9a55b8c643e3e77ee52fbf2fb78a7913.pdf

Media

Part of Kilka słów o Słowieńcach pomorskich / Lud, 1900, t. 6

extracted text
— 81



Kilka słów o Słowie licach pomorskich.
Zanim ogłoszę obszerniejszą pracę o Słowieńcach, ty m najdalej
dzisiaj na zachód w ysuniętym odłamie szczepu pomorskiego, widzę
się zniewolonym powiedzieć o nich tu taj słów kilka, a to celem spro­
stow ania niektórych błędnych tw ierdzeń, zaw artych w a rty k u le dra
Nadm orskiego p, t. „Słowińcy i szczątki ich ję z y k a “ (Lud, 1899 ,
zesz. 4 , str. 320 —336 ). U w ażam to za obowiązek tern większy, że
dr. N. zakw estyonow ał, i to bardzo silnie, wiarygodność d at s ta ty ­
stycznych o ludności słowieńskiej, zaw artych w mojej „S taty sty ce
ludności kaszubskiej'1, czego nie ty le już w interesie własnym , ile ce­
lem w yśw ietlenia praw dy, nie mogę pozostawić bez odpowiedzi, rzecz
to bowiem za blisko nas dotycząca, iżby mogło być obojętnern, czy
ktoś o niej napisze biało, czy — czarno.
Rozpoczynam, od nazw y, k tó ra w tej postaci, w jakiej podaje
ją dr. N adm orski, nie je st ani polską, ani słowieńską. D r. N. pisze
s ta le : „ S ł o w i n i e c “, a przym iotnik „ s ł o w i ń s k i “. Tymczasem
w mowie Słowieńców w y razy te brzmią :„S 1o v i n c “, „s 1 o v i n s t j i “,
w polskiej zaś mowie książkowej nie mogą brzmieć inaczej, ja k ty lk o
„ S ł o w i e n i e c “, „ s ł o w i e ń s k i “, podobnie ja k słowieńskim i k a ­
szubskim formom „ v i n e “, „ k ô r v i n c “, i t. p. odpowiadają polskie :
„ w i e n i e c “, „ k r o w i e n i e c “, i t. d. N azw a ludku pomorskiego
je s t zresztą ta sama, k tó rą nosi inny, pokrew ny lud na południu
S łow iańszczyzny: w K rainie, S ty ry i, K a ry n ty i i Przym orzu.
Ci tedy S ł o w i e ń c y m ają swoje siedziby w pobliżu m orza
B ałtyckiego, pomiędzy jeziorem G ardzieńskiem a Łebskiem w p o ­
wiecie słupskim (Stolpe) w dzisiejszej prow incyi pomorskiej. J e s t to
ludność w yłącznie ew angielicka, należąca do trzech parafii : smołdzińskiej (Schmolsin), gardzieńskiej (Gross Garde) i główczyckiej (Glo­
witz), w k tórych jednak stanow i zaledwie m ałą cząstkę mieszkańców.
Poszczególne rodziny i jednostki znajdują się nadto prawdopodobnie
i dziś jeszcze w niektórych parafiach, n. p. w rowskiej (Königl. Rowe).
Z najdow ały się tam przynajm niej do niedawna.
Ludność słow ieńską je st nieliczną pozostałością jednego z ludów
pomorskich, najbliższego Kaszubom i za jeden lud z tym i ostatnim i
powszechnie je st uw ażaną. Sami Słowieńcy zdają sobie bardzo dobrze
spraw ę z blizkości pokrew ieństw a swego z Kaszubam i, z których
niew ielkim odłamem graniczą zresztą nad jeziorem Łebskiem bezpo­
średnio. Część ty ch Kaszubów nadłebskich nazywano dawniej od
charakterystycznego ich ubioru „K ab atk am i“ . Dziś już praw ie nie­
m a tam kogo ta k nazyw ać, bo i ubiór sta ry w yszedł z użycia i
znaczna część K ab atków w yw ędrow ała do A m eryki, reszta zaś, jak a
pozostała w ojczyźnie, uleg ła niem al zupełnem u zniemczeniu, O koli­
czność t a nie przeszkadza jednak tem u, że nazw a K abatków p rz y ­
ję ła się u K aszubów zachodniopruskich na oznaczenie zarówno



82



K aszubów nadłebskioh, ja k i Słowieńców. T ak samo też n azyw ają
w Prusiech zachodnicb i kraj ten między rzeką Ł ebą a jeziorem
Gardzieńskiem , mówi się ted y : rna Kabôtkach“, ta k ja k „na Bébôkach“ (tj. na półw yspie H elskim ).
Mowa słow ieńska należy do jednej g ru p y narzeczowej z g w a­
ram i kaszubskiem i, mianowicie do g ru p y pomorskiej. Od g w a -y
K aszubów nadłebskich różni się ona ty lk o nieznacznie, w każdym
razie nie więcej, niż np. g w a ra żarnow ska od rybackiej albo k tó ra ­
kolw iek z g w a r bylackich od żukow skiej n a obszarze m owy k a ­
szubskiej w Prusiech zachodnich. G łów ną cechą g w ar słow ieńskich
je s t zębowo-wargo we v n a początku w yrazów , rozpoczynających się
w języ k u polskim od sam ogłoski o lub u, np. voje (ojciec), vot (od),
vuorac (orać), vuogord (ogród), vuovel (orzeł), vuoho (oko), vu nevo
(u niego), vud (udo), vucho (ucho), шігйп (uzda). Tem u słow ieńskiem u
v odpowiada we w szystkich gw arach kaszubskich w = fi; woet
(ivuet (tet), woerac, (wüerac, terac), luoekoe (wukue, telete), wu mwo
(tu nene), wud, wuchoe, (buchte), wuzda i t. d.
D robniejszych różnic, naw et na tym m ałym obszarze pomor­
skim, t. j. pomiędzy gw aram i słowieńskiem i z jednej a gw aram i K a ­
szubów nadłebskich z drugiej strony, jest oczywiście więcej. Z pomię­
dzy ty c h różnic w p a d a ‘w ucho przedew szystkiem odmienne tr a k to ­
w anie pierw otnego i, które Słowieńcy, podobnie ja k B ylacy i R y ­
bacy helscy, zam ienili na l, podczas gdy K aszubi w ym aw iają je,
ja k obuwargowe w = ii. T ak np. Słow ieńcy m ówią: lava (ław a),
laska (łaska), vulamic (ułam ać), Leba (Łeba), chalepa (chałupa), lako
(łyko), K aszubi zaś w Izbicach, Zarnowskiej i t . d. : tava, tu ta m ic,
chahepa, teba, tako.
Siedziby Słowieńców ro zciąg ały się niegdyś n a znacznie w ię­
kszym obszarze i zajm ow ały cały kraj, znany w h isto ry i Pom orza
pod nazw ą ziemi Słupskiej i Słowieńskiej, na k tó rą sk ła d a ły się
mniej więcej dzisiejsze p o w iaty : słupski (Stolpe) i słow ieński (Schlawe).
Podobnie atoli, ja k inne ziemie pomorskie, z w yjątkiem znacznej
części Pom orza gdańskiego, u leg ła i k ra in a Słowieńców zupełnem u
niem al zniemczeniu, zw łaszcza gdy mowę kaszubską, w yrugow aną
ju ż ze w szystkich innych agend życia publicznego, poczęto usuw ać
gw ałtow nie n aw et z kościołów a w prow adzać na jej miejsce ję z y k
w yłącznie niemiecki. Jeszcze n a początku bieżącego stulecia mowa
słow ieńska u trzy m y w a ła się w przeszło stu miejscowościach pow iatu
słupskiego; w r. 185 & , w którym uczony rosyjski, A. H ilfe rd in g 1),
b aw ił w tam ty ch stronach, ju ż ty lk o w trzydziestu ; wreszcie w r.
1889 , w k tó ry m ja grom adziłem moje wiadomości o liczbie ludności
słow ieńskiej, zaledw ie w dw udziestu k ilk u wioskach.
Nie trzeba przytem mniemać, żeby niedobitki słowieńskie,
znajdujące się w ty ch dw udziestu k ilk u osadach w słabej, częstokroć
znikomej mniejszości, b y li to ludzie,
pod względem narodow ym
uświadomieni. N ie należy n aw et przypuszczać, żeby m ową rodzinną
1)
A. Hilferding. Ostatki Staw jan na juanom bjeregu Bałtijskaw o morja, Peters­
burg, 1862. str. 7 —8.

