021bf36ca7f2848d329fd214847a5033.pdf
Media
Part of Z dziejów pierwotnej rodziny / Lud 1895, t.1.
- extracted text
-
— 33
—
Z dziejów pierwotnej rodziny.
O d c z y t mi a n y n a
m iésiçcisnem
Z g ro m ad zen iu nau k o w ern T o w a rz y s tw a lu d o z n a w c z e g o
d n ia 1-go m aja 1895 r.
S to p n io w )’ rozwój p ra w i instytucyi, zw yczajów i obyczajów,
n a u k i sztuk — w ogóle cywilizacyi jest faktem dowiedzionym.
Z d ro b n y c h p oczątków , często z trudnością dających się wyśledzić,
p o w s ta ły p ow olnie wszystkie otaczające nas zjaw iska kultury. L a
c i v i l i s a t i o n n e s a u t e p a s , — powiedzieć można, p a r a f r a z u
jąc znane pow szechnie zdanie. P o d w pływ em rozwijających się nie
ustan nie sił u m y sło w y ch ludzkości, zdobycze p ierw o tn y c h czasów
zm ieniały pow olnie swe kształty ,, u lepszane ciągde, stosow ane do
zm ieniających się w a ru n k ó w zew nętrzn ych lub w ew nętrznych, a b y
po u p ły w ie niezmiernie d łu g ie g o szeregu lat zatracić często zupełnie
swój p ie rw o tn y charakter. B a d a n ia n a u k o w e w skazały nam w o g ó l
n ych zarysach drogę, po której k roczy ł postęp cyw ilizacyjny ludz
kości — d ro g ę krętą, zbaczającą często od najbliższej prostej linii, ale
zawsze p ro w a d ząc ą naprzód. Zdarzało się, ze nieprzew idziane p r z e
szkod y i k a ta s tro f y w s trz y m y w a ły chw ilow o dalszy pochód, a n a w e t
cofały g o wstecz, ale olbrzym ia siła tw órcza um ysłu ludzkiego,
w łaśnie objaw iająca się silniej wtedy, g d y n a p o tk a na przeszkody
potężne, p o t ; alita znaleść środki do ich usunięcia, zwalczała je i d ą
żyła dalej po drodze, na której się n ig d y nie w strzym a
J a k dłu go trw a ł ten po chó d cyw ilizacyjny, tego nie wiemy.
К w es ty ę d o k ład n eg o oznaczenia długości trw a n ia epoki p rz ed h isto
rycznej i czasu, k tó ry m inął od pierw szego pojaw ienia się człowieka
na kuli ziemskiej, pozostawili badacze najnowsi na uboczu, jak o na
razie i p ra w d o p o d o b n ie n a z a w s z e n i e m o ż l i w ą do rozstrzygnięcia.
Czyż m ożna obliczyć, wiele dziesiątek albo i setek tysięcy lat minąć
musiało, zanim - jeżeli hipotezę o wspólnej kolebce rodu ludzkiego
p rzyjm iem y za dowiedzioną — ludzkość rozprzestrzeniła się po całej
kuli zięmskiej i po d w pły w em przeróżnych czynników , rozm aite
p o w s ta ły ra s y i lu d y ; -— zanim z pierw szych p o czątków m ow y
p o w sta ły język i wielozgłoskow e, a z nich w y tob iło się tysiąc praw ie
przeróżnych ję z y k ó w ; — zanim niejasne pojęcia p ierw otn e o siłach
n ad p rz y ro d z o n y c h rozw inęły się w system aty religijne ta k obszerne
i sk o m p liko w ane, jak n. p. sta ro ż y tn y c h G re k ó w i R z y m ia n ?
—
v
34
-
B a d a n ia n a d p o w stan iem i rozwojem cyw ilizacy i zw róciły się
w inną stronę. P ie r w o tn y ustrój społeczeństwa, po w stan ie najw a ż
niejszych in sty tu c y i w spółczesnych, t r y b życia człow ieka p rz ed h i
s torycznego, sposob p o z y sk a n ia przezeń najniezbędniejszych narzędzi,
w o g ó le zb ad anie sto p n io w eg o rozw oju k u ltu ry , stało się naj w ażn iejszem zadaniem p ra c u ją c y c h n a tern polu uczonych. C ały szereg
w y b itn y c h i zn ak o m ity ch badacz}'' i uczo nych zdziałał już wiele,
szczególnie w czasach ostatnich, ale zawsze jeszcze pozostało m n ó
stw o za g a d n ie ń n iero zstrzy g n ięty ch , m n óstw o k w e sty i spornych.
J e d n ą z ty c h k w e sty i s p o rn y c h w y b ra łe m za tem at dzisiejszego
o dczytu i to jed n ą z najważniejszych, m ianow icie k w e s t у ę p i e r
w o t n e g o u s t r o j u r o d z i n y . Zamierzam p rzed staw ić p o k ró tce
o b e c n y stan tej kw estyi.
P rz y p a tr z m y się je d n a k p rzedew szystkiem , na jakich m ateryałach i źródłach op ierać się m o g ą b a d a n ia dziejów cywilizacyi.
Ź ródła te m o g ą b y ć n as tę p n e :
1. P o śred n io lub bezpośred nio p rz ek az an e ś w ia d e c tw a ,\w s p ó łczesne człow iekow i pierwmtnemu.
2. Z a b y tk i czasów przed histo ry czny ch .
3. W ierzen ia, zwyczaje, obyczaje i in sty tu c y e czasów później
szych.
4. W ia d o m o śc i o ludach w spółczesnych stojących na najniższym
stop n iu c y w iliz a c y i1).
R o z u m ie s i ę , że. o p o śred nio lub bezpośrednio p rz e k a z a n y c h
w iadom ościach, w sp ółczesnych człow iekowi p ierw o tn e m u , m o w y na.. w e t niema. Źródło tak ie zatem nie istnieje, Z a b y tk i czasów p rz e d
history czn ych , w y k o p a li s k a , pozostałości broni, narzędzi, ubiorów ,
pożyw ienia, zaznajam iają nas z try b e m życia człow ieka p rz e d h is to
rycznego. W i e m y ztąd, gdzie i : ja k mieszkał, w jak i sp osó b i jakie
p o zy sk iw a ł pożyw ienie, jak się ubierał, jak ie p o siad ał narzędzia
i s p rz ę ty dom owe, a ztąd w n io sk o w ać m ożem y o sto p n iu je g o roz
w oju cyw ilizacyjn ego i o try b ie życia p oprzed za ją cy ch g o g eneracyi,
ale nie w iem y nic o jeg o o rg a n iz acy i społecznej i rodzinnej, znam y
zatem ty lk o je d n ą stro n ę jeg o działalności um ysłowej. W d o d a tk u
jeszcze zaznaczyć w y p a d a , że pom iędzy człow iekiem d o b y p rz e d h i
storycznej, czasów z k tó r y c h p ochod zą najdawmiejsze w y k o p a lis k a
•) Z o b .
K a u tsk y y Die E n ts te h u n g , d er E h e
u n d F am ilie. (K o sm o s, Z eitsch rift für
E n tw ic k e lu n g sle h re , S tu ttg a rt, to m XII., 1882, str. 191.
—
35
—
a człowiekiem p ie rw o tn y m przesunęły się zapew ne setki po ko leń
0 bez p o ró w n an ia niższym stopniu inteligencyi i cywilizacyi.
P ozostają nam zatem d w a ostatnie źródła. Najważniejszem do
poszu kiw ań nad najdaw niejszym ustrojem rodziny są opisy życia
1 stosunków,, p an u jąc y ch u ludów na najniższym stopn iu cywilizacyi.
Niem a je d n a k plemienia, k tó re b y nie miało za sobą dłuższego lub
k ró tszeg o okresu rozw oju; żadne z nich nie stoi na ty m stopniu,
na jakim znajdow ał się człow iek pierw o tn y , a w d o d a tk u każde
z nich znajduje się na innym stopniu cywilizacyi. N a w e t n aj
dziksze i najbardziej od innych oddalone plem ię m ogło podczas
sw eg o istnienia s p o tk a ć się z obcą sobie g r u p ą i. p rzy jąć od niej
n iektóre za p a try w a n ia i obyczaje. Zapom ina się łatw o — a to jest
największą w a d ą ta k zw. szkoły antropologicznej — że plem iona
dzikie nie rozw ijały się wśród je d n a k o w y c h w a ru n k ó w 'b y tu . S p en ce r ')
w y m ien ia te czynniki, k tó re w yw ołują w społeczeństwie każdem
zjawiska, w y n ik ając e z działania p rzym io tów jednostek, oraz z dzia
łania w a ru n k ó w w jak ich one żyją. Czynniki te są zewnętrzne,
a więc: klimat, urodzajność lub nieurodzajność zajętego obszaru,
jego przystępność, flora, fau na itd. ; lub w ew nętrzne, t. j. cechy fi
zyczne je d n o stek składający ch społeczeństwo, cech y ich èm ocyonalne,
stopień in te lig e n c ja i skłonności um ysłow e. O prócz teg o istnieją
jeszcze g r u p y czynników podrzędnych, w p ro w a d z a n y c h w g r ę przez
sam ą ew o lucy ę społeczną.
R o zm aite te czynniki, razem wTzięte, o ddziały w a ły przez nie
m ożliw y do oznaczenia okres czasu na każde z żyjących obecnie
dzikich społeczeństw,, k tó ry c h obyczaje i stopień cyw ilizacyi w sk u te k
teg o d aleko o d b ieg ły od stanu p ierw o tn e g o .
W tem miejscu w ym ienić muszę -bardzo w ielką szkodę, ja k ą
w y rządzają n iektórzy etnologow ie, k tó rzy w y r y w a j ą z opisów p e w
nego plem ienia i ludu jeden łub k ilk a fa k tó w m o g ą c y c h im p o słu
żyć do u d ow o dn ien ia ich teoryi, nie zw racając w cale u w a g i na
o g ó ln y stopień cyw ilizacyi tego plemienia. Nie k a ż d y jest wstanie
na p od staw ie źródeł, z k tó ry c h te fa k ta są w y rw an e, k o n tro lo w ać
przytoczone przy kład y.
Jeszcze jed n a rzecz nakazuje w ielką ostrożność w uży tk o w a n iu
źródeł bezpośrednich. Oto częste fakta, p o d an e ap o d y k ty c z n ie przez
różnych podróżników , o p arte są na bardzo krótkiej — Czasem z a
l) Z a sa d y S o cy o lo g ii. W a rsz a w a , 1889, tom L, str. 1 6 —44.
—
36
—
ledwie k ilkud nio w ej — obserw acyi, lub też fałszywie zrozum iane
i tłumaczone. M a x M ü l l e r 1) staw ia n astępujące p o s tu la ty w kw e
styi k o rz y sta n ia z wiadom ości o w spółczesnych ludach dzikich. Za
a u to r y te t u w a żan y m b y ć może ty lk o ten badacz ludó w dzikich,
k t ó r y i) osobiście i naocznie je ob serw o w ał i o kazał się zupełnie po
zb aw ion ym wszelkich przesądów ra s o w y c h i innych, jakoteż, 2) k t ó r y
zna dokładn ie ję z y k b a d a n e g o przez siebie przez czas dłuższy n a
rodu.
N iestety takich a u to ry te tó w m am y bardzo mało i wiele jeszcze
czasu minie, zanim ich liczba się pow iększy.
Za k o rr e k tu rę wiadom ości o ludach dzikich i za ich uzupełnienie
służą obyczaje i. w ierzenia rozpow szechnione u lud ów cyw ilizow a
nych. S ą to t a k zw. p r z e ż y t k i , pozostałości za p o m n ia n y ch dziś
już obyczai i instytucyi, zacho w an e przez ko n serw aty zm , stanow iący
w łaściw y p o d k ła d c h a ra k te ru ludzkieg o — choć pam ięć o pow o d a ch ,
k tó re je W ywołały d aw n o zaginęła.
