70b588862704a7ef4c9c8e685e54be6a.pdf

Media

Part of Fragment z dziejów rodziny / Lud, 1895, t. 1

extracted text


145

-

FRAGMENT s DZIEJÓW RODZINY.
B a d a n ia n ad dziejami rod ziny słowiańskiej bardzo są z a n ie ­
dbane. N ie w ie lk a ilość roz praw i a r ty k u łó w rzuciła zaledwie jakie,
takie św iatło na n iektó re k w e sty e socyologiczne i p ra w d o p o d o ­
bnie d łu g o jeszcze czekać będziemy na syn tety cz n ą pra cę p rz ed ­
s ta w ia ją c ą
w yczerpująco rozwój insty tu c y i rodzinnych i s p o łe ­
cznych u S łow ian, w dobie przedhistorycznej. K t o wie je d n a k czy o p ó ­
źnienie to niem a i d o b ry c h stron. W chwili obecnej, g d y zagranicą
rozpoczęła się p om iędzy socyologam i zacięta w alk a, g d y now e b a ­
dan ia o b alają h ip o tezy uchodzące do n ied aw n a za ostatnie słowo
n a u k i; g d y stu d y a S ta rck e g o , D a rg u n a , W e s te rm a rc k a , K a u tsk y le g o ,
Z ieglera i t. i. zachw iały nieom ylność w y n ik ó w b a d a ń takich p o ­
w a g na p olu socyologii ja k B achofen, Lubbo ck, G iraud-Teulon, MacL enn an , Maine, S pencer, K o h le r, P o s t i t . d. ; g d y n aw et hip o tezy
M o rg a n a — mimo niezaprzeczonej i niezaprzeczalnej pom nikow ej
w artości dzieł jeg o — n a p o tk a ły na silną opozycyę, a n a w e t w wielu
k ie ru n k a c h zakwestyonow’an e lub n aw et odrzucone zostały przez
now szych b ad a czy ; w chwili tej lepiej może zaczekać, lepiej może
grom ad z ąc m a te r y a ły zrezy g n o w a ć na razie z syntezy, dopóki się
p olem ik a i w a lk a nie uspokoi, d opó ki nie w yłonią się z tego
ch a o su najrozm aitszych hipotez i za p atry w a ń , jakieś wybitniej zazna­
czone k ieru n k i i prąd y. Zresztą synteza m ożliwą będzie dopiero
w ted y , g d y zgrom adzi się w y starcza ją cy zasób m atery ałó w , g d y
w y c zerpu jące m onografie przedstaw ią nam poszczególne fazy ewolucyi o rg an izacyi rodzinnej w w łaściw em świetle, ograniczając się
na d o k ład n e zbadanie pew n y ch jej stopni, bez w z glę d u na ich n a s tę ­
pstw o po sobie.
T o też z radością w ita m y k aż d y przyczynek, k a ż d ą ro z p ra w k ę
now e po d ając ą m a te ry a ły . W ostatnim zeszycie czasop. »Źytie i sło­
wo« znajdujem y tak i ce n n y m a te r y a ł w ro z p raw c e dra I. F ra n k i
po d t y t : »Ślidy sn o ch a ctw a w naszych h o r a c h « 1). Ze w zględu na jej
w ażność dla b a d a ń n a d przeszłością naszego ustroju rodzinnego p o ­
daję obszerne jej streszczenie, oraz kilk a u w a g w łasnych w ty m
przedmiocie.

*) Ź y tie i s io w o ,

w istn y k lite ra tu ry , istorii i folkloru

w y d a je

O lga

F ra n k o .

d ru h ij, k n iž k a IV. Z a Ju l i A w h u st. L w iw , 1895. str. 101 — 104.

10

Kik



146



W y r a z »snochactwo« (po ros. snochaczcstwo) o k reśla zwyczaj
n a p o t y k a n y u n ie k tó ry c h lu dów żyjących w u stro ju p a t r y a rc h a ln y m
w »zadrugach« czyli w s p ó ln o tach rodzinnych, a p o le g a ją c y na p o ­
życiu m ałżeńskiem teścia z swą synow ą. Ojciec rodziny, m ając nie­
o g raniczon ą w ładzę n a d swem i dziećmi, żeni sy n a 'niedorostka, niepy tając ' się o jeg o w olę i chcąc p ow ięk sz y ć ilość sił robo czy ch
z dziew czyną starszą o wiele, zupełnie już dorosłą, a d o p ó k i sy n nie
dojdzie lat męzkich i nierozwinie się • zupełnie p o d w zględem fizy­
cznym, teść zastępuje u swej synow ej miejsce nieletniego jej męża.
W R o s y i, w n ie k tó ry c h okolicach w k tó ry c h istnieją jeszcze
lub istn iały w s p ó ln o ty rodzinne, utrzym uje się zwyczaj ten po dziś
dzień jeszcze, mimo, że w y stęp u je przeciw niemu kościół i państwo.
(Laveleye D as U re ig e n th u m , r. I I ; Leroy - B eaulieu : D a s R e ic h der
Zaren und die R u s s e n , Berlin, 1884, I, 412— 3) N ajdaw niejszą w zm ian­
k ę о ’snochactwie, znajduje dr. F r a n k o u N estora : »Malując życie
i zwyczaje naszych przodków , jeszcze przed zapro w adzen iem chrze­
ścijaństw a —■ p o w ia d a dr. F r a n k o — k ro n ik arz z poch w ałą mówi
0 P o la n ach , że m ają »wstydliwość do swoich s y n o w y c h i do sióstr
1 do m a te k i do rodziców swoich, a syn ow e do sw y ch św iek r i szw a­
g ró w w iększą m iały wstydliwość«, — a. n ato m iast W ia ty c z a n o m
i R a d y m ic z a n o m zarzuca pom ięd zy innemi i to, że »wobec ojców
i sy n o w y c h niem a u nich wstydliwości«. Co p r a w d a św iadectw o to
nie bardzo w y ra ź n e ; m ó żn ab y myśleć, że k ro nikarz, chce o d ry so w a ć
grubsze obyczaje ty c h plemion, ale nacisk jaki kładzie właśnie na
niewstydliwmść w obec sy n o w y c h (rozumie się, że w innym i tej w s t y ­
dliwości m o g ą być ty lk o teściowie) czyni p ra w d o p o d o b n y m domysł,
że m o w a tu w łaśnie o snochactwie«.
B ardzo cenne są dalsze m a te r y a ły p o d an e przez D ra F r a n k ę :
»Około r. 1623. Teofila z Szczekarowic Ostrog-ska, k asz te lan o w a k r a ­
ko w sk a, w d o w a po ks Janu szu O strogskim , dziedziczka d ó b r Skolskich i Tucholskich, p o ło żon ych wzdłuż rzeki O poru, w y d a ła in stru kc y ę d la p o b ie ra n ia k a r za różne przekroczenia, popełnio ne przez sw ych
p o d d a n y c h t u c h o l s k i c h 1). P u n k t szósty tej in struk by i o p ie w a : » J e ­
śliby się też to trafiło, j a k o s i ę t o t a m z n a j d u j e , żeby miał ociec
z s y n o w ą swoją m ieszkać w nierządzie, a św iadectw o p e w n e było,
te d y g o g ard łe m karać, je d n a k z dołożeniem się naszym«.
Z słów ty c h w y n ik a, że »snochactwo« w ow^ych czasach istniało
w g ó ra ch skolskich, a n a w e t z a p ew n e w y d a rz a ć się m usiało często,
1)

