19b35f35c37dc82da2b009f9f5d8b183.pdf

Media

Part of Styl zakopiański ( z 8 ryc. i 5 tabl.) / Lud, 1900, t. 6

extracted text

8.

Wiersz 1—3 j. w.
— Wże umer ! —
Leży, leży, szczobyś ne wstaw,
Szczob do mene inszyj prystaw!

172


Leży, leży jak' koíoda,
Ja moíoda jak jahoda;
Leży, leży jak hnyfyj peń,
Ja niołoda, jak jasnyj deń !

Pieśń tę, przy której, jak mówią, chowają „Kostruba“, śpie­
wają w przewodnią niedzielę, t. j. w tydzień po W ielkiejnocy.
W ową niedzielę powtrzają także w szystkie powyższe pieśni.
Bronisław Kryczyński.

Styl zakopiański.
(Odczyt miany na miesięcznem zebraniu naukowem Tow arzystw a ludoznawczego
d. 15. lutego b. r.).

K ie d y p rz ed k ilk o m a d ziesią tk a m i la t — około ro k u m niej
w ięcej sied em d ziesiąteg o •— rzucono się w P o lsc e tłu m n ie k u
T atro m , p rą d te n o b jął n asa m p rzó d s a m e g ó r } / . P o ty lu w ie­
k a c h o d k ry to w P o lsc e T a t r y ! D o tą d sy n o n im em P o lsk i b y ły
ró w n in y p łask ie, od nich to w y w o d zili się P o la n ie = P o la c y . A tu
n araz g ó r y , i to nie la d a g ó ry , g ó ry w ysokie, A lp y polskie.
W ięk sz o ść szczytów w T a tra c h b y ła jeszcze n ie d o stę p n a ,
g łę b ia T a tr zu p ełn ie nieznana.
Hej za mną na szczyty T a tr!
na strome ich krawędzie!
okiem rozbije n dal obszarów,
czołami sięgniem c h m u r!!!
ro zbrzm iew ało haslo po ró w n in a c h P o lsk i, a k to czuł w so b ie
isk rę d aw n eg o ry c e rstw a , szedł w z a p a sy z tu rn iam i.
Z d o b y w an o szczyt za szczytem , przełęcz za p rzełęczą —
z a ty k a n o c h o rąg w ie p o lsk ie n a G a rłu ch u , Ł o m n icy , L o d o w y m ,
W y so k ie j. Z astęp p rz y ro d n ik ó w b a d a ł, m ierzył, obliczał, za ­
p is y w a ł.....
W p ra c a c h ty c h i za d a n ia c h b ra n o do p o m o cy lu d m iejscow y,
je g o się ra d zo n o , z nim o d b y w a n o w ycieczki, ale^ n a lu d te n
jeszcze nie zw racan o bacznej uw agi, N ap rzó d trz e b a b y ło d o trze ć
tam , g d zie d o tąd ty lk o w z ro k sięg ał, czołam i d o tk n ą ć chm ur,
T a tro m w y d rz eć tajem nicę.
Z n ad p rzepaści, z p ia rg ó w , z gąszczów lim b i k o so d rzew in y ,
z k ra in y orlej, schodziły g ro m a d k i n a sy c o n y c h b a d a c z y — i p o ­
częły się ro z g lą d a ć po dziedzinach g ó ra lsk ich .

-

173



O dkryto chatę góralską.
W c h a c i e t e j w p ra w d zie w y p o c zy w an o od la t w ielu po
tru d a c h w ycieczki —• n a ty p o w e m łó żk u g ó ra lsk iem o w y so k ich
n o g ac h , n a k tó re m z a sy p ia jąc w idziało się jeszcze p rz ed so b ą n a
ścian ie ja sk ra w e o b ra zy zbójników z Jan o sik iem n a czele, —
w c h a c i e t e j —■ siad y w a ło się n a w y n io sły c h ła w a c h b ie g n ą ­
cy ch w zdłuż izb y p o p o d ścianam i, ja d a ło n a k w iec isty c h ta le rz a c h
g ó ra lsk ic h w y jm o w an y c h z za rzeźbionej listw y — ale n a zw ró­
cen ie u w a g i n a to w szy stk o jeszcze b y ło zaw cześnie. B y ły p il­
niejsze sp ra w y dla idei tatrz ań sk iej, k tó ra p rzechodząc różne
fazy rozw oju w k ro c zy ła w reszcie po za sp o k o jen iu n ajp ierw szy ch
celó w n a p o le d o tą d o dłogiem leżące.
Zaw sze jed n a k o św ieciło słonko w Z ak o p an em w dzierając
się przez szczerbę G iew o n tu — zaw sze w te n sam c u d n y sposób
rzucało cienie od m ister­
nie rzeźbionych k o łk ó w
na p ó ło k rą g ły c h p o d w o ­
jach
odrzw i g ó ralsk iej
W. ^
ch a ty , — czasu nie było,
K
- r - v - V /-1.
-żeby to spostrzedz ; G arL-WP-V«’ i
¡
.• W
łuchy, Łom nice, W y s o ­
kie, M nichy w o ła ły do
siebie. K ró tk i czas le­
tn ich m iesięcy p rz e p ę ­
dzali p rz y b y sz e z dolin,
co się nie m ogli d o tąd
ocknąć, że P o la c y m ają
sw oje A lp y , po k o li­
b ach , n ad M orskiem i
O kam i, p rz y d ym ie w a try , w śró d tu rn i i siklaw .
A ż n ad szed ł czas : c ie k a w y lu d g ó rsk i, P o d h a la n ie — s ta ­
n ęli n a w idow ni.
N a lu d te n p a trz a n o d o tą d d o sy ć dziw nie. G łęb o k o zakorze
n io n e b ajk i d ru k o w a n e n a w e t w k siążk a ch szk o ln y ch n a u c z y ły
w id zieć w ludzie ta trz a ń s k im : ....T ataró w !....
Z całą pew n o ścią m iały to b y ć n ie d o b itk i h o rd y N o g a ja .
N ie troszczono się o to, że in n a znów b a jk a k a z a ła w ierzyć, że
w T a tra c h do n o g i w y b ito ty c h w łaśn ie T a ta ró w , że m iały się
tam aż w alać k u p y ich kości p o dolinach, że stą d p o w s ta ły
K o ście lisk a. — B y ły to czasy d o sy ć naiw ne.



174



O n ie d o b itk a c h h o rd y N o g a ja p is a ły p ierw sze g e o g ra fie
n o w o o d k ry ty c h »połączonych k ró le stw G a lic y i i L od o m ery i«
w k o ń cu w ie k u 18.
B a jk a o ko ścielisk ach , o p o g ro m ie T a ta ró w i o tem m n ó st­
w ie k o ści ta ta rsk ic h p o w sta ła p o ro k u 1830. ro z g ło sz o n a przez
p o czciw eg o S e w e ry n a G oszczy ń sk ieg o . L ite ra tu r a p ię k n a p o m a ­
g a ła . S o b ó tk a G o szczy ń sk ieg o , K o n fe d e ra c i B a rsc y M ickiew icza,
w k tó ry c h je s t w y ra źn ie m ow a o d o l i n i e k o ś c i t a t a r s k i c h —
w p a ja ły w n a ró d to p rz ek o n an ie. T o te ż ci, co się z lu d em t a ­
trza ń sk im ju ż b ez p o śred n io ze tk n ę li, m im o w oli u le g a ją c w s p o m n ie ­
niom św ieżym z lite ra tu ry n aro d o w ej —- p a trz a li n a g ó ra li, j a k
n a lu d d ziw ny, n a tw ó r b ąd ź co b ąd ź nie sw ojski.
W ry sa c h g ó ra li w idziano t y p y ta ta rsk ie , w n a z w isk a c h
ro d o w y c h p o zo stało ści im ion w odzów h o rd ta ta rsk ic h . N a d o w ó d
te g o p o d w o iw szy ł w n az w isk ach n ie k tó ry c h g ó ra lsk ic h w id zian o
u łłó w i ałłó w ta ta rsk ic h np. M a rd u ła — M ard — U łła, S a b a ła —
S ab — A łła, b a M urzów n aw et, ja k w y k ła d a n o n azw ę w si M u r
— za — S ich łą = M u rza S ichła.
P o g lą d ta k i p rz e trw a ł do n ied aw n a, w sp o m n ia n y w y k ła d
n azw i n azw isk znachodzi się jeszcze w k siążce w y d a n ej około
r. 1880., w p raw d zie nie p rzez zaw o d o w eg o ję z y k o z n a w c ę p o d a n y
— w k a ż d y m razie zn a m ie n n y — bo d aje m iarę, z ja k ą odnosiło
się sp o łeczeń stw o p o lsk ie do P o d h a la n .
B liższe b a d a n ia , b ez p o śred n ie sto su n k i z ludem ta trz a ń sk im ,
w ejrzen ie w szczegóły, p o zn a n ie narzecza, zw yczajów , ty p u a n ­
tro p o lo g ic z n e g o — w szy stk o to w k o ń c u rozw iało b e z p o w ro tn ie
rzek o m ą » tatarskość« g ó ra li.
S ta n ą ł lu d n a w sk ro ś nasz, k o ść z kości, k r e w z k rw i n a ­
szej, p rz ech o w u ją cy ję z y k p ra d ziad ó w , u trz y m u ją c y w żyw ej tra d y c y i w sp o m n ien ia daw no u b ie g ły c h la t —• o d g ro d z o n y lasam i
i g ó ra m i, mikrokosmos d aw n eg o lu d u p o lsk ieg o , k tó re g o n ied o sięg ła w tem u stro n iu p ra c a n iw e la c y jn a k u ltu ry i cy w iliza cy i b u ­
rzącej d aw n e tej ziem i p o rządki.
A cy w iliza cy a i tu ta j choć późno w k ra d a ć się zaczęła.
P rz y n ió s ł ją n a p ły w go ści i p o d ró ż n ik ó w tatrz a ń sk ic h . I b y ła
ch w ila, zdało się, że cy w iliz a c y a ta zaleje i zg n iec ie w szy stk ie
o d rę b n o ści m iejscow e. M o g ło się sta ć to, co się dzieje dzisiaj
codziennie w g łę b ia c h A fry k i, w s te p a c h A m ery k i, n a w y b rz e ­
żach o d le g ły c h w y s p : w a lk a dw u k u ltu r, z k tó ry c h m niej p o s u ­
n ię ta u p a d a b e z p o w ro tn ie z o g ro m n ą szk o d ą d la w iedzy i n a u k i.