N a po d staw ie ty ch n iepew ny ch, często b a ła m u tn y c h źródeł,
jakie w ym ieniłem , ro zw inęły się te o ry e rozwoju instytucyi spo łecz
n y c h i rodzinnych.
K w e s ty ą tą zajmowali się t a k w y b itn i uczeni j a k : Spencer,
L u bb ock , M org an, B achofen, Post, K a u ts k y , E ng els, G iraud-T eulon,
W e s te rm a rc k , wreszcie H e llw a ld i L i p p e r t ; z P o la k ó w : D a rg u n ,
G u m plow icz i Żmigrodzki.
B a d a n ia ich u d o w o d n iły stanowczo, że rodziny m onogam icznej
nie m ożna uw ażać zą zawsze, bèz p rz e rw y istniejącą f o r m ę , że zja
w iska ja k e n d o g a m ia i egzogam ia, p o r y w a n ie i k u p o w a n ie żon,
w ielożeństw o i wielomęztwo, s tan o w ią poszczególne stop nie rozw oju
obecnie panującej fo rm y m ałżeństw a m o nog ám icznego . A le w jakim
p o rz ą d k u te stop nie po sobie n a s tęp o w ały , jakie czynniki je w y w o
ła ły a przedew szystkiem jaki b y ł p ierw o tn y , najdaw niejszy ustrój
rodziny, n a to nie m am y stanowczej, po p arte j o d p ow ied nio i d o s ta
tecznie odpowiedzi.
W s z y s c y p ra w ie w ym ienieni badacze zgadzają się w zasadzie
n a to, że in s ty tu c y a m ałżeństw a nie istniała w społeczeństw ie pierw o t n e m , . że w »hordzie pierw otnej« k aż d a k o b ie ta b y ła w s p ó ln ą
w łasnością w szystkich mężczyzn.
b A n th ro p o lo g is c h e
R eligion, 'Gifford - V o rlesu n g en
G la sg o w im Ja h re 1891. L eip zig , 1895, str. 146 — 149.
g e h a lte n
an
der
U n iv e rsitä t
—
37
—
L u b b o c k ’) twierdzi, że najniżej stojące ra s y nie znają związ:
k ó w m ałżeńskich, o p rzy w iązaniu i miłości niem a u nich pojęcia,
a na tej po d staw ie p rzychodzi do wniosku, że całk o w ita luźność
s tosunk ów płci była w czasach pierw o tn y c h nie ty lk o zwyczajem,
ale n aw et p r a w e m . T ę fazę najwcześniejszą n a z y w a on »małżeń
stw em g-minnem« (Gem einschaftsehe, com m unal mariage). Z a p a t r y
w a n ia L u b b o c k a zgo dne są z za p atry w a n ia m i B a c h o f e n a i M a c L e n n a n a 2), k tó rzy zu p e łn y b ra k pojęcia o m ałżeństw ie
i zu pełn ą dow olność s tosu nk ów płcio w ych uw ażają za o g ó ln ą formę
w p ie rw o tn y m stanie ludzkości. N adm ienić tu m uszę, że B a c h o f e n b y ł pierw szym , k tó ry o d k ry ł i w yk a zał ślad y ta k zw anego
s y s t e m u p o k r e w і-e ń s t w a p r z e z m a t k i . S y ste m p o k re w ie ń
stw a przez m atk i p o le g a na tem, że mężczyzna (ojciec) nie je s t
uw a ż a n y za połączon ego węzłem krw i z swem potom stw em . Dzieci —
ta k synowie, ja k córki — nie są jeg o k rew ny m i, do któ ry ch zalicza
się ty lk o w pierw szym rzędzie m atka, m a tk a m atki i t. d., a dalej
potom stw o tychże w linii żeńskiej, a więc dzieci jego m atk i (rod zeń
stwo rodzone i przyrodnie), jego sióstr, ciotek itd. Z ty m systemem,
ściśle połączoną była, zdaniem B achofena, p rz e w a g a rodzaju żeńskiego
w plem ionach p ierw o tnych, czyli t a k z w an y m e t r y a r c h a t .
W s k u t e k teg o n. p. s p a d e k po zm arłym mężczyźnie nie przechodził
n a jeg o dzieci, ale n a jeg o braci, siostry (po m atce)'i siostrzeńców 3).
W ie lk i w p ły w
dzieła M o r g a n a .
na
b a d a n ia
n ad
dziejami rodziny
w y w arły
M o r g a n *•) jest zdania, że dozw olona dziś jeszcze u dzikich
w p e w n y c h g ra n ic ach w spólność mężów i żon b y ła g łó w n ą zasadą
ich społeczneg-o ustroju. N ajdaw niejszy stan, w k tó ry m p a n o w a ły
stosunki zupełnie bezładne, przeszedł w s k u te k ro z p a d a n ia się —
w celu poszukiw ania p oży w ie n ia — h o rd y pierw otnej na mniejsze
g r u p y w »rodzinę kazirodczą«, jak o najpierw szą i najdaw niejszą
form ę instytucyi. R o d z in a kazirodcza p rzestała już istnieć h a w e t
w śród najdzikszych plem ion w spółczesnych : p o le g a ła ona n a obco
*) Die E n ts te h u n g dei- C ivilisation un d der U rz u sta n d d es M en sch en g e sch lech tes,
Je n a, 1875, str. 59, 71 —76, 78 — 79.
2) T h e P a tria rc h ia l T h e o ry . L o n d o n , 1885; S tudies in A n cien t H isto ry , L o n d o n , 1886.
8) B ach o fen , D as M utterrecht. Eine U n te rsu c h u n g u e b e r die G y n aik o k ratie der alten
W elt, n a c h ih rer re lig iö se n 'u n d rech tlich en N atur. S tu ttg art, 1861.
*) S p o łe c z e ń s tw o p ierw o tn e, W a rsz a w a , 1 8 8 7 ,,str. 51 і 439 —457.
-
38
—
w a n iu m a łż e ń s k ie m , g ru p a m i, m iędzy braćm i i siostrami, ro dzony m i
i bocznym i
W rodzinie ta k ukształtow anej mężowie żyli w wielożeństwie, k o b ie ty w wielomęztwie. R o d z in a kazirodcza rozw inęła się
w »rodzinę swoistą« (pinalua), k tó ra op ierała się na o bcow aniu
m ałżeńskiem g ru p , złożonych z wielu sióstr rodzonych, lub bocznych,'
z w zajem ną g r u p ą mężów' — k tó rz y nie p o trzeb ow ali b y ć s p o k re w
nieni pom iędzy s o b ą , — ja k i n a o bco w aniu m ałżeńskiem g ru p a m i
wielu braci rodzonych, lub bocznych, z żonami wzajemnemi. Żony
te m o g ły nie b y ć sp o k re w n io n e wzajemnie, chociaż zdarzało się to
często w obu w y p a d k a c h . W k aż d y m razie g r u p a mężczyzn p o s ia
d ała w spólnie całą g r u p ę kobiet.
Z a p a try w a n ia swoje o piera uczony a m e ry k a ń s k i na systemie,
p o k re w ień stw a, w łaściw ym każdej formie ro d z in y i małżeństwm.
N ajbardziej p o jed y n cz y system »hawajski«, służy za p o d staw ę teory i
M o rg a n a o rodzinie kazirodczej. S y ste m ten zna ty lk o pięć stopni
p o k re w ień stw a, p o d k tó re p o d p a d a ją w szyscy k rew ni, blizcy i dalsi.
S to p n ie te są n a s tę p n e :
1) prarodzice,
2) rodzice,
3) b ra cia i siostry,
4) dzieci,
,5.) wnuki.
J e s t to t y p system u klasyfikacyjn ego , system u, k tó ry dzieli k r e
w n y c h n a k a te g o r y e , nie u w zg lęd niając blizkości lub odległości stopni
p o k rew ień stw a. T a sam a nazw a p o k re w ie ń s tw a stosuje śię do w szy st
kich osób tej samej kateg-oryi. R o d z e ń s tw o prarod zicó w (dziada i babki)
n a z y w a się prarodzicam i ; rodzeństw o rodziców — rodzicami, a więc
b ra cia m atki i ojca — nasi stryjo w ie i w ujow ie — n az y w ają się ojcami,
siostry m atk i i ojca — m atkam i. S y n o w ie i córki w szystkich braci i sióstr
n az y w ają się synam i i córkam i, a więc wuj n a z y w a sw eg o siostrzetica,
stryj sw eg o b r a t a n k a —synem , sw ą siostrzenicę i b ra ta n icę —córką. I ta k
in infinitum, więc p ra w n u k i b r a ta m ego p ra d z ia d a b y lib y m ym i braćmi,
ich syno w ie m ym i synam i a pom iędzy so bą braćmi. T a k samo wnuczki
mej ta k zw. cioci-babci b y ł y b y mętni siostrami, ich córki memi córkami.
M o rg a n tłóm aczy po w stan ie te g o system u n a tu rą p ie rw o tn y c h
zw iązków p łcio w y ch i rodzinnych. N a z y w an ie b r a t a m atk i ojcem
pochodzić może ty lk o ztąd, że w czasach p ierw o tn y c h p a n o w a ły
zup ełn ie bezładne stosunki płci, tak, że n ik t .nie wiedział, kto jest
w łaściw ie je g o ojcem. Z te g o nie w y n ik a jeszcze wcale, a b y b r a ta
—
39
—
o j c a n a z y w ać ojcem, bo nie wiedząc, k to jest m y m ojcem, nie
m o g ę wiedzieć, kto jest jego bratem . M o rg a n i na to znajduje w y
jaśnienie. P o w ia d a on, iż z ty ch b ez ład ny ch stosu nkó w rozw inął
się z biegiem czasu zwyczaj, że cała g r u p a braci żeniła się z całą
g r u p ą sióstr, tak, że k a ż d y b ra t b y ł mężem w szystkich sióstr tej
g ru p y , k ażda siostra żoną w szystkich braci. A więc po w stała r o
dzina kazirodcza.
T e o r y ę M o rg a n a przyjęli P o s t ’) i G iraud-Teulon ‘) jakoteż
E n g e ls 3). P o s t w jednem z daw niejszych dzieł *), nie znając
jeszcze p ra c M org a n a, określił społeczeństwo p ierw o tn e jak o złożone
z hord mniejszych lub większych, w k tó ry c h w szystko, nie w y ł ą
czając kobiet i dzieci, było w sp ó ln ą w łasno ścią, — k tó re nie znały
małżeństw a, stosunku w iążącego rodziców z dziećmi, wreszcie i i n
dy w id ualn ej właśności.
»W iele bez w ą tp ien ia w ieków b a r b a rz y ń s tw a u p ły n ą ć m usiało—
p o w ia d a G i r a u d - T e u l o n 5) — zanim rodzaj ludzki przyzwolił
n a w yłączne przyw łaszczenie k o b ie ty przez mężczyznę, zanim to
posiad anie zazdrosne poczęto uw ażać za m yśl n a tu ra ln ą i w yk ona ln ą .
W łonie społeczeństw a dzikiego, żadna je d n o stk a nie jest w stanie
żyć sam otnie lub co kolw iek na w łasność posiadać. W życiu dzikiem,
m ałżeństw o rzadko k ie d y b y w a stałem, k o b ie ty przechodzą z rą k
do rąk, nie przyw ięzując s i ę , nie rozbudzając miłości, nie zdoław szy
rodziny założyć.«
W ię k s z a część innych b ad a czy oświadcza się rów nież za mniej
lub więcej luźną form ą stosun ków płciowych, negując możliwość
m ałżeństw a w czasach p ierw o tn y c h
Zdaje mi s i ę , że wiele przyczy n ia się do te g o z a p a try w a n ia
b r a k odpowiedniej definicyi m ałżeństw a. P rze w ażn a część istnieją
cych definicyi jest n a tu ry p raw nej lub etycznej. L a r o u s s e 0) p o
w ia d a : »Le m aria g e est l ’union d ’un hom m e et d ’une femm e fait
dans les formes legales«. K a n t w sw7ej M e ta p h y sik der S itte n 7)
*) A n fän g e d es S taats- u n d R e ch tsleb en s. O ld en b u rg , 1875, stf. 12.
s) L es o rig in e s de la fam ille, P aris-G énève, 1874, str. 98 і 117. T o ż, w tłu m a
c z e n iu p o lsk iem , W a rs z a w a , 1884, s tr. 30 — 54.
