-
extracted text
-
Polacy o sobie. Współczesna autorefleksja: jednostka, społeczeństwo, historia, red. Piotr
Kowalski, Łomża: Oficyna Wydawnicza „Stpoka" 2005, s. 17-34. Prawa autorskie
zastrzeżone.
Anna Malewska-Szałygin
Autoportret z negatywu czyli czego można się dowiedzieć o Polakach z góralskich
wypowiedzi na temat władzy.
Tytułowe sformułowanie odwołuje się do zaproponowanego przez Ludwika
Stommę określenia portret z negatywu, którego użycie autor Antropologii kultury wsi
polskiej
XIX w. uzasadnia w ten sposób „wyobrażenia
przeciwstawieniem, swoistym negatywem wyobrażeń
więc odwrócenie
tych wyobrażeń, przekształcenie
danej grupy o sobie są
tej grupy o obcych".
Wystarczy
negatywu w pozytyw, by
uzyskać
własny portret grupy, by dowiedzieć się jakie warunki musi spełniać „swój" (Stomma
1986, s. 63). Zgodnie z tym zaleceniem postaram się odczytać jaki portret własny kreślą
nowotarscy górale rozmowach na temat polityki i władzy.
Badania prowadzone od
1999
r. na Podhalu przez Instytut Etnologii
i
Antropologii Kulturowej dotyczyły wiejskich wyobrażeń na temat władzy państwowej.
Technika badań przewidywała długie, swobodne rozmowy (porządkowane wytycznymi
zawartymi w dyspozycji badawczej), prowadzone we wsiach powiatu Nowy Targ. Muszę
zastrzec, że termin górale stosuję w szerokim znaczeniu, nie rezerwując go dla górali
tatrzańskich, z okolic Zakopanego. Naszymi rozmówcami byli w większości ludzie w
wieku 30 - 70 lat, słabo wykształceni (w większości absolwenci szkoły podstawowej lub
zawodowej,
rzadziej technikum). Celem badań
było przyjrzenie
się lokalnemu
dyskursowi na tematy polityczne i dlatego rozmowy ogniskowały się wokół pojęć:
początkowo słów zaczerpniętych z dyskursu publicznego, a potem, kiedy już oswoiliśmy
się z językiem lokalnych rozmów o władzy, doprecyzowaliśmyokreślenia, którymi
posługiwali się nasi rozmówcy.
1
W tym tekście skupię się na pojęciu władza i jego znaczeniach. Wyłania się z
nich góralski obraz władzy, ale jeśli zastosować wytyczne Stommy można też zobaczyć
portret samych siebie, jaki kreślą nasi rozmówcy. Zalecenia Stommy dotyczą badania
stereotypów o „obcych". Można zapytać: na ile demokratycznie wybrani przedstawiciele
są widziani przez społeczeństwo jako „obcy"? Z naszych rozmów wynika, że ludzie
władzy, politycy są tak właśnie postrzegani. Wybrani spośród społeczeństwa kandydaci
po dojściu do władzy przechodzą rodzaj metamorfozy, odtąd stosuje się do nich kategorię
oni i uznaje za przeciwieństwo prostego narodu.
Górale o władzy.
Kiedy w rozmowie padało słowo władza nasi rozmówcy objaśniali je na różne
sposoby: władza to jest polityka mnie się wydaje [Kobieta, lat 45]; władza to ktoś kto
rządzi [Kobieta lat 55], ktoś kto będzie kierował, jak w pracy tak i w państwie [Kobieta
lat 33], ktoś kto lepiej, rozsądniej
to zorganizuje, musi być taka „głowa
domu"
[Taksówkarze lat 35-50]. Pierwsze z zacytowanych zdań potwierdza przekonanie, że
pojęcia władza i polityka mają częściowo wspólną płaszczyznę znaczeniową, choć
oczywiście rozważywszy wszelkie konotacje nie są to pojęcia pokrywające się, już
choćby dlatego, że w rozmowach zwykle występują w innym kontekście słownym.
Stwierdzenie władza
to ktoś kto rządzi,
podobnie jak następne, odsyła do
zasadniczej funkcji władzy - kierowania i zarządzania: władza powinna być mądra i
dobrze zarządzać [Mężczyzna lat 60]. Takie krótkie quasi definicje nie pojawiały się
często. Chętniej stosowaną strategią objaśniania pojęć abstrakcyjnych było odwołanie się
do przykładu. Zwykle był on wzięty z życia i tłumaczył abstrakcyjną ideę, poprzez
odniesienie jej do zjawisk znanych i bliskich, podobnie jak przypowieść: Władza to jest
tako jak łojciec, abo matka w domu. O to jest władza! Jak matka dobrze rzundzi, to ma z
cego cyrpać, a jak nie, to ni mo i mo przerombane - objaśniał nas sześćdziesięcioletni
rolnik. Porównań do ojca lub matki w rodzinie używali najczęściej ludzie starsi. Prócz
nich wiele kobiet w średnim wieku (ok.40), objaśniło problem rządzenia krajem poprzez
odniesienie do życia rodzinnego. Przy czym, co zaskakujące w patriarchalnych
góralskich rodzinach, głową, o której mówiły była kobieta - zwykle nasza rozmówczyni:
niechby tak rządzili jak ja w domu rządzę - postulowała pięćdziesięcioletnia rencistka.
2
Inna kobieta w jej wieku wtórowała: ja w domu rządzę i mnie słuchają to oni w państwie
też tak powinni .
Objaśnianie pojęć abstrakcyjnych poprzez odwołanie się do rzeczywistości znanej
z własnego doświadczenia opisywał Jacques Le Goff (2002) szukając odpowiedzi na
pytanie: w jaki sposób ludzie średniowiecza tworzyli wyobrażenia o odległej dla nich
rzeczywistości? Jego zdaniem rozszerzali wiedzę o dobrze znanej człowiekowi mikro
skali codziennego życia na makro skalę wyobrażeń o nieznanym świecie. Zaskakujące,
ale podobnie postępowali również nasi rozmówcy. Odległe zjawiska objaśniali przez
odniesienie do bliskich im i dobrze znanych realiów rodziny lub pracy: władza powinna
być jak dobry gazda, żeby ludziom nie brakowało ani chałupy, ani chleba. Na pierwszym
miejscu chleba! - mówiła siedemdziesięcioletnia kobieta. Władza to powinna być taka
kierownica,
to tak samo jak
na przykład
gospodarz na wsi...