175



P ro c e s te n sam m ó g ł się o d b y ć n a naszej skórze, w n aszy m
d o ro b k u cy w ilizacy jn y m m o g ła p o w sta ć n ie p o w e to w a n a s tr a ta .
L ecz, co n a ch lu b ę naszej ra s y w y ch o d zi — t a k s i ę n i e s t a ł o .
S ta ł się n a to m ia st fa k t b ard zo rz ad k i, nie po wiem w y ją tk o w y ,
a m oże n aw et je s t tak im , jeżeli się bliżej rzeczy p rz y jrzy m y . K u l ­
tu ra p rzy b y szó w , u sza n o w ała k u ltu rę tu b y lc ó w .
F a k t niezm iernie w a żn y dla n aszeg o d o ro b k u cy w iliz a c y jn e g o
— k u ltu ra d aw n a, p rz ech o w a n a w sk a rb n ic y za m k n iętej n a
sied em cu d o w n y ch kluczów , za g ó ra m i za lasam i — s ta ła się d o ­
ro b k iem n a ro d u całego, k tó ry p rz e k sz ta łc o n y n a m odłę o b c ą o
p ie rw o tn y m sw ym stan ie rodzim ym d aw no zap o m n iał.
Że się ta k stało, m am y do zaw dzięczenia k ilk u ludziom ,
k tó rz y tle ją c ą isk ierk ę rozd m u ch ali z p o m ocą d u ch a ra s y naszej.
P rz y p a d e k w tern, ja k w w ielu rzeczach n a św iecie, k ie ro w a ł
s p ra w ą .
T u ta j zaczy n a się a n e g d o ty c z n a h isto ry a .
B y ło ta k . D o ty ch c zas przy jeżd żali g o ście do Z a k o p a n e g o
n a k ró tk o , sied zieli 6 — 8 ty g o d n i w lecie, je d n o stk i, w łaśc iw i
działacze chodzili, o ile p o g o d a pozw oliła, p o szczy tach — z b li­
żała się jesień — w szy stk o to u ciek ało w ró w n ie do zajęć, do
p ra c y zw ykłej. P o w o li je d n a k stało się Z ak o p a n e m iejscem leczniczem . P o b y t zaczęto przedłużać d la zdrow ia, b a ! w y stra sz a ją c e
d o tą d p rz y b y szó w z ró w n in m iesiące zim ow e zm ieniły się w g ł ó ­
w n ą p o rę leczniczą. P rz y b y li ludzie d la zdrow ia, już nie n a la to
ty lk o , ale n a ca ły ro k . A p rz y p a d e k znów zrządził, że w g ro n ie
ty c h p rz esied lo n y ch tu ta j ludzi z d a rz y ły się u m y sły n ie p o ś le d ­
nie, je d n o s tk i nad zw yczajne.
B y li to m ian o w icie: S ta n isła w W itk iew icz , W ła d y s ła w
M atlak o w sk i, B ro n isław i M a ry a D em bow scy.
S ta n isła w W itk ie w ic z u m y sł nadzw yczaj o ry g in a ln y , n a
w sk ro ś a rty sty c z n y , — odczuł o d razu w ażność m o ty w ó w lu d o w y c h
n a p o tk a n y c h n a P o d h alu . D a ł o tem znać w a r ty k u le um iesz­
czo n y m w W iś le r. 1888., p. n. D r z w i c h a t y g ó r a l s k i e j
w Z a k o p a n e m . W y p o w ie d z ia ł ta m ta k i p o g lą d :
»Żadna ze zn a n y ch m i c h a t w P o lsc e nie może iść w p o r ó ­
w n a n ie z c h a tą g ó ra la za k o p ia ń sk ieg o . N ie je st to ju ż b y le ja k ie
ze sta w ien ie b e le k i sło m y w celu o c h ro n y p rz ed zim nem , d e ­
szczem, w iatrem , złym człow iekiem lu b zw ierzęciem . C h ata g ó ­
ra ls k a nie p rz estając b y ć w y g o d n ą i u ży teczn ą, p rz e d sta w ia się
ja k o w y ższy i ro z w in ię ty ty p b u d o w n ic tw a d rzew n eg o , w k tó r y m



176



c a ły szk iele t p ra k ty c z n y o zd o b io n y je s t w sp o só b o ry g in a ln y
i sam o d zieln y .
C h ata ta p rz e d sta w ia ró w n ie w ielk i in tere s d la e tn o g ra fa ,
j a k i d la b u d o w n icz eg o i za słu g u je n a g ru n to w n e i su m ien n e
p rz e s tu d y o w a n ie « .
N ieb aw em ro zw ió d ł się o tem szerzej w p rzep ięk n ej sw ojej
książce, b ęd ącej p ra w d z iw ą ozdobą lite ra tu ry polskiej : »Na
P rz e łę c z y « : »C hata g ó ra ls k a — są je g o słow a — od p ierw szeg o
s p o jrz e n ia w y d a je się czem ś p ełn em c h a ra k te ru — te g o p ie rw ia ­
s t k u osobow ości, k tó ry w y ró ż n ia z tłum u, ludzi szc zeg ó ln y ch
i rz ecz y niezw ykłe. S am szk ielet b u d o w y to p u d ło , w k tó re m
się ch o w a człow iek ; to część każdej rzeczy, k tó ra słu ży do celó w
p ra k ty c z n y c h je st ró w n ie p ra w ie p ro sta i niezłożona ja k w k a ­
żdej innej chacie. C ztery ścian y , d w a szczyty, d w ie p o c h y łe
p ła sz c z y z n y dachu, z m ałem zboczeniem od sy m e try i n a je d n ą
stro n ę, p o d k tó rą m ieszczą się d o d a tk o w e izb y — oto ca ła c h a ­
łu p a.
L ecz n a w szy stk ich jej częściach leży p ię tn o p ew n eg o s ty lu ,
p e w n e g o m o ty w u linij. O d zacięcia b e lk i do o streg o szczytu, od
p a z d u ra do ornam entów ’ rż n ię ty c h w e w n ątrz, w szy stk o p ra w ie m a
te n sam c h a ra k te r linij p rz ecin ają cy ch się p o d dość o stry m
k ą te m .
T y lk o łu k o w a to w ygdęte drzw i w chodow e w y ry w a ją się z.
o g ó ln e g o c h a ra k te ru i stan o w ią całość o d rę b n ą niezależn ą —
o ry g in a ln ą i p e łn ą
. .. D rz w i tak ie, ru d e od staro ści ozdobione dziw nym o rn a ­
m en tem , z p ra co w icie o s tru g a n y c h k ołków , w y g lą d a ją c y c h jakb}?
ja k ie ś zn ak i sy m b o liczn e n a tle szero k ich i g ła d k ic h b aló w ,
złączo n y ch w rą b an em i w nie i w ygdętem i w k sz ta łt ro g ó w w ią ­
zad łam i ; z leżącym i u p ro g u g łazam i, ze sterczący m i d o k o ła
k o ń ca m i b e le k — drzw i ta k ie w y d a ją się w ejściem do ja k ie jś t a ­
jem niczej św ią ty n i.
W e w n ą trz w tej chacie w szy stk o nosi p ię tn o u p o d o b a ń
a rty s ty c z n y c h , tuż p rz y drzw iach p rz y b ity ł y ż n i k , rż n ię ty
w jaw o ro w em drzew ie, n a k tó ry m sk u p ia się całe b o g a c tw o
g ó ra lsk ie j o rn a m e n ty k i ; obok, p ó łk i ze św iecący m i się m isam i
p o lew a n em i, w ielk ie k re d e n sy , sto ły i stołki, k a ż d y sta te k , każda,
rzecz p o w sze d n ieg o u ż y tk u je st upiększona.
T a k i np. c z e r p a k do m leka m a ta k w y k w in tn e form y,,
źe nic do n ieg o nie dodając, m ożna zeń m ieć ozdobę n a jw y b re d ­
n iejszeg o k re d en su . T u w iszą obonieczki do w ó d k i z d ę b o w e g o

Srzw i clis,ty góralskiej.

Rysunek St. Witkiewicza w Wiśle.

drzew a, k u te żelaznem i obręczam i, o b o k m ag iel ręczny, =a w s z y ­
stk o p o k ry te s ta ra n n y m i b o g a ty m ry su n k iem .
O rn a m e n ty k a g ó ra ls k a m a p ew n e zasadnicze form y, słu ż ą c e
za p u n k t w y jścia dla fa n ta z y i p rz y p a d k o w e g o a rty s ty , k tó r y
w ła d a kozikiem ze zręcznością tech n iczn ą n a jw p ra w n ie jsż e g o
i w y k w in tn e g o rzem ieślnika, m ająceg o do p o m o cy ró ż n o ro d n e
sk o m p lik o w an e narzędzia.
T e k s z ta łty zasadnicze m ają sw oje nazw y, św iadczące, iż są
o n e rz eczy w isty m w y razem este ty c z n y c h p o trze b tego lu d u .
G w i a z d y , p a r z e n i c e , p a z d u r y , g a d z i k,
mir w a
o z d a b ia ją ścian y c h a łu p y , drzew ne sta tk i, m iski, k u b k i i u b ra n ie
g ó ra la . J e s t on ta k za m iło w an y w ty c h ozdobach, że n a w e t sw o je
ch u d e ow cze se rk i w y c isk a w r y z o w a n y c h form ach k a c z e k ,
p a rzen ic i oszczypków ...
Z ew n ątrz c h a ta zb u d o w an a z olbrzym ich b aló w , k tó ry c h
sześć w y sta rc z a n a znaczną sto su n k o w o w y so k o ść ś c ia n y , z d a ­
chem o stry m zak o ń czo n y m n a k aż d y m końcu sterczący m p a ­
z d u r e m , często u szczytu ozdobionym w y c ię ty m z g o n tó w ażu12

— 178 —
ro w y m o rn a m e n tem b ie g n ą c y m od k o ń c a do k o ń c a — m a je ­
szcze w szczycie w y rż n ię te słońce, k siężyc, g w iaz d y , d a ty i r e li­
g ijn e g o d ła . S łow em g 'ó ralsk a c h a ta je st w yższym ty p e m d rz ew ­
n eg o b u d o w n ic tw a — je s t s a m o d z i e l n y m , o r y g i n a l n y m
s t y l e m , w y ra żają cy m się w e w łaściw y m c h a ra k te rz e linij. W n ie ­
k tó ry c h zaś częściach w e w n ę trz n y c h je st zu p e łn ie ro z w in ię tą
i skoń czo n ą form ą, m o g ą c ą zadow olnić b ard zo n a w e t w y b re d n e
u p o d o b a n ia arty sty cz n e.«

Zagroda góralska.