■.
*) D er U rsp ru n g d e r F am ilie, S tu ttg art, 1889, str. 14 —43.
4) . G e sc h le c h tsg e n o ss e n sc h a ft der
1875, str. 4 і 16 — 53.
U rzeit
u n d die E n ts te h u n g der E h e .'O ld e n b u rg ,
5) L c., str. 36.
e) G ran d d ic tio n n a ire u n iv e rs e l du XIX siècle, P aris
7) K ö n ig sb e rg , 1 7 9 8 — 1803, to m L , str. 107.
1866 - 76, tom X „ str. 1174.
—
40
—
uw aża m ałżeństw o ja k o : »Die V e rb in d u n g zw eyer P e rs o n e n v e r
schiedenen G eschlechtes zum leb ensw ie rig en w echselseitigen Besitz
ihrer G e schlechtseigenschaften«, zaś R i e h l ‘) ja k o : »eine leibliche
u n d sittliche A^erbindung von P ersö n lich k eiten der beiden G eschlech
te r zur W ie d e rh e r s te llu n g des gan z en Menschen«.
Z pom iędzy wielu zn an ych mi definicyi p rzytoczy łem powyższe,
żad na jednak , o ile mi się zdaje, nie jest d o k ła d n ą i w y c z e r
pującą. Jeszcze najprędzej, mając na m yśli nie społeczeństw o c y
wilizowane, współczesne, ale społeczeństw o pierw otn e, zg odziłbym
się n a definicye H ę 11 w à 1 d a i W e s t e r m a r с к a. P ierw szy 2)
uw aża p osiadan ie p o to m stw a ja k o konieczny, niezb ę d n y w arun ek,
d ru g i 3) określa m ałżeństw o, »j a k o k r ó c e j
lub
dłużej
trwający — niekoniecznie dożywotni — związek
p o m i ę d z y m ę ż c z y z n ą a k o b i e t ą , t r w a j ą с у p o za
czas p r z y j ś c i a na ś w i a t
potomstwa«.
Związek małżeński obejmuje pożycie wspól
ne, w z a j e m n ą
pomoc
w pozyskiwaniu ekonomi
cznych potrzeb życia i obustronną troskę o wy
ż y w i e n i e p o t o m s t w a aż- d o c z a s u , w k t ó r y m o n o
s a m o i s t n i e z d o b y w a ć może ś r o d k i d o ż y c i a i bez
p o m o c y da s o b i e radę«.
II.
T u muszę na chw ilkę odbiedz od p rzedm io tu zajm ującego nas,
a b y p rz ek o n ać się, czy w kró lestw ie zw ierząt nie znajdujem y o bja
w ó w miłości i pożycia m ałżeńskiego oraz miłości rodzicielskiej.
L u d w ik B ü c h n e r pośw ięcił tej k w e sty i obszerną książkę :
» L i e b e u n d L i e b e s 1e b e n i n d e r T h i e r w e 1 1« 4), w k t o
rej zestaw ia o g ro m n ą ilość m a te ry a łó w i wiadomości. B r e h m
w, swem pom n iko w em dziele: »T h i e r 1 e b e n « 5), przy ta cza m n ó
stwo o dn o śn y ch p rz y k ła d ó w i spostrzeżeń. P o d a n e , przezemnie
szczegóły w y jęte są z obu ty ch prac.
U trz y m a n ie i rozm nażanie rodzaju i g a tu n k u stanow i najw aż
niejsze i największe zadanie życia u zwierząt. T o też p o p ę d płcio w y
stano w i najpotężniejszy ich insty nkt. T e n in s ty n k to w n y p o p ę d po>) D ie F am ilie, S tu ttg art, 1873, str. 115.
2)
Die m en sch lic h e F am ilie, L eip zig 1880, -str. 1 3.
8) G esch ichte d e r m en sch lic h en E h e, Je n a , 1893.
4) L eip zig , 1885.
6) L eip zig , 1877 — 1880, to m ó w 10.
—
41
—
siada jed n ak wszelkie pierw iastki miłości, — widzim y u zwierząt
ob jaw y zakochania, galan te ry i, k o kieteryi, pew n eg o poczucia piękna,
dalej ciekaw e zjawiska s tara n ia się o pozy skanie wzajemności i t . d.
Do teg o przyłączają się bezpo śred n io : miłość m ałżeńska, pożycie
m ałżeńskie i rodzinne, miłość rodzicielska, a także i sm utne stro n y
miłości ja k zazdrość, niewierność i niestałość a sp o ty k a m y n a w e t—
starokaw alerstw o.
U ptaków znajdujem y rozwinięte zupełnie pożycie małżeńskie,
troskę o w y żyw ien ie potom stw a. Sam ce p ta k ó w śpiew ających s ta
rają s ię .o pozyskanie wzajemności u sw ych w y b ra n y c h i dow odzą
im s\wej miłości najpiękniejszym i koncertam i. Sam ica w y b ie ra zawsze
z pom iędzy swych ko nk u re n tó w najlepszego śpiew aka, jak to w i
dzimy u k a n a rk ó w i inny ch śpiewających. Bezsprzecznie najw ybitniej
okazuje się to u słowików7. B rehm n azyw a słow ika »poetą w całem,
najpiękniejszem tego słowa znaczeniu«, znajduje on n ajod pow iednie j
szą form ę i h arm o nię do uzew nętrznienia sWych uczuć miłosnych,
»Śpiew jeg o n iezró w n an y p łyn ie ja k jasny, spo k o jn y strum ień,
ryw alizuje głębokością uczucia z śpiew em ludzkim, a przew yższa go
pełnią i pięknością tonu«. G d y już p a r y się połączą, sam ica zaczyna
b u d o w a ć gniazdko, a samiec wśród ciep łych n ocy m ajow ych, g d y
inne p ta k i spią już d aw no, śpiew a i śpiew a uprzyjem niając p ra cę
swej towarzyszce, śpiew7a g d y ona siedzi na gniazd ku, ale g d y
w y k łu ją się z jaj m aleńkie nieopierzone młode, w ted y k o ń cz y się
czas koncertów. T ro s k a o w yżyw ienie p o to m stw a zajmuje oboje
o d tąd wyłącznie.
S ta ra n ia o p ozy sk a n ie w zględów sam icy n a p o ty k a m y u w szy st
kich ptakó w . Ś piew ające urządzają w te d y p ro d u k c y e w o k a ln e ;
ptaki rajskie, żórawie, drobię, b u sta rd y (otis bengalensis), ibisy, p r o
d u k cy e ta n e c z n e : cietrzewie i głuszce to k u ją ; czyżyki, turkaw k i,
b ek a s y i inne sztuczkami podczas lotu okazują swą zręczność i siłę ,
a u sokołów, sępów i orłów te same widzim y objawy.
U ssaków w a lk a i dow ód siły fizycznej zastępują niewinne
popisy. W a lc z ą z sobą sam ce an ty lo p , renów, słoni, w szystkich
p ra w ie m ięsożernych, znaną jest ruja sarn i jeleni. W a lc z ą n aw et
ze sobą najmniej odw ażne zające. R e u m a n n w swej »Historyi ło
w iectw a p o ls k ie g o « 1) opisuje w alk ę zajęcy n astę p u ją c o : » W a lk a
ro z k och any ch zajęcy zależy na tem, że kilku sam ców razem przeciw
1) G o s p o d a rs tw o ło w ie c k ie z h is to ry ą ło w ie c tw a p o lsk ie g o , W a rsz a w a , 1844, str. 333
—
42
—
sobie b ieg n ą, przedniem i skokam i się uderzają i Znowu się oddalają,
robiąc różne skoki i obroty. T a k ie n acierania p ow tarzają się k ilk a
k rotnie i ta k się p oliczk u ją, że tu rzy c a częstokroć kłęb am i odlatuje.
W takiej w alce otrzym uje pierw szeństw o mocniejszy i zręczniejszy.«
D a rw in *) po daje n aw et w iadom ość o takiej w alce dw óch zajęcy
zakończonej śm iercią jed n eg o z nich.
A le to jest rzecz podrzędna. W y s t a r c z y jeżeli z a z n a c z ę , że
nie p o d le g a p ra w ie najmniejszej w ątpliw ości, ż e s a m c e c z u j ą
p o c i ą g do j e d n e j t y l k o sami, с у i ją t y l k o p r a g n ą
pozyskać, — podczas
gdy
samice również z na:
mysłem
wybierają
najgodniejszego
w edług
swego
przekonania
z p o m i ę d z y
konkurentów.
W a l k i sam ców, śpiew, to ty lk o sp o so b y o k azania p rz e w a g i n ad
współzaw odnikam i.
W ażn iejsze o wiele są spostrzeżenia, odnoszące się do trw a ły c h
zw iązków o bojga płci u zwierząt. U b e z k rę g o w y c h dają się z a u w a
żyć początk i małżeństwa! Z p om iędzy r y b łosoś żyje m onogam icznie,
sam ica jeg o okazuje mniej stałości od samca. Aje przedew szy stkiem
znów m usim y zwrócić u w a g ę na ptaki. R a z złączone p a r y p rz e
ważnie żyją w spólnie aż do k o ń ca życia, a zatem w d ożyw otn ich
zw iązkach, bardzo m ało rodzaji p ta k ó w żyje w w ie ’o łeństwie, k ilk a
zaledw ie w wielomęztwie. U p ta k ó w żyjących p aram i rzadk o k ie d y
się zdarza, a b y k tó re z m ałżo nkó w przekroczyło g ra n ic e wierności
małżeńskiej, a często p r ó b y w ty m k ie ru n k u b y w a ją bardzo n iebez
pieczne i ostro karcone.
Miłość i w ierność m ałżeńska g ołębi stała się p rzysłow iow ą.
Związek ich trw a całe życie, chociaż i tu zdarzają się — w p ra w d zie
bard zo rzadko — w y p a d k i niewierności, porzucenia sam ca przez
samicę , albo vice versa i t. d. O wuele wyżej niż gołębie stoją p a
pugi. Żyją one bardzo zgodnie i n ig d y się nie rozłączają aż do
k o ń c a ży c ia ; szczególnie w zorow em jest pożycie t a k zw an y ch »in
separables« o b s e rw o w a n y c h przez S c h o m b u rg k a i B rehm a. P om ię d zy
sam cem a sam icą pan u je tu najzupełniejsza h a rm o n ia i zgodność.
J e d n o je, d ru g ie rów nież idzie za jeg o p rz y k ła d e m ; jedno się kąp ie,
d ru g ie m u to w arzy szy ; sam iec p o d ra żn io n y albo dla własnej satysfakcyi zaczyna krzyczeć,- sam ica k rzy czy zaraz także ; jeżeli jedno
zachoruje, d ru g ie je karm i. J e d n o bez d ru g ie g o żyć nie może i g d y
jedno zginie, dru g ie w krótce ginie również.
‘) Büchner, 1. с., str. ,53 і 53.
_
43
—
B rehm p rzytacza fakt, że samica puhacza nie przeżyła śmierci
sw ego w ieloletniego, towarzysza. Łabędzie (C ygnus muscus) stanow ią
p a r y w zorow e, lubią o,ne sam otność i nie znoszą obecności in n y ch
p a r na swojem te ry to ry u m . J a s k ó łk i i słowiki przyw iązane są do
siebie . nadzw yczajnie i stale. W ścisłej m onogam ii żyją b o cian y
i p tak i d rapieżn e : orły, sępy, kanie, so k o ły itd. N aturalnie, że po
stracie czy to zabitej, czy to schw ytanej, czy też wreszcie s p ro w a tizonej z drogi moralności samicy, samce zw ykle w kró tce się pocie
szają, tą k samo ja k i s a m ic e .p o stracie samców. M ożnaby w p r a w
dzie p rzy toczyć wiele p rz y k ła d ó w ujem nych, że w ym ienię tylk o k u
k u łk ę , ale uważać je należy stanowczo za wyjątki.
