Gneznensis et sacri regii cubiculi praefecti clarissimaeque feminae Tlieodorae Bogussiae“. v. 255 Roysii Carmina ed. Kruczkiewicz. T- I, str. S8.
s) „Epithalamion illustrissimi et invictissimi ducis et domini domini
Sigismundi regis Poloniae etc. nobilissimaeque ac pudicissimae Barbarae, filiae incluti et magnifici domini Stephani palatini Pannoniae Cepusiique comitis perpetui a magistro Paulo Crosnensi Rutheno conditum“.
v. 312. Pauli Crosnensis Rutheni atque Joannis Vislicicnsis Carmina ed.
Kruczkiewicz, str. 115.
3) Andreae Cricii Carmina ed. Morawski, I, str. 75.
4) Por. Pauli Crosnensis... Carmina... str. 115, uw. 6.
r) Pruski (Gloger), Obrzędy weselne, str. 286.
c) Żmigrodzki, Lud Polski i Rusi wśród Słowian i Aiyów. Księga I.
Obrzędy weselne, str. 210.
’) Wyd. Ptaszyckiego, sir. 17.
— 196 —
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
„Pan Bóg nam jest małżeństwo sprawił,
Sam się nawa dziewosłębem stawił“ x)
Że wymiana pierścionka i wianka była ogólnym i dawnym
zwyczajem, poświadczają też protokoły sądów duchownych
w sprawach małżeńskich 12).3 4Dziś
5 u ludu na znak przyjęcia propozycyi stawia się na stole miskę z chustką, białą wstążką
i wiankiem, a jeźli młody jest nieobecny, wtedy przez swatów
posyła się mu pierścionek i chustkę !) Niekiedy wianek wystę
puje dopiero w zrękowinach. W Krakowskiem starosta czyli
swach ze stosowną przemową przewiązuje ręce czerwoną
chustką na bochenku chleba a po zrękowinach następuje targ,
który przeciąga się niekiedy parę godzin *). Nad Dniestrem po
zaręczynach przypina młoda wieniec do czapki odchodzącego
młodzieńca ■'). Wszystkie te zwyczaje wychodzą z pojęcia, iż
wianek jest symbolem niewinności panieńskiej. Pierwotne to
znaczenie zachował wianek po dziś dzień, zwłaszcza u Słowian.
Szereg momentów samego obrzędu weselnego w dawnej
Polsce daje zestawienie opisu Szymonowicza Miaskowskiego
a poniekąd i Rojzyusza, bo obrzędy na dworze królewskim
w zasadniczych rysach zgodne były z ogólnymi.
Opisy obu poetów poczynają się od przybycia pana mło
dego i przygotowań do wesela, wśród których ważnym obrzę
dem są rozplcciny. Szymonowicz woła:
„Panno! czas już rozpuścić warkocze rozwite,
Czas oblec szaty takiej sprawie przyzwoite.
Strójcie pannę do ślubu, sąsiady życzliwe!
Ślub święty jest i wasze prace świątobliwe.
Wszak tez wam tę posługę przedtem oddawano,
Toż i za matek waszych w obyczaju miano“.
Dziś odbywają się u ludu rozpleciny albo rano przed ślu
bem albo wieczorem w przeddzień. Jeźli odbywają się rano już
po przybyciu młodego, poprzedza je uroczyste ubieranie mło1) Wyd. Wierzbowskiego, str. 74, w. 1837—40.
2) Ulanowski, Praktyka w sprawach małżeńskich w sądach ducho
wnych dyecezyi krakowskiej w XV w. (Arch. kom. hist., t. V, str. 99:
„... et fecerunt iuxta modům et consuetudinem inter se dantes anulum
et crinale...“).
3) Żmigrodzki, 1. c str. 30.
4) Pruski, 1. c., str. 92.
5) Tamże, str. 91.
— 197 —
Władysław Szyszkows^'j
dej do ślubu przy wtórze pieśni, której żałosna nuta pobudza
często młodą do rzewnego płaczu, ale jest to poczytane za do
brą wróżbę. Widoczne więc, jak zwyczaj, który był niegdyś
ogólno-polski, (na wystawie archeologicznej w Krakowie
w 1856 r. znajdował się starożytny grzebień po królowej Ja
dwidze, którym miano jej włosy rozczesywać, gdy szła za Ja
giełłę), dziś zachował się tylko u ludu.
Po powrocie z kościoła odbywa się uczta weselna.
Miaskowski w swem epitalamium nie mógł się pozbyć tak po
wszechnej we wszystkich hymenach maniery panegirycznej
i włożył pochwały panny młodej i pana młodego tudzież ich
rodów w usta dwóch bliżej nieokreślonych osób tuż po po
wrocie z kościoła. Kryje się zapewne w tern zwyczaj rzeczy
wisty, zwłaszcza, że podobne przedmowy istniały też na dwo
rze królewskim i magnackim według opisów Rojzyusza, ale
w innym momencie przed udaniem się na spoczynek. Analo
giczny moment dałby się także dziś wynaleźć w zwyczajach
ludu, w przemowie starosty tuż po powrocie z kościoła. Wój
cieki twierdzi, że przemowy te zajęły w drugiej połowie XVI w.
u szlachty miejsce pieśni obrzędowych.
Uczta weselna rozpoczynała się, jak każda inna biesiada
w Polsce, od umycia rąk. (Miaskowski : „Zaraz i srebro stru
mień kryształowy na ręce leje“ . Porządek siedzenia przy ucz
cie weselnej był zapewne też zwyczajem określony, bo tak
w epitalamium Miaskowskiego, jak w opisie Szymonowicza
młodzi siedzą w pośrodku swych gości.
Kołacz albo korowaj, bo taką nazwę nosi nie tylko
na Rusi, ale i w Lubelskiem lub na Mazowszu, jest chlebem
obrzędowym, uświęconym tradycyą wieków, z czego zresztą
i Szymonowicz wyraźnie zdawał sobie sprawę. Wnoszą go po
dziś dzień z uroczystym śpiewem i obdzielają gości, resztki zaś
rozdają dzieciom, które udziału w uczcie nie biorą i tak jak
w „kołaczach“, „za łeb oń chodzą“ '). Już samo pieczenie ko
łacza jest połączone z wielu tradycyjnymi obrzędami i wróżba
mi, które potwierdzają doniosłe znaczenie tego obrzędowego
chleba. Według Żmigrodzkiego 2) korowaj w czasie wesela jest
przedstawicielem samych młodych, jak zaś wnosić można z pie’) Pruski, 1. c., str. 310, 328.