In s tru k c y a ta z n a jd u je się w B ibliotepe O s so liń sk ic h Rps. 2.408, p rz e d ru k o w a ł ją

Dr. F r. P a p śe w sw ej p r a c y : S kole i T u c h o lsz c z y z n a , L w ó w , 1891, str. 118 — 121.

-

147



skoro księżna nie ty lk o uw ażała za p o trzeb ne w y d a ć ta k d ra k o ń s k ą
ustawę, ale n a w e t p o dać Wyraźnie »jako się to tam (t. j. w górach)
znajduje«.
O istnieniu »snochactwa« — w innej części K a r p a t , w H uculszcźyźnie, jeszcze w 170 lat po w y d a n iu instrukcyi przez ks. Ostrogską, bo około r. 1793 — świadczy w iadom ość p o d a n a przez H acqueta. M ów iąc o m ieszkańcach P okucia, po d k tó rą to nazw ą rozum ie
on H u c u łó w (Die G e b irg s - R u s s e n oder die w a h ren P okutier) p o w iad a
H a c q u e t : »Es ist nicht g en u g , dass der P o k u tie r U m g a n g mit eines
a n d e re n W e ib e hat, sondern ër m acht sich auch w e n ig aus einer
B lutschande, nemlich mit seines S oh nes W e ib U m g a n g zu haben.
V o r Zeiten w a r dies rqehr im S ch w a n g , als itzo, so wie es noch d er­
m alen in vielen G e g e n d e n R u s s la n d s üblich ist« 1); dalej zaś cytuje
ustęp z książki C o x e’a 2), k tó ry w ten sposób opisuje ten niem o­
ra ln y zwyczaj p a n u ją c y u M o sk ali: » W niek tó ry c h okolicach ojciec
żeni sw ego siedmio-, ośmio-, albo dziew ięcioletniego sy n a z s t a r ­
szą dziew czyną, a b y z niej — ja k tam p ow iad ają — zrobić do brą
i p o rz ą d n ą g o sp o d y n ię. Ojciec k tó re g o sy n o w ą stała się ta dziew ­
czyna, żyje z nią ja k mąż z żoną i ma z nią nieraz k ilkoro dzieci«.
Chociaż H a c q u e t pomieszał m ieszkańców P o k u c ia z H ucułam i,
chociaż nie p o d a ł nazw wsi, w k tó ry c h n a p o tk a ł o p isany przez sie­
bie zwyczaj, to przecież św iadectw o jeg o m usim y uznać, jak o b a r­
dzo p o w a ż n e i n a je g o p odstaw ie' stwierdzić m ożem y istnienie »sno­
chactw a« u H u c u łó w p rz y koń cu X V I I I . w. D r. F r a n k o uważając
istnienie »snochactwa« jak o nierozdzielne od istnienia w spó lno t
ro dzin nych i vice versa, p rz y ta c z a jak o dalszy do w ó d w y ją te k z mem o ry a łu przedło żon ego w r. 1884 p a rla m en to w i au stry a ck iem u ,
stw ierd z ający istnienie w sp ólnot rod zin nych na B u k o w in ie w r. 1.819/,)
oraz w zm iankuje o p ra c y p. M aryi H a n e n k o (Semejno - ymuszczestw e n n y ja otnoszenija к res tj a n sk a g o n as ełe n ij a w E liz a w e tg ra d s k o m
uizdi w czasop. »Step« chersonskij b e lłetry sty cz n y j sb irn y k ; P etersb.
1886) o w sp óln otach rod zin n y c h istniejących dziś jeszcze w p o w ie ­
cie elizabetgrodzkim , i koticzy twierdzeniem , że u nas, szczególnie
ł); H a c q u e t: N eu este p h y s ik a lis c h -p o litis c h e R eisen in d en J a h re n 1791, 92 u n d 93
d u rc h die D a c isc h e n u n d S a rm a tis c h e n o d er n ö rd lic h e n K arp ath en , N ü rn b erg , III.' T heil,
str.

2 0 .

2) C o x c : R eise d u rc h P o h len , R u sslan d , S ch w ed en u n d D än em ark , Z ü ric h 1785, 4.
3) Dr. K. P e y re r v. H e n n s tü d t: D en k sch řift betreffend die E rb fo lg e in la n d w irth sc h a ftlich e G ü ter u n d d a s E rb g ü te rre c h t, W ien , 1884, str. 31 i te g o ż a u to r a : R e g elu n g der
G ru n d e g e in th u m sv e rh ä ltn iss e , W ie n 1877 str. 2 1 — 2 і 6 6 .