O wiele, niższy stopień zajmują zw ierzęta ssące. Związki ich są
k ró tk o trw a łe , przelotne, po części poligam iczne. J e d n a k wiele ga
g a t u n k ó w ssakó w żyje w d łu g o trw a ły c h związkach. W ścisłej m o
nog am ii żyją k u n y , świnki morskie, nosorożce, a n ty lo p y , reny, w ie
wiórki, k re ty , ichneum ony itd. itd. S ła w n y m yśliw y G é ra rd za u w a
żył, że lw y n ig d y nie opuszczają sw y ch tow arzyszek; oboje razem
szukają żeru, samiec przyn osi zawsze sam icy najlepszą zdobycz i d o
piero g d y ona się nasyci, myśli o s o b ie . B reh m miał niedźw iedzicę,
k tó ra rozdzielona z sw ym tow arzyszem , o k az y w ała wielki niepokój
i tęsk n o tę , zaniedbała zupełnie swe młode, ta k że ono w skutek tego
zdechło i wróciła dopiero do siebie, g d y jej zw rócono samca.
Nie chcąc nużyć C zytelników, pomijam d o w o d y istnienia troski
o poto m stw o i p rzyw iązania rodzicielskiego u p ta k ó w i zwierząt
ssących ; są, to zresztą rzeczy z b y t znane. P rzejdę teraz do najcie
kawszej i najważniejszej dla przedm iotu nas zajm ującego g r u p y —
a m ianowicie do małp. M a łp y żyją w rozm aitych form ach zw iązków
płci; n iektóre w poligamii, inne w poliandryi, inne wreszcie w mo
nogamii. O ile je d n a k na po d staw ie do tych czasow ych św iadectw
m ożna sądzić, to związki w jakiejk olw iek formie one w y s tę p u ją , —
trw a ją przeważnie przez całe życie; B ü ch n er i B reh m przytaczają
p rz y k ła d y związków m o nog am icznych, w k tó ry c h jedno z p a r y nie
przeżyło drugiego.
W e s te rm a rc k 'j zajmuje się obszernie k w e s ty ą pożycia w spó l
ne g o m ałp i cytuje bardzo dużo n ajnow szych obserw acyi rozm ai
ty c h badaczy. W y n i k a z nich, że orangutan}- żyją w grup a ch zło
żonych z samca, sam icy i ich potom stw a. W id zia n o g r u p ę , w k t ó
p 1. c., str. 5 — 8.
—
и
—
rej oprócz sta re g o sam ca i sam icy znajdo w ały się d w a m łode o r a n
g u ta n y , p otom stw o tej p ary . J e d e n z nich w iększy, m iał już najmniej d w a lata, a zatem zw iązek je g o rodziców co najmniej od d w u
l a t istnieć - m usiał. O r a n g u t a n y b udu ją swe gniazd a na d rz e w a c h ;
w g n iazdach ty ch rezyd ują sam ica i m ł o d e , samiec nocuje na w ie rz
chołku drzewa, n a k tó rem jest gniazdo albo na jednem z poblizkich
drzew.
G o ry le żyją w g ru p a c h , w k tó ry c h jeden ty lk o d orosły samiec
się znajduje. W razie niebezpieczeństw a zaczyna on strasznie w rz e
szczeć, za w iadam iając
ten sposób sw ą r o d z in ę , k tó r a n a ty ch m iast
szybko ch o w a się lub ucieka. Sam iec s ta ry pozostaje w ariergardzie,
d o p ó k i reszta je g o rodziny nie znajdzie się w bezpiecznem miejscu,
albo w alczy w jej obronie. Często widziano d ro b n e g r u p y złożone
z samca, sam icy i je d n e g o m łodego g o ry la ; raz parę z m łodym i,
z k tó ry c h jed n o m iało już sześć lat, d ru g ie ro k zaledwie. S ta r y sa
miec pozostaje zawsze na stra ż y u stóp drzewa, na k tó re m jeg o r o
dzina nocuje i strzeże jej p rzed no cnym i n ap a d am i ; w dzień g d y
sam ica j młocie na drzew ie szukają pożyw ienia, on pozostaje n a d ó l e .
Nie m ożem y wątpić, że o r a n g u ta n y i g o ry le żyją stale w ro
dzinach m onogam icznych, w k tó ry c h samiec troszczy się o p o ż y
w ienie i staje w obronie sam icy i m łodych. P rzy to cz y łem n iektóre
p r z y k ła d y d łu g o trw a łe g o poży c ia i sto sun ku do potom stw a. »Małpia
miłość« do dzieci przeszła n a w e t w przysłow ie, chociaż w niebardzo
dod atn iem znaczeniu dla rozum u rodziców.
Z w racam wreszcie u w a g ę na to, że W e s te r m a r c k u d o w a d n ia
na p rz ykła d ach, że wyższe rodzaje m ałp żyją ty lk o w d ro b n y c h
g ru p a c h a nie w hord a ch liczących w ielk ą ilość ind yw iduó w .
J ak ież wnioski w y c ią g n ą ć m ożem y z fa k tó w istnienia w św ię
cie zw ierzęcym trw a ły c h , m o nog am iczn y c h zw iązków i troski o w y
żyw ienie — po w ied ziałby m n a w e t w y c h o w an ie — poto m stw a?
H e l l w a l d 1) — nié uznając przew agi fo rm y m onogam icznej, ale
w y c h o d ząc z założenia, że w ty m samy^m sto su n k u ilościowym is tn ie
ją. także związki p oligam iczne i zu pełn a sw o b o d a — twierdzi, że
rozm aitość fo rm y sto su n k u płciow ego u zwierząt, jest wymikiem
w alki o by t, k tó r a p ow oduje p rzyjm o w anie tej form y, j a k a w d a
nych w a ru n k a c h jest najkorzystniejszą Po części zgadzam się z tem
zapatry w a n ie m , ale założenie, że inne form y istnieją w ty m sam ym
') L. c. str. 32.
-
45
-
stosunk u co forma m onogam iczna, założenie to uważam zą zbyt
poch op ne, szczególnie o ile się ono odnosi do małp.
D a r w i n ' ) w y p o w ia d a w tej k w e sty i następujące zdanie:
» J a k k o lw iek sposób p o w sta n ia związków małżeńskich (u ludzi) jest
niejasny, ja k teg o dow odzą różniące się co do kilku p u n k tó w za
p a tr y w a n ia trzech uczonych, k tó ry c h dzieła najdokładniej studyowałem, m ianow icie: M org a n a, M ac L e n n a n a i L u bb o ck a , zdaje mi
się, na p o d staw ie p rzytoczonych przez nich dow odów , że p r a w d o p o
dobnie in s ty tu c y a m ałżeństw a rozw inęła się dopiero stop n io w a i że
pierw o tn ie p a n o w a ła na całej kuli ziemskiej zupełna, o g ó ln a wolność
płciowa. Mimo to, opierając się na uczuciu zazdrości, w spólnem
w7szystkim zwierzętom i na analogii pom iędzy człowiekiem a niż
szymi rodzajami zwierząt, a także i najbardziej doń zbliżonymi, nie
m o g ę uw ierzyć w tę zupełną luźność '. P o tem co w iem y o za
zdrości u sam ców zw ierząt ssących, z k tó ry c h w ielu p osiada spec y a ln ą broń do w alki przeciw sw ym ry w alom , m ożem y wnioskowTać, że istnienie luźnych stosunków płci jest u ludzi n a stophiu
p ie rw o tn y m nadzwyczaj niep raw do pod ob nem « .
P rz y k ła d ó w zazdrości samców7 nie. przytoczyłem , nie chcąc zby t
przedłużać i ta k d ługiego teg o ustępu. Ale zdaje mi się, że jeżeli
w jakim kierunku, to w7 ty m zasługuje D a rw in na w iarę i że
m ożna mu w ierzyć n a słowro.
S p e n c e r 3) p o w ia d a : — »wśród dzikich stosunki płci zasa
dniczo podobne są tym, jakie p a n u ją w śród tw o ró w niższych.
Mnie rozchodziło się przedew szystkiem o s k o n stato w an ie faktu,
jeżeli nie w y łącznego, to p r z e w a ż n e g o i s t n i e n i a m o n o g a
mi i i p o ż y c i a w d r o b n y c h ,
nielicznych
grupach u
m a ł p, a to dlateg o, że e k o n o m i c z n e w a r u n k i i c l i ż y c i a , są —
ja k zobaczym y — p r a w i e z u p e ł n i e a n a l o g i c z n e z w a r u n
k a mi ,
w ś r ó d j a k i c h żył p r a w d o p o d o b n i e
człowiek
pierwotny.
A d o l f , Strzelecki.
(D o k o ń czen ie n a s tą p i.)
-----
1) Ą b s ta m m u n g d es M en sch en , S tu ttg a rt, 1875, to m II, str. 340.
2) L . c. str. 158.
—
65
—
Z dziejów pierwotnej rodziny.
O d c z y t m ia n y n a
m iesięcznem ' Z g ro m ad zen iu
n au k o w e m
T o w a rz y s tw a lu d o z n a w c z e g o
d n ia 1 go m aja 1895 r.
(D o k o ń czen ie. *)
III
P o tem może zb y t d ługiem intermezzo w racam do w łaściw ego
tem atu. W y ż e j przytoczyłem za p a try w a n ia kilku uczonych na pier
w o tn ą forme, sto sun ków płci. Głoszonej przez nich zasady zupełnej
luźności ty ch stosunków, nie m ogę uznać za stanowczo dowdedzioną
i niedopuszczającą żadnej wątpliwości, ja k k o lw ie k ~ przyznaję się
otw arcie — należałem przedtem do jej w yznaw ców .
K a r o l K . a i i t s k y w p ra c y : »Die E n tsteh u n g der E h e un d F a
milie« 2) p odd aje sumiennej k r y ty c e p o d s ta w y teoryi M o rg a n a o r o
dzinie kazirodczej ; zarzuca, że M o rg a n nie p rzytacza ani jedn ego
p rz y k ła d u istnienia g ru p braci i sióstr połączonych małżeństwem ;
że nie p rz ep ro w a d za wcale dowodu, że rodzina kazirodcza rozwinęła
się z zupełnie b ez ładn ych i luźnych stosunków wzajem nych obojg a
płci. K la s y fik a c y jn y system M o rg a n a określa — zdaniem K a u t s k y ’eg o — stopnie p o s z c z e g ó ln y c h . g en e rac y i plem ienia bez pvzględu na
pochodzenie, a nie stopnie p o krew ieństw a. P ow stan ie systemu k la
syfikacyjnego odnieść należy do czasów, w k tó ry c h węzeł istniejący,
pom iędzy ojcem a dzieckiem, ja k i pom iędzy m atk ą a dzieckiem
nie miał znaczenia, nie zw racano nań żadnej u w a g i i nie. nada w an o
. m u żadnej nazwy, B yło to -w okresie, w k tó ry m dzieci stano w iły
w łasność całego plem ienia a nie m atki lub ojca, a zatem w okresie,
w k tó ry m węzeł plem ien ny miał większe znaczenie, ja k węzeł r o
dzinny. P rzez to je d n a k K a u ts k y wcale nie przeczy istnieniu związ
k ó w rodzinn ych w obrębie plemienia. S ysté m u klasyfikacyjnego nie
uw aża także za dow ód istnienia w czasach p ierw o tn y c h zupełnie
b ez ładny ch i luźnych stosunków płci.