-

83



posługiw ali się stale, żeby bodaj, modląc się, pacierz codzienny od^
m aw iali w swym ojczystym języku. Przeciwnie, w ielu z nich ju ż
przed dziesięciu la ty , acz pochodzenia swego świadomi i mową słow ieńską w ładający wcale jeszcze biegle, rozm awiało naw et z n aj­
bliższym i, zw łaszcza z pokoleniem młodszem, przew ażnie po niemiecku,
w ielu mowę ojczystą przez nieużyw anie jej znacznie zapomniało,
w ielu wręcz taiło się z jej znajomością, a wszyscy, z w yjątkiem
nielicznej g a rs tk i starców , m odlili się ju ż ty lk o po niemiecku.
W każdym razie z dochodzeń moich w ynikło, że liczba Słowieńców, t j, osób, nietylko pochodzenia słowieńskięgo, bo ty ch są
d ziesiątki tysięcy, ale w ładających jeszcze mową słowieńską, w ynosiła
w r. 1889 około 1700 dusz, z której to liczby w ypadało na Smołdzin
około 100 , na Stojęcin około 200 dusz.
Dwie cy fry ostatnie, nie m ogąc wdaw ać się tu ta j w dalsze
szczegółowe w yliczanie, przytoczyłem um yślnie dlatego, że o nich
to w łaśnie w y raził się p. N., iż są, „bez w a rto ści“. O ile to surowe
orzeczenie uważać należy za „w artościow e“, zobaczym y niżej, ponieważ
jed n ak p. N.. na innem znowu miejscu swego a rty k u łu , oznajm ia z całą
pewnością siebie, nie próbując zresztą wcale uzasadnić swego
tw ierdzenia, że „ R am u łt podaje w swej S ta ty sty c e ludności k a ­
szubskiej p raw ie wszędzie za w ielkie liczb y “, a za rzu t ten do ty ­
czy ju ż nie dwu, ale ty siąca k ilk u set miejscowości, w ypada nam
koniecznie zastanow ić się w pierw nad tem, czy i o ile dr. N ad ­
m orski je st kom petentnym do w ydaw ania jakichkolw iek, з zwłaszcza
t a k ogólnikowych sądów w tym przedmiocie.
Co do mnie, nad zebraniem d a t staty sty czn y ch o ludności k a­
szubskiej pracowałem intenzyw nie siedem la t, przewędrowałem zie­
mię kaszubską w ielokrotnie w najrozm aitszych kierunkach i p r z y
pomocy około dwustu współpracowników, zamieszka­
ł y c h na. K a s z u b a c h , zgrom adziłem m atery ał staty sty czn y , od­
noszący się do ty siąca k ilk u set miejscowości, a obejmujący k ilk a n a ­
ście ty sięcy cyfr szczegółowych. Uwzględniłem przytem nie ty [k o
to w szystko, co było dotychczas o K aszubach drukowanem , ale
n ad to cały niedrukow auy m a te ry a ł staty sty czn y , zebrany w spisie
urzędowym w r. 1890 . a udzielony mi w odpisie przez król. В uro
staty sty czn e w B erlinie. N iezadaw alając się inform acjam i, udzdelanemi mi przez osoby pryw atne, postarałem się o urzędowe w y k a zy
parafialne ze w szystkich niem al parafii kaszubskich, a te, których
mi brakło, otrzym ałem w odpisie z K onsystorza biskupiego w Pelplinie.
Rozesłałem w interesie p ra cy mojej po całych K aszubach tysiące
listów , kw esty o n arzy i blankietów konskrypcyjnych, a każdą po­
szczególną cyfrę, dostarczoną przez jednego w spółpracow nika, kon­
tro lo w ał w spółpracow nik drugi, często i trzeci. Zrobiłem tym
spo­
sobem w szystko, co ty lk o zrobić się dało, w każdym razie bez po­
rów nania więcej, aniżeli dotychczas wogóle robiono na tem polu, bo­
nie mówiąc ju ż o K aszubach, niwie, od k ilk u la t dosyć w praw dzie
modnej, ale do niedaw na zgoła praw ie nieznanej, niem a dotąd ani
jednej okolicy P olski, której ludność zostałaby obliczoną w sposób
ta k szczegółowy, p rz y udziale tak iej liczby pracow ników , p rz y za-



84

-

stosow anra wreszcie takiej kontroli wzajemnej, ja k to w łaśnie d zięk i
pomocy szerokiego grona przyjaciół moich i znajomych, powiodło m i
się uczynić z K aszubam i w „S taty sty ce ludności kaszubskiej“ .
Opowiedzałem w krótkości, w ja k i sposób w ykonałem moją
pracę, — osądzenie jej nie do mnie należy. Zaznaczam ty lk o tyle*
że sąd, ja k i w ygłosił w Ludzie p. N adm orski, jest najzupełniej od­
osobnionym. Licznych ocen mojej książki nie mogę oczywiście p rz y ­
taczać tu ta j n aw et w w y jątk ac h ; w ystarczy, g d y podam u ry w e k
z recenzyi ks. Pobłockiego, a u to ra „Słow nika kaszubskiego“. Ze zaá
przytaczam zdanie t e g o w ł a ś n i e a u t o r a , to czynię to nie ty lk o
z tego powodu, że ks. P. je st sam K aszuba z pochodzenia, m ieszka
n a K aszubach i zna dobrze znaczną część ziemi kaszubskiej, a le
tak że dlatego, że pisarz ten je s t w prost fanatycznym przeciw nikiem
poglądu mego na odrębność kaszubszczyzny od polszczyzny. K to
zn a choćby jeden z niezliczonej już dziś m asy nam iętnych a r ty k u łó w
ks. Pobłockiego, wym ierzonych przeciwko mojej osobie, ten ch y b a
nie posądzi go o szczególniejsze w zględy dla a u to ra „ S ta ty s ty k i“ ,
0 której to książce pisze on m iędzy innem i oto ta k :
„...Jednem słowem, jestto dzieło bardzo sumiennie opracow ane
1 pod rozm aitym względem cenne, a przy tern ciekawe, że czyta s ię
jednym tchem, ja k b y ja k ą ponętną opowieść.
„ L a t wiele pracow ał p. R am u łt nad tą książką, a mimo to
dziw ić się trzeba, ja k jeden człowiek m ógł podołać ta k ogrom nej
pracy. Po części dokonał autor spisu na w łasną rękę, chodząc od
wsi do wsi, od parafii do parafii, po części zasięgał inform acyi od
pow ażnych osób, osobliwie u księży.
„Z piszących o K aszubach nieznam nikogo, coby z w ięk szą
przychylnością i m iłością pisał o K aszubach, nad p. R am u łta. T a
życzliwość ciągnie się przez w szystkie pism a jego, ja k nić czerw ona
i w y czytać ją można praw ie na każdej karcie jego dzieła. M ówi
jed n ak przysłow ie, że miłość je st ślepą, i ta to miłość w ie lk a
spraw ia, że przyćm iew a niekiedy sąd p. R a m u łta o K aszubach i ich
narzeczu. Pomimo zarzekania się bowiem, iż zupełnie pominie sp ra w ę
narodowmści Kaszubów, gorszy się widocznie, że jedni w s p is ie
urzędow ym zapisali się jako K aszubi, drudzy jako Polacy.
„Co powiedziawszy, oświadczam z naciskiem, że dzieło p. R a ­
m u łta nie na k ry ty k ę, ale na ja k najw iększą pochwałę za słu g u je
i życzyć należy, aby się znalazło w ręku w szytkich w ykształceńszych
Polaków , zw łaszcza na K aszubach” (Gazeta gdańska z d. 2 . m a ja
1899 , nr. 52).
Do powyższych słów ks. Pobłockiego winienem dodać od sie­
bie, że jeżeli moje przedsięwzięcie, mające na celu zliczenie ludności
kaszubskiej, uwieńczone zostało nienajgorszym rezultatem i wo góle
przyszło do skutku, to zawdzięczam to przedew szystkiem mo i m
w spółpracownikom , k tó rzy dostarczyli mi przeważnej części c y f r
szczegóiowych. To też jeżeli p. N. tw ierdzi, że w „S ta ty sty c e ” m o­
jej podane zo stały „ p r a w i e w s z ę d z i e za w ielkie liczby”, taza rzu t ten d o ty k a p r a w i e w s z y s t k i c h moich to w arzy szó w



