1c170c10308c67af966fd846ec598f4f.pdf
Media
Part of Rozbiory i sprawozdania, cz. 4 / Lud, 1896, t. 2
- extracted text
-
— 367 —
R O Z B IO R Y I SPR A W O Z D A N IA .
В. A. Licki. N arodow ość współczesna. P etersburg 1896 r. (Studyum
socyologiczne). T em at stanowiący treść rozprawy р. В A. Lickiego nietylko
nie należy w socyologii do nowości, ale nawet je st do pewnego stopnia
pieszczonem dzieckiem nauki społecznej. I naturalnie ! Socyologia — bada
ją c wszelkie objawy życia społecznego, rozcinając skalpelem krytyki nawet
życie rodzinne, musiała bardzo wcześnie skierować baczną uwagę na fakt
„nardowości“ , który jest dzisiaj więcej niż kiedykolwiek przedtem — dominującem zjawiskiem w społecznej ewolucyi świata cywilizowanego.
Polityka dzienna wycisnęła, jak zawsze w tego rodzaju wypadkach,
swe wybitne piętno na studyacb czysto teoretycznych — umiejętnych, a to
tem silniej, że w łonie najintenzywniejszego obecnie ruchu społeczno-ekono
micznego i politycznego, t. j. w łonie socyalistycznych mas robotniczych,
odezwały się silnein tętnem poglądy mniej lub więcej kosmopolityczne, naj
lepiej sformułowane w rozprawie Kaucky’ego: „O narodowości nowoczesnej“.
Znakom ita z wielu względów krytyka tego uczonego — dzisiejszych p r ą
dów mieszczańsko-narodowościowych, odbiła się głośnem echem wszędzie,
znalazła odgłos także w naszej literaturze, zyskując sobie zwolenników lub
przeciwników, przyczem jednak nie stało już miejsca ni czasu na dalsze
samodzielne i od bieżącej polityki ile możności niezależne studya nad tą —
tak ważną kwestyą — Brakowi temu ma na celu zaradzić rozprawa p. Lic
kiego, którą omawiamy i która rzeczywiście zasługuje na wielką uwagę ze
strony czytelników i krytyków.
Z góry możemy z prawdziwą satysfakeyą zaznaczyć, że autor stara
się gorliwie o to, ażeby stanąć na wysokości swego zadania. Nie ma tutaj
nigdzie ostrych wykrzykników i superlatywów za lub przeciw; tok rozprawy
płynie spokojnie gładkim korytem, wyłożonym kamyczkami, zebranymi z do
tychczasowej literatury omawianego przedmiotu — o ile rozumie się takowa
mogła być w stosunkach cenzuralnych rosyjskich zużytkowaną.
,.Narodowość“, jest zdaniem p. B. A. Lickiego —- „zbiorowiskiem
i związkiem, dążącym do celów nietylko kulturalnych, ale i społecznych“
(str. 4). Pogląd ten wymaga wyjaśnienia, bo jużcić cele „kulturalne mogą
być także społecznymi“ ; autor jednak pod wyrażeniem — „cele społeczne“
rozumie, ja k z całej rozprawy wynika, dążności społeczno-ekonomiczne
i polityczne
Jest to mała nieścisłość w terminologii, którą łatwo można autorowi
wybaczyć; mniej tolerancyi jednak musimy okazać w ocenie zapatrywań
p. L. na h i s t o r y c z n ą e w o l u c y ę współczesnych narodowości. Faktem
je st rzeczywiście, że „w starożytności wszelkie formy społeczne wyrastały
na podścielisku niewolnictwa“ (str. 5), ale nie wiemy, skąd autor zaczer
pnął wiadomość, że „związki starożytne obejmowały zazwyczaj miasto z nie
wielkim okręgiem i były miniaturami z tego względu w porównaniu z dzisiejszemi narodowościami“ (str. j. w.). Przeciwnie, „związki starożytne“ —
państwowe były w wielkiej ilości wypadków bardzo obszernymi, n. p. Assyrya, Persya, państwa Diadochów, Rzym, Chiny, państwo Maurya w Indyach itp. i tam tylko „były miniaturami w porównaniu z dzisiejszymi
narodowościami“, gdzie złożyły się na to warunki geograficzne, np. w kantonalnej G-recyi, wąskiej Fenicyi i innych tego rodzaju terytoryach. Rzym
skiego municypalizmu także nie można uważać za „miasta z niewielkim
— 368 okręgiem “, bo był to tylko ustrój czysto administracyjny, mający na celu
utrzymanie centralizacyi, a nie popieranie decentralizacyi społeczno-państwowej. Niezupełną prawdą je st także, jakoby „patryotyzm u“ w starożytności
