c50e76d48ef6c74f8d0b2c672b105ecf.pdf
Media
Part of Filozofia pierwotna (Animizm) / Lud, 1900, t. 6
- extracted text
-
F ilo z o f ia
p ie rw o tn a .
(Animizm.)
1.
Coś niecoś w iem y o wierzeniach lu d ó w p ierw otn ych, ale
o d tw o rz y ć ze w szelką ścisłością n a u k o w ą całokształtu ich p o
g lą d u na świat,, je g o sto su n k ó w i w a ru n k ó w istnienia, ich filo
zofii pierw otn ej, nie m ożemy, alb ow iem ' nie m ożem y o dtw orzyć,
zrozum ieć i w y tłó m a c z y ć sobie np. ch oćb y tej przew ażnej roli,
j a k ą w um ysłow ości i życiu lu dów p ie rw o tn y c h o d g ry w a ją zwie
rzęta. K u l t zw ierząt i roślin — to tajem nica, d o tą d niew y jaśn ion a.
U c z o n y angielski, M. L en n a n , nie p ró b o w a ł w y jaśnić ani k u ltu
zw ierząt, ani t. z. totem izm u. Inni uczeni w y tw o rz y li h y p o té z y
n au k o w e , m ające w yjaśnić to zjawisko powszechne, k tó re g o p rz e
ż y tk i s p o t y k a m y w wierzeniach i p o d an iac h naszego ludu. H e r
b e r t S p e n c e r i L i p p e r t tłóm aczą je te o ry ą so b o w tó ró w ; ta te o ry a
poch odzi od S p e n c e r’a. S o b o tw ó r, d ru g ie »ja«, p o w sta ł w u m y
słach ludzkości pierw otn ej, dzięki tłóm aczeniu zjaw isk p rz y ro d y .
T y l o r też m ów i coś niecoś o tem, ale pozostawfia bez ścisłej
od pow ied zi p y ta n ie : w jak i sposób lu d y pierw o tn e w y ro b iły
sobie pojęcie o duszy ludzkiej, ożyw iającej czło w ie k a? T y lo r
w swej »Cywilizacyi pierw otnej« nie p o sta w ił w tej k w e s ty i
h y p o t é z y żadnej, alb o w iem w y s n u w a swe wnioski, p o słu g u jąc się
p rzew ażn ie in d u k cy ą. W p r a w d z ie m ówi o niej dużo i H e r b e r t
S p encer, ale je g o in d u k c y ą jest n ie k ied y z b y t d o w o ln a, zby t
o sn u ta n a p rz esłan k ac h logicznych, nie zaś — f a k ta c h e t n o g r a
ficznych, ściśle stw ierdzon ych , np. tłó m aczy on k u lt zw ierząt
tem , że lu d y p ie rw o tn e wierzą, że duch ich p rz o d k a wcielił się
w jakieś zwierzę, k tó re m u oddaje się cześć boską, o czem wsza
k że p o m ó w i się w u stę p a c h d alszych tej pracy.
W s p o m n ia łe m , że m ożna o dtw o rz y ć w za ry sach o g ó ln y c h
filozofię p ierw o tną, ale ty lk o p odk re śla m , że m o w a tu będzie w y
łącznie o za ry sac h o g ó ln y ch , pon iew aż p rz eży tk i tej p ra s ta re j
filozofii, k tó re znam y, po zw alają nam ty lk o n a to. N iem a p o
trz e b y u d o w o dn iać . b y m o gło b y ć inaczej, albo w iem p ra -p ra s ta re
w ierzenia i p o d a n ia lu d ó w p ie rw o tn y c h za g in ę ły w raz z nimi,
pozostałe zaś lu d y pierw otn e, ja k m y ich n az y w am y , w cale nie
należą do najpierw otniejszych. W o g ó l e w ierzenia i s ta n um ysłowości lud ów n ajp ierw o tn iejszych i n ajp ierw szych p o z o s ta n ą na
zawsze n am nieznane. B ardzo jest p ra w d o p o d o b n e m , że pierw si
ludzie n a te r y to r y u m F r a n c y i dzisiejszej zjawili się p rz ed 230 240 ty siąca m i lat, j a k tw ierdzi G a b ry e l M o rtille t w swej
książce p. t. »F o rm atio n de la n a tio n fran çaise« ; b y ł a to rasa,
zw a n a ra są N e an d erth a lu . W ty m okresie czasu, t. z. ciepły
cz w a rto rz ę d n y p e ry o d , fa u n a i flora w y g l ą d a ły zu p ełn ie inaczej
niż dziś: żyły jeszcze tak ie zw ierzęta j a k słoń p o łu d n io w y , p r z e
k ształc ający się w słonia s ta ro ż y tn e g o , h ip o p o ta m o wiele w ię
k s z y od dzisiejszego, nosorożec le p to rh in u s i nosorożec M e r c k ’a,
lew jask in io w y , potężniejszy niż dzisiejszy, m a łp a m ag o t, dziś
niep rzek raczająca s k a ł G ib ra lta ru , jelenie, k o nie i t. d. K l i m a t
b y ł bardzo ciepły, ró w n y i bardzo w ilg o tn y . W ta k ic h to w a
r u n k a c h znalazł się człowiek p ie rw o tn y E u ro p y , k t ó r y p r a w d o
p o d o b n ie p r z y w ę d ro w a ł z Ind yi.
R a s a N e a n d e rth a lu po siad ała r y s y n a s t ę p n e : ludzie ówcześni
p osiad ali jeszcze dużo cech przejściow ych, mieli w z ro st średni,
raczej m ały, p o s ta w ę p o c h y lo n ą naprzód , g ło w ę d łu gą, s p ła
szczoną u szczytu, z ty łu szeroko rozw iniętą, czoło m ocno w t y ł
p o c h y lo n e, łuk i b rw io w e w y d a tn e , oczy o k rą g łe , m iędzy czołem
i szerokim nosem silne w g łęb ien ie i lek k i p ro g n a ty z m . Mieli oni
p ierś szeroką i w y d a tn ą , no g i k ró tk ie, g r u b e i n iezg rab n e, ręce
i sto p y duże, ciało zaś p o k r y t e włosem. W o g ó l e ra s a ta silna
i k rz e p k a p o s ia d a ła dużo w a ru n k ó w p rz y ja z n y c h do w a lk i z o t o
czeniem, w szakże b y ł a zupełnie dziką. W ą tp l i w e m jest czy
p o słu g iw a ła się jakiem i b ąd ź narzędziam i, u ż y tk u o g n ia nie znała.
N a s ta ły p ow oln e, acz n ie u s ta n n e zm ian y k lim a ty c z n e ; k l i
m at coraz bardziej oziębiał się, aż nie doszedł do e p o k i lodowej.
T a okoliczność zmieniła całą faunę i florę ; w zam ian zw ierząt
uprz ed n ich zjaw iły się nowe, p rz y s p o so b io n e do życia w s u ro
w y c h w a ru n k a c h k lim a ty c z n y c h np. ren. T akiej samej zm ianie
u le g ła flora. W a r u n k i życiow e p o g o rs z y ły się o g ro m n ie ; b ardzo
tru d n o b y ło o pożywienie... W s z a k ż e ra s a N e a n d e rth a lu p rz eży ła
te czasy, ale u le g ła o g ro m n y m zmianom. W zaciętej w a lc e
o b y t, w y d o s k o n a liła o na narzędzia k am ienne , zasto so w ała je do
w y ra b ia n ia s k ó r i ich krajania, w y na le zio n o u m iejętn ość szycia,
a p ra w d o p o d o b n ie i rozniecan ia o gnia. E p o k a p rzejściow a t r w a ła
b ard zo dłu g o ; w cią g u teg o czasu ra s a N e a n d e rth a lu w y c z e r
—
9
-
p a ł a się i pow oli p rz eo braziła się w ra sę t. zw. L au g e rie . P o k r e
w ień stw o bliższe ty ch dw óch ras zostało niejed n o k ro tn ie stw ierdzonem. Obie te ra s y b y ł y d ługo gio w e. P o ostatniej p o z o s ta ły
p e w n e pam iątki, m ianow icie ry s u n k i n a narzędziach i ścian a ch
jask iń . T e ostatnie p ozw alają n am o d tw o rz y ć ry s y c h a r a k t e
ry s ty c z n e przedstaw icieli i przedstaw icielek tej ra s y : g ło w a d łu g a ,
jej ty ł mocno rozw inięty, łuki b rw io w e ła g o d n ie w y d a tn e , b ro d a
w y ra źn a, w ysunięta naprzód, w zrost średni, raczej m ały, tu łó w
szeroki, prz y sad zisty i mocny. Ciało m ężczyzn i k o b ie t b y ło
p o k r y t e włosem. Ś la d ó w w ierzeń re lig ijn y ch nie od szu kano ani
najm niejszych.
T y le o n ajpierw otniejszych m ieszkańcach E u ro p y . O czy
wiście znajdow ali się oni na szczeblu ro zw o jo w y m o w iele n iż
szym , niż lu d y pierw otne, s p o ty k a n e i o b s e rw o w a n e później, ale
niem a ani najm niejszego sp o so b u o d tw o rz y ć ich p o g l ą d y n a
ś w ia t i życie, pon iew a ż nie pozostało po nich najm niejszych
ś la d ó w ich życia u m ysłow ego .