85



p ra c y , k tó ry ch głów ny zastęp stanow ią duszpasterze kaszubscy,
w ym ienieni w przedmowie do „ S ta ty s ty k i“ po im ieniu i nazwisku.
P. dr. Nad. w pracy swojej p. t. „Ludność polska w P rusach
zachodnich“ (W arszaw a, 1889 , odbitka z Pamiętnika fi гу ograficzne;/o)
p o dał liczbę K aszubów w powiecie chojnickim i starogardzkim na
:2'000 dusz, podczas gdy w r z e c z y w i s t o ś c i j e s t i c h w s a ­
m y m c h o j n i c k i m p r z e s z ł o d z i e s i ę ć r a z y t y l 'e . W k ilk a
la t później, w a rty k u le p. t. „Die Sprache der baltischen S la v e n “
(Blätter, f ü r pommersche Volkskunde, 1896), dr. N adm orski, nie od­
w ołując zresztą niedawnego swego tw ierdzenia, utrzym uje znowu,
że w r. 1890 było Kaszubów w sam ym powiecie chojnickim
2 7 .000 , podczas gd y rok przedtem m iało ich być w edług niego i w
chojnickim i w starogardzkim ty lk o 2000 ... T a nowa cy fra je s t
a to li również fałszyw a, jest bowiem — za w ysoką. W dodatku p. N.
pow iada, że opiera się na w yniku spisu urzędowego z r. 1890 ,
w rzeczywistości jednak spis ten nie w ykazał niczego podobnego
a n i naw et w przybliżeniu Podobnie rażącą nieznajomością stosunków
kaszubskich odznaczają się w m niejszym lub większym stopniu
cy fry , dotyczące innych powiatów. Nie mogąc zapuszczać się tu ta j
w rozbiór ich szczegółowy, wspomnę ty lk o , źe w r. 1 8 8 9 n i c
jeszcze p N a d m o r s k i e m u nie było wia do me m o i s t ­
n i e n i u K a s z u b ó w w p o w i e c i e с z ł u c h o w s к i m, jakkolw iek
ludność kaszubska m ieszka tam zw a rtą masą i dochodzi do 12’000
dusz.
Czy wobec tego dr. Nadm orski, k tó ry nie zad ał sobie tru d u
obliczenia ludności bodaj w jednym przysiółku, a w kom binacyacb
swoich, opartych na cudzym m ateryale, nieuw zględniąjącyeh zresztą
osad poszczególnych, ale ty lk o całe okręgi, m y l i ł s i ę o c a ł e
powiaty
i o c a ł e d z i e s i ą t k i t y s i ę c y d u s z , co p rz y
liczbie 20 Э.ООЭ K aszubów stanow i sum y niesłychane, — na pod­
staw ie takiej oto znajomości stosunków kaszubskich m iał praw o
w y razić w yż przytoczony sąd o rezultacie żm udnych i drobiazgo­
w ych dochodzeń p aru setek osób, zam ieszkałych na K aszubach?
T yle w odpowiedzi n a ogólnikow ą uw agę d ra N adm orskiego,
ja k o b y -w „S taty sty ce ludności kaszubskiej“ podane zostały .„praw ie
wszędzie za wielkie lic z b y '. Przechodzę tera z do Słowieńców, o
nich bowiem głównie chodzi w a rty k u le niniejszym . J a k ju ż n ad ­
mieniłem, dr. N. odm awia datom moim, odnoszącym się do ludności
. słow ieńskiej, wszelkiej w artości, tw ierdzi natom iast, że ogólna
liczba Słowieńców nie wynosi już naw et 109 osób. A ponieważ l u ­
dność ta zamieszkuję jednak jeszcze w edług tw ierdzenia samego p.
Nadm orskiego „kilkanaście w iosek“ (choć nawiasem mówiąc, w g r a ­
nicach przez niego podanych, nie mieści się ich tyle), średnio w y ­
padałoby ich na jedne wieś, z których nie jedna liczy przeszło
1000 mieszkańców, zaledwie... k ilk u Słowieńców !
P o staram się zaraz udowodnić, że obraz stosunków tam tejszych,
ja k i nam przedstaw ia d r. N., nie odpowiada zgoła rzeczyw istości,
chociażby jednak i b y ł praw dziw ym , nie ujm ow ałoby to jeszcze
wcale w artości moim cyfrom Oto bowiem p. N. nie w spom niał a n i



86



jednem słowem o tem, że m o j e d a t y s t a t y s t y c z n e o d n o s z ą ,
s i ę d o s t a n u r z e c z y z r. 1 8 8 9 , są zatem starsze od d a ty
bytności jego w Smołdzinie o całych la t dziesięć, a w pracy s t a t y ­
stycznej d a t a d o k o n a n e g o s p i s u je st rzeczą najw ażniejszą,
tem więcej w sta ty sty c e ludności słowieńskiej, dla której k ażde
dziesięciolecie rów na się całej epoce u innego, szczęśliwszego narodu.
Że bowiem -od r. 1889 sm utne nad w y raz stosunki tam tejsze
znacznie jeszcze się pogorszyły, że poczucie odrębności narodowej u
Słowieńców jeszcze więcej zanikło, różnice etniczne m iędzy nim i a
Niemcami jeszcze więcej się z a ta rły , a liczba osób, w ładających
mową słow ieńską, jeszcze bardziej się zm niejszyła, tego n ik t, z n a ­
ją c y tam te strony, nie inoże zaprzeczyć, a ja sam zaznaczyłem t o
k ilk ak ro tn ie w mojej sta ty sty c e
W przeciągu ty ch dziesięciu l a t
legło przedew szystkiem w grobie całe n ajstarsze pokolenie, k tó re
mówiło w yłącznie albo przynajm niej przew ażnie po słow ieńsku i
niejako zm uszało młodszych od siebie do posługiw ania się m ow ą
ojców i dziadów. Szczerby zaś, pow stałe przez u b y tek ty ch starców ,
mogło zastąpić ty lk o w małej mierze pokolenie najmłodsze, nad
k tórego zniemczeniem pracują od kolebki, bo od udzielenia chrztu,
rozm aite in sty tu c y e publiczne, ja k kościół, szkoła, później wojsko
i t . d , a przedew szystkiem samo w s p ó ł ż y c i e z N i e m c a m i
i b r a k j a k i c h k o l w i e k u siłow ań, m a j ą c y c h na celu
p o d trz y m a n ie odrębności narodowej.
Jak k o lw ie k jednak wśród najnieprzychylniejszych w arunków
liczba Słowieńców, zam iast w zrastać, zm niejsza się gw ałtow nie z
k ażdym rokiem, nie u lega najm niejszej w ątpliw ości, że cyfry, po­
dane przez d ra N adm orskiego, nie odpow iadają wcale rzeczyw istości,
bardzo sm utnej i w prost rozpaczliwej, ale jeszcze nie w ty m stopniu
ja k to przedstaw ia dr. N., k tó ry p rz y jrzał się stosunkom ta m te j­
szym bardzo ty lk o powierzchownie. „N ależy bowiem wiedzieć, że
gdzie, ja k gdzie — piszę w „ S ta ty s ty c e “ na str. 215—216 — ale
w łaśnie w ty m zapadłym kącie k ra in y pom orskiej poszukiw ania,
m ające n a celu zebrania d a t staty sty czn y ch o narodowości m ieszkań­
ców, n atrafiają n a ja k największe trudności. Wobec częściowo ju ż z a ­
ta rty c h , częścią z nieubłaganą siłą zacierających się znamion odrę­
bności narodowej, w ypadałoby chyba zajrzeć tu ta j do każdej nie­
m al c h a ty i p y tać się, a p y t a ć d o b r z e , kto je st K aszuba czy
Słowieńcem albo raczej kto mówi po słow ieńsku lub po kaszubsku.
P odkreśliłem słow a „pytać dobrze“ nie bez racyi, spotkać
się bowiem można w tych stronach bardzo często ze sm utnym o b ­
jaw em , że l u d z i e w s t y d z ą
się czy boją p r z y z n a ć
d o s w e g o p o c h o d z e n i a . O ryentow anie się w stosunkach
m iejscowych je s t jeszcze o ty le trudniejszem , że k ażdy Słow ieniee
czy K aszuba nadłebski, niem al bez w y jątk u , mówi rów nie dobrze
po niemiecku, jak po kaszubsku. A ponieważ tą obcą mową posłu­
guje się poza domem, zw łaszcza w miejscach publicznych lub wobec
ludzi obcych, niełatw o go odróżnisz od „P o m rą“ t. j. od N iem ca
pomorskiego. P rzed Niemcem, jeżeli ten w dodatku je s t urzędnikiem ,
nie przy zn a się ta k i nasz Pom orczyk za żadną cenę, że mówi także



