72344a53b9d580afaa840da9aa7b6780.pdf

Media

Part of Polemika/ Lud, 1897, t. 3

extracted text
— 280- —
w tem znaczeniu, naw et j a k to się dzieje w ,,wielkich g o s p o d a r s tw a c h " i „ b u d ż e ­
ta c h pań stw ow ych " nie może być n aw et mowy. Z r e s z t ą n aw et i w „w ielkich
g o sp o d a rstw a c h “ niezależność ta, a n ato m ia s t zależność ko nsum cyi „ ty l k o
od p o tr z e b “ je s t ta k ż e og raniczo ną, acz w znacznie m niejszym sto pn iu.
O p ró cz „w ie lkic h g o sp o d a rstw “ , mogą o względnej nie zależności k on su m cy i
od prod u k c y i mówić tylko te warstwy, które z a s p a k a ja ją swe p o trzeb y bez
określonej p rod u k cy i t. j. p ro le ta r y usze bez zajęcia :— „ l u m p e n p r o l e ta r y a t '
wszelkich k a te g o ry i ; — w tym wypadku rzeczyw iście „ o s tate czn o ś ci się s t y - .
k a j ą “ ; k onsum cya je s t ta m i tu p o d y k to w a n ą „ p o t r z e b a m i“ sam ymi p rzez
się, n atu raln ie je d n a k zachodzi kolo salna ró żnica w ilości i ja k o ś c i tych
„ p o t r z e b “ . „ W i e l k i e g o sp o d a rstw a “ „ k o n s u m u ją “ obok p otrze b „ o g ó ln y c h “
ponadto najwięcej „ p o tr z e b kla so w y ch “ ; p ro le ta r y a t żeb raczy k on sum cyę
swą musi ograniczać do p otrzeb tylko najogólniejszych t. j. n a jn i e z b ę d n ie j­
szych. W tem sto su n k u konsum cyi do pro d u k cy i p rz e b ija się najw yraźniej
„ ro z d z i a ł g ospodarczy sp ołecze ństw a“ , zależny od śro d k ó w (p ien ięd zy), u m o ­
żliwiających mniejsze lub większe „ g o s p o d a r o w a n ie “ i tem samem m niejsze
lub większe u n ieza leżn ienie skali z a s p a k a ja n ia p o tr z e b podmiotów g o s p o d a r ­
czych od pro du kcy i. K to n a tem uniezależnieniu k o rz y s ta ? Czy całe spo łe­
czeństwo ?
W odpowiedzi przy toczy m y dosłownie słowa p. C zerkaw sk iego , że „ im
liczniejsze w arstwy zaliczają się do wielkich go spodarzy, t e m p o t ę ż n i e j ­
s z y j e s t k a p i t a ł p i e n i ę ż n y i k r e d y t “ . W ogóle a u to r s k r u p u la tn i e
zestaw ia w o statn ich tr z e c h rozdziałach swej p ra c y dobre i złe s k u t k i „ w ie l­
k ic h g o sp o d a r stw “ . W szczegóły tej k ry ty k i zap uszczać się nie będziem y
tem bardziej, że je s t o na przew ażnie za c z e rp n ię tą z znanych ogólnie dzieł
ekonomicznych, jed n o tylko zaznaczam y. Oto p. C zerk aw ski nigdzie nie p o d ­
nosi, że d o b re stro ny „w ielk ich g o sp o d arstw “ związane są, j a k p o śre d n io
z całej jego ro z p ra w y wynika, z fak tem g osp o d aro w an ia na w ie lką skalę, złe
zaś stro n y w y nik ają z in dyw idualnego c h a r a k t e r u „w ielk ich g o s p o d a r s tw “ .
Ju ż m ówiąc o „ p o tr z e b a c h “ wspomnieliśmy, że h a rm o n ia ek on om iczna m o ­
żliwą je s t w takim stan ie rzeczy tylk o przez skollektyw izow anie „ w ielk ieg o
sposobu g osp o d a ro w an ia “ , a tem samem nie m ożem y zgodzić się na p ro p o zycyę a u to r a , ażeby u jem n e strony „w ielk ich g o sp o d a r stw “ zw alc zać przez
„w y tw a rz a n ie g o spo darstw średn ich, p racu ją cy ch obok m ałych i w ielkich“
(str. 163).

Dr. K. J. Gorzycki.