N ato m iast coś niecoś w iem y o lu d ach p ie rw o tn y c h o b s e r
w o w a n y c h w czasach późniejszych. S tosuje się to do dzikich
c z e rw o n o sk ó rcó w A m e r y k i północnej, Esk im o só w ,
tu b y lc ó w
A fr y k i i A ustra lii w raz z jej w yspam i. T a o s ta tn ia jest p ra w d z i
w ie k o p a ln ą częścią lądu, a i jej Indność tu b y lc z a może b y ć t a k
n a z w a n ą ; p. S. K rz y w ic k i n a z y w a ją t a k często. Z pisarzy, k t ó
rz y p o dali c h a r a k te r y s ty k ę człow ieka p ie rw o tn e g o , je d n a b o daj
z najlepszych, j a k m niem am , n ależy do H e r b e r t a S p e n c e r ’a, k t ó r y
p o d a ł ją w swej socyologii. O to j a k S p e n c e r c h a ra k te r y z u je
s tro n ę fizyczną człow ieka p ie rw o tn e g o : »Jeżeli człow iek p ie r
w o t n y b y ł przeciętnie m niejszy niż człow iek dzisiejszy, to w cią
g u w czesny ch s ta d y ó w rozwoju, k ie d y rów n ież i s k u p ie n ia ludzi
b y ły m ałe i uzbrojenie ich n iezb y t skuteczne, m u siały istnieć
d a le k o w iększe niż później tru dno ści w sp ra w ie ra d zen ia so bie
ze zw ierzętam i większem i — zarów n o w ro g ie m i, j a k i tem i, co
s t a n o w i ł y zdobycz. Niższość k o ń c z y n do lny ch, t a k p o d w z g lę d em
-objętości, j a k i b u d o w y , m usiała ró w n ie ż uczynić cz ło w ie k a
p ie rw o tn e g o mniej zdo lny m do o d p o w ied n ieg o za c h o w a n ia się
w z g lę d em isto t siln y ch lub chyżych, k ie d y chciał ich u n ik n ą ć
l u b o w ład n ą ć niemi. J e g o w iększy u k ła d odży w czy — p rz y s to
s o w a n y do n ie re g u la rn e g o p rz y jm o w a n ia p o k a rm ó w , najczęściej
lichych, g ru b y c h , n iew arzon ych, n ie ty lk o b y ł dlań p rz y c z y n ą
s t r a t m echanicznych, ale n ie re g u la rn ie z a o p a tr y w a ł g o w zasób
s iły nerw o w ej — o m niejszem natęż en iu p rzeciętnem , niż to,
-
10
—
ja k ie w y n i k a z d o b re g o o dży w ia n ia się. K o n s ty tu c y a ln e znieczu
lenie jeg o, sam o przez się b ęd ą ce już z a w ad ą dla p o stępu , w p o
łą cz en iu z o w y m b rakiem statecznej energii, jeszcze bardziej
p o w s trz y m y w a ło g o od wszelkiej zm ian y na lepsze. T a k więc,
aż trz e m a d ro g a m i p rz eszk o d y w y n ik a ją c e z je g o u stroju cie
le sn eg o , k rę p o w a ły go rów n ie ż w sto p n iu w iększy m niż później.
D z ię k i b u d o w ie swej, nie b y ł człow iek t a k uzdolnio nym do w alki
z trud nościam i. E n e r g ia niezb ęd na do p o k o n a n ia ich b y ł a m niej
szą, j a k rów n ie ż n ie re g u la rn y m b y ł jej d op ływ , nak o n iec b y ł
człow iek mniej w ra ż liw y m n a zło, jak ie m iał znosić. W czasie,
g d y otoczenie je g o najm niej m u p o d leg ało , b y ł on najm niej
zd o ln y m do p o d b icia g o i najmniej o to tro skliw ym . P o d cza s
g d y opór, s ta w io n y p o s tę p o w i b y ł najwdększy — zdolność i bodźce
do p o k o n a n ia g o b y ł y najmniejszemi.« (»Zasady Socyologii«
p r z e k ła d polski tom I. str. 55. W a r s z a w a 1889 r.)
M ó w iąc o stronie uczuciowej, S p e n c e r p o d k re ś la jej g łó w n e
r y s y ; w edle n iego są niem i: k o n s e rw a ty z m u p a r ty , nieprzebłag a n y , p o pęd liw ość, w y k lu c z a ją c a w szelką roz w agę, b r a k p rz e
zorności, usuw ającej pojęcie o wszelkiej przyszłości, a każącej
cieszyć się lub sm ucić rzeczywistością, oraz żądza n iep rz ep arta .
K o ń c z ą c tę c h a ra k te r y s ty k ę , S p e n c e r t a k m ó w i: »Powyższe ce
c h y em o c y o n a ln e zgadzają się z temi, ja k ic h spo dziew aliśm y się
z g ó r y — z mniej ro z ciąg łą i urozm aicon ą odpowdedniością
w z g lę d e m otoczenia, z mniejszą w y o brażenn ością, z m niejszem
o d d alen ie m się od działalności odruchowej. Zasadnicza ich cecha,
po p ęd liw o ść, k aże przyp uszczać n a g łe czyli p ra w ie o d ru c h o w e
p rzejścia od danej n am iętno ści do w y m a g a n e g o przez nią p o s tę
p k u , a w b r a k u uczuć p rz eciw n y c h k aże przypuszczać, iż św ia
dom ość u tw o rz o n ą ' tu b y w a z mniejszej liczby w y o b r a ż e ń ,
w k o ń c u przyp uszczać każe, iż dop aso w a n ie się działań w ęw n ętrz n y c h nie bierze w ra c h u b ę n a stęp stw z b y t o d le g ły c h w czasie
i w p rz estrzen i. T a k sam o m a się rzecz z to w arzy szą cą ta m te m u
ry s o w i nieprz ezo rn o ścią : po żą d an ie dąży odrazu do zaspokojenia ;
istnieje za le d w ie słabe w y o b ra ż e n ie n a stę p s tw w tó rn y c h ; n ie m a
m o w y o z a p o b ie g a n iu p o trze b o m dalszym . Z am iłow anie w p o
ch w ałach , w zrastając w m iarę w z m a g a n ia się g rom adzkości, k aż e
tu p rz y p u s z c z a ć w zm ożoną zdolność w y o b ra ż a n ia : zam iast w y n i
k ó w b e z p o śred n ich ro z p a tru je się już tutaj w y n ik i o jedno w ię
cej s ta d y u m o d d a lo n e ; zam iast p o stęp k ó w , w y w o ła n y c h przez
p o ż ą d a n ie proste, u k az u ją się już tutaj p o stęp k i p o w ś c ią g a n e
i k o n tro lo w a n e dzięki p ożą d an io m w tó rn y m . J a k k o lw ie k w szak że
-
11
—
p r z y r o d a wzruszeń, cechujących się p rz e w a g ą te g o uczucia egoa ltru is ty c z n e g o , staje się dzięki jem u mniej odruchow ą, bardziej
w y o b r a ż o n ą oraz p rz y s to s o w a n ą do w y m a g a ń szerszych i b a r
dziej urozm aiconych, to je d n a k p o d w szystkim i tym i w zględam i,
je s t o n a niższą od p r z y r o d y w zruszeń człow ieka cy w ilizow anego,
cechującej się działaniem uczuć altruistycznych, W b r a k u ty ch
ostatnich, człow iek p i e rw o tn y nie p o siad a uczuć przyja zn y ch
(benevolence), p rz y sto so w u ją cy ch jeg o p o stę p o w a n ie k u p o ż y tk o w i
in n ych , p o ż y tk o w i o d leg łem u w czasie i przestrzeni ; nie p osiad a
on poczucia spraw iedliw ości, k ażące g o przypuszczać zdolność
w y o b ra ż a n ia w yso ce złożonych i o d e rw a n y c h stosunk ów p o m i ę
dzy ludzkim i p ostęp k am i, nie p o siad a poczucia obow iązku, k tó r e b y p o w ś c ią g a ło sobkowstw^o w ted y, g d y żaden p o k lask niem a
zachęcać g o do dobrego.« (Tamże str. 73 — 74).
C h a ra k te ry s ty c e um ysłow ości człow ieka p ie rw o tn e g o p o
św ięc a H e r b e r t S p e n c e r w »Zarysach Socyologii« stronice od
75 --91 , co stan o w i rozdział, z a ty tu ło w a n y »Człowiek p ie rw o n ty —
s tro n a um ysłow a«. S p e n c e r p od kreśla w nim p rzedew szystkiem ,
że rozwój u m y sło w y n a d e r ry c h ło ustaje u ludó w p ie rw o tn y c h
lu b znajdujących, się w stanie barb arz y ń sk im . Ju ż od d a w n a za
uw ażono, że dzieci ludów p ie rw o tn y c h prześcigają europejskie
w n a b y w a n iu pojęć p ro sty ch , g d y zaś ostatnie w w iek u później
szym z łatw ością prz y sw ajają sobie pojęcia złożone, w ów czas
pierw sze okazu ją się zupełnie bezsilnenii. Mówią, że 20-letni
A u s tra lc z y k m a już m ó zg niezdolny do przyjęcia myśli nowej...
W o g ó l e um ysłow ość ludzi p ierw otnjm h zaczyna zam ierać w ty m
w iek u, w k t ó r y m u przedstaw icieli ras cy w ilizow any ch zaczyna
do p iero rozw ijać się bujnie. S p e n c e r p o d k re ś la w spólność w ielu
ry s ó w u m y s ło w y c h p o m iędzy um ysłow ością ludów p ie rw o tn y c h
a dziecięcą; lu d y p ie rw o tn e i dzieci okazują wiele zdolności do
o b se rw a c y i i p rz y s w a ja n ia pojęć p ro sty ch , ale też posiad ają b a r
dzo mało pojęć o d erw an y ch i złożonych. J a k dziecko poszcze
g ó ln e zna dobrze konia, psa, ko ta, kozę, owcę, k ro w ę i t. d.,
ale nie p o s ia d a w s w y m m ó zg u pojęcia o d e rw a n e g o »zwierzę«,
t a k i człow iek p i e rw o tn y n iek ied y posiad a n a z w y poszczególne
do oznaczania ro z m a ity c h g a t u n k ó w drzew, nie ma je d n a k w y
ra zu na oznaczenie pojęcia »drzewo«. Jeżeli n a w e t dzieci zaczy
n a ją ro z u m o w ać i w n ioskow ać, to ich rozum o w anie i wnioski
w y ró ż n iają się b ra k ie m wszelkich p o d staw logicznych, n ie p ra w d o
p o d o b ień stw em , łatw ow iern ością, a często sprzecznościam i z za
ło żen ie m ; t a k sam o lu d y p ie rw o tn e stojące już na nieco w yższych
—
J2
—
szczeblach uspołecznienia np. M alajczycy. N a le ży zawsze p a m i ę
tać, że um ysło w ość człow ieka p ie rw o tn e g o a u m y sło w o ść dziecka
są sobie blisko p o k re w n e , to też za le ty i w a d y są w s p ó ln e .