-

148

-

n a P o d g ó rz u zdarzają sie poszczególne w y p a d k i »snochactwa«. Nie
zw rócono n a nie d o tą d u w a g i a in tereso w ane osobistości m ają wszel­
k ą p rzy czy nę nie p rz y z n a w a ć się do tego. T y lk o niek ied y - s p ra w a
przychodzi przed sąd. N a dow ó d p rz y ta cza Dr. F r a n k o w y p a d e k
taki, k t ó r y przed dziesięciu la ty b y ł przedm iotem ro z p ra w y sądowej,
w d ro h o b y c k im sądzie p o w iato w y m . Ojciec, n ie stary jeszcze czło­
wiek, w dow iec, ożenił najstarszeg o syna, »do domu« a b y mieć z n ieg o
i z synowej -» pom oc w g ospodarstw ie«. S y n widocznie nie b y ł t a k
m łody, j a k to b y w a w rodzinach w k tó ry c h się zdarza »snochactwo«
i nie p odd ając się woli ojca robił co m ógł, a b y dop ro w a d zić do
rozwodu. P o m ię d zy innem i zaskarżył ojca do sądu, że tenże »bere
sia do jeho żinky«. Jeżelim się ożenił — mówił on na rozp raw ie —
to dla siebie, a nie dla ojca. N a to m iast ojciec zaklinał się i p r z y ­
sięgał, że nie m iał żad n y ch n iem oralny ch zam iarów w obec swej
s y n o w ej: » K o ły chocz raz m oja r u k a b y ła na nij ponyzsze pojasa —
j a k się ch a ra k te ry s ty c z n ie w yraził — to k ła d u sia p o d najbilszu
karu«. W sądzie »dały mu za wiru«.

O to ja k najobszerniejsze streszczenie rozp raw k i Dra. b r a n k i, do
której d o dać muszę k ilk a uw ag .
Dr. F r a n k o przytaczając c y ta t z N e sto ra pow iada, że bardzo
jest p ra w d o p o d o b n y dom ysł, iż k ro n ik a rz m iał tu n a m yśli n iem o ­
ra ln y — w e d łu g naszych z a p a try w a ń e ty cz n y ch — sto su n ek teścia
do synowej. Nie m am p o d rę k ą w y d a n ia o ry g in a ln e g o tek stu N e ­
s to ra ty lk o dw a tłum aczenia. J e d n o w y p is a n e jest przezemnie z w y ­
dan ia K o tk o w s k ie g o , a u stęp c y to w a n y przez D ra F r a n k ę brzmi
w niem n astęp ująco : P o la n ie są ła g o d n e g o i s p o k o jn e g o usp o so ­
b ie n ia : znają w s ty d dla sy n ow ych , sióstr, m a te k i rodziców swoich
i t. d. — R ad y m icza n ie , ja k W ia ty c z a n ie i Siew ierzanie — s p r o ­
ś n y m i b y l i w m o w i e w obec ojców i sy n o w y c h i t. d. ').
T a k sam o brzm i tłóm aczenie L eg e ra, k tó re rów nież m am p rzed s o b ą :
Les P o lia n es — av a ie n t un g r a n d respect p o u r leurs brus, leu rs
soeurs, leurs mères, leurs p a re n ts і t. d. — L es R ad im itc h s, les Viatiches et les Severiens — t e n a i e n t d e s p r o p o s o b s c è n e s

‘) L a to p is

N e s to ra :

S ta ry te k s t

m n ic h a Ł a w re n te g o z XIV. w .; o d d z ia ł I, część

p rz e z S c h iö z e ra k ry ty c z n ie w y p ra c o w a n ą , p r z e p o ls z c z y f Ju lja n K o tk o w sk i,
str. 2 1 - 2 3 .

K ijów , 1860,



149



d e v a n t leurs pères et leurs b rus i t. d. ,). Tłóm aczeniu L é g e ra d o ­
daje je d n a k p o w a g i fakt, iż p rz y ją ł je w swej p ra c y T. W o ł k o w 2).
Zmienia to zupełnie postać rzeczy. W ą tp i ę , a b y Nestor, chcąc
zaznaczyć istnienie s tosun ków zb y t blizkich pom iędzy teściam i.a ich
synow em i, u żył w y ra ż e n ia »sprośnym i b yli w m o w i e«, bo k a ż d y mi
przyzna, iż stosu nek teg o rodzaju p laton icznym nie był, p o le g a ł na
czynach, a nie n a »mowie«. Dr. F r a n k o przeoczył widocznie, to
jedno słówko, k tó re osłabia znacznie znaczenie jeg o twierdzenia,
ja k o b y c y to w a n y przezeń ustęp k ron iki odnosił się do »snochactwa«.
Zgadzając się zupełnie na inne w y w o d y D ra F ran k i, sprzeciwić się muszę jeszcze jedn em u jeg o za p atry w a n iu . Oto Dr. Б'гапко
twierdzi, że »możemy uw ażać »snochactwo«, za objaw nieoddziel
n y od p a try a rc h a ln ie zorganizow anej w s p ó ln o ty rodzinnej czyli za
d rug i ; gdzie znajdujem y ślady w sp ó ln o ty rodzinnej tam m ożem y
z g ó r y przypuszczać istnienie »snochactwa« i na odw rót, gdzie
znajdujem y ślad y »snochactwa«, tam m usim y przypuszczać istnienie
za drugi«.
T w ierd zenie to w ydaje mi się z b y t śmiałem i zgodzić się na
nie nie m ogę. R o zu m ie się, że »snochactwo« istnieć m ogło tylko
u ludów lub plem ion żyjących w p a try a rc h a ln ie zo rg anizow an ych
rodzinach, w k tó ry c h pater fam ilias m iał n ieograniczoną władzę nad
swem i dziećmi. Ale. nie m o g ę znaleść p rz y czy n y , k t ó r a b y u p ra w n ia ła
do w y p o w ie d zen ia hipotezy, iż k aż d e plemię, k a ż d y lud, k tó re g o
o rg a n iz a c y a społeczna o p a rtą b y ła lub jest na komunistyczne!!! p o ­
siadaniu m ajątku, czy to nieruchom ego, czy też ru ch om ego (u l u ­
dów pasterskich, koczowniczych) i na p a try a rc h a ln y m ustroju rodzi­
ny przejść m usiał przez okres w k tó ry m ro zpow szechniony b y t
u niego og ólnie k a r y g o d n y — w e d łu g naszego k a n o n u m oralności —
sto su n ek pom iędzy teściem a synową.
M o g lib y śm y dojść tą sam ą d ro g ą do h ipotezy, że niem a sp o ­
łeczeństw a, niem a plem ienia n a kuli ziemskiej, u k t ó r e g o b y w p e ­
w n y m okresie jeg o istnienia^ »snochactwo« nie b yło rozpowszechnionem i nie stanow iło og ólnie przyjętej fo rm y ustroju społecznego.
A przecież takiej h ip o te z y n ik tb y n a po d staw ie fa k tó w przy to c zo ­
n y c h przez D ra. F r a n k ę nie przyjął. J e s t to gen eralizo w an ie faktów
nie o p a rte na d ostateczny m zasobie dowodów.