87

-

po baszubsku. To samo może rów nież spotkać Polaka, jeżeli nie­
zręcznie weźmie się do rzeczy i niezna ani g w a ry ani obyczajów
kaszubskich.
Zobaczmyż teraz, w ja k i sposób za b rał się dr. N. do grom a­
dzenia d a t staty sty czn y ch o Słowieńcach. On sam o tem opowiada
nam ta k : „W lecie b. r. baw iłem k i l k a n a ś c i e d n i pomiędzy
S ło w i n c a r n i , w
pierwszym
rzędzie dla zbadania
z a b y t k ó w s ł o w i ń s k i c h w a r c h i w u m kościoła smołdzyńskiego, a w dalszym , żeby poznać gw arę słow ińską z u st ludności
sam ej“. A gdzież poszukiw ania staty sty czn e ? — za p y ta każdy.
N iem a o nich słowa. D r. N. sam tedy przyznaje, że badanie sto ­
sunków narodowościowych nie było celem jego wycieczki. Nie było
i b y ć n a w e t n i e m o g ł o , bo „kilkanaście dni”, choćby je
w yłącznie na ten cel poświęcono, to trochę za k rótki przeciąg czasu
n a stw ierdzenie stan u rzeczy w kilkudziesięciu, choćby ty lk o już
w k ilk u n astu w iększych i m niejszych wioskach, w których niedobitki
słow iańskie, tonące form alnie w zalew ającem je morzu niemieckiem,
k ry ją się ju ż nie ty lk o ze sw ą narodowością, jeżeli wogóle może
być o niej tu ta j mowa, ale n a w e t ze znajomością języka ojczystego.
T u istotnie „trzebaby chyba iść od chaty do ch aty i p y tać a p y tać
dobrze.,.“
D r. N. u trzym uje np., że w Smołdzinie, w k tó ry m przed
dziesięciu la ty było jeszcze około sto osób, w ładających mową sło^ if ń s k ą niema już obecnie ani jednego Słowieńca. Być może..,
N ie byłem tam w r. 1899 , nie mogę zatem tw ierdzić ani ta k ani
ow ak, niemniej jednak orzeczenie p Nadmorskiego pomimo całej
stanowczości nie przekony'wa mnie wcale. Toć na tak ie poznanie
stosunków choćby
ty lk o w7 jednym Smołdzinie, r o z ł o ż o n y m
na
o b s z a r z e t r z e c h m i l k w a d r a t o w y c h , na samo
choćby objechanie licznych jego przysiółków , z których np. B,owek
(Eieine E(.v:e) oddalony je st od B ąbkn (lìvmhke) c a ł e c z t e r y
m i l e . potrzebaby k ilk u dni czasu. A gdzież kilkanaście innych
w si? Cóż dopiero mówić, jeżeli tych „kilkanaście d n i“, spędzonych
w tam ty ch stronach, poświęcił p. Nadm. „w pierw szym rzędzie“
badaniem archiw alnym , k tó re p rz y k u ły go do jednej i tejsamej
miejscowości i zm uszały przesiadyw ać w domu nad odczytywaniem
i ] rzepisyw aniem starych rękopisów, m iasto obracać się między
ludźm i i v chodzić z nimi w jaknajszersze i jaknajbliższe stosunki.
C zyż wobec teg o było możliwem zapoznać się bliżej z mieszkańcami
choćby jednego t yl ko Fm ełdzina, l i c z ą c e g o , o k o ł o 2 0 0 0
d u s z i r o z r z u c o r e. g o. ja k ju ż powiedzieliśmy, n a o b s z a r z e

paru

mi l

kwadratowych?

J e s t tedy? rzeczą całkiem jasną, że p. N adm orski nie robił
sam, bo i nie m ógł robić, żadnych specy alnych poszukiwań s ta ty ­
sty czn y ch i że wradcmości, jak ie nam kom unikuje o Słowieńcach,
opierają się na tem jedynie, co gdzie zasłyszał lub w yczytał.
D obrze przynajm niej, z e wy m ienił nam swoich inform atorów i źródła,
z k tórych czerpał, gefyż możemy je skontrolować. Z miejscowych
inform ow ali go ks. N eum eister, p asto r smołdziński, i p. Stadtm eister,