C złowiek p ierw o tn y , ja k dziecko, jest w ra ż liw y i ła tw o w ie r n y ,
z a d a w a ln ia ją c y się n iek ied y b y le jak iem tłóm aczeniem , czasami
zaś g o p r a w d a n a u k o w a i o czyw ista p rz e k o n a ć nie może. Słusz
nie S p e n c e r za u w aż y ł o p ó łc y w iliz o w a ^ r m a półdzikim w y r o s t k u :
»Ale n a w e t w ów czas niezm ierna je g o łatw ow iern ość, p o d o b n a
do łatw o w iern o ści dzikiego, zdradza p rzed nam i s k u tk i niezupeł
n e g o rozw oju idei p rz yczy no w ości i p ra w a . W s z e lk im b o d a j b y
najp o tw o rn ie jsz y m o p o w iad a n io m w ierzy ono, wszelkie n a jb a r
dziej niedorzeczne tłóm aczenie przyjm uje« (Zasady S ocyologii,
tom I. str. 90).
W o g ó l e u m y sło w o ść lu d ó w p ie rw o tn y c h — to t a k a u m y
słowość, k tó r a nie w y k lu cz a n ajw ięk szych n ie p ra w d o p o d o b ie ń s tw ,
owszem, godzi się z niemi, usu w ają c zasadę p rzy czyn ow ości
lu b rozum iejąc ją ja k o n as tę p s tw o fa k tó w w czasie. P rz e ż y tk i
te g o ro z u m o w an ia p ie rw o tn e g o s p o t y k a m y n a k a ż d y m k r o k u ;
b ardzo często m ożem y słyszeć, że osoby, n a w e t p ó łin te lig e n tn e
zn ajdują zw iązek p rz y c z y n o w y po m ięd zy d w o m a faktam i, z k t ó
ry c h p ie rw s z y w y przedził w czasie drugi. J e s tto zw y k łe ro z u m o
w anie : post hoc, ergo propter hoc.
T u nie od rzeczy będzie skreślić k ilk an aśc ie w ierszy o t. z.
te o ry i s o b o w tó ró w , k tórej tw ó rc ą jest H e r b e r t S p e n c e r
W e d l e n ieg o człow iek p ie rw o tn y , k tó r e g o c h a r a k t e r y s ty k ę p o
dałem pow yżej, w y ró ż n ia ł się sw oją ciekaw ością, j a k i k a ż d e
dziecko, k tó r e łam ie swoje zabaw ki, b y je zb adać d o k ła d n ie ;
t a k też człow iek p ie rw o tn y staw ia sobie c a ły sze reg p y ta ń , k tó re
potystają w je g o u m y śle z p o w o d u zjawisk życia oso b iste g o oraz
p rz y ro d y . W życiu osobistem zdarzają się w y p a d k i om dlenia,
k a t a l e p s y i i in n ych p rz y p ad ło ści n e r w o w y c h ; człow iek b y ł ja k
m a rtw y , nie ruszał się, a p o te m o p rz y to m n ia ł i znow u zaczął
sp ełn iać sw e czynności zw y kłe. W ja k i sp osó b to w y tłó m a c z y ć ?
Człowiek p ie rtv o tn y m iew ał sny, odtw arzając e rzeczyw istość t. j.
sce n y w a lk i z w ro g a m i, p o lo w an ia, r y b o ło s tw a i t. d. ; w id y w a ł
on w e śnie okolice obce, nieznane... J a k ż e to w y tłó m a c z y ć ?
W s z a k ciało pozo staw ało n a m iejscu spokojnie, a tym czasem
p rz e b u d z o n y ze snu o p o w ia d a sw e w rażen ie sen ne. C złow iek
p ie rw o tn y widzi swój w ła s n y cień w ja s n y dzień słoneczny,
widzi też swe odbicie w w odzie spokojnej ; widzi też, źe w szy st
k ie p rz ed m io ty m ają cienie i odbicie w w odzie spokojnej. D la
—
là
—
n ie g o g ra n ic a p o m ięd zy ciałem ży w em a m a rtw e m nie jest ścisłą ;
co rusza się, jest żywem.
O taczająca p rz y ro d a dostarcza człow iekow i p ie rw o tn e m u
dużo p rz y k ła d ó w rzeczy na pozór m artw yc h, ale z n ie n a c k a p o
ru szających się. N a S um a trze żyje m otyl K a llim a p a r a la k ta , k t ó
r e g o sk rz y d ła są łudząco p o d o b n e do liści zeschłych, g d y je
p odn iesie do g ó r y ; p on iew aż może też schow ać p o m iędzy nie
tu łó w i nogi, przeto najw praw niejsze oko nie jest w stanie o d
różnić g o od liścia. I n n y c ie k a w y p rz y k ła d n a ś lad o w n ic tw a
p rz ed staw ia t. z. liściec, posiad ają cy g ó rn ą p arę sk rz y d eł b a r w y
brudno-zielonej, a po stać ty ch sk rzyd eł oraz u k ła d ży łek łudząco
p rz y p o m in a liść ; prócz te g o n ogi są rów nież rozszerzone liściasto
i zielonawe. »Słowem g d y ow a d spo czyw a p o śró d su chy ch liści,
najw praw niejsze oko nie zdoła go odrazu odróżnić od otoczenia«
m ów i prof. N u ssb au m w swej zoologii. I ta k ich p rz y k ła d ó w
n aś la d o w n ic tw a m ożna przytoczyć bardzo dużo. Człowiek p ie r
w o tn y widzi g ałą z k ę suchą, k tó r a nag le zaczy na ruszać się ; b y ł
to owad. Powoli, ale to bardzo powoli, przychodzi on do w niosku,
że w szystko, co żyje, p osiad a d ru g ie swoje w łasne »ja«, sw eg o
so b ow tóra. N iew ątpliw ie —• rozciągnięto ten w niosek n a p rz ó d
do ludzi ty lk o , potem zaś — do zw ierząt i roślin, a nareszcie
do całej p rz y rody , do w szystkich rzeczy istniejących. S o b o w tó ry ,
z p o cz ątk u m ate ry a ln e , pow oli s ta w a ły sie coraz eteryczniejszym i,
coraz bardziej odcieleśniały się, nareszcie przekształciły się w d u
sze, a dusze z bieg iem czasu — w d u c h y ; te zaś ostatnie p o d zie
liły się n a do bre i złe, zróżniczkow ały się, w y tw a rz a ją c is to ty
du cho w e bard zo potężne oraz bardziej podrzędne. Jedn ocześn ie
też o d b y w a ł się proces c a łk o w a n ia : d u c h y pom niejsze zlew ały
się z sobą, w y tw a rz a ją c pow oli jed en w ielki p o tę ż n y duch.
II.
Zam ierzam tu skreślić te o ry ę animizmu, trzy m a ją c się g łó
w n y c h po d staw , w y tk n ię ty c h przez E d w a r d a B. T y l o r ’a
w p r a c y p. n. »C yw ilizacya p ierw o tna «, k tó rej p ię k n y , d o b ry
a zu p e łn y p rz e k ła d polski opuścił w r. z. p ra sę d u k a r s k ą w W a r
szawie*). T y l o r ro z p o czy n a swe b a d a n ia w ierzeń lu d o w y ch od
*) Jestto zasługa redakcyi »Głosu«, tem większa, że przekładu dokonano pod
kierunkiem J. Karłowicza, który zaopatrzył go w bardzo cenne a wartościowe przy
czynki, dotyczące ludoznawstwa polskiego w szczególności, a wogóle słowiańskiego.
—
14
—
anim izm u, p o d k re ś la ją c jednak , że anim izm nie jest tą filozofią
najpierw otniejszą, o której m y nic nie wiemy, zatem m ożna u w a ż a ć
anim izm za filozofię p ie rw o tn ą , k tó r ą m ożna do p e w n e g o sto p n ia
odtw orzyć, p o s łu g u ją c się m eto d ą re tro s p e k ty w n o -p o ró w n a w c z ą .
W e d l e T y l o r ’a filozofia p ie rw o tn a s p ro w a d z a się do istnienia
w ierzeń re lig ijn ych . T u n ależy p o staw ić p y t a n i e : czy istn ia ły
i czy istnieją lu d y pierw o tn e , niep o siad a ją ce ż a d n y ch w ierzeń
re lig ijn y c h ? B ardzo tru d n o dać odpo w ied ź na to p y tan ie, a lb o
w iem w szy stk o zależy od ścisłego o k re śle n ia znaczenia w y ra z ó w
»wierzenia religijne«. Jeżeli przez nie b ęd z ie m y rozum ieli c a ły
s ystem w ierzeń re ligijn ych , sy stem aty cz n ie uło żon y i u p o rz ą d k o
w a n y , to o d pow ied ź musi b y ć p o tw ie rd z a ją c ą ; lecz jeżeli przez
w y r a z y »wierzenia religijne« b ęd z ie m y rozumieli w iarę w jakiebądź duchy , to od po w ied ź w y p a d n ie b ardzo w ą tp liw a, alb o w ie m
w a h a się p o m ięd zy t a k i nie, a nie p o sia d a m y ty le fa k tó w , b y
stan ow czo p o p rz e ć ow e »tak« lu b »nie«. H e r b e r t S p e n c e r p r z y
tacza z n a k o m ity d y a l o g p o m ięd zy sir S am u elem B a k e r ’em a Comm oro, w odzem p lem ienia nilsk ie g o L a tu k ó w :
»Czy nie m acie żadnej w ia ry w istnienie przyszłe, po
śmierci?«
C om m o ro : Is tn ie n ia po śm ierci? J a k ż e b y to b y ć m o g ło !