9 C h ro n iq u e dite, de N estor, trad , p a r M. L. L ég er, P a ris, 1884, str. 9 — 10.
“) R ites e t .u sa g e s n u p tia u x en U k rain e p a r T h e o d o r W o lk o v , P a ris (m am w ręk u
o d b itk ę z c z a so p . Ľ

A n th ro p o lo g ie , b e z ro k u ) str. 165.



150



B a s t i a n p rzypisując — nie zawsze słusznie,— p ow stanie roz­
m a ity c h form p ierw o tn y c h rodziny, przew ażnie p ra w u silniejszego
m ężczyzny n ad słabszą odeń fizycznie kobietą, w y p o w ia d a o »snoęhactwie« n astępu jące zdanie, słuszne p o n ie k ą d i zgodne z z a p a try
w an iem Dra. F ra n k i : »Das R e c h t des S tä rc k e re n m ach t sich auch
in d er G e w alt des V a te rs g elte n d , in dem sich derselbe, durch
V e rh e ira tu n g seines noch u n m ü n d ig e n Sohnes, die B ra u t (die auch
in R u s s l a n d ihren B rä u tig a m früh er a u f den A rm en tra g e n
mochte) a n e ig n e t u n d da diese dann nach dem A ufw ach e n ihres
M annes zu alt g ew o rd en ist, v e rm ä h lt auch dieser wieder, um eine
B eischläferin zu g e w in n e n , seinen kau m g e b o re n e n Sohn« ’). B astian
o piera się zapew ne na wiadom ości o istnieniu teg o zwyczaju w R o ­
sy i, ja k w n io sk o w ać m ożna ze słów ; »die auch in R u s s l a n d
і t. d.« O istnieniu »snochactwa« w R o s y i przed usam ow olnieniem
w łościan o p o w iad a tak że H a x t h a u s e n 5), L e I> o n •') j a k i L er o y - B e a u l i e u (o k t ó ry m w spo m ina rów nież Dr. F ranko), k tó ry
mówi, iż ojciec rodziny, w s k u te k zwyczaju w czesnego żenienia się,
nie bardzo jeszcze stary , staw ia do sw y ch sy n o w y c h p ew n e w y m a ­
gan ia, przeciw k tó ry m syn ow ie jego, z b y t młodzi i p o d le g a ją c y ślepo
w oli ojca, nie śmią o p ono w ać 4). T o samo p o w ta rz a rów nież L e t o u rn e a u 5).
U W e s t e r m a r c к a znajdujem y n astę p u ją c y ustęp : »Niezwy­
k ł y rodzaj w ielo m ęz tw a istnieje u R e d d y ’ów e). Zdarza się iż
m ło da k o b ie ta m ająca lat szesnaście do dw udziestu wychodzi
za pięcio- lub dziesięcioletniego, a n a w e t i m łodszego jeszcze
chłopca. P o zaw arciu m ałżeństw a ż y j e ’ ona z inn ym m ężczy­
z n ą , blizkim k r e w n y m ze stro n y m atki, często z w ujem sw ym
a n a w e t czasem -z ojcem s w e g o nieletniego męża, k tó ry uchodzi za
ojca p o to m s tw a w ty c h zw iązkach spłodzonego. G d y mąż ten doj­
dzie do w iek u m ęzkiego, żona jeg o jest już s ta rą babą, od której
się już p o to m stw a w łasn e g o spodziew ać nie może'. W t e d y wchodzi
on w sto su n ek z żoną in nego dzieciaka, k t ó r y znów staje się de
nom ine ojcem je g o dzieci. P o d o b n y zwyczaj p a n o w a ć ma u k a s t y
f) B a s tia n : U eb er die E h ev erh ä ltriisse, Z e itsc h rift für E th n o lo g ie , tom
1874) str. 389.
2) T ra n s k a u k a s ia , L eipzig, 1856, u w a g a n a 's t r . 403.
8) L ’h o m m e e t les so c ié té s, P a ris, 1881, tom H, str. 295,
4) L e r o y - B eaulieu : L ’em p ire d es T s a r s et les R u sses, tom I, str. 408.
6) L a so c io lo g ie ď a p rè s l ’e th n o g ra p h ie . P aris, 1880, str. 2 5 5 ..

6) Plemię drawidyjsitie w Indyach południowych.

Ví.

(Berlin,



151



W e lla la h ó w w C o im b a to r e ’). C iekaw e jest jeszcze to, że sy n — nie
wiedząc zw ykle k to jest jeg o ojcem — dziedziczy zawsze po mężu
swej m a t k i 2). M łody m ałżonek dorósłszy posiad a już czworo lub
pięcioro dzieci de nom ine w łasnych ; widziano p iętnastoletnich ojców
m ający ch d w u n a sto letn ich sy n ó w 3).
U Ossetów, żyjących w p a t r y archalnych rodzinach, ojciec żeni
sw eg o sześcioletniego s y n a z czternasto- lub szesnastoletnią dzie­
w czyną, a p oto m stw o z jeg o związków z sy n o w ą uw ażane jest oficy
alnie za jeg o w n u k ó w 4). O O stjakach p o siadam y analo giczne w ia­
domości 5).
U B ry tó w , — ja k zauw ażył C e z a r — synow ie i ojcowie p o sia­
dali żony w sp ó ln ie: »uxores h a b e n t deni duodenique inter se com m u ­
nes et m ax im e fratres cum fratribus, p a r e n t e s q u e c u m 1 i b er i s 6)« B y ła to zatem p o liand rya, ale p o lia n d ry a p o k re w n a »snochactwu«.
Oto w szystkie wiadom ości o »snochactwie« jakie znalazłem
p rz e w e rto w a w s z y p o w a żn ą liczbę p rac etno log iczn ych i zbiorów' matery ałó w . W iado m o ści ty c h jest ta k mało, że na ich po dstaw ie ża­
d n y c h p o z y ty w n y c h w niosków oprzeć nie można.
A przecież, g d y b y hip oteza D ra, F ra n k i In d a słuszną, musieli­
b y ś m y n a p o tk a ć m nóstw o śladów i fa k tó w »snochactwa«, g d y ż znachodzilibyśm y je u w szy stk ich ludów i plem ion żyjących w p a try a rc h a ln y c h rodzinach i w kom unizm ie m ajątk ow y m , a plem ion takich
i ludó w jest jeszcze wiele, i b yło jeszcze więcej. W ą tp i ę bardzo
a b y ta k w a żn y objaw socyologiczny, j a k »snochactwo« uszedł* uwTadze p odró ż n ik ó w i etnologów .
•) W e s t c r m a r c k :

G esch ich te d e r m e n sch lic h en Ehe, J e n a 1890, str. 4 5 5 . O z w y ­

cz a ju ty m w s p o m in a ją ta k ż e : L u b b o c k , Die E n ts te h u n g d e r

C iv ilisatio n ,

Je n a ,

1875,

str. 64. B a s t i a n 1. с. str. 388 ; S c h 1 a g i n t w c i t: In d ien in W o r t u n d Bild, L eipzig, 1880,
to m I, str. 10 0 ; L e t o u r n e a u :

L a so c io lo g ie ď a p rè s ľ e th n o g ra p h ie , P a ris, 1880, str.