-
postulował
czterdziestoletni kowal. Jak mówi góralskie przysłowie „jak nie ma gazdy, głupi kazdy"
- wtórowali nowotarscy taksówkarze, to jak na bacówce, jak ni ma bacy - nic z tego uzupełniał sześćdziesięcioletnie mężczyzna. Co wynika z takiego sposobu mówienia o
władzy oprócz spostrzeżenia, że wielkie problemy objaśnia się poprzez odniesienie do
codziennych? Jeżeli władza to gazda czy baca, jakie jest miejsce naszych rozmówców w
tym układzie? Wydaje się, że pełnią oni rolę inwentarza, owiec, baranów, ale także
juhasów, dzieci i parobków w gospodarstwie, w którym gospodarz czy ojciec rodziny
organizują pracę. Społeczeństwo byłoby zatem grupą ludzi, której pracą trzeba tak
pokierować, żeby zapewnić dobrobyt. To spostrzeżenie potwierdzałyby słowa cytowane
na początku rozdziału o kierowniczej funkcji władzy. Władza, zatem powinna zarządzać
pracą społeczeństwa tak, żeby ta przynosiła jak najwięcej korzyści. Gdy pytaliśmy
naszych rozmówców czy można to tak ująć, niektórzy odpowiadali: aby oni tylko nie
szkodzili! W tych słowach zawiera się realistyczny program minimum: skoro władza w
Polsce nie umie dobrze zarządzać gospodarką, niech choć nie zarządza na niekorzyść.
Warto tu po raz kolejny podkreślić, że - zdaniem naszych rozmówców - głównym
zadaniem władzy jest zarządzanie gospodarką tak, aby ludzie swoją pracą mogli
wypracować dobrobyt.
Porównania „gospodarskie" niosą jeszcze inne przesłanie. Są zdecydowanie
przeciwstawne
idei
władzy
kolektywnej.
Gazda
czy
baca
uosabiają
władzę
3
jednoosobową, odpowiedzialną i stanowczą: to musi być stanowczy człowiek, żeby mógł
coś zrobić! Tak jak gazda jest stanowczy. - twierdził sześćdziesięcioletni rolnik. To
zdanie podkreśla
podstawową,
zdaniem naszych rozmówców,
stanowczość. Siedemdziesięcioletni rolnik objaśniając
cechę
władzy
-
nam czym jest władza też
uwypuklał ten aspekt: to tak jak pasterz idzie owce paść, to som takie co sie dobrze
pasom i takie co uciekajom. Dla tych to pasterz musi być ostry, musi je kochać i gonić.
Kara musi być! Dyscyplina!
Żeby sie bali pasterza! W tych słowach teoretyczne
rozważania czym jest władza zostały odniesione do specyfiki
polskiej,
a polskie
społeczeństwo porównane do stada niesfornych owiec. Wielokrotnie spotykaliśmy się z
poglądem, że Polacy są społeczeństwem zwaśnionym i trudnym do rządzenia, a przez to
wymagającym szczególnie silnej ręki. Zapewne to założenie było podstawą twierdzenia,
że cechą dobrej władzy w Polsce jest żeby umiała rygor trzymać. Czterdziestoletni
elektryk uściślał ten pogląd: Dla Polaków to rząd silnej ręki najlepszy, bo tak w ogóle to
najlepsza jest demokracja. Wtórował mu siedemdziesięcioletni rolnik: No jesce się taki
nie urodził, abo nie dorósł taki, co by to chycił w łapy i to tak twardo na 100%. Polsce
potrzebna strasnie twarda władza! Bardziej wykształceni rozmówcy mówili o potrzebie
zmiany uprawnień polskiego prezydenta. Uważali, że silna władza prezydencka na wzór
amerykańskiej byłaby optymalną formą władzy w Polsce. Amerykański dobrobyt
przytaczali jako koronny argument na rzecz tej tezy.
Często
podkreślanym
zadaniem
władzy
było
też
zapewnianie
ludziom
bezpieczeństwa. Górale bardzo przeżywali wzrost przestępczości jaki nastąpił po 1989 r.
Często o tym mówili, czuli się zagrożeni i wygłaszali sądy ostateczne typu: świat sie
kończy! Pani! Kto to kiedy takie rzeczy widział! Gdy pytaliśmy czy opisywane nam
przestępstwa wydarzają się we wsiach wokół Nowego Targu czy też wiedzą o nich z
telewizyjnych wiadomości, często mieszali wydarzenia bliskie, znane z sąsiedztwa i
dalekie, znane z telewizora, które razem składały się na obraz szalejącej przemocy.
Oczywiście winą za to obarczali władzę (czasem używali wówczas słowa rząd), która
jest zbyt słaba, aby przeciwstawić się przestępczości, zwłaszcza zorganizowanej. Padały
wówczas porównania do władz PRL, o których nasi rozmówcy mieli różne zdania, ale
byli zgodni, że przestępców umiały trzymać pod kontrolą. Większe bezpieczeństwo na
4
ulicach było jedynym aspektem rzeczywistości PRL, który był jednoznacznie dobrze
oceniany.
Prócz funkcji dyscyplinarnych władza powinna również wykazywać się troską o
podwładnych. Element troski, podobnie jak rygoru jest dobrze widoczny w porównaniach
władzy do matki lub ojca w rodzinie, do gazdy czy pasterza. Wszystkie te osoby mają
prawo do narzucania swojej woli i wymuszania posłuszeństwa, ale mają też obowiązek
działania dla dobra rodziny, gospodarstwa czy powierzonych ich opiece owiec. Nie sądzę
jednak,
żeby
chodziło
o troskę
rozumianą
w wzór
karmienia
inwentarza
w
gospodarstwie. Myślę raczej, że chodzi o organizację pracy taką, aby nikomu nie brakło
ni chałupy, ni chleba.
Dwa sposoby mówienia o władzy.
Przysłuchując
się naszym
rozmowom można
zauważyć
wyraźną
cezurę
oddzielającą dwa, różne sposoby mówienia o władzy. Tą cezurą jest wykształcenie,
zwykle skorelowane z wiekiem mówiącego. Większość naszych rozmówców, którzy
ukończyli technikum lub liceum (zwykle byli to ludzie w wieku 30-50lat) albo nie
posługiwała się terminem władza zastępując je słowami rząd, sejm, posłowie
stosując to pojęcie objaśniała je jako instytucje sprawujące
albo
władzę, które potrafili
wymienić. Można stwierdzić, że większość wykształconych respondentów posługiwała
się w rozmowie monteskiuszowskim podziałem władzy czego przykładem może być taka
wypowiedź pięćdziesięcioletniego sprzedawcy, po technikum ekonomicznym: państwo
musi mieć władzę ustawodawczą i wykonawczą. Musi panować ład, porządek.