Rysunek St. Witkiewicza w dziele Matlakowskiego : »Budownictwo ludowe
n a Podhalu«.

W chw ili, g d y w y p o w ie d z ia n y zo stał te n p o g lą d , c h a ta g ó ­
ra ls k a zn a jd o w ała się w p o w ażn em n ieb ez p iecz eń stw ie. Z a k o p a n e
ju ż się zab u d o w y w ało dom am i p a n ó w z ró w n in , a z a b u d o w y w a ło
b u d y n k a m i o k o sm o p o lity cz n ej b ezb arw n o ści z p rz y m ie sz k ą
ta n d e tn e j szw ajcarszczy zn y . Z daw ało się, że dn i c h a ty g ó ra lsk ie j
są policzone, bo i n ie k tó rz y g ó ra le b u d u jąc szy b k o i n a s p e k u la c y ę zaczęli w znosić p o d o b n e n a w zorach p a ń sk ic h o p a rte b u d y n k i.
N a d o m iar nieszczęścia istn ia ła już w Z a k o p a n em szkoła p rz e m y ­
słu d rzew n eg o p ro w a d zo n a przez N iem ca N eužila i p ro d u k u ją c a
w y ro b y w sty lu n iem ieck ieg o ren esan su , b ę d ą c e g o zab ó jstw em d la
tw ó rczo ści lu d u g ó ra lsk ie g o . O szkole tej pistił jeszcze n a k ilk a
la t p rz ed tem p o d ró ż n ik cudzoziem iec p. B uls z B ru k se li te sło w a
po p o w ro c ie z T a tr : o b aw ia m się, b y w y b ó r m odeli nie z a g ła ­
dził o ry g in a ln o śc i sztuki, k tó r a je s t w ro d z o n ą g ó ra lo w i. N a le ża­
ło b y b y ło w ziąć . za p u n k t w yjścia sztu k ę w y d a n ą przez g ó ra li
w ozd o b ach ich sp rzętó w dom ow ych, narzędzi, ich u b io ró w ,

-

179 -

a ro zw in ąw szy ty m sp o so b em ży w io ły , m o żn ab y dojść do u tw o ­
rz e n ia sty lu o zd o b n eg o , k tó ry b y m iał w a rto ść już przez sam ą
sw ą o ry g in aln o ść. O to raczej są lepsze w zo ry d la m ło d y ch g ó ­
ra li, aniżeli o d le w y g ip so w e, sp ro w a d zo n e z W ie d n ia lub
S tu ttg a rd u « .
B y ło w ięc p o w ażn e nieb ezp ieczeń stw o d la c h a ty g ó ra ls k ie j
i d la m o ty w ó w lu dow ych. Jałow ość, b ezbarw ność, u b ó stw o
a r ty s ty c z n e dom ó w staw ian y c h przez gości i niem iecki re n e sa n s
w p ro w a d z a n y przez szkołę p rz em y słu d rzew n eg o z ry w a ły tr a d y c y ę n aiw n y c h , szczerych, n a ro d o w y c h u p o d o b a ń i p o zb a w ia ły
m ło d y ch p ra co w n ik ó w łączności z p o trze b am i najbliższej im
s fe ry .
U d a n ie się do k iero w n ik ó w szk o ły n a nic się zdało. K ie d y
s ię zw ró cił W itkiew dcz do d y re k to ra szk o ły i w skazał n a p o trz e b ę
i o b o w iąz ek szk o ły sto so w an ia i ro zw ijan ia g ó ra lsk iej o rn a m e n ­
ty k i i b u d o w n ictw a, o d p o w ied ział d y re k to r, że to je s t ch ło p sk i
m o ty w i z u b y s a n t i n i s c h , iżby go m ożna w p ro w ad zić do
szk o ły i zasto so w ać w o zdobnym drzew nym przem y śle. P o ­
ja w iła się n a w e t a p o lo g ia szk o ły zak o p ia ń sk iej p isa n a przez p a n a
M éy e ta , (w W iś le 1891), w y n o sząca tech n ic zn ą stro n ę p ra c ze
sz k o ły w y szły ch , k tó re j zresztą n ik t nie zaczepiał. A p o lo g ia ta
b y ła o ty le d o b ra , że w y w o ła ła o d p o w ied ź w św ietn y m a r ty ­
k u le W itk iew icza : S ty l za k o p ia ń sk i.
R ó w n o cześn ie wzięli się do ra to w a n ia okazów sztu k i lu d o ­
wej p ań stw o D em b o w scy w Z ak o p an em . Z b io ry ich o b jęły m nó
stw o p rzed m io tó w po w iększej części w y k o n a n y c h w czasach
o d le g ły c h , k ie d y jeszcze żyw o s ta ra ł się g ó ra l o p rzy o zd ab ian ie
w szelk ich sp rzętó w , narzędzi, naczyń. Z b io ry te sk u p iły w sobie
rzeczy w iste m uzeum etn o g raficzn e lu d u g ó ra lsk ie g o , a zarazem
s ta ły się k ry n ic ą m o ty w ó w i w zo ró w lu d o w y ch w szelkiego r o ­
dzaju, m o g ący c h p o słu ży ć do d alszeg o sn u cia p ierw o cin tw ó r­
czości g ó ra lsk iej.
Jeszcze p o p rz ed n io p e w n ą część ok azó w z e b rała p a n n a
M a g d a le n a B u to w t A n d rz ey k o w icz ó w n a, m alark a, k tó ra b a ­
w iąc w dom u R ó ż y hr. K ra siń sk ie j, dzisiejszej E d w a rd o w ej hr.
R a c z y ń sk ie j, przem ieszkującej zim ą 1 la te m w Z ak o p an em od la t
k ilk u dla zd ro w ia w ą tły c h dzieci, zw róciła u w a g ę n a o rn a m e n ty k ę
g ó ra lsk ą . Za czem poszło, że i R ó ż a hr. K ra s iń s k a z synem
sw y m A dam em , dzisiejszem o rd y n a te m o p in o g ó rsk im , w zięli się
d o zb ieran ia okazów sztu k i g ó ra lsk iej. Z biór te n z a le cają cy się
n ie ty le obfitością ja k p ię k n o śc ią ok azó w rz a d k ic h d a ro w a ł

— 180 —
w o statn ich czasach hr. A dam K ra siń sk i M uzeum
im. C h ału b iń sk ie g o w Z akopanem .

tatrzańskiem u!

N a p o d staw ie ty c h zbiorów p p . D em b o w sk ich i hr. K r a ­
siń sk ich p o w s ta ły pierw sze w y tw o ry sp rz ętó w i m ebli w s ty lu
zak o p iań sk im .
P ie rw sz y g a rn itu r ty c h m ebli sty lo w y c h p o sia d a h is to ry k
i z a p a lo n y ta te r n ik p. K a ro l P o tk a ń s k i w K ra k o w ie . J e s t to
stó ł, k rzesła, p ó łk a i szafa n a k siążki, zro b io n e w r. 1886. D ru g i
g a rn itu r, w k tó ry m już b y ło łóżko, p a ra w a n , k az ała dla sieb ie
zro b ić p o d łu g w zorów ry so w a n y c h przez p a n n ę A n d rz ey k o w icz ó w n ę w r. 1887 hr. R ó ż a R a c z y ń sk a .
N ied łu g o p o tem zd arzy ło się, że hr. A r tu r P o to c k i z a p ro s ił
a rc y k się c ia R u d o lfa do d ó b r sw oich n a g ra n ic y B u k o w in y , a
d la o zd o b ien ia do m k u m y śliw sk ieg o w puszczy u d a ł się do s io s try
swej hr. R a c z y ń sk ie j z p ro śb ą o m eble za k o p ia ń sk ie i w te d y t o
p o d łu g ry su n k ó w h r. R acz y ń sk ie j i po m y słó w p a n n y A n d rz e y k o w iczó w n y w y k o n a n o w szkole rzeźbiarskiej m eble, k tó re się ta k a r cy k sięciu sp o d o b ały , że za p o w ro tem do W ie d n ia zw rócił n a n ie
u w a g ę m in isterstw u. M in isterstw o też nie om ieszkało d ać w ó w ­
czas zarząd o w i szk o ły w Z ak o p a n em od p o w ied n iej in stru k c y i„
a zatem poszło, że sty l za k o p ia ń sk i z o sta ł przecież ra z w s z k o le
u rz ęd o w n ie u zn an y .
W ś ró d te g o sp ra w a sam a p o su n ęła się b a rd zo n ap rzó d , b o
oto w r. 1892. w yszło dzieło W ł a d y s ł a w a M a t l a k o w s k i e g o :
B u d o w n i c t w o l u d o w e n a P o d h a l u , dzieło w y d a n e n a k ła ­
d em A k a d em ii um iejętności, ozdobione m nóstw em ry su n k ó w r
i ta b lic w o so b n y m atlasie.
T o co b y ło, u ra to w a ł M atlak o w sk i. S ta ra c h a ta z c h a r a k te ­
ry sty c z n y m u k ład em b elek , sosrąbem , ta k o ry g in a ln e m i o d rz w ia ­
m i — z m n ó stw em sobie w łaściw y ch a ta k o d rę b n y c h sz c z e g ó łó w
zn a la zła w M atlak o w sk im g o rą c e g o , p rz e ję te g o z a p ałem m o n o -

Sosral) w starej chacie góralskiej

przerysowany przez Matlakowskiego.