I *o t o iii i ł< :i.
W „ L u d z ie “ t. I I I . zeszyt 2, pojawiła się reće n zy a mojej ro z p ra w k i,
za tytułow anej „ R a j i u p a d e k pierw szych ludzi w p o d an ia c h n a ro d ó w “ . J a k o
a u to r czuję się zobow iązany bodaj kilka słów dać w odpowiedzi.
Szanowny r e c e n z e n t bierze mi przed ew szy stkiem za złe, że t r a k t u j ę
rzecz ze stanow iska teologicznego i w „w idocznej tendencyi obrony P is m a
ś w ięteg o “ . Z a ten z a rz u t w y rażam mu m ą w dzięczność.
P o s ą d z a mię n astępn ie dwa ra z y o stronniczość. Czy
te n z a r z u t nie
dotyczy n ajp ierw samego R „ proszę osądzić. Oto Szan. R. mówi : A u to r
„ o k re ś lił stanow isko kobiety wobec u p a d k u grzechow ego, n azy w ając j ą „ p r z y ­
czyną wszelkiego nieszczęścia, czarow nicą, k tó r a przez swoje sza tań sk ie

-

2 8 1



czary sprawiła, że zn ikn ął raj z pow ierzchni z ie m i“ . J a zaś pow iadam
(str. 4 7 ) : „ W i a r a w p ierw otny u p a d e k grzechowy w płynęła szczególniej na
cale stanowisko kobiety w pogaństwie. Mogliśmy bowiem zauważyć, j a k
u w szystkich n arodów n ie w ias ta p rzedstaw iona je s t ja k o p rzyczy na wszel­
kiego nieszczęścia. J e s t ona zwyczajnie p i e r w s z ą c z a r o w n i c ą , k t ó r a
przez swe sza tań sk ie czary sprawiła, że zniknął w i e k z ł o t y . D la te g o to
s ąd zą poganie, że rod zaj niewieści ma szczególniejszą łą czność ze św iatem
złych duchów. N iew iasty są c zaro w n ic am i i w różk am i u wszystkich n a r o ­
dów. W mytologii greckiej znane są czarownice C irce i M e d e a “ .
W swych refleksyach Szan. E . zdaje się k łaś ć n a równi z a p a try w a n ia
A jschylosa (niecytow anego w prawdzie, ale te same zasady wygłaszającego
w trag ed y i „H erk u les w o kow ach “ ), E p ik u r a , K o u ssea u ’a i P a n a Jezusa.
W ię k s zeg o chaosu d o praw d y tru d n o pomyśleć!
R e c en ze n t w ydając sąd o mej p racy p o w iad a: „ Z ra z u zapomniaw szy
o ten d e n c y i a u to ra , daje się czy telnik porw ać jego erudycyi, później zaczyna
n iedo w ierzać i p od gląd ać go o stronniczość, o f rz e k r ę c a n ie i naciąganie
faktów do jed n eg o z góry obliczonego celu “ i t. d.