Inaczej było w przypadku ludzi słabo wykształconych i starszych. Oni najczęściej
używali określenia władza na opisanie mglistej sfery onych. Sfera władzy była dla nich
tak odległa, że jawiła się nieostro jako tajemnicza, niepojęta, inna. Trudno było coś o niej
wyraźnie powiedzieć, trudno mieć do niej zaufanie, wzbudzała raczej niepokój. Te
spostrzeżenia przywołują na myśl obserwacje Floriana Znanieckiego o władzy, która jest
1
dla chłopów odległa i niepojęta jak Bóg .
Wynikałoby z tego zestawienia, że
Polityczny porządek jawi się chłopu jako w pewnej mierze bezosobowa moralna siła, absolutnie
tajemnicza, której przejaw można w jakiś sposób przewidzieć, ale której istota i prawa nie dadzą się
zmienić dzięki ingerencji ludzkiej.(...) Nieograniczona władza przypisywana państwu oraz tajemnica, jaką
w wyobraźni chłopa otoczeni są przywódcy, sprawia, że często chłop wiąże z nimi najbardziej niedorzeczne
nadzieje i daje dostęp najbardziej czasem absurdalnym obawom. Jeśli nawet bowiem przywódcy kierują się
motywami zrozumiałymi dla chłopa, działają oprócz tego w nieograniczonym kręgu nie znanych mu
1
5
wyobrażenia o władzy zmieniają się bardzo powoli i te opisywane przez Znanieckiego
wciąż są rozpoznawalne obecnie, choć najczęściej u ludzi starszych.
Nasi słabiej wykształceni rozmówcy używając słowa władza zaskakująco szeroko
zakreślali jego pole semantyczne. Często pytani o władzę odpowiadali to ci tam we
Warszawie, albo jeszcze szerzej i mniej precyzyjnie no to ci bogaci, no. Jakkolwiek te
objaśnienia są niejasne, można dopatrzyć się w nich echa dawnych podziałów
organizujących życie na wsi, a przede wszystkim
rozmówcom władza kojarzyła się z wyższą sferą:
podziału stanowego. Naszym
władza to te wszystkie co som na
stanowiskach, a my to ino pionki. My tu daleko od Warszawy, to tak musimy robić jak uni
każą
-
twierdził
sześćdziesięcioletni
rolnik. Wtórowała
mu
sześćdziesięcioletnia
rencistka (rolniczka): władza to zawse musi być wyzsa jako my bidni ludzie. To ci co na
stanowisku. O jak ksiądz! On ttyz jest na stanowisku. No to juz jest wyzso, bo on sie na to
kształci. No tacy [ludzie władzy - A. M . Sz.] oni tez sie na to kształcili żeby cosi wiedzieli
jak trzeba rządzić. Ludzie władzy to elita, wyższa sfera, której życie obserwowane z
perspektywy mieszkańców wsi ma wiele cech dawnego życia pańskiego. Określenie oni
tam żyją po pańsku pojawiało się bardzo często. Wiele cech przypisywanych tym na
górze to przymioty, które Józef Chałasiński przypisuje inteligencji polskiej.
Góralskie wyobrażenia o ludziach władzy.
Ludzi władzy i mieszkańców wsi różni przede wszystkim wykształcenie, ogłada i
pieniądze. Ten na stanowisku to musi być wykształcony
-
twierdziła cytowana
rozmówczyni, inna, osiemdziesięcioletnia rolniczka, uzupełniała to musi być ktoś, kto
głowę ma na to, co sie orientuje w tej polityce, w tem wszystkiem. Bo my to nie, my som
za głupie na takie coś. Tam musą być ludzie wykształcone i mądrzejsze, nie takie jak my,
co tam dozo gadać. Władza to ludzie obyci, przygotowani do wyższych zadań: człowiek
nie obyty nie wykształcony,
wiedzieć
co powiedzieć
nie ma po co tam iść, on się musi umieć wypowiedzieć
i
[Kobieta lat 55]. Zwłaszcza kobiety w średnim wieku
podkreślały, że: musi się umieć odpowiednio zachować
w wielu sytuacjach, bo na
przykład poprzedni prezydent [Lech Wałęsa - A. M . Sz.] to nie umiał, a ten [Aleksander
Kwaśniewski - A. M . Sz.] to wręcz przeciwnie, zawsze zachowuje się Wizerunek
motywów i planów, dokładnie tak jak Pan Bóg. (...) Reprezentując nadprzyrodzony porządek, państwo jest
jednocześnie źródłem nieograniczonych możliwości (Thomas, Znaniecki 1976, s. 133)
6
człowieka z wyższej sfery uzupełnia postawa fajna, ubranie na nim, no i umiejętność na
tej mównicy [Mężczyzna lat 65].
Zdaniem naszych rozmówców pieniądze to podstawowy wyznacznik władzy.
Ludzie władzy są bogaci. Warto rozważyć wypowiedź czterdziestoletniego pracownika
firmy krawieckiej dotyczącą wprawdzie problemów finansowych, ale wiele mówiącą na
interesujący nas temat: Skąd oni biorą tą średnią krajową? Ja się pytam kto zarabia te
osiemnaście baniek?[1.800zł
- A. M . Sz.] No może posłowie tyle mają. Tu w Nowym
Targu to jak ktoś zarobi 8 baniek [800 zł - A. M . Sz.] to podskakuje ze szczęścia.
Warszawa ma lepiej, bo przy żłobie jest, nie!. Ostatnie zdanie sugeruje, że władza
„promieniuje"
pieniędzmi.
Kto jest bliżej
władzy
ma większe
szanse zarobić.
Potwierdzają to potoczne wyobrażenia o warszawiakach przyjeżdżających na Podhale na
letnisko czy na zimowisko. Mieszkając w Warszawie czyli w centrum są bardziej
zamożni, obyci, pewni siebie - opromienieni bliskością władzy. Sądzę, że czasownik
promieniować
prowadzi nas do ważnego aspektu wyobrażeń o władzy. Władza ma
swoje centrum - miejsca, gdzie jej atrybuty: stanowiska, obycie, pieniądze są najbardziej
skondensowane.
Z
tego
ośrodka
rozchodzą
się
koncentrycznymi
kręgami,
rozmywającymi się w miarę oddalania. Na wieś splendory władzy centralnej nie
docierają.
Dojście do władzy to niegodny wprawdzie, ale najszybszy sposób wzbogacenia
się. Władza
- wiadomo, to potem ułatwia
ludziom inne sprawy
- twierdziła
czterdziestoletnia właścicielka małego sklepu. To samo, choć bardziej poetycko
formułował siedemdziesięcioletni rolnik: trza tam blisko złobka siedziec i nabić do
kiesonka. Na pytanie: czemu ludzie starają się zdobyć władzę, sześćdziesięcioletnia
rencistka odpowiadała: Zeby było lepi cłowiekowi. No na pewno mu jest lepi. On jedzie
tam, on jedzie tu i nie musi płacić, bo jemu płacom.