-

88



nauczyciel w K lubach, obaj n atu raln ie Niemcy, nieum iejąoy ani po
słow ieńsku ani po polsku, co zaś najważniejsza, a co sami stw ier­
dzają w leżących przedem ną ich listach, — o b a j n i e z n a j a c y
d o s t a t e c z n i e s t o s u n k ó w m i e j s c o w y c h . P ragnąc bo­
wiem, już w ciągu druku „ S ta ty s ty k i“, mieć o Słowieńcach dane
świeższe od moich z r. 1889 , zwróciłem się do obu w ym ienionych
panów z prośbą o zakom unikow anie mi bodaj okrągłych cyfr, od­
noszących się do ludności słowieńskiej w parafii smołdzińskiej, obaj
jednak odpowiedzieli mi zgodnie, że w ykonanie
tego zadania
byłoby dla nich za trudném , oświadczyli n atom iast gotowość u ży ­
czenia mi pomocy i ułatw ień, gdybym sam zjechał na miejsce i p o d ­
ją ł się poszukiw ań na w łasną rę k ę 1).
To są źródła ustne, miejscowe d ra Nadmorskiego, — zajrzyj ■
m y teraz do drukow anych. J e s t niem w y ł ą c z n i e a r ty k u ł d ra
T etznera : „Die K aschubén am Lebasee“ (Globus, 1896 , tom 70 ,
nr. 1 5 —18). Owóż przedew szystkiem dr. T., k tó ry baw ił m iędzy
Słowieńcami w lecie r 1895, spisał spostrzeżenia swoje nie ty lk o
w jednym , znanym dr Nadm orskiem u, ale w k i l k u i n n y c h
j e s z c z e a r t y k u ł a c h , r o z r z u c o n y c h po rozm aitych czaso­
pism ach niem ieckich2). I szkoda, że p, N. nie zapoznał się z nimi,
by łb y bowiem niew ątpliw ie zaraz z dr. Tetznerem zm odyfikował
znacznie swoje tw ierdzenia, mianowicie co do K luk, głównej siedzi­
by Słowieńców.
Rzecz szczególna, że z nazw ą Słowieńców nie spotykam y się
u d ra T etznera wcale. W e wspom nianym a rty k u le w Globusie,
k tó ry słu ży ł za źródło dr. Nadmorskiemu, mowa jest zarówno o
Słowieńcach. jak i o K aszubach nadłebsaich, zarówno jed n ak je d ­
nych, ja k i drugich dr. T. obejmuje wspólną nazw ą „K aschabea“,
dla odróżnienia zaś od Kaszubów zachodniopruskich — „L ebakaschuben“. Podobnie w dwóch następnych arty k u ła c h Dopiero w
ostatnim z nich („Die letzte Sia re n -Insel in Pom m ern“) znajdujem y
m ałą w zm iankę o Słowieńcach. podaną zresztą z pewnym niedow ie­
rzaniem . „W enn a u f die alte D reitheilung in Slowinzen, K ab atk en
und Kasçhuben W e rth gelegt werden könnte, so wohnen die ersteren in den K lu ck en “.
Jeszcze więcej zastanaw ia, że we w szystkich ty ch a rty k u ła c h d r.
T etzner utrzym uje stale, iż „K aszubi nadłebscy“ (t, j. Słow ieńcy i
K aszubi tam tejsi) 'zam ieszkują jedynie następujące osady : 1) K lu k i
(smołdzińskie, ze leskie i ciemińskie), 2 ) Izbice i 3) Żarno wską, po­
nieważ zaś w tych dwu ostatnich m ieszkają K aszubi, zatem n a
‘) Nie mogąc na razie korzystać z uprzejmości tych panów, pozostałem przy
cyfrach „moich z r. 1889, co wyraźnie zaznaczyłem w »Statystyce«. Nie. rozumiem
tedy, jak p. N. mógł -sprawę przedstawić tak, jakobym ja pow oływ ał się na ks.
Neumeistra i p. Stadtmeistra, kiedy ja im dziękuję jedynie za samo ofiarowanie mi
pomocy, z której ja jednak nie korzystałem wcale.
2) ln der Kaschubei (A us allen Weltteilen, 1897, nr. 10— 11).
Die Klucken (Beilage m r Allgem. Zeitung, München, 1897. nr. 188 — 190).
Die letzte Slaven-Insel in Pommern (Wissenscliaftl. Beilage der Leipziger
Zeitung, 1897, nr. 127).

obszar językow y słowieński p rz y p ad ały b y t y l k o o w e t r o j a k i e
K l u k i . O istnieniu ludności słowieńskiej w innych w ioskach dr.
T etzn er nie wspomina w żadnym ze swoich a rty k u łó w . Pozw alam
sobie zapytać wobec tego, na jakiej podstaw ie dr. K adm . p;' , jfbwsta w ia moim danym relacyę Tetznera, jako pew niejszą i d o k ła d ­
niejszą, skoro sam w trz y la ta po Tetznerze stw ierdził iV,o i n e
Słowieńców nie ty lk o w sam ych K lukach, ale nadto w „ki l kunaofca“
in n y ch wioskach ?
Z nazw ą Słowieńców spotykam y się u d ra T etznera po ra z
p ierw szy napraw dę dopiero w pracy p t „Die Slowinzen und L eb ak aschuben“ (Berlin, 1899), k tó ra właśnie opuściła prasę d ru k irs k ą .
J a k widzimy, au to r odróżnia tu już w sam ym ty tu le Słowieńców
od Kaszubów, a przytem , ja k się zaraz przekonam y, rozszerza z n a ­
cznie te ry to ry u m pierwszych. Nie czyni jednak tego w praw dzie odrażu,
bo np. na str. 27 . czytam y, że „m it eigenen A u g e n “ skonstato­
w ał, „dass geg en w ärtig das Kaschubische a u f Czarnowske,' (Jieseb itz und die K l u c k e n beschränkt ist, letztere aber noch als siow inzisches D o rf gelten können“, a więc to samo, co już czytaliśm y
w daw niejszych jego arty k u łach . W m iarę atoli, jak k siążk a się
d ru k o w a ła (druk trw a ł dwa lata), pogłębiały się też i rozszerzały
wiadomości d ra T etznera o obszarze mowy słowieńskiej. J u ż bowiem
n a str. 100. c z y ta m y : „K reis Stolp. Yon Stolp gehören der S p ra ­
che
nach
G- a r d e, S c h m o 1s i n u u d e i n T e i l
des
Gr lo w i t z e r K i r c h s p i e l s d e n S l o w i n z e n “. N adm ieniam ,
że W ielk ą Grame, o której dr. N adm orski nam powiada, że liczy
już ty lk o „ k ilk u “ Słowieńców, dr. T etzner nazyw a w yraźnie „s 1 ow i n z i s c h e s D o r f Grross Giarde“, a ponieważ wieś ta liczy
przeszło P 2 0 0 mieszkańców, chyba ted y dla k ilk u niedobitków
słowieńskich nie nazw ałby jej par. excellence — słowieńską...
Z urzędowej relacyi p asto ra miejscowego z r. l o 92 , powołanej
u d ra T etznera n a s tr 108, dowiadujem y sie nadto, że naw et w
R o w i e (Königl, und Adlig Rowe), dw u wsiach, położonych jeszcze
bardziej na zachód, bo już p o z a j e z i o r e m Gla r d z i e ń s к i e m,
ludzie wyżej 60 la t rozum ieją jeszcze po słowieńsku. Lepiej i c h ę t ­
n i e j poszukawszy, aniżeli to uczynił szanow ny p asto r row ski,
k tó ry w urzędowem spraw ozdaniu do rejencyi usiłow ał n a jw id m niej zatrzeć wszelki ślad istnienia mowy słowieńskiej w swej parafii,
znalazłoby się niew ątpliw ie i więcej Słowieńców i nie. ty lk o pomię­
dzy starcam i 60 -le tn im i.. A ta k samo i w w ielu jeszcze innych
wioskach,
N ajw iększą i najprzyjem niejszą niespodziankę zachow ał nam
dr. Tetzner n a koniec książki. Oto bowiem na str. 2dó. przytacza
on ustęp z listu prof. L orentza, znanego slaw isty, zajmującego się
w łaśnie w ty ch czasach badaniem g w ar słowieńskich. D r. L orentz
stw ierd z a mianowicie, że p o z a o w e m i k i l k u n a s t u w i o s k a m i ,
w k tó ry ch naw et dr. N. nie m ógł zaprzeczyć istnienia Słowieńców,
ludność
słowieńską
z n a j d u j e się dziś j e s z c z e