181



Sosrąb w starej chacie góralskiej

przerysowany przez Matlakowskiego.

g ra fa . C h ata g ó ra lsk a w opisie M atlak o w sk ieg o n ie ty lk o o d d a n a
j e s t z d ro b iaz g o w ą dokładnością, n iep o zo sta w iającą żadnej w ą tp li­
w ości dla b ad a cza czy szu k ająceg o ra d y b u d ow niczego, ale c h a ta
t a w opisie je g o żyje.
»Co je s t w zruszające w ty c h ch atach , m ów i M atlak o w sk i,
t o ży w a tra d y c y a , p rz y w iąza n a do k aż d eg o przedm iotu. T a sk rz y n ia
m a lo w a n a to po b abce, g o rse t w y tła c z a n y je d w a b n y po p ra b a b c e ,
p ó łk ę zro b ił dziadek, dom w y b u d o w a ł ojciec, stó ł sp o rząd ził
s t r y k l ub u j e k . I nie je st to stó ł zw y cza jn y : n a o k az ały ch
rż n ię ty c h n o g ac h ro z k ra c z o n y , stoi okazale w po czesn y m ro g u
iz b y i n ie tk n ą ł g o h eb e l ani p iła ; w y k rz esan o g o siek ierą, w y ­
ło żo n o drzew em ozdobném , a m im o to g ła d k i ja k lu stro , ty lk o
p o ciężarze poznać, że łu p a n o drzew o n a n iego. P o sia d a on sw o
j e sk ry tec zk i, k tó ry c h tajem n icę o tw ie ra n ia p o siad ają sam i g a z ­
d o stw o . W n ie la d a je s t on poszan o w an iu , nie ty lk o szan u ją g o
» w n ę k i« , ale i sam się s z a n u je ; niech no k to odezw ie się o nim
e ! co to za stół, w yrzućcie ta k i stó ł do p o la ! to ja k łu p n ie, ja k
n ie strzeli, i ta k łu p k a do trzecieg o razu, a jeśli k to k a p e lu sz
n a nim poło ży , to o ziem p raśn ie ! — T o też g o szan u ją w dom u,
n a w ielk an o c k siąd z n a nim święci... J a k m a k to um rzeć, ta k ż e
w n im łu p k a . D la ty c h ce n n y ch p rz y m io tó w nie sp rz ed ali go
i n ig d y g o nie p rzedadzą. I ta k w szy stk o i ca ły dom. zw iązan y
je s t z życiem g ó ra la , k tó ry s ta ry i o słab io n y n asłu ch u je — ry c h ło -li
w p o w a le zacznie strze la ć n a znak, że i je g o g o d z in a w y b iła.
T y m cz asem k o ch a go, zna je g o szm ery i g a d a n ie ; bo dom d re­
w n ian y , to nie m a rtw y tw ór, ja k m uro w an iec : schnie on, p a c z y
się, w y k ręca, zap ad a, trzeszczy od n a p a d ó w w ich ru h aln eg o , d rż y
p rz y sp a d a n iu n a w a ły śnieżnej z d achu, lecz, a b y to w szy stk o
p o zn ać, odczuć i opisać, trz e b a b y by ło w żyć się w życie lu d u ,
w życie ciek aw e i p ełn e ślad ó w z zam ierzchłych czasów , k tó re
d z iś m ąci się i zaciem nia n a zaw sze, ja k oko k o n a ją c e g o « .

-

182 -

M łynek Stopki w Zakopanem.

Z dzieła Matlakowskiego,

D zieło M atlak o w sk ieg o p rz y te m m a w ie lk ą zaletę, j e s t
p ra k ty c z n e , a w arto ści je g o dow iedli sam i cieśle g ó ra lsc y ,
b u d a r z e , k tó rz y go się nieraz ra d z ą i p rz y b u d o w ie używ ają.
N ieb aw em po w yjściu dzieła te g o s ta ła się rzecz p rz eło m o ­
w a, że ta k się m ożna w yrazić, — w h isto ry i sty lu z a k o p ia ń s k ie ­
go. M i a n o w i c i e w r. 1892 s t a n ą ł p i e r w s z y
dom,,
zbudow any w stylu daw nych chat góralskich.
D om ten , k o le b k a sty lu , to też n a z w a n y k o l i b ą , w zniósł U k r a ­
iniec p. Z y g m u n t G n a to w sk i p o d łu g p lan ó w S ta n isła w a W itk ie ­
w icza. P rzez to p . G n a to w sk i o d d ał w ie lk ą u słu g ę now ej id e i,
P. G n a to w s k i
k tó ra się w cieliła w rzeczy w isto ść w k o l i b i e .
s ta ł się dalej za p alo n y m krzew icielem sty lu , k tó r y w w ie lu
szczeg ó łach i w sp rz ę ta c h d o m o w y ch u siebie zasto so w ał i dalej,
w ty m k ie ru n k u pracu je.
N ajlep szą o d p o w ied zią n a p y ta n ie , czy m ożliw e je s t w w y ­
k o n a n iu u życie sty lu za k o p ia ń sk ieg o do b u d o w a n ia dom ów , za­
sto so w an y c h do p o trz e b cz ło w iek a w y k sz ta łc o n e g o —■ b y ło
po­
staw ien ie k o lib y , k tó ra dziś je st p ra w d ziw ą ozdobą Z a k o p a n e g o ,,
istn em cackiem — w y tw o rn o śc i i piękności. O niem to m ó w i
K a rło w icz w W iśle :

— 183 —
J a k ż e b y b y ło pom y śln em , g d y b y w szędzie u nas poczęto
n a śla d o w a ć n o w y a p rz e p ię k n y te n s ty l a rc h ite k to n ic z n y ! J e s t
o n n aw sk ró ś sw ojskim : nie m a w nim ani je d n e g o szczegółu
w y m y ślo n e g o lu b zapożyczonego ; je st on ja k nasz m azu r lub
k ra k o w ia k , naszy m niep o d zieln ie i całk o w icie, a p rz y te m ta k
w dzięcznym , ta k bez zarzu tu h arm o n ijn y m i o ry g in a ln y m , że
d o p ra w d y m ożna g odzinam i n a p a w a ć się w id o k iem cudnej w illi
p o d G u b a łó w k ą i odejść z p o sta n o w ie n ie m w ró cen ia ju tro
i pojutrze...«
Z ag ad n ien ie, k tó re się m ogło w y d a ć za śm iałem , ro z strzy ­
g n ię to w p ra k ty c e . S ta n ą ł dom nadzw’yczaj o ry g in a ln y , za sto so ­
w a n y z całą d ro b iaz g o w o ścią do sty lu s ta ry c h c h a t g ó ra lsk ich ,
a m im o to w y g o d ny,, w y k w in tn y , pałac.
P o dom u ty m p o szły inne. S ta n ą ł ry ch ło dom D ra C hrosto w sk ie g o z W a rsz a w y , do m y p p . D olińskich, K o ssak o w sk ic h ,
P aw lik o w sk ich , D ra H a w ra n k a w Z akopanem .
P ró cz te g o d o ty ch czas istn ie ją w sty lu z a k o p ia ń sk im w y k o ­
n a n e licznie ro zm aite inne do m y rozrzucone po ró żn y ch częściach
P o lsk i i L itw y . B a, co jak iś czas zgłasza się c o ra z n o w y zw o len n ik
s ty lu z a k o p ia ń sk ie g o do. W itk ie w ic z a z p ro ś b ą o p lan . P o w sta ją
d w o ry p ań sk ie, p a ła c y k i letn ie w P o lsc e i nie-P olsce, bo oto
n ied aw n o zg ło sił się- p ew ien D u ń c zy k p. C laussen K a a s z p ro śb ą
o w sk azó w k i, p o n iew aż m a zam iar w y sta w ić sobie dom w sty lu
zak o p ia ń sk im w górach. S askiej S zw ajcarjd w V o g e lg e sa n g . P o ­
śre d n ic z y ł w tern N iem iec re d a k to r P ir n a e r A n z eig er D r. E b erlein. N ied łu g o w ięc, a tu ry s ta zw ied zający S a sk ą S zw a jc ary ę
sp o tk a się. tam ze sty lo w y m i dom am i zak o p iań sk im i.
W dom ach ty c h w szy stk ich sta w ia n y c h p o d łu g p lan ó w
W itk ie w ic z a p rz eb ija nadzw y czajn a o d ręb n o ść, o ry g in a ln o ść ,
a p rz y te m p ięk n o ść. Z dom ów ty c h w ieje duch sw ojski, nie m a
w n ich nic w y m u szonego, za p o ży czo n eg o , d osyć spojrzeć, a b y
dostrzed z, że do m ów ta k ic h nie m a nigdzie, że są to u tw o ry
n ajzu p ełn iej o ry g in a ln e , sam oistne.
W d o m ach ty c h w szy stk ich w y b ija się n ap rzó d w ielki
s tro m y d ach w dole o d c h y lo n y — ja k o w y ra z w a ru n k ó w
k lim a ty c z n y c h n asz eg o o b fitu jące g o w o p a d y podniebia. C h a ra k ­
te ry s ty c z n e n ad zw yczaj śm iałe i lo tn e szczy ty z p ru jąc y m i nieb o
p a z d u ra m i n a d a ją dachom w y b itn ą cechę i ro z ry w a ją jed n o stajn o ść linij.
N ajd alej p o su n ię ty m w rozw oju, n ajo b szern iejszy m i n ajw ię­
cej złożonym je s t p rz e p ię k n y dom p p . P a w lik o w sk ic h n a K o z iń c u