No, chleba zawse więcej se na tym
dorobi. No jak Wałęsa był na chwile tem prezydentem. Jak się jego dzieciom powodzi? A
jak by był pracował to by im się się było na pewno tak nie powodziło.
Choćby krótka
styczność z władzą bardzo szybko owocuje poprawą kondycji finansowej całej rodziny.
Jest to aksjomat, podstawowy pewnik potocznej wiedzy o władzy. Wejście w sferę
władzy kładzie się blaskiem złotego na całej rodzinie. Nasi rozmówcy nie mają
rewolucyjnych poglądów uważają, że muszą być bogaci i biedni. Tak zawsze było, jest i
7
będzie. Ale pomału trzeba się bogacić, a nie w ciągu roku i już bogaty! - irytował się
starszy mężczyzna. Tu dochodzimy do sedna: bogactwo zdobyte ciężką, często
wielopokoleniowa pracą jest wysoko cenione przez naszych rozmówców. Pieniądze
szybko zdobyte poprzez dojście do władzy, podobnie jak poprzez udział w ciemnych,
interesach uważa się ze niegodne.
Tym, którzy są blisko żłobka władza objawia swą złocistą
stronę, zwykłym
ludziom jawi się przeciwnie, jako nienasycony poborca podatków: ten rząd to tak nam
daje w dupę, że nawet tego nie można określić
- narzekał na ciężary fiskalne
czterdziestoletni elektryk w 2000 r. Pięćdziesięcioletni stolarz formułował podobne
zarzuty tyle, że pod adresem sejmu: oni się tam zbierajo, codziennie siedzo tam no i
radzo, ażeby kogoś upieprzyć. No i zawsze tego robotnika, tego rolnika upieprzo! Siebie
przecież
nie upieprzo! Ucisk podatkowy zwykle opisywany był w emocjonalnych,
ostrych słowach, choć czasem, zwłaszcza młodsi, lepiej wykształceni
rozmówcy
przedstawiali go w długich wyliczeniach mających nam wykazać jak zbójeckie są
powinności, które trzeba płacić na rzecz państwa. Warto zauważyć, że w rozmowach o
fiskalizmie nasi rozmówcy zwykle posługiwali się terminem państwo, a nie władza.
Rozbuchany fiskalizm państwa nie jest w stanie nasycić Lewiatana, a ściślej
szalonych apetytów ludzi władzy. Formułowany przez Edwarda Shilsa (1994) postulat
samoograniczenia jako podstawowej cnoty obywatelskiej jest politykom zupełnie obcy.
Naszym rozmówcom trzęsły się ręce ze złości, gdy mówili o zarobkach ludzi władzy i o
wszelakich synekurach: Jak taki dyrektor w Krakowie zarabia 2 miliardy 700 milionów ,
to taki zwykły śmiertelnik nie zarobi do końca życia tego co on za miesiąc. To jak to może
być! Jeden i drugi ma taki sam żołądek! - krzyczał kowal na bazarze w Nowym Targu.
Wysokie podatki i opłaty na ZUS, fantastyczne zarobki ludzi władzy płacone z
pieniędzy podatnika budziły złość, ale prawdziwą nienawiść, często mieszającą się z
rozpaczą budziła wyprzedaż majątku narodowego: jak można sprzedać fabrykę czy dom
towarowy jednemu biznesmenowi, jak to było budowane przez cały naród? To przecież
nie jest jednej osoby, to przecież nie jest władzy. Teraz to nie wiadomo komu sprzedają, a
to było całego narodu - zaperzała się rencistka, w średnim wieku. Czem tu mają rządzić,
jak wszystko sprzedali? - pytał retorycznie pięćdziesięcioletni stolarz - a ile tam oni
piniędzy majom!!! Niech to diabeł jasny weźmie! Wyprzedaż majątku narodowego jest
8
najcięższym zarzutem wobec władzy. Często padały porównania do rozkradania państwa
przez zaborców, czy
do pobierania kontyngentów w czasie okupacji niemieckiej.
Władza, która nie tylko nie wywiązuje się z umowy, ale jeszcze kradnie i wyprzedaje
majątek narodowy działając ewidentnie na niekorzyść obywateli, a tak tę sytuację
opisywali nasi rozmówcy, jest podejrzewana o służenie obcym interesom. Jest to
najcięższy zarzut jaki można sformułować. Emocjonalne wypowiedzi oni obcym
interesom służą! Nie o Polskę dbają!, porównania do okupacyjnych kolaborantów
sugerują oskarżanie władzy o zdradę. Ludzie władzy działając gospodarczo na szkodę
Polski dopuszczają się zdrady wobec społeczeństwa. Ten proceder politycy ukrywają pod
fasadą kłamliwych słów.
Hipokryzja władzy budzi w naszych rozmówcach największą furię. Zapewnienia
parlamentarzystów o służeniu dobru społecznemu odbierane jako okrutny fałsz. Głosów
pełnych oburzenia i złości zanotowaliśmy wiele. Wyjątkowo kwiecista była wypowiedź
siedemdziesięciolatki, która mówiła o sobie: ja mam dwie klasy i żem zrobiła w Ameryce
obywatelstwo i wszystkie dzieci, żem wypchała i wszystkich wnuków. Ja sześcioro dzieci
miała i wszystko żem wypchała, bo co tu biedaki mieli robić. A pisać i cytać nie umim. Ta
niepiśmienna gaździna o władzy mówiła w ten sposób: A żeby ślak ich wszystkich trafił!
Po co to fałszystwo?! My proste, biedne ludzie, skoły nie mamy, a w ten telewizor teraz
troszkę popatrzymy i to widzimy, że tam chamstwo, cygaństwo jest! Bedom sie kochać,
kiedy bedom chcieć. Fałszywe takie! Cymu jeden drugiemu tak dokuca?! Cymu ich tam
taka kupa?! W Ameryce to ich jest dziesięciu, a nie dziewięciuset
dziewięćdziesiąt
dziewięć. Uni uceni!!! A dać im łopate niech idom rowy kopać! W państwie
nauczycielom mało pensji nie płacom, pielęgniarkom
bieda,
tyz, a łoni majom! Łoni majom!
Jeno siedzo i sie obyczajo! Po co ten fałsz?! (...) A cygaństwo jak sie widzi to az śkoda
patseć na to. Ja to w swoim głupim rozumie rozumiem i jak widze posła to bym tak
napluła w ocy. Jakoś to oni skromniej powinni! A nie żeby im brzuchy rozsły a my ze
karkami zgiętymi!!