Czyż zm arły może w y d o s ta ć się z te g o g ro b u , jeśli g o nie w y
d obęd z ie m y ?
»Czyż sądzicie, że człow iek jest ja k o b y d lę, k t ó r e u m ie ra
i koniec?«
C om m oro : Z pew n ością, w ół je s t silniejszy od człow ieka,
u m iera jed n ak , a kości je g o trw a ją dłużej — są one mocniejsze.
C złow ieka kości k ru sz ą się rychło, jest on słaby .
»Czyliż człow iek rozsąd k iem nie p rzew yższa w o łu ? Czyż n ie
m a rozumu, k t ó r y b y k ie ro w a ł je g o p o stęp k am i?«
C om m oro : N ie k tó rz y ludzie nie są t a k m ą d rz y j a k wół.
L udzie m uszą siać zboże, a b y o trzy m a ć żyw ność, ale w ół i dzikie
zw ierzęta um ieją z d o b y w a ć ją, nie siejąc.
»Czy nie wiecie, że oprócz ciała znajduje się w n as d u c h ?
Czy nie m iew acie snów , że się j a k g d y b y p o d ró ż u je p o od le
g ły c h m iejscow ościach w czasie s p a n ia ? P om im o to je d ń a k , ciało
naszte p ozostaje n a miejscu. J a k sobie tłóm aczy cie to ?«
Com moro, śm iejąc się : D obrze, jak że w y to tłóm aczycie ?
J e s t t o rzecz, k tó rej nie m o g ę zrozumieć, zdarza się mi to,
co noc.
—
15
—
»Czy nie macie żad n eg o w y o b ra ż e n ia o istnieniu d u c h ó w
w yższy ch n a d człowieka i zw ierzęta? Czy nie boicie się ż a d n eg o
złego oprócz n a s tę p s tw p rz y c z y n cielesnych?«
Commoro : O baw iam się słoniów oraz in n y c h zw ierząt, g d y
jestem w zaroślach nocą, ale niczego więcej.
»W ięc nie w ierzycie w nie, ani w d ob reg o, ani w złego
ducha. M niem acie też, że k ie d y pomrzecie, będzie już k oniec
duszy waszej i ciału, że jesteście p o d o b n i do in n y ch zwierząt,
oraz, że niem a ró żn icy pom iędzy człow iekiem a zwierzęciem,
oboje znikają i g in ą po śmierci ?«
C om m o ro : N atu raln ie, że tak (In sty tu cy e K o ścieln e, p r z e k t
polski. W a r s z a w a 1891 r. str. 2— 3).
P r a w d o p o d o b n ie jed n ak , że p rz y bliższem a d okładn iejszem
b a d a n iu o k a z a ło b y się, iż to plem ię po siad a w iarę w d u c h y ;
ta k ie p rz y k ła d y zd a rzały się przy najm niej. T y l o r m ó w i: »Nie
rz ad k o się zdarza, że pisarz, k t ó r y o g ó ln ik o w o ośw iadcza, i i
u p e w n e g o dzikiego lu d u nie znaleziono ż a d n y ch śladó w jak iej
k o lw ie k religii, sam p o tem do starcza dow odów , że sp ra w o z d a n ie
je g o b y ło błędnem . T a k np. dr. L a n g zapew nia, że p ie rw o tn i
m ieszk a ń cy A u stralii nie ty lk o nie m ają pojęcia o b ó s tw ie najwyższem, o stwórcy, o sędzi, że n ie ty lk o nie p o siadają ż a d n eg o
przedm iotu , k t ó r y b y czcili, niczego c o b y miało c h a ra k te r religii,
lu b zw yczaju re lig ijn eg o , przez k t ó r y b y od zw ierząt się o d
różniali«. D alej tenże a u to r p rz y ta c z a j e d n a k fakt, że k r a jo w c y
p rz y c z y n ę ch o ro b y , pod o b n ej do ospy, n a k t ó r ą czasem za padają,
p rz y p isu ją złemu d uch ow i B u d ja h a ; jem u też k ra jo w c y , p o d b ie
rając pszczoły leśne, p o zostaw iają tro ch ę miodu. Dalej — p le
m io na Q u e e n s la n d u co dw a la ta s k ła d a ły w ofierze d uch o w i
złemu m łod e dziewczęta, a b y g o prz ejed n ać (C yw ilizacya p i e r
w o tn a, to m I. str. 344). D alej mówi T y l o r : »dziwnem je st z a
p e w n ie n ie M offata, piszącego o B e c z u an ac h a fry k a ń s k ic h , że
nie słyszy się n i g d y u lu du te g o o nieśm iertelności człow iek a,
k ie d y w y rz ek ł p oprzed nio , że w y ra z »liriti« oznacza cienie lu b
dusze zm arłych« (tom I. str. 345). W o g ó l e z fa k ta m i p o d o b n y m i
m ożn a s p o ty k a ć się w z g lę d n ie często, w szakże b r a k m a te r y a łó w
o d p o w ied n ich nie pozw ala dać stanowczej odp ow ied zi n a p y t a n i e
p o s ta w io n e powyżej.
T y l o r m ów i w p ro s t o duszach, ale je g o dusze są n iem al
te m samem, czem s o b o w tó ry H. S p e n c e r’a ; a u to r »Су w ilizacyi
pierw otnej« nie p ró b u je w y tłó m a c z y ć i w y jaśnić p o w s ta n ia w i a r y
w dusze,' przyjm u je te n f a k t za u d o w o d n io n y i snuje dalej s w e
—
16
—
w nioski. D u sze z p o c z ą tk u b y ły m atery aln em i, zupełnie podob n e m i do osob n ik ó w , do k tó r y c h n ależ ały ; dopiero b ardzo p o
w o li dusze te tra c ą c e c h y m ate ry a lh e , odcieleśniając się coraz
bardziej, a nareszcie stają się istotam i nadzm ysłow em i. L u d y
p i e r w o tn e d łu g o u to żsam iały je z cien ie m : w ję z y k u T asm ań c zy k ó w je d e n a ten sam' w y ra z oznacza duszę i cień ; u A l g o n k i
nó w zw ą duszę człow ieka je g o cieniem. P le m ię K w ic z ę ozn acza
cień i duszę w y ra z e m »natub« ; u A r a w a k ó w w y ra z »nedźa«
oznacza cień, duszę i obraz. B a s u to w ie n az y w ają d u ch a p o
śm ierci »cieniem« ; w S ta r y m K a la b a r z e znajdujem y p o d o b n e
uto żsam ien ie duszy z cieniem ; tam wierzą, iż cień m ożna s trac ić .
P o w y ż e j w s p o m n ia n i B a su to w ie mniemają, że k r o k o d y l m oże
u c h w y c ić cień człow ieka, chod ząceg o n a d brz eg iem rzeki, co m u
n ie w ą tp liw ie szkodzi. W a r t o zanotow ać, że w ierzenie p o d o b n e
istnieje jeszcze w ś ró d lu d ó w słowiańskich. B iałorusini wierzą, iż
cz arow nica może u k ra ś ć cień, a -wówczas o k ra d z io n y z a p a d a
w cho rob ę, z w a n ą ścienieni, k t ó r ą leczą w sposób czarodziejski
w y le w a n ie m i w ym ierzaniem . C zarow nice m o g ą mieć dużo cie
n ió w lu d zk ich ; cho rem u zabierają cień jeg o w łasny, a p o s y ł a j ą
m u o b c y (»Lud« ro czn ik II. str. 237). P rz e ż y tk i teg o u to żsam ia
n ia d u szy z cieniem, d o tą d jeszcze s p o ty k a ją się w form ie p rz e
nośni w naszej m o w ie ; m ów i się n a p r z y k ła d »cienie zm arłych« .
N ie mniej licznym i są p rz eżytk i uto żsam ian ia duszy z o d
dechem . P o m ija ją c p rz eży tk i ję z y k o w e s a n s k ry c k ie np. »ätm an«
i »präna«, g re c k ie »psyche« i »pneum a«, łacińskie »animus«,
»anim a«, »spiritus«, niem ieckie »Geist», an gielsk ie »ghost« i n a
sze »dusza«, »duch«, »oddech«, s p o t y k a m y je w ję z y k a ch w szyst
kich. A u s tra lc z y c y zachodni je d n y m w y ra zem oznaczali po jęcie
od dechu , d u c h a i d u sz y ; w ję z y k u p lem ienia in d y jsk ie g o N e te la
w K a lifo r n ii też je d n y m w y ra zem oznacza się oddech, dusza i ż y
cie. W G re n la n d y i E skim osi p rz y p isu ją człow iekow i 2 dusze :
cień i oddech. M alajow ie m ów ią, że dusza u m ierająceg o w y c h o
dzi przez nos, n a J a w i e zaś jed en a teń sam w y ra z oznacza
oddech, życie i duszę. Sem inolow ie, plem ię in dyjskie w e Б'іогуdzie, g d y p oło żnica um ierała, m-ieli zwyczaj trzy m a ć n o w o r o d k a
n a d jej ustam i, b y dziecko przyjęło duszę m atk i w raz z jej tc h n ie
n ie m ostatniem . S p o ty k a m y też utożsam ienie duszy z sercem
i k r w ią ; p ierw sze je st b a rd zo blizko s p o k re w n io n e z utożsam ie
n iem d u szy przez oddech ; g d y o d d ec h ustaje, serce bić przestaje.