’) L. c., str. 46 i n.
—
198
—
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
śni Szymonowicza, przedewszystkiem panny młodej, jego zaś
spożycie symbolem oddania młodej pod władzą młodego.
Zgodnie z pieśnią Szymonowicza wniesienie kołacza jest zna
kiem oddania młodej młodemu, skoro np. na Podlasiu daje
hasło do oczepin M.
Po uczcie weselnej następowały tańce, które według
zwyczaju rozpoczyna powinowaty młodego z panną młodą,
podobnie jak dziś drużba, potem dopiero tańczą młodzi ze
sobą i inni goście. Zakończenie epitalamium Miaskowskiego :
„I trwał tak długo on skok dobrej myśli,
Aż z białych wosków pochodniami przyśli
(Które sam Hirnen zapalił) po pannę“
jest oddźwiękiem rzeczywistego zwyczaju i stanowi przejście
do końcowego obrzędu pokładź in, którego wprawdzie
poeta nie opisuje, ale skądinąd wiadomo, że był on również
istotną częścią całego obchodu 2) i odbywał się tak na dworze
królewskim, magnackim, szlacheckim, jak po dziś dzień u ludu.
Był on nawet konieczny wtedy, gdy ślub odbywał się przez
zastępstwo. Górnicki opowiada o obrzędzie pokładzin na dwor/e wiedeńskim, przyczem Radziwiłł zastępował króla polskiego
wobec Katarzyny, córki Ferdynanda, i twierdzi, że nasze cere
monie różniły się tylko obfitością oracyi 3) o czem zresztą
świadczy jego własny opis ślubu córki Zygmunta z księciem
finlandzkim.
Zestawienie znanych szczegółów obrzędów weselnych kró
lewskich i szlacheckich z XVI w. wyraźnie dowodzi, że nie było
jeszcze wówczas tego zróżniczkowania, co dziś, że zasadnicze
momenty obchodu weseinego były takie same wśród wszystkich
warstw narodu a tylko forma była bądź pierwotniejsza, bądź
bardziej złagodzona wpływami kulturalnymi.
Druga najważniejsza grupa zwyczajów obrzędowych,
obrzędy pogrzebowe są zbiorem nieraz wprost do mepoznania zmienionych przeżytków kultury pierwotnej. Zgo
dność nawet w szczegółach tych obrzędów u ludów pierwo') Gołębiowski, Lud polski, str. 104.
2) Ulanowski, 1. c.: „po ślubie posuerunt eos insimul alias pocladanij“.
3) Dzieje w Koronie. Górnickiego Dzieła wszystkie. (Wyd. Chmie
lowskiego, t. III, str. 176).
— 199 —
Władysław Szyszkowski.
tnych i cywilizowanych świadczy, że one są wynikiem wyobra
żeń, powstałych na jednakiem podłożu psychicznem. Przewija
sie wśród nich jedna idea : iż śmierć nie jest bynajmniej kre
sem życia, ale tylko przejściem do dalszego żywota w podo
bnej lub zmienionej postaci. Jak obfite w szczegóły najro
zmaitsze są te wyobrażenia o życiu pośmiertnem, jest rzeczą
powszechnie znaną, niema bowiem na świecie ludu, któryby
nie opowiedział czegoś o zmarłych’i o pośmiertnem życiu lub
nie wyrażał tego w obrzędzie odpowiednim.
Według powszechnego mniemania dusza, opuściwszy ciało
w chwili śmierci a raczej, jak najnowsze badania pozwalają
przypuszczać, przeważnie dopiero w chwili grzebania, przebywa
w pobliżu grobów, unosi się w powietrzu lub udaje się do
krainy duchów. Lud nasz zachował pierwotne pojęcia o losach
duszy po śmierci ‘), a pieśni ludu opowiadają dokładnie o tych
wędrówkach. Najpowszechniejszą w różnych okolicach jest pieśń
o błąkaniu się po zielonej łące duszy, którą anioł lub inny
święty zabiera do nieba, pieśń znana już w XV w. Odpis wro
cławski „Skarg umierającego“ dodaje do tegoż utworu nową
pieśń :
!
„Dusza z ciała wyleciała,
Na zielonej łące stała,
Stawszy silno zapłakała.
K’ niej przyszedł święty Piotr, arzkąc:
Czemu, dusze, rzewno płaczesz ? —
Niewola mi rzewno płakać
A ja nie wiem kam się podzieć.
Pojdzi, dusze moja miła,
Powiodę cię do rajskiego,
Do królestwa niebieskiego“ 2),
Wymienioną w tym wierszu zieloną łąkę uważa prof. Bruck
ner za „grüne wiese“, na którą według wierzeń niemieckich
udawała się po śmierci pewna kategorya dusz, i twierdzi, że
wyrażenie to przeszło do owego wiersza ze źródeł czeskich lub
niemieckich ; jest to jednak kwestya wątpliwa, czy trzeba tej
„zielonej łące“ nadawać specyalne znaczenie, skoro lud bierze*)
*) Karłowicz, O pierwotnym człowieku, str. 87.
2) Brückner, Drobne zabytki języka polskiego. 1. (Kozpr. wydz.
filol. Ak. Um., T. 25).
— 200 —
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
ją zapewne dosłownie. Wzór łaciński czy niemiecki dotychczas
nieznany, Czesi znają także tę pieśń ]). ale nie posiada ;ej przy
toczony przez Dobrzyckiego tekst czeski z XVII w. „A muj
smutku“, który to utwór ma być wzorem „Skarg umierającego“.
Bez względu na pochodzenie naszej pieśni sama tradycya lu
dowa 2) świadczy, że odpowiada ona w zupełności wyobraże
niom ludowym. Jest to w każdym razie najdawniejszy ślad tak
zakorzenionej wśród naszego ludu wiary w błąkanie się dusz
przez jakiś czas po śmierci.