3 3 5 ; S t a r c k e : Die p rim itive F am ilie in ih rer E n ts te h u n g u n d E n tw ic k e lu n g , L eip zig , 1888!
str. 1 67— 8 ; H e l l w a l d , Die m e n sc h lic h e F am ilie, L eip zig , str. 249 — 50.
2) W e s te rm a rc k , 1. c. str. 109.
8)

B ern h ö ft, A ltin d isch e F a m ilie n o rg a n is a tio n w Z eitsch rift für V ergleichende R echts- ,

W issen sch aft, to m , IX, S tu ttg a rt, 1891, str. 20.
4) H a x th a u s e n , 1. c,, II, 2 3 ; K lem m , A llgem eine

K u ltu rg e sc h ic h te d er M e n sch h eit

L e ip zig 1843 — 52, tom X, str. 7 9 ; A u sla n d , 1876, str. 107 і 165.
6) A h lq v ist, U n ter W o g u le n u n d O stja k en . A cta so c ie ta tis sc ie n tia ru m
to m XIV, H elsin g fo rs, 1885, u w a g a n a str. 2 9 2 ; W e stc rm a rc k , I. с., str. 456.
6) C a esar, D e b ello g álico , V, 14.

F en n icae.



152



P ozostaje nam jeszcze zastanow ić się n ad p rzyczynam i, k tó re
m o g ły w y w o ła ć »snochactwo« i n ad w a ru n k a m i w^śród k tó ry c h m o ­
gło ono istnieć.
Bardzo słusznie zaznacza Dr. F ra n k o , iż chęć p o z y s k a n ia sił
roboczych m o g ła p o w o d o w a ć ojców m ających synów , do żenienia
tychże w bardzo m ło dy m wieku, a b y w synow ej zdobyć m łodą
i silną robotnicę. P oza g ran icam i E u ro p y , w k ra ja ch o ludności
stojącej n a niższym stop niu cyw ilizacyi, m ężczyzna może się żenić
w m łodszym wieku, bo p o zy sk iw a n ie ekonom icznych p otrzeb życia
jest tam o wiele łatwiejsze, a żona nie ty lk o nie jest w tym k ie­
ru n k u ciężarem dla męża, ale owszem pom ocnicą w p ozysk iw aniu
pożyw ienia, a n a w e t bardzo często, sam a się o w y ży w ienie rodziny
stara ć musi. Dzieci nie w y m a g a ją c żad neg o kształcenia, k t ó r e b y
ojca rodziny na w y d a te k narażało, są d lań źródłem dochodu, jako
siły robocze. D o p e w n eg o sto p n ia stosują się te u w a g i do rolnictwem
się zajm ujących m ieszkańców E u ro p y . Żona ro ln ik a p o m a g a mu
w p ra c y na polu, około b y d ła i kieruje g o s p o d a r s tw e m dom ow em
i z teg o też p ow o d u lud wiejski żeni sw ych s ynó w jaknajwcześniej, a b y zapew nić sobie w iększą ilość kob iecy c h r ą k do p racy.
N atu raln ie, że w s k u te k teg o wczesne m ałżeń stw a są na k u li ziem­
skiej bardzo rozpow szechnione, tam gdzie u s ta w y p a ń s tw o w e nie
oznaczyły m inim aln ego w ieku w k tó ry m m ałżeństw a za w ieran e b y ć
m o g ą Słusznie zauw ażył P 1 o s s, że u lud ów mniej cy w ilizow any ch,
k tó re k ob ietę uw ażają za przedm iot służący do zado w olenia p o p ę ­
dów, lub za siłę roboczą m ałżeństw a zaw ierane b y w a ją bardzo w cze­
śnie, podczas g d y z p ostępem cywilizacyi, m inim aln y w iek w k tó ry m
m ałżeństw o zaw arte b y ć może, podnosi się coraz wyżej, n atu ra ln ie
z uw zględnieniem wcześniejszej lub późniejszej dojrzałości fizycznej,
zależnej od położenia geograficznego d a n e g o k ra ju ’);
U ludu naszego m ałżeń stw a zaw ierają się przew ażnie ze w z g lę ­
dó w ekonom icznych. Z m nó stw a d o w o d ó w p rzy taczam ty lk o uw a g i
p. Z. W a s i l e w s k i e g o : »R odzina (w Jag o d n e m ) prz ed staw ia
je d n o s tk ę g o sp o d arsk ą , ekonomiczną. Miłość zo bo w iązyw ać może
do m ałżeństw a ludzi niezależnych od w ład z y ojcowskiej lub nieposiadający ch ziemi w yro bników . N orm a ln e m ałżeństw o jest p o łącz e­
niem d w óch kapitałów', dw óch p a r rą k do p ra cy w celu w sp ó ln eg o
g o sp o d arstw a « 2). W innem miejscu tenże a u to r p o w ia d a : »Zdolno­
]) F lo ss , D as W eib in der N atur u n d V ö lk erk u n d e, L eip zig , 1887, tom I, str. 184.
str.

2)
69.