nie było, chyba w minimalnych dozach, ja k np. w Grecyi ; — prawdą jest
tyle, że „patryotyzm “ w starożytności nigdy i nigdzie nie był masowym —
ale był to wówczas wykwit cywilizacyjny, dostępny i zrozumiały jedynie dla
warstw ekonomicznie i prawnie uprzywilejowanych. A rystokrata grecki, se
nator rzymski, chiński mandaryn, żydowski kapłan itp. byli wówczas nie
gorszymi „ p a try o tam i“, ja k dzisiaj liberalne mieszczaństwo, tylko — że
podstawy i zakres tego starożytnego „patryotyzm u“ były odmienne od d z i
siejszych, a w warstwach ubogich przeważały prądy kosmopolityczne, wyro
słe na gruncie niewolnictwa (por. Seeck: „Geschichte des Untergangs der
antiken Welt). Sam p. B. A. Licki nie zaprzecza, że już w starożytności
mamy coś podobnego do „narodowości“, szkoda jednak, że autor kwestyę tę
tyle ważną dla zrozumienia całej ewolucyi historycznej „narodowości“, t r a
ktuje tylko nawiasowo — pobieżnie.
„Narodowość współczesna“ je st zdaniem p. Lickiego „zjawiskiem złożonem“ z dwóch pierwiastków, tj. psychicznego i socyologicznego (recte
społeczno-ekonomicznego i politycznego). „Pierwszy wyraża się w pewnej
sumie idei i wyobrażeń, wspólnych całej grupie jednostek, które, stanowią
narodowość, pewnej sumie uczuć i woli, przejawiających się chociażby
w chęci wspólnego pożycia; nastroje te całkując się niejako — wytwarzają
poczucie swej społecznej osobowości, swego społecznego „ja " . Przez drugi
pierwiastek ta zasada oderwana, ta osobistość psychiczna przyobleka się
w ciało, wkracza w dziedzinę instytucyi społecznych, występuje do walki
z temi, które z nią pozostają w sprzeczności, inne przystosowuje do swych
wymagań“.
Ten swój pogląd motywuje p. L. w dalszym ciągu rozprawy, to też
i nam wypadnie raz jeszcze do tej kwestyi wrócić, — z góry tylko tyle
zaznaczamy, że „psychologia“, ja k tutaj widocznie rozumiana w znaczeniu
„psychologii społecznej'1 i jako taka je st wytworem warunków rozwoju e t
nicznego, zróżniczkowanego w poszczególnych grupach społecznych pod
wpływem przyczyn przyrodniczych takich jak terytoryum, klimat etc., przy
czyn antropologicznych i pod wpływem długiego przeżywania wspólnych lo
sów dziejowych. Takie przyczyny rzeczywiście złożyły się na wytworzenie
„ ja “ społeczno-psychicznego — inna rzecz, czy i to psychologiczne „ j a “
było, je st i będzie jednoznacznera z społeczno-ekonomicznem i politycznem
znaczeniem współczesnych „narodowości“ . Autor sam zadaje sobie takie
pytanie — my pójdziemy w ślad za jego wywodami, tj. zanalizujemy naj
pierw ową narodowościową psychologię, o której wspominaliśmy.
Psychologiczne znamiona „narodowości współczesnej“ są — zdaniom
p. L . następujące: 1) „Pewne skłonności, aspiracye, które zniewalają tę
lub ową ludność do zbliżenia się z in n ą “ , a wola ta ich wyraża się przez
w s z y s t k i e organa, książki, dzienniki etc. (str. 9); — krótko powie
dziawszy, „naród je st to zbiorowisko ludzi, którzy uważają się za n aró d “
(str. 10). Je st to słusznem o tyle, o ile rzeczywiście wśród danej „ludności“
mamy mniejszą lub większą świadomość narodową, tj. jeśli egzystują wśród
tej lub owej „ludności" ludzie, „którzy uważają się za n a r ó d “ — mają,
jak się autor na innem miejscu wyraża, „narodową duszę“ . A przecież ! —
nie istnieje żadna ta k a „ludność“ w świecie kulturnym, ani nawet wśród
— 369 —
unarodowionych (skonsolidowanych) plemion barbarzyńskich, któ ra „uważa
łaby się za n a r ó d “ w tak wielkim stopniu, iżby „ w s z y s t k i e jej organa
świadomość tego faktu posiadały i „wyrażały“ . Najpierw trzeba tu wydzie
lić kosmopolitów u góry i u dołu, którzy — jak już w polemice z p. Strze
leckim (zeszyt II. ÄL u d u “) powiedziałem, mają wielkie znaczenie dla sko- .