Równie silna i szeroko rozpowszechniona jest wiara w po
wracanie zmarłych w złym lub dobrym celu. Tak powracają
młode matki co noc, by nakarmić nowonarodzone a osiero
cone dzieci, a więc w dobrym celu 8), ci zaś zmarli, co mają
grzech lub tajemnicę na sercu, nie mogą spoczywać spokojnie
w grobie i wypełniają kategoryę t zw. dusz pokutujących, tak
powszechnych dziś w wierzeniach ludu, a które niegdyś błą
dziły po domach szlacheckich, straszyły i dręczyły potomków
i otaczają po dziś dzień mgłą tajemniczości zwaliska zamków,
kościołów itd., przyczem widoczne jest w wyobrażeniach z tej
dziedziny mieszanie osób zmarłych z ich duszami. O istnieniu
wierzenia, że duchy złych ludzi mogą wychodzić z grobów
i w nowej postaci straszyć potomków, wierzenia tak powsze
chnego zwłaszcza w XVIII w. wśród wszelkich warstw narodu,
świadczy wyraźnie Klonowicz, sam je bowiem podziela :
„Nonnunquam perhibent istis prodire sepulcris
Inter inortalesque nefaria spectra videri
Atque nova łacie seros terrere nepotes.
Scilicet haud satis est vivos nocuisse sed umbrae
Post cineres etiam mortalia pectora vexant“ *)■
W ślad za wyobrażeniami pierwotnemi szły też odpowie
dnie czynności pogrzebowe. Wszelkie obrzędy pogrzebowe wy
chodzą z dwóch punktów widzenia, dwa mają cele główne:
zapewnienie dobrobytu zmarłemu w przyszłem życ:u i zabez’) Máchal, Nákres slovansk. bajesl., str. 18.
2) Odmianki jej w dzisiejszej ludowej tradycyi wskazuje Karłowicz
w przypiskach do Tylora. T. 11, str. 384, a przytacza Brückner 1. c.
3) Bartels, Was können die Toten? (Zeitschr. d. Vereins f. Volks
kunde, T. X (1900), str. 121).
4) Victoria deorum, rozdz. IV, str. 124.
201
Władysław Szyszkowski.
pieczenie się przed jego niepożądanym powrotem, oba zaś wy
pływają z jednej zasady : wiary' w życie pozagrobowe. Istnienie
zabobonnych praktyk pogrzebowych pogańskich w Polsce
w XIII w. stwierdza mistrz Wincenty a specyalnie wymienia
okrutne objawy żalu i stypy pogrzebowe ')■ Synod poznański
ok, 1420 r. zakazuje przesądnych zwyczajów, jakie się łączą
z pogrzebami2). Szczegółów jednak z wieków średnich niewiele
znamy, w XVI w. istnieją dwie grupy świadectw, jedne dotyczą
zwyczaju ludowego, i to głównie na Rusi, który łączy się z po
czuciem jego znaczenia, drugie pogrzebów królewskich i mo
żnej szlachty, które mają charakter przeżytków bez poczucia
pierwotnej myśli. Z pierwszych tylko szczupła ilość ma cha
rakter ogólniejszy, nie ograniczony terytoryalnie, między nimi
wyrażenia Reja a z wieków średnich relacya Kadłubka o obja
wach żałoby.
Wyrażenia Reja w „Wizerunku“ : „Człowiek gdy się nie
nadziewa, wpadnie w wieczór na deszczkę, choć poraniu śpię
wa“f „Po małej chwili na deszce już leży: Już co się mu kła
nialo precz od niego bieży“, te wyrażenia trzeba brać dosło
wnie, gdyż odnoszą się one, jak dowiódł Karłowicz *1. do
zwyczaju kładzenia nieboszczyka zaraz po śmierci na desce lub
ławie, który to zwyczaj, powszechny u nas i gdzieindziej np.
w Niemczech i na Kaukazie, zachował się w niektórych okoli
cach kraju do dzisiejszego dnia a dał początek licznym wyra
żeniom przenośnym jak np. „do grobowej deski“, tłumaczonym
często opacznie.
Pierwszym zwyczajem po śmierci było i jest narzeka
nie i okrutniejsze objawy żalu. Mistrz Wincenty opowiada,
że przy śmierci Popiela, dziewice rwały włosy, kobiety kale
czyły twarz, a staruszki darły szaty (lacérant crinem virgules,
matronae vultum, habitům annosae), co świadczy, że takie
objawy żalu istniały za czasów Wincentego w XIII w. Późniejsi
kronikarze wspominają o głośnym płaczu i zawodzeniu na po
grzebach królewskich. •
') Mag. Vincentii (Kadlubkonis) Cronica Polonorum ed. Pr/eździecki. 1862, str. 27—31.
2) Starod. prawa poi. pomn., T. 5, dod., str. XXVÍI1 : „De abusionibus cucą funera“, „Item superstitiosas consuetudines, quae consueverunt fieri circa funera, prohibeatis“.
3) Lud, T. I, str, 16—19.
— 202 —
Pierwiastek ludowy w poezvi polskiej XV i XVI w.
Według Klonowicza istniały w XVI w. na Rusi Czerwonej
zawodowe płaczki, zastępujące narzekania rodziny zaraz po
śmierci zmarłego ’); ta instytucya utrzymuje się do dni naszych2).
Zastępstwo jednak takie było, jak się zdaje, wówczas objawem
sporadycznym i ograniczonym terytoryalnie, nie powszechnym.
Jan Menecius przynajmniej, opisując w liście do Jerzego Sabina
zwyczaje staropruskie, litewskie i ruskie, nic o tern nie wspo
mina ; według jego opisu narzekania wychodzą z ust krewnych
i żony. Po uczcie, przy której sadzają również zmarłego w ubra
niu, zwracają się do niego z narzekaniem, iż ich opuścił, a py
tając, czego mu brakło, wyliczają cały jego dobytek od żony
począwszy a na zwierzętach domowych i drobiu skończywszy,
przyczem odpowiadają na wszystko refrenem : „czemuż więc
zmarłeś, skoroś to wszystko posiadał“. Żona zaś lamentuje je
szcze przez 30 dni o wschodzie i zachodzie słońca, siedząc lub
leżąc na grobie“), li południowych Słowian wyprzedzały w XV w',
pochód pogrzebowy najęte płaczki, świadome pewnego rodzaju
zawodzenia, podobnego do śpiewu, obok tych jednak lamen
towały żony i inne kobiety 4).
Instytucya najemnych płaczek, świadomych właściwego
sposobu zawodzenia i narzekania, jest może najbardziej cha
rakterystycznym dowodem, iż tego rodzaju objawy były nie
tylko wynikiem wewnętrznego żalu, ale opierały się na głęboko
zakorzenionej tradycyi, uważane były za niezbędną częśc rytuału
pogrzebowego, sięgającego w przeszłość zamierzchłą. Okrutne
objawy żalu, wspomniane przez Kadłubka, poświadczone już
u Słowian w IX i X w. 5), znane też u narodów klasycznych
i u Żydów, Kościół poczytywał za przeżytek pogaństwa a pcnitencyały średniowieczne zakazywały surowo rwania włosów,
darcia twarzy i odzieży. Za takiż sam przeżytek uważał Kościół
także owe łagodniejsze objawy żalu, polegającego na głośnem
narzekaniu. Koncylium Toledańskie z 589 r. zakazuje krzyków
i głośnych jęków podczas wynoszenia nieboszczyka („quando
') Roxolania, 1584, str. 76.