B ardzo w ażn e są w y w o d y jego co do-najdaw niejszej form y
zw iązków małżeńskich. P rzy to cz y w szy liczne p rz y k ła d y m onogam ii
u lu dó w najmniej cyw ilizow anych, przychodzi do wniosku, że naj
pierw otniejszą form ą m ałżeństw a b y ła m onogam ia. Szuka on p rz y
c z y n y teg o w zupełnem ró w n o u p raw n ien iu k o b iety z mężczyzną
’) P ó r. str. 33.
2) K o sm o s, Z eitsch rift für E n tw ic k eh m g sleh re, S tu ttg a rt, to m XII. (1882), str. 190 - 20<.
5
—
66
—
w czasach p ierw o tny c h , zaprzeczając, a b y wtenczas, istnieć m ogło
p ra w o silniejszej jed n o s tk i lub silniejszej płci. K o b ie ta rozporządzała
zupełnie dow olnie sw ą osobą ; nie b y ło przem ocy, ale w o ln y w y
bór, p o p rz ed zo n y staran iem się m ężczyzny o pozy sk a n ie k o b ie ty
w drodze zupełnie spokojnej. Nie b y ł y to m ałżeństw a w dzisiejszem
te g o słow a znaczeniu, zaw ierano je bez ceremonii, ale i łatw o roz
w iąz y w ano zadzierzgnięty węzeł.
S p e n c e r 1) jest rów nież przeciw nikiem te o ry i zupełnie luźnych
związków. Z w raca on przede-wszystkiem u w a g ę na to, że w pierw o tn em społeczeństw ie w o góle nie istniały jeszcze żadne p ra w a
społeczne. P r a w a p o d o b n e k ażą z g ó r y przypuszczać p e w n e trwalsze
istnienie społeczności, to zaś ostatnie w y m a g a ro zradzania się s p o
łeczeństw a przez ciąg pokoleń. D la te g o też nie m ogło istnieć b r o
nione przez L u b b o c k a » p r a w o « , a b y k a ż d y m ężczyzna i k a ż d a k o
b ie ta uw a żan y m i b y li w małej społeczności »ex óffo« wT jednakiej
mierze za m ęża i żonę. S p e n c e r nie zgadza się dalej na to, iżby
pojęcie własności by ło k ie d y k o lw ie k t a k nierozwiniętem , ja k teg o
chce L u bbo ck, m ówiąc, że »kiedy nie' istniało jeszcze pojęcie p o siadan ia
rzeczy innych, wówczas nie istniało rów nież pojęcie o sobistego, p o
siadania kobiet«. U zw ierząt znajdujem y już przecież niejakie p o j
mowanie- w łasności
pies n iety lk o będzie w alczył o. zdobycz, p o j
m a n ą przez siebie lub o sw ą budę, ale będzie w alczył o sw ą s a
micę i strzedz będzie rzeczy należących do jeg o pan a. Nie . m ożna
przypuścić, a b y człow iek w stanie sw y m najniższym posiad ał
w mniejszym s to p n iu pojęcie własności, raczej p osiadał je w s to p n iu
w yższym a przypuszczenie to u sp raw iedliw ia św iadectw o faktów .
U w szystkich ludów n a w e t bardzo znaczna luźność sto su n k ó w płci
o g raniczon ą b y w a przez związki, p o siad ające p e w n ą trw ałość. B ra k
cerem onii i obrzędów w eselnych nie dpw odzi jeszcze b r a k u m ałżeń
stw a, t a k samo, ja k b ra k w y razu na oznaczenie teg o stosunku.
D o w o d e m fakta. »Nie widzę dla' jakich p o w o d ó w — tw ierdzi na
ko ń c u S p e n c e r — m ożna b y ł o b y w nioskow ać, że w g ru p a c h n aj
niższych nie b y w a ło w cale osobistego p o siadan ia k o b ie ty przez
mężczyznę. M usim y sądzić, że n a w e t w czasach -przedhistorycznych
luźność sto su n k ó w k rę p o w a n ą b y w a ła przez związki osobiste, w y
nikające z u p o d o b a ń in d y w id u a ln y c h i strzeżone siłą w óbec Itidzi
innych«, — a na innem miejscu p o w ia d a : »N ieustalone stosunki
L. c. tom II. str. 185 — 194.
— 67
płci pozostają w sprzeczności z d o b ro b y te m społeczeństwa,
b y te m p o to m stw a i p om y śln ością dorosłych«.
d o b ro
H e 11 w a. 1rl 'b. mimo, że g raw ituje do teory i zupełnego b r a k u
trw a ły c h związków, przecież nie zg-adza się na z a p a try w a n ia B achofena, M o rg a n a i L u b b o c k a o zupełnej tychże luźności, nie w ie
rzy, a b y w czasach p ierw o tn y c h k a ż d y mężczyzna miał p ra w o p o
siadania w szystkich k o b ie t i twierdzi, że n ig d y k ob ieta nie b y ła
w s p ó ln ą w łasnością w szystkich mężczyzn h o rd y lub plemienia. Co
najwyżej, w spólność ta ograniczała się na nieliczne g ro n a i g rupy .
K o b i e t a nie b y ła w te d y niewolnicą, b y ła ona sw obodną, niezależną
to w arzy szk ą mężczyzny, k t ó r y zanim ją pozyskał, musiał się o to
starać. Prędzej b y m ożna uznać za formę p ierw otn ą wielożeństwo,
a n a w e t zdaje się, że o bok siebie m o g ły istnieć najrozm aitsze fo r
m y :■ m on ogam ia, p olig am ia i poliandria. W swej »C ulturgeschichte
in ih rer E n tw ic k e lu n g bis zur (feg en w a rt« 2) nie jest p ew n y m , czy
pierw si ludzie żyli w p arach , czy też w stadach.
I m p p e r t 3) wykazuje, że przez najbardziej p ro stą assocyacyę
myśli, człow iek p ie rw o tn y przyszedł najp ierw do zrozumienia p o
chodzenia od m atki, nie uznając jeszcze wcale węzła łączącego
dzieci z ojcem, węzła, k t ó r y poznał dopiero znacznie : później. Z ro
zum ienie pocho dzenia doprow adziło do uznarvania p o k re w ie ń s tw a
ty lk o przez m atki a zupełnej nieznajomości p o k re w ie ń s tw a przez
ojców. P ie rw iastk iem rodziny b y ł sto sun ek m atki do dziecka a mi
łość m acierzyń ska b y ła p o d s ta w ą całego ustroju. T y lk o m a tk a b y ła
dziecku p o trz e b n ą do w y ż y w ien ia w c z a s a c h , g d y jeszcze nie znano
sp osobu zastąpien ia p o karm u , p ochodzącego z najnaturalniejszego
źródła innym i środkam i. D łu g o le tn ie karm ienie dzieci m lekiem m atki,
rozpow szechnione: dziś jeszcze u ludów dzikich, nie m ogło oddzia
ły w a ć ko rz y stn ie na węzeł łączący kob ietę p ie rw o tn ą z mężczyzną.
W ę z e ł ten m usiał stać się luźnym i n ietrw ały m , związki nie m o g ły
b y ć monogmmicznymi, mężczyzna opuszczał sw ą żonę. T e w y w o d y
L i p p e r t a nie m ożna u w ażać za ab so lu tn ie praw dziw e, istnienia matry a r c h a tu nik t dziś już nie zaprzecza, ale p o w o d y jeg o p ow stania
i rozwoju można b y i n a innej drodze uzasadnić. W dalszym ciągu
twierdzi L ip p e rt, że k o b ie ty widząc niekorzyść luźnych związków,
Stawiały p rzed ich zawarciem w arun ek, a b y mężczyzna zobowiązał
») L. c., str. 126.
:a) L e ip z ig 1883, trzecie w y d a n ie .
3) G esch ich te d e r F am ilie, S tu ttg a rt, 1884, str. 81.
—
68
—
się do żyw ienia swej żony w okresie karm ienia, a następ nie w s p ó l
nie z nią troszczył się o w y c h o w a n ie dzieci.
A r g u m e n t ten L ip p e rta p rz y p o m in a mi trochę sposób, w jaki
B a c h o f e n tłóm aczył p ow stanie m a try a rc h a tu . T en niezm iernie
zresztą zasłużony b ad acz twierdzi, j a k już powiedziałem , że. w cza
sach p ie rw o tn y c h k o b ie ty b y ł y w s p ó ln ą w łasnością w szystkich
mężczyzn plemienia. Otóż niew iasty, m ocno o burzone ty m stan em
rzeczy, z b u n tc w a ły się i silą p rz ep ro w a d ziły u stano w ienie m ałżeństw ,
w k tó ry c h k o b ie ty rej w o dziły a w szy scy mężczyźni byli najniższy
mi służkam i sw ych pań. B achofen żył w czasach, w k tó ry c h r o
m antyzm święcił swe największe try um fy, a więc. za p o w o d y d zia
łan ia uw a żał szlachetne pobudki. — L ip p e rt żyje p rz y k o ń cu X I X .
stulecia, szuka więc p o w o d ó w w sferze interesów m ate ry a ln y c h .
Zdaje mi się jednak, że tak, ja k a r g u m e n ta c y ę B ach o fen a Uważamy
dziś za tro chę z b y t n ie p ra w d o p o d o b n ą , ta k i a r g u m e n ta ć y a L ip p erta ,
w y m a g a ją c a trochę zà wiele zmysłu p r a k ty c z n e g o u k o b ie t w cza
sach p ierw o tn y c h , nie p rz ek ona nikogo, a zresztą któż m ógł zm u
sić mężczyznę, a b y d o trzy m a ł sw eg o przyrzeczenia,
tem bardziej,
że op ieka p ra w n a m usiała w o w y c h czasach b y ć bardzo n iedo sta
teczną.
G u m p l o w i c z , k t ó r y w sw y m »System ie s o c y o lo g ii« ') b a r
dzo m ało zw raca uwaga na rozwój in sty tu c y i rodziny, uw aża za
najdaw niejszą form ę sp o łe c z e ń s tw a : hordę, p ierw o tn ą ,2), o p a rtą na
m a try a rc h a c ie ; m a try a rc h a t zaś, jak o p o w s ta ły z luźnych zw iązków
płci, k tó re są »formą najprostszą m ałżeństw a, formą, k tó ra sam a
przez Się w y tw a rz a się w śród p ie rw o tn y c h stosunków,,..
P ozo stają mi jeszcze do streszczenia z a p a try w a n ia D a r g u n a ,
F r i e d r i c h s a i W e s t e r m a r c k a . P ie rw s z y — k tó re g o dzieło
»M utterrecht und R a u b e h e « 3) uznaném zostało przez k o m p e te n tn ą
k r y t y k ę za je d n ą z najw ybitniejszych p ra c ostatnich czasów —
u w aża w niem m a try a rc h a t za formę, k tó r a bez k w e sty i istnieć
m usiała i ro zpow szechnioną b y ła u w szystkich szc?epów indogerm ańskich. K r ó t k o przed sw ym z b y t w czesnym zgonem, w y d a ł on
d r u g ą p ra c ę : » M u tte r r e c h t. und V a t e r r e c h t 4)« zamieszczoną p raw ie
]) W a rs z a w a , 1887.
2) !.. c. str. 2 2 1 - 2 2 9 .
3) M u tterrech t u n d
R aubehè
u n d ihre R este im
g e rm a n isc h e n R echt u n d L e b e n
(U n te rs u c h u n g e n z u r d e u ts c h e n S taats- u n d R ech tsg esch ich te, B a n d XV I.), B reslau 1883.
4) S tu d ien zum ä lte s te n F am ilienrecht.. E rs te r T heil : M u tte rre c h t u n d V a terrech t
erste H älfte: Die G ru n d lag en . L eip zig , 1892.
v
—
69
—
w tej samej objętości po polsku w warszaw skiem A ten e u m za ro k
i 8 9 i *) p o d ty tu łe m : »O rodzinie pierwotnej«.