smopolityzowania cywilizacyi. Ale — możnaby powiedzieć, że to tylko wy
ją tk i z pod ogólnej reguły. Rzeczywiście, — kosmopolitów świadomych
swego społecznego „ j a “, jest znacznie mniej w stosunku do tych, którzy
posiadają świadomość swego „ j a “ narodowego.. ale całkiem inaczej prze d
stawia się ta sprawa u bezdomnej i bezimiennej masy, która — jeśli jest
już zorganizowaną i politycznie czynną — wykazuje stosunkowo mały procent
ludzi, „uważających się za n aró d “, jeśli zaś nie jest jeszcze wciągniętą
w wir walk klasowych społeczno-politycznych, wówczas uważa wszelkie „uwa
żanie się za n aród“ za rzecz dla niej mniej lub więcej obojętną. T ak tedy
„dusza narodowa“, powiedzmy raczej „świadomość narodowa“ je st ledwie
przyczynkiem do określenia tego, czem jest „narodowość“ i wcale jeszcze
tej kwestyi nie rozstrzyga. T a „dusza“ jest dla p. Lickiego wynikiem
przedewszystkiem — dziedziczności fizyologiczno-psychicznej, co je st jednak
również tylko względną prawdą, bo bardzo często i dziś coraz częściej
wpływ takiej dziedziczności neutralizuje się przez k l a s o w ą dziedziczność
psychologiczną, niemniej przez immigracyę i emigracyę. Często potomkowie
ludzi uważających się za n aród“ — tracą to poczucie, inni wynaradawiają
się, t. j. „uważają się za naród“' — inny. A utor sam i słusznie przyznaje,
że antropologiczna tj. rasowa dziedziczność fizyologiczno-psychiczna nie sta
nowi żadnej podstawy „narodowości“ z powodu krzyżowań rasowych, które
są dla antropologii regułą o bardzo nielicznych wyjątkach, mimo to jednak
uważa p. L. narodowości za „tworzące się — powstające rasy “. Antropo
logia nie zna jednak wiele faktów (wyjąwszy kreolów i mulatów), gdzieby
krzyżowania płciowe wytwarzały nowe rasy ; w Europie n. p. wszelkie ro
dzaje krzyżowań przyczyniły się tylko do tego, że zasadnicze dwie rasy
europejskie tz. blondynogłowych długogłowców i czarnowłosych krótkogłowców zatarły się po części - wytworzyły np. szatynów długo lub krótkogłowych, blondynów krótkogłowych lub brunetów długogłowych z różnemi
modyfikaeyami barwy skóry i oczu, co je dnak wszystko razem wcale nie
pozwala nam poszczególnych „narodowości“ uważać „za tworzące się —
' powstające rasy “ . To co p. L . nazywa „tworzącą się r a s ą “ może być wzglę
dnie słusznem tylko dla warstw mało stosunkowo krzyżujących się obecnie,
tj dla klas drobnowłasnościowych, które z konieczności ekonomicznej są po
dziś dzień najwięcej „glebae adscripti“ wraz z liczną grupą rekrutującej
się z nich inteligencyi i jako takie dostrajają się rzeczywiście do pewnego
mniej lub więcej wspólnego typu, który nazywamy z większą słusznością
„ludowym“ a nie „narodowym“ . Ponadto — ci ludzie ekonomicznie „glebae
adscripti“ są obecnie, ja k sam p. L . słusznie podnosi, zabytkiem feudalizmu
będącym w liczbowej i społeczno-politycznej degressyi ; na nich tedy zbu
dowana teorya o narodowości, jako „tworzącej się rasie“ nie wytrzymuje
nawet ze stanowiska autora krytyki i trzebaby j ą chyba odnieść do Chiń
czyków, Japończyków itp. ludów, które wogóle rasowo mało się od wielu
wieków krzyżują, a społeczny ich rozwój jest odmiennym od takiegoż rozwoju „narodów“ europejskich; P . L . nazywa takie społeczeństwa (np. Chiń
czyków) wprost nawet „społeczeństwami zastoju“ ; jest to, zdaniem mojem,
24
— 370 —
błędnem zapatrywaniem, wynikłem z chęci oceniania ewolucyi społecznopolitycznej i kulturnej ludów nieeuropejskich i mało do dziś dnia nam zna
nych — ze stanowiska takiejże ewolucyi ludów Europy i immigrantów eu ro
pejskich w A meryce; zapatrywanie zresztą, bardzo rozpowszechnione i po
parte nawet powagą Hellwalda.