2) Lud, T. Il, str. 212.
ï) De sacrificiis et idolatria veterum Borussorum, Livonum aliaruni
viciiiarum gentium. (Scriptores rerum Livonicarum, T. Il, str. 391- 2).
4) Zibrt, Seznam pověr. (Rozpr. Ak. České, lil, Třida I, (1894),
str. 27).
5) Tamże, str. 24.
— 203 —
Władysław Szyszkowski.
eum ad sepulturam portaverint, ilium uliilatum excelsum non
faciant“). Powtarzają ten zakaz inne synody średniowieczne ').
Ta łagodniejsza forma utrzymuje się wśród ludu do dzisiaj.
Nielogiczny i niedorzeczny jest zdaniem Klonowicza inny
zwyczaj pogrzebowy na Czerwonej Rusi (do dziś trwający) a mia
nowicie składanie na grobach ciepłych pokarmów dla zmarłych,
nielogiczny z dwóch względów, raz dlatego, iż opiera się na
wierzeniu, że lotne duchy, cienie pozbawione ciała żywią się,
i to pokarmem cielesnym, a powtóre, iż jakkolwiek wierzą, że
św. Piotr zabiera dusze do nieba, mimo to tu na ziemi zasta
wiają ucztę tym, których siedzibą mienią gród niebieski2).
Zwyczaj żywienia zmarłych zbyt jest znany i rozpowsze
chniony, by go oświetlać tradycyą ludów cywilizowanych i pier
wotnych. U ludów pierwotnych często spotyka się pogląd, iż
zmarły ustawicznie potrzebuje jadła i napoju, czemu odpowia
dają pewne urządzenia grobów, ułatwiające z zewnątrz dostęp
wprost do zmarłych. Podobne otwory w pewnych prehisto
rycznych grobach nasuwają przypuszczenie, iż służyły tym sa
mym celom.. W Chinach istniał według księgi ,.Wen-gun-isja-li“
zwyczaj, iż obok trumny grzebano koszyki z mięsem, naczynu
z winem itd- a potem je zmieniano. Powstawanie analogicznych
zwyczajów u ludów pierwotnych i cywilizowanych poza Europą
dowodzi, że rozwiązania tej sprawy nie można opierać na historyi szczepów i narodów, ale analogię tych zjawisk można
objaśniać jedynie identycznością podłoża psychicznego; dalej
świadczy ono, że w Europie sięgały one głębiej w przeszłość,
niż to świadectwa historyczne wskazują. Nic dziumego tedy, że
Kościół uważał je za przeżytki pogaństwa i od początku swego
starał się usilnie wykorzenić je, jak świadczą już wywody Oj
ców Kościoła. Z drugiej strony jako przykład zlewania się
‘) Zibrt, j. w., str. 12—13.
2) Roxolania 1584, str. 76:
„Quin etiam mos est morientum pasccre manfes,
Portari tepidos ad monumenta cibos.
Creduntur volucres vesci nidoribus umbrae
Ridiculaque fide carne putantur ali.
Scilicet oblitus modo se petiisse Rutenum,
Ut cassas animas Petrus in astra vehàt,
His tarnen in terris convivia fera sepultis
Vivere quos coeli rentur in arce, parunf.
204 —
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
pierwotnych zwyczajów i wyobrażeń z tej dziedziny z kultem
chrześcijańskim posłużyć mogą średniowieczne vota świętym
chrześcijańskim. Żywot św. Stanisława np. opowiada, jak ro
dzice modlili się do Boga za syna, ślubując go św. Stanisła
wowi i przyrzekając, w razie oswobodzenia syna od śmierci,
złożyć na grobie świętego trzy chleby i jednego koguta. Inny
wierny przyrzekał w razie uwolnienia syna od choroby dawać
corocznie jednego barana kościołowi, w którym spoczywają
relikwie świętego'). Takie przeobrażenie i zastosowanie da
wnych zwyczajów do nowych kultów widoczne/też, jak się
okaże, w innych obrzędach pogrzebowych.
Co się tyczy wogóle stosunku zmarłego do pożywienia —
jak można wykazać u różnych narodów, -- ofiarowania tego
pożywienia dokonywają w rozmaitej formie i terminie. Miano
wicie albo zaraz po śmierci, gdy zmarły spocznie na marach,
jak jeszcze dziś, i to nie tylko u ludu, oglądać można, składa
ją obok katafalku chleb i sól, albo wkładają pożywienie do
trumny lub grobu zmarłego, jak świadczą otwory w grobach
ludów pierwotnych i wykopaliska, m. i. także słowiańskie2),
liczne świadectwa historyczne wcześniejsze i późniejsze, jak m. i.
Meneciusa i Stryjkowskiego ; bądźteż składają na zewnątrz
na grobie, bądź wreszcie wśród uroczystych biesiad zaraz po
śmierci i pogrzebie lub jakiś czas później odbywanych zosta
wiają resztki jadła dla zmarłego, bez względu na to, czy uczta
odbywa się na cmentarzu, na grobach, czy też w domu zmar
łego. O tym ostatnim rodzaju nie wspomina Klonowicz zwłaszcza,
że nie opisuje dokładnie składania ofiar co do sposobu i ter
minu, ale można świadectwo Klonowicza uzupełnić wcześniejszem Meneciusa, który opowiada dokładnie o biesiadach
w trzeci, szósty, dziewiąty i czterdziesty dzień po pogrzebie
(pominąwszy pijatykę zaraz pó śmierci, w której udział bierze
i zmarły). Z każdej potrawy rzucają wówczas część ze stołu na
ziemię i leją napój w przekonaniu, że dusza zmarłego tern się
żywi ®). Z czasem ów szczegół biesiad pogrzebowych się zatra
cił. Stypy szlacheckie w XVI w. były też przeżytkiem dawnych
biesiad na cześć zmarłych, ale bez pierwotnych szczegółów
') Monunienta Poloniae historka, T. IV, str. 403, 405.