Obłuda i zakłamanie władzy przemawiającej z telewizora budzą
straszne rozgoryczenie. Słowa parlamentarzystów o uchwalaniu uchwał i podejmowaniu
działań dla dobra społecznego zderzone z aferami, przekrętami,
informacjami o
zarobkach płynącymi z tego samego ekranu odbierane są jako kłamstwo niezmiernie
irytujące.
Powodem
złości jest
fakt,
że kłamstwa
władzy unicestwiają
realną
9
rzeczywistość. Wobec zastępowania doświadczanej rzeczywistości przez wykreowaną
fikcję nasi rozmówcy czują się zupełnie bezradni. Mamy tu jak sadzę do czynienia z
simulacrum, o którym Jean Baudrillard (1998) pisał, że znosi rzeczywistość. Oficjalny
dyskurs polityczny kreuje nierzeczywistość, zastępując nią doświadczaną przez naszych
rozmówców realność. W ten sposób ich prawda nie ma szans zaistnienia, znika podobnie
jak przeżywana przez ludzi codzienność. To budzi irytację, choć jak powiedział jeden z
naszych rozmówców do mijania się rzeczywistości z fikcją kreowaną przez polityków
zdążyli przyzwyczaić już w latach PRL-u.
Na koniec warto zapytać o to, jak to się dzieje, że zwykli ludzie, w tym także
pochodzący ze wsi stają się ludźmi władzy? Targowi sprzedawcy mieli na ten temat jasną
odpowiedź: Nie ma człowieka, który idzie do władzy żeby zachował swoje...[cechy - A.
M . Sz.] traci wtedy swoją tożsamość, traci honor, wiele, wiele traci. Idzie tak jak koń z
klapkami na oczach, on rządzi i wszystko. Nie ma człowieka u władzy, żeby cos nie
przeskrobał
- twierdził pięćdziesięcioletni mężczyzna. Ten pogląd podzielało wielu
naszych rozmówców. Władza zmienia ludzi. Wstępując do tego środowiska nawet
porządny człowiek przechodzi przemianę i nabiera cech negatywnych: staje się kimś
„wyższym", bogatym i zaczyna się interesować wyłącznie własnym dobrobytem. Należy
do sfery, na którą, jak twierdzili wszyscy nasi rozmówcy, zwykły człowiek nie ma
żadnego wpływu, co znów przypomina wnioski Znanieckiego.
Góralskie wyobrażenia o „dobrej władzy".
Nasze rozmowy w ogromnej mierze wypełniały narzekania, żeby nie powiedzieć
pomstowania na władzę czy polityków. Próbowaliśmy odnaleźć jakieś pozytywne oceny
lub jakiś idealny wzorzec zadając pytanie o dobrą władzę. Zwykle
uzyskiwaliśmy
odpowiedzi odwołujące się do wartości: uczciwy powinien być. Ten kto sprawuje władzę
powinien być uczciwy [Kobieta lat 55]. Słowo uczciwy padało najczęściej, streszczając
wszelkie etyczne wymagania wobec kandydata do władzy. Nieco mniej popularne, ale
dobrze uzupełniające poprzedni termin, było określenie sumienny: byle oni sumiennie
rządzili [Kobieta lat 60] lub powinien być solidny, sumienny i nie myśleć tylko o sobie,
ino o wszystkich [Kobieta lat 55]. Określenie sumienny i uczciwy jest używane w
znacznym stopniu wymiennie - chodzi o to, aby człowiek władzy żył zgodnie z
10
sumieniem ukształtowanym przez dekalog i miłość bliźniego. Wszystkie postulaty tego
typu kończą się stwierdzeniem, że obecnie jest dokładnie na odwrót.
Gdy zadawaliśmy pytanie o dobrą władzę wielu rozmówców porównywało ją do
służby:
Władza
służyć
powinna
Polakom,
społeczeństwu,
każdemu
człowiekowi
[Mężczyzna lat 50]. Jak się przekonaliśmy władza rozumiana w kategoriach służby
stanowiła idealny wzór wszelkiej władzy. Ten ideał wcielał, zdaniem górali, tylko jeden
człowiek - papież Jan Paweł I I : władza nie powinna być władzom, tylko po prostu służyć,
tak jak papież, nasz Ojciec Święty. On jest autorytetem, oni powinni się od niego uczyć.
On niby rządzi całym światem, ale służy - objaśniała pięćdziesięcioletnia kobieta. Takie
rozumienie władzy niewątpliwie zostało ukształtowane na gruncie chrześcijaństwa.
Postać Jana Pawła I I jest niezwykle istotna dla zrozumienia góralskich wyobrażeń
o władzy. Nasi rozmówcy, zwłaszcza ci wychowani w czasach PRL, bardzo ostro
rozdzielali sfery polityki i religii, charakteryzując tę pierwszą jako sferę brudną, drugą
zaś jako wzniosłą (Lubańska 2005). W przypadku Jana Pawła I I ten podział jest
nieistotny, Ojciec Święty jest ponad nim: papież całą tą politykę utrzymuje, bo on jest
podstawą tej polityki, (...) nie chce wojny, nie chce robić zła, chce jak najlepiej, zawsze
czyni dobrze - podkreślał sześćdziesięcioletni mężczyzna. Polityczna rola Ojca Świętego
jest podkreślana we wszystkich wypowiedziach, podobnie jak w rozmowie taksówkarzy
w Nowym Targu: proszę Panią, wojnę przekroczył Papież, Reagan i Gorbaczow. Tych
trzech ludzi załatwiło to i dalej tę politykę formują. My bez Papieża to byśmy już 18
republiką
byli dawno! Rolnik, emeryt uzupełniał: on był tą iskrą, która
rozpaliła
wszystko, a wielu naszych rozmówców mówiło po prostu: on komunizm obalił.