— 184 —

■МЩЩ
’.П ІД

Z akopanem . D om te n śm iało m ożna n azw ać sied zib ą
książęcą W y g lą d ze w n ętrz n y idzie w p arze z o zd o b ie­
niem w ew n ętrzn em . N a z e w n ątrz oprócz w sp a n ia ły c h
szczytów , o zd o b n y ch odrzw i i o b ram ień okien, u d e ­
rz a oko p rz e p y sz n y p r z y ł a p , rodzaj w e ra n d y
um ieszczonej W w g łę b ie n iu ścian n a naro żn ik u dom u.
S k ło n d ach u p rz e ry w a ją o tw o ry w y g l ą d ó w , p a ­
trzą cy ch n ib y ro z w a rte sk rz e la ry b ie .
D om pp. P a w lik o w sk ic h n a K o z iń c u ja k o o s ta tn i
w y ra z sty lu za k o p ia ń sk ie g o w w iern y m m o d elu
b ędzie w y sta w io n y w P a ry ż u . W y s ta w ia g o k o m i­
te t działu sztuki polskiej, k tó re g o p rezes p ro f. M a ­
ry a n S o k o ło w sk i w y je d n a ł su b w e n c y ę rz ą d o w ą n a
częściow e k o szta m odelu p rz e d sta w iw sz y fo to g ra fie
w m in isterstw ie M odel ten, k tó r y n ied aw n o w y s ta ­
w iono w K ra k o w ie n a w y sta w ie sz tu k p ię k n y c h ,
w y k o n a n y je s t z n ad zw y czajn ą w iern o ścią i d o ­
k ład n o ścią tak, że m oże d ać rz e te ln e pojęcie o r z e ­
czyw istości. Z astosow ano w nim sk alę, w k tó re j
i m e te r rz ecz y w iste g o b u d y n k u ró w n a się 6 cm .
m odelu. Z resztą p o w tó rzo n o dom te n z ta k ą d o k ła ­
d nością i p re c y z y ą , że nie je s t to za b aw k a , n a ja k ą
n ie k ie d y p o d o b n e m odele z a k raw a ją, a le zu p e łn ie
w y sta rc z a ją c y p rz y k ła d s ty lu za k o p ia ń sk ie g o .
P o z a tem w szy stk iem ro b i się m eble, n ajro z­
m aitsze sp rz ęty , n ac zy n ia w sty lu za k o p ia ń sk im .
Św ieżo w sły n n ej fa b ry c e p o rc e la n y w S èv re zasto­
sow ano za po zw o len iem m in istra fra n c u sk ie g o , p o ­
niew aż fa b ry k a ta je s t w łasn o ścią rzecz y p o sp o litej
fran cu sk iej, m odele n a c z y ń rz e źb io n y ch g ó ra lsk ic h
do w y ro b u serw isu filiżanek, k tó r y m a b y ć w y s ta ­
w io n y n a w y sta w ie p a ry sk ie j ja k o sty lo w a p o rc e ­
la n a z n ap isem » S t y l p o l o n a i s « . W k o ściele
zak o p ia ń sk im k ilk a d z ie s ią t w itra ż y w s ty lu z a k o ­
p iańskim p rzesiew a przez ró ż n o b a rw n e sz y b y p ro ­
m ienie sło n eczn eg o w n ę trza, g d zie sto i ju ż je d e n
o łtarz w ty m sty lu , a inne są zam ierzone lu b n a
u kończeniu.

Rzeźba z ołtarza M. B. Różańcowej w kościele Zakopiańskim.

— 185 —

li

m
.

і

Т о co dzisiaj p rz ed staw iam w ilu stra c y a c h
je s t zaledw ie cz ąstk ą już istn ie ją cy ch p rz ed m io tó w
sty lu za k o p ia ń sk ieg o . Ju ż b y m ożna złożyć b o g a te
alb u m z w id o k ó w dom ów , w n ętrz p o k o jó w i m n ó ­
stw a sp rzętó w , oraz ro z m a ity c h zastó so w ań sty lu .
A le to, co p rzed staw iam , daje w y o b ra żen ie , z czem
m am y do czynienia, że p rz ed ew sz y stk ie m je s t
pewien ciąg w ty c h okazach, jest nad­
zwyczajna o ry g in aln o śći b ezw zg lęd n a
s a m o i s t n o ś ć . D ość pow iedzieć, że ta k i św ieżo
zm arły J o h n R u s k i n , k tó r y o trz y m a ł od có rk i
S ienkiew icza obfity zb ió r zdjęć fo to g ra fic z n y c h
ok azów s ty lu za k o p ia ń sk ieg o , z k tó ry c h w szy stk ie
głó w niejsze tu ta j p rz ed staw iam , u d e rz o n y z o sta ł
n ad z w y cz ajn ą o ry g in a ln o śc ią te g o s t y l u p o l ­
s k i e g o ja k g o n az w ał i w liście (z p rz ed k ilk u
m iesięcy) pisze, że z po w o d u złego sta n u zd ro w ia,
m usi sobie odm ów ić p rzy jem n o ści n ao c zn eg o z o ­
b aczen ia ty c h okazów , k tó re g o b ard zo in te re su ją .
A s ty l ro zw ija się b a rd zo szybko. T rz e b a
zw ażyć, że od p o sta w ie n ia p ierw szeg o d o m u
s ty lo w e g o , owej K o lib y p. G n a to w sk ie g o w r.
1892 u p ły n ę ło za led w ie la t siedem i w ty m cza­
sie ju ż ty le zdziałano. O b ecn ie z a sy p u ją W itk ie ­
w icza p ro śb a m i o p la n y , szkice, ry su n k i ze w szech
stro n P o lsk i ta k , że ro b o c ie tej p o p ro s tu je d e n
czło w iek p o d o ła ć nie m oże.
Istn ie ją już ró w n ie ż p ró b y z a sto so w an ia
sty lu z a k o p ia ń sk ie g o do b u d o w l i m u r o w a ­
n y c h , b o w zasadzie nic tem u nie sto i n a p rz e ­
szkodzie, ja k ty lk o ju ż są »pew ne s ta łe fo rm y
i p ra w id ła , p e w n e sto su n k i w y m iaró w i k sz ta ł­
tó w , p ew n e w a ru n k i w iązan ia i szczególne p ie r ­
w ia stk i w zdobieniu«. C hodzi ty lk o o zm ianę
m a te ry a łu , a w ce ch ach sty lu za k o p ia ń sk ie g o n ie
m a p rz eszk ó d do z a stą p ie n ia d rzew a k am ieniem .
P rze ciw n ie
n a w e t o to k i p ó ło k rą g ły c h o d rzw i
w p ro st się pro szą o p rzen iesien ie w k am ień . P r ó b y

E zeżta z ołtarza M. B. Różańcowej w kościele Zakopiańskim.



186

-

ju ż są, b o o to n a d jeziorem G m u n d en p rz e b u d o w a n o m u ro w a n ą
w illę hr. R e y ó w w du ch u s ty lu z a k o p ia ń sk ieg o . S ą rów nież p o ­
m y s ły n a b u d y n k i m u ro w a n e, n a k re ślo n e przez zd o ln eg o arc h i­
t e k ta p a n a M ą c z y ń s k i e g o , te g o sam ego, k tó ry w ziął n a g ro d ę
p ie rw sz ą w k o n k u rsie n a b u d y n e k T o w a rz y stw a p rz y ja ció ł
s z tu k p ię k n y c h w K ra k o w ie . R ó w n ie ż zm arły a rc h ite k t Z a c h a r y e w i c z , z a p a la ł się do m y śli w cielen ia sty lu z a k o p ia ń ­
sk ie g o w m u r i kam ień.
S ą zresztą o d d aw n a u s iło w a n ia o p a rc ia naszej tw órczości
w k ie ru n k u b u d o w n icz y m o w łasne n aro d o w e p o d sta w y . U m y sły
. w y ższe p o m ięd zy a rc h ite k ta m i dążą do w y sz u k a n ia jak ich ś nam
ty lk o w łaśc iw y ch p o d sta w sty lo w y ch . O to św ieżo arch itek t, p.
Z u b r z y c k i w K ra k o w ie o g ło sił ro z p ra w ę o pew nej w łaści­
w o ści g o ty k u p o lsk ie g o , k tó rą to w łaściw ość s ta ra się dzisiaj
z a c h o w y w a ć i p o d a je d o w o d y , ja k to dzisiaj w p la n a c h kościołów
g o ty c k ic h m ożna zastosow ać. Z n an e są rów nież u siło w an ia arch i­
t e k ta k ra k o w sk ie g o p. T a l o w s k i e g o , k tó ry b u d y n k a m i sw ym i
w a lc z y p rzeciw ru ty n o w a n y m , a sp o s p o lito w an y m stylom i chce
n a to m ia s t w p ro w ad zić po m y sło w o ść i o ry g in aln o ść.
D zieje się to zresztą n ie ty lk o u nas, dzieje się to w szędzie
n a św iecie, — ta g o n itw a za o ry g in a ln o śc ią , za o p arciem k u ltu ry
o p o d s ta w y sw ojskie, o d ręb n e, n aro d o w e. C zasy obecne, to
c zasy , w k tó ry c h w y ła n ia ją się w szy stk ie o d ręb n o ści i o b le k a ją
w k s z ta łty rzeczy w iste n aro d o w e w łaściw ości. W S zw a jc ary i d ą­
ż ą ju ż nie jed n o stk i, ale sp o łecz eń stw o do za ch o w a n ia sław n y c h
sza le tó w , z k tó ry c h w y s z e d ł pó źn iejszy s ty l szw ajcarski. G dzie­
indziej w y sila ją się u m y sły a r ty s tó w n a stw o rzen ie n o w y c h o ry ­
g in a ln y c h w zo ró w d la za sp o k o je n ia p o trz e b estety c zn y ch . C zynią
t o n a dro d ze m ozolnych w y siłk ó w , a często n ieu d ały c h , je d n y m
za ś ze szk o p u łó w tej p ra c y je s t b ra k o ry g in a ln o śc i, k tó rą m y
ju ż g o to w ą w sztuce naszej ludow ej znajdujem y. S z k o p u ł je s t
te m w ięk szy , że a rc h ite k t, g d y tw o rz y , m a do w alczenia z r u t y ­
n ą, z p rzy zw y czajen iem , z ju ż g o to w em i form am i, sty lam i, od
k tó ry c h to m y śli w y z b y ć się n a chw ilę, a b y stw o rz y ć coś o ry g i­
n a ln e g o , •— b a rd zo tru d n o . P ie rw ia stk i zresztą o ry g in a ln y c h m o ty ­
w ó w n ie są dziełem chw ili, po w iększej części to oddziedziczone
n a b y tk i z czasów p ra s ta ry c h , p a trz a jm y ty lk o n a to b o g actw o ,
o rn a m e n ty k i, k tó rą ju ż o d n aleść m ożem y w e p o k a c h człow ieka.
k o p a ln e g o . J u ż w ięc w z a ra n iu czło w ieczeń stw a istn ieje dążność,,
a zarazem zd o lność do zdobienia, do w y szu k iw a n ia ujść d la
w e w n ę trz n e g o p o p ę d u duszy, do za sp o k o je n ia p o trz e b este-