•) Krek, Einleitung in siavische Literaturgeschichte, str. 408.
■') Script, rerum livon., II. 391- 2.
- 205 —
Władysław SzySzkowski.
i poczucia pierwotnej myśli. Z terminu składania pożywienia,
z peryodycznego powtarzania się uczt na cześć zmarłych w pe
wnym ograniczonym okresie, po ich śmierci można, jak to
uczynił Negelein ł), wnioskować o czasie związku duszy zmarłego
z ciałem także po śmierci lub przebywania jej w pobliżu ciała,
ze sposobu ofiarowania i przechowania pokarmów o pewnych
wyobrażeniach o losach i wędrówce dusz po śmierci ; pod tym
względem jest n. p. godne uwagi, iż w słowiańskich grobach
spotyka się przedmioty, służące niegdyś do przechowywania
jedzenia w czasie podróży i t. d.
Oprócz pożywienia a raczej naczyń z niego pozostałych
archeologia znajduje w grobach jeszcze inne przedmioty. Jednym
z nich jest pieniądz, o którego wkładaniu do trumny na Rusi
Czerwonej wspomina Klonowicz, przyczem tłumaczy ten zwyczaj
z pomocą mitologii klasycznej :
„Ut melius longum perficiatur iter,
Ut possit Stygium Russus persolvere naulum,
Tränet ut ad superos Elysiumque nemus“2). .
Wspomniany już Menecius opowiada, iż biorący udział
w obrzędzie pogrzebowym rzucają do grobu pieniądze, jakoby
zmarłego opatrywali na drogęs). Kronikarz czeski Hajek pisze,
że Przemyśl kazał włożyć Lubuszy do ręki lewej mieszek z pię
ciu złotymi pieniądzmi dla nieznanego boga, do ręki prawej
zaś dał jej dwa grosze srebrne : „jeden vuodci, druhý plavci, aby
bez meškáni dala“ 4) Zresztą zwyczaj dawania pieniędzy do ręki
lub ust zmarłego czy wogóle do trumny rozpowszechniony jest
po całej Europie: w Grecyi, Rzymie, Niemczech, Francyi, Anglii
i t. d. Wpływ zwyczaju klasycznego nie jest bynajmniej konie
czny, skoro, jak stwierdził Andree5), istnieje on także poza Eu
ropą u ludów, które nigdy nie były w zetknięciu z narodem
greckim lub rzymskim.
Trudniejsza sprawa z wyobrażeniem, z którem ów zwyczaj
się łączy i z którego wypływa. Zazwyczaj uważa się w tym
’) Die Reise d. Seele ins Jenseits. (Zeitschr. d. Vereins f. Volks
kundě, XI. (1901), str. 16-28).
2) Roxolania, 1584, str. 76.
*) Script rerum livon., 391 ; por. też Stryjkowski, str. 148.
4) Zibrt, 1. c., str. 20.
■'■) Ethnographische Parallelen u. Vergleiche. Neue Folge. Leipzig,
1889, str. 24-9.
— 206 —
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
przypadku za niezbędne wyobrażenie, jeźli już nie o Charonie,
to przynajmniej o mitycznej wodzie i przeprawie pośmiertnej.
Rohde'), Lippert2), i i. wystąpili jednak, przynajmniej co się
tyczy Germanów, przeciw twierdzeniu Grimma, jakoby moneta
owa zawsze oznaczała przewoźne, i uważali ją za resztkę sym
boliczną składanych dawniej skarbów i mienia, przyczem naj
lepiej zachowane pierwotne znaczenie upatrywał Lippert w wie
rzeniu Mazurów pruskich, którzy ów pieniądz poczytują za pra
wne odkupienie własności od zmarłego, nadto stwierdzał, że
już w XV w. dawny przeżytek, straciwszy pierwotne znaczenie,
upodobnił się do pojęć chrześcijańskich o św. Piotrze, kluczni
ku niebieskim, o czem świadczą specyalnie wybijane monety na
„tributum Petri“. Bruchmann 3) wystąpił przeciwko twierdzeniu,
by pieniądze były zastępstwem innych przedmiotów, skoro bo
wiem broń, żywność i inne dary znajdują się jeszcze obok pie
niędzy, to dawano pieniądze bez ubocznej myśli, tylko dlatego,
że należały do mienia. Wreszcie Sartori4) w krótkiej, ale na
bogatym materyale porównawczym opartej rozprawie, wykazał,
z jak różnemi wyobrażeniami łączy się ów zwyczaj. Najpierwo
tniejsze jest przekonanie, że własność człowieka za życia należy
też doń po śmierci i albo musi być z nim razem pogrzebana,
albo też dla jego użytku zastrzeżona a zabroniona bliźnim. „Po
nieważ jednak - mówi Sartori - - dosłowne wypełnienie ty.ch
warunków zbyt się sprzeciwiało ekonomii i interesowi pozosta
łych, wcześnie musiano wprowadzić tu pewnego rodzaju okup“.
Tę rolę spełniają olbrzymie skarby, grzebane wraz ze zmarłymi.
Tak królom meksykańskim, grzebanym w świątyniach, przyda
wano masy metalu. Trupy Hannibalów w Borneo mają ręce
napełnione złotem. U Chińczyków obliczają spadkobiercy pełną
wartość pozostałych posiadłości i składają odpowiednią sumę
zmarłemu do trumny. Jeszcze w grobie Karola W. złożono
skarb wielki. Takie skarby składano oczywiście tylko ludziom
bogatszym i potężnym. U innych był to okup skromny, który
z czasem ograniczył się do jednej lub kilku monet bezwartoJ) Psyche, str. 281, u w. 3.
2) Christentum, Volksglaube u. Volksbrauch. Berlin 1882, str. 400 i n.
) Zeitschr. f. Völkerpsychologie u. Sprachwissenschaft, t. XIV.
(1883), str. 231.
4) Dir Totemniirize (Arch. F. Religionswissenschaft, 11. (1889),
str. 205 — 225).
— 207 —
Władysław Szyszkowski.
ściowych. W Polsce — wspomina Sartori — przytacza się
jeszcze po dziś dzień jako powód, że zmarły mógłby zabrać ze
sobą majątek domu i dlatego daje mu się do trumny niejako
wykup, pieniądz. Podobnie u Mazurów uchodzi ów grosz za
prawny wykup i t. d. Jałmużna jednak taka bez względu na
wartość była potrzebna, by się zabezpieczyć przed powrotem
zmarłych, swych praw dochodzących. Wreszcie po zatarciu się
pierwotnej przyczyny i pochodzenia tego datku poczęto poda
wać rozmaite przyczyny, by wyjaśnić ów zwyczaj.