Zaskakujące, ale w osobie Jana Pawła I I polityka nie tylko nie jest przeciwieństwem
religii czy moralności przeciwnie, zdaniem górali on potrafił wnieść do brudnej polityki
dobro, przemieniając ją tym samym w sferę, nadal obcą i odległą dla zwykłego
człowieka, ale nie diaboliczną. Według naszych rozmówców stało się tak dlatego, że
Papież wniósł ewangeliczne wartości do świata polityki: Ojciec święty pokazuje jak
wyciąga rękę do każdego. Miał spotkania ekumeniczne nawet z żydami. No najgorzej mu
idzie z prawosławiem,
ale do każdego wyciąga rękę - mówiła pięśdziesięcioletnia kobieta
- i ta jego tolerancja! To jest podstawowa rzecz! Papież przeprasza, on do każdego
wyciąga rękę! Starsza gaździna uzupełniała: Ojciec Święty powiedzioł:
on psyjmuje i
11
żydów i muzułmanów i każdego szanuje i powinno się tolerować każdego cłowieka: cy to
katolik, cy to zyd, cy cygon. Młodsza kobieta, dawniej należąca do PZPR dodawała:
Ojciec Święty pokazuje jak być tolerancyjnym w stosunku do tych, którzy wierzą w co
innego niż my. O tolerancję mu chodzi i o pokój. Władza sprawowana w myśl zasad
chrześcijańskich uległa przemienieniu. Stało się to za sprawą siły duchowej Jana Pawła
I I , którą nasi rozmówcy uważali za tak wielką, że zdolną przemieniać ludzi i narody: on
był ta iskrą potrzebną w narodzie, żeby się ludzie obudzili, żeby uwierzyli po prostu w to,
że pewne rzeczy są możliwe. Ludzie stali się dużo odważniejsi, takiej otuchy nabrali, bo w
ten cas był jesce taki ustrój komunistyczny i to tak różnie było, po prostu my tacy byli
zniewoleni, ze nic nie wolno było mówić, nic tego... i po prostu ludzie takiej otuchy
nabrali - tak objaśniała studentom fenomen oddziaływania Ojca Świętego staruszka,
która ukończyła 2 klasy (rolniczka).
Jej wypowiedź dobrze charakteryzuje stosunek górali do Papieża: No to my tu w
Ludźmierzu Papieża bardzo szanujemy, bo jesce jak był biskupem w Krakowie, to cęsto
psyjezdzoł do Ludźmierza, przeważnie na odpusty. No to sie go widziało, i wiedzieli my ze
to ten i jak go wybrali na papieża to kazdy był zadowolony, że to taki, co my go znamy,
nie! Dalszy ciąg jej wypowiedzi dotyczy zdarzenia istotnego dla rozważań na temat
władzy: I jesce takie zdazenie było, ze jak było koronacjo tej Matki Boskiej
Ludźmierskiej
w 1963, to te figurę jak podnosili, to jakoś im się pochyliła i berło jej wypadło z rąk i on
to chwycił, żeby nie upadło na ziemię. Chwycił to berło! I zaraz śmiali sie z niego księża i
biskupi śmiali się z niego, że wróży mu sie jakaś władza i potem było właśnie ta władzo!
Opowieść o pochwyconym berle słyszeliśmy od wielu osób. Ludzie opowiadali nam ją
wielokrotnie, abyśmy zrozumieli że, władza Ojca Świętego pochodziła od Boga.
Opisywane zdarzenie interpretowali jako znak z nieba, rodzaj objawienia woli bożej,
element planu bożego wcześniej wiadomy i zakomunikowany wybranym (góralom
oczywiście). Odwołując się do sakralnego pochodzenia władzy, o którym pisał zarówno
Mircea Eliade (1988), Jean Paul Roux (1998) jak i inni autorzy sądzę, że można pokusić
się o przeciwstawienie władzy pochodzenia boskiego i ustanowionej przez ludzi.
Reprezentanci wybierani przez elektorat i na mocy umowy społecznej oddelegowani do
decydowania w ich imieniu, mają wszystkie ludzkie przywary: samolubność, skłonność
do prywaty, nepotyzmu itp. Inaczej z władzą z boskiego nadania, którą Bóg ustanawia i
12
wzmacnia swą siłą, która pozwala wybrańcowi przemieniać duchowo całe narody.
Dlatego ten rodzaj władzy stanowi niedościgły wzór dla władzy ludzkiej. Ucieleśniający
go Jan Paweł I I o oczach górali ma wszelkie cechy „bożego pomazańca" - jest wybrany
przez boga, jest pośrednikiem pomiędzy światem ludzi i sferą sacrum: w obliczu
Najwyższego uosabia rodzaj ludzki wstawiając się za nim, na ludzi oddziałuje mocą,
której źródło jest ponad naturalne.
Portret z negatywu.
Próbując z tych rozważań odtworzyć obraz własny naszych
rozmówców
zacznijmy od porównań, którymi się posługiwali. Postaci gazdy, bacy, pasterza to jak
pisze Sherry Ortner metafory źródłowe, o których można powiedzieć, że są jednym z
rodzajów symbolu kardynalnego, który bywa symbolem służącym do
porządkowania
doświadczenia
i uchwycenia go w kategoriach danej kultury, symbolem, który pomaga
nam wymyślić
w jaki sposób owo doświadczenie
tworzy całość (Ortner 2003, s. 110).
Jaki obraz własny ujawnia się w tak znaczącej metaforze? Jak już sugerowałam pierwsze
skojarzenie to inwentarz w gospodarstwie, owce, które trzeba pilnować, karmić, poić.
Jest też możliwa mniej deprecjonująca interpretacja: społeczeństwo to juhasi, członkowie
rodziny gospodarza, słowem ludzie, którzy wespół z nim wypracowują dobrobyt, a od
niego oczekują zorganizowania pracy tak, żeby była jak najbardziej efektywna. Pierwsza
interpretacja nie zakłada podmiotowości. W drugim ujęciu Polacy, a w każdym razie
górale, postrzegają się jako samodzielne podmioty, wymagające jedynie pokierowania.
Jeżeli od władzy oczekują przede wszystkim dobrego organizowania gospodarki oznacza
to, że uważają, iż sami odnajdą się w rzeczywistości rynkowej, o ile prawo, które
reguluje tę sferę będzie sprzyjające i przejrzyste.
Porównanie władzy do stanowczego pasterza niesfornych owiec wprowadza
ważny element autoportretu polskiego społeczeństwa. Oczywiście uzasadnia potrzebę
silnej władzy,
ale przede
wszystkim niesie informację
o samoocenie
naszych
rozmówców, którzy uważają, że Polacy są niesubordynowani, mają kłopoty z samo
organizacją i współdziałaniem. Są społeczeństwem zatomizowanym, które jednoczy się
w obliczu silnej władzy.
Czy zatem idea działania dla wspólnego dobra jest im obca? Przeczą temu bardzo
emocjonalne
i liczne wypowiedzi na temat rozkradania i wyprzedaży
majątku
13
narodowego. Wiele z nich zawierało argumenty, że przecież był to majątek wypracowany
przez społeczeństwo. Można się zastanawiać, na ile jest to wynik oddziaływania
socjalistycznych idei upowszechnianych przez radiowęzeł w kombinacie „Podhale".
Warto jednak przypomnieć, że górale mają wyjątkowo zakorzenione poczucie własności.