Ja g o d n e , z a ry s e tn o g ra fic z n y , sk re ś lił

Zygm unt

W a sile w sk i,

W arsz aw a

1889



153



ścią do p ra c y m ierzy on (t. j. Jagodzianin) w artość ludzi... tą m iarą
ocenia narzeczony swą przyszłą, urodę jej staw ia na d ru gim planie.
Jeżeli o miłości w zalotach może b y ć m owa, to J a g o d z ia n in k o cha
się nie w pannie, ale w jej rę k a c h »robotnych«. P ró żn iak o w i ś p iew a ją ;
K a siu n iu moja naucz się robić,
Bo cię nie weźmie żaden królewicz« ').
K o b ie ta cenioną jest n iety łko jako żona, ale i ja k o m atka.
»Zony są k ap itałem męża, a dzieci, k tó ry c h się on od nich spodziewa,
to p ro c en t od tego kapitału« — po w iad a B u c h n e r o K am eruń czykach 2). B ra k miejsca nie p o zw ala mi rozpisyw ać się szerzej w tej
к w est у i ; m o g ę tylko w skazać na n iektóre bardzo w ażne uwagi,
odnoszące się do ludów stojących na niższym -stopniu cywilizacyi.
D a r g u n , zaznaczając zupełną odrębność i niezależność istnie­
nia w ładzy ojcowskiej w rodzinie od z a p a tr y w a ń na pochodzenie,
a co za tern idzie od p rz y ję ty ch system ów po k re w ień stw a, u trz y ­
muje- i ud ow a d n ia że plem ię uznające tylko p o k re w ień stw o przez
m a t k i 3), może mimo to żyć w rodzinach p o d leg ły ch ty lk o n i e o g r a ­
niczonej w ładzy ojca *) ; obojętność co do legalności pochodzenia
dzieci n a p o t y k a się często, ob ok w y so k o rozwiniętej w ład zy patryarchalnej. Związek m ałżeński ma tu cele ściśle ekonomicznej n a tu ry
to jest : p osiadanie żony i jej1dzieci na własność, jako siły robocze.
T o samo p o w ia d a L i p p e r t : »Es ist gan z natürlich, dass in G e ­
g end en, wo R e s t e alter, w ilderer und zugleich m ilderer O rg a n is a ­
tionsverhältnisse die lediglich der L u s t dienende B e g e g n u n g der
G eschlechter erleichterten, der M ann eine F r a u am w e n ig sten um
solcher L u st w e g en zur E h e nahm und verh ältn issm ässig theu er
erkaufte. D i e E h e h a t f ü r i h n e i n e n a n d e r e n Z w e c k ;
er wi l l K i n d e r g e w i n n e n u n d e r z i e h e n l a s s e n , K i n ­
d e r die sei n e i g e n wären, ei ne V e r m e h r u n g s e i n e r
H a b e an s i c h u n d e i n e e r h ö h t e E r w e r b s - u n d Ver t h e i d i g u n g s h i 1 f e f ü r i h n 5).«
‘) T am że, str. 81.
3) M ax. B u c h n er ; K am eru n , L eipzig, 1887, str. 31.
3) Z o b . mój a r tÿ k u i: Z d z ie jó w p ierw o tn ej ro d zin y , „ L u d “ , z e s z y t 2-gi (m aj) str. 37.
4) D a rg u n : M u tte rre c h t un d V aterrech t, L eip zig 1892, str. З і 4. „D as ■M u tterech t
s e tz t w e d e r v o ra u s , d a s s die V atersc h aft gleich zeitig
n o c h d a s die M u tter in n e rh a lb

der

u n b e a c h te t o d er g a r u n b e k a n n t ist,

F am ilie b e rsc h e n m ü sse. Die begriffliche V erb in d u n g

z w is c h e n M u tterrech t u n d M a tria rc h a t ist e b e n so u n h a ltb a r, als die zw isch en M u tterrech t
u n d P ro m is c u itä t“, a dalej: „D er

sein,

u n b e s c h rä n k te r

H e rsc h e r ü b er L e b e n u n d T o d s e i n e r F r a u un d i h r e r K inder...
d en K in d ern im V erh ältn iss rech tlich re le v a n te r V atersc h aft z u s te h e n “ .

V ater

kann

T y ra n n

im

H ause

o h n e doch m it

6) L ip p e rt, Die G esch ich te der F am ilie, S tu tg art, 1884, str. 118.



154



T a m gdzie wielożeństwo i m ałżeństw o przez k u p n o jest rozpow szechnionem , m ąż k u p u je jaknajw ięcej żon, a b y m ieć jaknajwięcej
dzieci. Dzieci przfedstawiają o g ro m n ą wartość, córki jak o to w a r na
sprzedaż, syno w ie jak o siły robocze. K a f r dla k tó re g o c ó rk a p rz ed ­
staw ia w a rto ś ć trzydziestu w o łów starać się będzie o posiadanie
jakn ajw iększej ilości córek.
In d y a n ie p r a g n ą p o siadać ja k n ajw ię k szą ilość potom stw a.
U M ajasów m ałżeń stw a niem ające dzieci stara ją się p rz e b ła g a ć b ó ­
stwa, k tó ry c h g n ie w jest p rz y czy n ą ich bezpłodności, przeróżnem i
ofiarami. »Obyś miał dużo dzieci i potom k ów « oto zw yczajne b ł o ­
g osław ień stw o łub po zdrow ienie na M ada g ask arz e, a śm ierć bezp o­
to m n a jest tam u w a żan ą za najstraszniejsze nieszczęście '), t a k samo
j a k u m u r z y n ó w 2) i u P e r s ó w 3). J a p o ń s k ie przysłow ie pow iad a,
że »przyzwoici ludzie m ają dużo dzieci«4), S zam anie S y b iry jsc y
u w a żają za szczyt szczęścia p o siadan ie m n ó s tw a w o łó w i d z i e c i 5).
» K to nie m a dzieci, niem a szczęścia« p o w ia d a ją p ołudn io w i S ło w ia­
nie 6). P rz y k ła d ó w takich m o żn ab y p rz yto c zyć m nóstwo.
B r a k p o to m s tw a u w a ż a n y jest powszechnie' jako w ielkie nieśżczęście. K o b i e t a zamężna niem ająca dzieci jest przedm iotem ogólnej p o g a r d y ’). U w ielu lu d ó w pan u je zwyczaj, iż m ą ż ' niepłodn ą
żonę. p o r z u c a 8), a tam gdzie rozpow szechnione jest m ałżeństw o przez
k upn o, rodzice żony zwrócić m u m uszą o trzy m a n ą za córkę zapłatę.
W sz ęd zie niepłodność jest p rz y c z y n ą u p ra w n ia ją c ą do rozwodu.
C iekaw y zwyczaj n a p o t y k a n y w K o rd o fa n ie u plem ienia Dżeb e l - T a g g e l e ’ów, opowdada L e to u rn e a u : U n e femm e é ta n t reconnu
stèrile, a v a n t de la répu dier, le mari co n v o q u a it b ru y a tn e n t tous
ses p arents mâles, qui ap rès u n festin, a v a ie n t tous des r a p p o rts in­
tim es avec ľ epouse b rè h a ig n e ! 9) P o d o b n y zwyczaj istnieje w A b i­
?) W este rm a rc k , 1. c. str. 378.
2)

W aitz : A n tro p o lo g ie d e r N atu rv ö lk er, L eip zig , 1859 — 72, tom , II, str. 121.

s) P olak.- P ersien d a s 'L a n d u n d
se in e B e w o h n er, L eip zig , 1865,
4) R ein : J a p a n n a c h R eisen u n d S tudien, L eip zig , 1881, tom I, str. 4 9 0 .'
6) G e o rg ii: B e sc h re ib u n g aller N atio n en d es ru s s is c h e n

R eichs,

to m I,

str. 118.