P o w y k a z a n iu p o k re w ie ń s tw a przez m atk i (m atryarchatu), k t ó
re g o istnienie zasadniczo dziś żadnej nie uleg'a już w ątpliwości,
najważniejszem jest określenie stan ow isk a, ojca w rodzinie. . S t a n o
w isko to jest je d n a k ta k różnorodnem , ta k zmiennem, że szeregi
całe k o n tra s tó w i odm ian drw ić się zdają z każdej, w całość je k o
jarzącej teoryi. S am o stwierdzenie istnienia p o k re w ień stw a przez
m atki nie w ystarcza jeszcze, należy się bowiem, zastanowić, co było
przed niem, co się o b o k niego rozwijało i co jeg o miejsce zajęło.
Z m a try a rc h a tu zupełnie nie w y nik a, a b y równocześnie nie
u w zg lę d n ia n o lub nie znano ojcowstwa, lub żeby m a tk a w obrębie
ro d z in y dzierżyć m iała rządy. Dziś uznajem y p okre w ień stw o dzieci
z m a tk ą a dzieci dzielą mimo to imię i stan ojca; tak sam o m o g ły
istnieć p o w o d y , dla k tó ry c h dzieci należały do stan u i zw iązku ro
dzinnego matki. W ła d z a ojcow ska i pok re w ień stw o przez m atk ę
bardzo często idą rę k a w rękę. Ojciec może b y ć despotą, n ie o g r a
niczonym w ła d c ą życia i śmierci swojej żony i jęj dzieci, może n a
w et się przyzw yczaić do lekcew ażenia i zniew ażania jej, a je d n a k
może go z dziećmi nie łączyć żaden p ra w n ie u zn a n y zw iązek p o
krew ieństw a. W Nowej B ry ta n ii znanem jest n astępstw o rod o w e
ty lk o przez m atki, dzieci dziedziczą po matce, sp a d e k zaś po zm ar
łym mężczyźnie przechodzi n a tego ż siostrzeńców. A je d n a k żony
są niewolnicam i sw y ch mężów, ich własnością. Jeżeli m u się żona
nie nadaje, zabija ją, sm aży i zjada, a to przecież stan ow i w y b itn y
sy m p to m w ładzy p a n a domu.
B e zw zg lęd n a w ładza d o m ow ą ojca znachodzi się w połączeniu
z wszystkim i system am i po krew ień stw a. B ardzo wiele jest ludów
takich, k tó re nie uw ażają stosunku m iędzy ojcem a dziećmi za
związek krw i, lecz ty lk o za stosunek o p ieki i władzy, t a k samo jak
i częste są w y p a d k i tolera n cy i w obec w y kro c zeń przeciw wierności
małżeńskiej. W y n i k a to z tego, że ojciec p ra g n ie p o siad ać dzieci
n a własność jako pan, nie jak o rodziciel, d lateg o bo mu są p o trze
b ne siły robocze.
G d y b y n a u k a o p o krew ieństw ie przez m atki, rozpow szechniona
obecnie, b y ła zupełnie trafną, trze b ab y przypuścić, iż s t o s u n e k
d z i e c i d o r o d z i c ó w rozpocząć się m usiał od stosunku do m atki,
zaś sto su n ek opieki lub p o k re w ie ń s tw a p rzyw iązu jący dzieci do
f) T o m i Y, síri 2 4 0 — 266 i 4 7 1 - 5 1 5 .
-
70
—
ojca, m u s ia łb y rozw inąć się później. M iędzy w szystkim i istniejącym i
ludam i p o w in n e b y znajdow ać się n a najniższym sto p n iu rozw oju
te, k tó re hołdują p o k re w ie ń s tw u przez m atki, w yższy zaś sto p ień
p o w in n e b y zajmować te, k tó re uznają p ew ien związek p om iędzy
rodzicam i a więc i m iędzy ojcem a dziećmi, nie trzym ając się w y
łącznie p o k re w ie ń s tw a przez m atki. D a r g u n sądzi je d n a k —- i to
ja k mi się zdaje słusznie — że najlepszą sk a lą do rozróżnienia sto
pn i p ie rw o tn e g o rozwoju cyw ilizacyi jest b ra k czy też eg z y s te n c y a
naczelnika szczepu, oraz Większy lub m niejszy rozwój jeg o władzy.
Z a p a try w a n ie to p o p ie ra znakomicie o p is a n y przez S p e n c e ra zw ią
zek, zachodzący pom ięd zy ustrojem p o lity c zn y m a całą o rg a n iz a c y ą
społeczeństw a. T ym czasem żaden z ludów stojących na najniższym
sto pniu cywilizacyi, nie p o siad ają cy ch o rg a n iz acy i szczepowej z n a
czelnikiem n a czele, nie zna i nie u żyw a system u p o k re w ie ń s tw a
przez m atki, a w szystkie znają związek m iędzy ojcem a dzieckiem.
U m ieszkańców Ziemi ognistej p a n u ją poza obrębem rod z in y
stosun ki w p ro s t nieprzyjacielskie. R o d z in y żyją zupełnie niezależnie
od siebie i łączą się w m ałe g'rupy, bez naczelnika, je d y n ie w celu
w spólnej obrony . W p ł y w rodzin}'' jest je d y n y m silnym węzłem łą
czącym ty c h autoch to n ó w . W ę d ru ją oni zw yk le w g ro m a d a c h zło
żonych mniej więcej z 12 osób, przeciętnie z trzech mężczyzn, p i ę
ciu k o b ie t i c z w o rg a dzieci, b ęd ą c y c h niejako je d n o s tk ą socyaln ą
najnaturalniejszą, rodziną p ierw otn ą. Młodzieniec, k t ó r y nie p o siadł
żony przez porw a n ie, musi się starać o sw ą w y b ra n ą u jej rodziców.
U B uszm an ów s p o t y k a m y się z zjawiskiem p o d o b n é m ; n i e 'm a
nigd zie w zm ianki o p a n u ją c e m u nich p o k re w ień stw ie przez m atki,
U cejlońskich W e d d a h só w , żyjących w nielicznych i m ały ch rodzi
nach, przestrze g an e są ściśle za sady m onogam ii, rozw od u nie znają,
p o k re w ień stw o przez m atk i jest im zupełnie ob ce ; narzeczony sta ra
się o sw ą przyszłą u jej rodziców. G ro m a d zą się oni w liczniejsze
gruiDy w w y ją tk o w y c h ty lk o okolicznościach.
W Australii zachodniej lud tam tejszy nie żyje w zw iązkach
szczepow ych, ty lk o w ściśle rodzinn ych ; k a ż d a rodzina, licząca z w y
k le 6— 9 głów , tw o rz y osobne dla siebie społeczeństwo, zależne
w yłącznie od ojca rodziny. U B o to k u d ó w jesť rodzina je d y n ą sp ó j
nią jednoczącą te dzikie dzieci n a t u r y ; ojciec jest pan em żony
i dzieci i bardzo zazdrosnym m ałżonkiem . H ołd u jące p o k re w ień stw u
przez m atk i lu d y a m e r y k a ń s k ie i m urzyńskie są bardzo cyw ilizo
w ane w p o ró w n a n iu do w y m ien io n y ch wyżej najuboższych i n a j
słabszych plem ion dzikich.
71
—
A zatem zjawiska uchodzące za późniejsze, okazują się wcześniejszemi. P le m io n a te b y ł y b y rów nież d o ta rły do system u p o k r e
w ie ń s tw a przez m atki, g d y b y okoliczności sprzyjające b y ł y im d o
zw oliły n aby c ie w yższego stopnia cyw ilizacyi —- przeciwnie -ludy
wyżej stojące, kiedyś, w przeszłości przejść m usiały to samo stad y u m rozwoju, ja k ie , znajdujem y n. p. u m ieszkańców Ziemi o g n i
stej. Mimo wo i i n a su w a się dalszy wniosek, że- w wyżej p rz y to c z o
n y c h w y p a d k a c h m am y do czynienia ze stosunkam i, k tó re w y p rz e
dziły utw orzenie sy stem u p o k re w ień stw a przez m atk i
D a r g u n prz ed staw ia sobie p ie rw o tn ą »komórkę« ro dzin y n a
stępująco : W obrębie mniejszych lub w iększych stad ludzi, tw orz ą
się drobniejsze g r u p y odosobnione, k tó ry c h p u n k te m ś ro d k o w y m
zw y k ł b y ć jed en mężczyzna ; wchodzi on w posiadanie jednej lub
więcej kobiet, rozporządza niemi w e d łu g u p o d oban ia,
w ład a też
dziećmi, k tó re one urodzą. W ł a s n y je g o dobrze zrozum iany interes
p o w o d u je go do ob ro n y ty ch osób przeciw in n y m mężczyznom
i wszystkim nieprzyjaciołom w ogólności. Z n an y jest oczywiście
stosunek n a tu ra ln y m iędzy m a tk ą a dziećmi, pod o b n ie ja k i sto su
n e k opieki i w ładzy m iędzy p an e m dom u a dziećmi; p ie rw s z y -— to
jest stosu nek m iędzy m a tk ą a dziećmi — okazuje je d n a k w idoczną
ten d en c y ę zgaśnięcia z chwilą, k ie d y o p ieka m acierzyń ska staje się
dziecku zbyteczną. O b y d w a te stosunki są czysto osobistym i; o g r a
niczają się . one p raw idłow o w yłącznie do w y m ien io n y ch osób.
Po
za tem sp o tk ać m ożna zarodki rozwijającego się system u p o k re wioństwa, nie m a zaś żadn ego system u rozw iniętego, ani system u
po k re w ie ń s tw a przez m atki, ani agn acy i. Z te g o p ra s ta re g o p u n k tu
w yjścia może p o s tę p o w a ć dalszy rozwój t a k samo w k ie ru n k u p o
k re w ie ń s tw a przez m atki, j a k i w k ie ru n k u p o k re w ie ń s tw a przez
ojców, a n aw et i w trzecim k ieru n k u : p o k re w ie ń s tw a przez oboje
rodziców: A zatem t a k zwanej »rodziny rodzicielskiej« w ykluczać
nie można, tem bardziej, że nic nas nie zmusza do stan ow czego
przy jęcia zasady, że ludzkość wszędzie, po jednej i tej samej drodze
rozwoju p o s tę p o w a ć musiała.
D a r g u n sądzi ostatecznie, że .»kwestya kom unizm u płciow ego,
k t ó r y b y b y ł p a n o w a ł w odleglejszej nieznanej przeszłości, p o z o s t a
nie ja k na teraz w zawieszeniu«.
F r i e d r i c h s ' ) w y stępuje przeciw za p atry w a n iu , ja k o b y n ie
możliwość oznaczenia pochodzenia öd ojca, czyli niew iadom ość
») K arl
F rie d ric h s .
O ber
d en .U rsp ru n g , d es M a triarch ats.
Z eitsch rift ' f ür v erg lei
ch en d e R e c h tsw is se n s c h a ft (.Stuttgart), to m VIII (1889), stri 3 7 0-38-1.-
-
72 —
od k tó re g o m ężczyzny plem ienia dziecię pochodzi, b y ła p o w od em
p o w s ta n ia system u p o k re w ie ń s tw a przez m atki. A rg u m e n ta jego
musi k a ż d y uznać ~za bardzo p o w ażn e i obalające to zapatry w a n ie .
P rz y ta c z a on m nóstw o ludów, u k tó r y c h istnieje p a tr y a r c h a ln y s y
stem, mimo, że pochodzenie po ojcu jest często w ą tp ’,i wem, a dalej
twierdzi — znów na m nóstw ie p rz y k ła d ó w się opierając — że matr y a r c h a t istnieje u ludów żyjących w ścisłej m o nog am ií i k a r z ą
cych surowTo przekroczenia przeciw wierności małżeńskiej.