S zan . R. widać chce, abym zb ierał i zestaw iał fak ta, ale bez żadnego
celu ; dopraw dy j a tego nie umiem i nie potrafię. L e c z j a ja k o a u to r widzę, iż
Szan. R . zup ełnie zapomniał, pisząc recenzyę. j¡ k ą te z ę do udow odnienia
sobie położyłem. J a zatytułow ałem „ R a j i u p a d e k p ierw szy ch lu dzi w p o ­
d an iac h na ro d ó w “ a Szan. R. zdaje się mieć niew ątpliw ie na myśli tezę :
„Raj i upadek p i e r w s z y c h r o d z i c ó w w o b e c s t a n u d z i s i e j s z e j
n a u k i “ . T o dwie rzeczy zupełnie różne. T a k ie g o tytułu, j a k Szan. R. by
sobie życzył i ja k i k ry tyk uje,
n ik t po katolick u myślący n aw et sobie p o s t a ­
wić nie może, bo wie dobrze,
że wiadomość o raju i u p a d k u pierw szych
ludzi czerpiem y nie z żadnej nauki ludzkiej, ale tylko z objawienia Bożego,
k tó r e znowu tylko j a k echo jak ie może więcej lub mniej w yraźnie odbijać
się w p o d a n ia c h narodów . W obec tego w stęp, ro zp raw k i, k tó r y m a p ory w ać
Szan. R. s w ą e rud ycy ą, jes t właściwie zbyteczny, po za tezą, dodatkow y.
K ry ty k a poszczególnych części r o z p r a w k i je s t gołosłowna. Szan. R.
chce, abyśmy m u w rzeczach bądź co bądź historycznych, cokolw iek powie
ja k o nieomylnej pow adze wierzyli. J a je s te m w szczęśliwszem p ołożeniu jako
au to r, bo we w szystkich mych tw ierdzen iach pow ołuję się szczegółowo na
powagi naukow e ; a więc nie ja , ty lko oni odp o w iad ają za fa k ta i za moc
ich dowodów.
Co do k r y t k i ty lk o p od ań skan dy naw sk ich nie w y stęp u je Szan. R .
sam, ale pow ołuje się n a powagi, podobnie j a k ja. J e d n a k zauw ażyć muszę,
że nie tw ierd zę tam , ja k o b y Odin był to samo, co A d am . Mnie nie chodzi
o im iona osób, ale o rzecz, ofa k t historyczny,
i dlatego naw et nie z a ty t u ­
łow ałem „ u p a d e k p ierw szy ch ro d zicó w “ , ale „ u p a d e k pierwszych lu d z i“ ,
chcąc dać właśnie do poznania, że ro z m a ite p od ania n aro d ów nie zaw sze
pierwszym rodzicom, ale często blizkim ich n astępcom p r z y p i s u ją u p adek .
Od dalszych uw ag się wstrzymuję, nie chcąc się o dp łaca ć p ię k n em za
n adobne. Chciałem tylko zw rócić uwagę, aby mię fałszywie j a k Szan R . nie
rozu m ian o.