P e te rsb u rg ,^ 1776,

str. ,3 8 2 .
6)
7)

K ra u s s : S itte u n d B rau ch der
W e ste rm a rk , 1. c., z e s ta w ia w

try w a n ie to je s t'r o z p o w s z e c h n io n e .
8) T a m ż e str. 3 7 9 ; L ip p p e rt;
sc h e n A u fb a u ,

S tu ttg a rt,

1887, tom

S ü d sla v e n , W ie n , 1885. str. 591.
u w a d z e 7-m ej n a str. 379, lu d y

K u ltu rg e sc h ic h te

d er M e n sc h h e it in ihrem

o rg a n i­

II, str. 106; H ellw.ald, 1. c., str. 3 3 9 ;, L e to u rn e a u ,

L ’év o lu tio n du m a ria g e e t de la fam ille, P a ris, 1888, str. 284 — 309.
9) L e to u rn e a u , 1. c., str. 291.

u k tó ry c h z a p a ­



155



synii, gdzie Iłobieta, której zarzucono niepłodność oddaje się,
zostać m atką, .każdęinu mężczyźnie, k tó re g o s p o t k a ').

aby

W zw iązku z tem stoją inne zwyczaje, w naszem pojęciu w y ­
soce niem oralne. W Sparcie, g d y mąż sądził, iż b ra k dzieci jego
jest-winą,, o d s tę p y w a ł swe p ra w a m ałżeńskie innem u młodszemu
mężczyźnie' a p oto m stw o z związków teg o m ężczyzny z sw ą żoną
uw ażał ^a swoje. W d o w o m bezdzietnym k tó ry c h mężowie zginęli
r ria wojnie lub um arli bezpotom nie, daw ano mężów z urzędu, a dzieci
z ty ch zw iązków b y ł y n astępcam i i dziedzicami zm arłych lub p o le ­
g ły c h 2). L e to u rn e au p rzy ta cza zdanie Solona, k t ó r y po zw alał żonie
stare g o męża, za ¡pozwoleniem tegoż, w yszu kać sobie m łod ego za­
stępcę jeg o p om iędzy najbliższymi k re w n y m i m ęża 3), U G erm anó w
zwyczaj ten b y ł rów nież rozpow szechniony 4) a p r z y k ła d y p o d o b n e ­
go p o stęp ow ania, àie vice versa znajdujem y w s ta ry m T estam e n cie:
»Sarai te d y żona A bra m ow a, nie rodziła dzieci, ale mając n ie w o l­
nicę E g ip c y a n k ę imieniem A g a r, rzekła mężowi sw em u ; Oto zam ­
k n ą ł mnie P a n , aby ch nie rodziła. W n ijd ź do sługi mojej, ażali snać
wżdy Z niej b ęd ę m iała dziatki. A g d y on p rzyzw olił na pro śb ę jej,
wzięła A g a rę E g ip c y a n k ę , Sługę swą . . i d ała ją mężowi swem u
za żo nę« 5). Dalej cz y ta m y : »W idząc te d y R ach e l, że niep ło d n ą b y ła
zajźrzała siestrze swej i rzekła mężowi sw em u : Daj mi dzieci, in a­
czej umrę. K tó re j J a k ó b ro z g n ie w a n y odpow iedział: Zażem ja za
B o g a, k t ó r y cię zbaw ił owocu żyw ota tw ojeg o A o n a : Mam, p o ­
wiada, służebnicę Bale, wnijdź do niej, a b y porodziła na k o lan ac h
moich, ażeb y m miała s yna z niej. I dała mu B ale w małżeństwo,
k tó r a g d y wszedł mąż do niej, poczęła i porodziła syna. I rzekła
R a c h e l : P rzysądził mi P a n i w ysłuch ał głos mój, d aw szy mi s y n a « 6).
W reszcie w D e u.t o r o n o m l u m znajduje się ustęp n a s tę p u ją c y :
»G d y b y mieszkali bra cia pospołu, a jeden z nich zszedłby bez p o t o m ­
stwa, żona zm arłego nie pójdzie za innego, ale ją pojm ie b ra t jego
i w z b u d z i n a s i e n i e b r a t a s w e g o I p ie rw o d n e g o z niej

■) H ellw ald , 1. o., 1.39.
а) ' W c ste rm a rc k , i. c.,
s c h ic h te - d e r F am ilie ..str. 120.

str.

379;

L e to u rn e a u ,

s) L e to u rn e a u , 1. c., str. 276.

1.

c. str. 242 i 276 ; L ip p e rt,
-

4) -Grimm, D e u ts c h e R ech tsalterth iim er, G cttin g en , 128, str. 443.
5) G e n e sis, XVI, 1 —3. tłu m a c z e n ie W u jk a , tom I, (L w ów , 1840) str. 35.
б) G en esis, X X X , 1 —6. T a m ż e str. 57.