Wyjaśnień tych dostarczają zazwyczaj wyobrażenia, odno
szące się do podróży pośmiertnej. Za cel tedy owego składania
pieniądza podają pokonanie wszelkich trudności tej drogi,
bądźto, — jak Litwini (według świadectwa z 1573 r.)1) uła
twienie nabycia w podróży posiłku, bądź przewozu przez mi
tyczną wodę i t. d. Dlatego można z całą pewnością przyjąć
pierwszą część zdania Klonowicza: „ut melius longum proficiatur
iter“. Druga część, pominąwszy oczywiście obraz przejęty wprost
z mitologii klasycznej, jest również bardzo prawdopodobna.
Huculi bowiem dają i dziś grosze „na przewóz za morze“, bo
przez nie prowadzi droga do Boga, a przechodząc z ciałem
przez potok, wrzucają do wody monetę jako „przewoźne, przyczem wierzą, że im więcej wrzucą, tern prędzej i pewniej prze
wiezie się zmarły na tamten świat“2). Zwyczaj więc składania
pieniądza łączy się u Rusinów z wyobrażeniem pośmiertnej
przeprawy przez wodę, które to wyobrażenie może być pocho
dzenia klasycznego, zwłaszcza że i w pośredniej Rumunii świat
pozagrobowy leży poza morzem na zachodzie. Badacze wielkoi małoruscy przyjmują wpływ bizantyński, grecko-rzymski, nie
tylko co do wyobrażenia wody i przeprawy, ale i co do sa
mego zwyczaju składania pieniądza zmarłemu ; opierając się
jednak na materyale i wnioskach Sartorego, należałoby raczej
ów wpływ ograniczyć tylko do genezy wyobrażenia „przewozu“,
które stało s ę późniejszem wyjaśnieniem zwyczaju składania
pieniędzy, zakorzenionego przedtem niezawiśle u różnych na
rodów europejskich.
Wcześnie też zwyczaj kładzenia pieniędzy zmarłemu złą>) Globus, t. 69, str. 375.
2) Szuchiewicz, Huculszczyzna II., 269, 271.; Paczowskij, Narodnvj
pochoronnyj obriad na Rusi IZwit dyrekcji c. k. akgdemiczuoj gymnaz.
u Lwowi, 1903, str. 25).
— 208 —
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
czyi się z wyobrażeniami chrześcijańskimi, jak świadczą monety
z napisem „Tributum Petri“, wybijane już w XVI w. w Euro
pie. U Lapończyków nad morzem Białem miał trup w jednej
ręce kiesę z pieniądzmi, w drugiej zapieczętowany list do św.
Piotra z poleceniem, iż jest godny niebax). Ponieważ — wedle
relacyi Klonowicza i Cieklińskiego2) — ksiądz dawał zmarłemu
także list do św. Piotra, więc widocznie wówczas pieniądz ów
godził się też z wyobrażeniami chrześcijańskiemu Jeźli w wę
drówce pośmiertnej istniała mityczna woda, poza nią stał św.
Piotr jako klucznik niebieski, w wyobraźni ludowej bowiem go
dzą się i zlewają pierwiastki różnego pochodzenia
Jak już wiadomo, najpierwotniejszą ideą wszelkich ofiar
pogrzebowych jest przekonanie, że zmarłemu należą się wszel
kie przedmioty, jakie posiadał za życia, a przekonanie to współ
ne jest ludom pierwotnym i cywilizowanym w pewnej epoce
(u tych ostatnich pozostały tylko przeżytki). Z tej idei wycho
dzą też przedhistoryczne obrzędy słowiańskie. Wszystkie opisy
pogrzebów u Słowian pogańskich świadczą o paleniu ciała
zmarłego wraz z odzieżą, bronią, końmi, psami, wiernymi słu
gami, a przedewszystkiem z żonami. Według świadectwa nao
cznego świadka, Araba Ibn Fadhlana, który w 921-2 r. śledził
obyczaje pogańskich Rusów, do statku, w którym palono zmar
łego, składano mu pożywienie i broń, zabijano dlań dwa konie
a wreszcie i kobieta musiała z nim umierać s). Litwa miała też
podobne ofiary pogrzebowe. Długosz opowiada4), że Litwini
dołączali do ciała mającego spłonąć, co tylko było znaczniej
szego: konia, woła, krowę, krzesło, broń, odzież,. pierścienie,
naczynia i wszystkie rzeczy, które uważali za miłe zmarłemu.
Zwyczaj ten uważa Długosz za wspólny nie tylko Litwinom,
Italom i Latynom, ale także pozostałym narodom, co obecnie
potwierdzają wyniki etnologii.
Jak w innych krajach, tak i w Polsce, wskutek przyjęcia
') Monę, Geschichte d. Heidenthums im nördlichen Europa, I, 29.
2) Potrójny z Plauta, wyd. Czubek. (Bibl. pis. poi.), str. 30: „Ty też
sama Orszulko byś co rychlej z listem Jachała od władyki do świętego
Piotra“. — List taki do św. Piotra z Białorusi zachował się w rkps. 739,
Bibl. Ossol. z XVI - XVII w. (Por. Lud, V, 80).
3) Krek, 1. c, str. 428.
4) Długosz, Hist- Pol., ks. X. (Opera c. Przeździecki, t. XII,
471-2, 474-5).
209
14
Władysław Szyszkowski.
chrześcijaństwa, zwyczaje pogrzebowe musiały uledz zmianie.
Ofiary ludzkie musiały odpaść zupełnie, ofiary zwierzęce, jak
zabijanie konia na pogrzebie wojownika, powtarzały się spora
dycznie w Europie jeszcze do końca XVIII w.; naogół jednak
ofiary zwierząt jako też przedmiotów, z którymi zmarły miał
styczność, przybrały jako przeżytki w zmienionej szacie piętno
chrześcijańskie lub symboliczne znaczenie zwyczajów rycerskich.
Przeżytków tych należy oczywiście szukać w pogrzebach nie
przeciętnych, ale jednostek potężnych, przedewszystkiem w po
grzebach królewskich. Dwa dokładne opisy pogrzebowe z wie
ków średnich i późniejsze z XVI w. ukazują te nowe formy
dawnych obrzędów, przeżytki zwyczajów pogańskich w nowej
szacie chrześcijańskiej.