Nigdy nie odebrano im ziemi, nie powstały na Podhalu PGR-y. Może to być zatem
poczucie więzi i współ wytwarzania czegoś, co nie jest majątkiem konkretnego
właściciela, ale wspólnoty narodowej. Z tego wynika, że nasi rozmówcy zakładają
istnienie takiej wspólnoty, że czują się składową narodu, wspólnoty, którą Benedict
Anderson nazywa wyobrażoną (1997). Jak górale wyobrażają sobie naród, to temat do
zbadania, tutaj chciałam jedynie złagodzić indywidualistyczną wizję społeczeństwa, jaką
zawiera się w metaforze niesfornych owiec.
Władza
oprócz
funkcji
organizacyjnych powinna zapewniać obywatelom
bezpieczeństwo - ten postulat jest chyba najstarszym i najbardziej uniwersalnie
formułowanym oczekiwaniem wobec wszelkiej władzy i trudno się dziwić, że wciąż jest
aktualny.
Tymczasem ludzie czują
się zagrożeni,
bezradni wobec
narastającej
przestępczości, zwłaszcza zorganizowanej. Porównanie z latami PRL jeszcze pogłębia to
wrażenie. Całkiem niedawno było na ulicach dużo bezpieczniej. Po przełomie 1989 r
przestępczość bardzo wzrosła, a przede wszystkim znacznie nasiliło się zainteresowanie
mediów. Efektem jest społeczne odczucie gwałtownego spadku bezpieczeństwa.
Nasi rozmówcy czują się również zagrożeni gospodarczo - zmieniające się
przepisy i obciążenia fiskalne powodują, że nikt nie jest pewny jak długo jego mała
wytwórnia, zakład usługowy, stragan czy gospodarstwo będzie rentowne. Gdy państwo
zmieni przepisy, podniesie VAT, opłaty na ZUS drobny przedsiębiorca splajtuje i zwolni
pracowników. W efekcie nikt nie jest pewien jutra, wszyscy obawiają się utraty pracy i
narzekają na bardzo słabe zarobki u „prywaciarza", który obciążony świadczeniami na
rzecz państwa, nie chce lepiej płacić pracownikom. Większość z nich porównując obecną
sytuację z czasami PRL-u z nostalgią wspomina komfort, jakim była stała pensja
przynajmniej jednego z członków rodziny pracującego w kombinacie obuwniczym
2
„Podhale" . Warto podkreślić, że górale w stopniu większym niż mieszkańcy innych
2
Kombinat przemysłu obuwniczego "Podhale" zbudowano w Nowym Targu w 1957 r. W okresie
największego rozkwitu, w l. 70., zatrudniał do 10.000 pracowników. Został zlikwidowany w 1990r.
14
regionów, byli od pokoleń przyzwyczajeni do tego, że dochód z górskiego gospodarstwa
nie wystarcza na wyżywienie rodziny i trzeba szukać zarobku w rzemiośle lub w pracy za
granicą.
Mimo, że niepewność jutra nie jest dla nich niczym nowym, po latach
zatrudnienia w państwowych zakładach zapewniających stabilność zarobków, obecna
sytuacja jawi się jako niepewna. Poczucie niepewności i niestabilności gospodarczej
dominuje w wypowiedziach.
Wiele o lokalnym autoportrecie mówią opowieści o ludziach władzy, o tym kto
może zostać politykiem, jakie cechy predestynują do władzy itp.
Nasi rozmówcy
uważają się za radykalnie różnych od polityków. Polityk to człowiek wykształcony,
obyty, bogaty przywykły do dobrobytu i lekkiej a dochodowej pracy. Ludzie, z którymi
rozmawialiśmy - przeciwnie - czują się nieznaczącymi pionkami. Mówią o sobie my
bidne ludzie lub my - prosty naród. To poczucie niskiej wartości uzasadniają brakiem
edukacji, ogłady, a przede wszystkim biedą. Uważają, że za ciężką pracę są słabo
wynagradzani i choćby się zapracowali, nie są w stanie zarobić tyle, by żyć godnie.
Zwłaszcza starsi ludzie uważają, że przyszło im żyć z karkami zgiętymi. Młodsi są
bardziej konkretni i szukają przyczyn tego, że w Polsce człowiek pracujący fizycznie nie
może się dorobić, a w USA czy Niemczech - tak. Za tą poniżającą dla nich sytuację
obwiniają fiskalizm państwowy i złe zarządzanie gospodarką. Pod tym określeniem
mieszczą się wszystkie afery gospodarcze, nieuczciwości związane z likwidacją i
prywatyzacją przedsiębiorstw oraz wyprzedaż majątku narodowego. Są to sprawy bardzo
bulwersujące, nasi rozmówcy czują się wobec nich bezsilni. Pracują, ale zyski z ich pracy
czerpią inni. W efekcie trudno mówić o poczuciu własnej wartości, gdy walczą o
utrzymanie siebie i swoich rodzin. Jedyne co im pozostaje to przekonanie o tym, że w
porównaniu do polityków są bardziej uczciwi,
sumienni, etyczni. Porównanie z
politykami pod kątem wygody życia i dostatku wypada zdecydowanie na niekorzyść
naszych rozmówców, rekompensatą za to jest korzystne dla ciężko pracujących ludzi
porównanie pod względem moralnym.
Wyrzucanie ludziom władzy prywaty, nieuczciwości, zakłamania wiele mówi o
wiejskim systemie wartości, w którym uczciwa praca jest jedną z najwyższych wartości.
Ciężka, codzienna praca, powolne dorabianie się, bogacenie przez pokolenia są
przeciwstawiane obecnym karierom, kiedy to majątek zbijany jest w kilka lat. Czerpanie
15
korzyści dawniej z przynależności do PZPR, a obecnie z uczestnictwa w polityce lokalnej
czy centralnej jest negatywnie wartościowane. Jak wynika z naszych badań: polityka to
nie jest uczciwa praca (Rozmowy...2005). Podkreślają to również wypowiedzi dotyczące
przemiany moralnej człowieka, który wchodzi w sferę władzy - gdzieś gubi się jego
kręgosłup moralny i zrozumienie dla problemów sąsiadów. Dla naszych rozmówców
wartością jest sumienna praca, działalność polityków uważają za dorobkiewiczostwo.
Co wynika z kreślonego przez
górali wzorca idealnego? Ideał władzy
formułowany w kategoriach służby zakłada podmiotowość tego, komu ta władza służy.
Idea służby jest swego rodzaju dowartościowaniem owego podmiotu. Zmienia to
diametralnie istniejącą sytuację, w której nasi rozmówcy czują się pionkami. W modelu
idealnym następuje odwrócenie: to oni są godnym poszanowania podmiotem, wobec
którego władza pełni funkcje służebne. Takie ujęcie pokazuje silną tęsknotę za
poszanowaniem, dostrzeżeniem, zaistnieniem w sferze publicznej. Władza, która służy
człowiekowi dostrzega jego problemy i dąży do tego, aby je rozwiązać. W takim ujęciu
ludzie, również niewykształceni, są znaczący. Zważywszy, że mówimy tu o sytuacji
pożądanej, a nie realizowanej, można wnosić, że nasi rozmówcy czują się nieistotni,
lekceważeni, odsunięci o wpływu, a często poniżeni.