G e­



156

sy n a im ieniem jego nazowie, a b y nie było zgładzone imię jego
z Izraela« 'j.
Zdaniem przew ażnej części b adaczy, p ra g n ie n ie posiadania p o ­
t o m stw a w y n ik ło z rozpow szechnionej b ardzo czci p rz o d k ó w : » R o ­
zwój k u ltu przodk ów — p o w ia d a S p e n c e r — k tó ry , żądając od k a ­
żdego m ężczyzny s k ład an ia ofiar na g ro b a c h jeg o bezpośrednich i
bardziej odleg ły ch p rz o d k ó w męzkich, po zw ala mu zarazem spodzie­
w ać się, że d uch jeg o będzie miał tak ie sam e ofiary od jeg o syn a
i daje jeszcze p ocz ątek . . . . pobu dce do przenoszenia dzieci płci
męzkiej n a d córki. W y n i k i owej p o b u d k i u w y d a tn ia ją się w dzi­
siejszych czasach w śró d C hińczyków , gdzie szczególnie o płak u je się
śmierć s y n a z pow odu , iż nie będzie miał już k to sk ładać ofiar na
g ro b ie i gdzie nieodzow na, w y n ik a ją c a ztąd p o trz e b a syna, u s p ra ­
w iedliw ia nałożnictw o, jak k o lw iek , g d y k to m a s y n ó w p ra w o w ity c h
(córki n ig d y nie w chodzą w rachubę) b ra n ie nałożnic uw aża się
za rzecz n a g a n n ą . P rz y p o m in a ją c sobie freski i p a p iru s y egipskie,
oraz p o d o b n e św iadectw a, zawierające się w p o m n ik ach asyryjskich,
a wskazujące, że ofiary p rzo dko m p rzy noszon e b y ł y przez ich p o ­
to m k ó w męzkich, — prz y p o m in a ją c nadto, że w śród d a w n y c h Aryj. czyków, bądź H in du sów , bąd ź G re k ó w lub R z y m ia n , c ó rk a nie
m o g ła w y k o n y w a ć takich obrzędów — s p o strze g am y w jaki sposób
ta rozw inięta form a religii, wzm acniając po dleg ło ść s y n o w s k ą , je­
dnocześnie d o d aw ała bodźca troskliw ości rodzicielskiej o synów ,
lecz nie o c ó r k i* 2).
»O baw a nie pozostaw ienia po sobie synów , k t ó r a b y sp o w o d o ­
w a ła w przyszłości b ra k czci w łasnego d uch a nie p o siad ająceg o p o ­
to m stw a m ężczyzny jest i b y ła rozpow szechnioną u w szystkich lu­
dów wschodniej Azyi, i w y stęp u je w y b itn ie u E g ip c y a n « — p o ­
w iad a L i p p e r t 3).
O prócz czci 'p rz o d k ó w w ym ienia S p e n c e r jako p rzyczy nę d ą ­
żenia do posiadan ia p o to m k ó w płci męzkiej »naglącą p otrze b ę p o ­
w iększenia liczby wojowników« i »święty obow iązek zem sty k r w a ­
wej . . . uznaw anie teg o obow iązk u w y tw a rz a tro sk ę o posiad anie
przedstaw iciela m ęzkiego, k tó r y b y pom ścił się na tych , co byli
spra w cam i k r z y w d y « 4).
*) D e u te ro n o m iu m , XXV, 5 — 6 , tam że, str. 283. U stęp te n o d n o si się do ta k

zw .

„ le w ira tu “, k tó ry je d n a k p o d w zg lęd em niżej p o ru s z o n y m m a z w ią z e k z „ s n o c h a c tw e m “ .
2) S p e n c e r: Z a s a d y so c y o lo g ii, W a rs z a w a , 1889, tom II, 277.
M üller, A n th ro p o lo g is c h e R eligion, L eip zig , 1894, str. 1 2 5 — 132.
s) S p en cer, 1. c. II. str. 276 — 7.
4) L ip p e rt, K u ltu rg e sc h ic h te , to m II., str. 507 — 508.

Z ob,

ta k ż e :

M ax



157



' Bezsprzecznie je d n a k ekonom iczne p rz y ć z y n y b y ł y i są najsil niejszą p o b u d k ą w ty m kieru n k u , chociaż nie w y kluczają one w s p ó ł­
działania in ny ch czynników . W pierw szych latach ich życia, w y ż y ­
wienie dzieci jest bardzo łatw em , w k ró tc e stają się one pom o cą w
wszystkich p racach m ających na celu p ozy sk a n ie pożyw ienia.
W wielu w y p a d k a c h po w stanie »snochactwa« datuje się za­
p ew n e jeszcze z czasów, g d y w szystkie w ym ienione wyżej prz y czy ­
n y m o g ły b y ć czyn nem i; b y ć może jednak, że w wielu w y p a d k a c h ,
szczególnie jeżeli n a p o t y k a m y »snochactwo« u ludów stojących n a
w y ższym stop niu cywilizacyi p ow stanie teg o zw yczaju przełożyć
należy na okres późniejszy.
G d y bądź to zaprow adzenie chrześcijaństw a bądź to inne czyn
niki sp o w o d o w a ły przejście z ustroju p oligam iczn ego do m onogam ii,
i to do przym usow ej m onogam ii, w te d y »snochactwo« m ogło b y ć
środkiem do pozyskania, ch oćb y ty lk o jednej jeszcze żony, k t ó r a b y
coram publico t. j. w obec władz d u c h o w n y c h i świeckich, uchodziła
za synow ą.
A ze stro n y k o b ie ty p rz y czy n ą do zaw arcia zw iązków n iestoso­
w n y c h często co do w iek u m ogła b yć chęć zapew nienia sobie by tu .
»U K o m a n sz ó w dziew częta m łode często w ychodzą za s ta ry c h m ęż­
czyzn jeżeli p ew n e s ą , że b ęd ą m iały co jeść«.
P rz y c z y n y takich zw iązków istnieją i u społeczeństw , stojących
na najw yższym sto pn iu cywilizacyi. W innej nieco formie n a p o t y ­
k a m y k u p o w a n ie żon z tą róż nic ą, że ekonom iczny czy nn ik »pozy­
skan ia siły roboczej« nie g r a tu żadnej roli.
A d o lf Strzelecki.



---

LUD HRUBIESZOWSKI.*)
— i» -® -« —

1.
Jeżeli należysz, czytelniku, do rzędu ty c h ludzi, k tó rz y intere­
sują się w łasny m k rajem i lubią p ozn a w ać naocznie różne jeg o o k o ­
lice, i jeżeli w w ędrów ce swej zawadzisz także, o p ow iat h r u b i e ­
s z o w s k i , a będzie to latem , — to n iew ątpliw ie przeklniesz sw ą
p o d ró ż o m a n ię , a to dla wielu względów. N a p rzó d nic nie zobaczysz,
bo niep rz en ik n io n y wzrokiem ob ło k k u rz a w y otoczy cię ze wszech
*) O lu d zie h ru b ie sz o w s k im zo b . ta k ż e : K o lb e rg a C hełm skie.

A. St.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.