T a okoliczność tłó m a czy w iele; tu nie od rzeczy będzie p r z y to
cz y ć u s tę p n a s t ę p n y z T y l o r ’a : » P y ta n ie : — Czy ci, co odchodzą,
—
17
—
zach o w u ją to sam o ciało, tę sam ą tw arz i te sam e członki, j a k
za życ ia ? — O d p o w ie d ź : — Nie, ty lk o serce. P y t a n i e : — A le
jeżeli m ają w y d a rte serce (t. j. g d y n iew olnik zostaje o d d a n y n a
ofiarę), cóż się w te d y stanie ? O dpow iedź : — W ła śc iw ie nie
serce, ty lk o to, co ożyw ia i co opuszcza ciało p rz y śmierci. In n a
o dpo w iedź b rz m ia ła : T o nie serce odchodzi, ty lk o to co s p ra w ia
życie, czyli oddech, k t ó r y w ychodzi z u st i n a z y w a się julio«
(str. 355 — 356).
W zw iązku z. tem utożsam ieniem pozostaje niew ą tpliw ie
utożsam ienie duszy z k rw ią ; dow odem służyć może ch o ć b y za
k az u ż y w a n ia krw i, ty le ra zy p o w ta rz a n y przez M ojżesza: »Bo
dusza k a ż d e g o ciała jest k re w jego, k tó ra jest m iasto duszy
j e g o ; przetożem p ow iedział sy n o m Iz raelskim : K r w i w szelkiego
ciała jeść nie będziecie; bo dusza w szelkiego ciała jest k re w
j e g o ; k t o b y ją k o lw ie k jadł, w y tra c o n y będzie« (3, Mojżeszowe,
X V I I), T e n zakaz u trzy m a ł się d o tąd w ry tu a le rzeźniczym ż y
d ow skim wraz z zakazam i sp o ż y w a n ia m ięsa zw ierząt n ieczysty ch ;
jestto p rz eży tek k u ltu ra ln y , rzu cający ja s k ra w e św iatło n a stan
u m ysłow ości ludu ży d o w sk ie g o w ty c h czasach, g d y powstał.
T e te o ry e k aż ą m niem ać, że długie w ieki duszę u w a ż a n o
za istność m ate ry a ln ą , k tó r ą m ożna n ie ty lk o zabić, zniszczyć,
ale n a w e t zjeść. »N o w ozelandczycy np, sądzą, źe m ożna t a k
d obrz e zniszczyć duszę, ja k i ciało człowieka, zjadając g o po
śmierci« (Tylor). »P ew ien B uszm an chcąc się zabezpieczyć od
zem sty k o b ie ty , k tó rą zabił — rozniecił o gnisko i spalił jej ciało ;
d op iero w ted y , j a k mówił, m ożna b y ć p ew n ym , że i dusza zo
s ta ła zabitą« (Lichtenstein). »K alifo rnijczy cy w ierzą w nieśm ier
teln ość b iały ch ludzi, p o niew aż ci zak opu ją sw oich zm arłych, nie
m n iem ają te g o je d n a k o sobie, poniew aż p a lą sw y c h tru p ó w «
(Schoolkraft*).
N iew ątpliw ie — zjadanie dusz s p ro w a d z a n a ich zjadacze
te p rz y m io ty , k tó re p o siad ał zjedzony ; pon iew a ż um ysłow ość
p ie rw o tn a nie w y ró ż n ia w niczem człow ieka od zw ierząt, roślin
i rzeczy m a rtw y c h , bo w szystko to żyje i p o s ia d a sw oje własne
dusze, p rzeto człow iek p ie rw o tn y zjadał czy ciało sw eg o prze
ciw nika, czy też część jego , b y posiąść jeg o o d w a g ę, waleczność
i przebiegłość, j a k zjadał serce baw o łu , b y n a b r a ć siły te g o
zwierzęcia. W tem w ierzeniu ludow em , k t ó r e g o słabe p rz e ż y tk i
*) Cytaty te wzięte są z pracy dr. Juliana Ochorowicza p. n. »Bezwiedne
tradycye ludzkości«, W arszawa 1898 r., str. 163.
2
_
is
z a ch o w a ły się aż do naszych czasów, bodaj k ry je się je d n a
z p rz y czy n ludożerstw a, k tó re później p rz y b ra ło c h a r a k te r obrzędow o-religijny, za chow ując się aż d o tąd .
T u trze b a podkreślić, że lu d y p ierw o tn e b a rd zo często tłóm aczą zjaw iska życiow e wielością dusz; p rz y p u szcz a się, że
człow iek p o siad a ich dwie, trzy, n a w e t cztery. K r a j o w c y F id ż y
rozróżniają dw ie dusze: czarn ą — cień, k t ó r a idzie do piekieł,
oraz b iałą — odbicie w wodzie lub zw ierciadle, pozostającą prz y
m ogile zm arłego. »Plem ię M a la g a s y twierdzi, że »saina« czyli
um ysł, n ik nie p rz y śmierci, »aina« czyli życie, staje sie p o w i e
trzem, a »m atoatoa« czyli duch, p rz e b y w a n a grobie« — m ów i
T y lo r. C zerw ono skó rzy A lg o n k in o w ie w ierzą w p o d w ó jn o ść d u
szy ; je d n a z nich m oże opuszczać czasowo ciało (tłóm aczenie
snów), g d y d r u g a n i g d y nie może z niem roz sta ć się; w razie
zgo n u — je d n a zostaje z ciałem i dla niej s k ła d a ją ofiary z p o
żyw ienia, d r u g a zaś idzie do k ra ju um arłych. Istn ie ją też ludy,
w ierzące w trz y dusze, a D a k o ta n ie , p lem ię in dyjskie, — aż
w cztery, z k tó r y c h je d n a zostaje z ciałem, d r u g a w e wsi, trzecia
w po w ietrzu , a c z w arta idzie do k ra ju duchów . W e d l e C h o n d ó w
istnieją c z te ry dusze: p ierw sza może d o stąp ić w iecznego szczęścia
zlania się z d o b ry m b o g ie m B u r y ; d r u g a jest j a k b y duszą p l e
m ienną, alb o w iem od ra d za się w p o k o len iu następnem *) ; trzecia
m oże u trz y m y w a ć stosunki, z ducham i, opuszczając ciało i p o z o
s taw iają c je w odrętw ieniu, m oże n a w e t wcielić się w t y g r y s a ,
b y w te n sp o só b o d b y ć k a r ę za g rz e c h y ; c z w arta u m iera w ra z
z ciałem.
F a k t y te, zaczerpnięte z T y l o r a (tom I, str. 357), tłó m a c z ą
lu dom p ie rw o tn y m wiele zjaw isk życiow ych , b io lo g ic zn y ch , np.
f a k t om dlenia tłó m a czy się czasow ą n ieobecnością duszy trzeciej,
j a k m ów ią K a re n o w ie . W p o d o b n y sp osó b też tłó m aczą l u d y
p ie rw o tn e sny, w idzenia sen ne i złudzenia zm ysłów ; . g d y czło
w ie k widzi sny, to je d n a z je g o dusz opuściła czasowo ciało,
a to, co widzi, śni się śpiącem u. W ie r z e n ie to n ależy do b a rd z o
ro z p o w szec h n io n y ch i u p orc zyw ie trw a ją c y c h dotąd. W ś r ó d lu d u
b ia ło ru s k ie g o zw y k łe m tłóm aczeniem snów jest czasow a w ę d r ó
w k a duszy śpiącego. R o z a lia O śn iak o w a , zn ach ork a, j a k tw ie r
dzi p. B o h d an o w icz w swej p r a c y » P rzeżytki s ta ro ż y tn e g o ś w i a
to p o g lą d u u B iałorusinów « (po rosyjsku) dow odziła, że w czasie
sn u dusza w y ch odziła przez u s ta z ciała n a p o d o b ie ń s tw o długiej
*) Gdy dziecko się urodzi, kapłan pyta, kto powrócił.
—
19
—
wstęgi*). W o g ó l e — w edle niej — dusza w in n a zawsze znajdo
w ać się w pobliżu ciała lub w k a ż d y m razie za ch o w y w a ć z niem
stosunki. D usza — w edle w ierzeń lu d u b ia ło ru s k ie g o — może
opuścić swe ciało czasowo lub na zaw sze; g d y je opuszcza na
zawsze, wówczas następ u je zgon. D u sza za p o k u tę , j a k lu d w ie
rzy, może wcielić się w d ru g ie g o człowieka, k t ó r y w t e d y m a
d w ie dusze i jest zawsze nieszczęśliw y; może też o na wcielić
się w drzewo, k tó re w ów czas piszczy, ale w o g ó le dusza po z g o
nie jeszcze 40 dni pozostaje w swej w si: 6 dni tuła się po s w o
jej chacie, 3 dni po og rod ach , a resztę czasu po p olach, łąk ac h
i lasach rodzinnych. T o ostatnie w ierzenie jest b a rd zo rozpow szechnionem . D usze m ogą w ałęsać się po świecie, strasząc lu
dzi, bo m ają istność m a te r y a ln ą (strachy), n ie k ie d y n a w e t od w ie
dzają sw’e dom y, w cielają się w swe zw łoki i d o m a g a ją się p o
żyw ienia, odzieży i opału. L u d po lski zna po d an ia, w k tó ry c h
nieboszczycy p o w stają z m o g ił; jed n o z ty c h p o d a ń a rty s ty c z n ie
zu ż y tk o w a ł a u to r »K rólow ej Niebios«. M a tk a u sły szała w g r o
bie płacz sw y c h dzieci, z k tó re m i m aco c h a źle się o b ch o d z iła ;
po d n io sła w g ó r ę o b ra z e k M atk i B oskiej, k t ó r y trz y m a ła w rę
k a c h złożonych n a krzyż, ziemia ro z w a rła się, w stała, po szła do
wsi... P s y ją p oznały, p o zn a ła ją też s ta ra grusza, w r o t a i drzwi
sam e się otworzyły... W e s z ła do izby, starsze dzieci p rzeraziły
się, ty lk o najm łodsze p oznało ją i k rz y k n ę ło : »mamo«.! K o b ie ta
u m y ła i uczesała dzieci, u w a rz y ła stra w ę dla nich, bo b y ł y głodne,
n akarm iła, odm ów iła razem z niem i pacierz i u ło ży ła je spać,
a sam a u d a ła się do m acochy, b y przestrzedz ją i zagrozić k arą
B ożą za ta k ie po stęp o w a n ie , po tem w róciła n azad do m o giły .