90



p in (Scliolpin), 3 . W y so k a (W ittstock), 4 . R to al. Rotowo (Botten)
z przysiółkiem B ło tk a (Blotken) i 5 . C zysta (Wittbeck). N adto do
niedaw na ( 1898. r ) ludność słow ieńska ż y ła także w W itkow ie
( Vietkow).
T ak więc n a podstaw ie ty lk o tego, co k o n statu ją dr. T etzner
i prof. Lorentz, przekonyw am y się dowodnie, że o b s z a r m o w y
s ł o w i e ń s k i e j j e s t n i e m a l d w a r a z y w i ę k s z y od
t e g o , j a k i p o d a j e dr.
N a d m o r s k i . A przecież ani dr.
T etzner, an i prof. L orentz, nie badali stosunków narodow ościow ych
we w s z y s t k i e li wioskach tam tejszych, a le jedynie ten w tych,
a tam ten w owych, o ezem św iadczy np. spis L orentza (z r. 1898 ),
w k tó ry m b ra k Człochowa (Schlochow), wym ienionego jednak u d ra
N adm orskiego, jak o m ającego ludność słow ieńska jeszcze i w r. 1899 .
D alsze, sk iupulatniejsze b adania w y k ry ją nam niew ątpliw ie istnienieresztek ludności słowieńskiej i w innych jeszcze osadach, o ile oczy­
w iście nieu b łagany los nie przerobi ich tym czasem n a zupełnych
Niem ców W każdym razie Mykaz wiosek z ludnością słowieńska,
zestaw im y7 na podstaw ie najśw ieższych relacyi, odpowiada, pomimo
upły w u całych a ciężkich la t dziesięciu, niem al w zupełności w y ­
każe wd mojemu z r. 1889 .
T yle o o b s z a r z e językow ym słowdeńskim. W inienem jeszcze
nadm ienić, że ani ja, ani dr. T etzner, ani prof. Lorentz, tem mniej
dr. N adm orski, nie możemy powdedzieć tego z całą pewnością, iżby
w innych, niew y m ienionych przez nas osadach nie by ło ju ż wcale
Słow ieńców ; jest bowiem niew ątpliw em , że przedew szystkiem , po­
dobnie ja k we wsiach „gburskich“, wiele jeszcze jednostek i rodzin
słow iańskich k iy je się między ludźm i szaiw arcznym i, żyjącym i „pod
p an e m “, t. j . w osadach folw arcznych, w7 których badanie stosunków
naicdcw ościow ych je s t jeszcze wdeyej z losm aityeb względów u tru dnionem, aniżeli w osadach włościańskich.
Przechodzę tera z do l i c z b y ludności słowieńskiej. Ile głów
może ona liczyć w roku bieżącym, tego niewiem, gdyż w roku
bieżącym tam nie byłem, obstaję jed n ak z całą stanowczością p rz y
obliczeniu mojem, zamieszczonem w „S taty sty ce ludności k aszubskiej“,
z którego w ynika, że liczba Słowdeńców w ynosiła w r. 1889 , około
1700 dusz. Obecnie dr. T etzner i prof. L orentz, nie w7dając się zre­
sz tą w szczegóły, podają cyfrę 200, jako łączną liczbę ludności
słowieńskiej w ostatnich latach. Że cy fra ta je s t za nizką, przeko­
n am y się zaraz niżej.
A to li dr. N adm orskiem u n aw et cy fra 200 w y d a ła się za -wy­
soką. k tó ry pisze, że „ n i e m a S ł o w L ń c ó w , m o g ą c y c h s i ę
j e s z c z e p o r o z u m i e ć w s w 7y m j ę z y k u , n a w e t s t u ! “ To
jest, licząc po 6 osób na fam ilię, rodzin zaledwde kilkanaście. Obni­
żyw szy w ten sposób przesadnie skrom ną cyfrę Niemca T etznera
o całe jeszcze ñOü/0, dr. N adm orski oznajmia nam, że w K lukach
je s t już ty lk o k ilk ad ziesiąt osób. mówiących po słowieńsku, drugie
zaś k ilk ad ziesiąt w ypada na kilkanaście innych wsi.
A b y w ykazać całą bezpodstawność tw ierdzeń p. N adm orskiego
o liczbie ludności słow ieńskiej nie ty lk o w r. 1889 , ale n a w e t



91



w chw ili obecnej, t. j. r. 1899, nie potrzebuję na szczęście, w y ta ­
czać tu ta j moich w łasnych danych, które dr. N. m ógłby znowu
ogłosić gołosłownie za „fałszyw e“ i „bez w arto ści“. W y starczy mi
najzupełniej powołać się w ty m względzie na relacye dr. T etznera
i prof. M ikkoli, z których w yniknie całkiem jasno, że już nie ty lk o
c y fra 100, ale n aw et 200, jako łączna liczba ludności słowieńskiej,
je s t bez najmniejszej kw estyi za nizką i że w sam ych ty lk o K lukach
żyje, dzisiaj jeszcze, przynajm niej drugie ty le osób w ładających
mową słowieńską. I ta k dr. T etzner pow iada w praw dzie w powo­
łan y m przez d ra Nadm orskiego a r ty k u le 1), że w K lukach, liczących
około (300 mieszkańców, „leben noch einige, die kaschubisch spre­
chen“, z czego zdaw ałoby się w ynikać i co zapewne dało p. N ad­
m orskiem u powód do jego tw ierdzenia, że liczba Kaszubów (t. j.
Słowieńców) m usi tam być znikomo m ałą. Ju ż jednak w roku n a ­
stępnym dr. T etzner uznał za stosowne zmodyfikować i to bardzo
znacznie owo swoje tw ierdzenie, oparte widocznie na pierwszem
w rażeniu, którego zresztą doświadcza tam każdy, zw łaszcza Niemiec,
nieznający mowy kaszubskiej. Oto bowiem z innego, chronologicznie
późniejszego, dr. Nadm orskiem u widocznie nieznanego a specyalnie
K lukom poświęconego a r ty k u łu 2), dowiadujem y się, że „von diesen
90 (K luckener) F am ilien, u n ter denen sich ein H a u s s t a n d Z i g e u n e r befindet, s i n d n u r d i e d e s L e h r e r s u n d d e s G a s t ­
w i r t s r e i n d e u t s c h , eine andere (Hermann) is t halb kasch u ­
bisch gew orden“. To brzm i całkiem inaczej i ty lk o zdumiewać się
trzeb a nad tern, ja k to się stało, że w tak ich zniemczonych K lukach,
gdzie w edług p. N adm orskiego narodowość słów ieńska w ydaje ju ¿
ja k o b y ostatnie tchnienie, m ógł całkiem niemiecki ród Keimannów
złożony z 8 fam ilii, z osób zatem kilkudziesięciu, zostać „halbkauschubisch“. M uszą tam zatem być chyba i „echtkaschubische’
F a m ilie n “, k tó re mówią po kaszubska (t. j. słowieńsku). skoro zdo­
ła ły zesłowieńczyć kilkudziesięciu rodow itych Niemców. Ze zaś
n aw et rve fam ilii Keiinanów, k tó rą dr. T etzner — z uw agi na jej
pochodzenie — nazyw a ty lk o „półkaszubską“, mowa słow ieńską jest
dobrze znaną, najlepszy dowód w tem, iż głów nym inform atorem
prof. M ikkoli p rzy studyow aniu słow ieńszczyzny w K lukach by ł
w łaśnie jeden z ty ch „pół-kaszubów “ — J a n R eim ann3).
Ja k o uzupełnienie relacyi d ra Tetznera, przytaczam teraz
słow a prof. M ikkoli, na którego dr. N adm orski powołuje się w praw dzie
w a rty k u le swoim kilkakrotnie, ale ważne jego oświadczenie w tym
w łaśnie względzie - przem ilcza. O wóz dr. M ikkola, F in . profesor
języków słow iańskich na uniw ersytecie helsingforskim , k tó ry spę­
d ził pare miesięcy między Słow ieńcam i w lecie r. 1896 , baw ił tam
zatem znacznie dłużej, aniżeli dr. N adm orski i nie dla studyów a r ­
chiw alnych, ale dla badania żywej mowy ludności, z k tó rą w tym
celu m usiał wchodzić w jaknajbliższe stosunki, powiada o K lukach,
*) Die Kaschüben am Lebasee, str. 231.
2) Die Klucken, nr. 188, str. 2.
s) Mikkola J. J. К izuczeniju kaszubskich gaworow (Petersburg. 1897), str. 2-3_