K s. D r. J . Bychlak.

— 282 —
N a to recen zen t, k tó r e m u stosownie do zwyczaju posłaliśmy odpowiedź
a u to ra , odpisał co n a s t ę p u j e :
W łaściw ie n ależałoby K s . Dr. z Je g o „odpowiedzią,“ ua m o ja ocenę
p racy p. t. „R aj i u p a d e k pierw szych ludzi w p o d a n ia c h n a r o d ó w “ , n a p i­
sanej przez Niego, pozostaw ić w zupełnym spokoju, tem bardziej, że K s. D r.
n a po tw ierdzenie mych z ap atry w ań w ocenie w yrażonych niejak o sam p rz y ­
klaskuje, ale żeby nie sądził, że Go zb yt lekceważę i ta k zw aną „ o d ­
p o w ied ź “ Je g o milczeniem pomijam, więc odpow iadam na Jego „ o b r o n ę “ .
1. Ks. D r. bez najm niejszego powodu podsuw a mi złośliwość, ja k p o d ­
su n ą ł E w ie w r a j u w ystępek F ry g g i z A sg a rd h u ... J a K s . D r. nic a nic
„nie b io rę za z łe “, j a k K s. D r. m y ś li; j a t y l k o k o n s t a t u j ę f a k t ,
ż e „ p r a c a “ Ks . Dr. . n a p i s a n a ze s t a n o w i s k a t e o l o g i c z n e g o “
a ż e t a k j e s t , s a m a u t o r p r z e c i e ż t e g o n i e t a i . Z re sz tą , gdyby
to było p ra w d ą , co Ks. Dr. mówi, to w konsekw encyi musiałbym i szk o le
antropologicznej a m ery k a ń sk ie j „w ziąć za z łe “ , że ona p o d a n ia o ra ju i t. d.
o cenia ze swego stanow iska, a w k oń cu i sam sobie — na szczęście ta k
nie jes t. O w s z e m c i e s z ę s i ę b a r d z o , ż e z n a l a z ł s i ę k t o ś , k t ó r y
tę s p r a w ę i ze s t a n o w i s k a t e o l o g i c z n e g o u s i ł o w a ł n a u k o w o
w y j a ś n i ć — a że mu się po części nie udało, nie moja w tem wina.
2. D ziw na rzecz, że Ks. D r. przyznaw szy się otw arc ie do te o l o g i­
cznego stan ow iska swej pracy i „widocznej tend ency i obrony P is m a ś w ię ­
t e g o “ i wyraziwszy mi naw et z tego powodu „sw oją w d zięczn ość“ , iż Mu
n a p rz y k ła d a c h to wykazałem , n agle się tego w ypiera i żali się, że G o
„ d w a razy p o sąd zam o stro n n ic z o ś ć “ . A le p rzecież, k t o p i s z e w „ w i d o ­
cznej
tendencyi,
p r z e k r ę c a i n a c i ą g a f a k t a do j e d n e g o
z g ó r y o b l i c z o n e g o c e l u “ , to ju ż tem sam em p i s z e „ s t r o n n i c z o " , chyba że te n d e n c y a obrony P is m a św., „ p r z e k r ę c a n ie i na cią g an ie
fak tó w w tym celu ", według Ks. D r. do innej k a te g o r y i „ stro n n ic z o śc i n a ­
leży... I w tym razie j a tem u nie winien.
Co do mej „ s t r o n n ic z o ś c i" , k tó rej a u to r z p rzy to czo neg o miejsca
u mnie się domniemywa, muszę oświadczyć, że a u to r dla swej ob ron y albo
um yśln ie nie chce sam siebie rozum ieć, albo się też w istocie nie rozum ie.
P rzy p u s zc zam , że to pierw sze i d latego cytow anego ustępu ponownie i n t e r ­
p re to w a ć nie będę. K s Dr. zauw ażył n a podstaw ie p od ań, że k o b ie t a j e s t
„prz y c zy n ą wielkiego nieszczęścia — c z a r o w n i c ą , k tó r a prz ez swe s z a ­
ta ń s k ie czary spraw iła, że zn ik n ą ł wiek zło ty“ t. j. r a j z p o w i e r z c h n i
z i e m i , j a to zaznaczyłem w' mej ocenie ja k o fakt, no i cóż w tem „ s t r o n ­
n icze go “ z mej stron y?....
P rzy tej sposobności nie mogę się w strzym ać od jed n e j uwagi, d l a ­
czego Ks. D r. m a j ą c w swojej obronie tyle innych ważniejszych p u n k tó w do
o d p arc ia, j a k „ p r z e k r ę c a n ie i n aciąg anie fak tó w “ , b ra k u krytyk i p rz y to c z o ­
nych p rzez Niego dowodów i t. p., pom ija je zupełnie milczeniem, a nad
z a rz u tem , k tó ry M u p raw ie niechcąco zrobiłem, że nazw ał k o b ie tę „ c z a r o ­
w nicą“ , t a k ok ro p n ie boleje ! P rz e c ie ż ja, in ni czytelnicy i czytelniczki
wiemy dobrze, że K s. D r. doszedł do powyższej ko n k lu zy i li tylko n a p o d ­
stawie swych dociekań na d „ p o d an ia m i n a ro d ó w “ i że z nich w ypowiada
swe z d an ie a nie z ja k ie g o ś w łasnego p rzew idzenia. Może więc być K s . Dr.
całkiem sp okojny i pewny, że Go w tym w ypadku „fałszyw ie nie z ro z u ­
m iem y “ .