U a u to ra K ró lo w a N iebio s p o tw ierd z a jej słowa, ale legen d a
l u d o w a nic nie wie o tern. U B iało ru só w istnieje w ierzenie p o
wszechne, że m a tk a zm arła p rzych odzi i k a r m i sw e dziecko
w łasną piersią, ale te n p o k a r m — »m iertw ieckoje m leko« —
szkodzi dziecku, k tó re zw y k le um iera. D usze z m arły ch n a le ż y też
z a o p a trz y ć w pożyw ienie, d la te g o też u w ielu lu d ó w sk ład ają
ofiary zm arłym . »Do n ie d a w n a — m ó w i p. B o h d a n o w ic z — do
tru m n y , s k ład an o noże i grzebienie, m ajstro m zaś n ie k tó re ich
in s tru m e n ty ; t y m zaś, k t ó r z y lubili w y p ić, sta w ia n o -wódkę
w b u te lk a c h lub k am ionk ach . N a cm etarzach k o p ią c m o g iły ,
znajdują czasam i te rzeczy« (str. 53).
*) »Wisła« 1897 r. str. 587.
O zw y czajach p o g rz e b o w y c h ludu p o lsk ieg o pisali P- K a r
łowicz i inni*) ; w o g ó le stw ierdzają one w ierzenie p o w szecb n e
w m a te ry a ln o ś ć duszy.
III.
"Wierzenia anim istyczne —■ to ożyw ienie całej p r z y ro d y ,
o b d a rz e n ie każdej istoty i każdej rzeczy duszą n a w zór i p o d o
b ie ń s tw o duszy ludzkiej w edle w ierzeń p ierw otn yc h. L u d y p ie r
w o tn e sw e sto s u n k i rozciąg ają i n a zjaw iska przy rodzone, tłóm acząc je w sp o só b zupełn ie ludzki. D o w o d e m może służyć p r a
s t a r y m it o s to su n k u nieb a do ziemi, ja k o m ęża do żony. T y l o r
m ó w i : s O d d a w n a i nieraz przy chod ziło ludziom n a myśl, że
s k lep ien ie niebieskie i w szy stk o — w y d a ją c a ziemia, są j a k b y
ro dzicam i ś w iata a p o to m k a m i ich są ludzie, zw ierzęta i rośliny«
(str. 268— 269). T y l o r też p rz y ta c z a sporo fak tów , rzucając ych
ja s k r a w e św iatło na p o g lą d y lu d ó w p ie rw o tn y c h . M ieszk a ń cy
po łu d n io w ej A u stra lii tłóm aczą om dlenie opuszczeniem ciała
przez duszę, m ó w ią c : »on bez d u szy «; A lg o n k in o w ie powiadają,,
źe c h o ro b a — to s k u te k oddzielenia się cienia (duszy) od c i a ł a ;
trzeba, b y w ra c a ją c y do zdrow ia z a c h o w y w a ł się uw ażnie, nim
cień nie osiądzie w nim spokojnie. L e t a r g tłóm aczą t a k : dusza,
w y w ędro w m ła n a b rz e g rzeki śmierci, ale o d p ę d z o n a w ró ciła
nazad. F id ż y jc z y c y wierzą, iż m ożna w ołaniem skłonić duszę do
pow ro tu . M urzyni G w inei północnej tłóm aczą c h o r o b y u m y s ło w e
opuszczeniem p rzedw czesnem ciała przez duszę, sen zaś — ty lk o
czasowem . In d y a n ie z n a d O re g o n u odróżniają duszę od p ie r
w ia s tk u życiowmgo ; może ona d ow oln ie opuścić ciało, ale w t a
k im razie trze b a ją co najrychlej p rzyw ołać, co czyni znachor.
W A z y i plem io n a tu ra ń s k ie i ta ta rsk ie g łę b o k o są p rz e k o n a n e ,
że p rz y c z y n ą chorób wszelkich — to opuszczenie ciała przez
duszę, k t ó r ą la m a b u d d y js k i s ta ra się p rz y w o ła ć do ciała, czy
n iąc zawiłe cerem onie. G d y leczenie nie skutkuje, to dusza albo'
nie chce, albo nie może w rócić; w te d y c h o reg o u b ra n e g o w n a j
lepsze sz a ty otaczają p rzyjaciele i zapraszają pieszczotliwie, d u
szę, ob cho dząc . w ok oło m ieszkanie, a tym czasem lam a c z y t a
z k s ię g i świętej opis m ą k p iekieln ych, b y p rz estraszyć d uszęy
*) Biblioteka »W isty«: »Jagodne« Z. Wasilewskiego, str. 112— 114. »Powieści
i Opowiadania ludowe z okolic Przasnysza« St. Chełchowski 52—54 i 78—81. »Lud
okolic Żarek, Siewierza i Pilicy« Michała Federowskiego, 131 — 145.
—
2.
—
poczem zebrani oświadczają, że dusza w róciła i c h o ry w y z d r o
wieje. K a r e n i b irm ań scy w ierzą w istnienie osobnej duszy r o z u
m nej — là, k tó r a w czasie ch o ro b y opuszcza ciało, zatem ło w ią
j ą i rzucają n a głow ę. P rzyjaciele chorego sk ładają ofiarę duszy,
o d b y w a ją obrzęd z jeg o szatą, k u r ą i ryżem , b ła g a ją c , b y
pow róciła.
Co do E u ro p y , to n a d e r c h a ra k te ry s ty c z n e m jest p ra s ta re
p o d a n ie s k a n d y n a w s k ie o w odzu N o rm a n d ó w In g im m u n n d zie,
k t ó r y za m k ną ł w chacie 3 F in ó w na 3 noce i k a z a ł ich duszom
zwiedzić Island yę. Ciała ich zdrętw iały, a dusze po 3 dn iach
wróciły, spełniw szy polecenie dane, alb ow iem wódz N o rm a n d ó w
chciał przesiedlić się na tę w yspę. C h a ra k te ry sty c z n e m je s t też
p o d a n ie o H erm otim osie, k tó re g o dusza o d d alała się, b y zb a d ać
o k o lice dalsze. R a z w czasie takiej nieobecności żon a s p a liła
ciało, a dusza, g d y wróciła, nie m iała w co wcielić się. P rz e ż y tk i
te g o w ierzenia istnieją d o tąd n a w e t w A nglii, L u d w ierzy, iż ci,
k t ó r z y poszczą w wigilię św. Jan a , m o g ą widzieć cienie ludzi,
m a ją c y c h um rzeć w ty m ro k u ; cienie te p u k a ją do drzwi k o ściel
n y c h z księdzem n a czele, k t ó r y w ów czas m iew a s n y b a r d z o
niepokojące. Ś la d y ty c h w ierzeń zach o w a ły się w naszej m o w ie ;
d ość tu p rz y p o m n ie ć tak ie z w ro ty ja k »bez ducha«, »wyjść
z siebie«, »być w ekstazie«, »być p o rw a n y m « i t. d. W o g ó l e
z ja w ia n ia się w e śnie osób ż y w y c h lub zm arły ch b y ł y p rz e d m io
t e m n ader licznych ro zpraw , k tó re n am p rz ech o w a ły l i te r a t u r y
sta ro ż y tn a , średniow ieczna i n a w o ży tn a. J u ż u H o m e r a s p o t y
k a m y opis widzenia Achillesa, k tó re g o odwiedziła dusza je g o
p rzyjaciela, P a t r o k l a ; obraz b y ł zupełnie p o d o b n y do n ie b o
szczyka. A chilles p rzem ów ił doń, chciał g o n a w e t ująć, ale o braz
ro z p ły n ą ł, w siąk ając z syczeniem w ziemię. Z n an ą też jest opo
wieść C ycerona o dw óch A rk a d y jc z y k a c h w M egarze. W lite ra
tu rz e kościelnej s p o t y k a m y dużo p r z y k ła d ó w p o d o b n y c h , np. j e
d e n z w ielkich ojców kościoła, św. A u g u s ty n , o p o w ia d a ze słów
s w e g o ucznia E ulo giu sa, k tó re m u on zjawił się w e śnie, b y w y tłó m a c z y ć zaw iły u stęp r e to r y k i C ycerona, ale ten ojciec kościoła
p o d k re ś la , iż to nie b y ł a je g o dusza, bo on b y ł d a le k o i o tem
n ic nie wiedział, zatem nie uznaje już p ierw otn ej te o ry i snów.
D o t ą d wszakże w śród niższych w a rs tw ludności, zwłaszcza w k r a
ja c h katolickich, g d y p rzy śni się nieboszczyk, to spieszą d ać n a
m sze za spokój je g o duszy lub, co najmniej, p o m o d lą się zań.