Ja k dalece taki punkt widzenia jest je dnak nieuzasadnionym, to
widzimy jasno np. w rozwoju talmudycznego judaizmu, który jest bądź co
bądź s u i generis „rozwojem“, a nie jakby się p. L. wyraził „zastojem “.
In n a rzecz, że takie społeczeństwa wrzekomego „zastoju“, " które nie z o
stały jeszcze całkiem wciągnięte w wir ewolucyi społecznej europejskiej,
są znacznie więcej „narodowościami“ w znaczeniu „tworzącej się r a s y “ tj.
raczej wytworzonej i dziasiaj mało zmieniającej się, niżeli społeczeństwa,
które pod wpływem europejskiej cywilizacyi trac ą powoli wszelkie cechy,
wyodrębniające je od przeciętnego „Europejczyka“' tak pod względem „ r a
sowym“ j a k i każdym innym.
Dalsze cechy „psychologiczne“ narodowości współczesnych są według p.
L. — język, mianowicie język tz. „literacki“, naśladownictwa społeczne
w znaczeniu tyle razy już kwestyouowanej suggestyi masowej według teoryi
T ard e’a, tudzież — wspólne tradycye historyczne.
Z pomiędzy tych cech najistotniejszą jest — język „literacki“ , wspólny
mniej lub więcej dla całych „narodowości“ bez różnicy klas społecznych, z małemi stosunkowo modyfikacyami przez dyalekty ludowe. W tym, własnym j ę
zyku najłatwiej i najlepiej porozumiewają się między sobą ludzie jednej
„narodowości“ , w nim najlepiej uwydatnia się 'naw et wspólność tradycyi hi
storycznych; nie mniej jednak je st każdy język wykształcony „ l ite ra c k i“ —
pomostem, przez który każda „narodowość“ dostaje dla swego użytku wy
niki cywilizacyi międzynarodowej. Co więcej — z liczby języków „n arodo
wych“ wyłaniają się zawsze takie, które pod wpływem bardzo różnorodnych
czyn1ików rozpowszechniają się najwięcej i przybierają skutkiem tego cechy
kosmopolityzujące inne języki. Dość wspomnieć o greczyźnie i łacinie w sta
rożytności i wiekach średnich, o języku perskim i arabskim w Azyi ; wre
szcie w dzisiejszej Europie i Ameryce odgrywają taką samą rolę języki:
angielski, francuski i niemiecki, na wschodnich zaś kresach język rosyjski.
Sam p. L, nie jest pewny, czy — j a k powiada Kaucky — nie przyjdzie
wreszcie czas, kiedy świat cywilizowany w angielszczyźnie, francuszczyźnie
i niemiecczyźnie będzie wyrażać swe myśli i dążenie tak, ja k niegdyś wy
rażano je powszechnie w językach klasycznych Jeśli gdzie, to tylko wśród
malo wykształconych warstw ludowych odgrywają i chyba bardzo długo
jeszcze odgrywać będą języki „narodowe“ główną •— podstawową rolę, wy
odrębniającą je z pośród innych „narodowości“ ; niemniej jednak i ta cecha
„narodowości współczesnych" nie może być uważaną za tak stałą i ogólną,
jak to chce widzieć p. L . Więcej jeszcze znamion kosmopolityzujących za
wiera w sobie każda tradycya historyczna, bo łączy się zawsze mniej lub
więcej ściśle z tradycyami dziejowemi całego cywilizowanego świata ; co
więcej — jest ona zawsze przeważnie tradycyą warstw „wyższych“ i p o
woli bardzo przesiąka w lud. O „naśladownictwach społecznych“ trudno
dzisiaj jeszcze coś pewnego powiedzieć, to też mimo dowodzeń p. L. można
tę cechę „narodowości współczesnych“ uważać co najwyżej za bardzo p r o
blematyczną.