-

92



że „w szyscy tam tejsi starz y ludzie mówią po baszubsku, młodzi
z a ś n ie mówią, choć rozum ieją, gdyż n i e c h c ą m ó w i ć swym oj­
czystym języ k iem “. A więc naw et m łodzi um ieją po słowieńsku,
a ty lk o „nie chcą m ówić“ sw ą rodzinną mową, nie chcą zaś dla­
tego, bo niem a nikogo, coby ich do tego zachęcił i wszczepił
w ich serca miłość swojszczyzny, bo niem ają żadnej lite ra tu ry ,
żadnej książki, żadnego przew odnika duchowego, bo słowa kaszub­
skiego nie słyszą nigdy już nie ty lk o w7 urzędzie i szkole, ale naw et
w kościele od la t kilkudziesięciu, bo mowa ich je s t mową paryasów
w yszydzaną i pogardzaną na każdym kroku. Ale z tego, że się
w sty d zą swej mowy i że się k ry ją ze swojem pochodzeniem, nie
w y p ły w a jeszcze, iż byśm y ich zaliczyć mieli do Niemców, bo są
oni w praw dzie dzisiaj tabula rasa, na której los nienaw istny może
w ypisać lite ry niemieckie, ale może też jeszcze być inaczej. Na
„narodu niwie dziedzicznej“ działy się już nieraz form alne cuda.
Posłuchajm y wreszcie, co mówi o K lukach dr. T etzner w n a j ­
ś w i e ż s z e j s w o j e j p r a c y o Słowieńcach : „Zu den 550 Be­
w ohnern g ehört eine, m eist abwesende, Zigeunerfam ilie, die deutsche
F am ilie des L ehrers und G a stw irts u n d ,s o n s t n u r K a s c h u b e n,
fern er die kaschubisierten, nun wieder deutsch werdenden R eim anns
u n d l a u t e r e c h t e K a s e h u be n “ 1). T ak pow iada dr. T etzner
w książce, k tó ra w yszła z d ruku w roku pańskim 1899 , już po
u kazan iu się a rty k u łu d ra N adm orskiego. a p o u p ł y w i e c a ł y c h
d z i e s i ę c i u l a t o d c z a s u m o i c h p o s z u k i w a ń ! Pisze to
Niemiec, nie u k ry w a jący uczucia radości n a widok postępów, jak ie
czyni proces germ anizacyjny między ludnością słowieńśko-kaszubską,
którego zatem o stronniczość na korzyść tej ludności absolutnie po­
sądzić nie, można. P opełnia on w praw dzie niedokładność, p o w tarza­
ją c i teraz, na mniej dokładnych daw niejszych spostrzeżeniach o p artą
cyfrę 200 , jak o ogólną liczbę Słowieńców, co w prost kłóci się z tem,
co czytam y u niego o K lukach, ale jasnem , zgodnem z praw dą
przedstaw ieniem stan u rzeczy w jednej, najlepiej sobie znanej wiosce
złożył nam świadectwo, nieulegąjące najmniejszej wątpliw ości, że w t ej
j e d n e j wsi j e s t p i ę ć r a z y t y l e S ł o w i e ń c ó w , a n i ­
ż e l i i c h n a l i c z y ł dr . N a d m o r s k i n a c a ł y m o b s z a ­
rze s ł o w i e ń s k i m !
Skoro bowiem ludność K lu k wynosi 550
dusz, tw orzących 90 fam ilii, ta k iż na jedną fam ilię w ypada śred­
nio 6 głów, to jeżeli oprócz 2 rodzin niemieckich (nauczyciela
i karczm arza) tudzież jednej fam ilii cygańskiej potrącim y nadto
w szystkich Reim annów, jako niby ty lk o „pół-kaszubów “, w łącznej
liczbie 8 rodzin, czyli razem rodzin 11 po 6 głów t. j. 66 osób,
pozostanie nam przecież jeszcze cy fra 4 8 4 , j a k o l i c z b a S ł o ­
w i e ń c ó w w K l u k a c h , podczas gdy dr. N adm orski usiłuje
w n as wmówić, że jest ich tam zaledwie -kilkudziesięciu czyli
a k u ra t 10°/,, liczby rzeczyw istej.
A gdzież „ s l o w i n z i s c h e s D o r f G r o s s G a r d e “, ja k
T etzner nazyw a W ielką G arnę, liczącą przeszło 1200 m ieszkańców ?
9 F. Tetzner. Die Síowinzen und Lebakaschuben, str. 170.

-

93

-

Grdzie innych kilkanaście wsi i wiosek, w któ ry ch żyw ioł słowieński je st
w praw dzie słabiej reprezentow anym , aniżeli w głównej swojej ostoi,
K lukach, niemniej je d n a k istnieje i posługuje się swym ojczystym
językiem , skoro dr. L orentz stw ierdził na obszarze tej m owy i to
ju ż poza K lukam i, aż sześć dyalektów ? D ając w iarę relacyom
d ra N adm orskiego, m usielibyśm y chyba przypuścić, że każdym
z ty ch dyalektów mówi 7 do 8 osób.
*
vr

G dyby mi w a rty k u le niniejszym chodziło jedynie o odparcie
atak ó w p N adm orskiego na moją pracę, mógłbym był rozpraw ić
się z nim bardzo krótko. W odpowiedzi bowiem na ogólnikowy za­
rzu t, jakoby w S ta ty sty c e mojej podane zostały „praw ie wszędzie
za w ielkie liczb y “, byłoby w ystarczyło najzupełniej wskazać na nie­
znajomość stosunków kaszubskich, ja k ą p N. ta k jaskraw o zadoku­
m entow ał w swoich w łasnych pracach. Podobnie, aby odeprzeć z a ­
rz u t, że cy fry moje, odnoszące się specyalnie do ludności słowieńskiej,
są „fałszyw e“ i „bez w arto ści“, mogłem był poprzestać na stw ier­
dzeniu fak tu , iż surow y mój k ry ty k przem ilczał tendencyjnie datę
moich poszukiwań.
Chodziło mi jednak o rzecz bez porów nania ważniejszą, aniżeli
obrona mojej pracy, i dlatego nad tw ierdzeniani d ra Nadm orskiego
rozwiodłem się znacznie szerzej. Od la t bowiem kilkudziesięciu, t. j.
od czasu, g dy Ili Herding baw ił pomiędzy Sło wieńcami i w ybił ku
nim pierwsze okno od stro n y Słow iańszczyzny, ile ra z y (a bardzo
rzadko!) je s t mowa o Sło wieńcach i K aszubach uadłcbskich, ty le
ra z y łam ie się nad nim i kij i oświadcza z rezygnacyą. że to jest
posterunek, stracony ra z na zawsze. Jed n i czynią to z nieznajomości
rzeczy, drudzy z nagannego pessymizmu, inni wreszcie ze złej woli.
I ta k się to mówi od lat... k i l k u d z i e s i ę c i u ! Jed n i prze­
pow iadali zgon ostateczny niedobitkom pomorskim za la t pięćdzie­
siąt, drudzy za la t trzydzieści, a dr. N adm orski, nie przyjrzaw szy
się jeszcze zresztą wówczas, n aw et przelotnie, stosunkom tam tejszym ,
uspokoił przed dziesięciu już la ty (r. 1889), li na podstaw ie
s ta ty s ty k i urzędowej, opinię publiczną zapewnieniem, że „nad jezio­
rem łabskiem “ (t. j. Łebskiem) „rok zgonu albo już m inął albo
w krótce nadejdzie...“ 1) W ten sposób zagłuszano sumienie ogółu,
usypiano energię i dobrą wolę tych, dla których kw estya istnienia
lub nieistnienia kilku tj'siecy Pom orzan nie b y łab y może obojętną.
T ak minęło la t kilkadziesiąt, całe pół wieku, czas dostateczny
do rozbudzenia i odrodzenia — w najcięższym le ta rg u pogrążonego
narodu. Przez te pół wieku jednak nie robiło się n a „straconym
p o steru n k u 4 nic, n ik t nie, podał ginącym pobratym com ręki pomoc­
nej, nie p o w stał najm niejszy projekt zaradzenia ich biedzie ducho­
wej. Odłamowi bratniego ludu, zam ieszkującem u do niedaw na t r z y ­
dzieści jeszcze wiosek, pozostawiono zupełną swobodę-... konania!
9 Ludność polska w Prusach zachodnich, str. 21.