283



3. Przyzn am sig, że „w swych reflek sy ach “ wcale nie myślałem
0 „ A isc h y lo sie “ . Myślałem o p rz yk ład ach przytoczonych w p racy K s . D r.
1 myśl przewodnią,, j a k ą mogłem z bie dą z nich wydobyć, porównywałem
z myślami podobnemi, snującem i się w system ach filozofii staro ż y tn e j, ś r e d n io ­
wiecznej i nowożytnej. E p ik u r a , R o u s s e a u ’a, S chillera ; pogan, żydów i k a ­
tolików wspomniałem tylko mimochodem, o ile ich myśli ze względu na
miniony, „w iek zło ty “ , ów raj utracony i na stanowisko pierwszej kobiety
w świeeie raze m się styk ały i łączyły. O „ P a n u J e z u s ie “ wspomniałem
tylko, że j e s t „założycielem prawdziw ej religii u bó stw a“ , k t ó r a w iernym ma
wrócić raj u tra c o n y Cóż w tem wszystkiem je s t c h a o ty c z n e g o ? C haos może
chyba pow stać w głowie tego, k tó ry tej myśli przew odniej łącz ącej w szyst­
kie w spomniane systemy filozoficzne nie widzi, albo je j widzieć nie chce.
4.
P o w iada au to r , że j a chcę. aby On w swych p ra c a c h „ z b ie ra ł i ze­
staw iał fak ta, ale bez żadnego c e lu “ . Ależ j a nic a nic w mojej ocenie od
Ks. D r. „ n ie ch cę“ ! J a tylko k o n s t a tu j ę fakt, że czytelnik „ z r a z u zapom­
niaw szy o te n d e n c y i a u to r a , daje się p orw ać jeg o erudycyi, później zaczyna
n ied o w ierzać i po dg ląd ać go o stronniczość, o p rz e k r ę c a n ie i naciąg anie
faktów do je d n e g o z gó ry obliczonego celu, a w ko ń cu o b urza się i traci
do niego z a u fa n ie “ . Gdzież j a tu co „ c h c ę “ ? Jeżeli Ks. Dr. z góry wziął
sobie za cel i zadanie b ronić powagi P is m a św. wobec wolnomyśinych p r ą ­
dów zachodu, do czego się K s Dr. p rzy znaje z „w dzięczn o ścią“ , to p r z e ­
cież p ro s ta loika zm u sza Ks. D r. w tej o bronie wytrwać aż do k oń ca i j a
to właśnie w mej ocenie podnoszę i żadnego autorow i z mej strony nie
cżynię w tym względzie z a rz u tu — a że się na to „ o b u r z a “ czyte lnik
i „ tr a c i do Ks. Dr. zau fan ie“ , to znowu inn a w tem przyczyna...
Mówi K s . D u k to r , że „ p is z ą c recenzyę, zupełnie zap om n iałem , j a k ą
tezę K s . D r. do udo w od nienia sobie położył ‘. N iech Ks. D r. znowu ta k
0 mnie źle nie s ą d z i ; mam j a Bogu dzięki pamięć może lep szą od n ie je ­
dnego młodego a u to r a i właśnie dzięki tej pam ięci wykazałem K s D r. tyle
niekonsekwencyi w jego p ra c y i... obronie. Aż n ad to pam iętam , że Ks. Dr.
z atytułow ał swą p r a c ę : „R aj i u p a d e k pierwszych ludzi w p o d an iac h n a r o ­
d ów “ i doszedł do ostatniego wyniku, k tó r y w n a stę p u ją cy ch s tre szcza sło ­
w a c h : „ T a k więc wszystkie szczegóły i rysy opow iadania bib lijn eg o“ o ra ju
1 „ u p a d k u człowieka odnaleźliśmy naw et w po dan iach p o gań skic h“ i o to
właśnie K s. Dr. chodziło: o d n a l e ś ć t a k i e p o d a n i a p o g a ń s k i e , k t ó r e b y j a k n a j w i ę c e j m i a ł y p o d o b i e ń s t w do w i a d o m e g o „ p o d a ­
n i a b i b l i j n e g o “ i w y k a z a ć chociażby naw et w sposób nieudały, ź e
wszystkie „wiadomości o raju i upadku pierwszych ludzi
c z e r p i e m y t. j. wszystkie „ n a r o d y “ n i e z ż a d n e j n a u k i l u d z k i e j ,
a l e t y l k o z o b j a w i e n i a B o ż e g o “ t. j. z P i s m a ś w i ę t e g o , „ k tó r e
tylko j a k echo jak ie może więcej lub mniej w yraźnie odoijać się w p o d a ­
n iach n a ro d ó w “ . Czy to ma być dowodem słabości mojej pa m ię c i? — T e z y :
„ R a j i u p a d e k pierwszych rodziców wobec stanu dzisiejszej n a u k i “ wcale
nie m iałem n a myśli, bo nie było okazyi. Ani p ra c a Ks. D r., ani owe „ p o ­
wagi n a u k o w e “ , na k tó r e się K s . Dr. powołuje, nie dały mi najm niejszego
powodu, z re s z tą n i e m n i e j „ p o k a t o l i c k u m y ś l ą c y “ o d Ks . D o ­
k t o r a n a podobny pomysł ż ad n ą m ia rą wpaść bym nie mógł...
N ie wiem, z ja k ie g o powodu K s . D r. wstęp, k tó r y bezw arunkowo ma
n a sobie najwięcej cech nauk ow ego b a d a n ia z ro zp raw k i swojej elim inu je?
Czy dlatego że j a go do pew nego sto pn ia po chw alam ?