-
371 —
Tak tedy „psychologiczne cechy narodowości współczesnych“ te, które
nam przedstawia p. L. nie mogą w żaden sposób zadowolnić krytyki w ta
kiej mierze, jakby sobie tego życzył autor. Z tego, cośmy dotychczas po
wiedzieli, wynika tylko tyle: 1-mo „uważanie się za naród“ nie jest wspólną
cechą całych narodowości, lecz tylko poszczególnych warstw społecznych, ■
—
jak dzisiaj głównie drobno-własnościowych; 2-do „narodowości współczesne“
są co najwyżej w warstwach t. zw. ludowych czemś w rodzaju „tworzącej
się rasy“, ale nigdy nie są nią w odniesieniu do o g ó ł u ludzi, mówiących
jednym „narodowym“ językiem. Najsilniej występuje to „powstawanie rasy“,
jako „narodowości wśpółczesnej“ u ludów mało krzyżujących się płciowo,
do których to należą przedewszystkiem społeczeństwa — nazwane przez p.
L. niewłaściwie „społeczeństwami zastoju“ ; З-io. tradycye historyczne, po
lityczne — ostatecznie nawet „naśladownictwa społeczne“ mają charakter
przeważnie klasowy i nie brak w nich pierwiastków kosmopolitycznych, „na
rodowe“ zaś są tylko o tyle, o ile są ujęte w pewną sui generis, syntezę
kulturną przez narodową literaturę, spisaną w narodowym literackim języku,
przyczem jednak nie można nigdy spuszczać z oka faktu, że nawet лпагоdowe języki“ zmieniają się z biegiem czasu i często, przynajmniej dla warstw
inteligentnych ulegają kosmopolityzującemu wpływowi języków najbardziej
rozpowszechnionych i coraz więcej rozpowszechniających się. Tyle o cechach
„paychologicznych“ narodowościowych — według książki p. L. Z kolei
rzeczy przychodzimy do rozbioru jego poglądów na „socyologiczne“, t. j.
raczej społeczno-ekonomiczne i polityczne znamiona „narodowości współ
czesnych“.
Rozbiór pojęcia „narodowości“ jako faktu socyologicznego“ rozpoczyna
p. L. od dalekiej starożytności, przechodzi pokrótce wieki średnie i zatrzy
muje się dopiero nieco dłużej przy „państwach policyjnych“ wieków nowych.
Słusznie podnosi autor, że przed nowymi wiekami nie może być mowy
o „narodowości“ w dzisiejszem tego słowa znaczeniu ; inna jednak rzecz,
że ta dzisiejsza — „współczesna narodowość“ rozwijała się stopniowa w ciągu
wieków, co p. L. tylko bardzo krótko zaznacza, ale o tej ewolucyi dziejo
wej „narodowości“ jako zjawiska społeczno-ekonomicznego i politycznego
mówi mniej jeszcze niżeli o takiejże ewolucyi „narodowości“, jako zjawiska
„psychologicznego“. Dopiero „państwo policyjne“ nowych wieków znajduje wię
cej laski w oczach autora. „Można“ — pisze „odszukać pewne punkty styczne
między państwem policyjnem i narodowością, które czynią z państw jeśli
nie sprzymierzeńca narodowości, to przynajmniej jej poprzednika, który
grunt dla niej przygotował“ (str. 76 ). Bez kwestyi słusznie ! ; słusznie
także podnosi p. L. wielkie w rozwoju współczesnych narodowości“ zna
czenie reformacyi religijnej XVI. w., ale cały ten szkic jest stanowczo za
szczupły — za pobieżny, ażeby mógł być uważany za obrazek ewolucyi
„socyologicznej“ — „współczesnych narodowości“. Skutkiem małego uwzglę
dnienia rozwoju „narodowości“ w wiekach średnich, występuje narodowość
współcaesna“ w książce p. L. można powiedzieć — nagle, a przecież, jak
kolwiek „narodowość w dzisiejszem jej pojmowaniu powstać mogła dopiero
na gruzach przywilejów i organizacyi stanowej“, — a więc „datuje się od
rewolucyi francuskiej“, to jednak nie da się w żaden sposób zaprzeczyć,