Zestaw iając z a p a try w a n ia p rzyto czo ne wyżej i pochodzące od
ro zm aitych b adaczy, o trz y m a m y n astęp ujące a r g u m e n ta przeciw teoryi luźnych zw iązków płci w czasach n ajd aw n iejszych :
1. K o b ie ta w czasach p ie rw o tn y c h b y ła zupełnie w olną, a nie
niewolnicą, przedm iotem ; według- w ła s n e g o w y b o ru rozporządzała
sam a swą osobą ; mężczyzna m usiał się starać o p o zy sk a n ie jej
względów .
2. K o b ie ta , k tó ra z a w arła już zw iązek małżeński, traciła swą
wolność, przechodziła w posiad anie męża, k t ó r y zazdrością p o w o
d o w a n y , strzegł ją od g w a łtu ze s tro n y in ny ch mężczyzn i surow o
k a r a ł niewierność.
3. S yste m p o k re w ie ń s tw a przez m atk i p o w s ta ł później niż r o
dzina, w k tórej ojciec b y ł p anem , rodzina p o d o b n a do późniejszej
p a try a rch a ln e j. P o k re w ie ń s tw o przez m atk i nie w y k lu cz a znajomości
stosunk u ojca do dzieci.
4. R o d z in a p ierw o tna, w której, ja k już pow iedziałem , ojciec
b y ł panem , m o g ła rozw inąć sie w- k ie ru n k u sy stem u p o k re w ie ń stw a
przez m atki, ale także t a k samo w k ie ru n k u p o k re w ie ń s tw a a g n a cy jn eg o a n a w e t i w k ie ru n k u p o k re w ie ń s tw a przez oboje rodziców.
5. P o w o d e m . p o w s ta n ia sy stem u p o k re w ie ń s tw a przez m atki,
k t ó r y nie jest pierw szym sto pniem rozw oju z luźnych zupełnie sto
su n k ó w płci — nie jest w cale niem ożliwość oznaczenia pochodzenia
w linii męzkiej.
IV.
Z b yt wielkie roz m ia ry p rz y b ra ł mój odczyt i nie chcąc go
jeszcze więcej rozszerzać, streściłem p o g lą d y zw olenn ikó w i przeci
w n ikó w teo ry i kom unizm u p łciow eg o ty lk o w najogólniejszych za
rysach. Jeżeli a r g u m e n ta przem aw iające za k om unizm em w ty m k ie
ru n k u o g ra nic zy łem ad minimum, to ty lk o dlatego, że znane są
one lepiej szerszym kołom, j a k a r g u m e n t a zw olenn ików przeciwnej
teoryi.
P rzyto cz en i wyżej badacze, k tó rz y nie zupełnie g od zą się na
te o ry ę luźności sto su n k ó w płci, nie w y s tę p u ją stanowczo przeciw
S
i
— 73 —
niej z w y j ą t k i e m jed n eg o К a u t s k y ’eg'O, k t ó r y odrzucając k o m u
nizm płciow y, staw ia m on og am ie jako. pierw o tną formę rodziny.
M nie się zdaje, że teorya, uw ażająca m onogam iczne związki
za najdawniejszą* formę m ałżeństwa, m a conajmniej tę sam ą racyę
bytu, co t e o r y a lu ź n o ś c i. stosunk ów płciowych.
P rz e d ew szy stk iem najważniejszym a rg u m e n tem jest p rz e w a g a
fo rm y m onogam icznej a n a w e t w yłączne jej pan o w an ie u wyższych
rodzai małp, fakt, k t ó i y m ożna uw ażać za pra w ie stanowczo u d o
w odniony. Istnienie przew agi form y m onogam icznej u wyższych
rodzai m ałp, p rzem aw ia tembardziej na korzyść pożycia człowieka
p ierw o tn e g o w rodzinach m onogam icznych, bo, ja k już zresztą z a
znaczyłem, w a ru n k i ekonom iczne ich życia są analogiczne tym że w a
ru n k o m życia człow ieka p ierw otnego .
W szyscy badacze p ierw o tn y c h dziejów ludzkości zgadzają się
na to, że człowiek p ie rw o tn y zamieszkiwać m ó g ł ty lk o tak ie obszary,
. w k t ó r y c h nieposiadając żadnych narzędzi, m ó g ł p o zy skiw ać swe
pożyw ienie. Nie mając narzędzi, nie znając d o b roczynn ego działania
o gn ia, żyw ił on się ja g o d a m i i korzonkam i. Źe pożyw ienie czysto
roślinne m ogło mu w ystarczy ć i w yżyw ić go, dow odem niektóre
dzikie plem io n a współczesne, żyjące, rozumie się w strefie z w ro tn i
kowej lub p odzw rotnikow ej a wfięc w klimacie, k t ó r y p an o w ać m u
siał wr p ie rw o tn y c h siedzibach ludzkości. D o w o dem dalszym jest
w ie lk ą objętość narządó w traw ie n ia u ludów dzikich. » W ięk sz eg o
u k ła d u odżyw czego — p o w iad a S p e n c e r 1) — d o m a g a się m n iej
sza p oży w n o ść p o k arm ó w . Dzikich owoców, orzechów, korzeni itp.
p otrzeb a jeść bardzo dużo dla o trzy m ania niezbędn ych zasobów
zw iązków azotow ych, tłuszczów, w ęglow odów . .. K ie d y trzeba t r a
wić olbrzym ie ilości p o k arm ó w , wówczas n ap ełn ienie żołądka musi
sp o w o d o w y w a ć bezw ładność ; k ied y zaś, w s k u te k b ra k u pożyw ienia,
en e rg ia słabnie, w ów czas nie może b y ć m o w y o żadnej działalności,
z w y ją tk ie m tej, do jakiej n a k ła n ia głód. Jasn e m więc jest, iż niere g u la rn o ś ć od żyw ian ia się człow ieka p ie rw o tn e g o , przeszkadza cią
głości p ra c y a w ten sposób p ow strzy m u je jego działania, niezbę
dne do uw oln ienia się z p ierw o tn e g o stanu«.
Z jakiem iż trudn ościam i połączone b y ć musiało p ozyskiw anie
ty ch ro ślin n y ch p o k a rm ó w ! R a z b y ło ich m nóstwo, w krótce ich
niestało ; po k ró tszy m lub dłuższym okresie obfitości n a stę p y w a ł
k ró tsz y lub dłuższy okres głodu. Czy w takich w a ru n k a c h m o g ły
') L, c. tom I. str. 49 —51,
_ 74
—
istnieć liczne, h o rd y , lu b w spólne pożycie k ilku ro-d/.in? Zdaje się że
nie i że błędnem- jest z a p a try w a n ie tych, k tó rz y k ażą tej licznej
hordzie dzielić się dla p o szukiw ania p ożyw ienia w d ro b n e g ru p y .
P rze m a w ia przeciw temu także p rz y k ła d ludów dzikich, stojących
na najniższym stop niu cyw ilizacyi, nie znających . in n ych węzłów
j a k rodzinne. P rz y k ł a d y te cytu je K a u t s к у, cytu je D a r g u n
a wreszcie i W e s t e r m a r с k, chociaż nie dla p op arcia z a p a t r y
w ania, k tó re ja przedstaw iłem .
C zyżby człow iek p ie rw o tn y łączeniem się w liczniejsze g r u p y
m iał sobie u tru d n iać p ozyskiw anie po ży w ie n ia ? N a to się ab solutn ie
zgodzić nie m o g ę , bo jeżeli co, to in s ty n k t zachow aw czy w ro d z o n y
najniżej stojącem u stw orzeniu sprzeciw ia się te m u ; chy ba, żeby śm y
człow iekow i p ie rw o tn e m u odm ówili i tej o d ro b in y rozumu, ja k ą p o
s iada n aw et zw ierzę, lub żebyśtny m u przyznali w y ż sz y stopień c y
wilizacyi, niż go m ó g ł posiadać, a to jest po siad anie narzędzi um oż
liw iających zdobycie p o ży w ie n ia mięsnego.
P o z y sk iw an ie p oży w ie n ia roślinnego w y m a g a znacznego sto
s u n k o w o obszaru dla małej liczby ludzi. Chem icy obliczyli, że p rz e
ciętnie organizm ludzki p o trzebu je dziennie 126 gr. b ia łk a i 321 gr.
w ęgla. Chleb a zatem najbardziej w y b o r o w y p r o d u k t ro ś lin n y za
w iera ta k ą ilość ty c h składn ikó w , że a b y d ostarczyć p o trz e b n ą ich
ilość organizm ow i, trze b a zjeść 2 870 gr. chleba, a więc o wiele
więcej trz e b a b y zjeść ziarn, a b y p ozy sk a ć p o trz e b n ą ilość w ę g la
i białka.
T a m gdzie rosną drzew a sagow e, w y s ta rc z a dla w y ż y w ien ia
jedno stk i rocznie 600 fu n tó w chleba zrobionego z ow oców tej palm y.
D o p ro d u k c y i óoo fun tó w teg o chleba p o trze b a goo fun tó w m atery a łu su ro w e g o , podczas g d y jed no drzewo d o starcza 700 funtów
rocznie ').
J a k ich ź e m as roślin n eg o p o k a r m u p o trz e b o w a ł człow iek p ie r
w o tn y d la siebie, czyż więc m ó g ł łączyć się w liczne »hordy p ie r
wotne«?
W e s t e r m a r с к 2), k tó re g o dzieło jest jednem z najp otęż
niejszych zjaw isk n a p o lu dziejów rodziny, a o k tó re m A lfred W a11 а с e, znakom itość pierw szorzędna, w yraził się, że rzadko zdarzyło
m u się sp o tk ać ta k g ru n to w n e .opracow anie je d n e g o z n ajtru d n iej
szych p ro b lem a tó w , — jest stanow czym przeciw nikiem teoryi ko!) L ip p e rt, K u ltu rg esch ich te, d é l-M e n sc h h e it in ihrem o rg a n isc h e n A u fb au , S tu ttg art,
1886, tom I., str. 56.
■
2) 1- c.
muni z mu płciow ego. U d o w a d n ia on m nóstw em przy kład ów , że lu d y
p ie rw o tn e w t e d y n a w e t żyły w nielicznych g rup ach , g d y już żyw iły
się m ięsnym i pokarm am i, bo do p o zysk iw an ia żyw ności zapom ocą
m yśliw stw a, p o trz e b a b yło bardzo obszernych te ry to ry ó w n aw et
w czasach, g d y zw ierzyny tej b y ło : q wjele więcej ja k dziś. W e sterm arck nié zw raca u w a g i na fa k t p otw ierd zający jego z a p a tr y
w ania, że ubijanie zw ierząt ta k prosterni narzędziami, j a k pierw sza
b ro ń człow ieka p ie rw o tn e g o , w y m a g a n iety lko ogrom nej zręczności
ale i niemniej cierpliwości i trudów . U b ita sztuka w k rótszym czasie
b y ł a z je d z o n ą , niż g o się straciło na jej upolowanie.
W e s te rm a rc k p o p ie ra swe za p atry w anie, — że m o n o g am ia b y ła
najdaw niejszą form ą sto su nkó w płci, faktem , że najdziksze lu d y t e
raźniejszości uznają o bow iązek ojca do opieki i obro n y swej rodziny.
Jeżeli o nic innego, to o b u d o w ę m ieszkania i o dostarczenie p o ż y
w ienia stara się ojciec. P ożycie m ałżeńskie ro zpoczyna się dopiero
w ted y , gcly luźn y zw iązek k o b ie ty z m ężczyzną um ocnio ny zostanie
przyjściem na -świat p o to m s tw a i tem się tłóm aczy wolność o by cz a
jó w u k o b ie t niezam ężnych, ja k a panuje dziś jeszcze u ludów dzi
k ich i barbarz y ń sk ic h , a k tó r ą zw olennicy teoryi luźnych związków
przytaczają, jak o w a żn y a r g u m e n t n a korzyść swoją.