— 187 —
ty czn y c h . T o, co p o te m w idzim y, te ro zm aite u k ła d y Hnij, te
k o m b in a c y e o rn am en tu , m u siały m ieć p ew n e p ra w a, p ew n e drogi,
k tó re m i się w cielały . T o już in n a s tro n a sztu k i ludow ej, ow a
f i l o z o f i a l i n i i i k s z t a ł t u , dlaczego on te, a nie inne p rz y ­
ją ł k ie ru n k i, d laczeg o te, a nie inne m o ty w y zdobienia. J e s t to
p ra c a dalsza, o w a filozofia sty lu . J a k n a tera z rozw ijając sztu k ę
lu d o w ą trz e b a zo stać n a jej stan o w isk u , b ro ń B oże ! nie zry w ać
z w ią z k u z jej p u n k te m w y jścia i nie w olno nam lek k o m y śln ie
zm ieniać u sta lo n y c h zasad, te g o co stan o w i p o d sta w ę sty lu , pod
g ro z ą sam o b ó jstw a.
T o co gdzieindziej, ja k rzekłem , ty lk o z trudem , a często
z w ą tp liw y m w y n ik iem się zd o b y w a, m y już m am y, m am y nie
dzięk i w a rstw o m w yższym , k tó re daw no za p o m n iały o sty lu n a ­
ro d o w y m , k tó ry b y ć przed w iekam i m usiał w naszych b u d y n k a c h
— a le dzięki lu d o w i i to najw ięcej k o n se rw a ty w n e j części te g o
lu d u , to je s t g ó ra lo m tatrz ań sk im . Id ą c dalej w ty m k ie ru n k u
m u sim y się trzy m a ć w zorów lu d o w y ch , a te zebrać, ocalić od
z a g u b y — to zad anie, k tó re już w części spełniono.
W z o ró w d o starc zają zb io ry p a n i D em bow skiej, p a n a G nato w sk ie g o i h r. K ra s iń sk ie g o , złożone przezeń w M uzeum tatrz a ń sk ie m im ien ia C hałubińskiego.
C h ata z a k o p ia ń sk a, ja k m ów iłem , w y d a n a z całą d okładnością
p rzez ś. p. M atla k o w sk ie g o już zaspokojona.
D ru g a część tw órczości g ó ra lsk iej, t. j. zdobienie, m o ty w y
o rn a m e n ta c y jn e , — zupełnie p rz y g o to w a n e przez teg o ż M a tla ­
k o w sk ie g o , w ry s u n k a c h n ajd o k ład n iejszy c h i z opisem , czekają
n a w y d a n ie , k tó re je st zresztą zup ełn ie p rzy sp o so b io n e.
J a k zaś M atlak o w sk i b ra ł się do p ra c y , z jak im zapałem ,
z ja k ie m zap arciem , — b y ł to człow iek m ocno ch o ry , — z za­
p ałem , k tó ry w cale nie n a ru sz y ł w y trw a ło ści, niech po słu żą na
d o w ó d w y im k i z listu do p rz y ja ciela. Z nich p o k az u je się te n
w y ją tk o w y człow iek w św ietle dążeń i p ra g n ie ń , ja k ie ży w ił d la
n a ro d u , d la społeczeństw a.
» Ja n iem ło d y z rę k o m a zgrab iałem i, ch o ry lu b słab y , o d ­
w y k ły , z biciem serca — m usiałem n au czy ć się piórkow m go r y ­
su n k u . Z asiadłem do ro b o ty 27. stycz. 1892 i ślęcząc po 4— 6
g o d z in n a dzień, jedząc i p ijąc o b iad lu b p o d w ieczo rek n a rajsb re cie, o b ło żo n y g ra ta m i, o d p ęd z ając go ści i znajom ych, p rz e ję ty
je d n ą ideą, p a lo n y g o rą c z k ą : a b y prędzej, ż a rty w ą tp liw o ścią :
czy dok o ń czy sz ? z om dlew aniem ro z p acz y : to n ap ró żn o ! — po
k aż d em za p ad n ięciu n a zdrow iu m y ślący w dzień, m arzący o tern

-

188 —

w no cy , słow em , n a sią k ły tem , —• p ra co w ałe m ta k 4 m iesiące
i zro b iłem 20 k ilk a tablic, z c y rk le m w rę k u , zm niejszając ze
ścisłością g eo m etry czn ą . W ięk szo ści g ra tó w d o sta rc z y ły zb io ry ,
ale m niejszość! jak że ją trz e b a b y ło zd o b y w ać! Ż onisko m oje
zziajane, za p a d a ją c po u d a w śnieg, ściąg a ło g r a ty z G u b a łó w k i
1 K o ścielisk . N ieraz p o je d n ą i tę sam ą rzecz trze b a b y ło jeździć
zim ą po 3 ra zy , bo żo n a c h a tę z a sta ła zam k n iętą, zabitą, a g a z d y
n a innej dzierżaw ie, czasam i p o d záp o rem n am iętn o ści trz e b a
b y ło okno o d ry w a ć po złodziejsku, a b y sw eg o do p iąć ! A do­
p iero m ycie i czyszczenie g ra tó w ! A tłóm aczenie g ó ra lo m celu,
a k a p to w a n ie b e n e v o le n tia e !
I to m iesiące, m iesiące z p e ry p e ty a m i ; ty d z ie ń k rw o to k u ,
2 ty g o d n ie g o rączk i, z oczym a z łó żk a u tk w io n em i w sto lik r y ­
su n k o w y . N a lato 92 w y jec h ałem z Z ak o p ., p rz e rw a ła się ro b o ta
N a jesień 93 w róciłem . N a w ał ro b o ty z H a m lete m n a g lił m nie,
p rz e rw a trw a ła , и / X I I . 93 p rzy szed ł stra sz n y k rw o to k , a p o ­
nina co 2 ty g o d n ie 4 p o tężn e k rw o to k i — zostałem bez duszy.
I u m ierając p atrz ałem n a te 20 k ilk a ta b lic : n a n ic ! n a m arn e!
bez te k stu ! P o d ru g im k rw o to k u , w łóżku, ołów kiem , siedząc,
k p ią c z r a d y : trz e b a sp okoju, zacząłem pisać, co n ajpilniejsze.
R o b o ta ja k w h a lu c y n a c y i ro sła codzień, choć p rzezn aczy łem
so b ie n a p isać n a dzień ty lk o p ó ł ark u sza. I ta k p isząc z duszą
n a ram ien iu, z u p io rem k rw o to k u w g a rd le , ły k a ją c p lw o cin ę,
b y nie w idzieć p rzy p u szczaln ej k rw i, ze zd rew n iały m i m ięśniam i
k rzy ża, o ślep ły codzień k u w ieczorow i — skończyłem rę k o p is n a d ­
sp o d ziew an ie n a św. M aciej! A le co z ry su n k a m i, re sz tą ? S k ry c ie
p rz ed żoną ry so w a łe m zrazu ze stra c h u po niew iele, p o tem . po
g o d zin ie, po 2. B y ły też ry su n k i p e rsp e k ty w ic z n e , a b so lu tn ie
p o za o b ręb em m ojej m ożności. S p ro w ad z iłe m p o d rę czn ik geom etry i w y k reśln ej — zdjąłem sp o d n ie i ja k s tu d e n t za b rałem się do
nauki... "W szystko to je d n a k fu rd a !... Ż elazna w ola, w o la nies ta rta , b ru k o w c a z G nojnej lu b G rz y b o w a, w o la i w y trz y m a ło ść
p o d eszw y bosej, w o la lo d o w ca p o le ru ją c e g o g ra n ity , p o k o n y ­
w a ła i tru d n o ści i k o sz ty i g n ie w y i w strę ty ... N ie m y śl! iżbym
b y ł ta k m arn y , żebym m niem ał, iż k siążk a m oja je st coś e x t r a ,
to nie!... an i to arcy d zieło ry su n k u , an i ow oc g łęb o k iej m y śli
je st to n ie d o g a r, p o p ió ł serca, k tó re p aliło się d la k ra ju i d o b ra
p o sp o lite g o , lecz b ra k ta le n tu , zd ro w ia i czasu nie do zw o lił
zro b ić czegoś lepszego....«
W p ra c y tej M atlak o w sk i o p isał i p o p a rł opis ry su n k a m i,
— o rn a m e n ty k ę za k o p ia ń sk ą z a w artą n a w szy stk ich p rz ed m io ta ch