Złudzenia zm ysłowe, zwłaszcza h a lu c y n a c y e w z ro k u i słuchu,
l u d y p ierw o tn e uznają za f a k ty rzeczywiste. C hory, k t ó r y w cza-
—
22
—
sie swej n iem o cy u le g a ł h a lu c y n a c y o m , stanow czo w ierzy w ich
p rzed m io to w o ść i rz eczyw istość; ztąd to p o c h o d z ą p o d a n ia o p o
t w o ra c h różn y ch , tra p ią c y c h ludzi. T łó m acz y się to b ra k ie m
o d ró ż n ie n ia p o d m io to w o ści od przedm iotow ości, co stan o w i zdo
b y c z w ied z y nowoczesnej. »Dziki lub b a rb a rz y ń c a , czuw ający
i z d ró w n a um yśle, nie umie n i g d y znaleźć g ra n ic y m iędzy
p rz ed m io to w o śc ią a p rzedm iotem , m iędzy w y o b ra ź n ią a rzeczy
wistością. Ścisłe określenie tej g ra n ic y jest je d n ą z g łó w n y c h
z d o b y c z y n auki. Człowiek, k t ó r y w s k u te k zaburzeń cielesny ch
lub u m y s ło w y c h d o s trz e g a w k oło siebie widziadła, w ierzy tem
ła tw ie j św iad e ctw o m zm ysłów swoich. Z te g o p o w o d u ludzie
n ieucy w ilizo w an i w ierzą niezachw ianie w rzeczyw iste istnienie
w idziadeł, k t ó r e o g lą d a li w chorobie, w y c z e rp a n iu albo p o d n ie
ceniu« — m ó w i T y l o r n a str. 366. N a tem tle p o w stają i rozw i
ja ją się w ierzenia w ro z m a ite p o tw o ry , tudzież is to ty n ajro z
m aitsze, n ie k ie d y z a b a rw io n e w ierzeniam i starem i, zamarłemi, np.
n ie w ą tp liw e m jest, że d y a b e ł p rz y ją ł p o stać s a ty r a d a w n e g o .
D o d a m tu i u m y sł czło w ieka p ie rw o tn e g o jest zawsze w rp w n ow a d z e niestałej, k t ó r ą n arusza p rz y c z y n a najbłahsza, rów n ież j a k
u m y s ł m isty k a , j a k to słusznie za u w aż y ł T y lo r. P rz y ta c z a m tu
nieco fa k tó w . W A fr y c e zachodniej m niem ają, że dusza z m arłeg o
»kla«, po zg on ie staje się duchem »sisa«, k tó re g o j e d n a k widzieć
m oże ty lk o w o n g czyli zaklinacz. K ra jo w c y A n ty ls c y sądzą, że
zm arli u k az u ją się ty lk o je d n o s tk o m p o jed yńczym , n ig d y zaś
g ro m a d k o m , chociaż z h is to ry i w iem y o h a lu c y n a c y a c h zb ioro
w y c h . W i e m y dobrze, że w ś ró d ludów , w y z n a ją c y c h szamanizm,
k a p ł a n i tej w ia r y czyli szam ani widzą, obcują i m o g ą w y w o ł y
w a ć d uch y , g d y zw yk li śm iertelnicy w idzą je ty lk o w e śnie*).
M a m y też o d n o ś n ą o p o w ieść w Biblii. S a u l b ę d ą c u czaro w n ic y
z E n d o ru , nie w idział d u c h a p r o r o k a Sam uela, k t ó r y m u p rz e p o
w ied z ia ł z g o n w b itw ie jutrzejszej. (P ierw sze k sięg i S am u elo w e,
k t ó r e też zow ią P ie rw s z e królew skie, rozdz. X X V I I L , 8— 25.)
W ie r z e n i a te są b a rd z o rozpow szechnione ; p rz eży tk i ich
liczne z a c h o w a ły się w ś ró d ludów, n a w e t w E u ro p ie zachodniej,
nie m ó w iąc już o wschodniej. M o w a tu o jasnow idzących. T y l o r
m ó w i o ja sn o w id z e n iu w'áród c z e rw o n o sk ó ry ch A m e r y k i p ó łn o
cnej : » K a p ita n J o n a t a n C arve r otrzy m a ł od z n a ch o ra z p lem ien ia
K r y p rz e p o w ie d n ię o p rz y b y c iu czółna z n ow inam i w p o łu d n ie
d nia n a s tę p n e g o i p rz e p o w ie d n ia ta spra w d ziła się. J. M aso n
*) Sieroszewski »Jakuci«, str. 614—675.
-
23
—
B ro w n , p o d ró ż u ją cy z d w o m a tow arzy szam i n ad b rzeg iem rzeki
M iedzianej, s p o tk a ł I n d y a n z tej samej g ro m a d y , której poszuk i
wał. P o w ied zieli mu oni, że zostali w y słan i przez znachora. P o
k az ało się, że ten w idział ich idących i słyszał ich g ło s y z o d
dali« (str. 367). Dalej tenże a u to r o p o w ia d a o wierze powszechnej
w jasn o w id z e n ie w cyw ilizowanej, p u ry tań sk iej Szkocyi. P e w ie n
p a n n a w y s p a c h H e b r y d a c h p rz e w id y w a ł p rz y b y c ie go ści; dr.
J o h n s o n słyszał, że jeg o ro b o tn ik p rzepo w ied ział przyjazd p a n a
i opisał n o w ą liberyę, k tó rą po pow rocie sp ra w ił swej służbie.
P r z e p o w ie d n ie jasno w id zą cy ch cieszą się uznaniem szerokiem ,
n a w e t w p ó łk u l tu r n y c h w a rs tw a c h E u r o p y zachodniej ; m ają one
p o w o d z e n ie i u nas w śród ludu i w a rstw niższych.
B ard z o ch a ra k te ry s ty c z n e m i dla pojęcia anim izm u są w ie
rz en ia w duch y, zwłaszcza w duchy przodków . Muszę tu wszakże
nadm ienić, że w ierzenia te zaczynają w y stęp ow ać, g d y rozwój
u spo łecz n ien ia d o p ro w a d ził do p o cz ątk ó w przynajm niej ustroju
r o d o w e g o , m acierzysteg o lu b ojcow skiego. P r a w d o p o d o b n ie —
p ierw szy w y p rz ed ził znacznie w czasie drugi, bo niew ą tp liw e m
je st bodaj, że p ierw szy m związkiem społecznym b y ł związek
m a tk i i dziecka, k tó ra je u ro d z iła ; z tej to k o m ó rk i pierw otnej,
społecznej, ro z w in ę ły się ustroje rodo w e, n a p rzó d m acierzyński,
p o te m zaś — ojcowski. W s p o m in a m o tem, b y powiedzieć, że
czczono zw y k le dusze założycielek czy też założycieli rodów , s to
sow n ie do s y s te m u p an u jącego . G d y dusze s ta ły się czemś mało
znanem , czemś tra d y c y jn em , czemś o czem g łu c h a wieść p o d a
n io w a niosła, a to w szy stk o stosuje się do dusz d aw n o zm arłych
n ac zelników i p r o to p la s tó w lub p ro to p lastek , w ów czas pow oli
zaczęły się one zam ieniać w duchy. W tej czci n ależy widzieć
p o c z ą te k k u ltu p rz o d k ó w , k t ó r y rozw inął się znacznie, o g a r n ą ł
w ielk ie obszary, n a w e t całe rasy, prz eo b ra żał się w ielokrotnie,
aż nie d o p ro w a d ził do n ajw yższych form wderzeń religijnych.
K u l t p rz o d k ó w p osiad ał o g ro m n e znaczenie k u ltu raln e, p osiada
je n a w e t i dziś, n ie ty lk o w. Chinach, ale n a w e t p o n ie k ą d
i w E uropie.
J e d n y m z p rz e ż y tk ó w te g o k u ltu p rz o d k ó w są ofiary.
W e d l e wierzeń lu d ó w p ie rw o tn y c h d u c h y ich p rz o d k ó w p r o w a
d zą życie w świecie p o z a g ro b o w y m , b ęd ą ce k o p ią ścisłą życia
ziem skiego. Zatem p o trz e b u ją one żon, sług, niew olników , zw ie
r z ą t d om ow ych, sprz ętó w ró ż n y ch i t. d., w o g ó le te g o w s z y s t
k ieg o , co im b y ło n iezbędn em w życiu ziemskiem. W i e m y też
b a rd z o dobrze, że lu d y p ie rw o tn e o bdarzają życiem ca łą przy-
—
24
—
ro d e ; n ie ty lk o ludzie, zw ierzęta i rośliny, ale n a w e t prz ed m io ty
m artw e, p o siad ają swe dusze czy d u ch y , bo na ty m szczeblu
rozw oju animizmu, to w szystko jedno. U m ie ra w ódz ; m iał on za
życia żonę lub żony, służbę dom ow ą, broń, odzież, s p rz ę ty i t. d.,
musi w ięc to w szy stk o mieć w świecie p o z a g ro b o w y m , ale ta m
b ęd ą m u służy ły ty lk o ich duchy. W ty c h w ierzeniach k ry je się
g łó w n a p rz y c z y n a ofiar z ludzi, s k ła d a n y c h n a cześć d u chó w
p rz o d k ó w b o g ó w , wszakże z zastrzeżeniem, źe te o b rz ęd y rozw i
n ęły się ńie w stanie dzikości, ale n a niższych szczeblach b a r b a
rz y ń stw a. T y l o r p rz y ta c z a opis ta k ich ofiar złożonych na p o g rz e
bie m ożnego p a n a w śród K a ja n ó w , plem ienia b a r b a rz y ń s k ie g o ,
n a w y s p ie B o rn e o : »Zabijają n iew olników , a b y to w a rzy szy li
i służyli um arły m , p rzed sp ełnieniem ofiary, k r e w n i o tacz ając y
sk az an y ch , zalecają im, a b y służyli p a n u w iernie, a b y g o p i e
lę g n o w a li i namaszczali, a b y b y li zawsze p rz y nim w razie cho
r o b y i b y li posłuszni rozk azo m jego. Poczem k r e w n a n ie b o
szczyka bierze miecz i ra n i z lek k a s k azany ch, a n a s tę p n ie k re w n i
zabijają ich mieczem« (str. 376).
T y lo r nie c y tu je źródła, zkąd za czerp nął ten opis ; nie p o
dając też źródła, twierdzi, że do czasów r a d ż y B r o o k ’a ofiary
z ludzi zawsze o d b y w a ły się n a p o g rz e b a c h m ożnych. K a r y b o wie zabijali w szystkich niew o ln ik ó w na g ro b ie ich właściciela.