B ardzo wielkie znaczenie m a k r y t y k a teo ry i pro m isk u icy jn y ch
t j. kom unizm u płciowego'; której W e s te rm a rc k pośw ięca trzy obszer
ne rozdziały '). P rze dew sży stkiem ostro k r y ty k u je »system haw ajski
p o k re w ień stw a« , k t ó r y streściłem wyżej i nie uw aża g o wcale za
do w ó d istnienia k ie d y k o lw ie k luźności s to su nkó w płci. A r g u m e n ta
W e s te rm a rc k a w spólnie z p rz y toczo nym i pierwej, zupełnie n a innej
p odstaw ie o p a rty m i arg u m e n ta m i K a tits k y ’ego, są bardzo p rz e k o n y
wujące i w y w o łu ją w ielkie p o w ą tp ie w a n ie w p raw dziw ość w n io sk ó w
M o rg a n a, jako o p a r ty c h n a fa łsz yw ych premissach. K r y t y k u j ą c
przy toczone d o tą d fa k ta istnienia i teraz kom unizm u płciow ego,
przychodzi W e s te rm a rk do przek on ania, że fa k ta te d ow odzą ty lko
wielkiej luźności węzła m ałżeńskiego, częstych w y p a d k ó w niew ier
ności i b r a k u cerem onii w eselnych, ale istnieniu dziś jeszcze g d z ie
k o lw ie k kom unizm u p łciow ego stanow czo należy zaprzeczyć.
W n a stę p n y m rozdziale rozbiera W e sterm a rk system klasyfi
k a c y jn y M o rg a n a w całości i przychodzi do przekonania, że nie
jest on system em w ęzłów krwi. M ożna przypuścić, ą b y niepew ność,
k to jest jeg o ojcem, sp o w o d o w a ła dzikiego człow ieka do n azy w an ia
*); L. c. str. 4 6 - 1 3 0 ..
—
76
—
k ilk u mężczyzn ojcami, ale t a k a sam a n iepew ność nie b y ła p rz y
czyn ą n azy w an ia kilk u k o b iet m atkam i. Czy m ożna przypuścić, a b y
człowiek, k tó re g o in te lig e n c y a jest ta k niską, że zaledwie zdobędzie
się na policzenie swych palców , d lateg o nazyw ał tak samo w szyst
kich p o to m k ó w braci ojca rodzon ych i dalszych, bo nie jest p ew n y ,
czy oni nie są rzeczywiście jeg o braćm i ? Nie p o d łu g stopni p o k re
w ieństw a, ale p o d łu g w iek u dzielą dzicy swe plem iona i poszcze
g ó ln y m g e n e ra c y o m a nie sto pn iom p o k re w ie ń s tw a n ad a ją od ręb ne
nazw y. P o m ijam w y w o d y W e s te rm a rc k a co do p o w s ta n ia system u
po k re w ień stw a, zaznaczam ty lko , że są one zgodne z p o g lą d a m i
D a r g u n a i F riedrichsa, m iano w icie, ż e .p o w s ta n ie teg o system u nie
zostało s p o w o d o w a n e m nieznajomością pochodzenia od ojca i że
nie w y k lu cz a on wcale znajomości węzła łączącego dziecko z ojcem.
Luźność zw iązków płci po w o d u je — zdaniem w ielu uczonych,
do k tó re g o W e s te rm a rc k się przy łą cza — obniżenie się ilości p o
tom stw a. U w a ża on za najsilniejszy a r g u m e n t przeciw kom unizm owi
płciow em u w rodzon e k aż d em u człow iekow i uczucie zazdrości, fakt, na
k t ó r y zw róciłem u w a g ę pierwej, i p o p ie ra g o licznymi nadzwyczaj
przykładam i. N iew ierność b y ła zawsze i wszędzie surow o k a r a n ą
a znajdujem y m nó stw o p rz y k ła d ó w , z k tó ry c h w y n ik a, że człow iek
dziki w y m a g a od swej w y b ra n ej n ien ag a n n ej przeszłości.
K r y t y k ę teory i zw olenników kom un izm u k o ń cz y W e s te rm a rc k
u w a g ą , że ja k k o lw ie k s to sun ek p łcio w y m ó g ł b y ć u n ie k tó ry c h lu
dów bardzo luźnym, to przecież nie ma na to dow odu, a b y k o m u
nizm p łcio w y stano w ił k ie d y k o lw ie k ogólnie i pow szechnie uzn aną
n a całej kuli ziemskiej formę.
Nie m o g ę streścić naw et najpobieżniej dzieła W e s te rm a rc k a ,
obejm ującego 589 stron. P o d a m ty lk o najważniejsze p o g lą d y , za
znaczając, że zupełnie się p ra w ie z niemi solidaryzuję.- T o co mi
w d ro b n y c h zaro d k ac h świtało w m ózgu, .znalazłem u teg o b a d a cza
rozw iniętem do po tężnych, olbrzym im a p a ra te m n a u k o w y m p o p a r
ty c h hipotez i pogląd ów . P rze d ew szystkiem podnoszę p rz e p ro w a
dzony przez W e s t e r m a r c k a 1) d ow ó d zupełnej wolności w y b o ru
u k o b ie ty pierw otnej. U M azurów rozpow szechnionem jest p rzy sło
w ie: J a k ry b a z pom iędzy p rz y n ę t w y b ie ra tę, k tó ra jej się najle
piej pod oba, t a k też i k o b ie ta w y b ie ra z po m ięd zy wielu mężczyzn
jednego. C h ara k te ry zu je ono znakom icie stosunki panujące u ludzi
pierw otny ch . K o b ie ta niezam ężna b y ła w te d y zupełnie wolną, nie
«) L. c., str. 2 1 0 - 2 3 6 .
77
—
stan o w iła — jak dziś u wielu ludów dzikich a n a w e t i nie dzikich —
przed m io tu handlu, a rodzice nie mieli p o w o d u ża dnego przeszkadzać
jej w w olny m w yborze. W znakomicie napisanym , obszernym ro z
dziale zastanaw ia się W es ter m arek n ad m ałżeństw am i wT rodzinie,
czyli n ad związkami kazirodczym i a w jed n y m z n a s tę p n y c h nad
rozpow szechnionemi obecnie form am i m ałżeństw a i dowodzi, że naj
bardziej rozpow szechnioną obecnie formą jest jednożeństwo, .naj
mniej ludów żyje w p o ly an d ry ! ; średni stopień zajmuje po lig am ia
i staw ia a n a lo g ic zn y szem at rozwoju in sty tu c y i m ałże ń stw a: m ono
g a m ia b y ła form ą przyjętą na najniższym sto pniu cywilizacyi, p ó
źniej miejsce jej zajęło wielożęństwo, a b y następn ie ustąpić znów
miejsca rodzinie opartej na jednożeństwie.
Oto zaledwie og óln y, nadzwyczaj p obieżny rys p o g ląd ó w W e sterm arcka. J a k k o lw ie k dzieło jeg o u w ażać m usim y za o g ro m n y
k ro k naprzó d w b ad aniach rozwoju in s ty tu c ja małżeństw a, to p rze
cież nie w y czerp uje ono całkow icie tej k w estyi i nie zw alcza z u p e ł
nie teoryi przeciw nych. Je d e n wszakże — o ile mi się zdaje — p o
stęp m ożna zaznaczyć, m ianowicie ten, że hipoteza, staw iająca m o
no g am ie jak o p ie rw o tn ą i najdawmiejszą formę, jest po d w zględ em
n a u k o w y m co najmniej ró w n o u p ra w n io n ą z hipo tezą zupełnej luźności sto su n k ó w płci.
T u n asu w a mi się n a myśl jeden błąd, w k t ó r y p o p a d a ją niety lk o zw olennicy teo ry i kom unizm u, ale i jej przeciwnicy. Zdaje
mi się, że zby t w ielki w p ły w na rozwój o rganizacyi społecznej
przy pisują oni sto su nko m płciowym . P o p ęd , k tó re g o nie należy
z b y t nisko oceniać, zostaje często bardzo przeceniany. Człowiek
p ie rw o tn y m iał wiele w a żn y ch trosk n a głowie, m usiał w pierwszej
linii starać się o zaspokojenie potrzeb ekonom icznych, a więc nie m ógł
z b y t wnele u w a g i i czasu poświęcać m j ś lo m i po p ęd o m erotycznym .
W s z y s c y praw ie badacze p rzedstaw iają sobie człow ieka p ierw o tn e g o
jak o istotę nadzwyczaj zmysłową. Jeszcze S c h i l l e r pow iedział:
»Einstweilen, bis den B au d er W e lt
P hiloso phie zusamm enhält,
E rh ä lt sich das G etriebe
D u rc h H u n g e r und durch Liebe«.
I rzeczywiście te dw a m o to ry najw iększy w y w a rły w p ły w na
rozwój cyw ilizacyi ludzkiej. A le słowa te p o e ty inaczej b y m sobie
tłómaczył. Id ealista w całem teg o słowa znaczeniu nie w y o b ra żał
on sobie miłości, jak o uczucia na wskroś zm y sło w eg o ; po jm ow ał
on je idealniej, szlachetniej. On nie rozum iał miłości, jako z w y
—
78
—
k łe g o p op ęd u , ale zakreślał jej szersze granice, a przeclewszystkiem
obejm ow ał nią przyw iązanie rodziców do dzieci; miłość m ężczy
zny i k o b ie ty niety lk o jak o p a r y złączonej ch w ilo w y m pociągiem ,
ale jak o tw ó rc ó w następnęj gefteracyi, jak o założycieli rodziny.
I to in s ty k to w n e p rzyw iązanie rodziców do dzieci, a dzieci do
rodziców, stało się p ierw szym węzłem tw o rz ący m rodzinę.
A le o b o k p rz y w iąza n ia rodzicielskiego, uw ażam za jeden z w ę
złów łączących, trw ałe w zajem ne p rzy w iązan ie k o b ie ty i mężczyzny.
Л\т świecie zw ierzęcym w idzim y p a r y żyjące z sobą stale i s t a n o
wiące w zorow e m ałżeństw a. J a k k o lw ie k w szyscy p ra w ie uczeni
nie uw ażają za m ożliwe istnienie d łu g o trw a łe g o prz y w iąza n ia p o
między k o b ie tą ' a mężczyzną w czasach p ierw o tn y c h , przecież zdaje
mi się, że — o bok przyto c zo n y ch wyżej a r g u m e n tó w — i wzajemne
p rzy w iązanie b yło w a żn y m czynnikiem , p o w o d u jąc y m - - ludzi p i e r
w o tn y c h do pożycia w trw a ły c h zw iązkach m on ogam icznych.
W p r a w d z ie p rzew ażna część uczonych u w a ża miłość trw a łą za u c z u
cie, k tó re pow stało d opiero u ludzi cy w ilizow anych, k tó re nie było
znanem p ie rw o tn e m u człowiekowi, po siadającem u ty lk o p o p ę d y
i in sty k ta , ale mnie się zdaje, że o b o k p o p ę d u chw ilow ego, k t ó r y
przecież i u najbardziej cyw ilizow anych w arstw się pojaw ia, istnieje
w duszy ludzkiej p ew ie n p ierw iastek , k t ó r y niety lk o u nas, ale i u
ludzi p ie rw o tn y c h rozwijał się i rozwija pod działaniem różnych
cz y n n ik ó w w trw a łe przyw iązanie. B y ć może, że z a p a try w a n ie to
jest blednem : nie narzucam go n ikom u i nie m yślę z nikim p o le
m izować w ty m k ieru n k u . B y ć może także, że nie znalazłem o d p o
w iednich słów na w y ra żen ie teg o co myślę, ale w k a ż d y m razie
przek on aniem m ojem jest, że p ie rw o tn ą rodzinę monogmmiczną ł ą
czył oprócz węzła in s ty k to w n e g o p rz y w iąza n ia rodziców7 do dzieci
i dzieci do rodziców", także i węzeł wzajemnej miłości pom iędzy
mężczyzną, g ło w ą rodziny, a kob ietą, k tó r a nie z p rzy m usu ale d o
brow olnie stała się jeg o to w a rz y s z k ą życia, a nie niewolnicą.
A d o lf SťľzelecJci.