Wielka irytacja jaką budzą zapewnienia ludzi władzy, o tym, że służą dobru
społecznemu wynika z tego, że prawda jest inna, zdaniem naszych rozmówców.
Publiczne wypowiedzi polityków o poszanowaniu wyborców i działaniu dla ich dobra,
unicestwiają rzeczywistość zastępując ją sielankowa wizją. To budzi w naszych
rozmówcach wielkie rozgoryczenie. Media dopuszczają do głosu polityków, głos ludzi
niewykształconych jest niesłyszalny. Ich prawda o rzeczywistości nie ma, jak uważają,
możliwości zaistnienia. Jest wyparta z dyskursu publicznego i zastąpiona obłudnymi
deklaracjami. To wzmaga jeszcze poczucie odsunięcia i tego, że dla polityków nasi
rozmówcy stanowią masę, łatwo poddająca się manipulacji.
Co objawiają wypowiedzi dotyczące Jana Pawła II? Niewątpliwie ujawniają
marzenia o władzy etycznej, zainteresowanej człowiekiem, akceptującej każdego, nawet
prostych ludzi; władzy, która ich szanuje na tyle, że chce im służyć. Te marzenia
powstają na gruncie przekonania, że w rzeczywistości jest odwrotnie. Wyrastają z
poczucia nieposzanowania, okpienia, lekceważenia bidnych ludzi, którzy są pionkami.
16
Oczywiście
nie
dotyczy to
całego
społeczeństwa,
ale prostego
narodu
ludzi
niewykształconych, pracujących fizycznie, mieszkających z dala od centrum władzy i
bogactwa.
Wypowiedzi naszych rozmówców dowodziły, że podział na Polskę „pańską" i
„chłopską" jest wciąż aktualny. Józef Burszta wywodzi go ze średniowiecznego
porządku społecznego, pokazuje jak umacniał się w czasach renesansu, racjonalizował w
dobie oświecenia, nabierał emocjonalnego
młodopolskim. O dwudziestoleciu
zabarwienia w okresie romantyzmu i
międzywojennym pisze, że wówczas podział był
doświadczany w kategoriach kultury chłopskiej i
szlachecko-inteligenckiej (1985, s.
274). Józef Chałasiński podobnie charakteryzuje go w latach pięćdziesiątych, kiedy
przybiera postać opozycji kultura chłopska - kultura inteligencka. Burszta pisze o jego
aktualności w latach
osiemdziesiątych. Najnowsze wcielenie tego przeciwstawienia
Izabella Bukraba Rylska (2005) nazywa dyskursem miejsko-inteligenckim i wiejsko
plebejskim.
Podsumowując, warto zauważyć, że kreślony przez górali autoportret zakłada
bardzo głęboki podział społeczny, wywodzący się jeszcze z czasów społeczeństwa
stanowego, a jak widać wciąż aktualny pomimo zmian prawnych włączających warstwę
ludową do grona obywateli współdecydujących o losach Polski. Czym charakteryzuje się
prosty naród
przeciwstawiany tym, którzy żyją po pańsku?
skupieniem na sprawach gospodarczych,
zapewnić utrzymanie rodziny
Przede wszystkim
na pracy, pozwalającej odegnać biedę i
(Stomma 1986, Kroh 2002). Sprawy gospodarcze są
zawsze priorytetowe, a polityka interesuje ich o tyle, o ile ma wpływ na gospodarkę
(Rozmowy...2005). Dlatego najistotniejsze są te wartości, które łączą się z pracą uczciwość i sumienność.
Stanowiąca zasadniczą większość społeczeństwa grupa ludzi
słabiej wykształconych ma poczucie odsunięcia. Ich cele, dążenia, wyznawane wartości
nie przebijają się do dyskursu publicznego. Medialne debaty w małym stopniu dotyczą
optymalizacji rozwiązań gospodarczych,
skupiają się na sprawach politycznych, o
których nasi rozmówcy mówili, że są fanaberią
dla bogatych, co nie muszą
ciężko
pracować.
Bibliografia:
Anderson B.
17
1997
Wspólnoty wyobrażone, tłum. S. Asmsterdamski, Kraków.
Baudrillard J.
1998
Procesja symulakrów, w: Postmodernizm,
red.
J. Nycz,
tłum.
T.
Komendant, Kraków, s. 175-189.
Bukraba-Rylska I .
2005
Na temat wsi i socjologii wsi (pomiędzy dyskursem wiejsko-plebejskim a
miejsko inteligenckim),Warszawa.
Burszta J.
1982
Osobowość chłopa polskiego u progu niepodległości jako wynik przemian
agrarnych i społeczno-ekonomicznych, w: Dzieje szkolnictwa i oświaty na wsi polskiej,
red. S. Michalski, t. I, Warszawa.
1985
Chłopskie źródła kultury, Warszawa.
Chałasiński J
1997
Przeszłość i przyszłość inteligencji polskiej, Warszawa.
Eliade M .
1988
Historia wierzeń i idei religijnych, t. 1, tłum. S. Tokarski, Warszawa
1994
Historia wierzeń i idei religijnych, t. 2, tłum. S. Tokarski, Warszawa
Goff Le J.
2002
Kultura średniowiecznej Europy, tłum. H. Szumańska-Grossowa, Gdańsk,
Warszawa.
Lubańska M .
2005
Religia i polityka. Ich wzajemne relacje w powiecie nowotarskim, w:
Rozmowy z góralami o polityce, red. A. Malewska-Szałygin, Warszawa, s. 125-140.
Ortner Sh. B.
2003
O
symbolach kardynalnych, w: Badanie
kultury. Elementy
teorii
antropologicznej, tłum E. Klekot, Warszawa, s. 106-116.
Rozmowy...
2005
Rozmowy z góralami o polityce, red. A. Malewska-Szałygin, Warszawa.
18
Roux J. P.
1998
Król. Mity i symbole, tłum. K. Marczewska Warszawa.
Schils E,
1994
Co to jest społeczeństwo obywatelskie?, w: Europa
i
społeczeństwo
obywatelskie. Rozmowy w Castel Gandolfo, red. K. Michalski, tłum. D. Lachowska,
Kraków.
Stomma L.
1986
Antropologia kultury wsi polskiej XIX w, Warszawa
Thomas W. I . , Znaniecki F.
1976
Chłop polski w Europie i Ameryce, tłum. M . Metelska, Warszawa.
19