94



J e s tto isto tn ie ciężkim grzechem i winą nie do darow ania ze
stro n y społeczeństwa polskiego, że tę garść ew angielików pom orskich
pozostaw iło jej w łasnem u losowi, nie troszcząc się zgoła o to, co się
z nią stanie. Â przecież bez wielkiego w ysiłku, bez jak ich ś n a d ­
zw yczajnych trudów i zachodów, b e z s p i s k ó w i b u d z e n i a
n i e u f n o ś c i , a t y l k o p r a c ą n a j z u p e ł n i e j l e g a l n ą można
było uchronić znaczną część tych niedobitków o l zagłady. D la pod­
trzy m a n ia żywotności języka byłoby w ystarczyło w ydać k ilk a n a j­
potrzebniejszych książek religijnych, ale oczywiście n a p i s a n y c h
w g wa r z e miejscowej.
F ak tem jest, że jeszcze w 16. w ieku duchow ieństw o ta m tej­
sze, z pobudek zresztą czysto w j'znaniow ych, odczuwało potrzebę
takiej lite ra tu ry lokalnej, w języ k u dla ludności słow ieńsko-kaszubskiej więcej od polskiego zrozum iałym . N iejednokrotnie też słysza­
łem, a i inni to stw ierdzają, że lud z wdzięcznością w spom inał zawsze
ty ch pastorów , k tó rzy k azali i nauczali po kaszubsku, bo choć język
polski b y ł ludow i tem u bliższym i zrozum ialszym , aniżeli niemiecki,
nie b y ł jed n ak do ty ła zrozum iałym , aby głoszone w nim p raw d y
w iary m ogły być należycie zrozum iane. Dopóki tedy język polski
b y ł jeszcze jako tako w szkołach w y k ład an y i lud um iał p r z y n a j ­
m n i e j c z y t a ć p o p o l s k u , dopóty dla f o r m a l n e g o zaspoko­
jen ia potrzeb religijnych, t. j. bez należytego zrozum ienia czytanych
tekstów , m ogły od biedy starczyć m odlitew niki i śpiew niki polskie.
Grdy jed n ak n au k a języ k a polskiego w yrugow aną zo stała ze szkół
zupełnie a w ślad zatem z a n i k a ł a n a w e t u m i e j ę t n o ś ć c z y ­
t a n i a p o p o l s k u , i g d y równocześnie znajomość języka niem iec­
kiego szerzyła się z coraz w iększą chyżością, lud sam porzucił nie­
zrozum iałe ju ż dla siebie księgi polskie a natom iast ją ł-s ię modlić
na książkach niemieckich. W tedy to zaczęto sta re biblie i postylle
polskie kłaść zm arłym do tru m n y , w tedy to nadeszła ostatn ia chw ila
d ania do rą k pozostałym przy życiu książek kaszubskich, choćby
szw abachą drukow anych, ta k ja k to się czyni obecnie na M azurach
pruskich dla tam tejszej ludności ew angielicko-polskiej.
B yło to rzeczą konieczną. Jed n a k n ik t o konieczności tej nie
pom yślał, a choćby i pom yślał, okrzyczanoby go niew ątpliw ie za
burzyciela i zdrajcę ojczyzny, m ającego na.celu oderwanie K aszubów
od Polaków . Niech raczej w ym rą te resztki „dzikich Pom orców “,
niż żeby się m iały modlić do B oga w mowie, dla siebie zrozu­
m iałej !
M rą też one dalej zwolna, a ci, co mówią jeszcze po słowieńsku, czy po kaszubsku, zatraca ją coraz bardziej cechy swej odręb­
ności narodowej. J e d n a k ż y j ą j e s z c z e i żadna z przepowiedni,
w yznaczających im term in zgonu, dotąd się na szczęście nie spełniła.
„V ölker sterben sehr langsam und auch bei den kleinen N ationen
w ä h rt der Todeskam pf geraum e Zeit,,, pow iada pew ien Niemiec, od­
pierając tw ierdzenie, jak o b y Słow ieńcy i K aszubi pom orscy b y li
ju ż na w y m arciu 1).
') T. H. Lange. Die pommerschen Kassuben (Beilage zu r Berliner GerìchtsZeitung z d. 2. Hstop. 1897.),



95



S ta n narodowości kaszubskiej w powiecie słupskim je s t niew ąt­
pliw ie bardzo op łak any i każdy rok przynosi ub y tek w jej szeregach.
Z tego ato li nie w y nika jeszcze, iżby dla ty ch niedobitków nie było
ju ż żadnego ra tu n k u , żadnej ra d y , iżby się ju ż „zaledwie ty lk o po­
rozum ieć mogli w swym ję z y k u “, ja k to przedstaw ia te n i ów, a zw ła­
szcza p. N adm orski. A ponieważ odm alowywanie stosunków tam tej­
szych, w barw ach, od rzeczyw istości jeszcze ciemniejszych, nie ty lk o
nie przynosi żadnego pożytku, ale owszem szkodę, usypia bowiem
w dalszym ciągu do re s z ty uw agę ogółu i czyni ją bezradną wobec
rzekomo „nieubłaganego“ losu, postanow iłem przeprow adzić dowód
p raw d y , że ta k źle, ja k usiłuje nas przekonać p. N adm orski, doty czas nie jest.
Stefan Bamutt.
- —





ROZMAiTOŚCI.
K w e s ty o S y O B Z W sp raw ie g w ia z d . Dr. W. Tille ogíosií na str. 120 tomu VI.
czasopism a „ C z e s k y l i d “ kw estyonaiyusz w tej sprawie i nas obchodzącej.
Dlatego pow tarzany go na tem miejscu z prozbą o nadsyłanie odpowiedzi choćby
na którekolwiek z pytań zadanych, byle czyniły zadość warunkom dokładności,
0 których mowa na .końcu. Oto pytania:
1. Jak lud nazyw a poszczególne gromady gwiazd i gwiazdy?
2. Jak tłómaczy sobie te nazwy ?
3. Jak tłómaczy sobie prawidłowe, powszednie zjawiska kosmiczne; a) zachód
1 wischód słońca, księżyca, gw iazd; b) zmniejszanie się i w zrost księżyca; <•■) koła
na księżycu; d) zbliżanie się poszczególnych gwiazd do księżyca; ej pojawienie
się jutrzenki i gwiazdy wieczornej; f j zorzę, błyskawicę, grzmot, piorun itp. ?
4. Jak tłómaczy sobie zaćmienie słońca względnie księżyca, przejście Wenery
przez słońce ?
5. Jak tłómaczy sobie komety i jaki wpływ na człowieka i jego los}' p rzy ­
pisuje im?
6. Jak tłómaczy sobie meteory, zw łaszcza w dni, w kórych spadają
grom adam i ?
7. Co opowiada o człowieku na księżycu ?
8. Jaki wpływ na człowieka, roślinność, gusła
iczary przypisuje
św iatłu
księżycowemu?
9. Jak tłómaczy sobie związek gwiazd z życiem ludzkiem i wpływ ich,
zw łaszcza w ważne dni narodzin, śmierci, podczas wojny itd. ?
10. Czy opowiada co o złej. istocie, która prześladuje księżyc lub słońce
n a niebie ?
11. Co lud opowiada o pow staniu gwiazd wogóle, względnie poszczególnych?
12. Czy znane są opowiadania o gwiazdach, któreby zstępowały na ziemię
i obcowały z ludźmi ?
13. Jak lud przedstaw ia sobie sklepienie niebios i gwiazdy, przytw ierdzone
doń, niebo po nad niemi i jego mieszkańców ?
14. Co opowiada o drodze mlecznej, jej powstaniu i celu?
15. Czy znane są opowiadania, z których wynikałoby, źe człowiek może
dostać się na gwiazdy sklepienia niebieskiego ?

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.