Pierwszy szczegółowy opis pogrzebu w Polsce, mianowicie
Kazimierza Wielkiego w 1370 r-, pozostawił w swej kronice
Janko z Czarnkowa, archidyakon gniezieńskił). Pomijając znany
już szczegół o głośnem narzekaniu przyjaciół zmarłego króla :
»planctum et ululatum maximum«, - warto wspomnieć, że
występuje tu już żołnierz, ubrany w królewską szatę, na najlep
szym królewskim koniu, purpurą krytym, przedstawiający osobę
króla. Przez całą drogę odbywa się nadto hojne rozdawanie
pieniędzy między lud a to, jak się wyraża autor, by droga była
wolniejsza, tudzież, by się gorliwiej modlono za duszę zmarłego
Na uwagę jednak zasługują zwłaszcza szczegółowe ofiary, wy
liczone przez kronikarza. W czasie pochodu po różnych kościo
łach składają na ofiarę: purpurę i sukno, pieniądze i światło.
Główny obrzęd odbywa się dopiero w kościele katedralnym ;
przedewszystkiem każdemu z księży, którzy odprawiali nabo
żeństwo przy ołtarzach dokoła kościoła, oharuje mistrz cere
monii garściami pieniądze, następnie na wielkim ołtarzu składa
purpurę i sukno po dwie sztuki, wreszcie każdy z dworzan
ofiarując składa na ołtarzu naczynia, któremi służył zmarłemu:
komornik i podskarbi miednice srebrne z ręcznikami i obrusami, — stolnik z podstolim cztery wielkie srebrne misy, — cześnik z podczaszym naczyn a do picia, — podkomornik zaś
czyli marszałek ofiaruje najlepszego konia królewskiego. -- podkoniuszy uzbrojonego rycerza, w szaty królewskie odzianego.
b Kronika 11. De exequiis domino regi Kazimiro celebratis. 12. De
oblationibus factis in exequiis regis praedicti. Mon. Pol..Hist. Il, str. 616—9.
2U)
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVl W.
Gdy wkońcu poczęto według starego zwyczaju łamać drzewca
włóczni (warto zaznaczyć, że w popielnicach pogańskich na
Mazowszu znachodzą się już pokruszone i pogięte groty), roz
począł się lament głośny.
Z opisu tego jest widoczne, że przedmioty ofiarowywane
na ołtarzu, pozostawały w ścisłym stosunku ze zmarłym ; były
"to naczynia, których zmarły używał, koń, którego dosiadał.
Wobec tego można przypuszczać, że ofiarowanie tych przedmio
tów kościołowi, jest jedynie, przeżytkiem dawnego przydawania
zmarłym rzeczy, które służyły mu za życia, których on używał,
a które według powszechnego przekonania były dlań zastrze
żone także po śmierci. Kościół uważał też składanie w trumnie
kosztowności za przeżytek pogaństwa i był temu niechętny.
Długosz podaje, że gdy w r. 1426 pochowano księcia mazo
wieckiego, ustroiwszy go bogato zwyczajem pogańskim a nie
chrześcijańskim, biskup płocki, Stanisław Pawłowski, kazał wyjąć
z grobu kosztowności i rozdać je ubogim. Można więc także
tak hojne rozdawanie jałmużny w czasie pogrzebów uważać za
zastępstwo, w myśl zasad chrześcijańskich, dawnego zwyczaju
składania zmarłym skarbów. Że wszelkie te ofiary przypadły
kościołowi, jest rzeczą naturalną, nie tylko ze względu na samą
wiarę chrześcijańską i naukę kościoła, ale także wobec okoli
czności ubocznej, że kościół był też siedzibą zmarłego w cza
sach chrześcijańskich.
Według drugiego opisu zwyczajów pogrzebowych z wie
ków średnich, *) na pogrzebie Jagiełły wyprowadzono „in oblationum morem“ większą ilość kom różnej wielkości, pokrytych
purpurą, a na ołtarzu składano misy i czary srebrne, „które
były najmilsze królowi za życia“, i pozostawiono ]e tam wraz
z wielką ilością pieniędzy. Myśl więc pierwotna jeszcze jaśniej
tu się objawia, bo składano te przedn.ioty na ofiarę, które
zmarłemu za życia były najdroższe. Na innem miejscu2) stwier
dza Długosz, że te zwyczaje pogrzebowe, zwłaszcza owe konie
purpurą kryte, poprzedzające ciało i wprowadzane do kościoła,
nie były w zupełności uprawnione w religii chrześcijańskiej.
Opowiada, że gdy właśnie taki żołnierski pogrzeb sprawiono
biskupowi krakowskiemu, Zawiszy, w 1382 r., następnej nocy dał
*) Długosz, Hist. Pol., ks. XI. Opera, t. XIII, 530.
'-) Hist. Pol, ks. X. Opera, t. XII, 398.
- 211
Władysław Szyszkowskí.
się słyszeć tętent kopyt końskich w kościele i krzyki demonów:
„ut monstraret Dominus, pompám funebralem mundano more
introductam, in corporibus militum exosam, in pontificum detestandain fore“.
Z XVI w. istnieje szczegółowy opis pogrzebu Zygmunta I
w formie wierszowanej, którego autorem jest znów wspomniany
już niejednokrotnie Royziusz. >) Dokładnością szczegółów nie
ustępuje ów wiersz historycznym opisom Górnickiego i Biel
skiego, oddany do druku w pięć dni po pogrzebie, jest znów
dowodem żywego zajęcia się cudzoziemca naszymi zwyczajami
i trafnej obserwacyi.
Opisany przez Royziusza obchód pogrzebowy trwa trzy
dni. W orszaku jedzie Tarło w ciężkiej zbroi, z mieczem, zwró
conym ostrzem ku ziemi ; za nim młodzieniec z tarczą i włó
cznią, również ku dołowi zwróconą, a dalej postępują dostojnicy
z insygniami, które składają na trumnie zmarłego. Spuszczanie
trumny odbywa się pierwszego dnia, drugiego wprawdzie też
pochód, ale z pustemi marami, uroczyste, zwyczaje następują
dopiero trzeciego dnia po nabożeństwie. Wówczas ów rycerz,
padłszy na ziemię, przedstawia upadek króla ; król Zygmunt
August rzuca ojcowski hełm przed ołtarz, narzekając na zgon
ojca, inni rzucają tarczę, miecz i łamią włócznię królewską,
dostojnicy zaś buławy, tudzież kruszą pieczęcie królewskie.