— 284 —
5. Znowu mi Ks. Dr. wytyka, że j a „ c h c ę “ , aby mi we w szystkiem
„ c ok ok olw ie k pow iem, ja k o nieom ylnej praw dzie w ie rz o n o “ . Gdzież to j e s t ?
D opraw dy, n a ta k ie d i c t u m wszelka d y sp u ta ustaje.
P o w iada K s . D r . o sob ie: „ J a je s te m w szczęśliwszem położeniu ja k o
auto r, bo we w szystkich mych tw ierdzen iach pow ołuję się szczegółowo na
powagi naukowe ; a więc nie ja , tylko oni odpow iadają za f a k t a i za moc
ich dowodów“ , a czy j a Ks. D oktorow i ro b ię z tego powodu j a k i wyrzut, że
się Ks. D r. powołuje „ n a p o w ag i“ ? J a tylko k o n sta tu ję fakt, ż e K s . D r .
p o w o ł u j e się na nie n i e s u m i e n n i e i bez n a j m n i e j s z e j k r y ­
t y k i . Czy nie t a k ? Ks. D r . to wie z doświadczenia, że chłop j a k p o d p ie ra
w alącą się chałupę, nie daje słomianych podpór, ale d o b ie ra do tego j a k
najs ilniejszego d rzew a dębowego. K s . Dr. mógł ta k samo zrobić, a że nie
zrobił, wcale tego Ks. D ok toro w i nie „b io rę za złe“ . „ J a k k o g o s t a ć ,
t a k go z n a ć “ .
6. P o w iad a Ks. D r., że „ty lk o przy kry ty c e p od ań S k an dy naw sk ich
nie w ystępuję sam “ i że „po w ołu ję się na powagi podobnie (?) j a k K s . D r . “
Ależ j a wszędzie „ w ystęp uję sam “ , a jeżeli czasam i cytuję jak ieg oś au tora,
to czynię to d la p orów n ania podobnej myśli lub w yrażenia u niego. Je żeli
Cytuję myśl obcą, w takim razie j a wtedy wcale nie „ w y stę p u ję “ , jeno
au to r, k tó re g o cytuję. O p od aniac h skand yn aw sk ich uczyłem się od moich
p rofesorów i z mnóstw a dzieł innych — bynajm niej z dzieł „ p o w a g “ w r e cenzyi mój przytoczonych. Odwoływać się więc tylko n a te „ p o w a g i“ wcale
nie m iałem zam iaru ; przytoczyłem je tylko dla porów nania. W in n y ch m ie j­
scach tego nie czyniłem z tego prosteg o powodu, że trz y m ałe m się ściśle
zad an ia rece nze nta , a nie a u to ra . A u t o r p o w i n i e n w s z y s t k i e m o ­
żliwe „pow agi“ sa m o d z ie ln ie wyzyskać, a r e c e n z e n t samo­
d z i e l n i e ocenić, czy a u t o r w y w i ą z a ł się n a l e ż y c i e z s wego

zadania.
Oświadcza Ks. D r , że „nie tw ierdzi, j a k o b y Odin był to sam o, co
A d a m “ , że Je m u „ n ie chodzi o im iona osób, ale o rzecz, o fa k t h is to r y ­
czny “ , a czy i j a to w ypowiedziałem w r e c e n z y i? J a ty lko zaznaczyłem, że
„ d o b ó r p o d ań m iejscam i nie b ard zo tr a fn y np. p orów nanie r a j t r z A sg ard h em
lub Id k a - W o ll u r e m zupełnie nie o d p o w iad a“ j a k „ ró w n ie ż nie odpow iada
p o ró w n an ie O dh ina z A d am e m a F ry g g i z E w ą “ . C z y j a t u m i a ł e m l i
t y l k o i c h i m i o n a n a myś l i ? . . .
7. P ow iad a w k o ń cu K s. D r., że „się od dalszych uwag w strzym uje,
nie chcąc się o d płacać p ię k n em za n a d o b n e ''. N iech K s. Dr. tego nie czyni,
ilek ro ć chodzi o n ależ yte wyświecenie praw dy, bo t e g o j a tylko „ c h c ę “ .

L . M łynek.

SPRAWY TOWARZYSTWA.
I. Sprawozdanie z posiedzeń Zarządu.
D r u g i e p o s i e d z e n i e Z a r z ą d u odbyło się dn ia 24 . m arca 1 8 9 7 .
Obecni pp. : p ro f D r. D ybow ski, D r. G orzycki, D r. K r č e k , P ie r z c h a ła ,
R eb czyń sk i, prof. D r. R e h m a n , Sienicki і prof. Sołtys.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.