iż już znacznie przedtem w t. zw. „epoce odrodzenia“ (XIV i XV w.) na
rodowości współczesne wytwarzać sie poczęły wyraźnie, gdyż już „społe
czeństwa stanowe“ miały cały szereg ekonomiczno-politycznych interesów
*
— 372 —
wspólnych wewnątrz swej organizacyi społeczno-państwowej, a odmiennych
od społeczeństw innych — sąsiednich. Rewolucya XVIII. w , znosząc przy
wileje stanowe, złączyła wspólne interesy stanów w ogólnej zasadzie „zwierz
chnictwa ludu“, która to zasada w praktyce — skutkiem ewolucyi ekono
micznej stała się niczem innem, jak tylko, co sam p. L. słusznie podnosi,
wyrazem silniejszej niżeli kiedykolwiek przedtem centralizacyi społecznopaństwowej. Gdyby był autor więcej zwrócił uwagi na tę stopniową ewolucyę państw i narodowości współczesnych, musiałby był zauważyó, że „pań
stwa“ te i „narodowości11 przechodziły przez wspólne fazy rozwoju społecznoekonomicznego i praktycznego, czyli — jak się wyraża p. L. „socyologicznego“ ; inna zaś rzecz, że ta „socyologiczna“ ewolucya „narodowości współ
czesnych“ i „państw“ względnie „narodowych“ nie zawsze i nie wszędzie
szła w parze z rozwojem „narodowości“ jako sui generis syntezy kultúrnej,
czyli — jak się wyraża autor „psychologicznej'“'. Tylko w ten sposób mo
żna zrozumieć fakt podniesiony zarówno przez Kaucky’ego jak i przez p.
L. (str. 143 ), źe narodowości współczesne, (raczej państwa narodowe) są
wynikiem panujących obecnie sposobów ekonomicznej produkcyi — towa
rowej, są więc — krótko powiedziawszy, następstwem „kapitalizmu“ eko
nomicznego. Kaucky, który po raz pierwszy fakt ten należycie objaśnił,
rozumie jednak bardzo dobrze, że „kapitalizm“ stworzył „narodowości współ
czesne“ nie jako grupy lingwistyczne, psychologiczne etc., — ale jako t. zw.
„państwa narodowe“, celem obrony rynków, czyli jak p. Ł. pisze „targów“ —
towarowych, tudzież celem zdobycia nowych. Trudno w tym fakcie dostrze
gać tak jak to czyni p. L. — jakiejś z a s a d n i c z e j różnicy między „na
rodowością współczesną“ w jej społeczno-ekonomicznem i politycznem zna
czeniu, a współczesnem państwem „narodowem“ ; jeśli zaś, co się nie da
zaprzeczyć, różnice takie istnieją, to są one natury lokalnej, czysto eko
nomicznej, jak np. w Szwajcaryi, Stanach Zjednoczonych Ameryki półn,
i innych federacyjnych państwach, — lub też tam, gdzie federacya wytwarza
się żywiołowo z powodu nierównomiernego rozwoju ekonomicznego poszcze
gólnych części składowych danego „państwa“, jak np. w Austro-Węgrzech.
Ale... „kapitalizm“ nie jest wcale jeszcze tak, jakby z słów p. L.
sądzić należało, w degressyi ; on —• mimo bardzo silnego przeciwdziałania
rozwija się dalej, centralizując coraz więcej dotychczasowe federacye i za
cierając w scentralizowanych już państwach „narodowych“ różnice etnicznoHngwistyczne. P. L. sam przyznaje, że rozwój wielkiego przemysłu przy
czynia się stanowczo do skosmopolityzowania świata cywilizowanego i dlatego
nie w dalszym rozwoju ekonomiczno politycznego liberalizmu, ale przeciwnie
w rozwoju „idei'klasy robotniczej“, t. j. socyalizmu, widzi on w przyszłości
jedyną ostoję „narodowości współczesnych“. Robotnicy — pisze, dziś już
bronią swych targów (rynków) pracy przed inwazyą obcokrajowców dlatego,
bo ci ostatni mając często mniejsze potrzeby kulturně, obniżają cenę płacy
za pracę.