N a w e t w b a rb a rz y ń sk o -c y w iliz o w a n y c h p a ń s tw a c h A m e r y k i ś r o
dkowej, M ek sy k u , B o g o cie i P e ru w ii na p o g rz e b a c h ofiary z lu
dzi, n a w e t liczne, b y ł y rzeczą zw ykłą. W ś r ó d I n d y a n A m e r y k i
północnej k r e w n ia k nie może o ddać lepszej u s łu g i zm arłem u,
j a k zabić w r o g a i d uch a je g o posłać w św iat p o z a g ro b o w y , b y
służył m u tam za niew olnika, co robion o zaw ieszając s k a lp
w r o g a n a d m o g iłą (T y lor cytuje ten fa k t z W a i t z ’a, III. 290.
J. M. Coy, Hist, of B a p tis t I n d ia n Missions, 360). U OsadżówT
n a d g ro b e m u k ła d a się stos kam ien i, w t y k a się w nie słup,
a na nim zawiesza się skalp. W A fry c e w śró d p le m io n m u r z y ń
skich s p o t y k a m y też ofiary z ludzi: wódz z p lem ienia W a d a e
b y w a g r z e b a n y w ra z z niewolnicą, na k tó rej k o la n a c h o p ie ra ją
g ło w ę zm arłego, i n iew olnikiem z to p o rk ie m w ręk u. W ó d z
p lem ien ia U njam w ezi grzebie się w g ro b ie s k le p io n y m w raz
z trze m a niew olnicam i żyw em i i g a r n k ie m p iw a k ra jo w e g o .
W A fr y c e skład an o też w ofierze ludzi, b y z m a rły m przesłać
wieści z te g o ś w iata ; ten zwyczaj p r a k t y k o w a ł się n a szercfką
sk alę u D a h o m e jc z y k ó w i Aszantjów . K a p i t a n B u r to n m ów i
o n im : »Od czasu do czasu z a o p a tru ją z m a r łe g o m o n a rc h ę w no
— 25
—
w ą służbę. R zez ie te są, niestety, w y ra zem oparteg-o na fa łs z u ,
lecz serdecznego p rz y w iąza n ia sy now skiego ... O każdej n a j z w y
klejszej czynności króla, trze b a z obow iązku donieść ojcu j e g o
w k ra in ie śmierci. W y b i e r a j ą z w y k le w tý m celu je ń c a w o je n
n e g o . M ów ią m u treść je g o p o słann ictw a, dają napój o d u rz a ją c y
i w y p ra w ia ją do H a d e s u w n ajlepszym hum orze« (B urton C en
t r a l Afr. I. 8 24; II. 25. D a h o m e II. 18 i t. d. í'r. Etłi. Soc. I I I .
4 0 3 ; J. L W ils o n W. Africa 203, 219, 394; H. R o w l e y M ission
to C en tral A frica, 229).
Z w yczaje p o d o b n e s p o ty k a m y też w Azyi. D w ó c h m ah o m e
t a n o w, p o d różu jący ch po A zyi południow ej w I X . w ieku, o p o
w iad a , że p rz y w stąpien iu n a tron n o w e g o m o n a rc h y w n i e
k t ó r y c h p a ń s tw a c h p r z y g o to w y w a n o o g ro m n e z a p a s y ry ż u do
zjedzenia 300 —400 ludziom, k tó rz y d o b ro w o ln ie zgodzili się p o
nieść śm ierć w płom ieniach p rz y p o g rz e b ie m o n a rc h y zm arłego.
M a rk o P o lo w sw y m opisie I n d y i p o łu d n io w y c h z X I I I . w.
p o tw ie rd z a ten fa k t ; g w a r d y a k o n n a k ró la M a la b a ru rzucała się
w o g ień stosu, n a k tó ry m p a lo n o zwłoki m o n a rc h y , b y m u słu
ż y ć w świecie p o z a g ro b o w y m . W J a p o n ii do n ie d a w n y c h cza
s ó w po zgonie m ożnego dajm josa 10 — 30 jeg o służebników ,
p o z b a w ia ło siebie życia za p o m o cą »hara kari« t. j. ro z p ru w a n ia
sobie b rz u ch a stosow nie do u g o d y , zaw ieranej z w y k le p rz y lib ac y a ch . A le najdłużej w d o w a zm arłego m usiała w raz z nim u m ie
ra ć ; ten zwyczaj b y ł bardzo szeroko ro z p o w szch n io n y , z n a ły g o
n a w e t lu d y słowiańskie. D o n ied aw n a p r a k ty k o w a ł się on w In d y a c h ; wszelkie usiło w ania władz an g ie lsk ic h b y ł y bezow o cne,
nim nie udało się p rz e k o n a ć bram in ów , że te g o p rz e p is u n ie m a
w św ięty ch k się g a c h W e d . Jeszcze w E u ro p ie w g ó r a c h K a u
k a z u , w śró d b a rb a rz y ń sk ie g o ludu O setów trz y ra z y o p ro w a
d z a ją w oko ło m o g iły w d o w ę i k o n ia zm arłego, k t ó r e g o o d tą d
n ik t niem a p ra w a dosiąść; jestto już p rz eży tek , p o d o b n y c h s p o
t y k a m y dużo. D o nich n ależ y np. o bcinanie w a rk o c z y w d o w y ,
t. j. sk ład an ie części, zam iast całości; w a rk o cze obcięte w k ła d a n o
do tru m n y . Zdarza się, że wdow-a k alec zy się, g d y g rz e b ią jej
m ę ż a ; ofiarując zam iast całego ciała jeg o cząstk ę lub nieco krw i.
O prócz ofiar z ludzi, sk ła d a n y c h duch o m p rz od ków , s k ła
d a n o im też w ofierze zw ierzęta dom ow e po ich udom ow ieniu,
odzież, sprzęty, narzędzia, p oży w ie n ie i n apo je. P rz e ż y tk i ty ch
zw y cza jó w są n ad e r liczne; s p o ty k a ć je m ożna n a k a ż d y m k r o k u
nie ty lk o u ludów p i e rw o tn y c h lub b a r b a rz y ń sk ic h , ale n a w e t
w ś ró d cy w ilizow an ych. W czasach zam ierzchłych w o k resie b a r -
—
26
—
b a r z y ń s t w a k o n ia n ad g ro b e m w odza zabijano z w y k le ; dziś już
się te g o nie robi, ale zawsze k o ń m usi to w a rz y s z y ć tru m n ie
wyższego, w o js k o w e g o , uczestniczy w ięc do p e w n e g o sto p n ia
w o b rz ęd ac h p o g rz e b o w y c h . Dziś to p rz e ż y te k już, ale daw niej
m ia ł zw yczaj z a b ija n ia k o n ia znaczenie b a rd zo rzeczyw iste, re a ln e :
du c h w o d z a w św iecie p o z a g ro b o w y m p o słu g iw a ł się duchem
ko n ia . D a w n ie j K irg iz i sk ład ali w ofierze du cho m zm a rły c h k o
nie ; dziś to ro b i się sym bolicznie : upuszczają k o n io m tro c h ę
k r w i i n a n ic h w c ią g u 3 la t n ik t nie jeździ. Czuwasi i Czere
misi, p le m io n a fińskie z n a d W o ł g i środk ow ej, dziś już nie z a b i
j a ją k o n i w ofierze zm arłym , ale w zamian te g o rz u c a ją do g r o
b ó w figu rki k o n i z ciasta. U J a k u t ó w ofiary z b y d ł a są k o
niecznością, b y d u ch zm arłeg o znalazł spokój w św iecie p o z a
g r o b o w y m i nie b y ł p ę d z a n y m i d rę czony m przez d u c h y złe
d o m a g a ją c e się »chajłyga« t. j. o k upu . P. S ieroszew ski w swej
znakom itej p r a c y p. n. »Jakuci« (po rosyjsku), m ów i o tem b a r
dzo d o k ła d n ie i szczegółow o ; w d o p isk u p rzy ta cza m to o p o w ia
d a n ie charaktery styczne*).
W s p o m n i a ł e m p o p rz ed n io , że n a Białej R u s i — w edle słów
B o h d a n o w ic z a — jeszcze b a rd zo n ied aw n o, a p o n ie k ą d i dziś
n a w e t do tru m ie n zm arły ch w k ła d a n o noże, nożyce, grz eb ien ie,
m ajstro m in s tru m e n ty , m ężczyznom siekiery, ty to ń , fajkę, a n a
w e t w ó d k ę w b u te lk a c h lub k am io n k a c h t y m zm arłym , k tó rz y
lubili w yp ić. S t y p a je s t n ieo dzo w n ą konieczn ością k a ż d e g o p o
g r z e b u w ś ró d S ło w ia n w y z n a n ia w s c h o d n ie g o ; u R o s y a n n a
k a t a f a l k u w czasie n a b o ż e ń s tw a stoi n a c zy n ie z k aszą ry ż o w ą ,
a u lu d u — z k a sz ą inną, wszakże zaw sze z a p ra w io n ą s y tą (roszcz y n m io du lub c u k ru w wodzie); k asza ta po ro sy js k u n a z y w a
się »kutja«. N a sty pie, a n ie k ie d y n a w e t w cerkw i, s p o ż y w a ją
j ą ; n a s ty p ie m uszą b y ć koniecznie blin y, jedzą je, zapijając
w ó d k ą , śpiew a ją c »So ś w iaty m i upokoj« i bijąc p o k ło n y ! S c e n a
to w s trę tn a , k t ó r ą w idziałem k ilk a ra z y n a p ó łn o c y i na S yb e ry i. S t y p y do n ie d a w n a n ależ ały do k o n iecz n y ch o b rzędó w
p o g r z e b o w y c h , n a w e t w śró d w a rs tw w yższych, co do dziś d n ia
je s t ko n iecz n o ścią w R o s y i. (C. d. n.)
Jan Witort.
*) »Jeżeli umrze gospodarz zamożny, a wieśniacy urządzą po nim złe »chajłyga«, to na tamtym świecie dyabli będą pędzali i męczyli jego duszę, pow tarzając:
Czy to twoje bydto? Mate... Czy to twoja śmierć? Chajłyga«-(str. 617).