Wkońcu król, jakoby na nowo wszystko przywracając, pod
nosi z ziemi insygnia królewskie, a dostojnikom oddaje
buławy.
Zwyczaje pogrzenowe udęc w porównaniu ze średniowie
cznymi uległy znacznym zmianom, znikły dawne, znane w wie
kach średnich ofiary naczyń królewskich, tak bli/.kie jeszcze
pierwotnej myśli, inne zaś zatraciły znaczenie ofiar a przybrały
znaczenie symbolów zakończenia władzy dawnego króla. Pomi
nął zapewne Royziusz w swym opisie udział koni w pogrzebo
wym pochodzie, który długo się jeszcze utrzymuje. Na pogrzebie
Zygmunta Augusta prowadzono 30 koni pod czarnym aksami
tem a w każdym kościele stały misj z pieniądzmi, które svpano1
1) ,,Historia funebris in obitu Divi Sigismundi, Sarmatiarum régis,
et ad Sigismundum Augustum filium admomtio“. Crac., 1548 (Carmina
Roysii, ed. Kruczkiewicz, I. 99-117).
— 212 —
Pierwiastek ludowy w poezyi polskiej XV i XVI w.
na ołtarz lub rozdawano ubogim. Na pogrzebie Stefana Bato
rego prowadzono też mnóstwo koni.1)
Pogrzeby dostojników świeckich odbywały się z podobnym
ceremoniałem, z udziałem koni, rycerza ze zwróconym mieczem
ku ziemi i łamaniem włóczni.2) Stanisław ze Szczodrkowic
wyraźnie opisuje dawny zwyczaj wśród szlachty: „Na ofiarę
konie wodzą, A zaś z nimi w dworzec godzą... Niektórzy ten
zwyczaj mają : konia w zbroję przybierają. Swoje miecze pomia
tając, A drzewca czarne druzgając, Wzdłuż we zbroi upadają,
Stary obyczaj działają.:<)
Zwyczaj ofiarowania koni istniał też u narodów romańskich
i germańskich. Takiego konia prowadzono na pogrzebie Ka
rola IV, w roku 1329 ofiarowano konie w czasie Offertorium
w Paryżu, Edward III ofiarował konie na pogrzebie króla Jana
w Londynie.4) Na pogrzebie Günthera ze Szwarcburga w 1349 r.
ofiarowano pięć koni i inne przedmioty zmarłego na ołtarzu,
a potem wykupili je przyjaciele zmarłego za 400 guldenów. Na
pogrzebie cesarza Karola IV w 1378 r. ofiarowano najpierw
chorągwie i 26 wielkich rumaków, potem hełm zmarłego, na
ostatnim zaś koniu jechał zupełnie uzbrojony rycerz i ofiarował
zbroję wraz z rumakiem, poczem składali ofiary członkowie
rodu i dostojnicy.5)
Jedna i ta sama forma, jaką przybrały dawne przeżytki
w różnych krajach, wypłynęła stąd, że dawne obrzędy przetwa
rzały się pod jednym i tym samym wpływem kościoła chrze
ścijańskiego, w tej tylko formie i znaczeniu mogły być upra
wnione w myśl zasad chrześcijańskich. Dawne znaczenie zacie
rało się szybko, rycerz w zbroi ofiarował się tak samo, jak
inne przedmioty, należące do zmarłego, pierwotnie więc nie był
zapewne przedstawicielem zmarłego, ale tych, co niegdyś wraz
z nim ginęli ; rzucanie oznak króla a pierwotnie ich ofiarowanie
na ołtarzu nie oznaką skończenia jego władzy, ale pamiątką
') Schoneus Andreas, Daphnis seu de funere magni Stephani regis
Polonorum. Crac., 1588 (A IV r.) k 4
3) Pur. n p. Janicki, Elegia IV na śmierć Stanisława Kmity.
■!) „Rozmowa pielgrzyma z gospodarzem o niektórych ceremoniach
kościelnych“. iWyd. Celichowski. Bibl. pis. poi., str. 66—7).
4) Tylor, 1. c. I. 389.
5) Schultz Alvin, Deutsches Leben im XIV w. XV Jahrh. Lipsk.
1891, sir. 619-25.
— 213
Władysław šzyszkowski.
przedmiotów, które przydano niegdyś zmarłemu. Jest to zresztą
fakt często się powtarzający, że przeżytek niezrozumiały otrzy
muje z czasem inne znaczenie, niż miał pierwotnie.
Na pierwsze miejsce obrzędów pogrzebowycii wszystkich
narodów wysuwa się koń. Zabijanie i grzebanie konia wraz ze
zmarłym przetrwało w poszczególnych przypadkach do XVIII
wieku, —prowadzenie koni przed lub za trumną zmarłego prze
trwało po dziś dzień, -- wprowadzenie ich do kościoła i ofia
rowanie na ołtarzu, konieczny jednem słowem udział konia
w obrzędzie pogrzebowym, bez względu na formę, zastosowaną
do czasu i okoliczności, każe się domyślać, że przyczyna tego
była głębsza, niż przyjaźń, stosunek, jaki łączy konia z ryce
rzem, koń mianowicie, jak wykazał Negelein, ') dzięki swym
naturalnym przymiotom, szybkości, instynktowi i t. d. uchodzi
od najdawniejszych czasów za istotę, przenoszącą dusze i zna
jącą drogę do szczęśliwego kraju pozagrobowego. Już staroindyjski przepis każe chwytać kapłanom za ogon rumaka ofiar
nego, gdyż „ludzie nie znają drogi do niebiańskiego świata, ale
zna ją koń“. W Grecyi i Syamie n. p. przywiązywano zbrodnia
rzy do koni lub ogonów końskich, by je zabrały do lepszego
kraju. Cudowne własności przypisywane koniom, liczne wierze
nia ludowe jak n. p. tak znane powszechnie o pojawianiu się
duchów i zmarłych na koniu, przesądy takie jak n. p., że jeź
dziec, napotkawszy kondukt pogrzebowy, może zabrać duszę
zmarłego napowrót do wsi, i cały szereg innych wyobrażeń
różnych ludów i epok potwierdza tylko zasadniczą ideę, która
wpłynęła na przyznanie koniowi tak wybitnej roli w obrzędach
pogrzebowych.
') Das Pferd im Seelenglauben u. ťotenkult (Zeitschr d Vereins
f. Volkskunde, XI, (1901), str 406- 420; XII (1902), 14- 25, 577 -90).
— 214 —