Rzeczywiście tak jest ! — ale p. L. zapomina, że mówiąc o tem —
mówi tem samem o w a l c e robotników z „kapitalizmem“ dzisiejszej doby,
z czego jednak wcale jeszcze nie wynika, jakoby „z w y c i ę ż k a kiedyś
idea klasy robotniczej“ miała się oprzeć na obronnej konkurencyi targów
pracy, podobnie jak „kapitalizm“ — opierający się na obronie i zaborze
rynków towarowych. Przecież „idea klasy robotniczej“ stawiana czele swych
postulatów usunięcie wolnej konkurencyi kapitałów i zorganizowanie j a k
— 373 —
n a j l e p s z e , a więc tem samem doprowadzenie do m i n i m u m konkurencyi
pracy. Przypuśćmy jednak nawet, że autor dobrze przewiduje przyszłość —
widząc przed sobą „państwa narodowe“, ochraniające swych obywateli ro
botników przed konkurencyą sąsiadów, to i w takim razie nie mamy jeszcze
prawa sądzić, iż te państwa przyszłości musiały się zamykać w ramach,
iż się tak wyrazimy, lingwistycznych, nie zaś społeczno-ekonomicznych, tj.
tak, jak się to już dzisiaj dzieje.
Dr. Kaz. I. GorzycJci.
L u doznaw stw o, m a te ry a ły ludoznaw cze.
B i b l i o t e k a warszawska, pismo poświęcone naukom, sztukom i przemy
słowi, pod redakcyą Józefa Weyssenhofa, zeszyt z marca 1896 , War
szawa, Gebethner i Wolff, druk J. Sikorskiego, w 8-ce. Zbytek przez
dra Br. Łozińskiego, str. 467 - 486 , zeszyt z kwietnia, dok., str. 115
do 144 .
M a t e r y a l y antropologiczno-archeologiczne i etnograficzne, wydawane sta
raniem komisyi antropologicznej Akademii umiejętności w Krakowie,
tom I., Kraków, nakł Akademii, Spółka wydawnicza, druk. Uniw.
Jag. 1896 , w 8-ce, str. X, 108 i 425 , z 1 tabi, rysunkową, 10 map
kami, 1 tabi, graficzną i 4 cynkotyp. 3 zlr. 50 ct
T r e ś ć ; I. Dzi ł archeologiczno-antropologiczny: 1) Ludność miasta
Warszawy, przyczynek do charakterystyki fizycznej, przez A. Za
krzewskiego (str. 1 —38 ); 2) Charakterystyka fizyczni ludności Po
dola, na podstawie własnych spostrzeżeń, przez dra J. Talko Hryncewicza (str. 3 9 — 93 ); 3 ) Poszukiwania archeologiczne w gubernii mohilewskiej, w pow. rohaczewskim, bycbowskim i mohilewskim, przez
St. Cerchę (str. 9 4 — 108 ). — II. Dział etnograficzny: 1 ) Cholera
w pojęciach ludu ziemi sądeckiej, przez S . Udzielę (str. 1 — 4 );
2 ) Wzajemny stosunek stanów na Podlasiu, przez L. Czarkowskiego,
(str. 5 —16 ); 3 ) Wesele w Kudzku, przez H. Czechowską (str. 17
do 4 8 ); 4 ) Okaz pisma obrazkowego, przez L. Malinowskiego (str.
49 — 50 ) ; 5) Baśni ludowe, zebrane we wsi Przehieczanach w powiecie
wielickim, przez St. Cerchę (str. 5 1 —98 ); 6) Przyczynek do leczni
ctwa ludowego, przez Dra F. Wereńkę (str. 99 —228 ); 7 ) Kilka ry
sów z życia ludu w Zalasowej, przez Bł. Pawłowicza (str. 229 2 6 5 );
8) Zwyczaje i pojęcia prawne ludu nadrabskiego, przez J. Świętka
(str. 2 66 — 362 ); 9 ) Dumki i pieśni ludu ruskiego z Zadniepru, przez
N. Zimmerową (str. 363 — 379 ); 10 ) Przyczynek II. do etnografii
Górali polskich na Węgrzech, przez R. Zawilińskiego (str. 380 - 425 ).
N e h r i n g W. Bericht über Aberglauben, Gebräuche, Sagen und Märchen
in Oberschlesien (Mittheilungen der schlesischen Gesellschaft fürYolkskunde, III. 1), Breslau 1896 , w 8-ce, str. 3 - 18 .
K a i n dl Raimund. Friedrich dr. Der Festkalender der Rusnaken und Hu
zulen von . . . in Czernowitz. Czernowitz 1896 . Commissionsverlag
der Universitäts-Buchhandlung H. Pardini. Odbitka z Mittheiluugen der