— 189 —
i sp rzętach , n a ja k ic h ty lk o się pojaw ia. A sam o już w yliczenie
ty c h p rzed m io tó w poucza, ja k a to b o g a ta dusza a rty sty c z n a te g o
g ó ra la , k tó ry odczuw a p o p ęd o w ą siłę zdobienia w szelkich p rz e d ­
m io tó w codzien n eg o u ży tk u . J a k się p a trz y n a te p rz ed m io ty
w y rzeźb io n e ja k p ieścid e łk a z n ad zw y czajn ą p re c y z y ą i p ię k n o ­
ścią, to p o p ro stu o w ład a człow iekiem , już nie podziw , ale jak ie ś
w zruszenie w e w n ętrzn e n ad w rażliw ością górala, n ad ty m duchem
jeg o , k tó ry m u k aż e w k aż d en g ra c ik w k ład a ć cząstk ę sw ych
a rty s ty c z n y c h p o p ęd ó w .
G ó ra l zdobi ob ońki, n ac zy n ia do zw ożenia m lek a z h al do
dom u, m ag le, k ijan k i, gęśle, g ajd y , fu jary , piszczałki, b a siek iery ,
c y rk le b u d arsk ie , h eble, kó zk i tj. n aczy n ia n a osełki do o strzenia
k o sy , fo rm y n a séry , cz erp a k i do żęty cy , w arzęchy, noże, łyżki,
ły żn ik i, p ółki, sk rzy nie, sk rzyneczki m ałe n a ziele św ięcone.
N a w e t san ie m a zu p ełnie od ręb n e, p rz ep ięk n y ch k ształtó w , zb li­
żające się do jak iejś fan ta sty c zn ej k o ły sk i n a w łó k ach . P a li fa ­
jeczk ę ró w n ież rzeźbioną, koszulę o zd ab ia n a p iersiach sp in k ą
czyli k la m rą rzeźb io ną w m etalu. U b ra n ie o k ry w a w yszyciem
b o g atem , k tó re g o szczegóły ściśle zach o w u ją k ra w c y g ó ra lsc y .
Z astó so w u ją oni w k s z ta łta c h w y szy cia tra d y c y jn e , zrosłe z g ó ­
ra le m o zd oby, m ające osobne n az w y u stalo n e.
W tem w szy stk iem : w b u d o w lach , w sp rzętach , w u b ra n ia ch ,
w id ać jed en c ią g k o n se k w e n tn ie p o w iązan y ch m o ty w ó w , n a d ­
zw yczaj o ry g in a ln y c h , dla k tó ry c h trz e b a znaleść w ytłom aczenie.
M o ty w y te , ta k ja k dzisiaj w iem y, d a d z ą się o dszukać tu
i ów dzie p o z a P o d h a l e m n a ziem iach polskich. W m iarę
je d n a k o d d a la n ia się od T a tr p o lsk ich k u rów ninom , m o ty w y
te rzed n ą, w reszcie g in ą. M ożna pow iedzieć od w ro tn ie, że j ąd r e m , o ś r o d k i e m d la ty c h m o ty w ó w je s t P o d h a le , tu taj
schodzą się zbieżnie pro m ien ie z ty c h m iejsc w P o lsce, gdzie
m o ty w y te d ad zą się odnaleść. N ajgłów niejszym p ro b ierzem w ty m
k ie ru n k u są o d r z w i a g ó r a l s k i e o z d o b i o n e k o ł k a m i .
N igdzie, ale to b ezw zg lęd n ie nigdzie po za P o lsk ą drzw i tak ich
nie n a p o ty k a m y . W P o lsc e zaś n a P o d h a lu są
p raw idłem , ale
i gdzieindziej d adzą się odszukać. D o ty ch c zas m iejsc ta k ic h je s t
już k ilk a , w szy stk ie d osyć o d leg łe od T a tr. I ta k odrzw ia te
zn ajd u ją się, o ile p o zw alają na to doty ch czaso w e w iadom ości,
w S ł a w k o w i e , m iasteczku w K ró le stw ie P o lsk iem n a p ó łn o co-zachód od K ra k o w a , a jeszcze dalej n a Ś lą sk u w B y t o m i u .
W d ru g im k ie ru n k u k u w schodow i znalazłem o d rzw ia
ta k ie
w |N a w o j o w e j za N o w y m S ączem n a ta k zw an y ch so b ó tk a c h

-

190 —

około sta re g o d re w n ia n e g o k o ścio ła. T o są n ajd alsze g ra n ic e n a
p o d staw ie d o ty ch cz aso w y c h zd o b y c zy .
A n a lo g ie id ą znacznie dalej, odrzw ia z za ry so w a n y m łu k ie m
schodzą d a le k o w M azow sze i K u ja w y .
Z te g o sądząc, zdaje się, w iele zresztą za tem p rzem aw ia,
że dzisiejsza c h a ta g ó ra ls k a n a P o d h a lu je s t d a w n ą p r a s t a r ą
c h a t ą p o l s k ą , k tó ra ta m się s k ry ła zasło n ię ta lasam i i g ó ram i,
w sp ie ra n a o bfitością d rz ew a i d aw n ą ży w ą tra d y c y ą b u d o w a n ia
i zdobienia. O b e cn y ru ch , k tó ry tę c h a tę w ziął za p u n k t w y jścia
i z niej usiłuje stw o rzy ć o d rę b n y sty l, o p ie ra się p rz eto n a p o d ­
staw a ch n a ro d o w y ch , a m y śl stw o rz en ia s ty lu n a ro d o w e g o je s t
p ierw szo rzę d n y m o b jaw em w um ysłow ości naszej w o b ec n y m
ok resie czasu. M yśl ta do p ew n e g o sto p n ia już się w cieliła, już
nie je s t u to p ią, ale ż y w y m u d o k u m e n to w a n y m fak tem , k tó re g o
p o d sta w y , b o d aj n a jtru d n ie jsz e początki,, już istn ieją. M yśl ta,
k tó re j lo tn o ści m o g ą nam p ozazdrościć n aja rty sty c z n ie jsz e n a ro d y ,
je s t dzisiaj je d n ą z p ierw szy ch , jeżeli nie n ajp ie rw sz ą w naszy m
n aro d o w y m p ro g ra m ie c y w iliz a c y jn o -k u ltu rn y m ,
W i n t e r e s i e s p o ł e c z e ń s t w a p o l s k i e g o l e ż y poparcie jaknajżyw sze
tej
myśli i tych usiłowań,
w y c h o d z ą c y c h z Tatr, a z a d a n i e m
prasy
n i e negac ya, na k t ó r ą n i e s t e t y p r z e w a ż n i e d o t ą d ją sta ć
ty lk o było, ale r z e t e l n e in f o r m o w a n ie s p o ł e c z e ń ­
s t w a o s t a n i e i r o z w o j u tej p i e r w s z o r z ę d n e j
na­
szej m y ś l i n a r o d o w e j .

. . . T u ta j n asu w a się jeszcze in n a rzecz, k tó rą p o ru sz y ć m uszę,
a po ru szam nie z przyjem ności, ale z konieczności. J e s t to m ia ­
n o w icie to w szystko, co w o statn ich czasach n ap isan o u nas,
a sp e c y a ln ie n a g ru n c ie lw ow skim , o »sposobie zak o p ań sk im « .
Ż eby to zrozum ieć, m uszę się co fn ąć do teg o , co już p o ­
przed n io p o w iedziałem . M ów iłem tam m ianow icie, źe szk o ła za­
w o d o w a p rzem y słu d rz e w n e g o w Z ak o p an em ta k , ja k nic d la
m o ty w ó w lu d o w y ch nie zrobiła, ta k od n o siła się n astę p n ie do
n ich z w ielk ą p o g a rd ą . A ż d o p iero in stru k c y a rząd o w a, —-szkoła
ta n ależ ała jeszcze w ów czas pod zarząd b ez p o śred n i w ład z w ie ­
d eń sk ich — zm usiła ją do zajęcia się sztu k ą ludow ą. S zk o ła w zięła
się do p ra c y tej ta k , ja k się w ziąć m oże cudzoziem iec bez in te ­
re su n aro d o w e g o zm uszony in stru k c y ą . W ó w cza s d y re k to r szk o ły



191. —

N eužil zaczął rzeczyw iście k o m p o n o w ać sp rz ę ty i m eble, a le
b io rąc się do te g o w ziął już g o to w e w zory, ja k ie znalazł w w y ­
d aw n ic tw ach p rz em y słu a rty s ty c z n e g o W ę g ie r. W p rzem y śle
ty m p rzew aża p o lich ro m ia, a g łó w n y m m o ty w em są p s tre k w ia tk i
n a p strem tle, po w iększej części róże, tu lip a n y , w o g ó le k s z ta łty
zb liżające się do b a ro k o w y c h . G dzieś ty lk o ja k d la d o p e łn ie n ia
w su n ięto m o ty w y nasze, g ó ra lsk ie , u szlach etn io n e, tj. p rz e p u sz ­
czone przez a lem b ik re n e sa n su n iem ieck ieg o i Altdeutschu. M eb le
te i p rz ed m io ty w y sła n e n a w y sta w ę p rzem y słu a rty s ty c z n e g o
do W ie d n ia w r. 1889, w y ro b iły też u znaw ców p rz e k o n a n ie ,
ja k ie g o się z g ó ry sp o d ziew ać należało. A w ięc, po o d d an iu p o c h ­
w a ł sam ej ro b o cie, to je s t s tro n ie technicznej, k tó ra leżąc już
w n atu rz e g ó ra la , do te g o jeszcze ro z w in ię ta przez n a u k ę za w o ­
d o w ą w szk o le i za pom ocą o d p o w ied n ich u rząd zeń i m a te ry a łu
d o p ro w a d z o n a do d osk o n ało ści nie m o g ła b y ć in n ą — zn a w c y
ci w y p o w ie d z ie li zdanie, że m o ty w y sztuki zak o p iań sk iej nie są
O ry g in aln e, b o o d n aleść je m ożna n a obszarze ziem k ró le s tw a
w ę g ie rsk ie g o , najw yżej m oże m ieć p re te n s y ą do o ry g in a ln o śc i
p o łączen ie m o ty w ó w p o słu g u ją c y c h się p ełn y m i k sz ta łta m i k w ia ­
tó w i p o lich ro m ią z m o ty w am i o o stry c h lin iach i p ew n em sty ło w em zacięciu. W y ra z ił się ta k m iędzy in n y m i p a n F a l k e d y r e ­
k to r m uzeum p rz em y sło w eg o w W ie d n iu i zd an iu tem u nie m ożna
odm ów ić trafn o ści, bo w łaśn ie w w y tw o ra c h szk o ły zak o p iań sk iej
g ó ro w a ły te zap o ży czo n e już g o to w e p o m y sły w ę g ie rsk ie, a to
co b y ło o ry g in a ln e i co zw róciło u w a g ę zn aw ców , b y ło tam d o ­
d an e ta k dla o zd o b y ty lk o . I zdanie to u g ru n to w a n e n a zasadzie
s f a ł s z o w a n y c h d o k u m e n t ó w sztuki ludow ej rozszerzyło
się i u nas, choć ta k ła tw o stw ierd zić i p rz ek o n ać się, że z u p e łn ie
o d b ie g a od p ra w d y . N a zdaniu też tem o p a rły się g d zien ie g d zie
p u b lik o w a n e p o g lą d y n aszy ch znaw ców o zap o ży czen iu m o ty w ó w
z W ę g ie r czy n aw et od Czechów , po n iew aż w y ro b y sło w ac k ie ,
zw an e w ty c h w y d a w n ic tw a c h w ęg iersk im i, są p o k re w n e sztuce
lu d o w ej czeskiej.
R a z zro b io n e m odele m ebli p rz e trw a ły w szkole i za zm ie­
nionej d y re k cy i. C zasy się zm ien iły ; szk o ła z a k o p ia ń sk a z p o d
w ła d z y b ezp o śred n iej m in isterstw a w W ie d n iu , d o sta ła się p o d
k ie ru n e k naszej R a d y szkolnej, k tó ra — t r z e b a t o u z n a ć , p o ­
le c iła szkole w osobnej in stru k c y i rozw ijać m o ty w y sztu k i
ludow ej.
T u ta j zn o w u zw yciężyła ru ty n a . W z o ry już w y k o n a n y c h
m eb li, sp rzętó w , p rzed m io tó w o zd o b n y ch w tej m ięszaninie w ę-

— 192 —
g ie rs k o s ło w a c k ie j b y ły g o to w e, w ięc dalej n a nich w z o ro w an o
w y ro b y . N o w y d y re k to r szk o ły p a n K o v á ts, k tó ry stra w ił c a łe
ży c ie n a p rz e b u d o w y w a n iu i o d n a w ia n iu b a ro k o w y c h b u d y n k ó w
d w o rsk ic h w W ie d n iu , d o staw sz y się do Z ak o p a n e g o nie m ó g ł
się o trzą sn ąć z d a w n y c h p o g lą d ó w i n a w y k n ie ń a rc h ite k to n ic z ­
n y ch . U ż y w a ją c już istn ie ją cy ch sfa łsz o w an y ch m odeli p o sz e d ł
jeszcze d alej, a k w ia te m ty c h u siło w a ń je s t d o p ie ro co o k a ­
za n y w e L w o w ie p a w ilo n p rz em y słu k ra jo w e g o p rz y g o to w a n y
n a w y s ta w ę p a ry s k ą . P a w ilo n te n o d b ie g ł ta k d alek o od zasad
m o ty w ó w lu d o w y c h g ó ra lsk ic h , że k to k o lw ie k co k o lw iek o b z n a jo m io n y z w y tw ó rc zo ścią sztu k i zak o p ia ń sk iej znalazł się w ty m
p a w ilo n ie , ro z g lą d a ł się ciek a w ie i p y ta ł z n ied o w ierzan ie m ,
a ż ali nie je s t to cerk iew m o sk iew sk a alb o m eczet m a u ry ta ń sk i,
t a k niczem a niczem n ie p rz y p o m in a ł te g o , co w idzim y w m o ­
ty w a c h s ty lu za k o p ia ń sk ieg o .
P o lic h ro m ia , k tó re j używ a lu d z a k o p ia ń sk i w y ją tk o w o i z a w ­
sze w sk ro m n ej m ierze, o d g ry w a tam p ierw szo rzęd n ą, g łó w n ą
ro lę. Ś m ig łe k sz ta łty , o stro ść linij, zacięcie sty lo w e, u s tą p iło
p rz e d jak im ś nieszczerym , zap o ży czo n y m , w s p a rty m n a szczudłach
o b c y c h sty ló w zakrojem . M o ty w y zu p ełn ie obce, zupełnie, a le
to zu p e łn ie n ieznane, ja k ie ś g ło w y k o g u cie, k tó ry c h nigdzie n ie
zn ajd zie w sztuce z a k o p ia ń sk iej, w p o łącz en iu z b aro k o w em i w y ­
g ięcia m i b rzuszastem i, sch e m a ty zo w an e b ław a tk i, w k s z ta łc ie
k ilk u e k ie re k zam azan y ch lazu rem z w ie lk ą d o m ieszk ą z ło ce ń ,
n ap u sz cza ń b a rw n y c h , zło ży ły się ra zem n a całość z g o ła a z g o ła
n ie o ry g in a ln ą , i nie trz y m a ją c ą się k u p y . M ożna tam k a ż d e n
szc zeg ó ł w y jąć, n az w ać p o im ieniu, zdeterm in o w ać.
T o sam o też z a w iera ta k zw an e d z i e ł o p a n a K o v á ts a
0 »sposobie za k o p ań sk im « , w y d a n e dzięki »hojnej« s u b w e n c y i
W y d z ia łu k ra jo w eg o . P a n K o v á ts z ig n o ro w a ł w niem w sz y stk o
1 w szy stk ich . Z ig n o ro w a ł p rz ed ew sz y stk ie m sw eg o p o p rz e d n ik a
w d y re k c y i szk o ły N eużila, k tó r y to już a n ie p a n K o v á ts » p ró ­
b o w a ł tw o rzy ć elem e n ta m i u p ięk sze ń g ó ra lsk ic h w k ie ru n k u
d e k o ra ty w n y m « (!) (jak się w y ra ż a p. K o v á ts). Z ig n o ro w a ł dalej
c a łą ta k o b szern ą, a ta k p o u cz ającą h is to ry ę s ty lu z a k o p ia ń ­
sk ie g o , z ig n o ro w a ł dalej sam s ty l ro b ią c zeń jak isiś s p o s ó b z a к о p a ń s k i ! ! ! P o d ziw iać n a le ż y dziw ną a p a ty ę p ra sy , k tó r a
p o d d a ła się c h o ć b y już im p u to w an iu te g o te rm in u : »sposób zak o p a ń sk i« , w y ra z u z g o ła nam obceg o , p rz etłó m a czo n e g o w p ro st
z n ie m ie c k ie g o : >bte Ш і bon Закфапб«, ja k n azw ał p a n K o v á ts
sw ą k siążk ę w części niem ieckiej.

— 193 —
Z aiste w y ją tk o w e je st sp ołeczeństw o, w k tó re m może p rz y jść
do ta k ie g o s ta n u rzeczy.
Z jed n ej s tro n y p ra c a tw órcza, a b y oprzeć sztukę, to je st
część jej a rch itek to n ic zn ą o p o d sta w y n aro d o w e, p ra c a n a d z w y ­
czajn a, p ra cą, k tó rą się n aró d p o ch lu b ić m oże, p ra c a p o p a r ta
ow ocam i, — z d rugiej ig n o ra n c y a i lekkom yślność. R zecz,
w k tó rą je d n i ludzie w k ła d a ją ca łą sw oją isto tę, dla tej id ei
ży ją, d la tej m y śli p ra c u ją — z d ru g iej stro n y ob n iżan a i z o h y ­
d zo n a ta k im term in em ja k n a p rz y k ła d »sposób zach o d n io -g alicyjski« — i to się d o staje do p ra s y , a p ra sa staje w sze reg u
o b ro ń c ó w ig n o ra n c v i i n eg a cy i, zam iast zag rzew ać p ra co w n ik ó w ,
p o d a w a ć sp o łeczeń stw u isto tn e in fo rm acy e. O to b o lesn a u w a g a ,
ja k a się zrodzić m usiała p o d w p ły w em te g o , cośm y w szyscy
w o sta tn ic h czasach czytali. A p o zn an ie p ra w d y ta k ła tw e , rzecz
ta k p ro sta , że k to chce, m oże bez w y siłk u dojść do n a le ż y ty c h
i zg o d n y c h z rzeczy w isto ścią in fo rm acy j.
D r. Stanisław Eljasz-Radzikowski.

Odezwa Komisyi antropologicznej Akadem ii umiej, w Krakowie w spraw ie ubio­
rów ludu polskiego. Na całym obszarze ziem polskich zachował lud nasz jeszcze

wiele przeżytków -dawnej przeszłości, a między nimi barwne, często typowe, a dla
nauki niezmiernie ciekawe stroje. Smutna to jednak prawda, ie nietjdko nie posiadamy
publikacyi, obejmującej w dobrych reprodukcyach całej rozmaitości kroju, barw, wy­
szyć i ozdób, ale nie mamy naw et świadomości tego, co i w jakiej mierze zachowuje
się dotąd powszechnie, a co tylko podczas uroczystości, dlaczego dawne ubiory
giną i od jak dawna. A tymczasem niwelujący wszystko prąd cywilizacyjny posuw a
się zwycięsko naprzód i, poczynając od nakrycia głowy, sięga obuwia, zmienia po­
w ażną sukmanę lub płótniankę i gunię na kusy bawełniany kubrak, odziewa nawet
wieśniaka zamiast w lniane, domowe i trwałe płótno we fabryczną i lichą, ale bielszą
tkaninę. Słowem — giną barwne ubiory ludowe, a poczyna panow ać szara tandeta.
Co ginie w życiu, mamy obowiązek zachować przynajmniej w dziełach i zbio­
rach muzealnych.
Komisya antropologiczna Akademii Umiejętności w Krakowie, nie mając środ­
ków do założenia muzeum etnograficznego, posiada jednak z darów osób łaskawych
piękny zbiór fotografij ubiorów ludowych, bądź zwykłych, bądź kolorowanych. F oto­
grafie te jednak przedstawiają przeważnie lud podolski, pokucki lub huculski,
w małej tylko liczbie krakowski, z innych zaś stron Polski nie ma ani jednego
wizerunku. Celem dopełnienia tego zbioru i zgromadzenia materyału do nau­
kowej publikacyi zw raca się niniejszem Komisya do wszystkich jej życzliwych,

13

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.